--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Cwiczyc, cwiczyc jak sie pojawi okazja :). Najwiecej jachtow tonie na
wejsciu do portow. Szczegolnie tzw polskich otwartego morza. Wejscia
waskie, plytkie, kiepsko osloniete (moze poza dwoma).
--
pozdrawiam Robert Robaczewski
gg:64676, www.zagle.neostrada.pl
To nie tylko Twoje spostrzezenie.
Najczestszym bledem popelnianym przez ludzi jest plywanie z
podniesionym mieczem - na duzych jachtach z wysoka burta nalezy miecz
opuscic maksymalnie ile sie da aby nie zaryc w dno. Kolejnym bledem
jest ustawienie silnika na 'cala pare', potem trudno sie zatrzymac
nawet przy 'calej wstecz'.
Natomiast najwiekszym bledem (nazwalbym to nawet przestepstwem) jest
wplywanie do ciasnego portu (i/lub stanie w nim) z polozonym masztem!
Pozdrawiam
Zbigniew Jatkowski
http://mazury.info.pl
Jak sie to robi wolno a nie "ile fabryka dala" z pomocnymi osobami na
burtach/dziobie i obijaczami to wyjscie nie jest takie straszne (no i ten maszt
jak w postach powyzej). Gorzej jest wyjsc samemu ale w samemu to sie nie plywa
(no wiekszosc nie plywa) na duzych sprawiajacych klopoty w manewrowaniu lodkach.
Pzdr
Jac
Nie przyjmuj tego do siebie, bo to jakiś nieodpowiedzialny palant ufny w
siłę sprawczą swojej woli (albo kieszeni) przekonał Cię do tego, że możesz
pływać samodzielnie i mieć uprawnienia ku temu... Napisz jaki miałeś staż
praktyczny przed szkoleniem i po nim...
Jeżeli uczestniczyłeś w kursie, to nie spełnił on ważnych funkcji:
Nie przyzwyczaił Cie do pływania w ciasnych miejscach w bliskim sąsiedztwie
wielu łódek, nie dał narzędzi do radzenia sobie w takich sytuacjach, nie
zaraził pasją sztuki manewrowania w trudniejszych sytuacjach....
Jako człowiek świadomy powyższych możesz sięgnąć do wiedzy praktyków i
literatury...
i zacząć samokształcenie:-) Stopniuj trudności proporcjonalnie do
nabywanych umiejętności, poznawaj własności swojej łódki. korzystaj z nich
konsekwentnie podnosząc poprzeczkę. To ciekawe pasjonujące zajęcie na
długo...Pozdrawiam i życzę silnych wiatrów!
PEZETDEER-Rudek
Użytkownik "pawel.w." <paw...@op.pl> napisał w wiadomości
news:1781.000006...@newsgate.onet.pl...
IMO posiadanie patentu srednio sie ma do prawdziwych umiejetnosci. (to do
Rudka)
Przykladowo: coz z tego ze pan X ma sternika, skoro plywa 10 dni w roku na
pozyczonej kabinowce,
i aby sprawnie dobijac czy wychodzic z portu powinien polowe tego czasu
przeznaczyc na uczenie siebie i zalogi,
tylko po to aby za rok to "skasowac" kolejna burte.
Sadze, ze zawsze bedza niedzielni plywacy przestawiajacy pomosty i patent
nie zda sie na wiele, gdzy brak wyobrazni i doswiadczenia. Inna sprawa jest
to ze duzo uwazniej manewruja wlasciciele lodzi, niz "czarterujacy".
Co do plywania - tutaj stan wody i wiatr dziala na nasza wyobraznie -
zagrozenie jest widoczne i odczowalne, a manewrowka czy sprawne wykonywanie
zwrotow zawsze wymaga oplywania i zgrania zalaogi. Swoja droga trzeba sie
tez mocno postarac aby wywrocic wiekszosc "mazurskich" kabinowek.
pzdr
Sebastian
czerowno-biala 420tka
Bo u nas większość kursów nie uczy żeglarstwa, tylko przygotowuje
do egzaminu na patent. Podobnie jak nauka jazdy przygotowuje do
egzaminu na prawo jazdy, a liceum - do matury. A po morzu pływa
się nie dla przyjemności, lecz dla stażu. Oczywiście generalizuję.
--
Igor Wawrzyniak
> właśnie wrócilem z Mazur i mam taką małą refleksję na temat czegoś, czego
z
> reguły nie uczą na kursach żeglarskich otóż wiele osób ma kłopot z
wyjściem z
> wąskiego portu na silniku
A kto na kursie na s.j. miał manewrowanie na silniku w porcie??? Na
Omedze???
> kiedy po raz pierwszy musiałem to zrobić sam). Wniosek jest taki że samo
> pływanie nawet przy większym wietrze jest bezpieczniejsze i sprawia mniej
> kłopotów niż wejście i wyjście do portu bez uszkodzenia innych jachtów
Stara prawda, że jak wieje to najbezpieczniej najdalej od lądu
>. Jakie
> są wasze doświadczenia w tym temacie.
Główna zasada, o której należy pamiętać, to ta, że jacht inaczej pływa na
wstecznym biegu, najczęściej zawsze gorzej niż do przodu:) najczęściej ma
tendencje do myszkowania w jedną stronę (wynika to z konstrukcji śruby),
która często pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie, najczęściej z
opóźnieniem
Manewrówke na jachcie pojołem dzieki mojemu pierwszemu kapitanowi w rejsach
morskich.
manewrówkę na motoróce pojmowałem zlany potem na swojej łajbie tuż po zwodowaniu
w basenie pełnym jachtów. Moja łódź choć piekna nie dorównywała wartoscią choćby
masztom jakie na nich stały. Kto pływał z napędem strugowodnym ten wie dlaczego
byłem mokry :-))
pozdrawiam
ziom
Wstyd uzyć pagaji?!
