Zaczęło się od tego, że ster nagle zaczął stawiać wielki opór. Dało się
tym sterować, ale z trudem. Okazało się, że płetwa sterowa leży poziomo
zamiast pionowo. Otóż ona wypłynęła jak korek na powierzchnię, bo jest
lżejsza od wody, trzymana jest w dole specjalnym kontrafałem,
przechodzącym przez wywierconą w płetwie dziurkę, która się właśnie
przerwała. Być może o coś tą płetwą zawadziłem, ale nie jestem świadom
o co, bo żadnego wyraźnego uderzenia nie było. Nie miałem wiertarki,
więc prowizorycznie naprawiłem to uszkodzenie oplatając płetwę sterową
związanymi krawatami i rejs mi się udał, ale zdziwienie pozostało.
W czasach, kiedy częściej żeglowałem po Mazurach, płetwy sterowe to były
ciężkie blachy, które żadnego kontrafału nie posiadały, a jak zawadziły
o coś, to się uchylały a następnie opadały i można było żeglować dalej.
Teraz jest to jakiś lekki łamiplast, co się łatwo łamie i wtedy płetwa
wypływa sobie na powierzchnię. Przyglądałem się potem innym jachtom
mazurskim i wygląda na to, że wszystkie tak mają.
Czy może mi ktoś wyjaśnić zalety tego dotkliwego udogodnienia?
- Stefan
--
Stefan Sokolowski, Gdansk
http://inf.ug.edu.pl/~stefan
> Czy może mi ktoś wyjaśnić zalety tego dotkliwego udogodnienia?
>
> - Stefan
>
Jak dla mnie to udogodnienie. Szczególnie w portach i przy podchodzeniu
do brzegu.
Czasem poderwać płetwę, było prawie niemożnością - teraz moment i jest
nad wodą.
Osobiście sobie chwalę to rozwiązanie.
Fakt, że na mieliznach czy płyciznach wypłynie.
Dariusz Siedlecki
Mnie dziwi pewna niekonsekwencja. Skoro metalowe się zacinały i nie dało
rady takowej wywlec to dlaczego maiła by się sama wywlec zacięta
wypornościowa?
> Osobiście sobie chwalę to rozwiązanie.
Ależ nikt nie neguje.
> Fakt, że na mieliznach czy płyciznach wypłynie.
Tak sama? taka urwana?
;-)
--
Pozdrawiam :-)
Jacek Woźniak
73! de sp7vmz QTH KO00GU
Tego nie potrafię. Ten ,,moment'' wymaga:
(1) zwolnienia (odknagowania) kontrafału;
(2) skręcenia steru na burtę i pociągniecia za fał w kierunku
prostopadłym do osi jachtu; ew.
(2a) nadepnięcia nogą lub pagajem na występ w płetwie.
Bo ona sama nie wypływa po zwolnieniu kontrafału: w pozycji pionowo do
dołu jest zablokowana w jarzmie. Wypływa dopiero po zawadzeniu o
dno/kamień/wodorost, o ile zowlniony jest kontrafał. Jeśli nie jest
zwolniony, to albo grzęźnie w tym dnie/kamieniu/wodoroście, albo zrywa
zamocowanie kontrafału w płetwie -- COŚ przecież musi puścić.
To są w każdym razie dwie skomplikowane czynności zamiast jednej
prostej -- pociągnięcia za fał miecza.
Nie rozumiem, dlaczego uważasz za niemożnośc poderwanie staromodnej
płetwy. Tak było tylko wtedy, gdy przydzwoniłeś tak mocno w jakiś
kamień, że ją zgiąłeś. Albo jeśli ugrzązłeś w ruchu wstecz -- ale w
takim przypadku nowe rozwiązanie też nic nie pomoże.
Sied@r:
> Fakt, że na mieliznach czy płyciznach wypłynie.
Zaraz, to Ty pływasz z niezaknagowanym kontrafałem? Ja próbowałem,
licząc na samo zablokowanie (na tarcie) płetwy w jarzmie; to jakiś czas
działało, a potem puszczało w najgorszym momencie, np. przy zwrocie,
szczególnie na silniejszym duju. Może to zależy od konkretnego
egzemplarza steru? Ale ciężka blacha nie zawodzi nigdy, nawet po lekkim
muśnięciu dna, więc ją wolę.
