Już wtedy, pośród okolicznych instruktorów i asów przestworzy miał on
zupełnie niezasłużoną opinię wariata któremu należy odebrać "licencję na
latanie", takiego z którym nie należey się pokazywać. Pamiętam jak zafascynowany
festiwalem o Puchar Ikara chciał zabrać na własny koszt cały autokar miejscowych
paralotniarzy w efekcie pojechało nas trzech i Balbina. Przez to już na miejscu
musieliśmy z tłumu wyłowiwć trzech tubylców, namówić ich na przebranie i występ,
przyuczyć i wystartować.
Gdy dwa lata później spotkałem w Saint Hilaire dwóch francuskich pilotów z
"wesela Kulki", nie przypominali oni wystraszonych żółtodziobów, ale robili za
miejscowych bohatrów pokazując zdjęcia ze swojego sukcesu w Pucharze nie
wspominając nawet w swoim środowisku o Bogdanie. Odniosłem wrażenie, że to oni
nas przewieźli w swoim spektaklu, a nie my ich. Gdy im się przypomniałem, byli
lekko spłoszeni i zaczęli mnie nawet unikać. Nie przypuszczałem nawet, że we
Francji udział w tej imprezie jest tak bardzo prestiżowy.
Gdy pierwszy raz wyświetlano w TVP "Ikara", zdumiały mnie reakcje tzw. kadry
instruktorskiej. Jak jeden mówili, że jest to kiepski film, fatalnie wypaczający
obraz polskiego paralotniarstwa. Pocieszałem Mirka Dębińskiego, wyraźnie
zaskoczonego takimi reakcjami, że to środowisko to potworne dęciaki i nuworysze
przestworzy, a film jest znakomity dla przeciętnego widza i na pewno zrobi dla
popularyzacji glajciarstwa w Polsce 100 razy tyle co KPAP i wszystkie
mistrzostwa polski razem wzięte, tudzież "Nauka paralotniarstwa w weekend" i
inne tego typu pozycje. Trzeba mieć wyjątkowo ciasny umysł, żeby np. twierdzić,
że film "Jak rozpętałem II Wojnę Światową" wypacza obraz heroizmu żołnierz
polskiego i historii.
Nie dziwię się jednak rozżaleniu elity środowiska, która chciałaby aby z
równym poklaskiem co popisy "nieodpowiedzialnego wariata" pokazywano jak się
lata w Polsce w oparciu o "przepisy", "świetny" system szkolenia, "sukcesy"
sportowe kadry itp. Tymczasem na PMP nie zawita nawet pies z kulawą nogą od
TVkamery, a ludzie garną się do latania bo widzieli zajebistego Ikara-Kulkę.
Jakby tego było mało, już Krzysztow Krawcewicz redaktor najpopularniejszego
czasopisma lotniczego docenił wagę innego sposobu na latanie i zamieszczał
znakomite teksty Bogdana jeszcze za jego życia, Leszek Mańkowski poszedł w ślady
Bogdana i zrobił wspaniały show w Saint Hilaire swym orło-smokiem, również
pomagał w kręceniu zdjęć do tego filmu wraz z Ryśkiem Żygadło i Jarym Wojtakiem.
A wszystko przez jakiegoś "oszołoma" wypaczacza.
W postach na tę grupę dyskusyjną, mówiono o Bogdanie, że latał na
zawietrznej na podstawie migawek filmu, które Mirek Dębiński zmontował z kasety
"Glajciarz" nakręconej przez Kulkę - szczerze Wam ten film polecam. Mówiono też,
że latał we mgle i bez kasku. Byłem wtedy z nim i nie była to zawietrzna.
Startowaliśmy z tzw. kaskady na Czantorii przy umiarkowanym wietrze NW, a znając
specyfikę aerologiczną terenu dobrze wiedzieliśmy, że przy lądowisku mogą
cyklicznie przechodzić szkwały i gigantyczne rotory, powstające gdy wiatr
zaczyna z równin wiać ku dolinie. Takie szkwały i rotory występują powszechnie i
cyklicznie nawet na małych górkach, gdy wieje mordewind i są tam znacznie
bardziej niebezpieczne. Jak widzicie Bogdan nie wpada w panikę a nawet komentuje
do kamery co wiatr z nim wyprawia. Uczcie się od niego jak zachować spokój. Wam
też się takie coś z pewnością przydarzy.
Bajdą jest też, że latał bez kasku. Ze mną zawsze latał w kasku, z wyjątkim
momentów, gdy przebierał się w strój babyjagi lub kręcił w powietrzu jajcarski
film antyszkoleniwy o piciu piwa. On sam nigdy nie latał pijany, a piwo
uwielbiał po wylądowaniu.
Owszem lecieliśmy z Kasprowego we mgle, gdy nam na rozłożone glajty spadł
sufit do pułapu 1500. Lot polegał na ósemkowaniu nad Gąsienicową mając z jednej
strony widoczną z 20m i słyszalną ze 100 linę kolejki, a z drugij narciarzy.
Cały czas wiedzieliśmy gdzie lecimy i wylądowaliśmy tam gdzie chcieliśmy. Bogdan
powtórzył to na Czantorii. Jak widać na filmie Balbina filmuje go we mgle jadąc
kolejką w dół, a on leci mając kolejkę za punkt odniesienia. Taki lot to nic
szczególnego, należy jednak podziwiać tego, który zaryzykuje jako pierwszy. Był
to pilot, który umiał ryzykować i robił to z głową. Wygłupiał się kręcąc po
mistrzowsku filmy ze swych lotów - lubiał szokować małolotnych deńciaków,
biegłych w instruktarzowych komentarzach pod wyciągiem.
Na ironie zakrawa, że zginął z ostrożności. Spiralą kończył loty setki razy. W
przeddzień mówił Balbinie, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Miał
zawsze dwa skrzydła. Gdy się bał wybierał małego i bezpiecznego Altusa. Na nim
zakończył życie.
W tym czasie prawie nikt nie wiedział, że małe bezpieczne paralotnie, są w
spirali śmiertelnie groźne. Dopiero po wypadku Kulki i wielu innych, produceńci
i testerzy sprzętu zaczeli zwracać też uwagę na to, jak te najbezpieczniejsze
paralotnie wychodzą z ostrej spirali. Myślę, że Bogdan nie zginął z brawury, a z
powszechnej niewiedzy.
Wierzcie mi to był znakomity pilot, latający brawurowo lecz rozważnie, ale
człowiekiem był jeszcze lepszym.
Takie jest lotnictwo, postęp krwią najlepszych jest pisany.
Pozdrawiam
AlekS
Miłośników talentu Bogdana Kulki zapraszam do jego galerii, którą umieściłem na
stronie: http://www.coig2.katowice.pl/aero/
Są tam też teksty opisujące nasze boje o Puchar Ikara.
> Wierzcie mi to był znakomity pilot, latający brawurowo lecz rozważnie, ale
> człowiekiem był jeszcze lepszym
Cała ta dyskusja była, przynajmniej dla mnie, okazją by jeszcze raz
przyjrzeć się ryzyku związanemu z lataniem. Sądzę, że padło w niej wiele
cennych zdań. A skoro tzw. powszechne odczucia tak dalece róznią się od
Twojej wersji, może to oznaczać, że filmowi zabrakło kontekstu, komentarza -
wielka szkoda
> Takie jest lotnictwo, postęp krwią najlepszych jest pisany.
