--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Lukasz Ropka 'SneeR' wrote:
Stary wypróbowany sposób to bicie w dzwony i palenie świeczki w oknie.
W tłumaczeniu na praktykę żeglarska oznacza to: zapalamy światło topowe
i wybijamy szklanki dzwonem okretowym.
Pozdrawiam
M.K. Naparty
Tym razem dodam na poczatku:
Pisze tylko o srodladziu, nic o morzu.
Jacht na wodzie w zasadzie nie odroznia sie od jej powierzchni (dla
elektryki). Pioruny w wode w zasadzie nie uderzaja. Tak wiec najlepiej
nic nie robic i poszalec troszke :)
Mozesz plynac w strone burzy. Skracasz w ten sposob czas przez jaki
mozesz teoretycznie zostac trafiony. Tam gdzie deszcze pada tam
napewno nie zobaczysz pioruna.
Pozdrawiam ...
--
-------------------------------------------------------------
Slawomir Sidor - tel:(601) ALEKSA - N 51 58.1385 E020 09.1966
> jako poczatkujacy zeglarza mam pytanie
> na jeziorku lapie mnie burza z piorunkami
> na brzegu jak to bywa rosna drzewa
> ja mam maszt ok 9 m w gore
> co powinienem zrobic?
> czy jest szansa ze dostane piorunem?
> pozdrawiam
> azylrumpel
>
Jeżeli sobie jesteś na jeziorku, to nadciągającą burzę i budującego się
cumulonimbusa z reguły widać przez dłuższy czas i powinieneś zdążyć zwiać w
jakieś krzaki zanim się zacznie. A co dostania piorunem... szansa jest
zawsze, tyle że nikła :)
pzdr
Ola Ż
>
> --
> Jezeli sobie jesteô na jeziorku, to nadcingajncn burze i
> budujncego sie cumulonimbusa z reguly widac przez dluzszy czas i
> powinieneô zdnzyc zwiac w jakieô krzaki zanim sie zacznie. A co
> dostania piorunem... szansa jest zawsze, tyle ze nikla :)
A z tego co pamietam jakies 2 lata temu na tej grupie byl juz taki watek. Hm....
no moze rok temu. Nie pamietam na czym skonczono ale bylo cos w
namoczeniem roznych linek i wrzucaniu ich do wody... hehe... nie bierzcie tego
na serio bo juz nie pamietam o co chodzilo.
Zastanawia mnie czy na 100% jacht bedacy na wodzie nie moze zostac trafiony
piorunem. Widzialem kiedys uderzenie pioruna w przedmiot wystajacy z wody,
a co za tym idzie kilka rybek "odpoczywajacych" do gory brzuchem w okolicy.
Co prawda to byl ewenement. Chyba w 1993 czy moze 4 roku. Pioruny tlukly
we wszystko co bylo w okolicy, takze w przedmioty znajdujace sie w moim
poblizu. Szczerze mowiac prawie nrobilem w gacie :D bylem wtedy an plazy.
> witam :)
> jako poczatkujacy zeglarza mam pytanie
> na jeziorku lapie mnie burza z piorunkami
> na brzegu jak to bywa rosna drzewa
> ja mam maszt ok 9 m w gore
> co powinienem zrobic?
> czy jest szansa ze dostane piorunem?
> pozdrawiam
> azylrumpel
>
>
slysze tu rozne dziwne opinie ktorych mysle ze nie nalezy sluchac.
Bedac na wodzie szansa dostania piorunem jest bardzo duza.
Pioruny bardzo lubia walic w wode (znaczniej bardziej niz w lad).
Jezeli z wody wystaje jeszcze w strone chmurki aluminiowy maszt to juz
wogole piorun glupi by byl jak by sie nie polasil.
A wiec tak: w przypadku balastowek maszt jest zazwyczaj polaczony z
balastem przez ktory pioruny uciekaja do wody i nie ma za bardzo problemu.
Klopot jest w przypadku jachtu mieczowego z plastikowym kadlubem w ktorym
czesto maszt nie jest do niczego podlaczony.
Ostatnio na mieczowce plywalem dawno, ale slyszalem o metodzie podlaczenia
do wanty lancucha ktory zanurzamy w wode - dzieki temu piorun ucieknie
wlasnie tamtedy.