> Ale ciÄ Ĺźka blacha nie zawodzi nigdy, nawet po lekkim
> muĹ niÄ ciu dna, wiÄ c jÄ wolÄ .
"Ciężka blacha" jak sama nazwa wskazuje jest ciężka :) a przecież jacht ma
być lekki. Pozatym, a może przede wszystkim blacha to tylko blacha - jest
płaska, a płetwa z laminatu ma profil, co zdecydowanie polepsza jej
sprawność i to jest główny powód dla którego w nowych jachtach jest
stosowana.
Tomasz Chrześcijanek (CHUDY)
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Tomek, jesteś pewny, że w cięzkich jachtach turystycznych wymieniony
parametr ma JAKIEKOLWIEK znaczenie ?
A nie jest to parametr wygody i szybkości produkcji tejże pletwy ?
Pzdr
Kocur
Albo wyjmuje kontrfał z knagi z zabezpieczeniem - juz dawno takowe
wynaleziono i knagowanie kontrfału płetwy sterowej czymś innym to
dokładanie sobie kłopotów (co najmniej częste wymienianie zrywalnego
odcinka kontrfału...)
--
Darek
> Tomek, jeste=B6 pewny, =BFe w ci=EAzkich jachtach turystycznych wymieniony
> parametr ma JAKIEKOLWIEK znaczenie ?
> A nie jest to parametr wygody i szybko=B6ci produkcji tej=BFe pletwy ?
Kurcze, nie jestem pewny :) czytałem Marchaja i tyle :) Łatwiej i taniej
jest zrobić płetwę z laminatu niz z blachy? Może... A może dwie pieczenie na
jednym ogniu?
... i dlatego ma baaardzo ciężki miecz, zachowujący się klasycznie, to
znaczy opadający jak tylko zwolni się jego fał.
CHUDY:
> Pozatym, a może przede wszystkim blacha to tylko blacha - jest płaska,
> a płetwa z laminatu ma profil, co zdecydowanie polepsza jej sprawność
> i to jest główny powód dla którego w nowych jachtach jest stosowana.
To jest argument...
Ale jak tą samą poprawę profilu zastosowano w mieczu? Przyznaję że
wstydem, że nie wiem, jak on wygląda. Nie zanurkowałem, żeby go
obejrzeć.
Ten delikatny profil, polepszający sprawność, musiałem owinąć krawatami,
żeby mieć do czego przymocować kontrafał. Czy w ten sposób nie
utraciłem całego zysku na sprawności, uzyskanego dzięki profilowaniu?
Pytam, żeby się dowiedzieć. Jeśli to jest teraz trend, to i tak muszę
do niego przywyknąć, bo go przecież nie odwrócę.
> .... i dlatego ma baaardzo ciÄ Ĺźki miecz, zachowujÄ cy siÄ klasycznie, to
> znaczy opadajÄ cy jak tylko zwolni siÄ jego faĹ .
:) Jak pisałem, poprzednią wiadomość to napisałem w nawiasach "oprócz
miecza" ale skasowałem - widać niepotrzebnie :) No przeciez wszyscy wiemy że
wszystko ma byc lekkie oprócz miecza :) przynajmniej w turystycznych
kabinówkach.
> Ten delikatny profil, polepszajÄ cy sprawnoĹ Ä , musiaĹ em owinÄ Ä
krawatami,
> Ĺźeby mieÄ do czego przymocowaÄ kontrafaĹ . Czy w ten sposĂłb nie
> utraciĹ em caĹ ego zysku na sprawnoĹ ci, uzyskanego dziÄ ki profilowaniu?
Nie wiem, zależy jak obwiązałeś, ale to już chyba nie ma o czym dyskutować...
> Pytam, Ĺźeby siÄ dowiedzieÄ . JeĹ li to jest teraz trend, to i tak muszÄ
> do niego przywyknÄ Ä , bo go przecieĹź nie odwrĂłcÄ .
No chyba trzeba będzie przywyknać :)
Podstawowe powody są dwa:
1. Mazurskie jachty czarterowe udają regatówki - taka moda. Płetwa
jest profilowana jak skrzydło co sugeruje super-osiągi (blacha nie
jest i brzydko wygląda na zdjęciach w naszej-klasie* ;-). Na
pocieszenie - miecz przeważnie jest tradycyjny.
