Problem zaczął się jakieś trzy tygodnie temu, kiedy zauważyłem u mojego
kota nieduży guz po lewej stronie na szyi. Guz był wielkości orzecha
laskowego, ruchomy, niebolesny. Wet podczas pierwszej wizyty stwierdził,
że może to być powiększony zapalnie węzeł chłonny i zastosował leczenie
antybiotykiem. Niestety - nawet mimo zmiany antybiotyku na inny - guz nie
tylko nie zniknął, ale obok niego pojawił się drugi, znacznie większy.
Wobec tego wet wykonał kotu biopsję. Na wynik biopsji musiałem czekać
kilka dni, w tym czasie zmiany na kociej szyi dość znacznie się
powiększyły. Wynik biopsji potwierdził pesymistyczne przypuszczenia -
"Cellulae neoplasmaticae [...] obecne bardzo liczne rozproszone komórki
histiocytopodobne, mitozy i ogniskowo martwica. W oparciu o badanie
cytologiczne nie można jednoznacznie określić typu nowotworu oraz stopnia
jego złośliwości. Wskazane usunięcie zmian i badanie histopatologiczne".
Wobec powyższego umówiłem się z moim wetem na zabieg na najbliższy "wolny"
termin, tj. na wtorek. Wet ostrzegł mnie, że szanse na powodzenie tego
zabiegu są rzędu 50%, głownie ze względu na lokalizację guza (blisko
przełyku, dużych naczyń krwionośnych i splotów nerwowych).
No i teraz pytania: czy ktoś z Was zetknął się już z podobnym problemem?
Jakie były wcześniejsze rokowania i jaki ostateczny finał? Czy macie może
jakieś doświadczenia ze specjalistami z dziedziny "kociej chirurgii" (w
Poznaniu) którzy zasługują na szczególne polecenie? Na co zwrócić uwagę
podczas "rehabilitacji" kota (o ile zabieg zakończy się powodzeniem)? Czy
słyszeliście coś o stosowaniu leków cytostatycznych w przypadkach
nowotworów u kotów ? Będę bardzo wdzięczny za wszelkie informacje ! No i
"trzymajcie kciuki" za mojego zwierzaka !!!
Pozdrawiam :)
W.
--
Wojciech Borczyk, Astronomical Observatory of Adam Mickiewicz University
addr: ul. Sloneczna 36, 60-286 Poznan, POLAND
phone: (+4861)8292776, e-mail:bo...@moon.astro.amu.edu.pl
http://moon.astro.amu.edu.pl/bori
>Wet ostrzegł mnie, że szanse na powodzenie tego
> zabiegu są rzędu 50%, głownie ze względu na lokalizację guza (blisko
> przełyku, dużych naczyń krwionośnych i splotów nerwowych).
A wet jest doswiadczonym chirurgiem?
Bo jesli guz jest ruchomy i nie trzeba bedzie wycinac tkanki miesniowej w
duzej ilosci jako "warstwy bezpieczenstwa" - to raczej nie powinno byc zle
:)
Skoro guz jest ruchomy - to raczej znajduje sie miedzy skora a tkanka
miesniowa, pewnie na jakiejs szypulce.
U kotow operuje sie np. tarczyce - to dopiero jest zabawa. A koty znosza
dobrze tego typu zabiegi - o ile wet jest dobry. O to wszystko sie rozbija.
> Na co zwrócić uwagę podczas "rehabilitacji" kota (o ile zabieg zakończy
> się powodzeniem)?
Przede wszystkim - zeby sobie rany nie uszkodzil - bo to nie jest dobre
miejsce na infekcje.
Czyli tak jak po kazdej innej operacji.
> Czy słyszeliście coś o stosowaniu leków cytostatycznych w przypadkach
> nowotworów u kotów ?
Stosuje sie je - choc jest to bardziej doswiadczalna niz standardowa metoda
leczenia. Jednak jest stosowana jesli rodzaj nowotworu na to pozwala.
> Będę bardzo wdzięczny za wszelkie informacje ! No i
> "trzymajcie kciuki" za mojego zwierzaka !!!
Pocieszajace jest ze wynik biopsji nie powiedzial jednoznacznie ze guz jest
zlosliwy :)
Byc moze to tylko cos niegroznego?
I oby tak bylo :)
--
Pozdrawiam serdecznie
Agnieszka Mockałło
http://republika.pl/kocia_stronka/
Odpisując na priv, wytnij USUN_TO z adresu.
> Będę bardzo wdzięczny za wszelkie informacje !
Dopiero doczytalam nazwe lacinska - sluchaj - czy ten guz jest w okolicy
tarczycy?
