Sobota. Korzystajac z mozliwosci podjechania autem wybralismy sie we
czworke (Melon, Caad, bajba i ja) do Suchej Beskidzkiej z planem trasy,
ktory byl tylko rzutem mojego oka na mape dzien wczesniej, czyli Pasmo
Jalowieckie, Markowe Szczawiny i Hala Krupowa. Plan mi sie wydawal
troche za ambitny jak na planowany czas 9-17, no ale czas i kondycja
mialy pokazac co z tego wyjdzie. Nie ukrywam, ze Jalowiec ze zdjec
Zbooya z jesieni byl mi natchnieniem.
Sucha - Jalowiec.
Z Suchej wyruszylismy czarnym szlakiem, calkiem przyjemna, pnaca sie
coraz zwawiej do gory asfaltowka, ktora wkrotce weszla w las, a my ze
zdzwieniem spostrzeglismy, ze juz 300m podjazdu za nami. Pierwsze
podejscie, ok 50m. Maly zjazd i lapiemy czerwony szlak, zeby za niedluga
chwile zamienic go na zolty, ktory puscimy niepredko, dopiero za
Jalowcem. Atakujemy Kiczore, tez troszke na piechote i zdobywamy bez
strat. Widok przepiekny na cala nasza trase, tylko ta Babia jakos
strasznie daleko na horyzoncie... Szlak ogolnie mily, glownie lasem,
kilka krociotkich zjazdow, bo ogolnie caly czas do gory. Przed Jalowcem
znowu male pchanie. Ale warto bylo, bo widok z gory jest boski -
panorama od Babiej az daleko za Pilsko, szkoda tylko, ze bez Tatr.
Jalowiec - Mala Babia
Poczatek zjazdu zielonym i przede mna letnia wersja Zbooyowego zdjecia.
Na szczescie moge ja utrwalic na kliszy (choc wolalbym na karcie :).
Solidny podjazd pod Golisty Gron (wbrew gestym poziomicom na mapie, ku
naszemu zdziwieniu podjezdzamy prawie calosc) z przerwa na upragnione
zrodelko. Nawet nie zauwazylismy kiedy, a tu juz granica i szlak na Mala
Babia. Ale oczywiscie, kto by sie tam pchal jeszcze ponad 400m do gory,
skoro zaraz jest mily trawers czerwonym wprost na Markowe Szczawiny...
Zamkniety! Postanowilismy zrobic wyjatek i posluchac nakazu :) Duch w
narodzie byl jeszcze w fazie zwyzkowej (poza tym ktos tam mowil, ze
twardym nie mientkim, czy cos w tym stylu ;) wiec ruszylismy pod gore i
zgodnie z oznaczeniem dla pieszych wydostalismy sie na Mala Babia po
godzinie. Nie powiem, zeby bylo milo, latwo i przyjemnie, ale bywalo
gorzej :) Mala nagroda w postaci satysfakcji, widokow, no i zjazdu
(bylismy 1200m nad Sucha).
Mala Babia - Sucha
Zjazd sie okazal lekko problematyczny, zwlaszcza do przeleczy Brona. Do
Markowych odpuszczalismy sobie tylko krociotkie fragmenty, ale ogolnie
jest to do zjechania. Troche uciazliwe, gdyz te prawie 300m jedzie sie
praktycznie w calosci po kamiennych stopniach wys. ok 10-20cm, w sporym,
szczegolnie na poczatku, nachyleniu, z dodatkowymi atrakcjami w postaci
piasku na kamieniach, zakretow i przecinania strumyczkow. Tutaj Czad byl
- az ciezko bylo potem bidon w rekach utrzymac :)) Male papu w
schronisku i z usmiechem stwierdzamy, ze jeszcze 900m w dol przed nami.
Pierwszy odcinek czarnego podobny do tego powyzej (ale z alternatywa po
lesie), potem juz roznie, szybko ale bez szalenstw. Zjechalismy do
asfaltu i w ostrym tempie pognalismy przez przelecz Przyslop
(zamknelismy koleczko - ok 32 km) do Suchej. Tam Melon uratowal nasz
powrot naprawiajac auto i z lekkim poslizgiem wyjechalismy z Suchej o
19:45 :) Bylo super, choc wyczerpujaco (2km w gore). Nie moge sie juz
doczekac zdjec (beda kolo czwartku u mnie na stronie).
