Poza tym na jutro się umówiłam pod nóż, i jestem kłębkiem nerwów. Śnią
mi się koszmary i już trzy razy prawie rezygnowałam z tej decyzji.
Bardzo serdecznie proszę trzymać za nas kciuki jutro (od 14) i przez
cały weekend!
Dorota zdenerwowana i dwie ogoniaste wprost przeciwnie
--
Kocie Internetowe Centrum Informacyjne (serwis KICI)
http://www.koty.w.pl
nie denerwuj sie; niedawno nasza kotka (pusiar, aka "abażurek" przez tydzien
po operacji) to przechodzila; zaden problem...
trzeba z nia posiedziec po, bo chodzi i sie obija; dobrze, jakby nie
skakala (szeleczki? klatka?), bo wtedy jeszcze dziala znieczulenie,
a nastepnego dnia poczuje tym wiekszy bol im wiecej pobiega poprzedniego
od drugiego dnia bol powoduje, ze kot zachowuje sie spokojnie i nic sobie
nie zrobi (i tez nie boli jak nie biega, kot wygladal bardzo dobrze gdy
sobie odpoczywal)
kolnierz zalatwia problem lizania
spoko...
duzo glaskac
robert
--
<rob...@robmar.net> http://www.robmar.net/ http://wap.robmar.net/
"go my son, go my son" [Moff, Human Traffic]
> Ale chyba jestem jedyna, która
> zaobserwowała takie zjawisko - jedna kotka ma ruję, a sikają obie?
kobiety!
> Poza tym na jutro się umówiłam pod nóż, i jestem kłębkiem nerwów. Śnią
> mi się koszmary i już trzy razy prawie rezygnowałam z tej decyzji.
> Bardzo serdecznie proszę trzymać za nas kciuki jutro (od 14) i przez
> cały weekend!
Będę trzymać kciuki cały czas, za ogoniaste i za Ciebie bardzo mocno. Bierz
z nich przykład. ;) Będzie dobrze (...sama odwlekam sprawę.... Moja kochana
Szuszunia. Moja kochana Gasia!)
A poza tym - witam serdecznie!
Moje złotka widac na stronie Roberta - http://www.robmar.net/images/Koty/
Je też to czeka... Czekam na relacje póki kciuki nie zbieleją
Iwonka
--
Gasia. Szuszu. Iwona. Mroczek.
mailto:mro...@hot.pl
My tez trzymamy mocno...nie martw sie- wszystko bedzie dobrze- musi byc!
Cieple pozdrowienia dla Was...
--
>^-_-^< salma
ICQ 52631710
www.galeria-kotki-bezy.w.pl
"Kot nie czlowiek- to stworzenie delikatne"
Zmartwię Was - nie musi, oj, nie musi....
Weterynarze też ludzie i błedy im się zdarzaja...
--
___________ (R)
/_ _______ Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
___/ /_ ___ ul. Ludwiki 1 m. 74, 01-226 Warszawa
_______/ /_ IRC: _555, http://mike.oldfield.org.pl/
___________/ mail: _5...@irc.pl UIN: 4098313
chlebem, sola i Eukanuba! :)
poglaszcz swe zlotka!
Dorota: nie przejmuj sie. bedzie dobrze! najgorsze jest chyba to, co sie z
kota dzieje po wybudzeniu z narkozy, i ze caly czas trzeba jej pilnowac...
przynajmniej z pusiarem tak bylo.
kasica
--
"Tak, swiat jako calosc jest bardzo hermetyczny"
(c) Andrzej Anzelm Kudlicki
No i sie nawet nie dziwie - rozmawialam wczoraj o sterylizacji mojej
Gretki - i JUZ jestem cala w nerwach - a przeciez to wstepna
rozmowa....Rany, nawet im powiedzialam , ze musza zdawac sobie sprawe z
tego, ze to moje dziecko i jakby co to zabiję! ...O!
Trzymaj się!
Kupa luda i stado kotów trzyma kciuki, łapki i co tam jeszcze. :-)
Kubus Fatalista + 3 ogony
> Zmartwię Was - nie musi, oj, nie musi....
> Weterynarze też ludzie i błedy im się zdarzaja...
Hmm.... kolejna prowokacja? A wiesz ze zdarzaja sie tez pewne choroby
niewykastrowanym kotkom oraz powiklania przy porodzie i podczas ciazy?
Rowniez czasem zdarzaja sie wypadki wychodzacym kotom....
Czy gdyby kot Twojego znajomego mial miec w znieczuleniu usuwany
kamien nazebny, to tez bys go "pocieszal" bledami lekarskimi?
Gratuluje podejscia. A wiesz ze zdenerwowanie wlasciciela wplywa bardzo
zle na zwierze? Ono czuje ten niepokoj i im jest wiekszy - tym bardziej samo
cierpi i sie stresuje. Grupowicze starali sie pocieszyc wlascicielke tej kotki -
a przy okazji ja uspokoic. Dzieki temu sama kotka bylaby spokojniejsza. I o
to chyba wszystkim szanujacym uczucia ludzkie i zwierzece chodzilo. Ty
swoim malo delikatnym, prowokacyjnym komentarzem osiagnales jedynie
to, ze ten spokoj zostal zaburzony. Niczego to nie zmieni, poza tym ze kilka
istot bedzie sie bardziej denerowalo.
Gratuluje. O to Ci chodzilo?
