Mam problem, i to chyba poważny... :-(((
23.12.2002 wzięliśmy do domu 2,5 letnią kotkę.
Kota od początku była niechętnie natawiona do dziecka (4,5 lat)
i w zasadzie poza małymi wyjątkami do dzisiaj chłopak nie może
nawet jej pogłaskać, nie mówiąc już o jakichś pieszczotach czy
przytulaniu. W stosunku do dorosłych jest inna, choć generalnie
pieszczochem nie jest... sama nigdy nie wskoczy na kolana, głaskanie
musi być krótkie bo zaraz się zaczyna złościć.
Taki stan rzeczy jest do zaakceptowania, ale to co zdarzyło się
wczoraj przeraziło mnie nie na żarty...
Dzieciak bawił się w przedpokoju z opiekunką, kota siedziała w pokoju
i w pewnym momencie najnormalniej w świecie poderwała się do ataku.
Zjeżona sierść, ogon, uszy do tyłu, zęby na wierzch i dawaj na chłopaka.
Skoczyła mu na plecy i nieźle podrapała po tyłku. Oczywiście płacz, krzyki,
ale kota nie miała zamiaru ustapić i dopiero reakcja opiekunki przerwała
akcję.
Chłopak absolutnie nigdy wcześniej nie mógł kocie zaleźć za skórę, bo
zarówno
przed adopcją kota jak i teraz jest odpowiednio edukowany w temacie
współżycia
ze zwierzęciem i doskonale to rozumie. Czuje przed nią respekt od samego
początku
a zresztą kota tak skutecznie go unika, że nie miałby nawet szans coś jej
zrobić...
Co ciekawe gdy na przykład myjemy chłopakowi włosy i wrzeszczy w niebogłosy
kota natychmiast przybiega, wskakuje pomiędzy nas a dzieciaka i zachowuje
sie jak
by chciała go bronić, odpycha nas wręcz... Chętnie je też dziecku z ręki...
Lubi spać z chłopakiem na kołdrze, bawi się z nim ganiając za sznurkiem.
Bardzo ją lubimy, dbamy o nią, ma jak u Pana Boga za piecem...
Ten atak z wczoraj nie był pierwszy, ale w takiej formie jeszcze się
wcześniej
nie zdażył... generalnie wygląda na to, że jest co raz gorzej...
Powaznie zastanawiam sie czy nie szukać kocie nowego domu, bo nie mogę
pozwolić, żeby teroryzowała dziciaka. Chłopak boi się już wchodzić nawet
do pomieszczeń gdzie jest kota... :-(((
Kochani poradźcie coś, bo tylko ja byłem zwolennikiem kota w domu
a teraz taka zdrada... presja najbliższej rodziny zaczyna działać...
Pozdrawiam
Piotrek
Ano bardzo powazny... Koty jak ludzie, maja rozne charaktery i nastroje.
Jedne sa pieszczochami, inne nie cierpia glaskania czy podnoszenia. Sama
tego doswiadczylam...
W domu rodzicow mamy kotke, ktora ma charakter podobny do Twojej. Domownikow
wprawdzie toleruje, za to rzuca sie na kazdego obcego. Czasami, jak rodzice
wyjezdzaja, to opiekuje sie nia sasiadka, ktora musi do domu wchodzic
cichaczem i szybko biec do kuchni i lazienki zeby wyczyscic kuwete i dac
jedzenie, bo kota najzwyklej w swiecie rzuca sie na nia i gryzie. Podobnie
zreszta ma sie sprawa, gdy domownicy sa w domu i przychodza goscie. Kota
musimy zamykac w innym pokoju, bo nie popusci. Ot taki to kot bojowy.
Rodzice zaakceptowali taki stan rzeczy, bo kote bardzo lubia. Teraz ma 10
lat i zaczyna sie robic spokojniejsza, na starosc ;).
Znowu moj Piksel toleruje wszystkich i moze w domu zostac z obca osoba, a i
tak sie z nia bawi, czy mruczy i wlazi na kolana.
Jak widac, Twoj problem jest ciezki do rozwiazania. Byc moze jak dziecko
podrosnie, to kotka bedzie go bardziej respektowala (duzego nie zaatakuje),
albo z wiekiem jej przejdzie... Jedno jest pewnie, poki maly nie bedzie mogl
sam sie bronic, nie zostawiajcie go samego z kotem. Moze jak bedzie starszy
i tupnie noga, krzyknie, to kota przestanie go atakowac i zacznie tolerowac,
choc nie wydaje mi sie, zeby sie polubili...
Pozdrawiam
--
Magda - Slonko (Wroclaw)
Anna
--
Serwis Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
A czy te ataki sa przy Was czy tylko zawsze przy opiekunce?
Pozdr, Aniela
> Pozdrawiam
> Piotrek
>
>
bez różnicy...
przy nas, przy opiekunce, sam na sam...
głównie objawia się to łapaniem zębami lub atak łap±
przy próbie dotkniecia kota (głaskania), a nawet próba
capnięcia jak dzieciak przechodzi obok koty.
Pozdrawiam
Piotrek
Moje obie kotki _dokładnie_tak_samo_ reagują na _młode_koty_i_kocięta_.
Mam już tylko jedną, tę wychodzącą na dłuuugie spacery, starszą kotkę oddałam
do domu bez kociej konkurencji... Za dużo stresu tu miała.
Mam wrażenie, że ta Twoja kotka potraktowała dzieciaka tak, jak by to było obce
kocię!
Czy kotka jest wykastrowana? Bo może chodzi o huśtawkę hormonalną?
Ale jeśli jest, to myślę, że trzeba coś zrobić, żeby przestała dziecko uważać
za dziecko, za słabą jeszcze konkurencję, która jednak dorośnie i może
wysiudać... Tak rozumiem niechęć moich kotek do kociąt.
A może trzeba będzie jednak oddać kota... :(
Ja mam koty bardzo łagodne względem ludzi, względem siebie to już różnie bywa.
Nigdy nie pozwalałam dziecku na prowokowanie ich (klepanie, dotykanie brzucha
itp.), ale kazałam się bronić w razie najmniejszej agresji - kot sięgnie łapą
to ty też! Nie za mocno, ale tak, żeby kot się przestraszył, wystarczy machnąć
obok niego. A jeśli kot drapnie w zabawie, to syknąć, przestać się bawić, ale
nie karać, bo to było niechcący. Nie miałam takich problemów jak Ty...
> Pozdrawiam
> Piotrek
Marta,
której cała sytuacja wydaje się znajoma i logiczna,
ale jeszcze nie doszła, o co dokładnie tu chodzi...
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Jest wykastrowana, więc to nie to
> A może trzeba będzie jednak oddać kota... :(
Chyba niestety tak się skończy... :-(((
Wolę nie ryzykować np. ataku na twarz dziecka
Pozdrawiam
Piotrek
>> A moze trzeba bedzie jednak oddac kota... :(
>
> Chyba niestety tak sie skonczy... :-(((
> Wole nie ryzykowac np. ataku na twarz dziecka
>
Rozumiem, ze gdybys mial dwoje dzieci i one by sie bily nie kontrolujac swojej
sily, co czesto sie przeciez dzieciom zdarza, jedno z nich bys oddal do Domu
Dziecka?
Kot jest jak male dziecko przez cale swoje zycie. Niemniej mozna i trzeba go
wychowac.
Pomijam juz fakt, ze zmieniajac jej teraz dom i otoczenie, mozesz ja bardzo
powaznie skrzywdzic psychicznie, co w przyszlosci w kolejnym domu moze sie
objawiac jeszcze wieksza agresja.
W wielu miejscach swojego pierwszego postu sam sobie przeczysz. Najpierw
twierdzisz, ze dziecko nie moglo kotki skrzywdzic, za chwile okazuje sie, ze
dziecko ja karmi z reki, bawi sie z nia, wiec jednak _moglo_ jakos ja do siebie
zniechecic.
A te historie skoku na biedne dziecko skad znasz? Od dziecka czy opiekunki?
Zakladam, ze skoro bylo z opiekunka to dlatego, ze was wowczas w domu nie bylo.
Moglo sie zdarzyc wszystko. Byc moze kot nie toleruje opiekunki, a nie dziecka.
Byc moze atak byl na nia, a nie na dziecko.
Ja mam bardzo agresywna kotke. I siostre cioteczna. Siostra jak to maly brzdac (a
jest dwa lata mlodsza od koty) bedac u mnie wiecznie probowala kote glaskac,
przytulac. Kota, choc umie byc agresywna do doroslych, nigdy nie podrapala dziecka
(a kontakt z dzieckiem miala raz na trzy miesiace lub rzadziej). Ona przed
dzieckiem uciekala.
Moim zdaniem powienienes sie bardzo powaznie zastanowic nad sprawa i oddanie kotki
potraktowac jako ostatecznosc. Wczesniej, jesli inne metody zawioda, zamykac
kotke w lazience czy w drugim pokoju podczas kiedy _sam_ nie mozesz ich obojga
pilnowac.
I co to było? Mój często leje w pościel? Co Ci doradził?
Pozdrawiam.