Piotr
Pzdr
Jac
A probowales pagajowac na czyms wiekszym niz Tango? Powodzenia.
> On Tue, 13 Jul 2004 08:52:28 +0200, "Piotr" <pio...@info.com.pl>
> wrote:
>>Wstyd uzyć pagaji?!
>
> A probowales pagajowac na czyms wiekszym niz Tango? Powodzenia.
Zwłaszcza przy silniejszym wietrze...
Pozdrawiam,
Krzysiek 'próbowałem, nie polecam' Kiełczewski
Nie wyobrażam sobie żeglowania tylko z silnikiem jako pędnikiem
awaryjnym/pomocniczym. Na każdą łódkę zabieram pagaje/pych dostosowane do
konkretnego modelu.
Pozdrawiam,
Piotr
> Nie wyobrażam sobie żeglowania tylko z silnikiem jako pędnikiem
> awaryjnym/pomocniczym. Na każdą łódkę zabieram pagaje/pych dostosowane do
> konkretnego modelu.
Tak z ciekawości, jak wyglądają pagaje/pych dostosowane do np Opala? :-)
No dobra, przegiąłem. Do Tanga też bym chciał wiedzieć :-)
> Pozdrawiam,
> Piotr
Pzdr - Maciek
Pozdro,
GG
Od kiedy Focus jest wiekszy od Tanga - nie mowiac o np. Janmorze czy
Tes'ie 32D ????
W Tes'ie to nawet standardwoym pagajem nie siegniesz do wody :)
Pozdrawiam
Zbigniew Jatkowski
http://czartery.mazury.info.pl
Bez urazy, ale nie plywales chyba DUZYM jachtem...
Iiiii tam zaraz większy...:)) Tango sport ma bliżej do wody niż
Focus.... Tes 32D zgoda na wodę patrzy się jak z wieżyczki czołgu:)) Ale
to nie znaczy że się nie da.....trzeba tylko mieć odpowiednio dłuuuuuugi
pagaj:))
BTW. Moje pagaje z Foki na Focusa siem nie nadawały:)))))
--
Marek Pianko
Mieszac wode sie da, ale nie plynac lub manewrowac w porcie :) Duzy
mazurski jacht wraz z balastem wazy 3-4 tony!
Ja wiem... sa tacy stronk-meni co i tira zebami pociagna - mowimy o
statystycznej rodzinie Kowalskiego na wakacjach...
--
Marek Pianko
>Tak z ciekawości, jak wyglądają pagaje/pych dostosowane do np Opala? :-)
>No dobra, przegiąłem. Do Tanga też bym chciał wiedzieć :-)
Spoko - pogooglaj sobie "yuloh".
Widzialem jacht wielkosci Opala (no dokladnie rzecz bioroac okolice
wielkosci Opala - wygladalo to na jakis Bruce Roberts, gdzies lekko
ponad 40stop). Jedna osoba (kobieta w dodatku) potrafila na gladkiej
wodzie plynac okolo 1.5 wezla. Zalowalem ze nie mialem wtedy aparatu.
Grzegorz
[...]
> manewrowanu jachtem w porcie na siliku.
A wiesz, że czasem się robi kurs i ma egzamin na zbiorniku na którym
jest zakaz używania silnika?
:)
--
Paweł Zioło
/|\ http://fotozielsko.w.szu.pl
/ | \ http://psphome.dhtml.pl/linki.html
\_____|
> Spoko - pogooglaj sobie "yuloh".
> Widzialem jacht wielkosci Opala (no dokladnie rzecz bioroac okolice
> wielkosci Opala - wygladalo to na jakis Bruce Roberts, gdzies lekko
> ponad 40stop). Jedna osoba (kobieta w dodatku) potrafila na gladkiej
> wodzie plynac okolo 1.5 wezla. Zalowalem ze nie mialem wtedy aparatu.
Znalazłem tylko coś takiego, jeśli o większe jednoski chodzi:
http://www2.cc22.ne.jp/~ozwrow/ozr/waterdev/ro2/rogalle.html
Na samym dole. Model Tenchi-maru, ale on miał 10 sztuk tego czegoś, tzn ro -
japońskiej odmiany yuloh.
Natomiast jest sporo wzmianek o napędzaniu tym malutkich jednostek, a to i
nasze śrubkowanie starczy...
Wyguglałem za to takie coś:
"The equivalent of a 10 hp outboard was produced by the big-bladed (8 sq.
ft.) yulohs moving 4 feet every two seconds"
No nie wiem, ale 10 koników W zamian za używanie takiej holajzy, którą w
dodatku jeszcze trzeba tak zasuwać? Hmmm... Jakoś nei widzę kobiety
operującej czymś takim. Ale pewnie czegos się nie doszukałem, także więcej
się już nie będe wypowiadał. Dla zainteresowanych (a jest czym, silnik
parowy z bezpośrednim wtryskiem wody :) połączony z yuloh jako napęd :-))))
http://www.simplicityboats.com/yulohstoveengine.htm
> Grzegorz
Pozdrawiam - Maciek Raczkowski
> Hmmm... Jakoś nei widzę kobiety
>operującej czymś takim. Ale pewnie czegos się nie doszukałem, także więcej
>się już nie będe wypowiadał.
