Z przyjemnością informuję, że po wieloletnich postojach, zmianach
właścicieli i solidnym remoncie we Włoszech powraca do żeglugi jeden z
najciekawszych polskich jachtów s/y ORZEŁ.
Tym, którzy nie spotkali się wcześniej z Orłem:
typ: Galapagos 51
materiał: laminat
długość: 15,29 m
szerokość: 4,45 m
zanurzenie: 2,20 m
silnik: WSW Andoria SW266/M5 75 KM
ilość koi: 12 w pięciu kabinach (bez spania w mesie)
żegluga pełnomorska
elektronika: wyświetlacz Raymarine E80 z GPS, mapami Navionics i radarem,
ST60+ wind, tridata, autopilot Raymarine 6002 S3G, Radiotelefon Ray55E z DSC
i drugą stacją przy sterze, Navtex Furuno NX-300, radioodbiornik Pioneer CD,
MP3, radiopława EPIRB
inne wyposażenie: elektryczna winda kotwiczna, lodówka, kuchenka z
piekarnikiem, przetwornica 12/230V, ponton z silnikiem przyczepnym
W sezonie 2008 planujemy etapową wyprawę dookoła Europy na trasie: Fumicino
(Rzym) - Sardynia - Marsylia - Majorka - Malaga - Lizbona - La Coruna -
Brest - Belfast - Szkocja - Bergen - Oslo - Świnoujście - Szczecin. Tu zimą
2008/09 dokonamy kolejnych doposażeń i przebudów (ogrzewanie, drugi
kingston, bukszpryt, rolery sztaksli, doposażenie do żeglugi ocaenicznej)
Na dzień dzisiejszy pozostało nam do obsadzenia kilka etapów i w związku z
tym oferta:
Dla rezerwacji całego jachtu Orzeł w terminach:
12-26.04.2008 (Sardynia - Marsylia),
26.04-10.05.2008 (Marsylia - Palma de Majorka)
07-21.06.2008 (Lizbona - La Coruna)
rabat 12,5% !!!
przy rezerwacji więcej niż jednego etapu możliwość neocjacji ceny czarteru
Oferta ważna dla rezerwacji dokonanych do 15.02.2008
Szczegółowy opis jachtu, zdjęcia, terminy i trasa całego rejsu dostępne są
na http://www.skaut.jacht.pl
Pozdrawiam serdecznie w Nowym Roku
Marcin Imianowski
Agencja Żeglarska SKAUT
in...@skaut.jacht.pl
Witam!
Życzę wielu sukcesów, a wierzę, że jak za łódkę wzięli się bracia
Limanowscy (AŻ SKAUT) to jacht na pewno będzie cacy :)
Pozdrawiam
Piotrek Lewandowski
Dobrych jachtow bardzo brakuje na naszym rynku. Zwlaszcza wiekszych, wiec
tym wieksze gratulacje i kredyt zaufania wobec armatora.
--
Lacze pozdrowienia
Krzysztof Bienkowski
www.nordsail.pl
Lezka sie w oku kreci mam mile wspomnienia z ORLA pancernika ciesze
sie ze powraca do zycia. zycze powodzenia i mam nadzieje ze uda mi sie
go wyczrterowac w najblizszych latach.
Serdecznie pozdrawiam
Jacek Szczepaniak
www.bryg.pl
Ale mam pytanie: może obok wspomnień pozostały jakieś ciekawe zdjęcia albo
uwagi związane z użytkowaniem... Jestem łakomy i na jedno i na drugie...
Z góry dzięki i pozdrawiam
Marcin Imianowski
Agencja Żeglarska SKAUT
http://www.skautjacht.pl
in...@skaut.jacht.pl
Bardzo chciałbym przeprosić za literówkę w nazwisku armatorów.
Szefostwo firmy Skaut oczywiście to bracia Imianowscy. Bardzo
przepraszam i biję się w pierś.
Piotr Lewandowski
Bardzo szybko bo siedze na walizkach na Karaiby.
