Nazywam się Maciej Urmanowski, pływam gdzie się da (Mazury, Bałtyk,
Północne). Mam pytanie do szanownych grupowiczów. Czy Waszym zdaniem
opłynięcie Hornu w rejsie komercyjnym trwającym np. 2 tygodnie (Solaris,
Zjawa IV, Panorama) jest jakomkolwiek wyzwaniem? Sam przymierzałem się do
takiego rejsu i mam wrażenie, że w tej chwili każdy może to zrobić,
wykupując stosowne miejsce w rejsie. Wejdźcie na strony tych jachtów.
Ushuaia-Ushuaia. I tak 5 razy. Ciekawe co na to Bractwo Kaphornowców?
pozdrawiam
MU
To, ze kazdy to moze zrobic nie oznacza, ze nie jest to wyzwanie.
Aczkolwiek istotnie zaczyna przypominac to wycieczke statkiem po
redzie portu... Znaki czasu - prawie juz nie ma akwenow takich, zeby
byc "pierwszym" lub zeby cos "zdobywac" - prawie juz zawsze ktos byl
przed nami i torowal droge... A Bractwo Kaphornowcow pewnie nic -
gdzies slyszalem (prosze mnie poprawic, jezeli to plotka), ze za
klasyczne oplyniecie Hornu uwaza sie oplyniecie z "ponad" rownoleznika
40S do 40S z drugiej strony.
Pozdrawiam,
Bart27
--
Bartlomiej F. Tajchman
bar...@merigold.NOSPAM.krakow.pl www.bart.merigold.krakow.pl
* ... to jest fundamentalne odkrycie matematyczne a Ty to *
* nazywasz "dupa", niech ci bedzie :) [ksRobak] *
Hej.
> Czy Waszym zdaniem
> opłynięcie Hornu w rejsie komercyjnym trwającym np. 2 tygodnie (Solaris,
> Zjawa IV, Panorama) jest jakomkolwiek wyzwaniem?
Wydaje mi sie ze to, czy oplyniecie Hornu jest wyzwaniem zalezy bardziej od
tego jaka pogode tam trafisz. Jak dmuchnie solidnie, to chyba nie ma
znaczenia czy rejs jest komercyjny czy nie. Jak bedzie piekne slonko i
chwila ciszy to i tak bedzie to mila i latwa zegluga bez wzgledu na to czym
plyniesz. BTW zdazaja sie tam takie dni?
> Wejdźcie na strony tych jachtów.
> Ushuaia-Ushuaia. I tak 5 razy.
Reklama dzwignia handlu. Zeby taki Solaris mogl sobie przeplynac ze
Spitsbergenu na Antarktyde, musi czym zachecic klientow - zeglarzy.
Pozdrawiam,
Tomek Lis.
Co do pogody: zgadzam się. Mam tylko wrażenie, że to nie jachty a tramwaje
wodne, albo raczej autokary z turystami. Ale co się dziwić, przecież za
ciężką kasę każdy może zostać doholowany na Everest.
pozdr.
Maciek Urmanowski
Podobno kilka w roku. W każdym razie czytałem kiedyś relację z rejsu,
w której ktoś narzekał, że opłynął Horn przy dobrej pogodzie :)
--
Igor Wawrzyniak
> > Jak bedzie piekne slonko i
> > chwila ciszy to i tak bedzie to mila i latwa zegluga bez wzgledu na to
czym
> > plyniesz. BTW zdazaja sie tam takie dni?
>
> Podobno kilka w roku. W każdym razie czytałem kiedyś relację z rejsu,
> w której ktoś narzekał, że opłynął Horn przy dobrej pogodzie :)
No to to juz trzeba miec pecha. Wydajesz ciezkie pieniadze i zamiast
upragnionego "niedzwiedziego miesa" masz plaze...
pzdr, T.L.
Już dawno nie ma co zdobywać, można jedynie mnożyć sztucznie przeciwności i
utrudnienia, tak jak to opisywał kpt. Baranowski: pierwsze polskie przejście
Sahary, potem pierwsze na boso i jeszcze na boso+tyłem.
IMO Ja bym się tam na Horn przejechał, dla sławy tego miejsca i tyle.
--
Pozdrawiam
Jarosław Manek
-------------------------
Moja galeria lotnicza:
www.lotnictwo.isp.pl
Ja tez nie mialbym nic przeciwko takiej wyprawie. Niestety na studencka
kieszen Horn jest nadal jednak starym, dobrym (?), niezwykle ciezkim do
oplyniecia przyladkiem...
:(
pzdr, T.L.
>
> Już dawno nie ma co zdobywać, można jedynie mnożyć sztucznie przeciwności
i
> utrudnienia, IMO Ja bym się tam na Horn przejechał, dla sławy tego
miejsca i tyle.
>
> Więc wykupujmy rejsy na Hornie i pływajmy tam. Tylko po powrocie bez
sztucznego zadęcia proszę, że oto ja wielki żeglarz opłynąłem Horn i teraz
lać będę pod wiatr. A w Onecie już widziałem życiorys, w którym taka
wycieczka jest na honorowym miejscu.
