W dniu poniedziałek, 15 sierpnia 2016 11:46:05 UTC+2 użytkownik Mateusz M napisał:
> Oczywiscie w pelni zgoda. Technika wyciagania skrzydla powinna byc opanowana przy urzyciu rak a dopiero pozniej nalezaloby stosowac samostawiacze. Paralotnia poprawnie stawiana daje minimalne obciazenie kosza tasmami "A". Jezeli dobrze rozmiescimy uszy na koszu to raczej nie powinno byc problemu.
Nasza "wisienka na torcie" - Asia, od początku nauki, startuje na swojej "mocarnej" trajce przy użyciu samostawiaczy (2-óch haczyków dla taśm A, na MOCNYM , stalowym koszu) i jeszcze ani jednego startu przy nas nie spaliła.
Tak że ona (ja i Jaśko) ma gdzieś Twoją teorię że zacytuję Ciebie dosłownie, że: "POWINNA być opanowana przy urzyciu rąk a dopiero PÓŹNIEJ należałoby stosować samostawiacze". To tylko Twoim zdaniem i niereformowalnych nauczycieli którym wydaje się że szarpanie się ze skrzydłem jest JEDYNĄ SŁUSZNĄ METODĄ podnoszenia skrzydła na trajce do startu.
Brak trochę skromności w tym określeniu że : "... powinna".
Jak ktoś jest kumaty to ten Twój (i innych) okres przejściowy może sobie od razu darować i przejść do przyjemności startu i latania a nie zaczynać od szarpania się ze skrzydłem, wielokrotnego "palenia" startów z szalejącym za plecami skrzydłem, prowokowaniem niebezpiecznych sytuacji przy braku pochylenia wektora siły pchającej itd, itd.
Silny w barkach/ramionach/rękach pilot utrzyma szarpnięcie do tyłu i rozciąganie w klacie a kumaty zostawi to fizyce.
Jak startuje Asia możesz zobaczyć na kilku moich filmikach.
Jeszcze tylko musi pozbyć się nawyku (podpatrzonego gdzieś) SZEROKIEGO rozkładania rąk na boki ( pomagającego w generowaniu tendencji skrzydła do "motylka") i starty Asi będą dla niej już tylko przyjemnością.
Pozdro i bez urazy