Ponieważ fundusz miałem raczej niewielki... kupiłem jacht w stanie "średnim"
i będę się zabierał do jego renowacji (część jeszcze w sezonie, część w
październiku po wyjęciu z wody) ;D
No i oczywiście mam szereg pytań:
- Jacht był ostatnio zarejestrowany w 2001 roku... teraz już nie jest...
gdzie mam się udac z umową kupna (mieszkam w Wawie) jeśli chcę łajbkę
zarejestrować, nadać jej nazwę i ubezpieczyć (to ostatnie to wiem gdzie
:D)??
- Jakie dokumenty są mi potrzebne do w.w. czynności (oglądałem dziś dowód
rejestracyjny, umowę K-S z poprzednim właścicielem i to wszystko... mało
jakoś... czy czegoś jeszcze powinienem się domagać od sprzedającego :D)
- Jakie orientacyjnie koszta mnie czekają?? (ubezpiecznie to podobnież 2,5%
wartości łajby...)
- Czym i jak zeszlifować farbę z masztu (jest maźnięty jakąś czarną farbą...
ledwo się toto trzyma/złazi miejscami...słowem wygląda źle) ale tak żeby nie
porysować aluminium...
- Czym i jak zeszlifować farbę z laminatu (jak wyżej... maźnięty dość
kiepawo.. a chciałbym mieć ładną błyszczącą biel.. czy robić to topkotem
(cokolwiek to jest)?? Myślałem o papierze ściernym zakładanym na wiertarkę
(taki okrągły placek z papierem :D), ale czy temp. jaka się wówczas wytwarza
nie uszkodzi mi laminatu??
- Jakie są techniki wzmacniania laminatu (jedna przgroda górna jest
nadłamana.. chciałbym to naprawić)
- Ile kosztuje roler foka do sportin 595?
No... to chyba tyle... na dzień dzisiejszy... ale napewno o czymś
zapomniałem ;D
Przepraszam jeżeli moje pytania wydadzą się komuś laickie... jestem zupełnie
zielony w temacie napraw/konserwacji jachtów... ;-(
Będę wielce wdzięczny za wszelkie sugestie... może ktoś poleci jakąś dobrą
książkę w tym temacie? (mam żeglarzu zrób to sam... ale nic z w.w. w niej
nie znalazłem ;-( )
--
Pozdrawiam
MaZuR
Ikar #25
595 cm przyjemności ;D
> - Czym i jak zeszlifować farbę z laminatu (jak wyżej... maźnięty dość
> kiepawo.. a chciałbym mieć ładną błyszczącą biel.. czy robić to topkotem
> (cokolwiek to jest)?? Myślałem o papierze ściernym zakładanym na wiertarkę
> (taki okrągły placek z papierem :D), ale czy temp. jaka się wówczas wytwarza
> nie uszkodzi mi laminatu??
Zapomnij, że kiepskimi narzędziami i materiałami osiągniesz jakiś efekt
(nie, że dobrym, ale w ogóle jakiś).
Spokojnie, na razie żegluj, sezon jest. W międzyczasie zaopatrz się w
"Budowa i naprawa jachtów z laminatów" - w zasadzie jedyne wydawnictwo na
ten temat w Polsce (będę miał wkrótce angielskie.... ale to trochę
zajmie).
I śledź grupę. I przejrzyj archiwum. Przejście się do czytelni w celu
przejrzenia roczników "Żagli" i "Rejsu" też nie jest złym pomysłem.
Te pytania są laickie. Jak się laicko weźmiesz za duży remont, to więcej
napsujesz.
> książkę w tym temacie? (mam żeglarzu zrób to sam... ale nic z w.w. w niej
> nie znalazłem ;-( )
Zapomnij, to zabytek. Są dwie nieco mniej zabytkowe: wspomniana "budowa"
oraz "Mam jacht, zakupy, naprawy, przebudowy" Roszkowskiego. Absolutne ABC
dłubania przy jachtach.
--
***********Jacek Kijewski, ja...@sail-ho.pl z odwiecznym (since 1995) mottem: *
"Kazda dostatecznie rozwinieta technologia niczym
szczegolnym nie rozni sie od magii" Linux admin
Portal żeglarski: http://www.sail-ho.pl
************************************* Support Open Source: http://www.rwo.pl *
Na Wale miedzyszynskim ale zapomnialem dokladnie gdzie to jest :-/
> - Jakie dokumenty są mi potrzebne do w.w. czynności (oglądałem dziś dowód
> rejestracyjny, umowę K-S z poprzednim właścicielem i to wszystko... mało
> jakoś... czy czegoś jeszcze powinienem się domagać od sprzedającego :D)
To wszystko.
> - Czym i jak zeszlifować farbę z masztu (jest maźnięty jakąś czarną
farbą...
> ledwo się toto trzyma/złazi miejscami...słowem wygląda źle) ale tak żeby
nie
> porysować aluminium...
Sa podobno jakies preparaty do usowania farb mozna tez zeszlifowac a potem
wypolerowac maszt.
> - Czym i jak zeszlifować farbę z laminatu (jak wyżej... maźnięty dość
> kiepawo.. a chciałbym mieć ładną błyszczącą biel.. czy robić to topkotem
> (cokolwiek to jest)?? Myślałem o papierze ściernym zakładanym na wiertarkę
> (taki okrągły placek z papierem :D), ale czy temp. jaka się wówczas
wytwarza
> nie uszkodzi mi laminatu??
Zapomnij o tarczy na wiertarke zepsujesz tylko kadlob i poklad.
Najleprze rezultaty uzyskaz szlifierka oscylacyjna :-) wewntualnie recznie
ale sie napracujesz
> - Ile kosztuje roler foka do sportin 595?
roler foka to roler foka
książkę w tym temacie? (mam żeglarzu zrób to sam... ale nic z w.w. w niej
> nie znalazłem ;-( )
Zaopatrz sie we wczejniej wspomniana ksiazke "budowa i naprawa ..."
<dziś zaliczkowałem sportinę 595 :D
Gratuluję !
> październiku po wyjęciu z wody) ;D
To dobry pomysł, szkoda sezonu na remont. Pływjąc dobrze zorientujesz się
jaki powinien być zakres prac remontowych i modernizacyjnych.
> - Jacht był ostatnio zarejestrowany w 2001 roku...
W Polsce nie ma przepisu regulującego tę kwestję.
> gdzie mam się udac z umową kupna (mieszkam w Wawie)
W pierwszej kolejności do urzędu skarbowego. Musisz mieć umowę kupna-
sprzedaży i druk PCC-1. Druk ten zawiera dane osobowe stron zawierających
umowę i ich podpisy. Opłata skarbowa, podatek 2% wartości.
<jeśli chcę łajbkę
Może lepiej brzmi - jacht, łódka, żaglówka ?
<czy robić to topkotem
Problem był szeroko omawiany na grupie, poszukaj.
> (taki okrągły placek z papierem :D)
Zdecydowanie nie, porobisz głębokie rysy bardzo trudne do wyprowadzenia.
W miesięczniku 'Żagle" był poruszany temat remontu jachtów.
Pozdrawiam
Wojtek Zachwatowicz
> > - Jacht był ostatnio zarejestrowany w 2001 roku... teraz już nie jest...
> > gdzie mam się udac z umową kupna (mieszkam w Wawie) jeśli chcę łajbkę
> > zarejestrować, nadać jej nazwę i ubezpieczyć (to ostatnie to wiem gdzie
> > :D)??
>
> Na Wale miedzyszynskim ale zapomnialem dokladnie gdzie to jest :-/
Jeśli koniecznie chcesz zarejestrować, spróbuj zrobić to w urzędzie
powiatowym (podobno na Pl. Zawiszy) - zarejestrujesz jako... łódź wędkarską -
jednorazowo, po wsze czasy. Uzyskasz numer MA-WAR-... - w miniony weekend na
Zegrzu widziałem parę żagłówek z takimi numerami. Po co łożyć kasę na PZŻ i
podtrzymywać jego egzystencję?
>
> > - Czym i jak zeszlifować farbę z masztu (jest maźnięty jakąś czarną
> > farbą... ledwo się toto trzyma/złazi miejscami...słowem wygląda źle) ale
> > tak żeby nie porysować aluminium...
> Sa podobno jakies preparaty do usowania farb mozna tez zeszlifowac a potem
> wypolerowac maszt.
>
Nie wiadomo jaka to farba. Jeśli "nitro" lub podobna, wypróbuj wszelkie
rozpuszczalniki jakie wpadną Ci w ręce (aceton, "nitro", toluen, itd). Jeśli
to nie da rezultatów, można spróbować usunąc farbę na gorąco (ale bez
przesady, przegrzany dural staje się miękki, a poprzednią wytrzymałość
odzyskuje samoistnie w bardzo długim czasie mierzonym w miesiącach a nawet
latach jeśli nie nagrzeje się go potem do temperatury niższej od tej w której
nastąpiło "rozhartowanie"). Jesli i to się nie uda, pozostaje tylko ostrożne
zeszlifowanie farby bardzo drobnym papierem ściernym, oraz późniejsze
wypolerowanie i nawoskowanie masztu. Wystrzegaj się środków żrących,
zwłaszcza zawierających alkalia lub kwas solny - te bowiem błyskawicznie
roztwarzają dural. Być może do przyjęcia byłby kwas fosforowy lub stężony
kwas azotowy, który działa na powierzcnię aluminium pasywująco, ale za
ewentualne "skutki uboczne" pracy z tak silnie żrącym preparatem
odpowiedzialności nie biorę.