Dla przykladu 10 metrowa lodka, wazaca okolo 4 ton:
http://www.brandadventures.net/BrandsonGinger/gingerspec.html
A tutaj Pearson Triton ( 28 stop):
http://www.atomvoyages.com/images/AtomOar01kb67.jpg
> > Hmmm... Jakoś nei widzę kobiety
> >operującej czymś takim. Ale pewnie czegos się nie doszukałem, także
więcej
> >się już nie będe wypowiadał.
>
> Dla przykladu 10 metrowa lodka, wazaca okolo 4 ton:
>
> http://www.brandadventures.net/BrandsonGinger/gingerspec.html
>
> A tutaj Pearson Triton ( 28 stop):
> http://www.atomvoyages.com/images/AtomOar01kb67.jpg
Zawsze wierzyłem w Chińczyków. A nie mówiłem, że czegoś się nei doszukałem?
:)
Pozdrawiam - Maciek Raczkowski
Hmm... no takie sytuace moga sie, i jak widac, zdarzają sie. A z drugiej strony
jak jest akwen gdzie jest zakaz plywania na silniku a znajduje sie port w
ktorym jest zakaz manewrowania na zaglach (nie wiem czy taka sytuacja istnieje),
to ktory przepis jest nadrzędny??
Pzdr
Jac
> Hmm... no takie sytuace moga sie, i jak widac, zdarzają sie. A z drugiej strony
> jak jest akwen gdzie jest zakaz plywania na silniku a znajduje sie port w
> ktorym jest zakaz manewrowania na zaglach (nie wiem czy taka sytuacja istnieje),
> to ktory przepis jest nadrzędny??
Przecież te dwa przepisy nie są sprzeczne...
Pozdrawiam,
Krzysiek Kiełczewski
> Jeżeli uczestniczyłeś w kursie, to nie spełnił on ważnych funkcji:
> Nie przyzwyczaił Cie do pływania w ciasnych miejscach w bliskim sąsiedztwie
> wielu łódek, nie dał narzędzi do radzenia sobie w takich sytuacjach, nie
> zaraził pasją sztuki manewrowania w trudniejszych sytuacjach....
tu nawiazanie do hmm - na moim kursie nie bylo przyzwyczajenia to
plywania w ciasnych portach bo ciasnych portow nie bylo. nauczono
mnienatomiast dosc skutecznie wplywania wszedzie na zaglach .. z jednego
powodu .. wtedy nie bylo obowiazku nauki plywania na silniku.
i co?? mam teraz zaskarzyc kwzta ze zle mnie wyszkolili?? ze nie
nauczyli manewrowa w ciasnym porcie? trzeba miec po prostu troche oleju
w lepetynie i nie przesiadac sie z omegi gdzie za silnik sluzyl pagaj na
tesa dreamera. i juz. a przede wszystkim cwiczyc cwiczyc i cwiczyc.
szczerze mowiac ja kazdego sezonu jak wsiadam za pierwszym razem za ster
to tez sie zastanawiam czy pamietam co sie z tym kolkiem lub patykiem
robi :P
pzdr
sailor
__
Piotr Fajfer
sailor...@SPAMphotoheaven.net
zaspokajajac Twoja ciekawosc powiem ze widzialem nie jeden ale
kilkanascie lajb rozmiarow od 9 do jakis 15m wprowadzanych do bodajze
Eckenforde. jachty produkcji radzieckiej. dzialo sie to w roku 94
podczas regat baltic traditional. na te kilkanascie jachtow, jeden mial
wietieroka. reszta wchodzila na zaglach lub wciagana przez niego, a
potem na pagajach. na szczescie nie wialo. ale i tak z wrazenia
wypuscilem z reki sniadanie :D
doklanie, cwiczyc i myslec.
ja tez na poczatku sezonu sobie robie zabawy na wodzie typu bojki i
kapoki w wodzie, tak samo jest jak sie przesiadam z oriona na inny
jacht, zanim poplynie sie gdzies dalej, trzeba lodke wyczuc, sprawdzic
jej inercje i reakcje na ster i takie tam...i wcale nie uwazam ze to
jakas hanba na honorze.Niestety niektorzy zeglarze ktorzy "wiedza
leppiej" potem laduja w ciasniejszych marinach na burtach czy rufach
innych jednostek, zamiast do kei dobic( tudziesz wbijajac sie pol metra
w keje:) )
pozdrawiam i do zobaczenia na WJMpolnocnych... juz jutro :))
Radoslaw Romanowski
> Hej
> właśnie wrócilem z Mazur i mam taką małą refleksję na temat czegoś,
> czego z reguły nie uczą na kursach żeglarskich otóż wiele osób ma
> kłopot z wyjściem z wąskiego portu na silniku, włącznie ze mną
> (uświadomiłem sobie to dopiero wtedy kiedy po raz pierwszy musiałem
> to zrobić sam). Wniosek jest taki że samo pływanie nawet przy
> większym wietrze jest bezpieczniejsze i sprawia mniej kłopotów niż
> wejście i wyjście do portu bez uszkodzenia innych jachtów.
