> Kupowanie nowych obręczy, jak radzą przedpiścy, nie wchodzi w rachubę.
> Rower ma już swoje lata i ma służyć do jeżdżenia po mieście, na zakupy
> lub na działkę i nie kusić złodziei.
Tym bardziej warto tak zrobić jak pisałem bo praktycznie nic to nie
kosztuje.
> Tylko, że dziecko nie chce używać "roweru takiego ze zardzewiałymi kołami".
> Już raz go robiła "ładnym" szlifując obręcze drobnym papierem
> ściernym, a potem go czymś, pomocnik, smarował. Może olejem.
> Dzięki temu teraz jest tej rdzy jeszcze więcej i niechęć do jeżdżenia
> nim jest jeszcze większa.
Stal chromowana raz zardzewiała, będzie już rdzewieć a problem będzie
powracał.
Kwestia w tym aby okresowo przejechać obręcze olejem i wypolerować co
nie jest zbyt czasoabsorbujące.
Przykład z życia:
Sam mam rower tzw. wózek na zakupy z marketowców z lat 90tych, aby nie
było żal, że go zarąbią.
Jak go dostałęm obręcze były mocno pordzewiałe, doprowadziłęm je do
stanu należytego i od kilku lat jest ok - według tego co Ci napisałem.
Obręcze teraz przetre czasem WD-kiem przy czyszczeniu i wszystko się
"świeci". Kwestia higieny.
Jeżeli bym nic nie robił rdza chrupałąby je aż miło.
Podobnie jest w Twoim przypaku. Z obręczami dobrze już nie będzie i
trzeba o nie dbać. Niestety nie są nowe.
Z innej beczki odnośnie malowania obręczy. Według mnie mija się z celem.
Primo:
Koszt pomalowania ich porządnie będzie znaczny. Zapomnij o spray-ach z
marketu. W skrócie - tworzą zbyt miekką warstwę nie nadającą sie do
niczego poza chwilowym efektem wizualnym a podkłady reaktywne typu
unikor w mojej opinii to kiepskie półśrodki.
Secondo:
Malowanie obręczy średnio nadaje się przy hamulcach, które defaco trą o
tą obręcz.