EOT
Agnieszka
- [ http://www.zwierzeta.w.pl ] -
- [ ICQ UIN: 52521716 ] - [ E-Mail: a...@zwierzeta.w.pl ] -
Wiesz jak dobrze wiedzieć, że nie jestem jedyna taka zbzikowana? :-)
Dzięki wszystkim za wszystkie kciuki, trzymajcie dziś od 14 :-)
Dorota i dwie ogoniaste
Nie chce byc niemily.. i przepraszam, ze sie wtrace.. ale pocieszanie kogos
mowieniem ze na 1000% wszystko bedzie dobrze raczej nie uspokaja.. jak sie
kogos pociesza, to ten ktos sie jeszcze bardziej denerwuje i doluje.. bo wie
ze pociesza sie osobe tylko wtedy gdy jest zle prawda ??? Przynajmniej ja
tak do tego podchodze.. osobiscie nie lubie jak ktos mnie pociesza.. mowiac
wszystko bedzie ok.. jak wie, ze moze nie byc ok..
to dosc subiektywne- nie uwazasz....? i nie do Ciebie byly skierowane slowa
otuchy...moze komus innemu sa potrzebne...?
bo wie
> ze pociesza sie osobe tylko wtedy gdy jest zle prawda ??? Przynajmniej ja
> tak do tego podchodze.. osobiscie nie lubie jak ktos mnie pociesza..
mowiac
> wszystko bedzie ok.. jak wie, ze moze nie byc ok..
A ja na przyklad tak do tego nie podchodze- kazdy odbiera to inaczej. Jesli
Dorota prosi o trzymanie kciukow to mam jej napisac, ze na pewno zabieg sie
nie uda, tak? To na pewno by ja pocieszylo...:-<
Jesli Ona sama nie protestowala to po co sie czepiac...
pozdrawiam
Znam ten ból, przeżywałam to samo przy sterylizacji Melanii. Trzymam oba
kciuki bardzo mocno. Daj znać, jak futrzasta to zniosła.
Kamila+Melania+Szarotka
Witam
> Nie chce byc niemily.. i przepraszam, ze sie wtrace.. ale pocieszanie
>kogos mowieniem ze na 1000% wszystko bedzie dobrze raczej nie
>uspokaja.. jak sie kogos pociesza, to ten ktos sie jeszcze bardziej
>denerwuje i doluje.. bo wie ze pociesza sie osobe tylko wtedy gdy jest zle
>prawda ???
Mam na to troszke odmienne zapatrywanie... Wogole slowo "pocieszanie" z
natury swojej polega na mowieniu uspokajajacych rzeczy, prawda? A do
takich trudno zaliczyc straszenie i czarne wizje. Myslisz ze Dorota nie wie ze
ze sterylizacja wiaze sie jakies tam ryzyko? Myslisz ze inni ktorzy jej mowili
slowa otuchy tez o tym nie wiedza? Alez my wszyscy wiemy. Jednak wlasnie
dlatego sie mowi ze bedzie wszystko dobrze. By troszke uspokoic, by
dodac odwagi. A pociesza sie nie tylko wtedy gdy jest zle. Pociesza sie tez
gdy ktos jest zdenerwowany, niepewny. I czesto samo takie dodanie otuchy
bardzo pomaga.
Gdy ja pisalam o moim kroliczku czy o tej suczce... Myslisz ze czulabym sie
lepiej gdyby ktos mi napisal ze one prawdopodobnie umra? No bo taka
wlasnie byla prawda. Ale ja na grupie dostalam wlasnie tego czego
najbardziej potrzebowalam w tamtej chwili - slowa otuchy. Mimo iz i ja i
wszyscy inni wiedzieli jak to sie moze skonczyc. W koncu gdyby Dorota nie
wiedziala o zagrozeniach, to by sie nie denerwowala, prawda?
> osobiscie nie lubie jak ktos mnie pociesza.. mowiac
> wszystko bedzie ok.. jak wie, ze moze nie byc ok..
Widzisz.... Ty nie lubisz pocieszania w trudnych sytuacjach.... A w takich
przeciez zawsze moze byc zle. Jednak sa ludzie ktorym potrzebne jest
wtedy dobre slowo i swiadomosc ze ktos tam symbolicznie trzyma kciuki.
Nie za nich. Za to zwierze ktore jest chore czy np. akurat operowane.
Takie jest moje zdanie... Tym bardziej ze spokojniejszy wlasciciel - to
jednoczesnie spokojniejsze zwierze.
Pozdrawiam
sensowna uwaga, ale nie calkiem na temat:
byla mowa o operacji sterylizacji kotki; krytykowano czarnowidztwo Adama,
ktory nie sterylizowal swojej kotki; zas przeciwstawieniem nie bylo
"pocieszanie", tylko opinia kilku osob oparta na doswiadczeniach z kotami,
ktore juz taka operacje przeszly
choc imho posty Adama wystarczy ignorowac, przynajmniej te zwiazane ze
sterylizaja zwierzat (bo jego inne wypowiedzi chyba nie byly takie
dziwne...)
pozdrawiam,
Jeszcze raz bardzo dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków :-)
Nie pisałam wcześniej, że będziemy sterylizować obie, bo nie byłam
pewna, czy to się uda. I prawie by się nie udało, bo ja wróciłam po
zabiegu ze śpiącą Szarlisią i w domu wpadłam w histerię (walnie
przyczynił się do tego taksówkarz, który celowo wybrał trasę po
wertepach i robił komentarze "a ten kot wygląda, jakby był zdechły").
Zabroniłam mężowi jechać z Karmelką (umówiliśmy się w odstępie 2
godzin). No ale w końcu pojechał. Szarli wybudziła się w domu, była
słabiutka, łaziła przewracając się, ale koniecznie chciała wejść na
fotel, więc musiałam jej pomagać wchodzić i schodzić. Karmelka wróciła w
lepszej formie - od razu po przyjściu do domu wstała i prawie pobiegła.
Wieczorem na zmianę łaziły i spały, w nocy spały. W sobotę Karmelka
zaczęła jeść, natomiast Szarli nie chciała. Była strasznie słabiutka,
nie była w stanie nigdzie wskoczyć. Zadzwoniliśmy oczywiście do wetki,
kazała podtykać smaczne kąski i ewentualnie po południu przyjechać na
kroplówkę, jeśli nie zacznie jeść. Siedziałam z nią w kuchni i godzinami
namawiałam ją na jedzenie, tłumacząc jej, że jak nie zacznie jeść, to ją
znowu zapakujemy do kontenerka i pojedziemy na kroplówkę; i to odniosło
skutek, bo w końcu skusiła się na wędlinę drobiową :-) Więc obeszło się
bez jeżdżenia na kroplówkę, uff. Potem już było coraz lepiej, wczoraj
wykonała skok na szafkę w kuchni, przyprawiając mnie prawie o zawał.
