Poza tym w Sylwestra walą od wczesnych godzin wieczornych
i pies dostaje szału. Na podawane przez weterynarza tabletki
reaguje tak sobie. Spokojny i śpi do czasu wybuchu. Najchętniej
podałbym mu jakiegoś "głupiego jasia", żeby zasnął na parę godzin,
ale weterynarz twierdzi, że osłabia serce, że coś tam...
Tylko, ze IMHO to chyba lepsze od stresu jaki pies przechodzi??
Jak Wy sobie radzicie z tym problemem???
poświąteczne pozdry
Ciaho ~<{:0)
Ja sobie nie poradzilem.
Moja suka zeszla z tego swiata chyba na serce wlasnie
po kanonadzie z petard :(
Q
Użytkownik CIAho <cia...@poczta.onet.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:26825-10...@as1-179.poznan.dialup.inetia.pl...
Użytkownik starababa <ali...@arena.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:a0hbqk$hvq$1...@news.tpi.pl...
o kurcze....
przed moim kotem to samo. Strasznie sie boi odkurzacza, a co dopiero petard.
Kiedys u weta prosilam o tabletki uspokajaace dla mojego kota, bo niegdys po
silnym stresie strasznie zachorowal i malo nie zszedl. Pomogly na jakies 6
godzin. Kot byl bardziej niz zwykle obojetny, pomimo wielu wydarzen (jazda
samochodem, nowe mieszkanie, nowe koty). Proponuje zapytac weta o te
tabletki i o dawke. Dawka jest zalezna od kilogramow zwierza.
Moze to pomoze ustrzec sie przed takimi nastepstwami?
Moze chociaz to.
Pozdrawiam
satia
>Pies - jamnik, normalnie odważny jak cholera,
>podczas strzelania petard prawie dostaje 'na głowę'.
>Problem jest tego typu, że już teraz gówniarze bawią
>się petardami, a człowiek non-stop w domu nie siedzi
>i pies zostaje sam...
Ja swojej p-suni daję Neospasminę. Pies jest mały (10 kg) więc dostaje
małą łyżeczkę od herbaty.
Lek jest ziołowy i nieszkodliwy.
Sunia śpi ok 3 godziny a na wybuchy reaguje w ten sposób: uaaaaaaaaa,
klap i śpi.
Nawet jak sie obudzi, to tylko na chwilę.
Ta łyzeczka starcza na ok 2 godzinki. Podaję około 23 i do 1 mam
spokój.
Pozdrawiam
Tomek
Kiedyś też podałem mojemu Relanium. Ponieważ na jedną
'piątkę' prawie nie reagował, dostał dwie, po których był tylko
lekko śpiący. Weterynarz - po moich eksperymentach z Relanium -
opierdzielił mnie i powiedział, że leki dla ludzi mogą działać różnie
na zwierzęta - nawet pobudzająco. Mój jamnik jest wybitnie odporny
na wszelkie uspakajacze. 2 lata temu na Sylwestra dostał normalna
narkozę. Najlepsze, że weterynarz po zważeniu go, dostosował dawkę,
po której jamnik powinien zasnąć na kilka godzin (na czas np. operacji).
A tu dupa. Słaniał się, ale dalej reagował na klaśnięcia. Musiał dostać
drugą identyczną, po której 'nie było go' przez 6 godzin.
I teraz nie wiem, czy lepiej jakieś dobre tablety (może znacie?),
czy znów zawieźć go na narkozę...
Powtarzam - żadne ziołowe i inne słabizny nie działąją... :(
Chyba musiałbym go zdrowo upić. ;)) On kocha pić piwo.
Jak ja piję drze pysk do momentu aż mu nie dam kilka
łyków. Kiedyś na działce zostawiłem pełen litrowy(!) kufel
(taki z October Festu) pełen piwa obok leżaczka na którym
mi się przysnęło. Obudziło mnie chłeptanie. Oczywiście
piwa było już ledwo na dnie kufla. Przeraziłem się, że mu się
coś stanie po takiej ilości. Gdzie tam... Co najdziwniejsze,
ja po takim kuflu mam już lekkie szmery i spać mi się chce,
a ważę 8 razy tyle co on. A on był tylko lekko przymulony i miał
jeszcze większą ochotę na zabawę i robienie rozpierduchy
(gonienie pszczół, motyli, własnego ogona i nadzieranie się
na wszystko co się rusza).
Tak też pomijając szkodliwość alkoholu na organizm psa,
w przypadku mojego, nie byłoby to raczej skuteczne. ;))
Moj Farys, jak byl maly, usnal po piwie. Potem sie okazalo, ze zanim usnal
to zwymiotowal za fotelem. Ciekawe, czy mial kaca?