Maciek Urmanowski
> Nazywam się Maciej Urmanowski, pływam gdzie się da (Mazury, Bałtyk,
> Północne). Mam pytanie do szanownych grupowiczów. Czy Waszym zdaniem
> opłynięcie Hornu w rejsie komercyjnym trwającym np. 2 tygodnie (Solaris,
> Zjawa IV, Panorama) jest jakomkolwiek wyzwaniem?
Witam
Pierwsze pytanie - a nie mozna plywac dla
samej przyjemnosci plywania i zwiedzania -
niekoniecznie po to, zeby podejmowac wyzwania?
Zapytam - a po co plywasz na Polnocne
z GPS-em, epirbem, UKF-ka itd. Przeciez
to takie trywialne, nie to co bylo kiedys ;-)))
Ba, co za sztuka plywac jak sie umie. Plywac
_bez_ umiejetnosci zeglarskich - oto wyzwanie!
No, to oczywiscie zart ;-)
Ot, takie znaki czasu i postepu.
IMHO nie problem oplynac Horn nawet bardzo mala
lodeczka, trzeba tylko czasu, zeby sie przyczaic
i odczekac na te 5 dni ladnej pogody w roku :)
I jeszcze do B27 - piszesz, ze 'za klasyczne
oplyniecie Hornu uwaza sie oplyniecie z "ponad"
rownoleznika 40S do 40S z drugiej strony.'
Jednak jachty, ktore plyna wg ww. wytycznych
zwykle zatrzymuja sie juz 'pod' rownoleznikiem 40S
- chocby po to, by poczekac na lepsze warunki,
uzupelnic zapasy, wykonac naprawy itp.
I wtedy to juz 'sie nie liczy'? ;-)
Pozdrawiam
--
Tadeusz W. 'Szczepan' Kopec'
*zeglarstwo jest duzo bardziej popularne niz jezdzenie pociagami*
(c) by Wujek Bart
Wlasnie nie wiem. Ktos mi kiedys cos takiego powiedzial i nie wiem
jaki to goralski stopien prawdy :)
pzdr,
Bart27
--
* Post krotki, to i sygnaturka krotka *
Można. Tego nie neguję. W literaturze żeglarskiej autorzy zazwyczaj
wspominają Horn jako wyzwanie i stąd pytanie, czy teraz może to zrobić
każdy.
> Zapytam - a po co plywasz na Polnocne
> z GPS-em, epirbem, UKF-ka itd. Przeciez
> to takie trywialne, nie to co bylo kiedys ;-)))
> Ba, co za sztuka plywac jak sie umie. Plywac
> _bez_ umiejetnosci zeglarskich - oto wyzwanie!
> No, to oczywiscie zart ;-)
Jeszcze raz odpowiem: pytanie nie dotyczyło sensu czy też motywów pływania.
pozdr. MU
: Użytkownik "Igor Wawrzyniak" napisał w wiadomości
Zaraz tam pecha. Pogoda na Hornie nie rozni sie zbytnio od przecietnej
pogody na dalekim poludniu. Trudnosc oplynicia polegala na tym, ze
trzeba bylo dlugo przebywac w czterdziestkach, a nie "tylko" dwa tygodnie.
Czyli zaliczenie sztormu murowane, ale niekoniecznie w bezposrednim
sasiedztwie przyladka.
Przemek Brojewski.
> : No to to juz trzeba miec pecha. Wydajesz ciezkie pieniadze i zamiast
> : upragnionego "niedzwiedziego miesa" masz plaze...
>
> Zaraz tam pecha. Pogoda na Hornie nie rozni sie zbytnio od przecietnej
> pogody na dalekim poludniu. Trudnosc oplynicia polegala na tym, ze
> trzeba bylo dlugo przebywac w czterdziestkach, a nie "tylko" dwa tygodnie.
> Czyli zaliczenie sztormu murowane, ale niekoniecznie w bezposrednim
> sasiedztwie przyladka.
Z calym szcunkiem dot. Ro'40 :)
No to niby jak to jest - 'zrobienie' 'Ro'40' OK,
ale cisze rownikowe to 'se' mozna na silniku
przejechac, taaak? ;DDDDD
Pozdrawiam
--
Tadeusz W. 'Szczepan' Kopec'
1. Ro'40 przez analogie do Ro'20
2. Jak patrze to sam siebie OMC krytykuje - ilez to mozna pisac
w cudzyslowiu/cudzyslowie! ;D
--
Pozdrawiam
Bartosz Michałkiewicz
> Nazywam się Maciej Urmanowski, pływam gdzie się da (Mazury, Bałtyk,
> Północne). Mam pytanie do szanownych grupowiczów. Czy Waszym zdaniem
> opłynięcie Hornu w rejsie komercyjnym trwającym np. 2 tygodnie (Solaris,
> Zjawa IV, Panorama) jest jakomkolwiek wyzwaniem? Sam przymierzałem się do
> takiego rejsu i mam wrażenie, że w tej chwili każdy może to zrobić,
Wyzwaniem jest przepłynięcie z Gdyni do Sopotu na drzwiach od hangaru...
> wykupując stosowne miejsce w rejsie. Wejdźcie na strony tych jachtów.
> Ushuaia-Ushuaia. I tak 5 razy. Ciekawe co na to Bractwo Kaphornowców?