Obie mają po pięć szwów na brzuszkach, nie mają nic założone, żadnych
kołnierzy ani kaftaników i faktycznie się swoimi szwami nie interesują.
Mam nadzieję, że dziś nie zaczną...
Mam tylko jedno wielkie zmartwienie - bardzo na siebie prychają. Wiem,
że to ten zapach (bo nawet ja czuję ten smród szpitala ;-) ), ale
strasznie mnie to martwi. Na początku obie na siebie prychały, a teraz
Szarli próbuje się zbliżyć do Karmelki, która na nią prycha. Mam
nadzieję, że to szybko przejdzie... (Salmo, myślałam o Tobie i o pannach
B&B). Poza tym głównie leżą i odpoczywają, ewentualnie chodzą trochę po
mieszkaniu, o żadnej zabawie nie ma mowy. W sumie to chyba dobrze, niech
się nie forsują, chociaż strasznie mi smutno, bo jakby kotów nie było w
domu. Karmelkę trzeba godzinami głaskać po brzuszku, zwłaszcza po tym
ogolonym miejscu, co mnie zdumiało, bo myślałam, że będzie nadwrażliwa.
Teraz już wiem, jaki jest Edgar Łysy w dotyku ;-) tak przynajmniej
myślę...
Mają wycięte tylko jajniki, chociaż ja myślałam o wycięciu wszystkiego,
ale wetka stwierdziła, że są młode, nie miały podawanych hormonów, i
wycięła tylko jajniki. Nie wiem, może to i niedobrze, ale byłam w takim
stresie, że nie mogłam się z nią sprzeczać. Natomiast kotka, która była
między nimi (sterylizacje co godzina), miała 4 lata, podawaną Proverę, i
były już takie zmiany w macicy, że wycięli jej wszystko. Taki tygrysek
jak z reklamy Whiskas.
Aha, Szarli waży 2,30 (wetka się pytała podejrzliwie, czy ja aby na
pewno ją karmię ;-)), a Karmelka tylko 2,75. Znaczy tyle ważyły "przed"
bo po tych stresach i niejedzeniu na pewno mniej.
Pozdrowienia,
Dorota i dwie rekonwalescentki z łysymi brzusiami
Witaj
Ciesze sie ze to juz za Toba :)
> Mam tylko jedno wielkie zmartwienie - bardzo na siebie prychają. Wiem,
> że to ten zapach (bo nawet ja czuję ten smród szpitala ;-) ), ale
> strasznie mnie to martwi. Na początku obie na siebie prychały, a teraz
> Szarli próbuje się zbliżyć do Karmelki, która na nią prycha. Mam
> nadzieję, że to szybko przejdzie...
Przejdzie, a takie prychanie jest jak najbardziej naturalne. Kotka czuje ze jest
ranna i nie chce by drugi kot ja dotykal. Moja Luna robila identycznie wobec
Zabki ktora normalnie uwielbia. Ale to z czasem przechodzi :) Za kilka dni,
gdy rana przestanie byc taka odczuwalna - wszystko wroci do normy.
Pozdrawiam rekonwalescentki :)
Ciezki kretyn! sorry....
> Zabroniłam mężowi jechać z Karmelką (umówiliśmy się w odstępie 2
> godzin). No ale w końcu pojechał. Szarli wybudziła się w domu, była
> słabiutka, łaziła przewracając się, ale koniecznie chciała wejść na
> fotel, więc musiałam jej pomagać wchodzić i schodzić. Karmelka wróciła w
> lepszej formie - od razu po przyjściu do domu wstała i prawie pobiegła.
To tak jak Beza. Tez przez godzine po powrocie latala po domu, no a my za
nia z sercem na ramieniu...
> Mam tylko jedno wielkie zmartwienie - bardzo na siebie prychają. Wiem,
> że to ten zapach (bo nawet ja czuję ten smród szpitala ;-) ), ale
> strasznie mnie to martwi. Na początku obie na siebie prychały, a teraz
> Szarli próbuje się zbliżyć do Karmelki, która na nią prycha. Mam
> nadzieję, że to szybko przejdzie... (Salmo, myślałam o Tobie i o pannach
> B&B).
Jak napisala La Luna to pewnie z powodu bolu i ran tak sie do siebie
odnosza- na pewno to minie jesli wczesniej byly przyjaciolkam:-) Dziekuje za
mysli...ze tez mialas glowe w takiej sytuacji..dzieki:-)
> Aha, Szarli waży 2,30 (wetka się pytała podejrzliwie, czy ja aby na
> pewno ją karmię ;-)), a Karmelka tylko 2,75. Znaczy tyle ważyły "przed"
> bo po tych stresach i niejedzeniu na pewno mniej.
Myslalam, ze one sa duzo wieksze!:-) Na zdjeciach wygladaja tak dorodnie:-)
A kiedys tak sie martwilam, ze Beza wazy tylko 2,5 kg:-) Teraz w "porywach"
to ma nawet cale 3 kilo!:-) Znaczy miala...od kiedy jest Baja to ma pewnie
2:-(
Pozdrawiam serdecznie, obie panny prosze wycalowac w te lyse brzuszki- niech
zdrowieja szybciutko!
Mam nadzieję, że minie. Wiesz, jakie to jest stresujące...
