Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Poszukuje szkoły paralotniowej w Warszawie

1,026 views
Skip to first unread message

Piotr

unread,
Apr 17, 2009, 5:23:58 AM4/17/09
to
Witam,
Czy ktoś może doradzić jakąś szkołę w Warszawie lub okolicy (lub
którąś odradzić) Interesuje mnie szkolenie nizinne (lecz nie koniecznie
całe): Etap I + II + H, później mam nadzieję PPG.
Jak dotąd znalazłem Paralotniową Szkołę ALbatrosów alpi.pl, Stelmach
latanie.waw.pl, xparagliding, Emilia Plak,
Na co zwrócić uwagę przy wyborze szkoły?
Sugestie w tej sprawie mile widziane.

Dziękuję Piotr

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/

Siara

unread,
Apr 17, 2009, 5:38:24 AM4/17/09
to

Stelmach nie szkoli już w Polsce.
Popytaj, przeszukaj grupę to wyciągniesz wnioski dlaczego.

siara

Marek Szarafiński

unread,
Apr 17, 2009, 5:58:04 AM4/17/09
to
Piotr pisze:

> Witam,
> Czy ktoś może doradzić jakąś szkołę w Warszawie lub okolicy (lub
> którąś odradzić) Interesuje mnie szkolenie nizinne (lecz nie koniecznie
> całe): Etap I + II + H, później mam nadzieję PPG.
> Jak dotąd znalazłem Paralotniową Szkołę ALbatrosów alpi.pl, Stelmach
> latanie.waw.pl, xparagliding, Emilia Plak,
> Na co zwrócić uwagę przy wyborze szkoły?
> Sugestie w tej sprawie mile widziane.
>
> Dziękuję Piotr
>

Jeśli w Warszawie (no w okolicy Warszawy) to polecam Tobi'ego
(http://www.axon.com.pl/xcparagliding/szkolenia.htm) - siła spokoju :)

HaHaHa zrobiłem u Alpi'ego - dobra, __rzetelna__ fabryka pilotów.
__Moim_zdaniem__ jednak trochę brakuje tu klimatu.

Pozdrawiam,
Mrek

Kasia Wołek

unread,
Apr 17, 2009, 7:06:10 AM4/17/09
to
>Stelmach nie szkoli już w Polsce.
>Popytaj, przeszukaj grupę to wyciągniesz wnioski dlaczego.

>siara

Robiłam u Adama Stelmacha kurs w zeszłym roku na Słowacji, później byłam z
nim jeszcze na dwóch wyjazdach - na południu Włoch i na Sycylii. I było
świetnie. W tym roku też się wybieram na jakiś wyjazd organizowany przez
niego.
Fantastyczna atmosfera i super latanie.

Tylko faktycznie teraz szkoli wyłącznie w górach.

pozdrawiam
Kasia Wołek

piotr....@gazeta.skasuj-to.pl

unread,
Apr 17, 2009, 7:15:48 AM4/17/09
to
Marek Szarafiński <mszara...@gazeta.pl> napisał(a):


Dzięki,
Niestety Matrcin Tobiszewski z axon w tym roku nie szkoli.
ale dalej szukam,
A może podacie miejsca, gdzie w okolicy Warszawy można polatać z wyciągarką
już po szkoleniu, na własnym lub ich sprzęcie.
Pozdrawiam,

Siara

unread,
Apr 17, 2009, 8:05:46 AM4/17/09
to

Kasiu
Już Ci mówiłem - cieszę się że wróciłaś cała i zdrowa i że z nami
jesteś :)

siara

Kasia Wołek

unread,
Apr 17, 2009, 11:23:43 AM4/17/09
to

Użytkownik "Siara" <sia...@gmail.com> napisał w wiadomości
news:33aa840a-aa2e-48ea...@s20g2000yqh.googlegroups.com...

>siara

Cieszę się, że się cieszysz ;)

Co nie zmienia faktu, że Adama polecam i jestem bardzo zadowolona, że
robiłam kurs właśnie u niego :)

pozdrawiam
Kasia W.

tomek

unread,
Apr 17, 2009, 11:37:07 AM4/17/09
to
Jeśli "okolica" jest w zasięgu 120 km to polecam:
http://www.paralotnie.biz/
Pozdr.

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl

blendi

unread,
Apr 17, 2009, 12:49:17 PM4/17/09
to

Witam

Tak jak mój poprzednik polecam Sokoła i Emilkę, właśnie wróciłem z nią
z Bassano. Wszystko super.
Mam negatywną opinię o Wojtku (Dynamicie). Info na priv.
Polecam również Tobiego, oczywiście jak będzie szkolił (sam tam się
szkoliłem).
Jak będziesz chciał się wybrać trochę dalej to może zajrzyj na
http://www.airaction.pl . Szkoli tam Walter. Takiego opanowanego
instruktora z prawdziwym podejściem belferskim jeszcze nie widziałem.
A przede wszystkim umie zrobić dobrą atmosferę.

Jak poprzednicy nie polecam Stelmacha. Również cieszę się, że mój
znajomy wrócił cały ce Słowacji, a on chyba najbardziej.

marekm

unread,
Apr 17, 2009, 1:06:18 PM4/17/09
to
On 17 Kwi, 18:49, blendi <maciej.bre...@gmail.com> wrote:

> Jak poprzednicy nie polecam Stelmacha. Również cieszę się, że mój
> znajomy wrócił cały ce Słowacji, a on chyba najbardziej.

A co mu tam zrobili?
;)

pzdr
marekm

Kasia Wołek

unread,
Apr 17, 2009, 1:09:52 PM4/17/09
to
>Jak poprzednicy nie polecam Stelmacha. Również cieszę się, że mój
>znajomy wrócił cały ce Słowacji, a on chyba najbardziej.

Głuchy telefon...
Z poprzedników, to tylko Siara miał zastrzeżenia do Adama, a z tego co
pamiętam chyba się u niego nie szkolił.... ;)

Twój znajomy miał jakieś nieprzyjemności w trakcie szkolenia, czy tylko
nasłuchał się mrożących krew w żyłach opowieści?

Bardzo podobało mi się to, że Adam jest niezwykle spokojnym człowiekiem, bo
strasznie nie lubię kiedy ktoś na mnie pokrzykuje. W trakcie wszystkich
wyjazdów czułam się bardzo bezpiecznie pod jego opieką i nie mam
najmniejszych zastrzeżeń do prowadzonego przez niego szkolenia i wyjazdów
doszkalających. A jestem osobą wymagającą.

Z ciekawości sprawdziłam archiwalne wiadomości na grupie - zdecydowana
większość komentarzy była bardzo pozytywna i potwierdza moje spostrzeżenia.

Ale koledze, który zaczął ten wątek faktycznie Adama nie polecę, bo szkoli
teraz tylko w górach, więc nie spełnia podstawowego kryterium :)

pozdrawiam
Kasia W.

blendi

unread,
Apr 17, 2009, 1:12:35 PM4/17/09
to

może sam ci to opisać jak jesteś dociekiwy

marekm

unread,
Apr 17, 2009, 1:24:51 PM4/17/09
to
On 17 Kwi, 19:12, blendi <maciej.bre...@gmail.com> wrote:

> może sam ci to opisać jak jesteś dociekiwy

A co takiego napisałem żeby odrazu przybierac taki ton?

