Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

HONDA BF2

250 views
Skip to first unread message

Kamil Dziwisz

unread,
Jan 16, 2003, 8:05:14 PM1/16/03
to
Witam,
Czy ktos może się ze mna podzielić doświadczeniem z użytkowania silnika
Honda BF2 - 4-suw 2 KM ?
A może Yamaha 2,5?
CHcialbym przed nowym sezonem wybrac spomiedzy tych dwoch.
Co do nowosci Hondy zdania są na tyle podzielone, że chetnie wyslucham
kazdego glosu.
pozdrawiam


Tomek Janiszewski

unread,
Jan 17, 2003, 2:58:05 AM1/17/03
to
Kamil Dziwisz <ka...@wp.pl> napisał(a):
Witam. Musiałem się odezwać, bo kol. Michał Przestrzelski i tak zapewne
wywołałby mnie do tablicy, jak juz kiedyś ;-)
W 2001 r. zakupiłem taki własnie model Hondy: nową wersję (z długą kolumną),
chłodzoną powietrzem, z obudową bardziej "baniastą" w porównaniu z poprzednią.
Istotną innowacją było zastosowanie sprzęgła odsrodkowego, w odróżnienu
od "sztywno" sprzężonej śruby z silnikiem w poprzedniej, "kanciastej" wersji.
Co prawda powoduje to pewną niedogodność: po zapaleniu silnik wchodzi
na "marszowe" obroty i zaczyna napędzać łódkę, ale szybkie zredukowanie gazu
na minimum rozłącza napęd, a tak krótki "impuls" szarpie łódką tylko ledwo
zauważalnie. Za to potem uwidaczniają się zalety takiego rozwiązania:
załączanie i odłączanie napędu wymaga operowania wyłącznie gazem. Yamaha 2,5
ma tradycyjną "nieautomatyczną" dżwignę biegu. W krytycznej sytuacji, gdzy
zaszła konieczność nagłego zahamowania jachtu, zdążyłem zmniejszyć gaz,
odwrócić Hondę o 180st i zahamować dając duży gaz bezpiecznie wyhamować.
Oba silniki nie mają biegu wstecznego; jest on "improwizowany" przez obrót o
180st, co powoduje automatyczne zablokowanie kolumny (dzięki czemu nie
dostaniesz "chlapa" w twarz ;-) )
Eksploatowałem silnik przez jeden sezon: na pocz. lipca 2001r zaprowadziłem
na z Zegrza na Mazury klubowego Oriona. Z Zegrza do Piszu płynąłem równo 4
doby, po ok. 10 godzin dziennie. Na ogół wykorzystywałem 2/3 gazu; zatem była
pewna rezerwa, zwłaszcza że 4-suwy pracują ekonomicznie w całym zakresie
prędkości. Na cała trasę zużylem 30 litrów bezołowiowej benzyny LO95. Po
dwóch tygodniach przerwy odbyłem rejs po WJM. Na przejście Orionem kanałów
(łącznie z Szymonem, Kotkiem i Tałtowiskiem) zużywałem poniżej 1 litra, i
jeszcze wystarczało na Kulę i mosty w Mikołajkach. Silnik zapalał łatwo.
Przez cały sezon nie trzeba było czyścić świecy - kolejna oczywista zaleta 4 -
suwów.
Potek niestety utraciłem dostęp do klubowego jachtu, a przez cały ubiegły
sezon nie zdążyłem odbudować własnego nabytego w tragicznym stanie. Zatem
silnik odpaliłem tylko kontrolnie, oczywiście w odpowiedniej kadzi.
Przetrzymywany przez 4 mies. od zakończenia rejsu do pierwszego przeglądu
gwarancyjnego bez jakichkolwiek posezonowych zabiegów konserwacyjnych, a
nastepnie nieużywany przez niemal rok zapalił równie łatwo jak nowy.
Dalszych doświadczeń nabędę w nadchodzącym sezonie.
Mogę jeszcze dodać, że nie mam najmniejszych kłopotów z jego przechowywaniem:
trzymam go w... mieszkaniu. W odróznieniu od dwusuwów nie śmierdzi on
resztkami przypalonego oleju.
Jedynym niedostatkiem jest brak filtru oleju (z uwagi na proste smarowanie
rozbryzgowe). Powoduje to konieczność wymiany oleju po 50h pracy, co
odpowiada rejsowi z Zegrza na Mazury) Po wymianie oleju można pływać po
jeziorach uzywając silnika z umiarem jak na żeglarza przystało aby następnie
nie wymieniając juz oleju spłynąć z prądem do Zegrza, a olej wymienic po
sezonie. To samo dotyczy Yamahy 2,5. Honda dopuszcza samodzielną wymianę
oleju, toteż serwisowanie silnika w Giżycku nie jest konieczne. Nie wiem jak
jest z Yamahą; znajomy twierdził, że dla wymiany oleju w spodzinie dwusuwowej
Yamahy 4 po okresie docierania musiał oddać silnik do serwisu.
Chłodzenie powietrzem, choć zwiększa nieco gabaryty silnika, ma tez swoje
zalety: nie trzeba go stale pilnować, czy nie zapchało się kapuchą, np przed
samym Piszem.
Wbrew pozorom plastikowa śruba okazuje się wytrzmała; nic się nie stało, gdy
przez nieuwagę "skrzyzowałem" z nia płetwe sterową. W komplecie są zresztą po
dwa kliny i zawleczki.
I jeszce jedno: ZTCW tylko Honda daje czteroletnią gwarancję.
Totez mogę z czystym sumieniem polecić Hondę, zwracając jedynie uwagę na
celowość zakupu silnika w wersji ze sprzęgłem (istnieje też wykonanie bez
sprzęgła, mozna to łatwo rozpoznac przed zakupem, pokręcając śrubą). Jeśli
zawieszony na pantografie silnik znajduje sie daleko od kokpitu, warto wybrać
silnik z gazem w rumplu, nie na obudowie. Te dodatki oczywiście nieco
kosztują, ale i tak Honda 2 jest o jakieś 30% tańsza od Yamahy 2,5.
Pozdrawiam i chętnie zapoznam się z opiniami uzytkowników Yamahy
Tomek Janiszewski

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/

Kamil Dziwisz

unread,
Jan 17, 2003, 3:48:42 AM1/17/03
to


Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź .
Jestem zdecydowany na zakup tego właśnie silnika, ze względu na niską wagę -
dla mojej Cariny róznica kilku kilogramow na pawęży to kwestia ciągnięcia,
albo i nie - wału wody za rufą.
Jak z Twojego postu wynika, a potwierdza to moje przypuszczenia, 2 KM
spokojnie wystarczy na mazurskie, a nawet i rzeczne pływanie ( silnik
używany w sytuacjach awaryjnych, manewry portowe, przejscie kanałów rzek
itp.).
Jedyne co mnie niepokoi to sprawa biegów.
Zdecydowany jestem na wersję "C" - tzn z biegiem wprzód i neutralnym.
Miałem 1 raz do czynienia z silnikiem bez biegu neutralnego i z obrotem o
360 ( Volvo) i powiedzialem sobie wtedy - nigdy wiecej. Koszmarne było
odpalanie silnika w śluzie Guzianka i manewry "bez luzu" przy wejściu do
śluzy - w tłoku - możesz to sobie wyobrazić :-(.
Honda kusi mnie tym, że jest 4-suwem, lekka, mało pali i ma "LUZ".
Z Twojego opisu wynika jednak, że "luz" w Hondzie polega na odłączeniu
sprzęgła odśrodkowego już po odpaleniu przez zredukowanie obrotów.
Czy zatem producent nie przewidział jakichś granicznych obrotów przy
uruchomieniu, przy których silnik nie szarpie do przodu?
I kolejne pytanie.... czy w praktyce sprzegło odśrodkowe jest na tyle
skuteczne, że np po odpaleniu w śluzie bedzie sobie "pyrkał" na wolnych
obrotach czekając na "dodanie gazu" i nie zgaśnie przy tym????
Jako praktyk rozumiesz już zapewne moje obawy. Czy mógłbyś
jeszcze dorzucić dwa słowa, aby je rozwiać?
I jeszcze jedno - czy śruba jest faktycznie plastikowa??
pozdrawiam serdeczne
kamil

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 17, 2003, 4:16:44 AM1/17/03
to
Kamil Dziwisz <ka...@wp.pl> napisał(a):
> Jestem zdecydowany na zakup tego właśnie silnika, ze względu na niską wagę -
> dla mojej Cariny róznica kilku kilogramow na pawęży to kwestia ciągnięcia,
> albo i nie - wału wody za rufą.
Dla mojego oriona tym bardziej ;-). Wersja z długa kolumna waży 13kg

> Jak z Twojego postu wynika, a potwierdza to moje przypuszczenia, 2 KM
> spokojnie wystarczy na mazurskie, a nawet i rzeczne pływanie ( silnik
> używany w sytuacjach awaryjnych, manewry portowe, przejscie kanałów rzek
> itp.).
Nie wiem jak zachowuje sie Carina pod silnikiem. Chyba jest nieco cięższa od
Oriona (zna ją doskonale Jacek Kijewski, ale niestety nie pływał Orionem)
Jeśli zamierzasz pływać np z Wawki na Mazury, miejscami mogą byc kłopoty.
Zalezy to zrestą od wersji Cariny. Ale na porty i kanały wystarczy z
powodzeniem - używano taki silnik i na cięższych jachtach.

> Jedyne co mnie niepokoi to sprawa biegów.
Całkowicie bezpodstawnie.

> Zdecydowany jestem na wersję "C" - tzn z biegiem wprzód i neutralnym.
> Miałem 1 raz do czynienia z silnikiem bez biegu neutralnego i z obrotem o
> 360 ( Volvo) i powiedzialem sobie wtedy - nigdy wiecej. Koszmarne było
> odpalanie silnika w śluzie Guzianka i manewry "bez luzu" przy wejściu do
> śluzy - w tłoku - możesz to sobie wyobrazić :-(.
Nie muszę sobie nic wyobrazać bo sam używałem Saluta - nigdy więcej :-(( W
sluzie wolałem wtedy posługiwac się pagajem.

> Honda kusi mnie tym, że jest 4-suwem, lekka, mało pali i ma "LUZ".
> Z Twojego opisu wynika jednak, że "luz" w Hondzie polega na odłączeniu
> sprzęgła odśrodkowego już po odpaleniu przez zredukowanie obrotów.
> Czy zatem producent nie przewidział jakichś granicznych obrotów przy
> uruchomieniu, przy których silnik nie szarpie do przodu?
Tak jak napisałem: obroty "startowe" okazują się obrotami "marszowymi" ale
Orion a co dopiero Carina nie zdązy prawie "szarpnąć" do przodu zanim
zmniejszysz obroty do minimum tzn do oporu.
> I kolejne pytanie.... czy w praktyce sprzegło odśrodkowe jest na tyle
> skuteczne, że np po odpaleniu w śluzie bedzie sobie "pyrkał" na wolnych
> obrotach czekając na "dodanie gazu" i nie zgaśnie przy tym????
Własnie tak jest. "Pyrka" sobie jak mały traktorek. W odróznieniu od dwusuwów
jego obroty sa stabilne (przypomnij sobie niepowtarzalny "gang" skarpety i
porównaj to z samochodami). Nigdy nie zgasł mi na minimalnych obrotach. Moze
właśnie dlatego w dwusuwach sprzęgło odsrodkowe stosuje się nieczęsto (np w
piłach łancuchowych, gdzie nie ma sensu piłować na pół gazu)

> Jako praktyk rozumiesz już zapewne moje obawy. Czy mógłbyś
> jeszcze dorzucić dwa słowa, aby je rozwiać?
Rozumiem doskonale obawy kogoś, kto nie mial jeszcze do czynienia z
czterosuwem. I mam nadzieje że już je rozwiałem. Zobaczysz, nie będziesz
chciał potem spojrzeć na silniki z "normalnalnymi" biegami.
> I jeszcze jedno - czy śruba jest faktycznie plastikowa??
Faktycznie jest. Ale "ostroga" osłania ją skuteczniej niz np w Wietieroku.
Zresztą po okresie gwarancyjnym możesz dorobić "tunel", co zwiększy także
nieco wydajność
Pozdrawiam

Kamil Dziwisz

unread,
Jan 17, 2003, 4:53:22 AM1/17/03
to
Serdecznie dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.
pozdrawiam
Kamil


wi...@anker.pl

unread,
Jan 17, 2003, 4:17:32 PM1/17/03
to
> Serdecznie dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.
> pozdrawiam
> Kamil
>
tez mamy od 3 sezonów jedną taką BF2 z długą kolumna i z gazem w manetce.
Dla nas największa zaleta Hondy to dobry, szybko sprowadzający cześci serwis z
dużą liczba mechaników z centralą obecnie w Warszawie na Żeraniu.
Nasza BF 2, jako że trafiła w dośc mordercze warunki na szkoleniach, juz sporo
razy była w serwisie. Co jej było? Złamana kolumna pod uchwytem, rozpadający
się uchwyt kolumny na cęgach, wymiana obudowy bo benzyna rozpuszcza na niej
farbę, parę razy rozregulowany gaźnik, pęknięte cięgno gazu...
Jak pisałem jednak warunki u nas są mordercze (7 miesięcy w roku w rękach
kursantów) więc nie wiem czy Yamaha wytrzymała by tyle... :-)
Plastikowe elementy nie są zbyt trwałe ale śruba rzeczywiście wytrzymała.
Silniczek w zupełności wystarczał do sprowadzania Sportiny 595 z Mazur do
Warszawy, ale oczywiście kierunek przeciwny nie wchodzi w grę.
Po iluś latach brutalnej pracy sprzęgło odśrodkowe nadal nieźle działa,
choć po zapaleniu zaskakuje na ssaniu i lepiej poczekać aż silnik się rozgrzeje
i wypłynąć, dopiero jak mozna będzie je wyłaczyć.
Wielką zaleta silnika jest to że jest chłodzony powietrzem.

Niemniej, mimo że lubie Hondy, to uwazam że silników, które bieg wsteczny
uzyskują przez obrót o 180 stopni nie nalezy uzywac na jachtach i namawiał bym
Cię na kupno czegos nieco mocniejszego z biegiem. Jeżeli kasa na to nie pozwala
wręcz sugerowałbym coś tańszego z mniej renomowanej firmy.
Np Selvy 4 (Mazuria) mozna nabyć za ok 2600 zł to znaczy w podobnej cenie.
Na większych łódkach (ok 7m) masowo używamy mocniejszych Hond, niemniej przy
małych mocach naprawdę goraco zalecam uwzględnienie przede wszystkim tego
problemu.

pozdrowienia, Witek


--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 20, 2003, 2:56:49 AM1/20/03
to
Kamil Dziwisz <ka...@wp.pl> napisał(a):
> Serdecznie dziękuję za wyczerpującą odpowiedź.
Jeszcze jedna uwaga dla przyszłych nabywców Hondy BF2: w polskojęzycznej
wersji instrukcji znalazłem błedne tłumaczenie. To co w oryginale oznaczało:
odległość klamer pawężowych do płytki antykawitacyjnej
przetłumaczono jako:
wysokość pawęży.
Ponieważ płytka antykawitacyjna powinna byc zanurzona na głebokość 15cm, od
podanej wartości (418mm dla kolumny krótkiej, 571mm dla długiej) należy odjąć
150mm aby otrzymać wysokość krawędzi pawęży (lub deski pantografu) nad
powierzchnią wody. Trzeba więc zmierzyć własny jacht i wybrać model silnika z
odpowiednią kolumną.

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 20, 2003, 3:53:33 AM1/20/03
to
wi...@anker.pl napisał(a):
> tez mamy od 3 sezonów jedną taką BF2 z długą kolumna i z gazem w manetce.
> Dla nas największa zaleta Hondy to dobry, szybko sprowadzający cześci
> serwis z dużą liczba mechaników z centralą obecnie w Warszawie na Żeraniu.
Tylko dojazd beznadziejny - nawet porządnej drogi nie ma :-((
> Nasza BF 2, jako że trafiła w dośc mordercze warunki na szkoleniach, juz
> sporo razy była w serwisie. Co jej było? Złamana kolumna pod uchwytem,
> rozpadający się uchwyt kolumny na cęgach, wymiana obudowy bo benzyna
> rozpuszcza na niej farbę, parę razy rozregulowany gaźnik, pęknięte cięgno
> gazu...
> Jak pisałem jednak warunki u nas są mordercze (7 miesięcy w roku w rękach
> kursantów) więc nie wiem czy Yamaha wytrzymała by tyle... :-)
Ale w rękach właściciela to co innego niż na kursach.

> Plastikowe elementy nie są zbyt trwałe ale śruba rzeczywiście wytrzymała.
> Silniczek w zupełności wystarczał do sprowadzania Sportiny 595 z Mazur do
> Warszawy, ale oczywiście kierunek przeciwny nie wchodzi w grę.
Nie formułowałbym tak kategorycznych osądów - skoro Orionem dało się bez
problemu, to nieco cięższą ale doskonalszą hydrodynamicznie Sportiną też
powinno się udać. Pływano też w górę Foką z Salutem - ale "2KM" Saluta to nie
to samo co 2KM Hondy.
> Po iluś latach brutalnej pracy sprzęgło odśrodkowe nadal nieźle działa,
> choć po zapaleniu zaskakuje na ssaniu i lepiej poczekać aż silnik się
> rozgrzeje i wypłynąć, dopiero jak mozna będzie je wyłaczyć.
To dobra wiadomość - ten nieczęsto spotykany element okazuje się trwały, a o
ileż przyjemniej jest włączać napęd przez łagodne dodanie gazu niż operowanie
zgrzytającą dźwignią.

> Wielką zaleta silnika jest to że jest chłodzony powietrzem.
Widziałem też chłodzonego powietrzem Chryslera - ale jazgoczący dwusyf
chłodzony powietrzem musi być szczególnie przykry (zaglądał ktoś pod maskę
zapuszczonego trabanta? :-> )

> Niemniej, mimo że lubie Hondy, to uwazam że silników, które bieg wsteczny
> uzyskują przez obrót o 180 stopni nie nalezy uzywac na jachtach
Znów nazbyt kategorycznie: prawdopodobnie oparłeś osąd na podstawie
doświadczeń z silnikami pozbawionymi w ogóle "luzu". Wtedy
rzeczywiście "zmiana biegu" może wytrącić jacht z kursu. Gdy jest sprzęgło, i
do tego jeszcze automatyczne, można dokonać tego momentalnie, i to w nagłej
sytuacji, co potwierdziła moja przygoda w Kanale Nidzkim. Tylko przydałby się
jeszcz gaz w rumplu - operowanie przekręconą do tyłu manetką rzeczywiście
jest niewygodne.

> namawiał bym Cię na kupno czegos nieco mocniejszego z biegiem.
To zależy od tego, jak traktujemy silnik. Jeśli jako remedium na złą pogodę
pozwalające przepłynąć Śniardwy przy 6B, to i 4KM mogą nie wystarczyć. Jeśli
zaś stosujemy go przede wszystkim dlatego, że przepisy portowe tego wymagają,
szkoda psuć własciwości nautyczne jachtu pod żaglami przez przegłębianie
pawęży kilkudziesięciokilogramowym żelastwem.

> Jeżeli kasa na to nie pozwala wręcz sugerowałbym coś tańszego z mniej
> renomowanej firmy.Np Selvy 4 (Mazuria) mozna nabyć za ok 2600 zł to znaczy
> w podobnej cenie.
To mogłoby mieć sens jeśli liczymy się z możliwością "zarżnięcia" silnika
w 2-3 sezony np. przez niewprawnych kursantów. Kupując dla siebie nie ma
sensu "oszczedzać" przez zakup czegoś nieco tańszego. (no, chyba że mamy
możliwość nabyć np "nakład" Wietieroków po 200zł - i lubimy się "babrać" po
kilka razy w sezonie :-> )
> Na większych łódkach (ok 7m) masowo używamy mocniejszych Hond, niemniej
> przy małych mocach naprawdę goraco zalecam uwzględnienie przede wszystkim
> tego problemu.
Masowo odchodzi się od dwusyfów. Co z tego, że rozpaczliwe wysiłki wiodących
dotąd firm na rynku motorowodnym doprowadziły do zmniejszenia zawartości
oleju do 1:200 (małe pytanko: czy aby na pewno nie odbija się ujemnie na
trwałości, np ma wytrzymać okres gwarancyjny a potem na złom), skoro i tak do
wody przedostaje się paliwo niespalone ale "przesmażone"
podczas "przepłukiwania" komory spalania? Wtedy i "ekologiczność" oleju
okazuje się pustym sloganem. Ostanio widziałem NAWET Johnsona czterosuwowego.
Inna rzecz, że wiele nowych modeli zostaje zapożyczonych z innych firm, które
wcześniej poszły we właściwym kierunku. Tak np wspomniana SELVA montuje
czterosuwową, czterokonną... Yamahę. Tylko że taki silnik kosztuje dużo
więcej niż 2600zł. Skoro dla utrzymania się na rynku konieczne jest uciekanie
sie do takich posunięć, można chyba sądzić, że epoka dwusyfów odchodzi do
przeszłości. Zatem jesli musimy kupić nowy silnik - wybierzmy taki, który
mniej szkodzi.

wi...@anker.pl

unread,
Jan 20, 2003, 8:43:24 AM1/20/03
to
> wi...@anker.pl napisał(a):
> > tez mamy od 3 sezonów jedną taką BF2 z długą kolumna i z gazem w manetce.
> > Dla nas największa zaleta Hondy to dobry, szybko sprowadzający cześci
> > serwis z dużą liczba mechaników z centralą obecnie w Warszawie na Żeraniu.
> Tylko dojazd beznadziejny - nawet porządnej drogi nie ma :-((

kwestia gustu, dla mnie Bemowo to dopiero było zadupie z dojazdem po chodnikach
a tutaj przynajmniej blisko nad Zalew

> > Nasza BF 2, jako że trafiła w dośc mordercze warunki na szkoleniach, juz
> > sporo razy była w serwisie. Co jej było? Złamana kolumna pod uchwytem,
> > rozpadający się uchwyt kolumny na cęgach, wymiana obudowy bo benzyna
> > rozpuszcza na niej farbę, parę razy rozregulowany gaźnik, pęknięte cięgno
> > gazu...
> > Jak pisałem jednak warunki u nas są mordercze (7 miesięcy w roku w rękach
> > kursantów) więc nie wiem czy Yamaha wytrzymała by tyle... :-)
> Ale w rękach właściciela to co innego niż na kursach.

Właścicele są wbrew pozorom nie lepsi (np masowe odpalanie silników na sucho).
U nas po prostu wszytko dzieje się 5 razy wczesniej.

> > Plastikowe elementy nie są zbyt trwałe ale śruba rzeczywiście wytrzymała.
> > Silniczek w zupełności wystarczał do sprowadzania Sportiny 595 z Mazur do
> > Warszawy, ale oczywiście kierunek przeciwny nie wchodzi w grę.
> Nie formułowałbym tak kategorycznych osądów - skoro Orionem dało się bez
> problemu, to nieco cięższą ale doskonalszą hydrodynamicznie Sportiną też
> powinno się udać. Pływano też w górę Foką z Salutem - ale "2KM" Saluta to nie
> to samo co 2KM Hondy.

To mordowanie silników. Jasne że pływano, na pełnych obrotach, a to najkrótsza
droga do ich zarżnięcia. Jakby wyglądało Twe autko, jakbyś Ciągle miał na
obrotomierzu 6000? Prawidłowo eksploatowany silnik przyczepny powinien chodzić
maksymalnie na 2/3 obrotów, wiekszych tylko na krótko, w chwilach zagrożenia.
Takie "udało się" to zarzynanie silnika. Trzeba mieć nadwyżkę mocy.

> > Po iluś latach brutalnej pracy sprzęgło odśrodkowe nadal nieźle działa,
> > choć po zapaleniu zaskakuje na ssaniu i lepiej poczekać aż silnik się
> > rozgrzeje i wypłynąć, dopiero jak mozna będzie je wyłaczyć.
> To dobra wiadomość - ten nieczęsto spotykany element okazuje się trwały, a o
> ileż przyjemniej jest włączać napęd przez łagodne dodanie gazu niż operowanie
> zgrzytającą dźwignią.
> > Wielką zaleta silnika jest to że jest chłodzony powietrzem.
> Widziałem też chłodzonego powietrzem Chryslera - ale jazgoczący dwusyf
> chłodzony powietrzem musi być szczególnie przykry (zaglądał ktoś pod maskę
> zapuszczonego trabanta? :-> )

Nie słychać, spaliny leca do wody jak w innych silnikach a mniejsze ryzyko
awarii chłodzenia. Zwórć uwagę tylko na fakt że silniki chłodzone powietrzem
nie moga chodzić za długo na pełnych obrotach (instrukcja) tylko przestrzegać
czasowych ograniczeń eksploatacyjnych. To dyskwaliifikuje duzy wysiłek na BF2.

> > Niemniej, mimo że lubie Hondy, to uwazam że silników, które bieg wsteczny
> > uzyskują przez obrót o 180 stopni nie nalezy uzywac na jachtach
> Znów nazbyt kategorycznie: prawdopodobnie oparłeś osąd na podstawie
> doświadczeń z silnikami pozbawionymi w ogóle "luzu".

Nie i tego właśnie uczę na kursach. Niebezpieczne i już.
Za mała moc, groźne wychylanie za rufę, ryzyko rozlania paliwa przy tankowaniu
(większość robi to w trakcie pracy silnika) albo przy chowaniu do bakisty.
Niewygodne manewrownaie kiedy masz na głowie ster i obserwację przed dziobem...
Mało...? Na kursach zalecamy takie silniki tylko na pontony i bączki, u nas ich
nie ma, choć zdrowo nas to trzepnęło po kieszeni.

Wtedy
> rzeczywiście "zmiana biegu" może wytrącić jacht z kursu. Gdy jest sprzęgło, i
> do tego jeszcze automatyczne, można dokonać tego momentalnie, i to w nagłej
> sytuacji, co potwierdziła moja przygoda w Kanale Nidzkim. Tylko przydałby się
> jeszcz gaz w rumplu - operowanie przekręconą do tyłu manetką rzeczywiście
> jest niewygodne.
> > namawiał bym Cię na kupno czegos nieco mocniejszego z biegiem.
> To zależy od tego, jak traktujemy silnik. Jeśli jako remedium na złą pogodę
> pozwalające przepłynąć Śniardwy przy 6B, to i 4KM mogą nie wystarczyć.

Propagujemy taki przelicznik na śródlądzie: 1 KM za każdy rozpoczęty metr
długości kadłuba. Wychodzi 5 KM na małych łódkach i 8 KM na większych,
9,9 odradzamy bo to ciążkie zdławione 15-stki a kasa jak za stacjonarny.
Nalepszy dowód, że mamy na naszych ElBimbach 4-konne Selvy i ledwo starczają.

Jeśli
> zaś stosujemy go przede wszystkim dlatego, że przepisy portowe tego wymagają,
> szkoda psuć własciwości nautyczne jachtu pod żaglami przez przegłębianie
> pawęży kilkudziesięciokilogramowym żelastwem.
> > Jeżeli kasa na to nie pozwala wręcz sugerowałbym coś tańszego z mniej
> > renomowanej firmy.Np Selvy 4 (Mazuria) mozna nabyć za ok 2600 zł to znaczy
> > w podobnej cenie.
> To mogłoby mieć sens jeśli liczymy się z możliwością "zarżnięcia" silnika
> w 2-3 sezony np. przez niewprawnych kursantów.

mimo wszytko kursanci są pod nadzorem fachowców, nasze silniki wyniszcza raczej
intensywność pływania - 7 miesięcy w sezonie. Najstarsza nasza Honda 5 ma po
5 sezonach ponad 2000 godzin pracy, bo chodziła też na kursach motorowodnych.
Wyobrażasz sobie ile lat miałby typowy silnik na prywatnym jachcie o takim
przebiegu? A prywatnego właściciela nikt nie pilnuje, nikt mu nie poradzi!

Kupując dla siebie nie ma
> sensu "oszczedzać" przez zakup czegoś nieco tańszego.

O tym właśnie piszę i dlatego dla bezpieczeństwa i dobra silnika zdecydowanie
zalecam prostszy silnik o większej mocy o zbliżonej cenie.

(no, chyba że mamy
> możliwość nabyć np "nakład" Wietieroków po 200zł - i lubimy się "babrać" po
> kilka razy w sezonie :-> )

Żebyś wiedział. Marzę, by kupić na DZ na próbę rosyjskiego następce Wierieroka
nazwie WIND ;-))) Z zewnątrz identyczny, ale niezły wybór mocy (6;8;9,9;12),
nowy skomplikowany gażnik, śruba wreszcie prawoskrętna a wyłącznik elektryczny,
w opcji długa kolumna, kosztuje ok 450 USD a dla złodzieja z zewnątrz taki sam!
:-)))

> > Na większych łódkach (ok 7m) masowo używamy mocniejszych Hond, niemniej
> > przy małych mocach naprawdę goraco zalecam uwzględnienie przede wszystkim
> > tego problemu.
> Masowo odchodzi się od dwusyfów.

Etam, na zachodzie głównie na akwenach, gdzie weszły lub mają wejść normy
bodeńskie. U nas na 4takty mała szansa, z uwagi na cenę.
Ze względów bezpieczeństwa sam zalecił bym mocniejszy 2-takt.

Co z tego, że rozpaczliwe wysiłki wiodących
> dotąd firm na rynku motorowodnym doprowadziły do zmniejszenia zawartości
> oleju do 1:200 (małe pytanko: czy aby na pewno nie odbija się ujemnie na
> trwałości, np ma wytrzymać okres gwarancyjny a potem na złom)

no nie zupełnie. Takie proporcje to sa w wiekszych silnkach mających
elektroniczne dozowanie oleju w zależności od obrotów. w małych to jest 1:100.

, skoro i tak do
> wody przedostaje się paliwo niespalone ale "przesmażone"
> podczas "przepłukiwania" komory spalania? Wtedy i "ekologiczność" oleju
> okazuje się pustym sloganem.

no to propagujemy oleje ulegające biodegradacji, "tylko" 2 razy droższe :-).
Swoją droga zamiast rtznąć głupa przy biopaliwach sejm mógłby dofinansować
takie oleje... :-(

Ostanio widziałem NAWET Johnsona czterosuwowego.
> Inna rzecz, że wiele nowych modeli zostaje zapożyczonych z innych firm, które
> wcześniej poszły we właściwym kierunku. Tak np wspomniana SELVA montuje
> czterosuwową, czterokonną... Yamahę. Tylko że taki silnik kosztuje dużo
> więcej niż 2600zł. Skoro dla utrzymania się na rynku konieczne jest uciekanie
> sie do takich posunięć, można chyba sądzić, że epoka dwusyfów odchodzi do
> przeszłości.

wątpię, lżejsze, tańsze, łatwiejsze w naprawie, sprawniejsze, nie sprawiające
problemów w transporcie, przy małych przebiegach rocznych tańsza eksploatacja...
Firmy musza urozmaicac ofertę ale to nie znaczy że zdejmują 2takty.

Zatem jesli musimy kupić nowy silnik - wybierzmy taki, który mniej szkodzi.

Owszem piękne, ale jeśli nas na to stać.
Jeżeli nie to jednak preferowałbym bezpieczniejszy czyli mocniejszy, chodzący
na połowie swoich obrotów, ale mogący poratowac nas w sztormie czy pod prąd.

pozdrawiam, Witek Chocholak

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 20, 2003, 3:20:34 PM1/20/03
to
wi...@anker.pl napisał(a):
> > Tylko dojazd beznadziejny - nawet porządnej drogi nie ma :-((
> kwestia gustu, dla mnie Bemowo to dopiero było zadupie z dojazdem po
> chodnikach a tutaj przynajmniej blisko nad Zalew
Jak dla kogo - tam można było przewieźć silnik jednym autobusem (E-2), a
potem te kilkadziesiąt metrów z przystanku po chodnikach. Tu musiałem sie
przesiadać dwa lub 3 razy płacac za każdym razem za "bagaż" a potem jeszcze
wlec kilometr po błocie. Po przeglądzie wróciłem pociągiem z p.o Żerań -
wolałem ciągnąć wózek po czystym śniegu niz po lodzie pokrytym błotem i solą,
a w pociągu za bagaż nie płaciłem (<20kg).
> > > Nasza BF 2, jako że trafiła w dośc mordercze warunki na szkoleniach,
> > > juz sporo razy była w serwisie.
> > Ale w rękach właściciela to co innego niż na kursach.
> Właścicele są wbrew pozorom nie lepsi (np masowe odpalanie silników na
> sucho).
Znów zalezy jacy własciciele - w tym przypadku tacy, który ten sposób uznali
za najpewniejszą metodę odpalania Wietieroków a zwłaszcza Salutów

> > > Silniczek w zupełności wystarczał do sprowadzania Sportiny 595 z Mazur
> > > do Warszawy, ale oczywiście kierunek przeciwny nie wchodzi w grę.
> > Nie formułowałbym tak kategorycznych osądów - skoro Orionem dało się bez
> > problemu, to nieco cięższą ale doskonalszą hydrodynamicznie Sportiną też
> > powinno się udać.
> To mordowanie silników. Jasne że pływano, na pełnych obrotach, a to
> najkrótsza droga do ich zarżnięcia
Wcale nie na pełnych, a na nieco tylko większych od "startowych" (w zakresie
1/2-2/3 położenia manetki gazu) Gdybym się tak nie śpieszył, płynąłbym nieco
wolniej. Tylko na ujścowym odcinku Pisy (do pierwszego mostu) musiałem dać
pełny gaz z uwagi na wyjątkowo silny prąd - Narew była płytka a do Pisy
napuszczono nienormalnie duzo wody - nieco wczesniej holowano owo ohydne
koromysło nie wiadomo dlaczego zwane chopinem (zapewne od nazwy takiej
gorzały) ;->

> Prawidłowo eksploatowany silnik przyczepny powinien chodzić maksymalnie
> na 2/3 obrotów, wiekszych tylko na krótko, w chwilach zagrożenia.
Głównie dotyczy to dwusuwów - przy maxymalnych obrotach rzeczywiście palą one
ogromne ilości benzyny.

> Takie "udało się" to zarzynanie silnika. Trzeba mieć nadwyżkę mocy.
I ma się.
> > > Wielką zaleta silnika jest to że jest chłodzony powietrzem.
> > Widziałem też chłodzonego powietrzem Chryslera - ale jazgoczący dwusyf
> > chłodzony powietrzem musi być szczególnie przykry (zaglądał ktoś pod
maskę
> > zapuszczonego trabanta? :-> )
> Nie słychać, spaliny leca do wody jak w innych silnikach
Ale hałas jest większy z powodu braku płaszcza wodnego. Na szczęście hałas
czterosuwu jest mniej dokuczliwy (suchy terkot w miejsce jazgotu)
> nie moga chodzić za długo na pełnych obrotach (instrukcja) tylko
> przestrzegać czasowych ograniczeń eksploatacyjnych. To dyskwaliifikuje duzy
> wysiłek na BF2.
Nie znalazłem nic takiego w instrukcji Hondy BF2.
> > > Niemniej, mimo że lubie Hondy, to uwazam że silników, które bieg
> > > wsteczny uzyskują przez obrót o 180 stopni nie nalezy uzywac na
> > > jachtach
> > Znów nazbyt kategorycznie: prawdopodobnie oparłeś osąd na podstawie
> > doświadczeń z silnikami pozbawionymi w ogóle "luzu".
> Nie i tego właśnie uczę na kursach. Niebezpieczne i już.
> Za mała moc,
???
Przecież sprawność śruby odwróconego o 190st. silnika pracujacej
we "własciwą" stronę jest duzo wieksza niz sruby pracujacej wstecz.
> groźne wychylanie za rufę,
Totez przydatny jest gaz w rumplu, lub "pisuar" taki jak na starym orionie,
eliminujacy pantograf, dzięki czemu silnik "wisi" częsciowo nad achterdekiem,
a nie całkowicie nad wodą.

> ryzyko rozlania paliwa przy tankowaniu
Co to ma wspólnego z brakiem wstecznego biegu?

> (większość robi to w trakcie pracy silnika)
Tym gorzj dla takiej pozbawionej instynktu samozachwaczego "większości"

> albo przy chowaniu do bakisty.
Mozna rozlac i z zewnętrznego zbiornika - przy odrobinie bezmyślności

> Niewygodne manewrownaie kiedy masz na głowie ster i obserwację przed
> dziobem...
I jeszcze zagle, jak ja prawie tzy lata temu na Narwii, i to nie z Hondą ale
wietierokiem.
Na Carinach raczej nie pływają lamerzy, i Kamil powinien sobie poradzić.

> Mało...? Na kursach zalecamy takie silniki tylko na pontony i bączki, u nas
> ich nie ma, choć zdrowo nas to trzepnęło po kieszeni.
Toteż wolny wybór - jeden woli kupić silnik gorszy, ale ze wstecznym biegiem,
inny lepszy, ale bez niego. Jeszcze innego bedzie stać na jedno i drugie

> > > namawiał bym Cię na kupno czegos nieco mocniejszego z biegiem.
> > To zależy od tego, jak traktujemy silnik. Jeśli jako remedium na złą
> > pogodę pozwalające przepłynąć Śniardwy przy 6B, to i 4KM mogą nie
> > wystarczyć.
> Propagujemy taki przelicznik na śródlądzie: 1 KM za każdy rozpoczęty metr
> długości kadłuba. Wychodzi 5 KM na małych łódkach i 8 KM na większych,
I na tych "więkzych" potrzebny jest patent motorowodny?

> Nalepszy dowód, że mamy na naszych ElBimbach 4-konne Selvy i ledwo
> starczają.
To coś podejrzanie kiepskie te Selvy. Łukasz z SKŻ pisał pół roku temu, że
Honda 5 zaprowadziła z powodzeniem dwa Oriony z Zegrza na WJM - stary 5 konny
Chrysler ledwo zipał, a na koniec padł

> mimo wszytko kursanci są pod nadzorem fachowców, nasze silniki wyniszcza
> raczej intensywność pływania - 7 miesięcy w sezonie. Najstarsza nasza
> Honda 5 ma po 5 sezonach ponad 2000 godzin pracy, bo chodziła też na
> kursach motorowodnych.
> Wyobrażasz sobie ile lat miałby typowy silnik na prywatnym jachcie o takim
> przebiegu?
Tu przyznaję: tak długo to jednak nie pływałem. Ale napotkany na WJM żeglarz -
budowlaniec mający na codzień z podobnej wielkości silnikami Hondy w
maszynach twierdził, że mają one trwałość 100tys. godzin - w warunkach
wibracji i zapylenia.

> A prywatnego właściciela nikt nie pilnuje, nikt mu nie poradzi!
Chyba że sam dba o swój silnik - i nie "zarzyna" go planując kupić nowy za
trzy sezony. Po co więc tak uogólniać?

> Kupując dla siebie nie ma
> > sensu "oszczedzać" przez zakup czegoś nieco tańszego.
> O tym właśnie piszę i dlatego dla bezpieczeństwa i dobra silnika
> zdecydowanie zalecam prostszy silnik o większej mocy o zbliżonej cenie.
Ale prostota nie zawsze idzie w parze z jakością. "Prosty" silnik może okazac
się łatwiejszy do zepsucia (choćby przy czyszczeniu świecy)

> Żebyś wiedział. Marzę, by kupić na DZ na próbę rosyjskiego następce
> Wierieroka nazwie WIND ;-))) Z zewnątrz identyczny, ale niezły wybór mocy
> (6;8;9,9;12), nowy skomplikowany gażnik, śruba wreszcie prawoskrętna a
> wyłącznik elektryczny,w opcji długa kolumna,
A czy ma wsteczny bieg (nawet "improwizowany)? Bo nie mam złudzeń, że to
czterosuw.

> > Masowo odchodzi się od dwusyfów.
> Etam, na zachodzie głównie na akwenach, gdzie weszły lub mają wejść normy
> bodeńskie. U nas na 4takty mała szansa, z uwagi na cenę.
Nie jest to az tak wielka różnica w cenie

> Ze względów bezpieczeństwa sam zalecił bym mocniejszy 2-takt.
Najbardziej "niebezpieczny" jest taki żeglarz, co bez silnika poradzic sobie
nie potrafi. Wygoda - tak, ale nie mieszajmy w to bezpieczeństwa, bo znowu
pewien "błedny rycerz" w imie tegoż bezpieczeństwa zażąda zniesienia stref
ciszy! I wystarczy, że na Nidzkim zawieje więcej niż 4B, i prawie wszyscy
będą "bezpiecznie" rżnąc na silnikach :-(((

> Co z tego, że rozpaczliwe wysiłki wiodących
> > dotąd firm na rynku motorowodnym doprowadziły do zmniejszenia zawartości
> > oleju do 1:200
> no nie zupełnie. Takie proporcje to sa w wiekszych silnkach mających
> elektroniczne dozowanie oleju w zależności od obrotów. w małych to jest
> 1:100.
Tym gorzej.

> , skoro i tak do
> > wody przedostaje się paliwo niespalone ale "przesmażone"
> > podczas "przepłukiwania" komory spalania? Wtedy i "ekologiczność" oleju
> > okazuje się pustym sloganem.
> no to propagujemy oleje ulegające biodegradacji, "tylko" 2 razy droższe :-).
> Swoją droga zamiast rtznąć głupa przy biopaliwach sejm mógłby dofinansować
> takie oleje... :-(
Oleje może i są biodegradowalne, ale czy ich "przesmażone cząstki w spalinach
też? Przecież frytki, mimo że smażone na "zdrowym" oleju nic nie mają
wspólnego z tzw zdrową żywnością.

> > można chyba sądzić, że epoka dwusyfów odchodzi do przeszłości.
> wątpię, lżejsze, tańsze, łatwiejsze w naprawie, sprawniejsze, nie
> sprawiające problemów w transporcie, przy małych przebiegach rocznych
> tańsza eksploatacja..
Problemy częściowo wyolbrzymione, częściowo nieaktualne.

> Firmy musza urozmaicac ofertę ale to nie znaczy że zdejmują 2takty.
Niektóre dawo już zdjęły, w szczególności Honda

> Zatem jesli musimy kupić nowy silnik - wybierzmy taki, który mniej szkodzi.
> Owszem piękne, ale jeśli nas na to stać.
> Jeżeli nie to jednak preferowałbym bezpieczniejszy czyli mocniejszy,
> chodzący na połowie swoich obrotów, ale mogący poratowac nas w sztormie czy
> pod prąd.
Jesli ktos już ma Wietieroka, to zakup nowej Hondy to rzeczywiście poważny
wydatek - niech pływa na tym co ma, byle rozsądnie. Ale jeśli już chce kupić
nowy, niech wybierze lepszy, a nie powinien pożałować

Wojtek Zientara

unread,
Jan 20, 2003, 11:23:10 PM1/20/03
to

Użytkownik Tomek Janiszewski <tom...@NOSPAM.gazeta.pl> w wiadomości do grup
dyskusyjnych napisał:b0hlmi$hrl$1...@news.gazeta.pl...

> Przecież sprawność śruby odwróconego o 190st. silnika pracujacej
> we "własciwą" stronę jest duzo wieksza niz sruby pracujacej wstecz.

Bardzo dużo - tak (góra) z 10%, a przeciętnie to ok. 5-7%.

Pzrd
Wojtek

wi...@anker.pl

unread,
Jan 21, 2003, 12:41:52 AM1/21/03
to
> wi...@anker.pl napisał(a):
> > > Tylko dojazd beznadziejny - nawet porządnej drogi nie ma :-((
> > kwestia gustu, dla mnie Bemowo to dopiero było zadupie z dojazdem po
> > chodnikach a tutaj przynajmniej blisko nad Zalew
> Jak dla kogo - tam można było przewieźć silnik jednym autobusem (E-2), a
> potem te kilkadziesiąt metrów z przystanku po chodnikach. Tu musiałem sie
> przesiadać dwa lub 3 razy płacac za każdym razem za "bagaż" a potem jeszcze
> wlec kilometr po błocie. Po przeglądzie wróciłem pociągiem z p.o Żerań -
> wolałem ciągnąć wózek po czystym śniegu niz po lodzie pokrytym błotem i solą,
> a w pociągu za bagaż nie płaciłem (<20kg).

Sorry, w swej pysze zapomniałem, że są jeszcze piesi ;-)

> > > > Nasza BF 2, jako że trafiła w dośc mordercze warunki na szkoleniach,
> > > > juz sporo razy była w serwisie.
> > > Ale w rękach właściciela to co innego niż na kursach.
> > Właścicele są wbrew pozorom nie lepsi (np masowe odpalanie silników na
> > sucho).
> Znów zalezy jacy własciciele - w tym przypadku tacy, który ten sposób uznali
> za najpewniejszą metodę odpalania Wietieroków a zwłaszcza Salutów

Wręcz przeciwnie, przedziwne rzeczy robią bardzo często nieświadomi nowozamozni
zwyczajnie nie widzący w tym nic złego (u nas w porcie parę silników co weekend)
Byli uzytkownicy radzieckich przewąznie są bardzo opływani i swe nowe szanują.

> > > > Silniczek w zupełności wystarczał do sprowadzania Sportiny 595 z Mazur
> > > > do Warszawy, ale oczywiście kierunek przeciwny nie wchodzi w grę.
> > > Nie formułowałbym tak kategorycznych osądów - skoro Orionem dało się bez
> > > problemu, to nieco cięższą ale doskonalszą hydrodynamicznie Sportiną też
> > > powinno się udać.

Kategorycznie - NIE, sprawdzone! Udac się może ale kosztem silnika.

> > To mordowanie silników. Jasne że pływano, na pełnych obrotach, a to
> > najkrótsza droga do ich zarżnięcia
> Wcale nie na pełnych, a na nieco tylko większych od "startowych" (w zakresie
> 1/2-2/3 położenia manetki gazu) Gdybym się tak nie śpieszył, płynąłbym nieco
> wolniej. Tylko na ujścowym odcinku Pisy (do pierwszego mostu) musiałem dać
> pełny gaz z uwagi na wyjątkowo silny prąd - Narew była płytka a do Pisy
> napuszczono nienormalnie duzo wody - nieco wczesniej holowano owo ohydne
> koromysło nie wiadomo dlaczego zwane chopinem (zapewne od nazwy takiej
> gorzały) ;->
> > Prawidłowo eksploatowany silnik przyczepny powinien chodzić maksymalnie
> > na 2/3 obrotów, wiekszych tylko na krótko, w chwilach zagrożenia.
> Głównie dotyczy to dwusuwów - przy maxymalnych obrotach rzeczywiście palą one
> ogromne ilości benzyny.

Nie chodzi o benzynę, tylko o przeciążanie silnika. A Instrukcje 4suwów (Honda
własnie) też zawierają takie zalecenie.

> > Takie "udało się" to zarzynanie silnika. Trzeba mieć nadwyżkę mocy.
> I ma się.
> > > > Wielką zaleta silnika jest to że jest chłodzony powietrzem.
> > > Widziałem też chłodzonego powietrzem Chryslera - ale jazgoczący dwusyf
> > > chłodzony powietrzem musi być szczególnie przykry (zaglądał ktoś pod
> maskę > > > zapuszczonego trabanta? :-> )
> > Nie słychać, spaliny leca do wody jak w innych silnikach
> Ale hałas jest większy z powodu braku płaszcza wodnego.

To nie tak, jakas woda w BF 2 cyrkuluje w kolumnie

Na szczęście hałas
> czterosuwu jest mniej dokuczliwy (suchy terkot w miejsce jazgotu)
> > nie moga chodzić za długo na pełnych obrotach (instrukcja) tylko
> > przestrzegać czasowych ograniczeń eksploatacyjnych.
To dyskwaliifikuje duzy wysiłek na BF2.
> Nie znalazłem nic takiego w instrukcji Hondy BF2.

Fakt, takie za to mdostaliśmy ustne zalecenie z Aries Power.

> > > > Niemniej, mimo że lubie Hondy, to uwazam że silników, które bieg
> > > > wsteczny uzyskują przez obrót o 180 stopni nie nalezy uzywac na
> > > > jachtach
> > > Znów nazbyt kategorycznie: prawdopodobnie oparłeś osąd na podstawie
> > > doświadczeń z silnikami pozbawionymi w ogóle "luzu".

nie tylko, chodzi o samo wychylanie sie. To niepotrzebnie prowokuje zagrożenia

> > Nie i tego właśnie uczę na kursach. Niebezpieczne i już.
> > Za mała moc,
> ???
> Przecież sprawność śruby odwróconego o 190st. silnika pracujacej
> we "własciwą" stronę jest duzo wieksza niz sruby pracujacej wstecz.

nie chodzi mi o moc na wstecznym, tylko moc wogóle

> > groźne wychylanie za rufę,
> Totez przydatny jest gaz w rumplu,

mamy, i tak się musisz wychylić i przekłądac rumpel

lub "pisuar" taki jak na starym orionie,
> eliminujacy pantograf, dzięki czemu silnik "wisi" częsciowo nad achterdekiem,
> a nie całkowicie nad wodą.

zakłądam że to norma, tyle że nieprzestrzegana

> > ryzyko rozlania paliwa przy tankowaniu
> Co to ma wspólnego z brakiem wstecznego biegu?

bo to te same silniki

> > (większość robi to w trakcie pracy silnika)
> Tym gorzj dla takiej pozbawionej instynktu samozachwaczego "większości"

no to po co ich prowokować?

> > albo przy chowaniu do bakisty.
> Mozna rozlac i z zewnętrznego zbiornika - przy odrobinie bezmyślności

jasne, ale ze zbiornika opadowego łatwiej

> > Niewygodne manewrownaie kiedy masz na głowie ster i obserwację przed
> > dziobem...
> I jeszcze zagle, jak ja prawie tzy lata temu na Narwii, i to nie z Hondą ale
> wietierokiem.

no nie kpij sobie bo to podstawowy argument

> Na Carinach raczej nie pływają lamerzy, i Kamil powinien sobie poradzić.

zwłąszcza z mocniejszym 2taktem ;-)))

> > Mało...? Na kursach zalecamy takie silniki tylko na pontony i bączki, u nas
> > ich nie ma, choć zdrowo nas to trzepnęło po kieszeni.
> Toteż wolny wybór - jeden woli kupić silnik gorszy, ale ze wstecznym biegiem,
> inny lepszy, ale bez niego. Jeszcze innego bedzie stać na jedno i drugie

oczywiście, ale preferował bym bezpieczniejszy nadmiar mocy

> > > > namawiał bym Cię na kupno czegos nieco mocniejszego z biegiem.
> > > To zależy od tego, jak traktujemy silnik. Jeśli jako remedium na złą
> > > pogodę pozwalające przepłynąć Śniardwy przy 6B, to i 4KM mogą nie
> > > wystarczyć.

ale zawsze mozna więcej

> > Propagujemy taki przelicznik na śródlądzie: 1 KM za każdy rozpoczęty metr
> > długości kadłuba. Wychodzi 5 KM na małych łódkach i 8 KM na większych,
> I na tych "więkzych" potrzebny jest patent motorowodny?

Tak i co z tego? To grosze przy cenie silników.

> > Nalepszy dowód, że mamy na naszych ElBimbach 4-konne Selvy i ledwo
> > starczają.
> To coś podejrzanie kiepskie te Selvy.

Fakt, w tym roku będziemy testować inne śruby. Ale Widziałem Bimbki na
Merkurakach i było podobnie. Chcesz spróbować?

Łukasz z SKŻ pisał pół roku temu, że
> Honda 5 zaprowadziła z powodzeniem dwa Oriony z Zegrza na WJM - stary 5 konny
> Chrysler ledwo zipał, a na koniec padł

a ja w takich zestawach (Mak lub Trener z Omegą)
na BF5 schodzę co roku w dół i uważam że to za mało.
Tyle że na większe nas nie stać.

> > mimo wszytko kursanci są pod nadzorem fachowców, nasze silniki wyniszcza
> > raczej intensywność pływania - 7 miesięcy w sezonie. Najstarsza nasza
> > Honda 5 ma po 5 sezonach ponad 2000 godzin pracy, bo chodziła też na
> > kursach motorowodnych.
> > Wyobrażasz sobie ile lat miałby typowy silnik na prywatnym jachcie o takim
> > przebiegu?
> Tu przyznaję: tak długo to jednak nie pływałem. Ale napotkany na WJM żeglarz -
> budowlaniec mający na codzień z podobnej wielkości silnikami Hondy w
> maszynach twierdził, że mają one trwałość 100tys. godzin - w warunkach
> wibracji i zapylenia.

Ha Ha Ha! Lubię i propaguję Hondę ale silnik na wodzie to nie agregat czy
kosiarka. Nasz 1-a BF-5 po tym przebiegu s z kursów motorowodnych przeszła na
emeryture na jachcie, bo długo by tego nie wytrzymała zdaniem serwisu.

> > A prywatnego właściciela nikt nie pilnuje, nikt mu nie poradzi!
> Chyba że sam dba o swój silnik - i nie "zarzyna" go planując kupić nowy za
> trzy sezony. Po co więc tak uogólniać?

Bo nowoupieczenie (ale nie tylko) ludzie są zwyczajnie nieświadomi a kursy
żeglarskie przekazują i tak minimum a to co o silnkach to czyste kpiny.

> > Kupując dla siebie nie ma
> > > sensu "oszczedzać" przez zakup czegoś nieco tańszego.
> > O tym właśnie piszę i dlatego dla bezpieczeństwa i dobra silnika
> > zdecydowanie zalecam prostszy silnik o większej mocy o zbliżonej cenie.
> Ale prostota nie zawsze idzie w parze z jakością. "Prosty" silnik może okazac
> się łatwiejszy do zepsucia (choćby przy czyszczeniu świecy)

Fakt, selvy są delikatne, typowy silnik dla jednego uzytkownika

> > Żebyś wiedział. Marzę, by kupić na DZ na próbę rosyjskiego następce
> > Wierieroka nazwie WIND ;-))) Z zewnątrz identyczny, ale niezły wybór mocy
> > (6;8;9,9;12), nowy skomplikowany gażnik, śruba wreszcie prawoskrętna a
> > wyłącznik elektryczny,w opcji długa kolumna,
> A czy ma wsteczny bieg (nawet "improwizowany)?

Ma! Autentyczny, tez z boku.

Bo nie mam złudzeń, że to
> czterosuw.

;-) no nie ma

> > > Masowo odchodzi się od dwusyfów.
> > Etam, na zachodzie głównie na akwenach, gdzie weszły lub mają wejść normy
> > bodeńskie. U nas na 4takty mała szansa, z uwagi na cenę.
> Nie jest to az tak wielka różnica w cenie

do 50%

> > Ze względów bezpieczeństwa sam zalecił bym mocniejszy 2-takt.
> Najbardziej "niebezpieczny" jest taki żeglarz, co bez silnika poradzic sobie
> nie potrafi.

Ale takich będzie coraz więcej, bo ludzie nie mają juztyle czasu by się opływać.

Wygoda - tak, ale nie mieszajmy w to bezpieczeństwa, bo znowu
> pewien "błedny rycerz" w imie tegoż bezpieczeństwa zażąda zniesienia stref
> ciszy! I wystarczy, że na Nidzkim zawieje więcej niż 4B, i prawie wszyscy
> będą "bezpiecznie" rżnąc na silnikach :-(((

I dobrze, zabełtają wodę, natleni się i będą w jeziorze lepsze warunki do życia
a nie tak jak teraz że co upał to przyducha i ryby giną ;-)
Serio piszę. Gońmy motórówki bo męczące, ale na Nidzkim to by się przydały.
Mądrzy ludzie to na Bodeńskim dawno temu odkryli i zamiast wyganiac motorówkiz
jeziora, jak chcieli żeglarze, dopuscili tylko zdławione 4takty co nota bezn
żeglarzy najmocniej kopnęło.

> > Co z tego, że rozpaczliwe wysiłki wiodących
> > > dotąd firm na rynku motorowodnym doprowadziły do zmniejszenia zawartości
> > > oleju do 1:200
> > no nie zupełnie. Takie proporcje to sa w wiekszych silnkach mających
> > elektroniczne dozowanie oleju w zależności od obrotów. w małych to jest
> > 1:100.
> Tym gorzej.
> > , skoro i tak do
> > > wody przedostaje się paliwo niespalone ale "przesmażone"
> > > podczas "przepłukiwania" komory spalania? Wtedy i "ekologiczność" oleju
> > > okazuje się pustym sloganem.
> > no to propagujemy oleje ulegające biodegradacji, "tylko" 2 razy droższe :-).
> > Swoją droga zamiast rtznąć głupa przy biopaliwach sejm mógłby dofinansować
> > takie oleje... :-(
> Oleje może i są biodegradowalne, ale czy ich "przesmażone cząstki w spalinach
> też? Przecież frytki, mimo że smażone na "zdrowym" oleju nic nie mają
> wspólnego z tzw zdrową żywnością.

nie wiem, ale podejrzewam że na zachodzie bez powodu by tych olejów nie
wprowadzali?

> > > można chyba sądzić, że epoka dwusyfów odchodzi do przeszłości.
> > wątpię, lżejsze, tańsze, łatwiejsze w naprawie, sprawniejsze, nie
> > sprawiające problemów w transporcie, przy małych przebiegach rocznych
> > tańsza eksploatacja..
> Problemy częściowo wyolbrzymione, częściowo nieaktualne.

Wszystkie prawdziwe i aktualne. Który niby nie? Nie bronię tu 2-taktów!
Zauważ że mówię to jako posiadcz masy 4-o taktów. Wybrałem je ale znam ich wady.

> > Firmy musza urozmaicac ofertę ale to nie znaczy że zdejmują 2takty.
> Niektóre dawo już zdjęły, w szczególności Honda

;-) Chyba raczej NIGDY ich nie miała

> > Zatem jesli musimy kupić nowy silnik - wybierzmy taki, który mniej szkodzi.
> > Owszem piękne, ale jeśli nas na to stać.
> > Jeżeli nie to jednak preferowałbym bezpieczniejszy czyli mocniejszy,
> > chodzący na połowie swoich obrotów, ale mogący poratowac nas w sztormie czy
> > pod prąd.
> Jesli ktos już ma Wietieroka, to zakup nowej Hondy to rzeczywiście poważny
> wydatek - niech pływa na tym co ma, byle rozsądnie. Ale jeśli już chce kupić
> nowy, niech wybierze lepszy, a nie powinien pożałować

nie to tym piszę. Zawodność Wietieroka akurat go dyskwalifikuje.
Ja sugeruję raczej przede wszystkim bezpieczeństwo, czyli jak najmocniejszy
ale nowy, by był niezawodny a dopiero potem jak kogos stać to komfort
posiadania 4o suwu.

pozdrowienia,

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 21, 2003, 2:59:53 AM1/21/03
to
Wojtek Zientara <star...@interia.pl> napisał(a):
Coś mi się nie chce w to wierzyć.
Przy tak asymetrycznym profilu łopat - taka mała różnica? Logiczne byłoby
wobec tego, że śruba z łopatami o profilu całkowicie symetrycznym (np
soczewkowym) miałaby sprawność mniejszą o "(góra) z 5%, a przeciętnie to ok.
2,5-3.5" - i oczywiście jednakową w obu kierunkach
I o te marne pojedyncze procenty miałaby toczyć batalię cała nauka zwana
hydro/aero dynamiką ?

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 21, 2003, 5:40:17 AM1/21/03
to
wi...@anker.pl napisał(a):
> Sorry, w swej pysze zapomniałem, że są jeszcze piesi ;-)
Ano, są nawet tacy, których nie stać na samochód, ale stać na Hondę ;-)

> Wręcz przeciwnie, przedziwne rzeczy robią bardzo często nieświadomi
> nowozamozni zwyczajnie nie widzący w tym nic złego (u nas w porcie parę
> silników co weekend)
> Byli uzytkownicy radzieckich przewąznie są bardzo opływani i swe nowe
> szanują.
Ale ci "nowozamożni" raczej nie pływają na Carinach. A ci co pływają na
Carinach, raczej mieli do czynienia z Wietierokami (post Kamila, obawiającego
się przegłębienia pawęży, na to by wskazywał) Jeśli Honda będzie Mu
zapalać "od pierwszej pyty" nie ma powodu, aby próbował odpalać ją na sucho.
Wcale nie twierdziłem, że wszyscy użytkownicy Wietieroków odpalają je na
sucho - sam tak nigdy nie robiłem.
> > > > skoro Orionem dało się bez problemu, to nieco cięższą ale doskonalszą
> > > > hydrodynamicznie Sportiną też powinno się udać.
> Kategorycznie - NIE, sprawdzone! Udac się może ale kosztem silnika.
Czyżby więc pogłoska o tym, że Orion to Latający Holender z kabiną miała być
prawdziwa? ;-) A przecież Sportina absolutnie nie jest "koromysłem"! No, być
może, jak każdy jacht, w pewnych warunkach staje się "krową", zwłaszcza w
razie przeciążenia ją ładunkiem piwa :-> Może kol. Irek Grabowski, który dużo
pływał na obu typach jachtów zdoła je obiektywnie porównać.
> > > Prawidłowo eksploatowany silnik przyczepny powinien chodzić maksymalnie
> > > na 2/3 obrotów, wiekszych tylko na krótko, w chwilach zagrożenia.
> > Głównie dotyczy to dwusuwów - przy maxymalnych obrotach rzeczywiście palą
> > one ogromne ilości benzyny.
> Nie chodzi o benzynę, tylko o przeciążanie silnika. A Instrukcje 4suwów
> (Honda własnie) też zawierają takie zalecenie.
Ciągle powtarzam: do przeciążenia silnika (podczas pływania pod prąd) było
jeszcze daleko. Sam byłem zaskoczony wydajnością dwukonnej Hondy po
doświadczeniach z Salutem o nominalnie takiej samej mocy. Z cała pewnością
powodem dużej skuteczności Hondy była lepsza sprawność dużej śruby, o
średnicy porównywalnej z tą od Wietieroka. Ale nie byłbym zaskoczony, gdyby w
przypadku Saluta określano moc silnika, w przypadku Hondy zaś - moc układu
napedowego, z uwzględnieniem sprawności śruby.
> > Ale hałas jest większy z powodu braku płaszcza wodnego.
> To nie tak, jakas woda w BF 2 cyrkuluje w kolumnie
Ta stara, "kanciasta" miała chyba w ogóle chłodzenie wodne (jakaś woda kapała
spod korpusu). W nowej woda istotnie cyrkuluje w kolumnie chłodząc układ
wydechowy, ale do cylindra bedącego głownym źródłem hałasu nie dociera.

> > nie tylko, chodzi o samo wychylanie sie. To niepotrzebnie prowokuje
> > zagrożenia
Wcale nie musiałem się niebezpiecznie wychylać
> > nie chodzi mi o moc na wstecznym, tylko moc w ogóle
No to w końcu chcemy mieć żaglówkę czy też motorówkę o mocnym silniku, ale
iepsko pływającą pod żaglami z powodu przegłebionej pawęży (przecież Kamil
obawiał się tego ostatniego!)

> > Totez przydatny jest gaz w rumplu,
> mamy, i tak się musisz wychylić i przekłądac rumpel
Aby sięgnąć do dźwigni biegu też przecież trzeba się wychylić. Może pantograf
za daleko?

> > silnik "wisi" częsciowo nad achterdekiem, a nie całkowicie nad wodą.
> zakłądam że to norma, tyle że nieprzestrzegana
A Wy ją przestrzegacie?
> > > ryzyko rozlania paliwa przy tankowaniu
> > Co to ma wspólnego z brakiem wstecznego biegu?
> bo to te same silniki
Coś ca coś - przy zbiorniku zewnętrznym występuje za to ryzyko wycieku paliwa
z węża do np do achterpiku. Na karygodną nieostrożność nie ma lekarstwa :-((

> > > (większość robi to w trakcie pracy silnika)
> > Tym gorzej dla takiej pozbawionej instynktu samozachwaczego "większości"

> no to po co ich prowokować?
Pewnie, można zaniedbać wszelkich zasad BHP, w końcu znajdzie się i taki co
będzie to robił ze szlugiem w zębach :->
Generalną zasadą powinno być gaszenie silnika podczas tankowania, także
zbiornika zewnętrznego

> > > albo przy chowaniu do bakisty.
> > Mozna rozlac i z zewnętrznego zbiornika - przy odrobinie bezmyślności
> jasne, ale ze zbiornika opadowego łatwiej
A węża to nie można urwać, np. kotwicą?

> > > Niewygodne manewrownaie kiedy masz na głowie ster i obserwację przed
> > > dziobem...
> > I jeszcze zagle, jak ja prawie tzy lata temu na Narwii, i to nie z Hondą
> > ale wietierokiem.
> no nie kpij sobie bo to podstawowy argument
Wcale sobie nie kpię - naprawdę prowadziłem w pojedynkę Oriona pod pełnymi
żaglami, i jeszcze pomagałem mu silnikiem. Na dodatek toczyłem słowne boje
z "jentelektualystom" na innym klubowym jachcie który zarzucał mi...
oczywiście łamanie "etykiety". Tylko nie docierało do niego, że ewentualne
uszkodzenie jachtu na kamienistej i płytkiej wówczas Narwii byłoby większym
złem, a połączenie silnika z żaglami daje mi większe szanse w krytycznej
syytuacji (w szczególności w razie konieczności wyłączenia silnika na
kamieniach jacht nie traci sterowności i ne grozi wyłamanie steru)
Więc dla chcącego nie ma nic trudnego :-)

> > Na Carinach raczej nie pływają lamerzy, i Kamil powinien sobie poradzić.
> zwłąszcza z mocniejszym 2taktem ;-)))
Albo i w ogóle bez silnika, jeśli jest dobrym żeglarzem. A jeżeli nim jest,
to i słabszy Mu wystarczy, za to nie będzie ciągnął wody za rufą. A jeśli
ten "mocniejszy 2takt" zawiedzie, stanie się tylko bezużytecznym, a nawet
niebezpiecznym balastem

> > Toteż wolny wybór - jeden woli kupić silnik gorszy, ale ze wstecznym
> > biegiem, inny lepszy, ale bez niego. Jeszcze innego bedzie stać na jedno
> > i drugie
> oczywiście, ale preferował bym bezpieczniejszy nadmiar mocy
Bezpieczniejsza jest moc mniejsza ale niezawodna niż większa ale zawodna
> . > > To zależy od tego, jak traktujemy silnik. Jeśli jako remedium na złą
> > > > pogodę pozwalające przepłynąć Śniardwy przy 6B, to i 4KM mogą nie
> > > > wystarczyć.
> ale zawsze mozna więcej
To może przzesiądźmy się na motorówki? ;->
> > > > długości kadłuba. Wychodzi 5 KM na małych łódkach i 8 KM na większych,
> > I na tych "większych" potrzebny jest patent motorowodny?

> > Tak i co z tego? To grosze przy cenie silników.
Może więc lepiej i prościej udoskonalić swoje umiejętności żeglarskie, aby i
słabszy silnik wystarczył?
> > > Nalepszy dowód, że mamy na naszych ElBimbach 4-konne Selvy i ledwo
> > > starczają.
> > To coś podejrzanie kiepskie te Selvy.
> Fakt, w tym roku będziemy testować inne śruby. Ale Widziałem Bimbki na
> Merkurakach i było podobnie.
Spotkałem się z negatywną opinią o tej marce, bowiem znajomemu tuż po okresie
gwarancyjnym pękł korbowód. Cały silnik na złom :-(((
Chcesz spróbować?
Może... ale ile to u Was kosztuje? Bardziej miarodajna od Mercurego 4 byłaby
dla mnie jednak Honda 5
> a ja w takich zestawach (Mak lub Trener z Omegą)
> na BF5 schodzę co roku w dół i uważam że to za mało.
> Tyle że na większe nas nie stać.
Czyżbyś chciał chodzić w ślizgu? ;->>
> Ha Ha Ha! Lubię i propaguję Hondę ale silnik na wodzie to nie agregat czy
> kosiarka.
To wilgoć szkodzi bardziej niż wszechobecny pył?
> Nasz 1-a BF-5 po tym przebiegu s z kursów motorowodnych przeszła
> na emeryture na jachcie, bo długo by tego nie wytrzymała zdaniem serwisu.
Noo, po tych wyczynach kursantów z połamaną kolumną to sie serwisowi nie
dziwię ;-)

> > > A prywatnego właściciela nikt nie pilnuje, nikt mu nie poradzi!
> > Chyba że sam dba o swój silnik - i nie "zarzyna" go planując kupić nowy
> > za trzy sezony. Po co więc tak uogólniać?
> Bo nowoupieczenie (ale nie tylko) ludzie są zwyczajnie nieświadomi a kursy
> żeglarskie przekazują i tak minimum a to co o silnkach to czyste kpiny.
A na jakiej podstawie tak nisko oceniasz Kamila?

> > "Prosty" silnik może okazac się łatwiejszy do zepsucia (choćby przy
> > czyszczeniu świecy)
> Fakt, selvy są delikatne, typowy silnik dla jednego uzytkownika
A w dwusuwach czyścić świece trzeba często. Na ile tys. godzin robi się to w
samochodach?
> > > Żebyś wiedział. Marzę, by kupić na DZ na próbę rosyjskiego następce
> > > Wierieroka nazwie WIND ;-)))
> > A czy ma wsteczny bieg (nawet "improwizowany)?
> Ma! Autentyczny, tez z boku.
No to zwracam honor (w TYM punkcie ;-) ), bowiem tamten Wietierok pozbawiony
jednego i drugiego rzeczywiście był pod tym względem fatalny. I rozumiem
pewnego Kapitana Jachtowego, (posiadacza Wietieroka a nawet dwóch) który też
kiedyś radził mi, abym kupując nowy silnik koniecznie wybrał taki z rewersem.
Ale z Hondą BF2 do czynienia wcześniej nie miał. >
> > Bo nie mam złudzeń, że to czterosuw.
> ;-) no nie ma
A szkoda ;-((
> > > > Masowo odchodzi się od dwusyfów.
> > > U nas na 4takty mała szansa, z uwagi na cenę.
> > Nie jest to az tak wielka różnica w cenie
> do 50%
Porównując rózne marki, a to nie jest obiektywne porównanie.
Weźmy np. Yamaha 4 (2suw) - 3800zł; Yamaha 4F (4suw) - 4300zł
(ceny sprzed półtora roku, gdy sam musiałem zdecydować się na wybór silnika).
> > > Ze względów bezpieczeństwa sam zalecił bym mocniejszy 2-takt.
> > Najbardziej "niebezpieczny" jest taki żeglarz, co bez silnika poradzic
> > sobie nie potrafi.
> Ale takich będzie coraz więcej, bo ludzie nie mają juztyle czasu by się
> opływać
Noo, to jak jeszcze tacy dorwą się do "mocniejszego 2-takta" to biada tym co
znajdą się przed ich dziobem :-(( (zob. Guzianka!).

> > Wygoda - tak, ale nie mieszajmy w to bezpieczeństwa, bo znowu
> > pewien "błedny rycerz" w imie tegoż bezpieczeństwa zażąda zniesienia
> > stref ciszy! I wystarczy, że na Nidzkim zawieje więcej niż 4B, i prawie
> > wszyscy będą "bezpiecznie" rżnąc na silnikach :-(((
> I dobrze, zabełtają wodę, natleni się i będą w jeziorze lepsze warunki do
> życia a nie tak jak teraz że co upał to przyducha i ryby giną ;-)
> Serio piszę.
Skoro tak - to zignoruję ;-) w poprzednim zdaniu.
Powtarzasz komunały wymyślone przez samych motorówkarzy dla uspokojenia
opinni publicznej. Ile takich motorówek musiało by orać jednocześnie wodę aby
dostarczyć tyle "tlenu" (bo tlenu w spalinach tyle co kot napłakał), co wiatr
o sile 4B? Przyducha robi nie się z powodu braku motorówek ale z powodu
zużywania tlenu przez bakterie rozkładające zanieczyszczenia organiczne, a
także obumarłe glony "zakwitające" na sztucznych nawozach spływających z pól.
Uratowac jeziora może natlenianie głębokich warstw wody, ale do tego służą
Ekofloxy a nie motorówki. Było o tym na Grupie, zapytaj Rympała, On widział
coś takiego w Olsztynie.