> Myslalam, ze one sa duzo wieksze!:-) Na zdjeciach wygladaja tak dorodnie:-)
Szarlisia jest strasznie chuda (a teraz to już w ogóle, te zapadnięte
boczki... jak ktoś przyjdzie i ją zobaczy, to mnie zamkną za męczenie
kota ;-) ) i ma taką dość gładką delikatną sierść, więc wygląda na chudą
drobinkę, mimo że ma całkiem długie nogi i na wysokość jest chyba prawie
taka jak Karmelka. Za to Karmelka jest bardzo puchata (teraz po
wygoleniu widać, jak bardzo), więc wygląda na większą. Byłam przekonana,
że waży ze 3 kilo. Ale w sumie to dobrze, że nie są zapasione, mają
jeszcze czas, żeby się utuczyć ;-)
> A kiedys tak sie martwilam, ze Beza wazy tylko 2,5 kg:-) Teraz w "porywach"
> to ma nawet cale 3 kilo!:-) Znaczy miala...od kiedy jest Baja to ma pewnie
> 2:-(
A próbowałaś z walerianą albo kocimiętką? Chyba Cię nie pocieszę -
właśnie czytam na drugiej liście kociej, że są koty, które się nie
tolerują. Przytaczają przykład kotki, która została oddana właśnie z
powodu nietolerancji z drugim kotem, a w nowym domu zaprzyjaźniła się z
kilkoma innymi...
Można by próbować radykalnych metod, typu: oddać je na jakiś czas do
domu z innym kotem, być może wtedy zawiązałyby sojusz - ale myślę, że w
przypadku delikatnej psychiki Bezy to by się skończyło niedobrze. Ne
chcę być pesymistką, ale może powinnaś się zastanowić nad znalezieniem
Bai nowego domu - bo Wy się obie z Bezą wykończycie nerwowo. Oczywiście
może faktycznie znajdzie się jakiś zoopsycholog, który coś poradzi - ja
niestety pojęcia nie mam, gdzie kogoś takiego szukać.
> Pozdrawiam serdecznie, obie panny prosze wycalowac w te lyse brzuszki- niech
> zdrowieja szybciutko!
Dzięki wielkie :-)
Dorota
Oj, wiem, niestety wiem..:-(((
> A próbowałaś z walerianą albo kocimiętką?
Z waleriana (polecony przez Ciebie Nervosol) na razie probowalam na kazdej
osobno...i wstrzymalam sie:-( Dowiedzialam sie, ze waleriana dziala
pobudzajaco na koty! Przyznam, ze sie przestraszylam:-( Dzis chce sprobowac
posmarowac waleriana slupek do drapania. Kazda osobno reagowala ekstaza. Nie
wiem jak by bylo gdyby je wysmarowac, a jesli pogorsze sprawe..?
> Można by próbować radykalnych metod, typu: oddać je na jakiś czas do
> domu z innym kotem, być może wtedy zawiązałyby sojusz - ale myślę, że w
> przypadku delikatnej psychiki Bezy to by się skończyło niedobrze.
Dokladnie. To nie wchodzi w gre:-(
Ne
> chcę być pesymistką, ale może powinnaś się zastanowić nad znalezieniem
> Bai nowego domu - bo Wy się obie z Bezą wykończycie nerwowo. Oczywiście
> może faktycznie znajdzie się jakiś zoopsycholog, który coś poradzi - ja
> niestety pojęcia nie mam, gdzie kogoś takiego szukać.
Kochamy Baje.....bardzo...ona juz swoje przeszla:-( W lipcu jade z kotkami
na miesiac do lasu (przyczepa) i mam cicha nadzieje, ze moze tam...Ostatnio
bylo lepiej niz sie spodziewalam. Wyczekuje wiesci od zoopsychologa i w
ogole od wszystkich. Jakos nie moge myslec o oddawaniu Baji:-( Wiem, ze sa
koty, ktore sie nie toleruja, ale nasze nie walcza tak codziennie wiec
ciagle zyje nadzieja. Rozumiesz....nie wiem jak przezylabym rozstanie z
Baja....:-(( ona jest tez nasza...
Ja jeszcze wytrzymam....nie moge nawet myslec o takiej ewentualnosci.:-(
pozdrawiam
cholerny palant. ja tez nie cierpie jezdzic taksowkami z kotem. tekst
modelowy: "prosze pani, to koty tez choruja?". inny z kolei, kiedy jechalam
z pusiarem na zabieg poczestowal mnie dluga opowiescia o tym, jak po
ciezkiej chorobie umieral jego pies. wysiadlam z trzesacymi sie rekami.
ponadto panowie kierowcy nie moga sie nadziwic, jak moge wydawac kase na
taksowke w obie strony przez pol miasta tylko po to, zeby leczyc kota w
wybranej dobrej lecznicy. patrza jak na wariatke. tylko raz trafilam
normalnego faceta, ktory cala droge mi opowiadal o swojej kocicy.
: Zabroniłam mężowi jechać z Karmelką (umówiliśmy się w odstępie 2
: godzin). No ale w końcu pojechał. Szarli wybudziła się w domu, była
: słabiutka, łaziła przewracając się, ale koniecznie chciała wejść na
: fotel, więc musiałam jej pomagać wchodzić i schodzić.
pusiar to samo - chodzil jak slepy, obijal sie, ale skakac koniecznie
musial... a potem lezal ze zbolala mina.
: Obie mają po pięć szwów na brzuszkach, nie mają nic założone, żadnych
: kołnierzy ani kaftaników i faktycznie się swoimi szwami nie interesują.
zycze, zeby tak zostalo - pusiar sie swoimi interesowal _bardzo_.
: Mam tylko jedno wielkie zmartwienie - bardzo na siebie prychają. Wiem,
: że to ten zapach (bo nawet ja czuję ten smród szpitala ;-) ), ale
: strasznie mnie to martwi.
tak, jak juz ktoras z Was napisala, ja tez uwazam, ze to minie jak tylko
poczuja sie bezpieczne i w miare zdrowe. na pewno sa obolale i w ten sposob
sygnalizuja, ze chca miec spokoj (pusiar, kiedy sie naprawde bardzo zle
czuje, chowa sie w ciemny kat i nie pozwala dotknac). no i byc moze maja na
sobie obce zapachy.
: Aha, Szarli waży 2,30 (wetka się pytała podejrzliwie, czy ja aby na
: pewno ją karmię ;-)), a Karmelka tylko 2,75. Znaczy tyle ważyły "przed"
: bo po tych stresach i niejedzeniu na pewno mniej.
a w jakim one sa wieku - czy dobrze pamietam, ze jeszcze nie maja roku?
