Zachęcające ceny!
Obiecałem sobie, że o jachcie na Bałtyk zacznę myśleć (czytaj: szukać)
jak uzbieram na ten cel 15 tys.$.
A tu widzę , że 1/2-2/3 tego wystarczy ;-))
pozdr.
robert'beny'banek
Nie jest to już taka łatwa do przełknięcia kwota ale i tak moim zdaniem
bardzo przystępna, zwłaszcza za jacht takiej wielkości i z tego co
słyszałem - bardzo dzielny. Biorąc pod uwagę ceny jakie czasem są za tak
samo stare wiekowo Cartery to moim zdaniem cena 50-60tys sek jest
prawie, ze okazjonalna. Mogę się mylić nie znam realiów rynku jachtów
uzywanych na świecie - a wnioskuję tak bo mi się Vega bardzo podoba no i
jesdt to juz takie większe cóś niż nefrycina.
JMJ
E... mi slinka tak pociekła jak tu chłopaki podali ceny, ze stwierdziłem
- mam gdzieś remont mieszkania, wszystko pakuję w lokatę, pozbieram
jeszcze by stać się szczęśliwym armatorem. Pozostaje tylko pytanie czy
to ma sens - człowiek ma 2 tygodnie urlopu w roku, mieszkam w Warszawie.
Zastanawia mnie to, czy byłbym w stanie znaleźć sobie grono
czarterujacych co by dali łódce zarobić na samą siebie - czytaj
ubezpieczenie, stałe miejsce w porcie, naprawy - tylko tyle, na swoje
zycie zarabiam sam z żoną. A dlaczego pytam - bo posiadanie jachtu jest
moim dzieciecym marzeniem, które mimo wszystko jest przez wielu
niezeglarzy uznawane za pomysł utopijny. Jeżeli to jest utopia to prosze
o kubeł zimnej wody.
JMJ
Pytanie jeszcze, czego mozna sie spodziewać w tej cenie, stary laminat
to stary i laminat i pozostaje kwestia jakie pieniądze do tej okazyjnej
ceny trzeba by włozyć by łódeczk lsniła "jak psu jajca na wielkano albo
moje :)" (Niewybredne okreslenie ale wiadomo o co chodzi ??)
JMJ
czy
> to ma sens - człowiek ma 2 tygodnie urlopu w roku, mieszkam w Warszawie.
> Zastanawia mnie to, czy byłbym w stanie znaleźć sobie grono
> czarterujacych co by dali łódce zarobić na samą siebie - czytaj
> ubezpieczenie, stałe miejsce w porcie, naprawy - tylko tyle, na swoje
> zycie zarabiam sam z żoną. A dlaczego pytam - bo posiadanie jachtu jest
> moim dzieciecym marzeniem, które mimo wszystko jest przez wielu
> niezeglarzy uznawane za pomysł utopijny. Jeżeli to jest utopia to prosze
> o kubeł zimnej wody.
>
Ja też mieszkam w Warszawie, mam Nefryta balastowo mieczowego, którym można
śmiało pływać po naszym Oceanie Zegrzyńskim. W przypadku jachtu ze Szwecji
limituje szerokość - nie więcej niż 2,55 m. Przyczepę można wypożyczyć za 150
PLN - razem 300 (tam-Zatoka w maju i powrót we wrześniu)- sprawdzałem cenę:-).
Ten wariant chcę przećwiczyć w 2005 roku (w tym roku nie dałem rady przez
ściganctwo z córką), ale najpierw potrzebne jest prawo jazdy min. B+E. Jak jest
B to dorobienie E kosztuje w granicach 1500PLN.
Jak widzisz takie rozwiązanie jest niezbyt skomplikowane i nie nadto kosztowne
(prawko E zostaje przecież:-)
Jak widać ode mnie wiadra wody nie załapiesz :-)
pozdrawiam
AIKI
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
>W przypadku jachtu ze Szwecji
> limituje szerokość - nie więcej niż 2,55 m. Przyczepę można wypożyczyć za
150
> PLN - razem 300 (tam-Zatoka w maju i powrót we wrześniu)- sprawdzałem
cenę:-).
Tam raczej są jednostki balastowe... łatwiej przepłynąć Bałtyk (i taniej)
Hasip
To chyba chodziło o koszt transportu wiosną z Zegrza nad zatokę i powrót
jesienią (na Zegrze).
pozdr.
robert'beny'banek
> > Ogłoszenia widuję koło 50-60 tys. SEK. Jerzy Sychut twierdził, że to
> > za
> > dużo, ale w ogłoszeniu zawsze jest cena wywoławcza.
>
> Zachęcające ceny!
> Obiecałem sobie, że o jachcie na Bałtyk zacznę myśleć (czytaj: szukać)
> jak uzbieram na ten cel 15 tys.$.
> A tu widzę , że 1/2-2/3 tego wystarczy ;-))
Nie bądź takim optymistą - te ceny to ceny jachtów starych. One są
zazwyczaj w lepszym stanie, niż polskie dobite klubowością i czarterami,
ale najczęściej i tak wymagają sporo roboty. Generalnie jednak jachty
stare opłaca się kupować tam. Za 15 tysięcy zł tam można kupić żeglującą
fajną łódkę, u nas za to nefryta w stanie do utylizacji.
--
***********Jacek Kijewski, ja...@sail-ho.pl z odwiecznym (since 1995) mottem: *
"Kazda dostatecznie rozwinieta technologia niczym
szczegolnym nie rozni sie od magii" Linux admin
Portal żeglarski: http://www.sail-ho.pl
************************************* Support Open Source: http://www.rwo.pl *
Hasip
> Jacek Kijewski wrote:
> > Ogłoszenia widuję koło 50-60 tys. SEK. Jerzy Sychut twierdził, że to za
> > dużo, ale w ogłoszeniu zawsze jest cena wywoławcza.
>
> Nie jest to już taka łatwa do przełknięcia kwota ale i tak moim zdaniem
> bardzo przystępna, zwłaszcza za jacht takiej wielkości i z tego co
> słyszałem - bardzo dzielny. Biorąc pod uwagę ceny jakie czasem są za tak
> samo stare wiekowo Cartery to moim zdaniem cena 50-60tys sek jest
> prawie, ze okazjonalna. Mogę się mylić nie znam realiów rynku jachtów
No, Vega jest od cartera jakby mniejsza. Jednak za 30 tys. pln kupisz u
nas może Conrada 760, w takim sobie stanie. Jachtu powyżej 8 metrów nie.
> uzywanych na świecie - a wnioskuję tak bo mi się Vega bardzo podoba no i
> jesdt to juz takie większe cóś niż nefrycina.
Vega ma śliczną sylwetkę. I jednak ten metr więcej, niż Nefryt. 6 osób nie
upchasz, jak na Carterze, więc na czarterach majątku nie zrobisz, ale żeby
sobie fajnie pożeglować w 3-4 osoby...
> Generalnie jednak jachty
> stare opłaca się kupować tam. Za 15 tysięcy zł tam można kupić żeglującą
> fajną łódkę, u nas za to nefryta w stanie do utylizacji.
>
Jednak nie wszystkie tzw. okazje da się znaleźć w necie. W każdym niemal
klubie widać ogłoszenia o sprzedaży, może warto zrobić sobie wycieczką po
klubach w maju (łódki jeszcze na kobyłkach, a jakby co to i na wodzie już
można sprawdzać, a i właściciela zaczynają się kręcić)
Hasip
> ubezpieczenie, stałe miejsce w porcie, naprawy - tylko tyle, na swoje
> zycie zarabiam sam z żoną. A dlaczego pytam - bo posiadanie jachtu jest
> moim dzieciecym marzeniem, które mimo wszystko jest przez wielu
> niezeglarzy uznawane za pomysł utopijny. Jeżeli to jest utopia to prosze
> o kubeł zimnej wody.
Zazwyczaj utopia. "Współużytkownicy" najczęściej prędzej czy później
wystawią do wiatru. Żeby zarabiać na czarterach trzeba siedzieć w rynku i
po prostu się tym zawodowo zajmować, bo tak to zawsze więcej problemów,
niż korzyści.
Kwestia jest: czy chcesz mieć _własny_ jacht. Tj. czy _własność_ tego
jachtu (swoje naczynia, sztormiak, można wpaść o dowolnej porze dnia i
nocy, "mój ci on jest") jest dla Ciebie na tyle istotna, że możesz za to
zapłacić.
Utrzymanie takiego jachtu w 3mieście to jakieś 3000 zł rocznie. Czy
własność jest warta tyle + cenę jachtu.