> > - Czym i jak zeszlifować farbę z laminatu (jak wyżej... maźnięty dość
> > kiepawo.. a chciałbym mieć ładną błyszczącą biel.. czy robić to topkotem
> > (cokolwiek to jest)?? Myślałem o papierze ściernym zakładanym na wiertarkę
> > (taki okrągły placek z papierem :D), ale czy temp. jaka się wówczas
> > wytwarza nie uszkodzi mi laminatu??> >
> Zapomnij o tarczy na wiertarke zepsujesz tylko kadlob i poklad.
Niestety kadłub i pokład już został "zepsuty" - przez pomalowanie go jakimś
badziewiem, przypuszczalnie Polrenem.
> Najleprze rezultaty uzyskaz szlifierka oscylacyjna :-) wewntualnie recznie
> ale sie napracujesz
Gdyby nie powyższe, istotnie wystarczyłoby zmatowić stary żelkot
drobnoziarnistym papierem, najlepiej na szlifierce oscylacyjnej ale i
wiertarką dałoby się to zrobić bez większych problemów. po czym połozyć
topkot z ideą aby gdy i on się zestarzeje, postąpić z nim identycznie. W
sytuacji gdy kadłub został już pomalowany "obcą" farbą nie wyobrażam sobie
jej usuniecia (a ze starego, nawet zmatowionego Polrenu zlezie każda farba,
włącznie z nowym Polrenem) bez użycia wiertarki. Usuwanie starej farby
szlifierką oscylacyjną lub ręcznie będzie trwało w nieskończoność.
Pogodziłbym się więc z pewnym "pokaleczeniem" powierzchni, użył wiertarki i
to z papierem gruboziarnistym, nawet nr 24, (oczywiście "z wyczuciem"; jeśli
farba przestaje schodzić za to laminat zaczyna się nagrzewać to znak że
papier już się stępił i trzeba go wymienić), zdarł starą farbę do czysta
(nawet jeśli stary żelkot zostanie przy tym miejscowao zdarty aż do włókna
nie będzie tragedii) - i pomalował koniecznie topkotem. Żadną inną, nawet
najlepszą farbą (epoxydową lub poliuretanową) - trzeba bowiem przede
wszystkim odtworzyć uszkodzony w wyniku szlifowania żelkot, od którego topkot
różni się tylko dodatkiem parafiny. Najprawdopodobniej nie uda się uzyskać
idealnej gładkości, więc za sezon - dwa przeszlifowałbym powierzchnię topkotu
ale już nie w celu jego usunięcia a jedynie wygładzenia, zmatowienia i
oczyszczenia - najlepiej szlifierką oscylacyjną i pomalował ponownie, tym
razem żywicą poliestrową o obniżonej gęstości z korektorem parafinowym
(Polimal 108) z niewielkim dodatkiem krzemionki "Arsil" i symbolicznym tylko
dodatkiem pigmentu.
Aby nie było że teoretyzuję: dno swojego Oriona z którego stary Polren złaził
całymi płatami oszlifowałem dość "brutalnie" i pomalowałem topkotem. Straciło
trochę na gładkości, ale za to ma dobrą ochronę przed wodą. Potem będę
kombinował co robić z nim dalej - na razie pływam.
>
Pozdrawiam
Tomek Janiszewski
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
> - Jacht był ostatnio zarejestrowany w 2001 roku... teraz już nie jest...
> gdzie mam się udac z umową kupna (mieszkam w Wawie) jeśli chcę łajbkę
> zarejestrować, nadać jej nazwę i ubezpieczyć (to ostatnie to wiem gdzie
> :D)??
PZŻ miejści się bodajrze na ulicy Ciołka lub w jego okolicach. Wysoki budynek
zdaje sie, że 3 pietro.
> - Jakie dokumenty są mi potrzebne do w.w. czynności (oglądałem dziś dowód
> rejestracyjny, umowę K-S z poprzednim właścicielem i to wszystko... mało
> jakoś... czy czegoś jeszcze powinienem się domagać od sprzedającego :D)
> - Jakie orientacyjnie koszta mnie czekają?? (ubezpiecznie to podobnież 2,5%
> wartości łajby...)
Do rejestracj potrzene jest w zasadzie umowa k.-s. i opłacony podatek. Fajnie
jak będziesz miał stary dowód rejestracyjny ubezpieczenie. Dobrze jest wiedziec
kto i kiedy budował jacht, ile jest komór wypornosciowych i co w nich jest i
parę innych szczegolow na temat jachtu.
Rejestracja w zaleznosci od klasy lajby w twoim wypadku okolo 100-150 zl. Co do
ubezpieczenia to PZU chce okolo 2.1 %
> - Czym i jak zeszlifować farbę z laminatu (jak wyżej... maźnięty dość
> kiepawo.. a chciałbym mieć ładną błyszczącą biel.. czy robić to topkotem
> (cokolwiek to jest)?? Myślałem o papierze ściernym zakładanym na wiertarkę
> (taki okrągły placek z papierem :D), ale czy temp. jaka się wówczas wytwarza
> nie uszkodzi mi laminatu??
Jezeli nie masz szlifierki mimosrodowej to tarcza na wiertarke ale na grubej
gombce (okolo 3 cm), sa takie do kupienia wtedy uwaznie to robiac nie
zmiszczysz laminatu.
Pozdrawiam
Wojciech Łapinski
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
> Nie wiadomo jaka to farba. Jeśli "nitro" lub podobna, wypróbuj wszelkie
> rozpuszczalniki jakie wpadną Ci w ręce (aceton, "nitro", toluen, itd). Jeśli
> to nie da rezultatów, można spróbować usunąc farbę na gorąco (ale bez
> przesady, przegrzany dural staje się miękki, a poprzednią wytrzymałość
> odzyskuje samoistnie w bardzo długim czasie mierzonym w miesiącach a nawet
> latach jeśli nie nagrzeje się go potem do temperatury niższej od tej w której
> nastąpiło "rozhartowanie"). Jesli i to się nie uda, pozostaje tylko ostrożne
Dural świetnie przewodzi ciepło. Opalarką tego nie zrobisz, prędzej
stopisz rurę, niż nagrzejesz punktowo farbę.
Jedyna metoda to oszlifowanie drobnym papierem, wyrównanie papierem
wodnym, polerka, anodowanie. Koszty takie, że taniej kupić nowy profil i
przełożyć okucia.
> > Zapomnij o tarczy na wiertarke zepsujesz tylko kadlob i poklad.
>
> Niestety kadłub i pokład już został "zepsuty" - przez pomalowanie go jakimś
> badziewiem, przypuszczalnie Polrenem.
Trzeba do tego mieć szlifierkę mimośrodową. Bez zielonego boscha w
zasadzie nie warto zaczynać roboty (no, niebieski to ideał, ale...).
> Pogodziłbym się więc z pewnym "pokaleczeniem" powierzchni, użył wiertarki i
> to z papierem gruboziarnistym, nawet nr 24, (oczywiście "z wyczuciem"; jeśli
> farba przestaje schodzić za to laminat zaczyna się nagrzewać to znak że
> papier już się stępił i trzeba go wymienić), zdarł starą farbę do czysta
Jeden ruch ręką źle i masz głębokie wydarcie w laminacie. A i wiertarkę po
tej robocie też do wyrzucenia, zwłaszcza, gdy jakaś tania była (w drogiej
trzeba będzie wymienić łożyska).
Można jeszcze, jak się ma dostęp, przepiaskować kadłub. Na to topkot,
szlifowanie, polerowanie. Ale czy warto?
Dlaczego nie ? Wystarczy troche wprawy, szlifierka katowa/ flex/ z regulacja
obrotow odpowiednia tarcza na rzepy i krazki papieru odpowiedniej
ziarnistosci. Elektryczna opaqlarka tez jest niezla, ale rowniez wymaga
nieco wprawy.Obie metody stosuje od lat.Do dokladnego wyrownania po
szpachlowaniu polecam dluga styropianowa pace tynkarska z naklejonym
papierem sciernym lub tzw Hebel z wymiennymi papierami do kupienia w sklepach
z akcesoriami dla lakiernikow samochodowych.
> > - Ile kosztuje roler foka do sportin 595?
>
> roler foka to roler foka
Co Ty powiesz, to ja poprosze roller do "Cetusa" w takiej cenie jak do
Sportiny
Pzd.
M@rek
> On Mon, 28 Jun 2004, Tomek Janiszewski wrote:
>
> Dural świetnie przewodzi ciepło. Opalarką tego nie zrobisz, prędzej
> stopisz rurę, niż nagrzejesz punktowo farbę.
Nie chodzi mi o opalenie farby, ale o jej "zmiękczenie", "spulchnienie", aby
dała się łatwiej zedrzeć. Oceniam że temperatura rzędu 200st.C duralowi nie
zaszkodzi. I raczej nie opalarką ale płomieniem.
>
> Jedyna metoda to oszlifowanie drobnym papierem, wyrównanie papierem
> wodnym, polerka, anodowanie. Koszty takie, że taniej kupić nowy profil i
> przełożyć okucia.
O ile uda się kupić identyczny profil. A i wtedy nie zawsze jest łatwo z
wierceniem otworów w profilu, tak aby pasowały do tych istniejących w
okuciach.
