Tomek Bartkowiek miał trafną intuicję i dobrze zaczął, ale potem sedno sprawy
umknęło.
Przejrzyste rozumowanie byłoby mniej więcej takie:
Towarzystwa ubezpieczeniowe interesują się tymi dziedzinami, gdzie występują
szkody i warto się ubezpieczyć. Taką dziedziną jest żeglarstwo.
Źródłem dochodów TU jest ubezpieczenie od tych szkód.
Jeśli zachodzi szkoda, to istnieje poszkodowany i sprawca. Z punktu widzenia TU
ma to kluczowe znaczenie.
Gdyby nie było żadnych reguł ruchu na wodzie, to nie byłoby możliwe odróżnienie
poszkodowanego od sprawcy. Nawet gdy są jakieś reguły, ale ich znajomość (nie
mówię o przestrzeganiu) nie jest powszechna, to nadal mamy sytuację braku
rozróżnienia.
W interesie TU leży więc, aby istniały jasno określone reguły ruchu na wodzie,
i aby ich znajomość była powszechna.
Dla TU zwykła powszechność wiedzy to za mało, chodzi przecież często o duże
pieniądze a sprawca mógłby wykręcić się niewiedzą. I miałby rację. Z
powszechności wiedzy nie wynika jeszcze przymus jej stosowania i
odpowiedzialność. Co do statusu reguł jest zatem oczywiste, że muszą być
składnikiem prawa. W zasadzie to już by wystarczyło by odróżnić poszkodowanego
i sprawcę.
Niemniej dodatkowo w interesie zarówno TU jak i poszkodowanego dochodzi
postulat obowiązkowej znajomości reguł ruchu na wodzie.
Jak zrealizować tę obowiązkowość? Wystawiając dokument znajomości reguł.
(np.patent) Ankietowani przez grupowiczów wykazywali dość rozsądną postawę.
I to jest realizowane w Polsce, ponieważ (sedno sprawy!) ustawodawca w bardzo
wielu obszarach prawa zrównał sprawy ruchu drogowego, wodnego i powietrznego w
ich odniesieniu do Kodeksu Cywilnego, Karnego i innych kodeksów, jak również
przepisów o ubezpieczeniach i innych przepisów (nie wymieniam, bo odniesień
jest zbyt dużo)
Istnieją państwa gdzie konstrukcja prawa, jego źródła, założenia, cele i
sposoby realizacji są zupełnie odmienne. Wynika to generalnie z odmienności
tych państw, wspomnę tylko o odmiennościach geograficznych i historycznych
(Anglia, Szwecja). Dlatego trudno jest wyrwać odpowiadający nam kawałek cudzego
ustawodawstwa i wpasować w nasze, nawet mając dobrą wolę.
I w zasadzie tyle mam do powiedzenia nt wątku Tomka Bartkowiaka tytułem
uporządkowania.
Poniżej dygresja, naturalnie ubezpieczeniowa, żeby nie wypaść z tematu.
Są kraje gdzie dokument znajomości reguł (Patent) nie jest obowiązkowy, choć
same reguły oczywiście są elementem prawa. I nie musi być obowiązkowy. Sprawca
bez kartonika ubezpieczony w TU płaci zwykle większą składkę, zaś
nieubezpieczony pokrywa szkody z własnej kieszeni. W sytuacji bardzo zamożnego
państwa, obywatela, którego stać na własny jacht, prawdopodobnie będzie również
stać na odszkodowanie za szkody spowodowane innemu jachtowi. Sprawny aparat
sprawiedliwości mu ew. w tym pomoże. (nie rozpatruję w ogóle rzadkich
przypadków śmierci lub kalectwa, choć w statystykach WOPR można je znaleźć,
ponieważ żeglarstwo jest sportem bezpiecznym).
Jest to kwestia indywidualnego oszacowania ryzyka każdego pływającego.
Zrozumiała w sytuacji, gdy 99,99% jachtów jest prywatnych. Większość mimo to
ubezpiecza się dobrowolnie, jak wyczytałem w jednym z postów.
Osobiście, gdybym miał swój jacht, dobrowolnie ubezpieczyłbym się od następstw
swoich czynów, wolałbym też, by druga strona ew. kolizji też była ubezpieczona,
najlepiej w sprawnym i wypłacalnym TU.
Pozdrawiam serdecznie
Grzegorz
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
> Gdyby nie było żadnych reguł ruchu na wodzie, to nie byłoby możliwe
odróżnienie
>
> poszkodowanego od sprawcy. Nawet gdy są jakieś reguły, ale ich znajomość
>(nie mówię o przestrzeganiu) nie jest powszechna, to nadal mamy sytuację
> braku
> rozróżnienia.
Głupoty piszesz. Oczywiste jest że jeśli jakieś prawo obowiązuje to jego
nieznajomość nie usprawiedliwia jego łamania!
> Dla TU zwykła powszechność wiedzy to za mało, chodzi przecież często o duże
> pieniądze a sprawca mógłby wykręcić się niewiedzą. I miałby rację.
Kompletna bzdura to co piszesz.
> Co do statusu reguł jest zatem oczywiste, że muszą być
> składnikiem prawa. W zasadzie to już by wystarczyło by odróżnić
> poszkodowanego i sprawcę.
No to jest oczywiste.
> Niemniej dodatkowo w interesie zarówno TU jak i poszkodowanego dochodzi
> postulat obowiązkowej znajomości reguł ruchu na wodzie.
>
> Jak zrealizować tę obowiązkowość? Wystawiając dokument znajomości reguł.
> (np.patent)
Nie zgadzam się. Posiadanie dokumentu nie gwarantuje znajomości regół. Można
go podrobić, można mieć dokument a zapomnieć regół itd. Wystarczy że reguły
są zapisane w prawie i już są obowiązkowe. To jest oczywiste a żaden dokument
nie powoduje że są one bardziej obowiązkowe.
> Są kraje gdzie dokument znajomości reguł (Patent) nie jest obowiązkowy,
choć
> same reguły oczywiście są elementem prawa. I nie musi być obowiązkowy.
No więc nie rozumiem Twoich powyższych wywodów.
Tomasz Chrześcijanek (CHUDY)
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
> W interesie TU leży więc, aby istniały jasno określone reguły ruchu na
> wodzie,
> i aby ich znajomość była powszechna.
=====================
§ 36 [umowy ubezpieczeniowej - czy jak jej tam]
Oswiadczam, ze znane mi sa przepisy.....
data....... podpis......
====================
starczy tyle?
pozdrawiam
Piotr Rymsza
Kolego, wywołujesz upiory. Masz w tym jakiś interes ??? Bo jak czytam
poniżej, to nawet własnego jachtu nie masz, więc sprawa Cie nie
dotyczy......
Znasz statystyki szkodowości w żeglarstwie ??? Zainteresuj się tym tematem..
dojdziesz do ciekawych wniosków....
Oczywiście, że TU chciałyby ten kąsek. Dlaczego ? ano dlatego, że szkodowość
jest praktycznie żadna ( poza kradzieżami - ale to dotyczy AC) więc zysk z
takich ubezpieczeń byłby wiellokrotnie wyższy niż z np samochodowych.
>
> Źródłem dochodów TU jest ubezpieczenie od tych szkód.
>
> Jeśli zachodzi szkoda, to istnieje poszkodowany i sprawca. Z punktu
> widzenia TU
> ma to kluczowe znaczenie.
Masz przed soba dzieci z przedszkola ???? Ameryke przed nami odkrywasz ?????
>
> Gdyby nie było żadnych reguł ruchu na wodzie, to nie byłoby możliwe
> odróżnienie
> poszkodowanego od sprawcy. Nawet gdy są jakieś reguły, ale ich znajomość
> (nie
> mówię o przestrzeganiu) nie jest powszechna, to nadal mamy sytuację braku
> rozróżnienia.
Nieznajomość przepisów nie zwalnia od sankcji za ich złamanie. Więc o jakim
braku rozróżnienia mówisz ???
>
> W interesie TU leży więc, aby istniały jasno określone reguły ruchu na
> wodzie,
> i aby ich znajomość była powszechna.
Przecież takie reguły są !!!!! "Powszechna znajomość " ??? Żeglarstwo do
szkół !!! to jest pomysł !!!:)))))))))))))
>
> Dla TU zwykła powszechność wiedzy to za mało, chodzi przecież często o
> duże
> pieniądze a sprawca mógłby wykręcić się niewiedzą. I miałby rację.
To już nie jest śmieszne. To jest żenada.
Z
> powszechności wiedzy nie wynika jeszcze przymus jej stosowania i
> odpowiedzialność. Co do statusu reguł jest zatem oczywiste, że muszą być
> składnikiem prawa. W zasadzie to już by wystarczyło by odróżnić
> poszkodowanego
> i sprawcę.
Masz jakiekolwie, jakiekolwiek, jakiekolwiek bladziuchne pojęcie o prawie
??? Takie minimalne chociaż ???
>
> Niemniej dodatkowo w interesie zarówno TU jak i poszkodowanego dochodzi
> postulat obowiązkowej znajomości reguł ruchu na wodzie.
>
> Jak zrealizować tę obowiązkowość? Wystawiając dokument znajomości reguł.
> (np.patent) Ankietowani przez grupowiczów wykazywali dość rozsądną
> postawę.
Brak mi słów.
>
> I to jest realizowane w Polsce, ponieważ (sedno sprawy!) ustawodawca w
> bardzo
> wielu obszarach prawa zrównał sprawy ruchu drogowego, wodnego i
> powietrznego w
> ich odniesieniu do Kodeksu Cywilnego, Karnego i innych kodeksów, jak
> również
> przepisów o ubezpieczeniach i innych przepisów (nie wymieniam, bo
> odniesień
> jest zbyt dużo)
>
> Istnieją państwa gdzie konstrukcja prawa, jego źródła, założenia, cele
> i
> sposoby realizacji są zupełnie odmienne. Wynika to generalnie z
> odmienności
> tych państw, wspomnę tylko o odmiennościach geograficznych i historycznych
> (Anglia, Szwecja). Dlatego trudno jest wyrwać odpowiadający nam kawałek
> cudzego
> ustawodawstwa i wpasować w nasze, nawet mając dobrą wolę.
Ciekawa wolta myślowa. Co odmienność geograficzna ma do prawa ??? Jakieś
uzasadnienie ? Jakiś dowód ???
Nikt nie chce wpasowywać cudzego ustawodawstwa. Chce się wzorować na , jego
zdaniem, lepszych i właściwszych rozwiązaniach.
> I w zasadzie tyle mam do powiedzenia nt wątku Tomka Bartkowiaka tytułem
> uporządkowania.
>
> Poniżej dygresja, naturalnie ubezpieczeniowa, żeby nie wypaść z tematu.
>
> Są kraje gdzie dokument znajomości reguł (Patent) nie jest obowiązkowy,
> choć
> same reguły oczywiście są elementem prawa. I nie musi być obowiązkowy.
> Sprawca
> bez kartonika ubezpieczony w TU płaci zwykle większą składkę, zaś
> nieubezpieczony pokrywa szkody z własnej kieszeni. W sytuacji bardzo
> zamożnego
> państwa, obywatela, którego stać na własny jacht, prawdopodobnie będzie
> również
> stać na odszkodowanie za szkody spowodowane innemu jachtowi. Sprawny
> aparat
> sprawiedliwości mu ew. w tym pomoże. (nie rozpatruję w ogóle rzadkich
> przypadków śmierci lub kalectwa, choć w statystykach WOPR można je
> znaleźć,
> ponieważ żeglarstwo jest sportem bezpiecznym).