Dla niektórych tak, dla niektórych nie :)
30-letnia łódka nigdy nie będzie lśniła jak psu jajca (no chyba, że
30-letniego psa). Myślę, że można przyjąć spokojnie założenie, że w
Szwecji jachty są eksploatowane jakoś tak 30% tego, co u nas (krótszy
sezon, brak pływań klubowych itede).
Czyli jeżeli rozważałeś zakup czegoś w podobnym wieku w Polsce - to tam
może się opłacać. Jeżeli oczekujesz psich jajec, no to za te pieniądze się
nie da.
(mówię o łódkach laminatowych. Drewniaków jest spory wybór i dużym
nakładem pracy można zrobić prawdziwe cacuszko).
> Utrzymanie takiego jachtu w 3mieście to jakieś 3000 zł rocznie. Czy
> własność jest warta tyle + cenę jachtu.
>
> Dla niektórych tak, dla niektórych nie :)
>
Tak jak z pieskiem, koniem, itp....
Hasip
> Ja też mieszkam w Warszawie, mam Nefryta balastowo mieczowego, którym można
> śmiało pływać po naszym Oceanie Zegrzyńskim. W przypadku jachtu ze Szwecji
> limituje szerokość - nie więcej niż 2,55 m. Przyczepę można wypożyczyć za 150
> PLN - razem 300 (tam-Zatoka w maju i powrót we wrześniu)- sprawdzałem cenę:-).
> Ten wariant chcę przećwiczyć w 2005 roku (w tym roku nie dałem rady przez
> ściganctwo z córką), ale najpierw potrzebne jest prawo jazdy min. B+E. Jak jest
> B to dorobienie E kosztuje w granicach 1500PLN.
> Jak widzisz takie rozwiązanie jest niezbyt skomplikowane i nie nadto kosztowne
> (prawko E zostaje przecież:-)
Nie znalazłem w szwedzkich ogłoszeniach konstrukcji balastowo-mieczowej.
Owszem, są płytko zanurzone, 90 cm, 110 cm, 130 cm przy większych - z
uwagi na np. klasyczny kil, ale nie da się zejść poniżej 90 cm. Taki
rodzaj akwenu (każdy kraj ma swoje, śródlądowe jachty trafiają się w
Holandii, oni tam mają Ijsllmeer, czy jak tam...).
Ponadto policz, że oprócz przyczepy musisz mieć mocniejszy samochód -
nawet volvo 740/940 czy audi 100 cc (jedyne osobowe, które mogą dostać
rozsądny atest na hak, czyli z 1800 kg) oberwie po tyłku od ciągłego
wożenia jachtu. Dalej: przyczepę należy mieć własną na dłuższą metę.
Zwłaszcza do jachtu balastowego. Dźwig kosztuje. I tak dalej.
Wożenie jachtu tu i tam jest średnio sensowne :)
> >
Generalnie jednak jachty
> stare opłaca się kupować tam. Za 15 tysięcy zł tam można kupić żeglującą
> fajną łódkę, u nas za to nefryta w stanie do utylizacji.
>
Nie zawsze do utylizacji :-)
Swojego Nefryta kupiłem za 10 kPLN i dotychczas dołożyłem jeszcze 5,
wliczając remont diesla i kilka dodatkowych żagli (używanych), ale bez
uwzględnienia wkładu własnej pracy. Aby doprowadzić go do stanu na zatoke
(według moich, nie PZŻ-owskich wymagań) dołożę jeszcze do 5 kPLN.
Ale generalnie z zagranicy można korzystnie sprowadzić jacht. Oprócz Szwecji
również z Holandii (http://www.botenbank.nl/, lub http://www.botentekoop.nl)
Niemiec (http://www.best-boats24.net/werftenliste/) lub z Danii
(http://www.scanboat.dk/de/BoatSaleSearch.asp?nMenuID=1). Jest jeszcze parę
stron www, ale nie mam czasu więcej szukać.
pozdrawiam
AIKI
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Pojawia się szansa kilka lat wcześniej nabyć łodkę niż myślałem.
Zacznę szukać gdy będę miał uskładane na to 10 tys. $=USD (czyli ok. 35
tys. PLN), a nie 15 tys.$ , zawsze to o ileś tam lat wcześniej...
(wiadomo wciąż są "priorytety": rodzina, mieszkanie, samochód...)
Ale nawet dysponując taką sumą, to w kraju nie bardzo co jest kupić.
W takiej Szwecji jest w czym przynajmniej wybierać.
pozdr.
robert'beny'banek
> > Generalnie jednak jachty
> > stare opłaca się kupować tam. Za 15 tysięcy zł tam można kupić żeglującą
> > fajną łódkę, u nas za to nefryta w stanie do utylizacji.
> >
> Jednak nie wszystkie tzw. okazje da się znaleźć w necie. W każdym niemal
> klubie widać ogłoszenia o sprzedaży, może warto zrobić sobie wycieczką po
> klubach w maju (łódki jeszcze na kobyłkach, a jakby co to i na wodzie już
> można sprawdzać, a i właściciela zaczynają się kręcić)
Tak właśnie planuję. Volvo 940 ma tą zaletę, że po złożeniu tylnych
siedzeń są 2 metry bagażnika. W sam raz, żeby wstawić materac i objazdowo
zwiedzić to i tamto :)
> Jacek Kijewski <ja...@sail-ho.pl> napisał(a):
>
> > >
> Generalnie jednak jachty
> > stare opłaca się kupować tam. Za 15 tysięcy zł tam można kupić żeglującą
> > fajną łódkę, u nas za to nefryta w stanie do utylizacji.
> >
> Nie zawsze do utylizacji :-)
> Swojego Nefryta kupiłem za 10 kPLN i dotychczas dołożyłem jeszcze 5,
> wliczając remont diesla i kilka dodatkowych żagli (używanych), ale bez
> uwzględnienia wkładu własnej pracy. Aby doprowadzić go do stanu na zatoke
> (według moich, nie PZŻ-owskich wymagań) dołożę jeszcze do 5 kPLN.
Za jednego z YKPowskich chcieli 16-17, a to złom był moim zdaniem
niesamowity. Pozostałe oferty, jakie widziałem, raczej też. Zasadniczo
jeżeli Nefryt 20 lat ze swojego życia nie przestał w szopie, to w ogóle
nie ma się co nim interesować...
Hasip
Hasip
>
> Pojawia się szansa kilka lat wcześniej nabyć łodkę niż myślałem.
> Zacznę szukać gdy będę miał uskładane na to 10 tys. $=USD (czyli ok. 35
> tys. PLN), a nie 15 tys.$ , zawsze to o ileś tam lat wcześniej...
> (wiadomo wciąż są "priorytety": rodzina, mieszkanie, samochód...)
>
A nie myślałeś poszukać wspólnika? Koszty na połowę, wykorzystanie łódki też
większe, a we dwóch według mnie można się jeszcze dogadać, jak trafisz na
sensownego delikwenta :-). Już nie mówiąc o tym, że i okręt mógłby być
większy !
I pewnie opłacałoby się zostawiać go na zimę nad Zatoką (na brzegu, albo
czasem jakiś rejsik np sylwestrowy :-)
I tu chyba mnie przerobiłeś :) Własciwie jak się patrzę na folkboty, to
mi się łza w oku kręci. Owszem drewniany jacht wymaga więcej pracy ale i
tak jest to praca duzo przyjemniejsza niz z żywicą i matą. W zyciu
grzebałem trochę w drewnianych maleństwach - głównie omegi słomkowe.
Wiem nie można takiej omegi przyrównać do okrętu typu folkboat ale jedno
co moge powiedzieć - do zabawy z tymi omegami zawsze mogłem bez problemu
znaleźć pomocnika bo robota była ciężka ale taka, że część jej moze
wykonac spokojnie człowiek, który miał z drewnem nawet tyle wspólnego,
że budował drewniany dom. W laminacie nie lubię się babrać i tu niestety
wolałbym polecic taka zabawę komus innemu, wiec koszty by poszły jeszcze
w górę. Poza tym nie ma przyjemniejszych łodzi od drewna, są ciepłe, nie
śmierdzą, no chyba, że znalazłbys jakiś naprawdę wyczesany lakier, który
po nagrzaniu "zasuwałby" jak w rozgrzanym kadłubie laminatowego pływadełka.
Pozdrawiam i zyczę wszystkim aby spełniły się ich marzenia o własnym
jachcie, a potem o wokółziemskich rejsach :)
========================================================================
"Wszyscy ludzie marzą, ale nie w ten sam sposób. Ci, którzy marzą w nocy
ciemnymi zakątkami swojej świadomości, budzą się w dzień, aby
stwierdzić, że to była marność; ale ci, którzy marzą w dzień, są ludźmi
niebezpiecznymi, gdyż mogą oglądać swoje marzenia otwartymi oczami, by
je potem urzeczywistnić."(T.E. Lawrence "Siedem słupów mądrości")
JMJ
> > Taki jachcik kosztuje 25 000 SEK to jakieś 12 000zł.
