Bylbym wdzieczny, gdyby ktos przytoczyl przykladowa 'pogawedke' pomiedzy
wchodzacym do portu jachtem a kapitanatem.
Dzieki i pozdrawiam
Pawel Kowalski
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Stopy wody pod kilem!
Biały Wieloryb
(Marek Popiel)
mar...@kompas.net.pl
http://whale.kompas.net.pl
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
> Jeśli chodzi o wejście-wyjście "drobnoustrojem" to zawracanie głowy
> oficerowi dyżurnemu kapitanatu może skończyć się reprymendą i wywołać
> uśmiech politowania słuchających na kanale.
nie zgodzę się. Na przykład w Renne zdarzyło się że po zgłoszeniu się do
"port control" kazali nam czekać informując że w środku właśnie
manerwują dwa statki, które wychodzą, i mamy wejść po nich.
Po coś jest ta ukfka..
Pzodr
Docent
--
"Jesteśmy zbyt biedni by kupować tanie rzeczy"
Zdjęcie Docenta
http://poznan4u.pl/pyrypy.php?s=su&u=702
> Witam grupe.
> Kazdy (albo prawie kazdy) zna formaty wywolan w niebezpieczenstwie a jak jest
> z standardowymi wywolaniami kapitanatow w polskich portach?
> Jaka jest forma takich wywolan?
> Czy stosuje sie forme oznajmiajaca czy raczej pytajaca?
> Czy prosi sie o pozwolenie wyjscia z portu, czy poprostu informuje sie
> kapitanat, ze sie wychodzi (tudziez wchodzi)?
>
> Bylbym wdzieczny, gdyby ktos przytoczyl przykladowa 'pogawedke' pomiedzy
> wchodzacym do portu jachtem a kapitanatem.
>
> Dzieki i pozdrawiam
> Pawel Kowalski
>
>
1. "bosmanat (portu) xxxx tu jacht yyyy "
2. "yyyy, bosmanat"
1. "jestem przy podejsciowej czy mozna??"
2. "prosze"
1. "dziekuje, milego dnia"
2. -czasem mysli se "dupek" :))))
oczywiscie od rozwiniecia gadki bosmana i ruchu w eterze widzisz czy
mozesz isc z procedura na skroty.
A generalnie nie gadasz nic, jak masz ukf-ke sluchasz, czy wchodzac np
do Swinkowa akurat nie wyplywa prom i np nie chcesz sie z nim mijac w
glowkach :)).
Jesli masz na jachcie locje to mozesz nawet obaczyc co mowia przepisy
portowe, czyli np od jakiej dl. statku nalezy sie meldowac i gdzie i komu.
Iles tam portow Ci pokaze, kiedy lepiej jeszcze zawolac (albo tylko ich)
SG i powiedziec ze sie plynie z .. do... zapytac o koniecznosc pokazania
sie. Unika sie wtedy niepotrzebnych dyskusji czasem.
--
pozdrawiam Robert Robaczewski
gg:64676, www.zagle.neostrada.pl
Czasami warto sobie przypomniec maksyme - Mowa jest srebrem a milczenie
zlotem:-))))))
Pozdrowienia Jurek M
ps
Coraz czesciej daje sie zauwazyc, ze glównym zródlem wiedzy zegl. dla
niektórych staje sie ta lista.
Czy to dobrze , czy zle ???
Pozdrawiam
Maciek
> ps
>
> Coraz czesciej daje sie zauwazyc, ze glównym zródlem wiedzy zegl. dla
> niektórych staje sie ta lista.
> Czy to dobrze , czy zle ???
Dla listy?
--
pzdr,
Radziel
I tak i nie:-))) Jest tu parę osób które mają niewatpliwie dużą wiedzę z
którą kiedyś sie dzielili. Niestety, zły "pieniądz wypiera lepszy" i
"dziadki" odpłyneły..... z tego co wiem część z nich po cichu podczytuje
liste ale już tylko wybiurczo......
Pozdrowienia Jurek M
> Bylbym wdzieczny, gdyby ktos przytoczyl przykladowa 'pogawedke' pomiedzy
> wchodzacym do portu jachtem a kapitanatem.
>
> Dzieki i pozdrawiam
> Pawel Kowalski
>
Pomiędzy wchodzącym/wychodzącym na określonych dla poszczególnych portów
kanałach nie oprawia się "pogawędek". Do tego służą inne kanały.
pzdr
BK Danilczuk
Nie bądź taka grożna bo i tak nie uwierze:-)))) Zażartowal sobie a Ty go od
razu tak pryncypialnie.....
:-)))
Pozdrowienia Jurek M
byłem na Helu, żona nie pozwoliła do Jastarni:-)))
skipbulba
(Maciek Kotas)
poprawnie należy:
Kapitanat lub bosmanat XY ( odezwie się dyżurny) jacht XY prosi o zgodę na
wejscie do portu XY
koniecznie nałeży wymienic port bo przy dobrej propagacji obaj dyżurni z
takim samym natężeniem głosu odbieraja i czekają powtórki z nazwą portu
(bosmanaty dyż. to ...) Władysławowo,Jastarnia , Hel, Puck do 15 w dni
robocze
W portach Gdynia Gdańsk i innych większych ruch monitorują oficerowie
dyżurni kapitanatów w portach mniejszych rybackich bosmani
... nie przypominam aby ktos ze słuzby dyż.miał obiekcje co do zgłaszania
sie małej jednostki na wejściu/wyjściu skoro jest taki formalny wymóg,
dodatkowo jak koledzy wiecie pytają kto jest włascielem skąd itd takie są
kratki w ksiązkce ruchu statków (sportowych i turystycznych też to dotyczy)
inaczej jest gdy jednostka nie ma wymogu posiadania UKF-ki to ma obowiązek
"niezwłocznie" po wejściu zgłosić wejście lub przed wyjściem dyż.of. lub
bosmanowi obecnie w większości kto nie ma radia to załatwia komórką, kłopot
jest kiedy bosman jest na przenośnej w terenie bo telefon milczy albo faksy
sie właczają
Nie dopełnienie wymogu zgłoszenia na wejściu/wyjściu bez uzasadnienia może
narazić prowadzącego jednostkę w krańcowym przypadku na konsekwencje kary
pieniężnej max to 20 krotna średnia krajowa ;-((( tak że proponuję pamietać
o tym i na usprawiedliwienie - bosman tego nie wymysłił ma kłopoty gdy mu
sie łódki nie zgadzają dlatego jest (... ) niezadowolony ;-)).
pozdrawiam i życze dobrych kontaktów z bosmanami
stary bosman
który od czasu do czasu zagląda na sympatyczna grupę gdy temat podchodzi ...
;-))
Mnie tam nigdy nikt nie pytal ani o uprawnienia (posiadam) ani o papiery
stacji (nie zawsze). Widac wszyscy wychodza z poniekad slusznego
wniosku, ze mniej wazny jest papier a bardziej bezpieczenstwo, i ze
poprawnie uzywany radiotelefon podnosi je mimo braku w dokumentacji.
