Współczesne lotniarstwo nie stawia sobie za cel posiadania statusu
sportu masowego. Uważamy paralotniarstwo za hegemona na tym polu.
Stawiamy sobie za cel jedynie dotrzeć z wiadomością do perspektywicznych
pilotów o tym, że dziś można przesiąść się z glajta bezpośrednio na
Atosa inwestując około roku w ramach wolnego czasu jakim dysponuje
przeciętnie człowiek aktywny zawodowo. Jest dopracowana metodologia
szkolenia i daje dobre rezultaty. Faktem jest, że naszej cywilizacji nie
udało się zbudować bardziej zaawansowanej maszyny do latania swobodnego
niż Atos. Skoro wiedza i doświadczenie zdobyte latami na glajtach
działają praktycznie z automatu to pytanie dlaczego nie spróbować?
Odmówić sobie tej wielkiej przyjemności tylko dlatego, że na codzień
nie widujemy wielu lotni? To trochę tak jakbyś sobie odmówił wypicia
lagera z małego lokalnego browaru tylko dlatego, że w pod pobliską budką
chłopaki konsumują wyłącznie warke strong...
;-)
Pozdrwiam,
Viking