> Gońmy motórówki bo męczące, ale na Nidzkim to by się przydały.
To może jeszcze lepsze byłyby skutery :->
> Mądrzy ludzie to na Bodeńskim dawno temu odkryli
Raczej nie chcieli zadzierac z lobby motorowodniackim. Ale nie byłem tam, nie
zamierzam się wypowiadać, czy zupełna eliminacja motorówek byłaby tam celowa.
> i zamiast wyganiac motorówki z jeziora, jak chcieli żeglarze, dopuscili
> tylko zdławione 4takty co nota bezn żeglarzy najmocniej kopnęło.
A niech gęś kopnie takich "żeglarzy" co czują sie z tego powodu "kopnięci" ;-)

> > Oleje może i są biodegradowalne, ale czy ich "przesmażone cząstki w
> > spalinach też? Przecież frytki, mimo że smażone na "zdrowym" oleju nic >
> nie mają wspólnego z tzw zdrową żywnością.
> nie wiem, ale podejrzewam że na zachodzie bez powodu by tych olejów nie
> wprowadzali?
Mogło pójść wspomniane wcześniej przez Ciebie paliwo rozlewane na wodzie
podczas tankowania.
> > > lżejsze, tańsze, łatwiejsze w naprawie, sprawniejsze, nie prawiające
> > > sproblemów w transporcie, przy małych przebiegach rocznych tańsza
> > > eksploatacja..
> > Problemy częściowo wyolbrzymione, częściowo nieaktualne.
> Wszystkie prawdziwe i aktualne. Który niby nie?
Po kolei:
-lżejsze: Honda BF2 z krótką kolumną waży 12kg - tyle co Salut. Yamaha 2
(2suw) 10kg Yamaha 4 (2-suw) 21,5kg, Yamaha 4F (4-suw) 23kg
Ile zaoszczędzisz za to ciężaru na zapasie paliwa? Wystarczy?
- tańsze: już o tym pisałem.
- łatwiejsze w naprawie: przez użytkownika - tak. Ale znacznie mniej awaryjne
- sprawniejsze: nonsens!!! Czterosuwy są o wiele sprawniejsze. Najwyraźniej
mylisz sprawność (zużycie paliwa na jednostkę mocy) z wydajnością (moc z
jednostki pojemności skokowej. Ale pod tym względem czterosuwy niewiele
ustępuja dwusuwom, zwłaszcza przy małych mocach.
- nie sprawiające sproblemów w transporcie
Akurat. Przewieź takiego oblepionego resztkami spalonego olejem śmierdziucha
środkiem komunikacji publicznej lub na tylnym siedzenu własnego auta. Chyba
jednak prościej sobie przyswoić, na którym boku nie należy kłaść cztertotakta
(bo śrubą do góry to i tak postawić go trudno :-)) )
- przy małych przebiegach rocznych tańsza eksploatacja..
Raczej nie w przypadku zachwalanych przez Ciebie "ekologicznych" olejów.
A ile może kosztować te 0,25 litra dobrego oleju silnikowego,
wymienianego w czterosuwie raz na rok?
Nie bronię tu 2-taktów!
Jaaa? Ależ to nie ja!
To ON!
("Prowokator", z festiwalu "Zakazane piosenki", Gdańsk 1981) ;-)

> Zauważ że mówię to jako posiadcz masy 4-o taktów. Wybrałem je ale znam ich
> wady.
Ale nie są one takie, aby trzeba było odradzać je potencjalm nabywcom, a ZTCW
usilnie to robisz ;-)
> > Niektóre dawo już zdjęły, w szczególności Honda
> ;-) Chyba raczej NIGDY ich nie miała
I chwała jej za to, nawet jeśli miała to tak dawno, że tego nie pamiętamy
> > Jesli ktos już ma Wietieroka, to zakup nowej Hondy to rzeczywiście
> > poważny wydatek - niech pływa na tym co ma, byle rozsądnie. Ale jeśli już
> > chce kupić nowy, niech wybierze lepszy, a nie powinien pożałować
> nie to tym piszę. Zawodność Wietieroka akurat go dyskwalifikuje.
Zadbany Wietierok nie jest taki zły, tragiczny jest dopiero Salut.

> Ja sugeruję raczej przede wszystkim bezpieczeństwo, czyli jak najmocniejszy
Taa, a "jacht bezpieczny" to dla co poniektórych też znaczy jak największy
:-> Tylko potem niejeden taki moze się srodze rozczarować.

> ale nowy, by był niezawodny
Przeciez sam przyznałeś, że niektóre marki są "delikatne", więc nawet nowe
mogą zawieść

> dopiero potem jak kogos stać to komfort posiadania 4o suwu.
Mnie jakoś było stać na taki "komfort" chociaż na pewno nie będzie mnie stać
na "komfort" posiadania Tanga lub jachtu Janmor z silnikiem Yanmar ;-)
Pozzdrawiam

RadekNet

unread,
Jan 21, 2003, 5:47:41 AM1/21/03
to
Dnia 17 stycznia 2003, napisales:

KD> Czy ktos może się ze mna podzielić do¶wiadczeniem z użytkowania silnika
KD> Honda BF2 - 4-suw 2 KM ?
KD> A może Yamaha 2,5?

Kamil, bez wzgledu na to co oni Ci tam pisza ;) ja polecam Yamahe
4KM. Uzywana (2 latek) kupisz za rozsadna cene, w stanie tez
przyzwoitym. Rufy Cariny toto nie obciaza za nadto, a pod prad Wisly
spokojnie ciagnie 2 carinki. Malo pali, ma wsteczny bieg. Jak dla mnie
- super.

Pozdr.
--
Radoslaw Wrodarczyk
www.parts.com.pl (zeglarstwo, samochody)
GSM + 48 600 813 505

--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.rec.zeglarstwo

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 21, 2003, 6:07:52 AM1/21/03
to
li...@parts.com.pl (RadekNet) napisał(a):
> Kamil, bez wzgledu na to co oni Ci tam pisza ;) ja polecam Yamahe
> 4KM. Uzywana (2 latek) kupisz za rozsadna cene, w stanie tez
> przyzwoitym. Rufy Cariny toto nie obciaza za nadto, a pod prad Wisly
> spokojnie ciagnie 2 carinki. Malo pali, ma wsteczny bieg. Jak dla mnie
> - super.
Wcale nie zamierzam z Tomą dyskutować o wyższości Hond nad Yamahami, tak jak
nie zamierzm dyskutować o wyższości Orionów nad Kormoranami ;-)
Alee odezwałem się, bo Twoje spostrzeżenia są dla mnie cenne. O jakim odcinku
Wisły piszesz? Bo rejs z Kanału Żerańskiego do Portu Czerniakowskiego to dla
mnie jeszcze wielka niewiadoma. Prąd a Wawce wydaje się bardzo silny
(krytyczny jest "przełom" pod mostem Gdańskim - tam nawet Nadzieja z
Wietierokiem nie dała rady wciągnąć Kaczorka) Więc spodziewałem się pewnych
kłopotów z Orionem na Hondzie BF2, ale skoro dwukrotnie mocniejsza Yamaha
dała radę dwóm Carinom... Zresztą, to krótki odcinek.
Pozdrawiam

RadekNet

unread,
Jan 21, 2003, 6:20:11 AM1/21/03
to
Dnia 21 stycznia 2003, napisales:

TJ> Wcale nie zamierzam z Tomą dyskutować o wyższości Hond nad Yamahami,
TJ> tak jak nie zamierzm dyskutować o wyższości Orionów nad Kormoranami ;-)

A dlaczego? ;) Przeciez wszyscy wiedza, ze Yamahy i Kormorany sa
najlepsze ;) A tak na powaznie to ja mysle, ze teraz wiekszosc
zachodnich silnikow prezentuje podobny poziom - cos jak z samochodami.
Z wyjatkami i w gore i w dol. A Yamaha mi sie po prostu sprawdzila.

TJ> Alee odezwałem się, bo Twoje spostrzeżenia są dla mnie cenne. O jakim odcinku
TJ> Wisły piszesz?

Jedyny odcinek Wisly jaki szedlem pod prad wiecej niz kilka minut to
trasa z Gdanska na Zalew. Pojecia nie mam jak sie ma to do pradu w
Warszawie, ale silnik radzil sobie bez problemu, zdecydowanie lepiej
niz Wietierok.
Tak sie teraz zastanawiam czy ja ciagnalem dwie cariny... Jacku, my
szlismy razem na Wietieroku. A Yamaha tez? Glowy nie dam..

Acha, i zauwazylem, ze dwa lata temu mialem znacznie silniejszy prad
niz w zeszlym sezonie. Wiec to jest dosc zmienne...

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 21, 2003, 6:44:41 AM1/21/03
to
li...@parts.com.pl (RadekNet) napisał(a):
> Jedyny odcinek Wisly jaki szedlem pod prad wiecej niz kilka minut to
> trasa z Gdanska na Zalew.
Tego też się spodziewałem no bo gdzie Cariny jesli nie u Jacka? ;-)

> Pojecia nie mam jak sie ma to do pradu w Warszawie
Niestety ja z kolei nie płewałem po Wiśle w okolicach Gdańska (no, dawno temu
Pentałem się Volvem na Warszawskiej Nike, ale tamto przypominało raczej
kanały niż rzekę). W Warszawie prąd jest dużo silniejszy niż na Narwii,
zwłascza że mocno poprzegradzano tam Wisłę ostrogami (pływałem tam Orionem,
ale na Wietieroku i Yamasze 8KM). Ale pisałeś, że zamierzasz przepłynąć całą
Wisłę, więc wkrótce przekonasz się sam.

> ale silnik radzil sobie bez problemu, zdecydowanie lepiej
> niz Wietierok.
No to nieźle! :-DDD DWA razy słabszy siilnik! Tym bardziej świadczy to, jak
złudne mogą być porównania sprzętu z róznych firm (i epok)

> Acha, i zauwazylem, ze dwa lata temu mialem znacznie silniejszy prad
> niz w zeszlym sezonie. Wiec to jest dosc zmienne...
Zależy od tego, ile wody puszczą z chmur gdzieś nieopodal Twoich stron... ;-)

RadekNet

unread,
Jan 21, 2003, 7:00:02 AM1/21/03
to
Dnia 21 stycznia 2003, napisales:

>> Jedyny odcinek Wisly jaki szedlem pod prad wiecej niz kilka minut to


>> trasa z Gdanska na Zalew.

TJ> Tego też się spodziewałem no bo gdzie Cariny jesli nie u Jacka? ;-)

:)

Ma to swoj urok jak takie stadko sie kreci.. albo jak dookola takiego
stadka sie kreci Zefirek ;)

>> Pojecia nie mam jak sie ma to do pradu w Warszawie

TJ> Niestety ja z kolei nie płewałem po Wiśle w okolicach Gdańska (no, dawno temu
TJ> Pentałem się Volvem na Warszawskiej Nike, ale tamto przypominało raczej
TJ> kanały niż rzekę). W Warszawie prąd jest dużo silniejszy niż na Narwii,

Nigdy nie bylem na Narwi ;)

>> ale silnik radzil sobie bez problemu, zdecydowanie lepiej
>> niz Wietierok.

TJ> No to nieźle! :-DDD DWA razy słabszy siilnik! Tym bardziej świadczy to, jak
TJ> złudne mogą być porównania sprzętu z róznych firm (i epok)

Mam nadzieje, zrobic w tym sezonie test. Gladka woda, takie same
warunki, log i jazda.

in...@anw.pl

unread,
Jan 21, 2003, 7:32:35 PM1/21/03
to
> wi...@anker.pl napisał(a):
> > Sorry, w swej pysze zapomniałem, że są jeszcze piesi ;-)
> Ano, są nawet tacy, których nie stać na samochód, ale stać na Hondę ;-)
> > Wręcz przeciwnie, przedziwne rzeczy robią bardzo często nieświadomi
> > nowozamozni zwyczajnie nie widzący w tym nic złego (u nas w porcie parę
> > silników co weekend)
> > Byli uzytkownicy radzieckich przewąznie są bardzo opływani i swe nowe
> > szanują.
> Ale ci "nowozamożni" raczej nie pływają na Carinach.

sporo naszych absolwentów kupuje stare laminaty a ci z nich większe.
Mysle że nie ma już takich reguł, kto na czym pływa

A ci co pływają na
> Carinach, raczej mieli do czynienia z Wietierokami (post Kamila, obawiającego
> się przegłębienia pawęży, na to by wskazywał) Jeśli Honda będzie Mu
> zapalać "od pierwszej pyty" nie ma powodu, aby próbował odpalać ją na sucho.

tego mu nie sugruję, dawałem tylko przykład jak nieświadomi właściciele
prywatnych motorków potrafią im czasem szkodzić.

> Wcale nie twierdziłem, że wszyscy użytkownicy Wietieroków odpalają je na
> sucho - sam tak nigdy nie robiłem.
> > > > > skoro Orionem dało się bez problemu, to nieco cięższą ale doskonalszą
> > > > > hydrodynamicznie Sportiną też powinno się udać.
> > Kategorycznie - NIE, sprawdzone! Udac się może ale kosztem silnika.
> Czyżby więc pogłoska o tym, że Orion to Latający Holender z kabiną miała być
> prawdziwa? ;-)

Kto wie? Kiedys na wietieroku Orionkiem z Wierzby do Mikołajek to żeśmy z
poparzonym chłopakiem niemal w ślizgu dopłynęli ;-)

A przecież Sportina absolutnie nie jest "koromysłem"!

akurat jakoś lekko chodzi, ale na BF2 to najwyżej na małej fali i nie pod prąd.

No, być
> może, jak każdy jacht, w pewnych warunkach staje się "krową", zwłaszcza w
> razie przeciążenia ją ładunkiem piwa :-> Może kol. Irek Grabowski, który dużo
> pływał na obu typach jachtów zdoła je obiektywnie porównać.
> > > > Prawidłowo eksploatowany silnik przyczepny powinien chodzić maksymalnie
> > > > na 2/3 obrotów, wiekszych tylko na krótko, w chwilach zagrożenia.
> > > Głównie dotyczy to dwusuwów - przy maxymalnych obrotach rzeczywiście palą
> > > one ogromne ilości benzyny.
> > Nie chodzi o benzynę, tylko o przeciążanie silnika. A Instrukcje 4suwów
> > (Honda własnie) też zawierają takie zalecenie.
> Ciągle powtarzam: do przeciążenia silnika (podczas pływania pod prąd) było
> jeszcze daleko. Sam byłem zaskoczony wydajnością dwukonnej Hondy po
> doświadczeniach z Salutem o nominalnie takiej samej mocy.

ale Ci sie zebrało na porównanie Koni z Łoszdziami ;-)))

Z cała pewnością
> powodem dużej skuteczności Hondy była lepsza sprawność dużej śruby, o
> średnicy porównywalnej z tą od Wietieroka. Ale nie byłbym zaskoczony, gdyby w
> przypadku Saluta określano moc silnika, w przypadku Hondy zaś - moc układu
> napedowego, z uwzględnieniem sprawności śruby.

Przecież dokładnie tak jest, na zachodzie mierzyli moc na śrubie
a na wschodzie na wale jak silnik był dobrze zmontowany.

> > > Ale hałas jest większy z powodu braku płaszcza wodnego.
> > To nie tak, jakas woda w BF 2 cyrkuluje w kolumnie
> Ta stara, "kanciasta" miała chyba w ogóle chłodzenie wodne (jakaś woda kapała
> spod korpusu). W nowej woda istotnie cyrkuluje w kolumnie chłodząc układ
> wydechowy, ale do cylindra bedącego głownym źródłem hałasu nie dociera.

no nie, ale wydech to chyba tłumi...

a swoją drogą kiedyś miałem fajną historię.
Kiedyś po paru latach eksploatacji BF2 jakoś tak nieśmiało przyszedł do mnie
instruktor i zameldował że z tyłu spod bloku woda z chłodzenia nie leci.
Najpierw się uśmiałem i uspokoiłem go że silnik ten jest chłodzony powietrzem i
nie ma się czym martwić. Ale potem, jak sie nas tym zastanowiłem to nie było mi
już do śmiechu. Wiesz czemu?

> > > nie tylko, chodzi o samo wychylanie sie. To niepotrzebnie prowokuje
> > > zagrożenia
> Wcale nie musiałem się niebezpiecznie wychylać

ale wiele osób to robi

> > > nie chodzi mi o moc na wstecznym, tylko moc w ogóle
> No to w końcu chcemy mieć żaglówkę czy też motorówkę o mocnym silniku, ale
> iepsko pływającą pod żaglami z powodu przegłebionej pawęży (przecież Kamil
> obawiał się tego ostatniego!)

spokojnie, to tylko parę kilo róznicy, które możesz zrównowazyć umiejscowieniem
zbiornika paliwa

> > > Totez przydatny jest gaz w rumplu,
> > mamy, i tak się musisz wychylić i przekłądac rumpel
> Aby sięgnąć do dźwigni biegu też przecież trzeba się wychylić. Może pantograf
> za daleko?

NIE UZNAJĘ PZNTOGRAFÓW!
Nie używamy NIGDY pantografów poza DZ-tami, gdzie już muszą być.
Są tylko stoliki, lub deski jak najbliżej pawęży, byle by się silnik pochylał.

> > > silnik "wisi" częsciowo nad achterdekiem, a nie całkowicie nad wodą.
> > zakłądam że to norma, tyle że nieprzestrzegana
> A Wy ją przestrzegacie?

tak, ale mało kto to robi



> > > > ryzyko rozlania paliwa przy tankowaniu
> > > Co to ma wspólnego z brakiem wstecznego biegu?
> > bo to te same silniki
> Coś ca coś - przy zbiorniku zewnętrznym występuje za to ryzyko wycieku paliwa
> z węża do np do achterpiku.

mimo wszystko uważam że minimalne

Na karygodną nieostrożność nie ma lekarstwa :-((

dlatego propaguję bezpieczniejsze rozwiązania techniczne które zmniejszą ryzyko
szkód w wyniku działania "czynnika ludzkiego"

> > > > (większość robi to w trakcie pracy silnika)
> > > Tym gorzej dla takiej pozbawionej instynktu samozachwaczego "większości"
> > no to po co ich prowokować?
> Pewnie, można zaniedbać wszelkich zasad BHP, w końcu znajdzie się i taki co
> będzie to robił ze szlugiem w zębach :->

śmiaj się smiej, najnowsza moja plaga to chemik udowadniający że benzyna się
nie pali tylko jej opary, więc nie ma się czego bać ;-)))(((

> Generalną zasadą powinno być gaszenie silnika podczas tankowania, także
> zbiornika zewnętrznego

ty to wies, ja to wiem, a ludzim sie spieszy...

> > > > albo przy chowaniu do bakisty.
> > > Mozna rozlac i z zewnętrznego zbiornika - przy odrobinie bezmyślności
> > jasne, ale ze zbiornika opadowego łatwiej
> A węża to nie można urwać, np. kotwicą?

tą w luku kotwicznym na dziobie? Ja nie potrafię ale cżłowiek sie uczy całe
życie, wic może kiedys mi się uda ;-)

> > > > Niewygodne manewrownaie kiedy masz na głowie ster i obserwację przed
> > > > dziobem...
> > > I jeszcze zagle, jak ja prawie tzy lata temu na Narwii, i to nie z Hondą
> > > ale wietierokiem.
> > no nie kpij sobie bo to podstawowy argument
> Wcale sobie nie kpię - naprawdę prowadziłem w pojedynkę Oriona pod pełnymi
> żaglami, i jeszcze pomagałem mu silnikiem. Na dodatek toczyłem słowne boje
> z "jentelektualystom" na innym klubowym jachcie który zarzucał mi...
> oczywiście łamanie "etykiety". Tylko nie docierało do niego, że ewentualne
> uszkodzenie jachtu na kamienistej i płytkiej wówczas Narwii byłoby większym
> złem, a połączenie silnika z żaglami daje mi większe szanse w krytycznej
> syytuacji (w szczególności w razie konieczności wyłączenia silnika na
> kamieniach jacht nie traci sterowności i ne grozi wyłamanie steru)
> Więc dla chcącego nie ma nic trudnego :-)

A propo etykiety zagadka:
Czemu nakazywała mieć nazwę klubu na lewej stronie pawęży a silnik na prawej?

> > > Na Carinach raczej nie pływają lamerzy, i Kamil powinien sobie poradzić.
> > zwłąszcza z mocniejszym 2taktem ;-)))
> Albo i w ogóle bez silnika, jeśli jest dobrym żeglarzem. A jeżeli nim jest,
> to i słabszy Mu wystarczy, za to nie będzie ciągnął wody za rufą. A jeśli
> ten "mocniejszy 2takt" zawiedzie, stanie się tylko bezużytecznym, a nawet
> niebezpiecznym balastem

bez przesady. Nowy prywatny 2takt w jednych rękach jest raczej niezawodny.

> > > Toteż wolny wybór - jeden woli kupić silnik gorszy, ale ze wstecznym
> > > biegiem, inny lepszy, ale bez niego. Jeszcze innego bedzie stać na jedno
> > > i drugie
> > oczywiście, ale preferował bym bezpieczniejszy nadmiar mocy
> Bezpieczniejsza jest moc mniejsza ale niezawodna niż większa ale zawodna

Nie zgadzam się, bo jak powyżej pisałem Nowy prywatny 2takt w jednych rękach
jest raczej niezawodny więc wole go niz słabszy 4takt.

> > . > > To zależy od tego, jak traktujemy silnik. Jeśli jako remedium na złą
> > > > > pogodę pozwalające przepłynąć Śniardwy przy 6B, to i 4KM mogą nie
> > > > > wystarczyć.
> > ale zawsze mozna więcej
> To może przzesiądźmy się na motorówki? ;->

Może sie mylę, ale ostatnio nam się Mazury rozsztormiły i parę nadwyzkowych
koników nie zaszkodzi, nawet jak już sie nie ma czasu na spływy rzekami.

> > > > > długości kadłuba. Wychodzi 5 KM na małych łódkach i 8 KM na większych,
> > > I na tych "większych" potrzebny jest patent motorowodny?

;-) Tak, ale nie rób ze mnie ironicznie zdziercy.
Ja tak naprawde dla dobra ogółu.

> > > Tak i co z tego? To grosze przy cenie silników.
> Może więc lepiej i prościej udoskonalić swoje umiejętności żeglarskie, aby i
> słabszy silnik wystarczył?

a może lepiej by silnik mocny poprawić mógł to czego nie wymyśli głowa? ;-))

> > > > Nalepszy dowód, że mamy na naszych ElBimbach 4-konne Selvy i ledwo
> > > > starczają.
> > > To coś podejrzanie kiepskie te Selvy.
> > Fakt, w tym roku będziemy testować inne śruby. Ale Widziałem Bimbki na
> > Merkurakach i było podobnie.
> Spotkałem się z negatywną opinią o tej marce, bowiem znajomemu tuż po okresie
> gwarancyjnym pękł korbowód. Cały silnik na złom :-(((

owszem, jakieś takie delikatne.
Jak kupiłem to pierwsze co zrobiłem to założyłem filtr paliwa i osłonę steru.
A jedyne co mi się naprawde nie podoba do wolny dowóz cześci zapasowych.

> Chcesz spróbować?
> Może... ale ile to u Was kosztuje? Bardziej miarodajna od Mercurego 4 byłaby
> dla mnie jednak Honda 5

Mamy głównie je, możesz sie pobawić ale waży od cholery i 1 gar cichy nie jest

> > a ja w takich zestawach (Mak lub Trener z Omegą)
> > na BF5 schodzę co roku w dół i uważam że to za mało.
> > Tyle że na większe nas nie stać.
> Czyżbyś chciał chodzić w ślizgu? ;->>

Nie, na małych obrotach w ciszy i zapasem mocy na wrazie czego.
Rekordy trasy w dół dla par na BF5 przy średnim stanie: 2,5 dnia.

A swoją drogą, jakbys mi w myślach czytał. Kiedyś spłynąłem motoróweczką z
Piszu na Zegrze i mówię Ci - super sprawa, Ta Meandry, jak Ci silnik gasnie...
A żaden wędkarski kamień nie dogoni... ;-)


> > Ha Ha Ha! Lubię i propaguję Hondę ale silnik na wodzie to nie agregat czy
> > kosiarka.
> To wilgoć szkodzi bardziej niż wszechobecny pył?

pył odfiltrujesz, a wiesz jak woda zżera nieuzywaną gładź cylindrów?

> > Nasz 1-a BF-5 po tym przebiegu s z kursów motorowodnych przeszła
> > na emeryture na jachcie, bo długo by tego nie wytrzymała zdaniem serwisu.
> Noo, po tych wyczynach kursantów z połamaną kolumną to sie serwisowi nie
> dziwię ;-)

kolumna to na 2ce

> > > > A prywatnego właściciela nikt nie pilnuje, nikt mu nie poradzi!
> > > Chyba że sam dba o swój silnik - i nie "zarzyna" go planując kupić nowy
> > > za trzy sezony. Po co więc tak uogólniać?
> > Bo nowoupieczenie (ale nie tylko) ludzie są zwyczajnie nieświadomi a kursy
> > żeglarskie przekazują i tak minimum a to co o silnkach to czyste kpiny.
> A na jakiej podstawie tak nisko oceniasz Kamila?

na podstawie obserwowanej średniej statystycznej,
za co go na wszelki wypadek z góry przepraszam

> > > "Prosty" silnik może okazac się łatwiejszy do zepsucia (choćby przy
> > > czyszczeniu świecy)
> > Fakt, selvy są delikatne, typowy silnik dla jednego uzytkownika
> A w dwusuwach czyścić świece trzeba często. Na ile tys. godzin robi się to w
> samochodach?

u nas w Hondach na pewno tez często, jak chodzą na małych obrotach

> > > > Żebyś wiedział. Marzę, by kupić na DZ na próbę rosyjskiego następce
> > > > Wierieroka nazwie WIND ;-)))
> > > A czy ma wsteczny bieg (nawet "improwizowany)?
> > Ma! Autentyczny, tez z boku.
> No to zwracam honor (w TYM punkcie ;-) ), bowiem tamten Wietierok pozbawiony
> jednego i drugiego rzeczywiście był pod tym względem fatalny. I rozumiem
> pewnego Kapitana Jachtowego, (posiadacza Wietieroka a nawet dwóch) który też
> kiedyś radził mi, abym kupując nowy silnik koniecznie wybrał taki z rewersem.
> Ale z Hondą BF2 do czynienia wcześniej nie miał. >

daj spokój, trochę na niej popływałem więc znam zalety i odradzam.
Słychaj: Mamy od lat sporo BF5, są ok choć słabe jak na ponad 7m łodki,
BF2 uszła na sportinie na Mazurach ale w cieplarnianych warunkach, teraz ma
emeryturę na bączku portowym, gdzie chodzi jak burza ;-)
Nawet wprowdzilismy trochę tych Selv 4 ale na 7 m łodki są zdecydowanie za
słabe, ujdą na Bimbkach. Potestujesz - zobaczysz...

> > > Bo nie mam złudzeń, że to czterosuw.
> > ;-) no nie ma
> A szkoda ;-((

to już nie miłość, to kwadrofilia! ;-)

> > > > > Masowo odchodzi się od dwusyfów.
> > > > U nas na 4takty mała szansa, z uwagi na cenę.
> > > Nie jest to az tak wielka różnica w cenie
> > do 50%
> Porównując rózne marki, a to nie jest obiektywne porównanie.
> Weźmy np. Yamaha 4 (2suw) - 3800zł; Yamaha 4F (4suw) - 4300zł
> (ceny sprzed półtora roku, gdy sam musiałem zdecydować się na wybór silnika).
> > > > Ze względów bezpieczeństwa sam zalecił bym mocniejszy 2-takt.
> > > Najbardziej "niebezpieczny" jest taki żeglarz, co bez silnika poradzic
> > > sobie nie potrafi.
> > Ale takich będzie coraz więcej, bo ludzie nie mają juztyle czasu by się
> > opływać
> Noo, to jak jeszcze tacy dorwą się do "mocniejszego 2-takta" to biada tym co
> znajdą się przed ich dziobem :-(( (zob. Guzianka!).

Cóz, nie poradzisz, życie... Czas może to poprawi?

> > > Wygoda - tak, ale nie mieszajmy w to bezpieczeństwa, bo znowu
> > > pewien "błedny rycerz" w imie tegoż bezpieczeństwa zażąda zniesienia
> > > stref ciszy! I wystarczy, że na Nidzkim zawieje więcej niż 4B, i prawie
> > > wszyscy będą "bezpiecznie" rżnąc na silnikach :-(((
> > I dobrze, zabełtają wodę, natleni się i będą w jeziorze lepsze warunki do
> > życia a nie tak jak teraz że co upał to przyducha i ryby giną ;-)
> > Serio piszę.
> Skoro tak - to zignoruję ;-) w poprzednim zdaniu.
> Powtarzasz komunały wymyślone przez samych motorówkarzy dla uspokojenia
> opinni publicznej.

Szwajcarsy naukowcy je powymyslali, może to nie taqkie komunały?
A fakt że motorowókarze je skwapliwie powtarzają, jak mają okazję...

Ile takich motorówek musiało by orać jednocześnie wodę aby
> dostarczyć tyle "tlenu" (bo tlenu w spalinach tyle co kot napłakał), co wiatr
> o sile 4B? Przyducha robi nie się z powodu braku motorówek ale z powodu
> zużywania tlenu przez bakterie rozkładające zanieczyszczenia organiczne, a
> także obumarłe glony "zakwitające" na sztucznych nawozach spływających z pól.
> Uratowac jeziora może natlenianie głębokich warstw wody, ale do tego służą
> Ekofloxy a nie motorówki. Było o tym na Grupie, zapytaj Rympała, On widział
> coś takiego w Olsztynie.

na Mikołajskim

> > Gońmy motórówki bo męczące, ale na Nidzkim to by się przydały.
> To może jeszcze lepsze byłyby skutery :->

no, jak taki zleci, to dopiero sie woda natlenia ;-)

> > Mądrzy ludzie to na Bodeńskim dawno temu odkryli
> Raczej nie chcieli zadzierac z lobby motorowodniackim. Ale nie byłem tam, nie
> zamierzam się wypowiadać, czy zupełna eliminacja motorówek byłaby tam celowa.

Ja się nasłuchałem od tubylca. Jak podliczyli straty powodowane przez obie
grupy to ludzie byli zszokowani bo wyszło na to, że "czystych" żeglarzy przede
wszstkim należało by wywalić. Szło nie tyle o bełtanie tylko o to:
- gdzie kto się załatwia
- kto więcej brudzi wodę kapiąca benzyną
- kto głównie używa 2suwów których tak nie lubisz
- i coś tam jeszcze, nie pamiętam

> > i zamiast wyganiac motorówki z jeziora, jak chcieli żeglarze, dopuscili
> > tylko zdławione 4takty co nota bezn żeglarzy najmocniej kopnęło.
> A niech gęś kopnie takich "żeglarzy" co czują sie z tego powodu "kopnięci" ;-)

Powiedzmy ładniej: dotknęło finansowo a ucieszyło importerów trupków do Polski

> > > Oleje może i są biodegradowalne, ale czy ich "przesmażone cząstki w
> > > spalinach też? Przecież frytki, mimo że smażone na "zdrowym" oleju nic >
> > nie mają wspólnego z tzw zdrową żywnością.
> > nie wiem, ale podejrzewam że na zachodzie bez powodu by tych olejów nie
> > wprowadzali?
> Mogło pójść wspomniane wcześniej przez Ciebie paliwo rozlewane na wodzie
> podczas tankowania.

zgadza się, jw, jeden z głównych wątków obok siuśków

> > > > lżejsze, tańsze, łatwiejsze w naprawie, sprawniejsze, nie prawiające
> > > > sproblemów w transporcie, przy małych przebiegach rocznych tańsza
> > > > eksploatacja..
> > > Problemy częściowo wyolbrzymione, częściowo nieaktualne.
> > Wszystkie prawdziwe i aktualne. Który niby nie?
> Po kolei:
> -lżejsze: Honda BF2 z krótką kolumną waży 12kg - tyle co Salut.

Musisz sięgać do wykopolisk? Kto dziś porównuje auta do Trabantów?

Yamaha 2
> (2suw) 10kg Yamaha 4 (2-suw) 21,5kg, Yamaha 4F (4-suw) 23kg
> Ile zaoszczędzisz za to ciężaru na zapasie paliwa? Wystarczy?

nie. Na jakiej trasie? Do Niderlandów?

> - tańsze: już o tym pisałem.

a ja się niae zgodziłem. Tylko Hondy są tanie ale to konkretna marka.
W pozostałych firmach 4 suwy danej firmy sa 30-50% droższe od 2suwów.

> - łatwiejsze w naprawie: przez użytkownika - tak. Ale znacznie mniej awaryjne

HA Ha, mam 4suwy ale żeby mniej awaryjne? To była by kryptoreklama.
psują sie w nich rzeczy, których czasem po prostu nie ma w taktach.
Ot np czujnik ciśnienia oleju w co drugim BF5. I co? Panika!

> - sprawniejsze: nonsens!!! Czterosuwy są o wiele sprawniejsze. Najwyraźniej
> mylisz sprawność (zużycie paliwa na jednostkę mocy) z wydajnością (moc z
> jednostki pojemności skokowej.

Fakt, pomyliłem, człowiek sie uczy całe życie

Ale pod tym względem czterosuwy niewiele
> ustępuja dwusuwom, zwłaszcza przy małych mocach.

Ustępuję, ustępują, porównaj pojemości silników o tej samej mocy i wpływ tego
zjawiska na wage silnika

> - nie sprawiające sproblemów w transporcie
> Akurat. Przewieź takiego oblepionego resztkami spalonego olejem śmierdziucha
> środkiem komunikacji publicznej lub na tylnym siedzenu własnego auta.

Jakos te moje Hondki sterylnie czyste to nie są. przesadzasz

Chyba
> jednak prościej sobie przyswoić, na którym boku nie należy kłaść cztertotakta
> (bo śrubą do góry to i tak postawić go trudno :-)) )

Uha ha. Wiesz jak ludzie są zdolni? Ty wierzysz w ludzką mądrość a ja jak jadę
na kurs to urządzam sobie w myslach konkurs, na widok czego tym razem zdębieje.
I zazwyczaj przegrywam, bo zawsze potrafią mnie czymś misie zaskoczyć... ;-)
Jeżeli chodzi o olej w 4taktach to wszystkie reguły o spadająccyh kromkach z
masłem czy prawa Murphyego że jezeli coś się może s... to sie s...
sprawdzają sieregularnie w 100% pewnością.

> - przy małych przebiegach rocznych tańsza eksploatacja..
> Raczej nie w przypadku zachwalanych przez Ciebie "ekologicznych" olejów.
> A ile może kosztować te 0,25 litra dobrego oleju silnikowego,
> wymienianego w czterosuwie raz na rok?

w BF5 to 0,5 - Łatwo policzyć- te 0,5 litra wystarczyło by przy 1:50 na 25
litrów beznyny. jak pływasz duzo to masz racje. Ale naprawdę masa armatorów nie
wypala na wet połowy tego. ot, parę tygodni pływania, bo brak urlopu

> Nie bronię tu 2-taktów!
> Jaaa? Ależ to nie ja!
> To ON!

;-) doradzam przede wszytkim moc, bo podnosi bezpieczeństwo, a to moim zdaniem
jest ważniejsze niż inne czynniki. Ale oczywiście zachęcam do 4-taktów jeżeli
ktoś ma na to kasę. I do kupowania tanich Hond ;-)
Gdybys pytał o większe moce, to bym nie wywierał takiej presji.
Ale ze względów bezpieczeństwa jestem zadeklarowanym wrogiem 2KM na jachtach z
uwagi na ich konstrukcję. I dla tego odradzam BF2, nie jako 4-takt tylko jako
silnik nieprzystosowany do stosowania na jachtach żaglowych przed wszystkim
przez brak prawdziwego wstecznego

> ("Prowokator", z festiwalu "Zakazane piosenki", Gdańsk 1981) ;-)
> > Zauważ że mówię to jako posiadcz masy 4-o taktów. Wybrałem je ale znam ich
> > wady.
> Ale nie są one takie, aby trzeba było odradzać je potencjalm nabywcom, a ZTCW
> usilnie to robisz ;-)

Popatrz na to inaczej. Skoro mam mase 4-taktów, i jednak do mniejszych jachtów
zamiast BF2 dobieram jednak mocniejsze 2-suwy to może mam powód?
A zwaz że w Hondzie mam takie zniżki że by Ci się nawet nie śniło.

> > > Niektóre dawo już zdjęły, w szczególności Honda
> > ;-) Chyba raczej NIGDY ich nie miała
> I chwała jej za to, nawet jeśli miała to tak dawno, że tego nie pamiętamy
> > > Jesli ktos już ma Wietieroka, to zakup nowej Hondy to rzeczywiście
> > > poważny wydatek - niech pływa na tym co ma, byle rozsądnie. Ale jeśli już
> > > chce kupić nowy, niech wybierze lepszy, a nie powinien pożałować
> > nie to tym piszę. Zawodność Wietieroka akurat go dyskwalifikuje.
> Zadbany Wietierok nie jest taki zły, tragiczny jest dopiero Salut.

a ty znowy o wykopaliskach. A swoją drogą oddam zadbanego Forella w dobre ręce!

> > Ja sugeruję raczej przede wszystkim bezpieczeństwo, czyli jak najmocniejszy
> Taa, a "jacht bezpieczny" to dla co poniektórych też znaczy jak największy

Na morzu i owszem. Widząc Nefryta jakbym widział niejskiego Pawełka.. :-))

> :-> Tylko potem niejeden taki moze się srodze rozczarować.
> > ale nowy, by był niezawodny
> Przeciez sam przyznałeś, że niektóre marki są "delikatne", więc nawet nowe
> mogą zawieść

ale rzadko w prywatnych jednych rękach

> > dopiero potem jak kogos stać to komfort posiadania 4o suwu.
> Mnie jakoś było stać na taki "komfort" chociaż na pewno nie będzie mnie stać
> na "komfort" posiadania Tanga lub jachtu Janmor z silnikiem Yanmar ;-)

Głowa do góry, nikt z nas nie wie co mu pisane.
Tez tak kiedys myślałem, a teraz podpadam ludziom za głupie odpowiedzi:
Parę lat temu na rejsie ciekawa panienka spytała mnie o to czy mam jacht.
Zgdonie z prawdą odpowiedziałem krótko: "tak 9 i dzisiąty malutki"
(chciałem być dokładny - chodziło o motorówkę asekuracyjną).
Ale nie zdażyłem wyjaśnić, bo się obraziła... ;-)))
Tak że nie mów HOP!

Pozzdrawiam

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 22, 2003, 7:39:51 AM1/22/03
to
in...@anw.pl napisał(a):
> > Ale ci "nowozamożni" raczej nie pływają na Carinach.
> sporo naszych absolwentów kupuje stare laminaty a ci z nich większe.
> Mysle że nie ma już takich reguł, kto na czym pływa
Chyba mieliśmy zupełnie innych "nowozamożnych" na myśli. Ja miałem na myśli
takich, co to prawie wcale nie pływają ale "uprawiają jachting" w
zamkniętych "marinach, takich jak "Letni Ogród". Ale na grupie to śliski
temat - już ktoś wylał na mnie wiadro żółci, że jestem "żałosny" przez to
wyśmiewanie się z nowobogactwa. Co nie przeszkodziło innemu zaliczyć mnie
wcześniej w poczet "nuworyszy", właśnie za sprawą "Hondy" ;-)))))

> > Jeśli Honda będzie Mu zapalać "od pierwszej pyty" nie ma powodu, aby
> > próbował odpalać ją na sucho.
> tego mu nie sugruję, dawałem tylko przykład jak nieświadomi właściciele
> prywatnych motorków potrafią im czasem szkodzić.
Z całą pewnością są i tacy - ale może zgodzimy się wreszcie, że tylko
czasami. No i dotyczy to raczej każdej marki.
> > Czyżby więc pogłoska o tym, że Orion to Latający Holender z kabiną miała
> > być prawdziwa? ;-)
> A przecież Sportina absolutnie nie jest "koromysłem"!
> akurat jakoś lekko chodzi, ale na BF2 to najwyżej na małej fali i nie pod
> prąd.
Na Narwii i Pisie raczej nie ma dużej fali a prąd jest rzeczą względną -
można porównywać i na wodzie stojącej. Zatem proponuję pierwszy test
porównawczy: regaty Sportiny 595 i Oriona na Hondach BF2 (oczywiście przy
braku fali). No to jak - postanowione?
> > Sam byłem zaskoczony wydajnością dwukonnej Hondy po
> > doświadczeniach z Salutem o nominalnie takiej samej mocy.
> ale Ci sie zebrało na porównanie Koni z Łoszdziami ;-)))
Radkowi Wrodarczykowi też się zebrało - na niekorzyść dwukrotnie większej
liczby "łoszadiej"! :-)

> > Ale nie byłbym zaskoczony, gdyby w przypadku Saluta określano moc
> > silnika, w przypadku Hondy zaś - moc układu
> > napedowego, z uwzględnieniem sprawności śruby.
> Przecież dokładnie tak jest, na zachodzie mierzyli moc na śrubie
> a na wschodzie na wale jak silnik był dobrze zmontowany.
Miałem na myśli nie moc na śrubie (w końcu straty w przekładni spodzinowej
nie sią chyba znaczące) ale moc na "pantografie". Można sobie wyobrazić taki
pantograf z dynamometrem na testowej łodzi z logiem. Mnożysz prędkość w m/s
przez siłę w kN - i otrzymujesz moc całego układu silnik-śruba w kilowatach.
Ale czy tak robi się naprawdę - to inna sprawa.
> > W nowej woda istotnie cyrkuluje w kolumnie chłodząc układ wydechowy,
> > ale do cylindra bedącego głownym źródłem hałasu nie dociera.
> no nie, ale wydech to chyba tłumi...
Wydech tak, dzięki obniżeniu temperatury a co za tym idzie ciśnienia spalin.
Ale ponieważ wydech i tak jest pod wodą, to odczuwaja to głównie rybki.
Niemniej ważne jest cłodzenie samej kolumny - inaczej byłaby co najmniej tak
gorąca jak rura wydechowa motocykla.
> a swoją drogą kiedyś miałem fajną historię.
> Kiedyś po paru latach eksploatacji BF2 jakoś tak nieśmiało przyszedł do
> mnie instruktor i zameldował że z tyłu spod bloku woda z chłodzenia nie
> leci. Najpierw się uśmiałem i uspokoiłem go że silnik ten jest chłodzony
> powietrzem i nie ma się czym martwić.
Hehe, to i mnie gdy przypłynąłem do Węgorzewa i kończyłem manewry portowe,
jakiś żeglarz zwrócił na to samo uwagę. A na moją odpowiedź, że woda co
prawda nie leci ale za to gorące powietrze dmucha z niedowierzaniem pokręcił
głową - jak takie COŚ może w ogóle działać?
Aha - i w tymże porcie mieli też Hondę BF2 (z krótką kolumną) na czymś
wielkości Sportiny. Tylko płytka antykawitacyjna była tuż pod powierzchnią
zamiast na głębokości 15cm. Wyraziłem swoje powątpiewanie z tego powodu, ale
twierdzili, że tak jest dobrze. Ale skuteczność płytko zanurzonej śruby jest
mniejsza, tak jak mniejsza jest skuteczność płytkiego miecza. Wytrzymałość
wody na ścinanie rośnie z sześcianem głębokości wskutek czego płytko
zanurzona śruba wyrzuca do tyłu strumień wody, głęboko zanurzona - "odpycha
się" od mas wodnych. Za głęboko też niedobrze (instrukcja mówi wówczas o
spadku mocy silnika) - jak rozumiem trudniej silnikowi "wpompować" spaliny na
większą głębokość.
> Ale potem, jak sie nas tym zastanowiłem to nie było mi już do śmiechu.
> Wiesz czemu?
Ano nie wiem - dlaczego?
> > Wcale nie musiałem się niebezpiecznie wychylać
> ale wiele osób to robi
Chyba pozostaniemy przy swoich punktach widzenia. Dla mnie mogłby np. nie
istnieć zakaz wstępu do lasu w okresie suszy, niemniej jednak zdaję sobie
sprawę, że prędzej czy później znajdzie się takie bydlę, które wpuszczone do
lasu w końcu bedzie musiało zajarać szluga, a peta zhartuje potem w ściółce.
;-((((

> > No to w końcu chcemy mieć żaglówkę czy też motorówkę o mocnym silniku,
> > ale kiepsko pływającą pod żaglami z powodu przegłebionej pawęży
> spokojnie, to tylko parę kilo róznicy, które możesz zrównowazyć
> umiejscowieniem zbiornika paliwa
O ile jest na to miejsce. Ale gdy pawęż już jest zanurzona, liczy się każdy
kilogram, zwłaszcza za pawężą.
> NIE UZNAJĘ PZNTOGRAFÓW!
Właśnie dlatego m.in szukałem starego Oriona z "pisuarem" (o większym jachcie
nie myślałem nie tylko z powodu braku funduszy, ale i dlatego,że z góry
wiedziałem, że będę zmuszony pływać z Wawki na WJM. Hondę zakupiłem już
wcześniej, z myślą o tamtym klubowym Orionie, i nie chcialem ryzykowac
konieczniości zakupu większego silnika (przecież uprzedzałem Kamila, że jeśli
chce pływać na Mazury, może mieć problemy). A gdy już na niego trafiłem,
wziąłem bez wahania, nie bacząc ile pracy i kasy będę musiał jeszcze w niego
władować.

> > A Wy ją przestrzegacie?
> tak, ale mało kto to robi
Znów - tym gorzej dla tych, którzy tego nie robią
> > Coś ca coś - przy zbiorniku zewnętrznym występuje za to ryzyko wycieku
> > paliwa z węża do np do achterpiku.
> mimo wszystko uważam że minimalne
Tylko od czasu do czasu wylatuje w powietrze jakaś wypasiona, luxusowa
motoruffka, jak ta na jeziorze Dadaj w 1999r. Szkoda tylko, jeśli giną przy
tym akurat niewinne dzieci :'-((((((
> > Na karygodną nieostrożność nie ma lekarstwa :-((
> dlatego propaguję bezpieczniejsze rozwiązania techniczne które zmniejszą
> ryzyko szkód w wyniku działania "czynnika ludzkiego"
Najbezpieczniejsze to jest chyba "żeglowanie" po Internecie ;-)
Tak na poważnie - nadal nie widzę dostatecznych powodów, dla których
wewnętrzny zbiornik miałby uchodzić za bezpieczniejszy

> śmiaj się smiej, najnowsza moja plaga to chemik udowadniający że benzyna
> się nie pali tylko jej opary, więc nie ma się czego bać ;-)))(((
Chyba bym nie zdzierżył i nazwał go "pieprzonym autorytetem moralnym i
intelektualnym" ;->
(w istocie powinno być: benzyna nie wybucha tylko mieszanina jej oparów z
powietrzem, stąd wybuchy cząściowo opróżnonych lub niemal pustych zbiorników
bywaja szczególnie groźne)

> > Generalną zasadą powinno być gaszenie silnika podczas tankowania, także
> > zbiornika zewnętrznego
> ty to wies, ja to wiem, a ludzim sie spieszy...
Na tamten świat ;-P
> > A węża to nie można urwać, np. kotwicą?
> tą w luku kotwicznym na dziobie? Ja nie potrafię ale cżłowiek sie uczy całe
> życie, wic może kiedys mi się uda ;-)
No tak, cierpię na "Orionowe skrzywienie" ;-> Tam kotwica w luku dziobowym
pełni rolę pomocniczą, bowiem cumuje się dziobem. Zasadnicza kotwica jest na
rufie. Najwygodniej byłoby ją wozić na stelażu rufowym, ale rzadko się to
spotyka, za to jest przecież taki duży achterpik...

> A propo etykiety zagadka:
> Czemu nakazywała mieć nazwę klubu na lewej stronie pawęży a silnik na
> prawej?
Z mojego puntu widzenia to nie etykieta ale umiejscowienie "pisuaru" to
wymuszało ;-)

> bez przesady. Nowy prywatny 2takt w jednych rękach jest raczej niezawodny.
Ale Honda to zawsze Honda.
> Nie zgadzam się, bo jak powyżej pisałem Nowy prywatny 2takt w jednych
> rękach jest raczej niezawodny więc wole go niz słabszy 4takt.
Co kto lubi - a co zrobisz jeśli na stacji zabraknie akurat właściwego oleju?
Można użyć i Mixolu, ale odbija się to m.in na niezawodności.

> Może sie mylę, ale ostatnio nam się Mazury rozsztormiły i parę nadwyzkowych
> koników nie zaszkodzi, nawet jak już sie nie ma czasu na spływy rzekami.
Mazury się rozsztormiły, ale i łódki jakoś tak zrobiły sie szersze i wyższe,
na szczęście Carina do nich nie należy.

> > > > I na tych "większych" potrzebny jest patent motorowodny?
> ;-) Tak, ale nie rób ze mnie ironicznie zdziercy.
> Ja tak naprawde dla dobra ogółu.
Ech, zapewne każdy z Grupowiczów tak uważa ;-)
> > Może więc lepiej i prościej udoskonalić swoje umiejętności żeglarskie,
> > aby i słabszy silnik wystarczył?
> a może lepiej by silnik mocny poprawić mógł to czego nie wymyśli głowa? ;-))
Poprawić może ale jeszcze więcej może zepsuć, zwłaszcza ten mocniejszy.
> > > Ale Widziałem Bimbki na Merkurakach i było podobnie.
> > Spotkałem się z negatywną opinią o tej marce, bowiem znajomemu tuż po
> > okresie gwarancyjnym pękł korbowód. Cały silnik na złom :-(((
> owszem, jakieś takie delikatne.
A przecież to "niezawodne" 2-takty!

> Jak kupiłem to pierwsze co zrobiłem to założyłem filtr paliwa i osłonę
> steru.
Osłoną śruby przed sterem (lub jak kto woli, steru przed śrubą)?
A co do filtru paliwa - było nie było wlewanie jakiegoś zajzajeru do benzyny
to jaszcze jedna okazja do jej zanieczyszczenia. Oczywiście nie jedyna, toteż
postanowiłem przerzucić się na plastikowe kanistry, bo te blaszane po prostu
korodują od wewnątrz. Rok temu dostałem "opeer" w serwisie za zanieczyszczony
gaźnik. Ale silnik przez to nie stanął.

> > Bardziej miarodajna od Mercurego 4 byłaby dla mnie jednak Honda 5
> Mamy głównie je, możesz sie pobawić ale waży od cholery i 1 gar cichy nie
> jest
Waży tyle co wietierok, ale ZTCW wcale nie jest od niego słabsza. A
taki "kosiarkowy" terkot da się wytrzymać.

> > Czyżbyś chciał chodzić w ślizgu? ;->>
> Nie, na małych obrotach w ciszy i zapasem mocy na wrazie czego.
> Rekordy trasy w dół dla par na BF5 przy średnim stanie: 2,5 dnia.
No to z mojego punktu widzenia rzeczywiście rekord. Nie miałem dotąd okazji
spływać z Hondą, a podczas spływów z Wietierokiem statystykę psuły awarie.
Ale też nie szarżował bym w taki sposób. Po jednej z takich awarii wziął mnie
na hol spływający w dół żeglarz na Micro z Merkurym 2,5 Płynął szybko i w
ostatniej chwili wymanewrował wpół zatopiony pień ale nie zdążył mnie
ostrzec. Wrażenie było takie jakby ktoś wyjmował Oriona z wody... na
szczęście nic się nie stało.

> A swoją drogą, jakbys mi w myślach czytał. Kiedyś spłynąłem motoróweczką z
> Piszu na Zegrze i mówię Ci - super sprawa, Ta Meandry, jak Ci silnik
> gasnie...
Wiem jak to jest gdy gaśnie bo kiedyś gasł mi Salut. Na domiar złego wiał
silny mordewind. A potem: odpalenie saluta -> uwolnienie dziobu z krzaczorów
-> rufa na piasku -> wymiana kołka przy śrubie. Tak to jest gdy nie ma
sprzęgła. Z Wietierokiem, jeśli tylko działał takich problemów nie było.

> A żaden wędkarski kamień nie dogoni... ;-)
A szczupakowa błystka z kotwiczką zahaczona pod oko? ;-)

> > To wilgoć szkodzi bardziej niż wszechobecny pył?
> pył odfiltrujesz, a wiesz jak woda zżera nieuzywaną gładź cylindrów?
Hmmm, to w czterosuwach na tej gładzi jest chyba więcej oleju, a co dopiero w
karterze. Właśnie wnętrze karteru wydaje mi się potencjalnym miejscem korozji
w dwusuwach. Ale w praktyce gdy się pływa co najmniej raz dziennie jest
okazja do do odpalenia silnika, mimo że do podchodzę na żaglach, (chyba że
lokalne przepisy tego zabraniają) A po sezonie przechowuję Hondę nie w
jakiejś wilgotnej nieogrzewanej kanciapie z niedomykajcymi się drzwiami, ale
w mieszkaniu. Podjąłbyś się tam trzymać dwusuwa?
> > > A na jakiej podstawie tak nisko oceniasz Kamila?
> na podstawie obserwowanej średniej statystycznej,
> za co go na wszelki wypadek z góry przepraszam
No to dobrze, bo już chciałem napisać: małe kłamstwo, kłamstwo, duże
kłamstwo... statystyka ;-)

> > > A w dwusuwach czyścić świece trzeba często. Na ile tys. godzin robi się
> > > to w samochodach?
> u nas w Hondach na pewno tez często, jak chodzą na małych obrotach
Więc może lepiej aby były słabsze za to chodziły na wyższych? Zuwagi na
smarowanie też im to dobrze nie robi (zbyt niska temperatura oleju)

> > I rozumiem pewnego Kapitana Jachtowego, (posiadacza Wietieroka a nawet
> > dwóch) który też kiedyś radził mi, abym kupując nowy silnik koniecznie
> > wybrał taki z rewersem.
> > Ale z Hondą BF2 do czynienia wcześniej nie miał.
> daj spokój, trochę na niej popływałem więc znam zalety i odradzam.
> Słychaj: Mamy od lat sporo BF5, są ok choć słabe jak na ponad 7m łodki,
> BF2 uszła na sportinie na Mazurach ale w cieplarnianych warunkach, teraz ma
> emeryturę na bączku portowym, gdzie chodzi jak burza ;-)
> Nawet wprowdzilismy trochę tych Selv 4 ale na 7 m łodki są zdecydowanie za
> słabe, ujdą na Bimbkach. Potestujesz - zobaczysz...
Odpowiedziałem Kamilowi na pytanie o konkretny silnik. Przetestowałem go na
Orionie, uważam że jest odpowiedni. Nie ma sensu szukać cięższego. Ale Tobie
zapewne wydałby sie za słaby - cóż, motorówką orion raczej się przez to nie
staje.

> > > > Bo nie mam złudzeń, że to czterosuw.
> > > ;-) no nie ma
> > A szkoda ;-((
> to już nie miłość, to kwadrofilia! ;-)
Raczej dwusyfobia ;-P

> > > > Najbardziej "niebezpieczny" jest taki żeglarz, co bez silnika
> > > > poradzic sobie nie potrafi.
> > > Ale takich będzie coraz więcej, bo ludzie nie mają juztyle czasu by się
> > > opływać
> > Noo, to jak jeszcze tacy dorwą się do "mocniejszego 2-takta" to biada tym
> > co znajdą się przed ich dziobem :-(( (zob. Guzianka!).
> Cóz, nie poradzisz, życie... Czas może to poprawi?
obyśmy tylko dożyli tych lepszych czasów!

> > > I dobrze, zabełtają wodę, natleni się i będą w jeziorze lepsze warunki
> > > do życia a nie tak jak teraz że co upał to przyducha i ryby giną ;-)
> > > Serio piszę.
> > Skoro tak - to zignoruję ;-) w poprzednim zdaniu.
> > Powtarzasz komunały wymyślone przez samych motorówkarzy dla uspokojenia
> > opinni publicznej.
> Szwajcarsy naukowcy je powymyslali, może to nie taqkie komunały?
Aaa, tam, naukowcy! pilnuj lepiej tamtego "naukowca" aby nie wysadził Ci
kiedyś jachtu podczas tankowania! ;-)

> A fakt że motorowókarze je skwapliwie powtarzają, jak mają okazję...
A zwłaszcza gdy mają w tym osobisty interes będąc samemu dealerami silników.

> > Uratowac jeziora może natlenianie głębokich warstw wody, ale do tego
> > służą Ekofloxy a nie motorówki. Było o tym na Grupie, zapytaj Rympała, On
> > widział coś takiego w Olsztynie.
> na Mikołajskim
Ooo, dobrze że i tam. Ale to proces rozlożony na kilkadziesiąt lat i między
bajki bym włożył wprawdzie nie "prounijną" ale jednak propagandę
wspomnianego "błędnego rycerza", że to dzięki motorówkom na jakimś kompletnie
martwym jeziorze zakwitło bujne życie po dwóch sezonach.
> > > Gońmy motórówki bo męczące, ale na Nidzkim to by się przydały.
> > To może jeszcze lepsze byłyby skutery :->
> no, jak taki zleci, to dopiero sie woda natlenia ;-)
A ile taka motopompa wyrzuca do wody niespalonego paliwa. Przecież tam liczy
się tylko "powerfull" nie jakaś sprawność.
> > > Mądrzy ludzie to na Bodeńskim dawno temu odkryli
> Ja się nasłuchałem od tubylca. Jak podliczyli straty powodowane przez obie
> grupy to ludzie byli zszokowani bo wyszło na to, że "czystych" żeglarzy
> przede wszstkim należało by wywalić. Szło nie tyle o bełtanie tylko o to:
> - gdzie kto się załatwia
> - kto więcej brudzi wodę kapiąca benzyną
> - kto głównie używa 2suwów których tak nie lubisz
> - i coś tam jeszcze, nie pamiętam
Ano, motorówkarz to przeleci, zabrumi, nasmrodzi, i pódzie sobie do domu. A
żeglarz to mieszka na łódce, zwali qpę na brzegu lub, jeśli jest "nowoczesny"
to wyleje do jeziora zawartość chemicznej toalety, umyje cielsko jakimś
tam "żelem" (bo jest "uczulony" na zwykłe mydło), zakopie plastikowe
jednorazowe naczynia... ale piętnujmy takie zachowanie!
> > > i zamiast wyganiac motorówki z jeziora, jak chcieli żeglarze, dopuscili
> > > tylko zdławione 4takty co nota bezn żeglarzy najmocniej kopnęło.
> > Powiedzmy ładniej: dotknęło finansowo a ucieszyło importerów trupków do
> > Polski
A przede wszystkim "szczęśliwych" (przynajmniej do czasu) nabywców
owych "trupków".

> > Mogło pójść wspomniane wcześniej przez Ciebie paliwo rozlewane na wodzie
> > podczas tankowania.
> zgadza się, jw, jeden z głównych wątków obok siuśków
Znów kwestia żeglarskiej qltury

> > -lżejsze: Honda BF2 z krótką kolumną waży 12kg - tyle co Salut.
> Musisz sięgać do wykopolisk? Kto dziś porównuje auta do Trabantów?
Niejako przy okazji - przecież przytoczyłem też Yamahę 2 - pamiętaj że bez
sprzęgła. A z czym jeszcze mogłem porównać - przecież 2-suwowych Hond nie ma!

> > Yamaha 2 (2suw) 10kg Yamaha 4 (2-suw) 21,5kg, Yamaha 4F (4-suw) 23kg
> > Ile zaoszczędzisz za to ciężaru na zapasie paliwa? Wystarczy?
> nie. Na jakiej trasie? Do Niderlandów?
Z zegrza na WJM może s uzbierać kilkanaście litrów. Do tego jeszcze bańki z
olejem.
> > - tańsze: już o tym pisałem.
> a ja się niae zgodziłem. Tylko Hondy są tanie ale to konkretna marka.
> W pozostałych firmach 4 suwy danej firmy sa 30-50% droższe od 2suwów.
Przytoczyłem akurat Yamahę. A hondy są tanie bo firma ma 4-suwy w małym
palcu. A może w tych czterosuwowych Johnsonach też siedzą Hondy, tak jak
Yamahy w Selvach? Wtedy nic dziwnego - firma ściąga swoją marżę.

> > - łatwiejsze w naprawie: przez użytkownika - tak. Ale znacznie mniej
> > awaryjne
> HA Ha, mam 4suwy ale żeby mniej awaryjne? To była by kryptoreklama.
> psują sie w nich rzeczy, których czasem po prostu nie ma w taktach.
Gdyby awaryjność 4-suwów była problemem, nadal produkowano by dwusyfne
samochody. O potencjalnej korozji wewnętrznej w karterach dwusuwów już
wspominałem.
> Ot np czujnik ciśnienia oleju w co drugim BF5. I co? Panika!
Nie wiedziałem; w BF2 nie ma czujnika, tylko okienko kontrolne.
>
> > - sprawniejsze: nonsens!!!
> Fakt, pomyliłem, człowiek sie uczy całe życie
> > Ale pod tym względem czterosuwy niewiele
> > ustępuja dwusuwom, zwłaszcza przy małych mocach.
> Ustępuję, ustępują, porównaj pojemości silników o tej samej mocy i wpływ
> tego zjawiska na wage silnika
Ale podatków nie płaci się od pojemności silnika przyczepnego. A ciężar jest
niewwiele większy, tylko czterosuwowa Yamaha F2,5 jest tu wyjątkiem.
> > - nie sprawiające sproblemów w transporcie
> > Akurat. Przewieź takiego oblepionego resztkami spalonego olejem
> > śmierdziucha środkiem komunikacji publicznej lub na tylnym siedzenu
> > własnego auta.
> Jakos te moje Hondki sterylnie czyste to nie są. przesadzasz
Moja jest i była czysta - nawet bezpośrednio po rejsie na WJM. Fakt, w
serwisie (przegląd gwarancyjny) usłyszałem rzucone półgębkiem: -Zadbany!

> > Chyba jednak prościej sobie przyswoić, na którym boku nie należy kłaść

> > czterotakta (bo śrubą do góry to i tak postawić go trudno :-)) )


> Uha ha. Wiesz jak ludzie są zdolni? Ty wierzysz w ludzką mądrość a ja jak
> jadę na kurs to urządzam sobie w myslach konkurs, na widok czego tym razem
> zdębieje. I zazwyczaj przegrywam, bo zawsze potrafią mnie czymś misie
> zaskoczyć... ;-)
> Jeżeli chodzi o olej w 4taktach to wszystkie reguły o spadająccyh kromkach
> z masłem czy prawa Murphyego że jezeli coś się może s... to sie s...
> sprawdzają sieregularnie w 100% pewnością.

To Kamil też jes instruktorem? I pytał o silnik dla kursantów? Coś
przegapiłem? ;-)

> > - przy małych przebiegach rocznych tańsza eksploatacja..
> > Raczej nie w przypadku zachwalanych przez Ciebie "ekologicznych" olejów.
> > A ile może kosztować te 0,25 litra dobrego oleju silnikowego,
> > wymienianego w czterosuwie raz na rok?
> w BF5 to 0,5 - Łatwo policzyć- te 0,5 litra wystarczyło by przy 1:50 na 25
> litrów beznyny. jak pływasz duzo to masz racje. Ale naprawdę masa armatorów

> nie wypala nawet połowy tego. ot, parę tygodni pływania, bo brak urlopu
Ale benzyny wypali wyraźnie więcej w dwusuwie. Więc ta eksploatacja będzie
tylko trochę tańsza. A amortyzacja? Smarowanie w dwusuwie jest zawsze gorsze -
stąd mniejsza trwałość.


> > Nie bronię tu 2-taktów!
> > Jaaa? Ależ to nie ja!
> > To ON!
> ;-) doradzam przede wszytkim moc, bo podnosi bezpieczeństwo, a to moim
> zdaniem jest ważniejsze niż inne czynniki. Ale oczywiście zachęcam do 4-
> taktów jeżeli ktoś ma na to kasę. I do kupowania tanich Hond ;-)
> Gdybys pytał o większe moce, to bym nie wywierał takiej presji.
> Ale ze względów bezpieczeństwa jestem zadeklarowanym wrogiem 2KM na
> jachtach z uwagi na ich konstrukcję. I dla tego odradzam BF2, nie jako 4-
> takt tylko jako silnik nieprzystosowany do stosowania na jachtach żaglowych
> przed wszystkim przez brak prawdziwego wstecznego

ZGROZA!!!!! to jak musiało być niebezpiecznie, gdy jeden na dziesieciu
żeglarzy na drewnianych Omegach szczycił się posiadaniem "Warty"?
A jak przyzwyczaisz się do sprawnej obsługi "improwizowanego" wstecznego,
będziesz to robił równie sprawnie. Ktoś kiedyś pisał na grupie, że można to
zrobić nawet sprawniej niż przy "prawdziwym" wstecznym, jeśli zmniejszy się
obroty nie wyłączając sprzęgła. A co dopiero, gdy sprzęgło jest odśrodkowe?

> > > Zauważ że mówię to jako posiadcz masy 4-o taktów. Wybrałem je ale znam
> > > ich wady.
> > Ale nie są one takie, aby trzeba było odradzać je potencjalm nabywcom, a
> > ZTCW usilnie to robisz ;-)
> Popatrz na to inaczej. Skoro mam mase 4-taktów, i jednak do mniejszych
> jachtów zamiast BF2 dobieram jednak mocniejsze 2-suwy to może mam powód?

Może "szczególne" umiejętności (przy braku innych) tych co pływają? Ale jaki
to powód, Ty wiesz najlepiej. Może reprezentujemy inne "szkoły"? jakoś nie
widziałbym problemu gdyby przyszło mi wsiąść na łódkę bez silnika.


> > Zadbany Wietierok nie jest taki zły, tragiczny jest dopiero Salut.
> a ty znowy o wykopaliskach. A swoją drogą oddam zadbanego Forella w dobre
> ręce!

Kapitan o którym wspomynałem marzył kiedyś o farelce (do Rai) - właśnie z
uwagi na wsteczny. Ale potem "odpuścił sobie temat. Może dlatego, że jeden
gar w dwusuwie przy mocy w praktyce większej niż w Wietieroku - to koszmarne
wibracje?


> > Taa, a "jacht bezpieczny" to dla co poniektórych też znaczy jak
> > największy
> Na morzu i owszem. Widząc Nefryta jakbym widział niejskiego Pawełka.. :-))

No to kupię książkę Kapitana Kulińskiego: "Praktyka bałtycka na
niebezpiecznym jachcie"! ;-)


> > Przeciez sam przyznałeś, że niektóre marki są "delikatne", więc nawet
> > nowe mogą zawieść
> ale rzadko w prywatnych jednych rękach

Mimo wszystko w razie czego nie zazdrościł bym takim niefortunnym "rękom"


> > Mnie jakoś było stać na taki "komfort" chociaż na pewno nie będzie mnie
> > stać na "komfort" posiadania Tanga lub jachtu Janmor z silnikiem
> > Yanmar ;-)
> Głowa do góry, nikt z nas nie wie co mu pisane.
> Tez tak kiedys myślałem, a teraz podpadam ludziom za głupie odpowiedzi:
> Parę lat temu na rejsie ciekawa panienka spytała mnie o to czy mam jacht.
> Zgdonie z prawdą odpowiedziałem krótko: "tak 9 i dzisiąty malutki"
> (chciałem być dokładny - chodziło o motorówkę asekuracyjną).
> Ale nie zdażyłem wyjaśnić, bo się obraziła... ;-)))
> Tak że nie mów HOP!

Dzięki za dobre życzenia, ale gdyby miałyby się one spełnić, nie kupiłbym
Tanga czy Janmora ale właśnie Nefryta lub Gigę aby pływać także po morzu, a
Orionka zostawiłbym sobie dla pływania po Mazurach
Pozdrawiam

in...@anw.pl

unread,
Jan 22, 2003, 9:50:24 PM1/22/03
to
> in...@anw.pl napisał(a):
> > > Ale ci "nowozamożni" raczej nie pływają na Carinach.
> > sporo naszych absolwentów kupuje stare laminaty a ci z nich większe.
> > Mysle że nie ma już takich reguł, kto na czym pływa
> Chyba mieliśmy zupełnie innych "nowozamożnych" na myśli. Ja miałem na myśli
> takich, co to prawie wcale nie pływają ale "uprawiają jachting" w
> zamkniętych "marinach, takich jak "Letni Ogród".

nie, język polski jest piekienie precycyjny. Najpier chodziło nam o tych samych
a ja zrobiłem dygresję że sa inni... raczej może "nowożeglarscy"

Ale na grupie to śliski
> temat - już ktoś wylał na mnie wiadro żółci, że jestem "żałosny" przez to
> wyśmiewanie się z nowobogactwa. Co nie przeszkodziło innemu zaliczyć mnie
> wcześniej w poczet "nuworyszy", właśnie za sprawą "Hondy" ;-)))))
> > > Jeśli Honda będzie Mu zapalać "od pierwszej pyty" nie ma powodu, aby
> > > próbował odpalać ją na sucho.
> > tego mu nie sugruję, dawałem tylko przykład jak nieświadomi właściciele
> > prywatnych motorków potrafią im czasem szkodzić.
> Z całą pewnością są i tacy - ale może zgodzimy się wreszcie, że tylko
> czasami.

możliwe, może po prostu rzucają się w oczy (i uszy) ;-))

No i dotyczy to raczej każdej marki.
> > > Czyżby więc pogłoska o tym, że Orion to Latający Holender z kabiną miała
> > > być prawdziwa? ;-)
> > A przecież Sportina absolutnie nie jest "koromysłem"!
> > akurat jakoś lekko chodzi, ale na BF2 to najwyżej na małej fali i nie pod
> > prąd.
> Na Narwii i Pisie raczej nie ma dużej fali

nie łap tak za język. Fala - jezioro, Rzeki - nurt. OK?

a prąd jest rzeczą względną -
> można porównywać i na wodzie stojącej. Zatem proponuję pierwszy test
> porównawczy: regaty Sportiny 595 i Oriona na Hondach BF2 (oczywiście przy
> braku fali). No to jak - postanowione?

OK nie ma sprawy, ale
a) Sportiny to ja już nie mam
b) co ten wyścig Oriona i Sportiny ma wykazać? ;-))) I bez testu wiem że Orion
mi na W8 niemal w ślizg wchodził a SPortina z szerokim kadłubem może mało.
myslałem że chcesz porównać takie same kadłuby z różnymi silnikami

> > > Sam byłem zaskoczony wydajnością dwukonnej Hondy po
> > > doświadczeniach z Salutem o nominalnie takiej samej mocy.
> > ale Ci sie zebrało na porównanie Koni z Łoszdziami ;-)))
> Radkowi Wrodarczykowi też się zebrało - na niekorzyść dwukrotnie większej
> liczby "łoszadiej"! :-)

Kiedyś Nadzieją na WIetieroku 8 nie mogłem dogonić Maka 707 holującego Venuskę
na Tohatsu 8. Rozmowę o Łoszadziach więc sugerowałbym skończyć.. :)

> > > Ale nie byłbym zaskoczony, gdyby w przypadku Saluta określano moc
> > > silnika, w przypadku Hondy zaś - moc układu
> > > napedowego, z uwzględnieniem sprawności śruby.
> > Przecież dokładnie tak jest, na zachodzie mierzyli moc na śrubie
> > a na wschodzie na wale jak silnik był dobrze zmontowany.
> Miałem na myśli nie moc na śrubie (w końcu straty w przekładni spodzinowej
> nie sią chyba znaczące) ale moc na "pantografie". Można sobie wyobrazić taki
> pantograf z dynamometrem na testowej łodzi z logiem. Mnożysz prędkość w m/s
> przez siłę w kN - i otrzymujesz moc całego układu silnik-śruba w kilowatach.
> Ale czy tak robi się naprawdę - to inna sprawa.
> > > W nowej woda istotnie cyrkuluje w kolumnie chłodząc układ wydechowy,
> > > ale do cylindra bedącego głownym źródłem hałasu nie dociera.
> > no nie, ale wydech to chyba tłumi...
> Wydech tak, dzięki obniżeniu temperatury a co za tym idzie ciśnienia spalin.
> Ale ponieważ wydech i tak jest pod wodą, to odczuwaja to głównie rybki.
> Niemniej ważne jest cłodzenie samej kolumny - inaczej byłaby co najmniej tak
> gorąca jak rura wydechowa motocykla.

ale nie jest?

> > a swoją drogą kiedyś miałem fajną historię.
> > Kiedyś po paru latach eksploatacji BF2 jakoś tak nieśmiało przyszedł do
> > mnie instruktor i zameldował że z tyłu spod bloku woda z chłodzenia nie
> > leci. Najpierw się uśmiałem i uspokoiłem go że silnik ten jest chłodzony
> > powietrzem i nie ma się czym martwić.
> Hehe, to i mnie gdy przypłynąłem do Węgorzewa i kończyłem manewry portowe,
> jakiś żeglarz zwrócił na to samo uwagę. A na moją odpowiedź, że woda co
> prawda nie leci ale za to gorące powietrze dmucha z niedowierzaniem pokręcił
> głową - jak takie COŚ może w ogóle działać?
> Aha - i w tymże porcie mieli też Hondę BF2 (z krótką kolumną) na czymś
> wielkości Sportiny. Tylko płytka antykawitacyjna była tuż pod powierzchnią
> zamiast na głębokości 15cm. Wyraziłem swoje powątpiewanie z tego powodu, ale
> twierdzili, że tak jest dobrze. Ale skuteczność płytko zanurzonej śruby jest
> mniejsza, tak jak mniejsza jest skuteczność płytkiego miecza. Wytrzymałość
> wody na ścinanie rośnie z sześcianem głębokości wskutek czego płytko
> zanurzona śruba wyrzuca do tyłu strumień wody, głęboko zanurzona - "odpycha
> się" od mas wodnych. Za głęboko też niedobrze (instrukcja mówi wówczas o
> spadku mocy silnika) - jak rozumiem trudniej silnikowi "wpompować" spaliny na
> większą głębokość.

e tam, raczej chodzi o większe ciśnienie powodujące cięższa pracę śruby
i ryzyko zawadzania o dno. Przyjmuję standart 15 cm na postoju.

> > Ale potem, jak sie nas tym zastanowiłem to nie było mi już do śmiechu.
> > Wiesz czemu?
> Ano nie wiem - dlaczego?

Bo przez 3 lata nikt z użytkowników o to nie spytał, a raczej nie wiedzieli że
jest chłodzony powietrzem. I to wbrew pozorom byli bardzo dobrzy żeglarze tyle
że z typowym instrumentalno/magicznym podejściem do silników.
Stąd min moja opinia o statysycznie nądznej kulturze obsługi silników wśród
żeglarzy, nawet tych z taaakimi brodami..
Inny KAPITAN niedawno przywoązł mi do sprzedania silnik i na moich oczach
odpalił go na sucho.. Dlatego żeglarskie otoczenie sródlądowe w dziedzinie
eksploatacji silników traktuję jak... lepiej nie napisze bo i mi się oberwie.