2. Lekka płetwa jest praktyczniejsza w 'zadzieraniu jej do pionu' przy
dopływaniu rufą do plaży (dzięki czemu można np. Tangiem 780 zejść na
plażę suchą nogą).
Poza tym laminatowe łatwiej zrobić 'w garażu'. Po podniesieniu z wody
- nie zarastają... itp. itd.
*Co to jest nasza klasa? Supermodny portal społecznościowy, gdzie
ludzie chwalą się przed znajomymi gdzie to oni nie byli i co to
widzieli. :-P
Pozdrawiam
Zbigniew Jatkowski
http://mazury.info.pl
> Poza tym laminatowe łatwiej zrobić 'w garażu'. Po podniesieniu z wody -
> nie zarastają... itp. itd.
Zbyszek, rozwiń to, bo moim zdaniem przywaliłeś jak łysy grzywą o kant
kuli.... Czy wiesz jak się te płetwy robi??? Nie przeczę, szybko, łatwo i
w miarę tanio, ale bynajmniej nie w garażu... A i tak taniej i szybciej
byłoby wyciąć płat blachy plazmą.... nawet ręcznie bez maszyny CNC...
(albo jeśli bez łuków to np gilotyną do blach - chwila moment)
--
pzdr
meping (co ostatnio podziwiał możliwości przecinarki plazmowej... a i
gilotyną się bawi od czasu do czasu ;->)
Ja u siebie zamiast zrywalnego odcinka kontrafału mam odcinek kontrafału który
jest elastyczny. Zrobiony jest z gumy ekspandorowej. Zaczep na jarzmie i
podwójnie złożona guma która obejmuje ster w dolnej części jarzma. Do końca w
którym guma jest złożona na pół dowiązana jest linka która stanowi właściwy
kontrafał poprowadzony do knagi rowkowej na rumplu. Jak na coś najadę to czuję
to i mogę w zależności od okoliczności wyluzować ster i jak mam znowu głęboką
wodę poprawić owinięcie steru elastycznym fragmentem kontrafału i dociągnąć
właściwy kontrafał i ponownie zaknagować.
Pozdrawiam Marian Janaś
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
To taka dygresja, że na Mazurach nie ma prawdziwych stoczni (no moze
poza jedna) tylko same 'garaze'. To taki żarcik byl.
W sumie ciekawe byłoby zagadnienie korzyści lub straty na ciężkim profilu z punktu widzenia stateczności - dodawałby, czy ujmował?
Niecierpliwie czekam na Rudka ;-))
JaC
-----
A co tam ci wyobraźnia podpowiada ;-)
Darek
> To są w każdym razie dwie skomplikowane czynności zamiast jednej
> prostej -- pociągnięcia za fał miecza.
Normalne, przy pływającej - punkt 2 - nie zawsze musi wiązać się ze
skręcaniem steru. W praktyce - wystarczało mi odpięcie kontrafału i 2a
(nadepnięcie nogą)
> Nie rozumiem, dlaczego uważasz za niemożnośc poderwanie staromodnej
> płetwy. Tak było tylko wtedy, gdy przydzwoniłeś tak mocno w jakiś
> kamień, że ją zgiąłeś. Albo jeśli ugrzązłeś w ruchu wstecz -- ale w
> takim przypadku nowe rozwiązanie też nic nie pomoże.
Nigdy nie udało mi się przydzwonić w kamień - ale nie raz miałem palce
popalone od fału miecza, kiedy to nieopatrznie bez rękawiczek podnosiłem
płetwę, a fał się wyśliznął. Z pewnością ciężka płetwa byłaby lepsza z
punktu widzenia wpadania na skały i mielizny.
>
> Sied@r:
>> Fakt, że na mieliznach czy płyciznach wypłynie.
>
> Zaraz, to Ty pływasz z niezaknagowanym kontrafałem? Ja próbowałem,
Nie próbowałem - bo sensu to raczej nie ma. Jak wchodziłem na kanał np.
Niegociński to po prostu sobie płetwę podnosiłem od 40 cm. Ciężej ster
działał, ale kontrafał trzymał i płetwa nie wypływała.
> licząc na samo zablokowanie (na tarcie) płetwy w jarzmie; to jakiś czas
> działało, a potem puszczało w najgorszym momencie, np. przy zwrocie,
> szczególnie na silniejszym duju. Może to zależy od konkretnego
> egzemplarza steru? Ale ciężka blacha nie zawodzi nigdy, nawet po lekkim
> muśnięciu dna, więc ją wolę.