Nic. Będą sobie przysięgać na święty kamień hornu, wiązać kolorowe chusty
na łydkach i udawać przed sobą, że kogoś to interesuje...
Jaki problem? Trasa fajna, fajne miejsca, fajne jachty i coś innego, niż
siedzenie w biurze od 8 do 18. Co jeszcze trzeba?
--
***********Jacek Kijewski, ja...@sail-ho.pl z odwiecznym (since 1995) mottem: *
"Kazda dostatecznie rozwinieta technologia niczym
szczegolnym nie rozni sie od magii" Linux admin
Portal żeglarski: http://www.sail-ho.pl
************************************* Support Open Source: http://www.rwo.pl *
> Co do pogody: zgadzam się. Mam tylko wrażenie, że to nie jachty a tramwaje
> wodne, albo raczej autokary z turystami. Ale co się dziwić, przecież za
> ciężką kasę każdy może zostać doholowany na Everest.
Za znacznie cięższą (za jacht wielkości oceanicznej zapłacisz z pół
miliona zł) można dopłynąć samemu. Pewnie satysfakcja jest większa. Z
drugiej strony, 95% żeglarzy nigdy nie rozpocznie nawet przygotowań do
takiego rejsu, więc będą mieli nieco mniejszą satysfakcję za kwotę niższą.
Żeglarstwo to nie są zawody, kto bardziej narazi życie - inaczej, chcąc
przelicytować Pawełka, musiałbyś płynąć przez Atlantyk na dętce od
traktora - po prostu, jak ktoś chce opłynąć Horn, to może tak, i tak, i
jeszcze inaczej. Będzie miał co wnukom opowiadać.
A jak kogoś razi, że tylko przepłynie się wokół Hornu, może wszak wsiąść 3
etapy wcześniej... A że dawniej trzeba było organizować to i owo - no cóż,
teraz też trzeba, co szkodzi zostać jednym z organizatorów?
A dlaczego? Jak ktoś ma taką satysfakcję, to co szkodzi, że ma? Niech
sobie zadyma, sztucznie czy nie. Ja z rejsu na piwo do Jastarni umiem
zrobić opowieść mrożącą krew w żyłach, zwłaszcza kiedy rum zaszumi w
głowie.
> Można. Tego nie neguję. W literaturze żeglarskiej autorzy zazwyczaj
> wspominają Horn jako wyzwanie i stąd pytanie, czy teraz może to zrobić
> każdy.
Literatura żeglarska traktująca o Hornie sięga lat 70-tych (Baranowski:
Droga na Horn). Potem Kaszowski: "Polskie jachty na oceanach". Potem o
Hornie nikt nie pisał.
Ostatnio Paweł Oska wydał "Zdążyć na Horn", choć w tej książeczce Horn
jest trakowany raczej jako cel, marzenie, niż wyzwanie.
Wyzwania zmieniają się z czasem i technologią. Czytam sobie Johna Vossa
"Łodzią żaglową przez oceany". Pływał jachtem, zgroza, tylko 9 metrów
długim, jemu współcześni uważali go za szaleńca. Jakieś 50 lat później
Serge Testa opłynął świat jachtem o długości niecałych 4 metrów.
A rejsy dookoła świata odbywają emeryci, małżeństwa, dla załóg dużych
jachtów regatowych, w tym i samotników, to już chleb codzienny. Przez
Atlantyk ostatnio (3-5 lat temu) przepłynął ślepy (miał jacht przygotowany
odpowiednio i zdalne wsparcie z brzegu). Atlantyk przepłynięto na desce
windsurfingowej.
Czytając Vossa można się śmiać z jego dokonań, włóczyć się po świecie na
jachcie 9 metrów? Wojtek Kmita trakował to jako sposób na życie, a nie
jakiś wyczyn...
Tyle, że dzieli te czasy 100 lat.
Tak samo książki o Hornie. Było to wyzwaniem bez radia, GPSu, dakronu,
nylonu, stalówek nierdzewnych, pomp zęzowych i przepisów PRSu. Od dość
dawna nie jest to jakieś wyzwanie, ot okolica jak inne, czasem pogoda
lepsza, czasem gorsza. Anson płynąc po skarby jednak nie miał Navtexa...
i tu się muszę z Panem zgodzić Panie Jacku:-)))
skipbulba
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
> Atlantyk przepłynięto na desce windsurfingowej.
Serio? Bo o pozostałych przykładach słyszałem.... A co ze spaniem,
jedzeniem i podobnymi?
Pozdrawiam,
Krzysiek Kiełczewski
> Sami popatrzcie co *Jacek Kijewski* napisał:
>
> > Atlantyk przepłynięto na desce windsurfingowej.
>
> Serio? Bo o pozostałych przykładach słyszałem.... A co ze spaniem,
> jedzeniem i podobnymi?
Pamiętam notatkę z lat 80-tych pt. "Długa deska Francuza". Deska miała
ponad 4 metry, w jej części mieściła się dziura, w którą rzeczony Francuz
mógł wpełznąć i odpocząć, odżywiał się koncentratami i miał jakąś
odsalarkę wody. Płynął bez asekuracji. Podobno po całej imprezie szlag mu
trafił stawy łokciowe i nadgarstki.
