Rozwałkowane, przeschnięte ciasto zawijasz w rulonik i tniesz cieniutkie
paski NOŻEM. Nie wygłupiaj się, prawdziwa gospodyni domowa powinna
przywiązywać dużą wagę do tradycji i w zgodzie z nią wykonywać sztukę
kulinarną. Jeśli tego nie potrafi bądź nie lubi to nie powinna zakładać
rodziny :)
Sorry, ale nie mogłam się powstrzymać.
Teli.
..no i wtrącę swoje trzy grosze :))) aby pogodzić i tradycję (makaron
domowy) i tak cenny czas, który marnuje się podczas czyszczenia maszynki do
makaronu, a w tym właśnie czasie można pomalutku, polekutku z gracją pokroić
elegancko makaron.
Zaraz się pewnie wkurzą na mnie co niektóre osoby... ale co tam :))))
W tradycyjny sposób
Pozdrawia Misia
Nie widzialam posta Ikselki, bo mam ja w KF za cytowanie kretynow, ale
zgadzam sie z toba, Teli, makaron z maszynki Atlas da sie latwo kroic w
szersze, 0.5 cm paski, natomiast te "nitki" nigdy mi nie wychodza i
kroje je nozem.
MB
>W organizacji moich zajęć czas jest bardzo cenny, bo chcę zrobić
>maksimum tego, co sobie założyłam.
więc zrób to ręcznie skoro z Twoim robotem jest coś nie tak - mówię serio.
>A i na palce muszę uważać, bo
>akurat lewa ręka jest bardzo ważna podczas gry na skrzypcach i nie
>mogłabym ćwiczyć z moim dzieckiem, ani zagrać kolęd na Wigilii...
nie przesadzaj.
>Więc może jednak wiesz cos konkretnego na temat, który poruszyłam
>poprzednio, a jeśli nie, to nie szermuj teorią.
To nie teoria. Jako dziecko robiłam makaron razem z babcią i wiem jak się go
robi.
>No i naucz się
>powstrzymywać wybuchy złego humoru, to się przydaje w byciu dobrą
>żoną :-)
Nie, w byciu dobrą żoną nie przyda się udawanie, że ma się dobry humor.
Jeżeli partner nie akceptuje kobiety taką jaka jest naprawdę to związek
nigdy nie będzie szczęśliwy. IMO udawanie czegokolwiek jest krótkowzroczne.
A co do tego wątku to raczej poprawia mi humor niż psuje :)
Teli.
Nie mam żadnego problemu ani z fettuccine(wstążeczki) ani z tagliolini(to te
"nitki"). Maszynka Atlas 150 firmy Marcato, tyle że z Padwy, żaden
(C)hina (E)ksport.
--
Harold
>Moje babcie/ciocie i mama nie zwijały ciasta, lecz kroiły w pasy,
>które po przesuszeniu kładły jeden na drugim i kroiły w niteczki.
>Widocznie są różne szkoły, a ja nie lubię długiego makaronu (z
>wyjątkiem spaghetti).
tnij pod skosem będzie krótki.
>> Nie, w byciu dobrą żoną nie przyda się udawanie, że ma się dobry humor.
>> Jeżeli partner nie akceptuje kobiety taką jaka jest naprawdę to związek
>> nigdy nie będzie szczęśliwy.
>Chodzi mi o zwykłe panowanie nad swoimi reakcjami. Każdy powinien to
>robić, a Ty napisałaś, że nie mogłaś sie powstrzymać...
może raczej nie chciałam się powstrzymać :)
>> A co do tego wątku to raczej poprawia mi humor niż psuje :)
>No to i dobrze, że wreszcie udało mi się i Tobie poprawić humor :-)
>Dobry uczynek na zakończenie dnia to coś, co i mnie humor poprawia
:-)))
Obawiam się, że nie zrobiłaś tego celowo.
Pozdrawiam
Teli.
Najpierw suszy się ciasto w plackach, tnie na pasy - szerokość pasa to jest
długość makaronu i dopiero kroi w poprzek pasów...
> Nie lubię wałkowania ciasta (i mycia okien). Nikt nie jest idealny
Czekaj, czekaj, dobrze zrozumiałam?
Napisałaś: "Kobiety które nie lubia gotowac i prac skarpet nie powinny
zakładac rodziny".
