Z głębokim bólem zawiadamiam: jak już wspomniałem po poprzednim konkursie,
mam nader ograniczone możliwości, jeśli chodzi o dostęp do polskojęzycznej
literatury. Postarałem się jednak, jak mogłem, żeby ekshumować (i coś
niecoś znalazłem, przez co pogrzebane zostały nadzieje tych, którzy nie
spodziewali się wierszy) ? u znajomych, w bibliotekach, w Internecie ? te
książki, o które mi chodziło. Niektórych jednak odkopać się nie udało i
stąd pewne fragmenty samodzielnie tłumaczyłem z angielskiego. Zdaję sobie
sprawę, że twarze bardziej utalentowanych tłumaczy może przy czytaniu
pokryć trupia bladość oraz że niektórzy Wielcy, którzy tłumaczyli te teksty
profesjonalnie, przewracają się w grobach, ale bardzo bym prosił, żeby mnie
za to nie grzebać żywcem ? starałem się, jak mogłem, choć niektóre
fragmenty naprawdę wpędzały mnie do grobu i zdaję sobie sprawę, że daleko
im do ideału. Dlatego proszę: ciszej nad tą trumną, miejcie litość dla
bliźniego.
W jeszcze głębszą żałobę wpędza mnie fakt, że konkurs jest śmiesz...
żałośnie łatwy ? większość podanych książek każdy czytał (zabijcie, ale
pewnych mniej znanych pozycji, na które ostrzyłem sobie zęby, po prostu
nigdzie nie znalazłem ani po polsku, ani w innym języku, który choć jako
tako rozumiem). W kilku przypadkach byłem zmuszony skrócić do inicjałów lub
wręcz wyciąć pewne imiona, których podanie sprawiłoby, że uśmiercone
zostałyby ostatnie resztki wyzwań i trudności. Konkurs jest śmiertelnie
prosty mimo tego.
Aby grobowej ciszy w wątku nie zakłócały przypadkowe posty z odpowiedziami,
ustawiłem FUT. Proszę jednak o zwrócenie uwagi, że w moim adresie jest
pułapka, w której powinien zostać pogrzebany spam. Dlatego wszystkich
żałobników upraszam o upewnienie się, że wysyłają odpowiedzi pod adres
cdlxxvi (małpa) ds2 . pg . gda . pl ? każdemu postaram się wysłać
potwierdzenie w ciągu 24 godzin; jeśli nie przyjdzie, proszę przypominać
się najpierw e-mailem, potem na grupie.
Okres żałoby, znaczy, przeznaczony do nadsyłania odpowiedzi, proponuję
dwutygodniowy z kilkugodzinnym hakiem ? do północy z poniedziałku na wtorek
15/16 października. Jeśli ktoś się bardzo spóźni ? cóż, niech mu ziemia
lekką będzie.
Z przykrością zawiadamiam, że żałobników prosi się o samodzielną pracę,
wszelkie hieny cmentarne przyłapane na zakłócaniu wiecznego spoczynku gugli
będą karane, jakżeby inaczej, śmiercią. I torturami.
W przypadku jednakowej punktacji dwóch lub więcej niebosz... uczestników,
wygrywa ten pochowany, pardon, odpowiadający, wcześniej.
Niech Wam ziemia lekką, to znaczy, pozdrawiam serdecznie, jkb. I pogrążona w
smutku Rodzina.
A oto i bohaterowie dzisiejszej smutnej uroczystości.
1. Autor, tytuł ? po punkcie, razem do wzięcia 2p.
Rohan wstał, aby wyjść, kiedy zobaczył, że Sax wraca do stołu. Podniósł z
podłogi niewielką czarną torbę, otworzył ją, i ukazał się ów aparat, o
którym Rohan nieraz już słyszał, ale którego nigdy dotąd przy nim nie
używano. Sax, ruchami nadzwyczaj spokojnymi, pedantycznie rozwijał kłębki
przewodów, zakończonych płaskimi elektrodami. Przyłożywszy ich sześć do
czaszki umarłego, umocował je elastyczną taśmą. Przykucnąwszy, wyjął z
torby trzy pary słuchawek. Nałożył sobie słuchawki na uszy i, wciąż
pochylony, poruszał gałkami aparatu, znajdującego się wewnątrz pokrowca.
Jego twarz o zamkniętych oczach przybrała wyraz doskonałego skupienia.
Nagle ściągnął brwi, nachylił się jeszcze niżej, przytrzymał ręką gałkę, po
czym gwałtownie zdjął słuchawki.
- Kolego Nygren ? powiedział jakimś dziwnym głosem. Mały doktor wziął od
niego słuchawki.
- Co?? ? prawie bez tchu, drżącymi wargami wyszeptał Rohan. Aparat nazywał
się ?opukiwaczem grobów?, przynajmniej w pokładowym żargonie. U zmarłego,
którego śmierć zabrała niedawno, albo gdy nie doszło do rozkładu ciała, jak
w tym wypadku na skutek niskiej temperatury ciała, można było ?podsłuchać
mózg?, a właściwie to, co stanowiło ostatnią treść świadomości.
2. Autor, tytuł ? po 1p.
? Boję się, że nie czytam tyle, ile powinnam ? powiedziała Maggie.
? Każdy się czegoś boi ? odpowiedział Trout. ? Ja na przykład boję się raka,
szczurów i dobermanów.
? Powinnam to wiedzieć, ale nie wiem, więc muszę spytać ? mówiła Maggie. ?
Jaka jest pana najsłynniejsza książka?
? Jest to historia o pogrzebie słynnego francuskiego kucharza.
? To brzmi bardzo interesująco.
? Zjeżdżają się wszyscy najsłynniejsi kucharze z całego świata. Jest to
niezwykle podniosła uroczystość ? zmyślał Trout na poczekaniu. ? Przed
zamknięciem trumny goście żałobni posypują zmarłego papryką i zieloną
pietruszką. Zdarza się i tak.
3. Autor, tytuł po 1p.; tłumaczenie moje.
Przez chwilę leżał spokojnie, po czym odwrócił głowę i ponownie spojrzał na
stertę kamieni. Ponad pięć ton kamieni w stercie. Osiemnaście wieków w
stercie kamieni. Wybuch musiał rozerwać kryptę, bo między kamieniami
zauważył nieco kości. Pomacał wolną ręką, trafił na coś gładkiego i w końcu
dał radę wyciągnąć. Położył na piasku obok cyborium. Brakowało żuchwy, ale
czaszka była nietknięta, pomijając okrągłą dziurę w czole, z której to
dziury wystawała drzazga wysuszonego i na wpół przegniłego drewna.
Wyglądało to na resztki strzały. Czaszka była chyba bardzo stara.
Bracie ? szepnął, ponieważ w tej krypcie mógł być pochowany tylko członek
Zakonu.
I cóżeś im uczyniła, o Kości? Nauczyłaś czytać i pisać? Pomogłaś w
odbudowie, dałaś Chrystusa, pomogłaś odtworzyć kulturę? Czy pamiętałaś,
żeby ich ostrzec, że Edenu to tam nie będzie? Na pewno pamiętałaś.
Błogosławiona jesteś, o Kości, pomyślał, znacząc kciukiem krzyż na czole
czaszki. Za wszystkie twoje niedole dali ci strzałę między oczy.
4. Autor, tytuł ? po 1p.
Minęły lata i z okaleczonego tułowia stopochoda zaczęły wyłazić wiechcie.
Rodzice jęli przebąkiwać, że chore ciało staje się pokarmem dla robactwa,
może pożywką dla bakterii, i namawiać nas z czułością do urządzenia temu
wrakowi pogrzebu. Przykro było teraz patrzeć na niedźwiadka Angelo chorego,
niezdolnego sprostać żadnej sytuacji, narażonego na powolne wybebeszenie i
niezbyt piękne wydostawanie się na zewnątrz organów wewnętrznych, niweczące
jego godność.
Tak więc pewnego wczesnego ranka, kiedy tato rozpalał w kuchni w piecu
centralnego ogrzewania, dając życie wszystkim kaloryferom w domu, ustawił
się powolny, uroczysty orszak. Obok pieca zostały ustawione wszystkie
pozostałe zabawki, a ja kroczyłem niosąc poduszkę, na której spoczywał
rzekomy zmarły, i wydaje mi się, że obecni byli wszyscy członkowie rodziny,
połączeni tym samym bólem i tą samą czcią.
Niedźwiadek Angelo został umieszczony w paszczy płomienistego Baala;
najukochańszy zmarły zapalił się i tym samym zgasł nieodwołalnie. Wraz z
nim dobiegła z pewnością końca pewna epoka. Jestem pewny, że nastąpiło to,
zanim pierwsze samoloty nieprzyjacielskie zbombardowały miasto, gdyż wygasł
wtedy także piec, pożerający niestety ogromne ilości brykietów, i
zastąpiono go piecykiem na drewno, który ogrzewał tylko kuchnię.