To poproszę o opis.

pozdrawiam
marekm

Jacek Zdynowski

unread,
Apr 17, 2009, 3:27:26 PM4/17/09
to
Kasia Wołek pisze:

Witaj
Z tego co pamiętam, to miał nieprzyjemny wypadek, bo się mu kursant
ubił. No i to się ciągnie za człowiekiem. A ludzie na wsi mówią: "czasem
się takie cuś ulengnie i tylko łazi i patrzy gdzie by tu zdechnąć" No i
chyba trafił na takiego kursanta.
pozdr. Atlantyda

Zbigniew Gotkiewicz

unread,
Apr 18, 2009, 4:00:29 AM4/18/09
to

Użytkownik "Jacek Zdynowski" napisał

> Z tego co pamiętam, to miał nieprzyjemny wypadek, bo się mu kursant ubił.

Nieszczęśliwy wypadek, nawet śmiertelny może się zdarzyć w każdej szkole
paralotniowej. I jeśli Stelmach na wyjazdy zabiera ze sobą drugiego
instruktora lub pomocnika, to nie mam więcej uwag. Natomiast jeśli powrócił
do procederu wyjazdów gdzie jest jedyną osobą odpowiedzialną za zabieranych
pilotów to zdecydowanie odradzam.

Zbyszek

tomek

unread,
Apr 18, 2009, 4:04:19 AM4/18/09
to
Uf! Oby nikt z rodziny tego pechowca tego post'a nie czytał...

nous

unread,
Apr 18, 2009, 6:31:41 AM4/18/09
to
On 17 Kwi, 11:23, " Piotr" <piotr.k.1980.WYT...@gazeta.pl> wrote:

Podzielam zdanie "Siary" na temat Stelmacha. Ze swojej strony dodam,
że miałem dłuższy kontakt z jego "Bezpieczną Szkołą Latania" i uważam,
że wspomniany wypadek śmiertelny - przywołany w wypowiedziach na forum
- nie był przypadkiem. Notabene, jeśli się orientuję wypadki
śmiertelne u Stelmacha były trzy (sic!). Sam byłem świadkiem sytuacji
na wyjeździe u Stelmacha, która powinna zakończyć się kolejną
śmiercią. Wina wypadku Stelmacha była moim zdaniem ewidentna.
Zachowanie Stelmacha jest warte opisania ku przestrodze poszukujących
szkoły latania. Jeden z kursantów Stelmacha spadł na skały ze znacznej
wysokości, gdy został przewiany na zawietrzną. Oczywiście połamał się
i leżał we krwi. Podczas lotu Stelmach nie obserwował go ani nie
utrzymywał z nim łączności radiowej i nie ostrzegł go w odpowiedniej
chwili. Nie przeprowadził również wcześniej z kursantami analizy
warunków i niebezpieczeństw. Po prostu wypuścił kolesia w stylu "można
latać, to leć". Co najgorsze po wypadku Stelmach nie zrobił nic z
rannym. Jak gdyby nic, wsadził gościa do busa, wrócił ze wszystkimi do
hotelu, zjadł kolację i poszedł spać! Tymczasem koleżka jest połamany,
boli go jak cholera i zaczyna gorączkować. Wezwana została karetka,
potem jada do szpitala i itd. Ja osobiście z nim nigdy nie polecę bo
mu nie ufam, jak bym miał wypadek to obawiam się, że podobnie jak
opisanego kolegę zostawiłby mnie rannego pod skałą. Jego postępowanie
jest moim zdaniem sprawą dla prokuratury. Całe "szkolenie" to seria
systematycznych zaniedbań. Wypuszczał przy mnie kursantów (1-y
stopień!) w powietrze ze skały (deniwelacja ponad 250) bez słowa o
spadochronie czy jakichkolwiek technikach ratunkowych, a wiatr był
wtedy 5-7 m/s. Po prostu komenda "teraz!" wystarczała za szkolenie.
Pomagał im startować ciągnąc za uprząż, bo oni nie umieli wystartować
"klasykiem" (sic!) i jazda - lecieli przed siebie i koniec szkolenia.
Jak wylądował to szkolenie udane. Jednym słowem kryminał. Podkreślam:
wypadki śmiertelne (liczba mnoga!) nie są u Stelmacha przypadkiem. Nie
jest również przypadkiem, że nie szkoli już w Polsce.

Jacek Zdynowski

unread,
Apr 18, 2009, 3:52:55 PM4/18/09
to
nous pisze:

Witaj
Dobrze że to opisałeś, bo do tej pory nikt się nie kwapił. Były tylko
jakieś aluzje, żadnych konkretów. Sam też nie byłem świadomy jak sprawy
wyglądają. W związku z tym muszę odszczekać to, co napisałem w poście
powyżej. Głupio palnąłem.
pozdr. Atlantyda

nous

unread,
Apr 18, 2009, 7:58:05 PM4/18/09
to

Tak, nikt nie starał się dotąd publicznie nazwać rzeczy po imieniu,
ale po opisanym wypadku poczułem, że to należy w końcu ujawnić.
Dopiero wtedy dotarło do mnie wszystko co obserwowałem podczas jego
"szkoleń". To zmotywowało mnie do poszukania sobie innych nauczycieli
i dobrze się stało. Uważam, że Adam powinien zmienić profesję - on się
do nauki latania nie nadaje bo lekceważy ludzkie bezpieczeństwo i
powszechnie przyjęte standardy szkolenia pilotów. Uważam też, że
powinienem przestrzegać innych przed wyborem "Bezpiecznej Szkoły
Latania" Adama Stelmacha na podstawie ładnej strony internetowej,
niskich cen, kuszących opisów wyjazdów zagranicznych oraz przytaczanej
wcześniej przez forumowiczów "miłej atmosfery wyjazdów" i tym
podobnych pozornych oznak jakości szkoły latania. Pamiętajcie,
bezpieczeństwo i jeszcze raz bezpieczeństwo! Początkujący paralotniarz
ufa instruktorowi bo nie rozumie zagrożeń i myśli, że skoro instruktor
mówi, że jest OK to tak jest. Poza tym jest zachwycony pierwszymi
lotami i uczucie frajdy i satysfakcji z szybkich postępów przenosi na
sympatię do instruktora. To tłumi krytycyzm adepta. A "Instruktor" nie
nauczył posługiwać się "zapasem", ba - nawet go nie pokazał, nie ma
apteczki na startowisku, ma stare przewiane skrzydła, nie udziela
pomocy po wypadku, nie nauczył stawiać skrzydła (nie mówiąc o
alpejce), lądować, nie powiedział co to takiego "zawietrzna" albo
"przeciągnięcie skrzydła", nie nauczył podstawowych odruchów, nie
omówił miejsca i warunków lotów, ale za to śmiało wypuszcza zupełnych
amatorów kilkaset metrów nad skały przy silnym wietrze w ich pierwsze
loty (nie licząc kilku wstępnych lotów na oślej łączce na kilku
metrach). W większości wypadków udaje się uniknąć wypadku, ale gdy
tylko zabraknie naiwnemu kursantowi szczęścia może gorzko pożałować
decyzji i naiwności.
Gdy rozmawiałem na temat Stelmacha z jednym ze znanych i uznanych
przez środowisko instruktorów powiedział mi że środowisko
instruktorskie świadomie izoluje go bo robi instruktorom złą opinię i
że wszyscy zdają sobie sprawę z obniżonych standardów tej szkoły.
Warto zwrócić uwagę także na kryteria przyznawania licencji pilota
paralotni w ramach kursów szkoły Stelmacha. Jest to forma
korespondencyjnego kursu nauki jazdy samochodem. Egzamin piszesz w
domu i wysyłasz mailem, a licencję przysyłają ci do domu pocztą na
podstawie wniosku instruktora popartego - jeśli się nie mylę - jakimś
nagraniem video pokazującym jak latasz ty labo ktoś inny do ciebie
podobny... Zajęcia teoretyczne (meteorologia, aerodynamika, etc)
łącznie jak pamiętam zamknęły się w 1 godzinie. Wyobraźcie sobie, że
taki nowo upieczony opisaną metodą pilot postanowi polatać sobie sam,
bo przecież jest już pilotem. Mogiła gotowa.