Generalnie nalezy zadbac o droge ktora piorun ucieknie do wody.
Nalezy tez w miare mozliwosci uciec do brzegu - oczywiscie zdala od drzew.
Co do przypadkow trafienia to widzialem uderzenie pioruna w "oriona"
mieczowego stojacego przy keji. Wanty rozgrzaly sie do temperatury takiej
ze woda na nich zaczela sie gotowac.
Slyszalem tez o trafieniu gdzie piorun zszedl po achtersztagu na sternika,
przeszedl po jego mokrym sztormiaku (robiac w nim kilka dziur) i uciekl
mokrymi burtami - stenrikowi nic sie nie stalo.
>>na brzegu jak to bywa rosna drzewa
>>ja mam maszt ok 9 m w gore
>>co powinienem zrobic?
>
> Tym razem dodam na poczatku:
> Pisze tylko o srodladziu, nic o morzu.
>
> Jacht na wodzie w zasadzie nie odroznia sie od jej powierzchni (dla
> elektryki). Pioruny w wode w zasadzie nie uderzaja. Tak wiec najlepiej
> nic nie robic i poszalec troszke :)
Po piewsze - pioruny w wode uderzaja i to jeszcze lepiej niz w lad poniewaz
woda jest lepiej "uziemiona".
Jacht na wodzie odroznia sie znacznie z powodu ze znajduje sie jakies 10m
wyzej.
Majac 2 budynki (drzewa czy cokolwiek) jedno o 10m wyzsze od drugiego - jak
myslisz ktore dostanie piorunem szybciej?
> Mozesz plynac w strone burzy. Skracasz w ten sposob czas przez jaki
> mozesz teoretycznie zostac trafiony.
Burze sie omija, nie goni...
> Tam gdzie deszcze pada tam napewno nie zobaczysz pioruna.
nie zgadza sie to zadnym prawem fizyki, ale dodatkowo powiem ze kilka burz
w zyciu widzialem i zwykle pioruny wala tam gdzie wlasnie pada. Kilka razy
w zyciu bylem <100m od trafienia pioruna i zawsze padalo.
Chyba ze mowimy o "gromach z jasnego nieba", ale takich z koleji ja nie
widzialem.
>
> Pozdrawiam ...
Cześć
aby zmniejszyć szansę trafienia, złóż maszt a jeszcze lepiej jak achtrsztag
(stalowy) zostawisz w wodzie,
i taki przygotowany idz na silniczku w krzaczory nie za blisko drzewa.
następnie usiądź w kabince z ciepłą herbacią - nogi trzymaj razem (napięcie
krokowe to nie żart). Myślę że zdążysz to wszystko zrobić jeśli będziesz
rozsądny pioruny i taaaaakie burze nie rodzą się w ciągu 5 minut.
--
=========== :-)
pozdrowienia
Adam Kłoskowski
ad...@hero-collection.com.pl
>
> A wiec tak: w przypadku balastowek maszt jest zazwyczaj polaczony z
> balastem przez ktory pioruny uciekaja do wody i nie ma za bardzo problemu.
>
A czym rozni sie uderzeniem pioruna od zawadzenia o linie wysokiego
napiecia?
Z tego co zacytowane powyzej, wynikaloby,
ze lodki z dobrze uziemionym (uwodnionym ;-) )
masztem moga spokojnie linie energetyczne rwac.
Z niedawnej dyskusji na ten temat nic takiego jednak nie wynikalo...
No a jak to jest na morzu?
Maszty jakby wyzsze, w okolicy brak rownie ciekawych dla
pioruna (wysokich) obiektow.
Na chlopski rozum, to przypadki uderzenia piorunem w jacht
powinny byc na morzu czeste ... (?)
Pozdrowienia,
Marcin
Na morzu to jest wedlug mnie jakies dziwne (przynajmniej dla mnie) zjawisko.