A potem giną inni, bo nie pomyśleli i tego chyba chcielibyśmy uniknąć
--
Pozdrv!
Andrzej
W każdej masie bredni dobry sofista znajdzie pare cennych zdań.:)
> A skoro tzw. powszechne odczucia tak dalece róznią się od
> Twojej wersji, może to oznaczać, że filmowi zabrakło kontekstu, komentarza -
> wielka szkoda
W filmie tym, komentarzy jest aż nad to. Jak dla mnie nawet ciut za wiele.
Co zaś się tyczy kontekstu, to Kulka tak dalece odbiegał w swym czasie od
kontekstu, że dla widza lepiej by było pokazać rozgwieżdżone niebo, niż wsadzać
w film komentarze jeszcze paru innych instruktorów.
A jeśli mowa o "powszechnych odczuciach" rozumiem, że chodzi o paralotniarzy,
ich błędne widzenie wynika z niewiedzy np. o tym jak zachowuje się skrzydło na
zawietrznej, to co widzą błędnie interpretują. To samo dotyczy produkcji
filmowej Bogdana. Patrząc na nią myślimy: co za wariat!!! Ale to tak, jakby o
Jasiu Fasoli powiedzieć, że ten facet co go gra na codzień jest wariatem.
Tymczasem według mnie Bogdan cierpiał tylko na ADHD, czyli na to samo co
Napoleon B. Jak mógł jednocześnie lecieć, grać na trąbce, kręcić film, pić piwo
i śpiewać, to dobrze mu się leciało. Nuda go zabijała.
> A potem giną inni, bo nie pomyśleli i tego chyba chcielibyśmy uniknąć
Wymyślono już lekarstwo na ADHD. Niestety z lekarstwem na bezmyśność będzie
ciężko.
Pozdrawiam
AlekS
Znam tez jednego takiego.
Jeszcze lata.....
--
Pozdrowienia
Z. Toni S.
adres prywatny: z.stan...@gmx.net
prosze do tytulu korespondencji dodawac: wiadomosc prywatna
GMX - Die Kommunikationsplattform im Internet.
http://www.gmx.net
Obawiam sie, ze byc moze traktujesz ludzi powszechnie uznawanych za zwariowanych
stereotypowo z pozycji wlasnej normalnosci.|
Bogdan Kulka w swoim czasie byl najaktywniej latajacym czlowiekiem w Polsce.
Przez trzy lata niemal co weekend fruwal prawie w kazdych warunkach, w poblizu
swej górskiej hacjendy, przewaznie z gór: Czantoria, Równica, Tul, Skrzyczne.
Wiele latal za granica. Po takiej praktyce lotniczej, czlowiek ma latanie we
krwi, a paralotnia stanowi przedluzenie systemu nerwowego.
Tak naprawde latal calkowicie zgodnie z zasadami sztuki. Zupelnie inna sprawa
jest, ze sztuka dla niego bylo uchodzic za oryginala. Jego psychika byla
bardziej przystosowana do zwyciezania, niz rekreacji. Nie dziwi mnie, ze to
wlasnie on zapoczatkowal sukcesy miedzynarodowe polskiego glajciarstwa, a nie ci
arcyinstruktorzy i sportowcy I-szej klasy co go obgadywali i obgaduja.
Ludzie z nadpobudliwoscia psycho-ruchowa najlepiej koncentruja sie na zadaniu,
gdy jednoczesnie wykonuja pare innych czynnosci. Sa w stanie czynic rzeczy
nieosiagalne dla normalów, natomiast w normalnych, liniowych sytuacjach
popelniaja idiotyczne bledy i potkniecia. Wsród starych alpinistów istnieje
poglad, ze dla najlepszych zagrozeniem nie sa ekstremalne trudnosci, ale wyjscie
z pokonanych trudnosci - moment odprezenia i rozluznienia.
Nie dziwie sie znakomitemu pilotowi, który przesiedzial na startowisku kilka
lotnych dni, narazajac sie na przesmiewstwo, gdy kursanci wisieli wtedy po pare
godzin w lufcie. Jego strach i niechec przed bezcelowa latwizna jest dla mnie
calkowicie zrozumiala. Dla mnie on nie jest lamerskim wujem, tylko widac, ze
prawdopodobnie ma instynkt walki.
W ostatnich latach swego zycia, Bogdan jakby spowaznial lotniczo. Zaczal jezdzic
na wyjazdy rekreacyjne organizowane przez powaznych instruktorów. Latal jeszcze
bardziej ostroznie. Wybieral coraz czesciej DHV1. Odprezony i zrelaksowany
pewnie nie przypuszczal, ze jego idiotoodporny, rekreacyjny Altus tak bardzo
opózni wyjscie z rutynowej spiralki.
Zycie jest zbyt powazne, zeby sie dac zamknac w ramy normalnosci i przepisów na
bezpieczenstwo. Moze dlatego tak lubie latac glajtem, bo jest to wolnosc za
rozsadna cene. Tu i za mniej mozna drogo zaplacic tak jak za wiecej.
Pozdrowienia dla "jednego takiego":))
Jak lubi latac i wojowac to mu zycze, zeby sie nie zwujowal.
AlekS
[...]
> Trzeba mieć wyjątkowo ciasny umysł, żeby np.
> twierdzić,
> że film "Jak rozpętałem II Wojnę Światową" wypacza obraz heroizmu żołnierz
> polskiego i historii.
[...]
Wszystko pieknie, tylko wez pod uwage jedna rzecz: ze jest drobna roznica w
wiedzy spoleczenstwa o II wojnie swiatowej i o paralotniarstwie. Kazdy latwo
skuma, ze powyzszy film to pastisz i komedia, a w przypadku filmu IKAR juz
nie na pewno bedzie mogl sobie wyrobic odpowiedni obraz o nieznanym zjawisku
(a raczej na pewno wyrobi bledny). I tutaj ew. telewizja mogla dac duzo
szerszy komentarz do filmu, albo rozmowe w studio etc. Ja nie neguje
wartosci artystycznej filmu, ani nie chce polemizowac na temat B. Kulki, a
jedynie interesuje mnie aspekt taki, ze jak przecietny czlowiek obejrzal ten
film, to sie utwierdzil w opinii, ze paralotniarstwo to sport dla wariatow.
A to raczej nie pomaga np. w zalatwianiu startowisk, zgody na latanie w
parku narodowym itd.
--
Darek Kolecki
PS. Okazuje sie ze mamy wspoolnych znajomych - Kicik
Po raz pierwszy zobaczyłem na oczy glajta.
Myślałem wtedy : "to jakiś wariat".
Miesiąc później zapisałem się na kurs.
Muzzy
--
http://republika.pl/krzysztof_wejdman/paraptaki.htm
> Obawiam sie, ze byc moze traktujesz ludzi powszechnie uznawanych za
> zwariowanych
> stereotypowo z pozycji wlasnej normalnosci.
[.....]
