"Wczoraj (17.10) w godzinach popołudniowych, przy sztormowym wietrze około
9B, na podejściu do Karlskrony wszedł na kamienie jacht Solaris, stalowy
kecz typu Rigel. Nikomu nic się nie stało, jacht o własnych siłach i przy
asyście szwedzkiego Coast Guardu dopłynął do Karlskrony. Jak dotychczas nie
stwierdzono większych szkód, zerwana została jedna wanta bezanmasztu, utonął
reflektor radarowy. Jacht i załoga czekają teraz na dopełnienie wszystkich
wymogów formalnych."
Gwoli ścisłości, (dane z "Hestii"): Załoga (poza kapitanem) się wyokrętowała
i wróciła do kraju. Impreza - wg komisarza awaryjnego w Szwecji - będzie
kosztowała ok 40 000 SKR czyli ok. 17 tys. PLN. Ta ostatnia wiadomość to nie
krytyka czegokolwiek ani kogokolwiek, tylko do wiadomości wszystkich PT
przeciwników ubezpieczania jachtów.
Pozdrawiam
Janusz Zbierajewski
Witam ,
Tak gwoli scisłości : nie zauważyłem na grupie przeciwnikow
ubezpieczania jachtow , natomiast jest dość liczna grupa
przeciwników _obowiązkowego_ ubezpieczania jachtów (sam do
nie należe , co nie przeszkadza temu , ze nasz klubowy jacht
ma pelny zakres ubezpieczenia), jako kolejnego przykładu ,
ze wadza wie lepiej od armatora , co ona ma ze swoim (i)
jachtem (ami) zrobić.
Pozdrawiam ,
Janusz Drozd
M.
No z cala pewnoscia nie nalezy ubezpieczac czegokolwiek w towarzystwie,
ktore tego typu informacje ubezpieczeniowe rozglasza na lewo i prawo. To
jest IMHO tajemnica handlowa, ktora niniejszym zostala zlamana.
To po pierwsze. Po drugie, nie znajac co prawda sprawy, ale znajac system
ubezpieczeniowy, mozna z gory przyjac, ze strata jest ze dwa, albo i trzy
razy przestrzelona, bo kazdy chce na tym zarobic, a placi ubezpieczenie.
Po trzecie, w kosztach eksploatacji takiego jachtu, dla armatora to nie jest
kwota powalajaca, a summa sumarum zaplaci ja kapitan, z ktorego towarzystwo
ubezpieczeniowe, po wyroku IM, nie omieszka owej kwoty sciagnac, nie
wspominajac juz o wplywach ze skladki i wplywach ze skladki, po wypadku
podniesionej.
Aby nie bylo nieporozumien i komus owa kwota nie wydawala sie wielka, a
dobroczynnosc Towarzystwa Ubezpieczeniowego jeszcze wieksza, to roczna
stawka ubezpieczeniowa w Hestii, dla jachtu tej wielkosci, to cos kolo 15
tys. PLN. Straty armatora z tytulu przestoju i czekania na komisarzy
awaryjnych moga byc znacznie wieksze niz gdyby sie nie ubezpieczal w ogole.
Zatem ten przyklad, z punktu widzenia zwolennikow ubezpieczen, jest do bani,
bo takie ubezpieczenie ma sens w zasadzie tylko przy calkowitej stracie
jachtu, co - chwalic Pana Boga - tutaj nie nastapilo.
To wszystko do wiadomosci wszystkich PT zwolennikow obowiazkowego
ubezpieczania jachtow.
Pozdrowienia - Jarek
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
W jednym kawale, jednemu takiemu wszystko się z ..pip... (onomatopeja)
kojarzy, innym się wszystko z "Orionem" kojarzy... ;))
Hasip
Tomek Zaciekawiony
Januszu Drogi ! Nie dorabiaj proszę "gemby" przeciwników
ubezpieczeń, tym którzy odważyli się pomyśleć, że nie
każda biurokratyczna bzdura urojona na Chocimskiej, jest
akurat dla żeglarzy najlepsza... .
Czym innym jest (dobrowolne w tej chwili) OC/AC czarterowego
jachtu morskiego, czym innym planowane obowiązkowe
ubezpieczenia mazurskich mydelniczek, lub co jeszcze
bardziej kuriozalne, osobiste OC ich sterników.... .
AFAIK:
Nikt i nigdy nie zdeklarował się jako _przeciwnik_ubezpieczeń_.
Całkiem spora jest natomiast grupa _przeciwników_obowiązku_
_ubezpieczania_jachtów_i_ich_sterników_.
A to ogromna różnica, nieprawdaż... ??
Ahoj !
--
Jaromir Rowiński
jar...@chelmnet.pl
-----------------------------------
Ze swobodą żeglowania jest trochę jak z ciążą -
- nie można być trochę w ciąży. Albo się jest - albo nie.
-----------------------------------
GG 1870923
>Pozdrowienia - Jarek, ktory uprawia zeglarstwo od 1973 roku i widzial juz
> rozne okresy wzrostu i upadku najrozmaitszych w nim administracyjnych
> kretynizmow, wprowadzanych zazwyczaj przez sprawnych administratorow dla
> dobra ogolu.
>
Właśnie...
Jeśli coś ktoś umie - to robi to...
Jeśli ktoś wie, że inni umieją - naucza o tym....
Jeśli kotś nie umie uczyć - administruje....
czy coś w tym stylu..
Hasip
[tutaj jakies 50 linijek dalej w tym stylu]
jezeli ktos nie umie juz nic - idzie w ministry
Tak btw: w jednej ze szkol jeden z profesorow* oglosil konkurs na
najwiekszy kretynizm autorstwa pani Lybackiej. Studenci przyniesli
naprawde sporo propozycji, ale jak znajomej "sprzedalem" plan
rozporzadzenia o rejestracji jachtow, to na razie deklasuje reszte.
*) zapewne ma jakies zale do p. Lybackiej**
**) nazwe szkoly i nazwisko profesora na prosbe znajomej zachowam dla
siebie. Aczkolwiek jak sie z koncem semestru konkurs zakonczy, to sprobuje
zdobyc wyniki :)
--
***********Jacek Kijewski, ja...@sail-ho.pl z odwiecznym (since 1995) mottem: *
"Kazda dostatecznie rozwinieta technologia niczym
szczegolnym nie rozni sie od magii" Linux admin
Portal żeglarski: http://www.sail-ho.pl
**************************** Support Open Source: http://www.opensourcepl.org *
Ech...
Nie te czasy.... nie ten rejon geograficzny.....
Tow. zauważył jakieś zmiany ?
Hasip
> Gwoli ścisłości, (dane z "Hestii"): Załoga (poza kapitanem) się wyokrętowała
> i wróciła do kraju. Impreza - wg komisarza awaryjnego w Szwecji - będzie
> kosztowała ok 40 000 SKR czyli ok. 17 tys. PLN. Ta ostatnia wiadomość to nie
> krytyka czegokolwiek ani kogokolwiek, tylko do wiadomości wszystkich PT
> przeciwników ubezpieczania jachtów.
nie rozumiem przytyku:
Sugerujesz, ze gdyby Marcin sie nie ubezpieczyl (a ubezpieczyl), to tych
17 tys. PLN nie daloby sie z niego sciagnac? Chociazby licytujac grota od
Solarisa?
> A wracając do wypadku, akcja "na morze każdy może
> i kiedy chce" niesie obfite żniwo.
>
Wiesz, zastanów się o co Ci chodzi i napisz raz jeszcze... .
I nie nazywaj proszę nader powolnego powrotu normalności
na morze jakąkolwiek "akcją".
Bo normalnie to na Morze może płynąć właśnie ten, który
może i chce. Nie tylko ten któremu stara gwardia pozwala... .
> Mamy tam jeszcze jakieś jachty do utopienia,
> lub uszkodzenia ?
>
Cóż - ma jachty morskie kilkudziesiąt osób w Trójmieście.....
Pewnie koło dwustu/trzystu w Polsce.
Czyli ma Tomek i Basia S., ma Jurek D, ma Teddy P., ja mam....
A Ty ??? Czemu pytasz ?? Ty też masz ??
Bo jeżeli nadal tylko powozisz cudzymi jachtami to zapytam -
skąd ten pluralis?? Jakie "Mamy" , hę ??? Jakie "My"... ?
PZDR
> A wracając do wypadku, akcja "na morze każdy może i kiedy chce" niesie
> obfite żniwo.
Pieprzenie kotka mlotkiem. Solarisem dowodzil nie wiem, kto, ale na pewno
mial komplet papierow PZZ-towskich i innych.
Wypadki, mimo, ze od kilku lat w zasadzie po morzu moze plywac kto chce i
jak chce, spotykaja glownie tych doswiadczonych i z papierami. Moze
nadmiar rutyny, moze zbytnia wiara w siebie, moze po prostu zarobkowanie
na jachtach do tego nie przygotowanych (brak map, pomocy nawigacyjnych,
cokolwiek).
Z wypadkow sternikow jachtowych na morzu to w zasadzie zostaje chyba tylko
Kmicic. Zdecydowana wiekszosc czarnej serii ciagnacej sie tak od dwoch lat
to kapitanowie jachtowi. Zdecydowana wiekszosc przypadkow czystej
bezmyslnosci to tez kapitanowie jachtowi (tu podkreslajac przypadek
Hetmana).
> Mamy tam jeszcze jakieś jachty do utopienia, lub uszkodzenia ?
Masz? To sie ciesz. Reszta jachtow to nie Twoj problem. Ze niby "wszystkie
jachty sa nasze"?
> No to poproszę o kalkulację kosztów na jakie narażam się planując rejs
> nieubezpieczonym Orionem z Warszawki na Mazury gdzie jak wiadomo narażam się
> na takie "niebezpieczeństwa" jak:
> 1. Wejście na mieliznę na Zalewie Zegrzyńskim przy ujścu Bugo-Narwii
> do "Patelni";
> 2. Wejście na kamienie na Narwii pod Różanem;
> 3. Otarcie listwy odbojowej o betonową keję w Mikołajkach;
> 4. Uwalanie burty glonami w śluzie Guzianka.
Ja na Carinach ponioslem wielkie straty (pomijajac kradziez silnika...) w
wysokosci dwoch pogietych sterow, z ktorych jeden sam pogialem pewnie na
mieliznie na Wisle, a drugi pogiely misie na mieliznie pod Katami, skad
ich z Radkiem sciagalismy wioslowka.
Koszt szacuje na ok. 1 m2 blachy stalowej czworki albo piatki, zeby tym
razem grubsze dac. + pol litra dla kogos, kto umie spawac. Wzglednie
zaplace pol litra komus, kto mnie nauczy spawac, jak spawac umie byle
menel niekoniecznie nawet po zawodowce, to mi taka nauka powinna zajac
jakies 100 razy mniej czasu.
te kilkanascie tysiecy zl w przypadku Solarisa to dokladnie ta sama
skala (w stosunku do wartosci jachtu czy tez obrotu armatora).
Zatem argument za obowiazkowymi ubezpieczeniami... ROTFL :)
No wiesz, jak ktos sie podpisuje "yachtmaster", to co moze sadzic na temat
pozostalych 6 miliardow sztuk ludzi?
Przepraszam za zlosliwosc, ale uwielbiam komentarze ludzi, ktorzy nic nie
wiedza na temat danego zdarzenia :) No, moze :(, bo ostatnio armator
Oskarda nawrzeszczal na mnie, ze "wy tam na liscie wypisujecie" - ja
slowem o Oskardzie nie napisalem (wlasnie z braku wiedzy, choc teraz
powiedzmy mam szerszy oglad, to jednak dalej sie wstrzymam) i musze sie
wstydzic za jakiegos miska :(
Hymmmmm spawam dosc dobrze (ostatecznie pare przyczep sie zrobilo:-))) ale
nie nierdzewke:-((( Tylko to pol litra trzeba by zamienic na cos
innego:-))))))
--
Pozdrowienia JurekM (Kubek Nr 1)
www.siz.3miasto.pl
GSM 601-938-951
Zasada ping-ponga i przeginanie paly w druga strone. Na podstawie wlasnych
obserwacji, Panie Jacku; zdecydowana wiekszosc bezmyslnosci na morzu to
jednak sternicy jachtowi. A dlaczego nasze obserwacje sie nie pokrywaja? Z
prostego powodu; sternicy jachtowi prowadza na ogol jachty mniejsze
zdecydowanie niz kapitanowie jachtowi. I jezeli sternik jachtowy siadzie
Nefrytem na mieliznie, to go jedna reka (niech bedzie, ze dwoma) zepchnie i
nikt o tym nie bedzie wiedzial, a jak pognie ster od Cariny na mieliznie, to
sie go mlotkiem walnie i po sprawie. Natomiast jak kapitan jachtowy siadzie
Solarisem na kamieniach, to raz, ze media (Sail-ho np.) sprawe naglasniaja,
czesto zupelnie nieadekwatnie do jej wagi, a dwa, ze czasem trzeba wezwac
holownik, co czyni operacje kosztowna. I o tym sie rozprawia i debatuje, o
maluczkich zas milczy. Co moze i dobrze, ale wyciaganie z tego wniosku, ze
ten co umie mniej jest lepszy od tego co umie wiecej (z definicji i nie
rozrozniajac przypadkow szczegolnych) jest bledem logicznym.
Pozdrowienia - Jarek
> Zasada ping-ponga i przeginanie paly w druga strone. Na
podstawie wlasnych
> obserwacji, Panie Jacku; zdecydowana wiekszosc
bezmyslnosci na morzu to
> jednak sternicy jachtowi. A dlaczego nasze obserwacje sie
nie pokrywaja? Z
> prostego powodu; sternicy jachtowi prowadza na ogol jachty
mniejsze
> zdecydowanie niz kapitanowie jachtowi. I jezeli sternik
jachtowy siadzie
> Nefrytem na mieliznie, to go jedna reka (niech bedzie, ze
dwoma) zepchnie i
> nikt o tym nie bedzie wiedzial, a jak pognie ster od
Cariny na mieliznie, to
> sie go mlotkiem walnie i po sprawie. Natomiast jak kapitan
jachtowy siadzie
> Solarisem na kamieniach, to raz, ze media (Sail-ho np.)
sprawe naglasniaja,
> czesto zupelnie nieadekwatnie do jej wagi, a dwa, ze
czasem trzeba wezwac
> holownik, co czyni operacje kosztowna. I o tym sie
rozprawia i debatuje, o
> maluczkich zas milczy.
