A ja tak którejś nocy myślałem i kombinowałem, jaką łódkę bym wybrał
na tygodniowy rejs po jeziorach w pojedynkę .
O czymś takim myślę juz od jakichś 2 lat, tak po prostu dla siebie, do
sprawdzenia czy bym nie wymiękł i jakby to było. No i chyba dlatego , że tak
jeszcze nie pływałem ;)
Realia życiowe chyba mi i tak tego nie umożliwią w najbliższym czasie , ale
temat cały czas po głowie się krząta i spokoju nie daje.
No, ale do rzeczy.
W następujący sposób kombinowałem
Poszedłem dwoma drogami :
albo wybieram łódkę bardzo niedużą, odkrytopokładową, lekką ( coś jak stare
konstrukcje typu Myszka, BM, Słonka ), jesli uda się taką gdzies jeszcze
znaleźć ;)
- Przed wszystkim jestem w stanie przy średnich wiatrach taki jachcik
wybalastować, czy poradzić sobie z nim przy zarefowanym grocie.
- Przy silniejszych wiatrach / ogólnie złej pogodzie po prostu siedze w
namiocie na brzegu i popijam napoje.
- jest na tyle lekka , że mogę ją na noc wyciągnąć na brzeg.
- dam rady położyć maszt w razie potrzeby bez specjalnych patentów( bramki,
talie , itp)
- wystarczy do takiej łodeczki mały silnik 2 km , by przepchnąc się przez
kanały, czy dotrzeć do brzegu jak nie wieje.
- co prawda daje znacznie mniejszy komfort turystyczny ( przechowywanie
rzeczy w workach ) , noclegi w namiocie na brzegu,
albo (drugi wariant) to jacht kabinowy, większy. I tu kierowałem sie nast
kryteriami:
- przede wszystkim powinien być to jacht balastowy .
- mieczowego jachtu przy silniejszych szkwałach nie dałbym rady
wybalastować, a luzowanie grota, to często za mało.
- odpada temat podnoszenia / opuszczania miecza - gdzie zwykle potrzebna
jest dodatkowa para rąk.
- daje większe poczucie bezpieczeństwa przy średnich wiatrach. Zakładam, że
przy silniejszych ( jesli tego nie wymaga sytuacja) nie płynę - w pojedynkę
moge i na takiej łodce nie podołać przyrodzie.
- wielkość jachtu do 6 m.
- osprzęt bym maksymalnie uprościł
- silnik 4 KM do manewrowania
W tym wariancie do głowy przychodziły mi nast. konstrukcje - stary poczciwy
Rambler, stary poczciwy Miś, i stara poczciwa Giga ;)))
Z tym że Giga mi sie najbardziej podoba jesli chodzi o linie kadłuba ;)))
Jakoś od razu odrzuciłem wszystkie nowoczesne mieczowe konstrukcje -
Sasanki, Sportiny , Tanga, a nawet Bezy, czy Oriony. Wiem że Tomek
Janiszewski daje sobie dzielnie radę nawet na Wiśle, i jego opisy i wrażenia
znam doskonale , ale jakoś nie mam przekonania ;))
Co Wy na to ?
A może ktoś z Grupowiczów ma doświadczenia z takiego pływania i mógłby się
podzielić wrażeniami z konkretnej łodki ?
Jakie widzicie zalety / wady takiej czy innej łódki ?
Pytam o śródlądzie , gdyż jest to bardziej realne , a z Łukaszem Szotem już
kiedyś o morskim samotnym pływaniu gadałem;)))
pozdrawiam
Andrzej Minkiewicz ( Pinokio)
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
jakieś trzy lata temu wyczarterowałem oceana 760, miałem nim pływać ze
znajomymi, znajomi nawalili i się szwędałem tydzień po Jezioraku, jak
jakiś Teliga. Było super :D. Jeśli zdecydujesz sie na jacht kabinowy, to
sprawny silnik wydaje sie nieodzowny, ja miałem.
Pozdrawiam
--
Dusha
Grzegorz
PS. Jeśli kiedyś będę miał okazję to chciałbym popłynąć samemu na
trenerze lub DZ-cie.
> PS. Jeśli kiedyś będę miał okazję to chciałbym popłynąć samemu na
> trenerze lub DZ-cie.
o o i biegać między masztami jak K.Costner w "Wodnym Świecie" :), też
mi takie coś chodziło po głowie, a nawet parę razy było blisko (leniwa
i ospała załoga ;)
--
Uzdrawiam
Paweł Suwiński
"470tką turystycznie HOWTO" (Mazury/Wisła) - dołącz do nas!
http://www.dracono.webpark.pl/470tka_turystycznie.html
> No, ale do rzeczy.
> W następujący sposób kombinowałem
>
> Poszedłem dwoma drogami :
>
> albo wybieram łódkę bardzo niedużą, odkrytopokładową, lekką ( coś
> jak stare konstrukcje typu Myszka, BM, Słonka ), jesli uda się taką
> gdzies jeszcze znaleźć ;)
Tutaj radził bym uważać by się nie zapędzić w kozi róg ;). Często jest
tak, że wbrew pozorom lekką mieczówką dla 2 osób (np. 470tkę) jest
trudniej w pojedynkę samemu żeglować niż dużym jachtem kabinowym. Mimo
iż szoty foka się knaguje, to załogant i tak zazwyczaj ma na takiej
łódce masę roboty, a sternik nawet na chwilę nie może puścić steru i
grota.
Do rozważenia bym do powyższej listy dorzucił fina i generalnie szukał
jakieś podobnej konstrukcji pośród ketów...
> - Przed wszystkim jestem w stanie przy średnich wiatrach taki
> jachcik wybalastować, czy poradzić sobie z nim przy zarefowanym
> grocie.
Większość z lekkich mieczówek nie ma możliwości refowania grota...
> - jest na tyle lekka , że mogę ją na noc wyciągnąć na brzeg.
I to jest wielka zaleta lekkich mieczówek. To daje dużą swobodę... i
dotyczy to nie tylko wyciągania na brzeg.
> - dam rady położyć maszt w razie potrzeby bez specjalnych patentów(
> bramki, talie , itp)
Np. na 470tce nie dasz rady w pojedynkę. Masztu nie da się położyć na
zawiasie bo przeszkadza skrzynka mieczowa. Trzeba go odkręcić i przed
położeniem dźwignąć do góry. To dosyć karkołomny manewr nawet w dwie
osoby.
> - wystarczy do takiej łodeczki mały silnik 2 km , by przepchnąc się przez
> kanały, czy dotrzeć do brzegu jak nie wieje.
Można też przywiązać rumpel do kolana i pagajować za pomocą większego
wiosła (np. takiego od kanu). Jak nie jest pod wiatr to idzie całkiem
dobrze.
> - co prawda daje znacznie mniejszy komfort turystyczny (
> przechowywanie rzeczy w workach ) , noclegi w namiocie na brzegu,
Nie jest to wcale takie uciążliwe. Zobacz do czego my doszliśmy - link
w sygnaturce :).
> albo (drugi wariant) to jacht kabinowy, większy. I tu kierowałem sie nast
> kryteriami:
> - przede wszystkim powinien być to jacht balastowy .
> (...)
> - silnik 4 KM do manewrowania
^^^^^^^^^^^
To moim zdaniem podstawa przy drugim wariancie. Co byś nie wybrał...
> Jakoś od razu odrzuciłem wszystkie nowoczesne mieczowe konstrukcje -
> Sasanki, Sportiny , Tanga, a nawet Bezy, czy Oriony. Wiem że Tomek
> Janiszewski daje sobie dzielnie radę nawet na Wiśle, i jego opisy i
> wrażenia
> znam doskonale , ale jakoś nie mam przekonania ;))
Nie wiem, ja pływałem w pojedynkę właśnie takimi - (przez ostatnich kilka
lat) i jakoś nie miałem najmniejszych problemów. Problemy zawsze pojawiały
mi się jak się ludzie pojawiali. A to ktoś coś złamał, a to niezrozumiał i
zamiast do przodu, pojechaliśmy do tyłu, a to się zdenerwował że nie może na
konkretną godzinę dostać się na brzeg. Może niekomunikatywny jestem.
Co do odrzucania w czambuł - to zastanów się jeszcze raz. Tradycja to dobra
rzecz ale odrzucanie wszystkiego co nowe "bo tak", albo bo się boje to
zakrawa na ciemnogród.
Te nowoczesne mieczowe konstrukcje z czegoś przecież wyewoluowały, pojawiły
się nowe technologie, cały ten postęp techniczny jest przecież po coś -
najczęściej żeby życie było łatwiejsze i wygodniejsze a nie na odwrót.
Oczywiście jest też cena jaką trzeba zapłacić. Coś się zyskuje i coś
jednocześnie traci.
Bardzo fikuśne są teraz udogodnienia do pływania w pojedynkę. Roler foka,
lazy jack, elektryczne windy masztowe, silnik wbudowany z rozrusznikiem.
(ogólnie silnik to fajne udogodnienie)
Tego nie znajdziesz na małych starych łódkach. Tam się trzeba dużo bardziej
napracować i naganiać.
Lubie tradycyjne łódki. Nawet bardzo. Pimpuś nad którym teraz pracuje tez
jest tradycyjny (chociaż tradycja to niepolska) I tez moze być do pływania w
pojedynkę (chociaż waży z 1.2 tony, ma 2 maszty i bardzo dużo linek do
pociągania - to nie przeszkadza) Nasze tradycyjne łódki to bardzo uboga
oferta. I niezbyt wygodna.