> Pomijam juz fakt, ze zmieniajac jej teraz dom i otoczenie, mozesz ja
bardzo
> powaznie skrzywdzic psychicznie, co w przyszlosci w kolejnym domu moze sie
> objawiac jeszcze wieksza agresja.
AnKa, ale on ja ma od 2 miesiecy a kotka jest dorosla, nie sadze, zeby
zmiana domu teraz zrobila na niej az takie wrazenie.
Wlasciwie to jesli ma oddac, to im szybciej tym lepiej.
Przeciez nie tylko dziecko cierpi, kotka pewnie tez, skoro reaguje agresja.
Moze lepiej jej bedzie gdzie indziej?
Sandra
Nie wiem, czy mnie dobrze zrozumiałeś, jeśli jest już wykastrowana to właśnie
może chodzić o traktowanie dziecka przez kotkę jak nie jej kocię. Tak zresztą
myślałam, z nadzieją tylko pytałam o kastrację, bo jednej z moich kotek bardzo
złagodziła obyczaje...
> > A może trzeba będzie jednak oddać kota... :(
>
> Chyba niestety tak się skończy... :-(((
> Wolę nie ryzykować np. ataku na twarz dziecka
Szkoda by było, ale rozumiem Cie...
Jeśli chcesz, to napisz do mnie na priv dokładnie opisując co dziecko robi i co
kot robi, w jakich sytuacjach są spięcia, kiedy jest ok, jak kotka reaguje na
innych członków rodziny, tylko tak szczerze. Mam trochę doświadczenia z kotami
i z dzieckiem, może wspólnie jeszcze uda się coś wymyślić? Jakieś pomysły już
mam...
> Pozdrawiam
> Piotrek
Marta
> AnKa, ale on ja ma od 2 miesiecy a kotka jest dorosla, nie sadze, zeby
> zmiana domu teraz zrobila na niej az takie wrazenie.
> Wlasciwie to jesli ma oddac, to im szybciej tym lepiej.
> Przeciez nie tylko dziecko cierpi, kotka pewnie tez, skoro reaguje
agresja.
> Moze lepiej jej bedzie gdzie indziej?
Trudno ocenic. Ja jednak jestem bardzo wyczulona na takie oddawanie
zwierzat. Obawiam sie, moze nieslusznie w tym przypadku, ze zbyt latwo
ludzie rezygnuja z opieki nad zwierzetami kierujac sie czasami
wyolbrzymionymi obawami. Zbyt malo wiadomo z opisu Nelsona i wiem, ze raczej
jest on milosnikiem kotow/zwierzat niz osoba chwilowo zafascynowana
futerkowcami, nie mniej boje sie, ze pod presja zrobi cos czego mozna
uniknac. Z drugiej strony 2 miesiace to malo czasu na oswojenie kota z calym
nowym swiatem. Wciaz niewiele wiemy o psychice kotow.
> Rozumiem, ze gdybys mial dwoje dzieci i one by sie bily nie kontrolujac
swojej
> sily, co czesto sie przeciez dzieciom zdarza, jedno z nich bys oddal do
Domu
> Dziecka?
Mam nadzieję, że dostrzegasz różnicę pomiędzy atakiem zwierzęcia na dziecko
(zakończonym podrapaniami, ugryzieniami i siniakami) od zabawy nawet
w bijatykę dwójki dzieciaków.
> Kot jest jak male dziecko przez cale swoje zycie. Niemniej mozna i trzeba
go
> wychowac.
Kotka ma 2,5 roku, więc nie sądzę żeby udało się zmienić jej zachowania,
upodobania czy charakter
> Pomijam juz fakt, ze zmieniajac jej teraz dom i otoczenie, mozesz ja
bardzo
> powaznie skrzywdzic psychicznie, co w przyszlosci w kolejnym domu moze sie
> objawiac jeszcze wieksza agresja.
Jest duża szansa, że wróci do poprzednich właścicieli, już się kontaktowałem
> W wielu miejscach swojego pierwszego postu sam sobie przeczysz. Najpierw
> twierdzisz, ze dziecko nie moglo kotki skrzywdzic, za chwile okazuje sie,
ze
> dziecko ja karmi z reki, bawi sie z nia, wiec jednak _moglo_ jakos ja do
siebie
> zniechecic.
Nie uważam, żebym sobie przeczył. Potrwierdzam, że dziecko NIE MOGŁO
KOTKI SKRZYWDZIĆ. Piszę to z całą odpowiedzialnością. Wszelki
kontakt dziecka z kotem odbywa się pod kontrolą dorosłych, gdyż wiemy,
że kota może się tak zachować.
Jeśli dziecko karmi kota (podaje mu na dłoni mięsko) to odbywa się to
w naszej obecności. Jeśli bawi się z nią np. sznurkiem, to też na moich
oczach.
A poza tym dzieciak od początku czuje duży respekt do kota i po prostu
sam jej nie dotyka i nie wchodzi jej w drogę.
> A te historie skoku na biedne dziecko skad znasz? Od dziecka czy
opiekunki?
> Zakladam, ze skoro bylo z opiekunka to dlatego, ze was wowczas w domu nie
bylo.
> Moglo sie zdarzyc wszystko. Byc moze kot nie toleruje opiekunki, a nie
dziecka.
> Byc moze atak byl na nia, a nie na dziecko.
Nie przesadzaj... to dzieciak jest podrapany i pogryziony a nie opiekunka.
Poza tym nie widzę powodu żeby oboje mieli kłamać w zeznaniach.
Oboje byli przestraszeni nie na żarty tym incydentem.
Poza tym obserwuje uważnie reakcje kota na dzieciaka i z całą
odpowiedzialnością
mogę powiedzieć, że kota go po prostu nie lubi i czasami wygląda wręcz jak
by
czekała na okazję, żeby go pacnąć łapą :-(((
> Moim zdaniem powienienes sie bardzo powaznie zastanowic nad sprawa i
oddanie kotki
> potraktowac jako ostatecznosc. Wczesniej, jesli inne metody zawioda,
zamykac
> kotke w lazience czy w drugim pokoju podczas kiedy _sam_ nie mozesz ich
obojga
> pilnowac.
Nie wyobrażasz sobie chyba, że będę izolował domowników ???
Spróbuj to zrobić w przypadku dzieciaka i kota, powodzenia
nelson
Niestety mieszkamy w Chrzanowie (Małopolska)
nelson
> AnKa, ale on ja ma od 2 miesiecy a kotka jest dorosla, nie sadze, zeby
> zmiana domu teraz zrobila na niej az takie wrazenie.
> Wlasciwie to jesli ma oddac, to im szybciej tym lepiej.
> Przeciez nie tylko dziecko cierpi, kotka pewnie tez, skoro reaguje
agresja.
> Moze lepiej jej bedzie gdzie indziej?
dzięki za rozsądny post, pozbawiony emocjonalnych zabarwień ;-))
nelson
A co wg Ciebie nie jest wyolbrzymioną obawą ???
Twierdzisz, że pogryzione dziecko przez dorosłego, ukształtowanego
juz emocjonalnie kota to normalka, nic nadzwyczajnego ???
Wiesz... to trzeci kot w moim życiu i mam pewne doświadczenia w tej
kwestii i zaręczam Ci, że to nie jest wyolbrzymianie problemu.
Żeby nie było niesmacznych komentarzy:
Pierwszy mój kot wybrał wolnośc, drugi odszedł do krainy wiecznych
łowów. Nie jestem zapalonym oddawaczem kotów w inne ręce.
nelson
> Poza tym obserwuje uważnie reakcje kota na dzieciaka i z całą
> odpowiedzialnością
> mogę powiedzieć, że kota go po prostu nie lubi i czasami wygląda wręcz jak
> by
> czekała na okazję, żeby go pacnąć łapą :-(((
Próbowałeś ubrać grubo dzieciaka i kazać mu po prostu spuścić kotu ostre
manto?
Może po kilku razach to kot nabierze respektu...
Nie próbowałem i szczerze mówiąc nie chcę tego robić
nelson
> > Próbowałeś ubrać grubo dzieciaka i kazać mu po prostu spuścić kotu ostre
> > manto?
> > Może po kilku razach to kot nabierze respektu...
>
> Nie próbowałem i szczerze mówiąc nie chcę tego robić
Czemu?
Żeby oszczędzić kotu cierpień?
On się nie zastanawia czy dziecko będzie cierpieć....
To jest zwierzę - do niego przemówi brutalna siła, a nie dobre słowo.
> Próbowałeś ubrać grubo dzieciaka i kazać mu po prostu spuścić kotu ostre
> manto?
> Może po kilku razach to kot nabierze respektu...
W przypadku kota reakcja z dużym prawdopodobieństwem
będzie odwrotna. Przenoszenie "pieskich" metod na koty
nie ma sensu.
Krycha&Co(ty)
> Czemu?
> Żeby oszczędzić kotu cierpień?
> On się nie zastanawia czy dziecko będzie cierpieć....
> To jest zwierzę - do niego przemówi brutalna siła, a nie dobre słowo.
Chyba zaczne dawać "dobre rady" odnośnie tresury psów :->
Mam nadzieję, że równie szkodliwe, jak powyższe.