: Dorota i dwie rekonwalescentki z łysymi brzusiami
poglaszcz je od nas, jesli pozwola :)
zycze wam, zebyscie wszystkie szybko zapomnialy o stresach.
glaski dla kotek, to juz wyjscie na prosta!
Właśnie jest "jakby co". Obie sobie wyjęły po jednym szwie. Ja umrę.
Przyjedźcie wszyscy na mój pogrzeb. Chcieliśmy je zabrać do weta dziś
rano, żeby sprawdził, czy to nie wygląda groźnie, ale Karmelki nie dało
się zapakować do pudełka. Pojechała tylko Szarli, wet stwierdził, że
wprawdzie szwu nie ma, ale nic się nie dzieje, i sprzedał kaftaniki.
Kołnierzy we Wrocławiu nie ma (właśnie obdzwaniam wszystkie lecznice,
nigdzie nie mają nawet kaftaników, wszędzie odsyłają mnie do mojej
lecznicy, nic dziwnego, że kaftanik kosztuje 40 zł). Koty się obraziły
śmiertelnie za ubiór. Ale może się nie rozbiorą??
> glaski dla kotek, to juz wyjscie na prosta!
Mówisz? Jakoś nie mogę w to uwierzyć ;-)
Ale poza tym nie jest źle, bo Szarli już dziś rano zażądała ode mnie
zabawy kuleczką. Jeszcze nigdy się tak nie ucieszyłam z pobudki o 5 rano
;-).
Dziękuję za wyrazy,
Dorota
A teraz mają na sobie w dodatku obce kaftaniki ;-) Nie wiem, co to
będzie...
> : Aha, Szarli waży 2,30 (wetka się pytała podejrzliwie, czy ja aby na
> : pewno ją karmię ;-)), a Karmelka tylko 2,75. Znaczy tyle ważyły "przed"
> : bo po tych stresach i niejedzeniu na pewno mniej.
>
> a w jakim one sa wieku - czy dobrze pamietam, ze jeszcze nie maja roku?
Szarli 9 miesięcy, Karmelka już rok skończyła.
> poglaszcz je od nas, jesli pozwola :)
> zycze wam, zebyscie wszystkie szybko zapomnialy o stresach.
Dzięki. Mam nadzieję, że przynajmniej one zapomną. To jeszcze
tydzień...
Dorota
Nie "wysmarować". Odrobineczkę. Pół kropelki, albo i mniej. Ale
oczywiście jeśli masz wątpliwości, nie ryzykuj. Może faktycznie lepiej
ten polecany w innym poście Feliway? Tego akurat nie widziałam w
sklepach w Polsce, ale na pewno są inne atraktanty, np. widziałam
ostatnio coś z serii "z laboratorium dr. Seidla".
> ogole od wszystkich. Jakos nie moge myslec o oddawaniu Baji:-( Wiem, ze sa
> koty, ktore sie nie toleruja, ale nasze nie walcza tak codziennie wiec
> ciagle zyje nadzieja. Rozumiesz....nie wiem jak przezylabym rozstanie z
> Baja....:-(( ona jest tez nasza...
No pewnie, że rozumiem!! Ale z drugiej strony być może sytuacja jest
taka, że straty psychiczne Twoje i Bezy są większe, niż byłyby straty
Baji po znalezieniu jej nowego domu. A może potrzeba im jeszcze trochę
czasu...
Pozdrowienia,
Dorota i dwie w kubraczkach (też prychające na siebie i zestresowane)
> Ale poza tym nie jest źle, bo Szarli już dziś rano zażądała ode mnie
> zabawy kuleczką. Jeszcze nigdy się tak nie ucieszyłam z pobudki o 5 rano
> ;-).
Sledze proces od poczatku i trzymam kciuki.
I nie tak do konca bezinteresownie, bo jeszcze troche i Eryk pojdzie do
ulepszenia. Wiem, ze fizlologia i anatomia inne, ale mam chociaz wyobrazenie
jak sie moze zachowac...
Duzo glaskow dla Rekonwalescentek
GRazyna&druzyna
;-))
> Sledze proces od poczatku i trzymam kciuki.
> I nie tak do konca bezinteresownie, bo jeszcze troche i Eryk pojdzie do
> ulepszenia. Wiem, ze fizlologia i anatomia inne, ale mam chociaz wyobrazenie
> jak sie moze zachowac...
U kocurów jest łatwiej. Podobno. Nawet wczoraj czytałam sobie
Stromenger, i ona pisze, że w zasadzie na drugi dzień kocurek jak nowy,
biega, skacze... Poza tym chyba nie muszą nosić kaftaników??
Ale, udało mi się znaleźć kołnierze we Wrocławiu. Dopiero wczoraj
przyjechały. Pojadę nabyć po pracy, zobaczymy...
> Duzo glaskow dla Rekonwalescentek
Bardzo dziękuję, pewnie będą obrażone i się nie dadzą...
Pozdrowienia,
> > Duzo glaskow dla Rekonwalescentek
> pewnie będą obrażone i się nie dadzą...
Pewnie troche, dla porzadku beda ;)
glaski podwojne
Grazyna&druzyna
z moich doswiadczen wynika, ze kolnierz lepszy, ale to zalezy od
kaftanika. nasz sie nadawal, wg okreslenia Anieli, na psa chodzacego po
schodach a nie na kota :)
jesli moga w nich normalnie chodzic i nie przewracaja sie i nie potykaja, to
pewnie jest ok.
: > a w jakim one sa wieku - czy dobrze pamietam, ze jeszcze nie maja roku?
:
: Szarli 9 miesięcy, Karmelka już rok skończyła.
to co najmniej Szarli moze jeszcze sporo urosnac. kot na pewno rosnie do
roku, a nie jestem pewna, czy nie dluzej.
pusiar tez wazy 2 z czyms (5 lat), a z tego co pamietam Bestia Doroty
Podlejskiej wazy podobnie.
: > poglaszcz je od nas, jesli pozwola :)
: > zycze wam, zebyscie wszystkie szybko zapomnialy o stresach.