W zeszłym roku pojechałem odwiedzić na obozie harcerskim moje córki. Były
nad Wdzydzami. Obiecałem, że przypłynę od strony wody. Ale o łódkę było
trudno - jakoś późno się zorientowałem. Załatwiłem malutką MicroPolo - dało
się żyć, potem się zwolnił Lupus na kilka dni - fajna łódka zatokowa -
niezbyt ładna ale podobało mi się że dach kabiny podnoszony ma, potem
Pegaz737 a potem TES 678. Wszystkimi pływałem sam i nie było wielkich
problemów, mimo że niektóre miały niesprawne kabestany, czy knagi
samozaciskowe do szotów (zawsze mam swoje sznurki różne).
Najlepiej pływało się TESem - bo był przystosowany do pływania w pojedynkę.
Przy innych trzeba się było nabiegać.
myślę, że problem jest bardziej natury mentalnej (żeby się przemóc) niż
technicznej.
a jacht - no cóż, zależy od tego ile kto ma lat i ile może wydać pieniędzy.
Niby stary nie jestem a zrobiłem się wygodnicki - wole mieszkać w porządnym
hotelu niż w namiocie, nie lubie jechac samochodem 2 doby non stop - robie
sobie przerwy na zwiedzanie - a jak mam jachtem pływac to chciałbym się
wyspać bez kapania na głowę. I nie lubie wylewać ręcznie wody z zęzy.
paweł pawlicki
> A ja tak którejś nocy myślałem i kombinowałem, jaką łódkę bym wybrał
> na tygodniowy rejs po jeziorach w pojedynkę .
A jednak nie "strzymałem"... :-P
> O czymś takim myślę juz od jakichś 2 lat, tak po prostu dla siebie, do
> sprawdzenia czy bym nie wymiękł i jakby to było.
Trza być tfardym, nie mnientkim!
> No i chyba dlatego , że tak jeszcze nie pływałem ;)
Ja bynajmiej w 1992 tego nie planowałem, cóż kiedy pewna sympatyczna jak się
wydawało osoba okazała się "poważna inaczej" :-( w wyniku czego zostałem w
Mikołajkach sam na sam z zaklepanym już Orionem.
> albo wybieram łódkę bardzo niedużą, odkrytopokładową, lekką ( coś jak stare
> konstrukcje typu Myszka, BM, Słonka ), jesli uda się taką gdzieś jeszcze
> znaleźć ;)
Swego czasu podobał mi się Cadet. Potem przesiadłem się na Oriona.
> - Przy silniejszych wiatrach / ogólnie złej pogodzie po prostu siedze w
> namiocie na brzegu i popijam napoje.
A pomyślałeś o tym kto Ci tego namiotu przypilnuje, gdy będziesz musiał
oddalić się choćby po zakupy?
> - dam rady położyć maszt w razie potrzeby bez specjalnych patentów( bramki,
> talie , itp)
Do pierwszego składania masztu poprosiłem o pomoc. Potem robiłem to samemu,
co nie znaczy że nie uczę się tego nadal. W ub. roku przekonałem się że o
wiele prościej to się robi stawiając maszt z opartego o kabinę krzyżaka
zamiast z samej kabiny. I przed złożeniem masztu można oprzeć krzyżak o
kabinę co ułatwi składanie masztu w końcowej fazie, gdy talia (wzięta od
grota) przestaje już pracować.
> - wystarczy do takiej łodeczki mały silnik 2 km , by przepchnąc się przez
> kanały, czy dotrzeć do brzegu jak nie wieje.
Ale i tak szczególnie do samotnego pływania odradzam silniki pozbawione
sprzęgła (a większośc silników 2KM ma niestety śrubę "na sztywno").
Przetestowane na "Salucie" - makabra. Zanim wypchnąłem dziób z krzaków na
Pisie, miałem już rufę w krzakach i ścięty kołek. I odwrotnie, zanim zdążyłem
zapalić rzęcha po zepchnęciu dziobu na wodę, siedziałem dziobem na brzegu już
z powrotem.
Wyjątkiem wsród silników 2KM była do niedawna Honda BF2, która występuje w
wersji ze sprzęgłem i to odśrodkowym, załączającym napęd automatycznie po
dodaniu gazu. Wolę coś takiego niż silnik nawet z biegiem wstecznym, ale z
osobną wajchą załączania biegów.
> - co prawda daje znacznie mniejszy komfort turystyczny ( przechowywanie
> rzeczy w workach ) , noclegi w namiocie na brzegu,
Pamiętaj też o tym że te ćwierć wieku temu, gdy standartem byla "Omega" i
spanie w namiotach, pola biwakowe były bezpłatne. Dziś taka forma turystyki
okazuje się jedną z kosztowniejszych.
>
> albo (drugi wariant) to jacht kabinowy, większy. I tu kierowałem sie nast
> kryteriami:
> - przede wszystkim powinien być to jacht balastowy .
> - mieczowego jachtu przy silniejszych szkwałach nie dałbym rady
> wybalastować,
A zastanawiałeś się nad tym, czy dasz radę samemu zepchnąć jacht balastowy z
mielizny?
> a luzowanie grota, to często za mało.
Potrzebne są więc kabestany i knagi rowkowe lub szczękowe do foka. Jest dosyć
czasu na jego zluzowanie zanim jacht wywróci się w szkwale.
> - odpada temat podnoszenia / opuszczania miecza - gdzie zwykle potrzebna
> jest dodatkowa para rąk.
Problem całkowicie rozwiązuje samohamowna winda jaką mam na Orionie.
Obsługuje się korbę tylko jedną ręką, można ją bezpiecznie puścić w dowolnej
chwili, a odległość od miecza jest na tyle niewielka że nie trzeba wypuszczać
rumpla. Zresztą nawet i na poprzednich Orionach, gdzie była winda z zapadką
do odblokowania której trzeba było się posłużyć drugą ręką nie wyglądało to
tragicznie: po krótkotrwałym wypuszczeniu steru jacht zachowywał się w miarę
stabilnie.
> - daje większe poczucie bezpieczeństwa przy średnich wiatrach. Zakładam,
> że przy silniejszych ( jesli tego nie wymaga sytuacja) nie płynę - w
> pojedynkę moge i na takiej łodce nie podołać przyrodzie.
Cóż, trafiały się rózne warunki. I szkwał na Zegrzu taki że nawet bez grota
położylo tak że musiałem odpaśc do baksztagu, i dramatyczny zwrot (półosemką
rufową bo bez grota sztag przy takim wietrze i fali pewnie by nie wyszedł) w
pobliżu znajdującego się po zawietrznej brzegu gdzie były podwodne kamienie,
i zrzucanie grota na wodzie w obliczu nadciągającej burzy, i nawet urwanie
partacko zespawanego jarzma steru, (też w warunkach na tyle trudnych że
płynąłem na samym foku), zakończone wejściem do portu na samym silniku... A
jednak leżałem jak dotąd tylko raz, w roku 1980, nie, nie na Orionie lecz na
Omedze, pod "opieką" sterniczki i pożal się Boże, instruktorki której do
głowy nawet nie przyszło że w fordewindzie na Śniardwach w okolicach Kwiku
przy wietrze 4-5B od strony Mikołajek całkiem rozsądne byłoby zrzucenie
grota, zamiast jazda na pełnych żaglach z paniką w oczach po niekontrolowanej
rufie w jej wykonaniu.
> - wielkość jachtu do 6 m.
Temu kryterium Orion odpowiada :-)
> - osprzęt bym maksymalnie uprościł
W sensie Myszka (np. żagiel z plandeki)? ;-) A ja wprost przeciwnie,
zastanowił się czy nie okazałby się przydatny jakiś obciągacz bomu na ten
przykład...
> - silnik 4 KM do manewrowania
Mnie w zupełności wystarczają 2 konie. Ale nie "łoszadzi" - na Salucie cięzko
byłoby dopłynąć na WJM.
> W tym wariancie do głowy przychodziły mi nast. konstrukcje - stary poczciwy
> Rambler, stary poczciwy Miś, i stara poczciwa Giga ;)))
> Z tym że Giga mi sie najbardziej podoba jesli chodzi o linie kadłuba ;)))
Tu zostawię miejsce na komentarz Cypisa!
>
> Jakoś od razu odrzuciłem wszystkie nowoczesne mieczowe konstrukcje -
> Sasanki, Sportiny , Tanga,
Być może ich wysoka wolna burta może sprawić kłopoty. Ale chyba i na takich
pływają samotnicy...
> a nawet Bezy, czy Oriony. Wiem że Tomek Janiszewski daje sobie dzielnie
> radę nawet na Wiśle, i jego opisy i wrażenia znam doskonale , ale jakoś nie
> mam przekonania ;))
To co mam zrobić? Kolejny "Żeglarski Czwartek w Warszawce" specjalnie dla
Ciebie urządzić, abyś się na własne ręce przekonał, że to wcale nie takie
trudne?
> A może ktoś z Grupowiczów ma doświadczenia z takiego pływania i mógłby się
> podzielić wrażeniami z konkretnej łodki ?
Co mogłem, uczyniłem.
> Jakie widzicie zalety / wady takiej czy innej łódki ?
Jeśli nie liczyć Cadeta (było to zresztą b. dawno, w 1981r), mogę jeszcze
dorzucić wrażenia z samotnego pływania Omegą. Zdecydowanie trudniej niż na
Orionie, tam nie tylko do miecza ale i do szotów foka trzeba było wstawać
pozostawiając ster, na co łódka reagowała dużo bardziej nerwowo.
Pozdrawiam
Tomek Janiszewski
> Do rozważenia bym do powyższej listy dorzucił fina i generalnie szukał
> jakieś podobnej konstrukcji pośród ketów...
Jak ma się to 100 kg, bo jak nie, to byle piąteczka zamuruje w krzakach :)
Jak się nie ma, to może OKeya?
--
***********Jacek Kijewski, ja...@sail-ho.pl z odwiecznym (since 1995) mottem: *
"Kazda dostatecznie rozwinieta technologia niczym
szczegolnym nie rozni sie od magii" Linux admin
Portal żeglarski: http://www.sail-ho.pl
************************************* Support Open Source: http://www.rwo.pl *
>Jak się nie ma, to może OKeya?