Oj , niestety przyznam Ci tu racje (pamietajac wlasne
"wyczyny" )
Co moze i dobrze, ale wyciaganie z tego wniosku, ze
> ten co umie mniej jest lepszy od tego co umie wiecej (z
definicji i nie
> rozrozniajac przypadkow szczegolnych) jest bledem
logicznym.
A tu nie tak do konca : taki maluczki st. j. wie , ze duzo
jeszcze nie wie (ile nie wie , to do konca sobie sprawy nie
zdaje , bo by w zyciu na morze nie wyplynal :)))) ) , co
owocuje bardzo wytezoną uwagą i czasami niepotrzebnym baniem
sie wszystkiego :))) , gdy wielkiego znow czasami gubi
rutyna , a takze wtorny analfabetyzm .
Oczywiscie sa to przypadki skrajne i to co napisalem nie
odnosi sie ani do sprawy Solarisa , ani do Ciebie .
Pozdrawiam ,
sredniak
Janusz Drozd
LOGIKA !!!!!
> A jeśli ktoś mimo to chce ubezpieczyć siebie i swój jacht - jego wolna
wola.
> Ale niech nie usiłuje "uszczęśliwiać" innych obowiązkowym ubezpieczeniem,
bo
> jemu samemu wyjdzie to wkrótce bokiem, gdy "ubezpieczyciel" zrobi z niego
> dojna krowę
> Pozdrawiam
> Tomek Janiszewski
> Przeciwnik_OBOWIĄZKOWYCH_"ubezpieczeń"
>
Oj, z logika to Ty masz na bakier kompletnie, z ustaleniem jakichkolwiek
faktow tez masz zdaje sie klopoty :)))
Tomaszku, taki doswiadczony zeglarz jak Ty zapewne nie jest na nic narazony.
Boze bron. Gdziesz bys mogl na jakas mielizne wpasc, o kamieniach nie
wspominajac !!!! NIEMOZLIWE !!!
Ale wiesz, moglby w Ciebie wjechac taki niewydarzony sternik jak np ja.... i
co wtedy ??? Co bys ze mnie sciagnal jak bym Ci Twojego Wspanialego Oriona
przefastrygowal ??? Spodnie bys ze mnie sciagnal ???? Bo na nic innego nie
mial bys szans.:))))))))))) na to tez raczej niewielkie, skoro nawet Wielki
Kijewski nie dal rady :))))
BTW Twoj Orion musi byc chyba ze zlota, skoro uwazasz, ze ubezpieczenie
bedzie takie kosztowne...Sprawdziles chociaz stawki ??? Nie ??? To przestan
bzdury wypisywac wreszcie, bo sie zygac chce !!!
Od jachtu wartosci 23 tys PLN ubezpieczenie full opcja wlaczajac podwyzszone
ryzyko regat zaplacilem niecale 200 PLN za 8 miesiecy sezonu., to jest 25
PLN miesiecznie. To duzo wg Ciebie ??? I przytrafilo mi sie zlamanie
maszttu, i gdyby nie ubezpieczenie, bylbym o 3 tys krotszy.
Ale zapewne Twoj maszt z tytanu jest tak drogi, ze ubezpieczyciel zerznie z
Ciebie niewiadomo ile. Biedny Ty jestes z tym swoim Orionem, biedny.
Tomaszku, sprzedaj tego "Rolls Royce`a" jezior i kup cos tanszego.
pozdrawiam
Radwan
(zwolennik zdrowego rozsadku ktorego niestety niewiele widac na wodzie)
> taki maluczki st. j. wie , ze duzo jeszcze nie wie (ile nie wie , to do konca sobie sprawy nie zdaje , bo by w zyciu na morze nie wyplynal :)))) ) , co owocuje bardzo wytezonš uwagš i czasami niepotrzebnym baniem sie wszystkiego :))) , gdy wielkiego znow czasami gubi rutyna , a takze wtorny analfabetyzm .
A IMHO logiczniej brzmi:
"taki ŚWIEŻY st. j. wie, ze dużo jeszcze nie wie (ile nie wie, to do konca sobie sprawy nie zdaje, bo by w życiu na morze nie wypłynął :)))) ) , co owocuje bardzo wyteżoną uwagą i czasami niepotrzebnym baniem sie wszystkiego :))) , gdy TAKIEGO OD 15 LAT st.j. znów czasami gubi rutyna, a także wtórny analfabetyzm."
Ta moja poprawka nie znaczy, że się z powyzszym bezwarunkowo zgadzam.
Jakby nie było uczenie się po raz piąty (to dawniej, obecnie już tylko trzeci) z rzędu MPZZM było niezłym potwierdzeniem skuteczności treningu interwałowego ;-))
JaC
> Użytkownik "Jacek Kijewski" <ja...@sail-ho.pl> napisał w wiadomości
> news:Pine.LNX.4.21.021021...@goldenhinde.sail-ho.pl...
> >
> > Koszt szacuje na ok. 1 m2 blachy stalowej czworki albo piatki, zeby tym
> > razem grubsze dac. + pol litra dla kogos, kto umie spawac. Wzglednie
> > zaplace pol litra komus, kto mnie nauczy spawac,
>
> Hymmmmm spawam dosc dobrze (ostatecznie pare przyczep sie zrobilo:-))) ale
> nie nierdzewke:-((( Tylko to pol litra trzeba by zamienic na cos
> innego:-))))))
moze byc zgrzewka fanty :)
a powaznie: jak bedziesz cos planowal spawac, daj znac, serio bym sie
chcial nauczyc: do podstawowych umiejetnosci potrzebnych przy remontach
jachtow brakuje mi wlasnie spawania i szycia zagli, mam zamiar nauczyc sie
obu.
> No to moze zacznijmy o poczatku. Swiata. Bo widzisz najgorszy to byl taki
> jeden co sie nazywal Noe. Taka Arke posadzic na mielu i to gdzie ........
> Na gorze. Chociaz przyznac musze ze ubezpieczenie to on mial;))))) I to
> najlepsze z mozliwych.
Bardzo mnie ciekawi, czy facet policzyl wysokosc metacentryczna :) Z
uwzglednieniem sloni i faktu, ze ladunek lubil sie przemieszczac :)
(tak BTW: to wypornosc arki musiala byc spora i pewnie bez trudu da sie
udowodnic, ze rozmiary tego statku przekraczaly owczesne ograniczenia
narzucone przez technologie i material - nawet, jezeli budowal z cedru
libanskiego*)
(* kiedys na egzaminie ze sztucznej inteligencji dr Buller powiedzial, ze
jakis japoniec buduje mega-sztuczny mozg odwzorowujacy mozg ludzki i
spytal, czy taki mozg moze miec wolna wole. Wyszedlem z zalozenia, ze zeby
mial wolna wole na wzor czlowieka, to musi miec podobna budowe tego mozgu,
policzylem liczbe komorek, polaczen, z sufitu wzialem koszt scalakow i
wyszlo, ze facet nie ma tyle kasy.
No to pytanie kolejne: rozwazyc ten problem zakladajac, ze kasa
jest. Uwzgledniajac rozne rzeczy wyszedl mi taki wydatek ciepla, ze to
cale ustrojstwo stopiloby sie w kulke. Buller spojrzal na mnie jak na
ciezki przypadek i aby kontynuowac egzamin zadal pytanie, co by bylo,
jakby to jakims helem czy azotem chlodzic
w efekcie doszedlem do powierzchni, ktora by takie urzadzenie
zajmowalo. Egzaminator machnal na mnie reka, stwierdzil, ze do dyskusji
nt. natur wyzszych, boskosci w czlowieku i problemow filozoficznych to
jestem za glupi i postawil 4**)
(** na swoje usprawiedliwienie powiem, ze przez poprzednie 4 lata kazdy
wykladowca powtarzal: to sa studia inzynierskie i musicie sie uczyc (tu
wstawic: teorii ukladow nieliniowych, polprzewodnikow, technik cyfrowych,
cokolwiek wlasnie ktos wykladal)).
> nikt o tym nie bedzie wiedzial, a jak pognie ster od Cariny na mieliznie, to
> sie go mlotkiem walnie i po sprawie. Natomiast jak kapitan jachtowy siadzie
> Solarisem na kamieniach, to raz, ze media (Sail-ho np.) sprawe naglasniaja,
> czesto zupelnie nieadekwatnie do jej wagi, a dwa, ze czasem trzeba wezwac
> holownik, co czyni operacje kosztowna. I o tym sie rozprawia i debatuje, o
media umiescily newsa na wyrazna prosbe Marcina Wagla, armatora
solarisa. W tresci literka w literke zgodnej z owa prosba (Marcin
szczesliwie wysyla z polskimi znakami, wiec wystarczylo copy-paste).
> maluczkich zas milczy. Co moze i dobrze, ale wyciaganie z tego wniosku, ze
> ten co umie mniej jest lepszy od tego co umie wiecej (z definicji i nie
> rozrozniajac przypadkow szczegolnych) jest bledem logicznym.
Takowego wniosku nie wyciagam. Uwazam, ze umiejacy mniej umie sporo
mniej. Wyciagam jednak taki wniosek, ze umiejacy mniej przeczyta w ksiazce
(Kulinskiego na ten przyklad): "i niech Cie reka boska broni wchodzic do
Leby przy wiekszym wietrze" i sie zastosuje, pomijajac fakt, ze umiejacy
mniej przed rejsem z obledem w oczach usiluje ksiazke pozyczyc (w tym roku
bylem celem kilku pielgrzymek pt: masz moze Bornholm? a Sund?) wzglednie
kupic. Umiejacy mniej naslucha sie opowiesci o dziesiatkach i jedenastkach
i jak zobaczy prognoze do siedmiu, to zostanie w porcie nad piwem. Znam
bardzo blisko* przynajmniej 2 przypadki wyjscia w morze jachtem, gdy
prognoza sobie z prognozy na prognoze skakala: 4B-5B-6B-7B i jacht decyzja
kapitana wychodzil przy owej siodemce. Raz skonczylo sie zdemolowaniem
Rodla (zgubieniem czlowieka (jakims fuksem sie znalazl i wszyscy siedzieli
cicho), tratwy, polowy wyposazenia, rozpierniczeniem falszburt, zerwaniem
baksztagow i podarciem zagli), raz rozpierniczeniem Levantera. W obu
przypadkach dowodzil kapitan jachtowy, w obu mieli prognoze. W obu
przypadkach po powrocie klub po cichu nie informujac nikogo jachty
wyremontowal.
Zeszloroczne wejscie (niech publiczna tajemnica bedzie, czym) na mielizne
pod Szwecja i ewakuacja zalogi tez pozostalo niezgloszone, bo po
co? Uszkodzen nie bylo, po co robic dym. Sternik morski.
O kilku przypadkach w CWMie tez mozna by powiedziec. W wojsku praktycznie
kazdy przypadek przechodzi bez dalszych konsekwencji, bo kto bedzie pana
komandora czy jakiegos innego admirala, ktoremu zapragnelo sie
rozplaszczyc klubowy jacht po pijaku na falochronie scigal? Kapitan
jachtowy.
I na razie rozmawiamy nie o wielkich oceanicznych trasach (tu przypadki
dajmy na to Oskarda zupelnie sie nie stosuja, bo jak porownywac Biskaje do
plywan w P-20), a o rejsach: omawiane przypadki: Swinoujscie-Gdynia,
Klajpeda-Gdynia, Gdynia - Gotland i Gdynia - Puck - Gdynia. Czyli to, co i
dzis sternicy jachtowi "trzaskaja" na Nefrytach i innych takich
malenstwach.
Zadziwiajace, ze wypadki sternikow jachtowych: Alpheratz pod Visby,
Alpheratz w Gorkach Zachodnich, Krysia, jeszcze kilka jachtow - sa
rzadsze, niz kiedys, staly sie mocno sporadyczne i zazwyczaj obywaja sie
bez strat w ludziach. Choc byc moze akurat zbieg okolicznosci i przyszle
lata odkreca ta tendencje. Oby nie.
A co do wejscia na mielizny nefrytami i czym innym, to nie widze tu
odniesienia: owszem, Nefryty wchodza na mielizne z prostej przyczyny, ze
nimi na mielizne wejsc sie da i w normalnych warunkach takie wejscie nie
jest niczym strasznym. Zatem mozna sobie na to pozwolic. Ostatnie wejscie,
gdzie rzeczywiscie byly jakies szkody, to 2 lata temu Sirocco pod Helem,
no i w tym roku Luiza, czy jak sie to nazywalo, w probie forsowania
Rowow. Oba wypadki zasadniczo daloby sie zalatwic pomoca jakiegos rybola i
kilogramem laminatu.
Tak czy inaczej: jedynie o nielicznych przypadkach kapitanow roznej masci
dowiaduje sie tzw. opinia publiczna. Ja to wiem i Ty to wiesz. Wiec
argument: bo o sternikach jachtowych sie nie mowi - jest malo trafiony. O
kapitanach tez sie nie mowi. Ogolnie: jezeli ludziom krzywda sie nie stala
i w interesie wlasciciela jachtu lezy niemowienie, to sie nie mowi. Troche
zle, bo na czyms ludzie sie musza uczyc, ale z drugiej strony, to jakby
zaczeli nauke od ksiazek, tez by nie bylo zle.
*) jak blisko mozna znac przypadki wlasnej zony
> Oj, z logika to Ty masz na bakier kompletnie, z ustaleniem jakichkolwiek
> faktow tez masz zdaje sie klopoty :)))
> Tomaszku, taki doswiadczony zeglarz jak Ty zapewne nie jest na nic narazony.
> Boze bron. Gdziesz bys mogl na jakas mielizne wpasc, o kamieniach nie
> wspominajac !!!! NIEMOZLIWE !!!
> Ale wiesz, moglby w Ciebie wjechac taki niewydarzony sternik jak np ja.... i
> co wtedy ??? Co bys ze mnie sciagnal jak bym Ci Twojego Wspanialego Oriona
> przefastrygowal ??? Spodnie bys ze mnie sciagnal ???? Bo na nic innego nie
> mial bys szans.:))))))))))) na to tez raczej niewielkie, skoro nawet Wielki
> Kijewski nie dal rady :))))
Znajac budowe przecietnego Oriona i przecietnej regatowej omegi czy w
ogole przecietnego srodladowego koromysla musialbys Tomkowi ufundowac
puszke farby, pozbierac resztki rozbitej omegi i pojsc do domu.