5. Autor, tytuł - po 1p. [---] - wycięte, żeby nie udzielać odpowiedzi w
pytaniu.
Rozległa kotlina przed nimi osnuta już była wieczornym oparem, z którego,
niczym z morza, sterczały jak okiem sięgnąć tysięczne kurhany i omszałe
monolity. Niektóre z głazów były zwykłymi bezkształtnymi bryłami. Inne,
równo ociosane, obrobiono na obeliski i menhiry. Jeszcze inne, stojące
bliżej centrum tego kamiennego lasu, były pogrupowane w dolmeny, tumulusy i
kromlechy, ustawione w kręgi w sposób wykluczający przypadkowe działanie
natury.
- Zaiste - powtórzył krasnolud. - Urokliwe miejsce na spędzenie nocy. Elfi
cmentarz. Jeśli mnie pamięć nie myli, [---], niedawno wspominałeś o
ghulach? No, to wiedz, że ja je czuję wśród tych kurhanów. Tu musi być
wszystko. Ghule, graveiry, upiory, wichty, elfie duchy, zjawy, widma, pełny
przegląd. Wszystkie siedzą tam i wiecie, co właśnie szepczą? Że oto nie
trza wieczerzy szukać, bo sama przyszła.
6. Autor, tytuł ? po 1p. Część imion skrócona, z wiadomych powodów.
Więc natychmiast uklękły obie z Sieciechówną i poczęły mówić wieczny
odpoczynek dźwięcznymi jak dzwonki głosami. Po czym łzy ciurkiem jęły
płynąć po twarzy J., bo bardzo kochała opata, który choć zapalczywy z
ludźmi, krzywdy nie wyrządził nikomu, a dobro obu rękoma czynił, ją zaś,
która była jego chrześniaczką, miłował jak córkę rodzoną. M., wspomniawszy,
że to był jego i Z. krewny, wzruszył się także i nieco zapłakał, a dopiero
gdy im część boleści łzami spłynęła, zabrał Czecha i obie dziewczyny na
pogrzeb do kościoła.
Pogrzeb był wspaniały. Prowadził kondukt sam biskup Jakub z Kurdwanowa, byli
wszyscy księża i wszyscy mnisi w Płocku konwenty mający, bito we wszystkie
dzwony, mówiono mowy, których nikt prócz duchownych nie rozumiał, boje
mówiono po łacinie, po czym wrócili duchowni i świeccy na ucztę obfitą do
biskupa.
Poszedł na nią M., wziąwszy ze sobą dwóch pacholików, gdyż jako krewny
zmarłego i znajomek biskupa miał wszelkie prawo. Biskup też przyjął go jako
krewnego nieboszczyka chętliwie i z odznaczeniem.
7. Autor i tytuł ? po 1p. Tłumaczenie moje.
W środku nareszcie jest ciemno, więc łatwiej wczuć się w nastrój. Trumna na
samym przedzie, nieco nad podłogą, ale nie mogę się domyśleć, na czym ona
tam stoi. Laura, Jo i Janet Lydon bardzo blisko, w pierwszym rzędzie, z
nimi paru ludzi, których nie znam. Śpiewamy pieśń, modlimy się, potem
krótkie i niesatysfakcjonujace kazanie pastora, coś tam z jego książeczki,
znowu pieśń, a potem ten nagły, porażający klekot maszynerii i trumna
powoli znika pod podłogą. I kiedy znika, z przodu dobiega szloch,
straszliwy, straszliwy dźwięk, którego nie chcę słuchać: ledwo-ledwo
rozpoznaję głos Laury, ale wiem, że to ona i w tej chwili chciałbym do niej
podejść i oświadczyć, że się zmienię, że śladu po starym mnie nie zostanie,
byle tylko pozwoliła mi się nią zająć i spróbować ją pocieszyć.
Wychodzimy z mroku, ludzie tłoczą się wokół Laury i Jo i Janet i obejmują
je; chciałbym zrobić to samo, ale nie widzę możliwości. Laura jednak widzi
Liz i mnie kręcących się na obrzeżu towarzystwa i podchodzi do nas i
dziękuje za przybycie i długo obejmuje nas oboje i kiedy mnie puszcza,
czuję, że nie muszę więcej obiecywać przemiany: już się dokonała.
8. Autor ? 1p. Wiersz nie ma tytułu, za podanie pierwszego wersu dodatkowy
punkt, więc łącznie 2p do wzięcia.
Jak ciemno, mroźno jest przy Twoim grobie
Już dla nas domy jak groby stawiają
Ty leżysz martwy kiedy nas ścigają
I gdzie Twe wino i chleb nie odpowiesz
Kiedy uczniowie właśni Cię zdradzają
Jak ciemno, głucho jest przy Twoim grobie...
9. Autor, tytuł ? po 1p.
Następca znowu ocknął się.
- Powiedz mi - rzekł - ojcze święty, jeżeli nie należy to do wielkich
tajemnic, jaka jest naprawdę różnica między spaleniem zmarłego i zrobieniem
z niego mumii? Bo chociaż słyszałem coś w szkole, nie rozumiem jednak tej
kwestii, do której Grecy tak wielką przywiązują wagę.
- My przywiązujemy daleko większą, największą...- odparł kapłan. - Świadczą
o tym nasze miasta zmarłych, które zajęły cały skraj pustyni zachodniej.
Świadczą piramidy, które są grobami faraonów starego państwa, i mnemonie,
olbrzymie groby, kute w skałach, dla królów naszej epoki.
Pogrzeb i grób to wielka sprawa, to największa sprawa ludzka. Bo gdy w
formie cielesnej żyjemy pięćdziesiąt albo sto lat, nasze cienie trwają
dziesiątki tysięcy lat, aż do zupełnego oczyszczenia. Asyryjscy barbarzyńcy
śmieją się z nas, że więcej poświęcamy zmarłym niż żyjącym; ale zapłakaliby
nad swoim niedbalstwem o zmarłych, gdyby znana im była, jak nam, tajemnica
śmierci i grobu...
10. Autor, tytuł ? po 1p.
Błogosławiony grób cichy, co chowa
Umarłych prochy, iż wiatr ich nie miota.
Albowiem wielka spokojność grobowa
Jest im odpłatą za burzę żywota,
Co prędszy, niźli zawodnik w swym biegu,
Dobra nie widział, a już jest u brzegu...
Lecz tu nalezion wielki jest i mały
I wyzwolony jest jeszcze od pana,
A usta, które o grób swój wołały,
Już ukojone są i wszelka rana,
I wszelka żądza tutaj się popieli...
Błogosławieni, którzyście spoczęli!
11. Autor, tytuł ? po 1p. Tłumaczenie moje.
Spojrzawszy, zobaczyłem łysego staruszka, kuśtykającego przez cmentarz w
moją stronę z wielkim, drżącym i dzwoniącym przy każdym kroku, pękiem
kluczy w ręku.
Odprawiłem go gestem, milcząc godnie, ale zbliżał się mimo to, skrzecząc:
- Dobrze pszepana, jużidę jużidę. Dobrze pszepana, bez pośpiechu.
- Odejdź, biedny starcze ? powiedziałem.
- Przyszedłem, jak żem mógł najszybciej, pszepana ? odrzekł ? ja to się już
troszku sypię, jużem nie taki żwawy, jak kiedyś. Tędy, pszepana.
- Odejdź pan ? powtórzyłem ? zostaw mnie pan, zanim przelezę przez murek i
panu przyłożę.
Wyglądał na zaskoczonego.
- Pan nie do grobowców? - zapytał.
- Nie ? odpowiedziałem ? nie do grobowców. Chcę tu sobie przystanąć,
podpierając się na tym oto starym, chropawym murku. Odejdź pan i nie
przeszkadzaj. Pełen jestem po uszy pięknych i szlachetnych myśli i chcę,
żeby tak zostało, bo mi z tym miło i przyjemnie. Nie łaź mi pan tu dookoła,
doprowadzając mnie do szału i dręcząc wszystkie moje uczucia tym swoim
pogrobowym bezsensem. Idź pan i niech pana gdzieś tanio pogrzebią, pokryję
połowę kosztów.
Zatkało go na moment. Przetarł oczy i spojrzał na mnie twardo. Wyglądałem na
istotę ludzką i nie mógł rozeznać, o co chodzi.
Powiedział:
- Pan przyjezdny w tej okolicy? Pan tu nie mieszka?
- Nie ? powiedziałem ? inaczej pan byś tu nie mieszkał.