Z anodowania zrezygnowałem - z braku możliwości. Piękny, surowy profil z Kęt
po sezonie użytkowania zrobił się szary i szorstki - "nabawił się" tego w
okresie zimowym gdy leżał pod eternitową wiatą w sąsiedztwie obficie
posypywanej solą Wisłostrady (póki maszt stał na jachcie, deszcze
najwyraźniej w porę spłukiwały to świństwo). Na wiosnę umyłem maszt wodą i
natarłem samochodowym "szuwaxem" z dodatkiem teflonu, i znów jest gładki i
błyszczący jak kiedyś; pozostały tylko ledwo widoczne przebarwienia.
Oczywiście, na morzu anodowanie uważam za niezbedne.
>
> > Pogodziłbym się więc z pewnym "pokaleczeniem" powierzchni, użył wiertarki
> > i to z papierem gruboziarnistym, nawet nr 24,
> Jeden ruch ręką źle i masz głębokie wydarcie w laminacie.
Raczej przede wszystkim w żelkocie. Oczywiście, i to stwarza pewien problem,
trzeba potem szpachlowac i szlifować przed malowaniem, no a
szpachlówka "żelkotowa" z Arsilem szlifuje się niełatwo, jeśli nie dodać
przyspieszacza.
> A i wiertarkę po tej robocie też do wyrzucenia, zwłaszcza, gdy jakaś tania
> była (w drogiej trzeba będzie wymienić łożyska).
Nie musi być ta źle. Swojej "Celmy" używam do takich prac już od 1997r
(jeszcze do tamtego jachtu klubowego) Od tamtego czasu tylko raz wymienialem
szczotki (w tym roku). A gdy jakieś 2-3 lata temu zdemontowałem ją
całkowicie, owszem było sporo pyłu na stojanie i wirniku, ale w przekładni i
łozyskach był czysty smar.
> Można jeszcze, jak się ma dostęp, przepiaskować kadłub. Na to topkot,
> szlifowanie, polerowanie. Ale czy warto?
Pewnie bym kadłub przepiaskował, gdybym miał czym. A tak pozostaje mi
sukcesywne, rozłożone na lata zdzieranie polrenowego paskudztwa z kolejnych
miejsc... A w międzyczasie - pływam na jachcie takim jaki jest! :-)
> > Zapomnij o tarczy na wiertarke zepsujesz tylko kadlob i poklad.
> > Najleprze rezultaty uzyskaz szlifierka oscylacyjna :-) wewntualnie recznie
> > ale sie napracujesz
>
> Dlaczego nie ? Wystarczy troche wprawy, szlifierka katowa/ flex/ z regulacja
> obrotow odpowiednia tarcza na rzepy i krazki papieru odpowiedniej
Słuszna koncepcja. Z tym, że wielokrotnie samemu robiąc takie rzeczy oraz
obserwując innych, nawet fachowców wysokiej klasy, _nigdy_ nie spotkałem
się z sytuacją, żeby odrobina lub nawet dużo wprawy wystarczyło, żeby cały
kadłub bez jednej kancery zrobić. Teoria się zgadza. W praktyce nie
widziałem.
> ziarnistosci. Elektryczna opaqlarka tez jest niezla, ale rowniez wymaga
> nieco wprawy.Obie metody stosuje od lat.Do dokladnego wyrownania po
> szpachlowaniu polecam dluga styropianowa pace tynkarska z naklejonym
> papierem sciernym lub tzw Hebel z wymiennymi papierami do kupienia w sklepach
> z akcesoriami dla lakiernikow samochodowych.
szlifierka taśmowa do żelkotu?
Yps...
> > > - Ile kosztuje roler foka do sportin 595?
> >
> > roler foka to roler foka
>
> Co Ty powiesz, to ja poprosze roller do "Cetusa" w takiej cenie jak do
> Sportiny
Roler foka kupuje się do wielkości jachtu raczej, niż do konkretnego
modelu. To raz. Dwa, spełnienie Twojej prośby jest bezproblemowe, o ile
tylko jesteś skłonny zapłacić za roler do Sportiny jakieś 30 tysięcy zł.
A poważniej, dziś widziałem na 10-metrów sztagu za 1300 zł, na 8 metrów za
1100. W sklepie żeglarskim Ali Winogradow. Komuś taka informacja się
przydała?
> > A i wiertarkę po tej robocie też do wyrzucenia, zwłaszcza, gdy jakaś tania
> > była (w drogiej trzeba będzie wymienić łożyska).
>
> Nie musi być ta źle. Swojej "Celmy" używam do takich prac już od 1997r
> (jeszcze do tamtego jachtu klubowego) Od tamtego czasu tylko raz wymienialem
Celma to bardzo zawodowa wiertarka, nie to, co dzisiejszy badziew
hipermarketowy "gwarancja nie obowiązuje przy stosowaniu produktu do celów
profesjonalnych".
A łożyska się rozkalibrują i potem wiertarka "bije".
> > Można jeszcze, jak się ma dostęp, przepiaskować kadłub. Na to topkot,
> > szlifowanie, polerowanie. Ale czy warto?
>
> Pewnie bym kadłub przepiaskował, gdybym miał czym. A tak pozostaje mi
> sukcesywne, rozłożone na lata zdzieranie polrenowego paskudztwa z kolejnych
> miejsc... A w międzyczasie - pływam na jachcie takim jaki jest! :-)
Jak to czym? Piaskarką. Takie rzeczy się wynajmuje, i to nie tak drogo.
No, umieć też trzeba. Ale po całej operacji zostaje ładnie szorstki
żelkot, który wystarczy lekko przeszlifować i topkot trzyma się świetnie.
> A łożyska się rozkalibrują i potem wiertarka "bije".
Znaczy się rozumiem, niszczą się nie tyle wskutek pylenia, co niewyważenia
całej tarczy? Tak czy inaczej, pracowałem głównie na tym "pierwszym"
wolniejzym biegu.
>
> > > Można jeszcze, jak się ma dostęp, przepiaskować kadłub. Na to topkot,
> > > szlifowanie, polerowanie. Ale czy warto?
> >
> > Pewnie bym kadłub przepiaskował, gdybym miał czym.
> Jak to czym? Piaskarką. Takie rzeczy się wynajmuje, i to nie tak drogo.
> No, umieć też trzeba. Ale po całej operacji zostaje ładnie szorstki
> żelkot, który wystarczy lekko przeszlifować i topkot trzyma się świetnie.
Próbowałeś w ten sposób czyścić także zapolrenione powierzchnie p-poślizgowe?
Bo to przeraża mnie najbardziej. Tam trzeba by zeszlifować już nie tylko
cienki na ułamki mm Polren, ale jeszcze kilka mm żelkotu w głąb, aby resztek
Polrenu się pozbyć. I oczywiscie potem odtworzyć całe antypoślizgi. Póki co
planowałem (na przyszły sezon) jedynie oszlifowanie gładkich powierzchni nie
pokrytych antypoślizgami, i pomalowanie ich białym topkotem (pod pokładem
pokrytym jak obecnie, czerwoną farbą na czerwonym żelkocie robi na słoncu
się "piekarnik), o ile znów nie "wyskoczy" jakaś paląca potrzeba, jak wymiana
nadgniłych listew odbojowych przed bieżącym sezonem. Gdyby piaskowanie
okazało się skuteczne, pomalowałbym za jednym zamachem cały pokład a może i
kadłub.
Przy okazji: może warto by wypiaskować do czystego metalu także stalowy miecz?
Drucaną szczotką obrotową można zedrzeć jedynie starą farbę i luźną, rudą
rdzę; pozostaje natomiast czarna, zwarta warstwa innych produktów korozji,
podobnych do zendry. Trzeba więc przed pomalowaniem tak skorodowanego miecza
farba nawierzchniową (chlorokauczukową, ftalową czy inną) użyć aktywnej farby
gruntującej Corrina/Corrinol, jednak one, oparte na spirytusie, robią
wrażenie wodochłonnych. Skutek jest w efekcie taki, że po sezonie farba
nawierzchniowa miejscami się łuszczy, a po jej zdarciu widać świeżą warstwę
rdzy, "penetrującej" po powierzczni metalu pod nienaruszoną farbą
nawierzchniową. Może jednorazowe oczyszczenie metalu "do żywego" przy
jednoczesnej rezygnacji ze stosowania gruntu uwolniłoby od konieczności
corocznego zdzierania ubiegłorocznej farby - zamiast tego oszlifowywałoby się
jedynie powierzchnię starej farby, i pokrywało świeżą? Niestety, nie
dysponuję możliwosciami zawiezienia całego miecza do ocynkowni, np. gdzieś
pod Sierpcem.
A może zamiast piaskowania miecza warto użyć nowoczesnej farby "trzy w
jednym" typu Hammerite? Uznałbym to za opłacalne i wykosztował sie na nią,
pod warunkiem że wytrzyma ona kilka sezonów i rzeczywiście skutecznie
powstrzyma postępy korozji a nie jak jest obecnie, że co
sezon muszę zaczynać całą zabawę od nowa, jeśli nie chcę w przechyłach
straszyć innych paskudnie skorodowanym mieczem, co w wypadku większości
Orionów jest regułą.
Pozdrawiam
Tomek <wiem że jeszcze nie wiem wszystkiego> ;-) Janiszewski
> Jacek Kijewski <ja...@sail-ho.pl> napisał(a):
>
> > A łożyska się rozkalibrują i potem wiertarka "bije".
>
> Znaczy się rozumiem, niszczą się nie tyle wskutek pylenia, co niewyważenia
> całej tarczy? Tak czy inaczej, pracowałem głównie na tym "pierwszym"
> wolniejzym biegu.