Ktoś ma ochotę w ramach żeglarskiego wyczynu przelicytować? Czy może
lepiej popłynąć na stabilnym blaszaku pooglądać widoczki? :)
maciek wrote:
> Czy Waszym zdaniem
> opłynięcie Hornu w rejsie komercyjnym trwającym np. 2 tygodnie (Solaris,
> Zjawa IV, Panorama) jest jakomkolwiek wyzwaniem?
Tak.
Z poważaniem
Paweł Gładki
> Ktoś ma ochotę w ramach żeglarskiego wyczynu przelicytować? Czy może
> lepiej popłynąć na stabilnym blaszaku pooglądać widoczki? :)
470 dookoła świata. Bez zawijania do portów :)
Pozdrawiam,
Krzysiek Kiełczewski
Super inaczej zycie nie mialo by smaku
> Sami popatrzcie co *Jacek Kijewski* napisał:
>
> > Ktoś ma ochotę w ramach żeglarskiego wyczynu przelicytować? Czy może
> > lepiej popłynąć na stabilnym blaszaku pooglądać widoczki? :)
>
> 470 dookoła świata. Bez zawijania do portów :)
Przegrałeś. Najmniejszy jacht AFAIR mieścił się w 3.50. Ale czy opłynął
bez zawijania, to nie wiem. Zawsze można spróbować.
To może wpław? Później, jak zwykłe opłynięcie świata naokoło
spowszednieje, można będzie modyfikować:
1) bez zatrzymywania się
2) bez pianki
3) z zawiązanymi rękami
4) ...
--
Igor Wawrzyniak
>> > Ktoś ma ochotę w ramach żeglarskiego wyczynu przelicytować? Czy może
>> > lepiej popłynąć na stabilnym blaszaku pooglądać widoczki? :)
>>
>> 470 dookoła świata. Bez zawijania do portów :)
>
> Przegrałeś. Najmniejszy jacht AFAIR mieścił się w 3.50. Ale czy opłynął
> bez zawijania, to nie wiem. Zawsze można spróbować.
Na pewno nie był stabilnieszy?
Pozdrawiam,
Krzysiek Kiełczewski
--
Pozdrawiam,
Tomek Lis.
tli...@wp.pl , GG 9321197
Użytkownik "Krzysiek Kielczewski" <kr...@zgadnij.sail-ho.wytnij.pl> napisał
w wiadomości news:slrn.pl.ch6h...@krzyk.sail-ho.pl...
Tylko trzeba sie spieszyc. bo jak Atlantyk pokonali na desce
windsurfingowej, to i na swiat ktos moze sie porwac. A tu juz 470 wymieka...
Ale zostaje jeszcze deska do prasowania... :)
Pozdrawiam, Tomek Lis.
Przez ostatni rok badałem możliwośc zbudowania jachtu oceanicznego 40 stóp.
Trafiłem na konstrukcję stalową R. Langera (kadłub do zabudowy). Podobno
jacht ten zaprojektowany był dla człowieka, który miał pływać w ryczących
czterdziestkach (stal, kokpit centralny, 70 m2). Zebrałem maksymalnie dużo
informacji i wyszło mi 350 tysięcy zł w skromnej wersji, ale bez kompromisów
w sprawach bezpieczeństwa. W takcie rozmów z jednym z dostawców padło
zdanie: "40 stóp?-milion". To mnie zdruzgotało. Mógł przesadzić sporo, ale
uznałem, że 350 to też przegięcie tyle że w drugą stronę. No i na dzisiaj
pozostaje mi rejs w charakterze załoganta. Ale będzie kiedyś dzień, w którym
moje marzenie się spełni i popłynę nieśpiesznie (filozofia Kmity jest mi
bliska), zahaczając o Horn.
> Żeglarstwo to nie są zawody, kto bardziej narazi życie - inaczej, chcąc
> przelicytować Pawełka, musiałbyś płynąć przez Atlantyk na dętce od
> traktora - po prostu, jak ktoś chce opłynąć Horn, to może tak, i tak, i
> jeszcze inaczej. Będzie miał co wnukom opowiadać.
Może nie zawody, ale podejmowanie nowych wyzwań jest czymś co daje smak
żeglarstwu (i nie tylko). I nie mówię tu o biciu coraz dziwniejszych
rekordów tylko o pokonywaniu własnej słabości, zdobywaniu doświadczeń,
uwierzeniu w siebie. Czy to już nie są wyzwania?
A o pływaniu na pontonach przez Ocean. Delikatnie mówiąc: nie mój sort.
> A jak kogoś razi, że tylko przepłynie się wokół Hornu, może wszak wsiąść 3
> etapy wcześniej... A że dawniej trzeba było organizować to i owo - no cóż,
> teraz też trzeba, co szkodzi zostać jednym z organizatorów?
Dobry pomysł.
> Tak samo książki o Hornie. Było to wyzwaniem bez radia, GPSu, dakronu,
> nylonu, stalówek nierdzewnych, pomp zęzowych i przepisów PRSu. Od dość
> dawna nie jest to jakieś wyzwanie, ot okolica jak inne, czasem pogoda
> lepsza, czasem gorsza. Anson płynąc po skarby jednak nie miał Navtexa...