Krycha&Co(ty)
Znaczy z premedytacją zacznie rzucać się na silniejszego?
Dziwne zwierzęta zaiste.
Odrobiny instynktu samozachowawczego nie mają......
> Znaczy z premedytacją zacznie rzucać się na silniejszego?
> Dziwne zwierzęta zaiste.
> Odrobiny instynktu samozachowawczego nie mają......
Dziwne są rzeczywiście. I potrafią poczekać, aż silniejszy nie będzie
silniejszy - i wtedy ugryźć (tak, są koty które nie drapią, tylko gryzą).
Znam parę przykładów, z których jeden "wykonała" moja własna mama.
Dała kotu klapsa za wlezienie na stół, kot poczekał, aż zajęła się
zmywaniem, podszedł od tyłu i ugryzł ją w nogę. Był to jedyny
przypadek, kiedy tak mamę potraktował.
Krycha&Co(ty)
> > Znaczy z premedytacją zacznie rzucać się na silniejszego?
> > Dziwne zwierzęta zaiste.
> > Odrobiny instynktu samozachowawczego nie mają......
>
> Dziwne są rzeczywiście. I potrafią poczekać, aż silniejszy nie będzie
> silniejszy - i wtedy ugryźć
Dlatego mówiłem że lać kilka razy, za każdym razem skuteczniej.
Tak długo aż kotu się odechce (względnie padnie).
> (tak, są koty które nie drapią, tylko gryzą).
> Znam parę przykładów, z których jeden "wykonała" moja własna mama.
> Dała kotu klapsa za wlezienie na stół, kot poczekał, aż zajęła się
> zmywaniem, podszedł od tyłu i ugryzł ją w nogę. Był to jedyny
> przypadek, kiedy tak mamę potraktował.
U mnie miałby zapewniony lot przez okno.
Otwarte lub nie.
Paulina
Bardzo jesteś dumny z tego, co napisałeś? O ile pamiętam, nie ma
ustawowego obowiązku mania kota. Szczególnie w przypadku braku
odpowiedniego poziomu empatii/rozumu/czegokolwiek, żeby pojąć,
że kot nie pies, nie człowiek, nie robocik i nie działa zgodnie
z czyimś widzimisiem.
Hanka wkurzona
--
Hanka Skwarczyńska ,-----------------.
i kotek Behemotek | =^..^=._ LMMnK |
KOTY. KOTY SĄ MIŁE | ^^^;;^^::^ 3 |
`-----------------'
> > Dziwne są rzeczywiście. I potrafią poczekać, aż silniejszy nie będzie
> > silniejszy - i wtedy ugryźć
> Dlatego mówiłem że lać kilka razy, za każdym razem skuteczniej.
> Tak długo aż kotu się odechce (względnie padnie).
Ty to poważnie piszesz? Bo jak na żart to nie jest najwyższego lotu.
> U mnie miałby zapewniony lot przez okno.
> Otwarte lub nie.
Nie miej kotów. Nigdy. I lepiej powstrzymaj się od udzielania
rad w kocim temacie.
Krycha&Co(ty)
> > podszedł od tyłu i ugryzł ją w nogę. Był to jedyny
> > > przypadek, kiedy tak mamę potraktował.
> >
> > U mnie miałby zapewniony lot przez okno.
> > Otwarte lub nie.
> >
> >
> Rozumiem, że analogicznie podejdziesz do swojego psa, kiedy coś zbroi?
Gdyby mnie zaatakował podjąłbym walkę.
Na pewno bym go za to nie pogłaskał.
>O ile pamiętam, nie ma
> ustawowego obowiązku mania kota.
Całe szczęście.
Nie zniósłbym koegzystowania z bezkarnym agresorem.
To się świetnie składa, koty też nie znoszą koegzystencji z
bezkarnymi agresorami.
--
Hanka Skwarczyńska
i kotek Behemotek
KOTY. KOTY SĄ MIŁE
To co piszesz oznacza, że używasz kar nie po to, żeby były skuteczne, a po to,
żeby się zemścić. Takie instynktowne "mszczenie" działa czasem na psy (naprawdę
niektórzy instynktownie wiedzą co robić), na koty niestety nie. Kot, tak się
dziwnie składa, że im bardziej rozpieszczony, tym ma lepszy charakter. Z tego
co wiem u psa może się takie postępowanie skończyć tragicznie. Natomiast surowa
dyscyplina odbierana przez psy jako opieka dominującego przywódcy stada, przez
kota jest odbierana jako niezrozumiałe znęcanie się i powoduje chęć odwetu.
Z ludźmi jest jeszcze inaczej... Niektórzy reagują jak psy, niektórzy jak
koty... Ja na przykład jestem przekorą, jedynie po dobroci można u mnie coś
zdziałać. Z moim mężem jest odwrotnie, rozpieszczony staje się nie do
wytrzymania... Sam to przyznaje, to nie jest tak, że ja sobie coś tam wymyślam.
Tłumaczył mi wielokrotnie, że jeśli coś jest dla mnie ważne, to mam go nie
prosić, a kazać :-))))) Mnie takie traktowanie by tylko rozsierdziło... i na
pewno bym nie posłuchała :-p
A jesteśmy przecież przedstawicielami jednego gatunku. Ty chciałbyś, żeby te
same metody działały identycznie na dwa różne gatunki. To głupie :-)
Po prostu nie powinieneś mieć kota. Tak, jak ja nie powinnam mieć psa, bo nie
dałabym sobie z nim rady. Sfrustrowałbyś się okropnie i skrzywdził kota,
dochodząc w końcu do wniosku, że koty są głupie. A to nie prawda :-p
Marta (Sadira)
I słusznie. Kota w takiej sytuacji należałoby przepędzić, przestraszyć,
pozwolić mu uciec. Też się go za to nie głaszcze. Nie trzeba z nim walczyć, to
nawet nie ma sensu. Nie widziałam jeszcze kota, który walczy z innego niż
panika (o siebie, lub kocięta) powodu. Kot nie walczy z człowiekiem o
dominację, walczy jedynie wtedy, gdy wpadnie w panikę. Taki ma dziwny instynkt
samozachowawczy.
Między sobą też walczą zupełnie inaczej niż psy, choć też jest hierarhia. Ale
to raczej walka psychologiczna... Na razie to obserwuję, nie jestem jeszcze w
stanie dokładnie opisać jak to działa z dużym prawdopodobieństwem trafności.
Natomiast capnięcie w nogę ma u kota inne znaczenie. To nie jest ustawienie
kogoś niżej w hierarchii, jak u psa, tylko to, co my rozumiemy jako odwet, a co
w istocie jest obroną własnych praw. Zdarza się wtedy, gdy zdaniem kota zostały
naruszone, np. jego nietykalność cielesna. Kot nie daje sobą pomiatać.
Człowiekowi zrozumienie takich zachowań utrudnia fakt, że kot potrafi reakcję
odłożyć w czasie - zupełnie jak człowiek! - i czasem trudno nam skojarzyć, na
co była odpowiedzią.
Kot też nie zawsze właściwie rozumie zachowania ludzkie, czasem jakieś omyłkowo
bierze właśnie za to naruszenie jego granic. Ale dlaczego od zwierzaka, którego
uważamy za znacznie mniej rozumnego niż siebie, wymagać więcej niż od siebie
zrozumienia dla zachowań innego gatunku?
Zdaje mi się, że tu mają początek wszystkie poważne problemy z kotem. Z
wzajemnego niezrozumienia. Jeśli porozumienie jest niemożliwe, to kota IMO
należy oddać komuś, z kim będzie w stanie sie porozumieć...
Kot ogólnie swoim zachowaniem mówi "jak ty komu, tak on tobie" :-)
A pies "kto silniejszy ten broni, ale i rządzi" :-)
> Pierwszy mój kot wybrał wolnośc,
Koty nie wybieraja wolnosci :(
Albo go ktos zamordowal, przejechal, albo pies... przykro mi :(
Sandra
> Nie próbowałem i szczerze mówiąc nie chcę tego robić
Rany goscia i masz racje. Nie wolno bic ani kotow ani dzieci.
Sandra
Nie prawda, czasem wybierają. Jedna moja kicia stała się już półdzika, z tego
co widzę, z powodu nadmiernego zagęszczenia kotów w domu. Po oddaniu jednej
kotki pozostałe zaczęły dużo więcej czasu spędzać w domu. Tę kicię wcześniej
trzymało w pobliżu chyba tylko to, że mogła przyjść czasem wtulić się w moje
włosy... Bo nawet z miski rzadko korzysta. Pojawiała się co tydzień, co dwa...
Raz zniknęła na dwa miesiące, po tym, jak przyplątał się Miaumiałek. Teraz jest
w domu o wiele częściej i wyraźnie ma to związek z mniejszą ilością kotów, bo
mrozy to ona ma gdzieś :)
Także jest jakaś szansa, że rzeczywiście ten kot wybrał wolność.