;-)) Na malym jachcie (jak np. Nefryt) ciezko jest spotkac legalny
radiotelefon. A na takim wlasnie jachcie ze wzgledu na (czesty) brak silnika
albo niemozliwosc uzycia przyczepnego na podejsciu ze wzgledu na
zafalowanie potrzeba poinformowac kapitanat (bosmanat) o swojej
obecnosci. Sugeruje np. posluchac sobie kanalu roboczego w Lebie.
Poglebiarka na wejsciu, kilka(nascie?) turystowozow, jachty i kutry. I
do tego takie sobie wejscie. Wielokrotnie slyszalem polecenie kapitanatu
do jachtu "prosze tylko poczekac az wyjdzie kuter" i "niech pan uwaza na
poglebiarke", a takze ostrzezenia dla jednostek zarobkowych "prosze
uwazac na jacht w glowkach". Nie mowiac juz o sytuacji sprzed dwoch lat
kiedy wplywalismy na Nefrycie do Wladyslawowa na zaglach niemal bez
wiatru. Kilka kutrow stanelo zeby na nas nie wjechac, a pretensji nie
mial nikt. ;-)
> ps
> Coraz czesciej daje sie zauwazyc, ze glównym zródlem wiedzy zegl. dla
> niektórych staje sie ta lista.
> Czy to dobrze , czy zle ???
Moim zdaniem dobrze. Podreczniki sa pod tym wzgledem zbyt teoretyczne.
;-) Ja kiedys (narazajac sie na trwajace po dzis dzien docinki pewnego
wrednego brodacza) przez dwa dni chodzilem po Lebie z reczniakiem.
Wystarczy posluchac jak pracuja inni i robic to samo. ;-)) jak to
bylo z tym Ojcem Wirgiliuszem??? ;-)
Pozdrowienia
Zw.
--
Piotr Wisniewski Sail-Ho
zwie...@sail-ho.pl http://www.sail-ho.pl
--------------- Może uderzyć grom z jasnego nieba... -------------------
Ooooooo witam "bosmana":-)))))))) Miło znowu czytać...
> koniecznie nałeży wymienic port bo przy dobrej propagacji obaj dyżurni z
> takim samym natężeniem głosu odbieraja i czekają powtórki z nazwą portu
Jak to było z ojcem Cypisa?:-)))))
> "niezwłocznie" po wejściu zgłosić wejście lub przed wyjściem dyż.of. lub
> bosmanowi obecnie w większości kto nie ma radia to załatwia komórką,
kłopot
> jest kiedy bosman jest na przenośnej w terenie bo telefon milczy albo
faksy
> sie właczają
No wlaśnie faks:-((((( Ostatnio po wyjściu z Jastarni gdzieś tak koło mili
pomiarowej dodzwoniłem się do bosmana w Jastarni. Ciągle się włączał faks a
impulsy lecą:-((((((
> stary bosman
> który od czasu do czasu zagląda na sympatyczna grupę gdy temat podchodzi
...
Mam nadzieje, że "stary bosman":-)))) odwiedzi nas w Pucku w czasie V
Jesiennego SIZ Zatokowego? Moze przypłynąć motorówka tak jak kiedyś:-)))))))
--
Pozdrowienia Jurek Makieła
601-938-951
www.siz.3miasto.pl
> Nie dopełnienie wymogu zgłoszenia na wejściu/wyjściu bez uzasadnienia może
> narazić prowadzącego jednostkę w krańcowym przypadku na konsekwencje kary
> pieniężnej max to 20 krotna średnia krajowa ;-(((
Gdy czytam o takich zarzadzeniach krew sie we mnie burzy i coraz
bardziej odchodzi ochota zeglowania do Polski. Nie mam nic przeciw
zglaszaniu wejscia do portu, skoro jest taki wymog, lecz sa granice
tolerancji dla biurokratycznej bezmyslnosci i grozb ewentualnych kar.
Jedna z pierwszych czynnosci jakie wykonuje po wejsciu na lodke jest
wlaczenie "ukaefki" i nigdy jej nie wylaczam po to zeby skanujac
kilkanascie kanalow orientowac sie co tam na morzu. Zanim wejde do
jakiegokolwiek portu ze znacznej odleglosci uwaznie nasluchuje na
odpowiednim kanale. Akurat antene mam niezla wiec wiele sie dowiaduje o
ewentualnych obyczajach podsluchujac o czym sie mowi. Nigdy nie miewam
problemow i zazwyczaj wiem czy akurat wejscie moze byc zajete czy nie.
Najczesciej odwiedzam porty w ktorych nikt nie slyszal o bosmanie ani
zadnej regulacji ruchu bowiem tak sie sklada ze sie to samo rozwiazuje i
z daleka widac zamiary tych co wchodza lub wychodza, a bosman jezeli tam
jest, to ma potrzebniejsze zajecia niz administrowanie ruchem. Usuwam
sie duzym statkom z ich drogi w taki sposob zeby nie bylo najmniejszej
watpliwosci kto gdzie plynie. Zdarzalo sie ze duze statki tez sie
usuwaly z mojej drogi gdy warunki mocno utrudnialy jakakolwiek zmiane
kursu mojej malenkiej lodki. Z kutrami rybackimi nigdy nie miewalem
najmniejszego klopotu nawet w mijajac sie w waskich glowkach portow.
Kiedys plynalem z Bornholmu i przewidujac spore trudnosci z wykreceniem
w glowkach Swinoujscia - ze wzgledu na silny wschodni wiatr - kierowalem
sie bezposrednio na zewnetrzna latarnie wejsciowa (czerwona) na
falochronie. Kilka razy wywolywalem kapitanat zeby sie dowiedziec czy
aby zza falochronu nie pojawi sie dla mnie niewidoczny statek i czy bede
mial miejsce zeby zrobic ciasny skret aby z rozpedu i bezpiecznie
wplynac na spokojna wode. Nikt nie raczyl odpowiedziec choc bylo okolo
poludnia i mimo trudnosci manewrowych wolalem nie anonsowac o zamiarze
skretu tuz przy latarni, bo niezaleznie od kierunku wiatru nie byloby to
zgodne z dobrymi obyczajami.
Zeby zachowac mozliwosc manewru - by uniknac ewentualnej kolizji -
skierowalem sie przeto na nieco oddalona czerwona boje gdzie podczas
zwrotu bez oslony falochronu niewiele brakowalo zeby mnie wyrzucilo na
plaze. W kazdym razie miejsca ledwo starczylo gdyz silny wiatr po prostu
zdmuchnal moja lodke daleko poza zielona boje i halsowalem tuz przy
plazy wsrod bardzo duzych fal przyboju. Cale szczescie ze ryzykujac
zlamanie masztu nieco wczesniej odrefowalem grota i wlaczylem silnik na
pelen gaz, bo nie moglbym uniknac sztrandowania.
Okazalo sie ze w kapitanacie slyszeli moje wolanie i uznali, ze jesli
ruch statkow jest wstrzymany z powodu silnego wiatru, to bede mogl
skrecic tam gdzie bezpiecznie. Tylko nikt nie raczyl odpowiedziec na
moje wolanie by o tym powiedziec. Z nasluchu kapitanatu nie wynikalo ze
wyjscia z portu sa wstrzymane.