Pamietam kiedys plynac w poblizu Klajpedy szla seria burz frontowych. Kilka
udalo sie ominac, ale w koncu pare nas dopadlo. Oczywiscie antene ukaefki
odlaczylem, bo za kazdym uderzeniem pioruna slychac bylo silne trzaski. Jak
przyszedl szkwal to pamietam, ze jachtem trzeslo niemilosiernie. A potem
walilo piorunami tuz przy jachcie. Niemalze bylo widac, w które miejsce
uderzylo. I o dziwo w nas nie trafilo. Dlaczego? Otwarta przestrzen,
wilgotne liny stalowe, metalowy maszt siegajacy kilkanascie metrów w góre.
Przeciez powinno walnac w ten maszt! Ktos mi wyjasni, czemu nie walnelo?
No a dlaczego by nie? Prad plynie masztem do wody i nam nic nie grozi
jezeli sobie stoimy obok i obserwujemy.
> No a jak to jest na morzu?
> Maszty jakby wyzsze, w okolicy brak rownie ciekawych dla
> pioruna (wysokich) obiektow.
> Na chlopski rozum, to przypadki uderzenia piorunem w jacht
> powinny byc na morzu czeste ... (?)
Czeste jak czeste, ale mysle ze sie zdarzaja.
Konstrukcja jachtu balastowego chyba zaklada jakies solidne polaczenie
miedzy masztem a balastem zeby uniknac sytuacji kiedy maszt trzyma nam sie
"na laminat" tylko.
Wiec pioruny uciekna masztem i balastem do wody.
Tak w kazdym razie mi sie wydaje.
>
> Pozdrowienia,
>
> Marcin
>
>
>
W ubiegłym sezonie przeżyłem cos takiego na "Głowackim" na pocz±tku sierpnia
wychodzilismy z wyspy ( Ronne ) widac było że nas nie ominie i tak się też
stało... przywiało 44 węzły w opinni został fajny wpis o żegludze przy
wietrze powyżej 8 a pioruny waliły wszędzie dookoła. Łajba stalowa , parę
metrów do nieba i nic ... widać nie ma regóły z tymi rzeczami jak się uda to
się uda a jak nie to nie...
> Czeste jak czeste, ale mysle ze sie zdarzaja.
> Konstrukcja jachtu balastowego chyba zaklada jakies solidne
> polaczenie miedzy masztem a balastem zeby uniknac sytuacji kiedy
> maszt trzyma nam sie "na laminat" tylko.
> Wiec pioruny uciekna masztem i balastem do wody.
Kiedys ogladalem jakis program na Discovery o piorunach. Dawno to bylo i
moge sie mylic ale z piorunmi to jest tak, ze ........ i to wycialem po lekturze
strony http://www.zjawiska.pl/
tam jest sporo napisane o powstawaniu piorunow :) I chyba lepiej przekazane
nizeli ja mialbym to pisac. To wszystko w temacie :)
To takie do konca dziwne nie jest.
Znowu gdybanie, ale na chlopski rozum: jak piorun ma walnac kilkanascie
metrow od jachtu, to z mozliwych miejsc "walniecia" "wybierze"
rzeczywiscie maszt.
Ale dalej niz wlasnie to kilka - kilkanascie metrow obecnosc masztu nie powinna
juz naszemu piorunowi robic roznicy.
Przy okazji: dajcie juz spokoj z tymi lancuchami, "uziemianiem", skladaniem
masztow chyba, ze ktos z Was tak rzeczywiscie robi. Osobiscie nie wierze.
Pozdrawiam,
--
Tomasz Pionnier "Panasonik"
Pozdr Mirek Jankowski
pzdr.
kukos
mail:kukos[malpa]o2[kropek]pl
Wbrew pozorom Glowacki ma drewniany kadlub.
Pozdrowienia - Jarek
> Klopot jest w przypadku jachtu mieczowego z plastikowym kadlubem w ktorym
> czesto maszt nie jest do niczego podlaczony.
> Ostatnio na mieczowce plywalem dawno, ale slyszalem o metodzie podlaczenia
> do wanty lancucha ktory zanurzamy w wode - dzieki temu piorun ucieknie
> wlasnie tamtedy.
> Generalnie nalezy zadbac o droge ktora piorun ucieknie do wody.