:
: Dzięki. Mam nadzieję, że przynajmniej one zapomną. To jeszcze
: tydzień...
spoko :)
dla mnie sterylizacja pusiara to byla ciezka trauma, bo to strasznie
wrazliwa kota, i fizycznie i psychicznie, do tego miala dziwne reakcje po
antybiotyku. no i musialam ja trzymac oddzielnie od reszty stada, bo ona sie
z nimi gryzie ostatnio. mam przynajmniej swiadomosc, ze z pozostalymi
powinno byc latwiej :)
wam ten tydzien minie szybciutko.
kasica (z perspektywa kolejnych trzech sterylizacji)
> > U kocurów jest łatwiej. Podobno.
> Tez czytalam... miejmy nadzieje, ze cala czworka zniesiemy to dobrze.
> Bardziej obawiam sie tego, ze Eryk jest niecierpliwy i zlosnik i ze bedzie
> sie szarpal i awanturowal zamiast odpuscic.
> Co do kaftanikow to nie wiem. Moze to zalezy od kota?
Zadnych kaftanikow nie trzeba, koty rzeczywiscie nastepnego dnia byly
normalne i wielkim glosem wolaly o zarcei, na ktore doktor kazal
poczekac do poludnia. Wogole nie bylo zadnych szwow - nie sa
potrzebne, caly woreczek zostaje.
Krycha&Co(ty)
GRazyna(zaciekawiona)&druzyna(nieswiadoma knowan)
Wiem, pamiętam, dlatego tak się na ten kołnierz uparłam.
> jesli moga w nich normalnie chodzic i nie przewracaja sie i nie potykaja, to
> pewnie jest ok.
Zaraz jadę je obejrzeć, ale podobno nie jest źle. Tylko że Karmelka na
pewno się rozbierze. Ona jest wybitnie uzdolniona.
> to co najmniej Szarli moze jeszcze sporo urosnac. kot na pewno rosnie do
> roku, a nie jestem pewna, czy nie dluzej.
Do roku, a jeśli kotka nie rodziła, to nawet do dwóch lat. Po porodzie
już nie rośnie. Z tym, że po 9 miesiącach podobno już bardzo niewiele.
To pewnie pamiętam ze Stromenger, bo ona się upiera, że kot jest dorosły
od 9 miesięcy. Ale Szarlisia jest całkiem wysoka, tylko chuuuuda ;-).
> spoko :)
> dla mnie sterylizacja pusiara to byla ciezka trauma, bo to strasznie
> wrazliwa kota, i fizycznie i psychicznie, do tego miala dziwne reakcje po
> antybiotyku. no i musialam ja trzymac oddzielnie od reszty stada, bo ona sie
> z nimi gryzie ostatnio. mam przynajmniej swiadomosc, ze z pozostalymi
> powinno byc latwiej :)
A jak teraz Pusiarek się miewa?
> kasica (z perspektywa kolejnych trzech sterylizacji)
O rany. Zrób może chociaż dwie razem... Ja chyba w sumie nie żałuję.
Nerwów mniej więcej tyle samo, co z jedną, podejrzewam. Jeszcze bym się
dodatkowo denerwowała, że ta zdrowa zaczepia tę chorą, a tak to
przynajmniej obie się omijają...
o wlasnie. pusiar tez zdejmowal :)
: Do roku, a jeśli kotka nie rodziła, to nawet do dwóch lat. Po porodzie
: już nie rośnie. Z tym, że po 9 miesiącach podobno już bardzo niewiele.
: To pewnie pamiętam ze Stromenger, bo ona się upiera, że kot jest dorosły
: od 9 miesięcy. Ale Szarlisia jest całkiem wysoka, tylko chuuuuda ;-).
no, mloda jeszcze jest. to nic dziwnego - podlotki sa szczuple :)
: A jak teraz Pusiarek się miewa?
w porzadku. zdrowy, po szwie nawet sladu nie ma, futerko powolutku odrasta
(na razie jest jasny meszek). zachowanie - zmienilo sie troche. zrobil sie z
niej jeszcze wiekszy pieszczoch, spi mi na poduszce obok twarzy i upiera
sie, ze bedzie mnie lizac (jezor jak papier scierny gruboziarnisty)
- ostatni raz tak spala, jak miala kilka miesiecy; ciagle wlazi na kolana.
nie wiem, czy to z powodu zmian w organizmie, czy po prostu stresy
spowodowaly, ze tak szuka mojej opieki. moze to minie?
inne koty dalej tlucze, choc nieco mniej niz przedtem i pozwala im wchodzic
do naszej sypialni, a kropce nawet spac obok (tylko ciekawe, gdzie ja sie
mam na tej poduszce zmiescic?). ciekawe, co bedzie dalej. niestety szarsza
ma juz nerwice na jej punkcie i syczy ostrzegawczo na jej widok :)
: > kasica (z perspektywa kolejnych trzech sterylizacji)
:
: O rany. Zrób może chociaż dwie razem... Ja chyba w sumie nie żałuję.
: Nerwów mniej więcej tyle samo, co z jedną, podejrzewam. Jeszcze bym się
: dodatkowo denerwowała, że ta zdrowa zaczepia tę chorą, a tak to
: przynajmniej obie się omijają...
wlasnie planowalismy zalatwic dwie mlode za jednym zamachem (biala i
szarsza). tylko trzeba znalezc troche czasu...
kasica
hihi
spoko
ale uwazaj na nie - wiem, ze to meczace, bo przechodzilem...
ale - pociesze Cie - po fakcie czlowiek wspomina ze smiechem problemy
[...]
: lecznicy, nic dziwnego, że kaftanik kosztuje 40 zł). Koty się obraziły
: śmiertelnie za ubiór. Ale może się nie rozbiorą??
rozbiora sie
wyslac Ci z Warszawy kolnierze? (dojdzie pewnie jutro wieczorem :)
: > glaski dla kotek, to juz wyjscie na prosta!
:
: Mówisz? Jakoś nie mogę w to uwierzyć ;-)
spoko
> (...)
> Nieduzy ten otworek musi byc, no ale b y c musi...