> Albo go ktos zamordowal, przejechal, albo pies... przykro mi :(
Choć to jest bardziej prawdopodobne :(
> Sandra
pewnie masz rację :-((((
nelson
Ja na Ciebie najeżdżam ???
może przeczytaj jeszcze raz uważnie mój post i Twoją odpowiedź na niego,
bardzo proszę...
nelson
> Natomiast capnięcie w nogę ma u kota inne znaczenie. To nie jest
ustawienie
> kogoś niżej w hierarchii, jak u psa, tylko to, co my rozumiemy jako odwet,
a co
> w istocie jest obroną własnych praw. Zdarza się wtedy, gdy zdaniem kota
zostały
> naruszone, np. jego nietykalność cielesna. Kot nie daje sobą pomiatać.
Nawet jeśli może przy tym ucierpieć?
Czyli wniosek o instynkcie był prawidłowy.
P.S.
Dzięki za posta, trochę to naświetliło mi kocią naturę.
Kot pewnie znienawidzi wtedy dzieciaka do konca i juz napewno kazde przypadkowe
podejscie do niego bedzie traktowal jak potencjalne zagrozenie...
Zwykly odruch samoobrony...
A dziecko sie doskonale nauczy postepowac ze zwierzetami...
Jesli juz to klapsa kotu po ogonie od tego nic mu sie nie stanie a glupi nie
jest zapewniam...
Wildcat
Noooo...oczywiscie straty musza byc....
A potem moze dziecku sie to spodoba i zacznie szukac kotkow zeby zrobic jeszcze
raz to samo...
A potem jeszcze raz....
A potem kotek moze byc za malo....
> U mnie miałby zapewniony lot przez okno.
> Otwarte lub nie.
Zdecydowanie lepiej zamkniete...
Jest duzo efektowniej a kot jeszcze sie moze zemscic...
A co bys zrobil jakby Cie uderzylo dziecko ?
Nieswiadome tego co robi ?
Bo calkiem prawdopodobne ze kot pojmuje to co robi zupelnie inaczej niz my...
Pochwalasz wykorzystywanie znacznej przewagi silowej ?
> A co bys zrobil jakby Cie uderzylo dziecko ?
Pochwaliłbym na pewno...
> Nieswiadome tego co robi ?
Nie znam stworzeń usiłujących zrobić komuś krzywdę i robiących to
nieświadomie.
Może człowiek w czasie lunatykowania....
W to nie watpie ;-))
Bardzo ladna odpowiedz tylko czy zastosowalbys metody podobne do tych ktorymi
proponujesz uczyc kota dobrego zachowania ?
>
> > Nieswiadome tego co robi ?
>
> Nie znam stworzeń usiłujących zrobić komuś krzywdę i robiących to
> nieświadomie.
> Może człowiek w czasie lunatykowania....
OK doprecyzujmy. Nieswiadome ze z Twojego punktu widzenia jest to o wiele
gorsze niz sadzi atakujacy ?
> Bardzo ladna odpowiedz tylko czy zastosowalbys metody podobne do tych
ktorymi
> proponujesz uczyc kota dobrego zachowania ?
Mniej więcej, od słownej reprymendy rozpoczynając.
Jako rozumna istota drugi raz by się nie odważyło.
> OK doprecyzujmy. Nieswiadome ze z Twojego punktu widzenia jest to o wiele
> gorsze niz sadzi atakujacy ?
Z mojego punktu widzenia to jemu NIE WOLNO tego robić.
Nie ważne co on o tym sądzi.
Podejrzewam ze ten kotek na oknie to juz napewno ;-))
Tylko zastanawiam sie czy moze nie zaczac od lagodniejszego sposobu niz to co
proponowales...?
>
> > OK doprecyzujmy. Nieswiadome ze z Twojego punktu widzenia jest to o wiele
> > gorsze niz sadzi atakujacy ?
>
> Z mojego punktu widzenia to jemu NIE WOLNO tego robić.
> Nie ważne co on o tym sądzi.
Pod warunkiem ze on/ono o tym wie wczesniej. Jesli kot skacze na Ciebie bo w
jego pojeciu jest to normalna metoda zalatwiania problemu czy okazywania
jakiegos tam uczucia a traktuje Cie jak partnera to moze najpierw zrozumiec a
potem za okno ?
Ależ ja proponowałem stopniowanie.
Do skutku.
Jeśli kot byłby uparty to..... musiałby skończyć z tym.
> >
> > > OK doprecyzujmy. Nieswiadome ze z Twojego punktu widzenia jest to o
wiele
> > > gorsze niz sadzi atakujacy ?
> >
> > Z mojego punktu widzenia to jemu NIE WOLNO tego robić.
> > Nie ważne co on o tym sądzi.
>
> Pod warunkiem ze on/ono o tym wie wczesniej.
Nie.
Bezwarunkowo.
> Jesli kot skacze na Ciebie bo w
> jego pojeciu jest to normalna metoda zalatwiania problemu czy okazywania
> jakiegos tam uczucia a traktuje Cie jak partnera to moze najpierw
zrozumiec a
> potem za okno ?
Ano - najpierw oberwałby ścierą.
Tyle że w omawianym przypadku to nie poskutkowało.
Możesz uznać za usiłowanie zrobienia krzywdy coś, co nim nie jest.
Jeśli usiłuje to świadomie, z definicji :-)
Jeśli nieświadomie, to nie usiłuje :-P
Takim przykładem są małe kocięta, które w zabawie potrafią ugryźć lub drapnąć
naprawdę boleśnie. One po prostu tak się bawią z rodzeństwem, które w
przeciwieństwie do człowieka ma futro i nieco odporniejszą na zadrapania
skórę... Tobie się może zdawać, że robią to świadomie...
Do oduczenia takiego zachowania wystarczy zwykle dać kociakowi do zrozumienia,
że to boli, zwykłym syknięciem z bólu :-) i przerwaniem zabawy. Po kilku(nastu)
razach kotek załapuje o co chodzi :-)
Naprawdę nie wszystko co niezrozumiałe jest absurdalne. Zwykle się takim tylko
wydaje, bo przecież łatwiej sobie powiedzieć, że coś jest głupie i absurdalne,
niż przyznać się przed sobą do tego, że to my czegoś nie rozumiemy... (Mimo
wyznawania tej zasady nadal uważam zachowanie np. Hitlera za absurdalne...
pewnie czegoś nie rozumiem, ale nie wiem, czy kiedykolwiek zrozumiem ;))
Marta (Sadira)
Zgadza się.
>
> Takim przykładem są małe kocięta, które w zabawie potrafią ugryźć lub
drapnąć
> naprawdę boleśnie. One po prostu tak się bawią z rodzeństwem, które w
> przeciwieństwie do człowieka ma futro i nieco odporniejszą na zadrapania
> skórę... Tobie się może zdawać, że robią to świadomie...
Nie.
Potrafię rozróżnić uderzenie czy ugryzienie w zabawie.
>
> Do oduczenia takiego zachowania wystarczy zwykle dać kociakowi do
zrozumienia,
> że to boli, zwykłym syknięciem z bólu :-) i przerwaniem zabawy. Po
kilku(nastu)
> razach kotek załapuje o co chodzi :-)
Dokładnie.
Tyle że opisywany atak na człowieka jest świadomy i IMO nie powinien zostać
bez odzewu.
Jeśli się mylę to uświadomcie jak kota tego oduczyć.
Mniej więcej takiego, do jakiego prowadzi ulubiona przez
niektóre mamusie metoda tłuczenia dziecka, żeby przestało
ryczeć. Najpierw lekko.
Nie wydaje Ci się, że sensowniej jest trochę pomysleć, jaki
sposób _zadziała_, niż stosować pierwszy, który przyjdzie do
głowy (a pry okazji wymagający najmniejszego wysiłku i
pozwalający wyładować własną frustrację spowodowaną
niezrozumieniem i bezsilnością) i wymagać od obiektu, żeby uznał
go za słuszny? Zaprawdę przedziwnym jest podświadome przekonanie
niektórych ludzi, że taki kot jest mądrzejszy od nich i domyśli
się, o co im chodziło, bo oni nie umieją się domyślić, o co
chodzi jemu.
Cytuje:
"....To jest zwierzę - do niego przemówi brutalna siła, a nie dobre słowo.
Próbowałeś ubrać grubo dzieciaka i kazać mu po prostu spuścić kotu ostre
manto?
Może po kilku razach to kot nabierze respektu...
U mnie miałby zapewniony lot przez okno.
Otwarte lub nie..."
I zeby byc sprawiedliwym - jako ostatnie:
"...Mniej więcej, od słownej reprymendy rozpoczynając.
Jako rozumna istota drugi raz by się nie odważyło...."
Dosyc to radykalne a stopniowanie pojawilo sie na koncu.
Jakiez to powody tak poznego zlagodzenia sposobu tresury kota ?
> > > Z mojego punktu widzenia to jemu NIE WOLNO tego robić.
> > > Nie ważne co on o tym sądzi.
> >
> > Pod warunkiem ze on/ono o tym wie wczesniej.
>
> Nie.
> Bezwarunkowo.
Czyli bezwarunkowo zwierze ktore ma calkowicie inny sposob postrzegania swiata
i porozumiewania sie z otoczeniem musi przewidziec ze Tobie sie to nie spodoba ?
Musi juz z zalozenia wiedziec ze jak cie ugryzie w jego pojeciu pieszczotliwie
Ty dolejesz mu bo tego nie lubisz ?