Przypadek ow przypomnial mi o lekcewazacej czlowieka i bezmyslnej
biurokracji z jaka sie nierzadko spotykalem w PRL-u. Z wymiaru grozb
widac iz sie niewiele zmienilo w postepowaniu biurokratow, ktorzy nie
uwiadamiaja sobie po co i dla kogo wykonuja swoja robote, zeby nie
napisac: komu sluza i kto ich utrzymuje. Przeciez gdyby sie komus
zechcialo odpowiedziec moglem wejsc bezpiecznie tuz przy latarni bez
ryzyka zlamania masztu i oszczedzic plazowiczom wspanialego widoku
zaglowki wsrod szalejacego zywiolu.
Bywa ze zegluje trasami na ktorych ruch jest jak nie przymierzajac w
najbardziej zageszczonych mazurskich akwenach i wszystko sie odbywa bez
zadnych problemow i potrzeby spisywania kto plynie i dokad. Kazdy wie
dokad ma plynac i to jego sprawa. Nawet gdy sie drogi krzyzuja w waskich
przejsciach, jak wejscie np. do Leby, to rzadko sie zdarza nieporozumienie.
Smutna jest rola bosmana sprowadzajaca sie do wypelniania kratek zeby
sie jachty zgadzaly. Niby po co to i komu sluzy. PRL zlikwidowano wiele
lat temu i wypada sie rowniez pozbyc komunistycznych przyzwyczajen
kontrolowania obywateli. Niby to nie moj klopot i tez nic nie mam do
bosmana, bo ma taka robote, tylko nie podoba mi sie zmiana systemu z
komunistycznego na soc-biurokratyczy czy jak to nazwiemy, bez zmiany
obyczajow na lepsze. Nie rozumiem ze tylu rozsadnych ludzi to widzi i
akceptuje. Niby nie moj klopot bo rzadko bywam w Polsce lecz trudno
uwierzyc iz tak trudno zmienic zle przyzwyczajenia.
--
Jerzy Sychut, Stockholm
http://sychut.com/jerzy
to chore, ale nawet na tym forum jest wielu ludzi którzy to popierają, a to
należy zwalczać. wszelkie formalizowanie jest zbędne. poczynając od dorocznych
wizyt inspektora z PRS, żeby potwierdzić klasę( skąd on wie co z e sprzętu
który mu pokazuję jest moje a co pożyczone?),przez Zgłoszenia we/wy, po różne
kreski na wodzie typu P20, obowiązkowe patenty itd.
z pozdrowieniem
To jakis zart?? Ja za duzo nie plywam, kilka polskich portow odwiedzilem
i w zyciu nie slyszalem zeby sie jakis bosman przez UKF pytal o
wlasciciela. Jak poszedlem do niego sie zglosic oooo to taaaak, papiery
przegladac wypisywac z nich rozne rzeczy, doniesc cos z lodki - jak
najbardziej.
> inaczej jest gdy jednostka nie ma wymogu posiadania UKF-ki to ma obowiązek
> "niezwłocznie" po wejściu zgłosić wejście lub przed wyjściem dyż.of. lub
> bosmanowi obecnie w większości kto nie ma radia to załatwia komórką, kłopot
> jest kiedy bosman jest na przenośnej w terenie bo telefon milczy albo faksy
> sie właczają
Klopot wlasnie w tym, ze jakos mnie sie zdarza, ze bosman dosc czesto
jest w terenie z przenosna. Ino jakos nie odpowiada. Telefonu nie
odbiera sila rzeczy a potem zapitalaj czlowieku np Ustce 30 min dookola
w jedna strone.
> Nie dopełnienie wymogu zgłoszenia na wejściu/wyjściu bez uzasadnienia może
> narazić prowadzącego jednostkę w krańcowym przypadku na konsekwencje kary
> pieniężnej max to 20 krotna średnia krajowa ;-((( tak że proponuję pamietać
> o tym i na usprawiedliwienie - bosman tego nie wymysłił ma kłopoty gdy mu
> sie łódki nie zgadzają dlatego jest (... ) niezadowolony ;-)).
Czlowiekiem trzeba byc, to przede wszystkim. A zdarza sie przerost formy
nad trescia
skipbulba
(Maciej Kotas)
> Jacht - Bosmanat Władysławowo, "Dino"............
[cut]
Gdybys tak jeszcze na koncu dal (c) by Marcin "Cypis" Kantorek ....
--
p Ozd Dr.awiam ,
Janusz Drozd
kzposejdon.hml.pttk.pl/
GG 4203070
A tak patrząc z drugiej strony, co ma zrobić taki bosman jak dostał takie
polecenie?
nie wiem czy ma takie polecenie, ale co innego jest zwrócic uwagę,a co innego
pokrzykiwać o manadatach:-)))
a dla takiego szweda byłoby to kuriosum pierwszej wody, ale mam wrażenie,że te
przepisy dotyczą tylko jachtów polskich bander.
skipbulba
(Maciek Kotas)
Nie ma poleceń a jest Zarzadzenie porzadkowe zwane - przepisami portowymi
powinno sie o tym co nieco wiedzieć jest na stronach UM i US ale kto chce
to czytać ;-)))
> nie wiem czy ma takie polecenie, ale co innego jest zwrócic uwagę,a co
innego
> pokrzykiwać o manadatach:-)))
Nikt tu nie ma zamiaru pokrzykiwać atym bardzie na grupie ... pytanie
dotyczyło zasad zgłaszania i wypadało uczciwie podac i konsekwencje
niezastosowania się ... Nie jest i nie było moim zamiarem pokrzykiwać miałem
okazje to robić chyba ze 30 latek temu i na placu do musztry a my tu o
żeglarstwie (...) zawsze były i bedą regulacje administracyjne przystające
do życia i te negowane przez część społeczności bądzmy optymistami to lepiej
nastraja do życia ... a sprawy istotne i te wodniackie trzeba brać w swoje
rece ach temat leciał wcześniej nie będę odgrzewał
a konkretnie wracająć do kar na około 500 jachtów zawijających do Władka w
tym roku nie ma żadnej nałożonej kary może czasem wymiana uwag ale nie
przekraczyło to dobrego obyczaju wodniackiego i tego
adminiaracyjno-bosmańskiego i z tego mozna coś wywnioskować, że nie jest tak
źle w portach dla wodniaków oczywiście jakas incydentalna sytuacja może
mieć miejsce czego nie wykluczam wszyscy mamy charakterki ... nie tylko te
bosmany prychajace wadzaąą.
> a dla takiego szweda byłoby to kuriosum pierwszej wody, ale mam
wrażenie,że te
> przepisy dotyczą tylko jachtów polskich bander.
ach widze że kolegę kłują te przepisy ... wielokrotnie na tej grupie bardzo
fachowo wyjaśniano zasade "wzajemności i tolerancji " co nie znaczy ze
regulacje porządkowe ich nie dotyczą i tyle ...