> Teleporterem jajek przeciez nie usuwaja ;)
> To jak? Naprawde jest tak nieznaczny?
Z tego co zrozumialam, to otworek jest nieduży i zwyczajnie
sie zabliźnia. Zresztą nie chodziliśmy na żadne zdejmowanie szwów.
Krycha&Co(ty)
GRazyna&druzyna
Jakbyś ją widział. Wróciłam wczoraj do domu i pierwsze co zobaczyłam, to
był porzucony na środku kaftanik (i tak dobrze, bo bałam się, że go
gdzieś schowa...). Na szczęście szwy w porządku. Szarli kaftanika nie
zdejmuje, za to leży i się nie rusza.
> wyslac Ci z Warszawy kolnierze? (dojdzie pewnie jutro wieczorem :)
Piekne dzięki! :-) Nie trzeba, wczoraj kupiłam, ale... jak Wy to
stosowaliście? Karmelka nie może w tym nawet dotknąć pyszczkiem podłogi,
ani jeść. Nie zostawię jej samej w tym na 8 godzin :-( Nie wiem czy one
są za duże, czy tak musi być... Założyłam jej na chwilę dziś rano, całą
energię poświęcała na próby zdjęcia, chodząc tyłem i ciągnąc abażurek
(genialne określenie ;-) ) po podłodze. Więc znów przed wyjściem obie
zostały ubrane w kaftaniki.
W ogóle obudził mnie przed piątą jakiś dziwny łomot, okazało się że to
Karmelka przemieszcza się ciągnąc pupę po podłodze. Oczywiście
wyleciałam z łóżka jak z procy sprawdzić co się dzieje - wyciągnęła
jedną nogę z nogawki i nie mogła się poruszać. Wsadziłam jej tę nogę z
powrotem, wtedy zastosowała bierny opór polegający na całkowitej
niemożności ustania na nogach. Przeraziłam się, że ani chybi coś ma
złamane i ją rozebrałam, oczywiście natychmiast odżyła i była jak nowa,
umyła się cała pieczołowicie, oprócz szwów, bo ją pilnowałam. No i
siedziałam tak z nią w kuchni o piątej rano, zasypiając na stołku, bo
nie miałam serca znowu jej ubierać tylko po to, żeby iść spać...
Ale chyba nie jest źle, nawet się nie obraziły śmiertelnie (chociaż
Karmelka na nas prycha potwornie jak ją ubieramy), dają się głaskać i
nawet mruczą. I obwąchują sobie pyszczki, ale jak są w kaftanach, to na
siebie znów prychają ;-) Ciekawa jestem, czemu na mnie nie prychają jak
ja zmieniam ubranie...
Pozdrowienia dla czwóreczki,
:)))
normalka
: gdzieś schowa...). Na szczęście szwy w porządku. Szarli kaftanika nie
: zdejmuje, za to leży i się nie rusza.
dobrze, ze lezy; duzo ja glaszcz
: Piekne dzięki! :-) Nie trzeba, wczoraj kupiłam, ale... jak Wy to
: stosowaliście? Karmelka nie może w tym nawet dotknąć pyszczkiem podłogi,
tak
: ani jeść. Nie zostawię jej samej w tym na 8 godzin :-( Nie wiem czy one
zdejmowalismy na jakis czas; kolnierz mielismy maly, tak rowno z noskiem
kotka; wiec kot mogl pic z malej, a wysokiej miseczki; i troche zjesc...
: są za duże, czy tak musi być... Założyłam jej na chwilę dziś rano, całą
: energię poświęcała na próby zdjęcia, chodząc tyłem i ciągnąc abażurek
:)
i caly pusiarek wygladal jak rozzloszczona lampka
: (genialne określenie ;-) ) po podłodze. Więc znów przed wyjściem obie
: zostały ubrane w kaftaniki.
rozumiem;
abazurek przykry, ale jak kot malo biega, to dobrze dla niego;
my zrobilismy to majac urlop, zeby caly czas ktos byl z kotem;
przynajmniej przez pierwsze 5 dni
: W ogóle obudził mnie przed piątą jakiś dziwny łomot, okazało się że to
: Karmelka przemieszcza się ciągnąc pupę po podłodze. Oczywiście
: wyleciałam z łóżka jak z procy sprawdzić co się dzieje - wyciągnęła
: jedną nogę z nogawki i nie mogła się poruszać. Wsadziłam jej tę nogę z
: powrotem, wtedy zastosowała bierny opór polegający na całkowitej
: niemożności ustania na nogach. Przeraziłam się, że ani chybi coś ma
: złamane i ją rozebrałam, oczywiście natychmiast odżyła i była jak nowa,
: umyła się cała pieczołowicie, oprócz szwów, bo ją pilnowałam. No i
: siedziałam tak z nią w kuchni o piątej rano, zasypiając na stołku, bo
: nie miałam serca znowu jej ubierać tylko po to, żeby iść spać...
normalka :)
: Ale chyba nie jest źle, nawet się nie obraziły śmiertelnie (chociaż
: Karmelka na nas prycha potwornie jak ją ubieramy), dają się głaskać i
: nawet mruczą. I obwąchują sobie pyszczki, ale jak są w kaftanach, to na
: siebie znów prychają ;-) Ciekawa jestem, czemu na mnie nie prychają jak
: ja zmieniam ubranie...
jestes sila wyzsza
widzialas:
http://www.unitedmedia.com/comics/roseisrose/archive/roseisrose-20010515.html
?
: Pozdrowienia dla czwóreczki,
przekaze :)
i polowiczne (?) wzajemne,
To mój jest jednak większy. No trudno, chyba kaftanik wystarczy.
> i caly pusiarek wygladal jak rozzloszczona lampka
O tak ;-))
> my zrobilismy to majac urlop, zeby caly czas ktos byl z kotem;
> przynajmniej przez pierwsze 5 dni
No i słusznie. Trochę żałuję, że uwierzyłam weterynarzowi, że przez
weekend będzie już ok. A nie mogłam wziąć szybko urlopu, bo akurat audyt
w firmie, ech. No nic, myślę, że już jesteśmy na dobrej drodze. Byle do
weekendu...