Mysle sobie tak: uziemiajac maszt zwiekszamy prawdopodobienstwo trafirnia
(bo zmniejszamy opor el.), jednak jacht jest w miare bezpieczny. W sytuacji
gdy maszt nie jest uziemiony prawdopodobienstwo trafienia jest mniejsze
(wiekszy opor el.)jednak skutki trafienia sa gorsze (musi nastapic przeskok
iskry el. miedzy masztem, wantami a woda co moze spowodowac np zapalenie
pokladu, wypalenie dziury, obrazenia itp). Najrozsadniej jest jednak maszt
polozyc (caly czas mowie o srodladziu)
rympal
sdze ze idac za przykladem budowniczych domow ktorzy mimo wszystko
piorunochrony stusuja nalezy go uziemic. Pozatym jeden z grupowiczow pisze
do mnie ciekawe rzeczy na priv i calkiem calkiem jest to mozliwe ze
piorunochron w pewnych warunkach moze mniejszyc prawdopodobienstwo
trafienia.
Nie bez znaczenia jest tez wysokosc na jakiej "powstaje" "rozpoczyna sie"
piorun nie wiem ile to moze byc ale chyba minimum 2 km - w tej sytuacji
uderzenie bezposrednio w maszt (jako najwyzszy punkt) jest bardzo niewielkie
biorac pod uwage 1. nierownomierny opor el. w masach powietrza 2. odleglosc
"katowa" pomiedzy poczatkiem a koncem wyladowania. W sytuacji idealnej tzn.
rownomierny opor el. powietrza, poczatek wyladowania musialoby nastapic w
jekims niewielkim promieniu od (nad) jachtem (mysle, ze kilkanascie metrow -
koledzy znajacy sie na astronawigacji mogliby to latwo obliczyc)
tak sobie kombinuje...
pozdrawiam
rympal
na uk.rec.sailing przy watku o podobnym temacie podano link
http://www.sailnet.com/collections/articles/index.cfm?articleid=caseyd00
60
jest tam pare opisow i obrazkow
Pozdrowienia
Konrad
http://www.thomson.ece.ufl.edu/lightning/
Spostrzezenia po pobieznej lekturze tej strony
(po przeczytaniu oczywiste, wczesniej niekoniecznie ;-) ):
* problem piorunow uderzajacych w lodki
istnieje i jest przez fachowcow dostrzegany
* na morzu problem z uziemieniem jest mniejszy, bo slona woda
lepiej przewodzi prad
(znaczy: wystarczy mniejszy kawal zanurzonego zelastwa polaczony z masztem)
* na lodkach bez masztu zagrozenie dla ludzi jest wieksze -
bo "wystajacy" sternik sam staje sie odgromnikiem
(tylko gdy nie ma innych wysokich obiektow w poblizu)
* antena na maszcie to wyjatkowo interesujacy obiekt dla pioruna -
w razie faktycznego wyladowania, elektronika do tej
anteny podlaczona zostaje wylaczona skutecznie i nieodwracalnie
Generalnie, rzeczywiscie jest tak, jak bylo napisane w jednym
z wczesniejszych postow: wyladowania atmosferyczne to zjawiska
kiepsko opisane i nieprzewidywalne. Teorie sa rozne, niektore
sprzeczne.
A juz takich piorunow kulistych to nikt wlasciwie nie rozumie!
Ale to juz OTG, bo czy widzial ktos kiedys piorun kulisty
na przyklad w kambuzie? :-)
Pozdrawiam,
Marcin
Smiem twierdzic ze CALA elektronika na lodce zrobi "pad":-((( Przezylem
uderzenie pioruna w domek jednorodzinny, wszystkie bezpieczniki padly.
--
Pozdrawiam JurekM
www.jacht.prv.pl www.siz.3miasto.pl
GSM 601-938-951 GG# 47347
A tak, szkoda tylko ze badacze piorunow uwazaja inaczej.
Zeby uderzyc nie musi byc lepiej uziemione a musi miec ladunek a woda
jako dobry przewodnik ladunek rozklada po calej powierzchni rowno.
>Jacht na wodzie odroznia sie znacznie z powodu ze znajduje sie jakies 10m
>wyzej.
Czy zawsze uderzenie trafia w najwyzszy obiekt ?
Jesli odpowiedz brzmi nie to sam sobie przeczysz, jesli odpowiedz
brzmi tak to wspolczuje.