> > Jakie będą koszty ostateczne cła, akcyzy, haracze, wziątki itd... Ktoś
to
> > cwiczył?
>
>
> Cła, akcyz nie ma.
Witam
Hmmmmmm - cla?
Przy transakcji na terenie UE?
Watpie - granice dla handlu sa otwarte,
bariery zniesione.
> No i rejestracja, przegląd, ubezpieczenie... często dostosowanie czegoś do
> polskich norm (wysokość relingu na przykład).
Jezeli kupujacy bardzo chce plywac pod polska bandera...
Pozdrowienia
--
Tadeusz W. 'Szczepan' Kopec'
'Ona zawsze byla krowa, ale jak urodzila
dziecko - to zrobila sie taka... mleczna!'
(c) Sir Ryszard z Czyżyn, o jednej prezenterce TV
Bez urazy, ale widziałem już różne spółki...nie zawsze kończyło się to
dobrze.
Poza tym jestem zbyt dużym indywidualistą by wchodzić z kimś w spółkę.
Tak bardzo mi się nie śpieszy do własnego jachtu - młody jestem, mam
czas.
Jak zacznę zbierać na niego od 30-tki (niecały rok mi został) po 3-4
tys. zł rocznie, to może sobie kupię na 40-te urodziny , na prezent ;-))
Ktoś tu wspomniał , że tyle wynosi roczny koszt utrzymania niewielkiego
jachtu - jak się przyzwyczaję odkładać to prawie nie zauważę kosztów
utrzymania ;-)
Ewentualnie, może za 6-7 lat zacznę coś powoli budować, aby sie nie
nudzić gdy mam wolne, ale do tego trzeba mieć gdzie - pod blokiem
budować przecież nie będę.
pozdr.
robert'beny'banek
> znaleźć pomocnika bo robota była ciężka ale taka, że część jej moze
> wykonac spokojnie człowiek, który miał z drewnem nawet tyle wspólnego,
> że budował drewniany dom. W laminacie nie lubię się babrać i tu niestety
> wolałbym polecic taka zabawę komus innemu, wiec koszty by poszły jeszcze
W laminacie się nie babrzesz, robi się szybko i zapomina o problemie.
Laminatu, który wymaga większego babrania, się po prostu nie kupuje ;)
A jak już naprawdę musisz, to mogę polecić Tomka Fica, w Kątach Rybackich.
Zimą nie mają za dużo roboty i dłubią różne fajne rzeczy. A ostatnio
wydłubali jakąś motorówkę, cameo czy malibu, przed dłubaniem trup, a
teraz, z nowymi nierdzewkami... ;)
> > > Taki jachcik kosztuje 25 000 SEK to jakieś 12 000zł.
> > > Jakie będą koszty ostateczne cła, akcyzy, haracze, wziątki itd... Ktoś
> to
> > > cwiczył?
> >
> >
> > Cła, akcyz nie ma.
>
>
> Witam
> Hmmmmmm - cla?
nie ma.
> > No i rejestracja, przegląd, ubezpieczenie... często dostosowanie czegoś do
> > polskich norm (wysokość relingu na przykład).
>
> Jezeli kupujacy bardzo chce plywac pod polska bandera...
z reguły chce. Z różnych przyczyn.
> Tak bardzo mi się nie śpieszy do własnego jachtu - młody jestem, mam
> czas.
> Jak zacznę zbierać na niego od 30-tki (niecały rok mi został) po 3-4
> tys. zł rocznie, to może sobie kupię na 40-te urodziny , na prezent ;-))
A potem trafi Cię reumatyzm i niewydolność nerek i tyle sobie popływasz...
Ja mam więcej powodów przemawiających za obcą banderą, np. szwedzką,
choć juz słyszałem nawet o bahamskiej.
JMJ
JMJ
Po 40-tce będę pływał na własnej ,a do tego czasu niestety będę płacił
za żeglowanie (tak jak to teraz robię) - chyba ,że załatwię sobie robotę
na jakimś luksusowym jachcie (ale one za wiele nie pływają).
A pomysł jest niegłupi, jak nie odłoże znaczy ,że nie utrzymam łódki.
A jak odłoże znaczy, że mogę sobie na jej utrzymanie pozwolić ;-))
pozdr.
robert'beny'banek
Przy jachcie wartości 20 tys. pln, a nie 2 mln pln koszty przekroczą
korzyści. Ale oczywiście można próbować. Myślę, że jeszcze 2-3 lata
(Schengen, międzynarodowe ubezpieczenia itede).
Hmmm, tylko ja to widze tak, rejestruję jacht pod obca banderą tam gdzie
nie ma restrykcji co do rejonu pływania (mojego mi łódki) i tam też się
ubezpieczam - ubezpieczyciel ma ofertę przygotowana pod kątem lokalnego
prawa. W Polsce - cóż jak brałem jacht i wypłynąłem nim poza P20, mimo,
że jacht miał w KB żegluge Bałtycką, to gdyby cos się stało to
ubezpieczyciel nie zwrócił by ani złotówki bo przecież wypłynąłem poza
rejon dopuszczony w przepisach, bo ubezpieczyciel ubezpiecza jacht
korzystając z tego jakie durne restrykcje nam Związunio narzuca. W tym
widzę sens rejestracji jachtu poza krajem, szczególnie jeśli nie mamy
st. morskiego a chcemy sobie bez problemu z Gdańska na Gotlandię
najkrótszą droga popłynąć, więdząc, że jeśli nie daj Bóg cos się zdarzy
to dostaniemy pieniadze od ubezpieczyciela.
JMJ
> Jacek Kijewski wrote:
> > Przy jachcie wartości 20 tys. pln, a nie 2 mln pln koszty przekroczą
> > korzyści. Ale oczywiście można próbować. Myślę, że jeszcze 2-3 lata
> > (Schengen, międzynarodowe ubezpieczenia itede).
>
> Hmmm, tylko ja to widze tak, rejestruję jacht pod obca banderą tam gdzie
> nie ma restrykcji co do rejonu pływania (mojego mi łódki) i tam też się
> ubezpieczam - ubezpieczyciel ma ofertę przygotowana pod kątem lokalnego
> prawa. W Polsce - cóż jak brałem jacht i wypłynąłem nim poza P20, mimo,
Gorzej będzie, jak do złamanego masztu ubezpieczyciel będzie kazał ów
maszt dostarczyć, a polisę dostaniesz po estońsku. Pionierów poznaje się
po strzałach w plecach, ja po prostu nie spieszę się do płacenia frycowego
:)
Pływałeś kiedyś Tangiem po Zalewie? Ja w tym sezonie pływałem 780T i
wg mnie ta łódka na Zalewie zachowuje się *beznadziejnie*. Popłynięcie
bajdewindem przy 30-40cm fali jest praktycznie niemożliwe. Łódka płynie
z grubsza w takim trybie: wchodzi na falę, lekko rozpędza się zchodząc z
fali, wpada w dołek, dostaje kopniaka od fali w pięknie odsłonięte
zupełnie płaskie dno i prawie staje w miejscu (dodatkowo od razu zaczyna
ją pięknie nieść bokiem za nim nie nabierze prędkości), następnie powoli
wchodzi na falę...
Trasa Piaski-Elbląg pod wiatr przy góra 4B zajęła mi cały dzień
(jeszcze musiałem za browar most otwierać, bo nie zdążyłem na 21:00).
Nie wyobrażam sobie tego jachtu w trudniejszych warunkach (czyt. przy
większej fali) i nie chodzi mi o to, że jest niebezpiecznie - bo nie
jest, łódka przy w miarę stałym wietrze idzie w równym przechyle i
spokojnie utrzymuje kurs - jednak prędkość na wiatr jest beznadziejnie
beznadziejna...
Moja propozycja: zanim kupisz, wyczarteruj Tango na Zalewie i oceń
sam (być może 720 sprawdzi się lepiej).
--
Pozdrawiam
Tomasz Gąska
>
> Moja propozycja: zanim kupisz, wyczarteruj Tango na Zalewie i oceń
> sam (być może 720 sprawdzi się lepiej).
>
Ludzie Tangiem pływali via Bałtyk. Na Zalewie jest szczególnie krótka fala,
na Zatoce i Bałtyku jest dłuższa i tam łódka się inaczej zachowuje.
Co nie zmienia faktu, że to raczej proteza.
