> Szukam chetnej osoby do postawienia 2ch Slingboxow jeden dla Ciebie u
> mnie w New York i u Ciebie w Polsce
Najpierw walnij w plecy swoj czytnik bo ma czkawke, albo zmien na cos od
Billa Gatesa ;)
--
Big Jack
//////
( o o) GG: *660675*
--ooO-( )-Ooo- http://tiny.pl/sww
I czy pójdzie na tym jakaś karta na seca...?
bo nka raczej nie da sie bo jest parowana z tunerem.
Użytkownik <tho...@gmail.com> napisał w wiadomości
news:1164251654.0...@l39g2000cwd.googlegroups.com...
> Szukam chetnej osoby do postawienia 2ch Slingboxow jeden dla Ciebie u
tia... fiatów 126p tudzież innych zdewastowanych samolotów F16
Radośnie pozdrawiam :)
> My tu w europie uzywamy troche innego sprzetu bardziej zaawansowanego
> technologicznie.
Nawet w domach mamy lepsze komputery niż promy kosmiczne na swoich
pokładach :)
Labster - lacze jakie masz powinno miec duzy upload - wiadomo, dobrze
dla mnie:). Ja mam: 15 Mbps/2 Mbps wiec jest to mna pewno
wystarcczajace dla Ciebie.
Szukam wlasnie listy setop boxow ktoe obluguje sling. postaram sie dac
linka, mam nadzieje, ze bedzie tam jakis z cyfry lub n-ki.
Jesli nie to sa rozne wersje slinga na rozne regiony, wiec trzeba
szukac do Polski wsrod slingow brytyjskich.
> No nie zabardzo rozumie??? Czy nie byloby fajnie dla kogos z Polski
> ogladac sobie tv zza oceanu??? Dla mnie taka sama przyjemnosc dalo mi
> by ogladanie polskiej tv. Skad wiec sie biora takie osoby jak Big
> Jack... Nie zainteresowany - idz do czateria.interia.pl wejdz pok sex
> i tam probuj szczescia....
hehe, nie wiedziałem, że jesteś taki drażliwy na punkcie komputerów i
promów kosmicznych LOL A co do czateri, to muszę Cię zmartwić. Ersatz
ani mnie kręci, ani mi potrzebny. No i gratuluję, że poskromiłeś swój
czytnik
P.S. Big Jack - ty czasem nie kandydowales na prezydeta Bialegostoku???
> P.S. Big Jack - ty czasem nie kandydowales na prezydeta
> Bialegostoku???
Nie, ani Białogestoku, ani USA :P
Z tego co zrozumialem podolacza sie toto pod tuner czy inne zrodlo sygnalu
AV i toto koduje do poziomu MPEG4 i mozna sobie toto na zdalnym kompie
ogladac.
Prawde mowiac amerykanska telewizja oprocz HBO to szmira i syf.
>
> Prawde mowiac amerykanska telewizja oprocz HBO to szmira i syf.
Chciałeś powiedzieć że z HBO na czele ...
Tomy M.
To tez. Lecz Discovery HD Theather w surroundzie to mile wrazenie
Wystarczy ze widze wode HD w MPGE2 i to mi wystarczy idz szukaj glubszego od
siebie.
w n-ce zafundowali nam tez discovery hd, niestety nie mam odpowiedniego tv
zeby sie rozkoszowac
Blur - z czystej przyzwoitosci postaram ci sie wytlumaczyc ( chociaz
jestem zdania, ze pewne rzeczy sie toleruje, bo nie warto leczyc).
Jesli jestes w stanie wzkazac mi choc jedna osobe ktora, pomzslala tak
jak ty, tzn; ze bedzie mola ogladac HD w swoim kompie to gratuluje
rozleglych znajomosci. Ktos zarzucil, ze w amerykanskiej tv to tylko
sitcomy i Reality TV -fakt 80%, wiec to po czesci prawda. 20%
stanowia naprawde fajne rzeczy, ktorych z tego co wiem proznoszukac w
Polsce. Nie zamierzam dluzej sie rozwodzic nad tym tematem, bo o guscie
i smaku, nie podejmuje dyskusji. Wspomne tylko o tym, ze blur siedzi i
3 dni sciaga film ktory wchodzi w Polsce do kina i oglada 4 kwadraty na
krzyz, a ja na HBO Hd ogladam sobie go w fajneej jakaosci, DD, On
Demand, itp, itd...(wliczone wszystko w abonament). Dzieki SlingBox ty
tez mozesz!!! I to jest wlasnie powod do tego, zeby doszukiwac sie
wyzszosi bycia abonentem TVP nad .... a szkoda opuszkow....