Jakby Cie nie bylo stac na puszke farby, to mysle, ze po wejsciu na
hipoteke Twojego domu szybko bys te pieniadze zdobyl.
Prawdopodobienstwo poczynienia powaznych szkod przez jacht jest
znikome. Prawdopodobienstwo, ze sprawca tych szkod bedzie niewyplacalny do
tego stopnia, ze nie pokryje szkod: jeszcze mniejsze. Jezeli facet ma
wlasny jacht, to znaczy, ze ma i troche innego majatku, poza tym odpowiada
sie majatkiem obecnym i przyszlym.
Zagrozenie szkodami robionymi przez jachty to jedno z "zagrozen
hipotetycznych", o ktorych Jurek Kulinski juz jakies 10 lat temu sie
rozpisywal.
> BTW Twoj Orion musi byc chyba ze zlota, skoro uwazasz, ze ubezpieczenie
> bedzie takie kosztowne...Sprawdziles chociaz stawki ??? Nie ??? To przestan
> bzdury wypisywac wreszcie, bo sie zygac chce !!!
Co do zygania, to bylo tyle nie pic. Jezeli wydaje Ci sie, ze po
wprowadzeniu obowiazku ubezpieczania sie stawki zostana na aktualnym
poziomie, to... hm... Radwan, ile zyjesz na tym swiecie?
> Od jachtu wartosci 23 tys PLN ubezpieczenie full opcja wlaczajac podwyzszone
> ryzyko regat zaplacilem niecale 200 PLN za 8 miesiecy sezonu., to jest 25
> PLN miesiecznie. To duzo wg Ciebie ??? I przytrafilo mi sie zlamanie
> maszttu, i gdyby nie ubezpieczenie, bylbym o 3 tys krotszy.
I pokrylo to ubezpieczenie OC, bo o tym przeciez mowimy, tak?
> Ale na temat natury ludzkiej wypowiadasz sie z sensem. Ta zas jest dwojaka.
> Wiekszosc twierdzi ze obowiazkowe ubezpieczenia sa be nie mniej jednak
> ubezpiecza sie. Chodzi wiec jedynie o wolnosc wyboru. I tu trzeba racje
> przyznac. Powolywanie sie zas na statystyki, historie i manipulowanie tym
> jest bez sensu. Zapytam co ma piernik do wiatraka?????. Druga sprawa ktora
Wolnosc wyboru mozna, moim zdaniem, ograniczac TYLKO i WYLACZNIE wtedy,
gdy nieograniczenie jej uderza w wazne interesy innych ludzi - i gdy waga
tych interesow jest rowna wartoscia owej wolnosci lub ja
przewyzsza. Koszty puszki farby czy metra maty sa pomijalnie male wobec
ceny wolnosci jako takiej.
> chce poruszyc i ktora moim zdaniem jest istotniejsza niz to bicie piany to
> nie to ile Marcin zarobil lub stracil ale prosty fakt ze ma problem.
> Problem ktory moze spotkac kazdego z nas. Jakos tak dziwnie sie porobilo ze
> w tym wszystkim zapomina sie o ludziach. Dlatego zycze i Marcinowi i
> uczestnikom tego rejsu aby wszystko skonczylo sie jak najlepiej. Co zas sie
Mysle, ze Marcin sam napisze to i owo, z korespondencji wywnioskowalem,
ze:
- nikomu nic sie nie stalo, a to jest najwazniejsze
- uszkodzenia sa niewielkie, jacht byl ubezpieczony i nic szczegolnego z
tym sie nie wiaze
- i na dodatek byl to ostatni czy przedostatni rejs sezonu, po ktorym
Solaris mial isc na lad, a zima i tak mial nastapic cd. remontu
wiec skonczylo sie na stresie, zalogi a i pewnie Marcina. Przy takiej
dzialalnosci stres jest jednak rzecza dosc normalna, zatem wspolczujac
Marcinowi problemow, nie zamartwiam sie zanadto ta sprawa.
Istotne sa inne nauczki:
- po pierwsze, wejscie do Karlskrony jest niebezpieczne i warto by
uslyszec, jaki blad zrobili, ze wlezli na kamulce
- jaki to byl ubezpieczyciel, jakie problemy stawial i jak je rozwiazano
(zeby moc wybrac ubezpieczyciela, ja po nauczce mam dosc PZU...) - czy
warto ubezpieczac sie tam
no i w zasadzie tyle.
To jednak Marcin pisal niedawno, ze w przedsiewzieciu typu SOLARIS wazna
jest przede wszystkim kasa, kasa, kasa. Zatem i tego typu rachunek jaki
gdzies tam wyzej przeprowadzilem i ktorego nikomu nie narzucam, bo nawet Noe
mial wolnosc wyboru, ktory oparl na wierze w ubezpieczyciela. Smiem
twierdzic, ze od tego czasu niewiele sie zmienilo, a zmieni sie na gorsze,
jezeli obowiazkowe ubezpieczenia przejda, zas wiara w cokolwiek, byl i jest
indywidualna sprawa kazdego. Lamala to Inkwizycja - i zle sie dzialo, lamie
to ministerium - i dzieje sie rownie zle i niedobrze.
Natomiast co do ludzi, to w mysl zasady, ze blizsza koszula cialu,
pomyslalem nie o Marcinie, tylko o tym nieszczesnym kapitanie, bo to on - co
nie daj Boze, bedzie ponosil koszty blizsze i dalsze, tego incydentu.
Pozdrowienia - Jarek
> Cóż - ma jachty morskie kilkudziesiąt osób w Trójmieście.....
> Pewnie koło dwustu/trzystu w Polsce.
Kolega przesadza
W Rejestrze PRS 2000/2001 jest 289 jachtów (w tym OSKARD)...
Pewnie połowa to łódki klubowe...
--
Cypis
Hehehehehe :))))) Myslales, ze masz mnie na haku ???? A kuku !!!
Zlamanie nastapilo na skutek wywrotki po zablokowaniu sie brasow spinakera
przy zwrocie. W nastepstwie omega zaliczyla grzybka i oparla sie masztem o
dno. A ze wiaterek i falka byly nieliche, to sie maszt o to dno zlamal. I
olinowanie nic tu nie mialo do rzeczy.
pozdrawiam
radwan
Mimo wszystko lekko przesadziles. Omegi nie sa az tak tanie a i Orion
Tomjaniego wart jest swoje :))
>
> Jakby Cie nie bylo stac na puszke farby, to mysle, ze po wejsciu na
> hipoteke Twojego domu szybko bys te pieniadze zdobyl.
I tu wlasnie dochodzimy do sedna sprawy. Zycze powodzenia we wchodzeniu na
hipoteke domu. Najpierw musial bys zdobyc informacje czy taki dom mam -
Ustawa o Ochronie danych osobowych. Pozniej - sadzic sie ze mna - zycze
powodzenia. Kilka lat, koszty, a wynik - niewiadomy.
>
> Prawdopodobienstwo poczynienia powaznych szkod przez jacht jest
> znikome. Prawdopodobienstwo, ze sprawca tych szkod bedzie niewyplacalny do
> tego stopnia, ze nie pokryje szkod: jeszcze mniejsze. Jezeli facet ma
> wlasny jacht, to znaczy, ze ma i troche innego majatku, poza tym odpowiada
> sie majatkiem obecnym i przyszlym.
>
> Zagrozenie szkodami robionymi przez jachty to jedno z "zagrozen
> hipotetycznych", o ktorych Jurek Kulinski juz jakies 10 lat temu sie
> rozpisywal.
>
> > BTW Twoj Orion musi byc chyba ze zlota, skoro uwazasz, ze ubezpieczenie
> > bedzie takie kosztowne...Sprawdziles chociaz stawki ??? Nie ??? To
przestan
> > bzdury wypisywac wreszcie, bo sie zygac chce !!!
>
> Co do zygania, to bylo tyle nie pic. Jezeli wydaje Ci sie, ze po
> wprowadzeniu obowiazku ubezpieczania sie stawki zostana na aktualnym
> poziomie, to... hm... Radwan, ile zyjesz na tym swiecie?
Wiesz troche zyje. Podobno wchodzimy do Unii...a tam nieco inne warunki...I
powiem Ci ze po kilku latach ubezpieczania sprzetu u Hapag-Lloyda
ubezpieczylem pierwszy raz w kraju. I jestem mile zaskoczony.
>
> > Od jachtu wartosci 23 tys PLN ubezpieczenie full opcja wlaczajac
podwyzszone
> > ryzyko regat zaplacilem niecale 200 PLN za 8 miesiecy sezonu., to jest
25
> > PLN miesiecznie. To duzo wg Ciebie ??? I przytrafilo mi sie zlamanie
> > maszttu, i gdyby nie ubezpieczenie, bylbym o 3 tys krotszy.
>
> I pokrylo to ubezpieczenie OC, bo o tym przeciez mowimy, tak?
Jacek, ja swoje pelne ubezpieczenie dawalem jako przyklad stawki, ktora
Tomjani i inni kapitanowie typu Pan Klimczak, gotow straszyc male dzieci. A
narazie, to jest to caly czas sttraszenie na zasadzie "co by bylo, gdyby
bylo" - nie poparte zadnymi argumentami merytorycznymi. A jesli juz, to
mocno chybionymi.
Pozdrawiam
Radwan
PS. Z tym sciaganiem spodni, to mialem na mysli sciaganie z belki, zeby
sobie ktos cos brzydkiego nie dospiewal :-)))))))))))
Troche to Jarku nie jest tak, jak piszesz.
Bo z tego (i poprzedniego postu) wynika, ze jestes gleboko przekonany, ze
schemat przyszlych zdarzen bedzie nastepujacy:
- ubezpieczyciel wyplaca kase armatorowi
- podejmuje regres przeciw kapitanowi
- kapitan buli ciezkie pieniadze do konca dni swoich
Gdyby tak bylo - to kapitanami zostawali by tylko ludzie baaaaardzo majetni
(jest jakas szkoda? Oh, sorry, prosze bardzo, akurat mam przy sobie w lewej
kieszeni kamizelki ten glupi milionik... dolarow...prosze bardzo,
przepraszam za klopoty! ) - albo wariaci.
Wariatem nie jestem, "glupi milionik" - chetnie bym chcial miec (pazerny nie
jestem, moze byc "tylko" zlotych) - a jednak od czasu do czasu puszczam sie
na to okrutne morze w roli kapitana.
Gdyby bylo tak jak piszesz - towarzystwa ubezpieczeniowe byly by tylko
"buforem finansowym", czerpiacym dochody ze skladek a przy tym w 100%
wetujacym sobie wyplaty odszkodowan. A tak nie jest.
Gdyby tak bylo jak piszesz - to nie szukajmy daleko: znany wszystkim kpt.
Krzysztof B. zapewne nie poplynalby powtornie na duza petle na Lady B - bo
nie bylo by go stac... Wszak do dzis dnia bulil by Warcie za kolizje z ms
Poplawski. Byla kolizja, byla szkoda (i to finansowo bardzo powazna), byl
wyrok IM, bylo wytkniecie zaniedban i jednoznaczne wskazanie winy...
Sprawy "regersu" ubezpieczeniowego reguluja dosc precyzyjne przepisy. Po
pierwsze: regres przysluguje wylacznie w przypadku, gdy:
1. sprawca wyrządził szkodę umyślnie lub w wyniku razacego niedbalstwa, lub
w stanie po użyciu alkoholu albo będąc pod wpływem środków odurzających,
substancji psychotropowych lub środków zastępczych w rozumieniu przepisów o
przeciwdziałaniu narkomanii,
2. wszedł w posiadanie jachtu wskutek popełnienia przestępstwa,
3. nie posiadał wymaganych uprawnień do dowodzenia jachtem, z wyjątkiem
przypadków, gdy chodziło o ratowanie życia ludzkiego lub mienia
4. zbiegł z miejsca zdarzenia,
5. nie dopełnił obowiązków w zakresie: m.in. udzielenie pomocy ofiarom,
zapobieżenie powiększeniu się szkody, powiadomienie władz (to w czesci
odpowiedzialnosci ubezpieczyciela za powiekszenie rozmiarow szkod juz po
zajsciu zdarzenia).
IMHO jedyny "konik" na ktorym moze pojechac ubezpieczyciel, zadajacy
regresu - to "razace niedbalstwo". Ale udowodnienie tegoz wcale nie jest
takie latwe, proces moze trwac latami - a czasu jest tylko 3 lata. Trzy lata
od przedwczoraj, tj. od dnia powiadomienia o szkodzie, nie od wyplaty
odszkodowania. Po trzech latach sprawa o regres ulega przedawnieniu.
Podkreslam: zegar bije od dnia powstania szkody (ścislej od dnia
powiadomienia komisarza awaryjnego oraz ubezpieczonego), ubezpieczyciel
prawo do regresu nabywa juz z biegnacym terminem.
Tak wiec - nie przypisujmy towarzystwom ubezpieczeniowym "wszystkiego co
najgorsze". Owszem, tam gdzie chodzi o pieniadze - tam nie ma
"kumciu-kumciu". Ale tez sa okreslone "warunki brzegowe" i kalkulacja
mozliwosci wygranej.
Ubezpieczenia - to nie maszynka do robienia pieniedzy, tak sobie "lewym
cyckiem" bez zadnego ryzyka i zmartwien. W tej branzy - owszem - robi sie
pieniadze. Na grze losowej o nadziei matematycznej > 0. Dlatego >0, ze
warunki ubezpieczenia wynikaja z wysokosci skladki oraz oszacowania
prawdopodobienstwa zdarzenia na podstawie statystyk duzej populacji. Ale
nadal jest to tylko "nadzieja matematyczna" - a nie pewnosc wygranej. W
kasynie tez 40 razy pod rzad moze przyjsc zielone "00". I dlatego TU
nawzajem sie reasekuruja, aby ewentualne koszty "niestatystycznego"
pojedynczego wypadku (np. Titanic) podzielic miedzy siebie. Ale to juz inny
temat.
