W dniu 2012-06-14 16:00, Jan Drawski pisze:
> Nie wiem za co trzymać bardziej kciuki, za efekty wędkarskie czy
> szczęśliwy powrót ;)
Wrocilem bo o miesiac temu bylo ;)
Nie powiem ze szczesliwie, ale baba na pokladzie przynosi pecha!
> Jak wrócisz to liczę na relację.
Ale nie ma cczego relacjonowac, oto wypad na ryby. Tylko z ta roznica ze
woda slona :)
Przed wyjazdem kupilem w lidlu zestaw dorszowy za 111zl, bo nie mialem
kija 100-200 (a dokladniej to mialem kij 250-500 i postronek na
kolowrotku).
W pierwszy dzien po przyjezdzie do Helu tylko nadymalem ponton,
kombinowalem ze zwiedze z Dominika port, zjem fladre, zobacze foke itd i
ze kolejne dni bede mogl sobie plywac i szukac ryby bez marudzenia ja na
rybach, a przyjechalismy razem itd.
Wieczorem dowiedzialem sie ze jednak z rana Dominika ze mna poplynie na
dorsze. Start ok 5, wyplynelismy w okolice wraku Abille (calkiem blisko
brzegu) gdzie lowilo juz kilka osob z malych lodek.
Pilkery do wody, lidlowego kija oddalem Wydrze bo waga kija z
postronkiem jest straszna). W efekcie jej pilker 80-120g plywal w
okolicy dna i bardzo szybko tam zjezdzal, a moj 150-200 schodzil wieki
(lowilismy na 150ft). Po minucie Dominika miala piersze branie, nie byla
przygotowana na to co sie stalo, wiec pierwsze 2-3 minuty walczyla zeby
jej dorsz nie zabral kija :-)
Niestety ryba spadla. U mnie cisza.
Kolejne naplyniecie, Domi znowma ma branie i historia sie powtarza.
Kolejne naplyniecie i j/w.
W koncu sie wkurzyla i wytargala dorszyka ok 40cm, pozniej jeszcze
jednego podobnego i jednego malucha.
Postanowilem sie przyblizyc do komina wraku, mialem potezne branie,
odjazd i ... zaczep :(
No i na tym sie skonczyly brania dorszy.
Pomyslalem ze na belonach sie odegram i polowie, oczywiscie znow mi
zabrala wedke (stc exage) i musialem lowic kijem castingowym z zylka
0,35 (planowalem uzyc jej do trollingu za trotka).
Ledwo ruszylismy Dominika marudzi ze ja reka boli i ze to ciezko tak kij
trzymac itd. Juz myslalem ze ja odstawie na brzeg, ale zakrecajac jej
kij lekko zluzowal wedke i wyczula ze prawie caly czas miala rybe :-D
Znowu pecha mi przyyniosla i to nie ja zlowilem pierwsza belone wypadu ;)
Pozniej bylo podobnie jak z dorszami, u niej 5 bran umnie 1.
Nastepnego dnia wymyslilem ze o 3 to na ryby na pewno nie wstanie, wiec
zapowiedzialem ze start pontuje jest o 4 rano.
Uslyszalem 'dobra'
Dzien jak codzien, znaczy znowu wrak, znowu ona lowi itd
Fala sie zaczela podnosic i gdy plynelismy pod fale z predkoscia
trollingowa to woda ochlapywala Dominike, po kilku godzinach wziela moja
kurtke i sie przykryla kategorycznie odmawiajac splyniecia. Szczekajac
zebami powiedziala ze wcale nie jest tak zimno i zebym nie marudzil.
Po poludniu fala urosla gdzies do 4B, robilo sie nieprzyjemnie
(zwlaszcza ze w okolicach portu wojennego fala jakby zawsze byla
wieksza). Zarzadzilem odwrot (demokratycznie w ramach konsultacji
spolecznych i naciskow zalogi opoznil sie o kolejne 2h ze wzgl na brania
belon).
Nastepnego dnia tylko szybka wizyta na wraku, powtorka z rozwyki, na
powrocie do brzegu (ze 2km?) Dominika dolawia dwie belony, a ja jedna.
Pisalem juz ze baba na pokladzie przynosi pecha?
Plan niezrealizowany, nie trolowalem za trotka, nie mialem czasu na
szukanie turbota, sledzi nie szukalem, nie polowilem tak na prawede.
Ale i tak warto bylo :-)
Zdobylem kilka nowych doswiadczen, znalazlem samodzielnie kilka lawic
dorsza (poza wrakiem), zobaczylem jak to jest i juz wiem ze na morze
wroce tym pontonikiem. Bo frajde mam duuuuzo wieksza i niz na kutrze i
wolnosc wyboru tez ( o ile oczywiscie Dominika nie poplynie, bo
wtedy.... znow bedzie pech ;>.
Swoja droga zapowiedziala ze kuter sie chce zabrac, az sie boje pomyslec
co sie bedzie dzialo jak wszystkim przyniesie pecha ;)
Hel jest swietny bo gleboka woda jest na wyciagniecie reki, sa wraki,
jest oslona od pelnego morza itd
Moj podstawowy blad to brak szprotek, miejscowi na nie lowili i mieli
duuuzo lepsze wyniki od Dominiki.
Jesli idzie o gumiaka, to 3m to bardzo malo jak na ponton. Miejsca w
srodku jest niewiele, raczej dla 1 osoby wygodnie.
Przy 2 zaczynaja sie problemy z cyklu 'co zrobic z nogami'.
A jakby morze obdazylo to ryby trzebaby holowac na drugim pontonie ;)
Mimo wszystko silnik 6KM jest za slaby na morze jesli sie tego morza nie
zna , a chce sie poznac. Po prostu duzo sie plywa poszukujac, a np
wyjscie zza cypla gdy wieje od wody jest mocno nieprzyjemne przez spore
wyplycenie (da sie plynac po glebokim, ale wtedy sie nadrabia sporo
drogi - a slaby silnik szybko nie popchnie).
Oczywiscie w Helu da sie lowic i z silnikiem 2KM albo i z wioslami. Po
prostu niedaleko od brzegu jest gleboko, plywa sporo jednostek wiec
nawet jesli nie ma sie flary to wystarczy zadzwonic po pomoc (jesli nie
plywa sie Szuflandia i ma sie niezalewalny telefon ;>)
No ale za cyplem sa kolejne wraki i ciekawe miejsca, a pare mil dalej
nastepne... a to kusi jak cholera..
Zobaczymy jak sie spisze pontonik z 10KM silnikiem, mam nadzieje ze
bedzie sie dalo duzo szybciej plywac i w razie czego szybko zwiewac ;)
Jesli sie nie uda dogadac w sprawie zakupu domu, to za ~2 tygodnie bede
go testowac przy karmieniu fjordow. Moze byc zabawnie :-D
> PS.
> Trochę Ci zazdroszczę. Ja ostatnio choruję i jak czytam o jakiś
> wyprawach to mi się łezka w oku kręci.
Oj, przykro to slyszec :(
Mam nadzieje ze to nic powaznego i sie szybko wykurujesz.
Zdrowia zycze!
pozdrawiam
newrom
--
RD07 -
http://otomoto.pl/honda-xrv-africatwin-M3128032.html