Wiertarka _nie jest_ przystosowana do zadań wymagających dużego momentu
obrotowego. Jeżeli nawet nie spali się silnik (szczotki i tak oberwą), to
lecą łożyska, i to szybko. Np. dlatego profesjonalna mieszarka do
farb/zapraw kosztuje w sklepie Boscha ok. 2000 zł, choć niby te same
funkcje może pełnić wiertarka marki Toya za 30 zł. Tarcza na wiertarkę
jest urządzeniem, które można zastosować sporadycznie do jakiegoś
drobiazgu. Np. można na wiertarkę nałożyć szczotkę drucianą, żeby
odrdzewić parę cm2. Itd.
A normalnie - szkoda narzędzi. Narzędzia należy mieć dobre i o nie dbać. A
objechanie całego 6-metrowego jachtu do łysego żelkotu nie jest zadaniem
banalnym. Zwłaszcza, jeżeli ma się nadzieję na wariant z nieuszkodzeniem
żelkotu i na próby odbudowania go za pomocą papieru wodnego i polerki.
Wówczas "tarcza na wiertarkę" w ogóle się nie daje kontrolować.
> > > > Można jeszcze, jak się ma dostęp, przepiaskować kadłub. Na to topkot,
> > > > szlifowanie, polerowanie. Ale czy warto?
> > >
> > > Pewnie bym kadłub przepiaskował, gdybym miał czym.
>
> > Jak to czym? Piaskarką. Takie rzeczy się wynajmuje, i to nie tak drogo.
> > No, umieć też trzeba. Ale po całej operacji zostaje ładnie szorstki
> > żelkot, który wystarczy lekko przeszlifować i topkot trzyma się świetnie.
>
> Próbowałeś w ten sposób czyścić także zapolrenione powierzchnie p-poślizgowe?
> Bo to przeraża mnie najbardziej. Tam trzeba by zeszlifować już nie tylko
> cienki na ułamki mm Polren, ale jeszcze kilka mm żelkotu w głąb, aby resztek
> Polrenu się pozbyć. I oczywiscie potem odtworzyć całe antypoślizgi. Póki co
Tzn. sam osobiście piaskarki nie mam, ale widziałem, jak idzie tym robota.
W zależności od ustawienia tego urządzenia ścina trochę, albo do łysego
laminatu, a jak się bardzi postarasz, to i dziurę wybić może :)
Aha, widziałem w działaniu na powierzchni stalowej, ale widziałem też
rzeczy z laminatu tak obrabiane. Wymaga to jednak dość grubej warstwy
laminatu, bo łatwo dziurę wybić. Grubej tj. kadłub, ale na detalach trzeba
ponoć uważać.
> planowałem (na przyszły sezon) jedynie oszlifowanie gładkich powierzchni nie
> pokrytych antypoślizgami, i pomalowanie ich białym topkotem (pod pokładem
> pokrytym jak obecnie, czerwoną farbą na czerwonym żelkocie robi na słoncu
> się "piekarnik), o ile znów nie "wyskoczy" jakaś paląca potrzeba, jak wymiana
> nadgniłych listew odbojowych przed bieżącym sezonem. Gdyby piaskowanie
> okazało się skuteczne, pomalowałbym za jednym zamachem cały pokład a może i
> kadłub.
Okazałoby się. Musisz się dowiedzieć, ile kosztuje w Twojej okolicy
(miewają lepsze warsztaty blacharskie, firmy zajmujące się konstrukcjami
stalowymi itd.)
> Przy okazji: może warto by wypiaskować do czystego metalu także stalowy miecz?
> Drucaną szczotką obrotową można zedrzeć jedynie starą farbę i luźną, rudą
> rdzę; pozostaje natomiast czarna, zwarta warstwa innych produktów korozji,
> podobnych do zendry. Trzeba więc przed pomalowaniem tak skorodowanego miecza
Warto. Naprawdę skuteczne farby antyrdzewne wymagają oczyszczenia do
"czarnej blachy lub lepiej" (stopnie oczyszczenia i ich nazewnictwo - w
książce Małolepszego).
> A może zamiast piaskowania miecza warto użyć nowoczesnej farby "trzy w
> jednym" typu Hammerite? Uznałbym to za opłacalne i wykosztował sie na nią,
> pod warunkiem że wytrzyma ona kilka sezonów i rzeczywiście skutecznie
Hammerite z balastu Zefirka, a raczej tych miejsc, gdzie był "widoczny"
metal zlazła w pięknym stylu, zostawiając głębokie rdzawe wżery. To było w
słonej wodzie, ale wydaje się, że hammerite jest przewidziana do malowania
balustrady przed domem, a nie części podwodnych.
Jak na razie najlepiej sprawdzała się farba antykorozyjna Olivy (chyba
uniwin się nazywała, ale musiałbym na puszkę zerknąć). Kiedyś mieliśmy w
klubie wyniesiony ze stoczni "Securit", było to bardzo skuteczne - farba
epoksydowa z zawiesiną pyłu cynkowego, bardzo trwałe - ale potem nie szło
tego kupić w ilościach mniejszych, niż 100 litrów. Farba jest koloru
różowego...
Obie metody wymagają dokładnego oczyszczenia blachy.
Na tą antykorozyjną Olivy kładłem chlorokauczuk (a może ten się uniwin
nazywał???), żeby mi antyfouling nie zżarł antyrdzewnej i jak na razie
jest umiarkowanie ok.
Aha, kolejne doświadczenie z życia: lakiery do parkietów i podobne, jakie
by one nie były doskonałe, stosować można wyłącznie do drewna wewnątrz
jachtu - na zewnątrz UV załatwi wszystko, co nie ma powłoki anty-UV.
A na zewnątrz nieźle sprawdza się lakier marki V33 o nazwie "Jachtowy".
Z kolei na kadłubie już drugi rok ćwiczę farby "Epiphanes nautiforte" -
dobre są, tylko wymagają staranności w kładzeniu (nie za dużo na raz i
dokładnie pilnować procesu). W każdym razie - porównywalne albo lepsze od
Hempla, w cenie chyba niższej (ja je dostaję w ogóle na osobnych
warunkach, więc tutaj nie mam porównania).
Warto zwrócić uwagę, że Epiphanes ma też całą gamę lakierów do jachtów, od
satynowych, półmatowych po wysoki połysk - podobno bardzo dobre. W dodatku
rozpisaną technologię malowania i dostępne wszelkie primery,
rozcienczalniki itd. Czego brakuje Olivie czy owej V33.
Co do profilu masztu, aluminium nieanodowane podlega korozji, a poza tym
bardzo brudzi ręce, żagle... Jak nieanodowane, to już lepiej pomalować.
Ale czym - nie wiem.
Stare farby z klamki aluminiowej (duralowej) i knag zdejmowałem przy pomocy
SCAANSOL-u. Poszło pięknie z elementami nabłyszczania. Czy to rzedczywiście żre
durale nie wiem? Klamka to wytrzymała, knagi też.
Farba INTERNATIONAL - dwuskładnikowa po połowie sezonu trzyma.
> Stare farby z klamki aluminiowej (duralowej) i knag zdejmowałem przy pomocy
> SCAANSOL-u. Poszło pięknie z elementami nabłyszczania. Czy to rzedczywiście żre
> durale nie wiem? Klamka to wytrzymała, knagi też.
Scansol jest silnie żrący - alkaliczny. Jeżeli tylko nie zawiera chlorków,
to nie powinien robić masztowi krzywdy. Chlorki (bromki i takie tam...)
najłatwiej wykryć azotanem srebra, ale oczywiście darujmy sobie ten
sposób... najprościej przetestować na jakimś małym kawałku i wystawić na
słoną wodę na czas jakiś.
> Farba INTERNATIONAL - dwuskładnikowa po połowie sezonu trzyma.
I pewnie będzie, bo to dobra, ale droga farba :)
. Elektryczna opaqlarka tez jest niezla, ale rowniez wymaga
> > nieco wprawy.Obie metody stosuje od lat.
> szlifierka taśmowa do żelkotu?
>
> Yps...
A gdzie ja napisalem o szlifierce tasmowej ? Nie wiesz o co chodzi to jeszcze
raz dokladnie przeczytaj i zapytaj w pierwszym zakladzie lakierniczym.
> > > - Ile kosztuje roler foka do sportin 595?
> > >
> > > roler foka to roler foka
> >
> > Co Ty powiesz, to ja poprosze roller do "Cetusa" w takiej cenie jak do
> > Sportiny
>
> Roler foka kupuje się do wielkości jachtu raczej, niż do konkretnego
> modelu. To raz. Dwa, spełnienie Twojej prośby jest bezproblemowe, o ile
> tylko jesteś skłonny zapłacić za roler do Sportiny jakieś 30 tysięcy zł.
To moze tez uwazasz, ze roler foka to roler foka, a moze nie wiesz,
ze Sportina i Cetus troche roznia sie wielkoscia.
M@rek
> . Elektryczna opaqlarka tez jest niezla, ale rowniez wymaga
> > > nieco wprawy.Obie metody stosuje od lat.
tu wyciąłeś
> > szlifierka taśmowa do żelkotu?
> >
> > Yps...
>
> A gdzie ja napisalem o szlifierce tasmowej ? Nie wiesz o co chodzi to jeszcze
> raz dokladnie przeczytaj i zapytaj w pierwszym zakladzie lakierniczym.
To może dokładnie napisz? Obawiam się, że jak pójdę z wydrukowanym mailem
do warsztatu lakierniczego, to będą się śmiać.