Pokaż mi jeden : 1 ( słownie : jeden) przypadek w statystykach WOPR, gdzie
na skutek kolizji jachtów do 8 m długości ( bo o takie zwolnienie idzie)
człowiek poniósł śmierć. Pokaż mi tez przypadek, gdzie na skutek kolizji
jachtów człowiek został kaleką. Pamiętaj, że mówimy o jachtach żaglowych,
nie motorówkach.
_konkretnie proszę_ data, miejsce,
> Jest to kwestia indywidualnego oszacowania ryzyka każdego pływającego.
> Zrozumiała w sytuacji, gdy 99,99% jachtów jest prywatnych. Większość mimo
> to
> ubezpiecza się dobrowolnie, jak wyczytałem w jednym z postów.
>
> Osobiście, gdybym miał swój jacht, dobrowolnie ubezpieczyłbym się od
> następstw
> swoich czynów, wolałbym też, by druga strona ew. kolizji też była
> ubezpieczona,
> najlepiej w sprawnym i wypłacalnym TU.
Byłem kiedyś zażartym orędownikiem obowiazkowych ubezpieczeń. Argumenty
logiczne, a co najwazniejsze - statystyki przekonały mnie o tym, że jest to
bezsens. Wiesz ile było w tym roku na Mazurach kolizji zgłoszonych do
ubezpieczycieli ? - Trzy !!!! Z czego najwyższa kwota odszkodowania wyniosła
niecałe 2500 PLN. To o co tu kruszyć kopie ???
pozdrawiam
Radwan
1. Reguly istnieja. Posiadanie petentu nie zwalnia z przestrzegania
prawa na wodzie, nie_posiadanie patentu nie zwalnia z przestrzegania
prawa na wodzie. Wniosek: patenty nie maja nic wspolnego z
przestrzeganiem prawa.
2. Znajomosc prawa dot. zeglugi uzyskana wraz z patentemu w 1993roku,
nie zwalnia z obowiazku zaznajomienia sie z aktualnie obowiazujacymi
przepisami j/w. Od 1993r ustawy o zegludze takiej czy innej zmieniano
parokrotnie. Wniosek: patenty nie zapewniaja znajomosci przepisow.
3. Zeglarstwo rozni sie od jazdy na rowerze. Manewrowanie i zegluge
jachtem trzeba stale cwiczyc, zeby plywac w bezpieczny sposob.
Patent z 1993 roku i brak kontaktu z zeglarstwem przez te lata oznacza
brak umiejetnosci prowadzenia jachtow. Wniosek: patent nie jest
gwarancja, ze posiadacz potrafi zeglowac i manewrowac jachtem.
Swoje umiejetnosci potwierdza sie iloscia i czasem odbytych rejsow.
Podstwawowe umiejetnosci poswiadcza sie zrobieniem kolka w marinie.
Zrobisz kolko i zacumujesz bez "BUM" jestes OK, jak przy okazji
masz patent jestes "OK z patentem".
pozdr
Konrad
> Twoje odpowiedzi merytoryczne są wyrażeniem Twojego zdania, natomiast
> komentarz do wypowiedzi adwersarza typu "...bzdury..." jest przejawem ...
> naruszenia zasad kultury.
Jakich zasad kultury? Czy określenie "bzdura" jest określeniem wulgarnym,
albo obrażającym? To jest normalne słowo co najwyżej o mocnym charakterze.
Rzeczy trzeba nazywać po imieniu. Bzdura to bzdura takie jest moje zdanie i
tyle. Mogłem napisać nie prawda, albo mylisz się ale wybrałem normalne
polskie słowo "bzdura". Nie przesadzajmy z fałszywą kurtuazją.
> Wolność każdego z nas kończy się w tym miejscu,
> gdzie naruszasz wolność (bezpieczeństwo, dobre imię) innych ludzi -zarówno
> tutaj jak i na wodzie... o czym ośmielam się wspomnieć.
Naruszyłem dobre imię kogoś? Nieprawdę którą napisał nazwałem bzdurą. To nie
obraża autora tylko określa moje zdanie na temat jego zdania. A o jakiej
wolności piszesz? Jakim bezpieczeństwie? W jaki sposób zagroziłem jego
bezpieczeństwu czy wolności? Groziłem mu czy co?
> Też to zuważyłem że w ramach krucjaty przeciwko "Czarnym Charakterom"
> Niektórym puszczajš nerwy i sami stajš się podobni do swych adwersarzy .
> Przeprowadzane w ten sposób rewolucje przchodzš do historii na ogół jako
> "pucz" :)))
> PS "Fajne" sš takie "Mšdrale" którzy na pytanie dziecka "a co to ?"
> odpowiadajš "se poczytaj!"
Określenia: "kompletne bzdury" i "głupoty" odnosiły się do stwierdzenia że
nieznajomością prawa można wykręcić się od odpowiedzialności karnej czy
finansowej(przecież to jest bzdura, nieprawda ), a nie do problemu czy
patenty lub ubezpieczenia mają być obowiązkowe czy też nie. Nie jest to więc
krucjata przeciwko komukolwiek. Skąd ten pomysł.
Panowie, darujcie sobie te wychowawcze teksty.
Kolego Niecierpliwy Wodzu, Mnie przeszkadza jeśli ktoś zaczyna myśl w środku i
nie wskazuje jej podstaw, nawet jeśli się tych podstaw domyślam. Bo może to
tylko moje domysły. Tak było z wątkiem Tomka Bartkowiaka i nie wnosi on
zastrzeżeń co do strony formalnej myślenia. Wychodzi się od rzeczy oczywistych,
dlatego, że są oczywiste. Wtedy można uwierzyć w końcowe wnioski.
Tomek pisze o ubezpieczeniach. Jeśli szkody w żeglarstwie (śródlądowym i
morskim)są praktycznie żadne, jak podkreślasz, i jeśli nie mijasz się z prawdą,
to żeglarstwo nie powinno być przedmiotem zainteresowania TU. Upiorów nie
widzę, ani związków z posiadaniem łódki (domyślam się - chciałeś powiedzieć:
interesem własnym, choć nie powiedziałeś).
Sugerujesz również, o czym nie wiesz, że jeśli korzystałem z ubezpieczenia (po
złamaniu masztu pod Ystad) oraz przy wymianie pająka od płetwy balastowej, to
byłem ubezpieczeniowym wyjątkiem. OK. TU zapłaciło ok. 20.000 zł.
> > Źródłem dochodów TU jest ubezpieczenie od tych szkód.
> >
> > Jeśli zachodzi szkoda, to istnieje poszkodowany i sprawca. Z punktu
> > widzenia TU
> > ma to kluczowe znaczenie.
>
>
> Masz przed soba dzieci z przedszkola ???? Ameryke przed nami odkrywasz ?????
Jeśli w ten sposób zgadzasz się, że jest to oczywiste, to o to chodzi -
rozumiem, że kwestia temperamentu.
> >
> > Gdyby nie było żadnych reguł ruchu na wodzie, to nie byłoby możliwe
> > odróżnienie
> > poszkodowanego od sprawcy. Nawet gdy są jakieś reguły, ale ich znajomość
> > (nie
> > mówię o przestrzeganiu) nie jest powszechna, to nadal mamy sytuację braku
> > rozróżnienia.
>
> Nieznajomość przepisów nie zwalnia od sankcji za ich złamanie. Więc o jakim
> braku rozróżnienia mówisz ???
Zaczynamy rozumowanie, jak zauważyłeś, od sytuacji historycznej kiedy reguły
prawa drogi były zwyczajowe a nie prawne, czyli od prawa silniejszego.
>
> >
> > W interesie TU leży więc, aby istniały jasno określone reguły ruchu na
> > wodzie,
> > i aby ich znajomość była powszechna.
>
>
> Przecież takie reguły są !!!!! "Powszechna znajomość " ??? Żeglarstwo do
> szkół !!! to jest pomysł !!!:)))))))))))))
Słuszna uwaga, teraz już są i zaraz dowiemy się również dlaczego. Choć czytałem
postulaty na grupie, że są niepotrzebne. Też je reprezentujesz?
> >
> > Dla TU zwykła powszechność wiedzy to za mało, chodzi przecież często o
> > duże
> > pieniądze a sprawca mógłby wykręcić się niewiedzą. I miałby rację.
>
> To już nie jest śmieszne. To jest żenada.
Co Cię konkretnie śmieszy i żenuje? Nie widzę argumentów, a tylko emocje.
Czy brak uregulowań wg Ciebie nie zwalniał by formalnie od odpowiedzialności?
>
> Z
> > powszechności wiedzy nie wynika jeszcze przymus jej stosowania i
> > odpowiedzialność. Co do statusu reguł jest zatem oczywiste, że muszą być
> > składnikiem prawa. W zasadzie to już by wystarczyło by odróżnić
> > poszkodowanego
> > i sprawcę.
>
> Masz jakiekolwie, jakiekolwiek, jakiekolwiek bladziuchne pojęcie o prawie
> ??? Takie minimalne chociaż ???
Emocje, emocje, jakieś kłopoty?
> > Niemniej dodatkowo w interesie zarówno TU jak i poszkodowanego dochodzi
> > postulat obowiązkowej znajomości reguł ruchu na wodzie.
> >
> > Jak zrealizować tę obowiązkowość? Wystawiając dokument znajomości reguł.
> > (np.patent) Ankietowani przez grupowiczów wykazywali dość rozsądną
> > postawę.
>
> Brak mi słów.
Słusznie. Tam gdzie jest logiczne wynikanie, dodatkowe słowa są zbędne.
> > I to jest realizowane w Polsce, ponieważ (sedno sprawy!) ustawodawca w
> > bardzo
> > wielu obszarach prawa zrównał sprawy ruchu drogowego, wodnego i
> > powietrznego w
> > ich odniesieniu do Kodeksu Cywilnego, Karnego i innych kodeksów, jak
> > również
> > przepisów o ubezpieczeniach i innych przepisów (nie wymieniam, bo
> > odniesień
> > jest zbyt dużo)
> >
> > Istnieją państwa gdzie konstrukcja prawa, jego źródła, założenia, cele
> > i
> > sposoby realizacji są zupełnie odmienne. Wynika to generalnie z
> > odmienności
> > tych państw, wspomnę tylko o odmiennościach geograficznych i historycznych
> > (Anglia, Szwecja). Dlatego trudno jest wyrwać odpowiadający nam kawałek
> > cudzego
> > ustawodawstwa i wpasować w nasze, nawet mając dobrą wolę.
>
> Ciekawa wolta myślowa. Co odmienność geograficzna ma do prawa ??? Jakieś
> uzasadnienie ? Jakiś dowód ???
> Nikt nie chce wpasowywać cudzego ustawodawstwa. Chce się wzorować na , jego
> zdaniem, lepszych i właściwszych rozwiązaniach.
Spójrz na mapę, a zauważysz dlaczego w Anglii zajmują się żeglarstwem a w
Tybecie nie ma wodnego prawa drogi. I podobnie dalej, właściwość rozwiązań nie
bierze się znikąd. Wytłumacz, dlaczego chcesz się wzorować na Anglii, a nie na
Tybecie? Dokładniej, dlaczego Polska miałaby być bliższa Anglii niż Tybetowi,
czy jeszcze innemu państwu, że akurat tam szukamy wzorców??
>
> > I w zasadzie tyle mam do powiedzenia nt wątku Tomka Bartkowiaka tytułem
> > uporządkowania.
Porządkowanie cudzego myślenia robię dla siebie, bo Wódz chwyta w lot i tego
pewnie nie potrzebuje.