Sorki za odgrzewanie watku ale dopiero teraz go dopadlem (jak to sie
stalo? ;) Zwlaszcza ze manewrowanie na silniku w mazurskim porcie to
jest wiekszy problem niz sikanie w krzakach - moja przezyc to z obu
stron (nie sikanie tylko paniczne manewry ;)
Nie wiem czy tego ucza na kursie ale to wiele wyjasnia - lodka nie
skreca jak samochod czy rower przodem, tylko obraca sie wokol swojego
srodka bocznego oporu, czyli (mozna przyjac) miecza. Jesli wchodzisz do
portu lekka lodka np Omega czy Orionem to chcac sie wpasowac w waskie
miejsce to dajesz ster na burte (zakladam ze ciasno i nie mozna podejsc
szerokim lukiem) majac to miejsce prawie w polowie lodki.
Ale (ze tez zawsze musi byc jakies "ale" ;) trzeba tez uwzglednic jej
bezwladnosc. A bezwladnosc zalezy od masy i szybkosci. Czyli im ciezsza
masz lodke i im szybciej plyniesz tym wczesniej musisz zapracowac sterem
i tym szerszym lukiem powinienes podchdzic. Z tym ze ja na moje wyczucie
wieksze znaczenie przykladlbym do predkosci.
Tylko (drugie "ale") fajnie byloby sie wpasowywac na minimalnej
predkosci (na szerokosc luku nie nmasz wplywu - taki ile miejsca), ale
plynac koromyslem z wielka burta musisz miec predkosc bo inaczej
poplyniesz bokiem (to co pisal Zbyszek o mieczu to oczywiste!)
Sprzecznosc miedzy dwoma celami jest oczywista.
Sa takie syt. kiedy nie wejdziesz i juz! Tzn na raz i bez siania paniki.
Musisz podchodzic tak ze lodka Ci nie skreci i probujac na raz wladujesz
sie w czyjas burte. Wiec tak jak samochodem - na trzy! Skrecasz celujac
w czyjas burte, dajesz wsteczny, potem do przodu i wchodzisz jak trzeba.
Tylko musisz wczesniej wiedziec pare rzeczy: przy jakiej przedkosci
wrzucenie wstecznego zadziala (tzn wyhamuje i pociagnie lodke do tylu) -
dawanie gazu na maksa napewno nie! Bedzie mielic wode w miejscu.
Przecwicz to sobie w spokojnym miejscu (dla kazdej lodki i silnika)
I (kolejne "ale") - pamietaj o poprawce na wiatr ktory koniecznie che
Cie zepchnac na sasiednia lodke.
Przy wychodzeniu to samo. O tyle latwiej ze lodka chetniej plynie do
przodu, a wiec latwiej ja wyhamujesz.
No i oczywiscie - zaloganci ze sprzetem do chronienia burt i steru ze
sprzetem w strategicznych miejscach i poinformowani co maja robic.
A jesli np staje sie rufa do bojki to olej to - jak juz lodka dobrze
stanie to ja sobie zlapiesz nie warto sie rozpraszac. Z kotwica to samo.
A jak juz nic nie mozesz zrobic to wal w burte nie w ster i silnik ;)
Moze troche chaotycznie opisalem, jak ja robie ale to trudno bez
pokazania :)
Cholera - ale duzo tych "ale" jak czytam to sam sie boje plywac ;)
Pozdrawiam
--
----> Michał "Stiopa" Hubicki <--------------------------
"Jestem Misiem o Bardzo Małym Rozumku
i długie słowa sprawiają mi wielką trudność."
------------------------------ Alan Alexander Milne -----
"Wstecz" podczas cyrkulacji ma nieco inne zastosowanie - nie koniecznie do
cofania łódk lecz do zacieśnienia skrętu. Ciężka łódka, jak już zacznie
skręcać, to będzie skręcać nawet, jeśli przestanie posuwać się do przodu.
Oczywiście, czasem nie wyjdzie i jednak trzeba się cofnąć, ale na jachcie, na
którym nie można obrócić pędnika jacht na wstecznym płynie raczej tam, gdzie
chce śruba, a nie tam, gdzie pokazuje ster.
Stopy wody pod kilem!
Biały Wieloryb
(Marek Popiel)
Hmmm... rozumiem, że "dobrze stanie" to znaczy
"położy się na burtach sąsiadów"....cóż....
Ale jak tak sobie złapać taką bojkę w trakcie podejścia,
to wierz mi - nie musisz się później łapaniem tej bojki
rozpraszać. Że nie wspomnę o ułatwieniu jakim dla
samego "stawania", może być takiej bojki w porę złapanie,
nieprawdaż ?
A z kotwicą to samo.... ;-))
Spróbuj kiedyś...
--
Jaromir Rowiński
http://www.siz.3miasto.pl/ant/jastarnia14.jpg
> Ale jak tak sobie złapać taką bojkę w trakcie podejścia,
> to wierz mi - nie musisz się później łapaniem tej bojki
> rozpraszać. Że nie wspomnę o ułatwieniu jakim dla
> samego "stawania", może być takiej bojki w porę złapanie,
> nieprawdaż ?
> A z kotwicą to samo.... ;-))
Niepotrzebna ironie - ja lapie. Pisalem dla kogos kto nie ma wprawy i
dodatkowa czynnosc jeszcze go rozproszy. Albo jak ma za mala czy
niedoswiadczona zaloge.
A co do "kladzenia" sie na burcie sasiada to... jak najbardziej. Piszemy
o lodkach mazurskich, nie morskich. A kazda mazurska lacznie z Dreamerem
jedna osoba jest w stanie asekurowac tak zeby nie obiala sie o cudze
lodki (oczywiscie jak stoi). Oczywiscie sprawe bojki, nalezy "zalatwic"
zaraz po wprowadzeniu lodki w wybrane miejsce.