>Majac 2 budynki (drzewa czy cokolwiek) jedno o 10m wyzsze od drugiego - jak
>myslisz ktore dostanie piorunem szybciej?
Jesli bedziesz plywal budynkiem to masz racje.
>Burze sie omija, nie goni...
Powodzenia zycze, poza tym nie goni a wychodzi na przeciw.
Szybki masz jacht i rozlegle te nasze jeziora. Szczegolnie na Talty
jest miejsca na uniki.
>nie zgadza sie to zadnym prawem fizyki, ale dodatkowo powiem ze kilka burz
No popatrz jakie to debile te burze badaja, same gupki.
>w zyciu widzialem i zwykle pioruny wala tam gdzie wlasnie pada. Kilka razy
>w zyciu bylem <100m od trafienia pioruna i zawsze padalo.
Pewnie i mamy elektryczny deszcz.
Moze jednak te 100 od ciebie nie padalo, a moze zastanow sie dlaczego
w deszczu nie uderzy, podpowiem ze chodzi o ladunki.
--
-------------------------------------------------------------
Slawomir Sidor - tel:(601) ALEKSA - N 51 58.1385 E020 09.1966
> Moze to troche OT, ale kiedyô u mnie w BLOKU na 8 pietrze piorun
> walnnl w telewizor przez otwarte drzwi balkonu! Na nic zdaly sie
> piorunochrony. A telewizor oczywiôcie do wyrzucenia. Huk byl
> niezly!
>
No to jest dziwne. Kumpla mojego ojca zabil piorun. Najlepsze jest to, ze wpadl
przez male okienko w spizarni czy czyms takim. Nie wiem jak to sie stalo ale
bylo dziwne.
> >Majac 2 budynki (drzewa czy cokolwiek) jedno o 10m wyzsze od drugiego -
jak
> >myslisz ktore dostanie piorunem szybciej?
>
> Jesli bedziesz plywal budynkiem to masz racje.
>
> >Burze sie omija, nie goni...
>
> Powodzenia zycze, poza tym nie goni a wychodzi na przeciw.
> Szybki masz jacht i rozlegle te nasze jeziora. Szczegolnie na Talty
> jest miejsca na uniki.
>
Jeziora to moze zly przyklad, ale na morzu? Predkosc przemieszczania sie Cb
to jakies 20 - 30 wezlów, to plynac jachtem ok. 6-7 wezlów, czyli jest
szansa na wykonanie "uniku". A czemu sie burze goni? Tego nie kapuje.
Prosze o wyjasnienie.
>Kochani
Zimno mi się robi jak czytam takie "rady"
Najpierw trochę fizyki. Kilka dni temu rozmawialiśmy na grupie o wysokim
napięciu, pewne uwagi jakie tam padły tu też mają rację bytu.
Piorun uderza tam, gdzie ma chwilowo najlepsze warunki przepływu prądu, tzn
gdzie jest najmniejsza potrzebna na przejście energia. Jeszcze inaczej - gdy
przy danej różnicy potencjałów istnieje możliwość przeskoku ładunku.
Przyjmijmy na chwilę, że powietrze jest jednorodne (co nieprawdą jest, ale o
tym później). Potencjał ziemi =0 , potencjał chmury jest duży ( na dodatek
może być i dodatni i ujemny, to zależy od chmury, a nawet od jej części).
Piorun uderzy po najkrótszej drodze. I tu jest sedno WSZYSTKO co związane z
ziemią ma potencjał ziemi czyli zero, im wyżej coś nad ziemię wystaje, tym
bardziej skraca drogę, przy tej samej różnicy potencjałów. Dlatego pioruny
uderzaja w wysokie drzewa, budynki itp. Dlatego też pioprunochrony wystają
ponad chroniony obiekt.Jezeli burza przechodzi nad pustą powierzchnią (
jezioro, równina) piorun z dużo większym prawdopodobienstwem uderzy w
cokolwiek wystającego - maszt np, samotnego wędrowca, samotne drzewo.