A te, które nie lubią wałkować ciasta (no wiesz... jak dotąd sądziłam,
że to podpada pod "gotowanie" - popraw mnie, jak się mylę) i myć okien
(nie przeszkadzają Ci zafajdane??) są WZOROWYMI żonami i matkami?
Jak nic, któras z nas ma cos zrąbane z logiką.
Eulalka, z ZAWSZE czystymi oknami (choćby je trzeba było myć i co tydzień).
Dowodzi to tylko, że Iza jest delikatnej postury (prawda!!!), wyrabianie i
wałkowanie ciasta jest dla niej ciężką pracą. Może mieć lęk przestrzeni i
wtedy mycie okien może być trudne.
>> Eulalka, z ZAWSZE czystymi oknami (choćby je trzeba było myć i co
>> tydzień).
>
> Dowodzi to tylko, że Iza jest delikatnej postury (prawda!!!), wyrabianie i
> wałkowanie ciasta jest dla niej ciężką pracą. Może mieć lęk przestrzeni i
> wtedy mycie okien może być trudne.
Whcodze w rozmiar 36 i nienajlepiej się czuję w powietrzu. bardziej
jednak nie lubie zasyfionych okien zza ktorych świata nie widać. Nie mam
firan, lubię czyste okna.
E.
Nie kojarzę liczbowych rozmiarów z ciałem w moich objęciach... Mam wierzyć,
że jesteś drobna? I mąż nie chce umyć okien?
> Nie kojarzę liczbowych rozmiarów z ciałem w moich objęciach... Mam wierzyć,
> że jesteś drobna? I mąż nie chce umyć okien?
Ja wolę myć okna, on woli gotować. Żadne z dzieci nam nie zaginęło.
Masz jakieś lepsze życiowe porady?
E.
Na próbę zamienić się tymi pracami...
>>> Nie kojarzę liczbowych rozmiarów z ciałem w moich objęciach... Mam
>>> wierzyć, że jesteś drobna? I mąż nie chce umyć okien?
>> Ja wolę myć okna, on woli gotować. Żadne z dzieci nam nie zaginęło.
>> Masz jakieś lepsze życiowe porady?
>
> Na próbę zamienić się tymi pracami...
Jesteś nie do zdarcia. Po co mam się zamieniać, skoro teraz każdy robi
to co lubi i jest szczęśliwy?
E.
Poznać i dopełnić szęście partnera...
Trzeba zrobić twarde ciasto: 1kgmąki / 10 jaj, bez wody!!! i nie
podsuszać. Paski po walcowaniu w Atlasie czy innej maszynce do walcowania
makaronu (część jest wyciskających) musza być obficie umączone na stolnicy i
zaraz puszczone do slotów tnących, wtedy nie kleją się i odcinane pozostają
pojedyńcze, a nie pozlepiane pasma.
Można takie wrzucać na osoloną i z dodatkiem oleju wrzącą wodę i
momentalnie zamieszać kopyścią. Wtedy następny pasek - łatwo na cztery ręce,
ale ja radzę sobie sam. i po wrzuceniu (zależy od pojemności garnka -
czterech do sześciu takich pasm) na wrzatek wyławiam cedzakiem i hartuję.
Czas gotowania przy tych proporcjach jajek i zwykłej mąki nie jest
krytyczny, zawsze jest po ugotowaniu al dente. Prawdopodobnie z seminoli
byłby jeszcze lepszy.
Oczywiście można te pasma makaronu powiesić na suszarce i nasuszyć na
parę dni...
Można też paski (nie nitki) makaronu kłaść na stole i kroić na
kwadraciki - łazanki, grubość łazanek wyrabia się wałkując na odpowiednią
grubość na walcach gładkich. Grubsze jako kluski do np. gulaszu...
>>>> Ja wolę myć okna, on woli gotować. Żadne z dzieci nam nie zaginęło.
>>>> Masz jakieś lepsze życiowe porady?
>>> Na próbę zamienić się tymi pracami...
>> Jesteś nie do zdarcia. Po co mam się zamieniać, skoro teraz każdy robi to
>> co lubi i jest szczęśliwy?
> Poznać i dopełnić szęście partnera...
Znaczy sie co? Poznać jak się gotuje i błakac mu sie po kuchni,
przeszkadzając, dopiełniając jego szczęście?