Same narowiste łódki.....
Hasip
PS. Patrzę przez okno na deszcz.... i myślę, że wolałbym do takiej turystyki
bez-2, kaczorka, niż większą omegę i namiot. MX kiedyś mi się szalenie
podobały :))
paweł pawlicki
Pozdrawiam Mirek.
>
>
>
>
> --
> Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
:)
Grzegorz
> Jeśli zdecydujesz sie na jacht kabinowy, to sprawny silnik wydaje sie
> nieodzowny, ja miałem.
Masz rację, wydaje się ;-P
Na pierwszym swoi rejsie mogłem mieć hmmm, silnik, ścislej mówiąc
nieśmiertelnego Wiertolota. Raczej sprawnego - osobiście zadźwigałem go i
przydźwigałem z serwisu w Mikołajch, po tym jak podczas przejmowania jachtu
komador klubu (!) zakomunikował mi że "jeden gar nie pali, ale dało radę tak
pływać". Ale i tak bałem się płynąć Orionem mającym 30kg żelastwa nad pawężą.
Zostawiłem zatem śmierdziela bez żalu w szopie gdzie jacht pozostawiany był
na zimę. Podobnie zrobiłem zreszta 2 lata później widząc kolorowe plamy na
wodzie emanujące ze spodziny. I wcale nie był mi potrzebny: do pomostów w tym
i do mikołajskiej "betonki" podchodziłem i podchodzę do dziś w pojedynkę na
żaglach (czasem tylko na foku jeśli wiatr nie wieje od brzegu). Z przejścia
kanałów musiałem niestety zrezygnować, co nie oznaczało że nie dałem rady
przepagajować niedługiego kanału Nidzkiego. Teraz pływam po Mazurach
oczywiście z silnikiem, ale i tak używam go jedynie w kanałach i śluzach. A
na wiślane rejsy, wlącznie z tym jak dotąd rekordowym, opisanym na stronie
grupowej i w "Smoku", silnika z domu nie zabieram! Wyjątkiem był wrześniowy
rejs w 2004, kiedy to w ostatniej chwili, czując korzystny wiatr zmieniłem w
ostatniej chwili decyzję, planowałem bowiem pierwotnie płynąć do Zegrza.
Pozdrawiam
Tomek Janiszewski
Kiedyś pływałem na Bez-2. Potem już wsiadłem na 470-kę i wokół rzeczonego
beza robiłem z dziką frajdą kółeczka.
(w Stężycy mieli...)
> jak myślę o tłuczeniu się po krzakach to mnie wcale fala entuzjazmu nie
> zalewa.
:))) pamiętam czasy szałasów i spania na pomoście :)))
wracając do merituma (taki komputerek) - to do samotnego pływania jako
żaglówka wygodniejsza jest mała kabinówka niż mała odkrytopokładowa jolka.
Samemu przygotowanie biwaku zajmuje trochę czasu i trzeba znaleźć miejsce, w
kabinówce wszystko jest już gotowe :))
Hasip
jak się przymruży to można patrzeć, nie jest to obserwacja astronomiczna ale
da się stwierdzić czy jest tzw. ładna pogoda.
paweł
ps.
maskę spawalniczą kupie w przyszłym tygodniu. taki jest plan.
wtedy się zobaczy.
>Kiedyś pływałem na Bez-2. Potem już wsiadłem na 470-kę i wokół rzeczonego
beza robiłem z dziką frajdą kółeczka.
Co nie oznacza, że do turystyki w sztuk - "sam" się nadaje bardziej.
Hasip
Jeśli żeglowanie bezem uznać za turystykę ;)
(nie mam nic do bezów)
> On Thu, 20 Apr 2006, Paweł Suwiński wrote:
>
>> Do rozważenia bym do powyższej listy dorzucił fina i generalnie
>> szukał jakieś podobnej konstrukcji pośród ketów...
>
> Jak ma się to 100 kg, bo jak nie, to byle piąteczka zamuruje w
> krzakach :)
Hehe, bo to właściwe miejsce przy takich warunkach i takiej łódce.
Wątpię by ktoś do turystyki kupił/wypożyczył nowego fina-żyletę.
Zazwyczaj będzie to wysłużony weteran... a na takim wcale bym się nie
porywał na "byle piąteczki" balastując tymi jackowymi :) 100kg bez
obawy o maszt czy resztę (podwięzia).
Poza tym zawsze można po prostu nie wypływać w trudniejszą pogodę. To
turystyka, nie ma musu.
> Jak się nie ma, to może OKeya?
też dobry
> PS. Patrzę przez okno na deszcz.... i myślę, że wolałbym do takiej
> turystyki bez-2, kaczorka
Też fajne... aczkolwiek porównanie z otwartymi łódkami może być dosyć
dyskusyjne. Na otwartych łódkach jest duży wygodny kokpit, w którym
się przyjemnie siedzi/żegluje. Natomiast na tych pierwszych kokpit
jest ciasny, a kabina też jak cię mogę... niewygodna i często
przecieka :). _Dla mnie_ na przykład większy komfort daje duży kokpit
na otwartej mieczówce i namiot na kempingu niż licha kabinka z ciasnym
kokpitem.
--
Michał Grodecki
Uwaga - w nagłówku adres antyspamowy
> Dnia czw, 20 kwi 2006 tako rzecze Jacek Kijewski:
>
>> On Thu, 20 Apr 2006, Paweł Suwiński wrote:
>>
>>> Do rozważenia bym do powyższej listy dorzucił fina i generalnie
>>> szukał jakieś podobnej konstrukcji pośród ketów...
>>
>> Jak ma się to 100 kg, bo jak nie, to byle piąteczka zamuruje w
>> krzakach :)
>
> Hehe, bo to właściwe miejsce przy takich warunkach i takiej łódce.
Fin powyżej czwórki dopiero zaczyna płynąć :) Można sobie za burtą
powisieć, włosy w wodzie zmoczyć...
> Wątpię by ktoś do turystyki kupił/wypożyczył nowego fina-żyletę.
> Zazwyczaj będzie to wysłużony weteran... a na takim wcale bym się nie
> porywał na "byle piąteczki" balastując tymi jackowymi :) 100kg bez
> obawy o maszt czy resztę (podwięzia).
Podwięzia na finie? Nie, żebym się czepiał, ale o co chodzi?
> A ja tak którejś nocy myślałem i kombinowałem, jaką łódkę bym wybrał
> na tygodniowy rejs po jeziorach w pojedynkę .
> O czymś takim myślę juz od jakichś 2 lat, tak po prostu dla siebie, do
> sprawdzenia czy bym nie wymiękł i jakby to było. No i chyba dlatego , że
tak
> jeszcze nie pływałem ;)
> No, ale do rzeczy.
> W następujący sposób kombinowałem
> albo (drugi wariant) to jacht kabinowy, większy. I tu kierowałem sie nast
> kryteriami:
> - przede wszystkim powinien być to jacht balastowy .
Odpada Ci połowa radości z dobijania do brzegu. Przesada.
> - mieczowego jachtu przy silniejszych szkwałach nie dałbym rady
> wybalastować, a luzowanie grota, to często za mało.
Jak jest za mało, to znaczy, że w knajpie powinieneś się znajdować, a nie na
wodzie ;)
Bardzo się przydaje umiejętność refowania. Do zeszłej jesieni wydawało mi
się, że potrafię - a taki jeden Pan poznany na tej grupie wyprowadził mnie z
błędu i pokazał, jak to się naprawdę robi, po czym łódek popłynął ślicznie
pod wiatr i fale, pod które teoretycznie nie miał szans. I się nie
przechylał zanadto :)
> - odpada temat podnoszenia / opuszczania miecza - gdzie zwykle potrzebna
> jest dodatkowa para rąk.
Nie jest potrzebna, jeśli masz fał w logicznym miejscu i rozsądne
przełożenie. To pierwsze jest ważne, bo spotkałem się z fałem miecza w
kabinie.
> - wielkość jachtu do 6 m.
W sumie każdym się da, kwestia tylko i wyłącznie przełamania się i opływania
daną łódką. Jak nie miałem wyjścia, to się nauczyłem, że na ponad
siedmiometrowym łódku ani druga osoba, ani żadne przyżądy do
położenia/postawienia masztu potrzebne nie są. Po prostu trzeba spróbować.
> - osprzęt bym maksymalnie uprościł
Bardziej niż na 6 metrowej, śródlądowej, turystycznej łódce? nie ma czego
upraszczać.
> Jakoś od razu odrzuciłem wszystkie nowoczesne mieczowe konstrukcje -
> Sasanki, Sportiny , Tanga, a nawet Bezy, czy Oriony.
Nie odrzucaj. To fajne łódki są.
> Co Wy na to ?
> A może ktoś z Grupowiczów ma doświadczenia z takiego pływania i mógłby się
> podzielić wrażeniami z konkretnej łodki ?
Mak 707 z dołem od 747. Rewelacyjnie się pływa, łódek daje sobie radę na
samym grocie i nie jest wściekle nawietrzny. 4 kunie wystarczają do manewrów
pomimo wolnej burty jak u tankowca. Szybkie, zwinne, bardzo fajne pływadło.
Fały sprowadzone do kokpitu ułatwiają samodzielną działalność. Konieieczny
jest jakiś "samoster" - ja sobię wiążę do knagi rufowej kawałek linki,
oplatam nią rumpel i dość mocno knaguję na drugiej knadze. Działa bez pudła,
można sobie nawet herbatę iść zrobić czasami :)
> Jakie widzicie zalety / wady takiej czy innej łódki ?
> Pytam o śródlądzie , gdyż jest to bardziej realne , a z Łukaszem Szotem
już
> kiedyś o morskim samotnym pływaniu gadałem;)))
Pozdrowienia - Maciek Raczkowski
>
> [ciach... bardzo ciekawe uwagi dotyczące silników ...]