O.K. jesli ktos zainteresowany, dajcie znac. wykaz kanalow jakie ja
moge udostepnic jest tu:
http://www.timewarnercable.com/CustomerService/CLU/TWCCLUs.ashx?menu=869
> Labster - lacze jakie masz powinno miec duzy upload - wiadomo, dobrze
> dla mnie:). Ja mam: 15 Mbps/2 Mbps wiec jest to mna pewno
> wystarcczajace dla Ciebie.
no i tu jest pies pogrzebany, łącza w polsze mają bardzo mały upload,
przykładowo flagowa oferta TPSA o nazwie Neostrada to obecne 1 megabit
download i 0.128 megabita upload
Z tak zwanych ogólnopolskich ofert najszybsza to DSL15000 który ma
wprawdzie 15 megabitów downloadu, ale tylko 0.8 uploadu bez możliwości
dokupienia więcej :(
jakieś pytania ?
f
Przyczepię się: prawie wszędzie możesz też mieć dostęp symetryczny 2/2
Mb/s (oczywiście teoretycznie, cena "nieco" wyższa).
--
Pozdrawiam,
Szymon Wyrembak
(odpowiadajac popraw adres: im...@nazwisko.eu)
> O to lista do slingboxa: http://us.slingmedia.com/object/compatibility
>
> P.S. Big Jack - ty czasem nie kandydowales na prezydeta Bialegostoku???
a twoja wielka bwana jak już skończyć praca na zmywak, a potem jeszcze
pójść na azbest, to jeszcze mieć czas na łoczing tivi?
--
Pozdrowienia, Waldek Godel
awago.maupa.orangegsm.info, awago.maupa.telekomunikacja.org
Jeżeli nie ma dowodu, to istnieje poważna przesłanka, że taki dowód może
istnieć - Jacek Kurski
Sugerujesz ze Polska TV jest lepsza ?
Jesli tak to napisz dlaczego ?
Pozdrawiam
Pawel,
>> Z tak zwanych ogólnopolskich ofert najszybsza to DSL15000 który ma
>> wprawdzie 15 megabitów downloadu, ale tylko 0.8 uploadu bez możliwości
>> dokupienia więcej :(
>> jakieś pytania ?
> Przyczepię się: prawie wszędzie możesz też mieć dostęp symetryczny 2/2
> Mb/s (oczywiście teoretycznie, cena "nieco" wyższa).
...podobnie jak wyższe prędkości tyle że.... nie są to
łącza z założenia dla klientów indywidualnych ale do operatorów i firm
f
"Prace przy azbestach, wbrew utartym opiniom, są jednymi z
najbezpieczniejszych (maski tlenowe, przerwy co godzina, skrócony czas
pracy), a przy tym dobrze płatne. Gorzej, jak na azbest trafi się
nieoficjalnie, podczas remontu prowadzonego przez Polaka-kontraktora.
Później... od pewnego pułapu nie liczą się umiejętności tylko
skończona szkoła, a dobra szkoła dobrze kosztuje. Dlatego Polacy,
którzy zostają na stałe (nie wszyscy), potrafią płacić za szkoły
swoich dzieci 10-15 tys. rocznie."
> "Prace przy azbestach, wbrew utartym opiniom, są jednymi z
[ciach]
Znowu czkawka? LOL
"... od pewnego pułapu nie liczą się umiejętności tylko
skończona szkoła, a dobra szkoła dobrze kosztuje. Dlatego Polacy,
którzy zostają na stałe (nie wszyscy), potrafią płacić za szkoły
swoich dzieci 10-15 tys. rocznie."
COś siezmieniło od 1993 roku w szkolnictwie amerykańskim ??!!
... to ja na bierząco chyba nie jestem.
przeczytajcie:
Tytuł : HOMO AMERICANUS
JERZY ZIÓŁKOWSKI
HOMO AMERICANUS
We wrześniu 1993 r. opublikowane zostały wyniki badań
Departamentu
Edukacji Stanów Zjednoczonych zatytułowane "Umiejętność czytania
i pisania w USA". Były to najobszerniejsze studia, jakie
kiedykolwiek
przeprowadzono nad Amerykanami: trwały 4 lata i objęły 26 tys.
osób.
DEBIL AMERYKAŃSKI
Wyniki zaszokowały amerykańską opinię publiczną; okazało się, że
w USA żyje 27 mln analfabetów i 45 mln tzw. analfabetów funkcjonalnych.