Dzieci się uczy żeby nie chowaly się pod drzewem w czasie burzy - bo tam
właśnie jest niebezpiecznie. Pod samotnym drzewem nie wolno, ale w lesie jak
najbardziej można, byle nie pod najwyższym drzewem. Morał - nigdy (o ile
można tego uniknąć) nie pływać w czasie burzy po jeziorze - zwiewać do
brzegu, gdzieś w okolice budynków, piorunochronow lub drzew( choć tu jest
niebezpieczeństwo, o który była mowa wyżej.
Dochodzą do tego sprawy różnego przewodnictwa powietrza, ale post byłby za
długi jeśli będa chętni możemy podyskutować
Pozdraewiam Roman Rumpel
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Po twoich fantastycznych teoriach na temat gniecenia masztu i
rozpadania sie aluminium nie zamierzam dyskutowac.
Dodam tylko, ze wszystko co napisales w tym mailu jest jak najbardziej
prawdziwe.
Jedyny problem jest w ostatnim zdaniu, poprostu powietrze nie jest
jednorodne, ziemia inaczej gromadzi ladunek a inaczej woda.
Polecam w Discovery ogladac Raging Planet, tam bylo sporo o burzach i
bylo wyjasnione dlaczego w statek na morzu nie uderza a w wode obok
tak.
Koncze ten watek bo bedzie jak w zeszlym roku.
Jesli chodzi o "te rzeczy", to wszystko opiera sie na
(nie)prawdopodobienstwie. Przyjmijmy dla uproszczenia, ze mamy instalacje
piorunochronna w postaci zwodu pionowego (zwod = "gorna czesc urzadzenia
piorunochronnego, przeznaczona do przyjmowania na siebie trafien
piorunowych" - Z.Flisowski, Technika Wysokich Napiec). Chroniona przez
niego przestrzen ma ksztalt stozka. Nie jest powiedziane, ze w obrebie tego
stozka _na_pewno_ nie dojdzie do uderzenia piorunu. Mamy tu tylko do
czynienia z poboznymi zyczeniami projektantow, ktorzy musza wypracowac
kompromis miedzy kosztami instalacji piorunochronnej a ewentualnymi
stratami. Do wysokosci i polozenia chronionego obiektu dobiera sie wysokosc
zwodu tak, by miescil sie w stozku o okreslonym kacie rozwarcia. Kat ten
jest ustalany w zaleznosci od stopnia ochrony danego obiektu (np. gdy mamy
do czynienia z zagrozeniem wybuchem, kat ten przyjmuje wartosc mniejsza).
W praktyce "ladowej" zaleca sie stosowanie raczej zwodow poziomych. Sa to
te wszystkie druciki (w zaleznosci od stopnia ochrony wyzej lub nizej
umieszczone), ktorymi "obudowane" sa wszystkie budynki itp. Tworza one wraz
z przewodami przebiegajacymi ku ziemi przestrzenny uklad zwany "systemem
ochrony klatkowej", o ktorego skutecznosci decyduje gestosc ulozenia zwodow
poziomych.
pozdrawiam,
waf.
I jak tu nie wierzyc w grom z nieba, jak kogos ma trafic to trafi i chocby
sie zakopal ;)
Lukasz
<ciach>
>Najrozsadniej jest jednak maszt
>polozyc (caly czas mowie o srodladziu)
>
>rympal
>
Prosze, odpowiedz mi: czy Ty, osobiscie Ty, robisz tak? Czy kladziesz maszt
podczas burzy na srodladziu?
--
Tomasz Pionnier "Panasonik"
> I jak tu nie wierzyc w grom z nieba, jak kogos ma trafic to trafi
> i chocby sie zakopal ;)
Zasadniczo to zalezy w czym by sie zakopal :D No i jak gleboko hehe
LOL zakopac sie 5 metrow pod ziemie i miec ylko rurke do oddychania
hmmm..... znaczy sie piorun by przywalil w rurke... a to by bylo spoktakularne
hehehe
> >Dochodza do tego sprawy roznego przewodnictwa powietrza, ale post bylby za
> >dlugi jesli beda chetni mozemy podyskutowac
>
> Po twoich fantastycznych teoriach na temat gniecenia masztu i
> rozpadania sie aluminium nie zamierzam dyskutowac.