>
>> przechowywanie rzeczy w workach ) , noclegi w namiocie na brzegu,
>
> Pamiętaj też o tym że te ćwierć wieku temu, gdy standartem byla
> "Omega" i spanie w namiotach, pola biwakowe były bezpłatne. Dziś
> taka forma turystyki okazuje się jedną z kosztowniejszych.
A nie... zależy z czym porównujesz. Jeżeli ze staniem na kotwicy przez
cały czas to i owszem.
Natomiast jeżeli z dobijaniem do portów i brzegów (pan 5zł, albo
raczej 7zł - inflacja :) to jest odwrotnie, np. za małe łódki
praktycznie nikt opłat nie bierze, są traktowane jak za kajaki.
Poza tym nie wspomnę już, że np. poza sezonem (czerwiec,wrzesień)
kempingów już nikt nie obsługuje, zaś na innych akwenach takich jak
np. Wisła, wybrzeże - rozstawienie namiotu jest free.
> (gdzięś mi cytat wcięło :)
Natomiast uwaga dotycząca przypilnowania rzeczy jest dosyć trafna.
To standardowa bolączka samotnej włóczęgi. Na mniejszych jachtach
kabinowych wcale nie jest lepiej. Problem sforsowania sufklapy wcale
nie większy niż zamka w namiocie.
>> Hehe, bo to właściwe miejsce przy takich warunkach i takiej łódce.
>
> Fin powyżej czwórki dopiero zaczyna płynąć :) Można sobie za burtą
> powisieć, włosy w wodzie zmoczyć...
Hehe, wiem o czym mowa... ale może to właśnie te 100kg powodują, że
dopiero od 4ki zaczyna płynąć ;)
>> Wątpię by ktoś do turystyki kupił/wypożyczył nowego fina-żyletę.
>> Zazwyczaj będzie to wysłużony weteran... a na takim wcale bym się nie
>> porywał na "byle piąteczki" balastując tymi jackowymi :) 100kg bez
>> obawy o maszt czy resztę (podwięzia).
>
> Podwięzia na finie? Nie, żebym się czepiał, ale o co chodzi?
No tak, zapędziłem się troszku... wyobraziłem sobie siebie ale na
470tce :).
> A tak przy okazji - podobno była kiedyś wersja Mak-a 707 robiona pod
> pływanie w pojedynkę, ket, maszt przesunięty bliżej dziobu. Nazywało się
> to Mak-707 GTK - widział ktoś w praktyce, pływał?
Kompletnie nie rozumiem demonizowania tych rzekomych trudności z obsługą
steru, foka i grota (silnik też mogę dorzucić jeśli tego jeszcze mało -
pływałem tak po Narwi) w pojedynkę. Operowane takim gigantycznym grotem, przy
braku jakichkolwiek możliwości manewrowania żaglami (choćby wymuszenia zwrotu
przez sztag na dużej fali) nie wygląda na oczywiste. O robieniu w tych
warunkach rufy (a nawet pływaniu fordewindem - na małych łódkach równoważy
się nawietrzność pływając w "świńskim przechyle" co na takim koromysle jest
niewykonalne a już na pewno nie w pojedynkę) wolę w ogóle nie mysleć. O ileż
prościej robi się to bez wzgledu na warunki - na samym foku... Podejrzewam że
Mak 707 GTK był odpowiedzią na plagę "grotołazów" narzekających na brak
wykwalifikowanej załogi: istotnie mniejszym złem od slupa pozbawionego foka
jest taki sam jacht ale z masztem przesuniętym do przodu na tyle na ile
wytrzymałość pracującego pod niekorzystnym kątem sztagu pozwala.
> Dla mnie_ na przykład większy komfort daje duży kokpit
> na otwartej mieczówce i namiot na kempingu niż licha kabinka z ciasnym
> kokpitem.
>
Ale założeniem było samotne pływanie. We dwóch jest to co innego. Jeden
rozbija namiot, drugi zbiera drzewo, pali kuchnię itp...... Poza tym
rozmawiamy generalnie o gustach :)))
Hasip
PS. Kilka lat temu płyn±łem Bugiem we dwóch kajakiem z ożaglowaniem
rejowym - było fajnie :))
> Tak ogólnie to mi się refleksja nasuwa, że chyba jestem jakiś
> zdziadziały bo
chyba :)
> jak myślę o tłuczeniu się po krzakach to mnie wcale fala entuzjazmu
> nie zalewa. I nawet mi to pod pływanie nie podchodzi. Raczej pod
> jakieś kajakarstwo czyli spływ.
Przykładowo dla mnie prawdziwe pływanie dopiero się zaczęło jak
przesiadłem się z kabinówek i generalnie z łódek balastowo-mieczowych
na lekkie mieczówki. Tu dopiero czuje się żeglowanie. A jak się
okazało, przy odpowiednim wyborze modelu łódki, można z powodzeniem
uprawiać na tym turystykę.
> Bogdan -> trzeba miec wiarę w instynkt samozachowawczy jachtów
Po prostu Bogdan przeszkadza jachtom w sposób nieszkodliwy :)
--
Marcin 'Cypis' Kantorek |
/|)
'-/_\
~~~~~~~ http://www.DINO.merigold.pl ~~~~~~~~'===='~~~~~~~~~
> > Pamiętaj też o tym że te ćwierć wieku temu, gdy standartem byla
> > "Omega" i spanie w namiotach, pola biwakowe były bezpłatne. Dziś
> > taka forma turystyki okazuje się jedną z kosztowniejszych.
>
> A nie... zależy z czym porównujesz. Jeżeli ze staniem na kotwicy przez
> cały czas to i owszem.
>
> Natomiast jeżeli z dobijaniem do portów i brzegów (pan 5zł, albo
> raczej 7zł - inflacja :)
Po dwóch sezonach wnikliwych obserwacji z całą odpowiedzialnością stwierdzam
że pan pięć złoty mieści sie obecnie w kategorii "zagrożeń hipotetycznych".
Spotkałem kedyś takiego (niedaleo Guzianki, pod koniec ub. wieku) no i od
tamtych czasów pewnie legenda jeszcze krąży...
> to jest odwrotnie, np. za małe łódki praktycznie nikt opłat
> nie bierze, są traktowane jak za kajaki.
Ale i tak rozbicie namiotu kosztuje conajmniej tyle co cumowanie jachtu. Znam
nawet camping gdzie platne jest rozbicie namiotu, a cumowanie - nie! Płacę
tylko "od osoby".
> Problem sforsowania sufklapy wcale nie większy niż zamka w namiocie.
Ale to robią raczej zawodowi złodzieje. Ukraść plecak z otwartej łódki czy
namiotu może zaś byle gówniarz lub menel :-((
> pozdrawiam
> Andrzej Minkiewicz ( Pinokio)
>
Witam.
Kilka lat temu z przyczyn...losowych zostałem sam z SasankąSupernovą.Tyle że ani
ona nowa ani super nie była.Ot przeciętny jacht z przeciętnym wyposażeniem,żadne
tam bajery,rolery czy bramki do masztu.A przepraszam był teleskop i knagi
samozaciskowe.
Rejs był świetny,Mazury wrześniowe też.Przez 2tygodnie fajnie wiało i można
było Mazury w zdłuż i wszerz.Generalnie polecam.Tylko odrobina rozsądku i nieco
więcej wysiłku.Ale wszystko to wynagradza rejs.
Dawno,dawno temu..był Rambler i też było ok.
Pozdrawiam.
>> Dla mnie_ na przykład większy komfort daje duży kokpit
>> na otwartej mieczówce i namiot na kempingu niż licha kabinka z ciasnym
>> kokpitem.
>>
>
> Ale założeniem było samotne pływanie. We dwóch jest to co innego.
No tak, tutaj racja.
> Jeden rozbija namiot, drugi zbiera drzewo, pali kuchnię itp......
> Poza tym rozmawiamy generalnie o gustach :)))
W pewnym zakresie owszem. Jednak założyciel wątku wskazał jako jedną z
rozważanych możliwości właśnie pływanie otwartą mieczówką.
> PS. Kilka lat temu płynąłem Bugiem we dwóch kajakiem z ożaglowaniem
> rejowym - było fajnie :))
...tak przy okazji podobno najbardziej sprawnymi konstrukcjami z
żaglem są Sailing Canoe [1].
[1] http://www.paddlin.com/fivelakes/canoe_sailing.html
Hasip
>
> Jeśli żeglowanie bezem uznać za turystykę ;)
Znam człowieka który zanim wybudował Haberka Bezem - 2 pływał z Gdańska
na Jeziorak.
PS. Tego Beza ma teraz zresztą Jurek D:-)) Mamy zamiar "przytargać" go
do Gdańska i wykorzystać do szlajania się po gdańskich rzekach i
kanałach. Ale to już na silniku.
--
Pozdrowienia Jurek M
http://www.makiela.pl/
http://galeria.makiela.pl/
GSM 601-938-951
Nie trzeba biegać.
DZ doskonale żegluje pod samym grotem.
--
pozdrawiam
robert"beny"banek
Plywalem w pojedynke pod zaglami takimi jachtami jak: Tango 730S (30m2
zagla), Tango 780, Fortuna 29, Fortuna 27, Sasanka 660, Optima 22 oraz
Omega
Najlepiej plywalo zeglowalo mi sie... najwieksza Fortuna. Jacht byl
wyposazony we wszystkie udogodnienia umozliwiajace samodzielna
zegluge, czyli:
- bramke do kladzenia masztu z wantami prowadzacymi (maszt nie kiwa
sie na boki),
- bardzo dobre kabestany z dobrym przelozeniem oraz z korba (prozno
szukac takich na malych jachtach) - maszt podnosilem za jego pomoca z
latwoscia.