Prawie połowa ze 191 milionów dorosłych Amerykanów nie jest w stanie
wykonać tak prostej czynności jak wypełnienie przekazu bankowego. Tylko 4
proc. potrafi przy użyciu elektronicznego kalkulatora obliczyć koszt
wykładziny, mając podaną cenę metra kwadratowego i rozmiary pokoju.
Naukowcy przeprowadzający badania zmuszeni byli zastosować nową
definicję analfabetyzmu. W tradycyjnym pojęciu analfabetą był
osobnik podpisujący się krzyżykiem. Testy Departamentu Edukacji dowiodły,
że wiele osób umie czytać w technicznym tego słowa znaczeniu, tzn.
są w stanie rozszyfrować słowa, ale brak im umiejętności koniecznych do
korzystania z tej informacji (są to owi analfabeci funkcjonalni, których liczbę
szacuje się na 45 mln). Co ciekawe, połowa osób, które osiągnęły najgorsze
wyniki, to absolwenci High School. Niektórzy z dyplomami tych uczelni nie
umieli w ogóle ani czytać, ani pisać.
Poziom nauczania w USA jest o wiele niższy niż w Europie
Zachodniej, np. 40 proc. uczniów europejskich szkół średnich jest w stanie
rozwiązać zadania matematyczne, których 90 proc. amerykańskich uczniów na
tym samym poziomie nie umie rozwiązać.
W 1947 r. 45 proc. uczniów w USA było w stanie odnaleźć na mapie
Europę, w 1988 r. było ich zaledwie 25 proc. Podczas wojny w
Zatoce Perskiej w 1991 r., kiedy to 500 tys. żołnierzy amerykańskich
znajdowało się na froncie, aż 80 proc. Amerykanów nie wiedziało, gdzie leży
Irak, natomiast 92 proc. wiedziało, że prezydent Bush nie lubi i nie będzie jadł
brokuł.
Dzieje się tak pomimo, że w latach 80. USA zainwestowały w
edukację 420 mld dol. (czyli o 29 proc.) więcej niż kiedykolwiek w historii. W
wielkości wydatków na kształcenie studenta Stany ustępują na świecie
jedynie Szwajcarii. Okazuje się jednak, że wysokie nakłady finansowe nie
gwarantują równie wysokiego poziomu nauczania.
Skąd więc fenomen - jak to określa prasa w USA - "debila
amerykańskiego"?
AMERYKANIZOWAĆ I WYRÓWNYWAĆ !
Na początek przyjrzyjmy się systemowi edukacji. Na mocy ustawy
federalnej szkolnictwo jest obowiązkowe do 16 roku życia: zaczyna się w
wieku lat 6, a nawet 5 od Elementary School, która trwa 4 lata; potem idzie
Middle School, względnie Junior High - klasy 6, 7 i 8; następnie High School,
względnie Senior High - klasy 9, 10, 11 i 12. Tak więc przeciętnie w wieku
lat 18 Amerykanin kończy szkołę średnią.
W USA nie ma matury, jedynie SAT dla tych, którzy chcą studiować.
SAT to składający się z dwóch części - matematycznej i werbalnej -
egzamin, określający kwalifikacje do studiów wyższych. Jest on dla
uniwersytetów praktycznie tym samym, co Dow-Jones-Index dla Wall Street. Dla
tych, którzy nie chcą studiować, nie jest on istotny. Dyplom High
School otrzymuje się niezależnie od SAT-u. Wystarczy zaliczyć daną liczbę kursów
(credits).
High School to szkoły narodu, który jest podzielony na katolików,
protestantów, Żydów, tubylców i emigrantów, białych, czarnych,
żółtych itd. Zadaniem szkół amerykańskich było zawsze zacieranie tych różnic w
klasie,innymi słowy: zrobienie z tych dzieci Amerykanów. "Amerykanizować
i wyrównywać!", brzmiało główne hasło.
W 1918 r. National Education Association uchwaliła 7 głównych
priorytetów szkolnictwa średniego: 1. zdrowie, 2. władanie podstawowymi
technikami kultury, 3. wartościowe życie rodzinne, 4. zawód, 5. cnoty
obywatelskie, 6. sensowna organizacja wolnego czasu, 7. charakter etyczny.
Pomijając "podstawowe techniki kultury", pod czym rozumiano pisanie,
czytanie i rachunki, nie znajdziemy w tym spisie niczego o nabywaniu wiedzy
w jakichkolwiek przedmiotach.