Pozdrowienia - Jasiek
Janusz Nedoma
PS. Maly przyczynek do zupelnie innego tematu - zwracam uwage na pkt. 1
dopuszczalnosci regresu: uzycie alkoholu.... I slusznie!!!!!!!!!!
> > Znajac budowe przecietnego Oriona i przecietnej regatowej omegi czy w
> > ogole przecietnego srodladowego koromysla musialbys Tomkowi ufundowac
> > puszke farby, pozbierac resztki rozbitej omegi i pojsc do domu.
>
> Mimo wszystko lekko przesadziles. Omegi nie sa az tak tanie a i Orion
> Tomjaniego wart jest swoje :))
w omedze regatowej cena (wysoka) idzie w parze z lamliwoscia (tez
wysoka). Popsuc oriona byloby dosc trudno. Hint: widzialem sytuacje, jak
sie cwiartka wbija w burte cwiartki, jak Tornato (to z Kotwicy, nie
katamaran) rozjezdza Malego Ptaka, jak...
wszystko konczylo sie na zerwanym relingu i zadrapaniach.
> > Jakby Cie nie bylo stac na puszke farby, to mysle, ze po wejsciu na
> > hipoteke Twojego domu szybko bys te pieniadze zdobyl.
>
> I tu wlasnie dochodzimy do sedna sprawy. Zycze powodzenia we wchodzeniu na
> hipoteke domu. Najpierw musial bys zdobyc informacje czy taki dom mam -
> Ustawa o Ochronie danych osobowych. Pozniej - sadzic sie ze mna - zycze
> powodzenia. Kilka lat, koszty, a wynik - niewiadomy.
Wlodek, powiedzmy, ze na ten akurat temat wiem duzo. Wynik: wiadomy,
sprawa, zwlaszcza w rejonowce w Elblagu: 3-4 miesiace, o to, jaki masz
dom, sad by Cie zapytal i mialbys psi obowiazek te informacje ujawnic.
Spoko, spoko. Zaplacilbys kazda zlotowke za poczynione szkody. Zakladajac,
ze by Cie mozna bylo zidentyfikowac (stad powinny byc dane armatora na
rufie) i tyle.
> > > BTW Twoj Orion musi byc chyba ze zlota, skoro uwazasz, ze ubezpieczenie
> > > bedzie takie kosztowne...Sprawdziles chociaz stawki ??? Nie ??? To
> przestan
> > > bzdury wypisywac wreszcie, bo sie zygac chce !!!
> >
> > Co do zygania, to bylo tyle nie pic. Jezeli wydaje Ci sie, ze po
> > wprowadzeniu obowiazku ubezpieczania sie stawki zostana na aktualnym
> > poziomie, to... hm... Radwan, ile zyjesz na tym swiecie?
>
> Wiesz troche zyje. Podobno wchodzimy do Unii...a tam nieco inne warunki...I
> powiem Ci ze po kilku latach ubezpieczania sprzetu u Hapag-Lloyda
> ubezpieczylem pierwszy raz w kraju. I jestem mile zaskoczony.
tia... wejdziemy do Unii, "orkiestry beda graly, tak jak dotad nie gral
nikt, a na dodatek wladza powie, ze jest git".
> > > Od jachtu wartosci 23 tys PLN ubezpieczenie full opcja wlaczajac
> podwyzszone
> > > ryzyko regat zaplacilem niecale 200 PLN za 8 miesiecy sezonu., to jest
> 25
> > > PLN miesiecznie. To duzo wg Ciebie ??? I przytrafilo mi sie zlamanie
> > > maszttu, i gdyby nie ubezpieczenie, bylbym o 3 tys krotszy.
> >
> > I pokrylo to ubezpieczenie OC, bo o tym przeciez mowimy, tak?
>
> Jacek, ja swoje pelne ubezpieczenie dawalem jako przyklad stawki, ktora
> Tomjani i inni kapitanowie typu Pan Klimczak, gotow straszyc male dzieci. A
> narazie, to jest to caly czas sttraszenie na zasadzie "co by bylo, gdyby
> bylo" - nie poparte zadnymi argumentami merytorycznymi. A jesli juz, to
> mocno chybionymi.
Wlodek, gdybys mial OBOWIAZKOWE ubezpieczenie OC, to ubezpieczalnia
zaproponowalaby Ci wsadzenie tego masztu w odbytnice - i to w najlepszym
wypadku.
rozmowa: ja o mydle, Ty o powidle - nie doprowadzi do niczego. Jezeli
chcesz wykazac blogoslawienstwa obowiazkowych OC, to nie wyciagaj
przykladow z AC/YC, dobra?
> Gdyby bylo tak jak piszesz - towarzystwa ubezpieczeniowe byly by tylko
> "buforem finansowym", czerpiacym dochody ze skladek a przy tym w 100%
> wetujacym sobie wyplaty odszkodowan. A tak nie jest.
Kodeks Cywilny: "ktokolwiek wyrzadzil szkode, zobowiazany jest ja
naprawic", a ubezpieczalnia przejmuje prawo do roszczen. Z ta uwaga, ze
musi tu byc wina kapitana, czyli dzialanie celowe, zaniedbanie itd.
Jezeli kapitan dzialal tak, jak nakazywaly okolicznosci (unikajmy
slowa: dobra praktyka morska), to ubezpieczalnia nie moze z niego sciagnac
pieniedzy, bo nie ma "ktokolwiek wyrzadzil szkode". Inna sprawa, jak
kapitan czegos nie dopilnowal - ooo, moze sie dziac.
> pierwsze: regres przysluguje wylacznie w przypadku, gdy:
wlasnie.
> IMHO jedyny "konik" na ktorym moze pojechac ubezpieczyciel, zadajacy
> regresu - to "razace niedbalstwo". Ale udowodnienie tegoz wcale nie jest
> takie latwe, proces moze trwac latami - a czasu jest tylko 3 lata. Trzy lata
> od przedwczoraj, tj. od dnia powiadomienia o szkodzie, nie od wyplaty
> odszkodowania. Po trzech latach sprawa o regres ulega przedawnieniu.
> Podkreslam: zegar bije od dnia powstania szkody (ścislej od dnia
> powiadomienia komisarza awaryjnego oraz ubezpieczonego), ubezpieczyciel
> prawo do regresu nabywa juz z biegnacym terminem.
z tymi przedawnieniami radze uwazac: jest sporo wyjatkow, wiazacych sie
np. ze sprawa karna itd. Chodzi o to, zeby zbyt optymistycznie nie
zakodowac sobie "3 LATA".
> PS. Maly przyczynek do zupelnie innego tematu - zwracam uwage na pkt. 1
> dopuszczalnosci regresu: uzycie alkoholu.... I slusznie!!!!!!!!!!
i slusznie.
Jacek, akurat w zeglarstwie regatowym te blogoslawienstwa dostrzezono
odpowiednio wczesnie. I chociaz, zapewniam Cie, na zachodzie zegluja ludzie
o wiele bardziej majetni od nas, nikt na te ubezpieczenia nie narzeka. Placi
je kazdy zawodnik. W Polsce jest na szczescie tak samo.
Zdaje sobie sprawe z tego ze zeglowanie po morzu a srodladowka i regaty - to
dwie rozne rzeczy. Tez uwazam, ze nalezy sie zastanowic, czy obowiazkowym OC
obejmowac jachty morskie. Wystarczy w zupelnosci jak kapitan jesnostki
ubezpieczy sie za kilkanascie PLN od oc i skutkow wypadkow prowadzonej przez
siebie jednostki. Kazda inna forma tez jest dobra - dobrowolna czy
obowiazkowa. I nie mowie tak dlatego ze nie plywam po morzu. Jestem poprostu
swiadom tego ze tam zagrozenioa sa inne i ich stopien wystepowania jest iny
A na srodladziu - zupelnie co inego. Pokazal to dobitnie ostatni sezon gdzie
w jednych tylko Mikolajkach palil sie jacht, w drugi jacht wjechal pijany
kierowca motorowki, zalogantowi polamal reke i zebra, uciekl z miejsca
wypadku(faceta zlapali dal w lape policjantom i mlodym zeglarzom
powiedzieli, ze musza goscia scigac w procesie cywilnym !!!!!). W Gizycku
dwa jachty zdarly sobie nawzajem takielunek w kanale, na Guziance facet
stracil maszt zaczepiony przez niezacumowana jednostke.
To tylko kilka przykladow z mojego 10 dniowego rejsu w tym roku. A co sie
dziala przez caly sezon ??? Tak wiec nie jest to problem Tomjaniego i Jego
Oriona, a szeroka i wazna kwestia. Powiem Ci, ze jakos po Polsce jezdze duzo
spokojniejszy a kiedy wjezdzam na taka np Bialorus gdzie nie ma obowiazku
ubezpieczania pojazdow..jakos tak mam oczy dookola glowy. I powiem Ci, ze
wolal bym, abysmy na srodladziu byli zeglarska Polska a nie Bialorusia.
pozdrawiam
Radwan
"Rejestr PRS" to wykaz jachtów objętych nadzorem PRS.
Należy pamietać że oprócz tego są łódki objęte "nadzorem"
ZNT/PZŻ.
W kwestii ilości jachtów morskich w Polsce właściwsze
od instytucji nadzoru technicznego byłyby Wydz. Bezp.
Żeglugi Urzędów Morskich czy Rejestry Okrętowe Izb Morskich.
Nie wspominając o tych jachtach które 90% problemów
rejestracyjnych mają za sobą - wyłącznie przez fakt
noszenia na flagsztoku innego zestawu barw niż
biała i czerwona..... .
**************************************************
Ale nie upieram się - masz zapewne rację pisząc że połowa
(ba, pewnie więcej) morskich łódek w Polsce to jachty klubowe.
Czyli jachty eksploatowane przez działające pod przykrywką
klubów (sic!) sportowych, kiepskie często firmy czarterowe.
Ale prywatnych, choćby tycich jachtów morskich z roku na
rok zauważalnie przybywa. I to właśnie mam na myśli pisząc
o powolnym powrocie do normalności w naszym po morzu
żeglowaniu.
I o taką, własną, osobistą, jednostkę pytam Adama "Yachtmastera",
który pluralisa pisząc o jachtach "Mamy" nadużywa.
Retorycznie pytam.... . Retorycznie.......
Ahoj !
Nie przesadzasz aby z tą wyłącznością na słowo "mamy"?
Czy o cudzym statku którym tylko powozisz nie mówisz przypadkiem "mój (nasz)
statek"? No właśnie.
Chyba każdy z nas ma wspomnienia i emocje związane zwieloma jachtami na których
się pływało. I w sensie emocjonalnym to są "nasze jachty". Tak samo jak nasza
miłość z liceum na zawsze pozostaje "nasza" chociaż ma duże dzieci i
kochającego męża.
Pamiętać też trzeba że znaczna część jachtów które nazywasz "cudzymi" pozostaje
własnością Skarbu Państwa lub podmiotów do niego należących. Czyli: choć
teoretycznie, ale nadal "wspólne" :-))
Gdy rozmawiam z obcokrajowcem i mówię z dumą: Mamy sporą flotyllę mahoniowych
45stopowców, to słowo "mamy" nie ma nic wspólnego z posiadaniem. Ono ma
znaczenie hm hm, retoryczne ;-).
Zaś co do "tylko powożenia cudzymi jachtami" to zapytam - czy to jest coś
wstydliwego lub gorszego ? Bo w tej normalności do której podobno wracamy jest
to zwykła rzecz (ale patentu Yachtmastera wymagają). No i kto ma to robić
według Ciebie: krasnoludki?
Broń Boże nie podejrzewam Cię o pogardę "posiadacza" do "nieposiadających".
Ale trochę nieładnie...
Pozdrawiam
Sławek
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
> Użytkownik "Jacek Kijewski" <ja...@sail-ho.pl> napisał w wiadomości
> news:Pine.LNX.4.21.021021...@goldenhinde.sail-ho.pl...
> > On Mon, 21 Oct 2002, Wlodek "Radwan" Radwaniecki wrote:
> >CIACH
> >
> > rozmowa: ja o mydle, Ty o powidle - nie doprowadzi do niczego. Jezeli
> > chcesz wykazac blogoslawienstwa obowiazkowych OC, to nie wyciagaj
> > przykladow z AC/YC, dobra?
>
> Jacek, akurat w zeglarstwie regatowym te blogoslawienstwa dostrzezono
> odpowiednio wczesnie. I chociaz, zapewniam Cie, na zachodzie zegluja ludzie
> o wiele bardziej majetni od nas, nikt na te ubezpieczenia nie narzeka. Placi
> je kazdy zawodnik. W Polsce jest na szczescie tak samo.
Zeglarstwo regatowe do zeglarstwa ma sie jak krzeslo elektryczne... no
dobra. Nie porownuj sytuacji, gdy na metrze kwadratowym przepycha sie nie
wiadomo po co 200 wydmuszek, ktore samym swoim wygladem naruszaja wszelkie
wytyczne PRSu z zeglarstwem w powszechnym rozumieniu tego slowa :)
> A na srodladziu - zupelnie co inego. Pokazal to dobitnie ostatni sezon gdzie
> w jednych tylko Mikolajkach palil sie jacht, w drugi jacht wjechal pijany
> kierowca motorowki, zalogantowi polamal reke i zebra, uciekl z miejsca
> wypadku(faceta zlapali dal w lape policjantom i mlodym zeglarzom
> powiedzieli, ze musza goscia scigac w procesie cywilnym !!!!!). W Gizycku
> dwa jachty zdarly sobie nawzajem takielunek w kanale, na Guziance facet
> stracil maszt zaczepiony przez niezacumowana jednostke.
Straty na caly 1000* zl? (pomijam kwestie tej motorowki, ubezpieczenie
tzw. power boats to inna kwestia). Na kilkadziesiat tysiecy jachtow?
Nie wiem, nie plywam po Mazurach, niech sie wypowiedza plywajacy, jezeli
chodzi o wody "polsrodladowe": Zalew, rozlewisko, Zatoke Pucka, Jeziorak,
Nogat, Wisle i okolice to to, o czym mowisz, to czysta abstrakcja.
*) ten ogien i tak z OC nic wspolnego nie ma.