> skipbulba
> (Maciek Kotas)
pzdrawiam i życze konstruktywnej dyskusji na grupie
stary bos;-)) z Władka
chodziło mi o to że to ja zostałem okrzyczany w ... pewnym porcie za
niezgłoszenie się, to nie było Władziowo.
władziowo ma u mnie w skali 1-10 jakies 8. 2 punkty na minusie za drogie
prysznice:-)))
(...) zawsze były i bedą regulacje administracyjne przystające
> do życia i te negowane przez część społeczności bądzmy optymistami to lepiej
> nastraja do życia ... a sprawy istotne i te wodniackie trzeba brać w swoje
> rece ach temat leciał wcześniej nie będę odgrzewał
ależ ja jestem optymistą:-)))
>
> > a dla takiego szweda byłoby to kuriosum pierwszej wody, ale mam
> wrażenie,że te
> > przepisy dotyczą tylko jachtów polskich bander.
>
> ach widze że kolegę kłują te przepisy ... wielokrotnie na tej grupie bardzo
> fachowo wyjaśniano zasade "wzajemności i tolerancji " co nie znaczy ze
> regulacje porządkowe ich nie dotyczą i tyle ...
jaaa... ! przecież ja nie mam nic przeciwko bosmanom jako takim. ma człowiek
robotę i musi ją wykonywać tak jak mu każą. oczywiście,że mi się zdarzyło,że
mnie obrugano. to incydent, pierwszy raz.
ALE!... ale zwracam uwagę, że w całym znanym mi cywilizowany świecie takie
przepisy nie dotyczą jachtów. nie ma konieczności zgłaszania się komukolwiek.
przecież i bosmanowi byłoby łatwiej gdyby nie musiał se gitary zawracać
drobnoustrojstwem:-))) w takiej szwecji jest zarejstrowanych kilkadziesiąt
tysięcy jachtów i nikomu nie przychodzi do głowy wymyślać im coraz to nowe
utrudnienia, a u nas jest jachtów morskich 311, może dlatego, że każdy gdy
zobaczy co sie dzieje na Bałtyku spieprza nad Adriatyk, bo tam się nikt o nic
nie pyta.
z po0zdrowieniem dla starego bosmana z Władziowa.
> > skipbulba
> > (Maciek Kotas)
ps musze przyznać, że gdy w zeszłym roku byłem w Władkowie po 15to letniej
przerwie, byłem w szoku(in plus)... cóż za zmiana, prawdziwie przyjazny port
dla żeglarzy. nadal jestem pod wrażeniem.
Czytamy.... czytamy:-)))
A tak a'propo na stronie UM Gdynia jest ładna mapa podejścia do Świbna......
to aministratora działka czyt. Szkunera
> ależ ja jestem optymistą:-)))
to jest na więcej
> ps musze przyznać, że gdy w zeszłym roku byłem w Władkowie po 15to letniej
> przerwie, byłem w szoku(in plus)... cóż za zmiana, prawdziwie przyjazny
port
> dla żeglarzy. nadal jestem pod wrażeniem.
stramy się ;-)))
pozdrawiam
stary bos
ale jakoś tam klapiący w te klawiature
> w takiej szwecji jest zarejstrowanych kilkadziesiąt tysięcy jachtów
> i nikomu nie przychodzi do głowy wymyślać im coraz to nowe utrudnienia
Tylko w moim klubie (Svenska Kryssarkluben) sa 43 tysiace jachtow i
motorowek. W Szwecji jest znacznie wiecej wszelkiego plywajacego
"drobnoustroju". Socjaldemokraci szacowali na ponad milion
<http://sychut.com/nav/doc/polityka.html#20030511> ostrzac sobie zeby
nadzieja oblozenia ich wlascicieli kolejnym podatkiem. Na szczescie
wielu probom zinwentaryzowania towarzystwa odparli sie rozsadni ludzie i
nie ma zadnej rejestracji ani obowiazkowej ani zadnej innej. Wrecz jest
zakaz rejestracji po wielu wnioskach o obowiazkowa rejestracje ktore
skladali poslowie mieszkajacy daleko od jakiejkolwiek wody.
Zadnemu tubylczemu wlascicieli lodek nie przyszloby do glowy zglaszac
swojej wizyte w jakimkolwiek porcie, bo i tak nikt by ich nie chcial
sluchac. Pisanie o pol tysiacu wizyt we Wladyslawowie bez nalozenia choc
jednej kary wcale nie swiadczy dobrze o tych co moga karac skoro biora
pod uwage taka mozliwosc. Wszedzie sa kary administracyjne za
nieprzestrzeganie przepisow i to jest normalne. Nienormalne jest
grozenie karami, upomnieniami i tworzenie atmosfery rezimowej wladzy.
500 wizyt jachtow w jednym porcie jest tak niepowazna iloscia ze nie
wiem czy w ogole powaznie traktowac ktorym chce sie liczyc. Chyba pojde
na piwo, bo nie wiem czy sie smiac czy plakac, bo to w koncu powazni
ludzie pisza.
W portach krajow skandynawskich nie ma funkcji "bosmana". Takiego goscia
nazywa sie "kapitanem" i rozumie sie ze ma on sluzyc pomoca tym co
potrzebuja, pomoc zacumowac i jak trzeba wziac mlotek by wbic gwozdz
gdzie trzeba. Nawet wziac szczotke i posprzatac gdy trzeba. Taka ma
robote i nie rzadzi ani nikogo nie spisuje, bo by go wysmiali.
z praktyki codziennej powiem tyle że nie zgadzam sie z Twoim spostrzeżeniem,
gdybyś wiedział ile zainteresowanych jest potwierdzeniem pobytu , odejścia,
kieruku wyjścia jednostki, wielokrotnie to dzwonią zaniepokojeni rodzice,
bywają też sprawy losowe itp i co tworzyć wiecej przykładów i sądzę że w tej
kwestii nie ma potrzeby przywoływania komunistycznych przyzwyczajen to
wynika poprostu z życia a nie z ideologii(...)
PRL zlikwidowano wiele
> lat temu i wypada sie rowniez pozbyc komunistycznych przyzwyczajen
> kontrolowania obywateli
> Jerzy Sychut, Stockholm
pozdrawiam
stary bos
Jurku, mimo wszystko troche inne warunki, to i inna optyka. W Twoim
"wlasnym" Dalaro, w Nynashamn, w Sandhamn, kolejnych marinach Sztokholmu -
wejscie do portu (mariny) polega na zejsciu ze szlaku i przycumowaniu. I
tyle.
Ciut inaczej wyglada to po poludniowej stronie Baltyku. Przypomnij sobie jak
wyglada wejscie do Kolobrzegu: chcialbys sie mijac w glowkach z wychodzacym
kutrem? Bo ja nie.