Nie znalem czlowieka, nie widzialem filmu. Wiec moze obraz, ktory wyrabiam
sobie na podstawie wypowiedzi grupowiczow jest bledny, ale wydaje mi sie, ze
wszyscy uprawiajacy ten sport sa uwazani za wariatow przez ludzi tzw.
normalnych, a krecenie i pokazywanie takich filmow ma na celu zwiekszenie
ogladalnosci programow i z cala pewnoscia nie robi dobrej atmosfery wokol naszego sportu
i nie ulatwi zabiegow organizacyjnych zwiazanych z poszerzeniem bazy do jego
uprawiania (startowiska, ladowiska, szkoly, sprzet itd.)
Moim zdaniem do uprawiania paralotniarstwa, i w ogole sportow lotniczych,
przychodza dwa rodzaje ludzi: jeden, ktory widzi w tym wylacznie piekno i
pragnie spelnienia odwiecznego snu ludzkosci w jego najprostszej, a zarazem
najbardziej fascynujacej formie (patrz sprawozdanie Muzzego z Bassano), i drugi,
ktory potrzebuje wylacznie zastrzyku adrenaliny i robi wariactwa bo odczuwa
permanentna nude (chyba w takiej atmosferze jest nakrecony ten film). S.p.
Bogdana Kulke (jak go poznaje z tej dyskusji) zaliczylbym do tej drugiej grupy.
Czy mozna to (tzn. przynaleznosc do tej drugiej grupy) uznac za zjawisko
pozytywne ? Nie wiem. Wiem jednak jedno: propagowanie takiej postawy jest
antyreklama dla paralotniarstwa w ogole. Niemcy zrozumieli to juz dawno i utworzyli
specjalne forum majace na celu walke o image tego sportu lotniczego i uzyskanie
dla niego naleznego mu miejsca posrod innych dyscyplin. W Polsce propaguje
sie na razie antyreklame.
> Pozdrowienia dla "jednego takiego":))
> Jak lubi latac i wojowac to mu zycze, zeby sie nie zwujowal.
Mialem tez "drugiego takiego", tyle ze zupelnie przeciwny biegun. 2 maja br.
tragicznie zginal w Bassano.....
A "jeden taki" ma za soba juz bardzo wiele krytycznych sytuacji (ladowynia
na drzewie, zderzenia w powietrzu itd.) i wszyscy bezsilnie czekamy az stanie
sie cos powazniejszego. Nikt mu naturalnie tego nie zyczy, ale nic mu sie nie
da wytlumaczyc.
Mialem jednego kolege zbyt pasywnego, mam drugiego zbyt aktywnego. Ty tez
pewnie wsrod swoich znajomych paralotniarzy takich dwoch bys znalazl. Roznica
polega tylko na tym, ze w Twoim przypadku pierwszy byl ten "jeden taki", a w
moim ten "drugi taki".
A jezeli chodzi o "wujow" i "zwujowanie" to mam wrazenie, ze jest to problem
typowo polski. Nigdzie jeszcze poza ta lista jeszcze sie z tym nie
spotkalem. Wrecz przeciwnie, na wszystkich startowiskach, na jakich dotychczas bylem,
panuje zadziwiajaca zyczliwosc i uczynnosc pilotow wzgledem siebie.
niezaleznie od nacji, wyznania i koloru skory.
To ciekawe... Termin "wuj" wraz z opisem zjawiska pierwszy raz spotkałem
w polskim czasopiśmie "Cumulus" (świeć Panie nad jego redakcją), ale w
artykule będącym przedrukiem z "Cross Country" (cytowałem fragmenty
kilka dni temu).
Pozdrawiam
Rafal "RAV" Miszczak r...@pol.pl http://www.rav.pol.pl/
0606-198315 ICQ: 2345123
Zobacz: http://www.paralotnie.atomnet.pl/
> Ja przeciętny człowiek oglądnąłem ten film dwa lata temu.
>
> Po raz pierwszy zobaczyłem na oczy glajta.
>
> Myślałem wtedy : "to jakiś wariat".
>
> Miesiąc później zapisałem się na kurs.
Widocznie nie jestes przecietny.
--
Darek Kolecki
To rzeczywiscie ciekawe. W ostatnia sobote, w Berchtesgaden na pierwszych
zawodach z cyklu German Cup 2001 czesc ze 120 zgloszonych zawodnikow (jakies
15%) na skutek, ich zdaniem, zbyt turbulentnych warunkow zrezygnowala ze
startu i zjechala kolejka na dol. Nie odezwal sie zaden glos krytyki pod ich
adresem. W kazdym razie zaden z nas takiego nie slyszal.
Moze wiec ograniczeni Niemcy nie maja swoich wujow ? A moze od czasu
artykulu w Cumulusie ci wujowie wymarli ? ;-)).
Pozdrawiam, ajak Cie kiedys spotkasz nieznajomego, ktory nagle
uscisnie Ci dlon, to bede ja.
Pawel Lasak
Przesada! "Ikar" to film o zwariwanym glajciarzu, nie o tym, że paralotniarze to
wariaci. Myślę, że ludzie jednak jakiś rozum mają by to dostrzec.
Specjaliści od mediów dobrze wiedzą, że lepiej aby o czymś mówiono
kontrowersyjnie, niż wcale.
Mirek Dębiński robił też filmy o wspinaczach - jeszcze większych świrach.
Wszyscy byli heppy, choć tamte filmy nie dorównały "Ikarowi" popularnością. NIc
tak nie przysparza zainteresowania sportami ekstremalnymi, jak ekstremalność.
Ludzie gotowi są zapłacić 10 Twoich rocznych pensji, za wejście na Mount
Everest, choć wiedzą, że co czwarty zapłaci za to życiem.
Naiwnością jest twierdzić, że poprawny i grzeczny obraz paralotniarstwa coś
politycznie ułatwi. Rozmawiałem z parkowcami "narodowymi" parę lat temu i osobno
z ich dziećmi, żeby się dowiedzieć co ich rodzice naprawdę myślą o glajciarzach.
Było dla mnie jasnym, że niezależnie jakby im w tyłek wchodzić, przy pierwszej
nadarzającej się okazji zabronią nawet szybowania(!!!!)
Jak powstawały Parki Narodowe miały też być dla wypoczynku, rekreacji i sportu,
dlatego np. taternictwo i narciarstwo się załapało. Teraz to udzielne księstwa,
których włodarze mówią "moje nie dam" - od dołu ich nie podejdziesz.
Natomiast wzrost popularności, wzrost liczby chętnych na kursy, jaki następuje
min. za sprawą "Ikara" może pomóc w tworzeniu lotniczego lobby - i to ma dopiero
wartość polityczną, a nie pisk grzecznej myszki i komentarzyk po filmie, że to
nieprawda.
Popatrz na Big Brother! Program polega na robieniu z normalnych ludzi wariatów.
Dopiero wtedy są oni ciekawi dla normalnych ludzi. Popatrz na ten tłum na
Skrzycznym, który przyjechał ostatnio obejrzeć "wariatów". Burmistrz Wołomina
wcale się też nie przejął obrazem Dębińskiego....Chyba wręcz przeciwnie.