> > > > - Ile kosztuje roler foka do sportin 595?
> > > >
> > > > roler foka to roler foka
> > >
> > > Co Ty powiesz, to ja poprosze roller do "Cetusa" w takiej cenie jak do
> > > Sportiny
> >
> > Roler foka kupuje się do wielkości jachtu raczej, niż do konkretnego
> > modelu. To raz. Dwa, spełnienie Twojej prośby jest bezproblemowe, o ile
> > tylko jesteś skłonny zapłacić za roler do Sportiny jakieś 30 tysięcy zł.
>
> To moze tez uwazasz, ze roler foka to roler foka, a moze nie wiesz,
> ze Sportina i Cetus troche roznia sie wielkoscia.
Nie, ale dziękuję za informację. Teraz już będę wiedział.
> Wiertarka _nie jest_ przystosowana do zadań wymagających dużego momentu
> obrotowego. Jeżeli nawet nie spali się silnik (szczotki i tak oberwą), to
> lecą łożyska, i to szybko.
Może właśnie dlatego swojej jeszcze nie zniszczyłem (a oszlifowałem m.in
kadłub i sufit klubowego Oriona oraz dno i nadburcia własnego (przed bieżącym
sezonem zlaminowałem pokład z kadłubem, tak jak Ty zrobiłeś z Cariną :-) ) Po
prostu, korzystałem głównie z pierwszego biegu (wtedy silnik pracuje z
mniejszym obciązeniem), i unikałem dużego docisku (aby nie zrobić dziury w
laminacie). I oczywiście nie "zarzynałem" bezdusznie wiertarki, przerywając
pracę gdy tylko uznałem że robi się zbyt ciepła.
> A normalnie - szkoda narzędzi. Narzędzia należy mieć dobre i o nie dbać. A
> objechanie całego 6-metrowego jachtu do łysego żelkotu nie jest zadaniem
> banalnym.
W przypadku klubowego Oriona obdarłem dno pod kokpitem już nie do gołego
żelkotu ale laminatu. Był to bowiem "model nr2" (w odróżnieniu od "modelu
nr1" na którym pływam obecnie) o swoistej "konstrukcji przekładkowej":
zastosowano cienkie skorupy kadłubową i kojową, a przestrzeń pomiędzy nimi
wypełniono pianką budowlaną. Ta rzecz jasna z czasem nasiąkła i "oklapła" w
wyniku czego chodzenie po tylnej partii dna odwróconego kabiną do dołu jachtu
wywoływało obawy przed jego zarwaniem. Zerwałem więc żelkot, i pogrubiłem dno
od tylnego końca skrzynki mieczowej aż do grodzi achterpikowej kładąc od
zewnątrz od 4 do 16 warstw maty (przez to w osi symetrii uformowała się
swoista stępka), potem pokryłem nowy laminat żywicą z Arsilem (i zwiększonym
dodatkiem przyspieszacza!), oszlifowałem na gładko i całośc wraz z resztą
kadłuba pomalowałem topkotem. Wiertarka przeżyła więc niemało szlifowania...
> Zwłaszcza, jeżeli ma się nadzieję na wariant z nieuszkodzeniem
> żelkotu i na próby odbudowania go za pomocą papieru wodnego i polerki.
> Wówczas "tarcza na wiertarkę" w ogóle się nie daje kontrolować.
Nie przyszło mi do głowy aby wypróbowac polecaną tu w innym poście tarczę na
grubej gąbce. Może zrobię to przy okazji zdzierania Polrenu z burt i pokładu.
Ale do późniejszego wygładzania topkotu (i jego przeszlifowywania co parę
sezonów, przed kolejnymi malowaniami "konserwacyjnymi" to chyba
jednak "szarpnę się" na szlifierkę oscylacyjną.
>
> Tzn. sam osobiście piaskarki nie mam, ale widziałem, jak idzie tym robota.
> W zależności od ustawienia tego urządzenia ścina trochę, albo do łysego
> laminatu, a jak się bardzi postarasz, to i dziurę wybić może :)
To chyba musiałbym obsługiwać urządzenia osobiście. Tyle że nie wchodzi w grę
zawiezienie jachtu do warsztatu dysponującego piaskarką, więc musialiby mi ją
dowieźć. Nie widziałem nawet samego urządzenia: duże jest ono? I jakie jest
zużycie piasku: coś przecież trzeba będzie zrobić z qpą piachu która zostanie
na miejscu remontu jachtu ;-) No i wyrzucą mnie chyba z tamtej przystani gdy
parkujące tam samochody klubowiczów pokryje gruba warstwa jakiegoś pyłu ;-))
>
> Wymaga to jednak dość grubej warstwy laminatu, bo łatwo dziurę wybić.
> Grubej tj. kadłub, ale na detalach trzeba ponoć uważać.
I jeszcze solidnie zabezpieczyć np. szyby okienne. I pewnie odkręcić takie
detale jak winda miecza i kabestany, aby ich nie zapylić.
> > Przy okazji: może warto by wypiaskować do czystego metalu także stalowy
> > miecz?
> Warto. Naprawdę skuteczne farby antyrdzewne wymagają oczyszczenia do
> "czarnej blachy lub lepiej" (stopnie oczyszczenia i ich nazewnictwo - w
> książce Małolepszego).
Przeczytam, sprawdzę do jakiego stopnia czyściłem dotąd. Miałem jednak na
mysli piaskowanie do zupełnie czystej, błyszczącej powierzchni.
>
> > A może zamiast piaskowania miecza warto użyć nowoczesnej farby "trzy w
> > jednym" typu Hammerite?
> Hammerite z balastu Zefirka, a raczej tych miejsc, gdzie był "widoczny"
> metal zlazła w pięknym stylu, zostawiając głębokie rdzawe wżery. To było w
> słonej wodzie, ale wydaje się, że hammerite jest przewidziana do malowania
> balustrady przed domem, a nie części podwodnych.
Dziękuję za cenne ostrzenie, niniejszym wybiłeś mi z głowy ten produkt.
>
> Jak na razie najlepiej sprawdzała się farba antykorozyjna Olivy /.../
> Kiedyś mieliśmy w klubie wyniesiony ze stoczni "Securit", było to bardzo
> skuteczne - farba epoksydowa z zawiesiną pyłu cynkowego, bardzo trwałe -
/../
> Obie metody wymagają dokładnego oczyszczenia blachy.
Tzn. do czarnych tlenków czy metalicznego żelaza? Bo w slogan "Hammerite
bezpośrednio na rdzę" to nawet ja nie dowierzałem.
>
> Na tą antykorozyjną Olivy kładłem chlorokauczuk (a może ten się uniwin
> nazywał???), żeby mi antyfouling nie zżarł antyrdzewnej i jak na razie
> jest umiarkowanie ok.
Z chlorokauczukami (ale takimi popularnymi "do balustrad" w rodzaju "Pillak")
mam doświadczenia zdecydowanie najgorsze, gorsze niż ze zwyczajnymi
ftalówkami. Po sezonie są one kruche jak nie przymierając Polren, łuszczą się
w wielu miejscach, za to podczas czyszczenia szczotką drucianą miękną wskutek
nagrzania i długo się rozmazują zanim wreszcie znikną. Zapewne tego rodzaju
produkty zawierają niewiele chlorokauczuku, za to dużo wypełniacza. A
bezbarwnych lakierów chlorokauczukowych, w których nie byłoby miejsca na
jakikolwiek "ersatz" to chyba się nie spotyka.
>
> Aha, kolejne doświadczenie z życia: lakiery do parkietów i podobne, jakie
> by one nie były doskonałe, stosować można wyłącznie do drewna wewnątrz
> jachtu - na zewnątrz UV załatwi wszystko, co nie ma powłoki anty-UV.
Niestety tak się dzieje z "Epidianem 112" np na listwach odbojowych: stąd
konieczność zeszlifowywania go w miejscach w których się złuszcza, (na
szczęscie nie tak wielu), zmatowienia w pozostałych i położenia świeżej
warstwy co sezon na całej powierzchni. Za to wydajność tego lakieru jest
ogromna, że i tak koszty są pomijalne, tyle że kłopot... Cierpię uraz wobec
wszelkich lakierów poliuretanowych mając wyrobiony osąd nt. Polrenu: czy
również chwalone "Sigmy", "Hemple" itd markowe poliuretany >100zł za kg
wymagają całkowitego zdzierania starej powłoki przed nakładaniem nowej? Czy
podobnie jak "Epidian 112" trzymają doskonale nawet i bez zmatowienia starej
warstwy?
A może istnieją bezbarwne lakiery epoxydowe z filtrem UV - tych używałbym
najchętniej.
>
> A na zewnątrz nieźle sprawdza się lakier marki V33 o nazwie "Jachtowy".
Jakiego rodzaju? Bo w sklepach żeglarskich pełno jest teraz
rozmaitych "hartzlaków" itd wynalazków. Jedne z nich są ftalowe, inne chyba
akrylowe, wodorozcieńczalne, które pozwalają ładnie "odpicować" elementy
drewniane ale po zimie niewiele zostaje już z ubiegłorocznego malowania...
>
> Z kolei na kadłubie już drugi rok ćwiczę farby "Epiphanes nautiforte" -
> dobre są, tylko wymagają staranności w kładzeniu (nie za dużo na raz i
> dokładnie pilnować procesu). W każdym razie - porównywalne albo lepsze od
> Hempla, w cenie chyba niższej (ja je dostaję w ogóle na osobnych
> warunkach, więc tutaj nie mam porównania).