- No jak tak ? rzekł ? to pan zobaczy grobowce ? groby ? ludzi tam chowali,
wipan ? trumny!
12. Autor, tytuł ? po 1p.
Przypadli do niej synowie powstrzymując, ale ich odtrąciła z lekka;
przystąpiły córki jeszcze, dała im znak, aby uszły z drogi; rzuciły się z
płaczem wnuczki wołając za nią, wskazała matkom, aby je wzięły na ręce...
Szła tak aż do stosu, stanęła chwilę, popatrzała na stojących, na biały
świat szeroki i śmielszym krokiem wstępować zaczęła po drzewach, coraz
wyżej, na szczyt sam, aż tu padła u stóp męża i objąwszy nogi jego rękami,
nieruchomie przy nim została...
Jęk płaczek wznosił się coraz przeraźliwszy. Przyprowadzono siwego i na
stosie uwiązano go u słupa, skrępowawszy mu nogi. Przy nim postawiono psy
ulubione... Płaczki zaczęły obiegać stos dokoła jakby w szalonych skokach,
miotając się i krzycząc. Nareszcie po czterech rogach ogromne kupy łuczyny
smolnej, której pod spodem i po bokach nagromadzono niemało, zażegnięto
razem. Podpalone zaledwie, zajęły się nagle, szybko płomieniem jasnym i w
mgieniu oka drzewo przepojone smołą stanęło jednym ogniskiem ogromnym. Dym
i płomienie zakryły zwłoki.
13. Autor, tytuł ? po 1p.
- Możemy wykonać bardzo ładne marmurowe licowanie - zaproponował, nie
podnosząc głowy. - Może akurat wystarczy nam materiału w kamieniołomach. O
królu ciał niebieskich - dodał pospiesznie.
- Doskonale - zgodził się Teppic.
Ptaclusp sięgnął po nową tabliczkę.
- Może wierzchołek z elektrum? Taniej wychodzi wbudować od razu, przecież
nie chcemy używać zwykłego srebra, a potem mówić: żałuję, że nie
zamówiłem...
- Elektrum, tak.
- I normalne gabinety?
- Co?
- Komora grobowa, znaczy, i komora zewnętrzna. Sugeruję zestaw Memphis,
niezwykle gustowny, w komplecie jest dopasowany skarbiec o większej
powierzchni. Bardzo poręczny na te wszystkie drobiazgi, których nie
moglibyśmy tak po prostu zostawić. - Ptaclusp odwrócił tabliczkę i zaczął
pisać na drugiej stronie. - I oczywiście podobny apartament dla królowej,
jak rozumiem? O królu, który będzie żył wiecznie.
- Co? A tak, tak sądzę. - Teppic zerknął na Diosa. - Wszystko. Najlepsze.
- Są jeszcze labirynty - przypomniał Ptaclusp, starając się panować nad
własnym głosem. - Bardzo popularne w tej erze. Taki labirynt jest bardzo
ważny; za późno się decydować, kiedy rabusie już odwiedzili piramidę. Może
jestem staroświecki, ale zawsze wstawiałbym labirynt. Jak to mówimy: mogą
wejść bez kłopotów, ale nigdy nie wyjdą. To kosztuje dodatkowo, ale czym są
pieniądze w takiej chwili, o władco wód?
14. Autor, tytuł opowiadania, tytuł zbioru ? po 1p., łącznie 3p. Tłumaczenie
moje.
Margarito Duarte nie zaszedł dalej, niż do podstawówki, ale jego powołanie
do listów pozwoliło mu na dalszą edukację, a to dzięki namiętnemu czytaniu
wszystkiego, co wpadało mu w ręce. W wieku osiemnastu lat, gdy był już
pisarzem wioskowym, poślubił piękną dziewczynę, która jednak zmarła wkrótce
po narodzinach ich pierwszego dziecka - córeczki. Córeczka ta, piękniejsza
nawet od matki, zmarła na niewyjaśnioną gorączkę w wieku lat siedmiu.
Prawdziwa jednak historia Margarita Duarte rozpoczęła się sześć miesięcy
przed jego przybyciem do Rzymu, kiedy to budowa tamy sprawiła, że trzeba
było przenieść wiejski cmentarz w inne miejsce. Margarito, jak wszyscy inni
w okolicy, odkopał szczątki zmarłych krewnych, by przenieść je w nowe
miejsce spoczynku. Żona w proch się obróciła. Jednakże w sąsiednim grobie,
dziewczynka leżała niezmieniona od jedenastu lat. Co więcej, kiedy otwarto
trumnę, dał się poczuć zapach świeżo ściętych róż, z którymi ją pochowano.
Najdziwniejszym wydało się jednak, że ciało dziewczynki nic nie ważyło.
Setki gapiów, ściągane przez rozchodzące się wieści o cudzie, ściągały do
wsi. Nie było wątpliwości: nierozkładanie się ciała było niewątpliwym
znakiem świętości i nawet biskup-ordynator zgodził się, że taki znak od
nieba powinien być poddany osądowi Watykanu. W związku z tym przedsięwzięto
zbiórkę pieniędzy, za które Margarito Duarte mógł pojechać do Rzymu, by
walczyć za sprawę już nie tylko swoją lub ograniczoną do samej wioski, ale
ważną dla całego narodu.
15. Autor, tytuł ? po 1p.
Item, me ciało grzeszne zdaię
Ziemi, wielmożney rodzicielce;
Robactwo się ta niem nie naie,
Głód ie wysuszył nazbyt wielce.
Niechże ie przyimie żyzne łono;
Co z ziemi, w ziemię się obraca;
Wszelka rzecz, słusznie mówią pono,
Chętnie do swego mieścca wraca.
(...)
Item, chcę, aby na mym grobie
Tę, co tu podam, zwrotkę małą
W dość znacznym kształcie y sposobie
Spisano; gdyby zaś nie stało
Inkaustu - węglem, czarną krydą,
Byleby trwale y wyraźnie;
Niech boday ci, co po mnie przydą,
Dowiedzą się o dobrym błaźnie:
16. Autor, tytuł ? po 1p.
Dzwony wciąż biły i ponura pieśń huczała coraz jękliwiej, smętarz już był
niedaleko, wyrastał ze zbóż kępami drzew, krzyżów i mogił, a zdawał się
otwierać, kieby ten straszny, nigdy nie zapełniony dół, w któren z wolna a
nie- powstrzymanie spływa cały świat, że już niejednemu się widziało, jako
w tym zadeszczonym powietrzu i ze stron wszystkich biją dzwony, jarzą się
światła, czernieją rozwiane chorągwie i płyną śpiewania, że z każdej
chałupy wynoszą trumny, że wszystkimi drogami ciągną żałobne pochody, a
każden człowiek płacze kogoś, zawodzi, a tak szlocha, jaże wszystkie niebo
i ziemia wzbiera żałosnym jękiem i spływa szmerem nieustannych, gorzkich
jak piołun łez...
Pochód już skręcał na dróżkę ku smętarzowi, kiej go dopędził dziedzic,
wysiadł z powozu i poszedł pobok trumny w srogiej ciasnocie, gdyż dróżka
była wąska, gęsto brzózkami obsadzona i zboża stały ze stron obu.
(...)
Co najpierwsi gospodarze dźwignęli trumnę, a nawet sam dziedzic jął wspierać
w pośrodku, i ponieśli ją żółtymi drożynami wskroś okwieconych mogił, traw
i krzyżów, za kaplicę, kaj w gąszczach leszczyn i bzów czekał już grób
świeżo wybrany.
Straszne płacze i krzyki zatargały powietrzem.
Chorągwie i światła okoliły jamę głęboką, naród się skłębił i cisnął
spozierając trwożnie w ten dół żółtawy i pusty...
17. Autor, tytuł ? po 1p. Imię bohatera skrócone.
Wszystko ma swoje przyczyny - lokomotywa, wjeżdżając teraz w głęboki jar,
rozpędzała się znacznie, szybko przemykała pod łukiem kamiennego mostu i
już zgrzytała, hamując u skraju cmentarza, na którym teraz siedzieliśmy,
wymyślając to wszystko. W. ciągnął za dźwignię i gwizdał przejmująco trzy
razy. I nagle, w świetle księżyca otwierały się zarośnięte krypty, odsuwały
popękane tablice i rój nieboszczyków klekoczących piszczelami wyłaził z
grobów, udając się pod lokomotywę. Kiedy już wszyscy byli gotowi do drogi,
maszynista wpuszczał ich do węglarki i ruszał dalej, przez następne zerwane
mosty i niewidzialne zwrotnice. Tak działo się co miesiąc, w każdą pełnię
księżyca, niezależnie od pory roku. Maszynista wracał nad ranem, zmęczeni
podróżni udawali się do krypt, a lokomotywa znikała w okolicach przystanku
Lotniska, gdzie stary nasyp dochodził do prawdziwej linii kolejowej.