EGZAMIN Z PROSTYTUCJI
Powołana w kwietniu 1983 r. przez prezydenta Reagana The National
Commision on Excellence in Education opublikowała raport
zatytułowany "A Nation At Risk" ("Naród w niebezpieczeństwie"). Okazało się, że
w
latach 1976-81, w porównaniu z latami 1964-69, obniżył się rażąco poziom
wymagań w szkołach, zredukowano poważnie liczbę zadań domowych, a
w 13 stanach wprowadzono zasadę dobrowolności przez ucznia
przedmiotu.
Szkoły upodobniły się przez to do centrów handlowych, tzw.
shopping malls,które przyciągają szerokie spektrum konsumentów o różnych
gustach. Przeglądając katalog jednej ze szkół (nota bene, liczący 65 stron
i zawierający 400 kursów) znajdziemy tam takie przedmioty nauczania
, jak: astrologia, cheerleading, higiena dziecka, mass media, żywność,
football amerykański, prostytucja, sztuka kulinarna, rysowanie komiksów,
broń, gra na gitarze, nauka jazdy, ogień i my, szycie plecaków, śmierć, jak
uzyskać skuteczne środki antykoncepcyjne itd. Jednocześnie oferta
uzależniona jest od zapotrzebowania uczniów, np. jeśli na kurs z matematyki nie
zapisze się odpowiednia liczba chętnych, jest on skreślony z rejestru.
W katalogu znalazłem też "język angielski dla klasy 8". Oferowane
były 3 kursy o różnym stopniu trudności: najwyższy "dla tych, którzy
chcą i są w stanie przeczytać 2 albo 3 książki kwartalnie, i którzy napiszą o
swoich przeżyciach czy też o książce raz na tydzień"; średni "dla
uczniów, którzy czytają i piszą tylko wtedy, kiedy muszą"; najniższy "dla tych,
którzy mają kłopoty z czytaniem i pisaniem. Większość czytania będzie
wykonywana podczas lekcji." Te ostatnie zajęcia zdominowane są przez lekturę
"Piotrusia Pana" i "Człowieka Pająka".
W Stanach nie istnieje coś takiego jak powtarzanie klasy,
powtarza się jedynie nie zaliczony kurs w roku następnym.
Co piąty publiczny college ma obowiązek przyjąć każdego
absolwenta szkoły średniej bez względu na jego wyniki w nauce, jeżeli jest
obywatelem danego stanu. Oznacza to, że obojętnie, czy uczeń zakończy kurs
rysowania komiksów i gotowania obiadów, czy fizyki i chemii - i tak
zostanie przyjęty na studia.
KLASÓWKA CZYLI GWAŁT
Swój wkład w obniżanie poziomu wykształcenia Amerykanów wniosły
też podręczniki. Badania dowiodły, że uczniowie byli w stanie
poradzić sobie z 80 proc. materiału zawartego w podręcznikach, zanim w ogóle je
otworzyli. Bierze się to stąd, że drukowanie podręczników stało się
lukratywnym biznesem. Ponad 20 stanów kupuje hurtowo podręczniki dla szkół na
swoim terenie. Sprzedanie miastu Los Angeles swojego elementarza
oznacza zarobienie kilku milionów dolarów. Wydawcy nie mogą więc sobie
pozwolić na ryzyko, że ich podręczniki wywołają czyjeś
niezadowolenie czy protest. Całe sztaby ludzi piszą i kontrolują teksty, aby,
broń
Boże, kogoś nie obrazić i nie zgorszyć. Wszelkie kwestie kontrowersyjne są
natychmiast wycinane, stąd np. w podręczniku historii USA brak jakichkolwiek
informacji o Thomasie Jeffersonie.
Powołana przez Reagana komisja zwróciła też uwagę na inflację
stopni dokonywaną przez nauczycieli. Okazało się, że nauczyciele
przestawali stawiać złe stopnie, ponieważ w społeczeństwie, które kocha
cenzurki ponad wszystko, byłoby to równoznaczne ze skazywaniem uczniów na
niepowodzenie. Wprowadzałoby to niezdrowy podział na obiecujących
ukces i na nieudaczników, którzy mieliby później kłopoty na
rynku pracy.
Z tego powodu w większości szkół samo regularne uczęszczanie na
lekcje wystarczy, aby kurs został zaliczony. Uczniowie zdają sobie z
tego doskonale sprawę. Toteż nie może dziwić wypowiedź nauczycielki z Ohio,
która zastrzegła na początku roku szkolnego, że jeśli jej uczniowie
chcą zaliczyć kurs, muszą zdać ostatnią klasówkę: "W tym momencie dopiero
zdałam sobie sprawę z unikalności moich wymagań. Można by pomyśleć, że właśnie
kazałam im zgwałcić swoją matkę w południe na rynku miasta".