- duzy, bezpieczny jacht nie stwarzal zadnych_problemow przy
szkwalach, balastowanie na jachcie tej wielkosci jest bez sensu,
wystarczylo odpasc lub poluzowac grota, ewentualnie zrolowac foka
zostawiajac samego grota (!) zaraz posypia sie na mnie gromy, a co mi
tam :)
Samodzielne plywanie malutka Omega czy sportowym Tangiem nastrecza
sporo problemow. Lodka jest bardzo wrazliwa na szkwaly, przez co w
skrajnych przypadkach mozna utracic nad nia kontrole.
Samotnie nie bralem udzialu w dlugich rejsach rpzewaznie chodzilo o
przeplyniecie z jednego punktu do drugiego (przeprowadzenie jachtu).
Jezeli bylo wiecej czasu - zamiast sluchac warkotu silnika odpalalem
zagle.
Pozdrawiam
Zbigniew Jatkowski
http://mazury.info.pl
>
> Użytkownik "Paweł Suwiński" <dra...@wp.pl> napisał w wiadomości
>
>> ...tak przy okazji podobno najbardziej sprawnymi konstrukcjami z
>> żaglem są Sailing Canoe [1].
>
> Na wąskich rzekach nie ma to znaczenia, gdyż wiatr wieje wzdłuż
> koryta. Albo w mordę - wtedy nic nie pomaga (nie ma miejsca na
> halsówki),
No ale Bug to chyba nie taka wąska rzeka (?).
Poza tym w kajakach/kanu właśnie największym bólem jest pływanie pod
wiatr na jeziorach i dużych rzekach (Bug, Narew, Wisła). Jak jest z
wiatrem to nie ma problemu, można płynąć i bez żagla "na koszuli".
> Przy ustawieniu rejki prawie pionowo robił się taki prawie lugier i
> dało się pływać półwiatrami (kajak nie miał mieczy, jedynie ster).
To pewnie i dryf był wtedy spory?
> No ale Bug to chyba nie taka wąska rzeka (?).
>
Szeroka nie jest :)))
Dziwna i ciekawa żeka. Są miejsca gdzie można przejść przez cały
>
> >
> > To pewnie i dryf był wtedy spory?
> >
Mieliśmy tyle bagaży, że zanurzenie było słuszne :))
Hasip
--
Jerzy Buczak
http://zagle.mazury.info/rejsform.php
Co żegluje po Śniardwach z szybkością 50 km/h,ale uważa na wybrzuszenia
> > Dziwna i ciekawa żeka.
> Czy dobrze widzę? ;-)
No :) Ja też zauważyłem :)
Hasip
--
Kot
Hiroshima 1945, Czernobyl 1986, Windows 2000
Do dziobu?
> Przy odrobinie wprawy osiągasz równowagę
> pomiędzy tendencją łódki do odpływania w siną dal a ściąganiem jej przez
> hol przywiązany do dziobu.
Do dziobu? Niemożliwe.
Bym powiedział za pomocą cumy i szpringu, dobierając odpowiednio ich
długość można wygodnie ciągnąć łódkę...
Bardzo różne padają zdania, opisy doświadczeń, pouczeń.
Kocham wszelkie łódki - i Beziki, i Sportiny, i Gigi i wszelkie Tanga. Wiem
jak sie na nich pływa, co można na którym jachcie, na co pozwala ten drugi.
Zadnej nie odrzucam, zgadzam sie ze to człowiek musi wytrzymać , jachty mają
jakąs magiczną wlasną siłę do życia, a jeśli się coś dzieje to nie z ich
winy ..
Nie pływam od wczoraj, ale uważam że wszystkich rad trzeba słuchać, bo
człowiek zawsze jest w stanie czegoś nowego się nauczyć. Dlatego takie
pytanie puściłem na Grupę.
Dziękuję za wszelkie odpwiedzi.
Tak jak pisałem w moim pierwszym liście - pewnie w tym roku sie to nie
zdarzy.
Ale kiedykolwiek to będzie, wrażenia postaram sie opisać i tu zamieścic
pozdrawiam
Andrzej vel Pinokio
..brrrr!!!
> albo (drugi wariant) to jacht kabinowy, większy.
>
Pływałem na balastowym Conradzie20 bez silnika oraz na Venus z silnikiem.
Obie łódki były "nie do wywrócenia", znosiły tez minuty (anie sekundy)
samosterowności. Na obu nie byłem w stanie połozyc ani podnieść masztu, więc
robiłem to przy pomocy poproszonych innych żeglarzy. Reszta nie była
problemem.
>> Dziwna i ciekawa żeka.
> Czy dobrze widzę? ;-)
Dziwna przeca miała być :).
ciach
Rozpatrywalem mozliwosc
> uszycia tentu, ale z wyliczen wyszlo, ze taniej jest jednak kupic dobry,
> ( podkreslam, dobry) namiot, niz szyc tent na bom.
I to się mylisz :))
Ja rok temu kupiłem materiał, który jest wodoodporny- nylon czy
coś...nieważne
grunt, że wody nie puszcza. Zapłaciłem za niego niewielkie pieniądze, bo
chyba z 5 zł za metr bieżący-szer. ok 150-160cm.
Dlaczego tak tani-bo kupiłem na resztkach materiałowych. Były różnej
długości końcówki od 6 do ok 12 m. To dosyć, zeby uszyć tent na 3 jachty :))
A za szycie zapłaciłem chyba 20 zl, nabiłem remizki i po sprawie.
Polecam, bo koszt naprawde niewielki.
Marcin Wacławiak
> albo (drugi wariant) to jacht kabinowy, większy. I tu kierowałem sie nast
> kryteriami:
balastówka... szkoda zdrowia :))
tracisz frajde cumowania bezpośrednio do brzegu, chyba, ze masz kalosze do
szyi-wodery :))
Polecam jakieś micro. Jak będzie miało roler foka, to juz nie bedzies miał
kłopotów i nie napracujesz się zbytnio.
Ja często sam żegluję na miom micrusie i radzę sobie nieźle. Mam co prawda
kokpit 2 poziomowy a to troszkę utrudnia samodzielne manewry, bo
jednoczęśnie musze siadać na burcie i "walczyć" z nietypowym mocowaniem knag
talii- na każdej burcie :))
generalnie micro wspaniale spisuję się na wodzie i nie będziesz musiał nawet
męczyć się z balastowaniem, bo jak poczytasz troszkę o tej klasie to
zobaczysz, że są bardzo stabilne jachty a na topie podnoszą kilo tyle co
znacznie większe łódki.
Ja nie kożystam z silnika, ale nawet samodzielne wpływanie do ciasnego portu
nie sprawia kłopotów- jacht zwrotny i słucha steru.
Polecam
Marcin Wacławiak
Łódek kabinowy jest właściwszy, biorąc pod uwagę nasz klimat -
sezon na łódeczce kabinowej - nawet tak małej jak Bez 2 -
potrwa o parę miesięcy dłużej. Jesień jest piękna, ale czy chcesz
rozbijać namiot w krzakach w październiku ? Jesienią w łódce
jest ciepło - temp. wewnątrz nie spadnie poniżej temp. wody - a to
ok 15'C. Łódka odkrytopokładowa to u nas dobre na "daysailing",
a to ogranicza akwen i zasięg do miejsca gdzie idziaesz spać na noc...
Właściwa żeglowaniu turystycznemu odrobina wygody - w łódce
kabinowej jest w środku sucho, materac leży i czeka, szpeje można
walnąć na szybko, książkę odłożyć bez zawijania w 3 plastikowe
folie... Można spędzać czas bez nieustannego pakowania
i rozpakowywania, jest też gdzie zjeść, radia posłuchać, płeć
nadobną zwabić etc, etc... Jednoosobowe rozbijanie namiotu
na błotnistym brzegu, w strugach zacinającego deszczu - jest jakby
na przeciwnym do wygody biegunie. A czasem uprze się padać
przez kilka dni z rzędu...
Większe bezpieczeństwo - w przypadku większości (pomijam
wymysły typu "Raja") łódek kabinowych trzeba wyjątkowego
antytalentu aby taki jachcik wywrócić. Większość zbudowanych zgodnie
z projektem współczesnych łódek kabinowych - po prostu nie powinna
się wywracać. W życiu (nieszczęsna Raja, Bez2, inne) bywa różnie,
często winne jest wykonanie, mazurskie "oszczędności" na balaście,
etc... Trzeba zatem łódkę sprawdzić i ew. dobalastować czasem.
Są też konstrukcje interesującej Cię wielkości, które okazują się
naprawdę trudne do wywrócenia, jakby zdecydownie bardziej od innych.
Do tego dostarczają żeglarskiej frajdy bardziej intensywnie niż stereńkie
Ramblery (średnio mają ze 40 lat...) czy Gigi (oj, ciężkie toto...).
Mowa oczywiście o_turystycznych_ jednostkach klasy Mikro (5.5m).
Serdecznie Ci jakiegoś Mikrona, Sparka, Groszka czy całkiem
turytycznie ciężkawe Polo polecam !
Z jachcikami mieczowymi zaliczyć wywrotkę jest na ogół znacznie łatwiej...
W wymienionej przez Ciebie wielkości wywrotka to raczej tylko kwestia
"kiedy", niż "czy"... Wywracanie się 420 czy OK-yem w czasie treningu
bywa pouczające albo nawet zabawne i trwa minuty albo sekundy...
Wywrotka taką łódką z wyposażeniem turystycznym - będzie przyczyną
sporych kłopotów. Na BM-ce czy Myszce - "gleba" to już b. nieciekawe
doświadczenie... Łatwo skończyć się może wzywaniem pomocy...
Łódka kabinowa daje lepsze "security" - hmmm... w łódce kabinowej
możesz swój dobytek zamknąć na kluczyk - to może niewiele, ale
znacznie lepiej niż zostawiać gotowe do podwędzenia worki, śpiwory,
żarło, piwko, etc... Łatwiej też zostawić gdzieś na postój na kilka dni
czy tygodni, jest gdzie schować i zabezpieczyć osprzęt, żagle etc...