Spoznilismy sie wiec "lekko" na urodziny do Rogera, zeby prosto z drogi
zalapac sie na pyszne jedzonko z grilla i torta. W przeciwienstwie do
reszty, zmylismy sie wczesnie, aby jutro rowniez skorzystac z auta.
W nd. rano szeregi chetnych na wyjazd okazaly sie mocno przez impreze
przetrzebione (jakze to niegodne prawdziwego bikera! ;) - we trojke
wiec, z Caadem i Batonem pojechalismy na Jure. Najpierw pokrecilismy sie
po Podlesicach, zaliczajac gore Apteka (najciezszy dzisiaj podjazd - 70
m do gory rowna sciezka bez kamieni i korzeni :) i Zborow (najciezszy
zjazd - faktycznie na gorze duze kamienie sprawiaja sporo klopotu).
Potem jeszcze skoczylismy w okolice Janowa, zawadzilismy o jeziorko o
ciekawej nazwie American i zamknelismy drugie koleczko.
Ogolnie trasy lekkie, latwe i przyjemne, ale tak, jak nie ma potu, tak i
nie ma czadowych zjazdow :) Mielismy lekki przesyt piachu i niedosyt
adrenaliny, ale po wczorajszym, ta wycieczka byla w sam raz. Oznaczenie
szlakow (szczegolnie czerwonego - Orlich Gniazd) tragiczne! Bez mapy nie
ma co tracic nerwow i czasu.
Co rzadkie, caly weekend minal bezawaryjnie i bezurazowo.
Pogoda w obydwa dni dopisala idealnie, nie bylo za goraco, lekki
wietrzyk i rzeskie powietrze - idealne warunki do jazdy. Co ciekawe, tym
razem ICM sie spisal :)
Mam nadzieje, ze Wam tez sie udalo milo spedzic ten czas, a rowery nie
staly w kacie (wyrazy wspolczucia i zrozumienia dla tych co w pracy, na
uczelni, w domu, w chorobie, u rodzinki czy trafieni innymi
przypadlosciami :)
ptica
P.S. Mam nadzieje, ze zagorzali zwolennicy Jury mi wybacza te pagorki z
tytulu, ale mam lekko zaburzona skale porownawcza :)
>P.S. Mam nadzieje, ze zagorzali zwolennicy Jury mi wybacza te pagorki z
>tytulu, ale mam lekko zaburzona skale porownawcza :)
E tam - a ja tam się na owych pagórkach zmęczyłem dość. Podejrzewam,
że to przez ten miły piaseczek :-). Przy okazji, nie wiem czy ptica
zauważyłeś, ale zostaliśmy zaliczeni do zaszczytnej grupy zjazdowców.
Spotkany rowerzysta z Zawiercia twierdził, że czerwony szlak z góry
Zborów pokonują tylko zjazdowcy ;-). Generalni było miło, aczkolwiek
nudnawo trochę. Góry to jednak nie są, ale w amach poszerzania
horyzontów warto było :)
pozdrawiam
--
Piotr "baton" Śliwiński - Kraków
http://www.baton.rodan.net
pg
>jak wygladal ten rowerzysta z Zawiercia?
>moze jestem w stanie go zidentyfikowac.
Starszy gość. Rower na ramie Marina 15" a wyglądała jak 18-tka :-).
Reszty nie pamiętam :-))). A-ha miał niebieską kurtkę i czerwone
Time'y chyba ;-)
> Mam nadzieje, ze Wam tez sie udalo milo spedzic ten czas, a rowery nie
> staly w kacie
Udalo, udalo:) i choc moze nie az tak ambitnie jak Wam, to tez bardzo
satysfakcjonujaco pod kazdym wzgledem.
W sobote wybralam sie w Gory Zasolskie, czyli odleglejsza od Magurki i
Czupla czesc Beskidu Malego.
Jest tu w grupie pare osob, ktorych nie trzeba przekonywac do urokow tej
czesci Beskidow, chcialbym jednak zachecic innych, ktorzy jeszcze tam nie
byli.