Kiedys sie nawet wodki napil. Mielismy gosci a ten wodzil za kieliszkiem
tesknym wzrokiem. Dalam mu pod nos przekonana, ze go zniechece zapachem, a
ten zaczal chleptac. Zaraz mu zabralam, wiec zaczal skrupulatnie zlizywac z
podlogi to co sie wychlapalo. Teraz juz nie lubi piwa, z wiekiem mu
przeszlo.
Ale za to mojej mamy suczka, Warka, bardzo lubi piwo. Nomen omen :-)
Pozdrowienia
Julita
> I teraz nie wiem, czy lepiej jakieś dobre tablety (może znacie?),
> czy znów zawieźć go na narkozę...
Ja spanikowaną po przeprowadzce Klementynę (kota pierwsza rzucała sie
z zębami na ludzi...) uspokajałam takimi malutkimi niebieskimi
tableteczkami, nazywało się toto chyba Sedalin, ale musiałabym
sprawdzić u weta. Działało piorunująco, kotu przez kilka godzin się
łapy plątały (niestety, nic słabszego nie pomagało), więc absolutnie
nie polecam stosowania na własną rękę.
pozdrowienia
Ola
O!
Takie coś mi właśnie wetkał weterynarz.
Sedalin 35 mg. Niebieskie. Zapewniał, że działa
przez 12 godzin. Jeszcze nie próbowałem, bo dzisiaj
nie 'petardują', ale mam wrażenie, że te wszystkie
"dopyszczne" działają tak sobie...
Przynajmniej na mojego 'twardziela'. ;))
BTW takie małe to one nie są. Jakieś 6-7 mm - jak
wit. C 0,2. Może dlatego, że są różne wielkości
w zależności od wagi. Te są na 7-12 kg.
CIAho wrote:
>
> "Alex" <ol...@mail.e.pl> se napisał(a)
> > Ja spanikowaną po przeprowadzce Klementynę (kota pierwsza
> > rzucała sie z zębami na ludzi...) uspokajałam takimi malutkimi
> > niebieskimi tableteczkami,...
>
> O!
> Takie coś mi właśnie wetkał weterynarz.
Dlaczego listy tego typu pojawiaja sie _wylacznie_
na _bardzo krotko_ przed swietami/roznymi imprezami?
Przyzwyczajenie _kazdego_ psa do petard/huku
jest przeciez bardzo proste.
Trzeba z psem/szczeniakiem o wiele wczesniej/w czasie wychowywania isc:
na ulice w centrum (duzego) miasta;
w poblize torow kolejowych;
w poblize lotniska, strzelnicy, itp.;
oswoic go tez z tramwajem, autobusem,
winda (jesli jest taka mozliwosc).
W razie niemozliwosci w/w mozna w czasie posilku
psa "strzelac" chocby z torebki papierowej,
az do zobojetnienia psa na huki.
Z powyzszych opcji _kazdy_ wlasciciel
i w miescie i na wsi moze cos wybrac,
na dluuuuugo przed Sylwestrem.
Przyklad oswojenia, smieszny:
Kiedys bylam na spacerze z owczesna czescia moich psow:
z moimi dwoma - psem i suka - airedale terrier'ami.
W pewnej chwili nadlecial, nieoczekiwany dla nikogo
samolocik (opylanie?), z glosnym silnikiem.
Pilot nieoczekiwanie zanurkowal nad nami do wys. ok. 7-9m
(pozniejsze porownanie z wysokoscia najblizszej latarni).
Co zrobily psy (warkot nurkujacego samolotu):
obejrzaly sie na niego szybko, ale spokojnie
oraz natychmiast wrocily do spaceru, nic wiecej.
Co zrobilam ja: odruchowy przysiad (!)
- dotad pamietam rozesmiane
twarze pilota i jego pasazera (ogolnie musialo to wygladac
SUPER komicznie).
Psy byly tu "swiadome", ja "nie". A warkot nurkujacego
samolotu nie jest maly, naprawde!
Ogolnie: sytuacja nadajaca sie do jakiegos filmowego gadgetu...
Jak wyzej: gdy szczenie przyzwyczaimy (stopniowo)
do roznych sytuacji, w tym dzwiekowych - pies dorosly
nie boi sie nawet zagrazajacych mu sytuacji.
Pozdrawiam
Gabi
------------------------------------------------
A S N E T Wrocław mailto:off...@asnet.pl
------------------------------------------------
http://www.psy.info.pl mailto:ma...@psy.info.pl
I tak i nie.
Mój pies nie bał się huku i hałasów jak był
szczeniakiem. W ogóle na to nie reagował.
W pewnym momencie mały, wredny bachor
- pod okiem zresztą mamusi - odpalił kilka metrów
od mojego psa petardę. Pies poszedł jak przeciąg
ku uciesze małego gnoja i braku jakiejkolwiek
reakcji mamusi. Od tego momentu pies boi się
każdych strzałów jak ognia, a ja jak widzę gówniarzerię
z petardami mam ochotę wsadzić im te rakiety w dupę
i odpalić. Zresztą niejednego już przed Sylwestrem
pogoniłem strasząc, ze mamusia zapłaci wysoką karę.