Gdyby Pan Bozia oświecił naszych instruktorów paraglidingu, założyliby związek
zawodowy, wynajęli specjalistów od public relations. A powiedzieliby oni im to
co ja: 1. Nie podsrywać się 2. więcej bohaterów, a tacy Kulkowie to
skarb! Dzięki niemu zarobicie w tym roku o 30% więcej. Pomnik mu wystawcie, ale
na miłość boską nie plujcie!
Nie dajmy się zwariować. Najpierw trzeba mieć kapitał popularności, a dopiero
potem należy się krygować na rozsądnego i zrównoważonego. Takie są reguły
demokracji. A może jednak kręcić, odkręcać i dementować, że to nie tak Panowie,
nie tak?
Nie tak? A jak?
Pozdrawiam
AlekS
PS. Mamy nawet więcej wspólnych znajomych:) Niektórzy nawet Kupują programy w
Twojej firmie.
[...]
> jedynie interesuje mnie aspekt taki, ze jak przecietny czlowiek obejrzal
ten
> film, to sie utwierdzil w opinii, ze paralotniarstwo to sport dla
wariatow.
> A to raczej nie pomaga np. w zalatwianiu startowisk, zgody na latanie w
> parku narodowym itd.
tak mi się skojarzyło i wymyśliłem sobie opowiastkę:
ludzie mają nielotne żony, kilkuletnie dzieci krzyczące: "tatusiu nie
jedź!". Rodzinka dostaje palpitacji serca na widok glajta, bo przez niego
znowu męża na weekend w domu nie ma. Nie ważne co robi, może w domu cały
czas w fotelu siedzieć i piwo pić, byle by był na miejscu i pod ręką. Mąż
człowiek stateczny: prawnik, businessman, spokojny, opanowany bo go zawód do
tego zmusza, raz na jakiś czas bierze tą tajemniczą szmatę i znika.
"Kochanie to zupełnie bezpieczne!" "Ja uważam!" "Nic się nie stanie!"
"Przecież mnie znasz, ostrożny jestem". A na górce odrzuca garniturek i krew
się w nim gotuje. Nieważne jaka terma wali: maj nie maj 11 czy 13 godz on
musi polecieć na swoim ukochanym DHV 2-3 bo przecież stary wyjadacz już jest
i porobi kolejny XX km przelot. Wraca uhahany jak nic, wie że znowu
przynajmniej przez tydzień nerw mu w pracy nie nawali, otwiera piwo i
zasiada przed TV a tu "Ikar", a żona nie chce kanału zmienić. Ogląda jak
człowieka w rotorze majta, widzi sławetny upadek na plecy i dla niej
nieważne są wyższe idee, St. Hillare itd bo zaczyna kumać dlaczego jej
ukochany kuleje i raz wrócił do domu lekko zesztywniały. Awantura: "Ty
dzieci masz!", "cos cię obowiązuje!", "kawalerskie czasy się skończyły!" I
glajcha wylatuje, tym razem sama, bez pilota - przez najbliższe okno. Nieźle
się zapowiada, znowu długie dni trzeba będzie spędzić na pertraktacjach,
ugodach i w końcu rodzinkę znowu ustawić, a chociaż prawnik to własnej żony
nie przegada, a film mu raczej w tym nie pomaga.
pozdrawiam
MAGrom
:)To taka figura retoryczna, tak dla paddierrzki razgawora, oder Unterhaltung zu
unterstuetzen. Kazdy czlowiek tak robi, ja tez.
> Nie znalem czlowieka, nie widzialem filmu. Wiec moze obraz, ktory wyrabiam
> sobie na podstawie wypowiedzi grupowiczow jest bledny, ale wydaje mi sie, ze
> wszyscy uprawiajacy ten sport sa uwazani za wariatow przez ludzi tzw.
> normalnych,
Tak jest zawsze na poczatku. Z innymi sportami tez tak bylo. Potem sporty takie
powszednieja - patrz poczatki szybownictwa.
> a krecenie i pokazywanie takich filmow ma na celu zwiekszenie
> ogladalnosci programow i z cala pewnoscia nie robi dobrej atmosfery wokol
naszego sportu
> i nie ulatwi zabiegow organizacyjnych zwiazanych z poszerzeniem bazy do jego
> uprawiania (startowiska, ladowiska, szkoly, sprzet itd.)
Alez juz ulatwia - patrz na Beeftown city. Niebawem moze Szczyrkowcy zrozumieja
patrzac na te tlumy gapiów na piku, ze ludzie chca to ogladac i zrobia nam
startowiska (jak im podpowiemy). Popularnosc i podziw dla "wariatów" nie
szkodzi. A zaniedbania organizacyjne, to juz nasze podwórko - prosze nie zwalac
na ludzi S.p.
> Czy mozna to (tzn. przynaleznosc do tej drugiej grupy) uznac za zjawisko
> pozytywne ? Nie wiem. Wiem jednak jedno: propagowanie takiej postawy jest
> antyreklama dla paralotniarstwa w ogole.
Zarówno ludzie latajacy dla piekna sa godni szacunku, jak i ci latajacy dla
emocji.
Nie popadajmy w "Ein Volk, ein Fuehrer" Sa tez tacy co lataja dla sportu i
rywalizacji im tez sie nalezy uwazanie.
Nie róbmy Lagra:)))
> Niemcy zrozumieli to juz dawno i utworzyli
> specjalne forum majace na celu walke o image tego sportu lotniczego i
uzyskanie
> dla niego naleznego mu miejsca posrod innych dyscyplin. W Polsce propaguje
> sie na razie antyreklame.
Za dlugo tam mieszkalem, zeby nie znac psychologii Niemca!!!
Pod plaszczykiem "Ordnung muss sein" czaji sie Unfallsuchtige Mensch. Ich
badania psychologiczne to potwierdzaja. Niemcy kochaja sporty ryzyka i szukanie
guza. Dwie wojny rozpetali niedawno. Nie mów, ze nie lubia ryzyka i wariatów.
Pewnie specjalisci od Werbungu doszli do wniosku, ze przy tej popularnosci
Gleitshirmflug'a, czas u nich przejsc z fazy "sport dla swirów" do "sport
rodzinny". W Polsce tez tak trzeba, ale dopiero za pare lat swirowania.
> A jezeli chodzi o "wujow" i "zwujowanie" to mam wrazenie, ze jest to problem
> typowo polski. Nigdzie jeszcze poza ta lista jeszcze sie z tym nie
> spotkalem. Wrecz przeciwnie, na wszystkich startowiskach, na jakich dotychczas
bylem,
> panuje zadziwiajaca zyczliwosc i uczynnosc pilotow wzgledem siebie.
> niezaleznie od nacji, wyznania i koloru skory.
Niemcy tez maja swoich Onklów od pouczania i brylowania, ale to formalisci.
Nikomu nie przyjdzie do glowy ciac linki slabolatajacym, jezeli sie nie zapisza
na kurs, lub straszyc przepisami, których niema, tudziez mianowac siebie
kierownikiem startowiska na polu gminnym. Wszystko tam ma swoje miejsce, a
zyczliwosc jest obowiazkowa. Oni maja wujów z urzedu, zyczliwych wujów :))
Uwazam jednak, ze robisz dobra robote przyblizajac nam niemiecka kulture
lotnicza. Kulture prawa i porzadku. Troche jednak popadasz w bezkrytyczne
uwielbienie. Ja cie rozumiem. Trzeba ich nasladowac. Ale tez nalezy to robic z
glowa i krytycznie. Oni tez popelniaja bledy. To juz nie Uebermensch'e.