Beskid Maly jest i zawsze byl traktowany z lekcewazeniem, a nieslusznie,
bowiem jak napisal kiedys Kazimierz Sosnowski " ...ten zapomniany i
pogardzany kopciuszek gorski jest rodzonym dzieckiem naszej polskiej ziemi.
Dziecko to piekne, mile i powabne, znakomicie w dobra przyrodzone uposazone,
ktorego jedynym defektem, sciagajacym nan niechec niesluszna jest to, ze
jest nizsze wzrostem od innej braci beskidzkiej..."
Moja wycieczka mozna okreslic jako swoista modyfikacje trasy nr 15 z
przewodnika. Moge zatem, tak sadze, odpuscic sobie opisy techniczne
przebiegu trasy, a skupic sie bardziej na jej duchowych walorach :)
Zaczelam od Przeleczy Kocierskiej, gdzie mozna bezpiecznie i bezplatnie
(sic!) zostawic samochod, tuz obok osrodka wczasowego, bedacego niegdys
wlasnoscia kopalni Miechowice. Pojechalam na wschod, w kierunku Leskowca,
czerwonym, historycznym szlakiem, bo pierwszym w Beskidzie Malym, wytyczonym
w 1927 roku. Nie bez przyczyny, bo jest to bardzo malowinicza trasa, warta
polecenia kazdemu, komu piekno gorskich krajobrazow nie jest obojetne. Juz
po pokonaniu pierwszego wzniesienia otwiera sie widok na Babia, co zrazu
wprawia w dobry nastroj.
Jakby tego nie dosyc, zaraz potem nastepuje milutki zjazd, co sprawia, ze
nie ma sie juz cienia watpliwosci o slusznosci dokonanego wyboru ;).
Jak to w gorach, po zjezdzie musi byc wiadomo co, ale jest dlugi i
niemeczacy, a gdy juz osiaga sie kolejne wzniesienie, to dla odmiany przez
dluzsza chwile trzeba pewnie trzymac kierownice :)
I tak sobie raz zjezdzajac, raz podjezdzajac, albo i podchodzac, ani sie
obejrzymy jak jestesmy na Potrojnej, skad pyszna panorama, 360 stopni.
Sa tam tez dwie ciekawostki - kamienna kapliczka i grob zolnierza z kampanii
wrzesniowej.
Kolejnym wzniesieniem na trasie jest Lamana Skala, ktorej szczyt wprawdzie
zalesiony, wiec nie zapewnia widokow, za to znajduje sie na terenie
rezerwatu Madahora, gdzie nie tylko nietypowa roslinnosc, ale i niezwykle
dla tamtych terenow formy skalne.
Poza jednym, niezwykle trudnym technicznie zjazdem , ktory dla mnie oznacza
"zejscie", z Lamanej Skaly, cala reszta trasy na Leskowiec jest lekka, latwa
i przyjemna.
Na samym Leskowcu znow tylko oczy pasc, ze tylko wazniejsze i bardziej znane
szczyty wymienie. I tak, zaczynajac od poludniowej strony, mozna zobaczyc
pasma Policy i Babiej Gory, przelecz Krowiarki i Jalowiec pod Mala Babia,
dalej w kierunku zachodnim Pilsko i Romanke. Na pld-wsch Koskowa Gore nad
Makowem Podhalanskim, a na prawo, w dali, nakladajace sie wierzcholki
Beskidu Wyspowego. Mozna jeszcze i Gorce dojrzec, ale moze juz oszczedze
tych szczegolow. :)
W odleglosci kilkuset metrow, na sasiedniej Jaworzynie, znajduje sie
najstarsze polskie schronisko w Beskidzie Malym, zbudowane w 1932 roku..
Jaworzyna byla ulubionym miejscem wycieczek papieza, gdy jeszcze byl "tylko"
Karolem Wojtyla, totez zwna jest rowniez Groniem Jana Pawla II.