18. Autor, tytuł ? po 1p.
Polko, i ja dni skończę w samotnej żałobie;
Tu niech mi garstkę ziemi dłoń przyjazna rzuci.
Podróżni często przy twym rozmawiają grobie,
I mnie wtenczas dźwięk mowy rodzinnej ocuci:
I wieszcz, samotną piosnkę dumając o tobie,
Ujrzy bliską mogiłę, i dla mnie zanuci.
19. Autor, tytuł ? po 1p. Imiona skrócone. Krótki fragment, żeby nie było za
łatwo. Tłumaczenie moje.
Wtem rozległy się krzyki. Białe płomienie wystrzeliły wokół ciała D. i ze
stołu, na którym leżało; wznosiły się coraz wyżej, zasłaniając ciało. Biały
dym wirował w powietrzu, tworząc dziwne kształty; H. wydało się w pewnym
zapierającym dech w piersiach momencie, że zobaczył feniksa wzbijającego
się radośnie w błękit, ale w następnej chwili płomienie znikły. W ich
miejscu pojawił się biły marmurowy grobowiec, skrywający zwłoki D. i stół,
na którym spoczywały.
20. Autor, tytuł ? po 1p. Tłumaczenie moje.
Na rozkaz Morgotha orkowie wielkim nakładem pracy zebrali ciała wszystkich
poległych w bitwie razem ze wszystkimi zbrojami i bronią i złożyli razem na
stertę w środku Anfauglith, tworząc widoczny z daleka pagórek. Elfy nazwały
go Haudh-en-Ndengin, Pagórkiem Poległych i Haudh-en-Nirnaeth, Pagórkiem
Łez. Przyjęła się na nim trawa i porosła go ? wysoka i zielona pokryła
pagórek, samotny wśród pustyni stworzonej przez Morgotha i żaden sługa
Morgotha nie zapuszczał się na ziemię, pod którą miecze Eldarów i Edainów
rozpadały się w rdzy.
Jak łatwo policzyć, łącznie do wzięcia jest 41 punktów. Spoczywajcie w
poko... znaczy, powodzenia.
--
"'W zasadzie', powiedział kiedyś Koslowski, 'każdy człowiek jest,
subiektywnie rzecz biorąc, nieśmiertelny. O tym, że ktoś umarł, wiedzą
tylko ci, którzy go przeżyli. W każdym razie uważam za rzecz diabelnie
trudną przekonać kogoś, że nie żyje, jeśli on jest nieżywy'." (M. Augustin)
Lato się skończyło, zrobiło się - albo zrobi niedługo - cmentarnie ponuro,
jesienne deszcze i szarugi wpędzą nas w grobowy nastrój. I stąd tematyka
konkursu: porozmawiamy sobie o nieboszczykach (z lekką nutką nekromancji w
wersji hi-tec), grobach, pogrzebach, cmentarzach, kryptach, upiorach i
podobnych wesołych rzeczach.
Z głębokim bólem zawiadamiam: jak już wspomniałem po poprzednim konkursie,
mam nader ograniczone możliwości, jeśli chodzi o dostęp do polskojęzycznej
literatury. Postarałem się jednak, jak mogłem, żeby ekshumować (i coś
niecoś znalazłem, przez co pogrzebane zostały nadzieje tych, którzy nie
spodziewali się wierszy) - u znajomych, w bibliotekach, w Internecie - te
książki, o które mi chodziło. Niektórych jednak odkopać się nie udało i
stąd pewne fragmenty samodzielnie tłumaczyłem z angielskiego. Zdaję sobie
sprawę, że twarze bardziej utalentowanych tłumaczy może przy czytaniu
pokryć trupia bladość oraz że niektórzy Wielcy, którzy tłumaczyli te teksty
profesjonalnie, przewracają się w grobach, ale bardzo bym prosił, żeby mnie
za to nie grzebać żywcem - starałem się, jak mogłem, choć niektóre
fragmenty naprawdę wpędzały mnie do grobu i zdaję sobie sprawę, że daleko
im do ideału. Dlatego proszę: ciszej nad tą trumną, miejcie litość dla
bliźniego.
W jeszcze głębszą żałobę wpędza mnie fakt, że konkurs jest śmiesz...
żałośnie łatwy - większość podanych książek każdy czytał (zabijcie, ale
pewnych mniej znanych pozycji, na które ostrzyłem sobie zęby, po prostu
nigdzie nie znalazłem ani po polsku, ani w innym języku, który choć jako
tako rozumiem). W kilku przypadkach byłem zmuszony skrócić do inicjałów lub
wręcz wyciąć pewne imiona, których podanie sprawiłoby, że uśmiercone
zostałyby ostatnie resztki wyzwań i trudności. Konkurs jest śmiertelnie
prosty mimo tego.
Aby grobowej ciszy w wątku nie zakłócały przypadkowe posty z odpowiedziami,
ustawiłem FUT. Proszę jednak o zwrócenie uwagi, że w moim adresie jest
pułapka, w której powinien zostać pogrzebany spam. Dlatego wszystkich
żałobników upraszam o upewnienie się, że wysyłają odpowiedzi pod adres
cdlxxvi (małpa) ds2 . pg . gda . pl - każdemu postaram się wysłać
potwierdzenie w ciągu 24 godzin; jeśli nie przyjdzie, proszę przypominać
się najpierw e-mailem, potem na grupie.
Okres żałoby, znaczy, przeznaczony do nadsyłania odpowiedzi, proponuję
dwutygodniowy z kilkugodzinnym hakiem - do północy z poniedziałku na wtorek
15/16 października. Jeśli ktoś się bardzo spóźni - cóż, niech mu ziemia
lekką będzie.
Z przykrością zawiadamiam, że żałobników prosi się o samodzielną pracę,
wszelkie hieny cmentarne przyłapane na zakłócaniu wiecznego spoczynku gugli
będą karane, jakżeby inaczej, śmiercią. I torturami.
W przypadku jednakowej punktacji dwóch lub więcej niebosz... uczestników,
wygrywa ten pochowany, pardon, odpowiadający, wcześniej.
Niech Wam ziemia lekką, to znaczy, pozdrawiam serdecznie, jkb. I pogrążona w
smutku Rodzina.
A oto i bohaterowie dzisiejszej smutnej uroczystości.
1. Autor, tytuł - po punkcie, razem do wzięcia 2p.
Rohan wstał, aby wyjść, kiedy zobaczył, że Sax wraca do stołu. Podniósł z
podłogi niewielką czarną torbę, otworzył ją, i ukazał się ów aparat, o
którym Rohan nieraz już słyszał, ale którego nigdy dotąd przy nim nie
używano. Sax, ruchami nadzwyczaj spokojnymi, pedantycznie rozwijał kłębki
przewodów, zakończonych płaskimi elektrodami. Przyłożywszy ich sześć do
czaszki umarłego, umocował je elastyczną taśmą. Przykucnąwszy, wyjął z
torby trzy pary słuchawek. Nałożył sobie słuchawki na uszy i, wciąż
pochylony, poruszał gałkami aparatu, znajdującego się wewnątrz pokrowca.
Jego twarz o zamkniętych oczach przybrała wyraz doskonałego skupienia.
Nagle ściągnął brwi, nachylił się jeszcze niżej, przytrzymał ręką gałkę, po
czym gwałtownie zdjął słuchawki.
- Kolego Nygren - powiedział jakimś dziwnym głosem. Mały doktor wziął od
niego słuchawki.
- Co?? - prawie bez tchu, drżącymi wargami wyszeptał Rohan. Aparat nazywał
się "opukiwaczem grobów", przynajmniej w pokładowym żargonie. U zmarłego,
którego śmierć zabrała niedawno, albo gdy nie doszło do rozkładu ciała, jak
w tym wypadku na skutek niskiej temperatury ciała, można było "podsłuchać
mózg", a właściwie to, co stanowiło ostatnią treść świadomości.
2. Autor, tytuł - po 1p.
- Boję się, że nie czytam tyle, ile powinnam - powiedziała Maggie.
- Każdy się czegoś boi - odpowiedział Trout. - Ja na przykład boję się raka,
szczurów i dobermanów.
- Powinnam to wiedzieć, ale nie wiem, więc muszę spytać - mówiła Maggie. -
Jaka jest pana najsłynniejsza książka?
- Jest to historia o pogrzebie słynnego francuskiego kucharza.
- To brzmi bardzo interesująco.