nous

unread,
Apr 18, 2009, 8:44:19 PM4/18/09
to

Opis jednego z takich zdarzeń podaję poniżej jako "nous".

sparven

unread,
Apr 18, 2009, 9:21:04 PM4/18/09
to
Miły Kolego Nous,
Opisany przez ciebie przypadek jakoś nijak mi nie pasuje do moich
wybiórczych
obserwacji metod Pana Stelmacha.
Byłem świadkiem jednego z niewątpliwie najbardziej fatalnych wyjazdów
jakie
Pan Stelmach zorganizował. Przez bodajże tydzień wszyscy uczestnicy
tego
wyjazdu trudnili się czytaniem literatury, bądź to zwiedzaniem
okolicy.
Ostatniego dnia wytworzył się cień ciena szansy na latanie bądź
chociażby zlota.
W związku z tym cała grupa udała się na startowisko by choć na moment
zaznać
braku kontatku z podłożem. I oto w takim momencie ten opisywany przez
ciebie
"świadomy", "nieodpowiedzialny", "wielokrotny morderca" rzeczowo
wytłumaczył
grupie, że to iż ktoś im nad głowami lata to nie znaczy, że start jest
bezpieczny.
Wytrzymał presję grupy i zaprowadził ludzi spowrotem do busiku.

Nie pasuje mi to zupełnie do twojego opisu jego osoby.

>>>>>
> ...nie nauczył podstawowych odruchów,
>>>>>
Jak nauczyć tych twoim zdaniem podstawowych odruchów? Latam parę
ładnych
lat i nie wiem co robią moje łapki, w większości wypadków robią to co
trzeba i uwierz
mi choćby ci ktoś łopatą kładł do głowy co należy robić to na dzień
dobry się tego
nie nauczysz po wykładzie. Kurs wskazuje na niebezpieczeństwa ale nie
jest gwarancją
tego, że każdy uczestnik umiejętności posiądzie.

Wybacz twój opis który odczytuję jak zebranie zakrwawionego gościa ze
skał przez
Pana Stelmacha i zapakowanie go do busa i do namiotu jest
przejaskrawiony. Jeżeli
jest prawdziwy świadczyłby o wyjątkowym braku instynktu
samozachowawczego
u dojrzałej osoby, aspekt instruktorski i ogólnoludzki pomijając.

Użytkownik

prodi

unread,
Apr 19, 2009, 2:25:44 AM4/19/09
to
ALE SIĘ OPISAŁEM :-)


Czas upływa i szczegóły umykają, to co napiszę może już odbiegać od
rzeczywistego przebiegu zdarzeć. Zaczynałem u Adama przygodę z
lataniem na paralotniach i byłem na kilku wyjazdach przez niego
organizowanych, ostatni raz w 2004 r. Po tym ostatnim postanowiłem
zrezygnować z latania. Ale, od początku. Zrobiłem u niego L-kę i A-ogr.
(w czasach innych przepisów) i H (w Kroczewie). Cena, warunki
zakwaterowania, jedzenie i atmosfera były wspaniałe. Ilość zajęć
teoretycznych i ich jakość też była na wysokim poziomie. Głównie jego
uczniami na moim kursie byli studenci politechniki warszawskiej a oni
nie odpuszczali i sprawdzali wiedzę instruktora, więc były wzory,
wyliczenia np. krzywej biegunowej. Było dużo na temat zagrożeń itp. W
lataniu praktycznym też było fajnie. Tylko potem zastawiałem się,
dlaczego latałem dość przypadkowo raz na największym rozmiarze Rex-a a
raz na najmniejszym rozmiarze Elf-a (ważyłem ok. 75 kg). Oczywiście
Adam był sam i nikt mu nie pomagał w szkoleniu. Lataliśmy na kursie na
trzech różnych górkach (Rohaczka, Kopiec i tzw. Rzeźna), a na ostatni
dzień Adam zaproponował nam Chopok. No i polecieliśmy. Mnie się udało,
nie wystartować w spływie. Wcześniej odpaliła dziewczyna i trzech
kolegów, reszta zrezygnowała lub została wyeliminowana przez Adama.
Dziewczyna wylądowała bezpiecznie, a reszta tak sobie, czyli dwóch na
drzewach a jeden z wiatrem. Skończyło się na dwóch uszkodzonych
skrzydłach, skręceniu kostki i ogólnych potłuczeniach. Po tym, Adam
stwierdził, że pierwszy i ostatni raz wypuścił uczniów z kursu L z
Chopoka (przez cały czas kursu mieliśmy piękną pogodę i lataliśmy o
wiele więcej niż zwyczajowo na L-ce. Od rana do obiadu i po krótkiej
przerwie do zachodu słońca, dzień w dzień). Potem był egzamin w
postaci testu, oczywiscie wszyscy zdali. Kupiłem sobie skrzydło i
dalej jeździłem ze Stelmachem. W 2004 r. w lipcu pojechałem w ramach
wyjazdu doskonalącego na Słowację. Pogoda była do niczego (to nie wina
Adama), nikt nie próbował latać, tylko my. I tak się zaczeło. Na
początek zwichnięcie, potem złamanie nogi. Ja naderwałem mięsień
łytki, ale nie w locie tylko przy schodzeniu z górki ze szpejem w
czasie ulewy, wywinąłem tzw. orła. Na koniec kompresyjne złamanie
kręgosłupa. Było to tak. Jeździliśmy po Słowacji szukając dziury,
gdzie nie pada. Tak trafiliśmy w miejsce, którego nikt nie znał
łącznie z Adamem. Startowisko, na szerokość jednego glajta, kończące
się rampą lotniową i stromym spadem w przecince leśnej. Kolega,
próbował dwa razy. Pierwszy raz na wstecznym wrócił na startowisko, bo
powyżej lini drzew, wiatr był za silny. Po chwili postanowił jeszcze
raz. Adam mu to odradzał (może powinien zabronić i zabrać siłą
skrzydło?), ale on jako pełnoprawny pilot z uprawnieniami i sporym
doświadczeniem, uparł się i postanowił lecieć. Na niebie, widoczne
były trzy bliskie CB-ki. Zrobił to, bo wcześniej trzej inni odlecieli
od góry i wylądowali bezpiecznie. Warunki, jednak drastycznie się
zmieniły, ale niedosyt latania nam wszystkim wyłączył bezpieczniki.
Kolega, po wyjściu powyżej lini drzew zaczął szybko nabierać
wysokości, oczywiście jadąc na wstecznyn, wcisną belkę i okazało się,
że nie podpiął speeda a po chwili zniknął nam z oczu. Widząc to, Adam
kazał się pakować. Po chwili, drogą radiową, otrzymaliśmy informację,
że na zawietrznej spadł nasz kolega i prosi o pomoc. Znaleźliśmy go po
ponad godzinie poszukiwań i to tylko dlatego, że nie stracił
przytomności oraz miał sprawne radio i nie porażone ręce (złamanie
kręgów na granicy kręgosłupa piesiowego i lędźwiowego). Jak sam to
opisywał, poskładało go wielokrotnie, walczył, jak tylko wyprowadził
klapę to dostawał następną i wreszcie na kilkunastu metrach nad ziemią
złożyło go definitywnie i spadł nieszczęśliwie trafiając w przecinkę
leśną. Nie miał pretensji do Adama a tylko i wyłącznie do siebie i
słusznie. Adam już po otrzymaniu pierwszej wiadomości wezwał pogotowie
tak, że przy znalezieniu kolegi pomogała, śliczna pani Lekarz i wredny
sanitariusz, a po kilku minutach przyleciał śmigłowiec, który
wylądował, nie wiem jakim cudem na stromym stoku i zabrał
poszkodowanego. Tak zakończył się nasz tygodniowy wyjazd na Słowację,
każdy zrobił nalot coś około 1,5 godziny a obrażeń i kontuzji co
niemiara, ale czy to jego wina?. Kilka tygodni później, gdy jeszcze
kulałem, spadła na mnie jak grom wiadomość, że dwóch fajnych kolegów,
których poznałem na ostatnim wyjeździe zgineło we Włoszech. Oczywiście
pojechali z Adamem. Zderzyli się ze sobą na wysokości ok.50 m i
spadli, ginąc na miejscu. Nie wiem jak do tego doszło, ale czytałem,
że ten który powinien ustąpić pierwszeństwa, stracił przytomność z
powodu doznanego zawału serca i oczywiście nie zrobił miejsca. Wtedy
postanowiłem, że rezygnuję z latania i nie była to wina Adama
Stelmacha. Oczywiście nie wytrzymałem długo. Zobaczyłem na niebie
glajta i to wystarczyło. Wybrałem inną szkołę i zacząłem wszystko od
początku, tak jakbym przyszedł pierwszy raz. Od nowa zrobiłem I i II
etap szkolenia, H a potem PPG i znowu latam. Nie wiem, czy Adam
Stelmach coś źle robił, to spokojny, rzeczowy i inteligentny człowiek,
czy to jego wina, czy poprostu pech albo brak tzw. bezkompromisowości
pedagogicznej (niekiedy trzeba zje..ć, bo grzeczne proszenie nie
pomaga). Tak już jest, ja po wyjazdach z nim nabrałem szacunku do
pogody aż do przesady, zrobiłem się bardzo ostrożny i nieufny, ale to
u niego złapałem wirusa. Ponownie podchodząc do kursu miałem większą
niż potrzeba wiedzę teoretyczną, ale znaczne braki w umiejętnościach
praktycznych, niewystarczającą umiejętność stawiania skrzydła i jego
kontroli na ziemi, prawidłowego planowania podejścia do lądowania itp.
(to raczej nie wina Adama, ale prawie rocznej przerwy w lataniu), za
to na holu było OK i w powietrzu też.