Wiesz czesto tu wdajemy sie w dywagacje nad szczegolami, ze tak jest
lepiej, bardziej elegancko etc. A tak po mojemu - niech nie bedzie
"super, hiper" jak ktos tak nie umie. Tylko niech przynajmniej nie
bedzie to masakra i panika, co mozna niestety czesto sie zdarza.
Środek obrotu własnego w przypadku jachtu balastowego leży w przedniej
części płetwy balastowej.Efektywność silnika, czy steru przy cyrkulacji
zależy od ramienia działania- ich oddalenia od środka obrotu. W przypadku
jachtu mieczowego ten punkt jest zmienny- przy schowanej płetwie, szerokich
wodnicach i braku wystającej stępki może leżeć w okolicach rufy. Przy
silniejszym bocznym wietrze impulsowe dodanie gazu przy wyłożonym sterze na
takiej łódce NIE zacieśni cyrkulacji, a głównie ją PRZYSPIESZY. Szczególnie
wypiętrzone nad wodę hotelowce narażone są na silny dryf i opisane
zachowanie. Przy manewrach nie należy chować więcej miecza, niż wynika to z
głębokości. Na płytkiej wodzie warto odstawić silnik, a posługiwać się
wiosłem pychowym i bosakiem- niezbędnymi narzędziami do manewrów
"statycznych". Obszerne pokrowce na grota, bimini, szprycbudy- znakomicie
pogarszają własności manewrowe przy silniejszym wietrze. Na wstecznym pod
wiatr wymuszają stosowanie dużej mocy silnika, której nawet może
zabraknąć... W takich przypadkach (przed manewrami) -warto złożyć co się
da...
Kotwica. "Zarzucanie" kotwicy z zaparkowanej łódki, lub wypuszczonej na
długiej cumie dziobowej można dopuszczać przy braku wiatru, lub wietrze
odpychającym. Przy podejściu na wietrze dopychającym - wystarczająco
wczesne rzucenie kotwicy daje sznsę pełnej asekuracji manewru. Jeśli dobrze
nie chwyci -mamy przyjamniej możliwość wytracenia części prędkości i
utrzymania kierunku ruchu np.na płytkiej wodzie (przez wleczenie).
Późniejsze "zarzucanie" -pozbawia nas tych atutów na własną prośbę. Jachty i
ich masy rosną- skutkiem czego zaostrzają się wymagania precyzyjnego
manewrowania.
Programy szkoleniowe i wymagania egzaminacyjne nie nadąrzają za
rosnącymi gabarytami i masami łódek dostępnych w wypożyczalniach, a także za
zagęszczeniem w "jeziorinach". Może dożyjemy czasów, gdy czarterujący będą z
zasady zapoznawać klientów z obsługą jachtu i bezpiecznym manewrowaniem na
coraz droższym oferowanym sprzęcie. Wielu zdaje sobie sprawę z takiej
potrzeby i na
życzenie przeprowadza praktyczny instruktaż (np.Marian Bełbot) lub wręcz
szkolenie uzupełniające.
PEZETDEER-Rudek
> "Wstecz" podczas cyrkulacji ma nieco inne zastosowanie - nie
> koniecznie do cofania łódk lecz do zacieśnienia skrętu. Ciężka łódka,
> jak już zacznie skręcać, to będzie skręcać nawet, jeśli przestanie
> posuwać się do przodu. Oczywiście, czasem nie wyjdzie i jednak trzeba
> się cofnąć, ale na jachcie, na którym nie można obrócić pędnika jacht
> na wstecznym płynie raczej tam, gdzie chce śruba, a nie tam, gdzie
> pokazuje ster.
OMR - jak pisalem trudno to tak opisac slowami (szczegolnie bez
rysunku), zwlaszcza ze to sa subtelne roznice i w dodatku rozne lodki
tez sie troche roznie zachowuja. A zeby tak naprawde to pojac (a moze
bardziej "poczuc") to tak jak w tym dowcipie:
- Przepraszam Pana, jak trafic do filharmonii?
- Cwiczyc synu, cwiczyc ;)
To przynajmniej przy dopychu warto złapać rzeczoną bojkę przed przewidywaną
nieuchronną masakrą i dalej można działać w tępie szybkiego żółwia nie
czyniąc nikomu krzywdy. Po to te boje ustawiono, aby nie plątać się z
kotwicą ...
PEZETDEER-Rudek
> Kotwica. "Zarzucanie" kotwicy z zaparkowanej łódki, lub
> wypuszczonej na długiej cumie dziobowej można dopuszczać przy braku
> wiatru, lub wietrze odpychającym. Przy podejściu na wietrze
> dopychającym - wystarczająco wczesne rzucenie kotwicy daje sznsę
> pełnej asekuracji manewru. Jeśli dobrze nie chwyci -mamy przyjamniej
> możliwość wytracenia części prędkości i utrzymania kierunku ruchu
> np.na płytkiej wodzie (przez wleczenie). Późniejsze "zarzucanie"
> -pozbawia nas tych atutów na własną prośbę. Jachty i ich masy rosną-
> skutkiem czego zaostrzają się wymagania precyzyjnego manewrowania.