- Zjeżdżają się wszyscy najsłynniejsi kucharze z całego świata. Jest to
niezwykle podniosła uroczystość - zmyślał Trout na poczekaniu. - Przed
zamknięciem trumny goście żałobni posypują zmarłego papryką i zieloną
pietruszką. Zdarza się i tak.
3. Autor, tytuł po 1p.; tłumaczenie moje.
Przez chwilę leżał spokojnie, po czym odwrócił głowę i ponownie spojrzał na
stertę kamieni. Ponad pięć ton kamieni w stercie. Osiemnaście wieków w
stercie kamieni. Wybuch musiał rozerwać kryptę, bo między kamieniami
zauważył nieco kości. Pomacał wolną ręką, trafił na coś gładkiego i w końcu
dał radę wyciągnąć. Położył na piasku obok cyborium. Brakowało żuchwy, ale
czaszka była nietknięta, pomijając okrągłą dziurę w czole, z której to
dziury wystawała drzazga wysuszonego i na wpół przegniłego drewna.
Wyglądało to na resztki strzały. Czaszka była chyba bardzo stara.
Bracie - szepnął, ponieważ w tej krypcie mógł być pochowany tylko członek
Zakonu.
I cóżeś im uczyniła, o Kości? Nauczyłaś czytać i pisać? Pomogłaś w
odbudowie, dałaś Chrystusa, pomogłaś odtworzyć kulturę? Czy pamiętałaś,
żeby ich ostrzec, że Edenu to tam nie będzie? Na pewno pamiętałaś.
Błogosławiona jesteś, o Kości, pomyślał, znacząc kciukiem krzyż na czole
czaszki. Za wszystkie twoje niedole dali ci strzałę między oczy.
4. Autor, tytuł - po 1p.
Minęły lata i z okaleczonego tułowia stopochoda zaczęły wyłazić wiechcie.
Rodzice jęli przebąkiwać, że chore ciało staje się pokarmem dla robactwa,
może pożywką dla bakterii, i namawiać nas z czułością do urządzenia temu
wrakowi pogrzebu. Przykro było teraz patrzeć na niedźwiadka Angelo chorego,
niezdolnego sprostać żadnej sytuacji, narażonego na powolne wybebeszenie i
niezbyt piękne wydostawanie się na zewnątrz organów wewnętrznych, niweczące
jego godność.
Tak więc pewnego wczesnego ranka, kiedy tato rozpalał w kuchni w piecu
centralnego ogrzewania, dając życie wszystkim kaloryferom w domu, ustawił
się powolny, uroczysty orszak. Obok pieca zostały ustawione wszystkie
pozostałe zabawki, a ja kroczyłem niosąc poduszkę, na której spoczywał
rzekomy zmarły, i wydaje mi się, że obecni byli wszyscy członkowie rodziny,
połączeni tym samym bólem i tą samą czcią.
Niedźwiadek Angelo został umieszczony w paszczy płomienistego Baala;
najukochańszy zmarły zapalił się i tym samym zgasł nieodwołalnie. Wraz z
nim dobiegła z pewnością końca pewna epoka. Jestem pewny, że nastąpiło to,
zanim pierwsze samoloty nieprzyjacielskie zbombardowały miasto, gdyż wygasł
wtedy także piec, pożerający niestety ogromne ilości brykietów, i
zastąpiono go piecykiem na drewno, który ogrzewał tylko kuchnię.
5. Autor, tytuł - po 1p. [---] - słowo wycięte, żeby nie udzielać odpowiedzi
w pytaniu.
Rozległa kotlina przed nimi osnuta już była wieczornym oparem, z którego,
niczym z morza, sterczały jak okiem sięgnąć tysięczne kurhany i omszałe
monolity. Niektóre z głazów były zwykłymi bezkształtnymi bryłami. Inne,
równo ociosane, obrobiono na obeliski i menhiry. Jeszcze inne, stojące
bliżej centrum tego kamiennego lasu, były pogrupowane w dolmeny, tumulusy i
kromlechy, ustawione w kręgi w sposób wykluczający przypadkowe działanie
natury.
- Zaiste - powtórzył krasnolud. - Urokliwe miejsce na spędzenie nocy. Elfi
cmentarz. Jeśli mnie pamięć nie myli, [---], niedawno wspominałeś o
ghulach? No, to wiedz, że ja je czuję wśród tych kurhanów. Tu musi być
wszystko. Ghule, graveiry, upiory, wichty, elfie duchy, zjawy, widma, pełny
przegląd. Wszystkie siedzą tam i wiecie, co właśnie szepczą? Że oto nie
trza wieczerzy szukać, bo sama przyszła.
6. Autor, tytuł - po 1p. Część imion skrócona, z wiadomych powodów.
Więc natychmiast uklękły obie z Sieciechówną i poczęły mówić wieczny
odpoczynek dźwięcznymi jak dzwonki głosami. Po czym łzy ciurkiem jęły
płynąć po twarzy J., bo bardzo kochała opata, który choć zapalczywy z
ludźmi, krzywdy nie wyrządził nikomu, a dobro obu rękoma czynił, ją zaś,
która była jego chrześniaczką, miłował jak córkę rodzoną. M., wspomniawszy,
że to był jego i Z. krewny, wzruszył się także i nieco zapłakał, a dopiero
gdy im część boleści łzami spłynęła, zabrał Czecha i obie dziewczyny na
pogrzeb do kościoła.
Pogrzeb był wspaniały. Prowadził kondukt sam biskup Jakub z Kurdwanowa, byli
wszyscy księża i wszyscy mnisi w Płocku konwenty mający, bito we wszystkie
dzwony, mówiono mowy, których nikt prócz duchownych nie rozumiał, boje
mówiono po łacinie, po czym wrócili duchowni i świeccy na ucztę obfitą do
biskupa.
Poszedł na nią M., wziąwszy ze sobą dwóch pacholików, gdyż jako krewny
zmarłego i znajomek biskupa miał wszelkie prawo. Biskup też przyjął go jako
krewnego nieboszczyka chętliwie i z odznaczeniem.
7. Autor i tytuł - po 1p. Tłumaczenie moje.
W środku nareszcie jest ciemno, więc łatwiej wczuć się w nastrój. Trumna na
samym przedzie, nieco nad podłogą, ale nie mogę się domyśleć, na czym ona
tam stoi. Laura, Jo i Janet Lydon bardzo blisko, w pierwszym rzędzie, z
nimi paru ludzi, których nie znam. Śpiewamy pieśń, modlimy się, potem
krótkie i niesatysfakcjonujace kazanie pastora, coś tam z jego książeczki,
znowu pieśń, a potem ten nagły, porażający klekot maszynerii i trumna
powoli znika pod podłogą. I kiedy znika, z przodu dobiega szloch,
straszliwy, straszliwy dźwięk, którego nie chcę słuchać: ledwo-ledwo
rozpoznaję głos Laury, ale wiem, że to ona i w tej chwili chciałbym do niej
podejść i oświadczyć, że się zmienię, że śladu po starym mnie nie zostanie,
byle tylko pozwoliła mi się nią zająć i spróbować ją pocieszyć.
Wychodzimy z mroku, ludzie tłoczą się wokół Laury i Jo i Janet i obejmują
je; chciałbym zrobić to samo, ale nie widzę możliwości. Laura jednak widzi
Liz i mnie kręcących się na obrzeżu towarzystwa i podchodzi do nas i
dziękuje za przybycie i długo obejmuje nas oboje i kiedy mnie puszcza,
czuję, że nie muszę więcej obiecywać przemiany: już się dokonała.
8. Autor - 1p. Wiersz nie ma tytułu, za podanie pierwszego wersu dodatkowy
punkt, więc łącznie 2p do wzięcia.
Jak ciemno, mroźno jest przy Twoim grobie
Już dla nas domy jak groby stawiają
Ty leżysz martwy kiedy nas ścigają
I gdzie Twe wino i chleb nie odpowiesz
Kiedy uczniowie właśni Cię zdradzają
Jak ciemno, głucho jest przy Twoim grobie...
9. Autor, tytuł - po 1p.
Następca znowu ocknął się.
- Powiedz mi - rzekł - ojcze święty, jeżeli nie należy to do wielkich
tajemnic, jaka jest naprawdę różnica między spaleniem zmarłego i zrobieniem
z niego mumii? Bo chociaż słyszałem coś w szkole, nie rozumiem jednak tej
kwestii, do której Grecy tak wielką przywiązują wagę.
- My przywiązujemy daleko większą, największą...- odparł kapłan. - Świadczą
o tym nasze miasta zmarłych, które zajęły cały skraj pustyni zachodniej.
Świadczą piramidy, które są grobami faraonów starego państwa, i mnemonie,
olbrzymie groby, kute w skałach, dla królów naszej epoki.
