Witam.
Dla tych, którzy chcieliby się wybrać po Lwowa rowerem, garść uwag.
Pojechaliśmy sobie w piątek pociagiem do Bełżca (dalej nie można, ale w
wakacje rozkład się zmieni). Koszt dla nieuczących się to 40zł (z rowerem). W
środku wagon rowerowy, z przerobionego pocztowego. Potem 15km trasą na
przejście graniczne.
W kolejce w Hrebennem (imponująca!) nie staliśmy, tylko podjechaliśmy na sam
przód - Polacy przepuścili nas bez problemu. Po przejechaniu ziemi niczyjej
wepchaliśmy się na pozycję trzecią w terminalu ukraińskim. Poza jednym
wyjątkiem takie wpychanie nie powoduje protestu kierowców - oni chyba na tym
nic nie tracą. No, może minutkę na sprawdzenie paszportów - zresztą, jeśli coś
jest nie tak (np. mieliśmy błędnie wypełnione kwitki), to można wziąć rower na
bok a blochosmrodziarzy przepuścić. Kwitki mają podpisy też po angielsku,
uzupełnia się po polsku. W sumie no problem, ale w kolumnę "cel przyjazdu"
wpisuje się "turystyczny", a nie "Lwów". Za to w "adres" kazali wpisać "Lwów -
hotel Lviv", mimo że się tam wcale nie wybieraliśmy :-)
A po odprawie paszportowej stał sobie jeszcze jeden Ukrainiec, który się
przyczepił o brak jednego kasku... Ale w końcu mu przeszło, zakończył tylko
"no, żeby wam rowerów nie ukradli, turisty" ;-)
Na koniec tych przejść jeszcze stromy podjazd, a na górze tory(chyba, albo
budka jakaś), znak stop i milicja filuje czy aby na pewno się zatrzymałeś. Ale
nas nie zatrzymali ani razu, koncentrowali się na blachosmrodziarzach.
Potem, aż do Rawy Ruskiej, najładniejszy kawałek Ukrainy, jaki widziałem (no,
wiele to jej nie widziałem :-)). Od razu uderza przestrzeń i bardzo długie
proste. Dookoła morze traw, gdzieniegdzie las. Na początku jedzie się wzdłuż
torów. Tylko asfalt niestety kiepski - nawet nie ma w nim (na głównej trasie)
jakichś strasznych dziur, ale jest po prostu bardzo chropowaty. Amortyzator z
przodu i amortyzowana sztyca to fajne wynalazki, tylko że ich nie mam :-(.
Początkowo mieliśmy w planach trasę boczną przez Rawę Ruską i Magierów, ale w
końcu pojechaliśmy główną. Z granicy do centrum Lwowa jest w sumie 66,5 km.
Lokalnego kolorytu dodają b. stare Wołgi, Moskwicze i inne ciężarówy z butlami
gazu na dachu (ponoć używają metanu!). Ruch na trasie jest spory, ale da się
wytrzymać. Na początku zjeżdżalismy na pobocze (ma czasmi nawet 2-3m
szerokości, jest z ubitej ziemi i żwiru), potem daliśmy sobie spokój, chyba że
jechał też ktoś z naprzeciwka.
Sama przestrzeń pobudza do pedałowania i nawet obciążonym góralem myka się
jakieś 28km/h. No, wyjątkiem są niezłe podjazdy przed Lwowem. No i nie
mieliśmy pod wiatr (raz boczno-tylni, raz cisza).
Warto nie jechac obwodnicą dookoła Żółkwi, ale pojeździć po uliczkach starego
centrum.
W samym Lwowie moc rzeczy do obejrzenia. Warto powłóczyć się rowerem po
starych, brukowanych uliczkach - niezapomniane miejsca. Tak poruszać się można
wydajniej (20km to w sumie pryszcz, a piechotą już nie), ale trzeba mieć kogoś
do pilnowania rowerów podczas oglądania kościołów czy wspinania sie na szczyt
widokowy.