> > > Wcale nie musiałem się niebezpiecznie wychylać
> > ale wiele osób to robi
> Chyba pozostaniemy przy swoich punktach widzenia. Dla mnie mogłby np. nie
> istnieć zakaz wstępu do lasu w okresie suszy, niemniej jednak zdaję sobie
> sprawę, że prędzej czy później znajdzie się takie bydlę, które wpuszczone do
> lasu w końcu bedzie musiało zajarać szluga, a peta zhartuje potem w ściółce.

Ale o tym ogół generalnie wie, a bydlą odstaje od ogółu.
a jeżeli chodzi o eksploatację silników to widzę że w 99% szkoleń skondinnąd
doświadczeni instruktorzy żeglarstwa nie mający ani aktualnych podręczników (bo
ich nie ma)ani doświadczenia, wykłąd na żeglarza z silników sprowdzają mniej
więcej do słów: "tu szarpnąć, to zgasić i to chyba wszystko", zero zasad
poprawnej eksploatacji, a to się potem odczuwa patrząc na wodę że tu nie
wyjątki ale ogół ma paskudne obyczaje...

> ;-((((
> > > No to w końcu chcemy mieć żaglówkę czy też motorówkę o mocnym silniku,
> > > ale kiepsko pływającą pod żaglami z powodu przegłebionej pawęży
> > spokojnie, to tylko parę kilo róznicy, które możesz zrównowazyć
> > umiejscowieniem zbiornika paliwa
> O ile jest na to miejsce. Ale gdy pawęż już jest zanurzona,

? Co ty tam wozisz? te bakistki to może na chusteczki... ;-))

liczy się każdy kilogram, zwłaszcza za pawężą.

Tym bardziej wpadnij, to ci na Bimbku pokaże jak środek ciężkości dać tak do
przodu że ci ta rufa latac będzie... ;-) Jak kupilismy te Bimbki wiosną na
zapas, bo już na horyzoncie wisiała kolejna zmiana przepisów, to z rozpędu
(jako że nie były zbyt szybko potrzebne) tak żeśmy ja wypatroszyli i
przebudowali że byłemu właścicielowi w lecie japka opadła, jak je ujrzał. ;-)))
Nie wiedzieliśmy jak takie zmodernizowane nazwać. El Bimbo LUX? Bimbek AN?
W końcu jakoś najbardziej się kadrze spodobało "EB 600" :-)))))


> > NIE UZNAJĘ PZNTOGRAFÓW!
> Właśnie dlatego m.in szukałem starego Oriona z "pisuarem" (o większym jachcie
> nie myślałem nie tylko z powodu braku funduszy, ale i dlatego,że z góry
> wiedziałem, że będę zmuszony pływać z Wawki na WJM. Hondę zakupiłem już
> wcześniej, z myślą o tamtym klubowym Orionie, i nie chcialem ryzykowac
> konieczniości zakupu większego silnika (przecież uprzedzałem Kamila, że jeśli
> chce pływać na Mazury, może mieć problemy).

wracając do Kamila, Orion to Kruszynka, której wierzę że BF2 wystarcza, ale
wydaje mi się że Carinie bliżej do Bimbka (750 kg)!

A gdy już na niego trafiłem,
> wziąłem bez wahania, nie bacząc ile pracy i kasy będę musiał jeszcze w niego
> władować.

He he, kłania sie dyskusja "kto ma jacht" czy jakoś tak.. ;-)

> > > A Wy ją przestrzegacie?
> > tak, ale mało kto to robi
> Znów - tym gorzej dla tych, którzy tego nie robią

ale dużo ich! DUUUŻO!!!

> > > Coś ca coś - przy zbiorniku zewnętrznym występuje za to ryzyko wycieku
> > > paliwa z węża do np do achterpiku.
> > mimo wszystko uważam że minimalne
> Tylko od czasu do czasu wylatuje w powietrze jakaś wypasiona, luxusowa
> motoruffka, jak ta na jeziorze Dadaj w 1999r. Szkoda tylko, jeśli giną przy
> tym akurat niewinne dzieci :'-((((((
> > > Na karygodną nieostrożność nie ma lekarstwa :-((
> > dlatego propaguję bezpieczniejsze rozwiązania techniczne które zmniejszą
> > ryzyko szkód w wyniku działania "czynnika ludzkiego"
> Najbezpieczniejsze to jest chyba "żeglowanie" po Internecie ;-)

a ten Koreńczyk co ostatnio nie wytrzymał? A wiesz co moja żona sądzi o liście
odkąd na nią wlazłem (na listę)? I ty uważasz internet za bezpieczny?

> Tak na poważnie - nadal nie widzę dostatecznych powodów, dla których
> wewnętrzny zbiornik miałby uchodzić za bezpieczniejszy

pokazę Ci trochę ciekawych patencików, które może odmienią twój punkt widzenia

> > śmiaj się smiej, najnowsza moja plaga to chemik udowadniający że benzyna
> > się nie pali tylko jej opary, więc nie ma się czego bać ;-)))(((
> Chyba bym nie zdzierżył i nazwał go "pieprzonym autorytetem moralnym i
> intelektualnym" ;->

Co ty. To ja z tej dyskusji wychodze za przewrażliwionego neandertalczyka który
z chemią się pożegnał 15 lat temu zdając maturę.

> (w istocie powinno być: benzyna nie wybucha tylko mieszanina jej oparów z
> powietrzem, stąd wybuchy cząściowo opróżnonych lub niemal pustych zbiorników
> bywaja szczególnie groźne)

a stąd dowcipnisie udowadniają swe tezy gasząc peta w benzynie ;-(

> > > Generalną zasadą powinno być gaszenie silnika podczas tankowania, także
> > > zbiornika zewnętrznego
> > ty to wies, ja to wiem, a ludzim sie spieszy...
> Na tamten świat ;-P

TEGO NIE WIEDZĄ... Dlatego tłumaczę, że dla mnie to zasady poprawnej
eksploatacji silników przyczepnych zna i przestrzega ułamek żeglarzy.

> > > A węża to nie można urwać, np. kotwicą?
> > tą w luku kotwicznym na dziobie? Ja nie potrafię ale cżłowiek sie uczy całe
> > życie, wic może kiedys mi się uda ;-)
> No tak, cierpię na "Orionowe skrzywienie" ;-> Tam kotwica w luku dziobowym
> pełni rolę pomocniczą, bowiem cumuje się dziobem. Zasadnicza kotwica jest na
> rufie. Najwygodniej byłoby ją wozić na stelażu rufowym, ale rzadko się to
> spotyka, za to jest przecież taki duży achterpik...
> > A propo etykiety zagadka:
> > Czemu nakazywała mieć nazwę klubu na lewej stronie pawęży a silnik na
> > prawej?
> Z mojego puntu widzenia to nie etykieta ale umiejscowienie "pisuaru" to
> wymuszało ;-)

ale czemu go tam umieszczono? Bo Wietieroki miały śruby lewoskrętne!
Przypomniałem sobie, jak mi ostatnio jakiś nardzo stary i szcowny działacz
zarzucił że AN to juz nie prawdziwe żeglarstwo tylko czysta komercja bo po
złych stronach na pawężach silniki i nazwy klubu mamy a to jego zdaniem
świadczy o naszej nieznajmości obyczajów jachtowych i powinno nam się zabronić
szkolić ;-) W zasdzie przywykłem do takich tez ale ten to mnie zaskoczył! ;-)

> > bez przesady. Nowy prywatny 2takt w jednych rękach jest raczej niezawodny.
> Ale Honda to zawsze Honda.

He, he, lubię ich, mam ich motorki ale w serwisie to jestem stałym gościem..

> > Nie zgadzam się, bo jak powyżej pisałem Nowy prywatny 2takt w jednych
> > rękach jest raczej niezawodny więc wole go niz słabszy 4takt.
> Co kto lubi - a co zrobisz jeśli na stacji zabraknie akurat właściwego oleju?
> Można użyć i Mixolu, ale odbija się to m.in na niezawodności.

No co ty? Doskonała kradziona przez wywiad za komuny technologia! ;-)
a na serio to przy poprawnej eksploatacji silnika to niemożliwe. Na wykładach
jedną z zasad poprawnej eksploatacji jest wożenie ze sobą zawze więcej oleju
niż nam się wydaje że moglibysmy potrzebować.
a po drugie, trudno, dolejesz. To legendarne rozszczelnianie nagaru to nie tak
od razu i nie zawsze. To tylko śp LUX tak rozkładał nagar z Mixola.

> > Może sie mylę, ale ostatnio nam się Mazury rozsztormiły i parę nadwyzkowych
> > koników nie zaszkodzi, nawet jak już sie nie ma czasu na spływy rzekami.
> Mazury się rozsztormiły, ale i łódki jakoś tak zrobiły sie szersze i wyższe,

fakt

> na szczęście Carina do nich nie należy.

no to se potestujemy. Moze by zaprosić Kamila z jego łódką?

> > > > > I na tych "większych" potrzebny jest patent motorowodny?
> > ;-) Tak, ale nie rób ze mnie ironicznie zdziercy.
> > Ja tak naprawde dla dobra ogółu.
> Ech, zapewne każdy z Grupowiczów tak uważa ;-)

;-) Już mi któryś tam wspomniał że jak 3 mi sugeruje że jestem wielbłądem to
czas kupić siodło, więc w końcu pewnie sam się przekonam... ;-)))



> > > Może więc lepiej i prościej udoskonalić swoje umiejętności żeglarskie,
> > > aby i słabszy silnik wystarczył?
> > a może lepiej by silnik mocny poprawić mógł to czego nie wymyśli głowa? ;-))
> Poprawić może ale jeszcze więcej może zepsuć, zwłaszcza ten mocniejszy.

No nie wiem. rJa to zawsze miałem tym mmniej problemów, im był mocniejszy
(oczywiście nie dotyczy WIchrów :-) )

> > > > Ale Widziałem Bimbki na Merkurakach i było podobnie.
> > > Spotkałem się z negatywną opinią o tej marce, bowiem znajomemu tuż po
> > > okresie gwarancyjnym pękł korbowód. Cały silnik na złom :-(((
> > owszem, jakieś takie delikatne.
> A przecież to "niezawodne" 2-takty!

Chcesz dostac listę awarii naszych Hond? Czasem tęsknie to Wietieroka.. ;-)

> > Jak kupiłem to pierwsze co zrobiłem to założyłem filtr paliwa i osłonę
> > steru.
> Osłoną śruby przed sterem (lub jak kto woli, steru przed śrubą)?

tak, kawałek aluminium z boku płyty antykawitacyjnej w miejsce tego kółka z
paska stali wokół śruby, które cwaniacy za ciężki szmal naiwnym wciskają.

> A co do filtru paliwa - było nie było wlewanie jakiegoś zajzajeru do benzyny
> to jaszcze jedna okazja do jej zanieczyszczenia.

a do miski olejowej to co? całe samo w dziurkę trafia?

Oczywiście nie jedyna, toteż
> postanowiłem przerzucić się na plastikowe kanistry, bo te blaszane po prostu
> korodują od wewnątrz.

ja też, choć w zaszłym roku trafiła mi się partia, która pęka od spodu.

Rok temu dostałem "opeer" w serwisie za zanieczyszczony
> gaźnik. Ale silnik przez to nie stanął.
> > > Bardziej miarodajna od Mercurego 4 byłaby dla mnie jednak Honda 5
> > Mamy głównie je, możesz sie pobawić ale waży od cholery i 1 gar cichy nie
> > jest
> Waży tyle co wietierok, ale ZTCW wcale nie jest od niego słabsza. A
> taki "kosiarkowy" terkot da się wytrzymać.

minimalnie jest słabsza - ścigaliśmy się na Wiśle.

> > > Czyżbyś chciał chodzić w ślizgu? ;->>
> > Nie, na małych obrotach w ciszy i zapasem mocy na wrazie czego.
> > Rekordy trasy w dół dla par na BF5 przy średnim stanie: 2,5 dnia.
> No to z mojego punktu widzenia rzeczywiście rekord. Nie miałem dotąd okazji
> spływać z Hondą, a podczas spływów z Wietierokiem statystykę psuły awarie.

Skąd ja to znam? Najlepsze było, jak kiedys mój Wietierok był wiosną na kursie,
gdzie szkoliłem ja i jeden (...) . Potem cały sezon pływałem na nim (na
Wietieroku) i dumny z siebie byłem, zę ani jeden kołek mi nie poszedł. Za to
jak poszedł, to na Pisie wał bo się okazqało, że ten (...) wsadził mi kołek ze
stali hartowanej... A Salut, to mi dopiero dał wycisk a w sumie to cały czas
był sprawny ;-)))



> Ale też nie szarżował bym w taki sposób.

Nawet to nie była taka szarża, po prostu od świtu do zmierzchu 8-9 km/h
względem brzegu z siusianiem w sprincie, robieniem całego papu w trakcie żeglugi
Samo płynięcie było przeciętne, za to organizacja życia mordercza.

Po jednej z takich awarii wziął mnie
> na hol spływający w dół żeglarz na Micro z Merkurym 2,5 Płynął szybko i w
> ostatniej chwili wymanewrował wpół zatopiony pień ale nie zdążył mnie
> ostrzec. Wrażenie było takie jakby ktoś wyjmował Oriona z wody... na
> szczęście nic się nie stało.

Znam, mi w Nowogrodzie przed mostem DZ na pełnych obrotach z prądem wykonała
taki skok wieloryba, że myślałem że wszyscy wylecimy z kokpitu.

> > A swoją drogą, jakbys mi w myślach czytał. Kiedyś spłynąłem motoróweczką z
> > Piszu na Zegrze i mówię Ci - super sprawa, Ta Meandry, jak Ci silnik
> > gasnie...
> Wiem jak to jest gdy gaśnie bo kiedyś gasł mi Salut. Na domiar złego wiał
> silny mordewind. A potem: odpalenie saluta -> uwolnienie dziobu z krzaczorów

To sobie jeszcze wyobraź, że ci gaśnie, jak jesteś w ślizgu na zakręcie, a ty
bez pracującego silnika niemasz sterowności...

> -> rufa na piasku -> wymiana kołka przy śrubie. Tak to jest gdy nie ma
> sprzęgła. Z Wietierokiem, jeśli tylko działał takich problemów nie było.
> > A żaden wędkarski kamień nie dogoni... ;-)
> A szczupakowa błystka z kotwiczką zahaczona pod oko? ;-)

Co ty? Nie zdąży się zamachnąć ;-) Zwłaszcza jak stoi w taaakich dłuuuugich
butach w wodzie i mu się fala do nich wlewa ;-)))

> > > To wilgoć szkodzi bardziej niż wszechobecny pył?
> > pył odfiltrujesz, a wiesz jak woda zżera nieuzywaną gładź cylindrów?
> Hmmm, to w czterosuwach na tej gładzi jest chyba więcej oleju, a co dopiero w
> karterze.

Przecież jak stoisz, to olej stoi sobie w misce, i nic ci tej gładzi nie chroni!

Właśnie wnętrze karteru wydaje mi się potencjalnym miejscem korozji
> w dwusuwach. Ale w praktyce gdy się pływa co najmniej raz dziennie jest
> okazja do do odpalenia silnika, mimo że do podchodzę na żaglach, (chyba że
> lokalne przepisy tego zabraniają) A po sezonie przechowuję Hondę nie w
> jakiejś wilgotnej nieogrzewanej kanciapie z niedomykajcymi się drzwiami, ale
> w mieszkaniu. Podjąłbyś się tam trzymać dwusuwa?

Po nasmarowaniu na zimę wnętrza cylnidra olejem? tak!
Problemy dokładnie te same co w 4takcie.

> > > > A na jakiej podstawie tak nisko oceniasz Kamila?
> > na podstawie obserwowanej średniej statystycznej,
> > za co go na wszelki wypadek z góry przepraszam
> No to dobrze, bo już chciałem napisać: małe kłamstwo, kłamstwo, duże
> kłamstwo... statystyka ;-)

Stary frazes z czasów gdy statystyka wykorzystywano do ideologii.
A prwadziwa statystyka jest niezawodna, choć fakt że może być niesprawiedliwa
wobec wyjątków..

> > > > A w dwusuwach czyścić świece trzeba często. Na ile tys. godzin robi się
> > > > to w samochodach?
> > u nas w Hondach na pewno tez często, jak chodzą na małych obrotach
> Więc może lepiej aby były słabsze za to chodziły na wyższych?

Wracam do dogmatu. Wolę czyścic świece niz nie mieć zapasu mocy

uwagi na smarowanie też im to dobrze nie robi (zbyt niska temperatura oleju)

w 2 suwie? W czasie spalania? ;-)

> > > I rozumiem pewnego Kapitana Jachtowego, (posiadacza Wietieroka a nawet
> > > dwóch) który też kiedyś radził mi, abym kupując nowy silnik koniecznie
> > > wybrał taki z rewersem.
> > > Ale z Hondą BF2 do czynienia wcześniej nie miał.
> > daj spokój, trochę na niej popływałem więc znam zalety i odradzam.
> > Słychaj: Mamy od lat sporo BF5, są ok choć słabe jak na ponad 7m łodki,
> > BF2 uszła na sportinie na Mazurach ale w cieplarnianych warunkach, teraz ma
> > emeryturę na bączku portowym, gdzie chodzi jak burza ;-)
> > Nawet wprowdzilismy trochę tych Selv 4 ale na 7 m łodki są zdecydowanie za
> > słabe, ujdą na Bimbkach. Potestujesz - zobaczysz...
> Odpowiedziałem Kamilowi na pytanie o konkretny silnik. Przetestowałem go na
> Orionie, uważam że jest odpowiedni. Nie ma sensu szukać cięższego. Ale Tobie
> zapewne wydałby sie za słaby - cóż, motorówką orion raczej się przez to nie
> staje.

W tej sprawie to myslę ze to, kto znas ma racje nie zalezy od rodzaju silnika
tylko od tego, co Carina bardziej przypomina - Oriona czy Bimbka.

> > > > > Bo nie mam złudzeń, że to czterosuw.
> > > > ;-) no nie ma
> > > A szkoda ;-((
> > to już nie miłość, to kwadrofilia! ;-)
> Raczej dwusyfobia ;-P

Nie ładniej było by "dwunietakt" ;-)))

> > > > > Najbardziej "niebezpieczny" jest taki żeglarz, co bez silnika
> > > > > poradzic sobie nie potrafi.
> > > > Ale takich będzie coraz więcej, bo ludzie nie mają juztyle czasu by się
> > > > opływać
> > > Noo, to jak jeszcze tacy dorwą się do "mocniejszego 2-takta" to biada tym
> > > co znajdą się przed ich dziobem :-(( (zob. Guzianka!).
> > Cóz, nie poradzisz, życie... Czas może to poprawi?
> obyśmy tylko dożyli tych lepszych czasów!

i abysmy zdrowi byli ;-))

> > > > I dobrze, zabełtają wodę, natleni się i będą w jeziorze lepsze warunki
> > > > do życia a nie tak jak teraz że co upał to przyducha i ryby giną ;-)
> > > > Serio piszę.
> > > Skoro tak - to zignoruję ;-) w poprzednim zdaniu.
> > > Powtarzasz komunały wymyślone przez samych motorówkarzy dla uspokojenia
> > > opinni publicznej.
> > Szwajcarsy naukowcy je powymyslali, może to nie taqkie komunały?
> Aaa, tam, naukowcy! pilnuj lepiej tamtego "naukowca" aby nie wysadził Ci
> kiedyś jachtu podczas tankowania! ;-)
> > A fakt że motorowókarze je skwapliwie powtarzają, jak mają okazję...
> A zwłaszcza gdy mają w tym osobisty interes będąc samemu dealerami silników.

Jezu! co za brak wiary w człowieka, a ty w dyskusji o Oborze własnie ktos
mimowolnie obalił tezę o wszechwładnym wpływie kasy... ;-)))

> > > Uratowac jeziora może natlenianie głębokich warstw wody, ale do tego
> > > służą Ekofloxy a nie motorówki. Było o tym na Grupie, zapytaj Rympała, On
> > > widział coś takiego w Olsztynie.
> > na Mikołajskim
> Ooo, dobrze że i tam. Ale to proces rozlożony na kilkadziesiąt lat i między
> bajki bym włożył wprawdzie nie "prounijną" ale jednak propagandę
> wspomnianego "błędnego rycerza", że to dzięki motorówkom na jakimś kompletnie
> martwym jeziorze zakwitło bujne życie po dwóch sezonach.

treśc udokumentowanej propagandy raczej dowodziła że "czyści żeglarze" bardziej
dewastują środowisko od "brudnych motorówek". chamstwo wielu ich posiadaczy to
oczywiście oddzielny temat, ale nie związany akurat mocno z czystościa wód.

> > > > Gońmy motórówki bo męczące, ale na Nidzkim to by się przydały.
> > > To może jeszcze lepsze byłyby skutery :->
> > no, jak taki zleci, to dopiero sie woda natlenia ;-)
> A ile taka motopompa wyrzuca do wody niespalonego paliwa.

w czterosówie? One u nich dominują. Pamiętaj że motorówa pływa się krótko!

Przecież tam liczy się tylko "powerfull" nie jakaś sprawność.

akurat jedno wynika z drugiego, choc oczywiście są sypiące się wyjątki.

> > > > Mądrzy ludzie to na Bodeńskim dawno temu odkryli
> > Ja się nasłuchałem od tubylca. Jak podliczyli straty powodowane przez obie
> > grupy to ludzie byli zszokowani bo wyszło na to, że "czystych" żeglarzy
> > przede wszstkim należało by wywalić. Szło nie tyle o bełtanie tylko o to:
> > - gdzie kto się załatwia
> > - kto więcej brudzi wodę kapiąca benzyną
> > - kto głównie używa 2suwów których tak nie lubisz
> > - i coś tam jeszcze, nie pamiętam
> Ano, motorówkarz to przeleci, zabrumi, nasmrodzi, i pódzie sobie do domu. A
> żeglarz to mieszka na łódce, zwali qpę na brzegu lub, jeśli jest "nowoczesny"
> to wyleje do jeziora zawartość chemicznej toalety, umyje cielsko jakimś
> tam "żelem" (bo jest "uczulony" na zwykłe mydło), zakopie plastikowe
> jednorazowe naczynia... ale piętnujmy takie zachowanie!

skutecznie? czytałeś w Żaglach jak wyglądają WJM po sezonie?

> > > > i zamiast wyganiac motorówki z jeziora, jak chcieli żeglarze, dopuscili
> > > > tylko zdławione 4takty co nota bezn żeglarzy najmocniej kopnęło.
> > > Powiedzmy ładniej: dotknęło finansowo a ucieszyło importerów trupków do
> > > Polski
> A przede wszystkim "szczęśliwych" (przynajmniej do czasu) nabywców
> owych "trupków".

he, he, znam paru. A jakie te części się drogie okazały potem! ;-)))

> > > Mogło pójść wspomniane wcześniej przez Ciebie paliwo rozlewane na wodzie
> > > podczas tankowania.
> > zgadza się, jw, jeden z głównych wątków obok siuśków
> Znów kwestia żeglarskiej qltury

he, je, zaraz dojdziemy do tezy że motorowodniacy sa kultularniejsi od żeglarzy
i nas ktoś z sieci wyłączy... :-))))))))))))

> > > -lżejsze: Honda BF2 z krótką kolumną waży 12kg - tyle co Salut.
> > Musisz sięgać do wykopolisk? Kto dziś porównuje auta do Trabantów?
> Niejako przy okazji - przecież przytoczyłem też Yamahę 2 - pamiętaj że bez
> sprzęgła. A z czym jeszcze mogłem porównać - przecież 2-suwowych Hond nie ma!
> > > Yamaha 2 (2suw) 10kg Yamaha 4 (2-suw) 21,5kg, Yamaha 4F (4-suw) 23kg
> > > Ile zaoszczędzisz za to ciężaru na zapasie paliwa? Wystarczy?
> > nie. Na jakiej trasie? Do Niderlandów?
> Z zegrza na WJM może s uzbierać kilkanaście litrów. Do tego jeszcze bańki z
> olejem.

no ok, ale czytaj dalej

> > > - tańsze: już o tym pisałem.
> > a ja się niae zgodziłem. Tylko Hondy są tanie ale to konkretna marka.
> > W pozostałych firmach 4 suwy danej firmy sa 30-50% droższe od 2suwów.
> Przytoczyłem akurat Yamahę. A hondy są tanie bo firma ma 4-suwy w małym
> palcu.

Jesteś w błędzie. JEN mocno potaniał a Yamaha jest rozliczana w GULDENACH :-)

A może w tych czterosuwowych Johnsonach też siedzą Hondy, tak jak

NIe, z tego co wiem Honda tylko robiła do czasu 4takty dla Tohatsu.

> Yamahy w Selvach? Wtedy nic dziwnego - firma ściąga swoją marżę.
> > > - łatwiejsze w naprawie: przez użytkownika - tak. Ale znacznie mniej
> > > awaryjne
> > HA Ha, mam 4suwy ale żeby mniej awaryjne? To była by kryptoreklama.
> > psują sie w nich rzeczy, których czasem po prostu nie ma w taktach.
> Gdyby awaryjność 4-suwów była problemem, nadal produkowano by dwusyfne
> samochody.

w samochodach nie miały takiego znaczenia czynniki istotne na wodzie.
zauwaz że już w motocyklach dominują 2takty!

O potencjalnej korozji wewnętrznej w karterach dwusuwów już
> wspominałem.

wspomniałem wyżej że problem korozji podobny naprawdę jest w obu.

> > Ot np czujnik ciśnienia oleju w co drugim BF5. I co? Panika!
> Nie wiedziałem; w BF2 nie ma czujnika, tylko okienko kontrolne.

z czasem tracące przeźroczystość.
a z kontrolką musisz na szlaku losować: "czujnik to czy uszczelka"

> > > - sprawniejsze: nonsens!!!
> > Fakt, pomyliłem, człowiek sie uczy całe życie
> > > Ale pod tym względem czterosuwy niewiele
> > > ustępuja dwusuwom, zwłaszcza przy małych mocach.
> > Ustępuję, ustępują, porównaj pojemości silników o tej samej mocy i wpływ
> > tego zjawiska na wage silnika
> Ale podatków nie płaci się od pojemności silnika przyczepnego. A ciężar jest
> niewwiele większy, tylko czterosuwowa Yamaha F2,5 jest tu wyjątkiem.

ale dochodzi ukłąd smarowania i juz masz to + 20% masy! A wymiary?

> > > - nie sprawiające sproblemów w transporcie
> > > Akurat. Przewieź takiego oblepionego resztkami spalonego olejem
> > > śmierdziucha środkiem komunikacji publicznej lub na tylnym siedzenu
> > > własnego auta.
> > Jakos te moje Hondki sterylnie czyste to nie są. przesadzasz
> Moja jest i była czysta - nawet bezpośrednio po rejsie na WJM. Fakt, w
> serwisie (przegląd gwarancyjny) usłyszałem rzucone półgębkiem: -Zadbany!

Fajnie masz. Ja tak mówię jak je odbieram z serwisu ;-)

> > > Chyba jednak prościej sobie przyswoić, na którym boku nie należy kłaść
> > > czterotakta (bo śrubą do góry to i tak postawić go trudno :-)) )
> > Uha ha. Wiesz jak ludzie są zdolni? Ty wierzysz w ludzką mądrość a ja jak
> > jadę na kurs to urządzam sobie w myslach konkurs, na widok czego tym razem
> > zdębieje. I zazwyczaj przegrywam, bo zawsze potrafią mnie czymś misie
> > zaskoczyć... ;-)
> > Jeżeli chodzi o olej w 4taktach to wszystkie reguły o spadająccyh kromkach
> > z masłem czy prawa Murphyego że jezeli coś się może s... to sie s...
> > sprawdzają sieregularnie w 100% pewnością.
> To Kamil też jes instruktorem? I pytał o silnik dla kursantów? Coś
> przegapiłem? ;-)

Nie! Jest pewnie normalnym przeciętnym żeglarzem! a skoro opływanom
instruktorom się to trafia to jak jest szansa że popełni to zwykły żeglarz?

> > > - przy małych przebiegach rocznych tańsza eksploatacja..
> > > Raczej nie w przypadku zachwalanych przez Ciebie "ekologicznych" olejów.
> > > A ile może kosztować te 0,25 litra dobrego oleju silnikowego,
> > > wymienianego w czterosuwie raz na rok?
> > w BF5 to 0,5 - Łatwo policzyć- te 0,5 litra wystarczyło by przy 1:50 na 25
> > litrów beznyny. jak pływasz duzo to masz racje. Ale naprawdę masa armatorów
> > nie wypala nawet połowy tego. ot, parę tygodni pływania, bo brak urlopu
> Ale benzyny wypali wyraźnie więcej w dwusuwie. Więc ta eksploatacja będzie
> tylko trochę tańsza. A amortyzacja? Smarowanie w dwusuwie jest zawsze gorsze -
> stąd mniejsza trwałość.

Tak łatwo na wodzie o błędy w eksploatacji, że moim zdaniem trwałość zalezy
tylko od użytkownika a nie od rodzaju silnika.

> > > Nie bronię tu 2-taktów!
> > > Jaaa? Ależ to nie ja!
> > > To ON!
> > ;-) doradzam przede wszytkim moc, bo podnosi bezpieczeństwo, a to moim
> > zdaniem jest ważniejsze niż inne czynniki. Ale oczywiście zachęcam do 4-
> > taktów jeżeli ktoś ma na to kasę. I do kupowania tanich Hond ;-)
> > Gdybys pytał o większe moce, to bym nie wywierał takiej presji.
> > Ale ze względów bezpieczeństwa jestem zadeklarowanym wrogiem 2KM na
> > jachtach z uwagi na ich konstrukcję. I dla tego odradzam BF2, nie jako 4-
> > takt tylko jako silnik nieprzystosowany do stosowania na jachtach żaglowych
> > przed wszystkim przez brak prawdziwego wstecznego
> ZGROZA!!!!! to jak musiało być niebezpiecznie, gdy jeden na dziesieciu
> żeglarzy na drewnianych Omegach szczycił się posiadaniem "Warty"?

ludzie wtedy mieli wiecej czasu a stąd i doświadczenia...

> A jak przyzwyczaisz się do sprawnej obsługi "improwizowanego" wstecznego,
> będziesz to robił równie sprawnie. Ktoś kiedyś pisał na grupie, że można to
> zrobić nawet sprawniej niż przy "prawdziwym" wstecznym, jeśli zmniejszy się
> obroty nie wyłączając sprzęgła. A co dopiero, gdy sprzęgło jest odśrodkowe?

jak się wprawisz i jesteś nieomylny.
A CO JAK JESTEŚ ŚWIEŻY (KAMIL?) ALBO MAS ZŁY DZIEŃ? hę?

> > > > Zauważ że mówię to jako posiadcz masy 4-o taktów. Wybrałem je ale znam
> > > > ich wady.
> > > Ale nie są one takie, aby trzeba było odradzać je potencjalm nabywcom, a
> > > ZTCW usilnie to robisz ;-)

No tak. Jako chyba jedyna firma w Polsce stosuję masowo 4-takty, nie bacząc na
koszty a chcąc ocenić je obiektywnie wyszedłem na ich zaciekłego wroga! ;-)))

> > Popatrz na to inaczej. Skoro mam mase 4-taktów, i jednak do mniejszych
> > jachtów zamiast BF2 dobieram jednak mocniejsze 2-suwy to może mam powód?
> Może "szczególne" umiejętności (przy braku innych) tych co pływają? Ale jaki
> to powód, Ty wiesz najlepiej. Może reprezentujemy inne "szkoły"?

mam wrażenie ze przesżłośc i doświadzczenie raczej mamy podobne.
Rożnica jest raczej w tym że ty je masz i wierzysz że inni je tez mogą posiąść
a ja jestem przekonany że czasy się zmieniły i że przeciętni żeglarze nie będą
już tak opływani, jak Ci dawniej i ten ogólny brak czasu na opływanie nalezy
nadrabiać mozliwościami sprzętu. Dobra ocena przyczyn róznic?

jakoś nie
> widziałbym problemu gdyby przyszło mi wsiąść na łódkę bez silnika.

ty nie, ja nie, obaj bysmy pewnie spali pod tentem ale moi klienci to już
patrzyli by na nas jak na Papuasów ;-))

> > > Zadbany Wietierok nie jest taki zły, tragiczny jest dopiero Salut.
> > a ty znowy o wykopaliskach. A swoją drogą oddam zadbanego Forella w dobre
> > ręce!
> Kapitan o którym wspomynałem marzył kiedyś o farelce (do Rai) - właśnie z
> uwagi na wsteczny. Ale potem "odpuścił sobie temat. Może dlatego, że jeden
> gar w dwusuwie przy mocy w praktyce większej niż w Wietieroku - to koszmarne
> wibracje?

cczy ja wiem? Wystarczy stolik ze stali z policzkami z pasa gumy miast drewna
i dzieją się cuda... Mi nie pasuje tylko w nim to że chcę mieć wszyystkie takie
same bo łatwiej je obsłużyć i po co mi taka rodzynka?

> > > Taa, a "jacht bezpieczny" to dla co poniektórych też znaczy jak
> > > największy
> > Na morzu i owszem. Widząc Nefryta jakbym widział niejskiego Pawełka.. :-))
> No to kupię książkę Kapitana Kulińskiego: "Praktyka bałtycka na
> niebezpiecznym jachcie"! ;-)

Biblii nie kupisz. Białykruk. Ale swoją drogą autor mi podpadł za opis paru
portów. Dobrze że akurat nie wiało bo by mi PRO image'u pozbawiło.

> > > Przeciez sam przyznałeś, że niektóre marki są "delikatne", więc nawet
> > > nowe mogą zawieść
> > ale rzadko w prywatnych jednych rękach
> Mimo wszystko w razie czego nie zazdrościł bym takim niefortunnym "rękom"

Wiesz że nawet wietierok był niezawodny, jak miał jednego użytkownika?

> > > Mnie jakoś było stać na taki "komfort" chociaż na pewno nie będzie mnie
> > > stać na "komfort" posiadania Tanga lub jachtu Janmor z silnikiem
> > > Yanmar ;-)
> > Głowa do góry, nikt z nas nie wie co mu pisane.
> > Tez tak kiedys myślałem, a teraz podpadam ludziom za głupie odpowiedzi:
> > Parę lat temu na rejsie ciekawa panienka spytała mnie o to czy mam jacht.
> > Zgdonie z prawdą odpowiedziałem krótko: "tak 9 i dzisiąty malutki"
> > (chciałem być dokładny - chodziło o motorówkę asekuracyjną).
> > Ale nie zdażyłem wyjaśnić, bo się obraziła... ;-)))
> > Tak że nie mów HOP!
> Dzięki za dobre życzenia, ale gdyby miałyby się one spełnić, nie kupiłbym
> Tanga czy Janmora ale właśnie Nefryta lub Gigę aby pływać także po morzu, a
> Orionka zostawiłbym sobie dla pływania po Mazurach

A ja niby co chwila coś kupuję lub buduję, ale jednak tylko na śródlądziu.
Na morzu to wolę jednak duże, czarterowe, takie minimum 12-16 metrowe.
Jakoś na nich sie lepiej czuje, a dla mnie posiadanie takiego jest niecelowe.
Choć straszną fraję sprawiło mi buszowanie w tym sezonie DZ-tką po Wybrzeżu.

pozdrowienia, Witek Chocholak

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 23, 2003, 6:39:58 AM1/23/03
to
in...@anw.pl napisał(a):
> > Chyba mieliśmy zupełnie innych "nowozamożnych" na myśli. Ja miałem na
> > myśli takich, co to prawie wcale nie pływają ale "uprawiają jachting" w
> > zamkniętych "marinach, takich jak "Letni Ogród".
> nie, język polski jest piekienie precycyjny. Najpier chodziło nam o tych
> samych
> a ja zrobiłem dygresję że sa inni... raczej może "nowożeglarscy"
A z tych "nowożeglarskich" to ja nigdy nie zamierzałem sobie kpić, zwłaszcza
jeśli są dobrymi żeglarzami.
> > Na Narwii i Pisie raczej nie ma dużej fali
> nie łap tak za język. Fala - jezioro, Rzeki - nurt. OK?
Ależ nie chciałem łapać za język. Na jeziorze jeśli jest fala to z reguły
jest i wiatr. Wyjątek: szalejące wkoło motorufki; jak to mnie wqrza gdy przy
flaucie mozolnie nabiorę te "pół glona na minutę" a tu przeleci taka "szafa",
po czym słyszę spod swojego dziobu: chlap, chlap, i... znowu stoję
nieruchomo. Potem "szafa" opada na wodę kilkaset metrów przede mną, a gdy
minę taką ledwo wystającą z wody "żabę" słyszę za sobą gromki ryk i "zabawa"
zaczyna się od początku. Toteż chciałem tylko powiedzieć, że na rzece, gdzie
musimy walczyć z prądem przynajmniej fale nie przeszkadzają (te od motorówek
szybko gasną). Wobec tego próbę na spokojnym Zalewie uznałem za miarodajną
dla rzek.

> a prąd jest rzeczą względną -
> > można porównywać i na wodzie stojącej. Zatem proponuję pierwszy test
> > porównawczy: regaty Sportiny 595 i Oriona na Hondach BF2 (oczywiście przy
> > braku fali). No to jak - postanowione?
> OK nie ma sprawy, ale
> a) Sportiny to ja już nie mam
Szgoda, zresztą będę mógł powiedzieć że mam Oriona dopiero po odbudowie i
pierwszym rejsie.

> b) co ten wyścig Oriona i Sportiny ma wykazać? ;-)))
To o co poszedł spór. Czy rejs z Zegrza na WJM Sportiną na Hondzie BF2 jest
możliwy bez przeciążania silnika

> I bez testu wiem że Orion mi na W8 niemal w ślizg wchodził a SPortina z
> szerokim kadłubem może mało.
Ano właśnie: w ślizg. Ale mógł tu zadecydować większy ciężar Sportiny.
A mnie chodziło o porównanie tych kadłubów w stanie WYPORNOŚCIOWYM. I nie
tylko z gazem na maxa, ale i położeniach pośrednich.

> myslałem że chcesz porównać takie same kadłuby z różnymi silnikami
Jedno drugiego nie wyklucza.
> > Niemniej ważne jest chłodzenie samej kolumny - inaczej byłaby co
> > najmniej tak gorąca jak rura wydechowa motocykla.
> ale nie jest?
W jednym tylko miejscu, blisko silnika. Ale gdyby nie miała chłodzenia,
zapewne zlazłaby farba.
> > Ale skuteczność płytko zanurzonej śruby jest mniejsza, tak jak mniejsza
> > jest skuteczność płytkiego miecza. Wytrzymałość wody na ścinanie rośnie
> > z sześcianem głębokości wskutek czego płytko zanurzona śruba wyrzuca do
> > tyłu strumień wody, głęboko zanurzona - "odpycha się" od mas wodnych.
> > Za głęboko też niedobrze (instrukcja mówi wówczas o spadku mocy silnika) -
> > jak rozumiem trudniej silnikowi "wpompować" spaliny na większą głębokość.
> e tam, raczej chodzi o większe ciśnienie powodujące cięższa pracę śruby
> i ryzyko zawadzania o dno. Przyjmuję standart 15 cm na postoju.
Ryzyko zahaczenia o dno - tak. Ale to "większe ciśnienie" powoduje nie tyle
cięższą pracę śruby, co jej większą skuteczność (patrz wyżej) Oczywiście,
przy cięższym jachcie powoduje to cięższą pracę silnika, ale wtedy idealnym
wyjściem byłoby użycie "lżejszej" śruby, o mniejszym skoku. IMHO chodzi
jednak o "pompowanie" spalin. A w dwusuwach będzie się z tym wiązać jeszcze
gorsze napełnienie cylindra świeżą mieszanką.

> > > Ale potem, jak sie nas tym zastanowiłem to nie było mi już do śmiechu.
> > > Wiesz czemu?
> > Ano nie wiem - dlaczego?
> Bo przez 3 lata nikt z użytkowników o to nie spytał, a raczej nie wiedzieli
> że jest chłodzony powietrzem. I to wbrew pozorom byli bardzo dobrzy
> żeglarze tyle że z typowym instrumentalno/magicznym podejściem do silników.
Ja bym ich tak nie oceniał. Może akurat oni przekonali się szybko, że coś tam
ciepłego dmucha, może nawet widzieli jakiś silnik chłodzony powietrzem (mnie
holowano kedyś po kanałach jakims takim "starociem"), a tamten "doświadczony"
myślał "podręcznikowo": włączyć ssanie, zapalić, sprawdzić czy leci woda...

> Stąd min moja opinia o statysycznie nądznej kulturze obsługi silników wśród
> żeglarzy, nawet tych z taaakimi brodami..
> Inny KAPITAN niedawno przywoązł mi do sprzedania silnik i na moich oczach
> odpalił go na sucho.. Dlatego żeglarskie otoczenie sródlądowe w dziedzinie
> eksploatacji silników traktuję jak... lepiej nie napisze bo i mi się
> oberwie.
Dlaczego zaraz oberwie. Twoich spostrzeżeń z punktu widzenia instruktora z
długą praktyką kwestionować nie trzeba. Tylko wnioski każdy może formułować
inne.

> a jeżeli chodzi o eksploatację silników to widzę że w 99% szkoleń
> skondinnąd doświadczeni instruktorzy żeglarstwa nie mający ani aktualnych
> podręczników (bo ich nie ma)ani doświadczenia, wykłąd na żeglarza z
> silników sprowdzają mniej więcej do słów: "tu szarpnąć, to zgasić i to
> chyba wszystko", zero zasad poprawnej eksploatacji, a to się potem odczuwa
> patrząc na wodę że tu nie wyjątki ale ogół ma paskudne obyczaje...
Ale przecież Grupa jest m.in. od tego, aby dostrzeżone nieprawidłowości
przedstawiać, aby inni mogli ich uniknąć.
> > O ile jest na to miejsce. Ale gdy pawęż już jest zanurzona,
> ? Co ty tam wozisz? te bakistki to może na chusteczki... ;-))
Oron jest niestety znany ze skłonności do przegłebienia rufy. Z postu Kamila
wywnioskowałem, że Carina też. A wożenie blisko 30 kg Wietierokowego żelastwa
przerażało mnie do tego stopnia, że w pierwszych swoich rejsach zdejmowałem
je - i dopiero wiówczas czulem się bezpiecznie. Tylko kanały (z wyjątkiem
Nidzkiego) sobie odpuszzczałem.
> liczy się każdy kilogram, zwłaszcza za pawężą.
> Tym bardziej wpadnij, to ci na Bimbku pokaże jak środek ciężkości dać tak
> do przodu że ci ta rufa latac będzie... ;-)
Dobrze że się udało. Jak to będzie z moim Orionem, dopiero się przekonam. Z
jednej strony wyjątkowo gruba skorupa, z drugiej - styropian zastąpiony
butelkami PET, więc za to wody w kadłubie nie ma już co "trzymać"

> Jak kupilismy te Bimbki wiosną na zapas, bo już na horyzoncie wisiała
> kolejna zmiana przepisów, to z rozpędu (jako że nie były zbyt szybko
> potrzebne) tak żeśmy ja wypatroszyli i przebudowali że byłemu właścicielowi
> w lecie japka opadła, jak je
> ujrzał. ;-)))
> Nie wiedzieliśmy jak takie zmodernizowane nazwać. El Bimbo LUX? Bimbek AN?
> W końcu jakoś najbardziej się kadrze spodobało "EB 600" :-)))))
Sam przebudowałem klubowego Oriona (VC904 Pantaleon) do wersji deluxe,
niestety straciłem go za sprawą pewnego osobnika o dresiarskiej mentalności
gdzieś na "górze". Zajrzyj kiedyś do AZS-u w Zegrzu Pd; może poznasz po tym
jachcie czasy minionej świetności. Tylko na wszelki wypadek wybierz się z
mocniejszą ekipą - taki jeden zarośnięty pajac pogonił mnie minionej wiosny z
dechą. A może jeszcze poszczuć bullterierem. Właśnie dlatego wytrwale tępię
na Grupie pewnego "anonima", że wbrew moim apelom zachwalał na Grupie
tamtą "wypożyczalnię".
A swój jacht "urządzę pewnie na podobną modłę. Ciekaw jestem oczywiście co
można zrobić z bimboszem, i na pewno się tym zainteresuję.

> wracając do Kamila, Orion to Kruszynka, której wierzę że BF2 wystarcza, ale
> wydaje mi się że Carinie bliżej do Bimbka (750 kg)!
Z pewnością, toteż pytałem Kamila, gdzie chce pływać.

> A gdy już na niego trafiłem, wziąłem bez wahania, nie bacząc ile pracy i
> > kasy będę musiał jeszcze w niego władować.
> He he, kłania sie dyskusja "kto ma jacht" czy jakoś tak.. ;-)
Ale wczoraj nawet w firmie Mast usłyszałem, że lepiej ciasny ale własny.

> > Znów - tym gorzej dla tych, którzy tego nie robią
> ale dużo ich! DUUUŻO!!!
No to starajmy się wszyscy - i na kursach, i na grupie aby ich bylo mniej

> > Najbezpieczniejsze to jest chyba "żeglowanie" po Internecie ;-)
> a ten Koreńczyk co ostatnio nie wytrzymał? A wiesz co moja żona sądzi o
> liście odkąd na nią wlazłem (na listę)? I ty uważasz internet za
> bezpieczny?
"Kto śpi, nie grzeszy" ;-)

> > Tak na poważnie - nadal nie widzę dostatecznych powodów, dla których
> > wewnętrzny zbiornik miałby uchodzić za bezpieczniejszy
> pokazę Ci trochę ciekawych patencików, które może odmienią twój punkt
> widzenia
Zapewne się przydadzą - jeśli nie mnie, to wielu innym

> > > śmiaj się smiej, najnowsza moja plaga to chemik udowadniający że
> > > benzyna się nie pali tylko jej opary, więc nie ma się czego bać ;-)))(((
> > Chyba bym nie zdzierżył i nazwał go "pieprzonym autorytetem moralnym i
> > intelektualnym" ;->
> Co ty. To ja z tej dyskusji wychodze za przewrażliwionego neandertalczyka
> który z chemią się pożegnał 15 lat temu zdając maturę.
Właśnie za sprawą takich "naukowców" rozgraniczam "inteligencję"
od "intelektualistów" ;-)

> > (w istocie powinno być: benzyna nie wybucha tylko mieszanina jej oparów z
> > powietrzem, stąd wybuchy cząściowo opróżnonych lub niemal pustych
> > zbiorników bywaja szczególnie groźne)
> a stąd dowcipnisie udowadniają swe tezy gasząc peta w benzynie ;-(
Tylko od czasu do czasu któryś nie zdąży zgasić.
> > > > Generalną zasadą powinno być gaszenie silnika podczas tankowania,
> > > > także zbiornika zewnętrznego
> > > ty to wies, ja to wiem, a ludzim sie spieszy...
> > Na tamten świat ;-P
> TEGO NIE WIEDZĄ... Dlatego tłumaczę, że dla mnie to zasady poprawnej
> eksploatacji silników przyczepnych zna i przestrzega ułamek żeglarzy.
Zatem: UCZYĆ, UCZYĆ i jeszcze raz UCZYĆ
> > > A propo etykiety zagadka:
> > > Czemu nakazywała mieć nazwę klubu na lewej stronie pawęży a silnik na
> > > prawej?
> > Z mojego puntu widzenia to nie etykieta ale umiejscowienie "pisuaru" to
> > wymuszało ;-)
> ale czemu go tam umieszczono? Bo Wietieroki miały śruby lewoskrętne!
A jest taka reguła: "śruba toczy się po dnie", nadrzuca rufę w lewo, zatem
umieszczenie silnika z prawej strony miało to skompensować (raczej
przekomppensować).

> Przypomniałem sobie, jak mi ostatnio jakiś nardzo stary i szcowny działacz
> zarzucił że AN to juz nie prawdziwe żeglarstwo tylko czysta komercja bo po
> złych stronach na pawężach silniki i nazwy klubu mamy a to jego zdaniem
> świadczy o naszej nieznajmości obyczajów jachtowych i powinno nam się
> zabronić szkolić ;-) W zasdzie przywykłem do takich tez ale ten to mnie
> zaskoczył! ;-)
I jeszce flagsztok umieszcza się na burcie lewej. Ale jak niewiele widzi się
flagsztoków na śródlądziu? Za to widzi się nieraz banderę "przymajdaną"
do achtersztagu, i moczącą się w wodzie po położeniu masztu :-((((

> > Ale Honda to zawsze Honda.
> He, he, lubię ich, mam ich motorki ale w serwisie to jestem stałym gościem..
Ale co by było gdybyś miał tyle "moskw" "wart", "niesobów"? Fakt, zapewne
uruchomiłbyś własny serwis na miejscu - z etatowym "mechaniórem".
> > Można użyć i Mixolu, ale odbija się to m.in na niezawodności.
> No co ty? Doskonała kradziona przez wywiad za komuny technologia! ;-)
Od kogo kradziona? Od "przyjaciół" z Enerdupka? ;-O

> a na serio to przy poprawnej eksploatacji silnika to niemożliwe. Na
> wykładach jedną z zasad poprawnej eksploatacji jest wożenie ze sobą zawze
> więcej oleju niż nam się wydaje że moglibysmy potrzebować.
No i przez to tracisz część oszczędności na masie.
A'propos olejów. Litrowa bańka dobrego oleju do czterosuwów to koszt rzędu
20, z górą 30 zł. To chyba nie są rujnujące koszty, toteż zaoszczędzona
dzięki większej sprawności benzyna zrekompensuje to szybko.

> a po drugie, trudno, dolejesz. To legendarne rozszczelnianie nagaru to nie
> tak od razu i nie zawsze. To tylko śp LUX tak rozkładał nagar z Mixola.
Więc może lepiej, gdy ten nagar prawie w ogóle nie ma z czego się tworzyć. A
dzięki benzynie bezołowiowrej nie odkładają się też w cylindrze osady
mineralne.

> > Mazury się rozsztormiły, ale i łódki jakoś tak zrobiły sie szersze i
> > wyższe
> fakt
> > na szczęście Carina do nich nie należy.
> no to se potestujemy. Moze by zaprosić Kamila z jego łódką?
Czemu nie. A może sam napisze jesienią?
> > > Ja tak naprawde dla dobra ogółu.
> > Ech, zapewne każdy z Grupowiczów tak uważa ;-)
> ;-) Już mi któryś tam wspomniał że jak 3 mi sugeruje że jestem wielbłądem
> to czas kupić siodło, więc w końcu pewnie sam się przekonam... ;-)))
Ech, nie bierz moich słów tylko do siebie. Ja też liczę się z tym, że wielu
grupowiczów myśli, że ja uważam, że piszę dla dobra ogółu ;-)

> > > a może lepiej by silnik mocny poprawić mógł to czego nie wymyśli
> > > głowa? ;-)
> > Poprawić może ale jeszcze więcej może zepsuć, zwłaszcza ten mocniejszy.
> No nie wiem. rJa to zawsze miałem tym mmniej problemów, im był mocniejszy
> (oczywiście nie dotyczy WIchrów :-) )
Eeee... jaki tam mocniejszy, co to te marne 25 lub 30 "łoszadiej" przy 170
koniach Arcyprezesowego Jonhnsona! ;-P
> > A przecież to "niezawodne" 2-takty!
> Chcesz dostac listę awarii naszych Hond? Czasem tęsknie to Wietieroka.. ;-)
A może żyjąc w czasach gdy kursanci i czarterowicze psują Ci Hondy
podświadomie tęsknisz do czasów, gdy sam używałeś Wietieroka?
> > Osłoną śruby przed sterem (lub jak kto woli, steru przed śrubą)?
> tak, kawałek aluminium z boku płyty antykawitacyjnej w miejsce tego kółka z
> paska stali wokół śruby, które cwaniacy za ciężki szmal naiwnym wciskają.
A przed uderzeniem o dno to taki kawałek aluminium też chroni? Poza
tym "otunelowana" śruba jest chyba skuteczniejsza.

> > A co do filtru paliwa - było nie było wlewanie jakiegoś zajzajeru do
> > benzyny to jaszcze jedna okazja do jej zanieczyszczenia.
> a do miski olejowej to co? całe samo w dziurkę trafia?
Też nie. Ale to się robi raz, z górą dwa razy w sezonie, i na ogół w miejscu
bardziej odpowiednim niż zapiaszczone nadbrzeże czy chybotliwy pokład.
> > > Rekordy trasy w dół dla par na BF5 przy średnim stanie: 2,5 dnia.
> > No to z mojego punktu widzenia rzeczywiście rekord. Nie miałem dotąd
> > okazji spływać z Hondą, a podczas spływów z Wietierokiem statystykę psuły
> > awarie.
> Skąd ja to znam? Najlepsze było, jak kiedys mój Wietierok był wiosną na
> kursie,gdzie szkoliłem ja i jeden (...) . Potem cały sezon pływałem na nim
> (na Wietieroku) i dumny z siebie byłem, zę ani jeden kołek mi nie poszedł.
> Za to jak poszedł, to na Pisie wał bo się okazqało, że ten (...) wsadził mi
> kołek ze stali hartowanej...
Mnie trafił się klubowy wietierok w stanie mocno zaniedbanym.
Najprawdopodobniej od dawien dawna w spodzinie nie było oleju, zresztą pewnie
i tak by szybko wyciekł. Gdy wreszcie szlag trafił przekładnię, trzeba było
założyć "staro-nową" - od innego Wietieroka. Tym razem smarowałem ją
osobiście. Ale przyznaję, byłem wtedy silnikowym lamerem. Niemniej jednak
dalszą część trasy przepłynąłem bezawaryjnie.

> A Salut, to mi dopiero dał wycisk a w sumie to cały czas był sprawny ;-)))
Jak to ujął Jacek Kijewski (a'propos Wietieroka co prawda): "był fabrycznie w
złym stanie" ;-)

> > Ale też nie szarżował bym w taki sposób.
> Nawet to nie była taka szarża, po prostu od świtu do zmierzchu 8-9 km/h
> względem brzegu
No to i tak sporo: przeszło 2 razy szybciej niż względem brzegu pod prąd.
Raczej utrzymywałbym tylko prędkość manewrową, co radykalnie powinno się
odbić na zużyciu paliwa
> z siusianiem w sprincie
DO WODY??? a FUJ!!! ;-((((

> robieniem całego papu w trakcie żeglugi
W pojedynkę byłoby mi trudno - robiłem to tylko na środku Śniardw przy 1B.

> Samo płynięcie było przeciętne, za to organizacja życia mordercza.
Ja to lubię :-)))

> To sobie jeszcze wyobraź, że ci gaśnie, jak jesteś w ślizgu na zakręcie, a
> ty bez pracującego silnika niemasz sterowności...
Oj wyobrażam sobie wyobrażam, zwłaszcza jeśli ta motorufka miałaby ster
strugowodny, a tu zza zakretu wyłoniłby się idąca pod prąd łajba.
Twierdziłbyś potem, że spływająć w dół w ślizgu miałeś pierwszeństwo? :-OOOO

> > > A żaden wędkarski kamień nie dogoni... ;-)
> > A szczupakowa błystka z kotwiczką zahaczona pod oko? ;-)
> Co ty? Nie zdąży się zamachnąć ;-) Zwłaszcza jak stoi w taaakich dłuuuugich
> butach w wodzie i mu się fala do nich wlewa ;-)))
A jak np. ciśnie zaczasu przygotowanym nożem (zob. tragiczny motyw nad
Kanałem żerańskim)
> Przecież jak stoisz, to olej stoi sobie w misce, i nic ci tej gładzi nie
> chroni !
Dlaczego, zawsze jest trochę tego co zostało po poprzedniej pracy. W każdym
razie więcej niż w dwusuwach. Poze tym w czterosuwie powietrze z pyłem (na
rzece i pyłu trochę się znajdzie) i wilgocią nie przelatuje swobodnie przzez
cały - chłodny - karter.
> > A po sezonie przechowuję Hondę nie w jakiejś wilgotnej nieogrzewanej
> > kanciapie z niedomykajcymi się drzwiami, ale w mieszkaniu.
> > Podjąłbyś się tam trzymać dwusuwa?
> Po nasmarowaniu na zimę wnętrza cylnidra olejem? tak!
> Problemy dokładnie te same co w 4takcie.
Nie pytałem o Hondę w kanciapie ale o dwusuw w mieszkaniu. A gdy pytałem w
sklepie o smarowanie wnętrza cylindra olejem na zimę, to zostałem niemal
wyśmiany. Więc ten jeden problem odpada w przzypadku 4-taktu z całą
pewnością.
> > No to dobrze, bo już chciałem napisać: małe kłamstwo, kłamstwo, duże
> > kłamstwo... statystyka ;-)
> Stary frazes z czasów gdy statystyka wykorzystywano do ideologii.
A teraz to nie jest wykorzystywana do tego samego celu??? Ale może NTG, bo
znowu ktoś mi zarzuci, że uprawiam propagandę na p.r.z. - tym razem
antyunijną ;-)

> A prwadziwa statystyka jest niezawodna, choć fakt że może być
> niesprawiedliwa wobec wyjątków..
A przede wszystkim trudno stwierdzić ,czy rzeczywiście jest prawdziwa.

> > Więc może lepiej aby były słabsze za to chodziły na wyższych?
> Wracam do dogmatu. Wolę czyścic świece niz nie mieć zapasu mocy
a czy wnętrze cylindra też oczyścisz?

> uwagi na smarowanie też im to dobrze nie robi (zbyt niska temperatura oleju)
> w 2 suwie? W czasie spalania? ;-)
Przecież w czterosuwie. Zbyt zimny silnik zużywa się szybciej. Precież sam
pisałeś o świecach w Hondach.

> > Odpowiedziałem Kamilowi na pytanie o konkretny silnik. Przetestowałem go
> > na Orionie, uważam że jest odpowiedni. Nie ma sensu szukać cięższego.
> > Ale Tobie zapewne wydałby sie za słaby - cóż, motorówką orion raczej się
> > przez to nie staje.
> W tej sprawie to myslę ze to, kto znas ma racje nie zalezy od rodzaju
> silnika tylko od tego, co Carina bardziej przypomina - Oriona czy Bimbka.
Na pewno bimbosza. Ale niekoniecznie musi pływać z Zegrza na Mazury.

> > > to już nie miłość, to kwadrofilia! ;-)
> > Raczej dwusyfobia ;-P
> Nie ładniej było by "dwunietakt" ;-)))
Od niepamiętnych czasów traktowałem dwusuwy jako zło konieczne; teraz już
przemija ta "konieczność", toteż nie staram się, aby było "ładniej" ;-)

> > obyśmy tylko dożyli tych lepszych czasów!
> i abysmy zdrowi byli ;-))
OMR :-)))

> > > A fakt że motorowókarze je skwapliwie powtarzają, jak mają okazję...
> > A zwłaszcza gdy mają w tym osobisty interes będąc samemu dealerami
> > silników.
> Jezu! co za brak wiary w człowieka,
To nie było do Ciebie, tylko do "błędnego rycerza"! PRZEPRASZAM!!!
> a ty w dyskusji o Oborze własnie ktos mimowolnie obalił tezę o
> wszechwładnym wpływie kasy... ;-)))
Zawsze znajdzie się jakiś wpływ kasy. W końcu ktoś dużo wcześniej napisał,
że "są to najprawdopodobniej dobrze zarabiający warszawscy yuppies". Tylko
nie bądzmy znowu tak drażliwi na punkcie "farsiaffki", bo w końcu wszyscy
wszystkim skoczą do gardeł!

> > między bajki bym włożył wprawdzie nie "prounijną" ale jednak propagandę
> > wspomnianego "błędnego rycerza", że to dzięki motorówkom na jakimś >
> > kompletnie martwym jeziorze zakwitło bujne życie po dwóch sezonach.
> treśc udokumentowanej propagandy raczej dowodziła że "czyści żeglarze"
> bardziej dewastują środowisko od "brudnych motorówek".
To nie żeglarze zniszczyli tamto jezioro ale przemysł. Odrodzi lo się zaś
MIMO motorówek.
> chamstwo wielu ich posiadaczy to oczywiście oddzielny temat, ale nie
> związany akurat mocno z czystościa wód.
Niestety i wśród "żeglarzy" chamstwo jest coraz powszechniejszze. I wiele z
jego przejawów MA ścisły związek z czystością wód i brzegów
> > > > To może jeszcze lepsze byłyby skutery :->
> > > no, jak taki zleci, to dopiero sie woda natlenia ;-)
> > A ile taka motopompa wyrzuca do wody niespalonego paliwa.
> w czterosówie? One u nich dominują.
Czterosuwy w skuterach? Skądże. Dopiero w przedostatnim "Rejsie opisywali
czterosywowy skuter Yamahy

> Pamiętaj że motorówa pływa się krótko!
Ale ile spala się wachy w tak krótkim czasie A nawet na motorówach
czterosuwów jes nie tak wiele.

> Przecież tam liczy się tylko "powerfull" nie jakaś sprawność.
> akurat jedno wynika z drugiego, choc oczywiście są sypiące się wyjątki.
To bolid mistrza Marszałka jest takim "sypiącym się wyjątkiem"? Sam przyznał
kiedyś w wywiadzie,że taki wyczynowy silnik więcej wyrzuca paliwa do wody
niż spala.

> > Ano, motorówkarz to przeleci, zabrumi, nasmrodzi, i pódzie sobie do domu.
> > A żeglarz to mieszka na łódce, zwali qpę na brzegu lub, jeśli >
> > jest "nowoczesny" to wyleje do jeziora zawartość chemicznej toalety,
> > umyje cielsko jakimś tam "żelem" (bo jest "uczulony" na zwykłe mydło),
> > zakopie plastikowe
> > jednorazowe naczynia... ale piętnujmy takie zachowanie!
> skutecznie? czytałeś w Żaglach jak wyglądają WJM po sezonie?
Czytałem, czytalem i nieraz widziałem. Zapomniwałem jeszcze dodać: i upierze
gacie lub skarpetki zużywając pół paczki proszku do prania.
Fakt, że "piętnowanie może okazać się mało skuteczne i do tego jeszcze
przykre, póki są na grupie osobnicy gotowi zaliczyć "piętnującego" w
poczet "kapusiów i donosicieli", ale przecież "kropla drąży skałę"!
> > > > Powiedzmy ładniej: dotknęło finansowo a ucieszyło importerów trupków
> > > > do Polski
> > A przede wszystkim "szczęśliwych" (przynajmniej do czasu) nabywców
> > owych "trupków".
> he, he, znam paru. A jakie te części się drogie okazały potem! ;-)))
A i dobrze im tak ;-P sam mogłem kupić gdzieś w komisie jakiegoś poobijanego
JOHNSONA lub EVIdeNtną_RuDErę ;-) za kilkaset "złych" ale szarpnąłem się na
coś lepszego. A fakt, że w innym komisie czteroletnia Honda 2 (w "kanciastej"
wersji) była tylko nieznacznie tańsza, dał mi wiele do myślenia.
> > > Znów kwestia żeglarskiej qltury
> > he, je, zaraz dojdziemy do tezy że motorowodniacy sa kultularniejsi od
> żeglarzy i nas ktoś z sieci wyłączy... :-))))))))))))
Na pewno nie za to. Prędzej za to, że nasze posty stają się coraz dłuższe.
Mnie ta dyskusja pasjonuje, ale... staraj się wycinać "siódme wody po
kisielu" jak również "wygasłe" wątki. W każdym razie niech co poniektórzy
uczzą się, jak można się twardo spierać - i nie ubliżać sobie.
> > > > - tańsze: już o tym pisałem.
> > > a ja się niae zgodziłem. Tylko Hondy są tanie ale to konkretna marka.
> > > W pozostałych firmach 4 suwy danej firmy sa 30-50% droższe od 2suwów.
> > Przytoczyłem akurat Yamahę. A hondy są tanie bo firma ma 4-suwy w małym
> > palcu.
> Jesteś w błędzie. JEN mocno potaniał a Yamaha jest rozliczana w GULDENACH :-
A Suzuki, Tohatsu i coś tam pewnie jeszcze?

> A może w tych czterosuwowych Johnsonach też siedzą Hondy, tak jak
> NIe, z tego co wiem Honda tylko robiła do czasu 4takty dla Tohatsu.
Coś mi świta, że jeszcze Tohatsu się "zmerkurzył" ;-) a może na odwrót.
> > Gdyby awaryjność 4-suwów była problemem, nadal produkowano by dwusyfne
> > samochody.
> w samochodach nie miały takiego znaczenia czynniki istotne na wodzie.
> zauwaz że już w motocyklach dominują 2takty!
Chyba tylko w "demoludach" Jakoś rzucają mi się w oczy tylko 4-takty
> O potencjalnej korozji wewnętrznej w karterach dwusuwów już
> > wspominałem.
> wspomniałem wyżej że problem korozji podobny naprawdę jest w obu.
W karterze też?

> > > Ot np czujnik ciśnienia oleju w co drugim BF5. I co? Panika!
> > Nie wiedziałem; w BF2 nie ma czujnika, tylko okienko kontrolne.
> z czasem tracące przeźroczystość.
Hmm, wydaje mi się, że moje jest szklane.

> a z kontrolką musisz na szlaku losować: "czujnik to czy uszczelka"
Znając Hondę to pewnie i z tym się wkrótce upora.

> > ciężar jest niewwiele większy, tylko czterosuwowa Yamaha F2,5 jest tu
> > wyjątkiem.
> ale dochodzi ukłąd smarowania i juz masz to + 20% masy! A wymiary?
Najmniejsze silniki: Honda 2, Yamaha F2,5 i F4 mają smarowanie rozbryzgowe -
bez ciężkiej pompy. Zaś Yamaha F2,5 podobno "tak naprawdę" to ma 3KM.

> > Moja jest i była czysta - nawet bezpośrednio po rejsie na WJM. Fakt, w
> > serwisie (przegląd gwarancyjny) usłyszałem rzucone półgębkiem: -Zadbany!
> Fajnie masz. Ja tak mówię jak je odbieram z serwisu ;-)
Może naprawdę winni jednak kursanci?
> > To Kamil też jes instruktorem? I pytał o silnik dla kursantów? Coś
> > przegapiłem? ;-)
> Nie! Jest pewnie normalnym przeciętnym żeglarzem! a skoro opływanom
> instruktorom się to trafia to jak jest szansa że popełni to zwykły żeglarz?
Zależy to od doświadczenia żeglarza... i rutyny instruktora.
> > A amortyzacja? Smarowanie w dwusuwie jest zawsze gorsze - stąd mniejsza
> > trwałość.
> Tak łatwo na wodzie o błędy w eksploatacji, że moim zdaniem trwałość zalezy
> tylko od użytkownika a nie od rodzaju silnika.
Jeśli widziałeś tylu "zdolnych" użytkowników masz prawo tak sądzić.
> > > I dla tego odradzam BF2, nie jako 4-takt tylko jako silnik
> > > nieprzystosowany do stosowania na jachtach żaglowych
> > > przed wszystkim przez brak prawdziwego wstecznego
> > ZGROZA!!!!! to jak musiało być niebezpiecznie, gdy jeden na dziesieciu
> > żeglarzy na drewnianych Omegach szczycił się posiadaniem "Warty"?
> ludzie wtedy mieli wiecej czasu a stąd i doświadczenia...
Może więc źle robią, że doświadczenie zdobywają nie chociażby na Bimboszach
ale od razu na Tangach, Pegazach czy Janmorach.

> > Ktoś kiedyś pisał na grupie, że można to zrobić nawet sprawniej niż
> > obroty przy "prawdziwym" wstecznym, jeśli zmniejszy się nie wyłączając
> > sprzęgła. A co dopiero, gdy sprzęgło jest odśrodkowe?
> jak się wprawisz i jesteś nieomylny.
> A CO JAK JESTEŚ ŚWIEŻY (KAMIL?) ALBO MAS ZŁY DZIEŃ? hę?
Kamil wcale nie jest świeży - doświadczył już "hardcore" z silnikiem bez
sprzęgła. A zły dzień?... raz do roku każda strzelba strzela sama.

> > > > Ale nie są one takie, aby trzeba było odradzać je potencjalm
> > > > nabywcom, a ZTCW usilnie to robisz ;-)
> No tak. Jako chyba jedyna firma w Polsce stosuję masowo 4-takty, nie bacząc
> na koszty a chcąc ocenić je obiektywnie wyszedłem na ich zaciekłego
> wroga! ;-)))
Jes takie popularne na grupie powiedzenie którego mogłeś użyć: "Masz rację.
Wydaje Ci się". ;-)

> > Może reprezentujemy inne "szkoły"?
> mam wrażenie ze przesżłośc i doświadzczenie raczej mamy podobne.
> Rożnica jest raczej w tym że ty je masz i wierzysz że inni je tez mogą
> posiąść a ja jestem przekonany że czasy się zmieniły i że przeciętni
> żeglarze nie będą już tak opływani, jak Ci dawniej i ten ogólny brak
> czasu na opływanie nalezy nadrabiać mozliwościami sprzętu.
> Dobra ocena przyczyn róznic?
Może i dobra, ale po co tacy nieopływani żeglarze masowo pchają się na sprzęt
przerastający ich umiejętności?
> > jakoś nie widziałbym problemu gdyby przyszło mi wsiąść na łódkę bez
> > silnika.
> ty nie, ja nie, obaj bysmy pewnie spali pod tentem ale moi klienci to już
> patrzyli by na nas jak na Papuasów ;-))
No tu przyznaję: nigdy nie spałem pod tentem (w harcerskich omegowych
czasach sypiałem w "lądowym" namiocie) niemniej jednak zebrałem na Grupie
srogie cięgi, gdy usilowałem wytłumaczyć co poniektórym, że "normalną"
szuworową łódką można przybić bezpiecznie do pomostu na żaglach.

> > jeden gar w dwusuwie przy mocy w praktyce większej niż w Wietieroku - to
> > koszmarne wibracje?
> cczy ja wiem? Wystarczy stolik ze stali z policzkami z pasa gumy miast
> drewna i dzieją się cuda...
O lle zdobędziesz odpowiednią gumę.

> Mi nie pasuje tylko w nim to że chcę mieć wszyystkie takie
> same bo łatwiej je obsłużyć i po co mi taka rodzynka?
Na zlot oldtimerów! ;-)

> > No to kupię książkę Kapitana Kulińskiego: "Praktyka bałtycka na
> > niebezpiecznym jachcie"! ;-)
> Biblii nie kupisz. Białykruk.
Wiem, ale swiadczy to o tym, że ci co ją maj, lubią takie "niebezpieczeństwo"

> > > > Przeciez sam przyznałeś, że niektóre marki są "delikatne", więc nawet
> > > > nowe mogą zawieść
> > > ale rzadko w prywatnych jednych rękach
> > Mimo wszystko w razie czego nie zazdrościł bym takim niefortunnym "rękom"
> Wiesz że nawet wietierok był niezawodny, jak miał jednego użytkownika?
Wiem. Ale Mercury z połamanym korbowodem też się trafił.

> > Dzięki za dobre życzenia, ale gdyby miałyby się one spełnić, nie kupiłbym
> > Tanga czy Janmora ale właśnie Nefryta lub Gigę aby pływać także po morzu,
> > a Orionka zostawiłbym sobie dla pływania po Mazurach
> A ja niby co chwila coś kupuję lub buduję, ale jednak tylko na śródlądziu.
> Na morzu to wolę jednak duże, czarterowe, takie minimum 12-16 metrowe.
> Jakoś na nich sie lepiej czuje, a dla mnie posiadanie takiego jest
> niecelowe. Choć straszną fraję sprawiło mi buszowanie w tym sezonie DZ-tką
> po Wybrzeżu.
Jakoś na śródlądziu największą satysfakcję sprawilo mi SAMODZIELNE
prowadzenie Oriona. Więc na morzu nie czułbym się chyba dobrze w
kilkunastoosobowej załodze takiego 12-16 metrowego okrętu. Oczywiście przy
odrobine pecha, można sie zrazić i do mniejszych (pewien znany "pół-
harcerski") jacht, gdzie główki przerdzewiałych śrub wypadały z pokładu, woda
tryskała strumieniami przez jakieś dziury po wkrętach w obramowaniu forluku,
zaś wodę pitną lało się do zbiornika przez wąż spustowy od pralki z "zaworem"
zrobionym ze... sznurka mocno dał mi się we znaki kilka lat temu. Ale do
morza mnie to nie zraziło.
pozdrowiam

Wojtek Zientara

unread,
Jan 23, 2003, 7:27:29 AM1/23/03
to

Użytkownik Tomek Janiszewski <tom...@NOSPAM.gazeta.pl> w wiadomości do grup
dyskusyjnych napisał:b0okae$qt4$1...@news.gazeta.pl...

> jest i wiatr. Wyjątek: szalejące wkoło motorufki; jak to mnie wqrza gdy
przy
> flaucie mozolnie nabiorę te "pół glona na minutę" a tu przeleci taka
"szafa",
> po czym słyszę spod swojego dziobu: chlap, chlap, i... znowu stoję
> nieruchomo.

Plywal ze mna w tym roku po Chorwacji taki jeden motorowkarz. Po pol
godzinie stania za sterem (1-2 B) powiedzial: "Jak ja nie lubie tych pie...
motorowek" ;-))))

> Poza tym "otunelowana" śruba jest chyba skuteczniejsza.

Jest - pod warunkiem, ze tunel ma wlasciwy profil i sruba jest do niego
dopasowana (troche inny skok, powierzchnia itp.). Poza tym sruba w tunelu
jest tym sprawniejsza, im mniejsza predkosc jednostki.