Jeśli popłynę jako załogant, do tego na dużym jachcie - nie wymaga to moim
zdaniem specjalnej odwagi ani umiejętności. Jako prowadzący i do tego
organizator - dla mnie to żeglarski Everest.
pozdr.
Maciek Urmanowski
> > Za znacznie cięższą (za jacht wielkości oceanicznej zapłacisz z pół
> > miliona zł) można dopłynąć samemu. Pewnie satysfakcja jest większa. Z
> > drugiej strony, 95% żeglarzy nigdy nie rozpocznie nawet przygotowań do
> > takiego rejsu, więc będą mieli nieco mniejszą satysfakcję za kwotę niższą.
>
> Przez ostatni rok badałem możliwośc zbudowania jachtu oceanicznego 40 stóp.
> Trafiłem na konstrukcję stalową R. Langera (kadłub do zabudowy). Podobno
> jacht ten zaprojektowany był dla człowieka, który miał pływać w ryczących
> czterdziestkach (stal, kokpit centralny, 70 m2). Zebrałem maksymalnie dużo
> informacji i wyszło mi 350 tysięcy zł w skromnej wersji, ale bez kompromisów
> w sprawach bezpieczeństwa. W takcie rozmów z jednym z dostawców padło
> zdanie: "40 stóp?-milion". To mnie zdruzgotało. Mógł przesadzić sporo, ale
No i niestety - miał rację. To się wszystko rozrasta w trakcie budowy.
Może milion to przesadził, ale w te 350 nie wierzę. Tj. za tyle da się
zbudować jacht, ale wyposażyć i przygotować do takiej podróży, raczej nie.
Chyba, że na wariata, wariatów było dużo i część z nich żyje do dziś, nie
utopiła się :)
Co do konstrukcji, to podobno całkiem nowy BM (Małolepszego), tym, którym
mieli płynąć wokół świata - Aleksander - jest do sprzedania za rozsądne
pieniądze - gdzieś w USA obecnie (facet wsiadł, przepłynął atlantyk i
stwierdził, że go to nie bawi).
Innych konstrukcji też jest kilka, Rudy (może są jakieś kadłuby po
Polsce?), Bruce Robertsa rzeczy... Przy wkładzie (dużym i męczącym, bo
robota w metalu to bardzo brudna robota) własnej pracy można się, moim
zdaniem, zmieścić w 400-500 tysiącach za taki właśnie jacht.
Jeszcze warto zabrać ze sobą trochę pieniędzy, bo wprawdze Ruda wypłynął z
20 USD w kieszeni (i przywiózł je z powrotem), ale Ruda to Ruda.
> uznałem, że 350 to też przegięcie tyle że w drugą stronę. No i na dzisiaj
> pozostaje mi rejs w charakterze załoganta. Ale będzie kiedyś dzień, w którym
> moje marzenie się spełni i popłynę nieśpiesznie (filozofia Kmity jest mi
> bliska), zahaczając o Horn.
Oby :)
> > Żeglarstwo to nie są zawody, kto bardziej narazi życie - inaczej, chcąc
> > przelicytować Pawełka, musiałbyś płynąć przez Atlantyk na dętce od
> > traktora - po prostu, jak ktoś chce opłynąć Horn, to może tak, i tak, i
> > jeszcze inaczej. Będzie miał co wnukom opowiadać.
>
> Może nie zawody, ale podejmowanie nowych wyzwań jest czymś co daje smak
> żeglarstwu (i nie tylko). I nie mówię tu o biciu coraz dziwniejszych
> rekordów tylko o pokonywaniu własnej słabości, zdobywaniu doświadczeń,
> uwierzeniu w siebie. Czy to już nie są wyzwania?
Ciężko podjąć wyzwanie, którego nie podjął ktoś wcześniej. A nawet jeżeli,
to po co? Napiszą kilka zdań w notatce w lokalnej prasie.
A stawianie wyzwań samemu sobie? Oczywiście. Dla niektorych wyzwaniem
będzie przepłynięcie Atlantyku czy oplynięcie Hornu właśnie w takim,
etapowo organizowanym rejsie. Zresztą to się zmienia w czasie, kiedyś dla
mnie wyzwaniem było załogantowanie do Amsterdamu, potem samodzielne
prowadzenie Cariny, potem Nefryta, potem np. miesiąc w kajaku, potem rejs
zimowy, jeden, drugi... a teraz mi żona nad głową zrzędzi i starannie
pilnuje, żebym sobie wyzwań nie szukał, a jak już, to takie zupełnie
bezpieczne i niedrogie...
> Przez ostatni rok badałem możliwośc zbudowania jachtu oceanicznego 40 stóp.
> Trafiłem na konstrukcję stalową R. Langera (kadłub do zabudowy). Podobno
> jacht ten zaprojektowany był dla człowieka, który miał pływać w ryczących
> czterdziestkach (stal, kokpit centralny, 70 m2). Zebrałem maksymalnie dużo
> informacji i wyszło mi 350 tysięcy zł w skromnej wersji, ale bez kompromisów
> w sprawach bezpieczeństwa. W takcie rozmów z jednym z dostawców padło
> zdanie: "40 stóp?-milion". To mnie zdruzgotało. Mógł przesadzić sporo, ale
> uznałem, że 350 to też przegięcie tyle że w drugą stronę. No i na dzisiaj
> pozostaje mi rejs w charakterze załoganta. Ale będzie kiedyś dzień, w którym
> moje marzenie się spełni i popłynę nieśpiesznie (filozofia Kmity jest mi
> bliska), zahaczając o Horn.