Hasip co lubi łódki balastowe i ciężkie (o co z Konradem wiecznie boje przy
piwku toczymy) :))))))
> Ludzie Tangiem pływali via Bałtyk. Na Zalewie jest szczególnie krótka fala,
> na Zatoce i Bałtyku jest dłuższa i tam łódka się inaczej zachowuje.
> Co nie zmienia faktu, że to raczej proteza.
Ja też nie twierdzę, że się nie da - da się, jest sucho, bezpiecznie
i baaardo powoli. Krótko mówiąc zdecydowanie wolę łódki które potrafią
zrobić to samo 2 razy szybciej i z 2 razy mniejszym dryfem.
> Hasip co lubi łódki balastowe i ciężkie (o co z Konradem wiecznie boje przy
> piwku toczymy) :))))))
Wg mnie na Zalew ciężka i balastowa też nie jest idealna -
zdecydowanie łatwiej zejść z miela lub sieci (czego tam pod dostatkiem),
jak można podnieść te wszystkie blachy spod spodu.
A może po prostu... nie ma idealnej?
--
Pozdrawiam
Tomasz Gąska
> A może po prostu... nie ma idealnej?
>
Jest.
Moja, dopóki nie zmienię na inną :D :D
Hasip
Dobra, dobra, mowimy o jachtach czy zonach?
:)))
BPANSP.
--
Piotr Berliński
------------------------------------------
e-mail: berl...@ee.pw.edu.pl
Mój klub: http://www.skz.pw.edu.pl
GG# 1444580
"Gdy zeglarstwo w studiach szkodzi - cisnij studia, o coz chodzi!"
A.Urbanczyk
> > Moja propozycja: zanim kupisz, wyczarteruj Tango na Zalewie i oceń
> > sam (być może 720 sprawdzi się lepiej).
> >
> Ludzie Tangiem pływali via Bałtyk. Na Zalewie jest szczególnie krótka fala,
> na Zatoce i Bałtyku jest dłuższa i tam łódka się inaczej zachowuje.
> Co nie zmienia faktu, że to raczej proteza.
Tangiem po Zalewie pływa Academia Nautica i radzą sobie nieźle. No, oprócz
samego pływania trzeba jeszcze listwy w grocie mieć, umieć pływać, żagle
ustawić, przy krótkiej fali płynąć ciut pełniej...
No, Tango zachowuje się gorzej, niż tradycyjnniejsze kształty i w ogóle
jest tak średnio "na zalew", ale od biedy pływać się da. Ja chcę tam mieć
taką klasyczniejszą łódkę, bo to dla klientów bezpieczniej, nie ma
strachu, że byle 6B zamuruje w porcie na 2 dni i tak dalej. Dla ludzi, co
wolą wygodną krowę z wysokością stania i pojemnym wnętrzem będą 2 Bory
789.
Co nasunęło mi kilka pytań:
Czy Tango zwykle nie posiada listew na grocie??? Wszystkie moje jakoś
miały, ale może były już stiuningowane na Zalew?
Czy Tango generalnie wymaga jakiegoś specjalnego "umieć pływać", bądź
nadzwyczajnego trymu żagli czy tylko na Zalewie??? Podziel się tą
wiedzą, może kogoś zainteresuje.
I jakbyś jeszcze zdefiniował to "ciut pełniej", jeśli można z
uwzględnieniem tego, że fala często gęsto układa się w nieco innym
kierunku niż akurat wiatr wieje.
--
Pozdrawiam
Tomasz Gąska
> Wg mnie na Zalew ciężka i balastowa też nie jest idealna -
> zdecydowanie łatwiej zejść z miela lub sieci (czego tam pod dostatkiem),
> jak można podnieść te wszystkie blachy spod spodu.
>
> A może po prostu... nie ma idealnej?
Wielokadlubowiec :-)
A przyklad Tanga pokazuje, ze wcale nie trzeba od razu robic Folkbota
zeby skutecznie plywac po zalewie ;-) Na zalewowa fale ma ewidentnie za
szerokie, za plaskie dno (zwlaszcza w czesci dziobowej).
Gdyby bylo bardziej wypukle, z ostrzejszymi przekrojami w czesci
dziobowej, efekt zatrzymywania przez fale bylby mniejszy.
Dalej: troszke zwiekszyloby sie zanurzenie, wiec przy tej samej
wysokosci w srodku mozna byloby obnizyc wolna burte, czyli zmalalby
opor powietra. Dzieki temu mozna byloby odrobinke skrocic maszt,
bez specjalnej utraty sprawnosci ozaglowania. To wazne, bo lodka
oczywiscie zrobilaby sie duzo 'mieksza' - aczkolwiek w glebszym
przechyle moglaby byc stateczniejsza z powodu nieco nizej umieszczonego
balastu. Znaczy, w srodku trzeba byloby przewidziec kuchenke na
kardanie :-) a w ogole byloby troszke weziej na wysokosci koi.
To akurat niewiele przeszkadza, bo Tango jest dosc rozlozysta kobyla...
Ciekawe kiedy doczekamy takich lodek; wydaje sie (tak sadzac po
grupowych postach) ze wlasnie zaczyna sie zapotrzebowanie...
pozdrowienia
krzys
--
_^..^_)_
\ /
\____/
> > Wg mnie na Zalew ciężka i balastowa też nie jest idealna -
> > zdecydowanie łatwiej zejść z miela lub sieci (czego tam pod dostatkiem),
> > jak można podnieść te wszystkie blachy spod spodu.
> >
> > A może po prostu... nie ma idealnej?
>
> Wielokadlubowiec :-)
Też nie, bo możesz się do Tolkmicka nie zmieścić na szerokość :)
> A przyklad Tanga pokazuje, ze wcale nie trzeba od razu robic Folkbota
> zeby skutecznie plywac po zalewie ;-) Na zalewowa fale ma ewidentnie za
> szerokie, za plaskie dno (zwlaszcza w czesci dziobowej).
> Gdyby bylo bardziej wypukle, z ostrzejszymi przekrojami w czesci
> dziobowej, efekt zatrzymywania przez fale bylby mniejszy.
Wiesz, Venuska mimo krowiastości daje sobie radę lepiej. I są inne łódki o
lepszym kształcie dna: choćby ów Janmor 28.
Natomiast po firmach szkoleniowych krąży tu i tam idea zbudowania łódki
specjalnie do rejsoobozów ze szkoleniami. Tj. mniej komfortowej, ale z
możliwością upchania 6 osób, o dużej stateczności (w sensie: niewywrotnej
i niełapiącej od razu dużego przechyłu, żeby silniejszy wiatr nie
przeszkadzał w szkoleniu), w miarę zwrotnej. Żadne ze współczesnych
koromyseł śródlądowych nie jest dobre, głównie z uwagi albo na zbytnie
rozbudowanie góry (wysoka wolna burta utrudnia manewry i powoduje dryf),
albo zbyt sportowy charakter wymagający balastowania, albo zbyt mały
kokpit.
Hm, inna sprawa, czy firmy szkoleniowe za taką łódkę by zapłaciły, czy
nie, i ile...
Użytkownik "Jacek Kijewski" <ja...@sail-ho.pl> napisał w wiadomości
news:Pine.LNX.4.53.04...@goldenhinde.sail-ho.pl...
> Idealnym kadłubem wyjściowym może być pomeranka. Dość chybotliwa dla małych
> kątów,bardzo dzielna- także na przyboju, doskonale pracująca na fali. Widzę
> problem mentalności- kto prócz grona koneserów zaakceptuje wąską rufę i
> maksymalną szerokość przesuniętą przed śródokręcie. Przy zatosowaniu
> laminatów istniejąca bryła "może zmieścić" ciężar pokładu i kokpitu.
> Dlaczego pomeranka? Istniejące łódki inspirowane liniami Colin-Archera
> bardziej przypominają kutry pławnicowe -dzielne na morzu -niebezpieczne w
> strefie przyboju i płycizn. Może warto narysować coś inspirowanego liniami
> pomeranek ?
Chyba nie. Nikomu nic nie ujmując, wąska rufa* jest do niczego, a przyboju
na Zalewie i Mazurach (bo głównie tam powinny owe jachty żeglować) jak
dotąd nie stwierdzono. No chyba, że o "zabujczy przybuj" chodzi.
*) ciekawe, jak pomieścisz 5 kursantów + instruktor na mieszkalnym jachcie
długości, powiedzmy 7-7.5 metra z wąską rufą...
Idealna jest 730 z bulbem z 400kg
gorzej z mieszkalnoscia ale dla 4-5 osob spoko
pozdr
Konrad
Pominąłem jokoś to stwierdzenie, które należało szerzej wyjaśnić * :-)
Pomeranka z wąską, nisko "siedzącą" w wodzie rufa przy maksymalnej
szerokości przesuniętej do przodu to wiele zalet:
Nic niczemu nie ujmując :-)) ustawianie rufą do fali nawet na wypłyceniach,
niewielki wzrost sił na sterze w przechyle, skuteczność steru w przechyle i
na fali. Stateczność kursowa mimo niewielkiego zanurzenia ...