A skad ma sie Twoim zdaniem brac u niego taka wiedza ?
Bo ze mamusia go savoir vivre nie uczyla to pewne...
> Ano - najpierw oberwałby ścierą.
> Tyle że w omawianym przypadku to nie poskutkowało.
I dlatego nalezy go brutalnie pobic/zabic moze ?
Bo taki wyrzucony przez okno to ma na to duze szanse...
Wildcat
Nie -żeby przestało matkę bić.
Mylisz preferencje.
Dla mnie kot ZAWSZE będzie mniej ważny od dziecka.
>
> Nie wydaje Ci się, że sensowniej jest trochę pomysleć, jaki
> sposób _zadziała_
I co wymyśliłaś?
>Zaprawdę przedziwnym jest podświadome przekonanie
> niektórych ludzi, że taki kot jest mądrzejszy od nich i domyśli
> się, o co im chodziło, bo oni nie umieją się domyślić, o co
> chodzi jemu.
Wg mnie kot nie musi się domyślać.
W danej sytuacji wystarczy iż będzie bać się podnieść łapę na człowieka.
> Dosyc to radykalne a stopniowanie pojawilo sie na koncu.
Nieprawda.
W słowie "manto" nie były dokładnie sprecyzowane środki.
Jak ktoś zapytał o jakie idzie wyjaśniłem że o stopniowane.
A rzut kotem to był za próbu uskuteczniania kocich odwetów.
> > > Pod warunkiem ze on/ono o tym wie wczesniej.
> >
> > Nie.
> > Bezwarunkowo.
>
> Czyli bezwarunkowo zwierze ktore ma calkowicie inny sposob postrzegania
swiata
> i porozumiewania sie z otoczeniem musi przewidziec ze Tobie sie to nie
spodoba ?
Po kilku oberwaniach ścierą powinien już wiedzieć.
> Musi juz z zalozenia wiedziec ze jak cie ugryzie w jego pojeciu
pieszczotliwie
> Ty dolejesz mu bo tego nie lubisz ?
j.w.
> A skad ma sie Twoim zdaniem brac u niego taka wiedza ?
Najlepiej z reakcji człowieka na próby takiego zachowania.
A w ogóle to z instynktu samozachowawczego - silniejszego nie ruszać bo może
się źle skończyć.
Nie wiedziałem że kot to zwierzę na tyle durne że takowego nie posiada.
Choć może powinienem - choćby z wątku o polowaniu psa na koty...
> Bo ze mamusia go savoir vivre nie uczyla to pewne...
>
>
> > Ano - najpierw oberwałby ścierą.
> > Tyle że w omawianym przypadku to nie poskutkowało.
>
> I dlatego nalezy go brutalnie pobic/zabic moze ?
Pościerce może być kapeć, po kapciu gazeta.
Albo odwrotnie.
Jeśli i to nie pomoże - widać życie mu niemiłe i trza mu męczarnie skrócić.
:-)))
> Bo taki wyrzucony przez okno to ma na to duze szanse...
Naprawdę ostatnie czym bym się martwił zaatakowany przez zwierzaka to byłoby
jego zdrowie a i życie.
Nie. Nauczona doświadczeniem, na tej grupie unikam jak ognia
wypowiedzi choćby z daleka zalatujących porównywaniem zwierząt
do dzieci. Chodziło mi o próby likwidowania niepożądanego
zachowania metodami, które prowadzą wyłącznie do jego eskalacji.
Dziecko ryczy - matka leje - dziecko ryczy jeszcze bardziej. Kot
gryzie - Ty go tłuczesz - kot gryzie jeszcze bardziej - Ty go
wyrzucasz przez okno. To ostatnie będzie niewątpliwie skuteczne.
> [...]
> > [...] sensowniej jest trochę pomysleć, jaki
> > sposób _zadziała_
>
> I co wymyśliłaś?
Dyskusji o kociej agresji w stosunku do dzieci i nie tylko było
na grupie co najmniej kilka. Również w tym wątku osoby, które
mają wiedzę lub doświadczenie (mój kot nigdy takich numerów nie
robił) podawały propozycje rozwiązań. Ja mogę wymyślić tylko
tyle, że eskalacja przemocy w stosunku do kota jest
nieskuteczna, a raczej skuteczna na odwrót - bo to widziałam na
własne oczy.
> [...] Wg mnie kot nie musi się domyślać.
> W danej sytuacji wystarczy iż będzie bać
> się podnieść łapę na człowieka.
Poprawka: będzie się bać człowieka, ni cholery nie wiedząc, o co
temu człowiekowi chodzi i za co jest katowany, skoro zachowuje
się według kocich standardów normalnie. Rolą człowieka jest
wytłumaczenie kotu, że ludzkie standardy odbiegają od kocich.
Chyba że opiekun kota rzeczywiście chce mieć w domu
zestresowane, przerażone i coraz bardziej agresywne zwierzę,
które oprócz napadania na ludzi będzie uprawiać wiele innych,
niepożądanych a wynikających ze strachu zachowań - na przykład
lać po kątach, zapewne też złośliwie.
No więc właśnie odbiega od schematu kocich zachowań wobec ludzi w poważny
sposób, w tak poważny, że jestem skłonna uznać, że to może być jakaś choroba
psychiczna na przykład. Ale wydaje mi się, że gdyby dowiedzieć się
wystarczająco dużo o całej sytuacji, i znać dokładnie zachowania kotów, to może
się okazać, że wszystko jest zrozumiałe i łatwo można temu zaradzić.
Dlatego prosiłam zainteresowanego o odezwanie się na priv. Może nie jestem
wszechwiedząca ale doświadczenie z kotami mam już spore, a problem kojarzy mi
się z zachowaniami kotów wobec siebie nawzajem... Wiele z tego da się
przenieść, jak myślę, na tę sytuację. Po prostu widzę, jak koty radzą sobie z
agresją kotki, która zachowuje się wobec nich dokładnie tak, jak wobec tego
dziecka. Na razie, bez bliższych informacji nie chcę nic radzić, bo mogę się
mylić.
Ja myślę, że na tego kota jakiś sposób jest, ale nie wiem, który jest właściwy,
ani czy w ogóle uda się go odkryć. W grę wchodzi małe, czteroletnie dziecko.
Nie wiadomo, czy uda się je skłonić do współpracy, więc nie wiadomo, czy ten
właściwy sposób na kota jest w ogóle możliwy do wprowadzenia w życie.
Do tego naciski rodziny - autor wątku pisze, że to on sam chciał kota, reszta
tylko przyzwoliła. Nic dziwnego, jeśli teraz obarczają go odpowiedzialnością za
kocie zachowanie, za skutki jego decyzji. Nawet jeśli nie, to zapewne on sam
czuje sie za to odpowiedzialny wobec rodziny. Za kota też... Taki konflikt
między interesami podopiecznych naprawdę nie jest łatwy dla odpowiedzialnego
człowieka.
Jeśli nie da się temu w żaden sposób zaradzić, to IMO trzeba kota oddać, tym
bardziej, jeśli jest możliwość oddania dotychczasowym właścicielom. I nie
chodzi o to, że kot jest tu czemuś winny, a o to, że po prostu nie udało się...
Nie ma co już wtedy roztrząsać, czy właściciele popełnili błąd, czy kot jakiś
chory, czy coś jeszcze innego...
Na szczęście nie waży się tu życie i śmierć tego kota.
Ani schronisko nie grozi :-)
Marta
Może Cavallino ma nisko okna?
Gosia- nieśmiało
> > [...] Wg mnie kot nie musi się domyślać.
> > W danej sytuacji wystarczy iż będzie bać
> > się podnieść łapę na człowieka.
>
>
> Poprawka: będzie się bać człowieka, ni cholery nie wiedząc, o co
> temu człowiekowi chodzi i za co jest katowany, skoro zachowuje
> się według kocich standardów normalnie. Rolą człowieka jest
> wytłumaczenie kotu, że ludzkie standardy odbiegają od kocich.
Eee tam.
Chętnie powołujecie się na naturę w wychowaniu zwierząt.
Co w naturze groziłoby kotu który rzuci się na dużo większego i silniejszego
od siebie drapieżnika?
Tylko stres?
Nie sądzę.....
A jakoś koty przeżyły - więc MUSIAŁY nauczyć się schodzić z drogi
silniejszym.
Zgadłaś.
Przy dobrym rozpędzie sam bym wskoczył z ogrodu do domu przez okno. :-)))
Reakcje ludzi też bywają różne :-P
Pisałam już o tym na przykładzie mnie i mojego męża.
> A w ogóle to z instynktu samozachowawczego - silniejszego nie ruszać bo może
> się źle skończyć.
> Nie wiedziałem że kot to zwierzę na tyle durne że takowego nie posiada.
Zdaje mi się, że mylnie interpretujesz fakty...
Pamiętaj, że kot żyje z człowiekiem, a właściwie obok niego, od wielu lat.
Ta "duma" mogła być skuteczną metodą kotów na zwiększenie szans przeżycia. Mam
wrażenie, że taka kocia duma mogła się przyczynić jakoś do większego szacunku
człowieka do kotów, może miało to znaczący wpływ na ich przeżycie?