Chcac uniknac niezbyt podniecajacego 14 km wjazdu asfaltem z Andrychowa na
Przelecz Kocierska, zdecydowalam sie wrocic do Lamanej Skaly, a stamtad
pojechac zielonym szlakiem w kierunku Gibasow i Scieszkowego Gronia. Jest to
jeden z moich najulubienszych widokowo szlakow. Przepiekna polana kolo
przysiolka Gibasy, z widokami na pobliskie i szczyty i ostro schodzace do
glebokich dolin zbocza gor, z pietrzaca sie dumnie na dalszym planie Babia i
bardziej skromnie Medralowa, z kepami drzew wyrastajacymi sposrod traw,
wreszcie wspinajaca sie lagodnie wsrod pol bita droga - tworzy prawdziwie
sielski obrazek, ktorego czescia chce sie byc i tak juz pozostac :)
W daleszej drodze pokonuje sie jeszcze kilka wzniesiem, zeby w koncu dotrzec
do Scieszkowego Gronia, skad znow otwiera sie wspanialy widok na Babia. Tak,
wizerunek krolowej towarzyszy calej tej wycieczce. Niczym tuwimowa rzeczka
tu sie srebrzy (resztkami zalegajacego zleby sniegu), tam ginie, a tam
znowu...sie pokaze ;)
Z Gronia bardzo niesympatyczny zjazd, a scislej zejscie, do Kocierzy Gornej,
miejscowosci polozoenj w glebokiej i waskiej dolinie Kocierzanki. Na
szczescie dosc krotki to odcinek.
Potem juz odprezajaca, bo z gorki, jazda asfaltem do skrzyzowania z
Goscincem Kocierskim, ktorym trzeba sie 4 km pchac pod gore. Hmm, jak sa
kolce, to musi i roza gdzies bedzie.
Gosciniec powstal jeszcze w XVIII w. jako najkrotsze polaczenie Zywca z
Andrychowem i z cala pewnoscia jego konstruktor doskonale polaczyl wiedze
techniczna z wrazliwoscia na walory krajobrazowe. Malowniczosc tej drogi
pozwala skupic wzrok na czyms zgola innym niz powolnie zmieniajace sie
cyferki licznika.
Jesli Zbooy bedzie taki milutki i zechce udostepnic strone ze zdjeciami z
jesiennej wycieczki w tamte okolice, kazdy bedzie mogl sie przekonac, ze nie
jestem goloslowna.
A w niedziele byla calkiem inna wycieczka, ale to juz temat na nastepna
fajke :)
Halina
P.S.
Ptica, ciekawosc mnie zzera, jak to zrobiliscie, zescie efektownie zjechali
po schodach z Brony na Markowe i nikt Was nie pogonil? :)
Toz to wciaz w graniacach parku, gdzie obowiazuje zakaz jazdy rowerem.
Czyzbym sie mylila?
>Udalo, udalo:) i choc moze nie az tak ambitnie jak Wam, to tez bardzo
>satysfakcjonujaco pod kazdym wzgledem.
Milo to czytac :) Nie ma to jak poczucie dobrze zajezdzonego dnia,
prawda? ;)
>Zaczelam od Przeleczy Kocierskiej, gdzie mozna bezpiecznie i bezplatnie
>(sic!) zostawic samochod, tuz obok osrodka wczasowego, bedacego niegdys
>wlasnoscia kopalni Miechowice.
Tam tez, zeszlej jesieni, z pewna niesmialoscia, zostawilismy z Rzaqiem
autko. Miejsce jest swietne, osrodek tez. A po powrocie, ubloceni jak
hipopotamy w zywiole, zastalismy zamknieta impreze z grillem (to bylo
straszne... te zapachy... :) i brame :) Ale wypuscilismy sie sami nie
niepokojeni przez nikogo.
>Pojechalam na wschod, w kierunku Leskowca,
Zaprawde powiadam Wam, pojade tam szybciej niz planowalem :) Piekny opis
pieknej trasy. I dodam, ze Beskid Maly wcale taki maly nie jest.
Momentami trzeba wielkiego ducha aby mu sprostac :)
(pojechalismy wtedy z Rzaqiem z przeleczy w druga niz Ty strone - do
Porabki zielonym - b. ladny szlak, bez ekstremow, z dlugim, szybkim
zjazdem na koncu. Wracalismy przez Zar czerwonym, juz nie tak latwo, i
oprocz Zaru i Kiczery nie tak widokowo)
>Malowniczosc tej drogi
>pozwala skupic wzrok na czyms zgola innym niz powolnie zmieniajace sie
>cyferki licznika.