Pzdr
Wojtek

PS: strasznie sie wam dyskusja rozwinela - ale ciekawa.

in...@anw.pl

unread,
Jan 23, 2003, 8:54:51 PM1/23/03
to
> in...@anw.pl napisał(a):
> > > Chyba mieliśmy zupełnie innych "nowozamożnych" na myśli. Ja miałem na
> > > myśli takich, co to prawie wcale nie pływają ale "uprawiają jachting" w
> > > zamkniętych "marinach, takich jak "Letni Ogród".
> > nie, język polski jest piekienie precycyjny. Najpier chodziło nam o tych
> > samych
> > a ja zrobiłem dygresję że sa inni... raczej może "nowożeglarscy"
> A z tych "nowożeglarskich" to ja nigdy nie zamierzałem sobie kpić, zwłaszcza
> jeśli są dobrymi żeglarzami.

Chodzi mi o to, że są tacy sami jak nowobogaccy, może tylko ich wady czy błędy
tak nie zwracają uwagi (zawistnego?) otoczenia.

> > > Na Narwii i Pisie raczej nie ma dużej fali
> > nie łap tak za język. Fala - jezioro, Rzeki - nurt. OK?
> Ależ nie chciałem łapać za język. Na jeziorze jeśli jest fala to z reguły
> jest i wiatr. Wyjątek: szalejące wkoło motorufki; jak to mnie wqrza gdy przy
> flaucie mozolnie nabiorę te "pół glona na minutę" a tu przeleci taka "szafa",
> po czym słyszę spod swojego dziobu: chlap, chlap, i... znowu stoję
> nieruchomo. Potem "szafa" opada na wodę kilkaset metrów przede mną, a gdy
> minę taką ledwo wystającą z wody "żabę" słyszę za sobą gromki ryk i "zabawa"
> zaczyna się od początku.

;-))) Wina sprzetu. Na żaglach masz zawsze zajęcie. A tu Co? Jezioro wzdłóż, w
poprzek, na ukas, dookoła a potem człowiem mimowolnie szuka celu... ;-)))

Toteż chciałem tylko powiedzieć, że na rzece, gdzie
> musimy walczyć z prądem przynajmniej fale nie przeszkadzają (te od motorówek
> szybko gasną). Wobec tego próbę na spokojnym Zalewie uznałem za miarodajną
> dla rzek.

Jeżeli chodzi o rzeki to pronował bym raczej odcinek Wisły w Warszawie, co ją
zgarbnie pokona, da sobie rade z innymi rzekami przy każdym poziomie wody

> > a prąd jest rzeczą względną -
> > > można porównywać i na wodzie stojącej. Zatem proponuję pierwszy test
> > > porównawczy: regaty Sportiny 595 i Oriona na Hondach BF2 (oczywiście przy
> > > braku fali). No to jak - postanowione?
> > OK nie ma sprawy, ale
> > a) Sportiny to ja już nie mam
> Szgoda, zresztą będę mógł powiedzieć że mam Oriona dopiero po odbudowie i
> pierwszym rejsie.
> > b) co ten wyścig Oriona i Sportiny ma wykazać? ;-)))
> To o co poszedł spór. Czy rejs z Zegrza na WJM Sportiną na Hondzie BF2 jest
> możliwy bez przeciążania silnika

to proponuję j.w. na WIsłę, tyle że z nieco większymi obrotami.

> > I bez testu wiem że Orion mi na W8 niemal w ślizg wchodził a SPortina z
> > szerokim kadłubem może mało.
> Ano właśnie: w ślizg. Ale mógł tu zadecydować większy ciężar Sportiny.
> A mnie chodziło o porównanie tych kadłubów w stanie WYPORNOŚCIOWYM. I nie
> tylko z gazem na maxa, ale i położeniach pośrednich.

NIE! To przenośnia. Masa moim zdaniem jest mniej ważna (poza rozpędem) od
kształtu kadłuba a zwłaszcza jego szerokości. Dowód: wiesz że nasza 2,3 tonowa
DZ chodzi na BF5 tak samo jak trener (tylko droga hamowania 150m ;-))) ).

> > myslałem że chcesz porównać takie same kadłuby z różnymi silnikami
> Jedno drugiego nie wyklucza.

Ok, mozna co się chce.

> > > Ale skuteczność płytko zanurzonej śruby jest mniejsza, tak jak mniejsza
> > > jest skuteczność płytkiego miecza. Wytrzymałość wody na ścinanie rośnie
> > > z sześcianem głębokości wskutek czego płytko zanurzona śruba wyrzuca do
> > > tyłu strumień wody, głęboko zanurzona - "odpycha się" od mas wodnych.
> > > Za głęboko też niedobrze (instrukcja mówi wówczas o spadku mocy silnika) -
> > > jak rozumiem trudniej silnikowi "wpompować" spaliny na większą głębokość.
> > e tam, raczej chodzi o większe ciśnienie powodujące cięższa pracę śruby
> > i ryzyko zawadzania o dno. Przyjmuję standart 15 cm na postoju.
> Ryzyko zahaczenia o dno - tak. Ale to "większe ciśnienie" powoduje nie tyle
> cięższą pracę śruby, co jej większą skuteczność (patrz wyżej) Oczywiście,
> przy cięższym jachcie powoduje to cięższą pracę silnika,

no własnie.

ale wtedy idealnym
> wyjściem byłoby użycie "lżejszej" śruby, o mniejszym skoku.

oczywiście

IMHO chodzi
> jednak o "pompowanie" spalin.


wątpie, ale przy okazji spytam sie mego motoguru

> > > > Ale potem, jak sie nas tym zastanowiłem to nie było mi już do śmiechu.
> > > > Wiesz czemu?
> > > Ano nie wiem - dlaczego?
> > Bo przez 3 lata nikt z użytkowników o to nie spytał, a raczej nie wiedzieli
> > że jest chłodzony powietrzem. I to wbrew pozorom byli bardzo dobrzy
> > żeglarze tyle że z typowym instrumentalno/magicznym podejściem do silników.
> Ja bym ich tak nie oceniał. Może akurat oni przekonali się szybko, że coś tam
> ciepłego dmucha, może nawet widzieli jakiś silnik chłodzony powietrzem (mnie
> holowano kedyś po kanałach jakims takim "starociem"),

He he he, ale z Ciebie optymista. Chciałbym ale jakos nie wierzę

a tamten "doświadczony"
> myślał "podręcznikowo": włączyć ssanie, zapalić, sprawdzić czy leci woda...

nie, on właśnie był taki jak powinna być reszta,

> > Stąd min moja opinia o statysycznie nądznej kulturze obsługi silników wśród
> > żeglarzy, nawet tych z taaakimi brodami..
> > Inny KAPITAN niedawno przywoązł mi do sprzedania silnik i na moich oczach
> > odpalił go na sucho.. Dlatego żeglarskie otoczenie sródlądowe w dziedzinie
> > eksploatacji silników traktuję jak... lepiej nie napisze bo i mi się
> > oberwie.
> Dlaczego zaraz oberwie. Twoich spostrzeżeń z punktu widzenia instruktora z
długą praktyką kwestionować nie trzeba. Tylko wnioski każdy może formułować inne

Po prostu mam wrażenie że na liście jakoś łatwiej o ostre sądy...

> > a jeżeli chodzi o eksploatację silników to widzę że w 99% szkoleń
> > skondinnąd doświadczeni instruktorzy żeglarstwa nie mający ani aktualnych
> > podręczników (bo ich nie ma)ani doświadczenia, wykłąd na żeglarza z
> > silników sprowdzają mniej więcej do słów: "tu szarpnąć, to zgasić i to
> > chyba wszystko", zero zasad poprawnej eksploatacji, a to się potem odczuwa
> > patrząc na wodę że tu nie wyjątki ale ogół ma paskudne obyczaje...
> Ale przecież Grupa jest m.in. od tego, aby dostrzeżone nieprawidłowości
> przedstawiać, aby inni mogli ich uniknąć.

Wiesz. Ta rozmowa wydaje mi się twórcza, ale tak poza tym mam wrażenie że na
liście jest za dużo i złości i frustracji, że ludzie mają juz tak ukształtowane
poglądy że raczej ich nie zmienią wskutek lektury.. Vide sprawa O!bory

> > > O ile jest na to miejsce. Ale gdy pawęż już jest zanurzona,
> > ? Co ty tam wozisz? te bakistki to może na chusteczki... ;-))
> Oron jest niestety znany ze skłonności do przegłebienia rufy. Z postu Kamila
> wywnioskowałem, że Carina też. A wożenie blisko 30 kg Wietierokowego żelastwa
> przerażało mnie do tego stopnia, że w pierwszych swoich rejsach zdejmowałem
> je - i dopiero wiówczas czulem się bezpiecznie. Tylko kanały (z wyjątkiem
> Nidzkiego) sobie odpuszzczałem.

Kiedys miałem 2 sezony Oriona z Wietierokiem na Pawęzy z 3 osobową załogą i
wydaje mi się że nie potrzebnie się przejmujesz tymi 30 kg. Zaliczyłem w tym
zestawie i rzeki, i biały szkwał i było naprawdę OK.

> > liczy się każdy kilogram, zwłaszcza za pawężą.
> > Tym bardziej wpadnij, to ci na Bimbku pokaże jak środek ciężkości dać tak
> > do przodu że ci ta rufa latac będzie... ;-)
> Dobrze że się udało. Jak to będzie z moim Orionem, dopiero się przekonam. Z
> jednej strony wyjątkowo gruba skorupa, z drugiej - styropian zastąpiony
> butelkami PET, więc za to wody w kadłubie nie ma już co "trzymać"

Jasne, jak jeszcz dowalisz pare arkuszy sklejki w dziobie, aku mulator w kabinie
to Ci się nieźle zrównowazy. Tak właśnie sobie przypominam, że myśmy w dzibie
stale mieli plecaki, a w kabinie papu dla całego rejsu.

> > Jak kupilismy te Bimbki wiosną na zapas, bo już na horyzoncie wisiała
> > kolejna zmiana przepisów, to z rozpędu (jako że nie były zbyt szybko
> > potrzebne) tak żeśmy ja wypatroszyli i przebudowali że byłemu właścicielowi
> > w lecie japka opadła, jak je
> > ujrzał. ;-)))
> > Nie wiedzieliśmy jak takie zmodernizowane nazwać. El Bimbo LUX? Bimbek AN?
> > W końcu jakoś najbardziej się kadrze spodobało "EB 600" :-)))))
> Sam przebudowałem klubowego Oriona (VC904 Pantaleon) do wersji deluxe,
> niestety straciłem go za sprawą pewnego osobnika o dresiarskiej mentalności
> gdzieś na "górze". Zajrzyj kiedyś do AZS-u w Zegrzu Pd; może poznasz po tym
> jachcie czasy minionej świetności. Tylko na wszelki wypadek wybierz się z
> mocniejszą ekipą - taki jeden zarośnięty pajac pogonił mnie minionej wiosny z
> dechą. A może jeszcze poszczuć bullterierem. Właśnie dlatego wytrwale tępię
> na Grupie pewnego "anonima", że wbrew moim apelom zachwalał na Grupie
> tamtą "wypożyczalnię".
> A swój jacht "urządzę pewnie na podobną modłę. Ciekaw jestem oczywiście co
> można zrobić z bimboszem, i na pewno się tym zainteresuję.

Wszystko co Ci przyjdzie do głowy. I nawet jak stolarkę nieco sknocisz to potem
wszystko wzmocnisz laminatem i przykryjesz wykłądziną

> > wracając do Kamila, Orion to Kruszynka, której wierzę że BF2 wystarcza, ale
> > wydaje mi się że Carinie bliżej do Bimbka (750 kg)!
> Z pewnością, toteż pytałem Kamila, gdzie chce pływać.

Wszedzie. Jak wybierze nową trasę to nie będzie potrzebował nowego silnika. ;-))

> > A gdy już na niego trafiłem, wziąłem bez wahania, nie bacząc ile pracy i
> > > kasy będę musiał jeszcze w niego władować.
> > He he, kłania sie dyskusja "kto ma jacht" czy jakoś tak.. ;-)
> Ale wczoraj nawet w firmie Mast usłyszałem, że lepiej ciasny ale własny.

Jasne, a po co im taki klient jak firmy czarterowe czy ja, co za hurt chce od
razu 50% znizki.

> > > Znów - tym gorzej dla tych, którzy tego nie robią
> > ale dużo ich! DUUUŻO!!!
> No to starajmy się wszyscy - i na kursach, i na grupie aby ich bylo mniej

no to sie staramy. Ale tak naprawdę, póki PZŻ ze sfery ploty i donosu nie
pójdzie w stronę przykładu, egzekucji reguł i działania, to mało zdziałamy.

> > > Tak na poważnie - nadal nie widzę dostatecznych powodów, dla których
> > > wewnętrzny zbiornik miałby uchodzić za bezpieczniejszy
> > pokazę Ci trochę ciekawych patencików, które może odmienią twój punkt
> > widzenia
> Zapewne się przydadzą - jeśli nie mnie, to wielu innym

Fakt. Czasem mi szkoda, że mam tyle do przekazania a daję to garstce na kursach.
Na umówioną mase artykułów zrealizowałem chyba tylko pare z braku czasu.. :-((


> > > > > Generalną zasadą powinno być gaszenie silnika podczas tankowania,
> > > > > także zbiornika zewnętrznego
> > > > ty to wies, ja to wiem, a ludzim sie spieszy...
> > > Na tamten świat ;-P
> > TEGO NIE WIEDZĄ... Dlatego tłumaczę, że dla mnie to zasady poprawnej
> > eksploatacji silników przyczepnych zna i przestrzega ułamek żeglarzy.
> Zatem: UCZYĆ, UCZYĆ i jeszcze raz UCZYĆ

Czas, czas, czas i zmiany w charakterze PZŻ! Bez tego nie nadrobisz strat.

> > > > A propo etykiety zagadka:
> > > > Czemu nakazywała mieć nazwę klubu na lewej stronie pawęży a silnik na
> > > > prawej?
> > > Z mojego puntu widzenia to nie etykieta ale umiejscowienie "pisuaru" to
> > > wymuszało ;-)
> > ale czemu go tam umieszczono? Bo Wietieroki miały śruby lewoskrętne!
> A jest taka reguła: "śruba toczy się po dnie", nadrzuca rufę w lewo, zatem
umieszczenie silnika z prawej strony miało to skompensować (raczej
> przekomppensować).

no tak

> > > Ale Honda to zawsze Honda.
> > He, he, lubię ich, mam ich motorki ale w serwisie to jestem stałym gościem..
> Ale co by było gdybyś miał tyle "moskw" "wart", "niesobów"? Fakt, zapewne
> uruchomiłbyś własny serwis na miejscu - z etatowym "mechaniórem".

więcej by się uczyli?

> > > Można użyć i Mixolu, ale odbija się to m.in na niezawodności.
> > No co ty? Doskonała kradziona przez wywiad za komuny technologia! ;-)
> Od kogo kradziona? Od "przyjaciół" z Enerdupka? ;-O

nie wiem skąd, ale to był w swoim czasie rewelacyjny olej z kradzionej z
zachodu technologii, samomieszający się. oczywiście kwestia jakości...

> > a na serio to przy poprawnej eksploatacji silnika to niemożliwe. Na
> > wykładach jedną z zasad poprawnej eksploatacji jest wożenie ze sobą zawze
> > więcej oleju niż nam się wydaje że moglibysmy potrzebować.
> No i przez to tracisz część oszczędności na masie.

litr, albo dwa? bez przesady. raczej problem w tym jak ktos czyms rozgniecie go
w bakiście, co się czesto zdarzało

> A'propos olejów. Litrowa bańka dobrego oleju do czterosuwów to koszt rzędu
> 20, z górą 30 zł. To chyba nie są rujnujące koszty, toteż zaoszczędzona
> dzięki większej sprawności benzyna zrekompensuje to szybko.

zalezy ile pływasz. Na mazury? OK! Tyko po nich? niekoniecznie!

> > a po drugie, trudno, dolejesz. To legendarne rozszczelnianie nagaru to nie
> > tak od razu i nie zawsze. To tylko śp LUX tak rozkładał nagar z Mixola.
> Więc może lepiej, gdy ten nagar prawie w ogóle nie ma z czego się tworzyć. A
> dzięki benzynie bezołowiowrej nie odkładają się też w cylindrze osady
> mineralne.

Ale to one właśe chyba uszczelniają z czasem silnik?

> > > Mazury się rozsztormiły, ale i łódki jakoś tak zrobiły sie szersze i
> > > wyższe
fakt
> > > na szczęście Carina do nich nie należy.
> > no to se potestujemy. Moze by zaprosić Kamila z jego łódką?
> Czemu nie. A może sam napisze jesienią?

Bez porównania? Obiektywnie? Może lepiej zaprośmy to mozna mu zademonstrować
działanie róznych motorków na jego łodce

> > > > Ja tak naprawde dla dobra ogółu.
> > > Ech, zapewne każdy z Grupowiczów tak uważa ;-)
> > ;-) Już mi któryś tam wspomniał że jak 3 mi sugeruje że jestem wielbłądem
> > to czas kupić siodło, więc w końcu pewnie sam się przekonam... ;-)))
> Ech, nie bierz moich słów tylko do siebie. Ja też liczę się z tym, że wielu
> grupowiczów myśli, że ja uważam, że piszę dla dobra ogółu ;-)

No cóz, ja na pewno jestem główny podejrzany, ostatnio gadając o Mokotowie
nagle mi ktos zarzucił cos odwrotnego niż twierdziłem, tylko nie wiem dokładnie
za co - za konkurencyjną firmę czy pochodzenie

> a może lepiej by silnik mocny poprawić mógł to czego nie wymyśli głowa? ;-)
> > > Poprawić może ale jeszcze więcej może zepsuć, zwłaszcza ten mocniejszy.
> > No nie wiem. rJa to zawsze miałem tym mmniej problemów, im był mocniejszy
> > (oczywiście nie dotyczy WIchrów :-) )
> Eeee... jaki tam mocniejszy, co to te marne 25 lub 30 "łoszadiej" przy 170
> koniach Arcyprezesowego Jonhnsona! ;-P

to stadnina ryżego?

> > > A przecież to "niezawodne" 2-takty!
> > Chcesz dostac listę awarii naszych Hond? Czasem tęsknie to Wietieroka.. ;-)
> A może żyjąc w czasach gdy kursanci i czarterowicze psują Ci Hondy
> podświadomie tęsknisz do czasów, gdy sam używałeś Wietieroka?

Bez przesady, kiedys taki spływ z WJM do domu to była orka, a dziś? Fiuuuu...

> > > Osłoną śruby przed sterem (lub jak kto woli, steru przed śrubą)?
> > tak, kawałek aluminium z boku płyty antykawitacyjnej w miejsce tego kółka z
> > paska stali wokół śruby, które cwaniacy za ciężki szmal naiwnym wciskają.
> A przed uderzeniem o dno to taki kawałek aluminium też chroni?

;-)) NIe, przed tym to chroni ostroga pod spodziną silnika! ;-)))

Poza tym "otunelowana" śruba jest chyba skuteczniejsza.

Boj się boga! AN PEWNO NIE! Śruba wyrzuca wodę do tyłu, ale pobiera ją
czesciowo zboku, stad nawet najlepiej dobrane napędy tunelowe są o ok 30-40%
mniej wydajne od śrub nieosłoniętych (np nasze policyjne motrówki maja
nominalnie 115 KM a na śrubie tylko 80 Km. Taja obręcz zabiera mniej mocy, ale
na pewno zabiera. A wcale tak dobrze przed gałęziami czy zielskiem nie chroni.

Jedyna forma osłony, która zdaje egzamin, to tzw "płetwa rekina" powiększająca
płytę antykawitacyjną i oslaniająca śrubę tylko od góry.

> > > Ale też nie szarżował bym w taki sposób.
> > Nawet to nie była taka szarża, po prostu od świtu do zmierzchu 8-9 km/h
> > względem brzegu
> No to i tak sporo: przeszło 2 razy szybciej niż względem brzegu pod prąd.
> Raczej utrzymywałbym tylko prędkość manewrową, co radykalnie powinno się
> odbić na zużyciu paliwa
> > z siusianiem w sprincie
> DO WODY??? a FUJ!!! ;-((((

bez przesady, w sprincie, bo krótkie postoje! ;-))

> > robieniem całego papu w trakcie żeglugi
> W pojedynkę byłoby mi trudno - robiłem to tylko na środku Śniardw przy 1B.
> > Samo płynięcie było przeciętne, za to organizacja życia mordercza.
> Ja to lubię :-)))

stare nawyki

> > To sobie jeszcze wyobraź, że ci gaśnie, jak jesteś w ślizgu na zakręcie, a
> > ty bez pracującego silnika niemasz sterowności...
> Oj wyobrażam sobie wyobrażam, zwłaszcza jeśli ta motorufka miałaby ster
> strugowodny, a tu zza zakretu wyłoniłby się idąca pod prąd łajba.
> Twierdziłbyś potem, że spływająć w dół w ślizgu miałeś pierwszeństwo? :-OOOO
> > > > A żaden wędkarski kamień nie dogoni... ;-)
> > > A szczupakowa błystka z kotwiczką zahaczona pod oko? ;-)
> > Co ty? Nie zdąży się zamachnąć ;-) Zwłaszcza jak stoi w taaakich dłuuuugich
> > butach w wodzie i mu się fala do nich wlewa ;-)))
> A jak np. ciśnie zaczasu przygotowanym nożem (zob. tragiczny motyw nad
> Kanałem żerańskim)

Ja uciekłem, a tam wkurzony kajakarz wysiadł i poszedł do wędkarza..

> > Przecież jak stoisz, to olej stoi sobie w misce, i nic ci tej gładzi nie
> > chroni !
> Dlaczego, zawsze jest trochę tego co zostało po poprzedniej pracy. W każdym
> razie więcej niż w dwusuwach. Poze tym w czterosuwie powietrze z pyłem (na
> rzece i pyłu trochę się znajdzie) i wilgocią nie przelatuje swobodnie przzez
> cały - chłodny - karter.

Myslę, że najwazniejsza jest gładź cylindra, a ta jest wszędzie ta sama

> > > A po sezonie przechowuję Hondę nie w jakiejś wilgotnej nieogrzewanej
> > > kanciapie z niedomykajcymi się drzwiami, ale w mieszkaniu.
> > > Podjąłbyś się tam trzymać dwusuwa?
> > Po nasmarowaniu na zimę wnętrza cylnidra olejem? tak!
> > Problemy dokładnie te same co w 4takcie.
> Nie pytałem o Hondę w kanciapie ale o dwusuw w mieszkaniu. A gdy pytałem w
> sklepie o smarowanie wnętrza cylindra olejem na zimę, to zostałem niemal
> wyśmiany.

ZMIEŃ SKLEP I TO LEPIEJ SZYBKO!

Więc ten jeden problem odpada w przzypadku 4-taktu z całą
> pewnością.

Z CAŁĄ PEWNOSCIĄ NIE! TO PODSTAWOWY DOGMAT EKSPLOATACJI SILNIKÓW.

> > > No to dobrze, bo już chciałem napisać: małe kłamstwo, kłamstwo, duże
> > > kłamstwo... statystyka ;-)
> > Stary frazes z czasów gdy statystyka wykorzystywano do ideologii.
> A teraz to nie jest wykorzystywana do tego samego celu??? Ale może NTG, bo
> znowu ktoś mi zarzuci, że uprawiam propagandę na p.r.z. - tym razem
> antyunijną ;-)

żeby okłamac ludzi nie trrzeba używac statystyki, wystarczy manipulowac
dowolnie wybranymi faktami i zatajać niewygodne fakty.

> > A prwadziwa statystyka jest niezawodna, choć fakt że może być
> > niesprawiedliwa wobec wyjątków..
> A przede wszystkim trudno stwierdzić ,czy rzeczywiście jest prawdziwa.

mimo wszytko jej ufam, chć uwzględniam ryzyko wyjątku.

> > > Więc może lepiej aby były słabsze za to chodziły na wyższych?
> > Wracam do dogmatu. Wolę czyścic świece niz nie mieć zapasu mocy
> a czy wnętrze cylindra też oczyścisz?

bez przesady, 10 minut pucowania swiecy na parę miesięcy, w przede wszytkim
zapasowa w schowku.

> > > > to już nie miłość, to kwadrofilia! ;-)
> > > Raczej dwusyfobia ;-P
> > Nie ładniej było by "dwunietakt" ;-)))
> Od niepamiętnych czasów traktowałem dwusuwy jako zło konieczne; teraz już
> przemija ta "konieczność", toteż nie staram się, aby było "ładniej" ;-)

ja je traktuję nie jako gorsze tylko inne, i 2takty i 4takty mają inne wady.

> > > > A fakt że motorowókarze je skwapliwie powtarzają, jak mają okazję...
> > > A zwłaszcza gdy mają w tym osobisty interes będąc samemu dealerami
> > > silników.
> > Jezu! co za brak wiary w człowieka,
> To nie było do Ciebie, tylko do "błędnego rycerza"! PRZEPRASZAM!!!

Nie brałem do siebie tylko do Ciebie że komus z góry przypisałeś złe motywy.

> > a ty w dyskusji o Oborze własnie ktos mimowolnie obalił tezę o
> > wszechwładnym wpływie kasy... ;-)))
> Zawsze znajdzie się jakiś wpływ kasy. W końcu ktoś dużo wcześniej napisał,
> że "są to najprawdopodobniej dobrze zarabiający warszawscy yuppies".

Nie są warszawscy, sa z całej Polski, choć jak gdzie indziej z Wwy jest dużo.
Jedni są rzeczywiście zamożni a drudzy przez rok ciułają na wymarzony rejs.
Przyjrzałem sie i są dokładnie tacy jak inni żeglarze (statystyka ;-) )
tyle że ich widać a ogółu nie. Jak dyskutować, to myśle że nie warto o nich,
tylko wogóle o problemach całego żeglarstwa, które jest zróznicowane jak oni.
Odbiegają chyba tylko tym, że niektórzy bawią sie drażnieniem otoczenia.
Może takie czasy? Autorytety tak zawodzą że ludzie tak włąsnie sie buntują.
Mam wrażenie chwilami że to własnie PZŻ mimowolnie najpierw spowodował
odsunięcie od siebie przeciętnych ludzi a potem powstawanie antystruktur.
Ciekawią mnie z socjologicznego punktu widzenia jak zorganizowana grupa swym
istnieniem protetujący przeciw wszelkiej obecniej formie organizacji.
No i jeszcze jedno. Gdyby nie dyskusja na liście to nikt nigdy nie zauwazyłby
istnienia Obory. Problem by nie istniał, bo zjawisko było by tak marginalne, że
nieistotne. To dla mnie 2 ciekawy wątek - internet i jego wpływ na postawy.

Tylko
> nie bądzmy znowu tak drażliwi na punkcie "farsiaffki", bo w końcu wszyscy
> wszystkim skoczą do gardeł!

Ja jestem, bo mnie to już męczy jak byle frędzel jak nie ma nic do powiedzenia
to w końcu obraża rozmówcę chamskimi aluzjami do miejsca pochodzenia.
A Warszawiacy? Czy cos takiego jeszcze istnieje? Niemal sami napływowi!
Dla mnie Warszawa to tygiel chłonący bardziej operatywnych z całej Polski.
Nie wszytkich i nie tylko i nie twierdzę że to jakas zaleta.

> > > między bajki bym włożył wprawdzie nie "prounijną" ale jednak propagandę
> > > wspomnianego "błędnego rycerza", że to dzięki motorówkom na jakimś >
> > > kompletnie martwym jeziorze zakwitło bujne życie po dwóch sezonach.
> > treśc udokumentowanej propagandy raczej dowodziła że "czyści żeglarze"
> > bardziej dewastują środowisko od "brudnych motorówek".
> To nie żeglarze zniszczyli tamto jezioro ale przemysł.

ale nasze niszczą głownie ścieki komunalne i dawniej nawozy rolnicze.

Odrodzi lo się zaś
> MIMO motorówek.
> > chamstwo wielu ich posiadaczy to oczywiście oddzielny temat, ale nie
> > związany akurat mocno z czystościa wód.
> Niestety i wśród "żeglarzy" chamstwo jest coraz powszechniejszze. I wiele z
> jego przejawów MA ścisły związek z czystością wód i brzegów

;-(

> > > > > To może jeszcze lepsze byłyby skutery :->
> > > > no, jak taki zleci, to dopiero sie woda natlenia ;-)
> > > A ile taka motopompa wyrzuca do wody niespalonego paliwa.
> > w czterosówie? One u nich dominują.
> Czterosuwy w skuterach? Skądże. Dopiero w przedostatnim "Rejsie opisywali
> czterosywowy skuter Yamahy

Bo nie moglo ich być z uwagi na groźbę wylania oleju w przechyłach.

> > Pamiętaj że motorówa pływa się krótko!
> Ale ile spala się wachy w tak krótkim czasie

w przeliczeniu na droge mniej więdzy tyle samo

A nawet na motorówach czterosuwów jes nie tak wiele.

u nas, na razie.

> > Przecież tam liczy się tylko "powerfull" nie jakaś sprawność.
> > akurat jedno wynika z drugiego, choc oczywiście są sypiące się wyjątki.
> To bolid mistrza Marszałka jest takim "sypiącym się wyjątkiem"? Sam przyznał
> kiedyś w wywiadzie,że taki wyczynowy silnik więcej wyrzuca paliwa do wody
> niż spala.

Margines. Marszałek, Haręza paru narciarzy w Zegrzu. I cos jeszcze?

> > > Ano, motorówkarz to przeleci, zabrumi, nasmrodzi, i pódzie sobie do domu.
> > > A żeglarz to mieszka na łódce, zwali qpę na brzegu lub, jeśli >
> > > jest "nowoczesny" to wyleje do jeziora zawartość chemicznej toalety,
> > > umyje cielsko jakimś tam "żelem" (bo jest "uczulony" na zwykłe mydło),
> > > zakopie plastikowe
> > > jednorazowe naczynia... ale piętnujmy takie zachowanie!
> > skutecznie? czytałeś w Żaglach jak wyglądają WJM po sezonie?
> Czytałem, czytalem i nieraz widziałem. Zapomniwałem jeszcze dodać: i upierze
> gacie lub skarpetki zużywając pół paczki proszku do prania.
> Fakt, że "piętnowanie może okazać się mało skuteczne i do tego jeszcze
> przykre, póki są na grupie osobnicy gotowi zaliczyć "piętnującego" w
> poczet "kapusiów i donosicieli", ale przecież "kropla drąży skałę"!

to nie takie proste. Klimat w Polsce jest taki, że potępianie kogoś słuszne czy
nie,jest generalnie źle przyjmowane przez otoczenie.
A czy warto? Oceniając kogoś źle często nie wie się wszystkiego i można kogos
tez nieświadomie skrzywdzić. Czasem mozna byc nieświadomym własnych uprzedzeń.
Z drugiej strony ja na przykład wiem dobrze o tak beszczelnych przekrętach paru
firm że krew zalewa. Ale nie moge o tym nikomu powiedzieć, bo to będzie
powszechnie źle przyjęte, zostanę posądzony o wredne zwalczanie konkurencji a
nie dbałość o sprawiedliwość czy klientów. Konkurencja zapluje mnie kłamstwami
np na liscie a rzekome autorytety rozpowszechnią idiotyczną tezę że "prawda
lezy po środku" a ogól nie znajcy sprawy uwierzy. Tak to jest, a milczący ogół
chyba świadomie lub nieświadomie o tych 2 stronach medalu wie i dlatego milczy.

> > > > Znów kwestia żeglarskiej qltury
> > > he, je, zaraz dojdziemy do tezy że motorowodniacy sa kultularniejsi od
> > żeglarzy i nas ktoś z sieci wyłączy... :-))))))))))))
> Na pewno nie za to. Prędzej za to, że nasze posty stają się coraz dłuższe.
> Mnie ta dyskusja pasjonuje, ale... staraj się wycinać "siódme wody po
> kisielu" jak również "wygasłe" wątki.

Co za brak szacuko dla słowa pisanego!!! Co za pokolenie! ;-)))

W każdym razie niech co poniektórzy
> uczzą się, jak można się twardo spierać - i nie ubliżać sobie.

He, he, o silnikach to niemal jak o pogodzie, tyle że nie z panienkami.

> > > > > - tańsze: już o tym pisałem.
> > > > a ja się niae zgodziłem. Tylko Hondy są tanie ale to konkretna marka.
> > > > W pozostałych firmach 4 suwy danej firmy sa 30-50% droższe od 2suwów.
> > > Przytoczyłem akurat Yamahę. A hondy są tanie bo firma ma 4-suwy w małym
> > > palcu.
> > Jesteś w błędzie. JEN mocno potaniał a Yamaha jest rozliczana w GULDENACH :-
> A Suzuki, Tohatsu i coś tam pewnie jeszcze?

Suzuki jest traktowadne jak dodatek do motocykli, Tohatsu jest drogie nie wiem
czemu, mamwrażenie że to westia polityki impertera.

> > A może w tych czterosuwowych Johnsonach też siedzą Hondy, tak jak
> > NIe, z tego co wiem Honda tylko robiła do czasu 4takty dla Tohatsu.
> Coś mi świta, że jeszcze Tohatsu się "zmerkurzył" ;-) a może na odwrót.

Sporo bylo i jest takich układów między firmami.

> > > Gdyby awaryjność 4-suwów była problemem, nadal produkowano by dwusyfne
> > > samochody.
> > w samochodach nie miały takiego znaczenia czynniki istotne na wodzie.
> > zauwaz że już w motocyklach dominują 2takty!
> Chyba tylko w "demoludach" Jakoś rzucają mi się w oczy tylko 4-takty

Alez skąd, Spórz na byle zawody. Oczywiście 4taktów jest coraz więcej

> > O potencjalnej korozji wewnętrznej w karterach dwusuwów już
> > > wspominałem.
> > wspomniałem wyżej że problem korozji podobny naprawdę jest w obu.
> W karterze też?

chyba bym go olał, najwązniejszy jest stan cylindrów i pierścieni

> > > > Ot np czujnik ciśnienia oleju w co drugim BF5. I co? Panika!
> > > Nie wiedziałem; w BF2 nie ma czujnika, tylko okienko kontrolne.
> > z czasem tracące przeźroczystość.
> Hmm, wydaje mi się, że moje jest szklane.

jakos z czasem ciemnieje

> > a z kontrolką musisz na szlaku losować: "czujnik to czy uszczelka"
> Znając Hondę to pewnie i z tym się wkrótce upora.

No włąśnie nie. Konstruuja nowa genracje a stara bez zmian

> > > ciężar jest niewwiele większy, tylko czterosuwowa Yamaha F2,5 jest tu
> > > wyjątkiem.
> > ale dochodzi ukłąd smarowania i juz masz to + 20% masy! A wymiary?
> Najmniejsze silniki: Honda 2, Yamaha F2,5 i F4 mają smarowanie rozbryzgowe -
> bez ciężkiej pompy. Zaś Yamaha F2,5 podobno "tak naprawdę" to ma 3KM.

wątpię, może po prostu jest sprzedawana z śrubą o małym skoku a duzym uciągu?

> > > Moja jest i była czysta - nawet bezpośrednio po rejsie na WJM. Fakt, w
> > > serwisie (przegląd gwarancyjny) usłyszałem rzucone półgębkiem: -Zadbany!
> > Fajnie masz. Ja tak mówię jak je odbieram z serwisu ;-)
> Może naprawdę winni jednak kursanci?

Może. Ale dziś kursanci jakoś trudniej się schylają... "apłaciłem!!!"

> > > To Kamil też jes instruktorem? I pytał o silnik dla kursantów? Coś
> > > przegapiłem? ;-)
> > Nie! Jest pewnie normalnym przeciętnym żeglarzem! a skoro opływanom
> > instruktorom się to trafia to jak jest szansa że popełni to zwykły żeglarz?
> Zależy to od doświadczenia żeglarza... i rutyny instruktora.

oczywiście, ale statystyka...?

> > > A amortyzacja? Smarowanie w dwusuwie jest zawsze gorsze - stąd mniejsza
> > > trwałość.
> > Tak łatwo na wodzie o błędy w eksploatacji, że moim zdaniem trwałość zalezy
> > tylko od użytkownika a nie od rodzaju silnika.
> Jeśli widziałeś tylu "zdolnych" użytkowników masz prawo tak sądzić.

A i tak mnie wciąż potrafią zaskoczyć1 ;-)(

> > > > I dla tego odradzam BF2, nie jako 4-takt tylko jako silnik
> > > > nieprzystosowany do stosowania na jachtach żaglowych
> > > > przed wszystkim przez brak prawdziwego wstecznego
> > > ZGROZA!!!!! to jak musiało być niebezpiecznie, gdy jeden na dziesieciu
> > > żeglarzy na drewnianych Omegach szczycił się posiadaniem "Warty"?
> > ludzie wtedy mieli wiecej czasu a stąd i doświadczenia...
> Może więc źle robią, że doświadczenie zdobywają nie chociażby na Bimboszach
> ale od razu na Tangach, Pegazach czy Janmorach.

Bez przesady, mało wązne na czym, wazne ile i jak.

> > > > > Ale nie są one takie, aby trzeba było odradzać je potencjalm
> > > > > nabywcom, a ZTCW usilnie to robisz ;-)
> > No tak. Jako chyba jedyna firma w Polsce stosuję masowo 4-takty, nie bacząc
> > na koszty a chcąc ocenić je obiektywnie wyszedłem na ich zaciekłego
> > wroga! ;-)))
> Jes takie popularne na grupie powiedzenie którego mogłeś użyć: "Masz rację.
> Wydaje Ci się". ;-)

;-))

> > > Może reprezentujemy inne "szkoły"?
> > mam wrażenie ze przesżłośc i doświadzczenie raczej mamy podobne.
> > Rożnica jest raczej w tym że ty je masz i wierzysz że inni je tez mogą
> > posiąść a ja jestem przekonany że czasy się zmieniły i że przeciętni
> > żeglarze nie będą już tak opływani, jak Ci dawniej i ten ogólny brak
> > czasu na opływanie nalezy nadrabiać mozliwościami sprzętu.
> > Dobra ocena przyczyn róznic?
> Może i dobra, ale po co tacy nieopływani żeglarze masowo pchają się na sprzęt
> przerastający ich umiejętności?

Bo nie wiedza że on jest taki. albop przes swój brak wiedzy czy wyobraxni zlbo
z powodu niskiego poziomu szkolenia na kursie, w którym ewent. uczestniczyli.

> > > jakoś nie widziałbym problemu gdyby przyszło mi wsiąść na łódkę bez
> > > silnika.
> > ty nie, ja nie, obaj bysmy pewnie spali pod tentem ale moi klienci to już
> > patrzyli by na nas jak na Papuasów ;-))
> No tu przyznaję: nigdy nie spałem pod tentem (w harcerskich omegowych
> czasach sypiałem w "lądowym" namiocie) niemniej jednak zebrałem na Grupie
> srogie cięgi, gdy usilowałem wytłumaczyć co poniektórym, że "normalną"
> szuworową łódką można przybić bezpiecznie do pomostu na żaglach.

Chyba ich rozumiem. Jasne że mozna. Ale po co?

> > > jeden gar w dwusuwie przy mocy w praktyce większej niż w Wietieroku - to
> > > koszmarne wibracje?
> > cczy ja wiem? Wystarczy stolik ze stali z policzkami z pasa gumy miast
> > drewna i dzieją się cuda...
> O lle zdobędziesz odpowiednią gumę.
> > Mi nie pasuje tylko w nim to że chcę mieć wszyystkie takie
> > same bo łatwiej je obsłużyć i po co mi taka rodzynka?
> Na zlot oldtimerów! ;-)

Mam taką DZ ale kolumna zakrótka nawet na pantografie ;-))

> > > No to kupię książkę Kapitana Kulińskiego: "Praktyka bałtycka na
> > > niebezpiecznym jachcie"! ;-)
> > Biblii nie kupisz. Białykruk.
> Wiem, ale swiadczy to o tym, że ci co ją maj, lubią takie "niebezpieczeństwo"

czy ja wiem? po prostu nie ma nic lepszego.

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 24, 2003, 7:37:24 AM1/24/03
to
in...@anw.pl napisał(a):
> > A z tych "nowożeglarskich" to ja nigdy nie zamierzałem sobie kpić,
> > zwłaszcza jeśli są dobrymi żeglarzami.
> Chodzi mi o to, że są tacy sami jak nowobogaccy, może tylko ich wady czy
> błędy tak nie zwracają uwagi (zawistnego?) otoczenia.
Nooo, jeśli kupują jakiegoś tam odrapanego Maka 707 lub nawet coś większego,
remontują go - i pływają na nim, to chyba zasługują na większy szacunek niż
tacy, co powiedzmy defilują po Mikołajkach z nowiutkim wypasionym koromysłem
na wózku, potem szybko zawożą je np do Letniego Ogrodu, wodują, a po paru
tygodniach nie opuszczając ani razu "mariny" ładują koromysło na wózek i
odwożą je przed fronton swojej rezydencji. ;-))))))
Tak samo śmieszą mnie legendarni "narciarze" dostający odcisków na ramionach,
gdy z wolna przechadzają się po Krupówkach nosząc swój wymuskany sprzęt. W
znacznej mierze też "bajkerzy" śmigający w weekendy ulicą Przyczółkową
samochodami wiozącymi nie mniej kosztowne jednoślady w kierunku Powsina.
/ciach własny opis "zabawy" motorówkarzy z żeglarzami/

> ;-))) Wina sprzetu. Na żaglach masz zawsze zajęcie. A tu Co? Jezioro
> wzdłóż, w poprzek, na ukas, dookoła a potem człowiem mimowolnie szuka
> celu... ;-)))
I na to można znaleźć sposób. Widziałem na Niegocinie dwusilnikową motorówę.
Jednym silnikiem był merkury jak szafa, drugim... Honda BF2!
Przy pomocy pierwszego można błyskawicznie zmienić akwen, płynąc na drugim
można potem rozkoszować się urokami otoczenia oszczędzając przy tym paliwo.

> > Wobec tego próbę na spokojnym Zalewie uznałem za miarodajną dla rzek.
> Jeżeli chodzi o rzeki to pronował bym raczej odcinek Wisły w Warszawie, co
> ją zgarbnie pokona, da sobie rade z innymi rzekami przy każdym poziomie wody
Chcesz sprowadzać własne jachty nad Wisłę? Jesli trzymasz coś w Warszawie,
może akurat uda się nam skorelować przeprowadzenie jachtów do Zegrza, i
będzie okazja. Ale chyba szkoda silników, aby specjalnie ścigać się w takiej
mętnej "zupie".

> > > > b) co ten wyścig Oriona i Sportiny ma wykazać? ;-)))
> > To o co poszedł spór. Czy rejs z Zegrza na WJM Sportiną na Hondzie BF2
> > jest możliwy bez przeciążania silnika
> to proponuję j.w. na WIsłę, tyle że z nieco większymi obrotami.
Sam niepokoję się o ten odcinek - kto wie czy przy wyższym stanie wody nie
będę zmuszony szukać drogi poza nurtem. Kuriozalnym wyjściem byłby natomiast
zakup Wietieroka - przeznaczonego tylko na odcinek Żerań - Czerniaków.
> > > I bez testu wiem że Orion mi na W8 niemal w ślizg wchodził a SPortina z
> > > szerokim kadłubem może mało.
> > Ano właśnie: w ślizg. Ale mógł tu zadecydować większy ciężar Sportiny.
> > A mnie chodziło o porównanie tych kadłubów w stanie WYPORNOŚCIOWYM. I nie
> > tylko z gazem na maxa, ale i położeniach pośrednich.
> NIE! To przenośnia. Masa moim zdaniem jest mniej ważna (poza rozpędem) od
> kształtu kadłuba a zwłaszcza jego szerokości. Dowód: wiesz że nasza 2,3
> tonowa DZ chodzi na BF5 tak samo jak trener (tylko droga hamowania 150m
;-))) ).
Krzysiek Bieńkowski niedawno wychwalał Sportinę właśnie za kształt kadłuba,
zwłaszcza za brak turbulencji za rufą. Dlatego spodziewałem się, że Honda i z
nią sobie poradzi. Ale gdy popłynę wreszcie na Mazury, przyjrzę się, kto na
czym i z czym pływa. W 2001 roku bylo dość płytko, choć nie tak tragicznie
jak rok wcześniej a zwłaszcza rok później i może dlatego spotkałem niewiele
jachtów: przede wszystkiim Fokę z Wietierokiem. W dół zaś zaś spływało
jakieś "stare dobre małżenśtwo" na sklejkowej kabinówce z... Wartą. A dwa
lata wcześniej spotkałem w Pułtusku Fokę z Hondą 2 (w wersji "kanciastej",
bez sprzęgła) Właściciele bardzo sobie chwalili ten silnik, ubolewając tylko
z powodu braku zewnętrznego zbiornika (dorobili sobie dodatkowy "zbiornik
opadowy" z... 2-litrowej butelki PET)

> a tamten "doświadczony"
> > myślał "podręcznikowo": włączyć ssanie, zapalić, sprawdzić czy leci
> > woda...
> nie, on właśnie był taki jak powinna być reszta,
Zwłaszca ta blondynka, co otworzyła bagażnik malucha i zawołała: Rany, silnik
mi ukradli!!! ;-))))))

> > > Dlatego żeglarskie otoczenie sródlądowe w dziedzinie eksploatacji
> > > silników traktuję jak... lepiej nie napisze bo i mi się oberwie.
> > Dlaczego zaraz oberwie. Twoich spostrzeżeń z punktu widzenia instruktora
> > z długą praktyką kwestionować nie trzeba. Tylko wnioski każdy może
> > formułować inne
> Po prostu mam wrażenie że na liście jakoś łatwiej o ostre sądy...
Częściowo ze względu na trudne tematy, częściowo niestety ze względu na
poziom qltury (patrz dalej)

> > Ale przecież Grupa jest m.in. od tego, aby dostrzeżone nieprawidłowości
> > przedstawiać, aby inni mogli ich uniknąć.
> Wiesz. Ta rozmowa wydaje mi się twórcza, ale tak poza tym mam wrażenie że
> na liście jest za dużo i złości i frustracji, że ludzie mają juz tak
> ukształtowane poglądy że raczej ich nie zmienią wskutek lektury..
To samo dostrzegł inny Grupowicz, jako pozytywny kontrprzykład przytaczając
pl.misc.kolej (tam też pisuję!) Trafił się tam ostatnio pewien "bluzgacz" ale
solidarnie splonkowany przez wielu MK (Miłośników Kolei) a następnie
postraszony abuse'm pokajał się publicznie zamiast grzmieć: "Taki to a taki,
jesteś na mnie za krótki", i odtąd zachowuje się w miarę poprawnie.
> Vide sprawa O!bory
To nie tak - wrócę jeszcze do tego tematu.

> Kiedys miałem 2 sezony Oriona z Wietierokiem na Pawęzy z 3 osobową załogą i
> wydaje mi się że nie potrzebnie się przejmujesz tymi 30 kg. Zaliczyłem w
> tym zestawie i rzeki, i biały szkwał i było naprawdę OK.
Pierwszy raz miałem samodzielnie, i to w pojedynkę prowadzić jacht po WJM. No
i jakoś niepewnie się czułem widząc przegłębioną rufę, kadlub lekko pochylony
na prawą burtę i to za sprawą czegoś ponad pokładem. Potem istotnie
przekonałem się, że i Wietieroka da się wozić Orionem
> Jasne, jak jeszcz dowalisz pare arkuszy sklejki w dziobie,
Tzn sklejkowych mebli? Ale na klubowym Orionie meble skoncentrowałem w
okolicach zejściówki. Chyba jednak chodzi o "wybudowę wnętrza" Nie widzę
jednak powodu, aby pruć laminat zastępując go sklejką. Zrobiłem (już na
swoim) na odwrót: wstawiłem laminatową gródź achterpikową w miejsce
zmurszałej jednostronnie laminowanej sklejki.
> akumulator w kabinie
NIGDY!!! Na klubowym jachcie zastosowałem 8szt akumulatorków NiCd (R20)
chronionych automatycznym odłącznikiem przed zbyt głębokim rozładowaniem.
ładowały je "ruskie" baterie słoneczne za posrednictwem przetwornicy
dopasowującej energetycznie baterie do akumulatorów. Kabinę oświetlała
rowerowa żarówka halogenowa 6V 2,4W dająca tyle światla co
samochodow "sufitówka" 12V 5W) zasilana za pośrednictwem jeszcze jednej
przetwornicy, nie tylko stabilizującej moc (żarówki halogenowe szybko
przepalają się w razie przeciążenia), ale i przekształcającej napięcie stałe
na przemienne (ZTCW tak zasilanana żarówka ma dwukrotnie większą trwałość. I
to wszystko, zakupione i wykonane na własny koszt straciłem wraz z jachtem.
Tylko akumulatorki, wymontowane z jachtu po powrocie z Mazur zdołałem
odzyskać. No i powiedz, jak tu nie nazwać tego co stało się z jachtem mianem
pospolitego złodziejstwa?

> to Ci się nieźle zrównowazy. Tak właśnie sobie przypominam, że myśmy w
> dziobie stale mieli plecaki, a w kabinie papu dla całego rejsu.
Na dziobie Oriona dobrze jest wozić baniaki z wodą (gdzie te omegowe czasy,
gdy wodę pitną nabierało się zza burty) "Rozchód bieżący" żarcia woziłem w
szafkach obok zejściówki. Oczywiście, było to wysoko, ale żarcia niewiele.
Uważam za nieetyczne przywożenie busem tranzitem zapasów żarcia z
warszawskich hipermarketów a potem zostawianie śmieci na Mazurach.
> > A swój jacht "urządzę pewnie na podobną modłę. Ciekaw jestem oczywiście
> > co można zrobić z bimboszem, i na pewno się tym zainteresuję.
> Wszystko co Ci przyjdzie do głowy. I nawet jak stolarkę nieco sknocisz to
> potem wszystko wzmocnisz laminatem i przykryjesz wykłądziną
Nie ta filozofia. Unikam laminowania stolarki. Wzystko co drewniane ma być
demontowalne, a więc mocowane śrubami (nie drewnowkrętami!) W miarę upływu
lat nabieram doświadczenia, tak np na klubowym Orionie wykonałem denniki z
laminowanej sklejki, na własnym - wyłącznie z laminatu, i to bez pustych
przestrzeni, gdzie mogłaby uwięznąc woda. Chcesz formę?
A wykładziny, podobnie jak na klubowym jachcie, nie będę przyklejał, lecz
dociskal elementami zabudowy wnętrza. W razie koniedczności poważniejszego
remontu w kabinie wykładzinę będzie można łatwo zdjąć. No i nie wdychać
oparów "dupaprenu"

> > Z pewnością, toteż pytałem Kamila, gdzie chce pływać.
> Wszedzie. Jak wybierze nową trasę to nie będzie potrzebował nowego
> silnika. ;-)
Tak jak ja Hondy 5, aby popłynąć na Jeziorak czy Zalew Wiślany (a raczej
wrócic stamtąd) Ale wożenie tak ciężkiego silnika na Mazury a zwłaszcza po
Mazurach Orionem też ma swoje minusy.

> > Ale wczoraj nawet w firmie Mast usłyszałem, że lepiej ciasny ale własny.
> > Jasne, a po co im taki klient jak firmy czarterowe czy ja, co za hurt
> chce od razu 50% znizki.
Nie są tacy źli, zawalcowali mi po 2zł końcówki stalówek nie marudząć, że to
z obcego źródła. Tylko olali mnie na wiosnę, gdy pytałem o odpowiedni profil
masztu - zaproponowali mi taki, jakiego i Sportina by się nie powstydziła. W
końcu przywiozłem nowy, trzykrotnie tańszy profil z Kęt pociągiem. Podobnie
dwa lata wcześniej do klubowego jachtu proponowano mi bom grubszy
od...masztu - tym razem musiałem jeździć do Wrocławia.

> > No to starajmy się wszyscy - i na kursach, i na grupie aby ich bylo mniej
> no to sie staramy. Ale tak naprawdę, póki PZŻ ze sfery ploty i donosu nie
> pójdzie w stronę przykładu, egzekucji reguł i działania, to mało zdziałamy.
Eeee, PZŻ już dawno siedzi w strefie "kasy"! Może przynajmniej pokaże
wreszcie, na co go stać. Ale istotnie trudno mi uwierzyć w jego
reformowalność.
> Fakt. Czasem mi szkoda, że mam tyle do przekazania a daję to garstce na
> kursach
> Na umówioną mase artykułów zrealizowałem chyba tylko pare z braku czasu..
:-((
Może jakaś książka? ;-)
> > Zatem: UCZYĆ, UCZYĆ i jeszcze raz UCZYĆ
> Czas, czas, czas i zmiany w charakterze PZŻ! Bez tego nie nadrobisz strat.
Zwłaszcza to drugie - bez tego czas będzie pracował raczej na naszą niekorzyść

> > Ale co by było gdybyś miał tyle "moskw" "wart", "niesobów"? Fakt, zapewne
> > uruchomiłbyś własny serwis na miejscu - z etatowym "mechaniórem".
> więcej by się uczyli?
Widziałem, że wietieroki to się naprawia pod gołym niebem na jakimś brudnym
stole. Więc nie trzebaby wielkich nakładów aby uruchomić serwis na własne
potrzeby.
> nie wiem skąd, ale to był w swoim czasie rewelacyjny olej z kradzionej z
> zachodu technologii, samomieszający się. oczywiście kwestia jakości...
Ale troskliwi właściciele Burtburgów tak czy inaczej wolelli na stacjach
mniąchać mixolinę jakąś szmatą w śmierdzącym baniaku.
> > > Na wykładach jedną z zasad poprawnej eksploatacji jest wożenie ze sobą
> > > zawze więcej oleju niż nam się wydaje że moglibysmy potrzebować.
> > No i przez to tracisz część oszczędności na masie.
> litr, albo dwa? bez przesady.
To dokładnie tyle ile wynosi różnica w ciężarze Yamahy F4 i Yamahy 4

> raczej problem w tym jak ktos czyms rozgniecie go w bakiście, co się czesto
> zdarzało.
To też, ponadto zarówno częściowo opróznona bańka z olejem jak i zbiornik
zwykle staje się tłusty i śmierdzący, podobnie jak wnętrze bakisty i
achtrepiku.

> > A'propos olejów. Litrowa bańka dobrego oleju do czterosuwów to koszt
> > rzędu 20, z górą 30 zł. To chyba nie są rujnujące koszty, toteż
> > zaoszczędzona dzięki większej sprawności benzyna zrekompensuje to szybko.
> zalezy ile pływasz. Na mazury? OK! Tyko po nich? niekoniecznie!
Ale tak czy inaaczej to żadne pieniądze. Problem mogliby miec właściciele
czarterowni, mmający dużo takich silniczków, w których trzebaby zmienić olej

> > A dzięki benzynie bezołowiowrej nie odkładają się też w cylindrze osady
> > mineralne.
> Ale to one właśe chyba uszczelniają z czasem silnik?
Niby gdzie miałyby coś uszczelniać? One chronią przed korozją termiczną
wykonane ze stali "gwoździanej" zawory i gniazda zaworowe silników
przystosowanych tylko do etyliny.
> > > no to se potestujemy. Moze by zaprosić Kamila z jego łódką?
> > Czemu nie. A może sam napisze jesienią?
> Bez porównania? Obiektywnie? Może lepiej zaprośmy to mozna mu zademonstrować
> działanie róznych motorków na jego łodce
O ile będzie chciał przyjechać specjalnie na Zegrze. A przeciaż nie wiemy
nawet skąd jest.
> > Ech, nie bierz moich słów tylko do siebie. Ja też liczę się z tym, że
> > wielu grupowiczów myśli, że ja uważam, że piszę dla dobra ogółu ;-)
> No cóz, ja na pewno jestem główny podejrzany, ostatnio gadając o Mokotowie
> nagle mi ktos zarzucił cos odwrotnego niż twierdziłem, tylko nie wiem
> dokładnie za co - za konkurencyjną firmę czy pochodzenie
Co się przejmujesz, nawet Jackowi Kijewskiemu w związku z zaangażowaniem się
w sprawę Mokotowa zarzucano, że jest... warszawiakiem i mazurantem, ;-) a gdy
zostalo to zdementowane, przyczepiono się, że prowadzi konkurencyjną firmę.
> > > (oczywiście nie dotyczy WIchrów :-) )
> > Eeee... jaki tam mocniejszy, co to te marne 25 lub 30 "łoszadiej" przy
> > 170 koniach Arcyprezesowego Jonhnsona! ;-P
> to stadnina ryżego?
Chyba od niedawna czytasz Grupę. Poszukaj wątku "Jacht dla Prezesa" Krysi
Chodorowskiej
> > > > Osłoną śruby przed sterem (lub jak kto woli, steru przed śrubą)?
> > > tak, kawałek aluminium z boku płyty antykawitacyjnej w miejsce tego
> > > kółka z paska stali wokół śruby, które cwaniacy za ciężki szmal naiwnym
> > > wciskają.
> > A przed uderzeniem o dno to taki kawałek aluminium też chroni?
> ;-)) NIe, przed tym to chroni ostroga pod spodziną silnika! ;-)))
Ostroga dobrzzze chroni przed plaskim dnem, ale jakiś kamień lub konar też
może się trafić.
> Poza tym "otunelowana" śruba jest chyba skuteczniejsza.
> Boj się boga! AN PEWNO NIE! Śruba wyrzuca wodę do tyłu, ale pobiera ją
> czesciowo zboku, stad nawet najlepiej dobrane napędy tunelowe są o ok 30-
> 40% mniej wydajne od śrub nieosłoniętych (np nasze policyjne motrówki maja
> nominalnie 115 KM a na śrubie tylko 80 Km. Taja obręcz zabiera mniej mocy,
> ale na pewno zabiera. A wcale tak dobrze przed gałęziami czy zielskiem nie
> chroni.
Wojtek twierdził co innego. Napędy tunelowe (chyba chodzi o strugowodne) są
mniej wydajne, bo turbina mając mniejszą średnicę niż śruba porusza mniejsze
masy wody, za to z większą prędkością.

> Jedyna forma osłony, która zdaje egzamin, to tzw "płetwa rekina"
> powiększająca płytę antykawitacyjną i oslaniająca śrubę tylko od góry.
To przydaje się jeśli śruba zasysa powietrze. Ale ochrona to żadna.
> > > z siusianiem w sprincie
> > DO WODY??? a FUJ!!! ;-((((
> bez przesady, w sprincie, bo krótkie postoje! ;-))
Sorry, ale to tak zabrzmiało.
> > > Samo płynięcie było przeciętne, za to organizacja życia mordercza.
> > Ja to lubię :-)))
> stare nawyki
A "nowe" to jakie? Papucie, pifko i telewizor? ;-P

> > > To sobie jeszcze wyobraź, że ci gaśnie, jak jesteś w ślizgu na
> > > zakręcie, a ty bez pracującego silnika niemasz sterowności...
> > Oj wyobrażam sobie wyobrażam, zwłaszcza jeśli ta motorufka miałaby ster
> > strugowodny, a tu zza zakretu wyłoniłby się idąca pod prąd łajba.
> > Twierdziłbyś potem, że spływająć w dół w ślizgu miałeś pierwszeństwo?
:-OOOO
Nie odpowiedziałeś na bardzo poważny zarzut! ;-OOO

> > > Co ty? Nie zdąży się zamachnąć ;-) Zwłaszcza jak stoi w taaakich
> > > dłuuuugich butach w wodzie i mu się fala do nich wlewa ;-)))
> > A jak np. ciśnie zaczasu przygotowanym nożem (zob. tragiczny motyw nad
> > Kanałem żerańskim)
> Ja uciekłem, a tam wkurzony kajakarz wysiadł i poszedł do wędkarza..
No to się zemści na pierwszym napotkanym wodniaku. Ale to nie Twój problem ;->

> > Poze tym w czterosuwie powietrze z pyłem (na rzece i pyłu trochę się
> > znajdzie) i wilgocią nie przelatuje swobodnie przez cały - chłodny -
> > karter.
> Myslę, że najwazniejsza jest gładź cylindra, a ta jest wszędzie ta sama
Ale wnętrrze cylindra jest gorące, i tam wilgoć nie powinna się utrzymać. A
zauważyłeś krople wody kondensujące się w zimnej gardzieli gaźnika w
Wietieroku i wsysane do karteru?

> > Nie pytałem o Hondę w kanciapie ale o dwusuw w mieszkaniu. A gdy pytałem
> > w sklepie o smarowanie wnętrza cylindra olejem na zimę, to zostałem
> > niemal wyśmiany.
> ZMIEŃ SKLEP I TO LEPIEJ SZYBKO!
Tam właśnie kupiłem swoją Hondę - i mam nadzieję, że prędko tam ponownie nie
zawitam.
> Więc ten jeden problem odpada w przypadku 4-taktu z całą pewnością.
> Z CAŁĄ PEWNOSCIĄ NIE! TO PODSTAWOWY DOGMAT EKSPLOATACJI SILNIKÓW.
Dwusuwów tak. Ale po co to robić z trzymanym w luxusowych warunkach
czterosuwie? Żeby potem po uruchomieniu zapaskudzić nagarem komorę spalania?
Tylko raz na jakiś czas odwracałem na chwilę silnik cylindrem do dołu, aby
olej dostał się na gładź, po czym rozsmarowywałem go powolnym pociągnięciem
szarpanki. A po uplywie niemal roku "niechodzenia" zapalił bez problemu.
> > żeby okłamac ludzi nie trrzeba używac statystyki, wystarczy manipulowac
> > dowolnie wybranymi faktami i zatajać niewygodne fakty.
Może zejdźmy z tego tematu, nie drażnijmy niepotrzebnie "użytkownika trzech
imion" ;->

> > a czy wnętrze cylindra też oczyścisz?
> bez przesady, 10 minut pucowania swiecy na parę miesięcy, Jesteś pewien,
że nie masz dodatkowego nagaru na głowicy?
> w przede wszytkim zapasowa w schowku.
To też, zwłaszcza jeśli świeca stara a silnik dwusuwowy.

> > Od niepamiętnych czasów traktowałem dwusuwy jako zło konieczne; teraz już
> > przemija ta "konieczność", toteż nie staram się, aby było "ładniej" ;-)
> ja je traktuję nie jako gorsze tylko inne, i 2takty i 4takty mają inne wady.
Tak jak samochody maja "inne wady" niż furmanki ;-)
> > To nie było do Ciebie, tylko do "błędnego rycerza"! PRZEPRASZAM!!!
> Nie brałem do siebie tylko do Ciebie że komus z góry przypisałeś złe motywy.
Pewne fakty są niezaprzeczalne.
> > > a ty w dyskusji o Oborze własnie ktos mimowolnie obalił tezę o
> > > wszechwładnym wpływie kasy... ;-)))
> > Zawsze znajdzie się jakiś wpływ kasy. W końcu ktoś dużo wcześniej
> > napisał, że "są to najprawdopodobniej dobrze zarabiający warszawscy
> > yuppies".
> Nie są warszawscy, sa z całej Polski, choć jak gdzie indziej z Wwy jest
> dużo.
Dokładnie. ale rozumiem ten stereotyp, i wcale się nie obraziłem, gdy to
przeczytałem. Jestem z Warszawy, ale z "yuppies" się nie utożsamiam.

> Jedni są rzeczywiście zamożni a drudzy przez rok ciułają na wymarzony rejs.
> Przyjrzałem sie i są dokładnie tacy jak inni żeglarze (statystyka ;-) )
Statystyka statystyką, ale jest jeszcze "image" Jakie jest - każdy widzi.

> Jak dyskutować, to myśle że nie warto o nich, tylko wogóle o problemach
> całego żeglarstwa, które jest zróznicowane jak oni. Odbiegają chyba tylko
> tym, że niektórzy bawią sie drażnieniem otoczenia.
Kiedyś nazywało się to DAWANIEM ZGORSZENIA :-(((

> Może takie czasy? Autorytety tak zawodzą że ludzie tak włąsnie sie buntują.
Samozwańcze "Autorytety_Moralne_i_Intelektualne" zawodzą . Piętnujmy
takich "autorytetów" a nie plugawmy się bardziej niż oni.

> Mam wrażenie chwilami że to własnie PZŻ mimowolnie najpierw spowodował
> odsunięcie od siebie przeciętnych ludzi a potem powstawanie antystruktur.
Nie jeden PZŻ. To samo możnaby powiedzieć chociażby o PZSzach.

> Ciekawią mnie z socjologicznego punktu widzenia jak zorganizowana grupa
> swym istnieniem protetujący przeciw wszelkiej obecniej formie organizacji.
uważam to zjawisko za równie "ciekawe" jak dresiarze demolujący wszystko
podczas meczów, jak palanty w portkach z krokiem między kolanami zamalowujący
ściany wagonów. Jestem przekonany, że wiele spośród tych zjawisk zostało
wykreowanych gdzieś w wysokich kręgach. Ale to zdecydowanie NTG.

> No i jeszcze jedno. Gdyby nie dyskusja na liście to nikt nigdy nie
> zauwazyłby istnienia Obory. Problem by nie istniał, bo zjawisko było by tak
> marginalne, że nieistotne.
Absoolutnie nie masz racji (wspomniałem o tym wcześniej). To O!bora wjechała
na p.r.z. z reklamą rejsów w Chorwacji, i przy okazji swojej strony z wiadomą
zawartością. Akurat ja może bym tego nie zauważył, bo sam nie byłem
zainteresowany rejsami po Adriatyku. Ale gdybym w ostatniej chwili zmienił
zdanie i przez przypadek z nimi pojechał nie wiedząc w co wdepnąłem,
doznałbym szoku. Prawda jest brutalna, ale lepiej że się ujawniła.
> To dla mnie 2 ciekawy wątek - internet i jego wpływ na postawy.
Po prostu parę osób postanowiło przy pomocy internetu przebić autora
wiadomego cotygodniowego sszmatławca :-(((

> > Tylko nie bądzmy znowu tak drażliwi na punkcie "farsiaffki", bo w końcu
> > wszyscy wszystkim skoczą do gardeł!
> Ja jestem, bo mnie to już męczy jak byle frędzel jak nie ma nic do
> powiedzenia to w końcu obraża rozmówcę chamskimi aluzjami do miejsca
> pochodzenia.
Nie zauważyłem aby w wątku o Mokotowie poszło o chamskie aluzje. Padło
określenie bodajże "działacze ze stolycy", ale nie wziąłem tego do siebie.
Nie jestem działaczem.
> A Warszawiacy? Czy cos takiego jeszcze istnieje? Niemal sami napływowi!
> Dla mnie Warszawa to tygiel chłonący bardziej operatywnych z całej Polski.
> Nie wszytkich i nie tylko i nie twierdzę że to jakas zaleta.
Dla mnie było to jasne. "Czepiono się" urzędujących akurat w Warszawie
działaczy, i słusznie, bo działacze na to zasłużyli.

> > To nie żeglarze zniszczyli tamto jezioro ale przemysł.
> ale nasze niszczą głownie ścieki komunalne i dawniej nawozy rolnicze.
Szczegół. Ścieki komunalne pominąłem, a rolnictwo z nawozami sztucznymi można
podciągnąć pod "rolnictwo uprzemysłowione" Podobnie i przemysł może
być "rolno - spożywczy" - zlewnie chlewnie garbarnie mleczarnie...

> > > > > > To może jeszcze lepsze byłyby skutery :->
> > > > > no, jak taki zleci, to dopiero sie woda natlenia ;-)
> > > > A ile taka motopompa wyrzuca do wody niespalonego paliwa.
> > > w czterosówie? One u nich dominują.
> > Czterosuwy w skuterach? Skądże. Dopiero w przedostatnim "Rejsie opisywali
> > czterosywowy skuter Yamahy
> Bo nie moglo ich być z uwagi na groźbę wylania oleju w przechyłach.
A ja zrozumiałem, że wg Ciebie czterosuwy dominują w skuterach. Jak inni?

> > > Pamiętaj że motorówa pływa się krótko!
> > Ale ile spala się wachy w tak krótkim czasie
> w przeliczeniu na droge mniej więdzy tyle samo
Na pewno więcej niż na powolnej żaglówce pod silnikiem. A w krótkim czasie
motorówą można odwalić ładny kawałek drogi
> > A nawet na motorówach czterosuwów jest nie tak wiele.
> u nas, na razie.
Ktoś kto kupił już dwusuwowe Suzuki, Johnsona, Mercurego o mocy kilkuset KM,
nie wymieni go chyba prędko na czterosuwową Hondę czy Yamahę o podobnej mocy?
> Margines. Marszałek, Haręza paru narciarzy w Zegrzu. I cos jeszcze?
Zeby z takich małych dwusyfików w skuterach wyciągnąć ponad 100KM, jakieś
ofiary muszą być. Także ze sprawności i czystości spalin

> > Fakt, że "piętnowanie może okazać się mało skuteczne i do tego jeszcze
> > przykre, póki są na grupie osobnicy gotowi zaliczyć "piętnującego" w
> > poczet "kapusiów i donosicieli", ale przecież "kropla drąży skałę"!
> to nie takie proste. Klimat w Polsce jest taki, że potępianie kogoś
> słuszne czy nie,jest generalnie źle przyjmowane przez otoczenie.
Na szczęście nie całe otoczenie. I nie tyle w Polsce co w świecie owładniętym
polityczną poprawnością. Ten polityczny śmieć przyszedł do nas stamtąd, gdzie
obecnie usiluje się go - i to a powodzeniem - wykorzenić.

> A czy warto? Oceniając kogoś źle często nie wie się wszystkiego i można
> kogos tez nieświadomie skrzywdzić. Czasem mozna byc nieświadomym własnych
> uprzedzeń.
Toteż staramy się zwracać uwagę innym ale tak aby dać im szansę poprawy. A
jeśli ktoś taki notorycznie łamie wszelkie zasady i jeszcze odgraża się tym,
co jego zachowanie uważają za niestosowne, trzeba sięgnąć do metod bardziej
radykalnych, np jak te na p.m.k. I czasem to skutkuje.

> Z drugiej strony ja na przykład wiem dobrze o tak beszczelnych przekrętach
> paru firm że krew zalewa. Ale nie moge o tym nikomu powiedzieć, bo to
> będzie powszechnie źle przyjęte, zostanę posądzony o wredne zwalczanie
> konkurencji a nie dbałość o sprawiedliwość czy klientów. Konkurencja
> zapluje mnie kłamstwami
Może lepiej dyskretnie donieść komuś, kto sam nie jest związany prowadzeniem
własnych interesów, niech sam to sprawdzi, a potem nagłośni we własnym
imieniu?

> np na liscie a rzekome autorytety rozpowszechnią idiotyczną tezę że "prawda
> lezy po środku" a ogól nie znajcy sprawy uwierzy. Tak to jest, a milczący
> ogół chyba świadomie lub nieświadomie o tych 2 stronach medalu wie i
> dlatego milczy.
Znowu te "autorytety"! ech, szkoda słów na ich temat...

> > Mnie ta dyskusja pasjonuje, ale... staraj się wycinać "siódme wody po
> > kisielu" jak również "wygasłe" wątki.
> Co za brak szacuko dla słowa pisanego!!! Co za pokolenie! ;-)))
Ale powinien być jeszcze szacunek dla netykiety. a słowo pisane przecież nie
zginie.
> W każdym razie niech co poniektórzy
> > uczzą się, jak można się twardo spierać - i nie ubliżać sobie.
> He, he, o silnikach to niemal jak o pogodzie, tyle że nie z panienkami.
Nie bądź takim optymistą. Już kiedyś moje domaganie sie bezwzględnego
poszanowania stref ciszy zostało nazwany "faszyzmem" ;-((((

> > A Suzuki, Tohatsu i coś tam pewnie jeszcze?
> Suzuki jest traktowadne jak dodatek do motocykli, Tohatsu jest drogie nie
> wiem czemu, mamwrażenie że to westia polityki impertera.
Ale dobrze zę jest i coś taniego.
> > > A może w tych czterosuwowych Johnsonach też siedzą Hondy, tak jak
> > > NIe, z tego co wiem Honda tylko robiła do czasu 4takty dla Tohatsu.
> > Coś mi świta, że jeszcze Tohatsu się "zmerkurzył" ;-) a może na odwrót.
> Sporo bylo i jest takich układów między firmami.
Dowiedziałem się wczoraj że cczerosuwowy Johnson 4 jest konstrukcją
oryginalną, chociaż okienko kontrolne ma prawie takie jak Honda BF2>
> > > zauwaz że już w motocyklach dominują 2takty!
> > Chyba tylko w "demoludach" Jakoś rzucają mi się w oczy tylko 4-takty
> Alez skąd, Spórz na byle zawody. Oczywiście 4taktów jest coraz więcej
Mówię o tym co jeździ po ulicach, i to bynajmniej nie tylko o "heblarkach"
> > > O potencjalnej korozji wewnętrznej w karterach dwusuwów już
> > > > wspominałem.
> > > wspomniałem wyżej że problem korozji podobny naprawdę jest w obu.
> > W karterze też?
> chyba bym go olał, najwązniejszy jest stan cylindrów i pierścieni
Krytycznym punktem w dwusuwach jeśli idzie o smarowanie jest sworzeń tłoka.
> > > > Nie wiedziałem; w BF2 nie ma czujnika, tylko okienko kontrolne.
> > > z czasem tracące przeźroczystość.
> > Hmm, wydaje mi się, że moje jest szklane.
> jakos z czasem ciemnieje
Pewnie pozostają na nim cząstki grafitu z przepracowanego oleju. Ale czy przy
którymśtam sezonie nie da się go wyjąć i wytrzeć?
> > > a z kontrolką musisz na szlaku losować: "czujnik to czy uszczelka"
> > Znając Hondę to pewnie i z tym się wkrótce upora.
> No włąśnie nie. Konstruuja nowa genracje a stara bez zmian
Moe rynek w końcu i to wymusi :-I
> > Zaś Yamaha F2,5 podobno "tak naprawdę" to ma 3KM.
> wątpię, może po prostu jest sprzedawana z śrubą o małym skoku a duzym
> uciągu?
O tej mocy to dowiedziałem się w sklepie Yamahy. Może sprzedawca chciał abym
się skusił?