A tak Bogiem a prawda - praktycznie wszystkie polskie porty sa na wejsciu
"ciasne". Nawet "bezpieczne" Swinoujscie potrafi sie "sciesnic", jesli
akurat idzie cos naprawde duzego. I tak po kolei przez cale wybrzeze - albo
ciasno, albo plytko (np. Leba) - a ruch kutrow spory. Wygodniej (po prostu
wygodniej) jest sie zglosic przez radio i miec swiety spokoj na wejsciu.
Pozdrowienia - Jasiek
Janusz Nedoma
> > Smutna jest rola bosmana sprowadzajaca sie do wypelniania kratek zeby
> > sie jachty zgadzaly. Niby po co to i komu sluzy.
>
> z praktyki codziennej powiem tyle że nie zgadzam sie z Twoim spostrzeżeniem,
> gdybyś wiedział ile zainteresowanych jest potwierdzeniem pobytu , odejścia,
> kieruku wyjścia jednostki, wielokrotnie to dzwonią zaniepokojeni rodzice,
> bywają też sprawy losowe itp i co tworzyć wiecej przykładów i sądzę że w tej
> kwestii nie ma potrzeby przywoływania komunistycznych przyzwyczajen to
> wynika poprostu z życia a nie z ideologii(...)
Z praktyki codziennej z państw bardziej żeglarsko cywilizowanych, to
administracje tamtejszych portów miały w głębokim poważaniu, skąd płynę i
dokąd. Zaś (powodowane przyzwyczajeniami i zostawianiem śladu właśnie dla
rodziców i wypadków losowych) meldowanie tego powodowało reakcje "no
dobra, klient nasz pan, zapiszemy, ale o co wam chodzi?"
Nie, żebym bosmanom odmawiał sensu istnienia... ale przypuszczam, że gdyby
to był jedyny sens, to można by z tego zrezygnować? W dobie absolutnej
powszechności telefonów komórkowych jak ktoś chce kontaktu z rodziną, to
go ma, a w razie akcji ratowniczej bosman niewiele poradzi, to już raczej
centrum koordynacyjne SAR (pomijam fakt, że telefony od rodziny w takiej
chwili nikomu pracy nie ułatwiają...).
--
***********Jacek Kijewski, ja...@sail-ho.pl z odwiecznym (since 1995) mottem: *
"Kazda dostatecznie rozwinieta technologia niczym
szczegolnym nie rozni sie od magii" Linux admin
Portal żeglarski: http://www.sail-ho.pl
************************************* Support Open Source: http://www.rwo.pl *
jasne.....:-/ do wielu portów w Szwecji np. vandburg,gronghogen masz wejście
jak u mnie do łazienki i jest OK.
> A tak Bogiem a prawda - praktycznie wszystkie polskie porty sa na wejsciu
> "ciasne". Nawet "bezpieczne" Swinoujscie potrafi sie "sciesnic", jesli
> akurat idzie cos naprawde duzego. I tak po kolei przez cale wybrzeze - albo
> ciasno, albo plytko (np. Leba) - a ruch kutrow spory. Wygodniej (po prostu
> wygodniej) jest sie zglosic przez radio i miec swiety spokoj na wejsciu.
wygodniej-tak, święty spokój-tak, obowiązek-nie!
a pozatym przy rejestracji P20 nie ma obowiązku posiadania radia, to jaki wpływ
na bezpieczeństwo na wejściu ma to, że stojąc już na cumach pójdę o tym
powiedzieć bosmanowi. ja nie widzę związku.
skipbulba
(Maciej Kotas)
Pozdrawiam
Rychu
pytam.... CUD???? czy co???
skipbulba
(maciek Kotas)
Ooooo w morde.... Rysiu:-)))))
> Ma to taki związek, że są różne porty i porciki i różne w nich miejsca
Rysiu, rozumiem, że przemówił teraz przez Ciebie bosman:-)))
> zabierając zadek w trok z jachtu nim go np bosman dorwie i powie gdzie
> należy się przytulić i dlaczego, może narobić tak zwanej niezłej popeliny.
A przypomnij mi robaczku:-)) jak to było dwa lata temu gdy Dunajcem
pływaliśmy po Kalmarsundzie ilu bosmanów nas tam "dorwało"? Bo ja jakoś sobie
nie przypominam żadnego. Ale ja mam już prawo mieć skleroze:-)) Może jakiś
tam jednak był?:-)))))
Pozdrowienia Jurek M (jak ta mróweczka.....)
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Proponuje - czytaj ze zrozumieniem. To jest mozliwe, choc bywa trudne.
>
> wygodniej-tak, święty spokój-tak, obowiązek-nie!
Sedes - tak! Papier toaletowy - tak! Obowiązek .... nie!
Ale ja tam wole pkt. 1 i 2. Jakos mi wygodniej.
Janusz Nedoma
No cóż mogę rzec, specjalistą od cudów nie jestem, ale od dobrej praktyki
morskiej staram się być, a Ty masz ten problem, że patrzysz wąsko - pardon,
w zasadzie szeroko bo na "durze" porty.
Na ten przykład roku pańskiego tego, dnia 19 sierpnia w porcie Frombork,
małym, bidnym ale sympatycznym, statek na podejściu za boją FRO, idzie sobie
na pewniaka, że jego ciepłe miejsce - zresztą jedyne w tym momencie dla
statku o tym zanurzeniu i przy wodzie zajebiście niskiej bo ledwie 495 - na
niego czeka, jest coraz bliżej, a tu nagle z zachodniej flanki jachcik się
zakrada i mając w głębokim dobry obyczaj co by zapytać "zawiadowcę" choć,
myk na jego miejsce i rzeczoną wyżej dupę w trok załoga bierze i pokłon
zamierzając bić Kopernikowi na 2 godziny w miasto się udaje. Dzięki, że
mądrzy ludzie VHF wymyślili - statek mała naprzód i pościg za przemądrym
skiperem. Pytanie - a co by było gdyby było w "czasie" mniej miejsca?
Podpowiedź - jeden "znajomy" statek, LOA ok 40m prostował śrubki niedawno -
25000PLN go to kosztowalo.
Spójrz na mape a będziesz wiedział o co mi chodzi.
Niestety jacht ani żadne inne statek na burcie nie ma napisane że powozi go
myślący człowiek z wyobraźnią, dlatego tam gdzie trzeba, a nie wszędzie
trzeba - patrz przepisy lokalne (w całym cywilizowanym świecie są ;)) -
"powinno się" meldować, najlepiej przed, albo niezwłocznie po zacumowaniu.
Pozdrawiam
Rychu
PS. Słucham i oglądam popeliny w różnym wydaniu ok 180 godzin miesięcznie,
przez cały rok.
;)) Oj czasem strzasznie żałuje, że czasy parowców z wielkimi kotlami na
węgiel już minęły - oj znalazł bym ja dla Ciebie po znajomości jakieś
miejsce w maszynie, znalazł bym... a ja tam jestem chłopak z pokładu a do
tych z maszyny nigdy nic nie miałem ;))))
Pozdrawiam
rychu
> > a pozatym przy rejestracji P20 nie ma obowiązku posiadania radia, to jaki
> wpływ
> > na bezpieczeństwo na wejściu ma to, że stojąc już na cumach pójdę o tym
> > powiedzieć bosmanowi. ja nie widzę związku.