Zazdroszcze Ci, Halinko, tak wrazliwego odbioru oraz mozliwosci
rejestracji i podziwiania tylu detali, gdyz, czego bardzo zaluje, czesto
wskazanie cyferek licznika nie pozwala mi sie skupic na niczym innym niz
malowniczosci nastepnych kilkunastu metrow drogi :)) Dlatego tak lubie
graniowe szlaki, gdzie najpiekniejsze widoki sa pomiedzy podjazdem z
wlepionym przed kolo nosem, a zjazdem, ktory zostawia wspomnienia,
innego niz natury estetycznej, rodzaju. Wtedy mozna zwolnic i napelniac
akumulatory rozladowujace sie tak szybko miedzy asfaltem a betonem..
>Jesli Zbooy bedzie taki milutki i zechce udostepnic strone ze zdjeciami z
>jesiennej wycieczki w tamte okolice, kazdy bedzie mogl sie przekonac, ze nie
>jestem goloslowna.
Wlasnie... Gdybym ja mial cyfrowkie... to bym nie kazal ludziom tyle
czekac ;) Zdjecia z weekendu 11-12.05 tez zdaje sie masz w wywolaniu? :)
>A w niedziele byla calkiem inna wycieczka, ale to juz temat na nastepna
>fajke :)
Prosze tu nie robic takich dwuznacznie smierdzacych literowek ;)
>P.S.
>Ptica, ciekawosc mnie zzera, jak to zrobiliscie, zescie efektownie zjechali
>po schodach z Brony na Markowe i nikt Was nie pogonil? :)
Sam nie wiem jak to zrobilem. Pewnie ze strachu ;)) Bylem zdziwiony jak
malo ludzi spotkalismy - od wejscia na szlak graniczny do Markowych nie
wiecej niz 5 dwuosobowych grupek. Na zjezdzie tylko jednych minelismy.
>Toz to wciaz w graniacach parku, gdzie obowiazuje zakaz jazdy rowerem.
>Czyzbym sie mylila?
Moze ;) Nasza praworzadnosc wyczerpala sie na nadlozeniu 300m podejscia
w gore z powodu zakazu przejscia trawersem z Zywieckich Rozstajów
(czerwonym szlakiem) do Markowych. W schronisku bufetowa powiedziala, ze
da sie przejsc... Wrrr ;) A przed wejsciem na teren BPN spedzilismy
chwilke przed tablica nakazowo-zakazowa relatywizujac moralnie i
dochodzac do wniosku, ze skoro nie ma zakazu jazdy rowerem to idziemy
(!) :) (zakaz jest przez negacje - obowiazuje tam tylko ruch pieszy)
ptica
>On Mon, 20 May 2002 15:05:33 +0200, "Przemek Gawel" <p_g...@go2.pl>
>wrote:
>
>>jak wygladal ten rowerzysta z Zawiercia?
>>moze jestem w stanie go zidentyfikowac.
>
>Starszy gość. Rower na ramie Marina 15" a wyglądała jak 18-tka :-).
>Reszty nie pamiętam :-))). A-ha miał niebieską kurtkę i czerwone
>Time'y chyba ;-)
Ja pamietam troche wiecej :) Caly sprzet byl bardzo ladnie
bialo-czerwony. Rama Marin Palisade Trail, b-cz, taki sam RST z przodu.
Czerwony mostek Tranz-X, z tylu Sram 7.0. Gosc byl chyba w zielonej
koszulce (mimo goraca caly czas jezdzil w niebieskim wiatrolapie), mowil
z lekkim slaskim akcentem. Skarzyl sie na brak towarzystwa :)
Milej identyfikacji :)
ptica
[ciach - bo i tak zapisalem sobie]
Hej ROBERT, to kiedy jedziemy w gory?
Porownac te piekne opisy z szara rzeczywistoscia?
--
galex
> (pojechalismy wtedy z Rzaqiem z przeleczy w druga niz Ty strone - do
> Porabki zielonym - b. ladny szlak, bez ekstremow, z dlugim, szybkim
> zjazdem na koncu.