Pogrzeb i grób to wielka sprawa, to największa sprawa ludzka. Bo gdy w
formie cielesnej żyjemy pięćdziesiąt albo sto lat, nasze cienie trwają
dziesiątki tysięcy lat, aż do zupełnego oczyszczenia. Asyryjscy barbarzyńcy
śmieją się z nas, że więcej poświęcamy zmarłym niż żyjącym; ale zapłakaliby
nad swoim niedbalstwem o zmarłych, gdyby znana im była, jak nam, tajemnica
śmierci i grobu...
10. Autor, tytuł - po 1p.
Błogosławiony grób cichy, co chowa
Umarłych prochy, iż wiatr ich nie miota.
Albowiem wielka spokojność grobowa
Jest im odpłatą za burzę żywota,
Co prędszy, niźli zawodnik w swym biegu,
Dobra nie widział, a już jest u brzegu...
Lecz tu nalezion wielki jest i mały
I wyzwolony jest jeszcze od pana,
A usta, które o grób swój wołały,
Już ukojone są i wszelka rana,
I wszelka żądza tutaj się popieli...
Błogosławieni, którzyście spoczęli!
11. Autor, tytuł - po 1p. Tłumaczenie moje.
Spojrzawszy, zobaczyłem łysego staruszka, kuśtykającego przez cmentarz w
moją stronę z wielkim, drżącym i dzwoniącym przy każdym kroku, pękiem
kluczy w ręku.
Odprawiłem go gestem, milcząc godnie, ale zbliżał się mimo to, skrzecząc:
- Dobrze pszepana, jużidę jużidę. Dobrze pszepana, bez pośpiechu.
- Odejdź, biedny starcze - powiedziałem.
- Przyszedłem, jak żem mógł najszybciej, pszepana - odrzekł - ja to się już
troszku sypię, jużem nie taki żwawy, jak kiedyś. Tędy, pszepana.
- Odejdź pan - powtórzyłem - zostaw mnie pan, zanim przelezę przez murek i
panu przyłożę.
Wyglądał na zaskoczonego.
- Pan nie do grobowców? - zapytał.
- Nie - odpowiedziałem - nie do grobowców. Chcę tu sobie przystanąć,
podpierając się na tym oto starym, chropawym murku. Odejdź pan i nie
przeszkadzaj. Pełen jestem po uszy pięknych i szlachetnych myśli i chcę,
żeby tak zostało, bo mi z tym miło i przyjemnie. Nie łaź mi pan tu dookoła,
doprowadzając mnie do szału i dręcząc wszystkie moje uczucia tym swoim
pogrobowym bezsensem. Idź pan i niech pana gdzieś tanio pogrzebią, pokryję
połowę kosztów.
Zatkało go na moment. Przetarł oczy i spojrzał na mnie twardo. Wyglądałem na
istotę ludzką i nie mógł rozeznać, o co chodzi.
Powiedział:
- Pan przyjezdny w tej okolicy? Pan tu nie mieszka?
- Nie - powiedziałem - inaczej pan byś tu nie mieszkał.
- No jak tak - rzekł - to pan zobaczy grobowce - groby - ludzi tam chowali,
wipan - trumny!
12. Autor, tytuł - po 1p.
Przypadli do niej synowie powstrzymując, ale ich odtrąciła z lekka;
przystąpiły córki jeszcze, dała im znak, aby uszły z drogi; rzuciły się z
płaczem wnuczki wołając za nią, wskazała matkom, aby je wzięły na ręce...
Szła tak aż do stosu, stanęła chwilę, popatrzała na stojących, na biały
świat szeroki i śmielszym krokiem wstępować zaczęła po drzewach, coraz
wyżej, na szczyt sam, aż tu padła u stóp męża i objąwszy nogi jego rękami,
nieruchomie przy nim została...
Jęk płaczek wznosił się coraz przeraźliwszy. Przyprowadzono siwego i na
stosie uwiązano go u słupa, skrępowawszy mu nogi. Przy nim postawiono psy
ulubione... Płaczki zaczęły obiegać stos dokoła jakby w szalonych skokach,
miotając się i krzycząc. Nareszcie po czterech rogach ogromne kupy łuczyny
smolnej, której pod spodem i po bokach nagromadzono niemało, zażegnięto
razem. Podpalone zaledwie, zajęły się nagle, szybko płomieniem jasnym i w
mgieniu oka drzewo przepojone smołą stanęło jednym ogniskiem ogromnym. Dym
i płomienie zakryły zwłoki.
13. Autor, tytuł - po 1p.
- Możemy wykonać bardzo ładne marmurowe licowanie - zaproponował, nie
podnosząc głowy. - Może akurat wystarczy nam materiału w kamieniołomach. O
królu ciał niebieskich - dodał pospiesznie.
- Doskonale - zgodził się Teppic.
Ptaclusp sięgnął po nową tabliczkę.
- Może wierzchołek z elektrum? Taniej wychodzi wbudować od razu, przecież
nie chcemy używać zwykłego srebra, a potem mówić: żałuję, że nie
zamówiłem...
- Elektrum, tak.
- I normalne gabinety?
- Co?
- Komora grobowa, znaczy, i komora zewnętrzna. Sugeruję zestaw Memphis,
niezwykle gustowny, w komplecie jest dopasowany skarbiec o większej
powierzchni. Bardzo poręczny na te wszystkie drobiazgi, których nie
moglibyśmy tak po prostu zostawić. - Ptaclusp odwrócił tabliczkę i zaczął
pisać na drugiej stronie. - I oczywiście podobny apartament dla królowej,
jak rozumiem? O królu, który będzie żył wiecznie.
- Co? A tak, tak sądzę. - Teppic zerknął na Diosa. - Wszystko. Najlepsze.
- Są jeszcze labirynty - przypomniał Ptaclusp, starając się panować nad
własnym głosem. - Bardzo popularne w tej erze. Taki labirynt jest bardzo
ważny; za późno się decydować, kiedy rabusie już odwiedzili piramidę. Może
jestem staroświecki, ale zawsze wstawiałbym labirynt. Jak to mówimy: mogą
wejść bez kłopotów, ale nigdy nie wyjdą. To kosztuje dodatkowo, ale czym są
pieniądze w takiej chwili, o władco wód?
14. Autor, tytuł opowiadania, tytuł zbioru - po 1p., łącznie 3p. Tłumaczenie
moje.
Margarito Duarte nie zaszedł dalej, niż do podstawówki, ale jego powołanie
do listów pozwoliło mu na dalszą edukację, a to dzięki namiętnemu czytaniu
wszystkiego, co wpadało mu w ręce. W wieku osiemnastu lat, gdy był już
pisarzem wioskowym, poślubił piękną dziewczynę, która jednak zmarła wkrótce
po narodzinach ich pierwszego dziecka - córeczki. Córeczka ta, piękniejsza
nawet od matki, zmarła na niewyjaśnioną gorączkę w wieku lat siedmiu.
Prawdziwa jednak historia Margarita Duarte rozpoczęła się sześć miesięcy
przed jego przybyciem do Rzymu, kiedy to budowa tamy sprawiła, że trzeba
było przenieść wiejski cmentarz w inne miejsce. Margarito, jak wszyscy inni
w okolicy, odkopał szczątki zmarłych krewnych, by przenieść je w nowe
miejsce spoczynku. Żona w proch się obróciła. Jednakże w sąsiednim grobie,
dziewczynka leżała niezmieniona od jedenastu lat. Co więcej, kiedy otwarto
trumnę, dał się poczuć zapach świeżo ściętych róż, z którymi ją pochowano.
Najdziwniejszym wydało się jednak, że ciało dziewczynki nic nie ważyło.
Setki gapiów, ściągane przez rozchodzące się wieści o cudzie, ściągały do
wsi. Nie było wątpliwości: nierozkładanie się ciała było niewątpliwym
znakiem świętości i nawet biskup-ordynator zgodził się, że taki znak od
nieba powinien być poddany osądowi Watykanu. W związku z tym przedsięwzięto
zbiórkę pieniędzy, za które Margarito Duarte mógł pojechać do Rzymu, by
walczyć za sprawę już nie tylko swoją lub ograniczoną do samej wioski, ale
ważną dla całego narodu.
15. Autor, tytuł - po 1p.
Item, me ciało grzeszne zdaię
Ziemi, wielmożney rodzicielce;
Robactwo się ta niem nie naie,
Głód ie wysuszył nazbyt wielce.
Niechże ie przyimie żyzne łono;
Co z ziemi, w ziemię się obraca;
Wszelka rzecz, słusznie mówią pono,
Chętnie do swego mieścca wraca.
(...)
