środa, 19 kwietnia 2023 o 14:42:13 UTC+2 PB napisał(a):
> O widzisz - czyli zauważyłeś "z chwilą włączenia silniczka", dlaczego więc
> rower elektryczny nie jest według Ciebie rowerem bezwarunkowo? Badań nie
> robiłem, ale podejrzewam, że sporo użytkowników elektryków przez zdecydowaną
> większość jazdy silnika nie używa (tak jak i na żaglach).
OK, łyknąłeś analogię, więc bądź konsekwentny! Skoro nalegasz, pełna zgoda,
że jak kto lubi jeździć rowerem trzydziestokilowym bez wspomagania, powinien
mieć do tego prawo, oraz wszystkie przywileje użyszkodnika roweru.
Za ty się zgódź, że w momencie uruchomienia tego wspomagania, tak jak jacht,
który po uruchomieniu silniczka przepoczwarza się z motyla w motorówę i w
nocy musi pokazywać światła drogi statku o napędzie mechanicznym, a w
dzień czarny trójkąt szpicem w dół, by nikt nie miał cienia wątpliwości przy
ustalaniu kto komu ustępuje drogi i kto jest winien ew. kolizji, taki motocykl
powinien mieć ZMIENIONĄ sytuację prawną.
Nie nalegam na pełny zestaw, tj. blachy rejestracyjne, prawdziwy kask,
prawko motocyklowe, ubezpieczenie oraz przegląd techniczny. Ale to nie są
najczęściej wspomagania dla słabujących staruszków.
Częściej widzę młodych szczyli zapieprzających po lesie po rezerwatach i pal
sześć, przynajmniej nie dymią i nie hałasują, choć roz-orują drogi. Ale gdy zasuwają
po miejskich drogach rowerowych z prędkością dwukrotnie większą niż
rowerzyści to mnie ciut wkurzają. Uważam to za niebezpieczniejsze
niż hulajnogi, od których te motocykle bywają cięższe i bardziej kanciaste.
Hulajnogi bardziej grożą samym ich jeźdcom, zaś te motocykle bardziej innym:
pieszym i rowerzystom. I nikt tego zagrożenia nie kontroluje i nie ogranicza.
Jedynym ograniczeniem jest poziom zamożności.
To naprawdę Nie Ta Grupa usenetu.