PEZETDEER_Rudek
*napewno celem Twojej wypowiedzi nie było pominięcie tych bezdyskusyjnych
zalet niezwykle przydatnych w żeglowaniu z zółtodziobami po płytkich wodach
:-))
> > Chyba nie. Nikomu nic nie ujmując, wąska rufa* jest do niczego, a
> > przyboju na Zalewie i Mazurach (bo głównie tam powinny owe jachty
> > żeglować) jak dotąd nie stwierdzono. No chyba, że o "zabujczy
> > przybuj" chodzi.
> >
> > *) ciekawe, jak pomieścisz 5 kursantów + instruktor na mieszkalnym
> > jachcie długości, powiedzmy 7-7.5 metra z wąską rufą...
>
> Idealna jest 730 z bulbem z 400kg
> gorzej z mieszkalnoscia ale dla 4-5 osob spoko
Mała buda - to towarzystwo musi mieszkać, a przynajmniej nocować w środku,
bo kursoobóz wędrowny, bo nawet, jak nie, to koszty osobnego
kwaterowania...
A mieszkać musi 6 osób, bo opłacalność zaczyna się od 5 kursantów na
instruktora (hm, bywają firmy, co pakują na dezetę i 10, ale nie o to
chodzi).
No i zanurzenie. Akweny: tam, gdzie się szkoli, czyli Mazury, Zatoka
Gdańska, Zalew Szczeciński, mam nadzieję, że i Wiślany... Teretycznie i
Zegrze, ale tam są weekendówki, można machnąć ręką...
Ale póki warunek konieczny (6 osób w kokpicie) niespełniony, to nad czym
tu myśleć...
Buda mala, ale ta sa jedyne lodki, w ktorych 6 osob siedzi w kokpicie
i moze cos robic. Zabiera to ponad 3m dlugosci liczac od rufy.
Jak chcesz przed takim kokpitem miec spanie dla 6 osob to trzeba z 5-6m
do tego kopitu dolozyc. Cus za cus.
IHO kokpit wazniejszy, ale u nas raczej weekendowki jak pisales.
Najlepsze wyjscie, brac wiecej kasy za kursorejs i plywac w 5 osob
z instruktorem. IMHO lepiej jak instruktor nie spi na tej lajbie.
Czyli 4 koje w ginie czy gemini to jest to.
Chrzanic zanurzenie, znaczy plywac tam gdzie wody starczy,
do plytkiego potu i tak wejdziesz.
safety first
pozdr
Konrad
> > A mieszkać musi 6 osób, bo opłacalność zaczyna się od 5 kursantów na
> > instruktora (hm, bywają firmy, co pakują na dezetę i 10, ale nie o to
> > chodzi).
> >
> > No i zanurzenie. Akweny: tam, gdzie się szkoli, czyli Mazury, Zatoka
> > Gdańska, Zalew Szczeciński, mam nadzieję, że i Wiślany... Teretycznie
> > i Zegrze, ale tam są weekendówki, można machnąć ręką...
>
> Buda mala, ale ta sa jedyne lodki, w ktorych 6 osob siedzi w kokpicie
> i moze cos robic. Zabiera to ponad 3m dlugosci liczac od rufy.
> Jak chcesz przed takim kokpitem miec spanie dla 6 osob to trzeba z 5-6m
> do tego kopitu dolozyc. Cus za cus.
> IHO kokpit wazniejszy, ale u nas raczej weekendowki jak pisales.
>
> Najlepsze wyjscie, brac wiecej kasy za kursorejs i plywac w 5 osob
> z instruktorem. IMHO lepiej jak instruktor nie spi na tej lajbie.
> Czyli 4 koje w ginie czy gemini to jest to.
>
> Chrzanic zanurzenie, znaczy plywac tam gdzie wody starczy,
> do plytkiego potu i tak wejdziesz.
> safety first
Hm. No ja tylko przekazałem to, co z różnych rozmów przy piwie wynikło.
Nie mnie decydować, co taka firma chce oferować i jak. A mi by pasował
taki typ jachtu na obozy i rejsy. Ale to perspektywa dobrych kilku lat,
teraz i tak mnie nie stać.
> A mieszkać musi 6 osób, bo opłacalność zaczyna się od 5 kursantów na
> instruktora (hm, bywają firmy, co pakują na dezetę i 10, ale nie o to
> chodzi).
No, zalezy co to znaczy 'mieszkac'. Gniezdzenie sie 6 osob
z bambetlami na 7-metrowej lodce to niezly hardcore...
Jak jeszcze zazyczymy sobie kambuz i WC to klopoty ze zmieszczeniem
rosna... ale sie da. Np. 2x2 koje pod kokpitem, 2 koje w mesie,
WC w dziobie, kambuz gdzies obok. Daje sie zmiescic nawet na 2.5m
szerokosci, tyle ze wychodzi co najmniej 80cm wolnej burty w czesci
rufowej. A pewnie wiecej. No, taka specyfika tych kabin pod kokpitem...
W sumie jednak nawet dosc zgrabna lodka wyszla :-)
No wiesz, jak się nie da na 7 metrach, to można spróbować 7.30, 7,50, 7.80
czy nawet 8. Przy czym na Borze 789 (urżnięta 830) spokojnie może mieszkać
w warunkach rozpustnych (zostaje jeszcze bardzo dużo niewykorzystanej
przestrzeni pod kokpitem) 6 osób. A w warunkach "obozowych" upchałbym i 8.
Tyle, że wysokość wolnej burty poraża, do manewrówki się to nie nadaje, a
manewry portowe to lepiej na silniku, bo naprawdę nie jest fajnie, jak
podniesiesz miecz i dostaniesz wiatr z boku.
Użytkownik "Jacek Kijewski" <ja...@sail-ho.pl> napisał w wiadomości
news:Pine.LNX.4.53.04...@goldenhinde.sail-ho.pl...
> W 6 osób szkolenie na slupie to... problem. Przy manewrach portowych
> conajmniej dwie bezrobotne. Na Slupie do 50 m2 bez baksztagów i spinakera
4
> osoby to pełna obsada z bezrobotnym prowadzącym.Oczywiście mówię o
sytuacji,
> gdzie wszyscy pracują, bo inaczej bezrobotni zasypiają i wyłączają się. I
> to trudno przeskoczyć...
> Dla 6-ciu osób -to chyba conajmniej DZ.
> PEZETDEER-Rudek
Witam
Z czasow, kiedy jeszcze aktywnie szkolilem
w ramach programu PZZ, najmilej wspominam
sobie sytuacje, kiedy na omedze plywalem
z _dwojka_ - maloletnich zreszta - kursantow.
Po tygodniu owego szkolenia te 'lebki' zakasowali
caly weekendowy kurs zeglarski, z ktorym razem
zdawali egzamin (no nie powiem ze mi nie bylo
wtedy milo :) Niemniej _obydwaj_ przez caly
czas musieli miec wlaczona uwage. I to dziala.
A ze kurs byl 'prywatny'...
Pozdrawiam - moze moglbys odpisywac pod
cytatem? No i ten pkt 10 netykiety, zeby nie
bylo trzeba cytowac adresu - do tego
chyba niezabezpieczonego antyspamowo
--
Tadeusz W. 'Szczepan' Kopec'
'Ona zawsze byla krowa, ale jak urodzila
dziecko - to zrobila sie taka... mleczna!'
(c) Sir Ryszard z Czyżyn, o jednej prezenterce TV
> Z czasow, kiedy jeszcze aktywnie szkolilem
> w ramach programu PZZ, najmilej wspominam
> sobie sytuacje, kiedy na omedze plywalem
> z _dwojka_ - maloletnich zreszta - kursantow.
> Po tygodniu owego szkolenia te 'lebki' zakasowali
> caly weekendowy kurs zeglarski, z ktorym razem
> zdawali egzamin (no nie powiem ze mi nie bylo
> wtedy milo :) Niemniej _obydwaj_ przez caly
> czas musieli miec wlaczona uwage. I to dziala.
> A ze kurs byl 'prywatny'...
O ile dobrze się orientuję w realiach firm szkoleniowych, to trzeba przy
zapłaceniu za jacht, wyżywienie, ubezpieczenie, sternika i czort wie, co
jeszcze - zaproponować taką cenę, za jaką się znajdzie ktokolwiek chętny
na taki kurs. Jeżeli przy tym da się utrzymać wysoki poziom kształcenia,
to jest to dodatek miły, ale przez (zbyt) wiele firm traktowany jako
niekonieczny. Jednak nawet te pozostałe firmy nie mają wielkiego wyboru i
muszą zmieścić się w jakiś kosztach. Zwłaszcza, gdyby miały inwestować w
nowy sprzęt, a nie dorzynać stuletnie venuski.