pozdro. Prodi

Kasia Wołek

unread,
Apr 19, 2009, 2:42:58 AM4/19/09
to

Szkolenie, w którym uczestniczyłam wyglądało tak (w mocnym skrócie - opisuję
trzy wyjazdy, które odbyły się między sierpniem a listopadem zeszłego roku):

Najpierw kilkadziesiąt zlotów na górkach o deniwelacji max. 50 m i
ćwiczenie, do znudzenia startów i lądowań.
Za każdym razem szczegółowo omawiana pogoda, siła i kierunek
wiatru, planowanie lotu, specyfika miejsca. Kontrola przedstartowa
obejmowała też sprawdzenie, czy na pewno kursant ma włączone radio i będzie
z nim kontakt. Prawie każdy start i lądowanie były filmowane i omawiane
szczegółowo wieczorem. Każdy kursant miał radio i był pod stałą opieką
instruktora.

Pierwszy zlot z góry (deniwelacja 430m) w tandemie z instruktorem, w trakcie
lotu szczegółowo omawiane wszystkie jego etapy. Ze szczególnym
uwzględnieniem planowania lotu i lądowania.
Następne loty wyłącznie w spokojnych warunkach -
wiatr max. 3-4 m/s, słabiuteńka termika. Każde nowe miejsce, bo lataliśmy w
trzech, poznawaliśmy od lądowiska. Adam za każdym razem szczegółowo omawiał
warunki panujące na lądowisku, tłumaczył jak planować lądowanie, na co
zwracać uwagę.
Na startowisku - znowu pogoda, kierunek i siła wiatru. Omawianie startu,
planowanie lotu i lądowania, ewentualne lądowiska awaryjne. Za każdym razem
powtarzane, że warunki panujące na starcie niekoniecznie są takie same jak
na lądowisku, że cały czas trzeba zwracać uwagę na siłę i kierunek wiatru.
I znowu, loty nagrywane, szczegółowo analizowane wieczorem. Wykłady, teoria,
bezpieczeństwo.
Egzamin teoretyczny pisaliśmy na miejscu. Kiedy wszyscy skończyli, pytania
zostały szczegółowo omówione, tak żeby nikt nie miał najmniejszych
wątpliwości, która odpowiedź była poprawna.
Egzamin praktyczny faktycznie był nagrywany. Nie było możliwości, żeby
nagrany został ktoś "podstawiony", bo każdy musiał się przedstawić, było
robione zbliżenie, a na licencji jest zdjęcie, więc nie bardzo można ją
komuś innemu wydać.
Gratulując zdanego egzaminu Adam wyraźnie podkreślał, że samo zdanie
egzaminu i uzyskanie licencji to dopiero pierwszy krok w zdobywaniu wiedzy i
umiejętności. Niekoniecznie na wyjazdach organizowanych przez niego. Nie
powiedział złego słowa na inne szkoły i instruktorów paralotniowych.

Trzeci wyjazd, właściwie już rekreacyjny, bo przecież po zdaniu egzaminu,
wyglądał tak samo. Każde miejsce było szczegółowo omawiane, za każdym razem
analizowane
warunki pogodowe. I cały czas kontakt przez radio z instruktorem.

Na wszystkich wyjazdach czułam się bezpiecznie. Nie mam zastrzeżeń do
sprzętu, na którym latałam, ani do ilości i jakości przekazanej wiedzy. Nie
mówiąc o tym, że wszystko było tłumaczone tak długo, aż każdy zrozumiał.
Atmosfera panująca na wyjeździe może się komuś podobać lub nie, ale
szkolenie było naprawdę na wysokim poziomie.
Adam jest osobą bardzo spokojną, ale to, że nie wrzeszczy na kurstantów, nie
znaczy, że daje im "wejść sobie na głowę".

Od kilku miesięcy czytam tą grupę. Porównując to czego dowiedziałam się na
kursie, z pojawiającymi się tu pytaniami od osób, które "zrobiły I i II
etap" utwierdzam się tylko w przeświadczeniu, że dokonałam bardzo dobrego
wyboru szkoły.
Cały czas się "douczam", ale to jest tylko pogłębianie wiedzy zdobytej na
kursie. Po przeczytaniu klilku podręczników i oglądnięciu sporej ilości
filmów szkoleniowych mogę stwierdzić, że w trakcie szkolenia zostały
omówione wszystkie ważne aspekty latania. Ze szczególnym uwzględnieniem
bezpieczeństwa.

Nasuwa mi się tylko jedna uwaga. Szkolenia dotyczące sportów takich jak
paralotniarstwo powinny obejmować porządne zajęcia z pierwszej pomocy
prowadzone z użyciem fantoma. Ale to nie jest chyba w standardzie żadnej ze
szkół.

pozdrawiam
Kasia Wołek


Siara

unread,
Apr 19, 2009, 5:14:09 AM4/19/09
to
Kasiu
Czy Stelmach był na kursie jedynym instruktorem czy miał jakąś
kwalifikowaną pomoc?
Chodzi o sytuację że on wypuszcza a na dole odbiera inny instruktor.

siara

blendi

unread,
Apr 19, 2009, 11:41:24 AM4/19/09
to

>
> To poproszę o opis.
>
> pozdrawiam
> marekm

No i ci sam zainteresowany opisał

pozdrawiam
Maciek

Kasia Wołek

unread,
Apr 19, 2009, 12:06:18 PM4/19/09
to
>Użytkownik "Siara" <sia...@gmail.com> napisał w wiadomości
>news:ecab59b5-6770-48a7...@h2g2000yqg.googlegroups.com...