Nie wiem jakie ty miałeś zabezpieczenie kontrafału.
Zwykle jest to knaga samowypinająca - przekręcając śrubę przy knadze
samowypinającej - sam regulujesz siłę wypięcia.
http://www.raksa.com.pl/photo/product_big/9/e/a/3_9ea77fbeec89.jpg
Nie zdarzyło mi się aby wypięło kontrafał steru przy zwrocie.
Jedyny znany mi przypadek - kiedy przy zwrocie możne puścić knaga to
pływanie na pełnych wiatrach bez miecza (w celu ograniczenia oporów
wody pod linią wodną), przy szkwale, na ster mogą zadziałać bardzo duże
siły.
Być może ty pływałeś, jachtem który w jakiś dziwny sposób miał
rozwiązane knagowanie kontrafału.
Pozdrawiam
Darek
Zwykła mała knaga z pręcika stalowego przyspawanego środkiem do rumpla.
Bez żadnych możliwości regulacji -- albo jest zaknagowane i nie puszcza,
albo nie jest zaknagowane i nie trzyma.
To pryszcz, można go łatwo zastąpić jakimś krawatem.
Gorzej jest, kiedy kontrafał się nie zerwie, tylko wyrwie dziurę w
płetwie. Wtedy albo trzeba w niej wywiercić nową dziurę kawałek dalej;
albo, jeśli nie ma się pod ręką narzędzi (jacht czarterowy), to
kombinować jak koń pod górkę, do czego by ten kontrafał przywiązać, bo
bez niego daleko się nie zapłynie. To właśnie był mój przypadek.
Chyba nie tylko mój. Przynajmniej raz widziałem załogę dość długo
stojącą po pas w wodzie przy nabrzeżu w Mikołajkach i majstrującą coś
przy płetwie sterowej. Oni chyba właśnie wywiercali nową dziurę.
Stąd rozbieżności w ocenie.
Zwykle jak biorę jachty - głównie z Wikinga - to mają knagi samoodpinające.
Przy zwykłej knadze - to trochę gorzej - szczególnie jak urwie się
kontrafał, przy płetwie.
Darek
Eee aż tak szkodzić nawet myślą nie miałem zamiaru.
> Gorzej jest, kiedy kontrafał się nie zerwie, tylko wyrwie dziurę w
> płetwie. Wtedy albo trzeba w niej wywiercić nową dziurę kawałek dalej;
> albo, jeśli nie ma się pod ręką narzędzi (jacht czarterowy), to
> kombinować jak koń pod górkę, do czego by ten kontrafał przywiązać, bo
> bez niego daleko się nie zapłynie. To właśnie był mój przypadek.
Albo dąb ch-owy albo un dębowy ...
W końcu coś się musi urwać. Dawnymi czasy, gdy staki byó z drewna a płetwy z
żelaza, nawet i kontrafału się nie stosowało. Wystaczała ciężka żelazna
płetwa, odkąd zaczęto stosować glin-ę pojawiły się kontrafały.
> Chyba nie tylko mój. Przynajmniej raz widziałem załogę dość długo
> stojącą po pas w wodzie przy nabrzeżu w Mikołajkach i majstrującą coś
> przy płetwie sterowej. Oni chyba właśnie wywiercali nową dziurę.
Znaczy konstruktor nie przewidział ;-(
Jeżeli jest awaria - wyciągasz telefon, dzwonisz do armatora,
przyjeżdza ekipa i naprawia. Wiekszosc armatorow na Mazurach zapewnia
serwis swoich jachtow na szlaku.
Faktem jest tez, ze niektorzy boja sie dzwonic do armatora i zglosic
usterke w obawie o ewentualna utrate kaucji (jezeli awaria jest z winy
zalogi). Wowczas zaloga naprawia usterke we wlasnym zakresie -
niestety nie zawsze profesjonalnie. Najgorzej jest wtedy, gdy zaloga
ukrywa fakt uszkodzenia przy zdawaniu jachtu - narazajac nastepcow na
przykre niespodzianki.
I tu się możesz zdziwić - tzn. jak chętnie przyjeżdża. I ile telefonów
na to będzie potrzeba.