Co do szkoleń i kursów prywatnych, na Hanseboot wystawiało się kilka
szkół, najczęściej pod nazwą "kapitan jakiśtam". Szkolenia na ślicznych
Bavariach, grupy nieduże, pełen luksus. Ceny adekwatne (800 euro to takie
z niższych). Warto zwrócić uwagę, że owe kursy (i stopnie morskie) są w
reichu nieobowiązkowe i były to szkolenia skierowane raczej na tych, co
właśnie jacht za 80 tys. euro kupili, to i nie pożałują jeszcze 1000 euro,
żeby jachtu nie rozbić.
W Polsce jest jak jest i ekipa: 5 kursantów + instruktor zdecydowanie jest
obsadą minimalną dla masowego szkolenia.
W dodatku Rudek się myli mówiąc, że 6 osób nie ma co robić. Otóż ma. Po
pierwsze, odliczmy instruktora, który sobie stoi w zejściówce czy na
rufie, gada i patrzy. Następnie osoba do wydawania komend. Sternik. Szoty
grota. Prawy foka szot. Lewy foka szot. 6 osób, jak w mordę strzelił.
(...)
> jeszcze - zaproponować taką cenę, za jaką się znajdzie ktokolwiek chętny
> na taki kurs. Jeżeli przy tym da się utrzymać wysoki poziom kształcenia,
> to jest to dodatek miły, ale przez (zbyt) wiele firm traktowany jako
> niekonieczny. Jednak nawet te pozostałe firmy nie mają wielkiego wyboru i
> muszą zmieścić się w jakiś kosztach. Zwłaszcza, gdyby miały inwestować w
> nowy sprzęt, a nie dorzynać stuletnie venuski.
Co prawda kursantow dwoch a nie szesciu,
ale i czas 3 razy krotszy ;)))))))
Zwlaszcza w konteksie tego co ponizej :)
> W Polsce jest jak jest i ekipa: 5 kursantów + instruktor zdecydowanie jest
> obsadą minimalną dla masowego szkolenia.
>
> W dodatku Rudek się myli mówiąc, że 6 osób nie ma co robić. Otóż ma. Po
> pierwsze, odliczmy instruktora, który sobie stoi w zejściówce czy na
> rufie, gada i patrzy. Następnie osoba do wydawania komend. Sternik. Szoty
> grota. Prawy foka szot. Lewy foka szot. 6 osób, jak w mordę strzelił.
Ja juz nie wierze ze Ty w to wierzysz :)
Zreszta, to bylo jakby moje pierwsze zwatpienie
w system PZZ-towski :)))
Pozdrawiam
> Użytkownik "Jacek Kijewski"
>
> (...)
> > jeszcze - zaproponować taką cenę, za jaką się znajdzie ktokolwiek chętny
> > na taki kurs. Jeżeli przy tym da się utrzymać wysoki poziom kształcenia,
> > to jest to dodatek miły, ale przez (zbyt) wiele firm traktowany jako
> > niekonieczny. Jednak nawet te pozostałe firmy nie mają wielkiego wyboru i
> > muszą zmieścić się w jakiś kosztach. Zwłaszcza, gdyby miały inwestować w
> > nowy sprzęt, a nie dorzynać stuletnie venuski.
>
>
> Co prawda kursantow dwoch a nie szesciu,
> ale i czas 3 razy krotszy ;)))))))
Czas sobie może być 3 razy krótszy - ale masz psi obowiązek przesiedzieć
na wodzie 100 godzin, dostając reumatyzmu.
> Zwlaszcza w konteksie tego co ponizej :)
>
> > W Polsce jest jak jest i ekipa: 5 kursantów + instruktor zdecydowanie jest
> > obsadą minimalną dla masowego szkolenia.
> >
> > W dodatku Rudek się myli mówiąc, że 6 osób nie ma co robić. Otóż ma. Po
> > pierwsze, odliczmy instruktora, który sobie stoi w zejściówce czy na
> > rufie, gada i patrzy. Następnie osoba do wydawania komend. Sternik. Szoty
> > grota. Prawy foka szot. Lewy foka szot. 6 osób, jak w mordę strzelił.
>
>
> Ja juz nie wierze ze Ty w to wierzysz :)
>
> Zreszta, to bylo jakby moje pierwsze zwatpienie
> w system PZZ-towski :)))
Ja nie wierzę, że to jest potrzebne. Ale ja _wiem_, że to jest zgodne z
systemami szkoleniowymi PZŻ.
Pływasz połowę czasu z 3-ką kursantów na zmiany i jest super -padasz na
pysk, ale kursanci są skupieni, wypoczęci i zadowoleni z życia:-))
ŚP Darek Mikołajczyk zrobił w tydzień sesję manewrową dla morsów dla 14
chłopa. Padaliśmy na pysk na te "pół etatu", a jego trzymał na nogach koniak
podpijany w małych dawkach przez 18 godzin dziennie.
PEZETDEER_Rudek
> A może prościej:
>
> Pływasz połowę czasu z 3-ką kursantów na zmiany i jest super -padasz na
> pysk, ale kursanci są skupieni, wypoczęci i zadowoleni z życia:-))
Nie "Ty padasz na pysk", tylko "pada na pysk osobnik zatrudniony przez
Ciebie", bo w przemyśle szkoleniowym niekoniecznie chodzi o to, jak
szkolić dobrze, tylko masowo i tanio.
PZŻ wymaga 100 godzin na żeglarza. Oznacza to 2 tygodnie codziennego
ćwiczenia po 8-10 godzin. Oznacza to, że musisz zapłacić komuś za dwa
tygodnie X zł. Albo 2 x X zł, gdybyś robił grupy po 3 osoby. I oczywiście
podnieść sporo cenę kursów. Patrząc, jak klientów przechwytują firmy
szkolące po 300-400 zł i przestawiając się na hodowlę pietruszki, bo nie
nadajesz się do żeglarskiego biznesu.
Ja rozumiem, idee, dążenie do doskonałości i takie tam. Tyle, że nikt nie
szkoli w grupach 3 kursantów + instruktor. A na pewno nie tyle masowo,
żeby kupował nowe jachty do tego celu...
>Natomiast po firmach szkoleniowych krąży tu i tam idea zbudowania łódki
>specjalnie do rejsoobozów ze szkoleniami. ..............
Pisalem do 3 firm, zero zainteresowania.
Pozdrawiam, Wojtek
ge...@post.pl
http://www.zeglarstwo.3miasto.pl/ http://www.zeglarstwo.org/
http://83.16.181.154/prz/ (mirror)
>Idealnym kadłubem wyjściowym może być pomeranka. Dość chybotliwa dla małych
>kątów,bardzo dzielna- także na przyboju, doskonale pracująca na fali. Widzę
>problem mentalności- kto prócz grona koneserów zaakceptuje wąską rufę i
>maksymalną szerokość przesuniętą przed śródokręcie.
Tzn gdzie jest ta max. szerokosc ?
Pomeranki ktore ogladalem wydaje mi sie ze wygladaly inaczej.
>
>.........Istniejące łódki inspirowane liniami Colin-Archera
>bardziej przypominają kutry pławnicowe -dzielne na morzu -niebezpieczne w
>strefie przyboju i płycizn.
Coliny byly to kutry pilotowe, bardzo czesto byly to tez lodzie
rotownicze startujace ze stacji brzegowych. Zarowno pilotowki jak i
lodzie ratownicze musialy i plywaly z powodzeniem w strefie brzegowej.
>
>Może warto narysować coś inspirowanego liniami
>pomeranek ?
Zobacz
http://www.maderskiyachts.alpha.pl/pomerank.htm
Zwroc uwage gdzie jest max szerokosc.
Tak jak pisałem, ale najwyraźniej ten szczegół umknął Twojej uwadze...
> Coliny byly to kutry pilotowe, bardzo czesto byly to tez lodzie
> rotownicze startujace ze stacji brzegowych. Zarowno pilotowki jak i
> lodzie ratownicze musialy i plywaly z powodzeniem w strefie brzegowej.
NA REWACH południowego wybrzeża Bałyku kutry pławnicowe cieszyły się złą
sławą (w stosunku do pomeranek)-Ponownie polecam lekturę "Łodzie
Kaszubskie" Aleksandra Celarka i wizytę na półwyspie (muzea i zbiory
Chałupy, Kuźnica, Jastarnia, Hel)
> >Może warto narysować coś inspirowanego liniami
> >pomeranek ?