> To tylko kilka przykladow z mojego 10 dniowego rejsu w tym roku. A co sie
> dziala przez caly sezon ??? Tak wiec nie jest to problem Tomjaniego i Jego
> Oriona, a szeroka i wazna kwestia. Powiem Ci, ze jakos po Polsce jezdze duzo
> spokojniejszy a kiedy wjezdzam na taka np Bialorus gdzie nie ma obowiazku
> ubezpieczania pojazdow..jakos tak mam oczy dookola glowy. I powiem Ci, ze
> wolal bym, abysmy na srodladziu byli zeglarska Polska a nie Bialorusia.
Samochod -> kiedys przyjelismy zalozenie, ze porownan z samochodow nie
stosujemy. Jezeli chcesz powtorzenia wengi-wengi powodow, dla ktorych nie
nalezy stosowac, to...
> > Kolega przesadza
> > W Rejestrze PRS 2000/2001 jest 289 jachtów (w tym OSKARD)...
> > Pewnie połowa to łódki klubowe...
> >
> "Rejestr PRS" to wykaz jachtów objętych nadzorem PRS.
> Należy pamietać że oprócz tego są łódki objęte "nadzorem"
> ZNT/PZŻ.
Kiedys rejestr PRS obejmowal jachty pow. 16 metrow dlugosci, teraz zdaje
sie pow. 24 metrow (moge sie mylic, te wielkosci i tak dla
mnie sa odlegle). Oczywiscie w rejestr PRSu mozna wpisac rowniez inne
jachty, ale po co?
> W kwestii ilości jachtów morskich w Polsce właściwsze
> od instytucji nadzoru technicznego byłyby Wydz. Bezp.
> Żeglugi Urzędów Morskich czy Rejestry Okrętowe Izb Morskich.
> Nie wspominając o tych jachtach które 90% problemów
> rejestracyjnych mają za sobą - wyłącznie przez fakt
> noszenia na flagsztoku innego zestawu barw niż
> biała i czerwona..... .
Liczbe jachtow morskich w Polsce szacuje sie na 600-700 sztuk. Co jest
smiesznie niska liczba i miejmy nadzieje bedzie szybko rosnac.
> Ale nie upieram się - masz zapewne rację pisząc że połowa
> (ba, pewnie więcej) morskich łódek w Polsce to jachty klubowe.
> Czyli jachty eksploatowane przez działające pod przykrywką
> klubów (sic!) sportowych, kiepskie często firmy czarterowe.
Zwracam uwage, ze kluby wyprzedaly mase sprzetu i poza dosc nielicznymi
wyjatkami, dotyczacymi glownie jachtow wiekszych, caly ten morski drobiazg
jest albo prywatny, albo eksploatowany jednak sportowo-szkoleniowo.
> Nie przesadzasz aby z tą wyłącznością na słowo "mamy"?
> Czy o cudzym statku którym tylko powozisz nie mówisz przypadkiem "mój (nasz)
> statek"? No właśnie.
Jezeli sluzy to wyrazaniu falszywego zmartwienia nad kondycja polskiego
zeglarstwa (w podtekscie: jak ktos inny, niz jachtmaster moze powozic
jachtem...), to sformulowanie "ile jeszcze mamy jachtow" jest czysta
demagogia. I to podlego sortu, bo nawet czlowiek nieuczony w retoryce to
wylapie ;)
> Pamiętać też trzeba że znaczna część jachtów które nazywasz "cudzymi" pozostaje
> własnością Skarbu Państwa lub podmiotów do niego należących. Czyli: choć
> teoretycznie, ale nadal "wspólne" :-))
Ooo... jachty skarbu panstwa? Wow. No, kilka jest. "Znaczna czesc"?
Przy okazji: te, co zostaly panstwowe lub jednostek okolopanstwowych
najczesciej moga byc prowadzone wylacznie przez roznego rodzaju
yachtmasterow, glownie starego chowu, no i istotnie co jakis czas bywaja
rozbijane.
Liberalizacja zeglarstwa dotyczy praktycznie wylacznie jachtow prywatnych
albo jachtow malych. Moze na razie to i dobrze.
> Gdy rozmawiam z obcokrajowcem i mówię z dumą: Mamy sporą flotyllę mahoniowych
> 45stopowców, to słowo "mamy" nie ma nic wspólnego z posiadaniem. Ono ma
> znaczenie hm hm, retoryczne ;-).
To mi przypomina taki dowcip:
- wchodzi kanar do autobusu i mowi: bilety do kontroli. A tu stoi zgraja
skinow, bejzbole, lancuchy, siekiery, kwadratowe glowy itd.
Skini sie usmiali, stwierdzili: wsadz se te bilety w de... i pobili
kanara.
Kanar podchodzi do staruszka, ktory ledwo stoi o lasce i zeby jednak
zapracowac na dniowke mowi: bilety do kontroli.
A staruszek: a nie slyszal pan, co koledzy powiedzieli?
Na tej samej zasadzie jachty sa "nasze"
> Pamiętać też trzeba że znaczna część jachtów które
> nazywasz "cudzymi" pozostaje własnością Skarbu Państwa
> lub podmiotów do niego należących.
Który, konkretnie !!! No wymień choć kilka :-))) Bardzo proszę !!!
Powiedzmy - poza klubami wojskowymi dla utrudnienia.... .
Bo ja wiem, że wszelkie inne kluby i organizacje posiadają
osobowość prawną i własny majątek (w tym jachty). I że
Skarbowi Państwa nic do nich. Może wiesz coś więcej ????
Jakiś nowy pomysł Ministra Skarbu - Wieśka prezdresa ? :-))))
> Czyli: choć teoretycznie, ale nadal "wspólne" :-))
Aaa - tak; była kiedyś taka "wspólnotowa" teoryjka. Nawet przez
pewien krótki z punktu widzenia Historii okres usiłowano ją
wcielać w kilku państwach Europy Wschodniej. I wiesz.....,
jakoś się nie przyjęła. Choć przyznać trzeba że próby jej
wprowadzenia poczyniły spore szkody. Najgorsze głowach
tych co choć przez chwilę w realność tej ułudy uwierzyli.... .
> Gdy rozmawiam z obcokrajowcem i mówię z dumą:
> Mamy sporą flotyllę mahoniowych 45stopowców, to słowo
> "mamy" nie ma nic wspólnego z posiadaniem. Ono ma
> znaczenie hm hm, retoryczne ;-).
>
I, hm, hmm, nie zauważyłeś może takich skrywanych iskierek
rozbawienia w oczach rozmowców. I, hmmm, hmmm nie
zdziwiło Cię że żaden z nich nie odpowiedział, ze znudzeniem:
Mamy dwieście, trzysta tysięcy, albo: Mamy milion, prywatnych
właścicieli prywatnych jachtów :-)))
> Zaś co do "tylko powożenia cudzymi jachtami" to zapytam
> - czy to jest coś wstydliwego lub gorszego ?
To jak sądzę ciekawy, choć cieżki sposób zarabiania na życie.
Nie dający wiele do gadania w kwestii tego co "mamy" do utopienia.
:-)))
> Broń Boże nie podejrzewam Cię o pogardę "posiadacza" do
> "nieposiadających". Ale trochę nieładnie...
Podejrzewaj mnie o co chcesz.... Mam wrażenie, że chcesz mi
"gembę" przyprawić. Trudno, przeżyję :-))))
Truskawki cukrem posypię i przeżyję ......... .
Ahoj !
--
Jaromir Rowiński
jar...@chelmnet.pl
-----------------------------------
W Rejestrze PRS jest wszytko, od 5 do 50 metrów, ze średnią w okolicy
Cartera.
Powyżej 24 metrów jest "aż" 10 jednostek - to właśnie żaglowce dla
wielkich kapitanów (Zaruski, Chopin, Pogoria, Oceania, Głowacki,
Zawisza), kilka turystycznych kutrów (np Viking), regatowa Warta...
ZTCW, jachtów pow. 24 metrów jest tylko kilkaset na całym świecie.
> Liczbe jachtow morskich w Polsce szacuje sie na 600-700 sztuk. Co jest
> smiesznie niska liczba i miejmy nadzieje bedzie szybko rosnac.
Dokładnie... ale obawiam się, że stoją temu na przeszkodzie dwie rzeczy.
Jedna - to oczywiście przepisy, przede wszystkim ich skomplikowanie. Po
Mazurach pływają setki jachtów, które kosztowały ponad 100 tys. PLN.
Jestem przekonany, że gdyby na morzu "organizacyjnie" panowała zbliżona
swoboda jak na śródlądziu, wielu ludzi nie tłoczyło by się na WJM tylko
wybrało by szkiery czy sundy, kupijąc za te same pieniądze odpowiednio
zbudowane jachty.
A druga... opór co poniektórych kapitanów i, za przeproszeniem, "klubowa
mentalność".
Tylko mile i godziny, w trakcie miesięcznego rejsu odwiedzamy max 3
porty, z uwagą "do Londynu wchodzi kapitan!" Oficerowie, wachty,
pierwsza porcja jajecznicy dla kapitana itd. Zawsze wychodzimy w nocy bo
szkoda czasu (jasne, że kapitan poza wachtami). Można i tak. Nawet warto
i trzeba to poznać. Ale można też pływać troszkę inaczej. W trakcie
miesięcznego rejsu odwiedzić 30 portów. Nie wychodzić powyżej stanu
morza 3 bo, taki pech, teściowa by zachorowała. Nie musieć przekazać
jachtu X w porcie Y o godzinie Z. Itd. Niestety, z moich obserwacji
wynika, że mało kto wie, że można pływać po morzu podobnie jak na
Mazurach. I - uwaga - to nie kwestia umiejętności - tylko wyboru. To
jest ta swoboda.
- Jaki masz patent?
- St.J
- To co ty wiesz o żeglowaniu? W dodatku - na takiej łupince?
Prawda. Nic nie wiem. Nie umiem astro. Nie zrobię zwrotu na żaglowcu.
Wreszcie - nie umiem po prostu kierować tyloma ludzmi. Ale umiem
prowadzić tą swoją łupinkę znacznie lepiej, niż zrobiłby to jakikolwiek
kapitan. I chciałbym zobaczyć, jak ten "co ty wiesz" radzi sobie na
ćwiartce mapy, jak bierze namiary całym jachtem, jak z bosakiem w ręku
"bada" fajną zatoczkę, jak smaży tą nieszczęsna jajecznicę - na samotnej
6-godzinnej wachcie (bo bywają i dłuższe przeloty)... To są dwa różne
światy i tak naprawdę nie wielkość jachtu jest ważna tylko styl żeglugi.
Vide - Kuliński na "małym" jachcie, hehe :)
Chyba w Bergen cumował do nas jacht wielkości cartera - załoga: on,
ona - studenci. Nie wiedzieli nawet, że cumy się zbiera z jachtu.
"Przepraszamy, żeglujemu od niedawna". Zatopiony w porcie jacht (lód
rozsadził achter) kupili za grosze w Narwiku. Wyremontowali go, kupili
podręcznik nawigacji oraz stos map na drogę do Oslo - i po prostu
wypłyneli. Macie "inszurens"? - Nie, nie starczyło nam już pieniedzy...
No cóż, w Norwegii żeglowanie jest czynnością tak naturalną jak w Polsce
chodzenie pieszo. Co kraj to obyczaj.
Elba. Stara, sklejkowa łódź wyglądająca dokładnie jak Rambler, tylko że
z 8 m dł. Załoga - on, ona, Anglicy, chyba emeryci. Spędzali wakacje nad
Balatonem, gdzie pożyczyli jacht. Tak im się spodobało, że jacht kupili
i przewieźli na Dunaj... Gdzieś po drodze go oblaminowali celem
wzmocnienia. Jeszcze raz miejsce spotkania: Elba. O "inszurens" nawet
nie pytałem.
I jeszcze jeden wesoły motyw z rejsu gigą "around Italy". OSPREY Jacka
R. z "klubowo opływaną" załogą, spotkaliśmy ich gdzieś na południu
Włoch...
Załoga: "Przecież to giga, mazurska łódka, nie boicie się?", Jacek:
"Przywieźliście ją samochodem? Ja bym się bał. Przecież może koło
odpaść!".
I właśnie dlatego, że koło mogło odpaść, jacht był ubezpieczony.
Przepraszam, że przydługie i trochę OT, ale rozzłościł mnie ten tekst o
jachtach do utopienia.
Pozdrawiam
Cypis
> "Rejestr PRS" to wykaz jachtów objętych nadzorem PRS.
> Należy pamietać że oprócz tego są łódki objęte "nadzorem"
> ZNT/PZŻ.
Zgadza się, ale przegląd sytuacji niezły
> Nie wspominając o tych jachtach które 90% problemów
> rejestracyjnych mają za sobą - wyłącznie przez fakt
> noszenia na flagsztoku innego zestawu barw niż
> biała i czerwona..... .
Znalazłem kilku armatorów z za wschodniej granicy, widocznie
biało-czerwona jeszcze nie najgorsza :)
> Ale nie upieram się - masz zapewne rację pisząc że połowa
> (ba, pewnie więcej) morskich łódek w Polsce to jachty klubowe.
> Czyli jachty eksploatowane przez działające pod przykrywką
> klubów (sic!) sportowych, kiepskie często firmy czarterowe.
> Ale prywatnych, choćby tycich jachtów morskich z roku na
> rok zauważalnie przybywa. I to właśnie mam na myśli pisząc
> o powolnym powrocie do normalności w naszym po morzu
> żeglowaniu.
Z tych 289 łódek doliczyłem się 148 klubowych, plus kilkanaście jest
zarejestrowanych na firmy.
--
Cypis
Nie wazne, ze przydlugie wazne, ze z SENSEM.
A co do przytapiania jachtów to nie ma co się złościć a raczej śmiać a może
jeszcze bardziej współczuć właścielowi , za przeproszeniem, "klubowa
mentalność".
Pozdrawaim
Michal
Przeciętny obywatel kraju "rozwiniętego" (dla nas synonim zachodu)
przeznacza 5 do 10% swojego dochodu na ubezpieczenia. W systemie epełnej
swobody jednostki łatwo jest naruszyć czyjeś "terytorium" (szeroko
rozumianej) wolności a co za tym idzie płacić "frycowe". Jest to normalne.
