Zacznę może od tego - jak kupowałem Gianta kilka lat temu. Pierwszego
dnia przyszedłem do sklepu rowerowego, wypatrzyłem ciekawy model,
rozejrzałem się, zobaczyłem, że sprzedają na raty - co mi pasowało.
Poinformowałem kierownika sklepu o zamiarze kupna roweru, podpisałem
pierwsze dokumenty. Drugiego dnia, w połowie lunchu dostalem info -
wniosek o kredyt zatwierdzony, rower do odbioru będzie dzisiaj po
poludniu. Po pracy pojechałem, odebrałem. Wyjechałem. Pewne
zdziwienie wzbudziły dziwne klamkomanetki nie spotykane przeze mnei
wcześnie - systemu rapid-fire. I poooojechałem. Drugiego dnia tym
samym rowerkiem do szkoły, trzeciego dnia też... Czwartego i piątego
do pracy. Owszem, nie osiągąłem na nim zbyt wiele bo nie miałem
kondycji, ale 23-25km/h przejazdowo trzymał spokojnie. Niestety rower
sprzedałem pół roku później (pluję sobie w brodę bo był
zaj...^H^H^fajny).
Kilka dni temu kupiłem makrokesza w Tesco. Pojechaliśmy z kumplem,
obsępiliśmy całe stoisko, wybraliśmy model i wielkość ramy.
Oczywiśćie od razu siodło do wymiany, bo jakiś klient wiercił w nim
dziurę chyba. O tym, że wszystkie ramy z tego modelu są poobijane -
już nawet nie wspominam. Przy okazji zauważyliśmy, że wentyle w
kołach są skrzywione w jedną ze stron, ale zgłośliśmy to
pracownikowi, spuścił powietrze, poprawił tak, że skrzywione były
nadal,a le w inną stronę, wymienił siodełko, ustawił pedały i...
posze?ł sobie. Znaczy koniec? Chyba tak. No to jeszcze po lampki i do
kasy. Zapłacone. Idziemy do serwisu gwarancyjnego, gdzie zonk - oni
mogą podbić już teraz, ale przepadnie nam 5 dni na sprawdzenie towaru
(rękojmia?) A z podbitą gwarancją - nie przyjmą z powrotem... No nic
- "przyszliśmy kupić rower do jazdy a nie na testy", więc podbijamy,
wychodzimy. Już na parkingu pierwszy test - coś się ociera, coś
telepie... Coś z przerzutkami? Wyreguluje się. Dobrze, że hamulce są
ustawione, to można przyhamować. Jedziemy do sklepu, gdzie przy innym
markecie sprawdzamy przerzutki - jeszcze są. ale zmienić mogę tylko
przód w cąłości. Z tyłu wchodzą 3 z 6 zębatek.
To poprawiamy już następnego dnia, przed wyprawą do W-wy. Jeszcze
przed wyruszeniem poprawiam ustawienie wentyli w dętkach - już są
prostopadle do obręczy, ale w dalszym ciąglu coś bije delikatnie
podczas jazdy. Po spotkaniu w W-wie wracamy do domu, niestety o mały
włos, a zgubiłbym lewy pedał - trzeba dokręcić. W domu wyłaczam
lampkę klupioną w markecie. Niestety trzeba wyjąć baterię bo przycisk
właczajacy zasilanie nie działa. W drugą stronę - "włącz się" - też
już nie chce. Ale to tylko przednia, diodówka, więc na co komu w
ogóle migacz przedni?
Kolejny dzień - Legionowska Masa Krytyczna. Jedziemy? No jasne.
Szybkie pakowanie (jak dobrze mieć bagażnik) i fruuu... Tuz koło
marketu gdzie kupowałem rower, stwierdzam, że coś mi bije w stopę
podczas jazdy. Przystanek - sprawdzamy. Aaa, no tak... łożysko w
lewym pedale gubi kulkę chyba i przez tenisówkę czuję jak się obraca
w dolnej pozycji w tym miejscu. Przy okazji wychodzi support - tzreba
będzie dokręcić. Jedziemy dalej. Masa masa i po masie. Kumple
przypominają o fabrycznie dołączonej do roweru nóżce. Działa dobrze,
ale wbrew blokadzie sprężynowej - także podczas jazdy co może
spowodować pewne komplikacje. Wreszcie wracamy do W-wy. Po drodze
zostaję trochę w tyle, akurat zjeżdżamy z górki... No kurczę... jak
oni to robią, że nie kręcą pedałami i przyspieszają w dół, a ja muszę
kręcić i kręcić? Wreszcie Warszawa. Już odprawiamy ostatniego
znajomego, jedziemy we dłóch... Stooop. Znów się odkręca lewy pedał.