Nazwa "Epiphanes" mogłaby sugerować że są to farby epoxydowe. Ale pozostanę
póki co przy topkocie, bo wtedy najmniej kłopotu sprawia naprawa miejsc
zarysowanych o co łatwo na Narwi czy Wiśle. Nie trzeba wtedy zeszlifowywać
takiej "farby" wokół miejsca które ma być zaszpachlowane.
>
> Warto zwrócić uwagę, że Epiphanes ma też całą gamę lakierów do jachtów, od
> satynowych, półmatowych po wysoki połysk - podobno bardzo dobre. W dodatku
> rozpisaną technologię malowania i dostępne wszelkie primery,
> rozcienczalniki itd. Czego brakuje Olivie czy owej V33.
Tylko te ceny... :-((
>
> Co do profilu masztu, aluminium nieanodowane podlega korozji, a poza tym
> bardzo brudzi ręce, żagle... Jak nieanodowane, to już lepiej pomalować.
> Ale czym - nie wiem.
>
Gdzieś "Mam jacht"? wyczytałem że na aluminium trzymają wyłącznie lakiery
epoxydowe. Ale znowu ten UV (tu: w podwójnej dawce, bo dochodzi jeszcze
promieniowanie odbite od aluminium). Są metody chemicznej, bezprądowej
pasywacji aluminium (tzw alodynowanie) tyle ze wymaga ono sporej ilości
żrących i trujących substancji (np. kwasu chromowego) i daje powłoki
zabarwione na nieświeży, brudnożóty kolor. Widziałbym więc ich zastosowanie
raczej w przypadku konieczności doraźnego zabezpieczenia miejsc w których
earstwa elox została starta.
Pozdrawiam
Tomek Janiszewski
> Nie przyszło mi do głowy aby wypróbowac polecaną tu w innym poście tarczę na
> grubej gąbce. Może zrobię to przy okazji zdzierania Polrenu z burt i pokładu.
> Ale do późniejszego wygładzania topkotu (i jego przeszlifowywania co parę
> sezonów, przed kolejnymi malowaniami "konserwacyjnymi" to chyba
> jednak "szarpnę się" na szlifierkę oscylacyjną.
Oscylacyjna a mimośrodowa to różne szlifierki. Ogólnie oscylacyjna to na
prostokątny papier, a mimośrodowa to na okrągłe z rzepem. Oscylacyjna jest
dobra do zmatowienia, wyrównania powierzchni, szlifowania desek.
> > Tzn. sam osobiście piaskarki nie mam, ale widziałem, jak idzie tym robota.
> > W zależności od ustawienia tego urządzenia ścina trochę, albo do łysego
> > laminatu, a jak się bardzi postarasz, to i dziurę wybić może :)
>
> To chyba musiałbym obsługiwać urządzenia osobiście. Tyle że nie wchodzi w grę
> zawiezienie jachtu do warsztatu dysponującego piaskarką, więc musialiby mi ją
> dowieźć. Nie widziałem nawet samego urządzenia: duże jest ono? I jakie jest
> zużycie piasku: coś przecież trzeba będzie zrobić z qpą piachu która zostanie
> na miejscu remontu jachtu ;-) No i wyrzucą mnie chyba z tamtej przystani gdy
> parkujące tam samochody klubowiczów pokryje gruba warstwa jakiegoś pyłu ;-))
Duże nie jest, taki większy kompresor. A pyłu tyle samo, co przy
szlifowaniu zwykłym.
> > Wymaga to jednak dość grubej warstwy laminatu, bo łatwo dziurę wybić.
> > Grubej tj. kadłub, ale na detalach trzeba ponoć uważać.
>
> I jeszcze solidnie zabezpieczyć np. szyby okienne. I pewnie odkręcić takie
> detale jak winda miecza i kabestany, aby ich nie zapylić.
;))))
Jak robili w stoczni remont jednego blaszaka, to nie dość, że opiaskowali
manetki, to jeszcze je pomalowali ;) Krzyś B. będzie wiedział więcej, ja
tylko trafiłem na opinie nt. tej metody renowacji manetek.
> > > A może zamiast piaskowania miecza warto użyć nowoczesnej farby "trzy w
> > > jednym" typu Hammerite?
>
> > Hammerite z balastu Zefirka, a raczej tych miejsc, gdzie był "widoczny"
> > metal zlazła w pięknym stylu, zostawiając głębokie rdzawe wżery. To było w
> > słonej wodzie, ale wydaje się, że hammerite jest przewidziana do malowania
> > balustrady przed domem, a nie części podwodnych.
>
> Dziękuję za cenne ostrzenie, niniejszym wybiłeś mi z głowy ten produkt.
Może w słodkiej wodzie będzie inaczej, ale...
BTW: hammerite jest kompleksorem, wiążącym tlenki. W budownictwie
okrętowym stosuje się kompleksory, ale innych marek. Mogę zapytać teścia,
chociaż przypuszczam, że zakup litra czy dwóch będzie niemożliwy.
Wiele o różnych farbach można dowiedzieć się ze strony firmy Epiphanes, tu
akurat: http://www.epifanes.fr.pl/oliva_alu.html
> > Jak na razie najlepiej sprawdzała się farba antykorozyjna Olivy /.../
> > Kiedyś mieliśmy w klubie wyniesiony ze stoczni "Securit", było to bardzo
> > skuteczne - farba epoksydowa z zawiesiną pyłu cynkowego, bardzo trwałe -
> /../
> > Obie metody wymagają dokładnego oczyszczenia blachy.
>
> Tzn. do czarnych tlenków czy metalicznego żelaza? Bo w slogan "Hammerite
musiałbym sprawdzić, nie pamiętam instrukcji od każdej farby.
> bezpośrednio na rdzę" to nawet ja nie dowierzałem.
Kompleksor wymaga warstwy tlenków, a nawet rdzy. Wiąże się z tym i dopiero
wtedy działa. Położony na łysą blachę wcale nie będzie skuteczniejszy.
Oczywiście rdza nie powinna się osypywać...
> > Na tą antykorozyjną Olivy kładłem chlorokauczuk (a może ten się uniwin
> > nazywał???), żeby mi antyfouling nie zżarł antyrdzewnej i jak na razie
> > jest umiarkowanie ok.
>
> Z chlorokauczukami (ale takimi popularnymi "do balustrad" w rodzaju "Pillak")
> mam doświadczenia zdecydowanie najgorsze, gorsze niż ze zwyczajnymi
Nie, okrętowy Olivy.
> ogromna, że i tak koszty są pomijalne, tyle że kłopot... Cierpię uraz wobec
> wszelkich lakierów poliuretanowych mając wyrobiony osąd nt. Polrenu: czy
Polren to w ogóle cudak.
> również chwalone "Sigmy", "Hemple" itd markowe poliuretany >100zł za kg
> wymagają całkowitego zdzierania starej powłoki przed nakładaniem nowej? Czy
> podobnie jak "Epidian 112" trzymają doskonale nawet i bez zmatowienia starej
> warstwy?
Zależnie od rodzaju starej warstwy. I efektu, jaki chcesz uzyskać.
> A może istnieją bezbarwne lakiery epoxydowe z filtrem UV - tych używałbym
> najchętniej.
Nie wiem.
> > A na zewnątrz nieźle sprawdza się lakier marki V33 o nazwie "Jachtowy".
>
> Jakiego rodzaju? Bo w sklepach żeglarskich pełno jest teraz
Jakiś olejno-pochodny, znaczy na jakimś modyfikowanym oleju. Rozciencza
się benzyną czy rozpuszczalnikiem do farb ftalowych.
> > Z kolei na kadłubie już drugi rok ćwiczę farby "Epiphanes nautiforte" -
> > dobre są, tylko wymagają staranności w kładzeniu (nie za dużo na raz i
> > dokładnie pilnować procesu). W każdym razie - porównywalne albo lepsze od
> > Hempla, w cenie chyba niższej (ja je dostaję w ogóle na osobnych
> > warunkach, więc tutaj nie mam porównania).
>
> Nazwa "Epiphanes" mogłaby sugerować że są to farby epoxydowe. Ale pozostanę
Tak się nazywa firma. I ich farby. Poczytaj ich www, masa przydatnych
informacji.
> > Co do profilu masztu, aluminium nieanodowane podlega korozji, a poza tym
> > bardzo brudzi ręce, żagle... Jak nieanodowane, to już lepiej pomalować.
> > Ale czym - nie wiem.
> >
> Gdzieś "Mam jacht"? wyczytałem że na aluminium trzymają wyłącznie lakiery
> epoxydowe. Ale znowu ten UV (tu: w podwójnej dawce, bo dochodzi jeszcze
> promieniowanie odbite od aluminium). Są metody chemicznej, bezprądowej
> pasywacji aluminium (tzw alodynowanie) tyle ze wymaga ono sporej ilości
> żrących i trujących substancji (np. kwasu chromowego) i daje powłoki
> zabarwione na nieświeży, brudnożóty kolor. Widziałbym więc ich zastosowanie
> raczej w przypadku konieczności doraźnego zabezpieczenia miejsc w których
> earstwa elox została starta.
Alodynowane aluminium ponoć łatwiej się maluje. Ale nie podjąłbym się
takiego procesu w warunkach podwórkowych. Doświadczenie uczy, że to, co
mogą zrobić zawodowcy, zazwyczaj kosztuje mniej, gdy zrobią to jednak oni.