Darek
Ekipa nie teleportuje się na miejsce natychmiast, i trzeba się z nią
umówić w jakiejś przystani a nie w miejscu dzikim. Jeśli ta operacja
zajmie pół dnia, to to pół dnia jest odjęte z moich wakacji. Jeśli zaś
sam poradzę sobie z awarią, to stanowi ona przygodę i należy do wakacji.
Więc czysty zysk.
Gdybym nie znalazł metody nieinwazyjnego przymocowania kontrafału do
płetwy i musiał wiercić dziurę, to oczywiście nie czyniłbym tego bez
porozumienia z armatorem. W tym przypadku zadzwoniłem do niego już po
zaleczeniu problemu i łatwo ustaliliśmy, że nie ma nigdzie przyjeżdżać,
chyba żeby się okazało, że to nie działa.
To był zresztą armator z Twojej listy. Miałem dobre wrażenie, sensowny
gość. Jachtowi też nie mam niczego do zarzucenia prócz kilku drobiazgów
technicznych.
A to zależy od firmy pewnie. Widać trafiałem na te lepsze. Trzy razy
musiałem korzystać z drobnej pomocy "na telefon". Dwa razy skończyło się
podaniem namiaru na najbliższy warsztat który armator uznał za godny
zaufania i uzgodnieniem zakresu i sposobu naprawy. W trzecim wypadku
(telefon około godziny 20 - wyładowany akumulator) pracownik firmy
przyjechał następnego dnia około godziny 8 z nowym naładowanym.
--
Michał Grodecki
Uwaga - w nagłówku adres antyspamowy
> Stefan Sokolowski <ste...@infDELETE-THIS-ANTISPAM-JUNK.ug.edu.pl> napisał
> (a):
>
> > Ale ciÄ�źka blacha nie zawodzi nigdy, nawet po lekkim
> > mu�i�iu dna, wi� j�wol�
>
> "Ciężka blacha" jak sama nazwa wskazuje jest ciężka :) a przecież jacht ma
> być lekki. Pozatym, a może przede wszystkim blacha to tylko blacha - jest
> płaska, a płetwa z laminatu ma profil, co zdecydowanie polepsza jej
> sprawność i to jest główny powód dla którego w nowych jachtach jest
> stosowana.
>
> Tomasz Chrześcijanek (CHUDY)
-------------------------------------------------------------
Za moich czasów kiedy „grzebałem” przy budowie jachtów, w profilowanych
płetwach (zarówno mieczowych jak i sterowych) w dolnej części montowało się
krążek ołowiany o odpowiedniej wadze i tyle.
Pozdrawiam
Roman
2) Podnoszenie płetwy do pionu, oprócz dochodzenia rufą do plaży
powoduje np., że ster nie telepie się np. na fali w trakcie postoju,
niszczac jarzmo, czy zamocowanie - osobiście wyciągam płetwę z wody
praktycznie zawsze czy to przy pomoście, czy brzegu
(specjalnie dla Was
http://www.fizyka.umk.pl/~ig/pictures/Tequila2008holidaysandweekends/photos/photo54.html
i
http://www.fizyka.umk.pl/~ig/pictures/Teqiula_20067/dscf4439.html)
Choc nie uwazam, ze to dobrze wyglada.
3) Wypływanie płetwy osobiście uważam czasami za zaletę, bo jest pomocne
w manewrach przy małych głebokościach - zwalniam kontrafał i sama
wypływa, itp. Wadą jest awaryjne/niechciane podniesienie się płetwy w
trakcie płynięcia, zwłaszcza przy silnym wietrze i fali, co może
doprowadzic do złamania płetwy lub wyłamania jarzma lub nawet wywrotki.
4) obciazanie płetwy np. ołowiem zabezpieczy ja przed wypływaniem, ale
kontrafał i tak będzie potrzebny, bo w trakcie płyniecia płetwa odchyla
sie do tyłu.
Pozdrawiam
irek g
No i to jest argument ;-)) profilowane płetwy zostały też namaszczoene jako
lepsze, w jednym z artykułów w Żaglach przez Jerzego Pieśniewskiego.
Wytłumaczył, że na profilowanej płetwie oderwanie strug nastepuje przy
większym kącie natarcia, znaczy som lepsze.
> 2) Podnoszenie płetwy do pionu, oprócz dochodzenia rufą do plaży powoduje
> np., że ster nie telepie się np. na fali w trakcie postoju, niszczac
> jarzmo, czy zamocowanie - osobiście wyciągam płetwę z wody praktycznie
> zawsze czy to przy pomoście, czy brzegu
Znaczy płetwa podniesiona do pionu, wyciągnięta z wody, nie telepie się od
przechyłów łodzi?