Piszesz sporo o możliwości wybalastowania łódki - może pływając
w pojedynkę należy się przyzwyczaić do refowania ? Można sobie
dać naszyć ze 2 refbanty na grota i... używać częściej niż dotąd ;-))
"Wybalastujesz" wówczas i Tango ;-) A jak nie wybalastujesz. to
konsekwencje będą mniej groźne niż wywrotka na "czystej" mieczówce.
Ostatnie słów kilka o silniku i maszcie. Do napędu mniejszej kabinówki,
zwłaszcza Mikro, wystarczy Ci taki sam najmniejszy silnik rzędu 2-3KM,
jak do odkrytopokładowej mieczówki.
Jednoosobowe kładzenie masztu można zostawić bez "patentu"
tylko przy jednostkach najmniejszych. Z kabinówek dasz radę bez trudu
np. na Bezie2 - na "Bezie 4" bez patentu będzie już nieciekawie.
Z podstawowym patentem (wytyk/bramka + talia) dasz sobie radę
samodzielnie na każdym jachcie kabinowym, gdzie patent zrobiony jest
rozsądnie. Kładzenie masztu na 420, 505, Ok czy Finnie będzie
zdecydowanie trudniejsze niż na Mikro z wytykiem.
Ahoj
--
Jaromir Rowiński
http://www.makiela.pl/siz_gda_02/18.jpg
Witam, oj dawno tu nie zgalądałem, ale ciepełko na dworze mnie
skierowało w te strony.
Fajny wątek kurcze, też bym sobue tak kiedys popłynął, to niesamowity
relaks musi być i odreagowanie.
Też się zgadzam że bez jest jednak właściwszy do tego celu, chociaż na
nim nigdy nie pływałem, 470 to regatówka, nerwowa, wywrotna. Nie wiem
czy pływanie solo ma na celu dać sobie w dupę czy odpocząć. Warunki się
zmieniają czasami dość szybko i nie zawsze jest czas na dostosowanie do
nich. Mam na myśli kwestie ubioru, zabepieczenia mienia itd. Zresztą 470
wymaga balastu załoganta na trapezie, wtedy pływawnie ma sens.
W zeszłym roku pływałem z żoną i dwójką malych dzieci na sasance 600 z
kilkoma ułatwiaczami i wiele manewrów robiłem sam z sukcesem. Wpadki
były tylko wtedy gdy oczekiwana współpraca nawaliła.
Pozdrawiam
Marek
> Hasip
PS. Jak tam Magellan 300? ;)
> Jacek Kijewski napisał(a):
>
>>
>> Jeśli żeglowanie bezem uznać za turystykę ;)
>
> Znam człowieka który zanim wybudował Haberka Bezem - 2 pływał z Gdańska na
> Jeziorak.
Ba, widziałem w zeszłym sezonie gościa, co Bezem-2 pływał po Zalewie. Ale
to nie była turystyka, to był survival :)
--
***********Jacek Kijewski, ja...@sail-ho.pl z odwiecznym (since 1995) mottem: *
"Kazda dostatecznie rozwinieta technologia niczym
szczegolnym nie rozni sie od magii" Linux admin
Portal żeglarski: http://www.sail-ho.pl
************************************* Support Open Source: http://www.rwo.pl *
Jak sobie radzisz z komarami?
Pływałem samotnie na Słonce, Omedze z kabiną i Maku 666 z Wietierokiem.
Najlepiej było na Słonce, najgorzej na Maku ale też lat mi przybyło. Na Słonce
spałem w kokpicie pod namiotem bomowym z tropikiem (sucho i bez komarów). Mój
rekord w samotnym rejsie bez silnika: Jaśkowo - Kruklanki 4 dni.
Wysłuchałem w "Trójce" wywiadu z panią, która przewędrowała samotnie Afrykę od
Maroka do Sudanu. Redaktora prowadzącego audycję dręczyła sprawa tej
samotności. Czy nie lepiej byłoby wędrować w towarzystwie zaprzyjaźnionej
osoby? Odpowiedziała była zdecydowanie: NIE! Gdy wędrujemy z kimś, jesteśmy dla
tego kogoś. Gdy wędrujemy samotnie, jesteśmy dla reszty Świata.
To głeboka prawda. Gdy wędrowałem samotnie (nie tylko pod żaglami) otaczał mnie
wianuszek ludzi dobrej woli oferujących mi wszelką pomoc.
Piotr
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Pozdrawiam
--
Dusha
Dziwna jest ale rzeka ?!
http://www.pascal.pl/data/pdfy/pdfy_ldcyoWrBPrnWbiSj_3.pdf
--
--
Pozdrawiam :-)
Jacek Woźniak
- każdy kij ma dwa końce ... a tonfa ma trzy -
Jak sobie radzisz z komarami?
kupiłem karabin... :))
a poważnie to,na Zalewie Sulejowskim gdzie pływam na codzień nie ma dużo
komarów więc nie mam kłopotu.
Pływam kabinówką więc jak coś to teoretycznie możnaby zamknąc tylko jak spac
w takimpiekle..
Dobry patent to siateczka- kupiłem rok temu w Biedronce i spisała się
nieźle, trzeba tylko obszyć srócinami ołowianymi do okoła, wówczas przylega
dobrze do zejściówki. Gdybyś dostosował to do wymogów odkrytopokładówki,
myślę że zda egazamin.
Pozdrawiam
Marcin Wacławiak
> Też się zgadzam że bez jest jednak właściwszy do tego celu, chociaż
> na nim nigdy nie pływałem, 470 to regatówka, nerwowa, wywrotna.
> (...) Zresztą 470 wymaga balastu załoganta na trapezie, wtedy
> pływawnie ma sens.
etykietki, etykietki i urban legends :)
To czy to będzie "regatówka" w dużym stopniu zależy od tego kto i jak
ją prowadzi oraz jak jest wyposażona. Nikt nie każe zaraz pływać "na
krawędzi" i żyłować na maksa. Poza tym do turystyki łódkę się
dostosowuje, np. prostszy takielunek, uchwyty/gumy/troki do sprzętu
turystycznego itp. I mimo tego "dostosowania" speed pozostaje i tak
jak pisał Jacek można taką łódką objeżdżać inne tylko się woda gotuje
za rufą. I mamy turystykę połączoną z szybkim żeglarstwem. Piękna
sprawa. Nie trzeba się "bujać" na jakiś nieruchawych łódkach by
uprawiać turystykę, ale też nie trzeba być zaraz regatowcem i mieć ich
kondycję, umiejętności i odporność na niewygody.
Aczkolwiek w kwestii umiejętności muszę stwierdzić, że nawet u
zadeklarowanego antyregatowca ciekawość zwycięża i zabawa w żeglarstwo
zaczyna powoli wciągać... "a co jeżeli wytrymuje to albo tamto, a co
jeśli przemieszczę środek ciężkości w tym kierunku" itp. A wszystko to
z turystyką w tle :).
> Tomek Janiszewski napisał(a):
> > Masz rację, wydaje się ;-P
> Widziałeś kiedyś oceana 760?
Jesli to coś w stylu Sportiny 760 (?) (tej spotykanej zarówno w wersji
żaglowej, jak i motorowej, wyższej tak o jakieś pół metra od stojącego burta
w burtę Tanga 780F) to w ogóle nie potrafię sobie wyobrazić jak toto może
pływać :-> Nie wiem czy skorupa "Oceana" stojąca od lat na terenie byłej
przystani AZS przy Wale Miedzeszyńskim w DC należy właśnie do Oceana 760, ale
ktoś napisał na niej: M/S DUPA :-DDDDD. Istotnie wygląda to tak jakby cały
achterpik mu odcięło.
Ale pisałeś o tym że silnik wydaje się nieodzowny na jachcie kabinowym (w
domyśle: każdym) nie tylko Oceanie 760.
Chyba że akurat Oriona nie uważasz za jacht kabinowy ;-(
Pozdrawiam
Tomek Janiszewski
>> Polecam, bo koszt naprawde niewielki.
>
> Jak sobie radzisz z komarami?
Deszczem padającym z boku? :)
Większą falą po motorówce/blaszance?
Wodą kondensującą się rano na laminacie i ściekającą do zenzy?
Mój pierwszy rejs na otwartej łódce (około 10lat temu) był we dwóch na
omedze. W założeniu mieliśmy spać pod tentem na łódce, na dmuchanych
materacach (po prostu holiday inn). Pewnej nocy z jakiś powodów tam
byliśmy zmuszeni rozstawić namiot na brzegu i... od tamtej pory do
dzisiaj nigdy już nie wróciłem do spania pod tentem. Zupełnie inna
jakość.
IMHO spanie pod tentem może być dobre w sytuacjach wyjątkowych/
awaryjnych. Poza tym aby komfort był porównywalny z dobrym namiotem
musi być spora i wygodna łódka.
Hasip
> Jesień jest piękna, ale czy chcesz rozbijać namiot w krzakach w
> październiku ? Jesienią w łódce jest ciepło - temp. wewnątrz nie
> spadnie poniżej temp. wody - a to ok 15'C.
Wszystko kwestia sprzętu (tu śpiwora). A ludzie pływający na koło
podbiegunowe, kajakarze zimowi, narciarze śladowi? Jakoś niskie
temperatury nie wykluczają namiotu.
> Właściwa żeglowaniu turystycznemu odrobina wygody - w łódce
> kabinowej jest w środku sucho, materac leży i czeka, szpeje można
> walnąć na szybko, książkę odłożyć bez zawijania w 3 plastikowe
> folie...
Niektóre łódki mają forpiki i inne skrytki całkowicie wodoszczelne (o
tym jeszcze dalej).