Dokręcamy (gdyby nie miniatoruwy zestaw naprawczy kolegi, byłoby
baaaardzo źle. A tak 10 kg narzędzi w torbie i można wszystko
naprawić).
Spoglądam na licznik leżący obok. Dwa dni i już 160km nabite. W
zasadzie około 130, ale marketowy licznik ustawiony na 26" (inaczej
se ne da), nabija za dużo.
Wspominam Gianta FS1 Bouldera. Po 160? Nic w nim nie poprawiałem. Po
prostu jeździł......
Pozdrawiam
Rafał
> Wspominam Gianta FS1 Bouldera. Po 160? Nic w nim nie poprawiałem. Po
> prostu jeździł......
Moze nic odkrywczego, ale bardzo fajnie opisales historie i w miare
"beznamietnie" co czyni z niej dobry material propagandowy dla moich
znajomych, ktorzy uwazaja ze makrokesze sa OK :))
--
Kapsel
http://kapselek.net
kapsel(malpka)op.pl
Soon.
Xunik
http://ozarow.masa.waw.pl
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
A, co tu śmiesznego??, kolejny gość który wylewa zmyślone żale, bo kupił w
markowym sklepie markowego "makrokesza" z ambitnym napisem na ramie, a
następnego dnia zobaczył to samo (bez napisu na ramie..) w supermarkecie za
połowę ceny, oj frustraci, frustraci...., a po drugie primo, jak już
naprawdę decydujesz się na rower z supermarketu, to trzeba było poczytać
grupę, po kupnie makrokesza wykonujesz dwie podstawowe czynności: dokręcasz
wszystkie śrubki, smarujesz i śmigasz tak samo jak na rowerze z ambitnym
napisem na ramie....
--
Pozdrawiam
piotrek mail: piotrekacp[malpa]o2[kropka]pl
> A, co tu śmiesznego??, kolejny gość który wylewa zmyślone żale, bo
> kupił w
Zmyślone żale?
> markowym sklepie markowego "makrokesza" z ambitnym napisem na
> ramie, a następnego dnia zobaczył to samo (bez napisu na ramie..) w
> supermarkecie za połowę ceny,
Hmmmm...? Ale w którym? Za ile?
> oj frustraci, frustraci...., a po
> drugie primo, jak już naprawdę decydujesz się na rower z
> supermarketu, to trzeba było poczytać
> grupę, po kupnie makrokesza wykonujesz dwie podstawowe czynności:
> dokręcasz wszystkie śrubki, smarujesz i śmigasz tak samo jak na
> rowerze z ambitnym napisem na ramie....
Gdybym nie dokręcił to może bym ci przytaknął... Niestety, problem
jest taki, że po wyjściu z marketu, wszystko zostalo dokręcone. I
następnego dnia dokładnie to samo (po przejechaniu circa 20 km).
Generalnie, to mam do ciebie prośbę: nie wiesz = nie pisz.
Pozdrawiam
Rafał
jeździłeś kiedys na prawdziwym rowerze ?
nie pytam czy miałeś, nie można za dużo wymagać :)
--
Pozdrawiam
MarcinJK
>
> Spoglądam na licznik leżący obok. Dwa dni i już 160km nabite. W
> zasadzie około 130, ale marketowy licznik ustawiony na 26" (inaczej
> se ne da), nabija za dużo.
> Wspominam Gianta FS1 Bouldera. Po 160? Nic w nim nie poprawiałem. Po
> prostu jeździł......
>
Ja mam całkiem inne doświadczenia ale to była dawno temu.
Jeden rower ukradli a dwa turlają się do dziś bez żadnych stresów.
--
Pozdrówka.
Wiesiek (Faja)
GG: 3645067
Skype: Faja55
> Dnia Sat, 22 Apr 2006 01:56:53 +0200, Rafał napisał(a):
>
> Ja mam całkiem inne doświadczenia ale to była dawno temu.