Wszystko to prawda. Kotwica jako hamulec to dobra rzecz. Tylko ja caly
czas mialem w glowie to o czym pisal Kolega ktory zaczal watek czyli
"ciasny mazurski port". Tak zeby nie byla to abstrakcja to wyobrazilem
sobie stary port w Gizycku (ten pierwszy po prawej od kanalu). Tam po
prostu za Chiny Ludowe nie rzucisz kotwicy wystarczajaco daleko zeby moc
ja tak wykorzystac. Tam nawet jak juz lodka stoi dziobem przy kei i
rzucasz kotwice, to nie mozesz brac za duzego zamachu bo bys ja wrzucil
do kokpitu lodki naprzeciwko ;) A przeciez jeszcze musi zostac miejsce
do przeplywania. Dlatego tez napisalem, ze kotwice w tej sytuacji mozna
rzucic pozniej, a przy podchodzeniu skoncentrowac sie na pozostalych
czynnosciach (zwlaszcza jak nie ma sie wprawy, ktora powoduje, ze pewne
czynnosci wykonuje sie niejako automatycznie - "bez myslenia").
> To przynajmniej przy dopychu warto złapać rzeczoną bojkę przed
> przewidywaną nieuchronną masakrą i dalej można działać w tępie
> szybkiego żółwia nie czyniąc nikomu krzywdy.
Mozna, warto, a co ja niewprawny zalogat nie zlapie? ;)
Tu nie ma co sie sprzeczac jest tyle sytuacji i kombinacji: warunkow,
portow jak i zalog (pod wzgledem sprawnosci) ze nie da sie podac jedynie
slusznej metody. To juz sternik musi ocenic. Jak zykle - "myslenie ma
kolosalna przyszlosc" :)
Nie chodzi o sprzeczkę, a o wyciągnięcie wniosków- może truizmów, ale
nabierających przy nowym uzasadnieniu, aktualnego istotnego znaczenia.
Posłużyłem się więc Twoim tekstem, bo tu dochodzimy do istotnych
wniosków...
Przy niewprawnej załodze prosty manewr może okazać się niebezpieczny.
Często żeglujemy z grupach towarzyskich z ludźmi nieobeznajmionymi z
podstawowymi elementami obsługi jachtu. Im jacht wygodniejszy: większy i
cięższy :-) tym większego znaczenia nabiera powyższy problem. Podczas
szkoleń i kursów mamy doczynienia w swoim otoczeniu z ludźmi podobnie do nas
obeznajmionymi z praktyką i podobnie umotywowanymi do aktywnego żeglowania i
zainteresowania tym, co się dzieje na łódce. W praktyce żeglowania
samodzielnego bywa inaczej. Dopuki wieje 2 może to być przyczyną przykrych
"niespodzianek", gdy zawieje silniej zaczną się strome schody... Może warto
podjąć nowy wątek: Wypływam... Moja Zielona Załoga- od czego zacząć? - co
najważniejsze?
PEZETDEER-Rudek
I dlatego nacje które trochę więcej żeglują wymyśliły różne patenty:-)))
Jednym z takich patentów jest hak do cumowania, jego rysunek zamieściłem na
stronie grupowej. Są jeszcze różnego rodzaju karabińczyki na drążkach.....
--
Pozdrowienia Jurek Makieła
www.siz.3miasto.pl
GSM 601-938-951
> I dlatego nacje które trochę więcej żeglują wymyśliły różne
> patenty:-))) Jednym z takich patentów jest hak do cumowania, jego
> rysunek zamieściłem na stronie grupowej. Są jeszcze różnego rodzaju
> karabińczyki na drążkach.....
Pewnie ze jest mnostwo fajnych patentow.
Tylko ze ja sie staram trzymac realiow opisanych w pierwszym poscie,
czyli tego co jest na zwykle jest na czarterowej lodce - a tam jest
zwykly bosak.
PZDR MH
> Główna zasada, o której należy pamiętać, to ta, że jacht inaczej pływa na
> wstecznym biegu, najczęściej zawsze gorzej niż do przodu:) najczęściej ma
> tendencje do myszkowania w jedną stronę (wynika to z konstrukcji śruby),
> która często pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie, najczęściej z
> opóźnieniem
Witam, takoz z opoznieniem - porejsowym.
To co piszesz na pewno mocno odnosi
sie do jachtow z silnikami stacjonarnymi -
i tu raczej klops.
Zalozmy jednak, ze mamy silnik przyczepiony
na rufie, zamocowany obrotowo.
Mozliwe jest wyjscie z ciasnego i plytkiego portu,
nawet przy znaczacym wietrze, na biegu wstecznym.
Lodka dziala wtedy jakby 'z przednim napedem'
- kierowcy wiedza o co chodzi (np. jazda po piasku);
korzystnie byloby, gdyby silnik mozna bylo obrocic
o 180 st. i uzywac napedu 'naprzod'. Ster mozna
nawet calkiem podniesc - nie bedzie tak przeszkadzal.
Rozwazamy oczywiscie sytuacje startu 'pod wiatr'
lub zblizona, kiedy, przy probie plyniecia dziobem
naprzod, wiatr _na pewno_ odrzuci dziob lodki
z wysoka burta zanim ta zacznie byc sterowna.
A potem to juz tylko trzeba znalezc wiecej przestrzeni,
opuscic miecz, ewentualnie ster, odwrocic sie,
postawic zagle, odstawic silnik :)
Oczywiscie jest to mozliwe przy zalozonych na
wstepie warunkach, ale chyba warto wziac cos
takiego pod uwage.
P.S. Milo, ze przynajmniej czesc slodkowodnych
sie podpisuje...