CHRYSTUS MÓWIŁ PO ANGIELSKU
Innym powodem kryzysu edukacji w USA, którego powołana przez
Reagana komisja nie podaje, jest niski poziom wykształcenia samych
nauczycieli. W zawodzie tym występuje selekcja negatywna; bardziej atrakcyjna
jest profesja adwokata lub biznesmena.
Dosyć znana była sprawa pewnej nauczycielki klas piątych z
Chicago, która w 1980 r. wniosła oskarżenie do sądu, ponieważ szkoła nie
przedłużyła jej kontraktu. Podczas rozprawy poddano ją sprawdzianowi znajomości
słów. Znaczenie słowa "suffrage" - czyli prawo do głosowania - podała
ona jako: "kiedy ludzie z jakiegoś powodu cierpią", myląc to słowo z
"suffer", co oznacza rzeczywiście "cierpieć". Podobnie wypadła reszta testu.
Pomimo to, sędzia nakazał przedłużenie jej kontraktu. Zdecydował się na to,
ponieważ na świadectwie zwolnienia doszukał się błędu ortograficznego i złej
składni,zaś na 82 stronach oficjalnego katalogu szkoły znalazł 77 błędów
ortograficznych.
Nauczycielka, zapytana na ulicy przez reportera TV, jakiego
przedmiotu uczy, odpowiada: "I teaches English" - "ja nauczać angielskiego".
Ogólnie mówiąc, zawód nauczyciela nie jest w Ameryce
respektowany. Wiąże się to z silnym amerykańskim antyintelektualizmem,
szacunkiem dla"ludzi czynu", a nie "myślicieli". Nic dziwnego, że w
międzywojniu tak wielu pisarzy amerykańskich siedziało w Paryżu, gdzie
traktowano
intelektualistów jak bożyszcza. Przykładem owego antyintelektualizmu może być
postawa gubernatora Teksasu, który nie zgodził się na dofinansowanie
programu nauczania języków obcych, uzasadniając to następująco: "Jeżeli
angielski był wystarczająco dobry dla Jezusa, to jest też wystarczająco dobry
dla uczniów w Teksasie".
Fakt, że szkoły podlegają gminom, a te wymuszają ustępstwa na
nauczycielach, też nie przyczynia się do podnoszenia autorytetu
tych ostatnich. Na przykład, w jednej ze szkół rodzice zaprotestowali,
że pi = 3,1416 jest stanowczo za długie i dzieci nie mogą go zapamiętać.
Zadali więc nowej definicji, łatwej do zapamiętania: pi = 3. Szkoła
poszła na ustępstwa.
TELEWIZOR NA STRAŻY RODZINY
Jeszcze jednym powodem paraliżu systemu edukacji, o którym
komisja prezydencka nie wspomniała, jest "brak dyscypliny". Jeszcze w
1940 r. siedem najpoważniejszych problemów w amerykańskich szkołach to:
rozmawianie podczas lekcji, żucie gumy, hałasowanie, bieganie po
korytarzu, przepychanie się w kolejce do stołówki, śmiecenie i brak
obowiązującego stroju szkolnego. W 1990 r. siedem najpoważniejszych problemów
wyglądało następująco: narkomania, alkoholizm, ciąża, samobójstwo, gwałt,
rozbój i kradzież. Dość powiedzieć, że rocznie 110 tys.
nauczycieli w USA melduje o atakach przemocy na lekcjach, każdego
dnia 135 tys. uczniów przynosi do szkoły oprócz drugiego śniadania pistolet, zaś
trzecia co do wielkości jednostka policji w Stanach pełni służbę wyłącznie w
szkołach miasta Los Angeles.
Ogromną rolę w kryzysie oświaty odgrywa również telewizja.
Amerykanin, który kończy szkołę, ma za sobą 15-18 tys. godzin oglądania TV i
tylko 11 tys. godzin lekcji. Obejrzy przez ten czas 18 tys. morderstw i
pół miliona reklamówek. Na 1000 godzin spędzonych przed ekranem przypada 30
stron słowa drukowanego. W 1983 r. legislatura stanu Nowy Jork uznała
telewizor za "narzędzie konieczne do przetrwania rodziny w społeczeństwie"
i nie podlegające zarekwirowaniu przez komornika. Telewizor uznany też
został za podstawowe narzędzie edukacyjne, a jako wzorcowy program
oświatowy podawana jest "Ulica Sezamkowa".