> > Poniżej dygresja, naturalnie ubezpieczeniowa, żeby nie wypaść z tematu.
> >
> > Są kraje gdzie dokument znajomości reguł (Patent) nie jest obowiązkowy,
> > choć
> > same reguły oczywiście są elementem prawa. I nie musi być obowiązkowy.
> > Sprawca
> > bez kartonika ubezpieczony w TU płaci zwykle większą składkę, zaś
> > nieubezpieczony pokrywa szkody z własnej kieszeni. W sytuacji bardzo
> > zamożnego
> > państwa, obywatela, którego stać na własny jacht, prawdopodobnie będzie
> > również
> > stać na odszkodowanie za szkody spowodowane innemu jachtowi. Sprawny
> > aparat
> > sprawiedliwości mu ew. w tym pomoże. (nie rozpatruję w ogóle rzadkich
> > przypadków śmierci lub kalectwa, choć w statystykach WOPR można je
> > znaleźć,
> > ponieważ żeglarstwo jest sportem bezpiecznym).
>
> Pokaż mi jeden : 1 ( słownie : jeden) przypadek w statystykach WOPR, gdzie
> na skutek kolizji jachtów do 8 m długości ( bo o takie zwolnienie idzie)
> człowiek poniósł śmierć. Pokaż mi tez przypadek, gdzie na skutek kolizji
> jachtów człowiek został kaleką. Pamiętaj, że mówimy o jachtach żaglowych,
> nie motorówkach.
> _konkretnie proszę_ data, miejsce,
Proszę bardzo. Dzwonię do Tomka Jarzyńskiego- szefa WOPR na Zalewie Sulejowskim
i masz. W roku 2004 nikt nie utonął. 21 razy uratowali życie po wywrotkach
żaglówek odkrytopokładowych. Generalnie małe straty w sprzęcie. Przy
przelewaniu paliwa na jachcie wybuchł pożar, 30 m od portu, Właściciel cudem
nie spłonął żywcem, dzięki interwencji WOPR.
W 2003 roku 1 ofiara śmiertelna, 28 przypadków ratowania życia po wywrotkach.
I jeszcze opinia o deskarzach - brak ofiar śmiertelnych, nie ma dnia, żeby nie
ściągali ich zziębniętych, sinych i wystraszonych z wody.
W 2002 roku 3 ofiary śmiertelne....
Mogę sięgnąć do statystyk morskich, ale pewnie doskonale, jako znawca prawa
orientujesz się w orzecznictwie Izb Morskich.
Na marginesie mierzi mnie i niepotrzebnie zniechęca do człowieka takie
wezwanie: cicho chłopie, nie wywołuj upiorów, bo jeszcze ktoś usłyszy fakty (i
będzie drożej).
> > Jest to kwestia indywidualnego oszacowania ryzyka każdego pływającego.
> > Zrozumiała w sytuacji, gdy 99,99% jachtów jest prywatnych. Większość mimo
> > to
> > ubezpiecza się dobrowolnie, jak wyczytałem w jednym z postów.
> >
> > Osobiście, gdybym miał swój jacht, dobrowolnie ubezpieczyłbym się od
> > następstw
> > swoich czynów, wolałbym też, by druga strona ew. kolizji też była
> > ubezpieczona,
> > najlepiej w sprawnym i wypłacalnym TU.
>
> Byłem kiedyś zażartym orędownikiem obowiazkowych ubezpieczeń. Argumenty
> logiczne, a co najwazniejsze - statystyki przekonały mnie o tym, że jest to
> bezsens. Wiesz ile było w tym roku na Mazurach kolizji zgłoszonych do
> ubezpieczycieli ? - Trzy !!!! Z czego najwyższa kwota odszkodowania wyniosła
> niecałe 2500 PLN. To o co tu kruszyć kopie ???
Jestem zwolennikiem faktów, a nie obowiązkowych ubezpieczeń, co sugerujesz.
Jeśli podobnie wygląda statystyka morska, to faktycznie nie ma kopii o co. I
być może jest to poprawny wniosek z tej dyskusji do przyjęcia dla wszystkich.
> pozdrawiam
>
> Radwan
>
>
pozdrawiam
Mądrego to warto i posłuchać i poczytać:-)
Wesołych świat:-)
Maciek "Skipbulba" Kotas
Mylisz się strasznie. Właśnie dlatego, że szkody są znikome, żeglarstwo
powinno być przedmiotem zainteresowania TU. TU nie żyje przecież z
odzszkodowań, co je wypłaciły tylko ze składek, które ci bezszkodowi
wpłacili.
> Sugerujesz również, o czym nie wiesz, że jeśli korzystałem z ubezpieczenia
(po
> złamaniu masztu pod Ystad) oraz przy wymianie pająka od płetwy balastowej,
to
> byłem ubezpieczeniowym wyjątkiem. OK. TU zapłaciło ok. 20.000 zł.
20000 złotych to jest mniej - więcej 60-70 składek od przeciętnej łódki
śródlądowej. Radwan podał ilość zgłoszonych szkód na Mazurach. Sezon kostuje
200 - 300 pln, ubezpieczonych jest kilka (kilkanaście, kilkadziesiąt?
Wszystko jedno) tysięcy łódek. Jeśli to nie jest rynek dla TU to ja nie
wiem, co to jest...
Pozdrawiam - Maciek Raczkowski
Panie Grzegorzu to Pan?
--
pozdrawiam -jak kogo Robert Robaczewski
gg: 64676 www.zagle.neostrada.pl
Mylić się jest ludzkie. Nie ja twierdzę, że szkód praktycznie nie ma, tylko
Radwan. Mnie interesuje bardziej poszukiwanie, jak jest naprawdę, bez popadania
w skrajności dla doraźnych korzyści. Świetnie to ujął Jurek Klawiński.
> > Sugerujesz również, o czym nie wiesz, że jeśli korzystałem z ubezpieczenia
> (po
> > złamaniu masztu pod Ystad) oraz przy wymianie pająka od płetwy balastowej,
> to
> > byłem ubezpieczeniowym wyjątkiem. OK. TU zapłaciło ok. 20.000 zł.
>
> 20000 złotych to jest mniej - więcej 60-70 składek od przeciętnej łódki
> śródlądowej. Radwan podał ilość zgłoszonych szkód na Mazurach. Sezon kostuje
> 200 - 300 pln, ubezpieczonych jest kilka (kilkanaście, kilkadziesiąt?
> Wszystko jedno) tysięcy łódek. Jeśli to nie jest rynek dla TU to ja nie
> wiem, co to jest...
Ty twierdzisz, że rynek jest - oczywiste, wbrew upiorom Radwana. Rzeczowo
zaproponował jego uporządkowanie znowu Jurek Klawiński. A że jest to biznes
wiemy wszyscy.
> Pozdrawiam - Maciek Raczkowski
To nie na temat, ale proszę bardzo. Gubernator Spitsbergenu wymaga pod karą
grzywny posiadania broni, jeśli chcesz wysiąść na brzeg. W Uni myśliwi mają
uniwersalny Paszport Broni do jej przewozu, o czym zapomniał nasz ustawodawca.
Niemcy machnęli przyzwalająco ręką widząc polskie papiery przewozowe, Szwedzi
zaś nie. Wystawili swoje dokumenty na tranzyt broni w zamian unijnych i
skasowali opłatę, co niestety wymagało podróży z Trelleborga do Ystad i
ściągania dyżurnych policjantów, ponieważ była sobota. Strata czasu.
Za opóźnienie przeprosiłem, może nie słyszałeś, bo byliście raczej zdołowani
czekaniem. Jeśli nie, przepraszam jeszcze raz. Całą załogę. Za siebie i polską
urzędniczą beztroskę.
pozdrawiam Wigilijnie i Świątecznie
Grzegorz
> --
> pozdrawiam -jak kogo Robert Robaczewski
> gg: 64676 www.zagle.neostrada.pl
co nie zmienia faktu, że to doskonały rynek dla TU, dużo składek, mało
szkód...czysty biznes.
> Ty twierdzisz, że rynek jest - oczywiste, wbrew upiorom Radwana. Rzeczowo
> zaproponował jego uporządkowanie znowu Jurek Klawiński. A że jest to biznes
> wiemy wszyscy.
>
nio...tylko zwróć uwagę, że JureK wyraźnie napisał...DOBROWOLNE ubezpieczenia
i niech sie TU-y martwią...wtedy jest biznes, jezeli jest OBOWIĄZKOWE
ubezpieczenie to nie biznes, tylko zdzieranie haraczu.Starczy nam jeden
haraczownik w postaci PZZtu:-((
MAciek"Skipbulba" Kotas
> haraczownik w postaci PZZtu:-((
>
prawie jak harcownik :))))
Hasip
no..tylko, że harcownik to był bohater..wielki wojownik itp.... zaś
haraczownik to bandyta:-))
Maciek "skipbulba" Kotas
> Tomek pisze o ubezpieczeniach. Jeśli szkody w żeglarstwie (śródlądowym i
> morskim)są praktycznie żadne, jak podkreślasz, i jeśli nie mijasz się z
> prawdą,
> to żeglarstwo nie powinno być przedmiotem zainteresowania TU.
No chyba przeciwnie. Złoty interes jeśli mało się odszkodowań wypłaca, dużo
składek pobiera.
> Sugerujesz również, o czym nie wiesz, że jeśli korzystałem z ubezpieczenia
> (po
> złamaniu masztu pod Ystad) oraz przy wymianie pająka od płetwy balastowej,
> to
> byłem ubezpieczeniowym wyjątkiem. OK. TU zapłaciło ok. 20.000 zł.
Zakładam, że było to AC Twoje dobrowolne ubezbieczenie, bo z OC jeśli
przywalisz w kogoś to raczej nic nie dostaniesz.
To chyba nie dowodzi niczego.
>> > Dla TU zwykła powszechność wiedzy to za mało, chodzi przecież często o
>> > duże
>> > pieniądze a sprawca mógłby wykręcić się niewiedzą. I miałby rację.
>>
>> To już nie jest śmieszne. To jest żenada.
>
> Co Cię konkretnie śmieszy i żenuje? Nie widzę argumentów, a tylko emocje.
> Czy brak uregulowań wg Ciebie nie zwalniał by formalnie od
> odpowiedzialności?
Spróbuj obrabować bank, albo coś łatwiejszego napadnij na kogoś, zabierz mu
coś, potem zgłoś się na policję i wytłumacz, że nie wiedziałeś, że nie można
nikomu niczego zabierać. Jeśli nie zamkną Cię w więzieniu to w domu
wariatów.
Wiesz już czemu to nie jest śmieszne, a żenujące ?.
>> Masz jakiekolwie, jakiekolwiek, jakiekolwiek bladziuchne pojęcie o prawie
>> ??? Takie minimalne chociaż ???
>
> Emocje, emocje, jakieś kłopoty?
Może i jestem trochę emocjonalny, ale zapytam, bo okrótnie mnie ciekawi, czy
masz jakiekolwiek pojęcie o prawie?
>> Pokaż mi jeden : 1 ( słownie : jeden) przypadek w statystykach WOPR,
>> gdzie
>> na skutek kolizji jachtów do 8 m długości ( bo o takie zwolnienie idzie)
>> człowiek poniósł śmierć. Pokaż mi tez przypadek, gdzie na skutek kolizji
>> jachtów człowiek został kaleką. Pamiętaj, że mówimy o jachtach żaglowych,
>> nie motorówkach.