Potrzeby społeczeństwa regulują rynek ubezpieczeniowy. Natomiast w sytuacji
gdy w to wszystko ingeruje państwo z całym swoim aparatem represji (w
przypadku obowiązkowych ubezpieczeń muszą być kary) społeczeństwo zaczyna
być "sługą" firm ubezpieczeniowych. (rodzi się pytanie kto dla kogo
istnieje) Na nic zdają się głosy o wielości ubezpieczycieli w sytuacji gdy
skarb państwa (przez firmy zależne) posiada 80% rynku (to u nas). Regulacje
państowe (obowiązek ubezpieczeniowy) wydają się być konieczne wyłącznie w
sytuacji gdy szkoda może mieć znaczne rozmiary finansowe, lub występuje
znaczne ryzyko obrażeń/śmierci (co sprowadza się do pkt1). Natomiast w
naszej sytuacji (jachty żaglowe) wielkośc szkód ma marginalne znaczenie a i
ryzyko "ofiar" dotyczy bardziej samego zainteresowanego ubezpieczeniem, a
nie osób trzecich.
Co do wysokości stawek.... wystarczy sprawdzić stosunek wysokość stawki/sumy
gwarancyjnej ( w przypadku OC komunikacyjnego 600 000 EURO). Jachtowe wydają
się być drogie...
To takie moje spostrzeżenia...
Hasip zwolennik_wszelkiego_rodzaju_ubezpieczeń_o_ile_nie _są_obowiązkowe
> > Bardzo mnie ciekawi, czy facet policzyl wysokosc metacentryczna :) Z
> > uwzglednieniem sloni i faktu, ze ladunek lubil sie przemieszczac :)
> >
> Ale slonie mozna karmic po nawietrznej;))))))))
Ale jak slonie dostana choroby morskiej to chodza na zawietrzna ;-)
A poza tym czy facet w ogole mial zatwierdzona dokumentacje?
Czy budowal pod nadzorem PRSu? Czy arka miala karte bezpieczenstwa?
Czy posiadala komplet srodkow ratunkowych i sygnalizacyjnych? Aktualne
mapy i locje? (pamietajmy ze w celach nawigacyjnych poslugiwal sie
golebiami!)
Czy w ogole Noe mial uprawnienia do dowodzenia taka jednostka?
Czy mial pozwolenie na przewoz zwierzat, i to gatunkow zagrozonych
wyginieciem?
No i teraz wiemy, dlaczego Noe zyl kilkaset lat - inaczej by nie
splacil tego, czym Najwyzsza Ubezpieczalnia obciazyla go za ow
pozalowania godny wypadek ;-)))))
pozdrowienia
krzys
> Dokładnie... ale obawiam się, że stoją temu na przeszkodzie dwie rzeczy.
> Jedna - to oczywiście przepisy, przede wszystkim ich skomplikowanie. Po
> Mazurach pływają setki jachtów, które kosztowały ponad 100 tys. PLN.
> Jestem przekonany, że gdyby na morzu "organizacyjnie" panowała zbliżona
> swoboda jak na śródlądziu, wielu ludzi nie tłoczyło by się na WJM tylko
> wybrało by szkiery czy sundy, kupijąc za te same pieniądze odpowiednio
> zbudowane jachty.
Ja mysle, ze nawet w tej postaci ludzie rusza na morze, za jakies 3-5
lat. Na razie sie boja. Na Zalew przyjezdzaja ludzie, ktorzy sie boja i
dajac im Carine musialem odklepywac formulke: "to takie duze jezioro, ma
swoje fochy, wiec prosze sprawdzac prognoze i nie ryzykowac. Carine ciezko
uszkodzic, wiec prosze sie nie obawiac, jakbyscie weszli na mielizne, to
jest moja komorka, wynajmie sie jakiegos rybaka i bedzie po sprawie."
Ludzie sie tym bardziej boja morza, szkierow i sundow. To bardzo zdrowa
reakcja, gwarantujaca, ze wyjda w morze z obawami i ostroznoscia. I mysle,
ze poza popularyzowaniem nie nalezy nic na sile. Jakas cywilizacja by sie
przydala w zakresie nadzorow i rejestracji - jak gosc kupuje nowy jacht,
to po co ma sie uzerac z tymi wszystkimi misiami - a nawet i uzywany, to i
tak armator i wlasciciel w trosce o wlasny tylek o niego zadba. Jak jacht
nie sluzy do czarterow, to nie widze potrzeby.
No i stopnie, choc to nie jest az taka blokada obecnie, sternik jachtowy
moze juz duzo. Docelowo nalezaloby zniesc.
> A druga... opór co poniektórych kapitanów i, za przeproszeniem, "klubowa
> mentalność".
> Tylko mile i godziny, w trakcie miesięcznego rejsu odwiedzamy max 3
> porty, z uwagą "do Londynu wchodzi kapitan!" Oficerowie, wachty,
> pierwsza porcja jajecznicy dla kapitana itd. Zawsze wychodzimy w nocy bo
> szkoda czasu (jasne, że kapitan poza wachtami). Można i tak. Nawet warto
> i trzeba to poznać. Ale można też pływać troszkę inaczej. W trakcie
> miesięcznego rejsu odwiedzić 30 portów. Nie wychodzić powyżej stanu
> morza 3 bo, taki pech, teściowa by zachorowała. Nie musieć przekazać
> jachtu X w porcie Y o godzinie Z. Itd. Niestety, z moich obserwacji
> wynika, że mało kto wie, że można pływać po morzu podobnie jak na
> Mazurach. I - uwaga - to nie kwestia umiejętności - tylko wyboru. To
> jest ta swoboda.
Mysle, ze na prywatnym jachcie to wlasciciel sam sobie ustali styl, wiec
to powyzsze rozwazanie niczemu nie sluzy.
> - Jaki masz patent?
> - St.J
> - To co ty wiesz o żeglowaniu? W dodatku - na takiej łupince?
> Prawda. Nic nie wiem. Nie umiem astro. Nie zrobię zwrotu na żaglowcu.
> Wreszcie - nie umiem po prostu kierować tyloma ludzmi. Ale umiem
> prowadzić tą swoją łupinkę znacznie lepiej, niż zrobiłby to jakikolwiek
> kapitan. I chciałbym zobaczyć, jak ten "co ty wiesz" radzi sobie na
Nie, nie poprowadzilbys lepiej. W to mi uwierz. Jakies 80% kapitanow
potrafi to, co Ty, + mase umiejetnosci innych wiecej. Z tym, ze kazdy ma
prawo uczyc sie samemu - stad wymagania stopni na jachty sa moim zdaniem
przejawe etatyzmu. "Utopia sie i kto bedzie za to odpowiadal".
> Chyba w Bergen cumował do nas jacht wielkości cartera - załoga: on,
> ona - studenci. Nie wiedzieli nawet, że cumy się zbiera z jachtu.
> "Przepraszamy, żeglujemu od niedawna". Zatopiony w porcie jacht (lód
> rozsadził achter) kupili za grosze w Narwiku. Wyremontowali go, kupili
> podręcznik nawigacji oraz stos map na drogę do Oslo - i po prostu
> wypłyneli. Macie "inszurens"? - Nie, nie starczyło nam już pieniedzy...
> No cóż, w Norwegii żeglowanie jest czynnością tak naturalną jak w Polsce
> chodzenie pieszo. Co kraj to obyczaj.
Zapewniam Cie, ze u nas, uwzgledniajac skale, takich przypadkow tez sie
znajdzie sporo i nic szczegolnego sie z tym nie dzieje. To temat na dlugie
morskie opowiesci :) Wariaci znajda sie w kazdym kraju i nie powstrzyma
ich ani ustroj, ani pieniadze :) A co najsmieszniejsze, o ile sa tylko
wystarczajacymi swirami, osiagna cel - i tylko tacy osiagaja co
trudniejsze cele.
> Przepraszam, że przydługie i trochę OT, ale rozzłościł mnie ten tekst o
> jachtach do utopienia.
No, mnie tez ;)
Hahaha, jak ja lubie z takimi pacjentami dyskutowac. :))) I znow trafiles
slapa kula w plot. Po pierwsze, wywrotka miala miejsce na treningu, gdzie
nie ma "ratownikow". Jezeli ty po wywrotce bedzxiesz sie zajmowal ratowaniem
zycia, to znaczy, ze nie masz czego szukac na wodzie. Wywrotka jest na
wodzie czyms najzwyklejszym i dla normalnego zeglarza nie niesie zadnego
zagrozenia zycia. No, czyba ze ma sie marne umiejetnosci, nie umie sie
plywac i nie ma sie zielonego pojecia o zachowaniu w sytuacjach awaryjnych.
W Twoim przypadku jestem w stanie w to uwierzyc :))))
pozdrawiam
Radwan
> > Nie wspominając o tych jachtach które 90% problemów
> > rejestracyjnych mają za sobą - wyłącznie przez fakt
> > noszenia na flagsztoku innego zestawu barw niż
> > biała i czerwona..... .
>
> Znalazłem kilku armatorów z za wschodniej granicy, widocznie
> biało-czerwona jeszcze nie najgorsza :)
Zdaje sie wyciagnales bledny wniosek. Bandera bialo-niebiesko-czerwona
jest u nas uciazliwa, kontrole GPK, celnikow, szykany... Jak ktorys
mieszka tutaj, to rejestruje pod nasza bandera.
> Czy posiadala komplet srodkow ratunkowych
No, to juz wiem skad wzial sie pomysl kamizelek ratunkowych dla psow :-))))
Pozdrowienia
Roch
-----------------
--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.rec.zeglarstwo
> > > > Z uwzglednieniem sloni
>
> > Czy posiadala komplet srodkow ratunkowych
>
> No, to juz wiem skad wzial sie pomysl kamizelek ratunkowych dla psow :-))))
wrzucili do pralki kamizelki na slonie i ustawili na 90 stopni? Mimo, ze
metka mowi stop? ;)))
> Wlodek, powiedzmy, ze na ten akurat temat wiem duzo. Wynik: wiadomy,
> sprawa, zwlaszcza w rejonowce w Elblagu: 3-4 miesiace, o to, jaki masz
> dom, sad by Cie zapytal i mialbys psi obowiazek te informacje ujawnic.
>
> Spoko, spoko. Zaplacilbys kazda zlotowke za poczynione szkody.
Zakladajac,
> ze by Cie mozna bylo zidentyfikowac (stad powinny byc dane armatora na
> rufie) i tyle.
----------------------------------
W Wawce pare lat, zwlaszcza w przypadku dorobnych sum (w porownaniu z
tymi o jakie sadza sie firmy) :(((
A potem jeszcze egzekucja... ze mnie bys nic nie sciagnal (nawet
wspomnianych spodni - komornik nie moze zajmowac m.in. ubran)
Oczywiscie zakladam zla wole (lub poprostu niewyplacalosc) sprawcy
szkody - a to drugie (pierwsze z reszta tez) jest o wiele bardziej
prawdopodobne w przypadku powaznych szkod niestety (gdybym mial pokryc
koszt puszki farby, to place od reki, a jezeli remontu kaluba... nie mam
z czego).
---------------------------------
--
Pozdroofki
=Misiek= (znany niektorym jako Stiopa ;-)
czyli Michal Hubicki
--
Serwis Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
> i musze sie
> wstydzic za jakiegos miska :(
----------------------------
Ja nic nt. Oskarda nie mowilem (przynajmniej nic merytorycznego,
zauwazylem tylko ze nazwa jakas niefartowna), ani w ogole nt. morza bo
sie nie znam... Mam nadzieje ze misiek to byla nazwa pospolita nie
wlasna ;)
> Wolnosc wyboru mozna, moim zdaniem, ograniczac TYLKO i WYLACZNIE
wtedy,
> gdy nieograniczenie jej uderza w wazne interesy innych ludzi - i gdy
waga
> tych interesow jest rowna wartoscia owej wolnosci lub ja
> przewyzsza. Koszty puszki farby czy metra maty sa pomijalnie male
wobec
> ceny wolnosci jako takiej.
----------------------------
Wybacz ale sie nie zgodze.
Po piersze primo - nie musi sie skonnczyc na puszce farby, moze np. na
dziurze w burcie
Po drugie primo ;) - z jakiej racji mam ponosic koszty (nawet
niewielkie) cudzej wolnosci i prawa do niewykupienia OC. Ofkorz jestem
pewien ze w 99% przypadkow prbl rozliczenia zalatwia sie polubownie, ale
zalozmy ze trafie na ten 1%. I co, mam bulic z wlasnej kieszeni za cudza
nieodpowiedzialnosc? I tylko nie pisz ze pozostaje mi droga sadowa, bo
wszyscy znamy realia polskiego wymiaru sprawiedliwosci. :(
> 1. Wejście na mieliznę na Zalewie Zegrzyńskim przy ujścu Bugo-Narwii
> do "Patelni";
> 2. Wejście na kamienie na Narwii pod Różanem;
> 3. Otarcie listwy odbojowej o betonową keję w Mikołajkach;
> 4. Uwalanie burty glonami w śluzie Guzianka.
> Oraz udowodnienia wszem i wobec że bedą to wyższe koszty, niż
opłacalna z
> punktu ubezpieczyciela stawka obowiązkowego OC.
--------------------------------
Drogi Tomku
Zaczynam odnosic wrazenie ze cos Ci sie pozajaczkowalo. Otoz OC
(niewazne czy obowiazkowe czy nie) _nie_grarantuje_ Ci zwrotu kosztow w
zadnym z ww. przypadkow (ani w wypadku Solarisa). Ubezpieczenie "od
odpowiedzialnosci cywilnej" gwarantuje odszkodowanie dla osoby ktorej Ty
ewentualnie wyrzadzisz szkode, a Tobie to ze nie bedziesz za nia placil
z wlasnej kieszeni (pomijajac ewentualna utrate znizek/podwyzke stawki)
Przepraszam za truizm, ale widze ze sporo osob (nie chce wnikac czy
swiadomie czy nie) myli "obowiazkowe OC" z "obowiazkowym ubezpieczeniam
jachtu >od wszystkiego<" i znaczna czesc argumentacji przeciw temu
pierwszemu rozwiazaniu, odnosi sie do tego drugiego.