Tymczasem "telewizyjny system nauczania" w rzeczywistości jest
wrogiem nauczania szkolnego. Po pierwsze: głosi on ideę, że nauka i
rozrywka są nierozłączne, co jest koncepcją nieznaną w żadnym dyskursie o
edukacji, od Konfucjusza do Johna Dewey'a. Wynika to z faktu, że program
edukacyjny musi być maksymalnie zabawny, aby zniechęcony uczeń nie wyłączył
telewizora. Po drugie: ponieważ każdy program telewizyjny jest
zamkniętym w sobie produktem, zakłada się, że nie można wymagać
od ucznia żadnej wiedzy wstępnej, słowem: przekreśla się ideę porządku rzeczy i
ciągłości w procesie nauczania. Po trzecie: wszelkie komentarze, teorie,
hipotezy itd. podawane są w formie maksymalnie uproszczonej, najczęściej z
dynamicznymi obrazkami i szybką muzyką w tle, co w rzeczywistości
wypacza istotę przekazu. Pojawiające się od czasu do czasu
reklamówki odbierają dodatkowo programowi resztek jego powagi. Ciekaw
jestem, jakbyście Szanowni Czytelnicy, zareagowali, gdybym w tym miejscu
zawiesił nagle swój wykład i zaczął reklamować McDonalda albo
PKO.
PRZEMYSŁ UNIWERSYTETOWY
Przejdźmy teraz do omówienia szkolnictwa wyższego w USA, które
kojarzy nam się głównie z takimi uniwersytetami jak Harvard, Princeton,
Yale,Columbia, Stanford czy MIT. W rzeczywistości czołówka ta stanowi
ok. 3 proc. w morzu 2.500 uniwersytetów amerykańskich, na które
pozwolić sobiemoże jedynie elita finansowa społeczeństwa. Co prawda przy pomocy
stypendiów miejsca te nie są zarezerwowane jedynie dla
najbogatszych, ale i tak pozostają dostępne dla niewielu.
Najważniejsze dwie rzeczy, jakie należy wiedzieć o szkolnictwie w
USA, to: 1. studia są płatne, 2. cena studiów zależy do jakości
uniwersytetu, np. rok uniwersytecki na Harvardzie kosztuje 15 tys. dol.,
a w Wellesley College - 1,5 tys. dol.
(tytuł magistra w Wellesley College upoważnia
absolwenta co
najwyżej do wstępu na Harvard).
Komercjalizacja studiów wyższych powoduje, że kierują się one
zasadami rynku i figurują na trzecim miejscu przemysłu narodowego USA.
Uniwersytety, ale tylko te najlepsze, są "przedsiębiorstwami"
sprzedającymi"produkty". Są w stanie zatrudnić najwybitniejszych pracowników
na najlepszych warunkach, np. początkowa pensja docenta wynosi od
100 do 150 tys. dol. rocznie. Jaki uniwersytet w Europie może pozwolić
sobie na taki wydatek?
Tym należy tłumaczyć zjawisko "brain-drain" czyli "odpływu
umysłów" do USA. Dość powiedzieć, że wśród kadry profesorskiej na katedrze
matematyki uniwersytetu w Berkeley aż 75 proc. stanowią nie
Amerykanie, lecz Chińczycy, Koreańczycy, Polacy, Rosjanie itd.
Z kolei na uniwersytetach przeciętnych, gdzie za rok akademicki
płaci się od 5 do 8 tys. dol., poziom nauczania jest tak niski, że porównać
go można z poziomem polskich maturzystów.
HUMANIZM TO NIESZCZĘŚCIE
Większość uczelni nie dba bowiem o jakość wykształcenia, lecz o
stworzenie perspektyw zawodowych na przyszłość. Oto fragment
całostronicowego ogłoszenia w "New York Times":
"Wszystkie znane uniwersytety obiecują swoim studentom dobre
wykształcenie ogólne. Jednak humanistycznie ukierunkowany
absolwent, nie posiadający wykształcenia, z którym mógłby zarobić pieniądze,
nie jest człowiekiem szczęśliwym. Jego rodzice tym bardziej, bo inwestują
swe ciężko zarobione pieniądze (...) Uniwersytet w Bridgeport widzi
swoje zadanie w zapobieganiu takiemu nieszczęściu".
Wypowiedź jest jasna: wykształcenie humanistyczne oznacza
"nieposiadanie wykształcenia", co więcej - jest "nieszczęściem"! Nic więc
dziwnego, że rośnie pogarda dla przedmiotów humanistycznych, które nazywane są
akademickim cyrkiem", a największym zainteresowaniem cieszą się
takie kierunki, jak businness, medycyna i prawo.