> Można spędzać czas bez nieustannego pakowania i rozpakowywania, jest
> też gdzie zjeść, radia posłuchać, płeć nadobną zwabić etc, etc...
30minut w te i we w te. Od dobicia do kompletnego rozbicia obozowiska
i sklarowania łódki.
> Większe bezpieczeństwo - w przypadku większości (pomijam wymysły
> typu "Raja") łódek kabinowych trzeba wyjątkowego antytalentu aby
> taki jachcik wywrócić. Większość zbudowanych zgodnie z projektem
> współczesnych łódek kabinowych - po prostu nie powinna się wywracać.
> (...) Wywracanie się 420 czy OK-yem w czasie treningu bywa
> pouczające albo nawet zabawne i trwa minuty albo sekundy... Wywrotka
> taką łódką z wyposażeniem turystycznym - będzie przyczyną sporych
> kłopotów.
Kolejne obiegowe opinie. Ja testowałem wywrotkę swojej 470tki
kompletnie zapakowaną i pod żaglami. Leżąc na wozie woda sięgała
jedynie do połowy dolnych półpokładów (komory wypornościowe)!
Postawiłem ją sam w chwilę moment, a po tym w kokpicie nie było ani
kropli wody. Nie wspominając już o tym by cokolwiek nalało się do
zamykanego forpiku gdzie są moje rzeczy.
Moim zdaniem o wiele groźniejsza w skutkach będzie wywrotka na takim
bezie-2, kaczorku czy omedze niż na lekkich mieczówkach.
Poza tym z wywróceniem się na lekkiej mieczówce jest tak jak
przewróceniem się na rowerze. Przecież ten ostatni powinien co chwila
przewracać się na bok pod czas jazdy, wchodzeniu w zakręty itp, ale
tak się nie dzieje i wcale nie wymaga to od nas jakiegoś wielkiego
skupienia, dlaczego?
> Jednoosobowe kładzenie masztu można zostawić bez "patentu" tylko
> przy jednostkach najmniejszych. Z kabinówek dasz radę bez trudu np.
> na Bezie2 - na "Bezie 4" bez patentu będzie już nieciekawie.
> Z podstawowym patentem (wytyk/bramka + talia) dasz sobie radę
> samodzielnie na każdym jachcie kabinowym, gdzie patent zrobiony jest
> rozsądnie. Kładzenie masztu na 420, 505,
^^^^^^^^^^^ + 470
Tu się zgodzę...
> Ok czy Finnie
A tu (chyba) nie...
> będzie zdecydowanie trudniejsze niż na Mikro z wytykiem.
ps. oczywiście wiele z tych rzeczy, o których tu rozmawiamy to tak jak
zauważył Hasip kwestia gustu, a o tym wiadomo nie ma co dyskutować.
powyżej chciałem tylko odnieść się do typowych mitów, które ciągle
słychać wokoło...
> > Jak sobie radzisz z komarami?
> na Zalewie Sulejowskim gdzie pływam na codzień nie ma dużo
> komarów więc nie mam kłopotu.
Nie wiem jak na Zalewie Sulejowskim, ale w ub. roku na WJM to komary
zgłąbiały na maxa. Kiedyś wystaczyło odpłynąć na noc kilkanaście metrów i
stanąć na kotwicy, aby problem komarów przestał istnieć. W ub. roku,
codziennie i bez względu na akwen - tak na wielkich Śniardwach jak i
krystalicznie czystych Mamrach - jakieś pół godziny po zachodzie słońca
komary masowo lęgły się z wody. Na środku jeziora, nie przy jakimś
zabagnionym i zaszuwarzonym brzegu! Biada każdemu kto wtedy płynąc zapomniał
zamknąć kabiny! Tylko mocniejszy wiatr byłby w stanie powstrzymać wylęg, ale
po zmroku zwykle wiatru nie było. Wszystkie ryby wypętali sieciami, że do
takiej plagi doszło czy co?
> Pływam kabinówką więc jak coś to teoretycznie możnaby zamknąc tylko jak
> spac w takimpiekle..
Samemu w zamkniętej kabinie dasię wytrzymać. Oczywiście, niezbędne są kratki
wentylacyjne, np. w sztorcklapie, rzecz jasna obszyte od środka kawałkami
firanki, bo współczesne komary bezproblemowo odnajdują drogę przez żaluzje.
> Dobry patent to siateczka- kupiłem rok temu w Biedronce i spisała się
> nieźle, trzeba tylko obszyć srócinami ołowianymi do okoła, wówczas przylega
> dobrze do zejściówki.
Używałem czegoś takiego kiedyś na Orionie klubowym: firanka była zaciśnięta
między górną i dolną listwą Wstawiało się to na miejsce sztorcklapy. Po
zwinięciu zajmowało b. niewiele miejsca w jaskółce.
> Samemu w zamkniętej kabinie dasię wytrzymać. Oczywiście, niezbędne są kratki
> wentylacyjne, np. w sztorcklapie, rzecz jasna obszyte od środka kawałkami
> firanki, bo współczesne komary bezproblemowo odnajdują drogę przez żaluzje.
>
>> Dobry patent to siateczka- kupiłem rok temu w Biedronce i spisała się
>> nieźle, trzeba tylko obszyć srócinami ołowianymi do okoła, wówczas przylega
>> dobrze do zejściówki.
>
> Używałem czegoś takiego kiedyś na Orionie klubowym: firanka była zaciśnięta
> między górną i dolną listwą Wstawiało się to na miejsce sztorcklapy. Po
> zwinięciu zajmowało b. niewiele miejsca w jaskółce.
Dokładnie tak. Na Pallasie jest zwykła firanka z linką i taśmą ołowianą
na dole. Wieszana zamiast sztorcklapy. Uszyte przez Jolę, sprawdziło się
świetnie w Świnoujściu i teraz już sobie nie wyobrażam, jak można było
bez tego nocować np. w Neptunie. :)
--
Pozdrawiam
T.K.
>
>> Można spędzać czas bez nieustannego pakowania i rozpakowywania, jest
>> też gdzie zjeść, radia posłuchać, płeć nadobną zwabić etc, etc...
>
> 30minut w te i we w te. Od dobicia do kompletnego rozbicia obozowiska
> i sklarowania łódki.
>
W kabinówce to minuta czy dwie... Nie ma potrzeby "rozbijać obozowiska".
Razem godzina dziennie oszczędności - na pływanie ;-))
>> Jednoosobowe kładzenie masztu można zostawić bez "patentu" tylko
>> przy jednostkach najmniejszych. Z kabinówek dasz radę bez trudu np.
>> na Bezie2 - na "Bezie 4" bez patentu będzie już nieciekawie.
>> Z podstawowym patentem (wytyk/bramka + talia) dasz sobie radę
>> samodzielnie na każdym jachcie kabinowym, gdzie patent zrobiony jest
>> rozsądnie. Kładzenie masztu na 420, 505,
> ^^^^^^^^^^^ + 470
> Tu się zgodzę.
>> Ok czy Finnie będzie zdecydowanie trudniejsze niż na Mikro z wytykiem
>
> A tu (chyba) nie...
>
Hmmm, wolnostojący maszt Finna i OK stoi oparty piętą na stępce
i podtrzymywany jest w opętniku.
Próba wyjęcia (bo nie złożenia przecie) takiego masztu w pojedynkę,
na wodzie to niemal gwarantowana kąpiel.
Pamiętaj, że będzie to raczej świerkowa klejonka niż "węgiel"...
> ps. oczywiście wiele z tych rzeczy, o których tu rozmawiamy to tak jak
> zauważył Hasip kwestia gustu, a o tym wiadomo nie ma co dyskutować.
> powyżej chciałem tylko odnieść się do typowych mitów, które ciągle
> słychać wokoło...
Oczywiście, że pływać można i trzeba zgodie z własnym "gustem".
I znając ograniczenia każdego z rodzajów pływania....
Ahoj
--
Jaromir Rowiński
-----------------------------------
Ze swobodą żeglowania jest trochę jak z ciążą -
- nie można być trochę w ciąży. Albo się jest - albo nie.
-----------------------------------
> Michał Duszyński <dusha...@plusnet.totez.pl> napisał(a):
>
> > Tomek Janiszewski napisał(a):
> > > Masz rację, wydaje się ;-P
> > Widziałeś kiedyś oceana 760?
>
> Jesli to coś w stylu Sportiny 760 (?) (tej spotykanej zarówno w wersji
> żaglowej, jak i motorowej, wyższej tak o jakieś pół metra od stojącego
burta w burtę Tanga 780F) to w ogóle nie potrafię sobie wyobrazić jak toto
może pływać :->
Szybko :-)
Jest na Zalewie Zegrzyńskiej Sportina 760 "Słoni", która w klasie T3
jeździła zwykle w czubie...
AIKI
Pozdrawiam
--
Dusha
Pozdrawiam
--
Dusha
> Nie wyobrażam
sobie pagajowania, ............
Pytanie pomocnicze:
ile musi mieć pagaj aby dało się wiosłować na jachcie z wolną burtą ok.1m +
0.5m osłony kokpitu? :))
Hasip
>> Jesli to co¶ w stylu Sportiny 760 (?) (tej spotykanej zarówno w wersji
>> żaglowej, jak i motorowej, wyższej tak o jakie¶ pół metra od stoj±cego
>burta w burtę Tanga 780F) to w ogóle nie potrafię sobie wyobrazić jak toto
>może pływać :->
>
>Szybko :-)
>Jest na Zalewie Zegrzyńskiej Sportina 760 "Słoni", która w klasie T3
>jeĽdziła zwykle w czubie...
Tyle tylko ze "Sloni' nie jest Sportina 760 :-)))
Pozdrawiam, Wojtek.
ge...@post.pl
http://www.zeglarstwo.sail-ho.pl/
http://www.siz.org.pl/
> Tyle tylko ze "Sloni' nie jest Sportina 760 :-)))
>
Racja, sorry :-/
Ale porównywalna(y) jest. To duży Pegaz o ile pamiętam - 900 coś ?