Item, chcę, aby na mym grobie
Tę, co tu podam, zwrotkę małą
W dość znacznym kształcie y sposobie
Spisano; gdyby zaś nie stało
Inkaustu - węglem, czarną krydą,
Byleby trwale y wyraźnie;
Niech boday ci, co po mnie przydą,
Dowiedzą się o dobrym błaźnie:
16. Autor, tytuł - po 1p.
Dzwony wciąż biły i ponura pieśń huczała coraz jękliwiej, smętarz już był
niedaleko, wyrastał ze zbóż kępami drzew, krzyżów i mogił, a zdawał się
otwierać, kieby ten straszny, nigdy nie zapełniony dół, w któren z wolna a
nie- powstrzymanie spływa cały świat, że już niejednemu się widziało, jako
w tym zadeszczonym powietrzu i ze stron wszystkich biją dzwony, jarzą się
światła, czernieją rozwiane chorągwie i płyną śpiewania, że z każdej
chałupy wynoszą trumny, że wszystkimi drogami ciągną żałobne pochody, a
każden człowiek płacze kogoś, zawodzi, a tak szlocha, jaże wszystkie niebo
i ziemia wzbiera żałosnym jękiem i spływa szmerem nieustannych, gorzkich
jak piołun łez...
Pochód już skręcał na dróżkę ku smętarzowi, kiej go dopędził dziedzic,
wysiadł z powozu i poszedł pobok trumny w srogiej ciasnocie, gdyż dróżka
była wąska, gęsto brzózkami obsadzona i zboża stały ze stron obu.
(...)
Co najpierwsi gospodarze dźwignęli trumnę, a nawet sam dziedzic jął wspierać
w pośrodku, i ponieśli ją żółtymi drożynami wskroś okwieconych mogił, traw
i krzyżów, za kaplicę, kaj w gąszczach leszczyn i bzów czekał już grób
świeżo wybrany.
Straszne płacze i krzyki zatargały powietrzem.
Chorągwie i światła okoliły jamę głęboką, naród się skłębił i cisnął
spozierając trwożnie w ten dół żółtawy i pusty...
17. Autor, tytuł - po 1p. Imię bohatera skrócone.
Wszystko ma swoje przyczyny - lokomotywa, wjeżdżając teraz w głęboki jar,
rozpędzała się znacznie, szybko przemykała pod łukiem kamiennego mostu i
już zgrzytała, hamując u skraju cmentarza, na którym teraz siedzieliśmy,
wymyślając to wszystko. W. ciągnął za dźwignię i gwizdał przejmująco trzy
razy. I nagle, w świetle księżyca otwierały się zarośnięte krypty, odsuwały
popękane tablice i rój nieboszczyków klekoczących piszczelami wyłaził z
grobów, udając się pod lokomotywę. Kiedy już wszyscy byli gotowi do drogi,
maszynista wpuszczał ich do węglarki i ruszał dalej, przez następne zerwane
mosty i niewidzialne zwrotnice. Tak działo się co miesiąc, w każdą pełnię
księżyca, niezależnie od pory roku. Maszynista wracał nad ranem, zmęczeni
podróżni udawali się do krypt, a lokomotywa znikała w okolicach przystanku
Lotniska, gdzie stary nasyp dochodził do prawdziwej linii kolejowej.
18. Autor, tytuł - po 1p.
Polko, i ja dni skończę w samotnej żałobie;
Tu niech mi garstkę ziemi dłoń przyjazna rzuci.
Podróżni często przy twym rozmawiają grobie,
I mnie wtenczas dźwięk mowy rodzinnej ocuci:
I wieszcz, samotną piosnkę dumając o tobie,
Ujrzy bliską mogiłę, i dla mnie zanuci.
19. Autor, tytuł - po 1p. Imiona skrócone. Krótki fragment, żeby nie było za
łatwo. Tłumaczenie moje.
Wtem rozległy się krzyki. Białe płomienie wystrzeliły wokół ciała D. i ze
stołu, na którym leżało; wznosiły się coraz wyżej, zasłaniając ciało. Biały
dym wirował w powietrzu, tworząc dziwne kształty; H. wydało się w pewnym
zapierającym dech w piersiach momencie, że zobaczył feniksa wzbijającego
się radośnie w błękit, ale w następnej chwili płomienie znikły. W ich
miejscu pojawił się biły marmurowy grobowiec, skrywający zwłoki D. i stół,
na którym spoczywały.
20. Autor, tytuł - po 1p. Tłumaczenie moje.
Na rozkaz Morgotha orkowie wielkim nakładem pracy zebrali ciała wszystkich
poległych w bitwie razem ze wszystkimi zbrojami i bronią i złożyli razem na
stertę w środku Anfauglith, tworząc widoczny z daleka pagórek. Elfy nazwały
go Haudh-en-Ndengin, Pagórkiem Poległych i Haudh-en-Nirnaeth, Pagórkiem
Łez. Przyjęła się na nim trawa i porosła go - wysoka i zielona pokryła
znakiem świętości i nawet biskup-ordynariusz zgodził się, że taki znak od
> Niech Wam ziemia lekką, to znaczy, pozdrawiam serdecznie, jkb. I
> pogrążona w smutku Rodzina.
Co wiedziałem, napisałem i wysłałem. Czego nie wiedziałem, tego już sobie za
chińskiego boga nie przypomnę. Cytaty w większości charakterystyczne. Jak
zwykle dobiła mnie poezja ;(
--
pozdrawiam
Bazyl [ baz...@go2.pl ]
Moje [p] - http://prk.artserwis.pl/przeczytane/Grupowicze/Bazyl.html
> Okres żałoby, znaczy, przeznaczony do nadsyłania odpowiedzi, proponuję
> dwutygodniowy z kilkugodzinnym hakiem - do północy z poniedziałku na wtorek
> 15/16 października. Jeśli ktoś się bardzo spóźni - cóż, niech mu ziemia
> lekką będzie.
Ja tak gwoli uściślenia - z poniedziałku na wtorek czy z 15 na 16? Bo
przynajmniej tu w Finlandii 15-sty wypada w niedzielę. Chyba, że nie
chodzi o październik?
Pozdrawiam
Agnieszka
--
Agnieszka + Marcin + Tula The Cat + Gryzabella + Piegus
http://agnieszka.deontology.net
A co, w poniedziałek spodziewasz się nagłych olśnień? :-)
Hania
--
......................
Beauty is in the behind of the beholder. [Pickles]
> A co, w poniedziałek spodziewasz się nagłych olśnień? :-)
Ja to w ogóle się nie spodziewam - rozpoznałam dwie książki i nawet nie
będę startować. Ale TŻ się zastanawia do kiedy ma czas na główkowanie
:-) On lubi wysyłać w ostatniej chwili ;-)
> Kto: Jacek K Błaszkowski
> Kiedy: 02.10.2006
> Co:
>
>> Okres żałoby, znaczy, przeznaczony do nadsyłania odpowiedzi, proponuję
>> dwutygodniowy z kilkugodzinnym hakiem - do północy z poniedziałku na
>> wtorek 15/16 października. Jeśli ktoś się bardzo spóźni - cóż, niech mu
>> ziemia lekką będzie.
>
> Ja tak gwoli uściślenia - z poniedziałku na wtorek czy z 15 na 16? Bo
> przynajmniej tu w Finlandii 15-sty wypada w niedzielę. Chyba, że nie
> chodzi o październik?
Miało być: z 16 na 17, znaczy, z poniedziałku na wtorek. Przepraszam za
pomyłkę.
Pozdrawiam, jkb
--
"żal nie na miejscu i nie w porę
jak mogło być a jak nie było
że wszystko na nic tylko miłość
na wieki wieków i że żaden
człowiek nie był mi tak potrzebny" (M. Czyżykiewicz)
> Lato się skończyło, zrobiło się - albo zrobi niedługo - cmentarnie ponuro,
> jesienne deszcze i szarugi wpędzą nas w grobowy nastrój. I stąd tematyka
> konkursu: porozmawiamy sobie o nieboszczykach (z lekką nutką nekromancji w
> wersji hi-tec), grobach, pogrzebach, cmentarzach, kryptach, upiorach i
> podobnych wesołych rzeczach.
Dla formalności przypominam, że "dość tych świństw, musimy ją
pochować" (zainteresowani sami sobie wyguglają całość dowcipu, którego w
obecności Pań nie będę przytaczał) - koniec pogrzebu dziś o północy.
Dziękuję wszystkim, którzy na razie wzięli udział, spóźnialskich proszę o
pośpiech.