Pozdrawiam
AlekS
> Alez juz ulatwia - patrz na Beeftown city. Niebawem moze Szczyrkowcy
zrozumieja
> patrzac na te tlumy gapiów na piku, ze ludzie chca to ogladac i zrobia nam
> startowiska (jak im podpowiemy). Popularnosc i podziw dla "wariatów" nie
> szkodzi. A zaniedbania organizacyjne, to juz nasze podwórko - prosze nie
zwalac
> na ludzi S.p.
Mam wrazenie, ze doskonale dogadalbys sie z Guma. Najpierw wmawiasz
Suboczowi niechec do latwego latania, teraz wychodzi, ze naprawde dlugie i
intensywne zabiegi Piotra S. to pikus, bo burmistrz Wolomina obejrzal Ikara.
A moze stwórzcie sobie grupe pl.rec.paralotnie.mitomamia? Bedzie Was dwóch,
zapewne doskonale sie dogadacie i nicjuz nie zaklóci waszego swiata
urojeniowego (a moze lepsza bylaby po prostu pl.rec.schizofrenia?) Tylko nie
wiem, czy mam sie zasmac, czy zasmucic
--
Pozdrv!
Andrzej
Nadspodziewanie ta dyskusja zrobila sie calkiem interesujaca :-)). W
przeciwienstwie do tej znacznie wazniejszej pod tytulem "Wypadki dlugie ale wazne",
ktora zupelnie zdryfowala w nieznane.
> .....Z innymi sportami tez tak bylo. Potem sporty
> takie
> powszednieja - patrz poczatki szybownictwa.
Niewatpliwie w wielu punktach masz racje. Rzeczywiscie ofiary sa
nieuniknione.
Niemniej jednak jestesmy teraz troche madrzejsi niz w dobie poczatkow
szywnictwa i to, ze wypadki byly, sa i beda nie znaczy, ze nic nie trzeba robic
zeby im zapobiegac.
> Alez juz ulatwia - patrz na Beeftown city. Niebawem moze Szczyrkowcy
> zrozumieja
> patrzac na te tlumy gapiów na piku, ze ludzie chca to ogladac i zrobia nam
> startowiska (jak im podpowiemy).
No tak nic tylko wlozyc raczki do kieszeni podpowiadac i czekac. To jest
szczyt naiwnosci !!
Ale tu masz racje. Te tlumy przychodza tam absolutnie w interesie
miejscowych barow i restauracji, niedociazonego w lecie wyciagu, bazy noclegowej i w
ogole tych, ktorzy zyja z turystyki. Oczywiscie przyczynia sie to do
zapewnienia miejsc pracy i rozwoju regionu. Ale nie oszukujmy sie. W obecnym stanie
wiedzy o paralotniarstwie 90% widzow przychodzi, podobni jak sredniowieczni
widzowie publicznych egzekucji, zeby zobaczyc krew. A pokazywanie filmow
dyskutowanego typu absolutnie nie przyczynia sie do zmiany poziomu tej wiedzy.
To cos podobnego jak pokazywanie cool-filmow reklamowych o wyczynach
profesjonalnych smowbordzistow. Oczywiscie poza trasami. Jest to naturalnie "geil" i
"cool", mlodzi ludzie bez przygotowania i asekuracji nasladuja to robiac
krzywde sobie i innym.
> Zarówno ludzie latajacy dla piekna sa godni szacunku, jak i ci latajacy
> dla
> emocji.
A ci co dla emocji jezdza autostradami pod prad tez sa godni szacunku ? Jaka
jest roznica miedzy nimi ? Ci co latala wylacznie dla emocji sa tez
niebezpieczni dla siebie i innych. Chocby przez to, ze predzej czy pozniej skrecaja
kark robiac paralotniarstwu tragiczna statystyke.
> Nie popadajmy w "Ein Volk, ein Fuehrer" Sa tez tacy co lataja dla sportu i
> rywalizacji im tez sie nalezy uwazanie.
> Nie róbmy Lagra:)))
A to znowu zupelnie co innego. Rywalizacja sportowa jest oczywiscie godna
absolutnego poparcia. Tym bardziej, ze niewatpliwie przyczynia sie do
podniesienia stopnia wyszkolenia, a co za tym idzie i bezpieczenstwa.
> Za dlugo tam mieszkalem, zeby nie znac psychologii Niemca!!!
> Pod plaszczykiem "Ordnung muss sein" czaji sie Unfallsuchtige Mensch. Ich
> badania psychologiczne to potwierdzaja.
[...]
> rodzinny". W Polsce tez tak trzeba, ale dopiero za pare lat swirowania.
A czy koniecznie musimy wywazac otwarte drzwi ? Czy koniecznie musimy uczyc
sie na wlasnych bledach ? Nie byloby lepiej, jak mawial swego czau Jacek
Fedorowicz, umiejetnie zerznac ? Tym bardziej, ze nikt nie ma patentu na to jak
to robic i nic to nie kosztuje. Trzeba tylko chciec.
> Niemcy tez maja swoich Onklów od pouczania i brylowania, ale to
> formalisci.
[...]
> Uwazam jednak, ze robisz dobra robote przyblizajac nam niemiecka kulture
> lotnicza. Kulture prawa i porzadku. Troche jednak popadasz w bezkrytyczne
> uwielbienie. Ja cie rozumiem. Trzeba ich nasladowac. Ale tez nalezy to
> robic z
> glowa i krytycznie. Oni tez popelniaja bledy. To juz nie Uebermensch'e.
A czy ja slowem wspomnialem o Niemcach ? Tak sie sklada, ze mieszkam w
Niemczech, ale latam jak raz glownie we Francji, Austrii, Szwajcarii i Wloszech. W
Niemczech tez, ale stosunkowo malo.
A moze ten brak wujostwa jest wynikiem tego, ze w tych krajach raczej nie
lata sie bez licencji, a na wszelkiego rodzaju szkoleniach taka postawe wybija
sie kursantom z glowy? I to widocznie skutecznie.
A moze w Polsce to wujowanie jest wynikiem propagowanego przez Gume i
Pierona swobodnego latania na dziko ?
A swoja droga to Twoj styl, Twoje germanizmy i Twoje zamilowanie do
odwolywania sie do czasow Fjurera dziwnie przypominaja mi kolege Pierona, ktory
ostatnio cos zamilkl ;-)).
Glajcenie a konflikt interesów rodzinnych - odwieczna wojna domowa.
Nie myśl, że tylko piloci mają przechlapane.
Żony wędkarzy potrafią jeszcze dotkliwiej ujadać na pasje swych wybranków.
Natomiast bedąc narzeczonymi częściej wybiorą pilota niż wędkarza.
Pewnie po "Ikarze" gołowąsy będą miały jeszcze większe branie.
Podlotki i latawice uwielbiają wyjazdy z glajciarzami - żony nienawidzą.