Jacht bardzo dzielny choc nie szybki kadlob - mocno zalaminowane
poszycie jak pamietam wiec masa dosc duza i dlatego przezwany przez
nas pancernikiem Hotelowo nie najwygodniejszy kabiny przejsciowe 3
osobowe niektore, raczej malo intymne od tamtych czasow jednak
wymagania nieco sie zwiekszyly ale da sie przezyc. O silniku trudno
powiedziec bo minelo juz pare lat generalnie najwazniejsze odczucia
bardzo bezpieczny i niezly manewrowo a co dosc wazne 2 patyk i to
calkiem niezle zeglujacy na bezanie.Zdjec jako zawodowy fotograf - nie
mam wynik wstretu do aparatu ale mam nadzieje ze odezwie sie nasz
przyjaciel Arek Niechcialkowski ktory plywal razem z nami na ORLE i
dozuci swoje zdanie i pewnie ma tez zdjecia.
Bede bardzo wdzieczny za wszelkie info na priva jakie macie dokladne
plany zwiazane z ORLEM
Wywołany do tablicy się zgłaszam
> Łezka się w oku kreci mam mile wspomnienia z ORLA,
> pancernika
A było to tak
Kolega zrobił nomen - omen risotto. Na kolację. Zjedliśmy jeszcze na
równej stępce, po czym udaliśmy się z Porto Azzurro w kierunku Bastii.
Kiwało. Ja miałem wachtę od północy. Ułożyłem się więc w koi, poddałem
ruchowi jachtu, pozwoliłem pływać gałkom ocznym i zasnąłem. Obudziła
mnie praca linami. Na pokładzie trwała walka na śmierć i życie z
grotem. Jakoś długo nie mogli sobie z tym żaglem dać rady. Na dodatek
risotto ignorując wszelkie nakazy ruchu jednokierunkowego zażądało
wypuszczenia na zewnątrz. Pomny rad oficera wachtowego z pierwszego
mojego rejsu (Wiesz Arek, jakby co - to do gumowca. Buciora wypłuczesz
i nie będziesz musiał zęzy czyścić) rozpocząłem poszukiwania wyż. wym.
gumiaka. Niestety w tym celu musiałam na chwilę unieruchomić głowę i
otworzyć oczy. Chwila ta okazała się zgubna w skutkach. Dobiegłem
tylko do zejściówki. Risotto znalazło się na pokładzie. W chwilę
później skonstatowałem, że nie tylko moje risotto tam leży. Wręcz
przeciwnie trudno było znaleźć wolny centymetr kwadratowy pokładu.
Skoro już i tak wstałem postanowiłem się ubrać. Założyłem sztormiaki i
suche (Ha!) gumowce. Wyszedłem na pokład i stanąłem za sterem. Miejsca
za sterem ustąpiono mi aż nadto grzecznie. Z wolna wszyscy pochowali
się pod pokład i zostaliśmy sami to znaczy ja i Jacek. Jacek nigdy nie
cierpiał na morską chorobę.
O pełnej godzinie Jacek zszedł pod pokład aby wyznaczyć pozycję. Ja
natomiast odczułem, że część risotto, które minęło już bodajże
dwunastnicę zawróciło i zapukało do bram przełyku. Stoczyliśmy krótką
walkę i w pierwszym starciu osiągnęliśmy remis. Na dłuższą metę byłem
jednak z risotto przegrany.
Kiedy po pewnym czasie na pokład znów wyszedł Jacek, najbardziej
niewinnym tonem zwróciłem się do niego
- Wiesz Jacku potrzymaj ster na chwilkę
Jednak Jacek miał inne plany. Rzucił wprawdzie przez ramię krótkie -
Dobra - ale minął mnie, stanął na rufie uchwycił się actersztagu i ...
pozostał w tej pozycji dłuższą chwilę. No tak jakby nic nie jadł na
kolację tylko pił. Zdawało się, że pojemność pęcherza pierwszego
oficera nie ma końca. Za to pojemność żołądka drugiego oficera
gwałtownie zmalała. Przerzuciłem zatem ster do lewicy. Zrobiłem krok w
prawo i przy maksymalnym wychyleniu ciała głowa znalazła się za
relingiem. Przeprowadziłem krótką rozmowę z tygrysem "uuuurrrrrraaaa",
zrobiłem krok w lewo, spojrzałem na kompas, jestem na kursie. Ten sam
manewr. Gadka z tygrysem. Wracam do steru. Kurs ani drgnie.
- Wiesz Jacku już się nie musisz śpieszyć.
Około 3 nad ranem zacumowaliśmy w Bastii. Wiadrami zmyliśmy z grubsza
pokład. No przecież nie mogliśmy wystawić się na pośmiewisko. Rano
poprawka słodką wodą z węża i szczotą ryżową.
Pozdrawiam Jacka i Szanownych Grupowiczów.
Arkadiusz Niechciałkowski