Bo jesli tak - to prawdopodobnie jest wlasnie nowotworem tego gruczolu -
rozpoznanie lacinskie oznacza ze jest to najprawdopodobniej nowotwor typu
neuroendokrynnego - a wiec powstaly z komorek produkujacych hormony.
Mysle ze trzeba by zrobic kocurkowi przeswietlenie i USG - najlepiej przed
operacja - ale mozna i pozniej jesli sie nie da teraz.
Zeby wiedziec czy nie ma przerzutow. Jesli nie ma - to jesli to faktycznie
nowotwor tarczycy - to po jej usunieciu powinno byc ok :)
Jedyny wet, jakiego znam, ktory ma fiola na punkcie kotow, to ten:
http://www.wet.pl/
Odpowiada na maile, wiec i tak mozesz go wypytac :)
--
pozdrawiamy
tufi & BB
www.galeria.ipto.info
pułapka w mailu
> Dopiero doczytalam nazwe lacinska
Masz na mysli "cellulae neoplasmaticae" ? Wedle mojej wiedzy to po prostu
"komorki nowotworowe", trudno o bardziej ogolnikowe okreslenie... :-|
> sluchaj - czy ten guz jest w okolicy tarczycy?
Jesli kot ma tarczyce "z grubsza" w tym samym miejscu, co czlowiek, to
raczej nie ;-) Guz jest zlokalizowany w lewej okolicy przyusznej. Bardziej
mnie martwi to, czy ten guz nie jest ogniskiem wtornym (przerzutowym)
wysianym do wezla chlonnego z jakiegos innego miejsca... :(
> Mysle ze trzeba by zrobic kocurkowi przeswietlenie i USG - najlepiej
> przed operacja - ale mozna i pozniej jesli sie nie da teraz. Zeby
> wiedziec czy nie ma przerzutow.
Tez o tym byla mowa, ale w tej chwili priorytetem jest raczej usuniecie
samego guza (nawet gdyby to mial byc zabieg wylacznie paliatywny), bo
szybko rosnaca zmiana coraz bardziej zaczyna mu utrudniac normalne
funkcjonowanie...
No nic - miejmy nadzieje, ze we wtorek o tej samej porze bede mogl
napisac, ze kot jest caly i zywy :)
> A wet jest doswiadczonym chirurgiem?
Trudno mi to oceniac. Wiem, ze lecznica jako jedna ze swoich specjalnosci
podaje m.in. "zabiegi chirurgiczne" a wet oprocz tego pracuje na
weterynarii w AR...
> Skoro guz jest ruchomy - to raczej znajduje sie miedzy skora a tkanka
> miesniowa, pewnie na jakiejs szypulce.
Ja mysle, ze to jest po prostu zmieniony nowotworowo wezel chlonny. Nie
znam sie za bardzo na kociej anatomii, wiec trudno mi zweryfikowac opinie
weta o stopniu komplikacji takiego zabiegu...
> Przede wszystkim - zeby sobie rany nie uszkodzil - bo to nie jest dobre
> miejsce na infekcje.
Wet wspominal cos o "kolnierzu" - ciekaw jestem, jak kot znosi zalozenie
czegos takiego ?
Tak czy inaczej - dzieki za slowa otuchy ! :)
> Jedyny wet, jakiego znam, ktory ma fiola na punkcie kotow, to ten:
> http://www.wet.pl/
> Odpowiada na maile, wiec i tak mozesz go wypytac :)
Dzieki serdeczne ! - wlasnie do niego maila wyslalem ! :)
> Masz na mysli "cellulae neoplasmaticae" ? Wedle mojej wiedzy to po prostu
> "komorki nowotworowe", trudno o bardziej ogolnikowe okreslenie... :-|
Oj, sorry, to mi sie cos pokickalo - bo znajoma miala guza tarczycy (na
szczescie nie byl zlosliwy - pomogla sama terapia jodem radioaktywnym) i
tak byl opisany - byc moze cos zle zapamietalam - ewentualnie nie
zapamietalam czegos jeszcze.
Sorry za wprowadzenie w blad.
Ale lacina to dla mnie wiedza tajemna :)
>Guz jest zlokalizowany w lewej okolicy przyusznej. Bardziej
> mnie martwi to, czy ten guz nie jest ogniskiem wtornym (przerzutowym)
> wysianym do wezla chlonnego z jakiegos innego miejsca... :(
Moze tak byc...
Wlasnie dlatego trzeba by porobic badania ktore to wyklucza...