>> 2) Podnoszenie płetwy do pionu, oprócz dochodzenia rufą do plaży
>> powoduje np., że ster nie telepie się np. na fali w trakcie postoju,
>> niszczac jarzmo, czy zamocowanie - osobiście wyciągam płetwę z wody
>> praktycznie zawsze czy to przy pomoście, czy brzegu
>
>
> Znaczy płetwa podniesiona do pionu, wyciągnięta z wody, nie telepie się
> od przechyłów łodzi?
Dużo mniej i siły mniejsze i poza tym nie wali w dno, które moze byc ew.
w jej zasięgu, ...
Pozdrawiam
Irek G
Podaj nazwe firmy. Dobrych warto promowac.
No właśnie dobrych warto - więc ponawiam pytanie dawno temu zadane -
kiedy na mazury.info będzie wyszukiwarka - w dziale giełda.
Darek
->> mazury.info.pl <<-:
> Podaj nazwe firmy. Dobrych warto promowac.
Jeszcze w tym roku. Ogloszen strasznie przybylo (czasem kilkadziesiat
dziennie).
Właśnie - szukam 470 tki - a tu pełno Antili i Janmorów - które mnie
kompletnie nie interesują.
Darek
Niestety na jachtach czarterowych często takiego urządzenia brak. Całe
szczęście, że jak uskuteczniałem jazdę po kamieniach, to supeł na końcu
kontrafału po prostu został przeciągnięty przez dziurę w płetwie, nie
powodując uszkodzeń. Jak płetwa wyskoczyła do poziomu, to niemal nie
byłem w stanie skręcić steru, wiał całkiem sensowny wiaterek.
Swoją drogą, naprawdę, aż tak kosztowne byłoby oznakowanie kamieni na
Dobskim?
--
Pozdrawiam, *Schliesky*
email: schliesky at gmail
Większość armatorów floty czarterowej wręcz zabrania samodzielnego
dłubania przy jachcie - jest awaria - zadzwonić, przyślą ekipę albo
powiedzą do którego współpracującego z nimi fachowca w okolicy się
zgłosić. Gorszym nieszczęściem od użytkownika który popsuł sprzęt jest
użytkownik usiłujący sprzęt naprawić...
--
Darek
Ponieważ wtedy żeglowałeś na _jachtach_śródlądowych_ a teraz wyczarterowałeś
_mazuranckie_koromysło_ :-P
Te ultralekkie płetwy z cieniutko oblaminowanej pianki służą nie tyle do
zeglowania ile do podnoszenia w portach do pionu, aby sterczały jak
najwyżej, na podobiństwo kociej kity. Im kto ma wyżej zadartą tym czuje się
ważniejszy. Łamią się w cieższych warunkach wiatrowych lub gdy fala rzuci
takie koromysło bokiem na mieliznę, a wskutek permanentnego uderzania o
kamienie (nie do uniknięcia na rzekach!) roszczepiają się szeroko. Porządna
płetwa na śródlądziu powinna być podnoszona jedynie do poziomu (co pozwala
zastosować jarzmo o sztywniejszej konstrukcji, być wykonana z metalu (może
być dural PA 11, dość twardy a przy tym odporne na korozję i mniej kruchego
niż np. PA 6), i być wyposażona w kontrafał _na_knadze_bezpiecznikowej_,
wypinającej przy większej sile, np. przy wjechaniu na mieliznę. Ale po co?
Jak się złamie płetwa zapłaci ubezpieczyciel, a w najgorszym razie klient,
kto by tam takie gadżety montował na truchłach budowanych z myślą o
czteroletniej exploatacji w czartetrach i zastąpienia ich po tym czasie
jeszcze większymi i pojemniejszymi?
Tomek Janiszewski
>
> Te ultralekkie płetwy z cieniutko oblaminowanej pianki służą nie tyle do
> zeglowania ile do podnoszenia w portach do pionu, aby sterczały jak
> najwyżej, na podobiństwo kociej kity. Im kto ma wyżej zadartą tym czuje się
> ważniejszy.
Tojmiani, masz co chciałeś - Juz zawsze będę myślał o Tobie podnosząc
płetwę przy mojej łodce. A jak ją złamię (czego sobie nie życzę) to
awansujesz na Voodoo-Tojmiani.