Ostatnio na Skrzycznym klient dostał dmucha przy starcie, przeciągnął wahadło i
z 4 metrów łomotnął protektorem o glebę. Opodal zsiniała niewiasta rzekła:
"Kurwa ja mu te szmate potne nożyczkami (...) O ja głupia idiotka, a sama mu ją
kupiłam" Paru glaciarzy westchnęło: "Ale dobra żona" "moja by mi nie kupiła".
Żony są jak Park Narodowy. Z wierzchu pełne zrozumienie, a w środku gotowe
głosować na wuja, który zabroni ustawowo tego paskudztwa.
Najlepiej latać w tandemie, z żoną jako nawigatorem i fotografem. Z lataniem
jest u nich jak z seksem. Bronią się przed tym, ale to lubią - trzeba tylko
najpierw dobrze zabajerować. Glajciarstwo może być sportem rodzinnym.
Pozdrawiam
AlekS
Wsólczuję. Moja się nie broni, ani przed jednym, ani przed drugim. Może nie
trzeba bajerować, tylko ciut sie postarać (w jednym i drugim)?
--
Pozdrv!
Andrzej
>
> Użytkownik Darek Kolecki <da...@mac.com> w wiadomości do grup dyskusyjnych
> napisał:
>
> [...]
>> jedynie interesuje mnie aspekt taki, ze jak przecietny czlowiek obejrzal
> ten
>> film, to sie utwierdzil w opinii, ze paralotniarstwo to sport dla
> wariatow.
>> A to raczej nie pomaga np. w zalatwianiu startowisk, zgody na latanie w
>> parku narodowym itd.
>
> tak mi się skojarzyło i wymyśliłem sobie opowiastkę:
> ludzie mają nielotne żony, kilkuletnie dzieci krzyczące: "tatusiu nie
> jedź!". Rodzinka dostaje palpitacji serca na widok glajta, bo przez niego
> znowu męża na weekend w domu nie ma. Nie ważne co robi, może w domu cały
> czas w fotelu siedzieć i piwo pić, byle by był na miejscu i pod ręką. Mąż
> człowiek stateczny: prawnik, businessman, spokojny, opanowany bo go zawód do
> tego zmusza, raz na jakiś czas bierze tą tajemniczą szmatę i znika.
do tego miejsca sie zgadza. Zona nie chce mnie puszczac na latanie, ale nie
dlatego ze to niebezpieczne (Ikara chyba ogladala, wie o roznych wypadkach),
ale dlatego wlasnie zebym siedzial w domu (co prawda z tym ogladaniem TV i
piciem piwa tez nie jest tak latwo).
> "Kochanie to zupełnie bezpieczne!" "Ja uważam!" "Nic się nie stanie!"
> "Przecież mnie znasz, ostrożny jestem". A na górce odrzuca garniturek i krew
> się w nim gotuje. Nieważne jaka terma wali: maj nie maj 11 czy 13 godz on
> musi polecieć na swoim ukochanym DHV 2-3
mam DHV 2 :-))
A w ogole to juz nie chce polemizowac na temat filmu Ikar, bo jeszcze
wyjdzie na to ze jestem za cenzura i przeciw wolnosci artystycznej. Film mi
osobiscie sie podobal i w sumie niech go sobie telewizja puszcza jak
najwiecej. I tak najlepsze latanie jest w za granica, wiec wszystko jedno.
--
Darek Kolecki
A to szkoda, bo wlasnie zaczyna dryfowac i czas na pas.
> Niemniej jednak jestesmy teraz troche madrzejsi niz w dobie poczatkow
> szywnictwa i to, ze wypadki byly, sa i beda nie znaczy, ze nic nie trzeba
robic
> zeby im zapobiegac.
Nie twierdzilem, ze nie nalezy im zapobiegac. Bledem jest natomiast zapobieganie
z pozycji madrzejszego. Nie jestesmy wcale madrzejsi od pionierów szybownictwa.
>> Zarówno ludzie latajacy dla piekna sa godni szacunku, jak i ci latajacy
>> dla
>> emocji.
> A ci co dla emocji jezdza autostradami pod prad tez sa godni szacunku ? Jaka
> jest roznica miedzy nimi ? Ci co latala wylacznie dla emocji sa tez
> niebezpieczni dla siebie i innych. Chocby przez to, ze predzej czy pozniej
skrecaja
> kark robiac paralotniarstwu tragiczna statystyke.
Tak naprawde wszyscy latamy dla emocji, a piekno jest tylko bonusem dla
wrazliwych.
Ludzie sa rózni. Nie poprawisz statystyk wykluczajac tych, co najbardziej
emocjonalnie podchodza do latania. Nie w milosci tkwi zagrozenie, a w zlej
organizacji, systemie szkolenia i w samym letaniu.
> A to znowu zupelnie co innego. Rywalizacja sportowa jest oczywiscie godna
> absolutnego poparcia. Tym bardziej, ze niewatpliwie przyczynia sie do
> podniesienia stopnia wyszkolenia, a co za tym idzie i bezpieczenstwa.
Rywalizacja to kanalizowanie najsilniejszych emocji. Niewatpliwie formula
pierwsza przyczynila sie do wzrostu bezpieczenstwa - poprzez spektakularne
wypadki.
> A czy koniecznie musimy wywazac otwarte drzwi ? Czy koniecznie musimy uczyc
> sie na wlasnych bledach ? Nie byloby lepiej, jak mawial swego czau Jacek
> Fedorowicz, umiejetnie zerznac ? Tym bardziej, ze nikt nie ma patentu na to
jak
> to robic i nic to nie kosztuje. Trzeba tylko chciec.
A czy wszystko musimy robic w ogonie innych? Czy nasladownictwo zwalnia nas od
myslenia?
> A czy ja slowem wspomnialem o Niemcach ?
Tak! Podawales ich przeciez jako przyklad. Wiec uzylem niemieckiego przykladu,
bys lepiej mógl mnie zrozumiec.
> A moze w Polsce to wujowanie jest wynikiem propagowanego przez Gume i
> Pierona swobodnego latania na dziko ?
> A swoja droga to Twoj styl, Twoje germanizmy i Twoje zamilowanie do
> odwolywania sie do czasow Fjurera dziwnie przypominaja mi kolege Pierona,
ktory
> ostatnio cos zamilkl ;-)).
O ile mi wiadomo Guma zajmuja sie demitologizacja powszechnego blednego
przekonania, ze mamy w Polsce "przepisy paralotniowe" Namawia do uczciwych i
opartych na dobru kursanta skodyfikowanych stopniach wyszkolenia. Twierdzi i tu
sie z nim zgadzam, ze obecna L-ka to licencja na kalectwo, bo licencja de jure
nie jest napewno.
Nie rozumiem dlaczego wmawiasz czlowiekowi walczacemu o uczciwe reguly gry i
dobry system szkolenia, ze "propaguje swobodne latanie na dziko". On tylko mówi,
ze wlasnie tak sie obecnie w Polsce lata i to prawda!!!!
Wybacz te moje germenizmy i pamiec o Niemcach w aspekcie dziejowym.
Bardzo Cie jednak prosze, abys nie stosowal wobec ludzi np. Gumy, Goebelsowskich
metod klamliwej propagandy.
To sklania mnie do wycofania sie z tej dyskusji, zanim dowiem sie o sobie, ze
jestem mitomanem, schizofrenikiem a moze nawet pieronem.:-)))
Pozdrowienia
AlekS
> Mam wrazenie, ze doskonale dogadalbys sie z Guma. Najpierw wmawiasz
> Suboczowi niechec do latwego latania, teraz wychodzi, ze naprawde dlugie i
> intensywne zabiegi Piotra S. to pikus, bo burmistrz Wolomina obejrzal Ikara.
Nic nie wmawiam Suboczowi. To ty mi go wmawiasz.
Owszem starałem się uswiadomić, że nie ma w tym nic nienormalnego, gdy dobremu
pilotowi nie chce się latać rekreacyjnie. Podobieństwo z Suboczem jest
przypadkowe.
Nie pomniejszam wcale zabiegów Piotra S.
Nie twierdze też, że to przez "Ikara" Burmistrz Wołomina się zgodził.
Sugerowałem, że wyświetlanie takich filmów powoduje wzrost zainteresowania
takimi imprezami, a co za tym idzie zadowolenie organizatorów.
> A moze stwórzcie sobie grupe pl.rec.paralotnie.mitomamia? Bedzie Was dwóch,
> zapewne doskonale sie dogadacie i nicjuz nie zaklóci waszego swiata
> urojeniowego (a moze lepsza bylaby po prostu pl.rec.schizofrenia?) Tylko nie
> wiem, czy mam sie zasmac, czy zasmucic
Słuchaj: Wycierasz sobie twarz Suboczem, Gumą. Mówisz o mitomanii, schzofrenii z
pozycji NIE diagnostycznych, lecz tak dla inwektyw. Być może film "Ikar" zrobił
na Tobie nazbyt wstrząsające wrażenie, a osoba Bogdana jest dla Ciebie
frustrująca.
Mam wrażenie, że próbujesz własne lęki przed lataniem po obejżeniu filmu,
skanalizować w agresję wobec tych, którzy burzą Twoje wizje. Chciałbym Ci jakoś
pomóc, ale nie jestem psychoterapeutą.
Latanie, to taki dziwny sport. Człowiek może się nie zabić latając długie lata
jak "wariat" i zginąć, gdy zaczyna fruwać rozsądnie.
Błąd może tkwić nie w brawurze, a w powszechnej niewiedzy szkolących i
teoretyków.
Nie należy mówić na podstawie migawek filmu, że Bogdam Kulka musiał zginąć bo
był wariatem. Obowiązuje nas rzetelna ocena jego wypadku i przypadku, a ta moim
zdaniem tego nie potwierdza.
Starałem się tu wyjaśnić niesprawiedliwe opinie o życiu mojego przyjaciela.
Starałem się też uzmysłowić, że takie filmy nam nie szkodzą, a nawet pomagają.
Nie mogę jednak rozmawiać już o tym, gdyż dyskusja weszła w fazę urojeń i
inwektyw.
Pozdrawiam i życie Ci mniej agresji, a więcej zrozumienia dla ludzkich słabości
i tragedii.
AlekS
Nie wycieram, po prostu dostrzegam podobieństwo retoryki Twojej i Gumy,
która pozbawiona jest zresztą logiki. W jednym zdaniu delikatnie coś
sugerujesz, w następnym unzajesz to za fakt. Ze mną to nie działa.
Popularyzatorski wymiar filmów takich jak Ikar jest wątpliwy, a Ty starasz
się zrobić z tego pewnik.
O schizofernii mówię mówię w kategoriach diagnostycznych (sprawdź w IDC-10
albo DSM IV), choc oczywiście nie można na podstawie postów nakreślić
pełnego obrazu, wraz z kompletnym zestawem objawów osiowych.
Lęków (nie mylić ze strachem) nie kanalizuję, bo ich nie mam (przynajmniej
jesli chodzi o latanie).
Przykro mi, że traktujesz to jako atak na siebie (to też jest
diagnostyczne). Spróbuj oddzielić swoją osobę od poglądów i sposobu w jaki
je głosisz. Wtedy zrozumiesz, że nie rzucam inwektyw, ale usiłuję
dyskutować. Jednak w moim rozumieniu dyskusja to dialog, rzeczowa wymiana
argumentów. Brak rzeczowości i logiki świadczy albo o demagogi (odrzucam, bo
dyskusja na liście zakłada dobrą wolę i odrzuca próby manipulacji), niskim
poziomie umysłowym (też odrzucam) albo o zaburzeniach funkcjonalnych układu
nerwowego. Może jest jeszcze inna możliwość, której nie widzę?
Ty i Guma uznajecie tylko te argumenty, które potwierdzają wasze tezy.
Wszelkie inne wypowiedzi traktujecie jako atak na Wasze osoby, co bynajmniej
nie przynosi Wam chwały.
Twój list mnie rozbawił, ale i zasmucił. Jeden z kolegów ostrzegł mnie w
liście na priv, że próba dyskusji z Tobą tak się rozwinie i rzecywiście -
znakomicie się sprawdza, niestety. Może jestem zbytnim idealistą?
Myślę, że z mojej strony EOT, chyba że wrócimy do merytorycznej dyskusji, w
co jednak watpię
--
Pozdrv!
Andrzej
> Tak naprawde wszyscy latamy dla emocji,
> a piekno jest tylko bonusem dla
> wrazliwych.
Co jest kolejnym niestety przykładem "goebelsowskiej kłamliwej propagandy"
jaką innym zarzucasz. Nie wiem, skąd wiesz "jak wszyscy latamy", ale jest to
sąd najdelikatniej mówiąc - nieuprawniony.
Ja na przykład latam dla piękna, a emocje są bonusem (po polsku: premią) dla
twardzieli.
Bo, jak zaraz niżej w swojej schizofrenii zauwazyłeś:
> Ludzie sa rózni. (...) Nie w milosci tkwi
> zagrozenie, a w zlej organizacji,
> systemie szkolenia i w samym letaniu.
I nie lękaj się.
Nie ma żadnego zagrożenia w miłości.
Jak podrośniesz, to zrozumiesz.
Pokój, miłość i zagłada
(>@ paradajz
> Nie jestesmy wcale madrzejsi od pionierów szybownictwa.
To nie jest prawda. Jednak nieco wiecej dzisiaj wiemy od braci Wright, Otto
Lilienthala czy pionierow szybownictwa.
> Tak naprawde wszyscy latamy dla emocji, a piekno jest tylko bonusem dla
> wrazliwych.
To tez nie jest prawda. Moze Ty latasz dla emocji. Ja nie. A ze lataniu
(niestety) towarzysza emocje to juz inna sprawa.
> Rywalizacja to kanalizowanie najsilniejszych emocji. Niewatpliwie formula
> pierwsza przyczynila sie do wzrostu bezpieczenstwa - poprzez spektakularne
> wypadki.
To znowu nie znaczy, ze w paralotniarstwie nalezy ilustam przeznaczyc na
odstrzal.
> Tak! Podawales ich przeciez jako przyklad. Wiec uzylem niemieckiego
> przykladu,
> bys lepiej mógl mnie zrozumiec.