>> _konkretnie proszę_ data, miejsce,
>
> Proszę bardzo. Dzwonię do Tomka Jarzyńskiego- szefa WOPR na Zalewie
> Sulejowskim
> i masz. W roku 2004 nikt nie utonął. 21 razy uratowali życie po wywrotkach
> żaglówek odkrytopokładowych. Generalnie małe straty w sprzęcie. Przy
> przelewaniu paliwa na jachcie wybuchł pożar, 30 m od portu, Właściciel
> cudem
> nie spłonął żywcem, dzięki interwencji WOPR.
> W 2003 roku 1 ofiara śmiertelna, 28 przypadków ratowania życia po
> wywrotkach.
> I jeszcze opinia o deskarzach - brak ofiar śmiertelnych, nie ma dnia, żeby
> nie
> ściągali ich zziębniętych, sinych i wystraszonych z wody.
> W 2002 roku 3 ofiary śmiertelne....
> Mogę sięgnąć do statystyk morskich, ale pewnie doskonale, jako znawca
> prawa
> orientujesz się w orzecznictwie Izb Morskich.
Czy ci ludzie zginęli w wyniku kolizji ?? bo o tym ty była mowa. Jak ktoś
się upije, przewróci, rozwali łeb i umrze, a to wszystko na jachcie to
powiedz mi jaki to ma związek bezpieczeństwem żeglowaniem.
pozdrawiam
Patry Łoziński
P.S.
Jak piszesz na forum publicznym to musisz się liczyć z krytyką i nie
powinieneś na nią reagowac tak nerwowo.
P.S.2.
Postaraj się przeczytać więcej niż ostatnie zdanie z wypowiedzi przedmówcy -
to ułatwia rozumienie co miał na myśli
> > > Dla TU zwykła powszechność wiedzy to za mało, chodzi przecież często o
> > > duże
> > > pieniądze a sprawca mógłby wykręcić się niewiedzą. I miałby rację.
> >
> > To już nie jest śmieszne. To jest żenada.
>
> Co Cię konkretnie śmieszy i żenuje?
Konkretnie to: "sprawca mógłby wykręcić się niewiedzą"
> Czy brak uregulowań wg Ciebie nie zwalniał by formalnie od
odpowiedzialności?
Brak uregulowań owszem, zwalniał by, ale nikt tu nie chce znieść np. prawo
drogi.
> Proszę bardzo. Dzwonię do Tomka Jarzyńskiego- szefa WOPR na Zalewie
> Sulejowskim i masz. [...]
Pytanie było:
> > Pokaż mi jeden : 1 ( słownie : jeden) przypadek w statystykach WOPR,
> > gdzie
> > na skutek kolizji jachtów do 8 m długości ( bo o takie zwolnienie idzie)
> > człowiek poniósł śmierć. Pokaż mi tez przypadek, gdzie na skutek kolizji
> > jachtów człowiek został kaleką.
A ty przytaczasz wywrotki. Ale to szczegół. Swoją drogą to dosyć dużo tych
wywrotek jak na taki nie duży wsumie akwen. Zaskoczyło mnie to.
Tomasz Chrześcijanek (CHUDY)
Wyjątkowo się zgadzamy. Może poprawnie byłoby tak: na śródlądziu ze względu
na miażdżącą statystykę i niewielką wartość ew. szkód UBEZPIECZENIE DOBROWOLNE.
Co do morza, skłaniałbym się do obowiązkowości ze względu na na wysokość
ewentualnych szkód. Nie mam do końca zdania, nie studiowałem statystyk
morskich, więc nie mogę się nt. rzeczowo wypowiadać.
Grzegorz
> > haraczownik w postaci PZZtu:-((
> >
> prawie jak harcownik :))))
>
> Hasip
>
Takich harcowników to ja..... (wpiszcie sobie co chcecie:-)
pozdrawiam
Andrzej (AIKI)
skipbulba
--
P Ozd Dr awiam,
Janusz Drozd
kzposejdon.hml.pttk.pl/
> Twoje odpowiedzi merytoryczne są wyrażeniem Twojego zdania, natomiast
> komentarz do wypowiedzi adwersarza typu "...bzdury..."
Alez Rudek sformulowanie 'bzdury' to jest ratowanie d... Koledze. Spokojnie
jakis wredny czlowiek moglby napisac 'klamiesz w zywe oczy, ciekawe dla
czego'. A ja tez sie dopisze do 'bzdur' Choc ciekawe ze wysylanych ostatnio z
duza regularnoscia na prz
Pozdrawiam
Michal Hubicki
I zapewne wszyscy mieli patenty ;))))
Pzdr
Wojtek
http://www.grupa.szantymaniak.pl/?Zientara - http://www.kliper.com
PS. Wniosek na sejmik PZŻ: "Sztandar wyprowadzić!"
pozdrawiam wigilijnie i noworocznie
Gdzie TU będą miały większy zysk - tam, gdzie bedzie obowiązkowe OC i
żadnych szkód, czy tam, gdzie bedzie obowiązkowe OC i duża szkodowość ?
Logika, kolego, elementarna.....
Upiorów nie
> widzę, ani związków z posiadaniem łódki (domyślam się - chciałeś
> powiedzieć:
> interesem własnym, choć nie powiedziałeś).
> Sugerujesz również, o czym nie wiesz, że jeśli korzystałem z ubezpieczenia
> (po
> złamaniu masztu pod Ystad) oraz przy wymianie pająka od płetwy balastowej,
> to
> byłem ubezpieczeniowym wyjątkiem. OK. TU zapłaciło ok. 20.000 zł.
Nic nie sugerowałem. Dośpiewałeś sobie coś sam. Wuypłacono z OC ??? Czy Ty
aby nie mylisz OC z AC ??????
>> Masz przed soba dzieci z przedszkola ???? Ameryke przed nami odkrywasz
>> ?????
>
> Jeśli w ten sposób zgadzasz się, że jest to oczywiste, to o to chodzi -
> rozumiem, że kwestia temperamentu.
Poprosru uważam pisanie tak banalnych truizmów za stratę czasu.
> Zaczynamy rozumowanie, jak zauważyłeś, od sytuacji historycznej kiedy
> reguły
> prawa drogi były zwyczajowe a nie prawne, czyli od prawa silniejszego.
Kolego, mówimy o tu ( TU) i teraz.
>> > Dla TU zwykła powszechność wiedzy to za mało, chodzi przecież często o
>> > duże
>> > pieniądze a sprawca mógłby wykręcić się niewiedzą. I miałby rację.
>>
>> To już nie jest śmieszne. To jest żenada.
>
> Co Cię konkretnie śmieszy i żenuje? Nie widzę argumentów, a tylko emocje.
> Czy brak uregulowań wg Ciebie nie zwalniał by formalnie od
> odpowiedzialności?
Znajdź mi proszę jeden przykład w prawie, gdzie niewiedza zwalnia od
odpowiedzialności za czyn. Jak znajdziesz, to Twój sprawca miał rację i
wykręcił się niewiedzą.
>> Masz jakiekolwie, jakiekolwiek, jakiekolwiek bladziuchne pojęcie o prawie
>> ??? Takie minimalne chociaż ???
>
> Emocje, emocje, jakieś kłopoty?
Kłopoty nie. Poprostu nie lubie bezsensownego trucia.
>
>> > Niemniej dodatkowo w interesie zarówno TU jak i poszkodowanego dochodzi
>> > postulat obowiązkowej znajomości reguł ruchu na wodzie.
>> >
>> > Jak zrealizować tę obowiązkowość? Wystawiając dokument znajomości
>> > reguł.
>> > (np.patent) Ankietowani przez grupowiczów wykazywali dość rozsądną
>> > postawę.
>>
>> Brak mi słów.
>
> Słusznie. Tam gdzie jest logiczne wynikanie, dodatkowe słowa są zbędne.
Jak chcesz udowodnić swoje twierdzenie ? Ja twierdzę, że poszkodowany może w
nosie mieć znajomość przepisów ( opsobiście uważam, że dobrze by było, gdyby
je znał) POwołuje biegłego i ten stwierdza winę. Wszystko.
>
> Spójrz na mapę, a zauważysz dlaczego w Anglii zajmują się żeglarstwem a w
> Tybecie nie ma wodnego prawa drogi. I podobnie dalej, właściwość rozwiązań
> nie
> bierze się znikąd. Wytłumacz, dlaczego chcesz się wzorować na Anglii, a
> nie na
> Tybecie? Dokładniej, dlaczego Polska miałaby być bliższa Anglii niż
> Tybetowi,
> czy jeszcze innemu państwu, że akurat tam szukamy wzorców??
Logika, kolego. Logika. Skoro nie ma prawa wodnego, to na czym chcesz się
wzorować ? Skoro nie ma wody żeglownej, to i prawa wodnego nie bedzie miał
( Tybet) A dlaczego chcę się wzorować na Anglii - ano właśnie dlatego, że
takie prawo ma i IMHO daleko lepsze od naszego.
>> Pokaż mi jeden : 1 ( słownie : jeden) przypadek w statystykach WOPR,
>> gdzie
>> na skutek kolizji jachtów do 8 m długości ( bo o takie zwolnienie idzie)
>> człowiek poniósł śmierć. Pokaż mi tez przypadek, gdzie na skutek kolizji
>> jachtów człowiek został kaleką. Pamiętaj, że mówimy o jachtach żaglowych,
>> nie motorówkach.
>> _konkretnie proszę_ data, miejsce,
>
> Proszę bardzo. Dzwonię do Tomka Jarzyńskiego- szefa WOPR na Zalewie
> Sulejowskim
> i masz. W roku 2004 nikt nie utonął. 21 razy uratowali życie po wywrotkach
> żaglówek odkrytopokładowych. Generalnie małe straty w sprzęcie. Przy
> przelewaniu paliwa na jachcie wybuchł pożar, 30 m od portu, Właściciel
> cudem
> nie spłonął żywcem, dzięki interwencji WOPR.
> W 2003 roku 1 ofiara śmiertelna, 28 przypadków ratowania życia po
> wywrotkach.
> I jeszcze opinia o deskarzach - brak ofiar śmiertelnych, nie ma dnia, żeby
> nie
> ściągali ich zziębniętych, sinych i wystraszonych z wody.
> W 2002 roku 3 ofiary śmiertelne....
> Mogę sięgnąć do statystyk morskich, ale pewnie doskonale, jako znawca
> prawa
> orientujesz się w orzecznictwie Izb Morskich.
Kolego, mówimy cały czas o TU i obowiązkowym ( lub nie OC) Aby zadziałało
OC, musi nastąpić kolizja, lub inne zdarzenie, w wyniku którego
ubezpieczyciel wypłaci ubezpieczenie z OC jednostki.
Nie rozumiesz prostego pytania, czy próbujesz mi wmowić, że OC będzie
dotyczyło wywrotek żaglówek, przelewania paliwa czy zziębniętych deskarzy
???? !!!!!!! Zapytałem _konkretnie_i_wyraźnie : daj mi jeden przykład
kolizji jachtów ze stratami i kalectwem !!!!!!!!!!!
I przy okazji mała dygresja. 90% WOPR nie ma zielonego pojęcia jak ratować
( asekurować) wywrotki jednostek otwartopokładowych. Bo albo robią za kowboi
i wjeżdżają pełną parą w jacht, albo nie wiedzą jak się do tego zabrać. Znam
to z własnego, ponad 30 letniego doświadczenia w pływaniu jachtami
otwartopokładowymi i kontaktami z WOPR.
>
> Na marginesie mierzi mnie i niepotrzebnie zniechęca do człowieka takie
> wezwanie: cicho chłopie, nie wywołuj upiorów, bo jeszcze ktoś usłyszy
> fakty (i
> będzie drożej).