> Łamią się w cieższych warunkach wiatrowych lub gdy fala rzuci
> takie koromysło bokiem na mieliznę,
O to mi sie podoba, tylko dlaczego zaraz bokiem. Idzie zima i fale na
Mazurach (w opowieściach) coraz większe i te mielizny, pełne wraków i
połamanych płetw - pływajacych.
Tomek - wyluzuj trochę.
Pozdrawiam
Irek G
Spostrzeżenia ciekawe, tylko większość, tak czarterobiorców, jak i samych
producentów oraz armatorów coś wie, ale nie bardzo wie jak to wytłumaczyć.
Sam kiedyś pisałem o żeglowaniu z poziomą płetwą przez wiele załóg.
Dziś też to spotykam.
Ale w tym jest sens, tylko trzeba wiedzieć, jak to wykorzystać.
Ci, co wiedzą, to zamawiają płetwy specjalnie wzmocnione i oczywiście lekkie.
Ja np. taką mam.
Pływam z nią w każdych warunkach pod różnym kątem, w zależności od potrzeb.
A takich potrzeb trochę się nazbiera.
Zaznaczam, że mam ster głębinowy a za nim żadnego silnika.
Pokonują km szlaków na dość płytkich wodach i dość zaskakującym dnie,
praktycznie żadna płetwa tzw. +rzeczna+ nie byłaby w stanie zapewnić oczekiwanej
manewrowości.
A z drugiej strony wymiana płetwy przy sterze głebinowym to inna bajka niż przy
klasycznym mocowaniu na pawęży.
Zatem moja płetwa musi spełniać dość wygórowane wymagania.
Dodatkowo świetnie wspomaga sterowanie.
Na ostrych zakrętach, tak z prądem i pod prąd jadę jak po sznurku.
Oczywiście wykorzystując silnik manewrowy, któy jak za bardzo znosi rufę, to
kieruję go, żeby rufę trzymał na trasie oczekiwanej, czyli bez +zamiatania+.
Oczywiście trzeba sobie również zdawać sprawę, że sterowanie rumplem to nie lada
wysiłek.
Jak +rozpięło+ się sterownie hydrauliczne, całe szczęście, że wyszedłem z
zakrętu i miałem przed sobą łąkę, to nic mi się nie stało, ale próba zmiany
lokalizacji przy pomocy zapasowego rumpla to dopiero wyzwanie.
Kolejna sprawa, że gro żeglarzy pomyka po mieliznach np. Niegocin.
Dzięki łatwości sterowania płetwą mają większe możliwości.
Dziś praktycznie już się nie spotyka +rozwarstwionych+ płetw laminowanych,
dzięki świadomości żeglarzy.
Ja, mimo tego, że już 4 sezon, to płetwę mam jak nową, mimo tego, że zwiedziła
sporo wody płytkiej.
A co z ciężkimi?
Zauważmy, że jak się najedzie na mieliznę, to wprawdzie wyskoczy ale dość
skutecznie się +wryje+.
Znam jacht, który dzięki takiemu manewrowi się położył.
Zanim wyszarpnięto to załoga oglądała ryby.
Natomiast lekkie szybko wyskakują i dzięki temu jest niebezpieczeństwo, ale
kontrolowane, bo szybko można opanować sytuację.
Niestety pozostaje tylko nabieranie doświadczenia.
Szpan przy stawianie w pion, to mit i brak własnego dowartościowania piszących o
tym, ot brak uzasadnienia.
Z drugiej strony część płetw to oblaminowane sklejki nie mające nic wspólnego
np. z moim ich zastosowaniem.
Powiem tak, większość jak nie wszyscy robią oczy kiedy widzą mnie tam, gdzie
czaple sobie spacerują po kostki w wodzie.
Ja to nazywam żeglowaniem na pingwinka.
Oczywiście należy pamiętać o obraniu właściwego kursu, żeby przy pierwszym
podmuchu nie oglądać życia rybek w wodzie ;-)
--
Pozdrawiam,
Wacław Nieśmiały
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
> Juz zawsze będę myślał o Tobie podnosząc płetwę przy mojej łodce.
> A jak ją złamię (czego sobie nie życzę) to awansujesz na Voodoo-Tojmiani.