Pomiauczenia,
ja kolnierz troche skrocilam - obcielam na obwodzie zewnetrznym o ok. 1 cm.
sprobuj, czy tak sie nie da zrobic z twoimi. w ogole mam wrazenie, ze te
wszystkie akcesoria sa robione na duze psy, nie na nasze drobne koteczki :)
u nas pierwsze proby potraktowania pusiara kolnierzem wygladaly tak
zalosnie, ze skapitulowalismy. pusiar tak okropnie sie rzucal, ze
przerazilam sie, czy sobie nie uszkodzi czegos w tym swiezo zaszytym
brzuszku. ale w koncu jakos sie udalo wzglednie ja do tego przyzwyczaic. co
jakis czas kolnierz sie zdejmowalo i siedzialo z kotem - wtedy kot sie
wylizywal (nie pozwalalam lizac szwu) i cieszyl wolnoscia. pic i jesc w
kolnierzu sie nauczyla, co mnie niezmiernie zachwycilo :)
: W ogóle obudził mnie przed piątą jakiś dziwny łomot, okazało się że to
: Karmelka przemieszcza się ciągnąc pupę po podłodze. Oczywiście
: wyleciałam z łóżka jak z procy sprawdzić co się dzieje - wyciągnęła
: jedną nogę z nogawki i nie mogła się poruszać.
z dokladnie takich powodow sie wscieklam i z kaftanika zrezygnowalam
(byl wyjatkowo idotycznie uszyty i kot sie w nim wywalal co pare minut).
glaski dla rekonwalescentek :)
No to dzielna. I Wy też dzielni :-)
> z dokladnie takich powodow sie wscieklam i z kaftanika zrezygnowalam
> (byl wyjatkowo idotycznie uszyty i kot sie w nim wywalal co pare minut).
A to moje ubranka są jednak całkiem całkiem (pochodzą z Łodzi). Karmelka
dziś nawet weszła na parapet w kaftaniku. I już się z niego nie
rozbiera, chociaż nadal na nas prycha przy ubieraniu ;-) Ba, wczoraj jak
ją rozwiązałam, to dalej sobie leżała i mrucząc obgryzała tasiemki ;-)
Boję się, że się przyzwyczai i będę musiała ją codziennie ubierać nawet
po zdjęciu szwów ;-)))
> glaski dla rekonwalescentek :)
Wczoraj je głaskałam przez kaftan, im chyba było przyjemniej niż mnie
;-)
> ja kolnierz troche skrocilam - obcielam na obwodzie zewnetrznym o ok. 1 cm.
> sprobuj, czy tak sie nie da zrobic z twoimi. w ogole mam wrazenie, ze te
> wszystkie akcesoria sa robione na duze psy, nie na nasze drobne koteczki :)
No nie, na duże koteczki pasuje :-) Nic nie obcinałam, a Hien mógł jeść i pić,
chociaż robił to bez zachwytu. Oczywiście, jak byłam przy tym, to muzdejmowałam.
Ale zostawianie samego w domu kota w kołnierzu nie przmawia do mnie z innych
przyczyn. Kot może zwymiotować sobie w kołnierz, może się
nim gdzieś zaczepić, może się zaczepić sznureczkiem od kołnierza.
To wszystko przeżyłam przez dwa tygodnie kota w kołnierzu, na szczęście
zawsze ktoś z nim był.
Krycha&Co(ty)
Machamy łapkami i pozdrawiamy mocno - oby wszystko poszlo jak najlepiej.
Joanna, Pawel i 2 kitlaski (Pikus nastepny w kolejce do zabiegu)
Moje też takie mają, a i tak zostały zdjęte. Nie wszystkie wprawdzie,
ale Karmelka już ma tylko 3 z 5. Drugi sobie zdjęła w weekend,
oberwawszy najpierw dwie tasiemki od kaftanika ;-) Szarli też zdołała
sobie jeden szew rozwiązać i teraz sterczą same końce. Ale i tak jutro
jedziemy zdjąć, jeśli jeszcze będzie co...
Widocznie Oliwka jest mniej wytrwała, chociaż - jak zauważylismy , bardzo
szybko i ładnie się wszystko zagoiło. Zdjęcie szwów Ola uświetniła bójką z
Pikusiem (histeryczką uciekającą z jękiem i skargami) , czyli wszystko wraca
do normy...
Pozdrawiamy - kocio ludzkie stadło
> :-( Dzis chce sprobowac
> posmarowac waleriana slupek do drapania.
I jak poszło ze slupkiem???
> Kochamy Baje.....bardzo...ona juz swoje przeszla:-( W lipcu jade z kotkami
> na miesiac do lasu (przyczepa) i mam cicha nadzieje, ze moze
tam...Ostatnio
> bylo lepiej niz sie spodziewalam. Wyczekuje wiesci od zoopsychologa i w
> ogole od wszystkich. Jakos nie moge myslec o oddawaniu Baji:-( Wiem, ze sa
> koty, ktore sie nie toleruja, ale nasze nie walcza tak codziennie wiec
> ciagle zyje nadzieja. Rozumiesz....nie wiem jak przezylabym rozstanie z
> Baja....:-(( ona jest tez nasza...
Ja w dzieciństwie miałam 2 kotki, które były siostrami i gdy dorosły
pojawiły się właśnie takie kłopoty... Może to kwestia konkurencjiii :)))
Obie kotki chciały by mieć kotka :).
Teraz mam całą rodzinkę i nie ma problemów... no może czasami jak kocór
sobie przypomni, że on był tu pierwszy to na najmłodzszą koteczkę (jest u
mnie od 2 tygodni) fuka...
Pozdrawiam,
Monisia_
> Ja jeszcze wytrzymam....nie moge nawet myslec o takiej ewentualnosci.:-(
> pozdrawiam
>
> --
> >^-_-^< salma
> ICQ 52631710
> www.galeria-kotki-bezy.w.pl
> "Kot nie czlowiek- to stworzenie delikatne"
>
>
>