Hmmm.. a jakie fakty tu podałeś, które mogą spowodować podrożenie OC. Które
mogą choćby w miernym stopniu wskazywać na uzasadnioną potrzebę wprowadzenia
obowiązkowego OC ???? Kilka wywrotek jachtów ? Pożar ?
Uderzasz w nutę dokładnie taką, jak poplecznicy firm ubezpieczeniowych. Jak
im mówisz, że nie było kolizji, to oni, że WOPR powiedział, a żeglarze
toną....
>> Byłem kiedyś zażartym orędownikiem obowiazkowych ubezpieczeń. Argumenty
>> logiczne, a co najwazniejsze - statystyki przekonały mnie o tym, że jest
>> to
>> bezsens. Wiesz ile było w tym roku na Mazurach kolizji zgłoszonych do
>> ubezpieczycieli ? - Trzy !!!! Z czego najwyższa kwota odszkodowania
>> wyniosła
>> niecałe 2500 PLN. To o co tu kruszyć kopie ???
>
> Jestem zwolennikiem faktów, a nie obowiązkowych ubezpieczeń, co
> sugerujesz.
> Jeśli podobnie wygląda statystyka morska, to faktycznie nie ma kopii o co.
> I
> być może jest to poprawny wniosek z tej dyskusji do przyjęcia dla
> wszystkich.
Podałem fakty. Można się zaznajomić ze statystystykami mazurskiego WOPR,
możesz zapytać ubezpieczalnie - odeśla Cię do rzeczoznawcy, który likwiduje
większość szkód na Mazurach. Odpowiedź bedzie nastepująca : zgłoszenia w tym
sezonie można policzyć na palcach jednej ręki. ( OC) Pozostałe, to
kradzieże, połamania masztów itp - wchodzące w zakres AC.
Nie znam statystyk dla żeglarstwa morskiego, ale przy "ogromie" naszej floty
jachtowej jestem raczej o nie spokojny :)
pozdrawiam
Radwan
> A ty przytaczasz wywrotki. Ale to szczegół. Swoją drogą to dosyć dużo tych
> wywrotek jak na taki nie duży wsumie akwen. Zaskoczyło mnie to.
A mnie wcale. Zastanów się... gdyby było w statystyce mało interwencji to
jak wysokie byłyby dotacje...???
pozdrawiam
Radwan
A o co chodzi.....? :)
pozdrowienia
Michał Grodoń
weryfikować patenty co rok ? a co... to jest pomysł!!!! :)))))))
przepraszam- mam dobry humor - do pracy dopiero w poniedziałek.....
Wesołych Świąt!!!!
Pozdrowienia
michał Grodoń
odpowiem łacznie... Januszu...jeszcze samolot moze na mnie spasc, nie??:-)))
a tobie grzegorzu sie chyba oc z ac pomyliło, bo jak złamiesz maszt lub
bukszpryt, to z oc i tak nic nie dostaniesz, nie??Pozatym Zawias, czy Huboldt
to troche inna para kaloszy... to tak jakbyś orównywał uprawniwnia na
tankowic z uprawnieniami na omegę.
Maciek "Skipbulba" Kotas
Nie zrozumiales mnie , ale to moja wina.
Zamiast dopisac co dalej, to myslalem, ze to jest oczywiste (skoro on sie
nie zagapil) . On (statek) wjezdza na mielizne (wąskie przejscie).
--
P Ozd Drawiam ,
Janusz
Maćku,
z tym samolotem ...? Na Małym Bełcie NATO-wski F-16 przelatywał tak nisko, że
porysował nam antenę UKF-ki na maszcie.
A może po dużym bełcie...
Myslę łącznie o OC i AC, bo zawsze je wykupuję. Wiem, jak by bolało płacenie
z własnej kieszeni za szkody czy własne czy cudze, a pływam z różnymi ludźmi
zwykle na łódce w czarterze.. Inaczej myśli się na śródlądziu w kategoriach
własnej Omegi czy Oriona, pływając rodzinnie, przy znikomej dotkliwości szkód.
Krótko: żeglarstwo zaczyna się od deski z żaglem a kończy na żaglowcach.
Jednej recepty nie ma i nie może być, przy takiej różnorodności. Jest to
niewyczerpane źródło nieporozumień na grupie i (b) picia piany. To też Wódz
Radwan musi uwzględnić, choć moim reprezentantem raczej nie zostanie, bo
słusznej sprawie raczej przeszkadza niż pomaga, zrażając gdzie tylko może
nowych zwolenników ideii. Może to dywersant z PZŻ.:-))
Wigilijnie i Świątecznie
pozdrawia
> Myslę łącznie o OC i AC, bo zawsze je wykupuję. Wiem, jak by bolało
> płacenie
> z własnej kieszeni za szkody czy własne czy cudze, a pływam z różnymi
> ludźmi
> zwykle na łódce w czarterze.. Inaczej myśli się na śródlądziu w
> kategoriach
> własnej Omegi czy Oriona, pływając rodzinnie, przy znikomej dotkliwości
> szkód.
>
> Krótko: żeglarstwo zaczyna się od deski z żaglem a kończy na żaglowcach.
> Jednej recepty nie ma i nie może być, przy takiej różnorodności. Jest to
> niewyczerpane źródło nieporozumień na grupie i (b) picia piany. To też
> Wódz
> Radwan musi uwzględnić, choć moim reprezentantem raczej nie zostanie, bo
> słusznej sprawie raczej przeszkadza niż pomaga, zrażając gdzie tylko może
> nowych zwolenników ideii. Może to dywersant z PZŻ.:-))
To może się konkretnie wypowiesz i zaczniesz odpowiadać na pytania ?? Bo
narazie, to zbaczasz z tematu jak tylko możesz, a przyparty do muru podajesz
przykłady zupełnie nie przystające do rzeczy.
1. Czy jestes za obowiązkowym OC?
2. Czy jestes za obowiązkowym AC?
3. Czy jesteś w stanie wskazać konkretne wysokie szkody spowodowane jachtem
innej jednostce ?
A co do reprezentowania Ciebie - chyba śnię.... przecież Twoje poglądy są
daleko bardziej betonowe niż PZŻ. Ty bys nie tylko OC ale i AC obowiazkowe
wprowadzał !!!!! ( tak przynajmniej wynika z kontekstu Twoich odpowiedzi),
wiec o żadnym reprezentowaniu nie może być mowy.
I możesz sobie zapamiętać jedną rzecz : nie będę wchodził nikomu w d***
tylko dlatego,żeby móc powiedzieć - jego też reprezentuję. Stanowisko, które
popieram i forsuję w sejmie nie zawsze jest zbieżne z moją osobistą wizją
problemu. Ale ponieważ nie reprezentuję sam siebie - musze brać( i biorę)
pod uwagę zdanie tych, którzy nas popierają.
Piszesz, że wykupujesz zawsze AC i OC. I chwała Ci za to. Wyobraź sobie, że
ja też. Ale to nie powód, żeby zmuszać do tego wszystkich. Bo dojdziemy
kiedys do tego,że będziesz jadł szpinak we wtorki, bo ktoś ustali taki
przepis. Poiesz, że niemożliwe ? Teoretycznie absolutnie możliwe.
pozdrawiam
Radwan
> Jednej recepty nie ma i nie może być, przy takiej różnorodności. Jest to
> niewyczerpane źródło nieporozumień na grupie i (b) picia piany. To też Wódz
> Radwan musi uwzględnić, choć moim reprezentantem raczej nie zostanie, bo
> słusznej sprawie raczej przeszkadza niż pomaga, zrażając gdzie tylko może
> nowych zwolenników ideii. Może to dywersant z PZŻ.:-))
Daj spokoj Radwanowi bo nie masz racji. Czytaj uwazniej co Radwan pisze
i sie nad tym wiecej zastanawiaj. Moze wszystkiego nie powtarza bo ma
nadzieje ze do rozumnych czytelnikow pisze.
O zeglowaniu maja najwiecej do powiedzenia ci ktorzy stawy ogladaja z
daleka albo Zalew Zegrzynski. O ubezpieczeniach najwiecej gawedza ci
ktorzy nigdy lodki nie mieli. O wyposazeniach jachtow najwiecej plota ci
ktorzy nie maja swojej lodki. "Opatentowany" jeden z drugim zeglarz co
wsrod swoich rejsow ma wiekszosc do Helu i z powrotem do Gorek, albo
wykupil miejsce w kilku czarterowych rejsach z liczna zaloga, staje sie
ekspertem od wszystkiego co ma zwiazek z morzem ... ech
O przepisach zwiazanych z zeglowaniem decyduja ci ktorzy nigdy nie
zeglowali. O ograniczeniach w zeglowaniu po morzu dyskutuja ci ktorzy
morze ogladali z plazy najwyzej ... i tak dalej ... Moze Radwanowi uda
sie kogos przekonac. Na pewno nie Tobie, bo z Twojej krytyki nic nie
wynika. Nie wiem jak z czynami, bo sie nie chwaliles? Wyslales choc
jedna petycje do poslow, albo moze napisales ja "wlasnymi slowami"?
--
Jerzy Sychut, Stockholm
http://sychut.com/jerzy
> yślałem raczej o szkodach własnych i wyrządzanych sporadycznie sobie nawzajem.
> Z opowieści kolegów: łamią się maszty (np. Piotrkovia..), bukszpryt (Zjawa IV),
> można sie zderzyć z boją torową, wejść na mieliznę, niefortunnie manewrować w
> porcie.
mylą ci się ubezpieczenia. od tego jest AC
BTW widząc w gdyni jak Piotrkovia służyła za L na szkolonych na s.j.
będąc ubezpieczycielem zrobił bym zwyżki za "szkolenia na jachcie" ;)
Pzodr
Docent
--
"Jesteśmy zbyt biedni by kupować tanie rzeczy"
Zdjęcie Docenta
http://poznan4u.pl/pyrypy.php?s=su&u=702
> Daj spokoj Radwanowi bo nie masz racji. Czytaj uwazniej co Radwan pisze
> i sie nad tym wiecej zastanawiaj.
Daj spokój Ty swym wywodom, skoro nie odróżniasz „kotwicy symbolu
narodowego” od zwykłych tawernowych czy donosicielskich praktyk z
minionej epoki ;-(
Kim jest Radwan i część nas tu, to już zainteresowani wiedzą.
Wprawdzie grupa Nieśmiałych nie miała zamiaru personalnie traktować czy
wręcz instrumentalnie kogokolwiek z grupy, natomiast część grupowiczów
sama to zrobiła.
Dziś są dowody na piśmie, czyli kto z grupy pisał donosy i ich skutki,
smutne, ale nie znów niezwykłe, o czym świadczy afera z Niezabitowską
czy innymi prominentnymi działaczami opozycji ;-(
> O zeglowaniu maja najwiecej do powiedzenia ci ktorzy stawy ogladaja z
> daleka albo Zalew Zegrzynski.
Więc pozwól im to oglądać, bo kogo obchodzi Twoje zdanie. Mniej
wyniosłości a więcej pokory, bo znów coś zmajstrujesz, co zniszczy tym
razem doszczętnie Twój piękny jacht.
Spójrz na statystykę już przytaczaną.
Ale też trzeba umieć dedukować.
> O ubezpieczeniach najwiecej gawedza ci
> ktorzy nigdy lodki nie mieli.
Znów uch i ach.
Ale kolega ma własny punkt widzenia i za to mu chwała, bo pisze całkiem
naukowo..