To by znaczyło, że ta duma jest skutecznym instynktem samozachowawczym
(a właściwie gatunkozachowawczym) :-)
Podobnie jak durna, pozornie skazana na niepowodzenie walka, gdy kot wpadnie w
panikę. Podejrzewam, że ilość kociąt ochronionych przed silniejszym psem
przez "oszalałą" kotkę mogła być wystarczająca, żeby to "szaleństwo" opłacało
się przenieść w genach dalej. Nie ważne, czy strategia jest głupia, ważne, czy
skuteczna :) A jeśli ma skutki uboczne... No cóż, zależy, czy są znaczące z
punktu widzenia ewolucji.
> Choć może powinienem - choćby z wątku o polowaniu psa na koty...
Pewnie powinieneś, nie wiem, nie czytałam :)
Bardzo mi się podoba takie wybrnięcie z sytuacji :)
Naprawdę, jestem pełna szacunku dla kogoś, kto w taki piękny sposób potrafi
pokazać, że może się mylił ale nie jest na tyle uparty, żeby trzymać się
swojego być może mylnego zdania :)
Szkoda, ze nie wszyscy potrafią tak dyskutować :)
> Jeśli i to nie pomoże - widać życie mu niemiłe i trza mu męczarnie skrócić.
> :-)))
Mam nadzieję, że to żart? :-)))
> > Bo taki wyrzucony przez okno to ma na to duze szanse...
>
> Naprawdę ostatnie czym bym się martwił zaatakowany przez zwierzaka to byłoby
> jego zdrowie a i życie.
I dziwię się, że kogoś to dziwi... Ja nie mogę o sobie samej powiedzieć, że w
panice nie zabiłabym człowieka, a co dopiero zwierzęcia.
Ale fakt, że Twoje słowa o wyrzuceniu kota można odebrać tak, że zrobiłbyś to
celowo i z zimną krwią. A to już i mnie się nie podoba.
Marta
No ale kot nie traktuje znajomego człowieka jak dużo większego i silniejszego
drapieżnika. Raczej jak większego i silniejszego... rodzica. Tak wyglądają
prawidłowe relacje między kotem i człowiekiem. Takie są dla obojga
zainteresowanych najprzyjemniejsze :-)
Koty inaczej "rozmawiają" z innymi kotami niż z ludźmi. Czasem tylko zdarza
się, że mały kotek potraktuje starszego jak zastępczą matkę i zwykle jest wtedy
nieco "dzikszy" wobec ludzi. Można spotkać czasem zdziwionych właścicieli
kotki, którzy widząc, jak kochane stają się jej kocięta, zostawiają sobie jedno
z kolejnego miotu w domu. A tu się okazuje, że to mały dzikusek. Czemu?
Przecież zawsze kociaki od niej wyrastały na przylepy...? Ja myślę, że po
prostu zostając z matką nie miały po co przenosić swoich uczuć na człowieka...
Normalnie koty mruczą do matki i do ludzi. Do siebie nawzajem zwykle tylko w
czasie godów i we wczesnym kocięctwie. Miauczą do siebie też innymi miaukami,
mają cały repertuar miauków zarezerwowanych wyłącznie dla człowieka, inny dla
siebie nawzajem.
Oczywiście, że kot może człowieka potraktować jak zagrożenie, wtedy będzie
najprawdopodobniej go unikał. Ale wiąże się to z tym, że wtedy w ogóle nie
będzie wobec takiej osoby przejawiał typowych, ukochanych u kotów zachowań.
Wtedy nie ma sensu mieć kota.
Przyszło mi to do głowy jako jedno z dwu rozwiazań, które chciałam zaproponować
w tej przedstawionej tu sytuacji, ale zbyt wiele zależy od tego, czy dziecko
potrafi wyrobić w kotce taki swój obraz, nie krzywdząc jej przy tym zanadto...
Inne, to to, żeby kotka rozróżniła wreszcie to dziecko od własnego gatunku, bo
wydaje mi się, że właśnie tu leży problem.
> A jakoś koty przeżyły - więc MUSIAŁY nauczyć się schodzić z drogi
> silniejszym.
Nie silniejszym, a groźnym. U silniejszego, ale przyjaznego mogły szukać
opieki - też niezła strategia przeżycia. Szczególnie, że mają człowiekowi wiele
do zaoferowania w zamian.
> Niestety mieszkamy w Chrzanowie (Małopolska)
zajrzyj do kilku wetow w takim razie i popytaj - czasami weci maja ogromne
doswiadczenie, a na punkcie zwierzakow maja prawdziwego "kota" i moze ci cos
doradza. ja nie wierze w zlosliwe koty i zlosliwe zwierzaki. wszystko ma
swoja przyczyne. np. 1 z moich 3 kotow po przeprowadzce zaczal nam sikac do
lozka. wtedy w ksiazce wyczytalam, ze przeprowadzka jest dla kotow tak duzym
stresem, bo m.in. wszystkie zapachy sa nowe, a koty wech maja najsilnieszy.
i sikal do lozka, bo lozko, to byl jedyny mebel, gdzie czuc bylo jego i nas
jeszcze sprzed przeprowadzki.
> Czemu?
> Żeby oszczędzić kotu cierpień?
Chyba raczej po to, żeby oszczędzić cierpień dziecku. Oczywiście
psychicznych.
Wyobrażasz sobie jaką zrobiłoby my się krzywdę, gdyby, wprawdzie
ubranego grubo, wystawiono na wściekle ataki kota?
Ten chłopczyk ma 4,5 latka !!
P.S. Do tych, którzy tę sytuację porównują do bijatyki dwóki dzieci i
piszą o oddaniu jednego do Domu Dziecka. Bez przesady kochani.
Pozdrowienia
--
ku...@NOSPAM.net /UIN# 25806068 gg# 66466/
Jeżeli chcesz do mnie napisać, wstaw szkola zamiast NOSPAM.
... że ma do czynienia z psychopatą.
Szkoda, że nie dysponowałby wystarczjącą siłą, żeby uwolnić świat od
jednego śmiecia.
Paweł
--
(___) | Pawel Wiecek ------ Coven / Svart ------ http://www.coven.vmh.net/ |
< o o > | <co...@vmh.net> GPG/PGP info in headers GSM: +48603240006 |
\ ^ / | * * Never try to explain computers to a layman. * * |
(") | * * It's easier to explain sex to a virgin. -- Heinlein |
nie zgodze sie..... wziecie kota za kark o potrzasniecie nie uczyni mu
wielkiej krzywdy, a moze ocalic mu kiedys zycie (patrz kuchenka) albo
uzdrowic relacje. Nie zebym namawiala do tluczenia kota, ale czasem
ostrzejsza metoda jest potrzebna. Zwlaszcza w takim przypadku. Wymog- musi
byc przylapany na goracym uczynku. Jesli kara bedzie po fakcie, to mija sie
z celem i czyni szkode nie pozytek.
--
Pozdrawiam
Nanaska
www.astral.lodz.pl/nana
http://www.doradca.com.pl/po_godzinach/Pyrka.htm
nie mam wielkich doswiadczen, ale mysle, ze kot nie popusci. Pokaze swoja
wyzszosc w jakis inny, tez dokuczliwy sposob.
--
Pozdrawiam nanaska
musimy sie kiedys spotkac
robert
--
- Is there more to life than just working?
- Yes, there's also the complaining about work, the nightly periods of
unconsciousness and sweet, sweet death.
- Maybe I should have kids.
- To share the joy? [http://www.comics.com/comics/dilbert/]
Nawet przez to zamkniete jak pisales ? ;-P
Wildcat
> > Czyli bezwarunkowo zwierze ktore ma calkowicie inny sposob postrzegania
> swiata
> > i porozumiewania sie z otoczeniem musi przewidziec ze Tobie sie to nie
> spodoba ?
>
> Po kilku oberwaniach ścierą powinien już wiedzieć.
Zgoda. Tylko w moim pojeciu najpierw nalezaloby postarac sie zrozumiec
dlaczego to robi, potem powoli zaczac wprowadzac system zniechecajacy...
> > A skad ma sie Twoim zdaniem brac u niego taka wiedza ?
>
> Najlepiej z reakcji człowieka na próby takiego zachowania.
> A w ogóle to z instynktu samozachowawczego - silniejszego nie ruszać bo
może
> się źle skończyć.
> Nie wiedziałem że kot to zwierzę na tyle durne że takowego nie posiada.
> Choć może powinienem - choćby z wątku o polowaniu psa na koty...
Moze jego instynkt samozachowawczy nakazuje mu podjecie nawet nierownej
walki ?
Zauwaz ze kot jest stosunkowo malym zwierzakiem i gdyby nie sklonnosci do
takiej desperacji zadna kotka nie ma szans obronic malych przed np. psem.
I to wcale nie oznacza ze jest durny tylko ze wypracowal sobie metode
optymalna w odniesieniu do warunkow jakimi obdarzyla go natura.
> Pościerce może być kapeć, po kapciu gazeta.
> Albo odwrotnie.