> Jeden rower ukradli a dwa turlają się do dziś bez żadnych stresów.
Sa rowery i rowery...
Jednych zadowoli przechodzny jubilat i nie beda na niego narzekac, inni beda
narzekac na wszystko co nie jest karbonowe/tytanowe/aluminiowe/z marketu/
tansze niz 2000 euro/itd.
Ja mam makrokesza, nie pierwszego i nie ostatniego i jestem calkowicie
zadowolony. Ze czasem trzeba zrobic przeglad to normalne dla kazdego roweru, w
kazdym razie w przypadku ludzi ktorzy o rower dbaja.
Rower ma jezdzic i tyle.
Xunik.
> jeździłeś kiedys na prawdziwym rowerze ?
> nie pytam czy miałeś, nie można za dużo wymagać :)
Co?, też się sparzyłeś ambitnym napisem...???, jeszcze sikałeś do góry, a na
muchy mówileś pta-pty, jak ja ujeżdzałem rowery o jakich Tobie może się
tylko przyśnić...
> jak i rowery po 700-1000zł, które w
> niczym nie ustępują tym "makrokeszom" z renomowanych sklepów, gdzie
> dostajesz to samo za 2 razy wyższą cenę, a różnice polegają głównie na
> napisie na ramie.....
Chcialbym kupic rower szosowy bez tego ambitnego napisu na ramie, w niskiej
cenie i rownie dobrej jakosci jak "makrokesze" z renomowanych sklepow.
Dlaczego nie ma hipermarketach tanich rowerow szosowych ???
> nowe wcielenie trolla cw ?
Przywołano mnie, to sie odezwę. Synku, czy Pani od polskiego nie mówiła Ci,
że jak sie nie zna znaczenia jakiegoś słowa to sie go nie używa??, poczytaj
definicje trolla a potem pisz "inteligetne inaczej" posty......
> death <de...@wp.pl> napisał(a):
>
> > jak i rowery po 700-1000zł, które w
> > niczym nie ustępują tym "makrokeszom" z renomowanych sklepów, gdzie
> > dostajesz to samo za 2 razy wyższą cenę, a różnice polegają głównie na
> > napisie na ramie.....
>
> Chcialbym kupic rower szosowy bez tego ambitnego napisu na ramie, w niskiej
> cenie i rownie dobrej jakosci jak "makrokesze" z renomowanych sklepow.
> Dlaczego nie ma hipermarketach tanich rowerow szosowych ???
>
Malo modne sa, teraz tylko gorale, koniecznie full z tarczowkami i fajnymi
vlepkami :D
Moze kiedys przyjdzie moda na szosowki czy inne rowerki to bedzie wiekszy
wybor w marketach...
Gościu, nie wiesz ile mam lat, nie wiesz na czym jeżdżę (może nawet ma
rowerze za 120 pln), nic o mnie nie wiesz - za to potrafisz tylko
napisać obraźliwy post.
Dla mnie jesteś od teraz po prostu gnojkiem
--
Nie Pozdrawiam
MarcinJK
> Faja <wk47w(USUN)@tlen.pl> napisał(a):
>
>> Dnia Sat, 22 Apr 2006 01:56:53 +0200, Rafał napisał(a):
> Sa rowery i rowery...
> Jednych zadowoli przechodzny jubilat i nie beda na niego narzekac, inni beda
> narzekac na wszystko co nie jest karbonowe/tytanowe/aluminiowe/z marketu/
> tansze niz 2000 euro/itd.
>
> Ja mam makrokesza, nie pierwszego i nie ostatniego i jestem calkowicie
> zadowolony. Ze czasem trzeba zrobic przeglad to normalne dla kazdego roweru, w
> kazdym razie w przypadku ludzi ktorzy o rower dbaja.
>
> Rower ma jezdzic i tyle.
>
Tu się z Tobą zgadzam a od lutego jestem posiadaczem Krossa SFX 500 z 05r.
bo te ramki tegoroczne mnie się nie podobały.