> > Może naprawdę winni jednak kursanci?
> Może. Ale dziś kursanci jakoś trudniej się schylają... "apłaciłem!!!"
Oj, już było na tej liście: "Tatus zaplacil" i nie są to chlubne
wspomnienia :-((

> > Zależy to od doświadczenia żeglarza... i rutyny instruktora.
> oczywiście, ale statystyka...?
No to razej na wszelki wypadek pouczmy żeglarza, a nie zakładajmuy z gory, że
postąpi jak zrutynizowany instruktor

> > Może więc źle robią, że doświadczenie zdobywają nie chociażby na
> > Bimboszach ale od razu na Tangach, Pegazach czy Janmorach.
> Bez przesady, mało wązne na czym, wazne ile i jak.
Moga zdarzyć się i "urodzeni żeglarze". ale (statystyka!) chyba większość
liczy raczej, że duży jacht jest "bezpieczniejszy" Zapominają niestety, że
przede wszystkim cięższy.

> > Może i dobra, ale po co tacy nieopływani żeglarze masowo pchają się na
> > sprzęt przerastający ich umiejętności?
> Bo nie wiedza że on jest taki. albop przes swój brak wiedzy czy wyobraxni
> zlbo z powodu niskiego poziomu szkolenia na kursie, w którym ewent.
> uczestniczyli.
I pewnie jeszcze dlatego że (cyt. z Żagli) "Do dobrego tonu należy teraz
czarterowanie jachtów dużych, co najmniej ośmiometrowych"
> > zebrałem na Grupie srogie cięgi, gdy usilowałem wytłumaczyć co
> > poniektórym, że "normalną" szuworową łódką można przybić bezpiecznie do
> > pomostu na żaglach.
> Chyba ich rozumiem. Jasne że mozna. Ale po co?
Choćby po to, że gdy silnik nie chce zapalić nie robili paniki w porcie, nie
dochodzili na motyla do "betonki" w Mikołajkach do ostatniej chwili licząc na
wyhamowanie kotwicą w mule, nie hamowali na cumach lub kadłubach zacumowanych
jachtów, a potem jeszcze chrzanili farmazony o tym, jakie to Mazury są
niebezpoieczne.
> > > Mi nie pasuje tylko w nim to że chcę mieć wszyystkie takie
> > > same bo łatwiej je obsłużyć i po co mi taka rodzynka?
> > Na zlot oldtimerów! ;-)
> Mam taką DZ ale kolumna zakrótka nawet na pantografie ;-))
No to dorób jakąś studzienkę, a powstanie coś w stylu tramwaju wodnego z
Pułtuska lub Wyszkowa :-))))))))

> > > > No to kupię książkę Kapitana Kulińskiego: "Praktyka bałtycka na
> > > > niebezpiecznym jachcie"! ;-)
> > > Biblii nie kupisz. Białykruk.
> > Wiem, ale swiadczy to o tym, że ci co ją maj, lubią
> takie "niebezpieczeństwo"
> czy ja wiem? po prostu nie ma nic lepszego.
A jeszcze trudniej o "coś większego" - dlatego chcą pływać na tym co mają.
I chwała im za to.
Pozdrawiam

in...@anw.pl

unread,
Jan 25, 2003, 9:54:21 PM1/25/03
to
> in...@anw.pl napisał(a):
> > > A z tych "nowożeglarskich" to ja nigdy nie zamierzałem sobie kpić,
> > > zwłaszcza jeśli są dobrymi żeglarzami.
> > Chodzi mi o to, że są tacy sami jak nowobogaccy, może tylko ich wady czy
> > błędy tak nie zwracają uwagi (zawistnego?) otoczenia.
> Nooo, jeśli kupują jakiegoś tam odrapanego Maka 707 lub nawet coś większego,
> remontują go - i pływają na nim, to chyba zasługują na większy szacunek niż
> tacy, co powiedzmy defilują po Mikołajkach z nowiutkim wypasionym koromysłem
> na wózku, potem szybko zawożą je np do Letniego Ogrodu, wodują, a po paru
> tygodniach nie opuszczając ani razu "mariny" ładują koromysło na wózek i
> odwożą je przed fronton swojej rezydencji. ;-))))))

troche to skrajne, jest sporo takich co co prawda nie robili takiej reanimacji
jakiegoś truposza, tylko zapracowali na swój nowy jacht prosto ze stoczni.
przecież to taka sam praca, nie kazdy ma czas na babranie przy kadłubie!

> Tak samo śmieszą mnie legendarni "narciarze" dostający odcisków na ramionach,
> gdy z wolna przechadzają się po Krupówkach nosząc swój wymuskany sprzęt.

wyszukujesz skrajności, jasne że sa tacy, ale co jeżeli ktos rzeczywiście
niesie tam sprzet wracając ze stoku/

W znacznej mierze też "bajkerzy" śmigający w weekendy ulicą Przyczółkową
> samochodami wiozącymi nie mniej kosztowne jednoślady w kierunku Powsina.

Daj spokój, jezeli im to sprawia frajde a nie robią nikomu nic złego to czemu
ich potępiasz. Potrzebują tego jak inni dłubania przy swej łódce i tyle

> /ciach własny opis "zabawy" motorówkarzy z żeglarzami/
> > ;-))) Wina sprzetu. Na żaglach masz zawsze zajęcie. A tu Co? Jezioro
> > wzdłóż, w poprzek, na ukas, dookoła a potem człowiem mimowolnie szuka
> > celu... ;-)))
> I na to można znaleźć sposób. Widziałem na Niegocinie dwusilnikową motorówę.
> Jednym silnikiem był merkury jak szafa, drugim... Honda BF2!
> Przy pomocy pierwszego można błyskawicznie zmienić akwen, płynąc na drugim
> można potem rozkoszować się urokami otoczenia oszczędzając przy tym paliwo.

:-) Z tego co wiem to temałe wozi się nie dla rozkoszy, tylko na wypadek awarii
silnika głównego (wiosłem wtedy nie dasz rady) lub do pontonu ;-)))

> > > Wobec tego próbę na spokojnym Zalewie uznałem za miarodajną dla rzek.
> > Jeżeli chodzi o rzeki to pronował bym raczej odcinek Wisły w Warszawie, co
> > ją zgarbnie pokona, da sobie rade z innymi rzekami przy każdym poziomie wody
> Chcesz sprowadzać własne jachty nad Wisłę?

a w czym problem? To tylko kwestia czasu

Jesli trzymasz coś w Warszawie,

w zasadzie nic



> może akurat uda się nam skorelować przeprowadzenie jachtów do Zegrza, i
> będzie okazja. Ale chyba szkoda silników, aby specjalnie ścigać się w takiej
> mętnej "zupie".

po to sa silniki, by pracowac, a taka wiedza może mi sie przydac.
To tylko kwestia czasu, bo kanał z aśluzą w 1 stronę to 3 godziny.

> > > > > b) co ten wyścig Oriona i Sportiny ma wykazać? ;-)))
> > > To o co poszedł spór. Czy rejs z Zegrza na WJM Sportiną na Hondzie BF2
> > > jest możliwy bez przeciążania silnika
> > to proponuję j.w. na WIsłę, tyle że z nieco większymi obrotami.
> Sam niepokoję się o ten odcinek - kto wie czy przy wyższym stanie wody nie
> będę zmuszony szukać drogi poza nurtem.

niepotrzebnie, nie licząc stanów alarmowych wystarczy ścinać zakręty płynąć
zygzakiem pomiędzy brzegami wypukłymi.
Przećwiczyłem to kiedys doganiając pod prad łódkę z mocniejszym silnikiem,
której sternik nie znał lub nie umiał korzystać z praktyce z reguł locji.

Kuriozalnym wyjściem byłby natomiast
> zakup Wietieroka - przeznaczonego tylko na odcinek Żerań - Czerniaków.

ależ miałes nastrój do skrajnosci! A kto mówi o wietieroku? ;-)

> > > > I bez testu wiem że Orion mi na W8 niemal w ślizg wchodził a SPortina z
> > > > szerokim kadłubem może mało.
> > > Ano właśnie: w ślizg. Ale mógł tu zadecydować większy ciężar Sportiny.
> > > A mnie chodziło o porównanie tych kadłubów w stanie WYPORNOŚCIOWYM. I nie
> > > tylko z gazem na maxa, ale i położeniach pośrednich.
> > NIE! To przenośnia. Masa moim zdaniem jest mniej ważna (poza rozpędem) od
> > kształtu kadłuba a zwłaszcza jego szerokości. Dowód: wiesz że nasza 2,3
> > tonowa DZ chodzi na BF5 tak samo jak trener (tylko droga hamowania 150m
> ;-))) ).
> Krzysiek Bieńkowski niedawno wychwalał Sportinę właśnie za kształt kadłuba,
> zwłaszcza za brak turbulencji za rufą.

chyba raczej pod żaglami? to nie to samo.

Dlatego spodziewałem się, że Honda i z
> nią sobie poradzi. Ale gdy popłynę wreszcie na Mazury, przyjrzę się, kto na
> czym i z czym pływa.

przeważnie wszyscy mają za małe silniki ale moim zdaniem głównie ze względów
finansowych i ponieważ mało kto dziś pływa po rzekach - brak czasu.
Swojad rogą waryo by pogadać jeżeli chodzi o ddroge na Mazury z ludźmi z Pałacu
Młodziezy w Warsawie. co roku pływają tam i z powrotem, w tym łódkami
zbliżonymi do tu omawianych np Pegaz 620

W 2001 roku bylo dość płytko, choć nie tak tragicznie
> jak rok wcześniej a zwłaszcza rok później i może dlatego spotkałem niewiele
> jachtów: przede wszystkiim Fokę z Wietierokiem. W dół zaś zaś spływało
> jakieś "stare dobre małżenśtwo" na sklejkowej kabinówce z... Wartą. A dwa
> lata wcześniej spotkałem w Pułtusku Fokę z Hondą 2 (w wersji "kanciastej",
> bez sprzęgła) Właściciele bardzo sobie chwalili ten silnik, ubolewając tylko
> z powodu braku zewnętrznego zbiornika (dorobili sobie dodatkowy "zbiornik
> opadowy" z... 2-litrowej butelki PET)
> > a tamten "doświadczony"
> > > myślał "podręcznikowo": włączyć ssanie, zapalić, sprawdzić czy leci
> > > woda...
> > nie, on właśnie był taki jak powinna być reszta,
> Zwłaszca ta blondynka, co otworzyła bagażnik malucha i zawołała: Rany, silnik
> mi ukradli!!! ;-))))))

takich nie mam ;-)

> > > > Dlatego żeglarskie otoczenie sródlądowe w dziedzinie eksploatacji
> > > > silników traktuję jak... lepiej nie napisze bo i mi się oberwie.
> > > Dlaczego zaraz oberwie. Twoich spostrzeżeń z punktu widzenia instruktora
> > > z długą praktyką kwestionować nie trzeba. Tylko wnioski każdy może
> > > formułować inne
> > Po prostu mam wrażenie że na liście jakoś łatwiej o ostre sądy...
> Częściowo ze względu na trudne tematy, częściowo niestety ze względu na
> poziom qltury (patrz dalej)

na pewno

> > > Ale przecież Grupa jest m.in. od tego, aby dostrzeżone nieprawidłowości
> > > przedstawiać, aby inni mogli ich uniknąć.
> > Wiesz. Ta rozmowa wydaje mi się twórcza, ale tak poza tym mam wrażenie że
> > na liście jest za dużo i złości i frustracji, że ludzie mają juz tak
> > ukształtowane poglądy że raczej ich nie zmienią wskutek lektury..
> To samo dostrzegł inny Grupowicz, jako pozytywny kontrprzykład przytaczając
> pl.misc.kolej (tam też pisuję!) Trafił się tam ostatnio pewien "bluzgacz" ale
> solidarnie splonkowany przez wielu MK (Miłośników Kolei) a następnie
> postraszony abuse'm pokajał się publicznie zamiast grzmieć: "Taki to a taki,
> jesteś na mnie za krótki", i odtąd zachowuje się w miarę poprawnie.
> > Vide sprawa O!bory
> To nie tak - wrócę jeszcze do tego tematu.
> > Kiedys miałem 2 sezony Oriona z Wietierokiem na Pawęzy z 3 osobową załogą i
> > wydaje mi się że nie potrzebnie się przejmujesz tymi 30 kg. Zaliczyłem w
> > tym zestawie i rzeki, i biały szkwał i było naprawdę OK.
> Pierwszy raz miałem samodzielnie, i to w pojedynkę prowadzić jacht po WJM. No
> i jakoś niepewnie się czułem widząc przegłębioną rufę,
kadlub lekko pochylony
> na prawą burtę i to za sprawą czegoś ponad pokładem.

ten typ tak ma, i tyle. Jedyne, co groźne w orionie (A MOŻE TO TO)
to to że z tego co pamiętam z CZASEM rozszczelnia się spód skrzyni mieczowej i
woda idzie do komór na dnie. Błąd konstrukcji jak w Ostródzie.
Podobno to wymaga rozbiórki, wylaminowanie złączenia skrzyni z dnem łódki i
powtórnego złożenia zestaawu do kupy. W sumie proste byle by mieć podnośsniki,
ale czasochłonne i skala prac spora

Potem istotnie
> przekonałem się, że i Wietieroka da się wozić Orionem
> > Jasne, jak jeszcz dowalisz pare arkuszy sklejki w dziobie,
> Tzn sklejkowych mebli?

tak, głównie jaskółki burtowe i jakaś szafka pod umywalkę z kuchenką by
skasowac komfort namiotowy. Zwłaszcz że z tego co pamiętam koje burtowy były
chyba przydługie

Ale na klubowym Orionie meble skoncentrowałem w
> okolicach zejściówki. Chyba jednak chodzi o "wybudowę wnętrza" Nie widzę
> jednak powodu, aby pruć laminat zastępując go sklejką.

gdzieniegdzie zwiększasz pojemność jaskółek, wygodnie się potem możesz
rozpakować. Nie pamiętam czy były bakisty w kojach ale w paru mozna było je
zrobić przenosząc i powiększając komory wypornosciowe np do falszburt i
wszędzie tam, gdzie jest sałby dostęp. Sporo kombinowania ale fajna zabawa.

Zrobiłem (już na
> swoim) na odwrót: wstawiłem laminatową gródź achterpikową w miejsce
> zmurszałej jednostronnie laminowanej sklejki.

smielej!!! ;-)

> > akumulator w kabinie
> NIGDY!!! Na klubowym jachcie zastosowałem 8szt akumulatorków NiCd (R20)
> chronionych automatycznym odłącznikiem przed zbyt głębokim rozładowaniem.
> ładowały je "ruskie" baterie słoneczne za posrednictwem przetwornicy
> dopasowującej energetycznie baterie do akumulatorów. Kabinę oświetlała
> rowerowa żarówka halogenowa 6V 2,4W dająca tyle światla co
> samochodow "sufitówka" 12V 5W) zasilana za pośrednictwem jeszcze jednej
> przetwornicy, nie tylko stabilizującej moc (żarówki halogenowe szybko
> przepalają się w razie przeciążenia), ale i przekształcającej napięcie stałe
> na przemienne (ZTCW tak zasilanana żarówka ma dwukrotnie większą trwałość.

skomplikowane ale pewnie i lepsze.

I to wszystko, zakupione i wykonane na własny koszt straciłem wraz z jachtem.
> Tylko akumulatorki, wymontowane z jachtu po powrocie z Mazur zdołałem
> odzyskać. No i powiedz, jak tu nie nazwać tego co stało się z jachtem mianem
> pospolitego złodziejstwa?

Tez duzo zostawiłem w klubach. Takie życie jak robisz coś nie swojego. ;-(

> > to Ci się nieźle zrównowazy. Tak właśnie sobie przypominam, że myśmy w
> > dziobie stale mieli plecaki, a w kabinie papu dla całego rejsu.
> Na dziobie Oriona dobrze jest wozić baniaki z wodą

na kojach? ;-(

(gdzie te omegowe czasy,
> gdy wodę pitną nabierało się zza burty) "Rozchód bieżący" żarcia woziłem w
> szafkach obok zejściówki. Oczywiście, było to wysoko, ale żarcia niewiele.
> Uważam za nieetyczne przywożenie busem tranzitem zapasów żarcia z
> warszawskich hipermarketów a potem zostawianie śmieci na Mazurach.

A ja nie. Chca zarabiac na turystach to nich dbają o nich i ich smieci.
A przy bezwstydnym zdzierstwie panującym na WJM nie mam żadnych skrupułów,
byle by smieci lądowały w kontenerach w portach a nie na bindugach czy wodzie!

> > > A swój jacht "urządzę pewnie na podobną modłę. Ciekaw jestem oczywiście
> > > co można zrobić z bimboszem, i na pewno się tym zainteresuję.
> > Wszystko co Ci przyjdzie do głowy. I nawet jak stolarkę nieco sknocisz to
> > potem wszystko wzmocnisz laminatem i przykryjesz wykłądziną
> Nie ta filozofia. Unikam laminowania stolarki.

ja też, ale wierzchniej

Wzystko co drewniane ma być
> demontowalne, a więc mocowane śrubami (nie drewnowkrętami!)

nie nadmiar ostrozności?

W miarę upływu
> lat nabieram doświadczenia, tak np na klubowym Orionie wykonałem denniki z
> laminowanej sklejki, na własnym - wyłącznie z laminatu, i to bez pustych
> przestrzeni, gdzie mogłaby uwięznąc woda. Chcesz formę?

nie dzięki, miałem już na Orionku jedną z przygód zycia ale to się nie powtórzy
bo juz mi nie wolno z nich korzystać (PRZEPISY SZKOLENIOWE PZŻ). ;-(

> A wykładziny, podobnie jak na klubowym jachcie, nie będę przyklejał, lecz
> dociskal elementami zabudowy wnętrza. W razie koniedczności poważniejszego
> remontu w kabinie wykładzinę będzie można łatwo zdjąć.

przesadzasz, klej się łatwo zrywa i wygodnie powtórnie przykleja!

No i nie wdychać oparów "dupaprenu"

Ech, przeciez to najpiekniejsza nagroda na koniec remontu! ;-))))))

> > > Z pewnością, toteż pytałem Kamila, gdzie chce pływać.
> > Wszedzie. Jak wybierze nową trasę to nie będzie potrzebował nowego
> > silnika. ;-)
> Tak jak ja Hondy 5, aby popłynąć na Jeziorak czy Zalew Wiślany (a raczej
> wrócic stamtąd)

Swoją drogą ciekaw jestem, czy przypadkiem Orion nie przejdzie Drwęcą!

Ale wożenie tak ciężkiego silnika na Mazury a zwłaszcza po
> Mazurach Orionem też ma swoje minusy.
> > > Ale wczoraj nawet w firmie Mast usłyszałem, że lepiej ciasny ale własny.
> > > Jasne, a po co im taki klient jak firmy czarterowe czy ja, co za hurt
> > chce od razu 50% znizki.
> Nie są tacy źli, zawalcowali mi po 2zł końcówki stalówek nie marudząć, że to
> z obcego źródła.

Sławek?

Tylko olali mnie na wiosnę, gdy pytałem o odpowiedni profil
> masztu - zaproponowali mi taki, jakiego i Sportina by się nie powstydziła.

O tym piszę.

W końcu przywiozłem nowy, trzykrotnie tańszy profil z Kęt pociągiem.

w przedziale? To wiekszy wyczyn niż seks w maluchu! ;-)))))
swiją droga pod Markami jest ktoś kto sprzedaje profile z kęt z minimalnym
narzutem. ale za późno się dowiedziałem i tez zamawiałem sporo w Kętach.

Podobnie dwa lata wcześniej do klubowego jachtu proponowano mi bom grubszy
> od...masztu - tym razem musiałem jeździć do Wrocławia.

;-) a co jest we wrocławiu?

> > > No to starajmy się wszyscy - i na kursach, i na grupie aby ich bylo mniej
> > no to sie staramy. Ale tak naprawdę, póki PZŻ ze sfery ploty i donosu nie
> > pójdzie w stronę przykładu, egzekucji reguł i działania, to mało zdziałamy.
> Eeee, PZŻ już dawno siedzi w strefie "kasy"! Może przynajmniej pokaże
> wreszcie, na co go stać.

Czemu miałby pokazać? Ja tylko pisałem co by się przydało, ale nie widzę
żadnych symptomów aktywności w tym kierunku! ;-(

Ale istotnie trudno mi uwierzyć w jego reformowalność.

MI tez, ale już są symptomy, moze niewidoczne z zewnątrz. OZŻ przyjmują czesto
już w swe struktury firmy, ostatni GKSz miał w swym składzie ludzi z nich.
Na narady szkoleniowe zaprasza się nie tylko OZŻ, ale i najbardziej znane
Óśrodki szkoleniowe. To pewnie dla Ciebie mało, ale ja widzę, jakie dyskusje
trwają, jak atakuje się podejście kasowe. To powoli narasta. Czekam...



> > Fakt. Czasem mi szkoda, że mam tyle do przekazania a daję to garstce na
> > kursach
> > Na umówioną mase artykułów zrealizowałem chyba tylko pare z braku czasu..
> :-((
> Może jakaś książka? ;-)

TAAAK! Już ją nawet zaplanowałem, ale mam taki zapieprz że przekładam z sezonu
na sezon. Juz sie wspłpracownicy obrażają ;-) Ale mam dobra analize wszystkich
błędów i braków w tym co jest, koncepcję i kasę na wydanie tego, więc może
kiedyś.... jak będa miał więcej czasu :-))))))))))))))))))))))

> > > Zatem: UCZYĆ, UCZYĆ i jeszcze raz UCZYĆ
> > Czas, czas, czas i zmiany w charakterze PZŻ! Bez tego nie nadrobisz strat.
> Zwłaszcza to drugie - bez tego czas będzie pracował raczej na naszą niekorzyść
> > > Ale co by było gdybyś miał tyle "moskw" "wart", "niesobów"? Fakt, zapewne
> > > uruchomiłbyś własny serwis na miejscu - z etatowym "mechaniórem".
> > więcej by się uczyli?
> Widziałem, że wietieroki to się naprawia pod gołym niebem na jakimś brudnym
> stole. Więc nie trzebaby wielkich nakładów aby uruchomić serwis na własne
> potrzeby.

taki na własne to już mam w beczce i pod dachem

> > nie wiem skąd, ale to był w swoim czasie rewelacyjny olej z kradzionej z
> > zachodu technologii, samomieszający się. oczywiście kwestia jakości...
> Ale troskliwi właściciele Burtburgów tak czy inaczej wolelli na stacjach
> mniąchać mixolinę jakąś szmatą w śmierdzącym baniaku.

słusznie, nigdy nie wiadomo co tam w końcu namieszano (w oleju)

> > > > Na wykładach jedną z zasad poprawnej eksploatacji jest wożenie ze sobą
> > > > zawze więcej oleju niż nam się wydaje że moglibysmy potrzebować.
> > > No i przez to tracisz część oszczędności na masie.
> > litr, albo dwa? bez przesady.
> To dokładnie tyle ile wynosi różnica w ciężarze Yamahy F4 i Yamahy 4

ale nie musi lezec na rufie na tej samej burcie ;-)

> > raczej problem w tym jak ktos czyms rozgniecie go w bakiście, co się czesto
> > zdarzało.
> To też, ponadto zarówno częściowo opróznona bańka z olejem jak i zbiornik
> zwykle staje się tłusty i śmierdzący, podobnie jak wnętrze bakisty i
> achtrepiku.

kwestia pakowania

> > > A'propos olejów. Litrowa bańka dobrego oleju do czterosuwów to koszt
> > > rzędu 20, z górą 30 zł. To chyba nie są rujnujące koszty, toteż
> > > zaoszczędzona dzięki większej sprawności benzyna zrekompensuje to szybko.
> > zalezy ile pływasz. Na mazury? OK! Tyko po nich? niekoniecznie!
> Ale tak czy inaaczej to żadne pieniądze. Problem mogliby miec właściciele
> czarterowni, mmający dużo takich silniczków, w których trzebaby zmienić olej

fakt, o tym nawet nie pomyslałem. Rzeczywiście - najwięksi jak Tiga, Belbot
czy Sailor mają chyba 2takty - moze nie tylko z powodu kasy?

> > > A dzięki benzynie bezołowiowrej nie odkładają się też w cylindrze osady
> > > mineralne.
> > Ale to one właśe chyba uszczelniają z czasem silnik?
> Niby gdzie miałyby coś uszczelniać? One chronią przed korozją termiczną
> wykonane ze stali "gwoździanej" zawory i gniazda zaworowe silników
> przystosowanych tylko do etyliny.

wierze na słowo. nie jestem mechanikiem ale w sprawach technicznych powtarzam
czesto wpojone przez mechaników - wodniaków dogmaty

> > > > no to se potestujemy. Moze by zaprosić Kamila z jego łódką?
> > > Czemu nie. A może sam napisze jesienią?
> > Bez porównania? Obiektywnie? Może lepiej zaprośmy to mozna mu zademonstrować
> > działanie róznych motorków na jego łodce
> O ile będzie chciał przyjechać specjalnie na Zegrze. A przeciaż nie wiemy
> nawet skąd jest.

NO własnie. Kamil! Jesteś tam? Skąd jesteś?

> > > Ech, nie bierz moich słów tylko do siebie. Ja też liczę się z tym, że
> > > wielu grupowiczów myśli, że ja uważam, że piszę dla dobra ogółu ;-)
> > No cóz, ja na pewno jestem główny podejrzany, ostatnio gadając o Mokotowie
> > nagle mi ktos zarzucił cos odwrotnego niż twierdziłem, tylko nie wiem
> > dokładnie za co - za konkurencyjną firmę czy pochodzenie
> Co się przejmujesz, nawet Jackowi Kijewskiemu w związku z zaangażowaniem się
> w sprawę Mokotowa zarzucano, że jest... warszawiakiem i mazurantem, ;-) a gdy
> zostalo to zdementowane, przyczepiono się, że prowadzi konkurencyjną firmę.

Akurat dzisiaj się dowiedziałem, że to w końcu okazało się częściowo prawdą.
Nie mógł być obiektywny, choć się chyba starał o to. Jakbym wiedział, dla kogo
pracuje, to bym nie podejmował dyskusji, bo to nie miało sensu.



> > > > (oczywiście nie dotyczy WIchrów :-) )
> > > Eeee... jaki tam mocniejszy, co to te marne 25 lub 30 "łoszadiej" przy
> > > 170 koniach Arcyprezesowego Jonhnsona! ;-P
> > to stadnina ryżego?
> Chyba od niedawna czytasz Grupę. Poszukaj wątku "Jacht dla Prezesa" Krysi
> Chodorowskiej

to jeszcze przekracza moje mozliwości techniczne. jaki klawisz?



> > > > > Osłoną śruby przed sterem (lub jak kto woli, steru przed śrubą)?
> > > > tak, kawałek aluminium z boku płyty antykawitacyjnej w miejsce tego
> > > > kółka z paska stali wokół śruby, które cwaniacy za ciężki szmal naiwnym
> > > > wciskają.
> > > A przed uderzeniem o dno to taki kawałek aluminium też chroni?
> > ;-)) NIe, przed tym to chroni ostroga pod spodziną silnika! ;-)))
> Ostroga dobrzzze chroni przed plaskim dnem, ale jakiś kamień

no cóż, po to sa kołki lub inne zabezpieczenia

lub konar też może się trafić.

konar tez może wejśc pod obręcz i spowodowac jeszcze gorsze szkody (śruba).
wolę ściąć kołek

> > Poza tym "otunelowana" śruba jest chyba skuteczniejsza.
> > Boj się boga! AN PEWNO NIE! Śruba wyrzuca wodę do tyłu, ale pobiera ją
> > czesciowo zboku, stad nawet najlepiej dobrane napędy tunelowe są o ok 30-
> > 40% mniej wydajne od śrub nieosłoniętych (np nasze policyjne motrówki maja
> > nominalnie 115 KM a na śrubie tylko 80 Km. Taja obręcz zabiera mniej mocy,
> > ale na pewno zabiera. A wcale tak dobrze przed gałęziami czy zielskiem nie
> > chroni.
> Wojtek twierdził co innego. Napędy tunelowe (chyba chodzi o strugowodne) są
> mniej wydajne, bo turbina mając mniejszą średnicę niż śruba porusza mniejsze
> masy wody, za to z większą prędkością.

Może też tak. Niemniej na pewno tunelowe sa mniej wydajne!!!

> > Jedyna forma osłony, która zdaje egzamin, to tzw "płetwa rekina"
> > powiększająca płytę antykawitacyjną i oslaniająca śrubę tylko od góry.
> To przydaje się jeśli śruba zasysa powietrze. Ale ochrona to żadna.

temat dla ludzi z melu. wiem że to pomaga jeszcze wjakichś innych sprawach ale
nie mam pojęcia jakich. W zasadzie odrzuca mnie od wektorków.

> > > > z siusianiem w sprincie
> > > DO WODY??? a FUJ!!! ;-((((
> > bez przesady, w sprincie, bo krótkie postoje! ;-))
> Sorry, ale to tak zabrzmiało.

a jak mozna siusiac w sprincie do wody z jachtu????? ;-))))))))))))



> > > > Samo płynięcie było przeciętne, za to organizacja życia mordercza.
> > > Ja to lubię :-)))
> > stare nawyki
> A "nowe" to jakie? Papucie, pifko i telewizor? ;-P

ano tak. Na szczęscie zawsze znajda się jacyś amatorzy niedźwiedziego mięska!

> > > > To sobie jeszcze wyobraź, że ci gaśnie, jak jesteś w ślizgu na
> > > > zakręcie, a ty bez pracującego silnika niemasz sterowności...
> > > Oj wyobrażam sobie wyobrażam, zwłaszcza jeśli ta motorufka miałaby ster
> > > strugowodny, a tu zza zakretu wyłoniłby się idąca pod prąd łajba.
> > > Twierdziłbyś potem, że spływająć w dół w ślizgu miałeś pierwszeństwo?
> :-OOOO
> Nie odpowiedziałeś na bardzo poważny zarzut! ;-OOO

Bo mnie rozśmieszyłeś.
Chciałeś zagrzmieć a trafiłeś kula wpłot bo za dobrze znam przepisy.
Jeszcze do niedawna powyższe twierdzenie było by to oczywiście bzdurą.
Ale jest problem. Pewnie nie uwierzysz, ale to prawda:
24 kwietnia 2002 straciły ważnośc dotychczasowe przepisy żeglugowe na
śródlądowych drogach wodnych a ministerstwo zajęte reorganizacją i pchniem się
do Unii zapomniało wydac nowe. W efekcie nie mamy już na śródlądziu prawa drogi.
Nie wierzysz? To efekt nowej ustawy o żegludze śródladowej z 24.01.01 (DU 5/1),
która utrzymała w zyciu stare przepisy wykonawcze ale nie dłużej niz przez rok,
czyli do 24 kwietnia 2002. W efekcie nie ma juz żadnego aktu prawnego, który by
dawał jachtom żaglowym na śródladziu pierwszeństwo w stosunku do motorówek!!!
Za to ustawa zawiera pare regulacji, w tym zapis, że pierszeństwo ma jednostka
idąca w dół rzeki (Art 44.3). Przeczytaj to jeszcze raz! Rozumiesz efekt?
Pewnie nie możesz uwierzyć by taka bzdura miała miejsce? he he? Niestety.
O tej dziurze w prawie (cały sezon 2002) nikt nie wie. poza świetnie
zorientowanymi w przepisa pracownikami Inspektoratów (Obecnie UŻŚ) ale Ci wolą
milczeć, by panował porządek na wodzie. Niemniej w poruszonej przez ciebie
kwestii Z ŻALEM niestety musze cię poinformować, że miałbym pierszeństwo! ;-))
Żałosne jest tylko że pieprzone pseudoautorytety, które rozbijaję włosy na
czworo np w instrukcjach PZŻ wogóle nie poruszają tego ważnego problemu.
Zauwazyłeś cos na liście na ten temat? To tu się zgłębia problemy żeglarstwa???
Ale w sumie nic dziwnego. Jak ktos miast rzetelnej wiedzy ma w sobie tylko
zawiść w stosunku do reszty (i konkurencji) to czego się po nim spodziewać?
Ale cóż - przynajmniej po poruszonych problemach coś jednak widac... ;-((

Przy okazji pewnie tez zdębiejesz:
W ww ustawie jest kupa nowych, ciekawych, czasem dziwnych rzeczy.
Min Artykuł 5 poz 2 zawiera jedyną obecnie, a za to ciekawą definicję:
"statkiem o napędzie mechanicznym jest statek posiadający mechaniczne
urządzenia napędowe, niezależnie od sposobu ich zamocowania". Orion??? ;-)))
Rozumiesz, co wynika z treści tego punktu? Nawet jeżeli wreszcie kiedys wejdzie
w życie jakieś nowe prawo drogi wprowadzone nowym rozporządzeniem ministra
infrastruktury, to czy rozporządzenie ministra może wyłączyć działanie ustawy?

W związku z powyższym Tomku z nieurywanym żalem muszę Ci odpowiedzieć że:
W skutek burdelu w przepisach żeglugowych dotyczących wód śródlądowych
trzymając się ścisle litery obowiązującego prawa niestety faktem obecnie jest
nie tylko to że jadąc z prądem motorówką mam pierszeństwo w stosunku do jachtu
żaglowego idącego pod prąd, ale równiez to, że jeżeli "posiada on" silnik to
tej sytuacji prawnej może się długo nie udac zmienić.

I co teraz szyderco? Łyso ci? ;-)))

P.S. Problem trwa juz od początku sezonu 2002. Wiedza przekazywana na kursach
jest niezgodna ze stanem faktycznym. A na wszelkich stronach poświęconych
żeglarstwu p..li się o dupie maryni, tylko nie o tym podstawowym problemie...

> > > > Co ty? Nie zdąży się zamachnąć ;-) Zwłaszcza jak stoi w taaakich
> > > > dłuuuugich butach w wodzie i mu się fala do nich wlewa ;-)))
> > > A jak np. ciśnie zaczasu przygotowanym nożem (zob. tragiczny motyw nad
> > > Kanałem żerańskim)
> > Ja uciekłem, a tam wkurzony kajakarz wysiadł i poszedł do wędkarza..
> No to się zemści na pierwszym napotkanym wodniaku. Ale to nie Twój problem ;->

daj spokój, idąc nie tylko w ślizgu, ale i wypornościowo z prądem po prostu
czesto nie ma już czasu by po spostrzeżeniu takowego zareagować.
Poza tym najgorsze wslizgu to nagła zmiana kursu tworząca wiąkszą fale...

> > > Poze tym w czterosuwie powietrze z pyłem (na rzece i pyłu trochę się
> > > znajdzie) i wilgocią nie przelatuje swobodnie przez cały - chłodny -
> > > karter.
> > Myslę, że najwazniejsza jest gładź cylindra, a ta jest wszędzie ta sama
> Ale wnętrrze cylindra jest gorące, i tam wilgoć nie powinna się utrzymać. A
> zauważyłeś krople wody kondensujące się w zimnej gardzieli gaźnika w
> Wietieroku i wsysane do karteru?

nie, a co?

> > > Nie pytałem o Hondę w kanciapie ale o dwusuw w mieszkaniu. A gdy pytałem
> > > w sklepie o smarowanie wnętrza cylindra olejem na zimę, to zostałem
> > > niemal wyśmiany.
> > ZMIEŃ SKLEP I TO LEPIEJ SZYBKO!
> Tam właśnie kupiłem swoją Hondę - i mam nadzieję, że prędko tam ponownie nie
> zawitam.

Tez nie życzę, a gdzie to było?

> > Więc ten jeden problem odpada w przypadku 4-taktu z całą pewnością.
> > Z CAŁĄ PEWNOSCIĄ NIE! TO PODSTAWOWY DOGMAT EKSPLOATACJI SILNIKÓW.
> Dwusuwów tak. Ale po co to robić z trzymanym w luxusowych warunkach
> czterosuwie? Żeby potem po uruchomieniu zapaskudzić nagarem komorę spalania?
> Tylko raz na jakiś czas odwracałem na chwilę silnik cylindrem do dołu, aby
> olej dostał się na gładź, po czym rozsmarowywałem go powolnym pociągnięciem
> szarpanki. A po uplywie niemal roku "niechodzenia" zapalił bez problemu.

Dobry zwyczaj nakazuje po prostu psiknąć do cylindra przez otwór świecy
Inhibolem lub obecnie WD-40, i obórcoć wałem by to ładnie rozsamrować.

> > > żeby okłamac ludzi nie trrzeba używac statystyki, wystarczy manipulowac
> > > dowolnie wybranymi faktami i zatajać niewygodne fakty.
> Może zejdźmy z tego tematu, nie drażnijmy niepotrzebnie "użytkownika trzech

> imion" ;-> ;-)))


> > > a czy wnętrze cylindra też oczyścisz?
> > bez przesady, 10 minut pucowania swiecy na parę miesięcy, Jesteś pewien,
> że nie masz dodatkowego nagaru na głowicy?

nie wiem, nie rozbieram

> > w przede wszytkim zapasowa w schowku.
> To też, zwłaszcza jeśli świeca stara a silnik dwusuwowy.

Ale też wszystkie me Hondy jej potrzebowały w 1 sezonie!

> > > Od niepamiętnych czasów traktowałem dwusuwy jako zło konieczne; teraz już
> > > przemija ta "konieczność", toteż nie staram się, aby było "ładniej" ;-)
> > ja je traktuję nie jako gorsze tylko inne, i 2takty i 4takty mają inne wady.
> Tak jak samochody maja "inne wady" niż furmanki ;-)

;-))) znowu wykopoaliska? Archeolog? ;-)

> > > To nie było do Ciebie, tylko do "błędnego rycerza"! PRZEPRASZAM!!!
> > Nie brałem do siebie tylko do Ciebie że komus z góry przypisałeś złe motywy.
> Pewne fakty są niezaprzeczalne.

a wyjątki? ;-)

> > > > a ty w dyskusji o Oborze własnie ktos mimowolnie obalił tezę o
> > > > wszechwładnym wpływie kasy... ;-)))
> > > Zawsze znajdzie się jakiś wpływ kasy. W końcu ktoś dużo wcześniej
> > > napisał, że "są to najprawdopodobniej dobrze zarabiający warszawscy
> > > yuppies".
> > Nie są warszawscy, sa z całej Polski, choć jak gdzie indziej z Wwy jest
> > dużo.
> Dokładnie. ale rozumiem ten stereotyp, i wcale się nie obraziłem, gdy to
> przeczytałem. Jestem z Warszawy, ale z "yuppies" się nie utożsamiam.

a ja tak, bo mam dośc takich aluzji z ust... ;-(

> > Jedni są rzeczywiście zamożni a drudzy przez rok ciułają na wymarzony rejs.
> > Przyjrzałem sie i są dokładnie tacy jak inni żeglarze (statystyka ;-) )
> Statystyka statystyką, ale jest jeszcze "image" Jakie jest - każdy widzi.

;-)

> > Jak dyskutować, to myśle że nie warto o nich, tylko wogóle o problemach
> > całego żeglarstwa, które jest zróznicowane jak oni. Odbiegają chyba tylko
> > tym, że niektórzy bawią sie drażnieniem otoczenia.
> Kiedyś nazywało się to DAWANIEM ZGORSZENIA :-(((

pewnie tak, ale może burza z tego wynikła poruszy środowisko? Warto?

> > Może takie czasy? Autorytety tak zawodzą że ludzie tak włąsnie sie buntują.
> Samozwańcze "Autorytety_Moralne_i_Intelektualne" zawodzą . Piętnujmy
> takich "autorytetów" a nie plugawmy się bardziej niż oni.

Niestety to oni sa od piętnowania, i nie widac lekarstwa na to.
Dlatego (może niesłusznie) z ciekawością przygladam się sytuacji.
Może cos wreszcie ruszy to zmurszałe, bierne środowisko?

> > Mam wrażenie chwilami że to własnie PZŻ mimowolnie najpierw spowodował
> > odsunięcie od siebie przeciętnych ludzi a potem powstawanie antystruktur.
> Nie jeden PZŻ. To samo możnaby powiedzieć chociażby o PZSzach.

OK. I co dalej?

> > Ciekawią mnie z socjologicznego punktu widzenia jak zorganizowana grupa
> > swym istnieniem protetujący przeciw wszelkiej obecniej formie organizacji.
> uważam to zjawisko za równie "ciekawe" jak dresiarze demolujący wszystko
> podczas meczów, jak palanty w portkach z krokiem między kolanami zamalowujący
> ściany wagonów. Jestem przekonany, że wiele spośród tych zjawisk zostało
> wykreowanych gdzieś w wysokich kręgach. Ale to zdecydowanie NTG.

Nic nie poradze na to zjawisko, ale wiem że coś przyniesie. nie wiem co.

> > No i jeszcze jedno. Gdyby nie dyskusja na liście to nikt nigdy nie
> > zauwazyłby istnienia Obory. Problem by nie istniał, bo zjawisko było by tak
> > marginalne, że nieistotne.
> Absoolutnie nie masz racji (wspomniałem o tym wcześniej). To O!bora wjechała
> na p.r.z. z reklamą rejsów w Chorwacji, i przy okazji swojej strony z wiadomą
> zawartością. Akurat ja może bym tego nie zauważył, bo sam nie byłem
> zainteresowany rejsami po Adriatyku. Ale gdybym w ostatniej chwili zmienił
> zdanie i przez przypadek z nimi pojechał nie wiedząc w co wdepnąłem,
> doznałbym szoku.

Może masz rację. Ale chipotetycznie: co by się stało gdybyś się świetnie bawił,
uznał organizację, ludzi i rejs za OK a strona była by nadal taka jaka jest?
Możesz ospowiedzieć?

Prawda jest brutalna, ale lepiej że się ujawniła.

Nie rozumiem! Strona Obory?
Uważasz że lepiej że jest niż gdyby jej nie było? ????????

> > To dla mnie 2 ciekawy wątek - internet i jego wpływ na postawy.
> Po prostu parę osób postanowiło przy pomocy internetu przebić autora
> wiadomego cotygodniowego sszmatławca :-(((

mam wrazenie że po prostu się nudzą, a on trzaska kasę na ludzkich słabościach

> > > Tylko nie bądzmy znowu tak drażliwi na punkcie "farsiaffki", bo w końcu
> > > wszyscy wszystkim skoczą do gardeł!
> > Ja jestem, bo mnie to już męczy jak byle frędzel jak nie ma nic do
> > powiedzenia to w końcu obraża rozmówcę chamskimi aluzjami do miejsca
> > pochodzenia.
> Nie zauważyłem aby w wątku o Mokotowie poszło o chamskie aluzje. Padło
> określenie bodajże "działacze ze stolycy", ale nie wziąłem tego do siebie.
> Nie jestem działaczem.

coś tam było tez o "Warszawskich cwaniaczkach" w kontekście ogółu



> > A Warszawiacy? Czy cos takiego jeszcze istnieje? Niemal sami napływowi!
> > Dla mnie Warszawa to tygiel chłonący bardziej operatywnych z całej Polski.
> > Nie wszytkich i nie tylko i nie twierdzę że to jakas zaleta.
> Dla mnie było to jasne. "Czepiono się" urzędujących akurat w Warszawie
> działaczy, i słusznie, bo działacze na to zasłużyli.

j.w.

> > > To nie żeglarze zniszczyli tamto jezioro ale przemysł.
> > ale nasze niszczą głownie ścieki komunalne i dawniej nawozy rolnicze.
> Szczegół. Ścieki komunalne pominąłem, a rolnictwo z nawozami sztucznymi można
> podciągnąć pod "rolnictwo uprzemysłowione" Podobnie i przemysł może
> być "rolno - spożywczy" - zlewnie chlewnie garbarnie mleczarnie...

ale wiesz że teraz na mazurach główny problem to ścieki komunalne?

> > > > > > > To może jeszcze lepsze byłyby skutery :->
> > > > > > no, jak taki zleci, to dopiero sie woda natlenia ;-)
> > > > > A ile taka motopompa wyrzuca do wody niespalonego paliwa.
> > > > w czterosówie? One u nich dominują.
> > > Czterosuwy w skuterach? Skądże. Dopiero w przedostatnim "Rejsie opisywali
> > > czterosywowy skuter Yamahy
> > Bo nie moglo ich być z uwagi na groźbę wylania oleju w przechyłach.
> A ja zrozumiałem, że wg Ciebie czterosuwy dominują w skuterach.

nie, motorówki.

Jak inni?

??? nie rozumiem

> > > > Pamiętaj że motorówa pływa się krótko!
> > > Ale ile spala się wachy w tak krótkim czasie
> > w przeliczeniu na droge mniej więdzy tyle samo
> Na pewno więcej niż na powolnej żaglówce pod silnikiem. A w krótkim czasie
> motorówą można odwalić ładny kawałek drogi

nie w slizgu, maleja opory i paliwa w przeliczeniu na drogę tyle samo!

> > > A nawet na motorówach czterosuwów jest nie tak wiele.
> > u nas, na razie.
> Ktoś kto kupił już dwusuwowe Suzuki, Johnsona, Mercurego o mocy kilkuset KM,
> nie wymieni go chyba prędko na czterosuwową Hondę czy Yamahę o podobnej mocy?

oczywiście, ale przynajmniej jak nowe mają elektroniczne dozowanie oleju



> > Margines. Marszałek, Haręza paru narciarzy w Zegrzu. I cos jeszcze?
> Zeby z takich małych dwusyfików w skuterach wyciągnąć ponad 100KM, jakieś
> ofiary muszą być. Także ze sprawności i czystości spalin

nie wiem, skuterem latałem ale mechanicznie jestem cieńki

> > > Fakt, że "piętnowanie może okazać się mało skuteczne i do tego jeszcze
> > > przykre, póki są na grupie osobnicy gotowi zaliczyć "piętnującego" w
> > > poczet "kapusiów i donosicieli", ale przecież "kropla drąży skałę"!
> > to nie takie proste. Klimat w Polsce jest taki, że potępianie kogoś
> > słuszne czy nie,jest generalnie źle przyjmowane przez otoczenie.
> Na szczęście nie całe otoczenie. I nie tyle w Polsce co w świecie owładniętym
> polityczną poprawnością. Ten polityczny śmieć przyszedł do nas stamtąd, gdzie
> obecnie usiluje się go - i to a powodzeniem - wykorzenić.

ok, rozumiem, ale u nas to nastawienie nadal dominuje

> > A czy warto? Oceniając kogoś źle często nie wie się wszystkiego i można
> > kogos tez nieświadomie skrzywdzić. Czasem mozna byc nieświadomym własnych
> > uprzedzeń.
> Toteż staramy się zwracać uwagę innym ale tak aby dać im szansę poprawy. A
> jeśli ktoś taki notorycznie łamie wszelkie zasady i jeszcze odgraża się tym,
> co jego zachowanie uważają za niestosowne, trzeba sięgnąć do metod bardziej
> radykalnych, np jak te na p.m.k. I czasem to skutkuje.

może, nie wiem.
niepokoi mnie ignorowanie wielu złych rzeczy a atak na takie mało wazne coś!

> > Z drugiej strony ja na przykład wiem dobrze o tak beszczelnych przekrętach
> > paru firm że krew zalewa. Ale nie moge o tym nikomu powiedzieć, bo to
> > będzie powszechnie źle przyjęte, zostanę posądzony o wredne zwalczanie
> > konkurencji a nie dbałość o sprawiedliwość czy klientów. Konkurencja
> > zapluje mnie kłamstwami
> Może lepiej dyskretnie donieść komuś, kto sam nie jest związany prowadzeniem
> własnych interesów, niech sam to sprawdzi, a potem nagłośni we własnym
> imieniu?

;-) Na przykład wysłac niemal wszytkim członkom GKSz cudze kłamliwe foldery?
I tak był potem raban że zwalczam "konkurencję" (Falszywe licencje PZŻ) ;-)))

> > np na liscie a rzekome autorytety rozpowszechnią idiotyczną tezę że "prawda
> > lezy po środku" a ogól nie znajcy sprawy uwierzy. Tak to jest, a milczący
> > ogół chyba świadomie lub nieświadomie o tych 2 stronach medalu wie i
> > dlatego milczy.
> Znowu te "autorytety"! ech, szkoda słów na ich temat...

no to co? jak milczymy to nic się niez mieni, nie?

> > > Mnie ta dyskusja pasjonuje, ale... staraj się wycinać "siódme wody po
> > > kisielu" jak również "wygasłe" wątki.
> > Co za brak szacuko dla słowa pisanego!!! Co za pokolenie! ;-)))
> Ale powinien być jeszcze szacunek dla netykiety. a słowo pisane przecież nie
> zginie.

ok, żartowałem przeca!

> > W każdym razie niech co poniektórzy
> > > uczzą się, jak można się twardo spierać - i nie ubliżać sobie.
> > He, he, o silnikach to niemal jak o pogodzie, tyle że nie z panienkami.
> Nie bądź takim optymistą. Już kiedyś moje domaganie sie bezwzględnego
> poszanowania stref ciszy zostało nazwany "faszyzmem" ;-((((

A w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa (np huragan i porwane żagle)?

> > > > > Nie wiedziałem; w BF2 nie ma czujnika, tylko okienko kontrolne.
> > > > z czasem tracące przeźroczystość.
> > > Hmm, wydaje mi się, że moje jest szklane.
> > jakos z czasem ciemnieje
> Pewnie pozostają na nim cząstki grafitu z przepracowanego oleju. Ale czy przy
> którymśtam sezonie nie da się go wyjąć i wytrzeć?

moze, nie wiem, spytam przy okazji serwisu

> > > > a z kontrolką musisz na szlaku losować: "czujnik to czy uszczelka"
> > > Znając Hondę to pewnie i z tym się wkrótce upora.
> > No włąśnie nie. Konstruuja nowa genracje a stara bez zmian
> Moe rynek w końcu i to wymusi :-I

cos widze że nie, za daleko do Japonii

> > > Zaś Yamaha F2,5 podobno "tak naprawdę" to ma 3KM.
> > wątpię, może po prostu jest sprzedawana z śrubą o małym skoku a duzym
> > uciągu?
> O tej mocy to dowiedziałem się w sklepie Yamahy. Może sprzedawca chciał abym
> się skusił?

nie wierz sprzedawcom, często po prostu mało wiedzą!

> > > Może naprawdę winni jednak kursanci?
> > Może. Ale dziś kursanci jakoś trudniej się schylają... "apłaciłem!!!"
> Oj, już było na tej liście: "Tatus zaplacil" i nie są to chlubne
> wspomnienia :-((

jasne, takie czasy, klint trzeba szanowac ale czasem dal niego i troche ugiąć..

> > > Zależy to od doświadczenia żeglarza... i rutyny instruktora.
> > oczywiście, ale statystyka...?
> No to razej na wszelki wypadek pouczmy żeglarza, a nie zakładajmuy z gory, że
> postąpi jak zrutynizowany instruktor

ech, chyba cie zniechęciłem do instruktorów.. ;-))

> > > Może więc źle robią, że doświadczenie zdobywają nie chociażby na
> > > Bimboszach ale od razu na Tangach, Pegazach czy Janmorach.
> > Bez przesady, mało wązne na czym, wazne ile i jak.
> Moga zdarzyć się i "urodzeni żeglarze". ale (statystyka!) chyba większość
> liczy raczej, że duży jacht jest "bezpieczniejszy" Zapominają niestety, że
> przede wszystkim cięższy.

akurat za większy problem uważam wysoką wolną burtę głównie na silniku.

> > > Może i dobra, ale po co tacy nieopływani żeglarze masowo pchają się na
> > > sprzęt przerastający ich umiejętności?
> > Bo nie wiedza że on jest taki. albop przes swój brak wiedzy czy wyobraxni
> > zlbo z powodu niskiego poziomu szkolenia na kursie, w którym ewent.
> > uczestniczyli.
> I pewnie jeszcze dlatego że (cyt. z Żagli) "Do dobrego tonu należy teraz
> czarterowanie jachtów dużych, co najmniej ośmiometrowych"

moze to nie tylko ton ale po prostu wygoda? A żagle nie są miarodajne.

> > > zebrałem na Grupie srogie cięgi, gdy usilowałem wytłumaczyć co
> > > poniektórym, że "normalną" szuworową łódką można przybić bezpiecznie do
> > > pomostu na żaglach.
> > Chyba ich rozumiem. Jasne że mozna. Ale po co?
> Choćby po to, że gdy silnik nie chce zapalić

nowy? zadbany? Jasne - wszystko moze sie zdarzyć! ale co cwiczyć np na kursach?

nie robili paniki w porcie, nie
> dochodzili na motyla do "betonki" w Mikołajkach do ostatniej chwili licząc na
> wyhamowanie kotwicą w mule, nie hamowali na cumach lub kadłubach zacumowanych
> jachtów, a potem jeszcze chrzanili farmazony o tym, jakie to Mazury są
> niebezpoieczne.

przykład prawdziwy ale skrajny. uczyłbyś na kursach pchać samochody?

> > > > Mi nie pasuje tylko w nim to że chcę mieć wszyystkie takie
> > > > same bo łatwiej je obsłużyć i po co mi taka rodzynka?
> > > Na zlot oldtimerów! ;-)
> > Mam taką DZ ale kolumna zakrótka nawet na pantografie ;-))
> No to dorób jakąś studzienkę, a powstanie coś w stylu tramwaju wodnego z
> Pułtuska lub Wyszkowa :-))))))))

profan, zrób se studzienke na orionie, to Ci nikt silnika nie ukradnie! ;-)))

Wojtek Kasprzak

unread,
Jan 26, 2003, 6:43:49 PM1/26/03
to
On 26 Jan 2003 03:54:21 +0100, in...@anw.pl wrote:
On 24 Jan 2003 12:37:24 +0000 tom...@NOSPAM.gazeta.pl wrote:

Panowie..... co zesmy wam uczynili, litosci ....... , we wszystkim
macie racje.

Rekord grupy juz ustanowiliscie: 846 linii, 41,5 kB


Pozdrawiam, Wojtek
ge...@post.pl
http://www.zeglarstwo.3miasto.pl/

in...@anw.pl

unread,
Jan 26, 2003, 6:49:12 PM1/26/03
to

Wojtku, chyba nic! Przeciez nie musisz tego czytać?

pozdrowienia, Witek

Jarek Czyszek

unread,
Jan 26, 2003, 7:09:55 PM1/26/03
to

in...@anw.pl napisał(a) w wiadomości:
<1cdc.000004...@newsgate.onet.pl>...

>
>Wojtku, chyba nic! Przeciez nie musisz tego czytać?
>

Pewno, ze nie musi; wystarczy ze sciaga - chociaz teoretycznie tez nie musi.
Jednak wiekszosc czytnikow news jest ustawiona tak, ze sciaga wszystko do
pozniejszego czytania off line. Jesli robisz to za pomoca modemu to sie
zaczyna robic powazna roznica czy sciagasz 1-3 kB jednej wiadomosci, czy 43
kB. To dlatego nie wysyla sie binariow i tnie sie cytaty. 42 kB to ok 35
stron znormalizowanego maszynopisu - niejedna praca magisterska ma mniej.
Ta cala netykieta nie jest taka glupia, podpisywanie sie pod tym co sie
napisze rowniez.

Pozdrowienia - Jarek

in...@anw.pl

unread,
Jan 26, 2003, 8:08:07 PM1/26/03
to
To dlatego nie wysyla sie binariow i tnie sie cytaty.

przykro mi, obydwaj cielismy na tyle ile mozna by nie gubic wątków.

42 kB to ok 35
> stron znormalizowanego maszynopisu - niejedna praca magisterska ma mniej.

przepraszam na kolanach wszytkich poszkodowanych i kondolencje dla promotora!

> Ta cala netykieta nie jest taka glupia,

Sorry, rzadko tu zaglądam, więc brak mi typowej dla listy ogłady.
Rozumiem że mam brac za wzorzec netykiety Twoje interesujące dyskusje?

podpisywanie sie pod tym co sie
> napisze rowniez.

Wiesz? Jeżeli w jednej długiej dyskusji czasem dam pełne swoje dane, a czasem w
pospiechu tylko imię, to i tak rozmówca i śledzący rozmowę wie kto pisze.
Oczywiście przepraszam wszystkich urażonych faktem braku czasem nazwiska, choć
żałuję, że dla niektórych pełny podpis jest wazniejszy niż ton, kultura i treść
reszty wypowiedzi.

Osobiście bardziej bym się cieszył gdyby mi nie przychodziło czytać pyskówek
czy aluzji, których treści i uczestników nawet nie chce mi się komentowac.
Może mi sie wydaje, ale jest to wazniejsze, niz długość niektórych autografów.
NIemniej mam wrażenie, że niektórym "żeglarzom" wchodzącym na liste chodzi
tylko o dowalenie komukolwiek z byle powodu i w dowolny sposób.

Jężeli chodzi o 43 KB: Rozmowa z Tomkiem była dla mnie ciekawa i rozwojowa.
Nie wiem jak on, ale ja sie sporo z niej dowiedziałem i uważam że warto było.
Jako że dotyczyła tez innych osób, to nikt nie proponował przechodzenia na priv.
Wybacz ale mam wrażenie że bardziej pasowała do charakteru i przeznaczenia listy
niz wiele watków, które można na niej spotkac. Więc mimo wszystko odpowiem
Wojtkowi "przepraszam że ci zawalam komputer, może nie mam racji, może mogło
byc to o połowe mniejsze, ale myślę że warto było. I wiesz, jakbys sie
skoncentrowaj na jej tresci a nie wymiarach, to może byś coś zyskał".

I obaj panowie, tak na koniec: Nie namawiam was do lektury rozmówki o Hondach,
bo nie musi was to interesować i ok. Rozumiwem że zbyt długi tekst was męczy.
Ale w połowie dyskusji o silnikach przypadkiem pojawił się wątek aktualnego
statusu prawa drogi na śródlądziu (od IV 2002). Nie wiem, czy ktokolwiek na
liście już to poruszył, ale mam wrażenie że nie. Jeśli się nie mylę, to mimo
wszytko serdecznie sugerowałbym byście zamiast koncentrować na konwersacji,
czy statystykach, przeczyli sobie ten krótki wycinek bo ON WAS BARDZO DOTYCZY!

pozdrowienia, Witek Chocholak

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 27, 2003, 2:59:31 AM1/27/03
to
in...@anw.pl napisał(a):
> Jężeli chodzi o 43 KB: Rozmowa z Tomkiem była dla mnie ciekawa i rozwojowa.
> Nie wiem jak on, ale ja sie sporo z niej dowiedziałem i uważam że warto
> było.
Podpisuję się oburącz.

> Ale w połowie dyskusji o silnikach przypadkiem pojawił się wątek aktualnego
> statusu prawa drogi na śródlądziu (od IV 2002).
I o tym nic nie wiedziałem. Ponieważ zostałem chyba przez Ciebie źle
zrozumiany, odpowiem na bieżąco (na inne tematy później - czeka mnie długie
wieczorne siedzenie w domu przed komputerem, i chyba na priv, skoro Grupa
sobie tego nie życzy).
Otóż nie rozpatrywałem hipotetycznego chyba spotkania płynącgo w górę Pisy na
żaglach jachtu ze spływającą w dół motorówką, ale w ogóle pływania w ślizgu
po takiej rzece. Wydawało mi się to wystarczająco niebezpieczne - czy nie ma
tam jakichś ograniczeń? Nawet płynąc w górę jachtem na silniku, gdy na
zakręcie spotykałem płynące w dół inne jachty a zwłaszcza zestawy holowane,
wolałem nieraz sztrandować się na mielizny. Mnie kosztowało to niewiele, a
oni nie mieli wątpliwości, co mają robić. I gdyby w to wszystko wjechała
jeszcze szybka motorówka...
Jeśli obrazki opisywane przez Ciebie były prawdziwe, to pływanie Pisą staje
się bardziej niebezpieczne niż przepływanie pod mostami w Mikołajkach obok
osławionej wypożyczalni skuterów. Mam nadzieję, że jednak nieco przesadziłeś.

in...@anw.pl

unread,
Jan 27, 2003, 4:47:27 AM1/27/03
to
> in...@anw.pl napisał(a):
> > Jężeli chodzi o 43 KB: Rozmowa z Tomkiem była dla mnie ciekawa i rozwojowa.
> > Nie wiem jak on, ale ja sie sporo z niej dowiedziałem i uważam że warto
> > było.
> Podpisuję się oburącz.
> > Ale w połowie dyskusji o silnikach przypadkiem pojawił się wątek aktualnego
> > statusu prawa drogi na śródlądziu (od IV 2002).
> I o tym nic nie wiedziałem. Ponieważ zostałem chyba przez Ciebie źle
> zrozumiany,

dobrze, Twoje pytanie było celne, tyle że niemal nikt w srodowisku nie wie że w
skutek dziury i chaosu w przepisach tak formalnie zmieniły się reguły prawa
drogi na śródlądziu

odpowiem na bieżąco (na inne tematy później - czeka mnie długie
> wieczorne  siedzenie w domu przed komputerem, i chyba na priv, skoro Grupa
> sobie tego nie życzy).

w moim folderze grupy są od 3 osób, 2 osoby to jescze para. ;-))
Znikając na prv nie niesiesz światła, więc może tak jak pisałeś po prostu mniej
powtórzeń? ;-)

> Otóż nie rozpatrywałem hipotetycznego chyba spotkania płynącgo w górę Pisy na
> żaglach jachtu ze spływającą w dół motorówką, ale w ogóle pływania w ślizgu
> po takiej rzece. Wydawało mi się to wystarczająco niebezpieczne

jest niebezpieczne, trzeba dobrze znać swoją łódź i akwen. Ja znałem.

- czy nie ma
> tam jakichś ograniczeń?

na Pisie nie ma, jydynie granice rozsądku

Nawet płynąc w górę jachtem na silniku, gdy na
> zakręcie spotykałem płynące w dół inne jachty a zwłaszcza zestawy holowane,
> wolałem nieraz sztrandować się na mielizny. Mnie kosztowało to niewiele, a
> oni nie mieli wątpliwości, co mają robić. I gdyby w to wszystko wjechała
> jeszcze szybka motorówka...

rzeczywiście to nie było by wesoło. Ale sam oceń jaki ryzyko jest spotkania
kogoś idącego pod prąd w końcu sierpnia?

> Jeśli obrazki opisywane przez Ciebie były prawdziwe, to pływanie Pisą staje
> się bardziej niebezpieczne niż przepływanie pod mostami w Mikołajkach obok
> osławionej wypożyczalni skuterów.

jak pisałem, jest niebezpieczne ale przy zachowaniu pewnych zasad
bezpieczeństwa i pewnym doświadczeniu, znajmości locji ogólnej i danego szlaku,
to niesamowita sprawa. wbrew pozorom motorówka (skośnodenna) może stanąć niemal
w miejscu, ma większe możliwości manewru (zwrotność, nadwyżka mocy) w wolnym
slizgu (ok 30-40 km/h) niz jacht żaglowy (zazwyczaj z za słabym silnikiem ;-) )
Nie przeciąga też w czasie manewru wyprzedzania (jak jachty), nie wymaga tak
głębokiej wody (nawet przykosy może przejsc rozpędem). Tak więc przy opływanym
sterniku ryzyko kolizji jest małe. Zagrożeniem są głównie kłody drewna.

Mam nadzieję, że jednak nieco przesadziłeś.

Nie, opisałem faktyczne zdarzenie, zgasł mi silnik.
NIemniej ryzyka by tam nie było, gdyby byl tam, dobry silnik a nie Wicher.
Było to wiele, wiele lat temu gdy byłem na pewno dużo mniej ostrożny.
I chętnie bym to powtórzył, tyle że na dobrym sprzęcie.

Poza tym chyba dobry byłby taki mniej więcej podział terytorialny - jachty na
jeziora (cisza), motorówki na rzeki (jachtów tam niemal nie ma) gdzie mają dość
przestrzeni, by się wyszaleć a Darwin szybko wyeliminuje coponiektórych... ;-))

pozdrowienia

666

unread,
Jan 27, 2003, 7:57:46 AM1/27/03
to
No to myslę że chętnie wezmę do klubu "Rejsy", proszę o kontakt.
JaC

666

unread,
Jan 27, 2003, 8:20:34 AM1/27/03
to
> Jednym silnikiem był merkury jak szafa, drugim... Honda BF2!
> Przy pomocy pierwszego można błyskawicznie zmienić akwen, płynąc na drugim
można potem rozkoszować się urokami otoczenia oszczędzając przy tym paliwo.

Na pontonie ;-))
JaC


Tomek Janiszewski

unread,
Jan 27, 2003, 9:22:54 AM1/27/03
to
in...@anw.pl napisał(a):
> > chyba na priv, skoro Grupa sobie tego nie życzy).
> w moim folderze grupy są od 3 osób, 2 osoby to jescze para. ;-))
Ale wiesz kto to Wojtek Kasprzak? Jego głos zawsze znaczył dla mnie wiele.
mniej

> Znikając na prv nie niesiesz światła, więc może tak jak pisałeś po prostu
> powtórzeń? ;-)
Ok. zaraz wyśle na grupę. Skróciłem jsk się dało, ale cóż ;-((

> jest niebezpieczne, trzeba dobrze znać swoją łódź i akwen. Ja znałem.
Ale to zmienny akwen - wpotrafi sie szybko zrobis nowe koryto, którego mogłeś
nie znać
> > - czy nie ma tam jakichś ograniczeń?
> na Pisie nie ma, jydynie granice rozsądku
Uwważam to za niedopatrzenie :-(

> > I gdyby w to wszystko wjechała jeszcze szybka motorówka...
> rzeczywiście to nie było by wesoło. Ale sam oceń jaki ryzyko jest spotkania
> kogoś idącego pod prąd w końcu sierpnia?
Sam spotykałem pojedyncze jachty płynące wo tej porze roku w górę... więc
jednak trafiają się.
> jak pisałem, jest niebezpieczne ale przy zachowaniu pewnych zasad
> bezpieczeństwa i pewnym doświadczeniu, znajmości locji ogólnej i danego
> szlaku, to niesamowita sprawa. wbrew pozorom motorówka (skośnodenna) może
> stanąć niemal w miejscu, ma większe możliwości manewru (zwrotność, nadwyżka
> mocy) w wolnym slizgu (ok 30-40 km/h) niz jacht żaglowy (zazwyczaj z za
> słabym silnikiem ;-) )
> Nie przeciąga też w czasie manewru wyprzedzania (jak jachty), nie wymaga
> tak głębokiej wody (nawet przykosy może przejsc rozpędem). Tak więc przy
> opływanym sterniku ryzyko kolizji jest małe.
Ale gdy już dojdzie do kolizji, nawet przy "wolnym" slizgu, to wtedy masakra.
> Zagrożeniem są głównie kłody drewna.
Na moje szczęście głównie dla motorówek ;-P

> Mam nadzieję, że jednak nieco przesadziłeś.
> Nie, opisałem faktyczne zdarzenie, zgasł mi silnik.
> NIemniej ryzyka by tam nie było, gdyby byl tam, dobry silnik a nie Wicher.
> Było to wiele, wiele lat temu gdy byłem na pewno dużo mniej ostrożny.
> I chętnie bym to powtórzył, tyle że na dobrym sprzęcie.
Obyś nie znalazł wielu naśladowców na sprzęcie lepszym, ale niestety cięższym
i szybszym.
> Poza tym chyba dobry byłby taki mniej więcej podział terytorialny - jachty
> na jeziora (cisza), motorówki na rzeki (jachtów tam niemal nie ma) gdzie
> mają dość przestrzeni, by się wyszaleć
Więc może lepiej na Wiśle, Odrze, w ostateczności Narwii, nie na Pisie?

> a Darwin szybko wyeliminuje coponiektórych... ;-))
Niestety przy okazji nie tylko ich :-((

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 27, 2003, 9:44:51 AM1/27/03
to
> in...@anw.pl napisał(a):
> troche to skrajne, jest sporo takich co co prawda nie robili takiej
> reanimacjijakiegoś truposza, tylko zapracowali na swój nowy jacht prosto ze
> stoczni. przecież to taka sam praca, nie kazdy ma czas na babranie przy
> kadłubie!
Na pewno tak jest. Żeby jeszcze co poniektórzy potrafili cieszyć się z
pływania a nie traktowali jachtu jako dowodu zamożności...

> > > gdy z wolna przechadzają się po Krupówkach nosząc swój wymuskany
> > > sprzęt.
> > wyszukujesz skrajności, jasne że sa tacy, ale co jeżeli ktos rzeczywiście
> > niesie tam sprzet wracając ze stoku
To nie miałby już siły na spacery po Krupówkach i wróciłby busem.

> > samochodami wiozącymi nie mniej kosztowne jednoślady w kierunku Powsina.
> Daj spokój, jezeli im to sprawia frajde a nie robią nikomu nic złego to
> czemu ich potępiasz. Potrzebują tego jak inni dłubania przy swej łódce i
> tyle
Pewnie że nic złego nie robią... ale zupełnie NTG: zastanawałeś się, dlaczego
od paru już lat wszystkie rowery są GÓRSKIE? Przecież do jazdy po drodze &#8211;
nawet leśnej - nie są wygodne (bolą łokcie) ani bezpieczne (przy każdym
zatrzymaniu trzeba zeskakiwać z siodełka. Zwyczajne pozerstwo (a w najlepszym
razie uleganie modzie), takie jak noszenie nart po Krupówkach lub obwożenie
się po Mikołajkach z jachtem tak dużym jakiego nikt tu jeszcze nie miał. Tak
samo byłbym pewnie oceniony gdybym przywiózł Hondę BF2 do Zalesia Górnego
i "orał" wypożyczoną łódeczką tamtejszy akwen (o ile ktoś by od razu nie
pogonił, i słusznie)
> :-) Z tego co wiem to temałe wozi się nie dla rozkoszy, tylko na wypadek
> awarii silnika głównego (wiosłem wtedy nie dasz rady) lub do pontonu ;-)))
Nie! Naprawdę kręcili się na Hondzie a odpłynęli na Merkurym.

> > Chcesz sprowadzać własne jachty nad Wisłę?
> a w czym problem? To tylko kwestia czasu
Nie prościej zmierzyć szybkości na Zegrzu? Słupy kilometrowe są i tam.

> po to sa silniki, by pracowac, a taka wiedza może mi sie przydac.
> To tylko kwestia czasu, bo kanał za śluzą w 1 stronę to 3 godziny.
Ale woda w Wiśle naprawdę jest brudna, a z Żerania na Solec płynie się nieraz
trzykrotnie dłużej.

> > Sam niepokoję się o ten odcinek - kto wie czy przy wyższym stanie wody
> > nie będę zmuszony szukać drogi poza nurtem.
> niepotrzebnie, nie licząc stanów alarmowych wystarczy ścinać zakręty płynąć
> zygzakiem pomiędzy brzegami wypukłymi.
> Przećwiczyłem to kiedys doganiając pod prad łódkę z mocniejszym silnikiem,
> której sternik nie znał lub nie umiał korzystać z praktyce z reguł locji.
Jakie masz zakręty w Warszawie? Chodziło mi o pływanie między ostrogami.
Trzeba tylko znać ich położenie, aby na nie nie wpaść.
> > Krzysiek Bieńkowski niedawno wychwalał Sportinę właśnie za kształt
> > kadłuba, zwłaszcza za brak turbulencji za rufą.
> chyba raczej pod żaglami? to nie to samo.
Oczywiście że pod żaglami, ale w czym zmienia się sytuacja pod silnikiem? Nie
ma przechyłu - ale chodziło o pywanie Sportiny przy umiarowanych wiatrach.

> > Ale gdy popłynę wreszcie na Mazury, przyjrzę się, kto na czym i z czym
> > pływa.
> przeważnie wszyscy mają za małe silniki
A może raczej za duże jachty? ;-)

> ale moim zdaniem głównie ze względów finansowych
Już traci aktualność. Oriona z Hondą BF2 miożna zaprowadzić w górę na 30 l
benzyny. Mniej więcej tyle samo spali samochód ciągnący z Warszawy jacht na
przyczepie, i drugie tyle na powrót. Nie wiem jeszcze ile potrzeba będzie
benzyny na spływ, ale na pewno dużo mniej. To już nie czasy, gdy na Raję,
Fokę lub Oriona zużywało się w Wietieroku nawet 100l w górę a 40l w dół.

> i ponieważ mało kto dziś pływa po rzekach - brak czasu.
Bo nie wiedzą co tracą. Nie uwierzę że nie lubią pływać na silnikach. Gdy
widzę na Mazurach tyle jachtów "dotleniających wodę" z powodu że
wieje "tylko" 1B lub "aż" 4B, lub wieje "komfortowe 2-3B ale niestey w mordę
czy też dlatego, że na Tałtach lub Jagodnem nie opłaca się stawiać masztu, to
dochodzę do wprost przeciwnego wniosku. :-(
> Swoją drogą warto by pogadać jeżeli chodzi o droge na Mazury z ludźmi z
> Pałacu Młodziezy w Warszawie. co roku pływają tam i z powrotem, w tym
> łódkami zbliżonymi do tu omawianych np Pegaz 620
Znasz ich? No to zaproś na Grupę!