>
> Jeśli i to nie pomoże - widać życie mu niemiłe i trza mu męczarnie
skrócić.
> :-)))
A to prawie tak jak z Indianami...
Najpierw brak porozumienia potem moj interes na pierwszym planie a potem
ginie iles tam istnien...
A po jakims czasie nikt nie rozumie dlaczego a kazdy wie jednoznacznie ze
bylo to zle...
A moze postarac sie go oddac zamiast za wszelka cene i do konca, zapewne
jego zycia, udowodnic mu ze jestes silniejszy ?
>
> > Bo taki wyrzucony przez okno to ma na to duze szanse...
>
> Naprawdę ostatnie czym bym się martwił zaatakowany przez zwierzaka to
byłoby
> jego zdrowie a i życie.
Ja pewnie tez o ile przewaga sil bylaby na korzysc zwierzaka. Wtedy pewnie
nie ma miejsca na zastanawianie sie. Ale majac doczynienia z wielokrotnie
slabszym i mniejszym agresorem chyba poszukalabym rozwiazania najmniej
drastycznego.
Zabic takiego kota to zadna sztuka. A mnie osobiscie latwe i brutalne
rozwiazania nie bawia. Sztuka jest umiec trzymac swoja agresje na wodzy i
kierowac sie glownie rozumem nie odruchami.
A w relacji czlowiek - kot to podobno my jestesmy myslacy....
Wildcat
>Próbowa?e¶ ubra? grubo dzieciaka i kaza? mu po prostu spu¶ci? kotu ostre
>manto?
Cavallino, idz sie leczyc. Na szczescie Nelson ma pojecie o kotach i
Twoja "rada" zostanie potraktowana tak jak na to zasluguje...
Przy okazji przypominam, ze zachecanie do bicia zwierzat jest
przestepstwem jako nawolywanie do przestepstwa...
Zniesmaczona mocno
zuza i Sabinki 2
Użytkownik "Cavallino" <konio....@z.pl> napisał w wiadomości
news:b208rn$lqm$1...@atlantis.news.tpi.pl...
> Dzięki za posta, trochę to naświetliło mi kocią naturę.
Skoro jej nie znasz to po licho udzielasz rad (moim zdaniem - kretynskich i
swiadczacych o zerowej znajomosci tematu) w tym temacie?
Pozdrawiam
Agnieszka
--
http://www.zwierzeta.cisza.pl/
http://www.zwierzeta.cisza.pl/niewydolnosc_nerek-01.html
> Cavallino, idz sie leczyc. Na szczescie Nelson ma pojecie o kotach i
Przynajmniej tak mi sie zawsze zdawało... ;-)
Ale jak wiadomo człowiek uczy się całe życie...
No cóż... jak by nie patrzeć sytuacja została już rozwiązana,
kota znalazła nowy dom, bez dzieci (oczywiście za wiedzą poprzedniej
właścicielki).
Słuszność decyzji potwierdził jeszcze fakt iz kota w dniu wyprowadzki
chciała jeszcze chłopaka capnąć jak próbował ja pogłaskać przy mnie :-(((
Podejrzewam, iż kota po prostu nie lubi dzieci i basta.
Było, nie było z kota w domu nie zamierzam rezygnować (a właściwie
nie zamierzamy ;-)) ), tyle że tym razem weźmiemy małego, kikumiesięcznego
zwierzaka i postaramy się aby dorastając w towarzystwie dziecka wyrósł
na łagodnego zwierzaka.
Dziękuję wszystkim za dyskusję, za dobre i złe rady i pozdrawiam gorąco.
nelson
Jesteś kotem? :-)))
> > Naprawdę ostatnie czym bym się martwił zaatakowany przez zwierzaka to
> byłoby
> > jego zdrowie a i życie.
>
> Ja pewnie tez o ile przewaga sil bylaby na korzysc zwierzaka.
To też bym analizował PO walce.
>czlekopodobni powinni miec badania
> psychologiczne
Zgadza sie.
To ze umiesz w klawisze klepnac nie oznacza ze jestes czlowiekiem.
PLONK WARNING !!!!
Po to samo po co Ty wyprodukowałaś swojego kretyńskiego posta - bo palce
świerzbią.
Szkoda że niestety musiałem na niego odpowiedzieć.
Fakt - wtedy byłbyś poważnie zagrożony.
Zgoda. Ale jak wrocimy do tematu zasadniczego to w starciu z kotem chyba
mozna pomyslec przed ?
I nie trzeba uciekac sie do takich ostatecznych metod bo wynik jest z gory
przesadzony ? ;-))
Wildcat
Chyba najlepsze rozwiazanie.
Ale za to jaki piekny watek wychodowales....;-))
Conajmniej do srody mamy sie o co sprzeczac ;-))
Pozdrawiam
Wildcat
koty są miłe
robert małoliterkowy
--
[]
> > > Ja pewnie tez o ile przewaga sil bylaby na korzysc zwierzaka.
> >
> > To też bym analizował PO walce.
>
> Zgoda. Ale jak wrocimy do tematu zasadniczego to w starciu z kotem chyba
> mozna pomyslec przed ?
Jak widać w omawianym przypadku żadne myślenie nic nie dało.
> koty są miłe
Być może.
Jeśli jednak mają cechy które opisywali moi przedpiszcy wolę się trzymać od
nich z daleka.
Dla ich dobra choćby.
> (...)
> > Zgoda. Ale jak wrocimy do tematu zasadniczego to w starciu z kotem chyba
> > mozna pomyslec przed ?
> Jak widać w omawianym przypadku żadne myślenie nic nie dało.
W omawianym przypadku popełniono wiele błędów ( o ile dobrze sobie
odtawarzam sytuację). Do domu przyniesiono dorosłą kotę, która
wcześniej nie znała dzieci. Sama zmiana miejsca i opiekunów
jest duzym szokiem dla zwierzęcia. Tutaj dodatkowo opiekunowie
poszli do pracy, a kota została z kimś jeszcze innym, kto nie poświęcał
jej uwagi, tylko zajmował się dzieckiem. Może kota zaczęła "tępić
konkurencję", może chce wrócić do dawnego domu - nie zgadniemy
tego na odległość, myślę że jednak opiekunka nie była w porządku w stosunku do
koty, pewnie nie zna kocich zachowań. Myśleć powinien
był ten jeden człowiek, który lubi koty - on jeden mógł próbować
wczuć się w sytucję zwierzęcia, które zostało przeniesione
w obce środowisko. Jeżeli chciał dorosłego kota, należało szukać
kota, który zna i lubi dzieci.
Krycha&Co(ty)
Kota znała wcześniej dzieci. Za jej panowania urodziło się dziecko
i była z nim przez 18 miesięcy w poprzednim domu.
U nas była już blisko 2 miesiące, więc chyba szok już jej minał ???
> poszli do pracy, a kota została z kimś jeszcze innym, kto nie poświęcał
> jej uwagi, tylko zajmował się dzieckiem. Może kota zaczęła "tępić
> konkurencję", może chce wrócić do dawnego domu - nie zgadniemy
> tego na odległość, myślę że jednak opiekunka nie była w porządku w
stosunku do
> koty, pewnie nie zna kocich zachowań. Myśleć powinien
> był ten jeden człowiek, który lubi koty - on jeden mógł próbować
Tego nie rozumiem... co to znaczy, że opiekunka była nie w porządku ???
Sugerujesz, że robiła kocie coś złego ???
> wczuć się w sytucję zwierzęcia, które zostało przeniesione
> w obce środowisko. Jeżeli chciał dorosłego kota, należało szukać
> kota, który zna i lubi dzieci
Tak wynikało z wywaiadu z poprzednim właścicielem, przed adopcją
nelson
Są, i to bardzo :-)
> Jeśli jednak mają cechy które opisywali moi przedpiszcy wolę się trzymać od
> nich z daleka.
Tak jak ja od psów.
Pies jest dobry, o ile nie jest mój i ma mądrego właściciela, który potrafi nad
nim zapanować. Ja pewnie bym nie potrafiła. A z kotami nie mam prawie żadnych
problemów. Nie hałasują, nie skowyczą, nie szczekają, nie walczą o
przewodnictwo, nie atakują gości, nie terroryzują spacerami, nie wyganiają z
łóżka, nie są groźne ani dla mnie ani dla mojego syna - w przeciwieństwie do
psa, który był u rodziców.
Aha, jeszcze koty nie niszczą ogródka w przeciwieństwie do psa sąsiada. I
wystraszyły lub zjadły wszystkie myszy w domu :-)
> Dla ich dobra choćby.
Bardzo dobry powód. Więcej ludzi mogłoby brać go pod uwagę. Jak się bierze
zwierzaka, to trzeba pamiętać, że nie każdego jesteśmy w stanie zrozumieć i
zaakceptować, lub zapewnić mu odpowiednich warunków.
> > W omawianym przypadku popełniono wiele błędów ( o ile dobrze sobie
> > odtawarzam sytuację). Do domu przyniesiono dorosłą kotę, która
> > wcześniej nie znała dzieci. Sama zmiana miejsca i opiekunów
> > jest duzym szokiem dla zwierzęcia. Tutaj dodatkowo opiekunowie
> Kota znała wcześniej dzieci. Za jej panowania urodziło się dziecko
> i była z nim przez 18 miesięcy w poprzednim domu.