Rzeczywiscie. W jednym miejscu podalem przyklad niemieckiego forum dla
poprawienia image paralotniarstwa. Nie oznacza to jednak ze nie rozumiem
polskiego. Jeszcze ciagle rozumiem. I to calkiem nie zle. A i pochlebiam sobie, ze
mowie bez akcentu.... ;-)
> O ile mi wiadomo Guma zajmuja sie demitologizacja powszechnego blednego
> przekonania, ze mamy w Polsce "przepisy paralotniowe" Namawia do uczciwych
[...]
> ze wlasnie tak sie obecnie w Polsce lata i to prawda!!!!
Ale droga do uporzadkowania problemow paralotniowych nie jest na pewno
nawolywanie do ignorowania tych przepisow, legalnych czy nielegalnych, jakie sa.
Trzeba pracowac nad ich ulepszeniem i legalizacja. A nie krzyczec: paralotnia
nie jest statkiem powietrznym wiec robmy co chcemy.
> Bardzo Cie jednak prosze, abys nie stosowal wobec ludzi np. Gumy,
> Goebelsowskich
> metod klamliwej propagandy.
> To sklania mnie do wycofania sie z tej dyskusji, zanim dowiem sie o sobie,
> ze
> jestem mitomanem, schizofrenikiem a moze nawet pieronem.:-)))
Masz racje. Nalezy zakonczyc te dyskusje. Pragne jednak zaznaczyc, ze jak na
razie to ja sie dowiedzialem, ze jestem rzecznikiem klamliwej
Goebbelsowskiej propagandy.
Wiec koncze zanim uslysze inne inwektywy. Nie bede wiecej dyskutowal ani z
Toba, ani z Pieronem. Guma przynajmniej czy ma racje, czy nie, nie rzuca
inwektywami.
Szkoda tylko, ze dyskusja rozpoczela sie jakby na bazie dwoch tragicznych
wydarzen - Ty straciles przejaciela i ja tez - i w zasadzie do niczego nie
doprowadzila. Niczego z niej nie nauczylismy sie.
cholera, chyba przeczytam ten wątek, muszę wyłączyć filtry i pogrzebać w
koszu...
Jendrek
Czytam z uwaga dyskusje o Bogdanie Kulce i o filmie .
To byl wspanialy facet i dobry film o nim .
Byl wspanialy bo nie podlegal zadnym normom, wyrywal sie z
konwenansow, byl szalony i wolny, mial fantazje i dusze
nieposkromiona. Przynajmniej tak mozna go zobaczyc oglabajac film .
Ale takze czytajac jego teksty .
Ta jego innosc jest nie zrozumiala przez niektore "zakute lby"
Tak jak i wiele innych spraw zwiazanych z lataniem .
Kulka nie moze byc zrozumiany i szanowany przez malych ludzi
zagonionych w schematy myslowe i mentalne. Pewnie to nie ich wina,
ale swiat Kulki jest dla nich czyms kompletnie obcym zlym- bo nie
zrozumialym .
Niestety w naszym srodowisku sa tacy i obawiam sie ,ze maja wielki
wplyw na nasze latanie .
A droga do upozadkowania spraw paralotniowych jest nawolywanie do
przeciwstawienia sie nie zyciowym i przeszkadzajacym przepisom.
Stworzonym dla obrony interesow malej grupki a nie srodowiska
paralotniowego .
Pozdrawiam!
PS. ale skad w dyskusji o filmie moj pseldonim????
@*********Guma*********@
Ja tak tylko...nie mając nikogo na myśli. Cały czas zastanawiam się jak
komuś mógł się taki ciekawy film nie podobać to i wymyślam.
No i nie wymyśliłem. Mówi się że film propaguje szaleństwo. Owszem jest tam
np scena przyglebienia, a następnie wywiad z tym co to przeżył i opowieści
jak to ciało staje się krwistą masą itd. Jest Kulka majtający w rotorze.
Tylko że w tym kontekście działa to raczej jako forma ostrzeżenia a nie:
"hej mołodzi bierzcie swoje glajty i przydupiajcie ile wlezie". Obok
odwiecznego problemu ryzyka związanego ze wszystkimi sportami lotniczymi
jakiekolwiek by były jest pokazana radość i euforia towarzysząca człowiekowi
podczas lotu. Sprawa ta moim zdaniem została pokazana bez ogródek tak jak to
winien robić dobry film. Może to się szanownemu gronu nie podoba i uważają
że zostało to za bardzo podkreślone. W filmie ukazane zostały jakieś 3
solidne upadki (2 wykonane osobiście przez bohatera). Omówiony został
uczciwie problem adrenaliny i adrenaliniarzy, a wszystko to przeplatane
widokiem latających paralotni, gór, szczęśliwych pilotów (pilota) itd. Po
prostu film bajka (jak dale mnie).
Kto tylko krytykuje film uważa że nie powinno się w filmie pojawiać: a to
scena latania w rotorze, a to we mgle. Jak ludzie zaczną tak interpretować
film to będą trudności z ubezpieczeniami, zgodami na startowiska czy coś
takiego. Ostatnie mnogie na nieszczęście wypadki pokazują, że element ryzyka
jest bardzo istotny. Latanie to nie jakaś tam sielanka, wycieczka niedzielna
czy coś podobnego. Nieszczęścia dotykają od początkującego pilota do znanego
na naszej arenie sportowca i nieprawdą jest to że jak ktoś kiedyś powiedział
najniebezpieczniejsze w lataniu do dojazd na lotnisko, bo latanie to
godzenie ryzyka z przyjemnością jak ktoś jest pod kreską to nie lata.
Zauważyłem ostatnio latacza, są tacy wiem, którzy element ryzyka odrzucają
jak najdalej od siebie. Im srzydło nigdy nie sfronsztali, jak zaklapi to nic
się nie stanie, wypadki są gdzieś daleko i dotykają innych i po prostu nie
uważał. Pchał się w powietrze jak durny i nic do niego nie docierało. Pewnie
myślał, że latanie to coś jak jazda na rowerze. Pewnie Ikar też by mu się
nie podobał bo za dużo tam przypominania jak się paralotnia czasami potrafi
poskładać. Życzę mu jak najlepszego może kiedyś zacznie kask na ten durny
łeb zakładać.
Inny zarzut tym razem trafiający już w bohatera to świadome, niepotrzebne
prowokowanie ryzyka. Cóż jest maj, szkwały termiczne szaleją. Ośmielam się
zauważyć że start, lot i lądowanie w takich warunkach mogą być równierz tak
samo przypadkowe jak sławetny lot we mgle. Nie wszyscy są przygotowani na
takie warunki, szczególnie w naszych polskich warunkach po długim i chłodnym
kwietniu i stąd zalecałbym daleko posuniętą ostrożność w potępianiu lotów o
nazwijmy to podwyższonym stopniu ryzyka.
> A w ogole to juz nie chce polemizowac na temat filmu Ikar, bo jeszcze
> wyjdzie na to ze jestem za cenzura i przeciw wolnosci artystycznej. Film
mi
Mnie też już się nie chce, Aleks się pojawił, zaraz się zacznie...
pozdrawiam
MAGrom