> > i jakoś niepewnie się czułem widząc przegłębioną rufę,
> > kadlub lekko pochylony na prawą burtę i to za sprawą czegoś ponad
> > pokładem.
> ten typ tak ma, i tyle. Jedyne, co groźne w orionie (A MOŻE TO TO)
> to to że z tego co pamiętam z CZASEM rozszczelnia się spód skrzyni
> mieczowej i woda idzie do komór na dnie. Błąd konstrukcji jak w Ostródzie.
> Podobno to wymaga rozbiórki, wylaminowanie złączenia skrzyni z dnem łódki i
> powtórnego złożenia zestaawu do kupy. W sumie proste byle by mieć
> podnośniki, ale czasochłonne i skala prac spora
Mnie to mówisz? Przecież właśnie w klubowym Orionie wyciąłem wewnętrzne dno i
już go nie wstawiałem z powotem tylko przylaminowałem ścianki podkojowe do
dna. Wstawiłem denniki i powstała normalna zenza. To samo jest i na moim.
Najnowszy model (ten z mniej kanciastą kabiną i bez "pisuaru") nie miał
fabrycznie dna wewnętrznego ale niestety miał sklejkowe ścianki podkojowe.
A główną winę za przegłębianie kadłuba ponosi na tym jachcie materiał
wypornościowy - stary styropian lub budowlana "termoizolacyjna" pianka PU,
utrzymująca wodę. Komore wypełniłem butelkami PET i wyposażyłem je w klapy
Holta.
> > Tzn sklejkowych mebli?
> tak, głównie jaskółki burtowe i jakaś szafka pod umywalkę z kuchenką by
> skasowac komfort namiotowy. Zwłaszcz że z tego co pamiętam koje burtowy
> były chyba przydługie
Mówisz chyba o bimboszu. W Orionie możnaby wstawić "moduł gospodarczy" z
kuchenką po jednej burcie a jakimś zlewem po drugiej, ale ciężko. Na klubowym
umieściłem pod zejściówką szafkę z kuchenką. Otwierało się drzwiczki z góry
na dół i wstawiało się butlę do ściśle dopasowanego gniazda. Zdało egzamin,
choć przegradzało pół zejściówki podczas gotowania. Za to nie istniał problem
wentylacji. Chba i na swoim robię tak samo.

> gdzieniegdzie zwiększasz pojemność jaskółek, wygodnie się potem możesz
> rozpakować.
Takie też jaskółki zamierzałem zrobić na klubowym jachcie (na dziobie nawet
dwupoziomowe) Nie zdążyłem...

> Nie pamiętam czy były bakisty w kojach
Były dwie - tuż przy hundkojach.

> ale w paru mozna było je zrobić przenosząc i powiększając komory
> wypornosciowe np do falszburt
W falszburtach to się trzyma pagaje i krzyżak.
> i wszędzie tam, gdzie jest sałby dostęp. Sporo kombinowania ale fajna
> zabawa.
W orionie komory możnaby zrobić pod szalunkiem burtowym. Zwykle jednak robi
się bakisty w istniejących komorach, a nowych komór się nie robi. Nie
polecałbym.

> > wstawiłem laminatową gródź achterpikową w miejsce zmurszałej
> > jednostronnie laminowanej sklejki.
> smielej!!! ;-)
Nie rozumiem: oczekujesz na Grupie szczegółów? bo więcej odkrytej sklejki nie
zauważyłem.
> > akumulator w kabinie
> > NIGDY!!! Na klubowym jachcie /.../

skomplikowane ale pewnie i lepsze.
Może kiedyś opiszę wszystko w Elektronice Praktycznej. Ale najpierw zrobię to
ponownie.

> > I to wszystko, zakupione i wykonane na własny koszt straciłem wraz z
> > jachtem.
> > No i powiedz, jak tu nie nazwać tego co stało się z jachtem mianem
> > pospolitego złodziejstwa?
> Tez duzo zostawiłem w klubach. Takie życie jak robisz coś nie swojego. ;-(
Liczyłem się z tym, że z czasem przyjdą młodsi i bede musiał przekazać im
jacht. ale byłem pewien, że zadbają o niego, a może dadzą mi popływać od
czasu do szasu za niewielką opłatą lub za jakąś przysługę. A tu zlikwidowano
klub i przeznaczono jacht do zarżnięcia w komercyjnej wypożyczalni, skąpiąc
mu podstawowych prac konserwacyjnych: nawet listew odbojowych nie pomalowano
w ubiegłym sezonie. To samo robi się tam z pozostałymi klubowymi niegdyś
jachtami. Dlatego przy każdej okazji apeluję na Grupie o bojkot tamtej
wypożyczalni.

> > Na dziobie Oriona dobrze jest wozić baniaki z wodą
> na kojach? ;-(
Nie. Przed kojami jest mały forpik, dostępny od strony kabiny.

> > Uważam za nieetyczne przywożenie busem tranzitem zapasów żarcia z
> > warszawskich hipermarketów a potem zostawianie śmieci na Mazurach.
> A ja nie. Chca zarabiac na turystach to nich dbają o nich i ich smieci.
> A przy bezwstydnym zdzierstwie panującym na WJM nie mam żadnych skrupułów,
> byle by smieci lądowały w kontenerach w portach a nie na bindugach czy
> wodzie!
Zdzierstwo istotnie jest, ale to samonapędzające się błędne koło.
> > Wzystko co drewniane ma być
> > demontowalne, a więc mocowane śrubami (nie drewnowkrętami!)
> nie nadmiar ostrozności?
Chęć uczynienia jachtu jak i zabudowy bardziej "serwisowymi"

> > na klubowym Orionie wykonałem denniki z
> > laminowanej sklejki, na własnym - wyłącznie z laminatu, i to bez pustych
> > przestrzeni, gdzie mogłaby uwięznąc woda. Chcesz formę?
> nie dzięki, miałem już na Orionku jedną z przygód zycia ale to się nie
> powtórzy
Przecież to nie tylko do Oriona! Co prawda na Omegę za krótkie, ale
analogiczną formę zrobic jest łatwo, liczy się pomysł. Sam widziałem jak po
paru sezonach wyglądają denniki na plastikowej Omedze: poodrywane na burtach,
poprzecierana cienka laminatowa powłoka, a w środku zmurszała sklejka. Przy
okazji jakiejś "generalki" może wartoby zrobić coś trwalszego?
> > A wykładziny, podobnie jak na klubowym jachcie, nie będę przyklejał, lecz
> > dociskal elementami zabudowy wnętrza. W razie koniedczności
> > poważniejszego remontu w kabinie wykładzinę będzie można łatwo zdjąć.
> przesadzasz, klej się łatwo zrywa i wygodnie powtórnie przykleja!
Mnie to się odklejało samo w połowie sezonu. A ile zepsułem keążków ściernych
aby usunąć stary klej...

> No i nie wdychać oparów "dupaprenu"
> Ech, przeciez to najpiekniejsza nagroda na koniec remontu! ;-))))))
No, to już godne pewnego "zjawiska z wykrzyknikiem" propagowanie środków
odurzających ;-)))

> Swoją drogą ciekaw jestem, czy przypadkiem Orion nie przejdzie Drwęcą!
ZTCW nie. Tam podobno jest od groma jazów i progów.
> > Tylko olali mnie na wiosnę, gdy pytałem o odpowiedni profil
> > masztu - zaproponowali mi taki, jakiego i Sportina by się nie
> > powstydziła.
> O tym piszę.
Ja odebrałem to tak, że w ich mniemaniu "warszawka" pływa tylko na wielkich
jachtach

> > W końcu przywiozłem nowy, trzykrotnie tańszy profil z Kęt pociągiem.
> w przedziale? To wiekszy wyczyn niż seks w maluchu! ;-)))))
Oczywiście w korytarzu. Dzień wczśniej obmierzyłem na Wschodnim jednostkę
elektryczną i opracowałem plan załadunku (bo do Kęt jeżdzą
wyłącznie "kible"). W Krakowie maszt "wpasowałem" w korytarz przez okno,
lekko tylko go wyginając (sprężyście).

> > swiją droga pod Markami jest ktoś kto sprzedaje profile z kęt z
> > minimalnym narzutem. ale za późno się dowiedziałem i tez zamawiałem sporo
> > w Kętach.
W Słupnie. Przez całą wiosnę nie mieli, w końcu miałem dosyć czekania.

> > Podobnie dwa lata wcześniej do klubowego jachtu proponowano mi bom
> > grubszy od...masztu - tym razem musiałem jeździć do Wrocławia.
> ;-) a co jest we wrocławiu?
Hurtownia... Agromy :-) (Krzyki, Al Wyścigowa vis'a vis sowieckiego
cmentarza). Tak tak, nie tylko handlują profilami, ale jeszcze tną cieńsze na
krótsze odcinki (tu: 3m).

> > Eeee, PZŻ już dawno siedzi w strefie "kasy"! Może przynajmniej pokaże
> > wreszcie, na co go stać.
> Czemu miałby pokazać? Ja tylko pisałem co by się przydało, ale nie widzę
> żadnych symptomów aktywności w tym kierunku! ;-(
Więc m.in. dlatego powstaje Stowarzyszenie Żeglarstwa Swobodnego.

> > Ale istotnie trudno mi uwierzyć w jego reformowalność.
> MI tez, ale już są symptomy, moze niewidoczne z zewnątrz. OZŻ przyjmują
> czesto już w swe struktury firmy, ostatni GKSz miał w swym składzie ludzi z
> nich. Na narady szkoleniowe zaprasza się nie tylko OZŻ, ale i najbardziej
> znane Óśrodki szkoleniowe. To pewnie dla Ciebie mało, ale ja widzę, jakie
> dyskusje trwają, jak atakuje się podejście kasowe. To powoli narasta.
> Czekam...
To rzeczywiście zapowiada jakieś zmiany, ale przypomnę że ubiegły rok zaczął
się właśnie od "kasowego uderzenia" Obowiązkowe rejestracje, przeglądy, OC,
na morzu jakieś radiopławy, świadectwa... częśc z tego na szczęście nie
przeszła. Zresztą, gdyby nie tamto, zie znalazłbym się pewnie na Grupie.

> > Może jakaś książka? ;-)
> TAAAK! Już ją nawet zaplanowałem, ale mam taki zapieprz że przekładam z
> sezonu na sezon. Juz sie wspłpracownicy obrażają ;-) Ale mam dobra analize
> wszystkich błędów i braków w tym co jest, koncepcję i kasę na wydanie tego,
> więc może kiedyś.... jak będa miał więcej czasu :-))))))))))))))))))))))
Zamawiam!
> > To dokładnie tyle ile wynosi różnica w ciężarze Yamahy F4 i Yamahy 4
> ale nie musi lezec na rufie na tej samej burcie ;-)
I tak przetoczy si na tą gdzie większy przechył. ;-) A w kabinie? Coż, jeśli
ktos lubi zapach nie tylko "dupaprenu"? ;-))))

> > ponadto zarówno częściowo opróznona bańka z olejem jak i zbiornik
> > zwykle staje się tłusty i śmierdzący, podobnie jak wnętrze bakisty i
> > achtrepiku.
> kwestia pakowania
Oraz "prawa Murphy'ego" :-)))

> > Niby gdzie miałyby coś uszczelniać? One chronią przed korozją termiczną
> > wykonane ze stali "gwoździanej" zawory i gniazda zaworowe silników
> > przystosowanych tylko do etyliny.
> wierze na słowo. nie jestem mechanikiem ale w sprawach technicznych
> powtarzam czesto wpojone przez mechaników - wodniaków dogmaty
Takie same dogmaty jak te szerzone przez taryfiarzy 10 lat temu, że na
bezołowiowej fura nie będzie miała "odejścia".

> NO własnie. Kamil! Jesteś tam? Skąd jesteś?
Oj, chyba to Jego wystraszyliśmy w pierwszej kolejności ;-)

> > Co się przejmujesz, nawet Jackowi Kijewskiemu w związku z zaangażowaniem
> > się w sprawę Mokotowa zarzucano, że jest... warszawiakiem i mazurantem,
> > ;-) a gdy zostalo to zdementowane, przyczepiono się, że prowadzi
> > konkurencyjną firmę.
> Akurat dzisiaj się dowiedziałem, że to w końcu okazało się częściowo
> prawdą. Nie mógł być obiektywny, choć się chyba starał o to. Jakbym
> wiedział, dla kogo > pracuje, to bym nie podejmował dyskusji, bo to nie
> miało sensu.
Gdybyś tego nie napisał, pewnie odpowiedziałbym na priv.
Ale Jacka będę bronił, bo od dawna paru takich z "666" na czele usiłuje robić
z Niego "czarny charakter". Co mają "Zalewowe" Cariny do pełnomorskiego
Mokotowa? Przede wszystkim jednak tragiczny stan jachtu jak i czarterowe
przekręty są faktem.
Zupełnie BTW: zaglądasz na http://www.sail-ho.pl ?

> > Chyba od niedawna czytasz Grupę. Poszukaj wątku "Jacht dla Prezesa" Krysi
> > Chodorowskiej
> to jeszcze przekracza moje mozliwości techniczne. jaki klawisz?
http://google.pl ; Grupy dyskusyjne; wpisujesz: " Jacht dla prezesa " i ew.
wybierasz pl.rec.zeglarstwo
-> szukaj z Google.

> konar tez może wejśc pod obręcz i spowodowac jeszcze gorsze szkody (śruba).
Faktycznie tragedia.

> Niemniej na pewno tunelowe sa mniej wydajne!!!
Przychylam się do zdania Wojtka: tunel musi mieć odpowiedni profil. Jak się
domyślam, nie powinienbyć to walec, ale rozszerzający się ku tyłowi
paraboliczny lejek. Wtedy woda wyrzycana na zewnątrz siłą odśrodkową uzyskuje
pożądany kierunek.
> > > stare nawyki
> > A "nowe" to jakie? Papucie, pifko i telewizor? ;-P
> ano tak. Na szczęscie zawsze znajda się jacyś amatorzy niedźwiedziego
> mięska!
Zależy jak twardego. Sam chyba nie zdecydowałbym się już na dwutygodnoiwy
rejs Omegą po WJM czy na obóz stacjonarny z kopaniem latryn. W końcu jedno i
drugie to skrajności.

> > Nie odpowiedziałeś na bardzo poważny zarzut! ;-OOO
Bo mnie rozśmieszyłeś.
/.../

I co teraz szyderco? Łyso ci? ;-)))
To było nieporozumienie, które starałem się wyjaśnić we wcześniejszym poście.

> daj spokój, idąc nie tylko w ślizgu, ale i wypornościowo z prądem po prostu
> czesto nie ma już czasu by po spostrzeżeniu takowego zareagować.
Tylko czy zdążyłbyś zareagować widząc za zakrętem inną jednostkę?
> Poza tym najgorsze wslizgu to nagła zmiana kursu tworząca wiąkszą fale...
I tak twierdzą też motorówkarze śmigający z gazem na maxa w pobliżu
przystani :-((

> > A zauważyłeś krople wody kondensujące się w zimnej gardzieli gaźnika w
> > Wietieroku i wsysane do karteru?
> nie, a co?
Gdy powietrze jest wilgotne, tworzy się tam mleczna emulsja wodno - olejowa.
Nie mam pewności, czy woda dostająca się w ten sposób do kartera dwusuwu nie
pozzostaje tam dłużej.

> > Tam właśnie kupiłem swoją Hondę - i mam nadzieję, że prędko tam ponownie
> > nie zawitam.
Tez nie życzę, a gdzie to było?
YKP, Wał Miedzeszyński.

> Dobry zwyczaj nakazuje po prostu psiknąć do cylindra przez otwór świecy
> Inhibolem lub obecnie WD-40, i obórcoć wałem by to ładnie rozsamrować.
A domyślasz się co się stanie, jeśli te specyfiki zawieraja domieszkę
silikonu? Po zapaleniu silnika powstanie w cylindrze KRZEMIONKA! Juz lepszy
zwykły olej silnikowy - nie mylić z silikonowym :-)))

> > Jesteś pewien, że nie masz dodatkowego nagaru na głowicy?
nie wiem, nie rozbieram
Bo to poważna operacja.

> > > w przede wszytkim zapasowa w schowku.
> > To też, zwłaszcza jeśli świeca stara a silnik dwusuwowy.
> Ale też wszystkie me Hondy jej potrzebowały w 1 sezonie!
Na ile motogodzin?

> > > > To nie było do Ciebie, tylko do "błędnego rycerza"! PRZEPRASZAM!!!
> > > Nie brałem do siebie tylko do Ciebie że komus z góry przypisałeś złe
> > > motywy.
> > Pewne fakty są niezaprzeczalne.
a wyjątki? ;-)
Tamten "błędny rycerz" od początku jest "wyjątkiem" na naszej liście.
Niestety, dla niektórych bardzo przykrym :-(((

> > Dokładnie. ale rozumiem ten stereotyp, i wcale się nie obraziłem, gdy to
> > przeczytałem. Jestem z Warszawy, ale z "yuppies" się nie utożsamiam.
> a ja tak, bo mam dośc takich aluzji z ust... ;-(
Znając Jacka nie przypuszczam aby chciał dowalić "warszawce". WOZŻ-towsko -
YKP-owskim krętaczom - jak najbardziej. Rozumiem doskonale, co musi czuć,
mogąc się tylko przyglądać jak niszczeje piękny jacht, bo sam doświadczam
tego samego na "naszym" podwórku.

> > > Odbiegają chyba tylko tym, że niektórzy bawią sie drażnieniem
> > > otoczenia.
> > Kiedyś nazywało się to DAWANIEM ZGORSZENIA :-(((
> pewnie tak, ale może burza z tego wynikła poruszy środowisko? Warto?
Warto, ale tylko pod warunkiem, że to środowisko pokaże, że zdolne jest
zrobić porządek we własnych szeregach.

> > > Może takie czasy? Autorytety tak zawodzą że ludzie tak włąsnie sie
> > > buntują.
> > Samozwańcze "Autorytety_Moralne_i_Intelektualne" zawodzą . Piętnujmy
> > takich "autorytetów" a nie plugawmy się bardziej niż oni.
> Niestety to oni sa od piętnowania, i nie widac lekarstwa na to.
AUTORYTETY! NA KOTLETY!
(tak przywitano kogoś kto plwał na naszą Ojczyznę pisząc o "Polsce sk... ,
sprzedajnej")
> Dlatego (może niesłusznie) z ciekawością przygladam się sytuacji.
> Może cos wreszcie ruszy to zmurszałe, bierne środowisko?
Albo to środowisko zasymiluje nowe "zjawisko" i zeszmaci się jeszcze
bardziej... obym sie mylił.

> > Nie jeden PZŻ. To samo możnaby powiedzieć chociażby o PZSzach.
> OK. I co dalej?
Oby nie to samo co stało się tam. Gdzie tamte upadłe osiedlowe kluby szachowe?

> > uważam to zjawisko za równie "ciekawe" jak dresiarze demolujący wszystko
> > podczas meczów, jak palanty w portkach z krokiem między kolanami
> > zamalowujący ściany wagonów. Jestem przekonany, że wiele spośród tych
> > zjawisk zostało wykreowanych gdzieś w wysokich kręgach. Ale to
> > zdecydowanie NTG.
> Nic nie poradze na to zjawisko, ale wiem że coś przyniesie. nie wiem co.
Samo przez się nic dobrego.
> > Ale gdybym w ostatniej chwili zmienił zdanie i przez przypadek z nimi
> > pojechał nie wiedząc w co wdepnąłem, doznałbym szoku.
> Może masz rację. Ale hipotetycznie: co by się stało gdybyś się świetnie
> bawił, uznał organizację, ludzi i rejs za OK a strona była by nadal taka
> jaka jest? Możesz ospowiedzieć?
Gdyby rejs był choć w części taki jak tam opisano, na pewno czułbym sie
fatalnie. Odbyłem dawno temu taki "pra-oborowy" rejs z WYC-em. Start z
Almaturu, przejście na Zimny Kąt i... rano powrót do Giżycka, bo nie zdążono
kupić GORZAŁY!
Potem dalsza część: nocleg na Rogu Sztynorckim z przeciąganiem Nashów
po "kocich łbach" (za to pełen "luz" bo nie było kogokolwiek kto nasłałby
milicję na trwającą do drugiej w nocy pijacką "imprezę") potem leczenie katza
do trzeciej po południu wreszcie "rejs" do... Kirsjt na zdychającym już
wietrze, tam kolejny nocleg w fatalnym przecież miejscu, rano skoro
świt "kadra" przyniosła hiobową wieść: nocny milicyjny nalot na wieś, meliny
zamknięte, a monopolowy od trzynastej. Więc jaka decyzja? STOIMY I CZEKAMY!
Ponieważ ostentacyjnie odcinałem sie od panujących tam obyczajów, nic
dziwnego że zostałem uznany za "czarną owcę". A na kolejny taki rejs już nie
pojechałem; usamodzielniłem się, a WYC wkrótce zakończył żywot w niesławie.
> > Prawda jest brutalna, ale lepiej że się ujawniła.
> Nie rozumiem! Strona Obory?
Nie że powstała strona Obory, ale że Krzysiek Maj pierwszy ostrzegł na Grupie
przed tym plugastwem.
> Uważasz że lepiej że jest niż gdyby jej nie było? ????????
Lepiej to by było jakby zniknęła cała Obora, nie doczekawszy się naśladowców

> > Po prostu parę osób postanowiło przy pomocy internetu przebić autora
> > wiadomego cotygodniowego sszmatławca :-(((
> mam wrazenie że po prostu się nudzą, a on trzaska kasę na ludzkich
słabościach
powiedziałbym raczej na "nieludzkich" ;-((

> Nie zauważyłem aby w wątku o Mokotowie poszło o chamskie aluzje. Padło
> określenie bodajże "działacze ze stolycy", ale nie wziąłem tego do siebie.
> Nie jestem działaczem.
coś tam było tez o "Warszawskich cwaniaczkach" w kontekście ogółu
Ogólu warszawiaków czy ogółu cwaniaczków? W każdym razie cała ta pyskówka
o "farsiaffkę" przyniosła więcej szkód niż niefortunny zwrot. Wystarczyło
zwrócić uwagę wskazując na prawidłowy kontekst.
> ale wiesz że teraz na mazurach główny problem to ścieki komunalne?
Pewnie tak. Będą i nowe - te sznury samochodów jak na Marszałkowskiej
dojeżdżające do coraz to nowych hoteli, te wysypiska jak niepodal Dobskiego...

> > A ja zrozumiałem, że wg Ciebie czterosuwy dominują w skuterach.
> nie, motorówki.
> > Jak inni?
> ??? nie rozumiem
Pytałem jak inni zrozumili Twją wypowiedż o czterosuwach. Ale poza Wojtkiem
Zientarą chyba już nikt nas nie czyta ;-(((

> > > > Ale ile spala się wachy w tak krótkim czasie
> > > w przeliczeniu na droge mniej więdzy tyle samo
> > Na pewno więcej niż na powolnej żaglówce pod silnikiem. A w krótkim
> > czasie motorówą można odwalić ładny kawałek drogi
> nie w slizgu, maleja opory i paliwa w przeliczeniu na drogę tyle samo!
Przy takich mocach po kilkaset KM? Dopłyniesz po spokojnej wodzie z Niegocina
do Mikołajek taką motorówą na 5l benzyny? (szacuję że jest to rząd wielkości
dla jachtu takiego jak Orion) na 5l benzyny? Warto byłoby budować tyle stacji
paliwowych?

> > Ktoś kto kupił już dwusuwowe Suzuki, Johnsona, Mercurego o mocy kilkuset
> > KM, nie wymieni go chyba prędko na czterosuwową Hondę czy Yamahę o
> > podobnej mocy?
> oczywiście, ale przynajmniej jak nowe mają elektroniczne dozowanie oleju
Nawet jak nie mają to nie nie zezłomuje takiej masy sprawnego jeszcze
żelastwa, najwyżej odsprzeda komuś innemu.

> > Na szczęście nie całe otoczenie. I nie tyle w Polsce co w świecie
> > owładniętym polityczną poprawnością.
> ok, rozumiem, ale u nas to nastawienie nadal dominuje
Ale nie bójmy się temu przeciwstawiać.

> > Toteż staramy się zwracać uwagę innym ale tak aby dać im szansę poprawy.
> > A jeśli ktoś taki notorycznie łamie wszelkie zasady i jeszcze odgraża się
> > tym, co jego zachowanie uważają za niestosowne, trzeba sięgnąć do metod
> > bardziej radykalnych, np jak te na p.m.k. I czasem to skutkuje.
> może, nie wiem.
Sam zajrzyj na p.m.k. - to też ciekawa strona, i dużo aktywniejsza od naszej.

> niepokoi mnie ignorowanie wielu złych rzeczy a atak na takie mało wazne coś!
Sama Obora to może rzeczywiście margines, ale ileż to dresiarstwa
rozzuchwalonego ich bezkarniością będzie miało pożywkę.

> > Może lepiej dyskretnie donieść komuś, kto sam nie jest związany
> > prowadzeniem własnych interesów, niech sam to sprawdzi, a potem nagłośni
> > we własnym imieniu?
> ;-) Na przykład wysłac niemal wszytkim członkom GKSz cudze kłamliwe foldery?
> I tak był potem raban że zwalczam "konkurencję" (Falszywe licencje PZŻ)
> ;-)))
A to ciekawe; napisz do jacka Kijewskiego, może zamieści na Sail-ho.

> Znowu te "autorytety"! ech, szkoda słów na ich temat...
no to co? jak milczymy to nic się nie zmieni, nie?
Nie rozdrabniajmy się nad jakimś tam rzekomym "autorytetem", skoncentrujmy
się na istocie!

> > Nie bądź takim optymistą. Już kiedyś moje domaganie sie bezwzględnego
> > poszanowania stref ciszy zostało nazwany "faszyzmem" ;-((((
> A w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa (np huragan i porwane żagle)?
Albo jeszcze chora teściowa na pokładzie. Nikt nie mówił o skrajnościach. Tam
jako "zagrożenie bezpieczeństwa" przedstawiano sam zakaz używania silnika w
normalnych warunkach. No i coraz więcej pseudożeglarzy wypływa z Krzyży na
silniku, bo na żaglach "niebezpiecznie" ociąga się ze stawianiem żagli "bo za
blisko portu", potem zakręt więc lepiej ne stawiać, "bo mogą być jakieś
odbicia" a za zakrętem widać już linię WN, więc nie ma sensu stawiać skoro
tam kończy się strefa ciszy.

> > Pewnie pozostają na nim cząstki grafitu z przepracowanego oleju. Ale czy
> > przy którymśtam sezonie nie da się go wyjąć i wytrzeć?
> moze, nie wiem, spytam przy okazji serwisu
Sam jestem ciekaw.

> > No to razej na wszelki wypadek pouczmy żeglarza, a nie zakładajmuy z
> > gory, że postąpi jak zrutynizowany instruktor
> ech, chyba cie zniechęciłem do instruktorów.. ;-))
Eeee, i tak pamiętam takiego który twierdził że siła hydrodynamiczna na
mieczu przeciwdziała prewróceniu się jachtu. I jeszcze pouczał mnie, że
podniesienie miecza na stojacej przy kei roztaklowanej Omedze grozi
natychmiastową wywrotką! :-)))))))))

> > Moga zdarzyć się i "urodzeni żeglarze". ale (statystyka!) chyba
> > większośćliczy raczej, że duży jacht jest "bezpieczniejszy" Zapominają
> > niestety, że przede wszystkim cięższy.
> akurat za większy problem uważam wysoką wolną burtę głównie na silniku.
problem robi się wtedy, gdy np podejście do pomostu nie za dobrze wyjdzie. A
wysoka wolna burta (dająca nie tylko "wysokość stania" ale
i "niewywracalność") w białym szkwale sama może przyczynić się do wywrócenia
jachtu. To nie żagle i nie da się jej zrzucić.

> > > > Może i dobra, ale po co tacy nieopływani żeglarze masowo pchają się
> > > > na sprzęt przerastający ich umiejętności?
> > I pewnie jeszcze dlatego że (cyt. z Żagli) "Do dobrego tonu należy teraz
> > czarterowanie jachtów dużych, co najmniej ośmiometrowych"
> moze to nie tylko ton ale po prostu wygoda?
Wygoda niewątpliwa dla kogoś kto większość czasu siedzi pod pokładem na
jachcie stale zacumowanym w jednej wybranej "marinie" i nie musi każdego
wieczoru szukać nowego miejsca dla swojego ciężko manewrującego
koromysła... :->
> A Żagle nie są miarodajne.
Bo też wyczułem subtelną ironię w tamtym stwierdzeniu ;-)

> > Choćby po to, że gdy silnik nie chce zapalić
> nowy? zadbany? Jasne - wszystko moze sie zdarzyć! ale co cwiczyć np na
> kursach?
Oczywiście wszysstko co może się przydać. A jak wszyscy będą dochodzic na
silnikach, to może po którejś tam reformie zniknie i ten punkt.
Tylko "człowiek za burtą" pozostanie pewnie przez niedopatrzenie,bo jaki
procent żeglarzy miał okazję wykorzystać praktycznie ten manewr?
> > nie robili paniki w porcie, nie dochodzili na motyla do "betonki" w
> > Mikołajkach do ostatniej chwili licząc na wyhamowanie kotwicą w mule, nie
> > hamowali na cumach lub kadłubach zacumowanych jachtów, a potem jeszcze
> > chrzanili farmazony o tym, jakie to Mazury są
> > niebezpieczne.
> przykład prawdziwy ale skrajny. uczyłbyś na kursach pchać samochody?
Czyżbyś nie pamiętał osławonych dezetowych "galer" na dawnych obozach? I jaka
to była frajda, gdy wreszcie pozwolono postawić żagle.

Wojtek Zientara

unread,
Jan 27, 2003, 10:08:42 AM1/27/03
to

Użytkownik Tomek Janiszewski <tom...@NOSPAM.gazeta.pl> w wiadomości do grup
dyskusyjnych napisał:b13gl2$jq$1...@inews.gazeta.pl...

> Przychylam się do zdania Wojtka: tunel musi mieć odpowiedni profil. Jak
się
> domyślam, nie powinienbyć to walec, ale rozszerzający się ku tyłowi
> paraboliczny lejek. Wtedy woda wyrzycana na zewnątrz siłą odśrodkową u
zyskuje
> pożądany kierunek.

Niezupełnie. To, o czym pisalem, nazywa sie dysza Korta.

> Eeee, i tak pamiętam takiego który twierdził że siła hydrodynamiczna na
> mieczu przeciwdziała prewróceniu się jachtu. I jeszcze pouczał mnie, że
> podniesienie miecza na stojacej przy kei roztaklowanej Omedze grozi
> natychmiastową wywrotką! :-)))))))))

W zasadzie masz racje, ale sam widzialem dwie takie wywrotki.

Pzdr
Wojtek


velosiraptor

unread,
Jan 27, 2003, 12:31:41 PM1/27/03
to

Za ile ?????
Michał

Jarek Czyszek

unread,
Jan 27, 2003, 1:09:24 PM1/27/03
to

in...@anw.pl napisał(a) w wiadomości:
<1cdc.000004...@newsgate.onet.pl>...
>Sorry, rzadko tu zagl±dam, więc brak mi typowej dla listy ogłady.
>Rozumiem że mam brac za wzorzec netykiety Twoje interesuj±ce dyskusje?
>

Dziekuje za docenienie; smialo mozesz brac przyklad.
Umknal mi fragment o prawie drogi na rzece tej czy innej, bo raz, ze moja
noga nie postala jeszcze na zadnej rzece (nad czym ubolewam), dwa ze mnie
osobiscie bylo raczej trudno wyluskac cokolwiek interesujacego z tych
waszych w sumie prawie 500 kB i po prostu nie czytalem.

Pozdrowienia - Jarek


in...@anw.pl

unread,
Jan 27, 2003, 9:06:10 PM1/27/03
to
> > > chyba na priv, skoro Grupa sobie tego nie życzy).
> > w moim folderze grupy są od 3 osób, 2 osoby to jescze para. ;-))
> Ale wiesz kto to Wojtek Kasprzak? Jego głos zawsze znaczył dla mnie wiele.

mie wiem, ale na prv dostałem pare pochwał dla nas za twórczość z widowni, więc
tak się nie przejmuj. Warto było, nawet jak autorytety popsuły zabawę.

> Ok. zaraz wyśle na grupę. Skróciłem jsk się dało, ale cóż ;-((

Spoko! Może wrzuć mi parę inwektyw poniżej 1kB. To będzie w tonie! ;-)))

> > jest niebezpieczne, trzeba dobrze znać swoją łódź i akwen. Ja znałem.
> Ale to zmienny akwen - wpotrafi sie szybko zrobis nowe koryto, którego mogłeś
> nie znać

wtedy zwalniasz, W brzeg wleciałem tylko z winy silnika, tak była dobra
widoczność i manewrowość. Spływając jachtami często zaliczamy krzaki.
Motorówka na rzecze traci na czasie reakcji ale bardzo wiele zyskuje na
manewrowości która w jachtach z ich słabymi silnikami jest często beznadziejna.



> > > - czy nie ma tam jakichś ograniczeń?
> > na Pisie nie ma, jydynie granice rozsądku
> Uwważam to za niedopatrzenie :-(

może, a może inspektorat wiedział jak jest?

> > jak pisałem, jest niebezpieczne ale przy zachowaniu pewnych zasad
> > bezpieczeństwa i pewnym doświadczeniu, znajmości locji ogólnej i danego
> > szlaku, to niesamowita sprawa. wbrew pozorom motorówka (skośnodenna) może
> > stanąć niemal w miejscu, ma większe możliwości manewru (zwrotność, nadwyżka
> > mocy) w wolnym slizgu (ok 30-40 km/h) niz jacht żaglowy (zazwyczaj z za
> > słabym silnikiem ;-) )
> > Nie przeciąga też w czasie manewru wyprzedzania (jak jachty), nie wymaga
> > tak głębokiej wody (nawet przykosy może przejsc rozpędem). Tak więc przy
> > opływanym sterniku ryzyko kolizji jest małe.
> Ale gdy już dojdzie do kolizji, nawet przy "wolnym" slizgu, to wtedy masakra.

Fakt, ale jak na razie dzieje się tam gdzie wypożyczalnie i alkohol (plaże) a
nie na szlaku. Myslę że tak pozostanie.



> > Mam nadzieję, że jednak nieco przesadziłeś.
> > Nie, opisałem faktyczne zdarzenie, zgasł mi silnik.
> > NIemniej ryzyka by tam nie było, gdyby byl tam, dobry silnik a nie Wicher.
> > Było to wiele, wiele lat temu gdy byłem na pewno dużo mniej ostrożny.
> > I chętnie bym to powtórzył, tyle że na dobrym sprzęcie.
> Obyś nie znalazł wielu naśladowców na sprzęcie lepszym, ale niestety cięższym
> i szybszym.

Tez tego nie chcę. Ale podejrzewam że dla nich samych i otoczenia większym
zagrożeniem byłby nie rozmiar kadłubów tylko kształt dna (płaskie odpada).

> > Poza tym chyba dobry byłby taki mniej więcej podział terytorialny - jachty
> > na jeziora (cisza), motorówki na rzeki (jachtów tam niemal nie ma) gdzie
> > mają dość przestrzeni, by się wyszaleć
> Więc może lepiej na Wiśle, Odrze, w ostateczności Narwii, nie na Pisie?

OK, w sumie ubiegłoroczny wypornościowy spływ wisła zaliczam do przygód życia.
Ale Pisie nic nie dorówna. To tak jakbyś porównał bieg zjazdowy ze slalomem!!!

> > a Darwin szybko wyeliminuje coponiektórych... ;-))
> Niestety przy okazji nie tylko ich :-((

;-(( Al na pocieszenie powiem rze nie słyszłąem jeszcze nigdy o stłuczce na
rzece. Może jest to tak, że na nią trafiają tylko Ci co wiedzą co chcą?

pozdrowienia, Witek Chocholak

P.S. Jęzeli chodzi o dysze korta czyli szerokie obręcze wokół śrub, to
fachowiec mnie objaśnił właśnie, że zdają egzamin bo sa bardzo wydajne przy
pływaniu wolnym, uciągowym (np rybole, holowniki, ratownicy).
W naszych silniczkach na jachtach przy większych obrotach ewidentnie jednak
powodują straty. Wynika to z faktu, że każda śruba wyrzuca wodę do tyłu ale
pobiera ją nie tylko z przodu ale i z boku i stąd straty.
Stąd na silnikach jachtów żaglowych, zwłaszcz małych na dużych obrotach, to
zbędna ozdonba. Choc ciekaw jestem czy u nas wmocnia uciąg na wolnych... WC

P.S. 2 Jak sprawdzić pojemność tego maila? Dookoła żadnych klawiszy...
Nie chciał bym znowu trafić pod pręgierz miłosników porządku i prostych treści.

in...@anw.pl

unread,
Jan 27, 2003, 9:14:28 PM1/27/03
to
> Umknal mi fragment o prawie drogi na rzece tej czy innej, bo raz, ze moja
> noga nie postala jeszcze na zadnej rzece (nad czym ubolewam), dwa ze mnie
> osobiscie bylo raczej trudno wyluskac cokolwiek interesujacego z tych
> waszych w sumie prawie 500 kB

Rozumiem że obecny formalny brak prawa drogi na wszytkich akwenach śródlądzia
i zaostrzenie definicji statku o napędzie mechanicznym jest nieinteresujący
dla chyba czynnego żeglarza. Ciekawe ale nie narzucam się i kończę z tym.

i po prostu nie czytalem.

to ładnie z Twojej strony, że chociaż sprawdziłeś, czy się podpisałem
i zadałeś trud napisania stosownego pouczenia ;-)

pozdrowienia, Witek Chocholak

in...@anw.pl

unread,
Jan 27, 2003, 10:59:07 PM1/27/03
to
> Na pewno tak jest. Żeby jeszcze co poniektórzy potrafili cieszyć się z
> pływania a nie traktowali jachtu jako dowodu zamożności...

Może im tego bardzo potrzeba? A popatrz ile pozytków: napędzają koniunkturę
kupując jachty i szkoląc się, zapełniaja miejsca na przystaniach i barach, nie
stwarzają zagrożeń nie pływając... Czy to nie wspaniałe? ;-)))

> To nie miałby już siły na spacery po Krupówkach i wróciłby busem.

Chyba że wydał na sprzet ostatni grosz i go nie stac na busa lub nocleg? ;-)
w tej sytuacji spacer jest ostatnią szansą na wyrwanie jakiegos lokum! ;-)))

> od paru już lat wszystkie rowery są GÓRSKIE? Przecież do jazdy po drodze &
#8211;

E tam, takie one górskie jak Orion ślizgowy! Taki z supermarketu za 400 zł
to ledwo wjedzie na krawęznik, a chyba tylko tak się ładnie nazywa. ;-)

Zwyczajne pozerstwo (a w najlepszym razie uleganie modzie), takie jak noszenie
nart po Krupówkach lub obwożenie się po Mikołajkach z jachtem tak dużym jakiego
nikt tu jeszcze nie miał.

ok, ale popatrz po ścianach i dookoła siebie. Nie masz nic takiego?

> > :-) Z tego co wiem to temałe wozi się nie dla rozkoszy, tylko na wypadek
> > awarii silnika głównego (wiosłem wtedy nie dasz rady) lub do pontonu ;-)))
> Nie! Naprawdę kręcili się na Hondzie a odpłynęli na Merkurym.

NIemozliwe! A jeszcze używali tej Hondy potem? Może padła?? ;-)))

> > > Chcesz sprowadzać własne jachty nad Wisłę?
> > a w czym problem? To tylko kwestia czasu
> Nie prościej zmierzyć szybkości na Zegrzu? Słupy kilometrowe są i tam.

nie ma sprawy, przynajmiej kilami przykos nie przeszoruję.

> > > Sam niepokoję się o ten odcinek - kto wie czy przy wyższym stanie wody
> > > nie będę zmuszony szukać drogi poza nurtem.
> > niepotrzebnie, nie licząc stanów alarmowych wystarczy ścinać zakręty płynąć
> > zygzakiem pomiędzy brzegami wypukłymi.
> > Przećwiczyłem to kiedys doganiając pod prad łódkę z mocniejszym silnikiem,
> > której sternik nie znał lub nie umiał korzystać z praktyce z reguł locji.
> Jakie masz zakręty w Warszawie?

Zakręty sa, tyle że wielkie - popatrz na byle planie miasta i omijaj

Chodziło mi o pływanie między ostrogami.
> Trzeba tylko znać ich położenie, aby na nie nie wpaść.

to problem tylko przy wysokim stanie wody. A i wtedy, jak nie wieje widac zwary

> > chyba raczej pod żaglami? to nie to samo.
> Oczywiście że pod żaglami, ale w czym zmienia się sytuacja pod silnikiem? Nie
> ma przechyłu - ale chodziło o pywanie Sportiny przy umiarowanych wiatrach.

jakoś jest ale nie umiem wytłumaczyć. MOże wiatr nam daje więcej mocy ale nie
widzimy ile się marnuje przez opór falowy? Temat dal fachowców od wektorków..

> > przeważnie wszyscy mają za małe silniki
> A może raczej za duże jachty? ;-)

Może trochę. A nic chcez ty nas czasme wszsytkich z powrotem do orionów... ;-)

> > ale moim zdaniem głównie ze względów finansowych
> Już traci aktualność. Oriona z Hondą BF2 miożna zaprowadzić w górę na 30 l
> benzyny. Mniej więcej tyle samo spali samochód ciągnący z Warszawy jacht na
> przyczepie, i drugie tyle na powrót.

ale pamiętaj że tyle po drodze się nie zje.
co roku przerzucam do 20 łodek w te i we wte na czas i tam to tylko za autkami
bo mało czasu (5 dni) a z żarciem i paliwem jest dużo drożej.
Co innego z powrotem, paliwa tyle samo, a itak trzeba zjesć papu po obozach :-)

Nie wiem jeszcze ile potrzeba będzie
> benzyny na spływ, ale na pewno dużo mniej.

własnie około 30 litrów - BF5 Mak 747 z Omega.

> > i ponieważ mało kto dziś pływa po rzekach - brak czasu.
> Bo nie wiedzą co tracą.

to raczej kwestia krótkich urlopów choć pewnie i tez owczego pędu na WJM.

Nie uwierzę że nie lubią pływać na silnikach.

mało kto lubi przez dłuższy czas

Gdy widzę na Mazurach tyle jachtów "dotleniających wodę" z powodu że
> wieje "tylko" 1B lub "aż" 4B, lub wieje "komfortowe 2-3B ale niestey w mordę
> czy też dlatego, że na Tałtach lub Jagodnem nie opłaca się stawiać masztu, to
> dochodzę do wprost przeciwnego wniosku. :-(

ej! ile ich było? Tak dużo czy tylko tak rzucały się w oczy?

> > Swoją drogą warto by pogadać jeżeli chodzi o droge na Mazury z ludźmi z
> > Pałacu Młodziezy w Warszawie. co roku pływają tam i z powrotem, w tym
> > łódkami zbliżonymi do tu omawianych np Pegaz 620
> Znasz ich? No to zaproś na Grupę!

Zientara!!! Wiem że to czytasz!
Weź więc do Klipra laptopa i daj Złotego i Asterixa bo czas na spowiedź!!!

Swoją drogą w tym roku doszli akurat do Piszu w ten huragan co zmiótł puszczę!

> utrzymująca wodę. Komore wypełniłem butelkami PET i wyposażyłem je w klapy
> Holta.

jak i ja. Tylko sie po roku - dwóch się skubane kurczą i zaparowują!

> Mówisz chyba o bimboszu.

mie, orionie z Pamięci ale fakt że mogę się mylić

nia. Za to nie istniał problem
> wentylacji. Chba i na swoim robię tak samo.

Czekaj! Chenie obejrzę, to może coś wymyslimy. Na Bimbkach pocztkowo też nam
nic niie wchodziło, a teraz 4 osoby spokojnie się wypakowują!



> Takie też jaskółki zamierzałem zrobić na klubowym jachcie (na dziobie nawet
> dwupoziomowe) Nie zdążyłem...

no i dobrze, mniej boli, a teraz cokolwiek stworzysz to nikt Ci nie odbierze!

> W orionie komory możnaby zrobić pod szalunkiem burtowym. Zwykle jednak robi
> się bakisty w istniejących komorach, a nowych komór się nie robi. Nie
> polecałbym.

Jasne, odpowiedzialna zabawa, ale chętnie bym pobuszował..

> Nie rozumiem: oczekujesz na Grupie szczegółów? bo więcej odkrytej sklejki nie
> zauważyłem.

Nie da się tam czegoś powklejać jeszcze?

> > Tez duzo zostawiłem w klubach. Takie życie jak robisz coś nie swojego. ;-(
> Liczyłem się z tym, że z czasem przyjdą młodsi i bede musiał przekazać im
> jacht. ale byłem pewien, że zadbają o niego, a może dadzą mi popływać od
> czasu do szasu za niewielką opłatą lub za jakąś przysługę. A tu zlikwidowano
> klub i przeznaczono jacht do zarżnięcia w komercyjnej wypożyczalni, skąpiąc
> mu podstawowych prac konserwacyjnych: nawet listew odbojowych nie pomalowano
> w ubiegłym sezonie. To samo robi się tam z pozostałymi klubowymi niegdyś
> jachtami. Dlatego przy każdej okazji apeluję na Grupie o bojkot tamtej
> wypożyczalni.

rozumiem, miałem parę łódek w jednym klubie, jak zostawiłem, to wszystko się
sypło w 2 lata. Najpierw było pierońsko żal, a teraz wiesz co? Wisi i tyle!
Wyniosłem za to masę doświadczeń, które ciągle mi się przydają i nikt mi ich
nie odbierze.

> > > Na dziobie Oriona dobrze jest wozić baniaki z wodą > > na kojach? ;-(
> Nie. Przed kojami jest mały forpik, dostępny od strony kabiny.

no to doprowadż tam z baterii zlewozmywaka przewód wodny z pompą elektryczną.
kosztuje grosze a TAAKA FRAJDA!

> > > Uważam za nieetyczne przywożenie busem tranzitem zapasów żarcia z
> > > warszawskich hipermarketów a potem zostawianie śmieci na Mazurach.
> > A ja nie. Chca zarabiac na turystach to nich dbają o nich i ich smieci.
> > A przy bezwstydnym zdzierstwie panującym na WJM nie mam żadnych skrupułów,
> > byle by smieci lądowały w kontenerach w portach a nie na bindugach czy
> > wodzie!
> Zdzierstwo istotnie jest, ale to samonapędzające się błędne koło.

Tomek, te śmieci i tak gdzieś wylądują, nic w przyrodzie nie ginie.
A le to nie tylko resztki ale i biznes, więc może dajmy na tym zarobic ludziom
ze stref biedy (oczywiście byle nie w takich miejscach jak nad WJM!).

nie nadmiar ostrozności?

> Chęć uczynienia jachtu jak i zabudowy bardziej "serwisowymi"

no to u mnie zdejmuje się fronty na wkrętach, ale to co pod spodem wlaminowane

> Przecież to nie tylko do Oriona! Co prawda na Omegę za krótkie, ale
> analogiczną formę zrobic jest łatwo, liczy się pomysł. Sam widziałem jak po
> paru sezonach wyglądają denniki na plastikowej Omedze: poodrywane na burtach,
> poprzecierana cienka laminatowa powłoka, a w środku zmurszała sklejka. Przy
> okazji jakiejś "generalki" może wartoby zrobić coś trwalszego?

to skorzystam, ale te na naszych omegach z 99 jak na razie dziwnie trwałe. ;-)

> Mnie to się odklejało samo w połowie sezonu. A ile zepsułem keążków ściernych
> aby usunąć stary klej...

to cos musiałes skonocic, ale nie wiem co, trzeba by obgadac technike kładzenia.

> > No i nie wdychać oparów "dupaprenu"
> > Ech, przeciez to najpiekniejsza nagroda na koniec remontu! ;-))))))
> No, to już godne pewnego "zjawiska z wykrzyknikiem" propagowanie środków
> odurzających ;-)))

no co, to tylko taki... efekt... uboczny... ;-)))

> > Swoją drogą ciekaw jestem, czy przypadkiem Orion nie przejdzie Drwęcą!
> ZTCW nie. Tam podobno jest od groma jazów i progów.

szkoda, byłby niezły skrót, który by ożywił kawał Wisły

> > O tym piszę.
> Ja odebrałem to tak, że w ich mniemaniu "warszawka" pływa tylko na wielkich
> jachtach

no bo nowe jachty to są głównie takie, rzadko się wymienia jakieś stare.

> wyłącznie "kible"). W Krakowie maszt "wpasowałem" w korytarz przez okno,
> lekko tylko go wyginając (sprężyście).

nieprawdopodobne. a ja myslałem, ze tylko ja mam dar pakowania sie w takie
dziwne historie. Wyobrażas sobie jazdę z 9m profilami na dachu Astry?
A konduktor to jak policzył za bagaż?

> > > swiją droga pod Markami jest ktoś kto sprzedaje profile z kęt z
> > > minimalnym narzutem. ale za późno się dowiedziałem i tez zamawiałem sporo
> > > w Kętach.
> W Słupnie. Przez całą wiosnę nie mieli, w końcu miałem dosyć czekania.

to miałęś pecha. Ale fakt, że jak ja zamawiam po ileśtam to szybko dowieźli.

> > > Eeee, PZŻ już dawno siedzi w strefie "kasy"! Może przynajmniej pokaże
> > > wreszcie, na co go stać.
> > Czemu miałby pokazać? Ja tylko pisałem co by się przydało, ale nie widzę
> > żadnych symptomów aktywności w tym kierunku! ;-(
> Więc m.in. dlatego powstaje Stowarzyszenie Żeglarstwa Swobodnego.

jak równiez zdaje się i O!Bora. Sory za porównanie które może niemiłe
ale ma wrażenie że to samo zajwisko wywołałe te tak odmienne efekty..

> > > Ale istotnie trudno mi uwierzyć w jego reformowalność.
> > MI tez, ale już są symptomy, moze niewidoczne z zewnątrz. OZŻ przyjmują
> > czesto już w swe struktury firmy, ostatni GKSz miał w swym składzie ludzi z
> > nich. Na narady szkoleniowe zaprasza się nie tylko OZŻ, ale i najbardziej
> > znane Óśrodki szkoleniowe. To pewnie dla Ciebie mało, ale ja widzę, jakie
> > dyskusje trwają, jak atakuje się podejście kasowe. To powoli narasta.
> > Czekam...
> To rzeczywiście zapowiada jakieś zmiany,

jestem tego pewien, choc wiem że pewnie będą powolne więc niewidoczne
to tez kwestia zmian pokoleniowych

ale przypomnę że ubiegły rok zaczął > się właśnie od "kasowego uderzenia"

stary zarząd wymyslił podwyżki za egzaminy i patenty, które nowy jednak
odwołał! to już było coś. Teraz podwyżki EiP raczej niestety przejdą.

Obowiązkowe rejestracje,

te akurat popieram (byle były tanie) bo kiedyś w końcu dresiarstwo zorientuje
się jak łatwo teraz w Polsce zalegalizowac kradzony jacht.
Ale na razie to tylko pobożne rzyczenia PZŻ i PZMWiNW

przeglądy,

drobiazg

OC,

Ja i tak wszystko zawsze ubezpieczałem
Ale myślę że nie przejdą, pobozne życzenie ubezpieczycieli.

> na morzu jakieś radiopławy, świadectwa... częśc z tego na szczęście nie
> przeszła.

nowe na morzu są przeciez znacznie liberalniejsze niż kiedyś?

Zresztą, gdyby nie tamto, zie znalazłbym się pewnie na Grupie.

no cóz, mnie zwabiły raczej wątki firmowe.

> Zamawiam!

OKI, ale nie licz na tempo prasowe

> > > To dokładnie tyle ile wynosi różnica w ciężarze Yamahy F4 i Yamahy 4
> > ale nie musi lezec na rufie na tej samej burcie ;-)
> I tak przetoczy si na tą gdzie większy przechył. ;-) A w kabinie? Coż, jeśli
> ktos lubi zapach nie tylko "dupaprenu"? ;-))))

w kabin ie to tylko akumulator, bo lubie jak jest suchy i zdala od gazu i plw.

> > wierze na słowo. nie jestem mechanikiem ale w sprawach technicznych
> > powtarzam czesto wpojone przez mechaników - wodniaków dogmaty
> Takie same dogmaty jak te szerzone przez taryfiarzy 10 lat temu, że na
> bezołowiowej fura nie będzie miała "odejścia".

musiałbym cię umówić na rozmowę, dla mnie to czarna magia

> > NO własnie. Kamil! Jesteś tam? Skąd jesteś?
> Oj, chyba to Jego wystraszyliśmy w pierwszej kolejności ;-)

Ojoj, pewnie teraz żałuje za grzechy po tym co wywołał ;-)))

> > > Co się przejmujesz, nawet Jackowi Kijewskiemu w związku z zaangażowaniem
> > > się w sprawę Mokotowa zarzucano, że jest... warszawiakiem i mazurantem,

jemu warszawiaka? ;-)))
PO jego najeździe na warszawkie to musiało byc dlań gorsze niż mordobicie.
Wychodzi z amnie bydlę ale że pamiętam ten jego najazd, to mio czytać! ;-)))

> > > ;-) a gdy zostalo to zdementowane, przyczepiono się, że prowadzi
> > > konkurencyjną firmę.

nie wiem czy prowadzi, ale chyba siedzi w róznych układach więc niepotrzebnie
silił się na obiektywizm, bo mu to jednak nie wychodziło.
Akurat teraz np już wiem, że Witek Gizler rzeczywiście zobowiązał się spłacić
długi Mokotowa. WOZŻ sprawę nierychliwie ale załatwił i dyskusja była po czasie.

> > Akurat dzisiaj się dowiedziałem, że to w końcu okazało się częściowo
> > prawdą. Nie mógł być obiektywny, choć się chyba starał o to. Jakbym
> > wiedział, dla kogo > pracuje, to bym nie podejmował dyskusji, bo to nie
> > miało sensu.
> Gdybyś tego nie napisał, pewnie odpowiedziałbym na priv.

wymiana zdań o Mokotowie była publiczna ale bez obelg więc myślę że ok

> Ale Jacka będę bronił, bo od dawna paru takich z "666" na czele usiłuje robić
> z Niego "czarny charakter".

Miałem wrażenie, że to jednak Jacek zbulwersowany losem jachtu troche jednak
w dobrei intencji przesadzał: "Warszawka i negacja cudzych argumentów".

Przede wszystkim jednak tragiczny stan jachtu

tak, ale walił na oślep nie wnikając w szukanie bezpośrednich winnych.

jak i czarterowe przekręty są faktem.

nie wiem o co chodzi.

> Zupełnie BTW: zaglądasz na http://www.sail-ho.pl ?

raz zajrzałem, ale jakoś mnie nie wciągnęła. Dużo reporterskiego ataku na
nieprawidłowości ale dość przypadkowego. Widzałeś gdziekolwiek tekst o prawie
drogi o którym Ci wspomniałem. A wydaje mi się że chwilowo to nasz największy
problem, media i serwery winny grzmieć na Pola by wreszcie coś wydał, a tu cisza

> > Niemniej na pewno tunelowe sa mniej wydajne!!!
> Przychylam się do zdania Wojtka: tunel musi mieć odpowiedni profil. Jak się
> domyślam, nie powinienbyć to walec, ale rozszerzający się ku tyłowi
> paraboliczny lejek. Wtedy woda wyrzycana na zewnątrz siłą odśrodkową uzyskuje
> pożądany kierunek.

czarna magia

> To było nieporozumienie, które starałem się wyjaśnić we wcześniejszym poście.
> > daj spokój, idąc nie tylko w ślizgu, ale i wypornościowo z prądem po prostu
> > czesto nie ma już czasu by po spostrzeżeniu takowego zareagować.
> Tylko czy zdążyłbyś zareagować widząc za zakrętem inną jednostkę?

jachtem żaglowym na silniku - nie wiem, motorówką raczej spokojnie tak..

> > Poza tym najgorsze wslizgu to nagła zmiana kursu tworząca wiąkszą fale...
> I tak twierdzą też motorówkarze śmigający z gazem na maxa w pobliżu
> przystani :-((

takie matołki wiedzą to? ;-)

> > > A zauważyłeś krople wody kondensujące się w zimnej gardzieli gaźnika w
> > > Wietieroku i wsysane do karteru?
> > nie, a co?
> Gdy powietrze jest wilgotne, tworzy się tam mleczna emulsja wodno - olejowa.
> Nie mam pewności, czy woda dostająca się w ten sposób do kartera dwusuwu nie
> pozzostaje tam dłużej.

a jaka jest tam temperatura? nie odparowuje aby?

> > > Tam właśnie kupiłem swoją Hondę - i mam nadzieję, że prędko tam ponownie
> > > nie zawitam.
> Tez nie życzę, a gdzie to było?
> YKP, Wał Miedzeszyński.

ja zawze biorę w centrali Aries Power.

> > > > w przede wszytkim zapasowa w schowku.
> > > To też, zwłaszcza jeśli świeca stara a silnik dwusuwowy.
> > Ale też wszystkie me Hondy jej potrzebowały w 1 sezonie!
> Na ile motogodzin?

nie wiem, chyba po 50-u.

> Znając Jacka nie przypuszczam aby chciał dowalić "warszawce". WOZŻ-towsko -
> YKP-owskim krętaczom - jak najbardziej.

myślę że to nie byli krętacze tylko jednak marni organizatorzy.

Rozumiem doskonale, co musi czuć,
> mogąc się tylko przyglądać jak niszczeje piękny jacht, bo sam doświadczam
> tego samego na "naszym" podwórku.

widzisz, ja widzialem stan tez ichnich, trójmiejskich łódek więc nie lubie
takich regionalizmów. Zanim ktos napisze słowo warszawski cwaniak wolałbym by
najpierw rozejrzał sie po własnym podwórku a nie pluł na cudze.

> > pewnie tak, ale może burza z tego wynikła poruszy środowisko? Warto?
> Warto, ale tylko pod warunkiem, że to środowisko pokaże, że zdolne jest
> zrobić porządek we własnych szeregach.

A pokazalo? Bo jak nie to wina Obory czy środowiska?

> > Dlatego (może niesłusznie) z ciekawością przygladam się sytuacji.
> > Może cos wreszcie ruszy to zmurszałe, bierne środowisko?
> Albo to środowisko zasymiluje nowe "zjawisko" i zeszmaci się jeszcze
> bardziej... obym sie mylił.

taak, róznie to może pójść dalej...

> > > uważam to zjawisko za równie "ciekawe" jak dresiarze demolujący wszystko
> > > podczas meczów, jak palanty w portkach z krokiem między kolanami
> > > zamalowujący ściany wagonów. Jestem przekonany, że wiele spośród tych
> > > zjawisk zostało wykreowanych gdzieś w wysokich kręgach. Ale to
> > > zdecydowanie NTG.
> > Nic nie poradze na to zjawisko, ale wiem że coś przyniesie. nie wiem co.
> Samo przez się nic dobrego.

ciekaw jestem efektów wtórnych.
Do tej pory wielu ludzi, chowało głowę w piasek gdy płakano na zmiany w
obyczajowości wielu żeglarzy. Teraz chyba już się nie da???

> > Może masz rację. Ale hipotetycznie: co by się stało gdybyś się świetnie
> > bawił, uznał organizację, ludzi i rejs za OK a strona była by nadal taka
> > jaka jest? Możesz ospowiedzieć?
> Gdyby rejs był choć w części taki jak tam opisano, na pewno czułbym sie
> fatalnie.

No to drąże dalej: Np hipotetycznie na jednym jachcie pito a na drugim świtny
klimat, dyscyplina, porządek, żeglowanie. Ale oni sie lubią mimo różnic..
i co z takim fantem?

> > > Prawda jest brutalna, ale lepiej że się ujawniła.
> > Nie rozumiem! Strona Obory?
> Nie że powstała strona Obory, ale że Krzysiek Maj pierwszy ostrzegł na Grupie
> przed tym plugastwem.

A ja myślę że gdyby ni napisał to problem by nie istniał, a raczej gdzieś tam
sobie tlał na nieistotnym marginesie.

> Pytałem jak inni zrozumili Twją wypowiedż o czterosuwach. Ale poza Wojtkiem
> Zientarą chyba już nikt nas nie czyta ;-(((

jeszcze paru. ale atmosfera na liście jest taka ża sie nie chcą odzywać. :-(

> > > > > Ale ile spala się wachy w tak krótkim czasie
> > > > w przeliczeniu na droge mniej więdzy tyle samo
> > > Na pewno więcej niż na powolnej żaglówce pod silnikiem. A w krótkim
> > > czasie motorówą można odwalić ładny kawałek drogi
> > nie w slizgu, maleja opory i paliwa w przeliczeniu na drogę tyle samo!
> Przy takich mocach po kilkaset KM? Dopłyniesz po spokojnej wodzie z Niegocina
> do Mikołajek taką motorówą na 5l benzyny? (szacuję że jest to rząd wielkości
> dla jachtu takiego jak Orion) na 5l benzyny? Warto byłoby budować tyle stacji
> paliwowych?

Spokojnie (nie dotyczy superwielkich kadłubów para slizgowych)
przykłąd wyliczenia dla motorówki 4 metrowej:
Ma silnik 40Kmech zużywający do 10 ltr/h przy prędkości 40-50 Km/H.
Na 50 litrach spokojnie w ślizgu przepłynie w 5 godzin 5*(40-50km)
co daje 200-250 km. To z Mikołajek gdzie dopłynę? ;-)))))

> > niepokoi mnie ignorowanie wielu złych rzeczy a atak na takie mało wazne coś!
> Sama Obora to może rzeczywiście margines, ale ileż to dresiarstwa
> rozzuchwalonego ich bezkarniością będzie miało pożywkę.

Tomek! A ile tego siedzi w internecie i czyta cokolwiek" ;-)))))))

> > ;-) Na przykład wysłac niemal wszytkim członkom GKSz cudze kłamliwe foldery?
> > I tak był potem raban że zwalczam "konkurencję" (Falszywe licencje PZŻ)
> > ;-)))
> A to ciekawe; napisz do jacka Kijewskiego, może zamieści na Sail-ho.

He He, Nie sądzę, taki smieszny układ.. ;-)))

> Eeee, i tak pamiętam takiego który twierdził że siła hydrodynamiczna na
> mieczu przeciwdziała prewróceniu się jachtu. I jeszcze pouczał mnie, że
> podniesienie miecza na stojacej przy kei roztaklowanej Omedze grozi
> natychmiastową wywrotką! :-)))))))))

rózni bywają, życie niestety

> > akurat za większy problem uważam wysoką wolną burtę głównie na silniku.
> problem robi się wtedy, gdy np podejście do pomostu nie za dobrze wyjdzie. A
> wysoka wolna burta (dająca nie tylko "wysokość stania" ale
> i "niewywracalność") w białym szkwale sama może przyczynić się do wywrócenia
> jachtu. To nie żagle i nie da się jej zrzucić.

MOCNY SILNIK PANIE KOLEGO I KURS Z WIATREM!

> > moze to nie tylko ton ale po prostu wygoda?
> Wygoda niewątpliwa dla kogoś kto większość czasu siedzi pod pokładem na
> jachcie stale zacumowanym w jednej wybranej "marinie" i nie musi każdego
> wieczoru szukać nowego miejsca dla swojego ciężko manewrującego
> koromysła... :->

no cóz, na zachodzie duzo takich, czas i na nas?

> Oczywiście wszysstko co może się przydać. A jak wszyscy będą dochodzic na
> silnikach, to może po którejś tam reformie zniknie i ten punkt.
> Tylko "człowiek za burtą" pozostanie pewnie przez niedopatrzenie,bo jaki
> procent żeglarzy miał okazję wykorzystać praktycznie ten manewr?

zdarza się, spotykałem

> > przykład prawdziwy ale skrajny. uczyłbyś na kursach pchać samochody?
> Czyżbyś nie pamiętał osławonych dezetowych "galer" na dawnych obozach? I jaka
> to była frajda, gdy wreszcie pozwolono postawić żagle.

mam 2 DZ-tki i nadal to uwielbiam. W niemczech spotkałem ichnie DZ (wbrew temu
co pisał chyba Rejs, to są tam wciaz). Wiesz że mają je podobno i szkola na
nich tylko najbardziej renomowane ośrodki szkoleniowe?

pozdrawiam, Witek Chocholak

in...@anw.pl

unread,
Jan 27, 2003, 11:05:52 PM1/27/03
to
> Za ile ?????
>                                  Michał

po przeglądzie za 750 zł ze zbiornikiem i polską instrukcją
w tym założone przez nas:
- filtr paliwa pod obudową
- przejściówka do węża paliwowego z zaworem Selvy
- oslona przeciwsterowa na płycie antykawitacyjnej

pozdrowienia, Witek Chocholak

Wojtek Zientara

unread,
Jan 27, 2003, 11:25:14 PM1/27/03
to

Użytkownik <in...@anw.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:1cdc.000008...@newsgate.onet.pl...

> > Znasz ich? No to zaproś na Grupę!
>
> Zientara!!! Wiem że to czytasz!
> Weź więc do Klipra laptopa i daj Złotego i Asterixa bo czas na spowiedź!!!

Teraz to piszesz? A kto dziś rozmawiał w Kliprze z Asterixem? Duch? ;-))))))

Pzdr
Wojtek

Krzysztof Mnich

unread,
Jan 28, 2003, 1:09:15 AM1/28/03
to
in...@anw.pl wrote:

[kolejne kilkadziesiat kilo do wciagniecia przez modem :-(]

Pisal o tym juz Wojtek Kasprzak, pisal Jarek... czy ich argumenty
sa nieistotne dla Jasnie Pana? Podobnie jak zasady netykiety?
Potrzeba Ci glosow calej grupy?
OK, masz moj.

Przejdzcie na priva albo zalozcie sobie konto na jakims serwerze www
i slijcie na grupe odsylacze.

jeszcze pozdrawiam

krzys

--
_^..^_)_
\ /
\____/

Krzysiek Kielczewski

unread,
Jan 28, 2003, 3:32:53 AM1/28/03
to
Sami popatrzcie co *Krzysztof Mnich* napisał:

> Pisal o tym juz Wojtek Kasprzak, pisal Jarek... czy ich argumenty
> sa nieistotne dla Jasnie Pana? Podobnie jak zasady netykiety?
> Potrzeba Ci glosow calej grupy?
> OK, masz moj.
>
> Przejdzcie na priva albo zalozcie sobie konto na jakims serwerze www
> i slijcie na grupe odsylacze.

Chciałbym zauważyć, że jest to jeden z bardzo niewielu wątków o żeglarstwie
i proszę ich zostawić w spokoju. Nie podoba się komuś? To nie czytać.

ie wiem jak inni, ale ja mam już dosyć czytania jak to Jacek nie lubi Warszawy,
Tomek z Radwanem to by się w łyżce wody utopili i że Zwierzak oglądał Shreka.
Do pełni szczęścia to już chyba tylko Piotrka G. brakuje... Zapomniałem, trzeba
do tego jeszcze trochę bluzgów i pretensji do ZŻ, wtedy będzie bardziej
w klimacie grupy...

Pozdrawiam,
Krzysiek Kiełczewski

Jarek Czyszek

unread,
Jan 28, 2003, 4:12:02 AM1/28/03
to
Nikt nie ma nic przeciwko watkowi o zeglarstwie i jezeli moj glos rozumiecie
Panowie jako atak na wasza wolnosc dyskusji to ja moze napisze inaczej;
chetnie bym sie dowiedzial cos na temat przepisow zeglugowych na rzece i
wyzszosci silnika honda nad yamacha (czy jakos tak inaczej) ale nie dajecie
mi na to zadnej szansy plodzac co godzina elaborat na trzydziesci stron
maszynopisu. Ktory nb czy chce czy nie chce laduje w moim komputerze. Procz
tego kolego Krzysiu, zdaje sie, ze nie czytales tego grafo-popisu, i tylko
tak z dobrej woli twierdzisz, ze to watek zeglarski. Ja sobie zadalem trud
przeczytania jednego z ostatnich postow i nie wiem co ma wspolnego z
zeglarstwem roztrzasanie w jakich ukladach Jacek Kijewski bierze udzial a w
jakich nie bierze udzialu i co dla jednego z interlokutorow znaczy Wojtek
Kasprzak.
Co do obyczajow na grupie, to biore w niej aktywny udzial od 1998 roku i
odnosze wrazenie, ze je dosc dobrze poznalem, i drugie wrazenie, ze sie
przez ten czas dobrze sprawdzily zapewniajac wiele milych i pozytecznych
chwil przed ekranem komputera. Uwazasz, ze nastal czas na zmiany?
Czas na szeroko w srodowisku (jakim srodowisku?) znanych anonimow?
Grafomanow? Chamow publicznie rzucajacych chujami?
Nawet jezeli posty Piotrka Gorala w pewnym momencie staly sie swoistym
folklorem tej grupy, to ani razu nie zapomnial sie podpisac i ani razu nie
umiescil tekstu obscenicznego. To jest IMHO grupa dyskusyjna a nie grupa do
objawiania swoich jedynie slusznych pogladow, kompleksow i innych takich.
Pozdrowienia - Jarek

666

unread,
Jan 28, 2003, 4:49:58 AM1/28/03
to
Eee tam, było "oddam", a nie "sprzedam", w klubie byłby ktoś do pogrzebania
i utrzymania Pstrąga, ale gotówkęto lepiej odłożyć na nowego Johnsonika...
JaC

> po przeglądzie za 750 zł ze zbiornikiem i polską instrukcją w tym założone
przez nas:
> - filtr paliwa pod obudową
> - przejściówka do węża paliwowego z zaworem Selvy
> - oslona przeciwsterowa na płycie antykawitacyjnej

> > No to myslę że chętnie wezmę do klubu "Rejsy", proszę o kontakt.

> > > A swoją drogą oddam zadbanego Forella w dobre ręce!


Tomek Janiszewski

unread,
Jan 28, 2003, 5:23:10 AM1/28/03
to
Jarek Czyszek <h...@pro.onet.pl> napisał(a):
> Nikt nie ma nic przeciwko watkowi o zeglarstwie i jezeli moj glos rozumiecie
> Panowie jako atak na wasza wolnosc dyskusji to ja moze napisze inaczej;
> chetnie bym sie dowiedzial cos na temat przepisow zeglugowych na rzece i
> wyzszosci silnika honda nad yamacha (czy jakos tak inaczej) ale nie dajecie
> mi na to zadnej szansy plodzac co godzina elaborat na trzydziesci stron
> maszynopisu. Ktory nb czy chce czy nie chce laduje w moim komputerze.
Przykro mi Jarku z tego powodu, nie miałem sposobnosci pisać na Grupę przez
modem, nie korzystam też z Outlooka więc nie zetknąłem się dotąd z problemami
wywołanymi długościa postów. Mimo to tnę co mogę.

> Procz tego kolego Krzysiu, zdaje sie, ze nie czytales tego grafo-popisu, i
> tylko tak z dobrej woli twierdzisz, że to watek zeglarski.
Istotnie są tam dwa NTG-owe motywy narciarzy i "bajkerów", mające zilustrować
pewien styl, przerastający coraz silniej żeglarstwo. Ale na szczęście krótkie.

> nie wiem co ma wspolnego z zeglarstwem roztrzasanie w jakich ukladach Jacek
> Kijewski bierze udzial a w jakich nie bierze udzialu i co dla jednego z
> interlokutorow znaczy Wojtek Kasprzak.
To akurat miało na celu przecięcie tych prowadzących donikąd dywagacji.
Podobnie niezdrowych jak te, czy istotnie Warszawę - i tylko Warszawę -
zamieszkują same cwaniaczki.
Zauważ, obu Grupowiczów wymieniłem w pozytywnym kontekście, a i
w "farsiafkoffskich" wątkach nigdzie nie dolewałem oliwy do ognia.

> Co do obyczajow na grupie, to biore w niej aktywny udzial od 1998 roku i
> odnosze wrazenie, ze je dosc dobrze poznalem, i drugie wrazenie, ze sie
> przez ten czas dobrze sprawdzily zapewniajac wiele milych i pozytecznych
> chwil przed ekranem komputera.
Choć jestem na grupie od końca kwietnia ub. roku (a własciwie pojawiłem się
nieco wcześniej) - z chwilą zamieszczenia przez Jacka Kijewskiego linku do
jednego z artykułów na Sail-ho), to odniosłem podobnie pozytywne wrażenia jak
Ty.

> Uwazasz, ze nastal czas na zmiany?
> Czas na szeroko w srodowisku (jakim srodowisku?) znanych anonimow?
> Grafomanow? Chamow publicznie rzucajacych chujami?
I tu zgadzam się z Tobą całkowicie. Uważam, że osobnicy zachowujący się w
sposób o jakim mówisz powinni być surowo tępieni. Na pl.misc kolej okazało
się to całkiem skuteczne :-)
A że m.in. moje posty bywają długie? Akurat w tym wątku zostało niemal
wszystko powiedziane na temat Hondy. Ale w międzyczasie pojawily się nowe
ciekawe dla mnie i Witka zagadnienia, np. pływania rzekami z Warszawy na
Mazury czy pomysłów na "lifting" starych jachtów. Jesteś pewien że to się
nikomu z Czytelników nie przyda? Choć może rzeczywiście warto by rozbić ten
wątek na kilka osobnych - sam możesz przecież rozpocząć nowy i zapytać o to,
co akurat Ciebie zainteresowało.
/.../ To jest IMHO grupa dyskusyjna a nie grupa do objawiania swoich jedynie

> slusznych pogladow, kompleksow i innych takich.
Drzazga w oku bliźniego? ;-)

Krzysiek Kielczewski

unread,
Jan 28, 2003, 5:48:07 AM1/28/03
to
Sami popatrzcie co *Jarek Czyszek* napisał:

[...]


