Pan Tomasz napisał:
Chyba niezbyt dobrze się zrozumieliśmy. Nie jest moją rolą występowanie
jako superwizor weterymaryjny. Nie mam pojęcia co to są za leki, choć
trochę się domyślam. Mogę najwyżej wyguglać, a przecież nie o to chodzi.
Zresztą to każdy może. Ja pytam lekarzy, jakie środki aplikuja, jak
działają i w ogóle co będzie dalej. Właściwie nawet nie muszę ciągnąć
za język -- mam pod bokiem jedną z lepszych klinik weterynaryjnych w
mieście, jak trzeba to z niej korzystam. Tam są fachowcy, a fachowcy
zawsze mówią co robią. A mądrych ludzi, to ja zawsze słucham z uwagą.
Kropelki z selamektyną działają. Nie musiałem wierzyć na słowo, bo
zaraz było widać skutki. Nie jest z nimi tak, jak to sobie naiwnie
wyobrażałem, że gdzieś się to po futrze rozchodzi. I truje. Nie, one
włażą w kota, te krople, na karku. A potem rozchodzą się po całym kocim
jestestwie, wydobywaja sie przez skurę i wykańczają tych wszarzy. Tak
samo działają w środku, jeśli w środku kota też jest coś do unicestwienia.
Metoda aplikacji dość podobna do plasterków z medykamentami, które ludziom
przykleja się na skórę.
Farmacja czyni wciąż znaczące postępy. A z lekami weterynaryjnymi sprawa
jest ciekawa. Gdy jest się kotem, to ma się do dyspozycji więcej dobrych
i skutecznych środków niż ludzie. Nowo zsyntezowane substancje wcześniej
otrzymują certyfikat weterynaryjny, a badania ludzio-kliniczne ciągną się
latami.
Dali mi kiedyś taki nowo wprowadzony środek. Właściwie sprzedali -- za
kilkadziesiąt złotych jeden czy dwa centymetry sześcienne olejku w
strzykawce. Na zarośniećie dziury w kocie to było. Dawka na cały tydzień,
do codziennego wpuszczania kropelki w dziurę. Wcześniej wysłuchałem o tym,
jak w beznadziejnym przypdku niemalże przyrósł psu odgryziony ogon, który
miał być amputowany.
Jak słuchałem, to nie do końca wierzyłem. Ale mojemu kotu dziura zarosła
nim tydzień się skończył. Trochę tego w strzykawce zostało. Pech chciał,
że krótko po tym dość paskudnie oparzyłem sobie rękę gorąca parą. Piekło,
skóra zlazła. Po kilku dniach przypomniałem sobie o tej strzykawce. Myślę,
chyba nie umrę od tego, zrobię badania kliniczne na sobie. Posmarowałem
jedną kropelką. W dwa dni wygoiło się jak na psie.
Przy kolejnej okazji pochwaliłem się przed panią doktor swoim eksperymentem
klinicznym. Uśmiechnęła się -- my też czasem na sobie stosujemy, ale
oficjalnie nie wolno.
Jarek
--
Do serca przytul psa,
Weź na kolana kota,
Weź lupę popatrz -- pchła,
Daj spokój, pchła to też istota.