--------------------------------
> A jeśli chodzi o niebezpieczeństwo staranowania jachtu przez pijanego
> motopompiarza - to niebezpieczenstwo potrącenia rowerzysty przez
samochód nie
> jest jak dotąd powodem aby obowiązkowym OC obciążać rowerzystów -
obciąża się
> nim samochodziarzy.
-------------------------------
Argumentacja jw. Wlasnie obowiazkowe OC tego motopompiarza gwarantyje Ci
odzyskanie pieniedzy za szkode
-------------------------------
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
--
Jaromir Rowiński
jar...@chelmnet.pl
pozdrawiam
Hasip_zaraz_się_rozpłaczę
> Użytkownik Jacek Kijewski pisze:
> > "do Amsterdamu doplynac choc raz..."
> > --
> "Bo najcwańsze dziewczę jakie znam
> co gadam dobrze zważ !
> Najcwańsze dzieweczę jakie znam
> przebywa w mieście Amsterdam..... "
oj, tego nie moge potwierdzic, cwanych dziewczat tu i tam troche jest ;)
"ma w kazdym porcie narzeczona..."
Pozdrawiam !
Hasip_oczekujący_możliwości_napicia_się_piwa
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
.....Nawet inteligentni nie są zdecydowani co do tego, co jest czynem a co
bezczynem. Więc wytłumaczę ci teraz czym czyn jest, a posiadłszy wiedzę,
wyzwolony będziesz od złego losu.
Niełatwo zrozumieć jest zawiłości działania. Należy posiąść właściwą wiedzę
o tym, czym jest czyn, co to jest czyn zakazany i czym jest bezczyn......
:)))
Hasip
> poważne szkody,
> jakie mogą oni wyrządzić, nie mieszczą się już w mojej wyobraźni. To
przecież
> mioi adwersarze z Radwanem na czele domagają się aby od OC przymusowo
> ubezpieczyć ŻEGLARZY.
---------------------------
Zapewniam Cie ze nie musze wcale sobie wyobrazac, bo sam widzialem
skuteczne zdemolowanie silnika i steru przez Tango. Zgodzisz sie ze nie
jest to szkoda drobna (przynajmniej dla mnie by nie byla). Zgoda -
Orionem trudniej - ale przy odpowiednim stopniu jalopstwa tez da sie
kuku zrobic. Ofkorz nie dotyczy to Ciebie, ale jak oceniac kto jest
wystarczajaco dobrym zeglazem by nie palacic OC? Filozofia obowiazku
ubezpieczania sie od odpowiedzialnosci cywilnej sprowadza sie do
zalozenia ze "kazdemu moze sie zdarzyc" i w gruncie rzeczy nie jest taka
glupia. Mozna sobie wyobrazic sytuacje awarii w najmniej odpowiednim
momencie i tak niekorzystny zbieg okolicznosc ze najlepszy zeglarz nic
nie pomoze i cos komus uszkodzi. W koncu Holowczyc jak wyjezdza
prywatnym samochodem na miasto tez musi miec OC, a chyba umiejetnosci
prowadzenia samochodu nikt nie zakwestionuje :)
----------------------------
> I odnoszę wrażenie, że chcą, aby potencjalne ofiary
> solidarnie ponosiły koszty wraz z potencjalnymi sprawcami szkód.
----------------------------
Przede wszystkim: nie demonizujmy tych kosztow, to naprawde nie beda
porazajace sumy, a po wprowadzeniu obowiazkowego OC teoretycznie powinny
nawet spasc (efekt skali), chyba ze zalozymy zmowe kilkunastu TU, ale to
juz podjezdza spiskowa teoria dziejow. Aha - z faktu ze PZU ma
dominujaca poz. na rynku samochodowego OC i praktycznie dyktuje ceny (bo
pozostale TU czekaja co ono zrobi i w zaleznosci od tego modyfikuja
cenniki) nie oznacza ze w przypadku jachtow musi byc tak samo. Tylko od
nas zalezy gdzie sie ubezpieczymy.
---------------------------
> A ja oczywiście nie mam nic przeciwko przymusowemu ubezpieczeniu od OC
tych,
> którzy istotnie mogą spowodować znaczną szkodę, jak np. wspomnianych
> motopompiarzy, bo wędkarskie łódki z małymi silniczkami to
pozostawiłbym w
> spokoju.
----------------------------
No i wlasnie - pojawia sie prbl - ktora jednostka moze wyzadzic "znaczna
szkode". Nie daj Bog zeby mial to arbitralnie oceniac jakis inspektor
czy inny urzedas, bo to kolejne pole do korupcji. Oczywiscie nalezaloby
wprowadzic jakas granice (wielkosci? wagi? czego innego? to mat. do
dyskusji) zeby uniknac absurdow w stylu "OC od pontonu plazowego".
----------------------------
> ps. postaraj się przyjść na SIZ w tym tygodniu - może tym razem
rozmowa nam
> się "sklei" ;-)
----------------------------
Raczej dopiero pod koniec miesiaca, lub na pocz. przyszlego :-(((
----------------------------
--
Pozdroofki
=Misiek= (znany niektorym jako Stiopa ;-)
czyli Michal Hubicki
--
Serwis Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
CIACH>
Możemy stać się żeglarskim ZBiR-em, jeśli przyjdzie derektywa, aby
> wykorzystując instrument np. obowiązkowych OC uczynić z żeglarstwa
rozrywkę
> dla wybranych
I tu jest wlasnie pies pogrzebany. Na calym swiecie zeglarstwo jest sportem
elitarnym (podobnie jak polityka). Biora sie za nie ludzie, ktorych na to
stac. U nas - pelen socjalizm. "Wszyscy do zagli"- urawnilowka w najlepszym
tego slowa znaczeniu. Jak sie jest golasem i kogos nie stac na ubezpieczenie
jachtu ( obowiazkowe czy nie), to niech sie wezmie za ..tenis czy cokolwiek,
gdzie i sprzet jest tanszy i wydatki mniejsze. Nigdzie nie jest powiedziane,
ze wszyscy musza zeglowac.
pozdrawiam
Radwan
> pozdrawiam
> Tomek Janiszewsk>
> Porownania do samochodow nie nalezy stosowac poniewaz w sposob jaskrawy
> i trudny do obalenia obnazaja slabosc argumentow przeciwnikow
> obowiazkowego OC, czyz nie tak?
Ciekawe, ciekawe....
Tylko proszę nie rozwijaj tego wątku.;)
Hasip
Dzieki, może dzięki Tobie różnica między OC a "casco" co do niektórych
dyskutantów dotrze :-))))) Mam taką nadzieję.... .
> -------------------------------
> Argumentacja jw. Wlasnie obowiazkowe OC tego motopompiarza
> gwarantyje Ci odzyskanie pieniedzy za szkode
> -------------------------------
Gwarantuje to obowiązujące Prawo. Mi to wystarcza, choć w temacie
"motopompiarzy" mam, przyznaję się bez bicia, spore wątpliwości..... .
Tyle że wątek zdryfował nam raczej w kierunku nader bliskich i
realnych
planów obciążenia _wszystkich_ kierujących łódkami obowiązkiem
wykupienia OC. Idę o zakład, że stara gwardia z Chocimskiej w trakcie
wprowadzania tego kolejnego "świetnego" pomysłu zafunduje nam
"przy okazji" obowiązek rejestracji, atestacji, związane z tym opłaty
i swój własny na nie monopol czy obowiazkowe płatne pośrednictwo... .
A stały dopływ kasy plus następny pozyskany monopol pogłębią
tylko petryfikację Arcyzwiązunia..... .
Dlatego pozostaję w nadziei że obowiązek OC "nie przejdzie".
--
Jaromir Rowiński
jar...@chelmnet.pl
-----------------------------------
Ze swobodą żeglowania jest trochę jak z ciążą -
- nie można być trochę w ciąży. Albo się jest - albo nie.
-----------------------------------
GG 1870923
> > A jeśli chodzi o niebezpieczeństwo staranowania jachtu przez pijanego
> > motopompiarza - to niebezpieczenstwo potrącenia rowerzysty przez
> samochód nie
> > jest jak dotąd powodem aby obowiązkowym OC obciążać rowerzystów -
> obciąża się
> > nim samochodziarzy.
> -------------------------------
> Argumentacja jw. Wlasnie obowiazkowe OC tego motopompiarza gwarantyje Ci
> odzyskanie pieniedzy za szkode
wlasnie. Poniewaz motopompa jest w stanie spowodowac wypadek bolesny w
skutkach, zwlaszcza w odniesieniu do zycia i zdrowia ludzkiego, to mozna
mowic o ubezpieczeniach motopomp. Ale to juz problem marynarki wojennej*,
jak to pewien porucznik odpowiedzial na pytanie, ze jezeli to ziemia
przyciaga pociski, to czemu wpadaja np. do morza.
*) a konkretnie PZMWiNW
> I tu jest wlasnie pies pogrzebany. Na calym swiecie zeglarstwo jest sportem
> elitarnym (podobnie jak polityka). Biora sie za nie ludzie, ktorych na to
> stac. U nas - pelen socjalizm. "Wszyscy do zagli"- urawnilowka w najlepszym
> tego slowa znaczeniu. Jak sie jest golasem i kogos nie stac na ubezpieczenie
> jachtu ( obowiazkowe czy nie), to niech sie wezmie za ..tenis czy cokolwiek,
> gdzie i sprzet jest tanszy i wydatki mniejsze. Nigdzie nie jest powiedziane,
> ze wszyscy musza zeglowac.
Celem wprowadzenia elytarnosci proponuje wprowadzic podatek 10 tys. zl od
kazdego omegowego sciganta. Po pierwsze, odpadna ci, co ich nie stac, na
starcie bedzie mniej, latwiej wygrasz. Po drugie, zalata sie dziure
budzetowa. Po trzecie, wszyscy beda elytarni, ze ja p...le. No i po
kolejne, spoleczenstwo przezyje kolejnego kopa w twarz (po deklaracjach
majatkowych, winietach i innych takich) bez wiekszego szemrania (kogo tam
omeganci obchodza) i bedzie mozna wprowadzic kolejne daniny... np. od
finnistow. Potem 49-row itd.
Chyba Cię nie przekona... bo właśnie (sam nie wiedząc) zamknął logiczną
pętlę absurdu własnych dywagacji....
sądownictwo cywilne ma pewne niedoskonałości --> wprowadzamy więc
obowiązkowe OC mające to wyeliminować ---> w przypadku szkody gdy
ubezpieczyciel ma inne zdanie (dot zakresu i przedmiotu lub sprawcy szkody)
niż ubezpieczony i ----> proponuje (jeśli nie przyjmiemy jego stanowiska)
postępowanie przed sądem cywilnym.....
Może więc ubezpieczenie z tytułu nie otrzymania odszkodowania.......
Hasip
tłumaczenie o korzyściach z obowiązkowego OC przypomina mi oświadczenia
min.finansów: "podatki nie zostaną podwyższone,.........,prognozuje się
wzrost wpływów z tytułu podatków"
> Użytkownik "Jacek Kijewski" <ja...@sail-ho.pl> napisał w wiadomości
>
> > i musze sie
> > wstydzic za jakiegos miska :(
> ----------------------------
> Ja nic nt. Oskarda nie mowilem (przynajmniej nic merytorycznego,
> zauwazylem tylko ze nazwa jakas niefartowna), ani w ogole nt. morza bo
> sie nie znam... Mam nadzieje ze misiek to byla nazwa pospolita nie
> wlasna ;)
Ops, przepraszam. Pospolita, oczywiscie.
> Użytkownik "Jacek Kijewski" <ja...@sail-ho.pl> napisał w wiadomości
>
> > Wlodek, powiedzmy, ze na ten akurat temat wiem duzo. Wynik: wiadomy,
> > sprawa, zwlaszcza w rejonowce w Elblagu: 3-4 miesiace, o to, jaki masz
> > dom, sad by Cie zapytal i mialbys psi obowiazek te informacje ujawnic.
> >
> > Spoko, spoko. Zaplacilbys kazda zlotowke za poczynione szkody.
> Zakladajac,
> > ze by Cie mozna bylo zidentyfikowac (stad powinny byc dane armatora na
> > rufie) i tyle.
> ----------------------------------
> W Wawce pare lat, zwlaszcza w przypadku dorobnych sum (w porownaniu z
> tymi o jakie sadza sie firmy) :(((
W Wawce pare lat. I to nalezy zmieniac, a nie wprowadzac obowiazkowe OC. I
urzad nadzoru nad jachtowymi OC, wielka biurokratyczna maszyne rejestracji
jachtow itd. To lepiej te srodki przeznaczyc na sady.
> A potem jeszcze egzekucja... ze mnie bys nic nie sciagnal (nawet
> wspomnianych spodni - komornik nie moze zajmowac m.in. ubran)
Spokojnie, spokojnie. Majatkiem obecnym i przyszlym. Jezeli masz zamiar te
same spodnie nosic najblizsze 10 lat (przedawnialnosc roszczen), to prosze
bardzo. Kup sobie nowe, dluzej wytrzymaja ;)
Ja wiem, ze istnieja ludzie, ktorzy latami migaja sie przed komornikiem,
ale to sa wyjatki - zwlaszcza wsrod zeglarzy, o posiadaczach jachtu nie
wspominajac. Zaznaczam, ze scigaloby sie wlasciciela jachtu - i to by
rozwiazalo problem.
> Oczywiscie zakladam zla wole (lub poprostu niewyplacalosc) sprawcy
> szkody - a to drugie (pierwsze z reszta tez) jest o wiele bardziej
> prawdopodobne w przypadku powaznych szkod niestety (gdybym mial pokryc
> koszt puszki farby, to place od reki, a jezeli remontu kaluba... nie mam
> z czego).
Prawdopodobienstwo, ze zrobisz cos wiecej, niz dziure w burcie, jest
znikome. A dziure w burcie zalatam z uzyciem metra maty, litra zywicy,
suszarki, szlifierki, troche papieru i topkotu.
Oczywiscie wlasciciel nowiutkiego, slicznego jachtu moze sie obawiac o to,
ze jednak nie, ale tak czy inaczej, ma mozliwosc scignac sprawce, a po
drugie, i tak wykupuje AC. Oczywiscie, jego dyskomfort sie powieksza,
jezeli kupuje AC dlatego, ze czuje sie zagrozony wjechaniem w burte, ale
AC kupuje, bo zlamanie masztu, wjechanie na kamienie, wypadek podczas
transportu itd. Same zderzenia i uszkodzenia od innych jachtow to sladowy
procent.