> Co do obyczajow na grupie, to biore w niej aktywny udzial od 1998 roku i
> odnosze wrazenie, ze je dosc dobrze poznalem, i drugie wrazenie, ze sie
> przez ten czas dobrze sprawdzily zapewniajac wiele milych i pozytecznych
> chwil przed ekranem komputera. Uwazasz, ze nastal czas na zmiany?
> Czas na szeroko w srodowisku (jakim srodowisku?) znanych anonimow?
> Grafomanow? Chamow publicznie rzucajacych chujami?

Uważam, że takie zmiany następują i bardzo mi się to nie podoba. Po drugiej
stronie barykady jest grupa 'co to nie my, bo my to już taki staż grupowy mamy',
z bardzo charakterystycznym poklepywaniem się po plecach. To też mi się nie
podoba...

Pozdrawiam,
Krzysiek Kiełczewski

PS: Ja nie mam zamiaru się wykłócać i komukolwiek cokolwiek udowadniać.
hciałem tylko wyrazić swoje prywatne zdanie.

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 28, 2003, 9:09:07 AM1/28/03
to
Krzysiek Kielczewski <kr...@sail-ho.pl> napisał(a):
> Sami popatrzcie co *Jarek Czyszek* napisał:
> > Uwazasz, ze nastal czas na zmiany?
> > Czas na szeroko w srodowisku (jakim srodowisku?) znanych anonimow?
> > Grafomanow? Chamow publicznie rzucajacych chujami?
> Uważam, że takie zmiany następują i bardzo mi się to nie podoba. Po drugiej
> stronie barykady jest grupa 'co to nie my, bo my to już taki staż grupowy
> ,mamy'> z bardzo charakterystycznym poklepywaniem się po plecach. To też mi
> się nie podoba...
OMR.
A nie ma przypadkiem jeszcze i takich, co dali by się zaklasyfikować do obu
tych grup?

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 28, 2003, 9:28:17 AM1/28/03
to
in...@anw.pl napisał(a):
> A popatrz ile pozytków: napędzają koniunkturę kupując jachty i szkoląc się,
> zapełniaja miejsca na przystaniach i barach, nie stwarzają zagrożeń nie
> pływając...
Wszystko to prawda, ale też przyczyniają się do kreowania fałszywego
wizerunku żeglarstwa. Ale to już wina pismaków, którzy udają, że widzą tylko
ich.
> > od paru już lat wszystkie rowery są GÓRSKIE?
> E tam, takie one górskie jak Orion ślizgowy!
Nawet publiczne kościotłuki jakie spotkałem podczas rejsu do Kopenhagi (żeby
znowu nie było NTG! ;-) ) klasyfikuję jako "górskie". Decydującym kryterium
jest kształt kierownicy zmuszający do przyjęcia niewygodnej pozycji na
wyprostowanych łokciach ;-)))))

> > Nie! Naprawdę kręcili się na Hondzie a odpłynęli na Merkurym.
> NIemozliwe! A jeszcze używali tej Hondy potem? Może padła?? ;-)))
Dlaczego miała paść? Przecież to nie był Salut!;-) A motorówka niezbyt wielka.

> > Nie prościej zmierzyć szybkości na Zegrzu? Słupy kilometrowe są i tam.
> nie ma sprawy, przynajmiej kilami przykos nie przeszoruję.
A ja i tak gdy będę płynął na Zegrze, zawrócę parę razy pod prąd, aby się z
nim zmierzyć.

> > Jakie masz zakręty w Warszawie?
> Zakręty sa, tyle że wielkie - popatrz na byle planie miasta i omijaj
ZTCP dwa bardzo łagodne między Żeraniem a Gdańskim, a te za Łazienkowskim już
mnie nie dotyczą.

> > > przeważnie wszyscy mają za małe silniki
> > A może raczej za duże jachty? ;-)
> Może trochę. A nic chcez ty nas czasme wszsytkich z powrotem do
orionów... ;-)
Dlaczego zaraz Orionów. Morsy i Sportiny też są całkiem ładne. Ale z
szuwarowych łodek to najpiękniejsza jest NADZIEJA!
> > Oriona z Hondą BF2 miożna zaprowadzić w górę na 30 l benzyny.
> ale pamiętaj że tyle po drodze się nie zje.
A zwłaszcza nie wypije ;-) Żarcie nie musi być drogie, a w końcu to też rejs.
> co roku przerzucam do 20 łodek w te i we wte na czas i tam to tylko za
> autkami bo mało czasu (5 dni) a z żarciem i paliwem jest dużo drożej.
W Twoim przypadku chodzi zapewne o brak załóg na take bojowe zadanie. Sam
wiem co znaczy w forsowne płynięcie z pochodzącymi z łapanki "wyrobnikami"
którzy robią wszystko, byle tylko opóźniać tempo.

> Co innego z powrotem, paliwa tyle samo,
Jak to? Chyba o wiele mniej, chyba że w ślizgu.

> a itak trzeba zjesć papu po obozach :-)
A fuj! jakieś mnielonki, pulpety ;-(

> > Nie wiem jeszcze ile potrzeba będzie benzyny na spływ,
> własnie około 30 litrów - BF5 Mak 747 z Omega.
To dwie łajby - średnio tyle co dwa Oriony. Wychodzi po 15 litrów na łajbę.
Chyba więc dużo mniej.

> > > i ponieważ mało kto dziś pływa po rzekach - brak czasu.
> > Bo nie wiedzą co tracą.
> to raczej kwestia krótkich urlopów choć pewnie i tez owczego pędu na WJM.
A ściślej mówiąc do Mikołajek.
> > Gdy widzę na Mazurach tyle jachtów "dotleniających wodę"
> ej! ile ich było? Tak dużo czy tylko tak rzucały się w oczy?
Prędzej w uszy ;-) A są to z reguły te większe jachty.

> > Komore wypełniłem butelkami PET i wyposażyłem je w klapy Holta.
> jak i ja. Tylko sie po roku - dwóch się skubane kurczą i zaparowują!
Pisałem już o tym W skrócie: powinny być po napojach gazowanych i mieć
szczelne nakrętki z wewnetrznym kołnierzem, należy je zamrozić i dopiero
zakręcić, a jeśli okaże się to konieczne, zakleić silikonem.
> > Za to nie istniał problem wentylacji.
> Czekaj! Chenie obejrzę, to może coś wymyslimy. Na Bimbkach pocztkowo też
> nam nic niie wchodziło, a teraz 4 osoby spokojnie się wypakowują!
Chcesz obejrzeć Pantaleona w AZS-ie? Chętnie wybiorę się z Tobą, ale pamiętaj
że to niebezpieczna expedycja! :-O
> > Nie rozumiem: oczekujesz na Grupie szczegółów? bo więcej odkrytej sklejki
> > nie zauważyłem.
> Nie da się tam czegoś powklejać jeszcze?
Aaaa, więc proponujesz odgrodzić "mesę" od koi dziobowej! Na razie wydaje mi
się to zbyt śmiałe, poza tym że chyba ciężkie. Taką też grodzią byłby
wspomniany przeze mnie "moduł gospodarczy"
> rozumiem, miałem parę łódek w jednym klubie, jak zostawiłem, to wszystko
> się sypło w 2 lata. Najpierw było pierońsko żal, a teraz wiesz co? Wisi i
> tyle! Wyniosłem za to masę doświadczeń, które ciągle mi się przydają i nikt
> mi ich nie odbierze.
Dokładnie! Ale póki jest cień szansy cokolwiek uratować - już nie dla siebie,
lecz dla młodszych pokoleń...

> > Przed kojami jest mały forpik, dostępny od strony kabiny.
> no to doprowadż tam z baterii zlewozmywaka przewód wodny z pompą
> elektryczną. kosztuje grosze a TAAKA FRAJDA!
Tylko gdzie go umieścić ten zlew?. Znajomy z SKŻ chciał zrobić odpływ do...
skrzynki mieczowej.
Przyznaję, brakowało mi zlewu. Aby po "obiado-kolacji nie wpuszczać do środka
komarów, odkładałem mycie naczyń na dzień następny. Tylko jak to zrealizować?
> Tomek, te śmieci i tak gdzieś wylądują, nic w przyrodzie nie ginie. Ale
> to nie tylko resztki ale i biznes, więc może dajmy na tym zarobic ludziom
> ze stref biedy (oczywiście byle nie w takich miejscach jak nad WJM!).
Na razie to nad Dobskiem lądują śmieci z różnych stron kraju. No i co zrobisz
np z kartonami po "UHaTym" mleku Wybudujesz w Giżycku "elektrownię
śmieciową"? Wyjdę na ortodoxa, ale naprawdę nie kupuję napojów w PET-ach, nie
tylko na WJM
> no to u mnie zdejmuje się fronty na wkrętach, ale to co pod spodem
> wlaminowane
Wlaminowywałem jedynie sklejkowe ramki z wklejonymi nakrętkami. Do nich
przykręcałem kompletne meble.

> > Przy okazji jakiejś "generalki" może wartoby zrobić coś trwalszego?
> to skorzystam, ale te na naszych omegach z 99 jak na razie dziwnie
> trwałe. ;-)
Może położono nieco grubszy laminat.

> > Mnie to się odklejało samo w połowie sezonu. A ile zepsułem keążków
> > ściernych aby usunąć stary klej...
> to cos musiałes skonocic, ale nie wiem co, trzeba by obgadac technike
> kładzenia
Tam cały sufit byl dziwnie szorstki, jakby ostatnia warstwa maty był nie w
pełni przesycona. W zagłębienia powłaził stwardniały klej, a świeży nadal nie
miał dostatecznej powierzchni do złapania; wsiąkał też w wykładzinę,
Oszlifowałem sufit, pokryłem topkotem, a po paru sezonach przytwierdziłem
nowa wykładzinę. Niestety nie nacieszyłem się długo... A na swoim muszę
przede wszystkim złuszczyć to pożółkłe badziewie zwane Polrenem, bo sypie się
na łeb.

> > > Swoją drogą ciekaw jestem, czy przypadkiem Orion nie przejdzie Drwęcą!
> > ZTCW nie. Tam podobno jest od groma jazów i progów.
> szkoda, byłby niezły skrót, który by ożywił kawał Wisły
Bo i cała śródlądowa sieć szlaków została dawno zapuszczona...
niestety, "możnych tego świata" interesuje tylko budowa AUTOSTRAD! :-(((((
> > W Krakowie maszt "wpasowałem" w korytarz przez okno,
> > lekko tylko go wyginając (sprężyście).
> nieprawdopodobne. a ja myslałem, ze tylko ja mam dar pakowania sie w takie
> dziwne historie.
To "patent" Marcina Kurowickiego.

> A konduktor to jak policzył za bagaż?
Temat na p.m.k. ;-) Kasjerka się uparła że może wystawić tylko bilet na bagaż
pod opieką podróżnego, (kilkanaście zł) bo ze względu na długość nie
spełniało kryterium bagażu przyjmowanego do odprawy. No tamten kołek z wagonu
bagażowego uparł się, że nie ma obowiązku przyjąć bagażu z takim biletem,
trzeba było w trybie alarmowym ształować się w korytarzu. Na szczęście, i to
przećwiczyłem wcześniej na Wschodnim "na sucho", mierząc dokładnie korytarz.
> > W Słupnie. Przez całą wiosnę nie mieli, w końcu miałem dosyć czekania.
> to miałęś pecha. Ale fakt, że jak ja zamawiam po ileśtam to szybko dowieźli.
Ja to próbowałem załatwiać przez f-mę "Kotwica", gdzie zamówiłem okucia. I
twierdzili że w Słupnie "nie ma i nie będzie". Gdy w końcu przywiozłem profil
osobiście, to spieprzyli większość okuć, a gdy odmowilem przyjęcia zawiasów
salingów z uwagi na ich asymetrię, polecili mi na przyszłość szukać innego
warsztatu. Co niniejszym polecam także innym :-P
> > Więc m.in. dlatego powstaje Stowarzyszenie Żeglarstwa Swobodnego.
> jak równiez zdaje się i O!Bora. Sory za porównanie które może niemiłe
> ale ma wrażenie że to samo zajwisko wywołałe te tak odmienne efekty..
Oborę wywołał głównie "kryzys postaw moralnych". Ale znów NTG
> > To rzeczywiście zapowiada jakieś zmiany,
> jestem tego pewien, choc wiem że pewnie będą powolne więc niewidoczne
> to tez kwestia zmian pokoleniowych
Aaa tam, pokoleniowych!To Ryży tylko z racji wieku miałby być lepszy od
Baranowskiego?
> > ale przypomnę że ubiegły rok zaczął się właśnie od "kasowego uderzenia"
> stary zarząd wymyslił podwyżki za egzaminy i patenty, które nowy jednak
> odwołał! to już było coś. Teraz podwyżki EiP raczej niestety przejdą.
Bo i tak wyrywaja kasę skąd się da.
> > Obowiązkowe rejestracje,
> te akurat popieram (byle były tanie) bo kiedyś w końcu dresiarstwo
> zorientuje się jak łatwo teraz w Polsce zalegalizowac kradzony jacht.
Ja też popierałem, i rzeczywiście były tanie (30zł/2 lata?) ale że miały stać
się obowiązkowe, to zawczasu podniesiono cenę do 80zł/rok! Dobrze w tej
sytuacji że na razie nie weszły.
> > przeglądy,
> drobiazg
Sam chciałem, aby Inspektor PZŻ zamknął tamten brudny interes z ex-klubowymi
jachtami doprowadzonymi do tragicznego stanu w AZS. Ale to w istocie było
wymierzone w "maluczkich" Po diabła miałbym corocznie bulić za przegląd
własnego jachtu, o który dbam jak najlepiej?

> OC,
> Ja i tak wszystko zawsze ubezpieczałem
W Twojej sytuacji to rozsądne. Przecież nie wiesz, co mogą zrobić osoby
trzecie korzystające z Twoich jachtów. Ale obowiązkowe byłyby droższe, z
uwagi na "usztywnienie popytu"

> Ale myślę że nie przejdą, pobozne życzenie ubezpieczycieli.
I niestety także kogoś na tej Grupie :-((((

> > na morzu jakieś radiopławy, świadectwa... częśc z tego na szczęście nie
> > przeszła.
> nowe na morzu są przeciez znacznie liberalniejsze niż kiedyś?
"Zdjęto kajdany" ale razem z butami". Do tego jeszce takie buble prawne, jak
te z rakietnicą.
> w kabinie to tylko akumulator, bo lubie jak jest suchy i zdala od gazu i
plw.
W ogóle samochodowy akumulator na jachcie to nieporozumienie. Tylko zasadowe,
a na śródlądziu w postaci małych "bateryjek" NiCd.
> > Takie same dogmaty jak te szerzone przez taryfiarzy 10 lat temu, że na
> > bezołowiowej fura nie będzie miała "odejścia".
> musiałbym cię umówić na rozmowę, dla mnie to czarna magia
Ja to sobie tłumaczę, że dla samochodziarza z krwi i kości benzyna
bezołowiowa to tak jak piwo bezalkoholowe ;-)
> > > > Co się przejmujesz, nawet Jackowi Kijewskiemu w związku z
> > > > zaangażowaniem się w sprawę Mokotowa zarzucano, że jest...
> > > > warszawiakiem i mazurantem,
> jemu warszawiaka? ;-)))
> PO jego najeździe na warszawkie to musiało byc dlań gorsze niż mordobicie.
> Wychodzi z amnie bydlę ale że pamiętam ten jego najazd, to mio czytać! ;-)))
Powstrzymałbyś się z mówieniem o mordobiciu, gdybyś zobaczył Jacka na własne
oczy. :-O Ale wcale nie jest taki straszny. :-) Może znowu odwiedzi Gniazdo
Piratów przy okazji Targów? Zapewniam Cię, że zawsze jest tam szanowanym
Gościem.
> > > > ;-) a gdy zostalo to zdementowane, przyczepiono się, że prowadzi
> > > > konkurencyjną firmę.
> nie wiem czy prowadzi, ale chyba siedzi w róznych układach więc
> niepotrzebnie silił się na obiektywizm, bo mu to jednak nie wychodziło.
No to co że siedzi? Czy każdy kto prowadzi biznes musi być malwersantem i
oszustem?
> Akurat teraz np już wiem, że Witek Gizler rzeczywiście zobowiązał się
> spłacić długi Mokotowa. WOZŻ sprawę nierychliwie ale załatwił i dyskusja
> była po czasie
A Mokotów stoi jak stał - i niszczeje, a tu na Grupie "dobre rady" aby
przynieść z garażu własną plandekę. Ciebie na miejscu Jacka by nie poniosło?

> wymiana zdań o Mokotowie była publiczna ale bez obelg więc myślę że ok
Bez obelg - ale niestety znow zrobiono widły z igły w temacie "warszawka":-((
> Miałem wrażenie, że to jednak Jacek zbulwersowany losem jachtu troche jednak
> w dobrei intencji przesadzał: "Warszawka i negacja cudzych argumentów".
> > Przede wszystkim jednak tragiczny stan jachtu
> tak, ale walił na oślep nie wnikając w szukanie bezpośrednich winnych.
No chyba nie obciążał za to Rudka, Venus, Kiełka, Luśka, Ciebie, mnie tylko z
uwagi na miejsce zamieszkania. "666" jak najbardziej, ale skoro WOZŻ nic w
tej sprawie nie robiło...

> > jak i czarterowe przekręty są faktem.
> nie wiem o co chodzi.
Pokrótce: przyjeżdżali na przystań ludzie którzy zapłacili za rejs... i
wybałuszali oczy na widok rozbabranego jachtu, na którym mieli pływać. Nie
tak dawno na Grupie znów usiłowano prowadzić werbunek załóg na ten sam,
gnijący już jacht

> > Zupełnie BTW: zaglądasz na http://www.sail-ho.pl ?
> raz zajrzałem, ale jakoś mnie nie wciągnęła. Dużo reporterskiego ataku na
> nieprawidłowości ale dość przypadkowego. Widzałeś gdziekolwiek tekst o
> prawie drogi o którym Ci wspomniałem. A wydaje mi się że chwilowo to nasz
> największy problem, media i serwery winny grzmieć na Pola by wreszcie coś
> wydał, a tu cisza
Chyba jednak jesteś uprzedzony do Jacka. Ja zaczynałem od czytania
http://www.kulinski.sail-ho.pl , dopiero potem trafiłem na "główną" stronę,
gdzie znalazłem wiele ciekawych artykułów także innych autorów.
> > Tylko czy zdążyłbyś zareagować widząc za zakrętem inną jednostkę?
> jachtem żaglowym na silniku - nie wiem, motorówką raczej spokojnie tak..
Ale "przytarcie" się dwóch jachtów żaglowych powoduje mniejsze szkody niż
wjeżdzająca w burtę motorówka w ślizgu, która tym razem nie zdązyła. Nadal
pływanie w ślizgu po krętej i wąskiej rzece traktuję jak nocne rajdy z
piskiem opon po osiedlowych ulicach dresiarskimi beemami. :-(((
> > > Poza tym najgorsze wslizgu to nagła zmiana kursu tworząca wiąkszą
> > > fale...
> > I tak twierdzą też motorówkarze śmigający z gazem na maxa w pobliżu
> > przystani :-((
> takie matołki wiedzą to? ;-)
Może nasłuchali się od "takich "mniejszych matołków" i uważają, że im
szybciej tym bezpieczniej ;-(
> > Nie mam pewności, czy woda dostająca się w ten sposób do kartera dwusuwu
> > nie pozzostaje tam dłużej.
> a jaka jest tam temperatura? nie odparowuje aby?
Zbliżona do temperatury wody chłodzącej, ale na pewno niższa niż w komorze
spalania.
> > > > To też, zwłaszcza jeśli świeca stara a silnik dwusuwowy.
> > > Ale też wszystkie me Hondy jej potrzebowały w 1 sezonie!
> > Na ile motogodzin?
> nie wiem, chyba po 50-u.
Czyli 1 świeca na 1 wymianę oleju? Może jednak obroty za niskie, wskutek
czego świeca się kopci
> > Znając Jacka nie przypuszczam aby chciał dowalić "warszawce". WOZŻ-
towsko -
> > YKP-owskim krętaczom - jak najbardziej.
> myślę że to nie byli krętacze tylko jednak marni organizatorzy.
Marni organizatorzy stanowią świetną pożywkę dla krętaczy.
> > Rozumiem doskonale, co musi czuć,
> > mogąc się tylko przyglądać jak niszczeje piękny jacht
> widzisz, ja widzialem stan tez ichnich, trójmiejskich łódek więc nie lubie
> takich regionalizmów.
Ale nie były to chyba łódki Jacka? Bo ZTCW AZS odnotowuje tam
podobne "sukcesy" jak na Zegrzu.

> Zanim ktos napisze słowo warszawski cwaniak wolałbym by
> najpierw rozejrzał sie po własnym podwórku a nie pluł na cudze.
Po własnym tez się rozgląda - i "pluje", gdy jest na co. Czytałeś na Sail-ho
artykuł o wmarzniętym w lód Carterze?
> > Warto, ale tylko pod warunkiem, że to środowisko pokaże, że zdolne jest
> > zrobić porządek we własnych szeregach.
> A pokazalo? Bo jak nie to wina Obory czy środowiska?
Jak nie to jedni warci są drugich :->
> ciekaw jestem efektów wtórnych.
> Do tej pory wielu ludzi, chowało głowę w piasek gdy płakano na zmiany w
> obyczajowości wielu żeglarzy. Teraz chyba już się nie da???
Chyba się nie da, i nerwowa reakcja kogoś, od kogo z racji zasług w pionie
sportowym możnaby oczekiwać większej qltury osobistej na to by wskazywała.
> > Gdyby rejs był choć w części taki jak tam opisano, na pewno czułbym sie
> > fatalnie.
> No to drąże dalej: Np hipotetycznie na jednym jachcie pito a na drugim
świtny
> klimat, dyscyplina, porządek, żeglowanie. Ale oni sie lubią mimo różnic..
> i co z takim fantem?
Nie do końca hipotetyczna: zapomniałem dodać, że była na opisywanym przeze
mnie rejsie taka załoga, która od razu odłączyła się od reszty tałatajstwa,
aby punktualnie zameldować sę na zakończenie rejsu. Tylko nie wiem po co:
chcieli pić mniej lub wcale, czy... jeszcze więcej. A "trzodząca" załoga
jednego jachtu skutecznie psułaby w oczach obcych żglarzy wizerunek i
tej "przyzwoitej".
> > Nie że powstała strona Obory, ale że Krzysiek Maj pierwszy ostrzegł na
Grupie
> > przed tym plugastwem.
> A ja myślę że gdyby ni napisał to problem by nie istniał, a raczej gdzieś
tam
> sobie tlał na nieistotnym marginesie.
Nie Krzysiek to kto inny. Może ktoś komu ukradliby niekoniecznie tylko
odbijacze, zarzygali jacht, obili mordę za zwróconą uwagę jak tamtemu
celnikowi...
> > Pytałem jak inni zrozumili Twją wypowiedż o czterosuwach. Ale poza
> > Wojtkiem Zientarą chyba już nikt nas nie czyta ;-(((
> jeszcze paru. ale atmosfera na liście jest taka ża sie nie chcą odzywać. :-(
No tak, Krzysiek Kiełczewski też! :-))
> przykłąd wyliczenia dla motorówki 4 metrowej:
> Ma silnik 40Kmech zużywający do 10 ltr/h przy prędkości 40-50 Km/H.
> Na 50 litrach spokojnie w ślizgu przepłynie w 5 godzin 5*(40-50km)
> co daje 200-250 km. To z Mikołajek gdzie dopłynę? ;-)))))
Na 5l 20-25km. Może do Rydzewa? Ale nie wstyd taka łupinką? ;-)
> > Sama Obora to może rzeczywiście margines, ale ileż to dresiarstwa
> > rozzuchwalonego ich bezkarniością będzie miało pożywkę.
> Tomek! A ile tego siedzi w internecie i czyta cokolwiek" ;-)))))))
Żebyś się nie zdziwił! Nawet półmózgi obsmarowujące pociągi maja swoje
strony. A klimat tych stron dziwnie zalatuje oborą. Pocieszające jest
natomiast to, że paru takich palantów wpadło - właśnie za sprawą tych stron.
> MOCNY SILNIK PANIE KOLEGO I KURS Z WIATREM!
Tu i na samuym takielunku jacht płynie szybko. A silnik może zgasnąć w razie
zalania
> > Wygoda niewątpliwa dla kogoś kto większość czasu siedzi pod pokładem na
> > jachcie stale zacumowanym w jednej wybranej "marinie" i nie musi każdego
> > wieczoru szukać nowego miejsca dla swojego ciężko manewrującego
> > koromysła... :->
> no cóz, na zachodzie duzo takich, czas i na nas?
Mnie to nie bawi. I chciałbym,aby "adepci jachtingu" przestali być kojarzeni
z żeglarzami. Bo interesy jednych i drugich stają się coraz bardziej
rozbieżne.

> mam 2 DZ-tki i nadal to uwielbiam. W niemczech spotkałem ichnie DZ (wbrew
> temu co pisał chyba Rejs, to są tam wciaz). Wiesz że mają je podobno i
> szkola na nich tylko najbardziej renomowane ośrodki szkoleniowe?
Bo to podobno ex - kuter szkoleniowy Kaisermarine? ;->

Wojtek Zientara

unread,
Jan 28, 2003, 7:22:56 PM1/28/03
to
Rozmawiałem dziś z Asterixem - obiecał przeczytać i się wypowiedzieć.
Pzdr
Wojtek

in...@anw.pl

unread,
Jan 29, 2003, 7:25:48 PM1/29/03
to
> > > Znasz ich? No to zaproś na Grupę!
> >
> > Zientara!!! Wiem że to czytasz!
> > Weź więc do Klipra laptopa i daj Złotego i Asterixa bo czas na spowiedź!!!
>
> Teraz to piszesz? A kto dziś rozmawiał w Kliprze z Asterixem? Duch? ;-))))))

oj, to było wczoraj, a dzisiaj to mogliby się wyprodukowac o trasie pod górę
bo zadaje się że mają sporo do powiedzenia!
Możesz sprawić by cos napisali?

pozdrowienia

Witek

in...@anw.pl

unread,
Jan 29, 2003, 9:00:53 PM1/29/03
to
> > A popatrz ile pozytków: napędzają koniunkturę kupując jachty i szkoląc się,
> > zapełniaja miejsca na przystaniach i barach, nie stwarzają zagrożeń nie
> > pływając...
> Wszystko to prawda, ale też przyczyniają się do kreowania fałszywego
> wizerunku żeglarstwa. Ale to już wina pismaków, którzy udają, że widzą tylko

to co? na pismaków!

> > > Nie prościej zmierzyć szybkości na Zegrzu? Słupy kilometrowe są i tam.
> > nie ma sprawy, przynajmiej kilami przykos nie przeszoruję.
> A ja i tak gdy będę płynął na Zegrze, zawrócę parę razy pod prąd, aby się z
> nim zmierzyć.

akurat najprostszy i najprecyzyjniejszy pomiar na jeziorze to możemy zrobic z
GPS, interesowło by mnie jeszcze zrobienie tego zarówno przy silnym wietrze w
mordę i podfalę oraz przy brzegu osłonietym.

> > > > przeważnie wszyscy mają za małe silniki
> > > A może raczej za duże jachty? ;-)
> > Może trochę. A nic chcez ty nas czasme wszsytkich z powrotem do
> orionów... ;-)
> Dlaczego zaraz Orionów. Morsy i Sportiny też są całkiem ładne. Ale z
> szuwarowych łodek to najpiękniejsza jest NADZIEJA!

Która??? ;-)))) pytałem o 79. Byłeś w HOWie?
Ja Osobiście z szuwarowych wolę takie długie o smukłej sylwetce i niemal
płaskim pokładzie. Stare sportiny, Tanga 730 i 780S, ewent. Mak 747...
Co prawda dla mnie z punktu widzenia szkolenia i obozów każda ma pewne wady.
Kiedys narysowałem sobie idelne skrzyżowanie 747 z 730 i grubym falochronem,
ale nie wiem kiedy znajdę czas i kasę na zrobienie formy.

> > co roku przerzucam do 20 łodek w te i we wte na czas i tam to tylko za
> > autkami bo mało czasu (5 dni) a z żarciem i paliwem jest dużo drożej.
> W Twoim przypadku chodzi zapewne o brak załóg na take bojowe zadanie.

MASZ RACJE, ale nawet jakby były pod górę to trzeba je nakarmić.
Może dlatego Pałac ciągle to realizuje bo ma i ludzi i czas bo to obozy.
Ale akurat dla mnie najważniejszy jest czas. Zdarza się że w niedzielę mam
egzamin an Zegrzu a wponiedziałek na tych samych łódkach jest juz obóż na
Mazurach. Ale z niektórymi łódkami istnieje możliwośc takiego rejsu w górę i
wtedy oczywiście jest problem obsady. Na szczęście w dół zaliczamy co roku.
W tym było ciekawie po Huraganie i najniższej wodzie na Narwii od wielu lat.
Zaoferowaliśmy uczestnikom obozów darmowy spływ i było ich ze 40 na 10 łódek.
Spałaszowali chyba połowę tego co zostało po obozach i chyba nieźle się bawili
No poza 2 Bimbkami, które przy tym stanie nie miały szans i skończyły w
Ostrołęce.

Sam wiem co znaczy w forsowne płynięcie z pochodzącymi z łapanki "wyrobnikami"
> którzy robią wszystko, byle tylko opóźniać tempo.

no, ww spływ to trwał ze 4 dni ;-)))

> > a itak trzeba zjesć papu po obozach :-)
> A fuj! jakieś mnielonki, pulpety ;-(

daj spokój: tradycja! za to splyw darmowy ;-)

> > > Nie wiem jeszcze ile potrzeba będzie benzyny na spływ,
> > własnie około 30 litrów - BF5 Mak 747 z Omega.
> To dwie łajby - średnio tyle co dwa Oriony. Wychodzi po 15 litrów na łajbę.
> Chyba więc dużo mniej.

wydaje mi się że 30 to po prostu bezpieczna ilość, poowa na Pise, połowa na
Narew gdzie się efektywniej wykorzystuje prąd. Pod górę pewnie proporcje raczej
wg kilometrarzu i pewnie ze 2 razy więcej

> Pisałem już o tym W skrócie: powinny być po napojach gazowanych i mieć
> szczelne nakrętki z wewnetrznym kołnierzem, należy je zamrozić i dopiero
> zakręcić, a jeśli okaże się to konieczne, zakleić silikonem.

a czemu po gazmowanych???

> > > Za to nie istniał problem wentylacji.
> > Czekaj! Chenie obejrzę, to może coś wymyslimy. Na Bimbkach pocztkowo też
> > nam nic niie wchodziło, a teraz 4 osoby spokojnie się wypakowują!
> Chcesz obejrzeć Pantaleona w AZS-ie? Chętnie wybiorę się z Tobą, ale pamiętaj
> że to niebezpieczna expedycja! :-O

chętnie, jestem teraz na Zegrzu co weekend ale pilnuje pływań, więc cięzka
sprawa. Ale bez kłopotu od marca.

> > Nie da się tam czegoś powklejać jeszcze?
> Aaaa, więc proponujesz odgrodzić "mesę" od koi dziobowej!

nie! za bardzo zmniejszy wnętrze, chyba że nie będzie to gródź tylko niska
szafka kuchenna.

Na razie wydaje mi
> się to zbyt śmiałe, poza tym że chyba ciężkie.

no nie wiem - sklejka!

Taką też grodzią byłby wspomniany przeze mnie "moduł gospodarczy"

chyba chodzi nam o to samo. Czy hundki mają tę samą długość?

> Dokładnie! Ale póki jest cień szansy cokolwiek uratować - już nie dla siebie,
> lecz dla młodszych pokoleń...

młodsze pokolenia juz to olewają, większość woli zapłacić kasa rodziców za obóz
a nie tyrac przy łódkach. A pracowitym niedobitkom zostaje jeszcze harcerstwo.

> Tylko gdzie go umieścić ten zlew?.

najchętniej na prawej burcie (by zrównoważyc silnik) przed forkoję, zostaje
przejście z 2 strony, mozna to przykrywac uzyskująć duzy blat... Wspólczesne
kuchenko-umywalki mają też podłuzny kaształt, to jedyny większy wydatek w całej
instalacji (400-600 zł). Reszta włącznie z batrią to grosze.

Znajomy z SKŻ chciał zrobić odpływ do... skrzynki mieczowej.

widziaem to u jednego regatowca. śmieszna, ale może śmierdzieć na postoju,
a i ryby stukające w nocy w skrzynce mogą nie dać spać ;-)))
Osobiście wolałbym najkrótsza drogę do dna by był łatwy odpływ

> Przyznaję, brakowało mi zlewu. Aby po "obiado-kolacji nie wpuszczać do środka
> komarów, odkładałem mycie naczyń na dzień następny. Tylko jak to zrealizować?

jw, myslę że to proste. Trzeba tylko się przełamać by pierwszy raz przeciać
diaxem laminat na forkoi. A boli... ;-)



> śmieciową"? Wyjdę na ortodoxa, ale naprawdę nie kupuję napojów w PET-ach, nie
> tylko na WJM

Dobskiego mi szkoda, ale to juz była totalna głupota akurat w takim miejscu.
a te bytelki do komór to skąd się wzieły...

> Wlaminowywałem jedynie sklejkowe ramki z wklejonymi nakrętkami. Do nich
> przykręcałem kompletne meble.

na tak to by mi się nie chciało. Poza tym zauwaz że wlaminowane ścianki
usztywniają i wzmacniają kadłub!

> Może położono nieco grubszy laminat.

raczej wątpie w taki gest szkutnika. Robił je z powierzonej mojej żywicy i po
roku musiałęm przesztywniać 10 cm pianką pokłady, bo cos były słabe.
Zresztą teraz sa genialne, wyobrażasz sobie niemal 450 ltr wyporu na Omegę?
A z tego brakującego laminatu to podejrzewam, że po cichu gdzies minimum jedna
siostrzyczka powstała.. ;-(

> > to cos musiałes skonocic, ale nie wiem co, trzeba by obgadac technike
> > kładzenia
> Tam cały sufit byl dziwnie szorstki, jakby ostatnia warstwa maty był nie w
> pełni przesycona. W zagłębienia powłaził stwardniały klej, a świeży nadal nie
> miał dostatecznej powierzchni do złapania; wsiąkał też w wykładzinę,
> Oszlifowałem sufit, pokryłem topkotem, a po paru sezonach przytwierdziłem
> nowa wykładzinę. Niestety nie nacieszyłem się długo...

a technika klejenia? smarowałę i sufit i wykłądzinę i czekałeś z położeniem az
trochę podeschnie? A może to wina podłoża wykładziny? Powienien byc miękki filc!

A na swoim muszę przede wszystkim złuszczyć to pożółkłe badziewie zwane
Polrenem, bo sypie się na łeb.

polren to jest niezły poza tym że blaknie strasznie, odpada raczej w skutek
słabego odtłuszczenia, nieodpylenia itp...

> Bo i cała śródlądowa sieć szlaków została dawno zapuszczona...
> niestety, "możnych tego świata" interesuje tylko budowa AUTOSTRAD! :-(((((

na z tych akurat to bym się cieszył. Martwi mnie raczej że ich raczej
interesuje zbieranie kasy na rzekome autostrady...

> To "patent" Marcina Kurowickiego.

Kury z AŻ i od Osińskiego? Świat jest mały.

> > > W Słupnie. Przez całą wiosnę nie mieli, w końcu miałem dosyć czekania.
> > to miałęś pecha. Ale fakt, że jak ja zamawiam po ileśtam to szybko dowieźli.
> Ja to próbowałem załatwiać przez f-mę "Kotwica", gdzie zamówiłem okucia. I
> twierdzili że w Słupnie "nie ma i nie będzie". Gdy w końcu przywiozłem profil
> osobiście, to spieprzyli większość okuć, a gdy odmowilem przyjęcia zawiasów
> salingów z uwagi na ich asymetrię, polecili mi na przyszłość szukać innego
> warsztatu. Co niniejszym polecam także innym :-P

U nich zamawiam tylko łożyskowane bloczki do ślizgów i drobne naprawy.
Do robienia akuc na maszty mam swojego spawacza amatora żeglarza. może spawy
nie pod linijkę ale za to dokładnie takie jak chcę (po poprawkach) i betonowe

> Oborę wywołał głównie "kryzys postaw moralnych". Ale znów NTG

Ja akurat najbardziej nie lubie ludzi którzy udają kogoś innego a jak nikt nie
patrzy to nóż w plecy. Ale na takich się nie napada bo są "kultularni".

> Aaa tam, pokoleniowych!To Ryży tylko z racji wieku miałby być lepszy od
> Baranowskiego?

na przykład poniżej pasa. ;-))
ja licze na tych, którz na razie nieśmiało się pojawiaja i jeszcze nie mają
wiele do powiedzenia, ale wychowli się już w nowych warunkach

Po diabła miałbym corocznie bulić za przegląd własnego jachtu, o który dbam
jak najlepiej?

dla dobra Twych pasażerów nie wiedzących czy postepujesz prawidłowo.
Wiesz jakie rzęchy potrafią nie tylko pływac prywatnie ale i na obozach?

Ale obowiązkowe byłyby droższe, z uwagi na "usztywnienie popytu"

wiem, dlatego tez jestem im przeciwny. Poza tym usługi szkutnicze pewnie tez by
poszybowały w górę jak blacharskie

> > Ale myślę że nie przejdą, pobozne życzenie ubezpieczycieli.
> I niestety także kogoś na tej Grupie :-((((

;-) na grupie wielu jest tak poboznych w różnych sprawach ;-)))

ęto kajdany" ale razem z butami". Do tego jeszce takie buble prawne, jak
> te z rakietnicą.

myślałęm że rakietnica od lipca wyprostowana?

> > w kabinie to tylko akumulator, bo lubie jak jest suchy i zdala od gazu i
> plw.
> W ogóle samochodowy akumulator na jachcie to nieporozumienie. Tylko zasadowe,
> a na śródlądziu w postaci małych "bateryjek" NiCd.

a wiesz, że w tej chwili kwasówki "głębokiego rozładowania" z czujnikami
mozna nabyc w Warszawie za grosze? Asz żałuję że juz kupiełem Centry i na parę
lat nie mam zapotrzebowania.



Może znowu odwiedzi Gniazdo Piratów przy okazji Targów? Zapewniam Cię, że
zawsze jest tam szanowanym Gościem.

wierzę, ale w Gnieździe od czasu jak skończył się remont bywam rzadko. praca.

> No to co że siedzi?
Czy każdy kto prowadzi biznes musi być malwersantem i oszustem?

nie, ale nie powinien był sugerować negatywnych motywacji innym.

> A Mokotów stoi jak stał - i niszczeje, a tu na Grupie "dobre rady" aby
> przynieść z garażu własną plandekę. Ciebie na miejscu Jacka by nie poniosło?

Tak. Mnie poniosło do WOZŻ gdzie zamiast wszczynac burdę wywiedziałem się kiedy
ktoś tam się po to wybierze. I wiem że Andrzej się wybiera.

> Bez obelg - ale niestety znow zrobiono widły z igły w temacie "warszawka":-((

no własnie

> Pokrótce: przyjeżdżali na przystań ludzie którzy zapłacili za rejs... i
> wybałuszali oczy na widok rozbabranego jachtu, na którym mieli pływać. Nie
> tak dawno na Grupie znów usiłowano prowadzić werbunek załóg na ten sam,
> gnijący już jacht

widzałeś tych ludzi? Bo mi własnie jeden z nich opowiadał,że jeździł do roboty
przy łódce i nie był zachwycony takim przekręcaniem sytuacji...

> > > Zupełnie BTW: zaglądasz na http://www.sail-ho.pl ?
> > raz zajrzałem, ale jakoś mnie nie wciągnęła. Dużo reporterskiego ataku na
> > nieprawidłowości ale dość przypadkowego. Widzałeś gdziekolwiek tekst o
> > prawie drogi o którym Ci wspomniałem. A wydaje mi się że chwilowo to nasz
> > największy problem, media i serwery winny grzmieć na Pola by wreszcie coś
> > wydał, a tu cisza
> Chyba jednak jesteś uprzedzony do Jacka.

nie, nie znam go. znam tylko treść jednej dyskusji i mimo że widziałem troskę o
dobro jachtu to nie podaobał mi się ton ataku i zawzięta negacja innych racji.
W czasie kiedy on napiętnowywał to ja (chociaż to też nie moja sprawa)
szukałem potęcjalnych nowych armatorów. Niewiele to akurat dało, ale chodzi mi
o sposób reagowania na zło. Rozumiesz? Dla mnie sztuka jest nie tylko w
napiętnowaniu nieprawidłowości co przy okazji pomożeniu co nieco.

Po prostu tak to (moze niesłusznie) odebrałem: kilka fajnych tekstów ale i
ataków. A ataków nie lubię bo widziałem już kilka i po nich to nigdy nie jestem
pewien czy stoi za nimi zdrowe zaniepokojenie jakąś sytuację, czy też na
przykład zwykłe stałe pieniactwo czy nawet prywatne interesy
(nie sugeruję bynajmniej tego Jackowi, po prostu nie lubię skrajnych ocen).

> > > Tylko czy zdążyłbyś zareagować widząc za zakrętem inną jednostkę?
> > jachtem żaglowym na silniku - nie wiem, motorówką raczej spokojnie tak..
> Ale "przytarcie" się dwóch jachtów żaglowych powoduje mniejsze szkody niż
> wjeżdzająca w burtę motorówka w ślizgu, która tym razem nie zdązyła.

oczywiście tak, o ile doń dojdzie. Podkreslam że ryzyko tego jest minimalne
choc rozumiem że wydaje się groźne

> > > Nie mam pewności, czy woda dostająca się w ten sposób do kartera dwusuwu
> > > nie pozzostaje tam dłużej.
> > a jaka jest tam temperatura? nie odparowuje aby?
> Zbliżona do temperatury wody chłodzącej, ale na pewno niższa niż w komorze
> spalania.

chłodząca trochę się odparowuje

> > nie wiem, chyba po 50-u.
> Czyli 1 świeca na 1 wymianę oleju? Może jednak obroty za niskie, wskutek
> czego świeca się kopci

po prostu manewry portowe, podejścia do brzegu. Typowe.
Problemu nie ma np w czasie spływów, gdy silnik ładniesię grzeje

> Marni organizatorzy stanowią świetną pożywkę dla krętaczy.

YKP to dla mnie konkurencja, ale nie atakuję ich, nie podejrzewam złych
intencji, kochali te łódki. Zaszkodziły im raczej układy wewnątrzklubowe
(klub całe lata brał kojowe a w czasie remontu odmówił kasy) i ich własny brak
wyobraźni finansowej (za tanie rejsy wczesniej, niodkładanie na remont).

> > widzisz, ja widzialem stan tez ichnich, trójmiejskich łódek więc nie lubie
> > takich regionalizmów.
> Ale nie były to chyba łódki Jacka?

tak jak Mokotów nie był ani mój ani twój a jego używanie pojęcia "warszaskie
cwaniaczki" uraził mnie.

Bo ZTCW AZS odnotowuje tam podobne "sukcesy" jak na Zegrzu.

tak jak i inne kluby w innych miastach. Nie lubię takich regionalizmów.

> > Zanim ktos napisze słowo warszawski cwaniak wolałbym by
> > najpierw rozejrzał sie po własnym podwórku a nie pluł na cudze.
> Po własnym tez się rozgląda - i "pluje", gdy jest na co. Czytałeś na Sail-ho
> artykuł o wmarzniętym w lód Carterze?

nie, może rzeczywiście poczytam. wygląda to na ciekawsze i bardziej na bieżąco
od miesięczników.

> Jak nie to jedni warci są drugich :->

nie uogólniam, ale w niektórych przypadkach mam takie wrażenie.
NIe chcę rozpętywać kolejnej dyskusji, ale ostatnio zauważyłem totalny najazd
na kogoś kto postąpił nieładnie. Ale wrażliwe środowisko słusznie piętnując
czyjeś zachwanie przy okazji nie raczyło potępić "swojego" który też zachował
się nieładnie i sprowokował całą sprawę. Takie wybiórcze traktowanie
nieprawidłowości myślę że równie fatalnie świadczy o samym "środowisku".

> Chyba się nie da, i nerwowa reakcja kogoś, od kogo z racji zasług w pionie
> sportowym możnaby oczekiwać większej qltury osobistej na to by wskazywała.

jak to?

> Nie Krzysiek to kto inny. Może ktoś komu ukradliby niekoniecznie tylko
> odbijacze, zarzygali jacht, obili mordę za zwróconą uwagę jak tamtemu
> celnikowi...

może. Ale cos nie wierze w tę historię o celniku, nie chce mi się jej nawet
czytać ale widze że prowokują środowisko opisem wyjaskrawionych zdarzeń.
Może tak nie było, może nie znamy konteksty sytuacji. O czym tu gadać?
Sam w czasie niemal każdego przejazdu do Chorwacji mam na słowacji takie
spięcia z łapownikami z ich policji że to się a pole nie mieści. Już raz
interweniowałem min w naszej ambasadzie. Raz chcieli mnie aresztować za
zrobienie im zdjęcia (chciałem miec dowód okoliczności dla ambasady)
Wiem że ich celnicy (chodziło o słowację?) są róznież bezczelni.
Więc nie atakuje nikogo za sam fakt spięcia z jakąś "wadzą", zwłaszcza jak nie
znam rzeczywistego przebiegu sprawy. A wyolbrzymione relacje...

> > przykłąd wyliczenia dla motorówki 4 metrowej:
> > Ma silnik 40Kmech zużywający do 10 ltr/h przy prędkości 40-50 Km/H.
> > Na 50 litrach spokojnie w ślizgu przepłynie w 5 godzin 5*(40-50km)
> > co daje 200-250 km. To z Mikołajek gdzie dopłynę? ;-)))))
> Na 5l 20-25km. Może do Rydzewa? Ale nie wstyd taka łupinką? ;-)

200-250 km! Jest chyba Rydzówka koło Pułtuska? ;-)))
20-25 km to chyba czołgiem pływającym pod ostrzałem! ;-))))

> > MOCNY SILNIK PANIE KOLEGO I KURS Z WIATREM!
> Tu i na samuym takielunku jacht płynie szybko.

chodzi o to żeby idąc z wiatrem osłabić działanie wiatru na takielunek
bo czasem i od tego się łódki kładą

A silnik może zgasnąć w razie zalania

a w kadłubie zrobić się dziura więc po co wypływać ;-)

> > no cóz, na zachodzie duzo takich, czas i na nas?
Mnie to nie bawi. I chciałbym,aby "adepci jachtingu" przestali być kojarzeni
z żeglarzami. Bo interesy jednych i drugich stają się coraz bardziej rozbieżne.

obyczaje oczywiście tak. Ale interesy?

> > mam 2 DZ-tki i nadal to uwielbiam. W niemczech spotkałem ichnie DZ (wbrew
> > temu co pisał chyba Rejs, to są tam wciaz). Wiesz że mają je podobno i
> > szkola na nich tylko najbardziej renomowane ośrodki szkoleniowe?
> Bo to podobno ex - kuter szkoleniowy Kaisermarine? ;->

a my juz w NATO ;-)))

pozdrowienia

Witek Chocholak

in...@anw.pl

unread,
Jan 29, 2003, 10:29:27 PM1/29/03
to
Jarku. piekna jest ta troska o netykietą ale Twe ataki w jej "obronie?"
są zdecydowanie przesadzone. To, ładnie, że walczysz o porawną formę, ale...:

> Nikt nie ma nic przeciwko watkowi o zeglarstwie i jezeli moj glos rozumiecie
> Panowie jako atak na wasza wolnosc dyskusji

sądzę, że po prostu za bardzo się przejmujesz drobiazgami

to ja moze napisze inaczej;
> chetnie bym sie dowiedzial cos na temat przepisow zeglugowych na rzece

nie sądzę. Poruszony wątek powinien był wywołac burzę po jego ujawnieniu, gdyby
traktowano tu aktualne problemy żeglarstwa serio. A tu cisza...
Więc nie wierze że chcesz się czegokolwiek dowiedzieć. Myślę że szukasz sporów.

i wyzszosci silnika honda nad yamacha (czy jakos tak inaczej)

bardzo inaczej i nie wiem czemu tak cię denerwuje czyjaś konkretna dyskusja,
Ja, jeżeli mnie jakiś wątek nie interesuje, zwyczajnie go nie czytam.

ale nie dajecie mi na to zadnej szansy

nie musimy Ci na nic dawać szansy. Problem jest w Twoim podejściu.

plodzac co godzina

bardzo przesadzasz, wystarczy spojrzeć na daty.
ale pisząc tak najdelikatniej mówiąc wprowadzasz też innych w błąd.

elaborat na trzydziesci stron maszynopisu.

znowu przesadzasz, stopniowo urósł do takiego wymiaru. 1 post był tak wielki.
A cytaty są niezbędne do tego by jasno rozumiec sens wypowiedzi, nadwyżki sa
przecież wycinane.
Postulowanie przez Ciebie rozbijanie wątków na małe posty i tak nie zmniejszyło
by rozzmiaru całej korespondencji, a raczej ją powiększyło.
Ona jest po prostu na temat zgodny z nazwą listy, a ten szeroki jak rzeka ;-)
Chyba że oczekujesz, że rozmówców na liscie obowiązują jakies limity wypowiedzi?

Ktory nb czy chce czy nie chce laduje w moim komputerze.

Ciekawe. Mam łącze przez TP-sę, starego złoma z małą pamięcią, Outlooka i jakos
nie mam problemu. Ponieważ stale przesadzasz myślę że robisz to i w tej sprawie.
Zważywszy na to, jak zgrabnie wychwytujesz braki podpisów, to jednak się otwiera

Procz tego kolego Krzysiu, zdaje sie, ze nie czytales tego grafo-popisu, i tylko
> tak z dobrej woli twierdzisz, ze to watek zeglarski.

Trzeba wyjątkowo złej woli żeby nie widzieć w niej wątku żeglarskiego.
więc to ostatnie zdanie wyjątkow źle świadczy o Tobie. Masz świadomośc co
piszesz czy agresja na widok czegoś, co Ci nie pasuje, kompletnie Cię zaślepia?

Ja sobie zadalem trud przeczytania jednego z ostatnich postow

Znowu przesadzasz a może nawet po prostu rozmijasz się z prawdą:
Wychwycenie przez ciebie akurat tego mego posta który podpisałem tylko imieniem
świadczy o tym że z dziwną nadgorliwością przyjąłęś na siebie rolę strażnika
netykiety i jak tylko zabrakło podpisu to "BUM: dowalić anonimowi"
ochrona netykiety jest chwalebna, ale takie zaperzenie zwyczajnie śmieszne.
Na prawde nie masz ciekawszych zajęć niz KONTROLĄ cudzych postów?
Jeżeli Ciebie to nie interesuje, to może po prostu pozwól poczytać innym?

i nie wiem co ma wspolnego z zeglarstwem roztrzasanie w jakich ukladach Jacek
Kijewski bierze udzial a w jakich nie bierze udzialu i co dla jednego z
interlokutorow znaczy Wojtek Kasprzak.

zwykła dygresja. Dotycząca tej listy. Nikogo nie obrażająca. Zabronione?
Wybacz ostrość porównania, ale po prostu zachowujesz się jak nadgorliwy cenzor.
Szkoda że podobnej energii nie potrfisz włożyć a pisanie w jakichś bardziej
twórczych wątkach. Po prostu szkoda...

> Co do obyczajow na grupie, to biore w niej aktywny udzial od 1998 roku i
> odnosze wrazenie, ze je dosc dobrze poznalem, i drugie wrazenie, ze sie
> przez ten czas dobrze sprawdzily zapewniajac wiele milych i pozytecznych
> chwil przed ekranem komputera. Uwazasz, ze nastal czas na zmiany?
> Czas na szeroko w srodowisku (jakim srodowisku?) znanych anonimow?

> Grafomanow? Chamow publicznie rzucajacych ch...?

Nie wiem na jakiej podstawie obrażasz rozmówcę sugerując mu rozmiłowanie w
chamstwie. W całym swoim poście wykazałem że przesadzasz ale w powyższym wątku
mało że przesadzasz to na dokładkę bardzo nieelegancko insynuujesz komuś coś.
Na szczęscie ten ktoś nie zareagował. Poprzednio jednak tak się złożyło, że owe
niesławne "ch..." padły właśnie po podobnych Twoich "eleganckich" insynuacjach.
Wydaje mi sie że oprócz chamstwa, nieprzetrzegania netykiety, to na liście
istnieje inny poważny problem związany ogólnie z kulturą międzyludzkich
relacji, który zresztą tej liście bardzo psuje opinię w środowisku żeglarskim.
Objawia się to w ten sposób, że znam BARDZO WIELU ludzi, którzy listę
regularnie czytają, ale wolą się nie odzywać bo "zaraz ktoś na nich naskoczy".
I przykładem prawdziwości tej tezy Jarku jest Twoja agresja "w dobrej sprawie"
Przypadkiem nie próbuj mi od razu insynuowac w odpowiedzi tego co nie myślę.
Nie bronię chamstwa. Wręcz przeciwnie - potępiam je, ale w KAŻDEJ postaci...

> Nawet jezeli posty Piotrka Gorala w pewnym momencie staly sie swoistym
> folklorem tej grupy, to ani razu nie zapomnial sie podpisac

i to jest Twój problem, przejmujesz się wyłącznie formą

i ani razu nie umiescil tekstu obscenicznego.

Ani niekulturalnych zaowalowanych insynuacji w stosunku do osób trzecich ;-(

To jest IMHO grupa dyskusyjna a nie grupa do objawiania swoich jedynie
slusznych pogladow,

Bo tak sie składa w życiu, że wbrew pieknym deklaracjom większość ludzi uważa
swe poglądy za jedynie słusznie i dopiero w dyskusji po pełnym wytłumaczeniu
wszytkich aspektów może je zmienić albo nie. Ale dyskusje bywają długie...

kompleksow i innych takich.

np wyładowania ciągłego agresji na innych? co? ;-))

Reasumując podsumuję Jarku Twoje zachowanie, bo i ty ciągle oceniasz innych:
Będąc na liście chcę przestrzegać przyjętych na niej obyczajów tak jak inni.
Ale Twoje posty to już nie przyjacielskie uwagi pożyteczne dla błądzących.
Może tego nie widzisz ale zwyczajnie przyjmują formę agresywnej namolności.
Czy zdajesz sobie sprawę że to właśnie Twoje zachowanie odbiega od kanonów
dobrego wychowania a w swej namolności wręcz dyskredytuje dobre obyczaje?
Jak chcesz to sobie w odwecie rozpętaj wielką dyskusją na ten temat, tak jak to
niestety lubisz robić. To Twój duży problem, choć chyba tego nie rozumiesz...
Ja osobiście Ci jednak zdradzę, że zdecydowanie wolę sobie poczytać na liscie
nawet długie treściwe posty (ale o żeglarstwie i jego problemach), niż zgodne z
"formą" liczne "żeglarskie" pyskówki.

pozdrowienia,

in...@anw.pl

unread,
Jan 29, 2003, 10:34:04 PM1/29/03
to
he, he,
Chciałem Ci Jarku odpowiedzieć, ale się nie dałwało, bo ktoś
wreszcie ocenzurowal listę i nie przechodziło przez komputer...
...cytowanie Twoich wypowiedzi ;-)))

pozrowienia

Witek Chocholak

P.S. Naprawdę! WCh

RadekNet

unread,
Jan 30, 2003, 3:55:03 AM1/30/03
to
Dnia 30 stycznia 2003, napisales:

>> chetnie bym sie dowiedzial cos na temat przepisow zeglugowych na rzece

iap> nie sądzę. Poruszony wątek powinien był wywołac burzę po jego ujawnieniu, gdyby
iap> traktowano tu aktualne problemy żeglarstwa serio. A tu cisza...
iap> Więc nie wierze że chcesz się czegokolwiek dowiedzieć. Myślę że szukasz sporów.

Panowie, jak mail ma tyle kb to malo kto go czyta... lepiej podzielic
dyskusje na mniejsze posty i kazdy tytulowac jak trzeba, stosownie do
zawartosci. Wtedy bylo by latwo dojsc do tego watku o przepisach - ja
tez do tego nie dotarlem :(

Pozdr.
--
Radoslaw Wrodarczyk
www.parts.com.pl (zeglarstwo, samochody)
GSM + 48 600 813 505

s/y Bryk POL-4822

Jarek Czyszek

unread,
Jan 30, 2003, 5:45:22 AM1/30/03
to

in...@anw.pl napisał(a) w wiadomości:
<4ebc.000001...@newsgate.onet.pl>...

>Ponieważ stale przesadzasz my¶lę że robisz to i w tej sprawie.
[...]


>Zważywszy na to, jak zgrabnie wychwytujesz braki podpisów, to jednak się
otwiera

Z ta cenzura to czekalem przez piec lat, aby natychmiast ja zastosowac, jak
tylko Ty pojawisz sie na grupie.
Swoja droga to jestem zadumany nad przemysleniami i czasem poswiecanym przez
niektorych temu jaki to ja jestem; a to przemadrzaly, a to sie
wywyzszajacy, a to przesadzajacy, a to jakis tam jeszcze (nie chce mi
szperac po watkach i szukac)
Panowie - przepraszam, ze tak zbiorowo, ale stosujacy metode dyskusji o mnie
zamiast o poruszanym problemie, beda wiedzieli o kogo chodzi - mineliscie
sie zarowno z powolaniem jak i z adresem dyskusyjnym; mysle, ze pod haslem
psychologia da sie jakas grupe dyskusyjna odszukac.
Kolego Witku, chcialem ci tylko przekazac, ze zgodnie z przyjetymi od lat
tutaj zwyczajami Twoj glos bedzie sie malo liczyl jezeli;
- sie pod nim nie podpiszesz
- bedziesz pisal elaboraty powyzej 4-5 kB (czterdziesci mi nie przyszlo
nawet do glowy)
To ostatnie dlatego, ze raz zapychaja lacza, dwa nikt nie bedzie czytal
(czego masz najlepszy dowod, ze nikt nie podjal publicznej dyskusji o tak
waznych, Twoim zdaniem, problemach przepisow zeglugowych na srodladziu).
To pierwsze nie wymaga komentarza.
Tylko tyle. Skoro Ty wiesz lepiej, no to pozostawiam Cie z Twoja wiedza. Dla
mnie EOT.
Pozdrowienia - Jarek

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 30, 2003, 8:19:05 AM1/30/03
to
li...@parts.com.pl (RadekNet) napisał(a):
> Panowie, jak mail ma tyle kb to malo kto go czyta... lepiej podzielic
> dyskusje na mniejsze posty i kazdy tytulowac jak trzeba, stosownie do
> zawartosci. Wtedy bylo by latwo dojsc do tego watku o przepisach - ja
> tez do tego nie dotarlem :(
Radku, tak to niestety jest, gdy na Grupie spotka się dwóch takich, którzzy
mają sobie dużo do powiedzenia. I w dodatku w trakcie rozmowy przypominają
sobie o czymś jeszcze. Ale chyba dobrze, że potrafią robić to qlturalnie?
Specjalnie dla Ciebie cytuję interesujący Cię wątek - niestety nie
rozwinęliśmy go, za to "przerabiamy" teraz m.in. pomysły na wyposażenie
Oriona - może i na Kormoranie zdołałbyś coś wykorzystać?
Pozdrawiam
Tomek Janiszewski
24 kwietnia 2002 straciły ważnośc dotychczasowe przepisy żeglugowe na
śródlądowych drogach wodnych a ministerstwo zajęte reorganizacją i pchniem
się do Unii zapomniało wydac nowe. W efekcie nie mamy już na śródlądziu prawa
drogi.
Nie wierzysz? To efekt nowej ustawy o żegludze śródladowej z 24.01.01 (DU
5/1), która utrzymała w zyciu stare przepisy wykonawcze ale nie dłużej niz
przez rok, czyli do 24 kwietnia 2002. W efekcie nie ma juz żadnego aktu
prawnego, który by dawał jachtom żaglowym na śródladziu pierwszeństwo w
stosunku do motorówek!!!
Za to ustawa zawiera pare regulacji, w tym zapis, że pierszeństwo ma
jednostka idąca w dół rzeki (Art 44.3). Przeczytaj to jeszcze raz! Rozumiesz
efekt? Pewnie nie możesz uwierzyć by taka bzdura miała miejsce? he he?
Niestety.
O tej dziurze w prawie (cały sezon 2002) nikt nie wie. poza świetnie
zorientowanymi w przepisa pracownikami Inspektoratów (Obecnie UŻŚ) ale Ci
wolą milczeć, by panował porządek na wodzie. Niemniej w poruszonej przez
ciebie kwestii Z ŻALEM niestety musze cię poinformować, że miałbym
pierszeństwo! ;-))
Żałosne jest tylko że pieprzone pseudoautorytety, które rozbijaję włosy na
czworo np w instrukcjach PZŻ wogóle nie poruszają tego ważnego problemu.
Zauwazyłeś cos na liście na ten temat? To tu się zgłębia problemy
żeglarstwa???

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 30, 2003, 8:42:08 AM1/30/03
to
in...@anw.pl napisał(a):
> najprostszy i najprecyzyjniejszy pomiar na jeziorze to możemy zrobic z GPS,
> interesowło by mnie jeszcze zrobienie tego zarówno przy silnym wietrze w
> mordę i podfalę oraz przy brzegu osłonietym.
Wszystko to możliwe.
> > Ale z szuwarowych łodek to najpiękniejsza jest NADZIEJA!
> Która??? ;-)))) pytałem o 79.
Wszystkie są ładne - ze względu na linie,nie jakieś szczególne malowanie.
> Byłeś w HOWie?
Byłem - w latach 1978-82 - w 21WWDH, gdzie najbardziej znaną postacią był
Tomek Szwed (tak jak Jacek Kijewski na naszej Grupie ;-) )
A jak zrozumałem z poprzedniego pytania, Ty byłeś w 79WŻDH? Pływałem
na "Nike" po Zatoce w 1981r w załodze rekrutującej się przede wszystkim z tej
drużyny.

> Ja Osobiście z szuwarowych wolę takie długie o smukłej sylwetce i niemal
> płaskim pokładzie. Stare sportiny, Tanga 730 i 780S, ewent. Mak 747...
Kiedyś nawet wymienione przez Ciebie jachty nie uchodziły za "smukłe". Ale na
tle dzisiejszych Sasanek, Janmorów, Pegazów czy TES-ów...

> Kiedys narysowałem sobie idelne skrzyżowanie 747 z 730 i grubym
> falochronem, ale nie wiem kiedy znajdę czas i kasę na zrobienie formy.
No i prawa autorskie... :-(

> > W Twoim przypadku chodzi zapewne o brak załóg na take bojowe zadanie.
> MASZ RACJE, ale nawet jakby były pod górę to trzeba je nakarmić.
> Ale z niektórymi łódkami istnieje możliwośc takiego rejsu w górę i
> wtedy oczywiście jest problem obsady.
Mnie to się spodobało od razu. Nawet gdybym miał taką możliwość, nie woziłbym
swojej łajby na WJM.

> Na szczęście w dół zaliczamy co roku. W tym było ciekawie po Huraganie i
> najniższej wodzie na Narwii od wielu lat.
Wiem, śledziłem na bieżąco komunikaty IMGW, nawet wtedy gdy nie miałem już
szans na rejs.
> No poza 2 Bimbkami, które przy tym stanie nie miały szans i skończyły w
> Ostrołęce.
Właśnie z tego powodu pozostałem wierny "Orionom".

> > Sam wiem co znaczy w forsowne płynięcie z pochodzącymi z
> > łapanki "wyrobnikami" którzy robią wszystko, byle tylko opóźniać tempo.
> no, ww spływ to trwał ze 4 dni ;-)))
Bo to z pewnością była dla nich niezła zabawa - po co więc mieli się
spieszyć? Moje spływy trwały chyba dłużej - z powodu awarii silników. Gorzej,
gdy trzeba dostarczyć terminowo jachty na rejs po WJM, a tu uczestnicy
uprawiają jawny sabotaż :-(( Wtedy i 8dni może okazać się mało.

> > To dwie łajby - średnio tyle co dwa Oriony. Wychodzi po 15 litrów na > >
> > łajbę. Chyba więc dużo mniej.
> wydaje mi się że 30 to po prostu bezpieczna ilość,
Na pewno trzeba mieć zapas, przynajmniej tak dopłynąć do Ostrołęki, gdzie
stacja blisko. Najgorzej byłoby, gdyby zabrakło w górę Pisy
> połowa na Pise, połowa na Narew gdzie się efektywniej wykorzystuje prąd.
Wykorzystanie prądu przy rejsie w dół zależy od tempa: im wolniej tym lepiej.

> Pod górę pewnie proporcje raczej wg kilometrarzu i pewnie ze 2 razy więcej
Tu zależy głównie od siły prądu a tym samym od stanu wody, przy czym istnieje
jakaś optymalna szybkość, przy której zużycie będzie minimalne. Znajomy
z "Rejsów" pływający w górę każdego roku twierdzi. że przy stanach średnich
jest najgorzej: prąd stosunkowo silny, a nie można powolić sobie na ścinanie
zakrętów i omijanie nurtu.

> > Pisałem już o tym W skrócie: powinny być po napojach gazowanych i mieć
> > szczelne nakrętki z wewnetrznym kołnierzem.
> a czemu po gazmowanych???
Bo mają grubsze, trudniejsze do przetarcia ścianki, oraz na ogół
szczelniejsze nakrętki.
> > Chcesz obejrzeć Pantaleona w AZS-ie? Chętnie wybiorę się z Tobą, ale
> > pamiętaj że to niebezpieczna expedycja! :-O
> chętnie, jestem teraz na Zegrzu co weekend ale pilnuje pływań,
Chyba "latań" (bojerowych)

> więc cięzka sprawa. Ale bez kłopotu od marca.
Fatalny termin - wtedy ośrodek jeszcze oficjalnie zamknięty, za to można się
nadziać na miejsowych "dziadków" którym zarządca za przysłowiową "flaszkę"
zlecił jakąś partaninę przy tym co jeszcze zostało z jachtów. Zaś teraz,
przynajmniej po powrocie mrozów, najbezpieczniej byłoby się dostać tam po...
lodzie.
> > Aaaa, więc proponujesz odgrodzić "mesę" od koi dziobowej!
> nie! za bardzo zmniejszy wnętrze, chyba że nie będzie to gródź tylko niska
> szafka kuchenna.
Na jednej z burt czy obok skrzynki mieczowej?
> Na razie wydaje mi się to zbyt śmiałe, poza tym że chyba ciężkie.
> no nie wiem - sklejka!
Może istotnie przesadziłem
> > Taką też grodzią byłby wspomniany przeze mnie "moduł gospodarczy"
> chyba chodzi nam o to samo. Czy hundki mają tę samą długość?
W orionie - tak.

> > póki jest cień szansy cokolwiek uratować - już nie dla siebie, lecz dla
> > młodszych pokoleń...
> młodsze pokolenia juz to olewają, większość woli zapłacić kasa rodziców za
> obóz a nie tyrac przy łódkach. A pracowitym niedobitkom zostaje jeszcze
> harcerstwo.
Trafiaja się wyjątki: gdy Wilkasach odbierałem Pantaleona po skończonym
rejsie od całkiem jeszcze "zielonych" studentów, byli tak zadowoleni, że
otrzymali ten własnie jacht zamiast najbardziej "zapuszczonego" Oriona,
którego mieli wcześniej okazję oglądać w Zegrzu, że wyrazili gotowość pracy w
Klubie, aby tylko mieć pewność, że w przyszłym roku też będą pływać na nim
ponownie. Ale gdy skierowałem ich do zarządcy przystani, ten
zamiast "zagopodarować" ich zgodnie z wcześniejszymi jego deklaracjami,
odprawił ich z kwitkiem. Takimi zakłamanymi indywiduami po prostu się
brzydzę.
> > Tylko gdzie go umieścić ten zlew?.
> najchętniej na prawej burcie (by zrównoważyc silnik) przed forkoję, zostaje
> przejście z 2 strony, mozna to przykrywac uzyskująć duzy blat...
Czegoś nie rozumiem:
PRZED forkoję? Cyba nie pod niskim fordekem, aby przygotowywać posiłki
klęcząc lub leżąc na lewym materacu?
Może ZA forkoję? A jak szeroko? Na koi, a może aż do skrzynki mieczowej?
Wtedy niestety odpada obrotowy stolik. Od początku wyobrażałem sobie kuchenkę
po jednej burcie, zlew po drugiej. Wtedy koje byłyby symetryczne.
> Wspólczesne kuchenko-umywalki mają też podłuzny kaształt, to jedyny większy
wydatek w całej
> instalacji (400-600 zł). Reszta włącznie z batrią to grosze.
Jeszcze co do kuchenki: nie chciałbym żadnego gumowego wężą. Jeden palnik bez
własnego zaworu nakręcany bezpośrednio na butlę - w tak ciasnym jachcie to
najbezpieczniejsze.
> Znajomy z SKŻ chciał zrobić odpływ do... skrzynki mieczowej.
> widziaem to u jednego regatowca. śmieszna, ale może śmierdzieć na postoju,
> a i ryby stukające w nocy w skrzynce mogą nie dać spać ;-)))
Poza tym będzie wiecznie zapaskudzone tam, gdzie laminat narażony jest na
przetarcie, i chciałoby się od czasu do czasu przynajmniej zamalować rysy
topkotem.

> Osobiście wolałbym najkrótsza drogę do dna by był łatwy odpływ
Skoro nie ma już dna wewnętrznego wydaje się to realne. Ale może
wystarczyłoby przenośne "szambo" pod zlewem, opróżniane rano?

> jw, myslę że to proste. Trzeba tylko się przełamać by pierwszy raz przeciać
> diaxem laminat na forkoi. A boli... ;-)
Już zrobił to poprzedni włąściciel aby podeprzeć pilers jakimś zardzewiałym
płaskownikiem. Wywaliłem to żelastwo i wlaminowałem podłużną gródź,
stanowiącą swoiste przedłużenie skrzynki mieczowej, sięgającą aż pod pierwsze
wzmocnienie forkoi. A otwory, traktowane przez mojego poprzednika
jako "lodówki maślano - piwne" zamknąłem na śruby i nakrętki solidnymi
sklejkowymi klapami.
> > Wyjdę na ortodoxa, ale naprawdę nie kupuję napojów w PET-ach, nie
> > tylko na WJM
> Dobskiego mi szkoda, ale to juz była totalna głupota akurat w takim miejscu.
Wcale nie głupota ale pazernność lokalnych kacyków

> a te bytelki do komór to skąd się wzieły...
Celne pytanie! ;-) Otóż zbierałem je w swoim zakładzie pracy. Niestety, w
kolejnym sezonie letnim nie będzie "zbiórki surowców wtórnych" po tym
prezencie działu adm-soc.- pojemność komór wypornościowych jest przecież
ograniczona.

> > Wlaminowywałem jedynie sklejkowe ramki z wklejonymi nakrętkami. Do nich
> > przykręcałem kompletne meble.
> na tak to by mi się nie chciało. Poza tym zauwaz że wlaminowane ścianki
> usztywniają i wzmacniają kadłub!
Ma to znaczenie raczej w nowych konstrukcjach, gdzie można dzięki temu
zmniejszyć grubość skorupy. W istniejących Orionach warto usztywnić jedynie
boczne okna; w tym celu drewniane atrapy ramek okiennych miały w połowie
długości dodatkowy słupek.
> > Może położono nieco grubszy laminat.
> raczej wątpie w taki gest szkutnika. Robił je z powierzonej mojej żywicy i
> po roku musiałęm przesztywniać 10 cm pianką pokłady, bo cos były słabe.
Na dennikach zaoszczędziłby niewiele, a wydałoby się od razu.