Czy tez on ma mi trzymać ścierki i płyn do szyb stojąc pod oknem, które
myję, by dopełnić moje szczęście?
Nie obraź się, ale to "małe szczęścia" i nie ma co do nich dorabiać misji.
E.
Ja byłbym na jego miejscu zadowolony, że żona od czasu do czasu błyśnie
geniuszem kulinarnym i wprawi mnie w stan oszołomienia graniczącego z
orgazmem atakujac feerią smaków i zapachów jej dokonania gastronomicznego -
wszak to najlepsza motywacja... do różnych rzeczy.
A ja myślę, że z SEMOLINY byłby w sam raz!
--
Harold
Nie wyrokuj tak kategorycznie, do tej pory nie używałem seminoli, a makarony
mojej roboty ugotowane (a nie nadgotowane) były al dente...
Makaron na winie!!! To jest to - tutaj wychodzi kunszt kucharski.
Brawo Izo!.
>> Napisałaś: "Kobiety które nie lubia gotowac i prac skarpet nie powinny
>> zakładac rodziny".
> Możesz podać tu wszystkim link do mojego posta, w którym tak
> napisałam? Bo skoro stosujesz cudzysłów, to pewno użyłaś
> kopiuj-wklej i zacytowałaś dosłownie?
Tak - fakt nie powinnam użyc cudzysłowu. Nie powiedzialaś DOSłOWNIE tak.
Przepraszam.
Powinnam inaczej napisać:
Czekaj, czekaj, dobrze zrozumiałam? Napisałaś:
"nie rozumiem tych kobiet, które z obrzydzeniem piorą
pieluchy swych dzieci, skarpetki swego męża czy traktują gotowanie
jako dopust boży. Po co ładowały się w to wszystko, skoro się do
tego nie nadają?"
A te, które nie lubią wałkować ciasta (no wiesz... jak dotąd sądziłam,
że to podpada pod "gotowanie" - popraw mnie, jak się mylę) i myć okien
(nie przeszkadzają Ci zafajdane??) nadają się na żony i matki?
Wałkowanie ciasta i mysie okien podpada pod "to wszystko" czy juz nie?
Przy okazji możesz odpowiedziec w czym różni sie znaczenie od tego co Ty
napisałas od tego co ja napisałam?
Eulalka
>
> Użytkownik "Panslavista" <pansl...@wp.pl> napisał
Ci, ktorzy cytuja tego ... laduja natychmiast w KF i nikt juz ich nie
czyta. Nie zdziw sie, gdy Twoje wypowiedzi w przyszlosci zostana bez echa.
MB
Czy ty jesteć klonem Izylki?
Mój dzisiejszy (robiony wczoraj i podsuszony) był z mąki tortowej i
wyszedł właśnie al dente, choć dość długo gotowałam.
Aby makaron był miekki, należy po ugotowaniu przelać zimną wodą i wrzucić
jeszcze raz do czystego wrzątku i pozostawić na trochę pod przykryciem.
Pozdr.Misia
>> Przy okazji możesz odpowiedziec w czym różni sie znaczenie od tego co Ty
>> napisałas od tego co ja napisałam?
> Tym, że nie uzyłam zwrotu"nie powinny zakładać rodziny", lecz "nie
> powinny ładować się w to wszystko", co z kolei odnosiło się do
> prania skarpet, gotowania itp. wcześniej wymienionych w tej samej
> wypowiedzi czynności.
A mozna mieć rodzinę WCALE nie robiąc "tego wszystkiego"?
Napisałaś: "Pisałam o kobietach, które
gotowanie i pranie uważają za tzw. dopust boży, czyli tych, które
może i CODZIENNIE to robią, ale traktują to jako karę czy coś
niepotrzebnego im do szczęścia. To one nie rozumieją swojej roli w
zapewnieniu szczęścia rodzinie "
> Potem dopiero grupka zdołowanych (i słusznie)
> pań dorobiła teorię, za którą napastliwie mnie traktowała w tym
> wątku
Ty przyjęłaś, że skoro ja nie lubię gotowac, to u mnie dzieci są glodne
a mąż chodzi bez skarpet (bo juz mu się z brudu rozsypały zapewne) a
wszyscy sa głęboko nieszczęśliwi i jeszcze mi wytknęlaś, że to rzekomo
tłumaczę swoją praca zawodową.