> > Nie wyobrażam
> sobie pagajowania, ............
>
> Pytanie pomocnicze:
> ile musi mieć pagaj aby dało się wiosłować na jachcie z wolną burtą ok.1m +
> 0.5m osłony kokpitu? :))
>
A wiosłem pychowym to nie łaska ? :-)))
AIKI
Hasip
> a poważnie to,na Zalewie Sulejowskim gdzie pływam na codzień nie ma dużo
> komarów więc nie mam kłopotu.
> Pływam kabinówką więc jak coś to teoretycznie możnaby zamknąc tylko jak spac
> w takimpiekle..
> Dobry patent to siateczka- kupiłem rok temu w Biedronce i spisała się
> nieźle, trzeba tylko obszyć srócinami ołowianymi do okoła, wówczas przylega
> dobrze do zejściówki. Gdybyś dostosował to do wymogów odkrytopokładówki,
> myślę że zda egazamin.
Moje pytanie o komary miało w podtekście to, że tent na bom trudno
dostosować siatką do standardu "systemu antykomarowego". I że namiot może
okazać się znacznie lepszy ;)
Pozdrawiam
--
Dusha
>>> Właściwa żeglowaniu turystycznemu odrobina wygody - w łódce
>>> kabinowej jest w środku sucho, materac leży i czeka, szpeje można
>>> walnąć na szybko, książkę odłożyć bez zawijania w 3 plastikowe
>>> folie...
>>
>> Niektóre łódki mają forpiki i inne skrytki całkowicie wodoszczelne
>
> I w tych skrytkach mieszczą się gotowe do użycia materace, ciuchy,
> żarcie, książki, radio, gitara i całe suche, zawsze gotowe do użycia
> wnętrze ? ;-))
Nie w takim rozumieniu jak to sobie wyobrażasz na kabinówce.
Jednak zawsze wiadomo co będzie potrzebne w ciągu dnia i to jest na
wierzchu łatwe do sięgnięcia i użycia w chwilę moment (np. niektóre
ubrania, sztormiaki, żarcie, termos, mapy, okulary, krzesełka,
stoliczek itp.). Wiadomo, że namiot, śpiwór i cały obóz nie będzie
potrzebny aż do biwaku, więc jest na dnie. Gitarę niestety musiałem
zamienić na harmonijkę i flet, ale to nie tylko problem małych
mieczówek, ale kajaków/kanu, trekingu itp.
Jeszcze raz podkreślę, że to wszystko kwestia przygotowania łódki i
opracowania kilku zasad. Trzeba dopracować i przemyśleć szczegóły. Po
kilku rejsach wszystko zaczyna grać jak w zegarku szwajcarskim.
Jednak każdy kto nie włóczył się nigdy na kanu/kajaku, na nartach czy
z plecakiem po górach będzie zawsze miał wrażenie, że bez wielu rzeczy
nie da się przeżyć, a to nie prawda. Zbyt duża ilość stafu i prze
patentowanie zabija radość życia (to dosyć swobodna parafraza "trzech
panów w łódce..." :).
>>> Można spędzać czas bez nieustannego pakowania i rozpakowywania, jest
>>> też gdzie zjeść, radia posłuchać, płeć nadobną zwabić etc, etc...
>>
>> 30minut w te i we w te. Od dobicia do kompletnego rozbicia obozowiska
>> i sklarowania łódki.
>>
> W kabinówce to minuta czy dwie... Nie ma potrzeby "rozbijać obozowiska".
> Razem godzina dziennie oszczędności - na pływanie ;-))
No nie przesadzaj, z 16 godzinnego dnia godzina to nie wiele. Poza tym
zazwyczaj nie da się żeglować przed 10tą i po 18-19tej na Mazurach
(wiatr śpi).
>>> Ok czy Finnie będzie zdecydowanie trudniejsze niż na Mikro z wytykiem
>>
>> A tu (chyba) nie...
>>
> Hmmm, wolnostojący maszt Finna i OK stoi oparty piętą na stępce
> i podtrzymywany jest w opętniku.
> Próba wyjęcia (bo nie złożenia przecie) takiego masztu w pojedynkę,
> na wodzie to niemal gwarantowana kąpiel.
Na pewno tego nie próbowałbym na wodzie. Na 470tce zawsze dobijamy do
plaży by położyć maszt. Jednak nie jestem w stawnie polemizować na
temat OK czy Finna, gdyż jeszcze nie miałem okazji tym popływać.
> Pamiętaj, że będzie to raczej świerkowa klejonka niż "węgiel"...
Hehe, ale pewnie raczej duraluminiowy profil...
No właśnie. Grzebie teraz na Twojej stronie w poszukiwaniu jachtu do
pływania poniekąd w pojedynkę - albo i jeszcze mniej - bo z synem jadę i
małżonką - on mały ona niezbyt chętna.
I nie wiem czy coś wygrzebie :-). Chyba warunki hotelowe są najważniejsze.
I ułatwienia. A potem się zobaczy :-)
> Zbigniew Jatkowski
> http://mazury.info.pl
Paweł Pawlicki
>> Hmmm, wolnostojący maszt Finna i OK stoi oparty piętą na stępce
>> i podtrzymywany jest w opętniku.
>> Próba wyjęcia (bo nie złożenia przecie) takiego masztu w pojedynkę,
>> na wodzie to niemal gwarantowana kąpiel.
>
> Na pewno tego nie próbowałbym na wodzie. Na 470tce zawsze dobijamy do
> plaży by położyć maszt. Jednak nie jestem w stawnie polemizować na
> temat OK czy Finna, gdyż jeszcze nie miałem okazji tym popływać.
Cóż, Finn to rzecz prosta i przyjemna. Stajemy bardziej na jednej burcie,
niż drugiej i z użyciem pagaja przepływamy pod przeszkodą. W sytuacjach
bardzo wymagających po prostu wychodzimy z Finna, łapiemy za top i
przepychamy całość pod przeszkodą. Następnie łapiemy wiatr, otwieramy
pompki i lecimy dalej.
Jak nie znajdziesz zapisz sie na liste oczekujacych na LAST MINUTE - z
pewnoscia do weekendu bedzie jeszcze kilka ofert... chociaz duze
jachty ida w tym roku jak woda. Sporo jest natomiast wolnych
(niezajetych) Tang 780.
Pozdrawiam
Zbigniew Jatkowski
http://mazury.info.pl
paweł pawlicki
No ja mam:) Zasadniczo to pływamy na łódce we trójkę(ja żona i córka
12lat) Wygląda to tak :
Córka:tato czy mogę popłynąć z Tomkiem ...
Ja:możesz...
Żonka: Ja to dzisiaj bym popłyneła z Zosieńką bo wiesz chciałyśłmy
pogadać...(kupiła w Giżycku jakiś nowy lakier do paznokci)
Ja: no to płyń....
I tak zostaję sam na Fokusie 650, mam fały w kokpicie roler foka wytyk
do masztu i 4 kucyki w silniku. Mam też patent na unieruchomienie
steru(guma od expandera) Jak nie skaczę po łodce i mocno nie szkwali
to mogę spokojnie zejść na chwilkę do kabiny po np:kurtkęlub termos z
herbatą itp.
Fokus jest mocno nawietrzny więc i tak odpowiedni wcześniej się refuję.
W ub sezonie opłynęliśmy Mamry przy "wypasionej 3"(gdzieś słyszałem to
określenie) założyłem ref na grocie troszkę podrolowałem foka i była
super zabawa.
Nie zauważyłem większych kłopotów....no może przy podchodzeniu do
pomostów warto kogoś poprosić żeby złapał łódkę(nie zawsze się uda
wycelować na jajko).
Trzeba tylko pewne rzeczy robić wcześniej i mieć wszystko(kotwica ,
cumy itp)pod ręką.
Nawet to polubiłem....i myślę o jakimś dłuższym samotnym rejsiku.....
--
Marek Pianko
http://www.zeglarstwo.sail-ho.pl/grupowic/grupowic.htm#10
>> Tyle tylko ze "Sloni' nie jest Sportina 760 :-)))
>>
> Racja, sorry :-/
> Ale porównywalna(y) jest. To duży Pegaz o ile pamiętam - 900 coś ?
Półtora metra robi pewną różnicę...
Pozdrawiam,
Krzysiek Kiełczewski
"Polak potrafi" nie doceniasz pomysłowości rodaków :))
Pozdrawiam
Marcin Wacławiak
Doceniam. Doceniam też skłonność do pakowania wysiłku w rzeczy, któ?e
można zrobić łatwiej w inny sposób. Dlatego też chciałem zapytać, jak
sobie kto z tym poradził.
> Użytkownik "->> mazury.info.pl <<-" napisał w wiadomości
>> Jak nie znajdziesz zapisz sie na liste oczekujacych na LAST MINUTE -
>> Sporo jest natomiast wolnych
>> (niezajetych) Tang 780.
>>
> na liscie jestem od początku jej istnienia (chyba)
> łódki potrzebuje na lipiec, a pytanie o tango zapodałem do kilku firm,
> zobaczymy co będzie.
Jezeli to nie musi byc firma, to moze zerknij tu:
http://mazury.info.pl/czartery/tango780-kraus.html
O tym samym jachcie mowa w mojej sygnaturce.
Dla Grupowiczow ceny do negocjacji.
--
Pozdrawiam - Andrzej Walczak
www.czarter.celna12.com
Tango 780 sport na WJM
1-szy tydzien lipaca 2005 - jezioro przystan - wschodni brzeg
( ten ladny do stawania - bez trzcin i mulu)
:(
>
> Pozdrawiam
> Tomek Janiszewski
Wojtek Bartnicki
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl