> A wczesniej zawsze ma splatane linki wymagajace godzinnego rozplatywania.
> Spanikowany to potrafi nawet suwak od kombinezonu pół godziny zapinać. I
> to blokując startowisko.
A nie zauważyliście pewnej ciekawostki, że są piloci świetnie radzący sobie
w swoim małym gronie lataczy ale jak trafiają na Żar albo Skrzyczne, to ich
stres zżera?
Trafia taki między wilki i nie wie jak się nazywa, bo siedzi loża szyderców
i komentuje: Zaraz się okaże, czy przyjechał jakiś zielony baloniarz ze
środkowej Polski. Będzie pewnie skrzydło godzinę rozkładał. Linki pewnie ma
poplątane. Boi się latać, to będzie sprawdzał wszystkie klamry po trzy razy.
Pewnie nie postawi skrzydła za pierwszym razem. Co to ma być za alpejka?
Startuj, bo kolejkę blokujesz! Wracaj na łąkę ćwiczyć! Nie no na liście
obsmarujemy tych leszczy, tu nie ma miejsca dla braku profesjonalizmu.
ad. 1. Nie poradzę sobie ze startem - bo, stresuje się nie samym lataniem, a
presją otoczenia i zaczyna popełniać błędy, które czasem mogą go kosztować
życie lub zdrowie (np. niezapięta taśma piersiowa).
Myślę, że czasem warto się zastanowić, co lub kto powoduje taką presję i
atmosferę, bo ten czynnik akurat mało zależy od samego latacza. Każdy z nas
miał kiedyś pierwsze starty w większym gronie i pamięta, że było to
stresujące. Chociaż przyznam, że nowym współczuję, bo ja uczyłem się w
wąskim gronie znajomych, bez takiej presji wyjadaczy jaka jest teraz na
startowiskach, bo po prostu wtedy jeszcze większość się uczyła. Kiedyś każdy
musi trafić w końcu na "gęstą" górkę, by się rozwijać a warto mu pomóc w tym
przeżyć a nie czapę z góry.
Jak patrzę, np. na młodych napędowców, to dochodzę do wniosku, że pierwsze
latanie z innymi powinni, dla własnego zdrowia fizycznego i psychicznego,
rozpoczynać w minimalnym gronie. Sama grupa już stresuje leszcza a co
dopiero loża szyderców (choć jakoś w PPG zauważyłem o wiele większą
wyrozumiałość).
Jest jeszcze jedna prawidłowość, że im starszy wyjadacz, tym bardziej
zrzędzi i szydzi z młodszych i mniej doświadczonych :D
Conrado