>siara

Był sam. Pewnie dlatego lataliśmy tylko w miejscach, gdzie przez cały czas
miał w zasięgu wzroku wszystkich kursantów i mógł kierować zarówno startami
jak lądowaniami.
Jeżeli zgodnie z przepisami LAA SR istnieje obowiązek zapewnienia obecności
dwóch instruktorów podczas szkolenia, to nie został on spełniony. I w tej
kwestii nie ma dyskusji.
Natomiast nie zgadzam się z zarzutami o niski poziom szkolenia i niesprawny
sprzęt.

Tylko czy tu przypadkiem nie chodzi o to, że ilość instruktorów powinna być
dostosowana do warunków, miejsca odbywania szkolenia i liczby kursantów? Mam
wrażenie, że w niektórych miejscach przy szkoleniu powinno być w ogóle
trzech instruktorów. Na starcie, lądowisku i jeden w powietrzu. Sytuacja, w
której kursant, choćby przez chwilę, znajduje się poza zasięgiem wzroku
instruktora wydaje mi się niedopuszczalna.

Dwóch moich kolegów robiło w zeszłym roku I etap w Polsce, też w górach. Po
powrocie opowiadali o dantejskich scenach jakie rozgrywały się na starcie i
lądowisku, ponieważ opiekunów mieli dwóch, tylko, że kursantów było 23 albo
24.
Prowadzenie szkolenia kiedy na dwóch instruktorów przypada ponad dwudziestu
kursantów jest już moim zdaniem mocną przesadą. Nie wiem, jak nazywała się
ta szkoła, mogę zapytać.

Natomiast jeżeli jednego instruktora przypada 5-6 osób, które są pod jego
stałą kontrolą i w zasięgu wzroku, nie wydaje mi się to naruszaniem zasad
bezpieczeństwa. Skoro instruktor jest w stanie przez radio pokierować
kursanta tak żeby zaczął krążyć w kominie, nie widzę przeszkód żeby kierował
również jego lądowaniem, jeżeli lądowisko znajduje się w odległości, która
pozwala na pełną ocenę sytuacji.

A może po prostu powinny panować takie standardy jak na kursach nurkowania
albo kajakarstwa górskiego, gdzie na jednego instruktora przypada
maksymalnie dwóch kursantów?

Jestem rozsądna i mam wyobraźnię. I nie mam problemu z wyrażaniem własnego
zdania ;) Dlatego gdybym miała jakiekolwiek zastrzeżenia do szkolenia, w
którym uczestniczyłam, na pewno wyraziłabym je publicznie,
najprawdopodobniej za pomocą tej listy.

pozdrawiam
Kasia Wołek

P.S. Ciekawa jestem, czy już sobie nagrabiłam na tyle, że nikt poza Adamem
nie zabierze mnie na żaden wyjazd ;)

mgrz...@gmail.com

unread,
Apr 19, 2009, 12:31:17 PM4/19/09
to
On 19 Kwi, 18:06, Kasia Wołek <wolec...@poczta.fm> wrote:

> Skoro instruktor jest w stanie przez radio pokierować
> kursanta tak żeby zaczął krążyć w kominie, nie widzę przeszkód żeby kierował
> również jego lądowaniem, jeżeli lądowisko znajduje się w odległości, która
> pozwala na pełną ocenę sytuacji.

Wydaje mi się, że z góry trudno ocenić na jakiej wysokości jest
kursant i tym samym poprowadzić go do lądowania. Instruktor na
lądowisku to dobry pomysł, chyba, że lądowisko jest tak wielkie, że
nie ma znaczenia gdzie ludzie będą lądować.

A tak w ogóle, to sądzę, że jak warunki są fajne, to wszyscy
instruktorzy są dobrzy. Ziarno od plew odsiewa się kiedy trzeba ocenić
graniczne warunki pod kątem bezpieczeństwa.

Pozdrowienia,

MiG

Zbigniew Gotkiewicz

unread,
Apr 19, 2009, 12:40:45 PM4/19/09
to

Użytkownik "Kasia Wołek" napisał .

> Szkolenie, w którym uczestniczyłam wyglądało tak (w mocnym skrócie -
> opisuję trzy wyjazdy, które odbyły się między sierpniem a listopadem
> zeszłego roku):

A czy możesz napisac, czy za każdym razem w szkoleniu brały udział dwie
osoby odpowiedzialne osobno za start i za lądowanie uczestników wyjazdu?
Jeśli tak, to nie mam więcej pytań.

Zbyszek

Zbigniew Gotkiewicz

unread,
Apr 19, 2009, 1:23:39 PM4/19/09
to

Użytkownik "Kasia Wołek" napisał

> Był sam. Pewnie dlatego lataliśmy tylko w miejscach, gdzie przez cały czas
> miał w zasięgu wzroku wszystkich kursantów i mógł kierować zarówno
> startami jak lądowaniami.

W związku z tym nie mam juz oporów, aby otwarcie wyrazić co o tym myślę.

Dwa pierwsze trupy w szkole Stelmacha to wypadek w Bassano. Piloci po
starcie latali po prawej stronie mat nad półką na termicznym żaglu. Nikt nie
wie dlaczego się zderzyli. U jednego z pilotów stwierdzono zawał serca, ale
nie wiadomo czy nastąpił przed czy po zderzeniu. Wypadek nie był nagłośniony
i dlatego we wszystkich podnoszonych przeze mnie dyskusjach na temat zasad
zachowania separacji w powietrzu nie mogłem się powołać na przypuszczalne
błędy jakie zrobili piloci. Po tym wypadku nawet w jakiś sposób podziwiałem
Adama, że uniósł ciężar tej tragedii i nie porzucił szkolenia pilotów.
Spotkałem go wiosną następnego roku na Lijaku. Wypuścił swoich kursantów i
kazał im lądować na campingu. Byłem przy namiocie i widziałem co się święci.
Aby uratować swój namiot i auto biegałem po lądowisku zdzierając gardło aby
ustawiac kursantów Stelmacha na prawidłowe podejście. Coś to pomogło, ale i
tak kilka namiotów zostało zniszczonych, a i na drzewach ktoś wylądował.
Następnego dnia jeden z pilotów przyciśnięty został do stoku i wylądował na
drzewach. Nie wiem czy Stelmach nawet wiedział o tym, bo widząc zachodzące
słońce w końcu wysłałem uczestników wyjazdu, aby ściągnęli kursantkę z
którą był kontakt radiowy ze stoku, gdyz samodzielne zejście z tamtego
miejsca było niebezpieczne jeśli wogóle możliwe. Stelmach w tej akcji nie
brał udziału. Grupa pojechała do Bassano i kolega tam będący opowiadał, jak
dziewczyna z grupy Stelmacha wylądowała na dachu, złamała antenę telewizyjną
i spadła z tego dachu. Na szczęście nic się jej nie stało. Jeszcze będąc na
Lijaku powiedziałem Selmachowi, że musi mieć kogoś do nadzorowania lądowań.
Wtedy mi obiecał, że taką osobę będzie miał na sto procent. To było wiosną.
Na jesieni dowiedziałem się, że jego kursant na Liaku podchodząc do
lądowania na campingu założył spiralę na małej wysokości i wbił się pod
ziemię. Gdyby Stelmach miał wtedy kogoś nadzorującego lądowania, to mogłoby
do tego nie dojść. Po tych wypadkach pytałem się w ULC co w urzędzie
nadzorującym szkoły paralotniowe mają zamiar zrobić z tymi wypadkami.
Odpowiedziano mi, że Stelmach ich unika i nie mogą wyjaśnić sprawy. Ponieważ
możliwości szkolenia pod nadzorem ULC się skończyły, Stelmach zaczął szkolić
do czeskich uprawnień. Miał zazwyczaj instruktora do pomocy, ale znowu
dowiedziałem się, że będąc na Lijaku był sam i jedna z kursantek bała się,
że nie trafi w lądowisko. Dlatego wystartował ją na końcu i poleciał za nią
aby kierować przez radio. Będąc na podejściu, na wysokości kilku (może
kilkunastu) metrów zderzył się z nią. Kursantkę zabrało pogotowie. Pisanie
tego wszystkiego na grupie nie ma większego sensu, ponieważ rekrutację do
szkół przeprowadza się poza grupą dyskusyjną i powyższy tekst nie będzie
miał najmniejszego wpływu na ilość kursantów, jacy trafią w przyszłości do
szkoły Stelmacha. Środowisko instruktorów nie zrobi też nic, bo każdy się
boi, że w jego szkole też mogą się zdarzyć jakieś nieszczęśliwe wypadki,
które można będzie wykorzystać jako zarzut o niedopełnienie obowiązków.