> Zobacz
> http://www.maderskiyachts.alpha.pl/pomerank.htm
> Zwroc uwage gdzie jest max szerokosc.
Bardzo zgrabna i ciekawa łódeczka- chętnie bym pomierzył co to cudo
potrafi...
Zwróciłem uwagę na maksymalną szerokość - i widzę, że łódka jest inspirowana
proporcjami kadłubów budowanych w latach 60-tych i 70-tych (XXw) ze
świadomie zwiększoną wypornością z tyłu. Przyczyna prosta i oczywista-
zmaina napędu z żagli na ciężkiego stacjonarnego diesela. Stąd przesunięta
do tyłu maksymalna szerokość w stosunku do klasycznej pomeranki.
Colinopodobny 8 m jacht z colinową stałą budą ma podstawową wadę pod kątem
obozów w standarcie studenckim . Jeśli elementy użytkowe są wygodne (stół
nawigacyjny, zdublowanie sterowania ) do turystycznej żeglugi łódka mieści
6 osób). Rozwiązaniem pod kątem obozów i zwiększenia mieszkalności może być
rezygnacja ze sterowania ze środka i dużego stołu nawigacyjnego, a może
nawet ze setrówki...
PEZETDEER-Rudek
Użytkownik "Jacek Kijewski" <ja...@sail-ho.pl> napisał w wiadomości
news:Pine.LNX.4.53.04...@goldenhinde.sail-ho.pl...
> >Natomiast po firmach szkoleniowych krąży tu i tam idea zbudowania łódki
> >specjalnie do rejsoobozów ze szkoleniami. ..............
> Pisalem do 3 firm, zero zainteresowania.
'Moj jacht' chciales zaadaptowac? :-)
Ciekawostka jest to ze miz'e i iz'e wypowiadaja sie negatywnie o
programach szkoleniowych ktore musza realizowac.
Wymagane 100 godz to co najmniej 4 razy za duzo. 100 godz w wiekszosci
jest fikcja i jest to 100 godzine wozenie dupy. Zdecydowanie wiecej
daje 20-25 godz aktywnego plywania. Kursant zaplacil bo 100 godz jest
w kalkulacji to trzeba sie z tego wywiazac i go powozic.
> Wojtek Kasprzak wrote:
>
> > >Natomiast po firmach szkoleniowych krąży tu i tam idea zbudowania łódki
> > >specjalnie do rejsoobozów ze szkoleniami. ..............
> > Pisalem do 3 firm, zero zainteresowania.
>
> 'Moj jacht' chciales zaadaptowac? :-)
Podpuszczałem Wojtka. Tyle, że trzeba by pogadać z tymi, z którymi ja. Na
Boatshow powinno się towarzystwo pewnie zebrać :)
Jest to zbyt optymistyczne, albo sie bardzo zestarzalem :-))) Zalozenie:
startujemy od ZERA.
Opanowanie nawyków ELEMENTARNIE prawidlowej pracy zaglami t o kilka dni na
lekkiej mieczówce w róznych warunkach pod okiem instruktora. Im mniejsza tym
lepiej (wymusza reakcje i wpaja odruchy). Aktywne plywanie powyzej 6-ciu
godzin dziennie ludzi zielonych jest bez sensu - "zmeczenie materialu"
Potem mozna mówic o szczególach -wieksza i ciezsza lódka, szczególy manewrów
prostych, budowanie z podstawowych klocków manewrów zlozonych... I to
wszystko mozna opanowac w 100 godzin (OD ZERA)...
Wariant "oszczedny": Nauka na duzych lódkach od razu . Z reguly sa stateczne
i duzo wybaczaja -nie wyksztalcaja nawyków pracy zaglami, nie zmuszaja do
szukania wiatru. Pacjent opanowuje trzymanie kursu i zwroty w okreslonych
warunkach. Gdy spelni podstawowe kryteria idzie sie z programem dalej NIE
UTRWALAJAC elementu podstawowego w róznych warunkach. Na dodatek z reguly
cwiczy sie na konkretnej lódce, nie weryfikujac swych umiejetnosci na
innych. Opanowuje sie pewien algorytm manewrów , bez nauki myslenia
kategoriami startegii na wodzie... Ale to wylazi i wokolo na wodzie
widac...
PEZETDEER-Rudek
Jesli ma ktos doswiadczenie w tej materii i chcialby praktycznie i
teoretycznie pomoc - zapraszam na priv. Tam wytlumacze blizej o co
chodzi :)
Radek Wrodarczyk
--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.rec.zeglarstwo
> Zapadla decyzja w rodzinie, ze sprowadzimy jacht ze Szwecji - w
> Polsce za bardzo nic w przedziale do 8 metrow nie ma (za rozsadne
> pieniadze), a mazurskie jachty (tango 720?) to nie jest to co
> tygrysy lubia.
>
> Jesli ma ktos doswiadczenie w tej materii i chcialby praktycznie i
> teoretycznie pomoc - zapraszam na priv. Tam wytlumacze blizej o co
> chodzi :)
O, to jedziemy razem. Może się opłacać zrobić zrzutę na samochód, żeby
kobyłki przywieźć :)
Masz cos na oku do 20 tys zl? Albin Viggen by mi pasowal, ale Jurek
Szuchut mowi, ze one takie sobie sa.. na Baltyk niezbyt sie nadaja.
Zastanawiam sie tez nad tym Tangiem 720. Wygodne, nowoczesniejsze i
wogole... na Zalew wystarczy.
Radek
> >> Jesli ma ktos doswiadczenie w tej materii i chcialby praktycznie
> i
> >> teoretycznie pomoc - zapraszam na priv. Tam wytlumacze blizej o
> co
> >> chodzi :)
> >
> >O, to jedziemy razem. Może się opłacać zrobić zrzutę na samochód,
> żeby
> >kobyłki przywieźć :)
>
> Masz cos na oku do 20 tys zl? Albin Viggen by mi pasowal, ale Jurek
> Szuchut mowi, ze one takie sobie sa.. na Baltyk niezbyt sie nadaja.
> Zastanawiam sie tez nad tym Tangiem 720. Wygodne, nowoczesniejsze i
> wogole... na Zalew wystarczy.
Szukam tak do 15 tysięcy i ogłoszeń jest trochę - trzeba by w
spokojniejszej chwili pojechać i obejrzeć. Na razie wróciłem z Hanseboot z
Hamburga, tego, co tam pokazują, to nie kupimy i za 50 lat...
Na Zalew szukam właśnie Viggena albo Midgeta, oba typy da się kupić za
12-15 tysięcy. Viggen (Karlskrona Viggen) ma klasyczny kil, co daje małe
zanurzenie i pewnie mniejszą stabilność - ja jednak uważam, że i tak
większą, niż Tango. Skoro Ejsmontowie dopłynęli tym aż do Hornu... (a
utopili się dopiero tam) to na Zalew będzie w sam raz. Albin Viggen ma
nowszy kil i większe zanurzenie.
Midget jest bardzo podobny do Albin Viggena.
O szwedzkich łódkach można poczytać na:
http://www.sailguide.com/fakta.htm
wybierz:
rejon w Szwecji,
kategoria Batar (łodzie), teraz możesz obok zmienić obszar na Hela Sverige
(cala Szwecja)
możesz doprecyzować wpisując 'segel', można też wybrać zakres cenowy
Są różne fajne łudeczki i myślę, że coś sobie znajdziesz.
JacekT
Powyzsze mialo isc na priv, ale skoro juz sie stalo...
>Na Zalew szukam właśnie Viggena albo Midgeta, oba typy da się kupić
za
>12-15 tysięcy. Viggen (Karlskrona Viggen) ma klasyczny kil, co daje
małe
>zanurzenie i pewnie mniejszą stabilność - ja jednak uważam, że i
tak
>większą, niż Tango. Skoro Ejsmontowie dopłynęli tym aż do Hornu...
(a
>utopili się dopiero tam) to na Zalew będzie w sam raz. Albin Viggen
ma
>nowszy kil i większe zanurzenie.
A jak sie ma Viggen do Venuski jesli chodzi o mieszkalnosc? Moze
ktos to widzial obie lodki cos powiedziec na ten temat?
Radek Wrodarczyk
> A jak sie ma Viggen do Venuski jesli chodzi o mieszkalnosc? Moze
> ktos to widzial obie lodki cos powiedziec na ten temat?
Viggen jest bardziej "nefrytowaty". Z rozkładu wnętrza: dość wygodne
bytowanie 4 osób, ale upchanie piątej dość trudne. Choć możliwe.