A im bardziej specjalizowana czynność, tym mniej...
Jacek Kijewski wrote:
> Oscylacyjna a mimośrodowa to różne szlifierki.
Niekoniecznie. Mam dwie szlifierki ktore sie i kreca i wibruja, czyli to
jest to. Znaczy kazda z nich jest zarowno oscylacyjna jak i mimosrodowa.
Od wielu lat firma Festo produkuje 3 rodzaje. Drogie tylko okrutnie.
Przez wiele lat posiadania drewnianej lodki jako tako rozeznalem sie w
szlifierkowych produktach i kiedys zacisnalem pasa zeby kupic szlifierke
Festo, jedyna ktora moge polecic. Sporo papieru (przy okazji zdrowia i
sprzatania) mozna zaoszczedzic podlaczajac do odkurzacza waz ssacy pyl,
co tez zawsze czynie.
Przygladalem sie kilka dni temu piaskowaniu jachtu (jakies 15 m):
przyjechal fachowiec, zawiesil plachty na pokladzie tak by splywaly na
ziemie, zniknal pod owa oslona i zaszumiala przyczepa. Po kilka
godzinach spakowal plachte i odjechal. Pod jachtem nie zostala kupa
piachu a tylko troche pylu. W kadlubie zostalo tez kilka dziur ale
wlasnie o to chodzilo zeby znalezc miejsca gdzie laminat byl oslabiony.
> Alodynowane aluminium ponoć łatwiej się maluje
Kolega co lodki aluminiowe produkuje maluje niektore ich czesci jakims
tanim lakierem. Bardzo nieprofesjonalnie, pedzelkiem, na podworku.
Probowal kilka rodzajow lakieru az w koncu znalazl to co sie trzyma
powierzchni. Aluminium jest piaskowane przed malowaniem.
> Doświadczenie uczy, że to, co mogą zrobić zawodowcy,
> zazwyczaj kosztuje mniej, gdy zrobią to jednak oni.
> A im bardziej specjalizowana czynność, tym mniej...
O to wlasnie chodzi! Nie nalezy przesadzac z wynajmowaniem fachowcow ale
na pewno taniej i lepiej bedzie gdy piaskowac bedzie fachowiec. Drogie
narzedzia tez moga sie oplacac zwazywszy na jakosc wykonanej pracy i
zmniejszenie wysilku. Mam na mysli szlifierke Festo z odkurzaczem.
--
Jerzy Sychut, Stockholm
http://sychut.com/jerzy
> > > szlifierka taśmowa do żelkotu?
> > >
> > > Yps...
> >
> > A gdzie ja napisalem o szlifierce tasmowej ? Nie wiesz o co chodzi to
jeszcze
> > raz dokladnie przeczytaj i zapytaj w pierwszym zakladzie lakierniczym.
>
> To może dokładnie napisz? Obawiam się, że jak pójdę z wydrukowanym mailem
> do warsztatu lakierniczego, to będą się śmiać.
Bez obaw, sprobuj to sie przekonasz.A jak chcesz dokladnie to z nalepki
" Klocek szlifierski PPH AGA Bialystok 6544472.
40 cmx 7 cm blachu aluminiowej podklejonej guma z drewnianym uchwytem
jak do hebla dwurecznego i zaczepami na papier.Papier scierny tez jest
juz gotowy w odpowiednich kawalkach.Stosuje od lat naprawde bardzo przydatne.
A swoja droga, jesli kadlub byl w tak zlym stanie, ze wymagal malowania,
to elektryczna szlifierka tasmowa tez nie jest od rzeczy.Osobiscie nawet
zaryzykowalbym niewielkierysy, bo i tak pewnie jakies bable i pajaki wyjda
i trzeba bedzie szpachlowac.Ja takiej urzywam nawet do tak delikatnych robot
jak naprawy desek surfingowych.
I jeszcze raz; Kolega na pytanie o cene odpowiedzial " roler foka to roler
foka " , jak nie chwytasz ironii w moim komentarzu , to szczerze wspolczuje.
> > Stare farby z klamki aluminiowej (duralowej) i knag zdejmowałem przy
> > pomocy SCAANSOL-u. Poszło pięknie z elementami nabłyszczania. Czy to
> > > rzedczywiście żre durale nie wiem? Klamka to wytrzymała, knagi też.
>
> Scansol jest silnie żrący - alkaliczny. Jeżeli tylko nie zawiera chlorków,
> to nie powinien robić masztowi krzywdy. Chlorki (bromki i takie tam...)
> najłatwiej wykryć azotanem srebra, ale oczywiście darujmy sobie ten
> sposób... najprościej przetestować na jakimś małym kawałku i wystawić na
> słoną wodę na czas jakiś.
Wzmożona ostrożność jest tu niezbędna: alkalia skutecznie przeżerają stopy
aluminium nawet bez dodatku chlorków. Stopy lekkie odporne na alkalia (np.
elektron) zawierają duży dodatek magnezu. Wiele zależy tez od stanu powłoki
tlenkowej (naturalnej lub sztucznej). Może się okazać że w miejscu utlenionym
farba złazi świetnie a metal pozostaje nienaruszony, za to w miejscach
zadrapanych wydzielają się już pęcherzyki wodoru. Jest to znak, aby takiego
środka nie używać: potem miejsca nadtrawione są szczególnie podatne na dalszą
korozję, w tym i międzykrystaliczną. Aluminium "puchnie" i rozpada się na
podobieństwo kartek książki.
> Bez obaw, sprobuj to sie przekonasz.A jak chcesz dokladnie to z nalepki
> " Klocek szlifierski PPH AGA Bialystok 6544472.
> 40 cmx 7 cm blachu aluminiowej podklejonej guma z drewnianym uchwytem
> jak do hebla dwurecznego i zaczepami na papier.Papier scierny tez jest
> juz gotowy w odpowiednich kawalkach.Stosuje od lat naprawde bardzo przydatne.
Heh. No to po ustaleniu pojęć nie mam więcej pytań :)
Też mam takie klocki, ino plastykowe podklejone pianką. Chłopaki
remontujący MK Cafe kiedyś rzucili w kąt hangaru cale mnóstwo i nie
posprzątali potem. Miałem zanieść na śmietnik w ramach sprzątania hangaru,
ale się przydały. Używam je z papierem wodnym do czyszczenia kadłuba przed
regatami. Tj. używałem.
Patent dobry. Przy czym ręczne zrobienie całego kadłuba - no można, można.
Z braku innych zajęć... i na siłowni się oszczędza.
> A swoja droga, jesli kadlub byl w tak zlym stanie, ze wymagal malowania,
> to elektryczna szlifierka tasmowa tez nie jest od rzeczy.Osobiscie nawet
> zaryzykowalbym niewielkierysy, bo i tak pewnie jakies bable i pajaki wyjda
> i trzeba bedzie szpachlowac.Ja takiej urzywam nawet do tak delikatnych robot
> jak naprawy desek surfingowych.
u-co?
A co do szlifierki taśmowej: jeżeli rozumiemy pod tym pojęciem tzw.
"czołg", a nie co innego - to sekunda nieuwagi i laminat zniszczony (no,
żelkot przynajmniej). W dodatku taśmy są drogie i szybko się zaklejają.
Szlifierka mimośrodowa na okrągłe papiery z rzepem + papier 40, może nawet
25, dają zbliżone efekty w zbliżonym tempie, a początkującemu jest
łatwiej.
Czołgiem trzeba się umieć posłużyć, początkujący narobi z tym więcej
szkód, niż pożytku (przypomnę: początkujący=ten, co zaczął wątek).
> I jeszcze raz; Kolega na pytanie o cene odpowiedzial " roler foka to
> roler foka " , jak nie chwytasz ironii w moim komentarzu , to
> szczerze wspolczuje.
Ano, mam inne pojęcie nt. ironii oraz tejże ironii jakości. Nie miałem
obowiązku docenić. Nie miałem, prawda?
> środka nie używać: potem miejsca nadtrawione są szczególnie podatne na dalszą
> korozję, w tym i międzykrystaliczną. Aluminium "puchnie" i rozpada się na
> podobieństwo kartek książki.
i takie rzeczy widziałem. Fajnie to wygląda, aluminium zamienia się w
"płatki" odpadające od siebie, a te w proszek. Najczęściej pojawia się to
w miejscach nieanodowanych (np. po spawaniu aluminium), a owiniętych
jakimiś taśmami czy plastrami, że trzyma się tam woda.
Do tego również ciekawie wyglądają miejsca styku aluminium z innymi
metalami, zwłaszcza z mosiądzem - nierdzewka jakby mniej szkodzi. Trzeba
na to wszystko uważać i tam, gdzie trzeba, to dawać silikonowe przekładki.
Poza tym apropos szlifowania aluminium - ja mam na to jakieś uczulenie,
wyskakują bąble na rękach. Warto sprawdzić samemu, zanim się człowiek
wpakuje...
> > Można jeszcze, jak się ma dostęp, przepiaskować kadłub. Na to topkot,
> > szlifowanie, polerowanie. Ale czy warto?
> >
> O tym ja z kolei nie slyszalem - kadluby stalowe to normalne, ale zeby
> laminat ?
a jaki w tym problem? Było to stosowane w Conradzie, jest stosowane w
wielu miejscach. Ostatnio w Kątach tak wyczyścili ex-klubowego Juniora,
szalupka pancerna z dawnej stoczni w Ustce do pilnowania optymistów. Przez
kilkadziesiąt lat była tylko malowana kolejnymi warstwami - teraz wygląda
jak nowa (no, jeszcze kończą szpachlowanie i malowanie będzie). Nie da się
poznać, że to ten sam syf, co był kiedyś.