> Dwóch moich kolegów robiło w zeszłym roku I etap w Polsce, też w górach.
> Po powrocie opowiadali o dantejskich scenach jakie rozgrywały się na
> starcie i lądowisku, ponieważ opiekunów mieli dwóch, tylko, że kursantów
> było 23 albo 24.

Ta informacja miałaby jakąś wartość gdybyś podała nazwę tej szkoły.

> P.S. Ciekawa jestem, czy już sobie nagrabiłam na tyle, że nikt poza Adamem
> nie zabierze mnie na żaden wyjazd ;)

Jeśli ktoś będzie miał do ciebie pretensję to jedynie Adam o to, że
przypomniałaś o jego istnieniu.

Zbyszek

xcwa...@o2.pl

unread,
Apr 19, 2009, 1:59:29 PM4/19/09
to

> Dzięki,
> Niestety Matrcin Tobiszewski z axon w tym roku nie szkoli.
> ale dalej szukam,

> Piotr
Cześć
Może Marcin już nie szkoli z Axon, ale może szkoli z Emilką, dopytaj dokładnie.
Załatwisz wszystko w jednym miejscu i pod okiem fachowców.
Walter

babmar

unread,
Apr 19, 2009, 2:13:00 PM4/19/09
to
Pisanie tego wszystkiego
> na grupie nie ma większego sensu, ponieważ rekrutację do szkół
> przeprowadza się poza grupą dyskusyjną i powyższy tekst nie będzie miał
> najmniejszego wpływu na ilość kursantów, jacy trafią w przyszłości do
> szkoły Stelmacha.

Oj będzie, będzie. Osobiście kurs planuję w przyszłym roku, a czytam
grupę, patrzę, uczę się trochę i do Pana Stelmacha się raczej nie wybiorę
pzdr
Marcin

Kasia Wołek

unread,
Apr 19, 2009, 2:40:40 PM4/19/09
to
> Ta informacja miałaby jakąś wartość gdybyś podała nazwę tej szkoły.

Nie pamietam jaka to była szkoła. Postaram się dowiedzieć.

pozdrawiam
Kasia W.

Message has been deleted

xcwa...@o2.pl

unread,
Apr 19, 2009, 3:19:21 PM4/19/09
to
> pozdrawiam
> Kasia Wołek
>
> P.S. Ciekawa jestem, czy już sobie nagrabiłam na tyle, że nikt poza Adamem
> nie zabierze mnie na żaden wyjazd ;)
>
Ja Cię zabiorę.
I to nawet w systemie kajakowym :)

Walter
szkoła paralotniowa Airaction
http://www.airaction.pl

Zbigniew Gotkiewicz

unread,
Apr 19, 2009, 3:54:04 PM4/19/09
to

Użytkownik "Rafi" napisał
>Na szkoleniu do II etapu w Beskid Paragliding podczas lotu z
>Żaru,pomimo dwóch instruktorów (jeden na startowisku,drugi na
>lądowisku) kolega zrobił zakręt do stoku i lot zakończył na drzewie

Wypadki w szkoleniu były, są i będą. I nie o to chodzi, żeby piętnować
wszystkie przypadki które nie są do uniknięcia. Karygodne jest natomiast
uporczywe powtarzanie tych samych błędów. Co jest wart instruktor, który się
nie uczy na własnych starych błędach? Bo popełnić nowe każdemu może się
zdarzyć.

Zbyszek

P.S. Wciąż działa na stronie Bezpieczeństwo dział zdarzeń niebezpiecznych i
możliwość ich zgłaszania. Tak się składa, że mogłem wykorzystać w swojej
wypowiedzi te zdarzenia, których byłem świadkiem, lub które nie zostały
zgłoszone do PSP a jedynie napisano o nich na grupie i pośrednio w ten
sposób znalazły się na PSP. W ten sposób chciałbym z góry odeprzeć zarzut,
że wykorzystałem w swojej opinii te informacje, które były anonimowo
zgłaszane do PSP. Gdyby to było jedyne źródło mojej wiedzy na temat zdarzeń
w szkole Stelmacha, to miałbym znacznie większe opory przed opublikowaniem
swojej wiedzy. Proponuję tym, którzy do działu bezpieczeństwa PSP nie
zaglądali, aby zapoznali sie ze zdarzeniami niebezpiecznymi i zgłosili swoje
własne i te, których byli świadkami. Publikowanie ich wyłącznie na grupie
nie zostawia widocznego śladu dla pilotów chcących skorzystać z tych
informacji. Nie służą one temu, aby szukac winnych, ale temu, aby szukać
przyczyn i ich unikać. Dzięki licznym zgłoszeniom mogłem uczulić wszystkich
pilotó na sprawę przeciągania się skrzydeł przy starcie holowanym. Jesli
ktoś z tego nie skorzystał jest sam sobie winien.


Kaligoola

unread,
Apr 19, 2009, 3:58:51 PM4/19/09
to
> A czy możesz napisac, czy za każdym razem w szkoleniu brały udział dwie
> osoby odpowiedzialne osobno za start i za lądowanie uczestników wyjazdu?
> Jeśli tak, to nie mam więcej pytań.
>
> Zbyszek