> O przepisach zwiazanych z zeglowaniem decyduja ci ktorzy nigdy nie
> zeglowali.
Znów gadanie bez argumentów.
Dwa słowa, trzeba:
znać prawo, tylko pytanie czy je mamy?;
doprowadzić do korelacji prawnej prawa polskiego i UE;
i parę innych drobiazgów w tej materii;
Na razie od miesiąca koncert za koncertem pomysłów oderwanych od realiów.
Co gorsza, że nikt lub prawie nikt nie sili się na zrozumienie
mechanizmów prawno politycznych.
> morze ogladali z plazy najwyzej ... i tak dalej ... Moze Radwanowi uda
> sie kogos przekonac.
Gdyby trzymał język za zębami to może miałby szanse, ale po kwiecistych
przemowach generalnie jest spalony.
Natomiast pochwały donosicielstwa działają teraz bardzo ożywczo. Nikt
nie będzie ryzykował rozmów z ludźmi, którzy podpisali się pod donosem.
A kto? Są w tym wątku.
> Na pewno nie Tobie, bo z Twojej krytyki nic nie
> wynika.
Problem w tym, że autor przedstawia dość jasno problem, ale cóż skoro
brak adwersarzom (niektórym) argumentów typu np. paragraf, więc
pozostaje dyskredytowanie autora, smutne podejście, ale zrozumiałe na
fali nagonek i pomówień.
> Wyslales choc
> jedna petycje do poslow, albo moze napisales ja "wlasnymi slowami"?
Każdy nieco obyty w zakamarkach polityki wie, że to ogromne
nieporozumienie towarzysko polityczne, podobnie jak natrętne telefony.
Jednym słowem, brak poprawnych obyczajów politycznych.
Mam na myśli zbiorówki czyli masowe zapychanie skrzynek.
Do tego celu służą biura poselskie, utrzymywane z naszych podatków.
Sławek
Ps.
Wszystkim grupowiczom i czytelnikom życzę Wesołych Świąt i Szczęśliwego
Nowego Roku.
> ŻADEN
> patent nie gwarantuje uniknięcia kolizji
Zauważmy, że cały czas jesteśmy w realiach opatentowanych załóg.
Brak totalnego bałaganu na wodzie świadczy o zadawalającym poziomie
szkolenia oraz w miarę poprawnie działającym "systemie".
Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jakie byłyby skutki, całkowitego
uwolnienia.
Po drugie, widzisz Ty i wielu innych czubek własnego nosa, mam tu na myśli
parę przepisów.
Problem w tym, że uwolnienie ciągnie za sobą małą rewolucję w całym systemie
prawnym Polski, jak również jeszcze nie w pełni wdrożonym prawie UE.
To jest zasadniczy problem.
Po prostu trzeba widzieć zagadnienie jako cząstkę całego systemu prawnego
Polski, który dąży do korelacji z UE.
Dopóki to nie zostanie w pełni uporządkowane, to żaden kolejny Rząd RP nie
zgodzi się na rewolucję.
Lepiej mieć zgraję ujarzmionych dyletantów niż problemy bliżej nie
określone.
Sławek
>
> Użytkownik "Maciej Kotas" <skip...@gazeta.SKASUJ-TO.pl> napisał w
> wiadomości
> > odpowiem łacznie... Januszu...jeszcze samolot moze na mnie spasc,
> > nie??:-)))
>
> Nie zrozumiales mnie , ale to moja wina.
> Zamiast dopisac co dalej, to myslalem, ze to jest oczywiste (skoro on sie
> nie zagapil) . On (statek) wjezdza na mielizne (wąskie przejscie).
domysliłem się Januszu, mnie chodziło o prawdopodobieństwo takiego zdarzenia.
Rowerzysta tez może wyjechać mi na drogę, a ja ratując gnojowi zycie, rozbiję
auto..ale nikt nie mówi o obowiazkowym OC dla rowerzystów, choc to zdarzenie
duzo bardzej prwdopodobne
Maciek "skipbulba" Kotas
raczej po duzym:-)))
>
> Myslę łącznie o OC i AC, bo zawsze je wykupuję. Wiem, jak by bolało
płacenie
>
> z własnej kieszeni za szkody czy własne czy cudze, a pływam z różnymi
ludźmi
> zwykle na łódce w czarterze.. Inaczej myśli się na śródlądziu w kategoriach
> własnej Omegi czy Oriona, pływając rodzinnie, przy znikomej dotkliwości
szkód.
>
> Krótko: żeglarstwo zaczyna się od deski z żaglem a kończy na żaglowcach.
> Jednej recepty nie ma i nie może być, przy takiej różnorodności. Jest to
> niewyczerpane źródło nieporozumień na grupie i (b) picia piany.
tia... ale wez od uwagę, ze wiekszość jachtów to raczej nie są kalibru
Zawiasa, jakich szkód może narobić 10m jacht i jakie jest tego
prawdopodopbieństwo??? moim zdaniem znikome. Żegluję od lat po morzu i nie
widziałem takiego zdarzenia. Praktycznie rzecz biorąc wszytkie przykłady
które przytaczasz dotyczą AC. Ja sie mogę nawet zgodzić, ze jachty pow. np
20m powinny mieć ubezpieczenie, czy obowiązkowe... nie wiem, ale dla
mniejszych jachtów tak wymóg jest bezsensowny, bo w razie czego poszkodowany
może dochodzic i tak od sprawcy odszkodowania na drodze cywilno-prawnej.
Obowiązkowość ubezpieczeń jest do przyjecia tam, gdzie szkodowosć jest wysoka
i prawdopodobna. Np w przypadku motoryzacji. W żeglarstwie to wyłudzanie
pieniędzy.
Maciek "skipbulba" Kotas
> Daj spokój Ty swym wywodom, skoro nie odróżniasz "kotwicy symbolu
> narodowego" od zwykłych tawernowych czy donosicielskich praktyk z
> minionej epoki ;-(
> Kim jest Radwan i część nas tu, to już zainteresowani wiedzą.
> Wprawdzie grupa Nieśmiałych nie miała zamiaru personalnie traktować czy
> wręcz instrumentalnie kogokolwiek z grupy, natomiast część grupowiczów
> sama to zrobiła.
> Dziś są dowody na piśmie, czyli kto z grupy pisał donosy i ich skutki,
> smutne, ale nie znów niezwykłe, o czym świadczy afera z Niezabitowską czy
> innymi prominentnymi działaczami opozycji ;-(
Insynuujesz tu trepotrolu, że pisałem jakikolwiek donos ? Że masz na to
dowody - to je przedstaw. Chętnie je zobaczę. Moi wrogowie też :))))
Radwan
Radwan
Jasne i rozsądne. ( na marginesie odróżniam OC od AC) Jako laik w wiedzy
ubezpieczeniowej i w tworzeniu prawa wolę poprzestać na oddzielaniu tych
twierdzeń, które mnie przekonały, od tych, które budzą moje wątpliwości.
To, czego nie cenię, to uproszczone widzenie świata. Podam przykład z morza.
Istnieją organizacje dbające o bezpieczeństwo życia na morzu, są systemy
alarmowania i naprowadzania na miejsce wypadku, ktoś(?) finansuje systemy
satelitarne nawigacyjne, pogodowe i alarmowe, światła nawig., nadzoruje tory
wodne, istnieją wydawnictwa hydrograficzne, szkolenia itd (wymieniam niektóre
elementy dla kolegów pływających po jeziorach, którym morze wydaje się "puste",
co było też niegdyś moim mniemaniem). Mimo skomplikowanej profilaktyki w
oswajaniu żywiołu, tonaż statków zmniejsza się co roku o 0,5 %.
Jaki wniosek ma wyciągnąć bezkrytyczny zwolennik "żeglarstwa swobodnego". Ci,
co na dnie mieli patenty ... i też im nie pomogły ... są zbędne. I dalej.
Przecież nie ma zbyt wielu kolizji czy wypadków ... całą wymienioną
profilaktykę trzeba zlikwidować.
Swego czasu w Niemczech protestujący przeciwko elektrowniom atomowym nieśli
plakaty: nie chcemy energii atomowej, my mamy prąd z gniazdek.
(Nie piszę o śródlądziu, bo tu zmiany są już od dawna pilne, a idea "żeglarstwa
swobodnego" na czasie, choć mechanizmy argumentacji "zwolenników" równie
pokrętne)
Taki dobór argumentów nie pomaga nowemu przecież u nas pomysłowi "żeglarstwa
swobodnego", a z całą pewnością mu szkodzi.
Podobnie jest ze skandaliczną formą. Zamiast cierpliwie tłumaczyć nowy pomysł,
zwiększając grono zwolenników, z upodobaniem budowany jest konflikt. Być może
bojowy zapał przydatny na akwenie regatowym nie jest najlepszym sposobem w
polityce. Rośnie liczba przeciwników formy,(np. irytującego zapychania
skrzynek), a wtórnie i samej ideii.
Najbardziej jednak nierozsądne jest odcinanie się od własnych korzeni, czyli
PZŻ. Powtarzam się, ale jest to nasze wspólne dobro. Nasuwa mi się analogia do
ojca i syna. Trzeba szanować staruszka, brać na siebie jego obowiązki i
zmieniać z duchem czasu. A nie zaraz postulować likwidację i do piachu.
Niezależnie czy beton, interesy czy inne racje zastępcze.
Boli zwłaszcza w kontekście trenara, co to już 30 lat, a nie wziął się znikąd,
tylko z PZŻ.
Dlaczego nierozsądne? PZŻ jest najlepiej umocowanym prawnie narzędziem
wszelkich zmian w żeglarstwie polskim. Mechanizmy są znane, wystarczą chęci,
determinacja i trochę poprawności politycznej.
Jest to zarazem najkrótsza i najbardziej honorowa droga, bo frontowymi drzwiami.
Wigilijnie i Noworocznie
Kiedyś cię lubiłem - to se ne vrati, pane Havranek.
Może coś się zmieniło, ale złamanie masztu (bukszprytu) i podarcie żagli nie
było objęte ŻADNĄ polisą, bo TU z góry zakłada, że jest to wina
prowadzącego, który postawił zbyt dużo żagli.
Żeby skrócić dyskusję - TU płaciło za stratę masztu (ale nie żagli), jeśli
było to spowodowane innymi przyczynami: wejście na mieliznę, kolizja etc.
I za to wszystko trzeba płacić - prawie wszędzie. Bo np. w takiej Hameryce
mapy i locje wydawane przez ichni BHMW są bezpłatne, bo podatnicy już za to
zapłacili swoimi podatkami. A u nas płaci się drugi raz (i to znacznie
więcej).
> Jaki wniosek ma wyciągnąć bezkrytyczny zwolennik "żeglarstwa
> swobodnego". Ci, co na dnie mieli patenty ... i też im nie pomogły
> ... są zbędne. I dalej. Przecież nie ma zbyt wielu kolizji czy
> wypadków ... całą wymienioną profilaktykę trzeba zlikwidować.
A ci co mieli wypadki na drodze też mieli prawo jazdy. Zlikwidować pogotowie
ratunkowe i pomoc drogową ;)
> Najbardziej jednak nierozsądne jest odcinanie się od własnych
> korzeni, czyli PZŻ.
PZŻ to może być korzeniem Kusznierewicza lub Paszkego, a ode mnie niech się
odpier***
> Nasuwa mi się analogia do ojca i syna. Trzeba szanować staruszka,
i wysłać na emeryturę albo do domu starców.
> Boli zwłaszcza w kontekście trenara, co to już 30 lat, a nie wziął
> się znikąd, tylko z PZŻ.