> Tez o tym byla mowa, ale w tej chwili priorytetem jest raczej usuniecie
> samego guza (nawet gdyby to mial byc zabieg wylacznie paliatywny), bo
> szybko rosnaca zmiana coraz bardziej zaczyna mu utrudniac normalne
> funkcjonowanie...
Az szokujace jest tempo w jakim to rosnie...
> No nic - miejmy nadzieje, ze we wtorek o tej samej porze bede mogl
> napisac, ze kot jest caly i zywy :)
Oj - jestem przekonana ze tak wlasnie napiszesz :)
> Oj, sorry, to mi sie cos pokickalo - bo znajoma miala guza tarczycy
> [...] i tak byl opisany - byc moze cos zle zapamietalam - ewentualnie
> nie zapamietalam czegos jeszcze.
Zapewne dobrze zapamiętałaś, bo każdy nowotwór (neoplasma) zawiera komórki
(cellulae) nowotworowe (neoplasmaticae) ;-) (qrcze, sam też coś jeszcze
pamiętam z czasów, kiedy daaaaawno temu miałem okazję studiować na
Wydziale Lekarskim AM ;-))))
> Az szokujace jest tempo w jakim to rosnie...
Mnie też to zdumiewa... W chwili obecnej ma rozmiary porównywalne z piłką
do ping-ponga... :(
> Oj - jestem przekonana ze tak wlasnie napiszesz :)
Oby tak było! :) BTW: będę jutro próbował skontaktować się z tym wetem,
którego namiary otrzymałem od "tufi", może zdecyduje się na wykonanie
zabiegu właśnie u niego (coś dziwnie wysokie wydaje mi się to ryzyko
niepowodzenia zabiegu, podane przez "mojego" weta)
Jezdzimy do niego przez pol miasta i uwazam, ze naprawde warto. Jeszcze
nie mamy "doswiadczen" chirurgicznych (ale to sytuacja chwilowa -
niedlugo - sterylizacja). Wiem natomast, ze dysponuje wiedza i sprzetem,
ktory zapewnia naprawde duzy stopien bezpieczenstwa podczas zabiegu.
Napisales wyzej, ze chcesz sie jutro kontaktowac - moze od razu idz z
kotem albo zadzwon i zamow wizyte domowa (wiem, ze istnieje taka
mozliwosc), jezeli stan kotka jest bardzo zly i nie chcesz go dodatkowo
meczyc.
Pozdrawiam,
Iwona + Kulka
> > Odpowiada na maile, wiec i tak mozesz go wypytac :)
> Jezdzimy do niego przez pol miasta i uwazam, ze naprawde warto. J
Skontaktowałem się z wetem mailowo i mam być u niego z kotem dziś o
16-tej. Niestety, jego opinia co do rokowania (wydana na razie tylko na
podstawie mojego opisu) jest dość zbieżna z tą, którą znałem wcześniej :(
> Wobec tego wet wykonał kotu biopsję. Na wynik biopsji musiałem czekać
> kilka dni, w tym czasie zmiany na kociej szyi dość znacznie się
> powiększyły. Wynik biopsji potwierdził pesymistyczne przypuszczenia -
> "Cellulae neoplasmaticae [...] obecne bardzo liczne rozproszone komórki
> histiocytopodobne, mitozy i ogniskowo martwica. W oparciu o badanie
> cytologiczne nie można jednoznacznie określić typu nowotworu oraz stopnia
> jego złośliwości. Wskazane usunięcie zmian i badanie histopatologiczne".
> Wobec powyższego umówiłem się z moim wetem na zabieg na najbliższy "wolny"
> termin, tj. na wtorek. Wet ostrzegł mnie, że szanse na powodzenie tego
> zabiegu są rzędu 50%, głownie ze względu na lokalizację guza (blisko
> przełyku, dużych naczyń krwionośnych i splotów nerwowych).
>
Pies moich rodzicow ma duze guzy na szyji. Pojawily mu sie jakies 6-7 lat
temu (juz nie pamietam dokladnie, musiala bym zajrzec do ksiazeczki
zdrowia). Pies wtedy byl dosc mlody mial jakies 4-5 lat, i ogolnie byl
zdrowy. Oczywiscie pojechalismy do weta, nie jednego, kazdy mial inna
teorie, pies byl futrowany roznymi lekami, jeden z wetow stwierdzil nawet ze
"taka jego uroda" i "on tak juz ma"...lol. W koncu jeden madrzejszy wyslal
nas do weta ktory robil biopsje (te kilka lat temu to nie bylo tak
"popularne"). Psiak mial zrobiona biopsje, przyszly wyniki - albo bialaczka
albo chlonniak (oczywiscie nazw lacinskich nie pamietam, znow musiala bym
sie podeprzec ksiazeczka zdrowia). No dla nas tragedia, wielki placz, bo
pies mlody, kochany, a troszke wczesniej akurat zdechla nam suczka (11 lat
miala :-( ). Wet powiedzial ze tego sie nie leczy, ze da tylko psu dodatkowe
preparaty wzmacniajace... I ze pies najwyzej pozyje rok - guzy juz byly
calkiem spore, jak orzechy wloskie, ale prawdopodobnie gdzies za pol roku
bedzie trzeba uspic bo sie bedzie strasznie meczyl... Pies ma w tej chwili
11 i pol roku. Poza tym ze guzy sa juz dwa razy wieksze, pies jest zdrowy.