>
Nie mam zamiaru cię przekonywać, bo już zresztą nie ten wątek, ale gdybyś
wrócił do tamtego znalazłbyś innych, potwierdzających nie teorie, a jak
najbardziej realne zjawiska.
Co do niejednorodności przewodnictwa powietrza, to o tym napisałem tylko nie
chciałem nadmiernie rozbudowywać tamtego postu. Discovery jest niezłym
źrodłem wiedzy, ale (wybacz) dla laików w danej dziedzinie, jak każdy program
popularny musi upraszczać. Uderzenia pioruna w samotne obiekty na powierzchni
jak najbardziej się zdarzają i naprawdę zimno mi sie zrobiło po przeczytaniu
porady , żeby płynąć w środek burzy, jesli można zwiewać do brzegu. NO chyba
że do brzegu odległośc w milach, ale ja pisałem o jeziorach
Pozdrawiam Roman Rumpel
P.S Polecam lekturę rozdziału o burzach z tzw Berkleyowskiego kursu fizyki
tom Elektryczność i Magnetyzm, nawet bez wnikania w matematykę fascynująco
opisano fizyczną istote zjawiska wraz ze statystyką wyste powania burz na
Ziemi.
>
>Czeste jak czeste, ale mysle ze sie zdarzaja.
>Konstrukcja jachtu balastowego chyba zaklada jakies solidne polaczenie
>miedzy masztem a balastem zeby uniknac sytuacji kiedy maszt trzyma nam sie
>"na laminat" tylko.
>Wiec pioruny uciekna masztem i balastem do wody.
>
A to u mnie wszystko w porzadku: miedzy pilersem, a balastem jest 1
grosz ;)
A tak powaznie: w kadlub wlaminowany jest stalowy pajak, podwiezie
wantowe przymocowane do stalowych blach, ktore sa z kolei przykrecone
do grodzi. Jakos sobie nie wyobrazam "uziemnienia" tego wszystkiego
nie mowiac juz o odizolowaniu od reszty jachtu w taki sposob, zeby sie
nie zamienil w toster po trafieniu piorunem.
--
Pozdrawiam
tengu
osobiscie? osobiscie nie klade, na keczu sie nie da :) (no, chyba zeby w
poblizu jakis dzwig przeplywal ;)
ja pisalem o teorii i tylko w tym kontekscie (co wcale nie oznacza, ze moje
przemyslenia sa prawidlowe...ale dlatego wlasnie pisalem)
pozdrawiam
rympal
Ujawniam sie. Masztu nie kladlem, bo na jachcie morskim troche trudno ;o)
Ale jak w zeszlym roku kolo Klajpedy zaczelo mi cwierkac w takielunku i
pojawily sie ognie swietego Elma... Wylaczylem cala elektronike, odpialem
antene od UKFki, posiadany kawalek stalówki podpialem do achterszatagu i
wywalilem za rufe i chodu...
Pozdroweinia - Jasiek
Janusz Nedoma
Janusz Nedoma wrote:
> Ale jak w zeszlym roku kolo Klajpedy zaczelo mi cwierkac w takielunku i
> pojawily sie ognie swietego Elma...
A moze to eksperymenty braci zza Buga... .
Stefan
> A moze to eksperymenty braci zza Buga... .
>
;O) Bez przesady - tak w kwestii formalnej, to tam, tzn. koło Kłajpedy,
mieszkają "bracia zza Niemna". Litwini, nie Rosjanie. I - daję słowo - żadne
białe misie ulicami tam nie chadzają. Normalne państwo, które miało parę lat
więcej "przymusowego szczęścia", takiego jaki my, zresztą. A nawet
"większego szczęścia" od nas - my, przynajmniej formalnie, nie byliśmy
SSR... Warto o tym pamiętać, bo Litwini są bardzo czuli na te sprawy.
Podobnie jak na zaszłości polskie - od Rzeczypospolitej Obojga Narodów,
którą postrzegają jako zabór, po akcję gen. Żeligowskiego.
Pozdrowienia - Jasiek
Jasiek
Tomasz Pionnier wrote:
> He, no wlasnie, a jest tu ktos, kto tak robi? Albo robi co innego, co sie
> tu czasami zaleca: wywiesza lancuchy za burte?