> Malo modne sa, teraz tylko gorale, koniecznie full z tarczowkami i fajnymi
> vlepkami :D
Modne nie modne ale wygodniej jest telepać się po ścierzce fulem z
tarczówkami niż sztywniakiem. ;-)
Niestety to akurat nie jest mocno ukoloryzowane, jakis gorszy model makrokesza
chyba sie trafil. Wiem co mowie sam go serwisuje :D Ostatnio poszedl na
warsztat suport, po "remoncie" stan lepszy niz fabryczny, choc na osce widac
mocne slady niedociagniec makrokeszow - zle wbite na oske bieznie lozysk na
ten przyklad.
CO że odpadło?
--
pa, Basia
> Dnia Sat, 22 Apr 2006 20:32:06 +0000 (UTC), Szymon Kurzacz napisał(a):
>
>
> > Malo modne sa, teraz tylko gorale, koniecznie full z tarczowkami i fajnymi
> > vlepkami :D
> Modne nie modne ale wygodniej jest telepać się po ścierzce fulem z
> tarczówkami niż sztywniakiem. ;-)
>
Tarczowki w makrokeszach pozostawiaja zbyt wielki margines na wypadek zonka,
kiedy sie nagle okaze ze tarsza pekla, linka sie zerwala czy cos innego
podobnego. Latwo sprawdzic jakiej jakosci sa hamulce... Skoro cena makrokesza
calego z amorami jest porownywalna do ceny jednego dobrego hampla tarczowego
mechanicznego... A akurat hample to wole miec sprawne zawsze...
> Karpkiller napisał(a):
> > texty ze odpadlo pedalo,
>
> CO że odpadło?
no przecież wyraźnie napisał - *pedalo*.
To pewnie jakiś element specjalny wyposażenia makrokeszy. Taki jak
*przeżutka*.
;-)
--
pozdrawiam _ _
_ __ __ _ _| |_| |_ [wro] [MuShellka]
| ' ` / _` |_ _| _ \ Cieniarka Sport Exage
|_|_|_|\__,_| |_| |___/ matb(at)mushellka(dot)org
http://matb.cyklista.pl
>CO że odpadło?
>pa, Basia
lubie ludzi ktorzy sa uczuleni na bledy ortograficzne bo one tez mnie kluja
w oczy, ale to takie niewinne przejezyczenie, ktorego nie ma sie co czepiac,
napewno jak chlopak mowi ci kocham cie, to odpowiadasz - calym zdaniem
prosze
>Niestety to akurat nie jest mocno ukoloryzowane, jakis gorszy model
>makrokesza
>chyba sie trafil. Wiem co mowie sam go serwisuje :D Ostatnio poszedl na
>warsztat suport, po "remoncie" stan lepszy niz fabryczny, choc na osce
>widac
>mocne slady niedociagniec makrokeszow - zle wbite na oske bieznie lozysk na
>ten przyklad.
wiadomo ze usterki sie zdarzaja ale nie wszystko na raz i to w ciagu jednego
wyjazdu, dlatego uwazam ze jest to przekoloryzowane, wyjezdza chlop na droge
i gubi polowe czesci, daj spokoj to nawet w straszny film 8 nie przejdzie
jako skecz
> wiadomo ze usterki sie zdarzaja ale nie wszystko na raz i to w ciagu jednego
> wyjazdu, dlatego uwazam ze jest to przekoloryzowane, wyjezdza chlop na droge
> i gubi polowe czesci, daj spokoj to nawet w straszny film 8 nie przejdzie
> jako skecz
Kiedys byl watek, w ktorym nabywca makrokesza opisywal swoje perypetie, jak
to wydal wiecej na dojazdy w zwiazku z reklamacjami rowera niz na sam
rower.
Za trzecim, czy czwartym razem kazal sie komus z obslugi przejechac na
rowerze zanim go odbierze i na placu bodajrze korba pekla wtedy.
Kiedys moze te rowery lepiej skladali, teraz jest TOTALNA masowka i juz w
sklepie widze, ze rower ma tylko wygladac, a nie jezdzic. Skladaja to jacys
ludzie totalnie bez wiedzy, byly historie o tym jak to na bilboardach
widzialy zdjecia rowerow z odwrotnie zamontowanym amorem (sic!) i rozne
inne historie.
Te rowery sa po prostu niebezpieczne, az sie dziwie, ze jeszcze zadna
"uwaga" czy inne tabloidy sie nie zainteresowaly tematem.
--
Kapsel
http://kapselek.net
kapsel(malpka)op.pl