W rzeczywistości uniwersytety stały się dziś w USA śluzami
społeczeństwa: sprzedają bilety wstępu (czyli dyplomy) do średnich i wyższych
warstw społeczeństwa, do bardziej intratnych zawodów i dobrobytu. Wydaje
się, że pokonywanie kolejnych szczebli edukacji zastąpiło marzenia o
granicy posuwania się osadników jako środka ucieczki z nędzy, ponurych
fabryk i zatłoczonych miast Wielkiej Brytanii. Możliwość dążenia do wiedzy
dla samej wiedzy, a nie dla późniejszych możliwości zarobkowania,
została zepchnięta na margines. Humanistom, którzy chcą się ubiegać o
stypendia, radzi się, aby nie podkreślali, że badania sprawiają im
przyjemność, ponieważ wygląda to podejrzanie i od razu zmniejsza szanse na
pozytywne załatwienie sprawy.
CZY BATMAN BYŁ HOMOSEKSUALISTĄ
Oto kilka konkretnych przykładów z uniwersytetów USA,
charakterystycznych dla przeciętnych tego typu instytucji:
- brak myślenia krytycznego i wiedza nadająca się do
telewizyjnych quizów, np. studenci znają każdy fakt otaczający zrzucenie
bomby na Hiroszimę(nazwisko pilota, ciężar bomby, rodzaj samolotu, liczbę ofiar
etc.), ale nie mają nic do powiedzenia w dyskusji, czy bomba powinna zostać
zrzucona, czy też nie;
- studenci pierwszego roku nie zauważają wewnętrznej sprzeczności
w wypowiedziach typu: "nie powinno być uprzedzeń wobec czarnych i
innych niższych ras";
- relatywizm, który zakłada, że "ja mam swoją prawdę i pan
profesor ma swoją", doprowadza do tego, że profesor nie ma prawa oceniać
wypowiedzi studentów, ponieważ wszystkie poglądy są równouprawnione;
- ów relatywizm powoduje, że powstają dysertacje o tym, że "Jądro
ciemności" Josepha Conrada jest dziełem rasistowskim, że
"Ulisses" Jamesa Joyce'a jest powieścią o kolonializmie i alienacji w
kapitalizmie, że dramaty Szekspira stanowią manifestację brytyjskiego
imperializmu,patriarchatu, europejskiego rasizmu, logocentryzmu etc.
Powstają też takie prace doktorskie, jak np.: "Czytanie Batmana w
świetle jego stosunku do Robina. Czy Batman był homoseksualistą?".
DZIEDZICTWO 1968 ROKU
Kryzys uniwersytetów wiąże się ze zmianami, jakie dokonały się po
II wojnie światowej. Do tego czasu były to instytucje elitarne,
zarezerwowanewyłącznie dla establishmentu. W 1944 r. Kongres USA uchwalił "GI
Bill",uprawniający do studiów weteranów wojennych. Ekonomiczny boom
następnych lat zmniejszył liczbę osób w sektorze produkcji, a
powiększył liczbę tych, którzy mogli pozwolić sobie na studia. Coraz mniej
osób miało do czynienia z glebą, cegłą czy stalą, coraz więcej z papierem. W
1954 r. zniesiono doktrynę "separate but equal", która otworzyła
uniwersytety dla czarnych. W 1957 r. USA przeżyły "sputnik shock", w wyniku
czego
państwo i armia zaczęły pompować miliardy dolarów w wykształcenie i
otwierając wrota "lower-classes". Doszła do tego jeszcze
eksplozja przyrostu naturalnego w latach 60. i niebywały "run" na
uniwersytety z początkiem wezwań do wojska (college okazywał się miejscem
przyjemniejszym niż, dajmy na to, Da Nang czy My Lai) - i okazało
się wówczas, że uczelnie nie są przygotowane na taki zalew studentów.
Zaczęto rzyjmować "nauczycieli", których w innej sytuacji by nie
zatrudniono.
Lata 60. były też czasem niepokoju społecznego w Ameryce. Były
również okresem kontrkultury, która atakowała tradycyjne
konserwatywno-liberalne wartości "społeczeństwa mieszczańskiego".
Wówczas to, podczas wieców,
strajków i manifestacji, studenci wywalczyli sobie wiele
obowiązujących do dziś praw: obniżenie poprzeczek wstępu, wolny
wybór przedmiotów, kursów oraz większy wpływ na politykę uniwersytetów.