> Dlaczego nierozsądne? PZŻ jest najlepiej umocowanym prawnie narzędziem
> wszelkich zmian w żeglarstwie polskim.
;)))))))))))) Zgłoś się na priv, to podam ci adres, na który masz przesłać
płyn do mycia monitora.
> Mechanizmy są znane, wystarczą
> chęci, determinacja i trochę poprawności politycznej.
> Jest to zarazem najkrótsza i najbardziej honorowa droga, bo
> frontowymi drzwiami.
Zgodzę się z tobą pod warunkiem, że spod tych drzwi zabierzesz tego goryla z
epoki Stalina.
> Insynuujesz tu trepotrolu, że pisałem jakikolwiek donos ? Że masz na
> to dowody - to je przedstaw. Chętnie je zobaczę. Moi wrogowie też
> :))))
Ty siem Radwan nie przejmuj jakby ktos chcial trepa-trolla po sadach
ciagac to by sie do konca zycia nie wypalcil. Ale po co z g... sie bic?
mozna zasmierdnac :))))
Pozdrawiam
--
Michal 'Stiopa' Hubicki
--- A poza tym sadze ze nazwa 'patenty' powinna zostac zachowana. ---
--- Katon NajMlodszy ;) ---
> Maćku,
> z tym samolotem ...? Na Małym Bełcie NATO-wski F-16 przelatywał tak
> nisko, że porysował nam antenę UKF-ki na maszcie.
> A może po dużym bełcie...
Kurde lece se spokojnie moim F-16 po Malym (a moze i Duzym) Belcie jak
to zwykle - tuz nad woda a tu mi nagle jakis statek wylata. No to
bezczelnoscv tak po Belcie plywac jak ja se chce polatac...
BP BBNSP
PZDR
Ależ niech sobie PZŻ zostanie tylko niech skoncentruje się na tym do czego
zostało powołane czyli SPORTEM
> Dlaczego nierozsądne? PZŻ jest najlepiej umocowanym prawnie narzędziem
> wszelkich zmian w żeglarstwie polskim. Mechanizmy są znane, wystarczą
chęci,
> determinacja i trochę poprawności politycznej.
Oj tak... poprawność polityczna.. to akurat PZŻ opanował do perfekcji w
czasach które były... czasy mineły a przyzwyczajenia pozostały:-(((
Pozdrowienia Jurek Makieła
> To, czego nie cenię, to uproszczone widzenie świata. Podam przykład
z morza.
>
> Istnieją organizacje dbające o bezpieczeństwo życia na morzu, są
systemy
> alarmowania i naprowadzania na miejsce wypadku, ktoś(?) finansuje
systemy
> satelitarne nawigacyjne, pogodowe i alarmowe, światła nawig.,
nadzoruje tory
> wodne, istnieją wydawnictwa hydrograficzne, szkolenia itd (wymieniam
niektóre
> elementy dla kolegów pływających po jeziorach, którym morze wydaje
się "puste",
> co było też niegdyś moim mniemaniem). Mimo skomplikowanej
profilaktyki w
> oswajaniu żywiołu, tonaż statków zmniejsza się co roku o 0,5 %.
>
> Jaki wniosek ma wyciągnąć bezkrytyczny zwolennik "żeglarstwa
swobodnego". Ci,
> co na dnie mieli patenty ... i też im nie pomogły ... są zbędne. I
dalej.
> Przecież nie ma zbyt wielu kolizji czy wypadków ... całą wymienioną
> profilaktykę trzeba zlikwidować.
Oooo , a gdzie wiedziales - w dotychczasowej dyskusji - postulat
likwidacji tej profilaktyki ?
W ktorym miejscu ktos napisal, ze trzeba zlikwidowac/ograniczyc "
.....organizacje dbające o bezpieczeństwo życia na morzu, są systemy
alarmowania i naprowadzania na miejsce wypadku, ktoś(?) finansuje
systemy satelitarne nawigacyjne, pogodowe i alarmowe, światła nawig.,
nadzoruje tory wodne, istnieją wydawnictwa hydrograficzne, szkolenia
itd "
Bardzo uwaznie sledze - wszystkie - wypowiedzi i nic takiego nie
widzialem.
To Ty akurat postawiles znak rownosci (w domysle): malo jest wypadkow
jachtow , to mozna to zlikwidowac. Nikt inny. Natomiast ja spokojnie
wyciągne inny wniosek: jest malo, bo jest profilaktyka i są procedury
(ostrzegania , odbierania prognoz, obserwacji itd. , duzo ich) .
> Swego czasu w Niemczech protestujący przeciwko elektrowniom atomowym
nieśli
> plakaty: nie chcemy energii atomowej, my mamy prąd z gniazdek.
>
>
> Taki dobór argumentów nie pomaga nowemu przecież u nas pomysłowi
"żeglarstwa
> swobodnego", a z całą pewnością mu szkodzi.
>
> Podobnie jest ze skandaliczną formą. Zamiast cierpliwie tłumaczyć
nowy pomysł,
> zwiększając grono zwolenników, z upodobaniem budowany jest konflikt.
Być może
> bojowy zapał przydatny na akwenie regatowym nie jest najlepszym
sposobem w
> polityce. Rośnie liczba przeciwników formy,(np. irytującego
zapychania
> skrzynek), a wtórnie i samej ideii.
Ooo , jako autor pomyslu wysylania petycji chętnie sie w tym miejscu
odniose.
Mamy (podobno) demokracje. Wysylanie petycji jest jedną z podstawowych
metod informowania parlamentarzystow o wlasnych poglądach. i jedynie
to bylo celem - zadne tam zlosliwe zapychanie komus skrzynki (Celowo,
to robi sie to znacznie szybciej i skuteczniej) .
Strasznie mi przykro, ze niektore skrzynki sie pozapychały ... , malo
sie nie poplakalem ... (z politowania i radosci), bo tego nie
przewidzialem.
Z politowania, ze co jak co, ale taka instytucja jak sejm ma tak
nieprzygotowane serwery,
Z radosci, ze jest tylu aż tyle osob, ktore popierają liberalizacje.
>
> Najbardziej jednak nierozsądne jest odcinanie się od własnych
korzeni, czyli
> PZŻ. Powtarzam się, ale jest to nasze wspólne dobro. Nasuwa mi się
analogia do
> ojca i syna. Trzeba szanować staruszka, brać na siebie jego
obowiązki i
> zmieniać z duchem czasu. A nie zaraz postulować likwidację i do
piachu.
> Niezależnie czy beton, interesy czy inne racje zastępcze.
> Boli zwłaszcza w kontekście trenara, co to już 30 lat, a nie wziął
się znikąd,
> tylko z PZŻ.
Nikt na serio , oprocz tekstow zartobliwych sygnaturek, nie postuluje
likwidacji PZŻ - ktos naprawde powinien promowac zeglarstwo i zajmowac
sie jego odmianą sportową lub pomagać w organizacji spektkularnych
rejsów (ciekawe , ile pomocy od PZŻ dostali K. Jabłoński, R. Paszke
czy K. Baranowski ... nie wiem, natomiast wiem, ze żaden z nich sie
nie zająknął w tym temacie i nie widzialem żadnych podziękowań dla
PZŻ - może przeoczyłem)
> Dlaczego nierozsądne? PZŻ jest najlepiej umocowanym prawnie
narzędziem
> wszelkich zmian w żeglarstwie polskim. Mechanizmy są znane,
wystarczą chęci,
> determinacja i trochę poprawności politycznej.
> Jest to zarazem najkrótsza i najbardziej honorowa droga, bo
frontowymi drzwiami.
>
Rozumiem, postulujesz tak zwane zmiany od wewnątrz ?
No coż , wszyscy, ktorzy się zaangażowali "po tej stronie" nie widzi
na to najmniejszych szans.
Ale też nikt nie jest nieomylny - jedno nie wyklucza drugiego.
Zrozumialem, ze też jestes z zmianami, tylko widzisz inną ścieżkę ...
, życzę sukcesów i powodzenia.
BTW , dlaczegoż to proba poprawek nowelizacji ustawy jest niehonorowa
i od tyłu ?
> POZDRAWIAM Z WARSZAWY n.Zalewem Zegrzyńskim.
No i proszę, cóż za konfuzja ;-(( W Warszawie mieszkam już blisko 40 lat, a
od lat mniej więcej dwóch to już byłem na 100% pewien, że leży ona nad
Wisłą...
To czym w takim razie było to po czym najczęściej pływałem???
Czas chyba się leczyć... :->
Tomek Janiszewski
--
"Wisla ma dzis tyle wspólnego z jachtingiem, co fabula Rejsu ze swoboda
zeglowania :-). Wyjatek stanowi swobodny splaw wzdluz lewego brzegu
niebieskich motorówek (yachting milicyjny?)."
Rudek 2002-09-18
ale to dotyczy floty handlowej/zawodowej. Przykłady innych krajów(Szwecja,
Norwegia, Wlk.Brytania, Niemcy, Dania, Holandia itd) dowodzą, że tak
restrykcyjny system patentowo- rejestracyjny nie jest potrzebny. Doatyczy to
równiez sfery ubezpieczeń.Z tych samych powodów. ponieważ
szkodowosc/wypadkowośc w zeglarstwie jest pomijalnie mała nie ma konieczności
tworzenia schematu obowiązkowych ubezpieczeń/patentów/rejestrów.
>
> Jaki wniosek ma wyciągnąć bezkrytyczny zwolennik "żeglarstwa swobodnego".
Ci,
> co na dnie mieli patenty ... i też im nie pomogły ... są zbędne. I dalej.
> Przecież nie ma zbyt wielu kolizji czy wypadków ... całą wymienioną
> profilaktykę trzeba zlikwidować.
nie... w przypadku jachtów sprowadzić je do rozsądnego minimum biorąc
przykład z tak żeglarsko rozwiniętych krajów jak Szwecja, czy Wlk.Brytania. A
statki niech spełniają knwencyjne wymagania. Nie wiem czy pamiętasz, ze
nigdzie na swiecie jachty nie podlegaja np. SOLAS
>
> Swego czasu w Niemczech protestujący przeciwko elektrowniom atomowym nieśli
> plakaty: nie chcemy energii atomowej, my mamy prąd z gniazdek.
>
> (Nie piszę o śródlądziu, bo tu zmiany są już od dawna pilne, a
idea "żeglarstwa
>
> swobodnego" na czasie, choć mechanizmy argumentacji "zwolenników" równie
> pokrętne)
nie bardzo wiem o które ci chodzi. Argumentacja jest prosta. Jestem
pełnoletni, mam jacht, chcę pływać...cos se zrobie, moja sprawa. Ani twoja ,
ani PZŻtu, ani państwa...tylko i wyłącznie moja.
To sie nazywa wolność, szczególnie, że w działaniach PZZ widać tylko i
wyłączie starania by mnie jak najbardziej obedrezeć z kasy. Nic innego się
nie liczy.
>
> Taki dobór argumentów nie pomaga nowemu przecież u nas
pomysłowi "żeglarstwa
> swobodnego", a z całą pewnością mu szkodzi.
>
> Podobnie jest ze skandaliczną formą. Zamiast cierpliwie tłumaczyć nowy
pomysł,
> zwiększając grono zwolenników, z upodobaniem budowany jest konflikt. Być
może
> bojowy zapał przydatny na akwenie regatowym nie jest najlepszym sposobem w
> polityce. Rośnie liczba przeciwników formy,(np. irytującego zapychania
> skrzynek), a wtórnie i samej ideii.
moim zdaniem rosnie liczba zwolenników działań mających na celu wykopanie PZŻ
z roli monopolistycznego dyktatora i haraczownika.