Zresztą jeżdżenie po Lwowie to "sztuka życia i przetrwania". Powystrzelałbym
tamtejszych blachosmrodziarzy ;-) A tak na serio, podstawa to kontakt wzrokowy
z kierowcą (nie zawsze się da - BMW mają często czarne szyby :-|). Zazwyczaj
kierowcy ustępuja pierwszeństwa, ale nie zawsze. Pasy ruchu w sumie nie
istnieją - kto myśli, że się zmieści, ten się pcha. W szczycie tworzą się
korki i jest bardzo głośno. Na brukowanych uliczkach często ruch nie
przekracza 20km/h, więc można czuć się OK. Jednak na nich trudno to 20
osiągnąć - tak telepie. Sami Ukraińcy mają dziwny zwyczaj przyspieszać z
rykiem swoimi ładami ile się tylko da, wzbudzając na początku połoch. Jednak
po 1 dniu można zacząć czuć rytm ruchu ulicznego i się nieźle poruszać.
W ogóle tamtejsze asfalty i bruk są zabójcze dla roweru i tyłka. Warto mieć
zapasowe śrubki do bagażnika (w Polsce mi się nie odkręcają, a tam - owszem).
No i warto mieć dobry bagażnik - nam taki kupiony w OBI za 30zł nam pękł. Na
marginesie: przed wyjazdem kleiłem pęknięty spaw mojego aluminiowego bagażnika
dwuskładnikowym klejem epoksydowym - wytrzymał!
Wracając (tą samą trasą) w nocy bylismy już lepiej traktowani przez
blachosmrodziarzy (za sprawą lampek i odblasków). No i ruch był mniejszy. Po
minięciu kolejki i ukraińskiej odprawie (szybko i sprawnie) po zagadaniu z
kierowcą wskoczyliśmy w ukraiński autobus i przed 3 nad ranem byliśmy w
Lublinie za 20zł. Oczywiście polscy celnicy się do Ukraińców wyzłośliwiali i
kazali rzeczy wyłożyć na ławę. Ale rowerów z bagażnika wyjmować nie
musieliśmy. Trwało to jednak dobrą godzinę.
Podsumowując - Lwów to super wycieczka na weekend. Są piękne widoki,
przestrzeń rajcująca sakwiarzy i trochę "egzotyki". Wydaje się być
bezpiecznie, choć sam Lwów w nocy nie jest zbyt jasny, ale w centrum jest OK.
Rower to chyba najszybszy sposób na pokonanie przejścia granicznego w
Hrebennem - samochody stoją w niemiłosiernie długiej kolejce, a autobusy są
"trzepane", co trochę trwa. Pociągi chyba też...
Mapki Ukrainy (100k) można znaleźć na serwerze w Berkeley
(http://www.lib.berkeley.edu/EART/x-ussr/ukraine.html), są całkiem OK.
Oznakowanie na trasie też, choć warto znać cyrylicę - ja nie znałem i z Lwowa
pojechaliśmy kawałeczek na Łuck. Miejscowi turystyką się nie parają (a, sory!
widziałem trzech na starych składakach/kolarkach) i okolicy zazwyczaj nie
znają. Na trasie jeszcze spotkaliśmy jeszcze parę Francuzów w 9-miesięcznej
podróży po świecie - mieli fajną przyczepkę na bagaż i jechali z Rumunii.
Ponoć sporo się ostatnio na Ukrainie zmieniło. Milicja ma tabliczki, że nie
wolno brac im kasy, a mandat trzeba płacić w najbliższym sądzie. Na przejściu
granicznym tel. zaufania do urzędu celnego. Może się Juszczenko wziął za
porządki? ;-) Ja nie czułem się tam zagrożony bardziej niż w Polsce.
Pozdrawiam (i polecam),
FC3
PS: dla GPS'owców: kalibracje map "setek" (by "Blow") i moje tracki są na
serwerze grupowym pl.rec.gps.