Napisałaś: "Ostatecznie racja: obiadu może nie być ;-)
Osoby "pracujące zawodowo" wprawdzie tłumaczą to właśnie swoją
pracą..."
, który ciągnie się niestety (dzięki Tobie i Theli) aż
> tutaj. Jeśli myślicie, że mam coś nie tak z logiką, to spójrzcie
> na siebie. Co do logiki - ja mam ją "w jednym paluszku" i nikt mnie tu
> nie "zagnie" - nie od parady jestem matematykiem :-)))
Niestety, gdybys byla dobrym matematykiem nie siedziałabyś teraz w domu
przy kuchni.
> Nie cierpię mycia okien i rzepów w psim ogonie.
> Co nie oznacza, że okna u mnie są brudne, a pies ma kołtuny.
>
Nie lubię gotować i prasować.
Co nie oznacza, że obiadów nie ma, bo są co dzień a rodzina, co dzień
rano zakłada ubrania wprost z wieszaka czy szafki, bo wcześniej je
wyprasowałam.
Rozumiesz wreszcie, że ktos kto lubi coś zupełnie innego niz Ty jedna
nie musi byc wcale w zacytuję Cię: "grupka zdołowanych (i słusznie)" a w
dodatku może mieć szczęśliwą rodzinę??????
" Jeśli myślicie, że mam coś nie tak z logiką, to spójrzcie
> na siebie. Co do logiki - ja mam ją "w jednym paluszku" i nikt mnie tu
> nie "zagnie" - nie od parady jestem matematykiem"
Moja droga, gdybys była DOBRYM matematykiem stosowałabys logikę w życiu
i w dyskusji. Niestety jesteś (a przynajmniej taką się pokazałaś) dobrą
kucharką umiejącą odmierzyć porcję rosołową. W dodatku fanatyczną. A co
jeszcze gorsze - narzucającą swoje prywatne racje innym. Nie byłoby to
jeszcze takie złe gdybys przy tej okazji nie wciskała pracujących kobiet
w te swoje foremki z etykietą "nienadające się do życia w rodzinie lenie".
Póbowano Ci to wyjaśnić na wiele sposobów, ale okazałaś się być do tego
jeszcze totalnym betonem, ktory nie umie słuchać ani przyznać sie do
tego, że popełnił błąd. Miast tego brniesz w to dalej.
Zrozum - KOBIETY PRACUJąCE w niczym NIE sa gorsze od Ciebie.
Kobiety, które nie lubia gotowac MAJą PRAWO do "pakowania się" w związki
i zakładania rodzin.
Kobiety, ktore mają inne pasje i realizuja się zawodowo NIE MUSZą mieć z
tego powodu dołka ani wyrzutów sumienia.
I albo jesteś tak tępa, że tego nie pojmujesz (co raczej malo
prawdopodobne), albo tak sfrustrowana swoją pozycją, że tylko
umniejszanie roli innych daje Ci prawdziwą satysfakcję.
Tak czy siak żal mi Twojej rodziny, bo ma w niej ciasny i zamkniety na
1. relacje z innymi 2. poglady innych 3. prawo do własnych poglądów
innych umysł.
A tekst o mężach odchodzących i po tygodniu wracających do siedzacych w
domu i piekących drożdżówki kobiet wrzucam jako 1. tekst roku. ja nie
lubię odgrzewanych kotletów.
Eulalka
E. napisał(a):
>> Przy okazji możesz odpowiedziec w czym różni sie znaczenie od tego co Ty
>> napisałas od tego co ja napisałam?
>Tym, że nie uzyłam zwrotu"nie powinny zakładać rodziny", lecz "nie
>powinny ładować się w to wszystko",
co do logiki - pierwszy cytat i drugi w kontekście wątku, o którym mówimy
znaczy to samo.