(na szczęście w mojej gminie wprowadzili bezwzględny
zakaz odpalania petard w inne dni niż 31.12 i 1.01)
Jakiekolwiek próby przyzwyczajenia psa do wystrzałów
nic nie dają. No może teraz słabiej reaguje na dalekie
wystrzały, nie boi się wystrzałów korka szampana, torebki
itp., ale kanonady pod oknami są nie do zniesienia.
Podobnie np. z sygnałem załączanego alarmu w samochodzie.
Na żaden nie reaguje, a na jeden jedyny samochód sąsiada
trzęsie się jak osika. W domu, bo na powietrzu ma to gdzieś...
I co mam zrobić? Pożyczyć kluczyki od sąsiada, wziąć psa
i ćwiczyć go przy samochodzie bezustannym 'piip-piiiip'?
a czym potraktować kota ????
Prawie 6 miesięcy , 3 kg wagi żywej, syberyjski błękitny , o bardzo
myśliwskim charakterku.
Pozdrawiam
Wojtek
> O!
> Takie coś mi właśnie wetkał weterynarz.
> Sedalin 35 mg. Niebieskie. Zapewniał, że działa
> przez 12 godzin. Jeszcze nie próbowałem, bo dzisiaj
> nie 'petardują', ale mam wrażenie, że te wszystkie
> "dopyszczne" działają tak sobie...
> Przynajmniej na mojego 'twardziela'. ;))
>
> BTW takie małe to one nie są. Jakieś 6-7 mm - jak
> wit. C 0,2. Może dlatego, że są różne wielkości
> w zależności od wagi. Te są na 7-12 kg.
No bo "moje" były na 3,5 kg koteczkę :-) Dawka 7 mg, to pamiętam...
Czyli wychodziło 2 mg na kg kota. A jak Tobie dał na 7-12 kg, to nawet
przy najwyższej wadze wychodzi prawie 3 mg/kg. Powinno psiaka ściąc z
nóg kompletnie, nawet "twardziela" :-) Ale może to i lepiej, w ogóle
nie zauważy, że coś się dzieje. Z dwojga złego lepsze prochy (byle nie
za dużo) niż atak serca z przerażenia :-(
pozdrowienia
Ola
> Przyzwyczajenie _kazdego_ psa do petard/huku
> jest przeciez bardzo proste.
Oj, nie każdego... Znajomi mają sznauceropodobnego szczurka ;-), który
niezaleznie od miesięcy (teraz to już idzie w lata) ich rozmaitych
starań w kierunku przyuczania nie przyzwyczaił sie do nagłych hałasów
i już. Jesli widzi źródlo dźwięku (np. pana z torebką, pociąg,
autobus...) to można mu łomotać do upadłego, ani ciut ciut się nie
przejmie. Ale niech no łyżeczka ze stołu upadnie, a piesek podskakuje
pod sufit...
A niestety fajerwerki sylwestrowe podpadają pod kategorię zdarzeń
nieprzewidywalnych, przynajmniej w momencie rozpoczęcia. Ale potem
zwierzyna jest tak przerażona, że zamiast obojetnieć na ciągły huk, to
"z rozpędu" się trzęsie :-(
pozdrowienia
Ola
> a czym potraktować kota ????
>Prawie 6 miesięcy , 3 kg wagi żywej, syberyjski błękitny , o bardzo
>my?liwskim charakterku.
A po co? taka mlodziez i to kocia raczej nie boi sie wystrzalow. Moje koty
siedza w oknie i patrza na niebo jakie to sliczne, kolorowe ruchome punkty
poruszaja sie.
Jedna suka pelna panika, druga boi sie troche, a trzecia olewa takie cyrki i
patrzy na pozostale suki co wlasciwie jest grane, co sie zlego dzieje.
Aniela
>Pozdrawiam
> Wojtek
Masz racje Olu, nie wiadomo co pies sobie kiedys zakodowal. Moja srednia
suka wiem dokladnie dlaczego pelna panika jak petarda. Jak zaczelysmy
mieszkac tu gdzie mieszkamy(miala 1,5 roku) dwoch wyrostkow zrobilo"dowcip"
suce jak byla w ogrodzie. Pod naszym plotek podlozyli i odpalili petarde i
sunie nastraszyli i juz, koniec.
Druga suka, przezyla prawdziwa wojne wiec tez boi sie ale nawet nie tak jak
srednia. Co ciekawe n.p. burzy wogole nie boi sie, inne dla ucha odglosy
wlasnie.
Raz tej sredniej podalm jakis lek. wskazany przez weta i nigdy wiecej!. Suka
ma robione poslanie na dzien sylwestrowy w czesci piwnicznej, w ciemnej
lazience, sama to miejsce wybrala jak swoja kryjowke.
Anka
>
>pozdrowienia
>Ola