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Pozdrówki
Piotr F.
http://www.rowerowanie.republika.pl
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
> A po odprawie paszportowej stał sobie jeszcze jeden Ukrainiec, który się
> przyczepił o brak jednego kasku... Ale w końcu mu przeszło, zakończył tylko
> "no, żeby wam rowerów nie ukradli, turisty" ;-)
> Na koniec tych przejść jeszcze stromy podjazd, a na górze tory(chyba, albo
> budka jakaś), znak stop i milicja filuje czy aby na pewno się zatrzymałeś. Ale
> nas nie zatrzymali ani razu, koncentrowali się na blachosmrodziarzach.
Leżący policjant i budka po prawej. To jeszcze ostatnia linia obrony
straży gr.
Milicja stoi za pierwszą st benzynową, ew przed Rawą Ruską ;-).
> Potem, aż do Rawy Ruskiej, najładniejszy kawałek Ukrainy, jaki widziałem (no,
> wiele to jej nie widziałem :-)). Od razu uderza przestrzeń i bardzo długie
> proste. Dookoła morze traw, gdzieniegdzie las. Na początku jedzie się wzdłuż
> torów. Tylko asfalt niestety kiepski - nawet nie ma w nim (na głównej trasie)
> jakichś strasznych dziur, ale jest po prostu bardzo chropowaty. Amortyzator z
> przodu i amortyzowana sztyca to fajne wynalazki, tylko że ich nie mam :-(.
> Początkowo mieliśmy w planach trasę boczną przez Rawę Ruską i Magierów, ale w
> końcu pojechaliśmy główną.
I w sumie trochę źle zrobiliście. Znacznie ładniejzy kawałek Ukrainy
zaczyna się od wjazdu w pasmo Roztocza za Krechowem. Tyle że tamtą drogą
naprawdę jest szansa przekonać się co znaczy zły asfalt (lub jego brak).
Przed samym Lwowem od tamtej strony - kapitalne wzgórza i piękne widoki.
[..]
> Zresztą jeżdżenie po Lwowie to "sztuka życia i przetrwania". Powystrzelałbym
> tamtejszych blachosmrodziarzy ;-)
Nie jest źle. Wystarczy pamiętać dwie zasady ;-):
- Na zielonym _raczej_ jedziemy my, na czerwonym - raczej oni.
- Większy na ogół ma rację. Tramwaj - zawsze!
[..]
Czując małe deja-vu sprzed 3 albo 4 lat gratuluję udanej wycieczki! ;-)
Jak napisałem, ostatnio w długi weekend przekraczałem rowerem granicę w
tym miejscu. Wybieraliśmy się do Odessy przez Rumunię i Mołdawię. W
sumie 5 granic.
Ta była najgorsza.
Niestety.
W tym roku pierwszy raz miałem tu jakiekolwiek problemy (nie żeby nie do
pokonania, ale zawsze).
Pozdrawiam
TR
> Potem, aż do Rawy Ruskiej, najładniejszy kawałek Ukrainy, jaki widziałem (no,
> wiele to jej nie widziałem :-)).
Oj, gory ukrainskie warto zobaczyc. Chce w tym roku objechac druga czesc
Zakarpacia.
pik
a my wlasnie pojechalismy na magieriw z rawy ruskiej: najpierw wspinaczna na
zalesine stoki, a potem piekny dlugi zjazd przez wiekie otwarte pofalowane
przestrazenie...
plan byl taki aby dojechac do lwowa przez park krajobrazowy (nie pamietam
nazwy, ciagnie sie na zach od lwowa pomiedzy drogami do hrebennego i
przemysla.) i tak, spalismy wlasnie w magerowie (u gospodarzy, pierogi
ruskie na sniedanie o 8.00, i inne smaczki...:)) po czym mielismy w planie
(tu klania sie dokladnosc map, rowniez tej cytowanej) odbic na poludnie w
storne parku.