> Zresztą teraz sa genialne, wyobrażasz sobie niemal 450 ltr wyporu na Omegę?
Toż to więcej niż Orion bez ciężkiego miecza! A w Twoich Omegach miecze chyba
są lekkie.
> A z tego brakującego laminatu to podejrzewam, że po cichu gdzies minimum
> jedna siostrzyczka powstała.. ;-(
Albo błotniki w paru polonezach :-(((((((
> a technika klejenia? smarowałę i sufit i wykłądzinę i czekałeś z
> położeniem az trochę podeschnie?
Oczywiście, i na początku jakoś trzymało

A może to wina podłoża wykładziny? Powienien byc miękki filc!
To była jakaś gruba, sfilcowana tkanina. Nic dziwnego, że klej w to wsiąkał.
Tak czy inaczej postanowiłem obejść się bez klejenia. Dobrym rozwiązaniem
jest przyszycie cienkich dębowych listewek do niewidocznej strony wykładziny:
wtedy podparta atrapami osłaniającymi pokładniki jest równa prawie tak jak
przyklejona.
> A na swoim muszę przede wszystkim złuszczyć to pożółkłe badziewie zwane
> Polrenem, bo sypie się na łeb.
> polren to jest niezły poza tym że blaknie strasznie,
Trafiały się partie, które po dwóch sezonach robiły się po prostu żółte, co
dawało szczególnie ohydne efekty, jeśli zamalowałeś tym świństwem jakieś rysy

> odpada raczej w skutek słabego odtłuszczenia, nieodpylenia itp...
Ten jest kruchy jak stara farba olejna na drzwiach wychodka za oborą. Tak czy
inaczej nigdy więcej nie sięgnę po Polren. "Rozprawiłem się" już kiedyś z nim
na Grupie. Tylko biały topkot, docelowo także na zewnętrznej powierzchni
całego kadłuba.
> > Bo i cała śródlądowa sieć szlaków została dawno zapuszczona...
> > niestety, "możnych tego świata" interesuje tylko budowa AUTOSTRAD! :-
(((((
> na z tych akurat to bym się cieszył. Martwi mnie raczej że ich raczej
> interesuje zbieranie kasy na rzekome autostrady...
A może Ryży pocieszy nas, że za "podatek podwodny" zostanie dokończony Kanał
Mazurski? ;->
> > To "patent" Marcina Kurowickiego.
> Kury z AŻ i od Osińskiego? Świat jest mały.
Tego samego Kury. Byliśmy razem w AKŻ-cie, chcieliśmy reaktywować Klub w
Zegrzu, ale tamten menel z przystani zrobił kalosza z własnej mordy :-(((((

> U nich zamawiam tylko łożyskowane bloczki do ślizgów i drobne naprawy.
> Do robienia akuc na maszty mam swojego spawacza amatora żeglarza. może
> spawy nie pod linijkę ale za to dokładnie takie jak chcę (po poprawkach) i
> betonowe
Częśc moich okuć jest spawana, część - wykonane własnoręcznie zawiasy
salingów i pięta masztu - rzezana z duralu i skręcana śrubami. Może
skorzystam kiedyś z usług Twojego znajomego?

> > Oborę wywołał głównie "kryzys postaw moralnych". Ale znów NTG
> Ja akurat najbardziej nie lubie ludzi którzy udają kogoś innego a jak nikt
> nie patrzy to nóż w plecy. Ale na takich się nie napada bo są "kultularni".
Akurat Jarek taki nie jest. Tylko czasem zdarza się, że powie trochę za dużo
i zbyt pochopnie.
A takich o których mówisz też nie lubię, i nie przeczę, że mam
swoich "faworytów ;->

> ja licze na tych, którz na razie nieśmiało się pojawiaja i jeszcze nie mają
> wiele do powiedzenia, ale wychowli się już w nowych warunkach
Miejmy nadzieję, że to nie są tylko "oboryci"
> Po diabła miałbym corocznie bulić za przegląd własnego jachtu, o który
> dbam jak najlepiej?
> dla dobra Twych pasażerów nie wiedzących czy postepujesz prawidłowo.
Ale może wystarczyłoby raz, a co roku to chyba przesada?

> Wiesz jakie rzęchy potrafią nie tylko pływac prywatnie ale i na obozach?
Ja przede wszystkim wiem, jakie rzęchy pływają w AZS. Oni muszą to mieć
wpisane w swoją "ideologię" ;-(
Szczerze mówąc sam nie potrafię sobie wyobrazić, jak mój poprzednik mógł
pływać Orionem gdzie sypało się wszystko - od masztu do zenz.

> > Ale obowiązkowe byłyby droższe, z uwagi na "usztywnienie popytu"
> wiem, dlatego tez jestem im przeciwny. Poza tym usługi szkutnicze pewnie
> tez by poszybowały w górę jak blacharskie
Zwłaszcza że już od dawna przypina się żeglarzom łatkę "elity finansowej" a
żeglowanie utożsamiane jest z "luxusem"

> > Do tego jeszce takie buble prawne, jak te z rakietnicą.
> myślałęm że rakietnica od lipca wyprostowana?
Dopiero "prostują" Można było używać rakietnicy bez pozwolenia, ale nie można
było jej nabywać ani posiadać. Chyba ostatni "Rejs" o tym pisze.
> > W ogóle samochodowy akumulator na jachcie to nieporozumienie. Tylko
> > zasadowe, a na śródlądziu w postaci małych "bateryjek" NiCd.
> a wiesz, że w tej chwili kwasówki "głębokiego rozładowania" z czujnikami
> mozna nabyc w Warszawie za grosze? Asz żałuję że juz kupiełem Centry i na
> parę lat nie mam zapotrzebowania.
Tylko że rozładowane akumulatory kwasowe powinny być niezwłocznie naładowane.
Takie warunki występują w przypadku eksploatacji wózków aumulatorowych; na
jachtach może być różnie. Zasadowe przeciwnie: przedłużający się stan
całkowitego rozładowania im nie szkodzi, a osławiony "efekt pamięciowy" (od
którego są zresztą wolne nieco droższe akumulatorki NimH) jest odwracalny.
> w Gnieździe od czasu jak skończył się remont bywam rzadko. praca.
A dziś nie dasz rady?
> nie, ale nie powinien był sugerować negatywnych motywacji innym.
W tym przypadku było to szyte zbyt grubymi nićmi: ogłoszenie na Grupie o
naborze kandydatów na rejsy na Mokotowie, powątpiewania gdaszńczan, czy
ukończenie remontu jest realne, "sugerowanie negatywnych motywacji" ze strony
armatorów Mokotowa ("bo wy to macie tam konkurencyjną firmę"), wsciekłość
nabitych w butelkę załóg, bezskuteczne apele Jacka o zabezpieczenie tego co
zostało zrobione wiosną i wreszcie późną jesienią... druga odsłona tej samej
tragifarsy, rozpoczęta przez jakąś paniusię wyrażającą przekonanie, że jacht
na rejsy którym ogłosiła na Grupie nabór nowych naiwnych jest w całkiem
przyzwoitym stanie.
> > A Mokotów stoi jak stał - i niszczeje, a tu na Grupie "dobre rady" aby
> > przynieść z garażu własną plandekę. Ciebie na miejscu Jacka by nie
> > poniosło?
> Tak. Mnie poniosło do WOZŻ gdzie zamiast wszczynac burdę wywiedziałem się
> kiedy ktoś tam się po to wybierze. I wiem że Andrzej się wybiera.
Doskonale. Zobaczymy jak się sprawy rozwiną. Oby tylko nie okazało się
że "najpierw zbiera się aktyw" ;-)))
> > niestety znow zrobiono widły z igły w temacie "warszawka":-((
> no własnie
Tyle że mnie wqrzyła postawa obu stron, ze wskazaniem na "warszawkę" niestety.
Naprawdę "tamte cwaniaczki ze stolycy" od których to wszystko się zaczęło,
odniosłem nie do siebie ale do winnych skandalu z Mokotowem.

> > Pokrótce: przyjeżdżali na przystań ludzie którzy zapłacili za rejs... i
> > wybałuszali oczy na widok rozbabranego jachtu, na którym mieli pływać.
> > Nie tak dawno na Grupie znów usiłowano prowadzić werbunek załóg na ten
> > sam, gnijący już jacht
> widzałeś tych ludzi? Bo mi własnie jeden z nich opowiadał,że jeździł do
> roboty przy łódce i nie był zachwycony takim przekręcaniem sytuacji...
Do roboty też jeździli, zwłaszcza wiosną, gdy była jeszcze na to kasa. A czy
byłby zachwycony, gdyby zobaczył, chociażby na zdjęciach autorstwa Zwierzaka
na Sail-ho, jak zmarnowano jego robotę?
> > Chyba jednak jesteś uprzedzony do Jacka.
> nie, nie znam go. znam tylko treść jednej dyskusji i mimo że widziałem
> troskę o dobro jachtu to nie podaobał mi się ton ataku i zawzięta negacja
> innych racji. W czasie kiedy on napiętnowywał to ja (chociaż to też nie
> moja sprawa )szukałem potęcjalnych nowych armatorów. Niewiele to akurat
> dało, ale chodzi mi o sposób reagowania na zło. Rozumiesz? Dla mnie sztuka
> jest nie tylko w napiętnowaniu nieprawidłowości co przy okazji pomożeniu
> co nieco.
Słusznie robiłeś, tyle że Jackowi trudniej byłoby szukać nowych armatorów
WOZŻ-towskiego jachtu w Trójmieście. A bez napiętnowania nieprawidłowości nie
sposób oczekiwać pozytywnych zmian, bo z jakiej racji ci co się ich dopuścili
mieliby zrezygnować z uprawiania wygodnego dla nich procederu?
Podjąłbyś się się reaktywacji AKŻ-tu w oparciu o tą samą AZS-owską "czapkę"
oraz te spośród jachtów, które najbardziej zdążyli zniszczyć w czarterach?
Naprawdę, szkoda byłoby Twojej fatygi.

> Po prostu tak to (moze niesłusznie) odebrałem: kilka fajnych tekstów ale i
> ataków. A ataków nie lubię bo widziałem już kilka i po nich to nigdy nie
> jestem pewien czy stoi za nimi zdrowe zaniepokojenie jakąś sytuację, czy
> też na przykład zwykłe stałe pieniactwo czy nawet prywatne interesy
> (nie sugeruję bynajmniej tego Jackowi, po prostu nie lubię skrajnych ocen).
Trzeba i na to być przygotowanym: już i mnie "opriedzielono", że zarzucając
komuś że nie mając żadnych skrupułów uskutecznia prywatne inetresy
współpracując z faciem z Zegrza, mimo że był doskonale poinformowany o jego
przekrętach załatwiam swoje prywatne sprawy. Niewątpiwie to co się tam stało
dotknęło i mnie osobiście - ale może wartoby oszczędzić innym podobnych
rozczarowań?

> > > > Tylko czy zdążyłbyś zareagować widząc za zakrętem inną jednostkę?
> > > jachtem żaglowym na silniku - nie wiem, motorówką raczej spokojnie tak..
> > Ale "przytarcie" się dwóch jachtów żaglowych powoduje mniejsze szkody niż
> > wjeżdzająca w burtę motorówka w ślizgu, która tym razem nie zdązyła.
> oczywiście tak, o ile doń dojdzie. Podkreslam że ryzyko tego jest minimalne
> choc rozumiem że wydaje się groźne
Najlepiej byłoby mieć pewność, że nie tylko nie płynie nic z przeciwka w
kierunku najbliższego zakrętu, ale też nie schowała się tam za nadbrzeżnymi
krzakami żadna jednostka, która za chwilę ruszy. Wtedy dopiero można
bezpiecznie "poszaleć".
> > > > Nie mam pewności, czy woda dostająca się w ten sposób do kartera
> > > > dwusuwu nie pozzostaje tam dłużej.
> > > a jaka jest tam temperatura? nie odparowuje aby?
> > Zbliżona do temperatury wody chłodzącej, ale na pewno niższa niż w
> > komorze spalania.
> chłodząca trochę się odparowuje
Mnie kiedyś podczas spływu skorodował Salut; stąd moje obawy o możliwość
zalegania wody.
> > Może jednak obroty za niskie, wskutek czego świeca się kopci
> po prostu manewry portowe, podejścia do brzegu. Typowe.
> Problemu nie ma np w czasie spływów, gdy silnik ładniesię grzeje
Dlatego unikam zapalania silnika na kilka minut, np celem podejścia lub
odejścia od brzegu.

> > Marni organizatorzy stanowią świetną pożywkę dla krętaczy.
> YKP to dla mnie konkurencja, ale nie atakuję ich, nie podejrzewam złych
> intencji, kochali te łódki. Zaszkodziły im raczej układy wewnątrzklubowe
> (klub całe lata brał kojowe a w czasie remontu odmówił kasy) i ich własny
> brak wyobraźni finansowej (za tanie rejsy wczesniej, niodkładanie na
> remont).
AKŻ-towi też zaskodziły ukady wewnątrzklubowe (np niesprawiedliwy podział
pracy, nieszanowanie sprzętu przez tych "równiejszych") - i AZS skwapliwie to
wykorzystał. Nie przeczę też, ze w YKP-ie są tacy, którym zależy na dobrym
stanie jachtu. Ale droga do jego ratowania nie prowadzi przez "naciąganie"
kolejnych kandydatów na rejs, który nie ma szans się odbyć.

> > > widzialem stan tez ichnich, trójmiejskich łódek więc nie lubie
> > > takich regionalizmów.
> > Ale nie były to chyba łódki Jacka?
> tak jak Mokotów nie był ani mój ani twój a jego używanie
pojęcia "warszaskie
> cwaniaczki" uraził mnie.
A dla mnie to były cwaniaczki, a że niestety z Warszawy... :-((
> Bo ZTCW AZS odnotowuje tam podobne "sukcesy" jak na Zegrzu.
> tak jak i inne kluby w innych miastach. Nie lubię takich regionalizmów.
> > > Zanim ktos napisze słowo warszawski cwaniak wolałbym by
> > > najpierw rozejrzał sie po własnym podwórku a nie pluł na cudze.
> > Po własnym tez się rozgląda - i "pluje", gdy jest na co. Czytałeś na
> > Sail-ho artykuł o wmarzniętym w lód Carterze?
> nie, może rzeczywiście poczytam. wygląda to na ciekawsze i bardziej na
> bieżąco od miesięczników.
To jeszcze poszukaj w archiwum artykułu: "Znikają Opale". Smutne i
przejmujące - a przecież to nie tylko o Mokotowie, ale i o innych, przede
wszystkim trójmiejskich jachtach.

> > Jak nie to jedni warci są drugich :->
> ostatnio zauważyłem totalny najazd na kogoś kto postąpił nieładnie. Ale
> wrażliwe środowisko słusznie piętnując czyjeś zachwanie przy okazji nie
> raczyło potępić "swojego" który też zachował się nieładnie i sprowokował
> całą sprawę. Takie wybiórcze traktowanie nieprawidłowości myślę że
> równie fatalnie świadczy o samym "środowisku".
Chyba musisz mi podesłać parę personaliów na priv, bo tych najazdów było w
ostatnim czasie sporo, i w końcu nie wiem o co i o kogo chodzi.

> > nerwowa reakcja kogoś, od kogo z racji zasług w pionie sportowym możnaby
> > oczekiwać większej qltury osobistej na to by wskazywała.
> jak to?
A ja zapewne będę musiał zrewanżować Ci się tymże.
> > Może ktoś komu ukradliby niekoniecznie tylko odbijacze, zarzygali jacht,
obili
> > mordę za zwróconą uwagę jak tamtemu celnikowi...
> może. Ale cos nie wierze w tę historię o celniku, nie chce mi się jej nawet
> czytać ale widze że prowokują środowisko opisem wyjaskrawionych zdarzeń.
Może tylko prowokują. Ale nawet jak prowokują prędzej czy póżniej znajdą
naśladowców - już w "realu".

> Sam w czasie niemal każdego przejazdu do Chorwacji mam na słowacji takie
> spięcia z łapownikami z ich policji /.../
> A wyolbrzymione relacje...
Ale szkodliwe. Gdyby chciano im skonfiskować np. zapasowe odbijacze lub wziąć
łapówkę za ich "zwolnienie" mogli i powinni by o tym napisać. Nawet gdyby
przy tym nieuczciwy celnik wykręcił rękę ich koleżance, i za to dostał po
mordzie.

> > > Na 50 litrach spokojnie w ślizgu przepłynie w 5 godzin 5*(40-50km)
> > > co daje 200-250 km. To z Mikołajek gdzie dopłynę? ;-)))))
> > Na 5l 20-25km. Może do Rydzewa? Ale nie wstyd taka łupinką? ;-)
> 200-250 km! Jest chyba Rydzówka koło Pułtuska? ;-)))
> 20-25 km to chyba czołgiem pływającym pod ostrzałem! ;-))))
Przecież nie na 50, lecz na 5 litrach! Jestem pewien, że podobnej wielkości
jachtem dopłynąłbyś z taką ilością paliwa z Mikołajek do Giżycka. Oczywiście,
przy braku wiatru. I z prędkością 10km/h.
> > > MOCNY SILNIK PANIE KOLEGO I KURS Z WIATREM!
> > Tu i na samuym takielunku jacht płynie szybko.
> chodzi o to żeby idąc z wiatrem osłabić działanie wiatru na takielunek
> bo czasem i od tego się łódki kładą
Przez dziób? :-))) Chyba nie zamierzasz w białym szkwale pruć pełnym gazem,
aby dogonić wiatr na silniku?
> a w kadłubie zrobić się dziura więc po co wypływać ;-)
Wiadmo po co. Tylko po co liczyć na silnik w białym szkwale, skoro woda może
łatwo go w tych warunkach zalać?
> I chciałbym,aby "adepci jachtingu" przestali być kojarzeni z żeglarzami.
> Bo interesy jednych i drugich stają się coraz bardziej rozbieżne.
> obyczaje oczywiście tak. Ale interesy?
Żeglarzom wystarczy w zupełności - w zależności od potrzeb chwili - kawałek
pomostu z czystym kibelkiem i niedrogim prysznicem oraz "dzikiego" ale
szanowanego przez wszystkich brzegu z polanką, "adepci jachtingu" oczekują
raczej zamkniętej dla "plebsu" enklawy z salonem bingo, dyskoteką ze
striptizem, "nocnym klubem", parkingiem dla beem i meraw, lądowiskiem dla
śmiglowca i oczywiście "sponsorowanym" posterunkiem miejscowej policji.

RadekNet

unread,
Jan 31, 2003, 3:52:28 AM1/31/03
to
Dnia 30 stycznia 2003, napisales:

TJ> Radku, tak to niestety jest, gdy na Grupie spotka się dwóch takich, którzzy
TJ> mają sobie dużo do powiedzenia. I w dodatku w trakcie rozmowy przypominają
TJ> sobie o czymś jeszcze. Ale chyba dobrze, że potrafią robić to qlturalnie?

Ja nie protestuje, przeciw ilosci txt jak Jarek, tylko sugeruje
rozbijac to na watki - np ten o orionach tez przegapilem bo juz nie
mialem sily czytac Waszych dyskusyji o silnikach. A tak mozna pominac
co czlowieka nie interesuje i zajc sie ciekawym dla niego tematem :)))
Wieczorem postaram sie do tego dokopac. ;)

RadekNet

unread,
Jan 31, 2003, 4:07:14 AM1/31/03
to
Dnia 30 stycznia 2003, napisales:

>> > Tylko gdzie go umieścić ten zlew?.

Zlew na Orionie?? Zastanawiales sie jak go bedziesz uzywal? Bo jak dla
mnie to jest to tylko "wylewajka" za burte roznych plynow, a myje sie
i tak na zewnatrz kabiny.

TJ> Jeszcze co do kuchenki: nie chciałbym żadnego gumowego wężą. Jeden palnik bez
TJ> własnego zaworu nakręcany bezpośrednio na butlę - w tak ciasnym jachcie to
TJ> najbezpieczniejsze.

Ja mam butle w bakiscie na rufie - taka duza, ale nie najwieksza.
Kuchenka jest na dziobie zaraz przez burdelkoja, na podlodze. Zdaje to
egzamin nawet na fali - gotowalem wode na Zatoce.

TJ> Tylko że rozładowane akumulatory kwasowe powinny być niezwłocznie naładowane.
TJ> Takie warunki występują w przypadku eksploatacji wózków aumulatorowych; na
TJ> jachtach może być różnie. Zasadowe przeciwnie: przedłużający się stan
TJ> całkowitego rozładowania im nie szkodzi, a osławiony "efekt pamięciowy" (od
TJ> którego są zresztą wolne nieco droższe akumulatorki NimH) jest odwracalny.

Panowie, ja zawsze wsadzal na lodke zuzyty akku z samochodu - jak do
tej pory spokojnie energii starczalo na 14 dniowy rejs - log,
oswietlenie wnetrza, CBRadio itp. Jak dwa lata temu mialem wlozony
taki 80Ah z samochodu, ktorym przyjechalem to po 2 tygodniach jeszcze
nim autio odpalilem! Wiec chyba nie ma za bardzo czym sie przejmowac.

ps
Plissss... robcie odstepy miedzy akapitami :)

Krzysztof Mnich

unread,
Jan 31, 2003, 3:14:44 AM1/31/03
to
Jarek Czyszek wrote:

> Panowie - przepraszam, ze tak zbiorowo, ale stosujacy metode dyskusji o mnie
> zamiast o poruszanym problemie, beda wiedzieli o kogo chodzi - mineliscie
> sie zarowno z powolaniem jak i z adresem dyskusyjnym; mysle, ze pod haslem
> psychologia da sie jakas grupe dyskusyjna odszukac.

Zwlaszcza ze mozna tam znalezc innego milosnika dlugich form,
niejakiego JeT-a ;->>>>>

MSPANC

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 31, 2003, 5:03:39 AM1/31/03
to
li...@parts.com.pl (RadekNet) napisał(a):

> Dnia 30 stycznia 2003, napisales:
>
> >> > Tylko gdzie go umieścić ten zlew?.
>
> Zlew na Orionie?? Zastanawiales sie jak go bedziesz uzywal? Bo jak dla
> mnie to jest to tylko "wylewajka" za burte roznych plynow, a myje sie
> i tak na zewnatrz kabiny.
>

Napisałem, jaki sens może miec instalowanie zlewu. Tylko wtedy, gdy chcesz
umyć własnie wewnątrz kabiny, bo jest noc, zimno, deszcz lub nie chcesz
wpuścić komarów. Znajomy z SKŻ przymierzał się do wykonania zlewu na Orionie,
co prawda nieco podwyższonym.
Trzeba też pamiętać o zanieczyszczaniu wody, co na WJM może mieć znaczenie.
Może dlatego zamiast odpływu bardziej wskazane byłoby "szambo" pod zlewem?
Ale wcalę nie twierdzę że zlew na Orionie musi być. Dotąd obywałem się bez
niego, i nie byłoby wskazane instalować go np. za cenę konieczniści
wczołgiwania się po szyję do hundkoi.

> TJ> Jeszcze co do kuchenki: nie chciałbym żadnego gumowego wężą. Jeden

> TJ> palnik bez własnego zaworu nakręcany bezpośrednio na butlę - w tak
> TJ> ciasnym jachcie to najbezpieczniejsze.


>
> Ja mam butle w bakiscie na rufie - taka duza, ale nie najwieksza.

Otóz to właśne: jedyną zaletą takiego rozwiązania jest wykorzystanie bakisty.
Fatalną zaś wadą jest oddalenie butli od kuchenki: aby bezpiecznie ją zgasić,
musisz zostawić kuchenkę i zamknąć zawór butli, dopiero potem zakręcić
kuchenkę.
Oddalenie butli IMHO nie zwiększa bezpieczeństwa, przeciwnie: wyciek ze
złącza wąż-kuchenka jest równie prawdopodobny jak ze złącza butla-wąż, a
dochodzi jeszcze niebezpieczeństwo uszkodzenia długiego węża.

> Kuchenka jest na dziobie zaraz przez burdelkoja, na podlodze. Zdaje to
> egzamin nawet na fali - gotowalem wode na Zatoce.

Rozumiem że na Kormoranie?
Ale - znowu przed burdelkoją? Tzn gotując klęczysz na materacach?
Na Orionie nie przewiduję gotowania w ruchu (tylko raz robiłem to na
Śniardwach przy 1B, ale wtedy po prostu przeniosłem kuchenkę z butlą do
kokpitu). Pod zejściówką trudno jest przecież znaleźć miejsce na "bujane"
zawieszenie.

> TJ> Tylko że rozładowane akumulatory kwasowe powinny być niezwłocznie
> naładowane.

> Panowie, ja zawsze wsadzal na lodke zuzyty akku z samochodu - jak do


> tej pory spokojnie energii starczalo na 14 dniowy rejs - log,
> oswietlenie wnetrza, CBRadio itp. Jak dwa lata temu mialem wlozony
> taki 80Ah z samochodu, ktorym przyjechalem to po 2 tygodniach jeszcze
> nim autio odpalilem! Wiec chyba nie ma za bardzo czym sie przejmowac.
>

Po pierwsze: trzeba mieć samochód ;-) względnie zapytac o zużyty akumulator w
jakimś garażu za przysłowiową flaszkę. :-)))
Ale to nie wszystko: kilkdziesięciokilogramowy "grzmot", zapakowany w jakiejś
dziurze wtrżniętej pod kojami, który aż się prosi aby oberwać się w przechyle
a zwłaszcza podczas transportu, zalać kwasem przeżerającym nawet laminat,
jakieś naloty na klemmach, centymetrowe pyty przewodów... na małym
śródlądowym jachcie może jednak lepiej zainstalować oszczędne oświetlenie
(np. żarówka halogenowa od roweru lub świetlówka 4W (tylko muszę przypomnieć
sobie, gdzie zamieściłem opis ODPOWIEDNIEJ przetwornicy) w miejsce
samochodowych "sufitówek" w byle jakich oprawach, i zasilać to z
lekkich "bateryjek" kadmowo - niklowych, umieszczonych np w kawałku jaskółki
względnie w małym wydzielonym fragmencie jednej z szafek?

ps
> Plissss... robcie odstepy miedzy akapitami :)

Załatwione, jak widać wyżej :-)

RadekNet

unread,
Jan 31, 2003, 5:55:20 AM1/31/03
to
Dnia 31 stycznia 2003, napisales:

TJ> Napisałem, jaki sens może miec instalowanie zlewu. Tylko wtedy, gdy chcesz
TJ> umyć własnie wewnątrz kabiny, bo jest noc, zimno, deszcz lub nie chcesz
TJ> wpuścić komarów. Znajomy z SKŻ przymierzał się do wykonania zlewu na Orionie,
TJ> co prawda nieco podwyższonym.

Nie doczytalem do konca widac tego co na pisales - zlew na morzu IMO
ma sens, ale na slodladziu zawsze mozna zmywanie odlozyc na pozniej.

TJ> Otóz to właśne: jedyną zaletą takiego rozwiązania jest wykorzystanie bakisty.

I wlasnie przez to tam poszla :) Stwierdzilem, ze bez sensu zagracac i
tak mala kabine.

TJ> Fatalną zaś wadą jest oddalenie butli od kuchenki: aby bezpiecznie ją zgasić,
TJ> musisz zostawić kuchenkę i zamknąć zawór butli, dopiero potem zakręcić
TJ> kuchenkę.

Na wiekszych jachtach tylko takie rozwiazanie widzialem wiec nie
uwazam tego za problem. Zreszta... zwykle nie jestes na jachcie sam.
Starczy zawolac "Kaska, zakrec butle!" i juz odpada problem z
oddalaniem sie od kucheniki. Zreszta ile masz od kucheniki do
bakisty..
A na wycieki trzeba uwazac - to fakt.

>> Kuchenka jest na dziobie zaraz przez burdelkoja, na podlodze. Zdaje to
>> egzamin nawet na fali - gotowalem wode na Zatoce.

TJ> Rozumiem że na Kormoranie?

Na Carinie. Na Kormoranie mam w prawej hundkoi.

TJ> Ale - znowu przed burdelkoją? Tzn gotując klęczysz na materacach?

Gotujac siedze na ktorejs z koi (przedluzenie hundek). Kuchenka jest
za pilersem (no, troche przeszkadza) a przed burdelkoja.
Acha, i jest bez kardana :) Jako, ze z 3 stron jest "obudowana" nie
grozi wypadniecie garow, a to, ze jest prawie na ziemi ogranicza do
minimum zagrozenie, ze jak sie cos wyleje to na cialo.

TJ> Po pierwsze: trzeba mieć samochód ;-) względnie zapytac o zużyty akumulator w
TJ> jakimś garażu za przysłowiową flaszkę. :-)))

Przy pbraku mozliwosci wyjecia akku z auta bralem za free stare od
znajomego mechanika.

TJ> Ale to nie wszystko: kilkdziesięciokilogramowy "grzmot", zapakowany w jakiejś
TJ> dziurze wtrżniętej pod kojami, który aż się prosi aby oberwać się w przechyle
TJ> a zwłaszcza podczas transportu, zalać kwasem przeżerającym nawet laminat,
TJ> jakieś naloty na klemmach, centymetrowe pyty przewodów...

1) Akumulator "od malucha" wazy bardzo malo.
2) Akumulatory "bezobslugowe" sa dosc szczelne.
3) Zawsze mocujesz go opaskami, tak, zeby nawet przy grzybie nie
lecial.
4) Jak masz radio, CBRadio i oswietlenie to ciezko wymyslec cos
innego.

:))))))

TJ> śródlądowym jachcie może jednak lepiej zainstalować oszczędne oświetlenie
TJ> (np. żarówka halogenowa od roweru lub świetlówka 4W (tylko muszę przypomnieć
TJ> sobie, gdzie zamieściłem opis ODPOWIEDNIEJ przetwornicy) w miejsce
TJ> samochodowych "sufitówek" w byle jakich oprawach, i zasilać to z
TJ> lekkich "bateryjek" kadmowo - niklowych, umieszczonych np w kawałku jaskółki
TJ> względnie w małym wydzielonym fragmencie jednej z szafek?

To tez jest rozwiazanie :) Ew, sa takie male akku 12V ok. 5Ah -
szczelnie zamkniete. Mam taki na modelu statku. Kosztuje ok. 60 zl.

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 31, 2003, 7:34:38 AM1/31/03
to
li...@parts.com.pl (RadekNet) napisał(a):

> Dnia 31 stycznia 2003, napisales:
>

> Nie doczytalem do konca widac tego co na pisales - zlew na morzu IMO
> ma sens, ale na slodladziu zawsze mozna zmywanie odlozyc na pozniej.
>

I tak też robiłem.

> Stwierdzilem, ze bez sensu zagracac i tak mala kabine.

Toteż na klubowym orionie posiadałem dwie butle po 1kg (bo tylko taka
mieściła się pod zejściówką odpowiedniej szafce: jedna z nakręconą kuchenką
gotowa do użycia po otwarciu drzwiczek (z góry na dół) i wstawieniu w
dopasowane gniazdo, druga zapasowa.

> TJ> Fatalną zaś wadą jest oddalenie butli od kuchenki: aby bezpiecznie ją

> TJ> zgasić, musisz zostawić kuchenkę i zamknąć zawór butli, dopiero potem
> TJ> zakręcić kuchenkę.


>
> Na wiekszych jachtach tylko takie rozwiazanie widzialem wiec nie
> uwazam tego za problem.

Casem nawet butla ma osobne pomieszczenie, oddzielonne od kabiny i dobrze
wentylowane. Ale na "Alefancie" na którym pływałem w 1996r dwukilogramowa
butla walała się na skośnej podłodze schowka pod kuchenką nie mając nawet
odpowiedniego stojaka! A zapasowa butla 3,5kg w ogóle tam się nie mieściła, i
wystawała częściowo na zewnątrz. Prymityw :-(((

> Zreszta... zwykle nie jestes na jachcie sam.
> Starczy zawolac "Kaska, zakrec butle!" i juz odpada problem z oddalaniem
> sie od kucheniki. Zreszta ile masz od kucheniki do bakisty..

Niesteety, dotad pływałem po Mazurach sam, i jak na razie nic nie wskazuje na
odmianę ;-(

> A na wycieki trzeba uwazac - to fakt.

Dlatego wolę bez jakiegokolwiek węża.


>
> TJ> Rozumiem że na Kormoranie?
>
> Na Carinie. Na Kormoranie mam w prawej hundkoi.

Czytałem. Właśnie trafiłem googlami na Twoją stronę :-))

> TJ> Ale - znowu przed burdelkoją? Tzn gotując klęczysz na materacach?

> Gotujac siedze na ktorejs z koi (przedluzenie hundek). Kuchenka jest
> za pilersem (no, troche przeszkadza) a przed burdelkoja.

Jasne: ZA pilersem, PRZED burdelkoją - ale patrząc od tyłu.

> Acha, i jest bez kardana :) Jako, ze z 3 stron jest "obudowana" nie
> grozi wypadniecie garow, a to, ze jest prawie na ziemi ogranicza do
> minimum zagrozenie, ze jak sie cos wyleje to na cialo.

Niestety na Orionie zainstalowanie tam kuchenki (po jednej stronie skrzynki
mieczowej) wymagałoby podniesienia stolika pod sufit na czas gotowania, lub
zainstalowania stolika składanego na skrzynce mieczowej. A wentylacja jest
lepsza, jeśli kuchenkę zainstalować "po mojemu" tzn pod zejściówką.
>
> Przy braku mozliwosci wyjecia akku z auta bralem za free stare od
> znajomego mechanika.
>

> 1) Akumulator "od malucha" wazy bardzo malo.

Ale też i nie ma 80Ah

> 2) Akumulatory "bezobslugowe" sa dosc szczelne.

Tylko że trudniej otrzymać stare akumulatory bezobsługowe za free

> 3) Zawsze mocujesz go opaskami, tak, zeby nawet przy grzybie nie
> lecial.

Musi to być bardzo solidne mocowanie, prawie takie jak balastu stałego ;-)

> 4) Jak masz radio, CBRadio i oswietlenie to ciezko wymyslec cos
> innego.
>

Fakt, ale zauważ że kwestionowałem celowość używania dużych akumulatorów na
śródlądziu. Tam nie jest potrzebna łaczność ani non stop działająca
nawigacja, oświetlenie też nie musi zawierć kilkunastu żarówek po 10W. Na
morzu pewniejjszy lecz dużo droższy byby zasadowy, taki jak do łodziowych
silników elektrycznych.
>
z
> TJ> zasilać to lekkich "bateryjek" kadmowo - niklowych, umieszczonych np w
> TJ> kawałku jaskółki względnie w małym wydzielonym fragmencie jednej z
> Tj> szafek?

> To tez jest rozwiazanie :) Ew, sa takie male akku 12V ok. 5Ah -
> szczelnie zamkniete. Mam taki na modelu statku. Kosztuje ok. 60 zl.
>

To chyba mały bezobsługowy akumulator ołowiowy, niestety wrażliwy na
chroniczne niedoładowanie. Ogniwa NiCd mają od 4Ah do 5Ah, można użyć ich np
10 co będzie droższe ale trwalsze.

RadekNet

unread,
Jan 31, 2003, 7:54:04 AM1/31/03
to
Dnia 31 stycznia 2003, napisales:

TJ> Toteż na klubowym orionie posiadałem dwie butle po 1kg (bo tylko taka
TJ> mieściła się pod zejściówką odpowiedniej szafce: jedna z nakręconą kuchenką
TJ> gotowa do użycia po otwarciu drzwiczek (z góry na dół) i wstawieniu w
TJ> dopasowane gniazdo, druga zapasowa.

Dla mnie duza butla ma ta zalete, ze nabijam ja przed sezonem i
praktycznie potem mam spokoj. Np. w tym roku lodka byla od maja na
wodzie. We wrzesniu grzalem sobie kabine kuchenka bo ciut zimno bylo,
i jeszcze gazu nie braklo.

>> Zreszta... zwykle nie jestes na jachcie sam.
>> Starczy zawolac "Kaska, zakrec butle!" i juz odpada problem z oddalaniem
>> sie od kucheniki. Zreszta ile masz od kucheniki do bakisty..

TJ> Niesteety, dotad pływałem po Mazurach sam, i jak na razie nic nie wskazuje na
TJ> odmianę ;-(

Tez duzo czasu w tym roku spedzilem sam na lodce i nie bylo problemu
:) Faktycznie sie moznesz jednak obawiac przeciekow.

TJ> Czytałem. Właśnie trafiłem googlami na Twoją stronę :-))

W sezonie troche fotek wnetrz nacykam - na razie to prawie tam nic nie
ma ;) A rozwiazanie w Urwisk IMO bardzo fajne, jak sie plywa w 2-3
osoby.

TJ> Niestety na Orionie zainstalowanie tam kuchenki (po jednej stronie skrzynki
TJ> mieczowej) wymagałoby podniesienia stolika pod sufit na czas gotowania, lub
TJ> zainstalowania stolika składanego na skrzynce mieczowej. A wentylacja jest
TJ> lepsza, jeśli kuchenkę zainstalować "po mojemu" tzn pod zejściówką.

Zapomnialem, ze istnieja jachty, ktore maja skrzynke mieczowa w
kabinie ;)) Kontaktowales sie z Piotrkiem Goralem? On wlasnie cos tam
kombinuje ze swoim Orionkiem - chce gdzies kolo hundki kambuz zrobic.

>> 1) Akumulator "od malucha" wazy bardzo malo.

TJ> Ale też i nie ma 80Ah

Taki z malucha tez starczal na dlugo. Mialem takiego w Kormoranie.

>> 2) Akumulatory "bezobslugowe" sa dosc szczelne.

TJ> Tylko że trudniej otrzymać stare akumulatory bezobsługowe za free

Zawsze wolalem poszukac niz wydawac 200 zl. :)

>> 3) Zawsze mocujesz go opaskami, tak, zeby nawet przy grzybie nie
>> lecial.

TJ> Musi to być bardzo solidne mocowanie, prawie takie jak balastu stałego ;-)

No, pare kilo to ma, ale jak jest w skrzynce w bakiscie (dodatkowe
zabezpieczenie przez rozlaniem kwasu to juz masz ulatwione zadanie.

>> 4) Jak masz radio, CBRadio i oswietlenie to ciezko wymyslec cos
>> innego.
>>

TJ> Fakt, ale zauważ że kwestionowałem celowość używania dużych akumulatorów na
TJ> śródlądziu. Tam nie jest potrzebna łaczność ani non stop działająca
TJ> nawigacja, oświetlenie też nie musi zawierć kilkunastu żarówek po 10W. Na
TJ> morzu pewniejjszy lecz dużo droższy byby zasadowy, taki jak do łodziowych
TJ> silników elektrycznych.

Tylko coraz wiecej lodek srodladowych ma to co wyzej. Ile kosztuje
dobry zasadowy akumulator? I jaka jest jego zywotnosc?

TJ> To chyba mały bezobsługowy akumulator ołowiowy, niestety wrażliwy na
TJ> chroniczne niedoładowanie. Ogniwa NiCd mają od 4Ah do 5Ah, można użyć ich np
TJ> 10 co będzie droższe ale trwalsze.

Dostepne norlanie w sklepach? Bo nie slyszalem o takowych... chyba, ze
je znam, a nie wiem jak sie nazywaja ;)

Tomek Janiszewski

unread,
Jan 31, 2003, 8:54:39 AM1/31/03
to
li...@parts.com.pl (RadekNet) napisał(a):

> Dnia 31 stycznia 2003, napisales:
>
> TJ> Toteż na klubowym orionie posiadałem dwie butle po 1kg (bo tylko taka
> TJ> mieściła się pod zejściówką odpowiedniej szafce:

> Dla mnie duza butla ma ta zalete, ze nabijam ja przed sezonem i
> praktycznie potem mam spokoj.

Za to dwie mniejsze mają inną zaletę poza wymienioną: można wyczerpać ją
całkowicie i napełnić pustą zamiast dopełniać częściowo wyczerpaną. Choc
cenowo to niestety i tak drożej...

> Np. w tym roku lodka byla od maja na wodzie. We wrzesniu grzalem
> sobie kabine kuchenka bo ciut zimno bylo,i jeszcze gazu nie braklo.

Ryzykowne, jesli zostawiasz zapalony gaz na noc. Choć znam takich, co na
tymże klubowym Orionie taki experyment przeżyli...


> >> Zreszta... zwykle nie jestes na jachcie sam.
>

> TJ> Niesteety, dotad pływałem po Mazurach sam, i jak na razie nic nie

> TJ> wskazuje na odmianę ;-(


>
> Tez duzo czasu w tym roku spedzilem sam na lodce i nie bylo problemu

Dla mnie samotne pływanie to specjalność.

> W sezonie troche fotek wnetrz nacykam - na razie to prawie tam nic nie
> ma ;) A rozwiazanie w Urwisk IMO bardzo fajne, jak sie plywa w 2-3
> osoby.

No to obejrzę. A może spotkamy się w Warszawce podczas Twojego spływu? Możesz
zatrzymać się np w Rejsach w Porcie Czerniakowskim.

> TJ> Niestety na Orionie zainstalowanie tam kuchenki (po jednej stronie

> TJ> skrzynki mieczowej) wymagałoby podniesienia stolika pod sufit na czas
> TJ> gotowania, lub zainstalowania stolika składanego na skrzynce mieczowej.
> TJ> A wentylacja jest lepsza, jeśli kuchenkę zainstalować "po mojemu" tzn
> TJ> pod zejściówką.


>
> Zapomnialem, ze istnieja jachty, ktore maja skrzynke mieczowa w
> kabinie ;))

To akurat nie wadzi, zwłaszcza jeśli kuchenka jest jednopalnikowa; po drugiej
stronie mógłby być zlew lub kredens z garami. Problemem jest niestety
obrotowy, podnoszony na pilersie stolik. Pilers stoi na burdelkoi, i niestety
na byrdelkoi należałoby też ustawić kuchenkę. Toteż wybrałem miejsce obok
windy miecza, pod zejściówką.

> Kontaktowales sie z Piotrkiem Goralem? On wlasnie cos tam
> kombinuje ze swoim Orionkiem - chce gdzies kolo hundki kambuz zrobic.

Oglądał mojego Oriona, gdy w kabinie był jeszcze totalny syf (prułem
spartolone przez poprzedniego właściciela denniki, laminowałem ścianki
podkojowe) Ale zamieniaać hundkoi na kambuz nie zamierzam, na co mi potem
taka bakista w jej tylnej części, skoro jest tak wielki achterpik?
Albo "moduł gospodarczy" na śródokręciu, albo raczej jak na klubowym - pod
zejściówką.

> Taki z malucha tez starczal na dlugo. Mialem takiego w Kormoranie.

Tylko z czasem starcza na coraz krócej

> >> 2) Akumulatory "bezobslugowe" sa dosc szczelne.
>
> TJ> Tylko że trudniej otrzymać stare akumulatory bezobsługowe za free
>
> Zawsze wolalem poszukac niz wydawac 200 zl. :)

Pod wzgledem trwałości niestety j.w.


>
> No, pare kilo to ma, ale jak jest w skrzynce w bakiscie (dodatkowe
> zabezpieczenie przez rozlaniem kwasu to juz masz ulatwione zadanie.
>

Musi to być głęboka bakista. Zwykle niestety robi się ją kosztem komór
wypornościowych.

> TJ> Fakt, ale zauważ że kwestionowałem celowość używania dużych

> TJ> akumulatorów na śródlądziu. Tam nie jest potrzebna łaczność ani non
> TJ> stop działająca nawigacja, oświetlenie też nie musi zawierć kilkunastu
> TJ> żarówek po 10W. Na morzu pewniejjszy lecz dużo droższy byby zasadowy,
> TJ> taki jak do łodziowych silników elektrycznych.

>
> Tylko coraz wiecej lodek srodladowych ma to co wyzej.

I pewnie jeszcze radar. To jest dopiero szpan na całe Mikołajki ;-P
Po prostu nie trzeba przesadzać - i wtedyy nie trzeba też ciężkiego
akumulatora. Ostatnio zezwolono na nocne pływania po WJM, toteż kiedyś
zapewne zrobię energooszczędne światła nawigacyjne na LED-ach. Czerwone
istnieją od dawna, białe juz od jakiegoś czasu, a można trafić i na
odpowiednie zielone (510nm) bo te tradycyjnie oferowane jako "zielone" mają
565nm, i zasługują co najwyżej na miano "seledynowych".

> Ile kosztuje dobry zasadowy akumulator? I jaka jest jego zywotnosc?

Widziałem parę lat temu za ponad 300zł, ok 40Ah. Przy takich małych prądach
rozładowania powinien wytrzymać ok. 1000 cykli.

> TJ> Ogniwa NiCd mają od 4Ah do 5Ah, można użyć ich np

> TJ> 10 co będzie droższe ale trwalsze.

> Dostepne norlanie w sklepach? Bo nie slyszalem o takowych... chyba, ze
> je znam, a nie wiem jak sie nazywaja ;)

Dostępne w sklepach RTV, razem z jednorazowymi bateriami. Tylko zwracaj uwagę
na pojemność; czasem trafiają się "atrapy" zawierające ogniwo R14 w "tulejce
redukcyjnej" o wymiarach R20. Typowa pojemnośc niklowo-kadmowego akumulatora
R20 NiCd wynosiła 4Ah; ostatnio poczyniono pewne postępy. Analogiczne ogniwa
NimH maja 4,5Ah lub więcej. Są też "wydłużone" ogniwa R20 o pojemności 7ah
stosowane w systemach oświetlenia awaryjnego, ale jako nietypowe są wyraźnie
droższe.
Przez 4 sezony używałem akumulatorków R20 f-my Vinnic. Potem straciłem
klubowy jacht, ale "ewakuowane" w porę akumulatorki wykorzystam na własnym
jachcie.

Irek Grabowski

unread,
Feb 1, 2003, 7:19:01 AM2/1/03
to

Tak tylko wtrace niesmialo
Dyskutujecie i dyskutujecie, ale czy nie bijecie z lekka piany?
W/g mnie zlew na orionie to duza przesada, podobnie stacjonarna
kuchenka. Sa teraz takie male skladane 2 palnikowe w nierdzewnej
obudowie - rozstawiasz i gotowe.
A zlew. Jako specjalisci od samotnego plywania pewnie zauwazyliscie, ze
ilosc garow i brudnych naczyn , ktore produkujecie jest praktycznie
zerowa - no chyba, ze myjecie puszki od konserw i piwa.:-). A jak plywa
cala rodzina, to wtedy szkoda miejsca wewnatrz na takie ekstawagancje
jak zlew czy kuchenka (pamietajmy, ze mowimy o orionach).

Pozdr
Irek G.

Tomek Janiszewski

unread,
Feb 3, 2003, 2:56:14 AM2/3/03
to
Irek Grabowski <i...@phys.uni.torun.pl> napisał(a):
> Dyskutujecie i dyskutujecie, ale czy nie bijecie z lekka piany?
> W/g mnie zlew na orionie to duza przesada, podobnie stacjonarna
> kuchenka. Sa teraz takie male skladane 2 palnikowe w nierdzewnej
> obudowie - rozstawiasz i gotowe.

Witaj Irku. Niewykluczone że masz rację. Nie miałem dotąd okazji pływać na
Orionie wyposażonym we wspomniany przeze mnie "moduł gospodarczy",dzielący
koje na dwie części. Liczyłbym się z tym, że niewielka kabina może z jego
powodu stac się niepraktycznie ciasna.
Ale wyciąganie kuchenki, a szczególnie garów z wilgotnego achterpiku też nie
jest praktyczne. Dlatego na Orionie klubowym wykombinowałem
kuchenkę "półstacjonarną": jeden palnik nakręcony na "normalną" butlę 1kg (a
nie jednorazową, jak najprawdopodobniej ta, o której piszesz). Aby uzyc
kuchenki, wystarczyw moim rozwiązaniu otworzyć szafkę pod zejściówką,
wyciągnąć stamtąd kuchenkę i ustawić na otwartych drzwiczkach szafki. Taka
kuchenka nie zajmuje użytecznego miejsca gdy sie z niej nie korzysta, wadą
jej jest utrudnione wchodzenie do kabiny podczas gotowania. Tym niemniej, na
swoim Orionie zastosuję najprawdopodobniej identyczne rozwiązanie.
W drugiej szafce, usytuowanej z przeciwnej strony skrzynki mieczowej
zmieściłem większość garów.

> A zlew. Jako specjalisci od samotnego plywania pewnie zauwazyliscie, ze
> ilosc garow i brudnych naczyn , ktore produkujecie jest praktycznie
> zerowa - no chyba, ze myjecie puszki od konserw i piwa.:-). A jak plywa
> cala rodzina, to wtedy szkoda miejsca wewnatrz na takie ekstawagancje
> jak zlew czy kuchenka (pamietajmy, ze mowimy o orionach).

Czasem tych naczyń jes więcej; zależy to od tego co się przyrządza. Ale za
możliwośc ich natychmiastowego ich umycia w kabinie byc może istotnie nie
warto płacić bezpowrotną utrata miejsca. Można je ustawic na podniesionym do
góry stoliku, i umyc rano. Chciałem tylko poznać opinie tych, którzy taki
zlaw zbudowali. Gdyby istniało jakieś rozwiązanie nie pomniejszające innych
cech użytkowych jachtu, wtedy zdecydowałbym sie na nie.

Pozdrawiam i dziękuję za wyrażenie opinii

RadekNet

unread,
Feb 5, 2003, 11:20:02 AM2/5/03
to
Dnia 31 stycznia 2003, napisales:

TJ> Za to dwie mniejsze mają inną zaletę poza wymienioną: można wyczerpać ją
TJ> całkowicie i napełnić pustą zamiast dopełniać częściowo wyczerpaną. Choc
TJ> cenowo to niestety i tak drożej...

A nawet nie o koszty chodzi - po prostu wygoda nie latanie za gazem,
gdzies np. nad Zalewem Wislanym.

TJ> Ryzykowne, jesli zostawiasz zapalony gaz na noc. Choć znam takich, co na
TJ> tymże klubowym Orionie taki experyment przeżyli...

Na noc - nigdy. Ale jak siedze sobie wieczorem (w dzien i tak plywam)
przy gazecie to kuchenka pracuje.

TJ> Dla mnie samotne pływanie to specjalność.

Dla mnie przyjemnosc i zaznanie niczym nie zmaconego spokoju ;)

TJ> No to obejrzę. A może spotkamy się w Warszawce podczas Twojego spływu? Możesz
TJ> zatrzymać się np w Rejsach w Porcie Czerniakowskim.

Bede w Wawie stal na pewno, chociazby zeby znajomcyh poodowiedzac.

>> Taki z malucha tez starczal na dlugo. Mialem takiego w Kormoranie.

TJ> Tylko z czasem starcza na coraz krócej

Taki juz zuzyty z auta starczal nam na 2-3 tygodniowe rejsy bez
problemu.

>> >> 2) Akumulatory "bezobslugowe" sa dosc szczelne.
>>
>> TJ> Tylko że trudniej otrzymać stare akumulatory bezobsługowe za free
>>
>> Zawsze wolalem poszukac niz wydawac 200 zl. :)

TJ> Pod wzgledem trwałości niestety j.w.

A czym sie przejmujesz? Przstaje Ci dzialac - dajesz na zlom i
bierzesz nastepny "zuzyty". Zero kosztow.

>> Tylko coraz wiecej lodek srodladowych ma to co wyzej.

TJ> I pewnie jeszcze radar. To jest dopiero szpan na całe Mikołajki ;-P
TJ> Po prostu nie trzeba przesadzać - i wtedyy nie trzeba też ciężkiego
TJ> akumulatora.

Wiesz, dla mnie radio, oswietlenie wnetrza i naiwgacyjne to jakby
standard. Ponad to log i moze GPS. Nawet jakbym zeglowal po Mazurach
chcialbym to miec. I to nie jest IMHO przesada.

Tomek Janiszewski

unread,
Feb 6, 2003, 3:44:00 AM2/6/03
to
li...@parts.com.pl (RadekNet) napisał(a):

> Dnia 31 stycznia 2003, napisales:
>

> A nawet nie o koszty chodzi - po prostu wygoda nie latanie za gazem,
> gdzies np. nad Zalewem Wislanym.
>

Nie pływałem tam jeszcze; na WJM pod tym względem jest nieźle, ale może z
czasem i na Zalewie się poprawi? Poza tym duża i cięzka butla oraz długi
gumowy wąż na ciasnym jachciku także mają swoje wady. Rzecz gustu...



> TJ> Ryzykowne, jesli zostawiasz zapalony gaz na noc
>

> Na noc - nigdy. Ale jak siedze sobie wieczorem (w dzien i tak plywam)
> przy gazecie to kuchenka pracuje.

Jakoś nie mam kiedy czytac gazet na Mazurach. Póki widno - pływam; gdy się
ściemnia, to po posiłku ogarnia mnie senność. Jakoś długo sypiam na łajbie...
Tylko podczas rejsów "w górę" z Zegrza na WJM budzę się bardzo wcześnie -
może podświadoma chęć, aby dopłynąć tam jak najszybciej?

> TJ> Dla mnie samotne pływanie to specjalność.
>
> Dla mnie przyjemnosc i zaznanie niczym nie zmaconego spokoju ;)
>

Ze wszech miar. Pływasz tam gdzie chcesz, i chyba intensywniej...

> TJ> Możesz zatrzymać się np w Rejsach w Porcie Czerniakowskim.

>
> Bede w Wawie stal na pewno, chociazby zeby znajomcyh poodowiedzac.

Mam nadzieję że dasz znać na Grupę, choćby z kafeki internetowej na Dw.
Centralnym.



> A czym sie przejmujesz? Przstaje Ci dzialac - dajesz na zlom i
> bierzesz nastepny "zuzyty". Zero kosztow.

Jakaś jest metoda w takim "złomiarstwie", ale ten ciężar... :-(


>
> Wiesz, dla mnie radio, oswietlenie wnetrza i naiwgacyjne to jakby
> standard. Ponad to log i moze GPS. Nawet jakbym zeglowal po Mazurach
> chcialbym to miec. I to nie jest IMHO przesada.
>

Na pewno "rytualne" palenie świeczek nie jest praktyczne. Tyle że elektryczne
oświetlenie wnętrza można zrobić w wersji "energoooszczędnej".
Światła nawigacyjne stały się naprawdę użyteczne od niedawna, gdy zawieszono
zakaz nocnego pływania. Ale i tak w szuwarach rzadko wieje nocą, a jeśli już
wieje, to nie ma się z czego cieszyć, bowiem jest to zapowiedź złej pogody.
Log nie musi pracować non stop, bowiem nie prowadzi się przecież nawigacji
zliczeniowej. Podobnie GPS-u używa się wyjątkowo, np jeśli masz b. dokładną
mapę i chcesz mieć pewność, czy nie płyniesz na jakieś kamienie.
Radio (w sensie: radiotelefon) nie wiem do czego może być potrzebny: nie
wywołujesz przecież Mikołajek ani LOK-u w Giżycku ;-), zaś radioodbiornik (do
słuchania muzyki i wiadomości) przyda sie z cała pewnością, ale nie musi to
przecież być dyskoteka z dresiarskiej fury 4X250W w rytmie umcy-umcy-pęch-
pęch-pęch ;-)
Co innego jeśli chodzi o jacht przystosowany także do pływania po morzu. Ale
na WJM stanie się to normą taką jaką jest na Jezioraku tylko pod warunkiem
dokończenia Kanału Mazurskiego.

RadekNet

unread,
Feb 6, 2003, 5:42:15 AM2/6/03
to
Dnia 6 lutego 2003, napisales:

TJ> Jakoś nie mam kiedy czytac gazet na Mazurach. Póki widno - pływam; gdy się
TJ> ściemnia, to po posiłku ogarnia mnie senność. Jakoś długo sypiam na łajbie...

Jednak inne plywane ;) Na Mazurach zawsze mozesz poplynac o te 100m
dalej i zacumowac. Na Zalewie jak port to port i koniec "na dzis".

TJ> Jakaś jest metoda w takim "złomiarstwie", ale ten ciężar... :-(

Tomek, chcesz regaty wygrywac?? ;)

TJ> Log nie musi pracować non stop, bowiem nie prowadzi się przecież nawigacji
TJ> zliczeniowej.

Ale najczesciej pracuje caly czas, bo masz frajde patrzac jak lodke
reaguje na wiatr, ster i zagle.

TJ> Podobnie GPS-u używa się wyjątkowo, np jeśli masz b. dokładną
TJ> mapę i chcesz mieć pewność, czy nie płyniesz na jakieś kamienie.

Ja bym tez go mial wlaczonego dla przyjemnosci... mapa lezy gleboko w
bakiscie najczesciej ;)

TJ> Radio (w sensie: radiotelefon) nie wiem do czego może być potrzebny: nie
TJ> wywołujesz przecież Mikołajek ani LOK-u w Giżycku ;-),

CB do pogadania z kumpelem na innym jachcie. Super sprawa! Polecam!

Tomek Janiszewski

unread,
Feb 6, 2003, 6:43:10 AM2/6/03
to
li...@parts.com.pl (RadekNet) napisał(a):

> Dnia 6 lutego 2003, napisales:
>

> Jednak inne plywane ;) Na Mazurach zawsze mozesz poplynac o te 100m
> dalej i zacumowac. Na Zalewie jak port to port i koniec "na dzis".

Każdy akwen ma swoje zady i walety...


>
> TJ> Jakaś jest metoda w takim "złomiarstwie", ale ten ciężar... :-(
>
> Tomek, chcesz regaty wygrywac?? ;)
>

Regaty na pewno nie (szczególnie że pod wpływem lektury p.r.z. bardzo
pogorszyła się moja - subiektywna! opinia nt. "regatowców" ;-( ) ale większy
ciężar zawsze "boli". Zarówno gdy trzeba samemu skakać na keję - i łapać
jacht za sztag; gdy płynie się po płytkiej Pisie czy Narwii, gdy chce się
łajbę wciągnąć głebiej na mieliznę aby zejść na brzeg suchą nogą...
Oczywiście, mowa tu o niewielkiej, mieczowej łajbie na WJM. Poza
tym "złomowy" akumulator może wylać w przechyle np po położeniu łódki celem
wymiany fału miecza lub przeciwnie - zostać przy tym zalany dostającą się do
wnętrza wodą...
Oczywiście, nie sam akumulator decyduje o ciężarze jachtu. Toteż
konsekwentnie używam małego i ekonomicznego, a więc nie wymagającego
gromadzenia dużych zapasów benzyny silnika, nie wyruszam na Mazury z
hundkojami zapchanymi zapasami żarcia zakupionego w warszawskich
hipermarketach, zlikwidowałem nasiąkający wodą styropian w komorach
wypornościowych, nie zabieram piwa na rejs...


> TJ> Log nie musi pracować non stop, bowiem nie prowadzi się przecież

> TJ> nawigacji zliczeniowej.


>
> Ale najczesciej pracuje caly czas, bo masz frajde patrzac jak lodke
> reaguje na wiatr, ster i zagle.

Eee tam, na Mazurach są widoki o wiele ciekawsze niż wskazania logu ;-) A
przecież można odczytac prędkość - i ponownie go wyłączyć.

> TJ> Podobnie GPS-u używa się wyjątkowo, np jeśli masz b. dokładną
> TJ> mapę i chcesz mieć pewność, czy nie płyniesz na jakieś kamienie.
>
> Ja bym tez go mial wlaczonego dla przyjemnosci... mapa lezy gleboko w
> bakiscie najczesciej ;)
>

Taka to przyjemność pływania ze świadomością, ze jest się zależnym nie tylko
od sił przyrody ale i od tego że tam "w górze rakieta lata kierowana ręką
wariata"? (z przeboju "Formacji Nieżywych Shabuf") ;-)


>
> CB do pogadania z kumpelem na innym jachcie. Super sprawa! Polecam!
>

A wiesz że kiedyś chciałem wyprobować! I to nie "profesjonalne" CB, ale
samemu skonstruowane radiotelefony (takie bardziej skomplikowane "walkie-
talkie"), za pomocą których na lądzie udało się uzyskać zasięg ponad 2km?
Niestety nie zdołałem "wyciągnąć" qmpla na rejs w dwa jachty przez Śniardwy,
gdzie chciałem prawdzić zasięg nad wodą - preferował wędkarstwo w pobliżu
Mikołajek. Ale czy na jachtach wielkości Kormorana czy Cariny jest sens
instalować stacjonarny zasilany z sieci pokładowej sprzęt - nie okaże się
wygodniejszy "ręczniak" z własną baterią?

Pozdrawiam
tomek Janiszewski

RadekNet

unread,
Feb 6, 2003, 7:12:27 AM2/6/03
to
Dnia 6 lutego 2003, napisales:

TJ> Eee tam, na Mazurach są widoki o wiele ciekawsze niż wskazania logu ;-) A
TJ> przecież można odczytac prędkość - i ponownie go wyłączyć.

Jak zakladalem log, to sie sprzeczalem z ojcem, ze po co on nam. Jak
zalozylem to zmienilem zdanie ;)

TJ> Ale czy na jachtach wielkości Kormorana czy Cariny jest sens
TJ> instalować stacjonarny zasilany z sieci pokładowej sprzęt - nie okaże się
TJ> wygodniejszy "ręczniak" z własną baterią?

Zasieg. Na reczniaku masz pasqudny (pozdrowienia dla Magdy) zasieg.
Dla mnie optimum jest stacjonarne CB w kabinie (a teraz robia takie
ladne male radyjka) i jakis reczniak do wyjscia na lad.

Jerzy Makieła

unread,
Feb 6, 2003, 7:53:58 AM2/6/03
to

Użytkownik " Tomek Janiszewski" <tom...@NOSPAM.gazeta.pl> napisał w
wiadomości news:b1thoe$8h6$1...@inews.gazeta.pl...

>
> > TJ> Podobnie GPS-u używa się wyjątkowo, np jeśli masz b. dokładną
> > TJ> mapę i chcesz mieć pewność, czy nie płyniesz na jakieś kamienie.
> >
> > Ja bym tez go mial wlaczonego dla przyjemnosci... mapa lezy gleboko w
> > bakiscie najczesciej ;)
> >
> Taka to przyjemność pływania ze świadomością, ze jest się zależnym nie
tylko
> od sił przyrody ale i od tego że tam "w górze rakieta lata kierowana ręką
> wariata"? (z przeboju "Formacji Nieżywych Shabuf") ;-)

W tym punkcie pozwole sobie sie nie zgodzic:-). Fajnie jest po rejsie
"zrzucic" tracki do kompa i na tle np. MapSourca jeszcze raz przezyc
rejsik:-)
A i tez kiedys.... mozna polecic jakas zatoczke podajac wspolrzedne a nie
tworzyc poezje - "Tam gdzie jest to powalone drzewo......."

--
Pozdrowienia JurekM
www.siz.3miasto.pl
jur...@plusnet.pl
GSM 601-938-951

Tomek Janiszewski

unread,
Feb 6, 2003, 8:51:41 AM2/6/03
to
Jerzy Makieła <jur...@post.pl> napisał(a):
>
> Użytkownik " Tomek Janiszewski" <tom...@NOSPAM.gazeta.pl> napisał w
> wiadomości news:b1thoe$8h6$1...@inews.gazeta.pl...

> > Taka to przyjemność pływania ze świadomością, ze jest się zależnym nie


> > tylko od sił przyrody ale i od tego że tam "w górze rakieta lata

> > kierowana rękąwariata"? (z przeboju "Formacji Nieżywych Shabuf") ;-)


>
> W tym punkcie pozwole sobie sie nie zgodzic:-). Fajnie jest po rejsie
> "zrzucic" tracki do kompa i na tle np. MapSourca jeszcze raz przezyc
> rejsik:-)

Zgoda, jeśli to rejsik po szerokich wodach. Ale "przeżywając" ponownie rejs
po wąskich jeziorach a co dopiero Narwii czy Pisie miałbyś
szanse "przeorania" ładnego kawałka lądu (na mapie) ;-))



> A i tez kiedys.... mozna polecic jakas zatoczke podajac wspolrzedne a nie
> tworzyc poezje - "Tam gdzie jest to powalone drzewo......."

I takie odarte z "poezji" żeglarstwo miałoby być piękne? ;-(( Może "mam
rację, wydaje mi się" ;-> , bowiem nie pływałem po Zalewie Wiślanym (po
Zatoce Gdańskiej - tak, na Warszawskiej Nike w 1981r), ale wydaje mi się, że
owe zatoczki, polanki, powalone drzewa są tym co odróżnia Mazury od w/w
akwenów, gdzie można ujrzeć przede wszystkim swiatła brzegowe oraz światła
rosyjskich kutrów patrolowych i w ogóle wszystkiego tego co pływa szybko i
jest ciężkie :->

Pozdrawiam
Tomek Janiszewski

Tomasz Pionnier

unread,
Feb 6, 2003, 11:54:09 AM2/6/03
to
Tomek Janiszewski <tom...@NOSPAM.gazeta.pl> napisał:

> Ale czy na jachtach wielkości Kormorana czy Cariny jest sens
> instalować stacjonarny zasilany z sieci pokładowej sprzęt - nie okaże się
> wygodniejszy "ręczniak" z własną baterią?
>

Na krotka mete - tak. Jesli chcesz plywac z radiem na nasluchu - baterie
skoncza sie szybciej niz myslisz :). Mozna sobie obecnie radzic
dokonujac wywolania "cyfrowego" za pomoca komorki :) - w czasach, gdy
jeszcze przenosne telefony nie byly w powszechnym uzytku trzeba bylo
miec mocne gardlo albo silne rece (do machania, rzecz jasna) :)
Kwestie zasiegu poruszyl Radek. Ja dodam, ze na dwoch "reczniakach" CB
zazwyczaj osiagalem lacznosc wtedy, gdy bez problemu widzialem jacht z
ktorym rozmawialem.
--
Tomek "Panasonik" Pionnier

RadekNet

unread,
Feb 6, 2003, 1:13:54 PM2/6/03
to
Dnia 6 lutego 2003, napisales:

TP> Kwestie zasiegu poruszyl Radek. Ja dodam, ze na dwoch "reczniakach" CB
TP> zazwyczaj osiagalem lacznosc wtedy, gdy bez problemu widzialem jacht z
TP> ktorym rozmawialem.

To z Toba Tomku, mielismy CB na Foccze Stomego i na moim Urwisuku?
Jeden reczniak, jeden mobil, ale bez zestrojonej anteny i zasieg tez
na widocznosc wzrokowa. Ale zabawa byla :))

Tomasz Pionnier

unread,
Feb 6, 2003, 1:43:34 PM2/6/03
to
RadekNet <li...@parts.com.pl> napisał/napisała:

> Dnia 6 lutego 2003, napisales:
>
> TP> Kwestie zasiegu poruszyl Radek. Ja dodam, ze na dwoch "reczniakach" CB
> TP> zazwyczaj osiagalem lacznosc wtedy, gdy bez problemu widzialem jacht z
> TP> ktorym rozmawialem.
>
> To z Toba Tomku, mielismy CB na Foccze Stomego i na moim Urwisuku?
> Jeden reczniak, jeden mobil, ale bez zestrojonej anteny i zasieg tez
> na widocznosc wzrokowa. Ale zabawa byla :))
>
A to tez, to tez, ale pisalem o _dwoch_ _reczniakach_ , wiec o moich
przygodach na Mazurach, gdziesmy sie jeszcze nigdy nie spotkali.
Pozdrawienia serdeczne,
--
Tomek "Panasonik" Pionnier

Wojtek Zientara

unread,
Feb 6, 2003, 10:15:58 PM2/6/03
to

Użytkownik Tomek Janiszewski <tom...@NOSPAM.gazeta.pl> w wiadomości do grup
dyskusyjnych napisał:b1tp9d$6q0$1...@inews.gazeta.pl...

> Zgoda, jeśli to rejsik po szerokich wodach. Ale "przeżywając" ponownie
rejs
> po wąskich jeziorach a co dopiero Narwii czy Pisie miałbyś
> szanse "przeorania" ładnego kawałka lądu (na mapie) ;-))

To oznacza tylko, że mapa była do ... marna.

> > A i tez kiedys.... mozna polecic jakas zatoczke podajac wspolrzedne a
nie
> > tworzyc poezje - "Tam gdzie jest to powalone drzewo......."
>
> I takie odarte z "poezji" żeglarstwo miałoby być piękne? ;-(( Może "mam
> rację, wydaje mi się" ;-> , bowiem nie pływałem po Zalewie Wiślanym (po
> Zatoce Gdańskiej - tak, na Warszawskiej Nike w 1981r), ale wydaje mi się,
że
> owe zatoczki, polanki, powalone drzewa są tym co odróżnia Mazury od w/w
> akwenów, gdzie można ujrzeć przede wszystkim swiatła brzegowe oraz światła
> rosyjskich kutrów patrolowych i w ogóle wszystkiego tego co pływa szybko i
> jest ciężkie :->

Taka poezja jest dobra na długie zimowe wieczory, a nie wtedy, gdy z
utęsknieniem wypatrujesz miejsca na postój. A jeśli chodzi o doświadczenia
na trchę większej (bez ironii) wodzie, to polecam Zalew Szczeciński.

Pzdr
Wojtek

Piotr Góral

unread,
Feb 7, 2003, 4:42:40 AM2/7/03
to
RadekNet wrote:

> Dnia 6 lutego 2003, napisales:
>
> TP> Kwestie zasiegu poruszyl Radek. Ja dodam, ze na dwoch "reczniakach" CB
> TP> zazwyczaj osiagalem lacznosc wtedy, gdy bez problemu widzialem jacht z
> TP> ktorym rozmawialem.
>
> To z Toba Tomku, mielismy CB na Foccze Stomego i na moim Urwisuku?
> Jeden reczniak, jeden mobil, ale bez zestrojonej anteny i zasieg tez
> na widocznosc wzrokowa. Ale zabawa byla :))

No to osttnio nam się udało na Jezioraku - ręczniak-stacjonarny (też
antena niestrojona - tzn. +/- dla zupełnie innych warunków - i to tylko
poprostu pręt metalowy) zasięg łšczności znacznie ponad zasięg wzroku.
Pomijajšc miejsca ze słupami wysokiego napięcia itd...

A pamietasz wierszowanego gostka w okolicy Krynicy? :) W sumie na obu
ich było słychać. Inna sprawa, że do ręczniaka wystarczy kawał druta
zamiast jeo małej anteny przytwierdzić i będzie to samo - ale jak się
płynie razem to z reguły nie trzeba.

--
Piotr Goral
Instytut Informatyki Wydzialu Elektroniki i Technik Informacyjnych PW
email: pgo...@elka.pw.edu.pl tel. ++48 503336669
======================================================-=-=----- . .


Piotr Góral

unread,
Feb 7, 2003, 5:07:59 AM2/7/03
to
Tomasz Pionnier wrote:

> Na krotka mete - tak. Jesli chcesz plywac z radiem na nasluchu - baterie
> skoncza sie szybciej niz myslisz :). Mozna sobie obecnie radzic
> dokonujac wywolania "cyfrowego" za pomoca komorki :) - w czasach, gdy
> jeszcze przenosne telefony nie byly w powszechnym uzytku trzeba bylo
> miec mocne gardlo albo silne rece (do machania, rzecz jasna) :)

W sumie to nie problem zasilać ręczniaka z akumulatora. Z reguły bierze
mniej niż stacjonarny. No i ma ogranizcenie mocy nadawania - dość
ekonomicvzne - dużo mniej baterii bierze. Tylko do dłużych lšczności
przydałaby się antenka.

Tak zaznaczę jeszcze - bo nie wszyscy wiedzš - moc i ręczniaka
i stacjonarnego to około 4W - tak naprawdę różniš się zasięgiem
tylko ze względu na antenę. Najlepiej mieć dwa heh ;)

Tomasz Pionnier

unread,
Feb 7, 2003, 2:16:54 PM2/7/03
to
Piotr Góral <pgo...@elka.pw.edu.pl> napisał/napisała:

> W sumie to nie problem zasilać ręczniaka z akumulatora
>
>
I tak tez robilem; ale Tomek J. zastanawial sie wlasnie nad tym, czy
potrzebny do CB jest akumulator, skoro mozna po prostu z baterii.
Pozdrawiam,
--
Tomek "Sony" Panasonik

RadekNet

unread,
Feb 7, 2003, 6:12:20 PM2/7/03
to
On Fri, 7 Feb 2003, Piotr [iso-8859-2] Góral wrote:

> Tak zaznaczę jeszcze - bo nie wszyscy wiedzš - moc i ręczniaka
> i stacjonarnego to około 4W - tak naprawdę różniš się zasięgiem
> tylko ze względu na antenę. Najlepiej mieć dwa heh ;)

Jest jeszcze rozwiazanie posrednie ;) Reczniak + antena stacjonarna =
reczniaka ze zwykla antena bierzeesz gdzie chcesz, a na stacjonarnej masz
duzy zasieg.
ZTCW jednak reczniaki maja gorsze parametry od zwyklych CB.

Radek Wrodarczyk

Piotr Góral

unread,
Feb 8, 2003, 5:16:05 AM2/8/03
to RadekNet
RadekNet wrote:

Eeee radku - moc ta sama z możliwościš redukcji, pobór pršdu mniejszy,
czasami tańsze radia - ale zarówno ręczniaki jak i stacjonarne - majš
gorsze parametry pod względem selektywności i śmiecenia na sasiednich
kanałach. Bo z reguły nie istaniejšcych w ręczniakach (choć dla chcšcego..)
dziur, wstęg i dziś już też boków i tak na łódce nie potrzeba dla celów
kontaktu między łódkami - w jakimś tam zasięgu.

RadekNet

unread,
Feb 8, 2003, 6:30:07 AM2/8/03
to
On Sat, 8 Feb 2003, Piotr [iso-8859-2] Góral wrote:

> > Jest jeszcze rozwiazanie posrednie ;) Reczniak + antena stacjonarna =
> > reczniaka ze zwykla antena bierzeesz gdzie chcesz, a na stacjonarnej masz
> > duzy zasieg.
> > ZTCW jednak reczniaki maja gorsze parametry od zwyklych CB.
>
> Eeee radku - moc ta sama z możliwościš redukcji, pobór pršdu mniejszy,
> czasami tańsze radia - ale zarówno ręczniaki jak i stacjonarne - majš
> gorsze parametry pod względem selektywności i śmiecenia na sasiednich
> kanałach. Bo z reguły nie istaniejšcych w ręczniakach (choć dla chcšcego..)
> dziur, wstęg i dziś już też boków i tak na łódce nie potrzeba dla celów
> kontaktu między łódkami - w jakimś tam zasięgu.

Dlatego dla mnie ideal to - stacjonarny mobil zamocowany w lodce z
solidnie zestrojona antena + malutki reczniak, gdzie wazna wielkosc a nie
zasieg do zabierania na poklad czy na spacery ;)

Wstegi, boki i te wszystkie inne pasma sa bez sensu w samochodzie, ale ma
lodce, kiedy czesto masz wiecej czasu na zabawe milo by bylo pogadac z
kims dalej. :)

--
Radoslaw Wrodarczyk
www.parts.com.pl (zagle, samochody, podroze)

0 new messages