A co to to jest bo asj tego ich pieknego języka nie jestem w stanie
rozgryźć, poza tym, że sprzedają toto z silnikiem yamaha 5KM to nie
umeim nic więcej o tej łódce się dowiedzieć z opisu.
JMJ
JMJ
Pozdrawiam
MK Naparty
Albin Vega w zalezności od rocznika i stanu kosztuje od 65000 SEK do 100000 SEK.
Przy okazjii. Zakup używanego jachtu nie podlega cłu, akcyzie ani opłacie
skarbowej(gdy "akt kupna" zawarty był w Szwecji)
Pozdrawiam,
Wiesiek Cybulski
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
--
Pozdrawiam
Sylwek Kmiecik
**Na świecie nie brakuje dwóch rzeczy:
wodoru i głupoty.**
> A moze takie cos Ci pasuje, znalazlem przypadkiem, jest w Nacka pos
> Sztokholmem. Kiedys na takim plywalem, jest OK.
Längd överallt: 6,00 m Storsegel: 7,5 kvm
Längd i vattenlinjen: 5,40 m Genua I: 15,0 kvm
Bredd: 2,00 m Genua II: 11,0 kvm
Djupg?ende: 1,00 m Kryssfock: 7,6 kvm
Deplacement: 0,8 ton Självsl?ende fock: -
Fenköl (järn): 0,4 ton Spinnaker: 30,0 kvm
Dziękuję, mam już jedną Carinę swoją, drugą Radka :) Szukamy czegoś
większego, przynajmniej ja coś koło 7 metrów. No, jak do wiosny w totka
wygram, to może 8-9 :)
> http://www.blocket.se/view/3224796.htm?caller=shl_s&l=0&c=1&city=0
Cena strasznie wywindowana. Ale może stan to usprawiedliwa :)
Viggen:
http://www.sailguide.com/albin_viggen.htm
Midget:
http://www.sailguide.com/Magnifik_M.htm
a może:
http://www.sailguide.com/Bellona_23.htm
http://www.sailguide.com/Primvent_23.htm
http://www.sailguide.com/Norina.htm
http://www.sailguide.com/maxi_77.htm
Roczniki 70-74 bywają do 30 tys. koron. Trzeba się wybrać i pooglądać, bo
na zdjęciu wszystko ładnie wygląda.
A, czytając opisy tryck cośtam bild oznacza: zdjęcia: kliknij :)
(jeszcze wiem, co to jest enveska, flikka, kwinna i czym się różni od
gammalkwinna* i w ogóle żona (ex) skandynawistka by się przydała... ;) ).
*) i umiem to wymówić z dwoma akcentami :)
Nie znam tego pogańskiego języka, ale dostajesz grota, dwie genuy, foka,
spinaker, spinagerbom, radio z CD/RDS, coś tam teakowego. Nowy akumulator,
dwie kotwice.
Potem jakiś tekst reklamowy, że to fajne na 2-3 osoby, 4 platsen to są 4
miejsca (ale czego to dotyczy, to nie wiem, kojeplatsen to są koje...), że
zbudowali tego 300 sztuk i że na sailguide przeczytasz więcej.
A, i że miejsce na zimowanie jest do załatwienia.
Tak na oko.
> Widzę, że koledzy tu w temacie, może ktoś wie w jakich cenach wahają się
> albin vega ??
Ogłoszenia widuję koło 50-60 tys. SEK. Jerzy Sychut twierdził, że to za
dużo, ale w ogłoszeniu zawsze jest cena wywoławcza.
> Taki jachcik kosztuje 25 000 SEK to jakieś 12 000zł.
> Jakie będą koszty ostateczne cła, akcyzy, haracze, wziątki itd... Ktoś to
> cwiczył?
Cła, akcyz nie ma. Z innych haraczy to opłata karno-skarbowa czy inne PCC
- 2%. Ewentualnie nawet nie. Tłumaczenie umowy na polski (chyba, że Szwed
podpisze polską, co zresztą się zdarza).
No i rejestracja, przegląd, ubezpieczenie... często dostosowanie czegoś do
polskich norm (wysokość relingu na przykład).
> Czy ta cena (25 000 SEK) to nie zart ?
> http://www.blocket.se/view/3502952.htm?caller=shl_s&l=0&c=1&city=0
Za Folkbota? Zupełnie normalna, może nawet dość wysoka. Zależy, w jakim
stanie.
Hasip
> > ***********Jacek Kijewski > Viggen:
> > http://www.sailguide.com/albin_viggen.htm
> >
> > Midget:
> > http://www.sailguide.com/Magnifik_M.htm
> >
> > a może:
> > http://www.sailguide.com/Bellona_23.htm
> > http://www.sailguide.com/Primvent_23.htm
> > http://www.sailguide.com/Norina.htm
> > http://www.sailguide.com/maxi_77.htm
> >Ooooo bulwa a ja głupi szukam w naszym pięknym kraju.
To są opisy jachtów i w ogóle www.sailguide.com -> batfakta jest bardzo
przydatne w czytaniu ogłoszeń (wiemy, co autor miał na myśli, bo
przeciętny Szwed jest absolutnie pewien, że wszyscy na świecie wiedzą, ile
np. Havsfidra ma długości i koi, więc wiedziony skandynawską oszczędnością
tego w ogłoszeniu nie napisze).
Pod linkiem batmarknad masz ogłoszenia. To nie jest najlepszy serwis
ogłoszeniowy, ale pozwala się rozejrzeć w cenach co do rzędu wielkości.
A tu widzę, ze dużo łódek z Polski sprzedają, a mówią, ze w Polsce mało
jachtów morskich jest.
JMJ
>> ccynkin wrote:
>> > A moze takie cos Ci pasuje, znalazlem przypadkiem, jest w Nacka pos
>> > Sztokholmem. Kiedys na takim plywalem, jest OK.
>> > http://www.blocket.se/view/3224796.htm?caller=shl_s&l=0&c=1&city=0
>> > "Jacek Kijewski" <ja...@sail-ho.pl> a écrit dans le message de news:
>> > Pine.LNX.4.53.04...@goldenhinde.sail-ho.pl...
>>
>> A co to to jest bo asj tego ich pieknego języka nie jestem w stanie
>> rozgryźć, poza tym, że sprzedają toto z silnikiem yamaha 5KM to nie
>> umeim nic więcej o tej łódce się dowiedzieć z opisu.
> Nie znam tego pogańskiego języka, ale dostajesz grota, dwie genuy, foka,
> spinaker, spinagerbom, radio z CD/RDS, coś tam teakowego. Nowy akumulator,
> dwie kotwice.
kill oblaminowany epoxydem w 2004, grot (przeszyty w 2003) 2 genuy
itd..., radio z 2004 roku, coś tam tekowego to klapy do zejściówki,
wymienione obicia i materace w 1999, drabinka kąpielowa :),
gaśnica, dwie kotwice.
słownik http://lexikon.nada.kth.se/cgi-bin/swe-eng twoim przyjacielem jest.
Jeśli jakiegoś słowa w słowniku nie ma, trzeba dzielić na kwałki
jedno- i dwu-sylabowe, zwłaszcza jak te kawałki z angielska brzmią,
i sprawdzać po kolei. Szwedzi kleją słowa, może nie tak na maxa,
jak Niemcy z ich drzewomaremeladaskrzynkami, ale zawsze.
Przemek.
Jacek Kijewski" <ja...@sail-ho.pl> a écrit dans le message de news:
Pine.LNX.4.53.04...@goldenhinde.sail-ho.pl...
> On Thu, 4 Nov 2004, beny wrote:
>
>> > Ogłoszenia widuję koło 50-60 tys. SEK. Jerzy Sychut twierdził, że to
>> > za
>> > dużo, ale w ogłoszeniu zawsze jest cena wywoławcza.
>>
>> Zachęcające ceny!
>> Obiecałem sobie, że o jachcie na Bałtyk zacznę myśleć (czytaj: szukać)
>> jak uzbieram na ten cel 15 tys.$.
>> A tu widzę , że 1/2-2/3 tego wystarczy ;-))
>
> Nie bądź takim optymistą - te ceny to ceny jachtów starych. One są
> zazwyczaj w lepszym stanie, niż polskie dobite klubowością i czarterami,
> ale najczęściej i tak wymagają sporo roboty. Generalnie jednak jachty
> stare opłaca się kupować tam. Za 15 tysięcy zł tam można kupić żeglującą
> fajną łódkę, u nas za to nefryta w stanie do utylizacji.
Ładna łódeczka ale nie mam czym przywieźć :( i niestety przy moich
uprawnieniach to by przez kilka lat w szopie stała.
JMJ
Hmm, szkoda, że wPolsce nie oddaja za darmo, a mamy przecież wiele
jachtów w dużo gorszym stanie.