> Jędrzej, czy chodzi o zator płuc, który wywołał tłuszcz wydostający się ze szpiku do krwi?
Tak, mechanizm dokładnie jak Zbyszek podał.
Ale nie można powiedzieć że to "byle złamanie", wielu z nas miało trzaśnięte udo i chodzi (sam nie chodzę, ale też mam pręt w udzie). Kanał szpikowy ma różną średnicę i trzeba kość zgruchotać w grubym miejscu, żeby się tego sporo wydostało (np. uderzyć o ziemię bokiem w spirali na zakrawaconym glajcie). Przy typowym złamaniu nad kolanem szanse są dużo mniejsze.
Luki wrote:
>wg mojego stanu wiedzy (a widzialem szpital w Eldoret) nalezy jak najszybciej >uciekac do Nairobi sanitarnym transportem lotniczym. To ubezpieczenie kosztuje >zaledwie 15 $. Nie wiem oczywiscie czy transport byl w Jego stanie mozliwy.
Jak napisałem - stan był początkowo dobry, gwałtownie pogorszył się w szpitalu. Ale miejsce nie ma znaczenia, tego nigdzie na świecie nie da się uratować. Poza tym nie wiem gdzie byłes, w Eldoret jest kilka placówek. Oni byli chyba na traumatologii w St. Lucas Hospital, Witek jako lekarz był zaproszony do asysty, rozmawiał z miejscową ekipą, widział sprzęt. Kiedy mówi ze poziom jest OK, nie ma powodu mu nie wierzyć.
Po starcie łazi też w tych dniach przedziwna para Niemców (każde ma inną rękę w gipsie) i nie narzekają, a oni przecież mają wymagania.
Zgoda co do calej reszty, bywa trudno. W dni ze słabszym wiatrem idąc po grani można mieć w jednej chwili postępową 5 a w następnej 50, bo nie wieje pod stok tylko między kominami. I generalnie trzeba trzymać glajta za twarz, bo ochotę brykać. A sam klif wbrew pozorom wysoki nie jest i nie ma dużo miejsca na pomyłki.
pzdr,
JJR