To, co się dzieje obecnie na
amerykańskich uczelniach, jest więc w ogromnym stopniu wynikiem
działania tych, których zwykliśmy dziś nazywać "pokoleniem 1968".
Jerzy Ziółkowski
(śródtytuły od redakcji)
> ... to ja na bierząco chyba nie jestem.
^^^^^^^^
Z pewnością, jeśli chodzi o ortografię. A warto czasem zajrzeć do słownika
tudzież trochę poćwiczyć, zwłaszcza gdy cytowaniem tekstów z długą brodą
usiłuje się poprawić własne samopoczucie.
--
Leschek Jeschke
http://bahn.info.ms
http://kolej-na-netykiete.pl.tc
(warzywa zwolnione od czytania i stosowania)
Teee ... mam tutaj pokazać kilka Twoich wypowiedzi
ma forum kolejarzy gdzie np. "każe" napisałeś ???
Wyjeb te słowniki do kosza, kultury się ucz i netykiety.
:-))))))))
Tomy M.
> Teee ... mam tutaj pokazać kilka Twoich wypowiedzi
> ma forum kolejarzy gdzie np. "każe" napisałeś ???
Pokaż. :->
> Wyjeb te słowniki do kosza, kultury się ucz i netykiety.
Dałeś jej braku najlepszy przykład. Kultura to zupełnie co innego niż to
czego nauczyli cię na Groszowej, Osiedlu Robotniczym, czy w betonowych
slumsach Zabobrza.
Naprawde niepotrzebnie zaczynasz awantury nie zwiazane
z tematyka grupy, dodatkowo nie majac zbytnio pojecia
o czym piszesz.
1).
Podstawowe dokumenty regulujace ruch w Internecie, to:
http://www.cse.ohio-state.edu/cs/Services/rfc/rfc-text/
Tam znajdziesz:
"Netiquette Guidelines", rfc1855 (October 1995):
"...don't ramble and don't send mail or post messages
solely to point out other people's errors in typing
or spelling.
These, more than any other behavior, mark you as
an immature beginner."
Gdzie okreslono Cie jako: "an immature beginner"!
2).
Zajrzyj na "pl.hum.polszczyzna", tam znajdziesz
zrozumienie.
Szczegolnie polecam wypowiedzi prof. Stokrotki:
http://reforma.ortografi.w.interia.pl/
"Ortografia to NAWYK, często nielogiczny,
ktury ludzie ociężali umysłowo
nażucają bezmyślnie następnym pokoleniom" !!!
3).
Popatrz tez tutaj:
http://en.wikipedia.org/wiki/Top_posting
========
Wniosek:
"Co ignorantom wydaje sie oczywiste, dla specjalistow
nie jest takie proste."
Bez urazy, chcesz o tym porozmawiac, zapraszam na priva.
Ale nie TUTAJ!
Pzdr.J.P.
Wrocmy do tematu.
Wrocmy do tematu.
Słowo "wyjeb" Cię razi ???
Bułkę jadasz przez bibułkę ;-)
hehe ... nie jestem "stety" warszawiakiem :-)))
Tomy M.
> Słowo "wyjeb" Cię razi ???
No cóż, w przeciwieństwie do ciebie nie chowałem się w gronie prostaków.
> Naprawde niepotrzebnie zaczynasz awantury nie zwiazane
> z tematyka grupy, dodatkowo nie majac zbytnio pojecia
> o czym piszesz.
A ty masz? Wskaż więc choć fragment mojej wypowiedzi, który by dowodził
prawdziwości twojego wywodu.
Ortografia jest składową języka. Umiejętność posługiwania się nim świadczy o
poziomie rozmówcy. Kto tego nie potrafi, jest albo osobnikiem upośledzonym
(siła wyższa - zostawmy więc go w spokoju), albo nieogarniętym prostaczkiem.
taa, tego łuczem za pieniondze
spowarzaniem, jp
po prostu (uwaga trudne słowo) PRZESADZASZ.
:-)
Tomy M.
> po prostu (uwaga trudne słowo) PRZESADZASZ.
Dla ciebie - z pewnością. Chwała jednak, że się jednak na to zdobyłeś. W tym
monmencie stałeś się guru dla współkolesiów z nadbobrzańskiego rynsztoka.
> taa, tego łuczem za pieniondze
Czegoż wyniki widzimy. Np. ostatnio w jednym z gimnazjów.
Znalazlem ostanio jeszce cos. Obsluguje Pal/Ntsc. Cena 200$.
http://www.snappymultimedia.com/products_specification_hd_pro.htm