> Użytkownik "Jacek Kijewski" <ja...@sail-ho.pl> napisał w wiadomości
>
> > Wolnosc wyboru mozna, moim zdaniem, ograniczac TYLKO i WYLACZNIE
> wtedy,
> > gdy nieograniczenie jej uderza w wazne interesy innych ludzi - i gdy
> waga
> > tych interesow jest rowna wartoscia owej wolnosci lub ja
> > przewyzsza. Koszty puszki farby czy metra maty sa pomijalnie male
> wobec
> > ceny wolnosci jako takiej.
> ----------------------------
> Wybacz ale sie nie zgodze.
> Po piersze primo - nie musi sie skonnczyc na puszce farby, moze np. na
> dziurze w burcie
<katarynka> Zalatanie dziury w burcie kosztuje 100, 1000 czy 10 000
zl. Nie jest to kwota, jakiej by sie nie dalo sciagnac z wlasciciela
jachtu </katarynka>
> Po drugie primo ;) - z jakiej racji mam ponosic koszty (nawet
> niewielkie) cudzej wolnosci i prawa do niewykupienia OC. Ofkorz jestem
> pewien ze w 99% przypadkow prbl rozliczenia zalatwia sie polubownie, ale
> zalozmy ze trafie na ten 1%. I co, mam bulic z wlasnej kieszeni za cudza
> nieodpowiedzialnosc? I tylko nie pisz ze pozostaje mi droga sadowa, bo
> wszyscy znamy realia polskiego wymiaru sprawiedliwosci. :(
Ty za to nie znasz realiow ubezpieczalni. Na PZU czekam juz 3 miesiac i
poczekam pewnie dluzej. W miedzyczasie musialem obdzwonic 6 inspektoratow,
zrobic dziekie chryje tu i tam, oblezc stado urzedow i wyhodowac sobie
wrzody zoladka.
A jezeli masz do wyboru przymusowe OC, to nie wolisz kupic dobrowolnego OC
i to, co zostanie (przymusowe skladki na pewno poszybuja w
gore) przeznaczyc na AC? I tak bedziesz do przodu ;)
> Użytkownik "Jacek Kijewski" napisał:
>
> > Wolnosc wyboru mozna, moim zdaniem, ograniczac
> > TYLKO i WYLACZNIE wtedy, gdy nieograniczenie jej
> > uderza w wazne interesy innych ludzi - i gdy waga
> > tych interesow jest rowna wartoscia owej wolnosci lub ja
> > przewyzsza. Koszty puszki farby czy metra maty sa
> > pomijalnie male wobec ceny wolnosci jako takiej.
> ----------------------------
> Wybacz ale sie nie zgodze.
> Po piersze primo - nie musi sie skonnczyc na puszce farby,
> moze np. na dziurze w burcie
Słuchaj - nie widziałem tej twojej "dziury" przez trzydzieści
kilka sezonów na wodzie. Tak na śródlądziu jak na Zatoce.
Może więc ogranicz obowiązek OC do WJM i ew. Zegrza,
skoro uważasz że tam taki horror... .Byłem na WJM ze trzy
razy - nie jestem więcej zainteresowany i to nie z powodu
powszechności kolizji bynajmniej. Wody tam jakoś mało... .
BTW - jak kto się boi że brakiem umiejętności komuś "dziurę"
uczyni i na dodatek nie ma ochoty za swój brak umiejętności
płacić to droga wolna - niech się już dziś od OC dobrowolnie
ubezpiecza. Albo niech zajmie się haftowaniem. Bezpieczniej
jakby.... . Cieplej, zero stresu, kapcie wygodne.... .
Ale mnie niech do takowej bzdury niech nie przymusza !!!!
> Po drugie primo ;) - z jakiej racji mam ponosic koszty (nawet
> niewielkie) cudzej wolnosci i prawa do niewykupienia OC.
> Ofkorz jestem pewien ze w 99% przypadkow prbl rozliczenia
> zalatwia sie polubownie, ale zalozmy ze trafie na ten 1%.
> I co, mam bulic z wlasnej kieszeni za cudza nieodpowiedzialnosc?
Tak - takie masz zainteresowania, taki akwen wybrałeś, dlatego
musisz ponieść (na sródlądziu minimalne, tak finansowo jak
pod względem prawdopodobienstwa wystąpienia) ryzyko.
Zamiennie o kapciach już było. Możesz też wykupić groszowe
w tej chwili AC. Jak Ci nawet to minimum ryzyka nie w smak..... .
Tylko po co żeglujesz, kiedy pragniesz się od wszelkich ryzyk
ubezpieczać..... Wiesz, żeglowanie jest (też) nieobowiązkowe.. .
Akwarystyka na przykład jest bezpieczniejsza. Ubezpieczysz
sobie akwarium, w promocji roślinki i pompkę .... .
Ale rybkom koniecznie wprowadź obowiązkowe OC :-)))
>I tylko nie pisz ze pozostaje mi droga sadowa, bo
> wszyscy znamy realia polskiego wymiaru sprawiedliwosci. :(
I może przekonasz mnie że doskonałą protezą niedoskonałości
polskiego sądownictwa w sprawach cywilnych będzie wlaśnie
obowiązkowe OC..... .
To jeszcze może zaproponuj mi OC od leżenia - na plecach.
Można wszak tak leżąc (niechcący, przez sen) ojcem zostać.
A to są dopiero poważne koszty :-)))))
Ahoj !
--
Jaromir
(posiadacz karty do bankomatu ze skromnym limitem
dziennym 1kPLN, pokrywającym 99% potencjalnych szkód
wynikających ze zdarzenia tak dlań nieprawdopodobnego
jak kolizja jachtów żaglowych z jego udziałem. I w związku
z powyższym programowo nieubezpieczony.)
Po przeczytaniu tego dramatu w trzech aktach każdy może być niebezpieczny.
(literature wykładasz ?)
Hasip_Trzeba_mi_byka,_rydwanu,_bezbrzeżnych_pól_i_twoich_niebieskich_oczu...
...
Czujesz już mam nadzieję różnicę, czyż nie tak..... ???
Ahoj !
--
Jaromir Rowiński
> Zapewniam Cie ze nie musze wcale sobie wyobrazac, bo sam widzialem
> skuteczne zdemolowanie silnika i steru przez Tango. Zgodzisz sie ze nie
> jest to szkoda drobna (przynajmniej dla mnie by nie byla). Zgoda -
> Orionem trudniej - ale przy odpowiednim stopniu jalopstwa tez da sie
> kuku zrobic. Ofkorz nie dotyczy to Ciebie, ale jak oceniac kto jest
> wystarczajaco dobrym zeglazem by nie palacic OC? Filozofia obowiazku
> ubezpieczania sie od odpowiedzialnosci cywilnej sprowadza sie do
Qrde, Misiek, ostatnio jak Cie w Gniezdzie Pijakow widzialem, to
wygladales umiarkowanie przytomnie i machales mi kuflem nad glowa. Jakbys
mi tym kuflem przydzwonil, to moglbym Cie przeciez o odszkodowanie
scignac. Moja glowa jest wazniejsza, niz (prosze Tomka o wybaczenie) jakis
Orion. A przed chwila sam powiedziales, ze nie ma czego z Ciebie
zlicytowac.
Zatem uwazam, ze powinno sie wprowadzic obowiazkowe ubezpieczenie od
skutkow picia piwa w Gniezdzie Pijakow.
Jest tylko jeden szkopul: jezeli wypadek zdarzy sie po pijaku, to z
ubezpieczeniem sa problemy.
Zatem drugi przepis proponuje: zakaz picia alkoholu w Gniezdzie Piratow.
Wszyscy beda zadowoleni i beda sie bawili, ze hej.
> Przede wszystkim: nie demonizujmy tych kosztow, to naprawde nie beda
> porazajace sumy, a po wprowadzeniu obowiazkowego OC teoretycznie powinny
> nawet spasc (efekt skali), chyba ze zalozymy zmowe kilkunastu TU, ale to
> juz podjezdza spiskowa teoria dziejow. Aha - z faktu ze PZU ma
> dominujaca poz. na rynku samochodowego OC i praktycznie dyktuje ceny (bo
> pozostale TU czekaja co ono zrobi i w zaleznosci od tego modyfikuja
> cenniki) nie oznacza ze w przypadku jachtow musi byc tak samo. Tylko od
> nas zalezy gdzie sie ubezpieczymy.
Owszem. Ubezpieczenie za Oriona powinno pewnie byc wiec na poziomie
ubezpieczenia jakiegos samochodu w zblizonej wartosci, dajmy na to 5-8
tys. zl: czyli na poziomie 1000 zl rocznie. W stosunku do obecnych bedzie
to jakies 2000% wzrostu.
> No i wlasnie - pojawia sie prbl - ktora jednostka moze wyzadzic "znaczna
> szkode". Nie daj Bog zeby mial to arbitralnie oceniac jakis inspektor
> czy inny urzedas, bo to kolejne pole do korupcji. Oczywiscie nalezaloby
> wprowadzic jakas granice (wielkosci? wagi? czego innego? to mat. do
> dyskusji) zeby uniknac absurdow w stylu "OC od pontonu plazowego".
Jak na razie zdarzaja sie dwa wypadki na sezon, ktore naprawde maja
przykre skutki. To jest mniej, niz wsrod ludzi przechodzacych pod
np. soplami z lodu na dachu.
Problem jest wydumany. A rozkrecany w innych celach, niz zapewnienie
powszechnej szczesliwosci na wodzie.
Żywych jaszczurów napiętnowane mordy
Gęgają w rudą przestrzeń bezimiennej planety.
Pokarbowane w mękę nadistnień,
Poząbkowane w niemowlęce fałdki,
Pofałdowane w starcze uzębienia,
Żywych morderców żałobne sztylety,
Obrzmiałych serc pożądaniem gnane,
Dobiegają do tamtej mety:
Do węzłowego punktu hyperbolicznej komety.
W starczych uzębień klawikordy
Pcham słowa zmiażdżone, rozkwaszone żarem.
Padło potwora, utłuczone na rozstaju,
Wyżera pępek sobie i małym ptaszkom świdruje otwory w tęczowych
skrzydełkach.
Znam to dobrze.
Hasip
>
>
>
> Przede wszystkim: nie demonizujmy tych kosztow, to naprawde nie beda
> porazajace sumy, a po wprowadzeniu obowiazkowego OC teoretycznie powinny
> nawet spasc (efekt skali),
?????????????????
>Aha - z faktu ze PZU ma
> dominujaca poz. na rynku samochodowego OC i praktycznie dyktuje ceny (bo
> pozostale TU czekaja co ono zrobi i w zaleznosci od tego modyfikuja
> cenniki) nie oznacza ze w przypadku jachtow musi byc tak samo.
Potrafisz TO rozwinąć??????????????????????
> > A ja oczywiście nie mam nic przeciwko przymusowemu ubezpieczeniu od OC
> tych,
> > którzy istotnie mogą spowodować znaczną szkodę, jak np. wspomnianych
> > motopompiarzy, bo wędkarskie łódki z małymi silniczkami to
> pozostawiłbym w
> > spokoju.
Jesteś za obowiązkowym OC czy nie ??????????????????????????
Jak wszyscy to wszyscy. Zółtego gumiaka mojej córki też....
> Nie daj Bog zeby mial to arbitralnie oceniac jakis inspektor
> czy inny urzedas, bo to kolejne pole do korupcji. Oczywiscie nalezaloby
> wprowadzic jakas granice (wielkosci? wagi? czego innego? to mat. do
> dyskusji) zeby uniknac absurdow w stylu "OC od pontonu plazowego".
Socjalizm tak wypaczenia nie !!!!
Chyba tym optymistycznym akcentem można zamknąć Twój wywód.
Hasip
> Użytkownik "Jacek Kijewski" <ja...@sail-ho.pl> napisał w wiadomości
> >
> > Samochod -> kiedys przyjelismy zalozenie, ze porownan z samochodow nie
> > stosujemy. Jezeli chcesz powtorzenia wengi-wengi powodow, dla ktorych
> nie
> > nalezy stosowac, to...
> >
> --------------------------------------
> Porownania do samochodow nie nalezy stosowac poniewaz w sposob jaskrawy
> i trudny do obalenia obnazaja slabosc argumentow przeciwnikow
> obowiazkowego OC, czyz nie tak?
> --------------------------------------
Porownania do samochodow nie nalezy stosowac, poniewaz w przypadku
samochodow kluczowe jest zabezpieczenie interesow ofiar wypadkow, w
szczegolnosci kosztow leczenia, rent i innych odszkodowan - ktore to sumy
przerastaja zazwyczaj mozliwosci sprawcow. W dodatku zjawisko to jest i
stosunkowo, i bezwzglednie czeste.
W przypadku jachtow takie zjawisko nie zachodzi.
Czyz nie tak?
Madrej glowie dosc dwie slowie. A niektorym i 10x powtorzyc to za malo.
--
Jako ze bezczynem czynu nie zbudujesz
pozostawiajac za soba zgliszcza jedynie
jako tez pustke bezimienna bez rzeczy nazwania
zatem idz zanurz sie w swojej malignie
nizli tutaj umysly proste sprowadzasz na bezdroza bytu pustego.
bez slonca bez gwiazd i bez celu przed soba.
Taka im tedy szykujesz zaglade?
A wszystko niewinnie zaczete od struny wiatru
posrod karlskronskich kamieni...
Pozdrowienia - Jarek
PS i basta proponuje, bo inaczej na jednym pollitrze sie dzisiaj nie skonczy
Najlepiej czytać w Amsterdamie ?
Hasip
Hasip_dziwki_w_majonecie..._sturba_twoja_suka_mać_zaprzała
Hasip
> >> > Hasip_Trzeba_mi_byka,_ry
> > dwanu,_bezbrzeżnych_pól_i_twoich_niebieskich_oczu...
> > > ...
> > Bogdan_od_mozgu_do_reki_wiedzie_drucik_nie_nerw_
> > _Jestes_system_mechanicznie_doskonaly
> >
> Podobno Witkacego najlepiej czytać w takim stanie w jakim On tworzył....
za samo posiadanie dostaniesz 3 lata.
--