To już i chodzące znała. Myślałam, że może dzieciowy sposób poruszania
się po domu był jej obcy i odebrała go jako zagrożenie.
> U nas była już blisko 2 miesiące, więc chyba szok już jej minał ???
Tak, pierwszy szok powinien był minąć. Może to właśnie była
próba wywalczenia sobie miejsca w nowej rzeczywistości? Ale
to bardzo niekocie, sama nie wiem.
> Tego nie rozumiem... co to znaczy, że opiekunka była nie w porządku ???
> Sugerujesz, że robiła kocie coś złego ???
Nie, nie sądzę, żeby celowo zrobiła jej coś złego. Mogła np. wyciągnąć
ja z kąta, gdzie spała, żeby "bawiła sie z dzieckiem", mogła
namówić dziecko "śliczny kotek, pogłaszcz kotka". Nie wiem i na
odległość nie zgadnę. Nie spotkałam się nigdy z takim przypadkiem,
koty raczej nie atakują dzieic, a te które ich nie lubią, najczęściej
po prostu uciekaja i nie dają się dotknąć. W przypadkach, kiedy kot
atakował dorosłego, zawsze ten ktoś sam był winny. Przy czym
nie była to wina typu znęcanie sie nad kotem, tylko nieznajomości
kociego charakteru, np. bawienie sie z małym kotkiem w polowanie
na rękę/nogę i potem zdziwienie, że duzy kot kontynuuje zabawę.
> > wczuć się w sytucję zwierzęcia, które zostało przeniesione
> > w obce środowisko. Jeżeli chciał dorosłego kota, należało szukać
> > kota, który zna i lubi dzieci
> Tak wynikało z wywaiadu z poprzednim właścicielem, przed adopcją
Może pojawił się jeszcze jakiś czynnik? A dlaczego ten właściciel chciał
oddać dorosłego kota?
Krycha&Co(ty)
o, ktos cie zmuszal?
-- kasica
> Może pojawił się jeszcze jakiś czynnik? A dlaczego ten właściciel chciał
> oddać dorosłego kota?
Ludzie wyjechali do szwecji, nie mogli tam zabrać koty.
Wzięliśmy ją do siebie, bo akurat byliśmy na etapie zakacania ;-))))
nelson
> > U nas była już blisko 2 miesiące, więc chyba szok już jej minał ???
>
> Tak, pierwszy szok powinien był minąć. Może to właśnie była
> próba wywalczenia sobie miejsca w nowej rzeczywistości? Ale
> to bardzo niekocie, sama nie wiem.
Może więc i niekocie metody poskutkowałyby? ;-)
> Pies jest dobry, o ile nie jest mój i ma mądrego właściciela, który
potrafi nad
> nim zapanować. Ja pewnie bym nie potrafiła. A z kotami nie mam prawie
żadnych
> problemów. Nie hałasują, nie skowyczą, nie szczekają, nie walczą o
> przewodnictwo, nie atakują gości, nie terroryzują spacerami, nie wyganiają
z
> łóżka, nie są groźne ani dla mnie ani dla mojego syna - w przeciwieństwie
do
> psa, który był u rodziców.
Mój pies też nie robi żadnej z tych rzeczy.
IMO trzeba dobierać zwięrzęta do potrzeb.
> > Po to samo po co Ty wyprodukowałaś swojego kretyńskiego posta - bo palce
> > świerzbią.
> > Szkoda że niestety musiałem na niego odpowiedzieć.
>
> o, ktos cie zmuszal?
Napisałem - bo palce świerzbią. :-)
> > > U nas była już blisko 2 miesiące, więc chyba szok już jej minał ???
> > Tak, pierwszy szok powinien był minąć. Może to właśnie była
> > próba wywalczenia sobie miejsca w nowej rzeczywistości? Ale
> > to bardzo niekocie, sama nie wiem.
> Może więc i niekocie metody poskutkowałyby? ;-)
Nie, to na pewno nie. Poskutkowałyby kocie, ale na to nikt nie będzie
miał czasu, wiec to tylko gdybanie.
Krycha&Co(ty)
> > Może pojawił się jeszcze jakiś czynnik? A dlaczego ten właściciel chciał
> > oddać dorosłego kota?
> Ludzie wyjechali do szwecji, nie mogli tam zabrać koty.
> Wzięliśmy ją do siebie, bo akurat byliśmy na etapie zakacania ;-))))
To gdzie ją oddaliscie? Pomylilo mi sie, czy mówiłeś, że "wezmą ją
z powrotem"?
Szkoda mi tej koty - straciła jeden dom i teraz drugi, do którego już trochę
zaczęła się przyzwyczajać. ALe rozumiem, że nie możesz wziąć wolnego
na resocjalizację koty.
Krycha&Co(ty)
Nie. Ty byś był.
Jeśli zamierzasz stosować swoje "metody wychowawcze" również wobec ludzi
to się nie zdziw kiedyś, gdy skończysz np. z nożem w plecach. Bo ofiara
się obroni.
Paweł
--
(___) | Pawel Wiecek ------ Coven / Svart ------ http://www.coven.vmh.net/ |
< o o > | <co...@vmh.net> GPG/PGP info in headers GSM: +48603240006 |
\ ^ / | Show me an Ethernet collision and I'll show you a network |
(") | that could do with one user fewer. -- BOFH |
> Jeśli zamierzasz stosować swoje "metody wychowawcze" również wobec ludzi
> to się nie zdziw kiedyś, gdy skończysz np. z nożem w plecach. Bo ofiara
> się obroni.
Jak sie bedzie bronic to raczej nie z nozem w plecach...;-))
Wildcat
A ja nie mogę być pewna, że mój pies nie robiłby większości z tych rzeczy. Tak
jak zapewne Ty nie możesz być pewien, że Twój kot nie gryzłby domowników w
łydkę albo nie nabrał innych pskudnych nawyków :-)
> IMO trzeba dobierać zwięrzęta do potrzeb.
Tylko trzeba znać te swoje potrzeby i gatunek/rasę , nad którą się właśnie
człowiek zastanawia. Mniej by było porzucanych zwierząt...
Wydaje mi się, że takie uświadomienie ludziom, jaka jest specyfika zwierzaków i
ich potrzeby w większym stopniu im pomoże, niż namawianie do przytulenia
biednego schroniskowego zwierzątka, co pod wpływem chwili i współczucia wiele
osób zrobi. A potem sobie z nimi nie poradzi, bo kota wziął ktoś taki jak Ty, a
psa ktoś taki jak ja. I zwierzę nieszczęśliwe i człowiek niezadowolony.
Może dzięki temu wątkowi uratujemy, Ty też :-), jakieś kocie istnienie, które w
innym wypadku byłoby zagrożone lotem przez okno? To by znaczyło, że jedno
nieopatrznie napisane zdanie, które wielu oburzyło, przyniesie w rezultacie coś
dobrego :-)
Marta
Bo? Atak od tyłu jest dość skuteczny gdy przeciwnik silniejszy...
Paweł
--
(___) | Pawel Wiecek ----------------- Coven / Svart --------------------- |
< o o > | http://www.coven.vmh.net/ <co...@vmh.net> GSM: +48603240006 |
\ ^ / | GPG/PGP info in message headers * [ Debian GNU/Linux developer ] |
(") | * * Any software that isn't free sucks. -- RMS |
> > Jak sie bedzie bronic to raczej nie z nozem w plecach...;-))
>
> Bo? Atak od tyłu jest dość skuteczny gdy przeciwnik silniejszy...
Moment. Ofiara sie broni. Tak bylo napisane. Czyli zostala zaatakowana.
Jakim cudem stoi wtedy za plecami napastnika ? ;-)
Wildcat
Nie sądzę.
Jednak Ty.
Agresja którą przejawiłeś w poprzednim poście kiedyś się z Ciebie wyleje....
W 100% nie.
Ale akurat rasa psa którą wybrałem ma to do siebie że tych rzeczy nie robi.
> > IMO trzeba dobierać zwięrzęta do potrzeb.
>
> Tylko trzeba znać te swoje potrzeby i gatunek/rasę , nad którą się właśnie
> człowiek zastanawia.
Dokładnie.
Mój wybór był świadomy.
Co prawda oprócz tych cech husky ma też swoje minusy, ale mój na razie ich
nie potwierdza.
> Może dzięki temu wątkowi uratujemy, Ty też :-), jakieś kocie istnienie,
które w
> innym wypadku byłoby zagrożone lotem przez okno? To by znaczyło, że jedno
> nieopatrznie napisane zdanie, które wielu oburzyło, przyniesie w
rezultacie coś
> dobrego :-)
Oby.
Już przyniosło - kiedyś zastanawiałem się nad kotem w celu wyłapywania ew.
myszy.
Teraz wiem że w domu może być tylko jeden dominant (w domyśle ja, a nie kot)
reszta albo się podporządkuje albo nie ma w nim racji bytu - znaczy kot nie
ma.
Takoż i pozostaje mi liczenie iż pies będzie gryzonie chociaż wypłaszał.
:-)))