Macku,
mowisz, ze zebrales duzo informacji, chcialbym sie zapytac dlaczego
uwazasz, ze potrzebujesz 40 stopowego jachtu, zeby oplynac Horn?
David Hayes z ojcem oplyneli takowy w 25 stopowcu szczegolnie sie nie
przemeczajac:
<http://www.amazon.com/exec/obidos/tg/detail/-/0060976969/qid=1091801192/sr=1-1/ref=sr_1_1/103-4084105-7655859?v=glance&s=books>
Jesli ci nie bardzo zalezy na czasie (krotsze jachty sa typowo wolniejsze),
w dwie (lub bardzo przyjacielskie trzy ;-) osoby moglbys sobie kupic
uzywana Flicke (powiedzmy $25000 w srednim stanie, czyli okolo 90k PLN),
dolozyc moze $5k lub $10k i mozna by bylo dookola Hornu za mniej niz jedna
trzecia wymienionej przez ciebie ceny. Poza tym po takim "wyczynie" moglbys
sprzedac ta Flicke pewnie za takie same pieniadze, czyli powiedzmy ze dwie
ososby za 40 tysiecy zlotych od lebka jest szansa na zrealizowanie Twojego
marzenia.
Pozdrowienia z drugiej strony Atlantyku,
Grzegorz,
ktoremu powoli udaje sie przekonac zone, ze za jakis czas trzeba by dom
sprzedac i przeniesc sie na stale pod zagle.
Wyznaczenie i zrealizowanie wyzwania pod okiem
zony to dopiero wyzwanie! :)))
BPANSP:)
--
Piotr Berliński
------------------------------------------
e-mail: berl...@ee.pw.edu.pl lub bpio...@klub.chip.pl
Mój klub: http://www.skz.pw.edu.pl
GG# 1444580
"Gdy zeglarstwo w studiach szkodzi - cisnij studia, o coz chodzi!"
A.Urbanczyk
Alez Krzysiu, nie ograniczaj sie... Optymistem. ;-))
Zw.
--
Piotr Wisniewski Sail-Ho
zwie...@sail-ho.pl http://www.sail-ho.pl
--------------- Może uderzyć grom z jasnego nieba... -------------------
> Użytkownik "Jacek Kijewski" <ja...@sail-ho.pl> napisał w wiadomości
> >... a teraz mi żona nad głową zrzędzi i starannie
> > pilnuje, żebym sobie wyzwań nie szukał, a jak już, to takie zupełnie
> > bezpieczne i niedrogie...
>
> Wyznaczenie i zrealizowanie wyzwania pod okiem
> zony to dopiero wyzwanie! :)))
No, już widziałem akcje typu nazywanie nowego johnsona "wietierokiem po
remoncie... drobnym i tanim".
>>> Ktoś ma ochotę w ramach żeglarskiego wyczynu przelicytować? Czy może
>>> lepiej popłynąć na stabilnym blaszaku pooglądać widoczki? :)
>>
>> 470 dookoła świata. Bez zawijania do portów :)
>
> Alez Krzysiu, nie ograniczaj sie... Optymistem. ;-))
Z łodziami podwodnymi to idź na pl.rec.nurkowanie :-)
Pozdrawiam,
Krzysiek Kiełczewski
No cio..... dobry bajer to połowa sukcesu:-))))))) W każdym razie
"przeszło":-))))))
--
Pozdrowienia Jurek Makieła
www.siz.3miasto.pl
GSM 601-938-951
> Ja z rejsu na piwo do Jastarni umiem
> zrobić opowieść mrożącą krew w żyłach, zwłaszcza kiedy rum zaszumi w
> głowie.
No i to bylo piekne nawet jesli niekoniecznie w kwestii psow sie
zgadzamy :)
PZDR MH
> Tylko trzeba sie spieszyc. bo jak Atlantyk pokonali na desce
> windsurfingowej, to i na swiat ktos moze sie porwac. A tu juz 470
> wymieka... Ale zostaje jeszcze deska do prasowania... :)
>
Zawsze zostanie 420 :) Albo Cadet, albo Optymist :)
PZDR MH
Pozdrawiam,
Sławomir Sz.
(sejwal)
Przepraszam, że się nie odzywałem, ale czasami trzeba z rodziną wyjechać na
kilka dni i niekoniecznie na żagle.
> Macku,
> mowisz, ze zebrales duzo informacji, chcialbym sie zapytac dlaczego
> uwazasz, ze potrzebujesz 40 stopowego jachtu, zeby oplynac Horn?
> David Hayes z ojcem oplyneli takowy w 25 stopowcu szczegolnie sie nie
> przemeczajac:
1. Bo na Jezioraku miałem łódkę podobnej wielkości i jakoś głupio na
podobnej na Horn..