>co z kolei odnosiło się do
>prania skarpet, gotowania itp. wcześniej wymienionych w tej samej
>wypowiedzi czynności. Potem dopiero grupka zdołowanych (i słusznie)
>pań dorobiła teorię, za którą napastliwie mnie traktowała w tym
>wątku, który ciągnie się niestety (dzięki Tobie i Theli)
To jeszcze oprócz logiki poćwicz czytanie. No chyba, ze nie o mnie chodzi.
aż
>tutaj. Jeśli myślicie, że mam coś nie tak z logiką, to spójrzcie
>na siebie. Co do logiki - ja mam ją "w jednym paluszku" i nikt mnie tu
>nie "zagnie" - nie od parady jestem matematykiem :-)))
co to za matematyk, co siedzi w domu i pierze skarpety męża. Wystarczy umieć
liczyć do dwóch :)
Pozdrawiam
Teli (bez "h")
> Moja droga, gdybys była DOBRYM matematykiem stosowałabys logikę w życiu
> i w dyskusji. Niestety jesteś (a przynajmniej taką się pokazałaś) dobrą
> kucharką umiejącą odmierzyć porcję rosołową. W dodatku fanatyczną. A co
> jeszcze gorsze - narzucającą swoje prywatne racje innym.
Niczego nikomu nie jestem w stanie narzucić, pisząc posty w grupie
dyskusyjnej, no dajże spokój, kobieto :-)))
> jeszcze takie złe gdybys przy tej okazji nie wciskała pracujących kobiet
> w te swoje foremki z etykietą "nienadające się do życia w rodzinie lenie".
To znów nie moje słowa. Znowu przypisujesz mi coś, czego nigdy nie
powiedziałam. To chyba już Twoja projekcja - zjawisko znane w
psychologii już dawno. Chciałabyś, abym powiedziała/zrobiła coś,
co by Ci pasowało do całej teorii i stworzyło powody do atakowania
mnie nadal.
> Póbowano Ci to wyjaśnić na wiele sposobów, ale okazałaś się być do tego
> jeszcze totalnym betonem, ktory nie umie słuchać
Może "się słuchać" ? Nie mam zamiaru. A co do inwektyw, których
używasz - powstrzymaj sie trochę, jeśli możesz... Chyba jednak nie
możesz.
> ani przyznać sie do
> tego, że popełnił błąd.
To tylko Twój sąd na temat mojej postawy, Twoje indywidualne
odczucie, może jeszcze grupki wcześniej wymienionych pań.
> Zrozum - KOBIETY PRACUJąCE w niczym NIE sa gorsze od Ciebie.
Jasne, wszystkie przecież pracujemy :-)
> Kobiety, które nie lubia gotowac MAJą PRAWO do "pakowania się" w związki
> i zakładania rodzin.
Czy ja coś kiedykolwiek wspomniałam o zakazie zakładania rodzin
przez ww? No, do znudzenia to samo.
> I albo jesteś tak tępa, że tego nie pojmujesz (co raczej malo
> prawdopodobne)
Dziękuję :-)
, albo tak sfrustrowana swoją pozycją,
Daj spokój, znowu projekcja Twoich własnych odczuć w moją stronę.
Zrozum wreszcie, że jestem być może najszczęśliwszą kobietą na
świecie :-) (odstukać) i to frustruje Ciebie :-)
> umniejszanie roli innych daje Ci prawdziwą satysfakcję.
Psychoanaliza z gruntu bezpodstawna. Jakim czołem oceniasz poziom
mojej satysfakcji odczuwanej na skutek pisania postów w grupie
pl.rec.kuchnia ?
> Tak czy siak żal mi Twojej rodziny
Już im to przekazałam. Kazali podziękować w ich imieniu :-)
> bo ma w niej ciasny i zamkniety na
> 1. relacje z innymi 2. poglady innych 3. prawo do własnych poglądów
> innych umysł.
I to wszystko na podstawie analizy postów w pl.rec.kuchnia. Śmiała
ocena, śmiała.
> A tekst o mężach odchodzących i po tygodniu wracających do siedzacych w
> domu i piekących drożdżówki kobiet wrzucam jako 1. tekst roku. ja nie
> lubię odgrzewanych kotletów.
Czyżbyś odebrała komuś męża skutecznie? Lub Twój mąż właśnie
wrócił? Lub został?
nie oczekuję tego wcale.
Teli.
Nie wiem, dlaczego obie porównujecie wyższość dawania rodzinie nad
wyższością brania z rodziny, miast balansować oba strumienie. Bez balansu
dochodzi do rekompensat w obu strumieniach poza rodziną, a więc cichych lub
oficjalnych zdrad i najczęściej rozpadu tejże...