Przy czym jest to metoda dość brutalna, używana nieostrożnie może
spowodować zniszczenie laminatu. Ale jako alternatywa dla godzin wdychania
szlifowanego szkła, żelkotu z bielą barową czy tytanową (bar to chyba
metal ciężki?) i podobnych syfów przy grubszej robocie się sprawdza.
Używam je z papierem wodnym do czyszczenia kadłuba przed
> regatami. Tj. używałem.
Ja z kolei papieru wodnego uzywam bez zadnych klockow, szczegolnie tych
drobniejszych.Woda lekko przysysa papier do szlifowanego podloza i wtedy
szcegolnie na krzywiznach efekt jest najlepszy.
> Patent dobry. Przy czym ręczne zrobienie całego kadłuba - no można, można.
> Z braku innych zajęć... i na siłowni się oszczędza.
Dlatego wlasnie uzywam wspomnianego czolgu do plaszczyzn i szlifierki
katowej z plynna regulacja obrotow, odpowiednimi krazkami i nawet
futrzakami do polerowania pasta polerska. W/w hebla, glownie do
wyrownania
powieszchni po szpachlowaniu.
> Ano, mam inne pojęcie nt. ironii oraz tejże ironii jakości. Nie miałem
> obowiązku docenić. Nie miałem, prawda?
Alez oczywiscie, tp przeciez wolny Kraj.Domyslam sie teraz skad wzielo
sie tu na grupie stwierdzenie Jacek-wiem wszystko
M@rek
> ***********Jacek Kijewski, ja...@sail-ho.pl z odwiecznym (since 1995)
mottem: *
> "Kazda dostatecznie rozwinieta technologia niczym
> szczegolnym nie rozni sie od magii" Linux admin
> Portal żeglarski: http://www.sail-ho.pl
> ************************************* Support Open Source:
http://www.rwo.pl *
--
Wyslano z Jastarni
http://augustyna.pl/news
>Przeczytam, sprawdzę do jakiego stopnia czyściłem dotąd. Miałem jednak na
>mysli piaskowanie do zupełnie czystej, błyszczącej powierzchni.
poszukaj sobie w googlach listow Darka Ladziaka, chyba na samochodach.
On wszystko ladnie kiedys wytlumaczyl, jak nalezy przygotowac stal i
czym malowac.
>>
>> Aha, kolejne doświadczenie z życia: lakiery do parkietów i podobne, jakie
>> by one nie były doskonałe, stosować można wyłącznie do drewna wewnątrz
>> jachtu - na zewnątrz UV załatwi wszystko, co nie ma powłoki anty-UV.
>
>Niestety tak się dzieje z "Epidianem 112" np na listwach odbojowych: stąd
przyznam sie, ze jak na razie do drewna stosuje praktycznie tylko
Urelit bodajze - poliuretan dwuskladnikowy. I mam mieszane uczucia. Na
drewnianych pagajach czy pletwie sterowej (moczonej w koncu wciaz w
wodzie) trzyma sie znakomicie, ostatnio tylko uzupelnialem ubytki
spowodowane mechanicznymi uszkodzeniami, na debowych handrelingach
niestety nie sprawdza sie.
--
Pozdr
Michal
>BTW: hammerite jest kompleksorem, wiążącym tlenki. W budownictwie
>okrętowym stosuje się kompleksory, ale innych marek. Mogę zapytać teścia,
>chociaż przypuszczam, że zakup litra czy dwóch będzie niemożliwy.
praktycznie wszystkie kompleksory bazuja na taninie, czesc ma
dodatkowo srodki blonotworcze, czesc nie. Ale preparat z tanina moze
byc zastosowany jedynie jako podklad, a i tak zadbac nalezy o
odpowiednie przygotowanie podloza i warunki nakladania. Na to dopiero
mozna klasc wlasciwe powloki ochronne.A nawet jezeli oczyscisz metal
do bialego, to jesli chcesz aby malowanie rzeczywiscie bylo trwale
musisz go najpierw spasywowac, np. wytworzyc warstwe fosforanow.
Po szczegoly odsylam do postow Darka Ladziaka.
--
Pozdr
Michal
> > Ano, mam inne pojęcie nt. ironii oraz tejże ironii jakości. Nie miałem
> > obowiązku docenić. Nie miałem, prawda?
>
> Alez oczywiscie, tp przeciez wolny Kraj.Domyslam sie teraz skad wzielo
> sie tu na grupie stwierdzenie Jacek-wiem wszystko
to ja przepraszam i może sobie pójdę...
--
Witajcie:)
Ja przez wiele lat malowalem debowe lawki w kokpicie lakierem "Koster"
bardzo ladnie sie trzymal tyle ze jak pamietam dosyc trudno sie maluje i
stosunkowo dlugo schnie. Za to daje ladna szklista nie sliska powierzchnie.
Stopy Wody
Waldek
>Na wstępie się pochwalę... dziś zaliczkowałem sportinę 595 :D
No to gratuluje.
Jak w koncu dorwalem sie do komputera to juz prawie wszystko zostalo
doradzone :-)
Mam jedna generalna uwage. Wszystkie rady odnosnie "renowacji" kadluba
zostaly poczynione przy milczacym zalozeniu ze kadlub zrobiony jest z
laminatu poliestrowego. I tego musisz byc pewien aby te wszystkie
porady zastosowac. Sportina 595 to jedna z nielicznych lodek
budowanych amatorsko gdzie wiele kadlubow zostalo wykonanych z
laminatu epoksydowego. Tez mam taka na koncie. Byl taki okres w
okresie popularnosci 595 ze stosunkowo latwo bylo zdobyc
"niepelnowrtosciowy" lub "przeterminowany" Epidian 5 i szklo do niego,
latwiej niz Polimal i w cenie porownywalnej.
Co do masztu, jak mozesz gdzies pozyczyc wysokocisnieniowy agregat
wodny z odpowiednimi koncowkami, zerwiesz to zlazace paskudztwo bez
zednej dodatkowej ryski na maszcie.
Pozdrawiam, Wojtek
ge...@post.pl
http://www.zeglarstwo.3miasto.pl/ http://www.zeglarstwo.org/
http://83.16.181.154/prz/ (mirror)
> On Tue, 29 Jun 2004, M@rek wrote:
>
> > > Ano, mam inne pojęcie nt. ironii oraz tejże ironii jakości. Nie miałem
> > > obowiązku docenić. Nie miałem, prawda?
> >
> > Alez oczywiscie, tp przeciez wolny Kraj.Domyslam sie teraz skad wzielo
> > sie tu na grupie stwierdzenie Jacek-wiem wszystko
>
> to ja przepraszam i może sobie pójdę...
Eeee tam, Jacku, po raz drugi miałbyś przez jednego czepliwego półanonima
opuszczać Grupę na bardzo długo ?
Nie wygłupiaj się!
> Ale jako alternatywa dla godzin wdychania szlifowanego szkła, żelkotu z
> bielą barową czy tytanową (bar to chyba metal ciężki?) i podobnych
> syfów przy grubszej robocie się sprawdza.
Jacku, nie demonizuj pojęcia "metalu ciężkiego". Z jednej strony, istnieją
metale ponad wszelką wątpliwość lekkie, których opary i związki są
straszliwymi w działaniu truciznami (szczególnie beryl). Za to bardzo
wiele "metali ciężkich" jest biopierwiastkami niezbędnymi do życia: żelazo,
mangan, cynk, miedź, kobalt, chrom, nikiel, molibden, wanad, selen, i pewnie
jeszcze parę innych. Cztery pierwsze spośród wymienionych przedawkować jest
bardzo trudno, np dla miedzi toxyczna dawka wynosi 250mg; 100mg dziennie Cu
nie wywołuje jeszcze negatywnych skutków (zatem bez obawy można "odgrzybiać"
bawełniane żagle związkami miedzi; to co potem może dostać się do organizmu
poprzez dłonie, pójdzie raczej "na zdrowie"). Inne (np. selen) są dużo
bardziej niebezpieczne w nadmiarze, ale niemniej ważne i potrzebne.
Tylko co do nielicznych "metali ciężkich" wiadomo że są truciznami, a nie
wiadomo nic jakoby były niezbędne do życia; przykładami są ołów, arsen i rtęć.
Baru sklasyfikować nie jest łatwo: należy on do tej samej rodziny co
przyjazne żywym organizmom wapń i magnez, a także zabójczy beryl które
są "metalami lekkimi". Nazwa "bar" wskazywałaby na jego "ciężkość"; wzięła
się ona jednak stąd że nietypowo ciężki jest jego najpospolitszy minerał:
baryt, który po zmieleniu stanowi "biel barową".
Związki baru są truciznami (ale nie aż tak groźnymi jak związki rtęci), pod
warunkiem że są rozpuszczalne w wodzie czy kwasach (np. azotan czy węglan
baru). "Biel barowa" czyli siarczan baru jest prawie nierozpuszczalny a zatem
nieszkodliwy. Zażywa się go nawet wewnętrznie jako "masy kontrastowej" przed
prześwietleniami przewodu pokarmowego.
Oczywiście, zapylanie płuc przy okazji szlifowania laminatu na zdrowie nie
wychodzi. Ale biel barowa czt tytanowa (tytan w postaci tlenku również jest
absolutnie nieprzyswajalny) nic do tego nie ma.
Pozdrawiam