No wlasnie, wlasnie, ten szlak ciagle jeszcze czeka na moja eksploracje :)
Wyobraz sobie, ze lamalam sie troche, czy nie pojechac nim wlasnie, tyle ze
w druga strone, z Porabki na Przelecz, ale perspektywa wracania przez Zar w
sobote, gdy klebi sie tam od ludzi i samochodow, skutecznie mnie zniechecila
do tego pomyslu. Some other day :)
Przy okazji taka mala ciekawostka. Pierwszy wytyczony szlak w Beskidzie
Malym prowadzil z Porabki przez Wielka puszcze na Przelecz Kocierska.
Wytyczyl go, znakujac kolorem czerwonym, w 1925 roku Wladyslaw Midowicz,
naonczas student geografii na UJ. dwa lata pozniej przedluzyl do Leskowca.
Pozniej troche sie to pozmienialo, czerwony, ktory wczesniej byl zielonym :)
prowadzi przez Zar, a przez Wielka Puszcze biegnie droga.
>Wracalismy przez Zar czerwonym, juz nie tak latwo
Oj nie, oj nie :)
> Zazdroszcze Ci, Halinko, tak wrazliwego odbioru oraz mozliwosci
> rejestracji i podziwiania tylu detali,
Wiesz, to jest tak. Kazdemu wedle mozliwosci.
Ja juz z cala pewnoscia nie naucze sie pedzic w dol ze swistem wiatru w
uszach i mgla przed oczami, wiec moge oddac kontemplacji widokow ;))
>Dlatego tak lubie graniowe szlaki, gdzie najpiekniejsze widoki sa pomiedzy
podjazdem z
> wlepionym przed kolo nosem, a zjazdem, ktory zostawia wspomnienia,
> innego niz natury estetycznej, rodzaju.
Ja bym jeszcze te podjazdy podzielila na dwa rodzaje.
Jedne takie, jak napisales, z wlepionym przed przednie kolo wzrokiem, bo
wiadomo, ze trzeba jak czolg do przodu, gdyz jeden nierozwazny ruch, jeden
wiekszy nieominiety kamien i koniec, juz tylko pchanie pozostanie (mowie o
sobie :) ).
Drugi rodzaj to te, o ktorych wiadomo, ze da sie i niehonorowo byloby nie
wjechac. Wtedy zawsze mozna twierdzic, ze zatrzymalo sie dla pieknych
widokow, a nie dlatego, zeby tchu zaczerpnac ;))
No i jest jeszcze trzecia opcja, ale to juz wylacznie dla mnie dostepna, bo
Tobie nawet pomyslec o mniej nie wypada ;)
Chodzi oczywiscie o pchanie roweru do gory. Wtedy mozna w pelni napawac sie
widokami :)))
Halina
>No wlasnie, wlasnie, ten szlak ciagle jeszcze czeka na moja eksploracje :)
Jak to przyjemnie wzajemnie sobie narobic smaka :)
>Wyobraz sobie, ze lamalam sie troche, czy nie pojechac nim wlasnie, tyle ze
>w druga strone, z Porabki na Przelecz, ale perspektywa wracania przez Zar w
>sobote, gdy klebi sie tam od ludzi i samochodow, skutecznie mnie zniechecila
>do tego pomyslu. Some other day :)
Fakt, na Zar nie powinno byc asfaltowej drogi.
>>Wracalismy przez Zar czerwonym, juz nie tak latwo
>
>Oj nie, oj nie :)
Ale jest wariant zastepczy - do podejscia tylko na ostatnim kawalku -
trzeba skrecic za Porabka w lewo, a potem przez mostek w prawo. Ostry
podjazd asfaltem do zabudowan pod Kozubnikiem i potem juz lasem w gore.
Widac ta trase dobrze z Zaru.
>Wiesz, to jest tak. Kazdemu wedle mozliwosci.
>Ja juz z cala pewnoscia nie naucze sie pedzic w dol ze swistem wiatru w
>uszach i mgla przed oczami, wiec moge oddac kontemplacji widokow ;))
Co do mgly to wystarczy wyjechac o poranku... :)
>Ja bym jeszcze te podjazdy podzielila na dwa rodzaje.