> >
> > skipbulba
> > (Maciej Kotas)
> >
> Ma to taki związek, że są różne porty i porciki i różne w nich miejsca
> postoju i gość który nie bywa często w danym porcie i jest delikatnie mówiąc
> nie zorientowany w obecnej w nim sytuacji co do np planowanych zawinięć
> załóżmy statków pasażerskich, a jest do tego "gniewnie" nastawiony do
> określania i uzgadniania swoich zamierzeń ze służbą dyżurną na VHFie,
> zabierając zadek w trok z jachtu nim go np bosman dorwie i powie gdzie
> należy się przytulić i dlaczego, może narobić tak zwanej niezłej popeliny.
Oczywiście tylko wtedy, kiedy tzw. "port authority" zaniedba rozwój portu
przez niedopuszczenie do powstania mariny lub miejsca cumowania dla
jachtów (co po dłuuuugich latach, poprzez "woooon! wyyyp...lać!"*, przez
"cudzoziemcom wstęp wzbroniony", przez "no to stójcie sobie tutaj, ale jak
fala rozbije was o nabrzeże, to miejcie pretensje do siebie" po "no, to
jest kawałek miejsca, w którym jachty są jakoś tolerowane" - co po
dłuuugich latach w końcu jakoś znormalniało we Władysławowie i Helu na
przykład) i ewentualnie niepostawieniu strzałki "yachts here".
Bo w tych różnych portach i porcikach, to we Władysławowie jakieś tam keje
postawili, w Łebie jest marina, którą miasto szczyci się przy każdej
okazji, w Ustce - nie wiem, ale chyba też coś jest, w Kołobrzegu jest
marina, w Darłowie nie byłem, ale też coś ponoć jest, w Świnoujściu jest
kilka marin.
W Rowach i Mrzeżynie stacjonują, jak wiadomo, zarówno transatlantyki, jak
i pancerniki Marynarki Wojennej RP, stąd nerwowe reakcje bosmanów na widok
jachtu na horyzoncie. Stąd jachty omijają te tak gościnne miejsca, bo nie
dość, że płytko i niebezpiecznie, to jeszcze są lepsze sposoby spędzania
czasu, niż użeranie się z urzędnikami. I lepsze miejsca na wydawanie
pieniędzy, co lokalne samorządy powinno zastanowić...
Zatem, co należało dowieść: nie ma potrzeby akurat z tego powodu
uzgadniania z bosmanatem miejsca postoju w praktycznie żadnym polskim
porcie.
*) Cytat dosłowny. Jak się w dawnych czasach chciało obejrzeć Muzeum
Rybackie, przejść ulicą Starowiejską (tak się chyba nazywa ta główna na
Helu?), zjeść rybę, to jedynym sposobem było wylać całą wodę za burtę i
wpłynąć o 14:30 do portu. Otóż dla jachtów i innego nikomu (no,
przynajmniej urzędnikom) niepotrzebnego badziewia wstęp na Hel był surowo
zakazany, i nie mówię o porcie wojennym, bo to teoretycznie oczywiste (z
drugiej strony, jako ten sam gówniarz latałem sobie po całym garnizonie,
trałowców helskich nie wyłączając, a na bunkrach z 50-go bawiąc się w
Klossa i handeho!), a o rybackim, należącym do Kogi.
Otóż, wejść można było w razie zagrożenia życia itd. Ponieważ oczywiście
nie chodziło o to, żeby zagrozić komuś życie, tylko wpłynąć, to się
udawało umierających z pragnienia. I przez pół godziny szukało wody. O
15-ej bosman się zmywał do domu i był spokój. Oczywiście zabierał kartę
bezpieczeństwa, więc nie wolno było wypłynąć, póki nie wrócił i nie
odprawił.
Były to czasy, kiedy zarówno paszport, jak i kartę bezpieczeństwa każdy
trzymał w domu. Dom do trzymania paszportów nazywał się Rejonowym Urzędem
Spraw Wewnętrznych, zaś domem do trzymania kart bezpieczeństwa był właśnie
Bosmanatem Urzędu Morskiego. W nim siedział Jaśnie Pan Bosman i miał
"wadzę". Wadzą oną rozkoszował się, a rozkoszować się nią mógł wyłącznie
wtedy, jak komuś ją wykazał. Stąd np. mandat w wysokości trzymiesięcznej
pensji dla pary nauczycieli, którzy płynąc we dwójkę mieli jedno koło
(jedno koło ratunkowe na 2 osoby!), zamiast wpisanych w WWRKę trzech
(dowcip? Frombork, bosman pracuje do dziś... a szkoda), stąd np. zabranie
karty bezpieczeństwa za przytarcie Nefrytem przy zdychającej dwójce o
piasek w Górkach Zachodnich (karta zabrana w środę, udało się inspektora
umówić na piątek, z odnowionym orzeczeniem (był wypadek morski!!! statek
miał kontakt z lądem!!!) kapitan był 14:45 w kapitanacie portu Gdańsk, ale
okazało się, że pan zamknął kartę w prywatnym biurku na kluczyk i wyszedł
"nieco wcześniej" do domu. Staliśmy tam z obozem do poniedziałku). I tak
dalej, i tak dalej. A jak bosman w Gdyni bywał pijany (oj, a bywał
regularnie), to się wszystkiego przypieprzył. A to braku badań w czyjejś
książeczce, a to braku karty pływackiej (mimo, że uzyskanie patentu w tym
wypadku jachtowego kapitana żeglugi wielkiej było w owych czasach
warunkowane posiadaniem rzeczonej karty), a to czegoś jeszcze. No, jak był
trzeźwy (czasami), to było jeszcze gorzej. Słyszałem opowieść, że
zastopował komuś rejs z braku papierów na UKFkę. Rzeczony rejs** (z klubu
Kotwica, podobno) poszedł na miasto upić się z żalu. Pech jakiś sprawił,
że wracając na jacht stojący przy kei onej Kotwicy napotkali bosmana
wracającego ze swojego kurnika na końcu kei do domu. ***
Taaaak, to były czasy. Niektórzy ich do dziś odżałować nie potrafią. Ja
jednak, już we wczesnej młodości zawieziony do Holandii, Niemiec, Szwecji,
Danii - obserwując obyczaje tamtejszych portów nie dałem się ową nostalgią
zarazić.
Czort wie, może Polakom potrzebne jest 40 lat na pustyni, żeby jedno
pokolenie wymarło i następne oduczyło się życia niewolników i miało
szansę na normalność?
No ale do rzeczy: owo wpływanie "o suchych tankach" na Hel było sztuczką
bosmanom znaną i często tolerowaną. Oni mieli podkładkę, żeglarze
możliwość obejrzenia miasteczka (dotarcie tam od strony lądu nie było aż
tak łatwe, bo po drodze był garnizon - choć za moich czasów pociągów już
nie trzepali... ale za to za Władziowem był szlaban, przy nim społeczna
straż ochrony czegoś tam)... no ale do rzeczy: często tolerowaną, czasem
nie. Jak ktoś zamiast na chama wpłynąć do portu i wypełznąć na keję z
wywieszonym ozorem i okrzykiem "wooody!" grzecznie odmeldował się na
ukfce, to miał szanse ww. słowa usłyszeć.