Postanowiłem się odezwać, bo byłem jednym z kursantów Adama Stelmacha na Lijaku,
gdy piloci z naszej grupy atakowali lotem koszącym namioty Zbyszka i jego ekipy.
Mnie osobiście udało się nie trafić ale chyba tylko dlatego, że obecny na ziemi
Zbych i jego podopieczni wrzeszczeli, co mam robić. A ja chciałem machnąć
jeszcze jeden niewinny zakręt... Tylko wtedy, po raz pierwszy w wyższych górach,
gówno wiedzący o lataniu, po prostu nie wiedziałem, że zakręt ze sterówką to
spora strata wysokości, więc równałoby się to lądowaniu w zakręcie (w najlepszym
przypadku w namiocie Zbyszka ale obok stał również bus). Mnie się wydawało, że
dam radę zakręcić i jeszcze na prostej podejdę do lądowania.
Bassano i koleżankę na dachu i kolegę lądującego na miejskim skwerze też pamiętam...
Teraz, po latach, kiedy umiem i rozumiem dużo więcej, uważam, że brak
instruktora na lądowisku przy szkoleniu "świeżaków" jest niedopuszczalny. Nie ma
znaczenia ile razy usłyszeli wcześniej, co należy robić. Dopóki się tego nie
nauczą, nie wejdzie im to w nawyk, musi być ktoś, kto powie przez radio:
"mocniej lewa, dociągnij" albo "wypuść podwozie" (bo zaaferowani kursanci bardzo
często o tym zapominają) itp.
Pamiętajmy też, że choćby nie wiem jakie były środki bezpieczeńtwa, sytuacje
niebezpieczne mogą się zdarzyć. Przykład: wyjazd z McGyverem do Bassano.
Organizacja tip-top. Spokojne warunki, Gyver na górze, Kaktus na dole, startują
kolejni kursanci (w tym ja) i jest pięknie. Nagle w tych cudownych, spokojnych
warunkach, jednego z gości wychodzącego po starcie nad półkę "skalafiorowuje"
jakaś szpila, która wylazła ze skał poniżej. Jakiś mega pierd o sile, jaka
teoretycznie w tym miejscu i tego dnia nie miała prawa wystąpić. A jednak. Paka
(nawet nie do końca rozwinięta) i szczęśliwy upadek na krzaczor pośrodku ostrych
kamieni. Szczęście w nieszczęściu. Zero winy instruktora. Po prostu ten 0,1 %
przypadków, kiedy takie rzeczy się dzieją.
Nie wiem, jak było w TYCH tragicznych momentach na szkoleniu u Adama ale jestem
przekonany, że gdyby na moim wyjeździe na lądowisku był instruktor z radiem, nic
by się nie stało. Namioty byłyby całe (kuchenka gazowa też:-)) a i Włoch z
Bassano nie musiałby dachu naprawiać.
Kursanci są zieloni, nerwowi, napaleni, strachliwi, nie umieją oceniać
odległości, nie mają wyrobionych nawyków, wyobraźni itp. Do pewnego momentu
trzeba nimi kierować. Jedna osoba do tego na wyższych górkach nie wystarczy.

Kali

Kaligoola

unread,
Apr 19, 2009, 4:09:37 PM4/19/09
to
A tak w ogóle Adam Stelmach to bardzo fajny gość. Niespotykanie Spokojny
Człowiek. Wydaje mi się też, że bardzo dobry instruktor. Więc nie dziwię się, że
wiele osób wspomina wyjazdy z rozrzewnieniem. Tylko żeby miał
instruktora-adiutanta...

piotr

unread,
Apr 19, 2009, 4:22:16 PM4/19/09
to
Kaligoola <kaligool...@o2.pl> napisał(a):

> A tak w ogóle Adam Stelmach to bardzo fajny gość. Niespotykanie Spokojny
> Człowiek. Wydaje mi się też, że bardzo dobry instruktor. Więc nie dziwię
się, ż
> e
> wiele osób wspomina wyjazdy z rozrzewnieniem. Tylko żeby miał
> instruktora-adiutanta...
>
> Kali
>

Dzieki za wszystkie informacje,
Dziś pierwszy raz byłem w szkole falco u Marcina Sokoła.
Jestem zadowolony, czekam na nastepne zajecia.
troszkę daleko od Warszawy, ale ważne jest u kogo, a nie odleglość.

Pozdrawiam
Piotr - autor zapytania

Kaligoola

unread,
Apr 19, 2009, 4:29:50 PM4/19/09
to
> Dzieki za wszystkie informacje,
> Dziś pierwszy raz byłem w szkole falco u Marcina Sokoła.
> Jestem zadowolony, czekam na nastepne zajecia.
> troszkę daleko od Warszawy, ale ważne jest u kogo, a nie odleglość.
>
> Pozdrawiam
> Piotr - autor zapytania

Bardzo dobry wybór. Dawno temu robiłem H u Sokoła, pełna profeska. Może nawet
kiedyś się tam spotkamy, bo to bardzo dobry adres do holowania w "okolicach"
Warszawy.

piotr....@gazeta.skasuj-to.pl

unread,
Apr 19, 2009, 4:30:59 PM4/19/09
to
xcwa...@o2.pl napisał(a):

>
> > Dzięki,
> > Niestety Matrcin Tobiszewski z axon w tym roku nie szkoli.
> > ale dalej szukam,
>
> > Piotr
> Cześć
> Może Marcin już nie szkoli z Axon, ale może szkoli z Emilką, dopytaj
dokładnie
> .
> Załatwisz wszystko w jednym miejscu i pod okiem fachowców.
> Walter
>

Dzieki za wszystkie informacje,
Dziś pierwszy raz byłem w szkole falco u Marcina Sokoła.
Jestem zadowolony, czekam na nastepne zajecia.
troszkę daleko od Warszawy, ale ważne jest u kogo, a nie odleglość.

Pozdrawiam
Piotr - autor zapytania

Piotr

unread,
Apr 19, 2009, 4:31:25 PM4/19/09
to

> Nasuwa mi się tylko jedna uwaga. Szkolenia dotyczące sportów takich jak
> paralotniarstwo powinny obejmować porządne zajęcia z pierwszej pomocy
> prowadzone z użyciem fantoma. Ale to nie jest chyba w standardzie żadnej ze
> szkół.
>
> pozdrawiam
> Kasia Wołek

Kasiu ja tam wolę naturalne zajęcia bez manekinów...
A tak poważnie : Wartość instruktorów nie mierzy się spokojem zachowania lecz
umiejętnościami i sukcesami uczniów. A jak to weryfikuje życie to najlepiej
pokazuje startowisko, a właściwie zachowanie się pilota ... Bez komentarza.
I jeszcze jedno : spytaj 10 pilotów który ma ze sobą apteczkę,/ bandaż
elastyczny, folie termiczną ,chustę coś przeciw bólowego. Bez komentarza.

Pozdrawiam

Piotr vajper co to uważa, że najlepsza instruktorka to ,,Łączka,, oraz
praktyka, praktyka.

Tomek

unread,
Apr 19, 2009, 4:55:22 PM4/19/09
to

A Krzys Romicki? Szkolił się ktoś u Krzyśka?

Kasia Wołek

unread,
Apr 19, 2009, 5:27:34 PM4/19/09
to

> Kasiu ja tam wolę naturalne zajęcia bez manekinów...
> A tak poważnie : Wartość instruktorów nie mierzy się spokojem zachowania
> lecz
> umiejętnościami i sukcesami uczniów. A jak to weryfikuje życie to
> najlepiej
> pokazuje startowisko, a właściwie zachowanie się pilota ... Bez
> komentarza.
> I jeszcze jedno : spytaj 10 pilotów który ma ze sobą apteczkę,/ bandaż
> elastyczny, folie termiczną ,chustę coś przeciw bólowego. Bez komentarza.
>
> Pozdrawiam
>
> Piotr vajper co to uważa, że najlepsza instruktorka to ,,Łączka,, oraz
> praktyka, praktyka.
>


RKO mam nadzieję, że tylko na manekinach ćwiczyć będę :)

Trochę się tą dyskusją wkopałam. Jeśli okaże się, że kompletnie nic nie
umiem i jestem niedouczona, to dopiero będzie kiepsko ;)

Co do apteczki, ze środkami przeciwbólowymi trzeba bardzo uważać. W razie
wypadku nie można podawać żadnych leków, nawet środków przeciwbólowych.
Jeżeli okaże się, że konieczny będzie poważniejszy zabieg albo podanie
specjalistycznych leków, może się okazać, że przez tą aspirynę, ibuprom,
apap, czy co tam mieliśmy pod ręką nie można tego zrobić.
Co innego proste stłuczenie, zadrapanie, ale w poważniejszym przypadku
absolutnie nie. Zresztą w każdej sytuacji można poszkodowanemu ewentualnie
podać apteczkę, żeby sam sobie wziął. Podanie mu leku może się dla
ratującego skończyć poważnymi nieprzyjemnościami, z procesem włącznie.

pozdrawiam
Kasia W.