2. Na poważnie: w długim rejsie w dwie osoby 30 stóp a tym bardziej 25 to za
mało. Większa łódka jest bezpieczniejsza, i co ważne, bardziej pojemna. A ja
lubię mieć ze sobą kilka drobiazgów. Np. książki. Wojtek Kmita powiedział mi
kiedyś, że jego łódka 30 stóp była trochę za mała na 2 osoby.
> Pozdrowienia z drugiej strony Atlantyku,
> Grzegorz,
> ktoremu powoli udaje sie przekonac zone, ze za jakis czas trzeba by dom
> sprzedac i przeniesc sie na stale pod zagle.
Ja mam ze swoją taki układ: wychowujemy dzieci jeszcze 12-15 lat a potem
sprzedajemy dobytek i w drogę. Można to nazwać wczesną emeryturą.
Była wersja (raczej w żartach) wypłynięcia już teraz, z dziećmi. No ale to
nie przejdzie.
pozdr.
Maciek Urmanowski
> > Macku,
> > mowisz, ze zebrales duzo informacji, chcialbym sie zapytac dlaczego
> > uwazasz, ze potrzebujesz 40 stopowego jachtu, zeby oplynac Horn?
> > David Hayes z ojcem oplyneli takowy w 25 stopowcu szczegolnie sie nie
> > przemeczajac:
>
> 1. Bo na Jezioraku miałem łódkę podobnej wielkości i jakoś głupio na
> podobnej na Horn..
> 2. Na poważnie: w długim rejsie w dwie osoby 30 stóp a tym bardziej 25 to za
> mało. Większa łódka jest bezpieczniejsza, i co ważne, bardziej pojemna. A ja
> lubię mieć ze sobą kilka drobiazgów. Np. książki. Wojtek Kmita powiedział mi
> kiedyś, że jego łódka 30 stóp była trochę za mała na 2 osoby.
25 stóp to rozmiar QT i tylko 30 cm więcej, niż Nefryt. Przy rozsądnej
wolnej burcie oznacza to, że w środku nie ma zbytnio podziału na kabiny i
jak wejdzie fala, zaleje wszystko. Nie ma pomieszczenia, gdzie można się
ogrzać/wysuszyć. Trudno jest oddzielić część nawigacyjną od życiowej, a co
za tym idzie - utrzymać porządek. Trudno zamontować kilka instalacji, np.
silnik stacjonarny z agregatem, odsalarkę do wody, trochę elektroniki.
Trudno ulokować gdzieś ponton, niezbędny w niektórych okolicach.
Oczywiście można żyć i pływać bez tego, tyle, że traktuje się to w
dzisiejszych czasach jako survival, a nie rodzinną włóczęgę.
> Ja mam ze swoją taki układ: wychowujemy dzieci jeszcze 12-15 lat a potem
> sprzedajemy dobytek i w drogę. Można to nazwać wczesną emeryturą.
Wow... nic, tylko zazdrościć takiej żony :)
> Była wersja (raczej w żartach) wypłynięcia już teraz, z dziećmi. No ale to
> nie przejdzie.
Heh, właśnie, ciekawy temat. Mi się wydaje, że jakieś 2-3 lata włóczęgi w
wieku, jak dziecko ma 15-18 lat, dałoby mu więcej, niż studia (których
oczywiście też nie należy zaniedbać, ale dałoby pewność siebie,
"otrzaskanie" w świecie, co bardzo ważne, znajomość kilku języków i
perspektywy, że cały świat jest otwarty). Ale to mi się wydaje,
psychologiem, zwłaszcza dziecięcym, nie jestem - zastanawiał się ktoś nad
tym?
Chyba już zapomniałeś, jak sam byłeś w tym wieku. ;-) Taki nastolatek to
prędzej wyskoczy i popłynie wpłat do lądu, niż będzie z rodzicami na
jachcie swoją szaloną młodość spędzał... ;-) Okres buntu się to nazywa
i przechodzi to zdecydowana większość...
--
Samotnik
www.zagle.org.pl - rejsy morskie
I to głęboko. Baranowski pisał w jednej z książek (tytułu nie pamiętam) o
swojej wyprawie POLONEZEM z żoną i dziećmi przez USA. Odniosłem wrażenie, że
jest to duże wyzwanie i trudno uniknąć poważnych konfliktów. Podobny wątek
jest w "Praktyce oceanicznej". Tam z kolei pisze, że rozwody zdażają się
nader często po takiej wyprawie.
Pewien człowiek opowiadał mi o swojej wyprawie dookoła świata z 12 letnim
synem. Zakończyła się już po 7 miesiącach w Ameryce Pd. ze wzgledu na
problemy na lądzie (znaczy w domu: firma, żona, córka). Twierdzi, że syn
dostał takie przeżycia, doświadczenie, że jest to wprost nieocenione.
Problemy były z nauką, a raczej realizacja programu szkolnego. No bo jak tu
żeglować i uczyć się (gdzie nauczyciel?). Po powrocie okazało się, że z
matmy jest rewelacyjny, bo pod koniec rejsu tylko tego się uczył. Reszta
materiału sprawiała mu duże problemy i wyrównał on różnicę dopiero po roku
nauki w Polsce. Jaki dla mnie z tego morał. "Otrzaskanie" - tak, z tym nikt
nie dyskutuje. Nauka, wiedza szkolna - problemy. Jak mogłyby potoczyć się
losy innych, nie wiem. Ale mój najstarszy cały czas pyta - tato, kiedy
wypływamy?
pzdr.