>Jedne takie, jak napisales, z wlepionym przed przednie kolo wzrokiem, bo
>wiadomo, ze trzeba jak czolg do przodu, gdyz jeden nierozwazny ruch, jeden
>wiekszy nieominiety kamien i koniec, juz tylko pchanie pozostanie (mowie o
>sobie :) ).
>Drugi rodzaj to te, o ktorych wiadomo, ze da sie i niehonorowo byloby nie
>wjechac. Wtedy zawsze mozna twierdzic, ze zatrzymalo sie dla pieknych
>widokow, a nie dlatego, zeby tchu zaczerpnac ;))
Albo komorka zadzwoni w odpowiednim (tzn juz beznadziejnym ;) momencie i
jestesmy uratowani honorowo :)
>No i jest jeszcze trzecia opcja, ale to juz wylacznie dla mnie dostepna, bo
>Tobie nawet pomyslec o mniej nie wypada ;)
Myslec mozna... ale jechac trzeba :) Chociaz ostatnio zaobserwowalem w
kregach zblizonych do bliskich tendencje do lawiranctwa i obiboctwa :))
>Chodzi oczywiscie o pchanie roweru do gory. Wtedy mozna w pelni napawac sie
>widokami :)))
Jak nie da sie jechac, ja niose rower, wiec w miare sie moge
porozgladac, ale jak sie go pcha to dalej trzeba patrzec przed rower bo
sie mozna nagle na pedal czy kierownice nadziac :)
Dobrej nocy :)
ptica
P.S. Dzisiaj z kolei byla przerwa w pisaniu tego listu na Mroczne Widmo
(bylem bardzo zdziwiony, ze juz jest w TV - ale kampania promocyjna
Wojny Glonow ma swoje prawa :)
> Moja wycieczka mozna okreslic jako swoista modyfikacje trasy nr 15 z
> przewodnika. Moge zatem, tak sadze, odpuscic sobie opisy techniczne
> przebiegu trasy, a skupic sie bardziej na jej duchowych walorach :)
Witam !
W tamtym roku robiliśmy tą trasę z Failem moim bratem i początkowo Rogerem
(za przełęczą Kocierską urwał hak).
Potwierdzam bardzo fajna traska.
Wyruszyliśmy z Porąbki, czerwonym na przełęcz, potem tak jak Wy, zjeżdżając
do Kocierza zgubiliśmy zielony szlak i wylądowaliśmy koło mostka, niedaleko
rozjazdu na przełęcz, stromo było, tam brat nazwał mnie i Faila po#@%&nymi,
bo on tam nie mógł zejść a myśmy zjeżdżali :o), z przełęczy ponieważ robiło
się późno zjechaliśmy do Porąbki przez Puszczę, razem 64 km.
Pozdrawiam
Rzaq
>Jesli Zbooy bedzie taki milutki i zechce udostepnic strone ze zdjeciami z
>jesiennej wycieczki w tamte okolice, kazdy bedzie mogl sie przekonac, ze nie
>jestem goloslowna.
Zbooy już pół roku temu był taki milutki :-)) i strona od dawna stoi
pod adresem
http://pepperoni.fm.pl/zbooy/galerie/2001-10-27-lamana-skala/
zbooy
--
Szymon 'Zbooy' Madej
ysm...@cyf-kr.edu.pl
http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/
ICQ: 4574531
>Gdybym ja mial cyfrowkie... to bym nie kazal ludziom tyle
>czekac ;) Zdjecia z weekendu 11-12.05 tez zdaje sie masz w wywolaniu? :)
Ja mam już wywołane ;-), ale ponieważ pogoda niekoniecznie dopisała,
to nie ma ich dużo i nie są szczególnie interesujące.
A teraz co? Zrobił się po zbójecku niemiły? ;-)
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
> Zbooy już pół roku temu był taki milutki :-)) i strona od dawna stoi
> pod adresem
> http://pepperoni.fm.pl/zbooy/galerie/2001-10-27-lamana-skala/
Jakby Ci tu po zbojecku powiedziec?
Pamiec grupowiczow jest dobra acz krotka, nawet paru dni wstecz nie siega,
wymaga stalego odswiezania :)
Halina