P.S. Zapas już jedzie ;)

Kasia Wołek

unread,
Apr 19, 2009, 5:28:29 PM4/19/09
to

Użytkownik <xcwa...@o2.pl> napisał w wiadomości
news:46a1.000000...@newsgate.onet.pl...

Dziękuję, będę pamiętała :)

pozdrawiam
Kasia W.

Matthias

unread,
Apr 19, 2009, 6:57:51 PM4/19/09
to
Kilka zdań w temacie szkoleń ponadpodstawowych na wyższe góry i termę
czeskich sąsiadów. Po ostatnim wyjeździe Bassano-Tolmin-Lijak
stwierdzam - wyłączając szkołę ELSPEEDO to MASAKRA PIŁĄ MECHANICZNĄ!
Najpierw spotkałem na startowisku na Tolminie Radima z Elspeedo. Mimo
że z naszej grupy znał tylko mnie, walnął nam wszystkim półgodzinną
pogadankę na temat warunków, zagrożeń, możliwości XC w tym miejscu.
Tak po prostu, za free. I tak było kiedyś na moim szkoleniu w Elspeedo
- dwóch instruktorów czeskich + dwóch asystentów polaków, wszystko
było jasne.

Później widziałem inną szkołę czeską gdzie już tak jasno nie było, a
było wręcz całkiem ciemno. Kursanci czescy na Lijaku zrobili niezłą
szopkę. Kolesie na kursie na PL-B wpinali się w kosy typu Mercury i
walili w krzaki na zapasach aż miło. Na Tolminie na naszych oczach
jakiś Czech odpalił na starym 2-3 mimo że wszyscy siedzieli na tyłku.
Chwilę później go złożyło i wkręcił się w stok. Rambo pobiegł do niego
i krzyczy żeby się nie ruszał. Sprawdził co z nim, zapytał czy ma
czucie w nogach itd. Chwilę później nadbiegli jego koledzy Czesi i
zaczęli go przesuwać, bo mu niewygodnie... Skończyło się tym że
zabrało go śmigło - połamane żebra i noga. Jak stwierdził Rambo -
"Pchał się przed szereg no to dostał - chłosta na dwa baty i jeszcze
posypali solą."

Igor z budy z zarciem na Lijaku powiedział nam że w tym roku było tam
18 incydentów - wszystkie czeskie. Nasi południowi sąsiedzi są chyba w
tym całym lataniu trochę za bardzo wyluzowani.

roman.ch...@gmail.com

unread,
Apr 20, 2009, 5:25:52 AM4/20/09
to
Adam proszę cię przestań szkolić. wypaliłeś się
twój kursant

marekm

unread,
Apr 20, 2009, 5:53:13 AM4/20/09
to
On 19 Kwi, 01:58, nous <piotr.lajec...@gmail.com> wrote:

> Tak, nikt nie starał się dotąd publicznie nazwać rzeczy po imieniu,
> ale po opisanym wypadku poczułem, że to należy w końcu ujawnić.

Piotrek, teraz to popłynąłeś.
Po pierwsze, jak piszesz taki tekst to wypada sie podpisać imieniem i
nazwiskiem a nie zmieniać co chwile ksywki. Głos anonima, jak to sie
wielokrotnie na tej liście mówi, nie ma żadnej wagi.
Czy boisz sie że żaden instruktor nie bedzie cie chciał wziąć na
wyjazd w obawie że obsmarujesz go podobnie?
A po drugie twój post jest pełen emocji i podbarwionych opisów z
niewielką domieszką faktów. A kończysz już niczym innym jak
bezpodstawnymi pomówieniami.

pozdrawiam
marek mastalerz

marekm

unread,
Apr 20, 2009, 5:55:50 AM4/20/09
to
On 19 Kwi, 18:31, mgrze...@gmail.com wrote:

> A tak w ogóle, to sądzę, że jak warunki są fajne, to wszyscy
> instruktorzy są dobrzy. Ziarno od plew odsiewa się kiedy trzeba ocenić
> graniczne warunki pod kątem bezpieczeństwa.

Jak warunki sa graniczne to kursanci nie powinni latać. Tylko że wtedy
są cholernie niezadowoleni za swojego instruktora ;)

pzdr
marekm

AnT

unread,
Apr 26, 2009, 3:39:55 PM4/26/09
to
Witam,

Chciałbym wypowiedzieć się na temat Adama Stelmacha (AS), żeby to omówienie,
które tu powstało było pełniejsze i bardziej sprawiedliwe. Częściowo zresztą
powstało jako pomówienie - "wypadek nie był przypadkiem"... "komenda "teraz!"
wystarczała za szkolenie"

Byłem z nim na szkoleniu górskim oraz na jednym wyjeździe później. Nigdy nie
miałem zastrzeżeń co do bezpieczeństwa lotów, szkolenia teoretycznego lub
wystarczającego przygotowania do lotów. Uważam, że AS przekazał mi to co
powinienem wiedzieć i umieć uzyskując licencję i jestem w stanie bezpiecznie
powiększać swoją praktykę. Na szkoleniu obecny był drugi instruktor wymieniony
na stronach AS. Na drugim wyjeździe AS był jedynym instruktorem, natomiast osób
bez licencji pod jego nadzorem było około trzech. Do zalet organizacji wyjazdu
zaliczam to, że AS kombinował jak mógł, żebyśmy znaleźli bezpieczne warunki do
latania i również to, że kursantów wypuszczał tylko w bardzo dobrych warunkach.

Przyznaję, że ze wcześniejszych postów na tym wątku dowiedziałem się nowych
rzeczy i zgadzam się z opinią, że grupa osób pierwszy raz latająca w górach
powinna mieć instruktora na starcie i na lądowisku. Myślę, że AS zdarzały się
błędy i pomimo tego ja poleciłbym wyjazd z nim. Nie mam natomiast porównania z
innymi instruktorami, bo raczej mało w życiu latałem.

Znając AS na podstawie dwóch wyjazdów, obserwacji i rozmów nie wierzę w takie
opisy: "Jeden z kursantów .. leżał we krwi. po wypadku Stelmach nie zrobił nic z
rannym. Jak gdyby nic, wsadził gościa do busa" Nigdy nie zdarzyła mi się
sytuacja typu: "nie przeprowadził .. analizy warunków i niebezpieczeństw".
Stanowczo nie zgadzam się z określeniami typu "lekceważy ludzkie bezpieczeństwo"
- widziałem jego zaangażowanie w bezpieczeństwo latających. Zgadzam się z
podsumowaniem wcześniejszych wypowiedzi przez Marka M

Wszyscy moi znajomi wiedzą jak się podpisuję, a jeżeli ktoś ma ochotę poznać
imię i nazwisko, to proszę pisać na az38 at op.pl

AnT

mgrz...@gmail.com

unread,
Apr 26, 2009, 4:11:02 PM4/26/09
to
On 20 Kwi, 11:55, marekm <marek.mastal...@gmail.com> wrote:

> Jak warunki sa graniczne to kursanci nie powinni latać. Tylko że wtedy
> są cholernie niezadowoleni za swojego instruktora ;)

Marek, zawsze jest jakaś granica - inna dla doświadczonych pilotów, a
inna dla kursantów. Jako pilot wiesz dobrze, że decyzja o starcie nie
jest łatwa.

Różnica jest taka, że jak my przegniemy i zrobimy sobie kuku, to
pretensje będziemy mieli do siebie. A jak instruktor wypuści grupę w
warunki dla choćby jednego z uczniów nieodpowiednie, to będzie to jego
wina.

Dlatego nie mam zamiaru być instruktorem - chyba bym osiwiał.

Pozdrowienia,

MiG

PS. Napoleon degradując jednego ze swoich oficerów, który przegrał
bitwę w wyniku pecha stwierdził, że pechowców mu nie trzeba...

0 new messages