W dniu wtorek, 27 lutego 2018 14:33:52 UTC+1 użytkownik ark napisał:
Autor wątku nie pytał o zdanie na temat jego decyzji, a jedynie sposób podejścia do niej.
W mojej ocenie zastosowanie takiego akurat silnika ma sens.
Po pierwsze, to jednostka wysokoobrotowa. A moc maksymalną generuje gdzieś przy czternastu czy piętnastu tysiącach obrotów.
Jednak, wcale takiej mocy rozwijać nie musi. Można ją programowo ograniczyć do na przykład 8 czy 9 tyś obr. Wtedy będzie generować nie 150 ale powiedzmy 90 czy 100KM jednak wpłynie to znacząco na jej trwałość.
Te niespełna 100KM nie wpłynie drastycznie na obniżenie momentu obrotowego, bo ten jest właśnie gdzieś w zakresie tych 9 tyś obr. Poza tym jest lekka i "ogólno dostępna w częściach bez przedrostka lotniczy"
Pozostaje kwestia zasilania go na dużych wysokościach odpowiednią ilością powietrza. I stąd ten wątek.
Regulacja ciśnienia doładowania powinna opierać się w takim przypadku na lambdzie. No i to komplikuje układ. Gdyż Ciężko będzie zaimplementować to w obecny sterownik silnika.
Dlatego obstaję przy tym, że łatwiej pozostawić regulację mieszanki sterownikowi silnika. A ilość powietrza podnieść liniowo kompresorem.
W przypadku konstrukcji prostych "kitowych" choćby jak wymieniona powyżej, regulacja doładowania jest żadna, albo opiera się na prostych zaworach MBC regulujących jedynie górną granicę pracy zaworu wastegate, najczęściej sterowanego w takim wypadku nadciśnieniem po stronie zimnej.
Nie ma tam implementacji overboostu którego oczekuje autor wątku. Jeśli ono się pojawia, wynika z histerezy działania układu i jest chwilowe. Bardzo szkodliwe dla trwałości turbosprężarki.
Próba regulacji ciśnienia doładowania "w locie" może skończyć się zapętleniem algorytmu dawkowania i całkowitym rozjechaniem się adaptacji sterownika. Brak odpowiednich map PIDowskich w celu analizy zmiennych.
Poprawność adaptacji w przypadku wzrostów liniowych łatwo będzie sprawdzić już na ziemi. Wysokościowe zmiany ciśnienia doładowania można by sprawdzić tylko w odpowiednich komorach testowych z regulacją panującego wewnątrz ciśnienia. Najbliższa jaką znam to w prat&whitney w Kaliszu, ale tam na okoliczność prośby o wykorzystanie takowej mogą z politowaniem co najwyżej uśmiechnąć się pod nosem.
Lotnictwo z założenia ma być głupoodporne i jak najmniej awaryjne.
W sprężarkach rootsa nie bardzo ma się co popsuć. Jeśli ta się zużyje, przestaje pompować i właściwie tyle.
W przypadku turbosprężarek "zawał" kończy się (najczęściej przy wysokich obrotach i obciążeniu- wirnik kręci się powyżej 100 obr na minutę) pęknięciem osi wałka i masowym przedostaniem się oleju na stronę zimną i gorącą.
Poza ulubioną przez niektórych "dymiarką" skutkiem ubocznym jest "metalowy deszcz" z elementów bloku, wybitych przez urywający się tłok z korbowodu jaki próbuje wyskoczyć bokiem. niestety, olej jest wyjątkowo mało ściśliwy.
Kolejny problem turbosprężarek, to wynikający właśnie z ich charakterystyki pręż.
Wysokie doładowanie wcale nie oznacza wysokiego prężu turbosprężarki. Ciśnienie doładowanie w układzie jest mierzone pomiędzy jednym a drugim otwarciem zaworów ssących, a nas interesuje masa powietrza, która może zostać wtłoczona w trakcie ich otwarcia. Każda turbosprężarka charakteryzuje się własną mapą prężu.
A na tej zobaczymy, że przepływ w miarę wzrostu obrotów nie rośnie liniowo w funkcji obrotów.
Im wirnik po stronie zimnej większy, tym jego pręż/flow wzrasta. niestety wraz z nim bezwładność układu generując tym samym ulubione przez niektórych użytkowników diesla określenie "turbodziurę". Taką turbodziurę w pojazdach kołowych można zniwelować przekładnią, redukując bieg w dół, a jak zredukować w takiej trajce ?