>
> Najbardziej jednak nierozsądne jest odcinanie się od własnych korzeni,
czyli
> PZŻ. Powtarzam się, ale jest to nasze wspólne dobro. Nasuwa mi się analogia
do
> ojca i syna. Trzeba szanować staruszka, brać na siebie jego obowiązki i
> zmieniać z duchem czasu. A nie zaraz postulować likwidację i do piachu.
> Niezależnie czy beton, interesy czy inne racje zastępcze.
> Boli zwłaszcza w kontekście trenara, co to już 30 lat, a nie wziął się
znikąd,
> tylko z PZŻ.
>
> Dlaczego nierozsądne? PZŻ jest najlepiej umocowanym prawnie narzędziem
> wszelkich zmian w żeglarstwie polskim. Mechanizmy są znane, wystarczą
chęci,
> determinacja i trochę poprawności politycznej.
> Jest to zarazem najkrótsza i najbardziej honorowa droga, bo frontowymi
drzwiami
Eeeeee..... poprawnośc polirtayczna typu zakaz szopek czy jasełek
bozonarodzeniowych??? to ja dziekuje.
PZŻ nie jest moimi korzeniami, tylko terrorysta z którym zmusił mnie w pewnym
okresie do wydania masy pieniędzy, bo chciałem sobie pozeglowac troszkę. Moze
od PZPR tez sie nie odcinajmy , bo to korzenie..no przynajmniej polskiej
lewicy:-)))
PZŻ z mojego punktu widzenie nie tylko nie reprezentuję sobą NICZEGO dobrego,
pozytywnego dla żeglarstwa, to jeszcze , w imie ratowania
interesików/biznesików dąży do poderżnięcia gardła żeglarstwu, a przynajmniej
tej jego częsci, która nie chce płacić bezpodstawnego haraczu na rzecz panów
pzżdziałaczy.
Maciek 'skipbulba" Kotas
> Osobiście, gdybym miał swój jacht, dobrowolnie ubezpieczyłbym się od następstw
> swoich czynów, wolałbym też, by druga strona ew. kolizji też była ubezpieczona,
> najlepiej w sprawnym i wypłacalnym TU.
Postepowanie bardzo rozsadne lecz warto rozwazyc co sie stanie gdy
zaistnieje szkoda. Fakt oplacenia polisy zwalnia od poniesienia kosztow
(przez ubezpieczonego) ale nie zawsze i nie wszedzie. Za uratowanie
zycia osoba uratowana placi na przyklad w Hiszpani. Podobnie w Norwegii
(Janusz Drozd mogl wystawic rachunek uratowanemu). Natomiast we Francji,
Belgii, Holandli, Niemczech, Wielkiej Brytani oraz panstwach
skandynawskich koszty ponosi podatnik. W wymienionych panstwach sa rozne
przepisy lecz sprowadzaja sie do tego samego. W Kanadzie, Wielkiej
Brytanii oraz Holandii panstwo placi wynagrodzenie za kazdego uratowanego.
Ubezpieczeni najczesciej nie zdaja sobie sprawy z kosztow ratownictwa
(KR) i malo kto je bierze pod uwage dopoki cos sie nie stanie. Kto ma
placic za ratowanie zycia i czy aby na pewno pokryje je TU. Gdy szkoda
wydarzy sie na wodach wewnetrznych lub przybrzeznych na ogol KR nie sa
wysokie i mieszcza sie w przewidywanym budzecie powolanych do tego
sluzb. Prywatne sluzby zadaja wynagrodzenia. Gdy akcja ratownicza odbywa
sie na morzu KR moga byc bardzo wysokie i niekonieczne armatorzy lub ich
TU chca je ponosic.
Charakterystycznym przykladem moze byc akcja ratownicza 250 Mm od
poludniowego wybrzeza USA, w grudniu 1995 roku. Tankowiec otrzymal
wezwanie od CG o tonacym jachcie. Uratowano 8 osob, po czym kontynuowano
zegluge do NYC. Po przybyciu na miejsce okazalo sie ze miejscowe
przepisy imigracyjne nie zezwalaja na przekazanie uratowanych na inny
statek - tankowiec nie planowal wplyniecia do portu lecz zamierzal
oproznic swoj ladunek w terminalu. Powstaly dodatkowe koszty wplyniecia
do portu, ktore wraz z kosztami poniesionym podczas akcji ratunkowej
oraz utrzymania rozbitkow wyniosly 68 tysiecy US$.
Armator probowal uzyskac zwrot KR od firmy w ktorej byl ubezpieczony.
Sprawe skomplikowal brak ubezpieczenia jachtu. Zazwyczaj w takich
przypadkach pokrywa sie koszty ze sprzedanego mienia, lecz jacht
zatonal. Nie chodzilo o wynagrodzenie za ratowanie lecz tylko zwrot
dodatkowych KR. Kto ma ponosic te koszty. Wszak prawo wyraza sie jasno
gdy chodzi o ratowanie zycia lecz pomija fakt kosztow, co stwarza dosc
skomplikowane problemy dla prawnikow ktorych wyjasnienie znacznie
przekracza mozliwosci "newsowe".
Koszty akcji ratowania samotnej zeglarki gdzies miedzy Afryka a
Australia (w 1995 roku) wyniosly okolo pol miliona US$. Australijska
Marynarka Wojenna uznala ze akcja ratownicza miescila sie w ramach
cwiczen wobec czego nie wystawiono rachunku organizatorom regat. Opina
publiczna nie byla jednak zadowolna z takiego rozwiazania i wolalaby sie
zadowolic rozdawaniem medali.
PS.
Gdybys odroznial zeglowanie rekreacyjne od sportu pewnie nie
stwarzalabys konfliktow.
> Dodam życzliwy dystans dla tworzenia synonimu głupoty z żeglarzy
> warszawskich, czego symbolem staje się na grupie Zalew Zegrzyński.
ROTFL!!!!!
Aiki, Wojtek Kasprzak, Myszek, Kiełek, i pewnie jeszcze paru Grupowiczów! Od
dziś w oczach tego pana tworzy się z nas synonim głupoty na Grupie!!! Radwan
zaś niechże sobie wybije z głowy wszelkie omegowe regaty na Zegrzu, bo nie
dość że jakiś bosman wytnie mu nożyczkami 3 mkw z grota, to na dodatek sam
dołączy do w/w grona!!!
Pozdrawiam w świątecznym aczkolwiek groteskowym nastroju
Tomek Janiszewski
> Osobiście, gdybym miał swój jacht, dobrowolnie ubezpieczyłbym się od następstw
> swoich czynów, wolałbym też, by druga strona ew. kolizji też była ubezpieczona,
> najlepiej w sprawnym i wypłacalnym TU.
Jest jeszcze jeden wazny aspekt o ktorym wspomnialem lecz wyrzucilem
zeby nie dac pretekstu do niezbyt grzecznych insynuacji o ksenofobii czy
rozwazaniom o zasciankowych kompleksach. Ale napisze, co mi tam ...
Polskie TU czasami szukaja wszelkich formalnych uchybien aby nie
wyplacic odszkodowania. Placisz najwyzsza stawke i wydaje sie ze TU
pokryje szkody lecz sie mylisz. Wlasnie jeden z polskich armatorow ma
taki klopot i wiele wskazuje na to ze cena za drobna szkode bedzie
utrata jachtu. Tak byc nie powinno bowiem zaplacil polise i wydawalo sie
ze wszystko w porzadku dopoki przypadkowo nie uszkodzil innego jachtu.
Nie bede podawal szczegolow bo nie zostalem do tego upowazniony i sprawa
sie jeszcze nie zakonczyla. Szkoda nie byla znaczna lecz byla i nie bylo
watpliwosci kto kogo najechal. Policja sporzadzila protokol. Kapitan
uszkodzonego jachtu nie wygladal na specjalnie zmartwionego wiec
wydawalo sie ze wystarczy tylko wpis do dziennika oraz fotografie.
TU uszkodzonego jachtu zaplacilo za naprawe i teraz zada zwrotu
naleznosci do Warty. Warta z kolei zada naleznosci od armatora tlumaczac
niezgloszeniem szkody. Fakt. Niedoswiadczony kapitan nie zadzwonil od
razu do Warty (lub jej zagranicznego przedstawiciela) uwazajac ze nic
powaznego sie nie wydarzylo. Nie poinformowal tez Warty po powrocie.
W przypadku tej szkody obowiazuja miejscowe przepisy ktore jednoznacznie
okreslaja winnego. Z kolei winny szuka mozliwosci obrony przez odwolanie
sie do polskich przepisow, ktore gdyby mocno naciagac, ewentualnie
moglyby podzielic odpowiedzialnosc miedzy strony. Jednak nikt nie bedzie
rozpatrywal kolizji wedlug polskiego prawa gdy zdarzenia mialo miejsce w
szwedzkim porcie.
Solidne TU nie powinny tak postepowac. Mlody kapitan nie musial wiedziec
o konsekwencjach nieznacznego uszkodzenia i nie musi wiedziec ze trzeba
zglaszac nawet drobna kolizje. Tak wlasnie jest po mojej stronie
Baltyku. Omawialem ten incydent z przedstawicielami kilku tubylczych TU,
ktorzy nie widzieli mozliwosci uchylenia sie od zaplacenia kosztow
naprawy, niezaleznie od faktu niezgloszenia. Polska Warta uwaza ze
armator nie zglosil wiec ma pokryc szkode, ktora nie wygladala na
powazna (lecz koszty naprawy okazaly sie powazne). Nie wiem za co
wlasciwie Warta bierze pieniadze. Szukalem na ich stronach szczegolowych
warunkow ubezpieczenia lecz nie znalazlem nic o wymaganiu zglaszanie
kazdej bagateli, bo omawiana szkoda pozornie tak wygladala.
> Napisz mu wprost, ze nie ma racji bo jest z zalewu zegrzyńskiego k.
Warszawy nieszczęśliwy człowieku. Na emigracji w otwartym społeczeństwie
nabawiłeś się ksenofobii, która przyćmiewa Ci jasność spojrzenia. A może to
tylko demencja...
> POZDRAWIAM - w Szwecji masz niezłą pomoc społeczną, lekarską i
> rehabilitację -także psychologiczną - skorzystaj.
> Rudek
>
>
Rudek, jakby mknęło twojej uwadze, że impertynencję od grubiaństwa (by nie
użyć mocniejszego słowa) dzieli tylko i aż cienka czerwona linia....
Znalazłeś sie bardzo blisko niej.
Przeczytaj jeszcze raz swój post i sam sobie odpowiedz, czy po odpowiedniej
stronie.....
pozdrawiam
(zdegustowany) AKI
Podobnie działaja rowniez inni ubezpieczyciele w Polsce. Radze wziąc dobrego
adwokata, specjaliste od ubezpieczeń morskich. Ogolne warunki ubezpieczenia,
są dla normalnego człowieka zupełnie niestrawne, zreszta specjalnie sa tak
napisane.
pozdrawiam
Krystian Listewnik
PEZETDEER-Rudek
Użytkownik "Andrzej Kapłan" <aik...@gazeta.SKASUJ-TO.pl> napisał w
wiadomości news:cqh5o5$ld1$1...@inews.gazeta.pl...
Niestety na konkretne pytania to Grzegorz widze ze nie chcial odpowiedziec,
a sam tez
bylem ciekaw.
To ze zbaczaniem z tematu widocznie bylo trafione w 10-tke.
Pozdrawiam,
Miroslav