Maciek Urmanowski
PS. W sobotę wypływamy jachtem 30 stóp (SL-30) w 2 tyg. rejs (może Kilonia?)
z rodziną. Ja (st. j. z nadzieją, że 20.11.04 zakończę boje z CKE na morsa),
żona (st. j.) i trzech synów (8, 10, 11 lat), z których 2 już było na morzu
( na śródlądziu sa opływani) i znajomy (st. j. z podobnymi do moich
planami). Szanowni grupowicze, uważacie że przeginam, bo dzieci powinienem
zostawić w domu? Ciekaw jestem Waszych opinii.
>Szanowni grupowicze, uważacie że przeginam, bo dzieci powinienem
> zostawić w domu? Ciekaw jestem Waszych opinii.
Ja tam Ci zazdroszcze. Tez bym tzk chcial a nie moge :-(
pzdr
RoCh
W Ushuaia widziałem rodzinkę z 3 letnim dzieckiem. To byli Belgowie albo
Francuzi. Jacht ok. 18m, stalowy, mocny.
Byłem u Nich na pokładzie, przegrywałem z ich kompa program z pływami.
W mesie ich dziecko bawiło się z lokalnym dzieckiem. Rozmawiały między soba po
hiszpańsku. Do rodziców mówiło po francuzku, a mi "koparka opadła" gdy do mnie
odezwało się poprawną angielszczyzną....
Pytałem się o szkołę dziecka - powiedzieli, że będą się tym martwić jak będzie
ono w wieku szkolnym.
W ostatnim PBO jest artykuł o dalekiej żegludze z dziećmi.
Zobacz też http://www.setsail.com/s_logs/martin/martin.html
A były szef mojego szefa w wieku 6 miesięcy popłyna...
http://www.geocities.com/pete-evans/history.htm i wyrósł na fajnego goscia.
Więc może się da...
Pozdrawiam
Piotr
> 2. Na poważnie: w długim rejsie w dwie osoby 30 stóp a tym bardziej 25 to za
> mało. Większa łódka jest bezpieczniejsza, i co ważne, bardziej pojemna. A ja
> lubię mieć ze sobą kilka drobiazgów. Np. książki. Wojtek Kmita powiedział mi
> kiedyś, że jego łódka 30 stóp była trochę za mała na 2 osoby.
Przyzwyczajenie druga natura czlowieka ;-)
Ja tu znam kupe ludzi, ktorzy ponizej 45 stop nie przejechaliby sie nawet
na Suche Tortugi z Key West (70 mil).
Z drugiej strony babcia z dziadkiem Jim i Debbie Custer plyneli sobie ponad
rok przez Pacyfik i dotarli do Polinezji na 20 stopowej lodce i sobie
bardzo chwala:
<http://homepage.mac.com/jimdebcuster/PhotoAlbum49.html>
Caly czas natomiast nie zgadzam sie co do kosztow, znaczy sie nie wydaje mi
sie zeby byly one najwiekszym problemem co do wyplyniecia.
Zgadzam sie oczywiscie, ze mozna tyle wydac, natomiast nie koniecznie
trzeba.
James Baldwin plywa dookola na Trytonie
(<http://www.yachtatom.com/atom/aboutatom.htm>), ktore sa do kupienia dosc
tanio (widzialem jeden nawet bardzo tanio, ale do generalnego remontu za
$2800).
Woody kupil swoj 33 stopowy jacht (Cal 33) na ktorym
plywa sobie dookola swiata za $4300:
<http://www.captainwoody.com/update.htm>
> Ja mam ze swoją taki układ: wychowujemy dzieci jeszcze 12-15 lat a potem
> sprzedajemy dobytek i w drogę. Można to nazwać wczesną emeryturą.
> Była wersja (raczej w żartach) wypłynięcia już teraz, z dziećmi. No ale to
> nie przejdzie.
Znam pare malzenstw, ktore zegluja z dziecmi po Karaibach. Nie bylo widac
jakichs szczegolnych problemow - szkola glownie korespondencyjnie
("homeschooling"). Co do kosztow, to Karaiby sa dosc drogie - 4 osobowe
rodziny wydaja pomiedzy $6k a $20k rocznie.
Trzymaj za nas kciuki, my za was tez bedziemy trzymac :-)
Grzegorz
A Adam Masłowiec i Jarosław Strzeszewski opłynęli świat na Carterze który
nie był cudem techniki. A Oni raczej nie mieli dużych pieniędzy.
Wojtek Kmita mówił że Temi troszkę za mała, ale wyprawa się udała, i raczej
nie żałuje. Choć taka wyprawa dużo zmienia w życiu....
Troszke off topic się zrobiło, bo to już nie o Hornie na Zjawie, Solarisie i
Panoramie.
Pozdrawiam
Piotr Soliński
PS: cuś takiego tu sklecam o Wielkich Rejsach http://solinski.republika.pl