> Aby makaron był miekki, należy po ugotowaniu przelać zimną wodą i wrzucić
> jeszcze raz do czystego wrzątku i pozostawić na trochę pod przykryciem.
> Pozdr.Misia
Fe!
Miękki jest niezdrowy.
--
Harold
Makaron od macarone (dziś: maccherone), głupek'.
EOT
--
Harold
Siemasz Dżudża!
>> Czyżbyś odebrała komuś męża skutecznie? Lub Twój mąż właśnie
>> wrócił? Lub został?
> Sama tego chciałaś. I wiesz, wcale nie odczuwam satysfakcji.
> Przeraziła mnie niezawodność mojej logiki.
ROTFL roku! :)
Z tekstu "Z niepłaconymi alimentami użeram się od 13 lat" logicznie (i
niezawodnie, sic!) wysnułaś wniosek, że mój mąż wrócił lub komus go
odebrałam? :))))))))))
Porażająca logika - na serio - CBDU.
Wiesz... mój były mąż byl właśnie taki jak Ty... uwielbiał gotować,
tylko do pracy mu się nigdy nie opłacało iść. ZTCW obecnie jest na
utrzymaniu 3. z kolei żony.
Oby Twój mąż miał więcej cierpliwości.
E.
PS. Własnie skończył się weekend, dość szczęśliwie, muszę się zająć
pracą i przygotowaniem do wyjazdu. Drożdżówek już chyba jeść nie będę -
bez powodu mózgi tak nie gąbczeją :)
... o ile nie są to jagodzianki...
Teraz mam z waszej ręki potwierdzenie - rasa biała i oliwkowa mają
przesrane - 1000 lat za Murzynami i Arabami.
Na wszystkie babskie problemy jest proste lekarstwo:
WSZYSTKIE DZIECI NALEŻĄ WYŁĄCZNIE DO OJCA !!!
I tak zmienimy prawo - wprowadzając tę zasadę.
> Na wszystkie babskie problemy jest proste lekarstwo:
>
> WSZYSTKIE DZIECI NALEŻĄ WYŁĄCZNIE DO OJCA !!!
Jasne, jasne... nie potrafi zarobic na 300 PLNów alimentów a utrzyma
dzieci - karmiac je tynkiem ze ścian chyba :)
E.
Gdyby tak było od początku - musiałby...
Inna sprawa - "widziały gały co brały"
Fakt za duzo jajek, moze daj mniej jajek a odrobine masla i ciepla wode
pozdr Misia
Pozdr. Misia
Makaron z ciasta na pierogi? Dziwne.
Nie dziwię się - na stare lata łatwiej kroi się miękie ciasto, a po
ususzeniu da się ugotować. Do maszynki nie daje się podsuszonego paska
ciasta na walce krojące, będzie się rwało. Dlatego lepsze to ciasto z 10 jaj
na 1kg mąki i bez deka wody i nie musi to być seminiola (durum). Ta ilość
jajek gwarantuje nie tylko bardzo wysoką jakość makaronu ale i jego
wartość - dla dietetyczek dowolnej proweniencji wystarczy zjeść go mniej...
:-p))) A i czas gotowania nie jest krytyczny - można ugotować do końca,
czyli do utraty posmaku surowizny i będzie al dente, w przeciwieństwie do
makaronów sklepowych...
> a ze ty nie potrafisz tak zrobic coz moze jeszcze za smarkaty jestes
Może, ale maszynkę mam i używam bezproblemowo...
Dziękuję za komplement.
Czytaj i komentuj ze zrozumieniem. Nie napisałem "twardy".
Na prk było 301 razy. Makaron gotuje się na "al dente"( wł., dosł. 'na ząb',
potrawa nie nazbyt miękka; czyli ani na "twardo" "ani na "miękko"), ponieważ
tylko wtedy jest najlepiej trawiony i dlatego zdrowy. No, ale de gustibus...
BTW, "niezdrowy".
--
Harold
> nie musi to być seminiola (durum).
Ten sam blad widzialam wczoraj w cytacie z postu zbyt czesto cytowanego
kretyna. Czyzby sie ukrywal?
Seminole - szczep indianski na Florydzie
Semolina - maka z pszenicy durum
MB