Niestety okazalao sie ze to co na czerwono wcale nie jest koniecznie
asfaltem.
http://sunsite.berkeley.edu:8085/x-ussr/100k/M-34-072.jpg
tu widac droge przed torami w prawo na Kunin, ktora okazala sie szutrem, a
nasze rowerki bez amorow sa...
Dojechalismy zatem do Dobrosynia (przy glownej - czyli zrobilismy petle) i
dalej tak juz do lwowa na zlamanie karku (choc przez samą żółkiew
przejechalismy, bylo nawet szybko i o wile ladniej:))
> Miejscowi turystyką się nie parają
oo, sory,my spotkalismy we lwowie bogdana, zapalenca turyste jakich malo,
Bogdan (lat ok 35) jest zakrecony na punkcie wypraw. Najpierw poogladal
rowery, bo jak wyjawil, wybiera sie na rowereze z kolega w karpaty (jego
rower to
byla 30letnia kolarka z hamulcem na sznurek) Szczegolnie interesowal sie
bagaznikiem bo chcial sam podobny zespawac......
Zaprosil nas od razu do domu, pokazal zdjecia wypraw pieszych i ze splywu
dnieprem (a moze prutem) na self-made tratwie z plastikowych butelek (!) i
pochwalil sie obecnym projektem: skleja ponton ... no, po prostu harcerz
jakich ze swieczka szukac:)
Byl tez taras na wypasionym goralu, bardzo mily czlowiek, generalnie, sa
wspaniali ludzie tylko trzeba ich poznac:)
> a my wlasnie pojechalismy na magieriw z rawy ruskiej: najpierw wspinaczna na
> zalesine stoki, a potem piekny dlugi zjazd przez wiekie otwarte pofalowane
> przestrazenie...
>
> Niestety okazalao sie ze to co na czerwono wcale nie jest koniecznie
> asfaltem.
> http://sunsite.berkeley.edu:8085/x-ussr/100k/M-34-072.jpg
> tu widac droge przed torami w prawo na Kunin, ktora okazala sie szutrem, a
> nasze rowerki bez amorow sa...
> Dojechalismy zatem do Dobrosynia (przy glownej - czyli zrobilismy petle) i
> dalej tak juz do lwowa na zlamanie karku (choc przez samą żółkiew
> przejechalismy, bylo nawet szybko i o wile ladniej:))
Właśnie szczegółowych informacji o stanach dróg nie mogłem w necie znaleźć.
Czy mógłbyś nieco dokładniej opisać Waszą trasę? Mapa ma siatkę kilometrową
(co 2 km), mógłbyś opisać mniej więcej trasę używając właśnie tej siatki (tak
chyba będzie najdokładniej i najłatwiej).
Czy jechaliście drogą z Magierowa na SW, aż do skrzyżowania o współrzędnych
[87; 50.5] i dalej na SEE?
> oo, sory,my spotkalismy we lwowie bogdana, zapalenca turyste jakich malo,
> Bogdan (lat ok 35) jest zakrecony na punkcie wypraw. Najpierw poogladal
> rowery, bo jak wyjawil, wybiera sie na rowereze z kolega w karpaty (jego
> rower to
> byla 30letnia kolarka z hamulcem na sznurek) Szczegolnie interesowal sie
> bagaznikiem bo chcial sam podobny zespawac......