Co ciekawsze wszyscy na spacerach mysla ze to mlody (okolo roczny) psiak.
Pies ma mnostwo energii, biega przy rowerze po 20 km bez zadnych problemow,
30-to minutowy spacer to dla niego za malo zeby sie wybiegac. Mielismy, my i
nasza rodzina, rozne psy i ten psiak sie trzyma najlepiej, wogole nie widac
po nim starosci, a przecierz juz swoje lata ma. Opinia weta o jego zdrowiu -
nie liczac guzow, pies zupelnie zdrowy, fizycznie jest "mlodszy"... No i
mielismy go uspic :-(
Ta historyjke napisalam w celu pocieszenia. W sumie bardzo duzo wspolnego z
twoim kotem nie ma... A ja takich doswiadczen z kociakami na szczescie nie
mam. Ale podejdz do tego na spokojnie, zastanow sie dobrze nad wyborem weta.
Jesli to faktycznie nowotwor to nie zabije kota w ciagu 3 dni. Moze lepiej
odwiedzic kilku weterynarzy, porozmawiac z nimi, wybrac tego ktory wzbudzi
twoje zaufanie.
A w tym wszystkim dziwne jest to ze ten guz tak szybko rosnie... chyba
zlosliwe jednak wolniej rosna...
Pzdr i zycze powodzenia,
IN_, czarny kot Neti, biala kota Majoneza, fretki Mamba i Kuba
> Pierwsze slysze zeby "powiekszone" wezly byly ruchome... Jesli sie myle
> to sorry, ale moze warto to sprawdzic, bo to cos swiadczy o lekarzu...
Ja sie tam na kociej anatomii ani fizjopatologii nie znam, ale wiem, ze u
ludzi powiekszone wezly chlonne bardzo czesto sa ruchome (nawet w
przypadku bialaczki), wiec specjalnie mnie taka diagnoza nie zdziwila...
> Wet powiedzial ze tego sie nie leczy, ze da tylko psu dodatkowe
> preparaty wzmacniajace... I ze pies najwyzej pozyje rok - guzy juz byly
> calkiem spore, jak orzechy wloskie, ale prawdopodobnie gdzies za pol
> roku bedzie trzeba uspic bo sie bedzie strasznie meczyl... Pies ma w tej
> chwili 11 i pol roku. Poza tym ze guzy sa juz dwa razy wieksze, pies
> jest zdrowy.
No wiesz - ale to jest troche inna sytuacja niz ta, kiedy w ciagu tygodnia
guz dwukrotnie zwieksza swoje rozmiary, zwierzak czuje sie gorzej z dnia
na dzien, przestaje jesc i sam jego stan ogolny zdradza chorobe. Czekaz tu
raczej nie ma na co, bo tylko szybka interwencja moze mu zycie uratowac...
> Ale podejdz do tego na spokojnie, zastanow sie dobrze nad wyborem weta.
Zobaczymy, czego sie dzis dowiem. Poki co - opinie dwoch niezaleznych
wetow sa bardzo do siebie podobne...
> Jesli to faktycznie nowotwor to nie zabije kota w ciagu 3 dni.
Przy takim tempie wzrostu juz sam ucisk guza na okoliczne narzady moze sie
stac niebezpieczny dla zycia...
> Moze lepiej odwiedzic kilku weterynarzy, porozmawiac z nimi, wybrac tego
> ktory wzbudzi twoje zaufanie.
Wlasnie tak robie...
> I pierwsze slysze zeby one byly ruchome!
> Specjalnie zaczelam sie macac po szyji i za cholere tego guzka nie
> przemieszcze!!!
To moze masz przyrosniete - bo moje sa jak najbardziej ruchome, szczegolnie
gdy sa powiekszone :)
A u kotow ta ruchomosc jest dodatkowo jeszcze bardziej wyczuwalna.
Oczywiscie - nie mozna ich suwac po calej szyi ;) - ale nie sa przyrosniete
na sztywno.