W istocie chciałem przez to powiedzieć że trynd w rozwoju konstrukcji
czarterowych podyktowany walką o obniżenie tzw. dobokoi ukształtowały
jedynie słuszny wzór tego co obecnie pływa po WJM, w postaci wielkopojemnej
szafy o wysokim pokładzie dziobowym wymuszającym stawanie rufą do brzegu i
kei, a w konsekwecji podnoszenie płetwy do pionu, mocowanej w lichym z
konieczności jarzmie.
> O to mi sie podoba, tylko dlaczego zaraz bokiem.
Możnaby o to zapytać tego oto durnia zaprezentowanego na jednym ze zdjęć w
dyskusji na Forum
http://forum.mazury.info.pl/viewtopic.php?t=1724
dlaczego pruł w ślizgu po zakolach Pisy - na której to rzece obowiązuje
10km/h! Tylko przypadkiem ujrzałem go zza trzcin zanim wyskoczył zza zakrętu
w który właśnie wchodziłem - i w ostatniej chwili zdążyłem podpłynąć do
wewnętrznego brzegu zakola pod przykosę, oraz zgasić i wyciągnąć z wody
silnik, ale wyciągnąć płetwy sterowej już nie. Rzuciło mnie na mieliznę
właśnie bokiem. Duralowa płetwa uległa minimalnemu wygięciu, ale nie złamała
się i służy do dziś. A może ktoś dzieli z tym sqr$^&*( macierzystą przystań?
> Idzie zima i fale na Mazurach (w opowieściach) coraz większe
Nie wiem jak tam fale, ale właśnie wczoraj po raz pierwszy byłem zmuszony
uciekać z wiatrem na samej kabinie - i to nie na Mazurach lecz na Zegrzu.
Bynajmniej nie dopadł mnie burzowy szkwał: przeciwnie, burza już dawno
przeszła, ale jakąś godzinę póżniej, gdy znajdowałem się pod Serockiem
bardzo silny wiatr powrócił (zwiewało bryzgi wody z grzbietów fal, więc
siódemka murowana) - już bez jakichkolwiek ciemnych chmur, i trwał jeszcze
przynajmniej godzinę. Zapędziło mnie z kilometr w cofkę Bugu zanim
odnalazłem zaciszną zatoczkę osłanianą wyspą i trcinami. A potem do samego
Zegrza płynęło się już relaxowo.
> i te mielizny, pełne wraków i połamanych płetw - pływajacych.
Jedną taką płetwę - złamaną na wysokości mocowania w jarzmie, tam gdzie jest
najsłabsza (ze względu na silne podcięcie - aby pomost ładnie się pod nią
wpasowywał gdy jest podniesiona do pionu?) a wyłamujące siły największe -
widziałem w tym roku na przystani MYC w Węgorzewie. Na przywoływanym Forum
ktoś opisywał sytuację mogącą być jedną z przyczyn: wesoła załoga czarterowa
ustawia się rufą do brzegu po czym rozpędza koromysło ile się da na
wstecznym biegu silnika i w ostatniej chwili wyciąga z wody silnik i płetwę.
Czasem jednak nie zdąży. Postuluję zatem wyposażenie czarterowych koromyseł
we wciągarkę ze stalową liną na bębnie (jak na niemieckim transporterze
z "Czterech Pancernych"). Będzie się wyprawiało na brzeg jednego załoganta z
liną (z braku psa) który owinie ją wokół drzewa (jak się obedrze je z kory -
tym lepiej, nie szkoda go będzie potem zrąbać na ognicho, takie -U!Ha! na
przynajmniej dwa metry), a potem reszta załogi uruchomi wyciągarkę nie
narażając steru i silnika :->
Pozdrawiam
> W istocie chciałem przez to powiedzieć że trynd w rozwoju konstrukcji
> czarterowych podyktowany walką o obniżenie tzw. dobokoi ukształtowały
> jedynie słuszny wzór tego co obecnie pływa po WJM, w postaci wielkopojemnej
> szafy o wysokim pokładzie dziobowym wymuszającym stawanie rufą do brzegu i
> kei, a w konsekwecji podnoszenie płetwy do pionu, mocowanej w lichym z
> konieczności jarzmie.
Jak juz pisałem wczesniej, ja podnosze płetwę do pionu także przy
pomoście i oczywiście przy brzegu tez, bez wzgledu jak do tego brzegu
staję.
Pozdr
Irek G