Nie pamiętam tamtejszych regulaminów, więc nie wiem, były one obowiązkowe,
czy nie. Hel, wówczas miasteczko wojskowe, więc i słownictwo może było
jakąś tradycją uświęcone.
**) należy przypomnieć, że w onych czasach rejs planowało się z 3-letnim
wyprzedzeniem, dwa lata trwało załatwianie samych paszportów (i często się
ich nie dostawało z powodu jakiejś opinii z ubecji), a zwłaszcza wiz. Ci,
co wspominają dawne porządki z nostalgią, jakoś nie chcą równocześnie
przypominać o paszportach "na kraje demokracji ludowej z wyłączenie
Jugosławii", o przesłuchaniach przez RUSW, o tym, że nie można było, jak
dziś, wsiąść w samochód i za 4 godziny być w Niemczech, tylko w ambasadzie
czekać godzinami, żeby się tłumaczyć, czy aby na pewno nie chcemy porzucić
najlepszego ustroju na świecie na rzecz odwetowo-reżimowego systemu
socjalnego RFN... Mi się to udawało o tyle, że ojciec, jako naczelny
dużego przedsiębiorstwa państwowego, stał dość wysoko w hierarchii
wojewódzkiej i paroma telefonami mógł sprawę umożliwić. Bez tego, z matką
pracującą w wojsku, zobaczyłbym przed 1990 paszport, jak świnia niebo.
***) osobiście uważam, że bicie po twarzy, kopanie i wrzucanie do wody nie
jest żadną metodą rozwiązywania sporów w postępowaniu administracyjnym,
niezależnie od tego, jak bardzo dany człowiek jest rozgoryczony. Poza tym
jacht miał wpisane UKF w papiery - miał. To wymagany radiooficer. A że UKF
zdemontowane? A co to miało bosmana obchodzić?
To by było chyba dość wspomnień kombatanckich... cieszcie się ludzie tym,
co macie, a jak ktoś nawiązuje do czasów słusznie minionych jako wzoru
postępowania... cóż, bicia po twarzy, kopania i wrzucania do wody nie
uważam za argument również w dyskucjach, niemniej jednak...
Pozdrawiam
rychu
>
> ;)) Oj czasem strzasznie żałuje, że czasy parowców z wielkimi kotlami na
> węgiel już minęły - oj znalazł bym ja dla Ciebie po znajomości jakieś
> miejsce w maszynie, znalazł bym... a ja tam jestem chłopak z pokładu a do
> tych z maszyny nigdy nic nie miałem ;))))
Oooo jaki pamiętliwy:-))) A czy to moja wina, że tylko Ty mogłeś się tam
wcisnąć???
Dla niewtajemniczonych:-) Wracaliśmy Dunajcem, wiała ósemka, podpieraliśmy
się silnikiem. Na Dunajcu jest przekładnia hydrauliczna, trzeba było
uzupełnić olej. W tym rejsie robiłem za "trzeciego" ale Rysia tak na oko jest
trzy razy mniej niż mnie:-))))) Ale świeciłem mu latarką:-))))
Było tam ciasno, gorąco i smierdziało gorącym olejem a i łódką
nieźle "woziło" w każdym razie stwierdziliśmy że jesteśmy twardziele skoro
nie rzygaliśmy tam jak koty......
:-)))))))))))
Pozdrowienia Jurek M (jak ta mróweczka....)
wiesz co, a ty zastanów się co piszesz. widzę,że według Ciebie w Takiej
Szwecji, Grecji czy we Włoszech zyje banda debili i nieodpowiedzialnych
samobójców. A Polacy za głupi są,żeby przed wejściem do portu posłuchac co sie
w nim dzieje. wchodziłem do portów mniejszych niż najmniejsze porty na polskim
wybrzeżu, również przyjmujące statki, promy i masę kutrów,nie mniej nikomu, ani
mnie ani inny żeglarzom nie przychodziło do głowy zgłaszać wejście/wyjście.
Gdzie? w Grecji, Chorwacji, Słowenii,Włoszech,Francji.Ale cóż tak jest w
Polsce, że najlepiej byłoby zakazać pętać się tym durnym żeglarzom, a jak się
nie da to chociaż maksymalnie utrudnić
a Twoje porównanie...hmm...wydaje mi się mało sensowne.
skipbulba
(Maciej Kotas)
> Na ten przykład roku pańskiego tego, dnia 19 sierpnia w porcie Frombork,
> małym, bidnym ale sympatycznym, statek na podejściu za boją FRO, idzie sobie
> na pewniaka, że jego ciepłe miejsce - zresztą jedyne w tym momencie dla
> statku o tym zanurzeniu i przy wodzie zajebiście niskiej bo ledwie 495 - na
> niego czeka, jest coraz bliżej, a tu nagle z zachodniej flanki jachcik się
> zakrada i mając w głębokim dobry obyczaj co by zapytać "zawiadowcę" choć,
> myk na jego miejsce i rzeczoną wyżej dupę w trok załoga bierze i pokłon
> zamierzając bić Kopernikowi na 2 godziny w miasto się udaje. Dzięki, że
> mądrzy ludzie VHF wymyślili - statek mała naprzód i pościg za przemądrym
> skiperem. Pytanie - a co by było gdyby było w "czasie" mniej miejsca?
> Podpowiedź - jeden "znajomy" statek, LOA ok 40m prostował śrubki niedawno -
> 25000PLN go to kosztowalo.
> Spójrz na mape a będziesz wiedział o co mi chodzi.
> Niestety jacht ani żadne inne statek na burcie nie ma napisane że powozi go
> myślący człowiek z wyobraźnią, dlatego tam gdzie trzeba, a nie wszędzie
> trzeba - patrz przepisy lokalne (w całym cywilizowanym świecie są ;)) -
> "powinno się" meldować, najlepiej przed, albo niezwłocznie po zacumowaniu.
jak oni to w całej europie robią, że tam się nie trzeba zgłaszać? w żadnym
porcie nie zdarzyło mi się spotkać z takim wymogiem.
a może wystarczy opisać miejsce postoju promu.