> Zaprosil nas od razu do domu, pokazal zdjecia wypraw pieszych i ze splywu
> dnieprem (a moze prutem) na self-made tratwie z plastikowych butelek (!) i
> pochwalil sie obecnym projektem: skleja ponton ... no, po prostu harcerz
> jakich ze swieczka szukac:)
> Byl tez taras na wypasionym goralu, bardzo mily czlowiek, generalnie, sa
> wspaniali ludzie tylko trzeba ich poznac:)
No dobra, niektórzy się parają. Też widziałem we Lwowie u pewnego harcerza
"Płasta" imponujacy zbiór zdjęć z wypraw. Są naprawdę bardzo aktywni: rower,
spływ Prutem katamaranem, Czarnohora zimą, wychowywanie młodzieży. Ale
chodziło mi o to, że pytając o drogę - nawet znając jęz. ukraiński - można się
niczego od miejscowych na wsiach nie dowiedzieć niczego. Albo mówią sprzeczne
wersje i się między sobą kłócą ;-)
Pozdrawiam,
FC3
Z Rawy na Megeriw jedyna droga, malo uczeszczana, asfalt jak na tamtejsze
warunki jest ok.
> Czy jechaliście drogą z Magierowa na SW, aż do skrzyżowania o współrzędnych
> [87; 50.5] i dalej na SEE?
Nie, po prostu wrocilismy na ta droge ktora ty jechales, czyli na glowna
rawa-lwow. [ok. 60;03] powrot do pl byl juz pociagiem:) co jak co ,ale te
drogi bez amortyzacji i na oponach 36 to niezla pokuta...
Z Magirowa droga do pytanego przez ciebie skrzyzowania jest na bank szutrowo-
piaszczysta.. ale jakbym mial grube opony, to na bank bym sie wybral do tego
parku krajobrazowego, widzialem fotki, jest tam super...
Polecam relacje na sieci tych co mieli twardsze tylki:)
i tak, spalismy wlasnie w magerowie (u gospodarzy, pierogi
> ruskie na sniedanie o 8.00, i inne smaczki...:)) po czym mielismy w planie
> (tu klania sie dokladnosc map, rowniez tej cytowanej) odbic na poludnie w
> storne parku.
> Niestety okazalao sie ze to co na czerwono wcale nie jest koniecznie
> asfaltem.
Nie jest (było) tak źle. Wszystkiego może z 10-15 km offroadu typu "tu
kiedyś był asfalt". Z 2-3 naprawdę trudne miejsca (piach albo kamory
wielkości głowy ludzkiej w ramach tzw żwiru). Da się przejechać kazdym
rowerem.
> http://sunsite.berkeley.edu:8085/x-ussr/100k/M-34-072.jpg
Ta mapa jest stara i bardzo, bardzo nieaktualna, albo celowo przekłamana.
TR
> > http://sunsite.berkeley.edu:8085/x-ussr/100k/M-34-072.jpg
> Ta mapa jest stara i bardzo, bardzo nieaktualna, albo celowo przekłamana.
Dzięki za uwagi. Czy mógłbyś powiedzieć, co jest nią nie tak?
Ja testowałem ją następująco:
- skalibrowałem w OZIm
- porównywałem położenie dróg/skrzyżowań z arkuszem Rawa Ruska polskich
50'tek i było pięknie
- przejechałem rowerem trasę główną do Lwowa rejestrując track'a gps'em -
później wyświetliłem tracka na jej tle i znów było pięknie (no, nie było
kawałka obwodnicy dookoła Żółkwi, ale chyba dlatego że jest w miarę nowa)
Więc które rejony są nie tak? I co jest źle?
Z góry dzięki,
FC3
zaiste ciekawe, ja natomiast jestem w posiadaniu folderu reklamujacego ten
park .... ukraina to duuzy kraj.
moze jest to sposob na nadmierny ruch turystyczny: park otoczony poligonem:P
Niespecjalnie w tej chwili są jakieś dojazdy z boku do poligonu (a
przynajmniej nie znalazłem takiej drogi np w Chytrejkach).
Ze wzgledu na nasze potrzeby głównie chodziło o jakość dróg. To co jest
oznaczone jako asfalt dawno nim już nie jest (np odcinek na południe od
Krechowa na południe do Papierni).
Pomijam już wogóle fakt kompletnej nieprzejezdności poligonu. A
chcieliśmy wtedy zrobić ostatni nieprzejechany kawałek Roztocza...
TR