Pozdrawiam
--
Tadeusz W. 'Szczepan' Kopec'
*zeglarstwo jest duzo bardziej popularne niz jezdzenie pociagami*
(c) by Wujek Bart
> Wniosek jest taki że samo
> pływanie nawet przy większym wietrze jest bezpieczniejsze i sprawia mniej
> kłopotów niż wejście i wyjście do portu bez uszkodzenia innych jachtów.
Z tym się zgadzam.
> Pozdrawiam
> Paweł
Również,
Sławek
(sejwal)
skipbulba wytworzylo:
> ależ Radku. przecież dopiero na sternika morskiego jest egzamin
manewrowy na
> silniku.
Ze tak powiem znaczy pan nie wiedzial, ale powiedzial? Na z.j. jest
manewrowka na silniku, takoz egzamin na ten przyklad.
> P.S. na Bałtyku pod Gotlandią ok. 45 nM na S ( czyli tam gdzie nie
powinno mnie
> wogole być) przeżyłem 11-to stopniowy sztorm, i wiecie co, UKF-ka
wogle nie
> była mi potrzebna:-)))
A wiecie co, mnie kiedys prawie przejechal samochod na przejsciu dla
pieszych, mialem wtedy zapalki w kieszeni i w ogole mi sie nie
przydaly!
Pozdrawiam,
Bart27
--
Bartlomiej F. Tajchman
bar...@merigold.NOSPAM.krakow.pl www.bart.merigold.krakow.pl
* ... to jest fundamentalne odkrycie matematyczne a Ty to *
* nazywasz "dupa", niech ci będzie :) [ksRobak] *
> Ze tak powiem znaczy pan nie wiedzial, ale powiedzial? Na z.j. jest
> manewrowka na silniku, takoz egzamin na ten przyklad.
Jeśli już to bywa na egzaminie.
Pozdrawiam,
Krzysiek Kiełczewski
Jak na egzaminie, to w czasie kursu tez przeciez. Nie mozna
egzaminowac z czegos, czego sie nie uczylo. A wymagania dot. nauki
manewrowania na silniku na stopnie z.j. i st.j. sa w ramowych planach
szkolenia.
>> > Ze tak powiem znaczy pan nie wiedzial, ale powiedzial? Na z.j.
> jest
>> > manewrowka na silniku, takoz egzamin na ten przyklad.
>>
>> Jeśli już to bywa na egzaminie.
>
> Jak na egzaminie, to w czasie kursu tez przeciez. Nie mozna
> egzaminowac z czegos, czego sie nie uczylo. A wymagania dot. nauki
> manewrowania na silniku na stopnie z.j. i st.j. sa w ramowych planach
> szkolenia.
"Bywa" w odróżnieniu od "jest".
Pozdrawiam,
krzysiek Kiełczewski
> > Jak na egzaminie, to w czasie kursu tez przeciez. Nie mozna
> > egzaminowac z czegos, czego sie nie uczylo. A wymagania dot. nauki
> > manewrowania na silniku na stopnie z.j. i st.j. sa w ramowych
planach
> > szkolenia.
>
> "Bywa" w odróżnieniu od "jest".
Ja tam sie nie znam. W planie szkolenia jest, czyli powinno wszedzie
byc. U nas w klubie na kursach i egzaminach jest. A czy gdzie indziej
bywa czy jest to juz nie wiem.
z szacunkiem
skipbulba
> > Witam!
> ja tam nie wiem co jest w planie szkolenia. miałem egzamin na
sternika
> jachtowego, w tym samym czasie mój syn na żeglarza, egzaminowało nas
szacowne
> grono kapitanów z Komisji Egzaminacyjnej PZŻ i wiesz co, nie było
manewrówki na
> silniku. ani u mnie ani u syna.
To zle. Powinna byc. Chyba ze zdawales/zdawaliscie pare lat temu -
wtedy w planie szkolenia faktycznie silnika nie bylo (co nie znaczy ze
na _dobrych_kursach_zeglarskich_ nie bylo ot tak, zdroworozsadkowo).
BTW, na z.j. i st.j. egzaminowala Was CKE PZZ? Eeeeeee.. nie wierze ;)
:)
> za to były na przykład overholungi, nikt mi nie
> potrafił wyjaśnić po co, ale były. żegluję 20 lat, głównie za
granicą i nie
> widziałem żeby ktoś takie rzeczy wyprawiał:-)))
> za to wiem np. jak wyliczyć odległość od latarni na pdstawie
zmierzonego
> sekstantem kąta pionowego, tylko nikt nie wie gdzie sekstant można
kupić,
> zresztą po co skoro, są GPS. te wymogi to bzdury i tyle.
Co do overholungow sie nie wypowiadam, bo nie mam zdania, ale podstawy
nawigacji terestrycznej na kursach byc powinny, nawet w dobie GPS. Tym
bardziej, ze to proste, przyjemne i _uzyteczne_. Chocby po to, zeby
nie wzwywac SAR-u gdy szlag trafi nawigacje elektroniczna. A jezeli
chodzi o kupno sekstantu - sluze w razie potrzeby adresami :)
Ulatwiajmy sobie zycie jak tylko mozna, ale nie bardziej... (A.E.)