> Jak dla mnie to wszystko ROTFL-a warte.
> No chyba, ze _rzeczywiscie_, w praktyce, na wodzie, KTOS tak robi.
> Czekam nieustannie na ujawnienie sie KTOSIA.
Tomku, wydaje mi sie, ze co roku to przerabiamy, tzn. ta dyskusje i zawsze
wzywasz do ujawnienia sie.
Wiec nie zaszkodzi ujawnic sie jeszcze raz. Tak zrobilem to, co prawda raz, ale
sie tego nie wstydze, nawet nie pamietam czy sie balem, a swiadkow nie bylo.
Kiedys splywajac Wisla zlapala mnie burza, stalem juz przy brzegu, dookola
plasko, laki,laki i wies gdzies tam. Moj maszt byl jedynym czyms wystajacym
ponad te laki, nie liczac starego ogrodzenia wysokosci niewielkiej. Jak walnelo
w lake niedaleko mnie zdecydowalem sie prewencyjnie polozyc maszt.
Nie wiem czy pomoglo, ale nie zaszkodzilo.
A "szalenstw" w burzy sugerowanych przez niektorych na rzece ze wzgledu na mala
widocznosc nie polecam, na jeziorze tez, bo mieczowka to mieczowka a przywiac w
burzy czasami potrafi.
Pozdrawiam
IrekG.
Moje krnabrne postepowanie wynika po pierwsze primo ze sklerozy (ale, jak widac,
jestem staly w pogladach :))) ), po drugie secundo z tego, ze rady
uznalem za niezyciowe - po prostu w zyciu nie widzialem, zeby ktos tak
robil i coroczne zachecanie do tego mnie nieco dziwi.
Teraz sobie przypominam - rok temu pisalem, dlaczego ja bym masztu
nie kladl - pomijajac juz nikle prawdopobienstwo trafienia
(mimo wszystko wszystkie opsiywane przypadki sa jednak pojedyncze)
wzialbym pod uwage, ze znacznie bardziej
pewne jest, ze zgine od pioruna podczas bezposredniej pracy przy maszcie,
niz go nie dotykajac w ogole (oczywiscie jest to moja subiektywna ocena);
poza tym na wodzie jacht z polozonym masztem na wywolanej burzowym
wiatrem fali to IMHO nienajszczesliwszy pomysl.
Oczywiscie powyzsze rozwazania tylko w zakresie dotykania masztu dotycza
przypadku opisanego przez Ciebie.
To tyle powtorki z rozrywki, juz bede grzeczny, acz ciagle czekam na
niezgloszone poprzednio przypadki "z zycia wziete".
Pozdrawiam,
--
skruszony Panasonik
Tomasz Pionnier wrote:
> skruszony Panasonik
Toz ja Cie Tomku nie "krusze".
Temat wraca co roku i zawsze go sledze z zainteresowaniem. Ale zebym byl od tego
"sledzenia" madrzejszy, to nie za bardzo. Czym sie tez nie za bardzo przejmuje.
pozdrawiam
Irek G.
...ale tu sie nie lubi takich, co w kolko o tym samym, i moze slusznie
zreszta :), dlatego "skruszony" jestem :)
>Temat wraca co roku i zawsze go sledze z zainteresowaniem.
>Ale zebym byl od tego
>"sledzenia" madrzejszy, to nie za bardzo. Czym sie tez nie za bardzo przejmuje.
>pozdrawiam
>Irek G.
No widzisz, to mamy podobne odczucia :)))))
--
Panasonique
Tomasz Pionnier wrote:
>
> ...ale tu sie nie lubi takich, co w kolko o tym samym, i moze slusznie
> zreszta :), dlatego "skruszony" jestem :)
Nie zartuj, bo to tez powracajacy watek, kogo sie lubi, kogo nie i czy wolno
zwracac uwage i kto sie wymadrza, itp. Nie chce wywolywc wilka (Anta i innych) z
lasu.
Na szczescie jest strona Wojtka i powracajace watki sa tam zbierane - choc na
szczescie nie wszystkie. Poza tym nowe twarze to nowe pomysly, zawsze znajdzie sie
cos cennego, ciekawego (no prawie zawsze)
Pozdr
IrekG