A może trzeba przygotować miejsca dla żeglarzy, zamiast zwalać koszty na nich?
no ale przecież to chwasty są. chcą pływać niech se kupią VHFki,albo niech se
pobiegają:-)))
wszędzie spotykałem się z tym, że ktoś z obsługi portu z daleka pokazywał gdzie
stanąć, albo nikt się tym nie intweresował.jedynie prędzej czy później
przychodził ktoś po kaskę za postój.
a ścigać i karać trzeba tych co robią cos źle,a nie a priori zakładać,że
wszyscy żeglarze to durnie.
w Polsce zgłaszam swoje wejścia/wyjścia przez VHF. taki wymóg, co zrobic. Nie
mniej uważam wymóg ten za nieuzasadniony
z pozdrowieniem
Nooo słyszałem... słyszałem:-((((((
Złozy się któregoś z uczestników i wlasnym ciałem bedzie bronił majątku
UM:-))) Tak jak tutaj http://www.siz.3miasto.pl/ant/20.jpg Gorzej jak się
obudzi a tu już za nim góry Uralu:-)))))))
> Na ten przykład roku pańskiego tego, dnia 19 sierpnia w porcie Frombork,
> małym, bidnym ale sympatycznym, statek na podejściu za boją FRO, idzie sobie
> na pewniaka, że jego ciepłe miejsce - zresztą jedyne w tym momencie dla
> statku o tym zanurzeniu i przy wodzie zajebiście niskiej bo ledwie 495 - na
> niego czeka, jest coraz bliżej, a tu nagle z zachodniej flanki jachcik się
> zakrada i mając w głębokim dobry obyczaj co by zapytać "zawiadowcę" choć,
> myk na jego miejsce i rzeczoną wyżej dupę w trok załoga bierze i pokłon
Drapiemy się po głowie, myślimy... jest tablica "zakaz postoju dla
jachtów"? No nie ma. Zresztą, mogę do jednej załogi zadzwonić, afair
wyszli stamtąd dziś rano.
Szmer, szmer, kartkujemy locję 502... jest coś o zakazie postoju jachtów?
Nie widzę, ale mam gorączkę i literki mi się dwoją. Byłbym wdzięczny,
gdyby ktoś to zrobił za mnie.
Do kogo pretensje?
Oczywiście do żeglarza. Wyłącznie. Zaznaczam, że bosmana we Fromborku
pamiętam od mojego pierwszego samodzielnego rejsu na zalew... eee, 16 lat
miałem, to jakiś 89 czy 90? Nie widziałem, by zhańbił się wzięciem w rękę
wiaderka z farbą i napisem "Jachtom postój wzbroniony/jachtam stajat'
zaprieszczajetsja".
O tym, żeby jakieś y-bomy zainstalować w części, gdzie się jachty
mieszczą, to też nie. Tyczki rybackie wbite są dla miejscowych, znaczy,
klubu Dal - chwała im za to. Natomiast warunki postoju dla jachtów są we
Fromborku urągające "europejskości" polski. Warto by tu mały kamyczek
dorzucić nt. "Dom turysty" i nowe molo dla statków wycieczkowych - jak to
się stało, że to wygląda, jak wygląda, heh?
Oczywiście żeglarzowi można by łeb przy okazji zmyć. Natomiast namalowanie
kilku literek na kei znacznie bardziej uzasadniłoby sens istnienia
tamtejszego bosmana (apropos, dalej zieje na pieczątkę, jak 15 lat temu),
niż wszystkie zgłoszenia i odprawy.
?? To jaki jest średni stan wody na Zalewie? Na Zatoce jest 500 i stan 495
nie nazwal bym zajebiście niskim:-)))))
> Użytkownik Jacek Kijewski <ja...@sail-ho.pl> w wiadomości do grup
> dyskusyjnych
> napisał:Pine.LNX.4.53.04...@goldenhinde.sail-ho.pl...
> > On Sat, 21 Aug 2004, Ryszard Wilinski wrote:
> >
> Przyznam szczerze, że trochę się pogubiłem w tym, jak dla mnie, nazbyt
> historycznym wywodzie, ale ogólnie to jestem z Tobą całym sercem;)))
:)
> Użytkownik "bosman" <bos...@xl.wp.pl> napisał w wiadomości
> news:cg81mq$8pk$1...@atlantis.news.tpi.pl...
> >
> > > Mam nadzieje, że "stary bosman":-)))) odwiedzi nas w Pucku w czasie V
> > > Jesiennego SIZ Zatokowego? Moze przypłynąć motorówka tak jak
> > kiedyś:-)))))))
> > nie wykluczone ale strach motorówką bo w Elblągu wcieło i do dziś szukają
> > ;-)))
>
> Nooo słyszałem... słyszałem:-((((((
Heh, o UMie w Elblągu to już taaaakie dowcipy na Zalewie opowiadają.
Kradzież motorówki z silnikiem to rzecz przykra, ale okoliczności dość
ucieszne, gdyż złodzieje, wyciągając ją na ląd, zaryli się samochodem.
Długo i namiętnie szukali rolnika, który ich życzliwie traktorem wyciągnął
i pomógł wyciągnąć motorówkę... Trwało to według opowieści o opowieściach
owego rolnika dobre kilkanaście godzin...
> To jakis zart?? Ja za duzo nie plywam, kilka polskich portow odwiedzilem
> i w zyciu nie slyszalem zeby sie jakis bosman przez UKF pytal o
> wlasciciela.
Pytaja, pytaja. Przy wejsciu: skad, ile osob, imie i nazwisko
prowadzacego-to zawsze (przynajmniej mnie), natomiast nie zawsze ale
czesto: port macierzysty, nazwisko armatora, bandera (jak nie sa pewni).
Pzdr
Robert
W górach w każdym schronisku leży księga opasła a ważna.
Księga Wyjść.
Jak Turysta chce, może sie wpisać. Taternicy traktuja to powazniej,
wpisuja sie często. GOPR i HS sprawdza co jakiś czas i jak się
im buchalteria nie zgadza, wszczynaja akcję. Najczesciej to fałszywe
alarmy, ale bywają nierzadko i prawdziwe.
Teraz: prosze sobie wyobrazic żeby każdy cepr zwiedzajacy każde
schronisko MUSIAŁ zostawić tam swój wpis. (np "idziem z M.Oka do
autka w Rostoce, wypilim deczko, jakbymy nie doszli, znaleźć
i docucić, nie mówić koleżance małżonce)
poważnych, szanowanych ludzi uprasza się o nie ośmieszanie się
t
Wybieram się min do Rostoku więc zasięgnąłem informacji "u źródła" tj w
internecie. Dowiedziałem się, że nie ma tam obowiązku meldowania się przez
radio. chociaż na http://www.nv-portpilot.de/ podają 73 kanał jako medium do
komunikacji, ale nie do zawracania im głowy, że coś małego płynie.
Stopy wody pod kilem!
Biały Wieloryb
(Marek Popiel)
mar...@kompas.net.pl
http://whale.kompas.net.pl
Ja tez nie, ale mnie sie wydaje, ze my o czyms innym tutaj rozmawiamy.
Tematem watku jest przeciez obowiazek zglaszania wejscia-wyjscia, ktore
wcale nie musi odbywac sie przed wejsciem do portu (np. jak sie nie ma
radia lub komorki) i nie ma specjalnego zwiazku z bezpieczenstwem na
wejsciu. A ze zgloszenie przez UKF-ke daje nam przy okazji pozyteczna
informacje, czy bedziemy sie z kims w glowkach mijac czy nie (ew. czy kogos
przepuscic, itd) to juz inna sprawa. Z pewnoscia jest to bardzo wygodne,
ale akurat takiego obowiazku nie ma i nie o tym dyskutujemy.
Pzdr
Robert