>
> Co do overholungow sie nie wypowiadam, bo nie mam zdania, ale podstawy
> nawigacji terestrycznej na kursach byc powinny, nawet w dobie GPS. Tym
> bardziej, ze to proste, przyjemne i _uzyteczne_. Chocby po to, zeby
> nie wzwywac SAR-u gdy szlag trafi nawigacje elektroniczna. A jezeli
> chodzi o kupno sekstantu - sluze w razie potrzeby adresami :)
>
cze
sorki za przerwę, ale w tzw.międzyczasie żoncia miała duże zajęcia w pracy,
więc wykorzystałem to i skoczyłem sobie w mały rejsik, ot tak z gdańska do
jastarni i dziś z powrotem:-))) pogoada mniamuśna słońce jak wściekłe i wiatr
tak 3-4.
egzamin miałem w zeszłym roku i ja i syn, bo przedtem nie było mi to potrzebne.
nigdzie na świecie nikt sie mnie nie pytał o patenty( a na "Patent Flagowy"
ryczeli ze śmiechu)
podstawy, jak sam zauważyłeś, nawigacji terestrycznej, a nie zawracnie głowy z
sekstantem:-))). ja tam woże ze sobą 2 GPS, bo to i tak taniej niż jeden
sekstant, a w awarię obu na raz nie wierzę.
a propos kupna, szkoda że zgadalismy sie dopiero teraz, ze dwa lata temu
znajomy z nowej zelandii chciał żeby mu kuipić, daliboh, oblazłem wszystkie
sklepy w trójmieście i generalnie zostałem wyśmiany.
kilo wody pod stopą
> podstawy, jak sam zauważyłeś, nawigacji
> terestrycznej, a nie zawracnie głowy z
> sekstantem:-))).
Hm.. LP z odleglosci to IMHO jakby podstawa. Niekoniecznie z
sekstantu, moze byc np. z podzialki lornetki...
> ja tam woże ze sobą 2 GPS, bo to i tak taniej niż jeden
> sekstant, a w awarię obu na raz nie wierzę.
Moim zdaniem slepa wiara w elektronike jest no... taka sobie...
Wyroslo juz chyba pokolenie zeglarzy, ktorzy nie potrafia sobie
wyobrazic co sie stanie, gdy zabraknie pradu na jachcie. Nie pisze tu
juz o sekstancie, tylko o tych, co nie potrafia juz zrobic zwyklego
namiaru. Ale ja z tych, co truskawki...
Pozdrawiam,
Bart27
--
Bartlomiej F. Tajchman
bar...@merigold.NOSPAM.krakow.pl www.bart.merigold.krakow.pl
* ... to jest fundamentalne odkrycie matematyczne a Ty to *
* nazywasz "dupa", niech ci bedzie :) [ksRobak] *
Wątek nieco stary ale temat jary. Sporo napisaliście dotychczas ale na gorąco
świeży przykład zaprezentuję, na poparcie Waszych wywodów.
> pływanie nawet przy większym wietrze jest bezpieczniejsze i sprawia mniej
> kłopotów niż wejście i wyjście do portu bez uszkodzenia innych jachtów. Jakie
> są wasze doświadczenia w tym temacie.
Trzy dni bujania się i dopiero ciekawostek się nazbierało, a oto jedna z nich.
Oddaje cumę, silnik wstecz, ustawiam kurs na wyjście z portu z wiatrem na
silniku. Oczywiście wyjście puste. Wzdłuż pilersu od strony południowej (ja od
północnej) płynie znajomy na silniku.
Oczywiście domyślam się, że ma zamiar wejść, ale się widzimy i pozostaje
oczywiste, że ja na manewry inne niż wyjście nie mam już miejsca i oceniłem, że
idący jacht podejdzie do wejścia, zrobi rufę i wejdzie za moją rufą a
ostatecznie się miniemy burtami, była by to ostateczność ale możliwa w
realizacji. Niby standard.
No cóż, coś jakby odwrotnie.
Gość ostro pod wiart w wejście a szedł z wiatrem, oczywiście jedzie bokiem
(miecz ponoć zawisł w górze, jak tłumaczył) i dla mnie pozostała jazda po
jachtach wzdłuż zachodniego pilersu lub kamienie przy wyjściu.
No cóż wybrałem kamienie, czyli ostro cała wstecz, ustawienie lewej burty na
odbicie burtami i przyglądanie się.
Efekt, minął mnie o centymetry, ja też centymetry zatrzymałem się przed
kamieniami.
I co dalej, no ja na jezioro a kolega dalej piruety po porcie, czyli miał
dobicie od północnej kej przy podejściu pod wiatr na wysokość stanowiska i 90
stopni do kej z prawym bocznym wiatrem. Jakoś poszło odwrotnie za mocno dał na
wiatr i zamiast w lewo dziób ustawić, odrzuciło w prawo na cumy i jachty wzdłuż
południowej kej.
Na drugi dzień przeprosiny, wyjaśnienia z których wynika, że sternik wiózł
członka załogi z rozciętym czołem przez bom, miecz ponoć się zaciął przy
plażowaniu w górnym położeniu i dalej już wiecie.
Dla pełnego zobrazowania, sternik to skiper już kolejnej jednostki, gość
doświadczony. Co mógł innego zrobić?
Moim zdaniem, mógł mi dać znać, chociażby głosem, żebym go puścił lub zaczekał,
był na to czas i możliwości. Mógł bezpośrednio podejść do plaży portowej, bo
było by szybciej z udzieleniem fachowej pomocy. Mógł, wiedząc, że jest bez
miecza, mimo wszystko ustąpić mi miejsca itp. Itd.
> Pozdrawiam
Sławek Sz.
(sejwal)