Pozdrawiam, jkb
--
"'Niemiecki żołnierz', powiedział ktoś kiedyś w pewnej gospodzie, 'niemiecki
żołnierz wykazywał się zawsze wielkim człowieczeństwem'. - 'To prawda',
pomyślał Koslowski, ale gdy za miarę chłopa weźmie się circa metr
trzydzieści sześć'." (M. Augustin)
> Aby grobowej ciszy w wątku nie zakłócały przypadkowe posty z odpowiedziami,
> ustawiłem FUT. Proszę jednak o zwrócenie uwagi, że w moim adresie jest
> pułapka, w której powinien zostać pogrzebany spam. Dlatego wszystkich
> żałobników upraszam o upewnienie się, że wysyłają odpowiedzi pod adres
> cdlxxvi (małpa) ds2 . pg . gda . pl - każdemu postaram się wysłać
> potwierdzenie w ciągu 24 godzin; jeśli nie przyjdzie, proszę przypominać
> się najpierw e-mailem, potem na grupie.
Wysłałem odpowiedź, ale ten adres nie działa. Podaj proszę działający
adres i nie wysyłaj na grupę prawidłowych odpowiedzi, dopóki nie
dostaniesz mojego rozwiązania.
----- The following addresses had permanent fatal errors -----
<XXXXX at ds2.pg.gda.pl>
----- Transcript of session follows -----
550 5.1.2 <XXXXX at ds2.pg.gda.pl>... Host unknown (Name server: zzzz.ds.pg.gda.pl.: host not found)
Reporting-MTA: dns; mail.fuw.edu.pl
Arrival-Date: Mon, 16 Oct 2006 22:32:04 +0200
-------------------------------------------------------
$ host -t mx ds2.pg.gda.pl
ds2.pg.gda.pl mail is handled by 0 zzzz.ds2.pg.gda.pl.
ds2.pg.gda.pl mail is handled by 10 zzzz.ds.pg.gda.pl.
$ host zzzz.ds2.pg.gda.pl.
Host zzzz.ds2.pg.gda.pl not found: 3(NXDOMAIN)
$ host zzzz.ds.pg.gda.pl.
Host zzzz.ds.pg.gda.pl not found: 3(NXDOMAIN)
Kondolencje
MJ
MJ
> Wysłałem odpowiedź, ale ten adres nie działa. Podaj proszę działający
> adres i nie wysyłaj na grupę prawidłowych odpowiedzi, dopóki nie
> dostaniesz mojego rozwiązania.
Właśnie dochodzą mnie słuchy, że od kilku godzin nie działa. Przykro mi, nie
jestem administratorem tego serwera, więc sam nie naprawię.
Adres alternatywny:
cdlxxvi (małpa) o2.pl - jeśli pierwszy nie zostanie ożywiony, można pisać
pod ten.
Pozdrawiam, jkb
--
"A jeśli Polska to właśnie ta wyszczana klapa?" (M. Koterski)
> Adres alternatywny:
Poszło. Potwierdź odbiór, proszę.
MJ
> Okres żałoby, znaczy, przeznaczony do nadsyłania odpowiedzi, proponuję
> dwutygodniowy z kilkugodzinnym hakiem - do północy z poniedziałku na
> wtorek 15/16 października. Jeśli ktoś się bardzo spóźni - cóż, niech mu
> ziemia lekką będzie.
Właśnie redaguję post z odpowiedziami. Prawdopodobnie wyślę rano. Ostatni
dzwonek, żeby przysyłać odpowiedzi - jak wspomniałem w innym poście,
adresem alternatywnym, jeśli podany wcześniej nie zadziała, jest cdlxxvi
(małpa) o2.pl
Pozdrawiam, jkb
--
"W roku 1938, w kawiarni w Zurychu, Koslowski spędził przy stole okrągłe
trzy kwadranse z pewnym zasuszonym mężczyzną. Koslowski nie przeczuwał, że
ma przed sobą Joyce'a. Joyce z kolei nie wiedział, że ma do czynienia z
Koslowskim. Pod tym względem spotkanie ich nie miało jakichkolwiek
następstw." (M. Augustin)
> cdlxxvi (małpa) o2.pl - jeśli pierwszy nie zostanie ożywiony, można pisać
A tak w zasadzie... czemu CDLXXVI? Z okazji upadku cesarstwa?
--
Szymon Sokół (SS316-RIPE) -- Network Manager B
Computer Center, AGH - University of Science and Technology, Cracow, Poland O
http://home.agh.edu.pl/szymon/ PGP key id: RSA: 0x2ABE016B, DSS: 0xF9289982 F
Free speech includes the right not to listen, if not interested -- Heinlein H
> On Mon, 16 Oct 2006 22:46:53 +0100, Jacek K. Błaszkowski wrote:
>
>> cdlxxvi (małpa) o2.pl - jeśli pierwszy nie zostanie ożywiony, można pisać
>
> A tak w zasadzie... czemu CDLXXVI? Z okazji upadku cesarstwa?
Ano.
Pozdrawiam, jkb
--
"Gdy narodził się Koslowski, jego dwaj ojcowie mieli stoczyć zaciekły
pojedynek na pistolety. Ojciec, który przeżył, opowiada, że gdy po raz
pierwszy ujrzał młode niemowlę, zalał się w knajpie na rogu."
(M. Augustin)
> Adres alternatywny:
>
> cdlxxvi (małpa) o2.pl - jeśli pierwszy nie zostanie ożywiony, można pisać
> pod ten.
A czy nie lepiej pisać jednak pod nieożywiony, jako bardziej stosowny?
Wyrazy współczucia
Czajka
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
> Jacek K. Błaszkowski <cdl...@NOSPAM.ds2.pg.gda.pl> napisał(a):
>
>> Adres alternatywny:
>>
>> cdlxxvi (małpa) o2.pl - jeśli pierwszy nie zostanie ożywiony, można pisać
>> pod ten.
>
>
> A czy nie lepiej pisać jednak pod nieożywiony, jako bardziej stosowny?
>
> Wyrazy współczucia
> Czajka
Oczywiście można było, lecz tajemnicę odpowiedzi zabrałby ze sobą do grobu.
Pozdrawiam, jkb
--
"W 1957 roku Koslowski został pomyłkowo uwięziony, skazany na trzy lata
więzienia, ale już na wiosnę 1958 roku na skutek pomyłki sądowej
przedwcześnie zwolniony. 'Odtąd', mówi Koslowski, 'jestem wolnym
człowiekiem. Z zastrzeżeniem pomyłki, rozumie się'." (M. Augustin)
poniżej odpowiedzi. Dzisiejsze popołudnie spędzę w rozjazdach, więc
prawdopodobnie każdemu uczestnikowi wyślę indywidualną punktację jutro
(środa). Po załatwieniu ewentualnych reklamacji opublikuję klasyfikację.
Dostałem odpowiedzi od 12 grupowiczów. Pozwoliłem sobie zamieścić co
ciekawsze
komentarze.
> 1. Autor, tytuł - po punkcie, razem do wzięcia 2p.
> Rohan wstał, aby wyjść, kiedy zobaczył, że Sax wraca do stołu. Podniósł z
> podłogi niewielką czarną torbę, otworzył ją, i ukazał się ów aparat, o
> którym Rohan nieraz już słyszał, ale którego nigdy dotąd przy nim nie
> używano.
"Rohan to mi się tylko z LoTR-em kojarzy" - nie tym razem ;)
Samowazelinowanie: "Konkurs spodobał mi się już po przeczytaniu pierwszego
fragmentu. Mam nadzieję, że się nie mylę, że jest to mój ulubiony pisarz i
jedna z moich ulubionych jego powieści."
Ulubionym pisarzem jest oczywiście świętej pamięci S. Lem, a jedną z
ulubionych powieści - "Niezwyciężony".
Poprawne odpowiedzi - autor, tytuł: 10,9
> 2. Autor, tytuł - po 1p.
> - Boję się, że nie czytam tyle, ile powinnam - powiedziała Maggie.
> - Każdy się czegoś boi - odpowiedział Trout. - Ja na przykład boję się
> raka, szczurów i dobermanów.
"Jak Trout to musi być Vonnegut. Ale który? Może Śniadanie Mistrzów?"
Oczywiście K. Vonnegut, 6 poprawnych wskazań. Gorzej z tytułem, ale i tu 2
osoby trafnie odpowiedziały, że to "Rzeźnia nr 5".
> 3. Autor, tytuł po 1p.; tłumaczenie moje.
> Przez chwilę leżał spokojnie, po czym odwrócił głowę i ponownie spojrzał
> na stertę kamieni.
"Gdzież to mógł być jakiś Zakon i jeszcze do tego wybuchy? "Imię róży"
odpada, a tak ładnie pasowałoby do tezy, że "większość podanych książek
każdy czytał""
Z początku planowałem dać w konkursie scenę, w której Adso wśród
rozsypujących się kości zmierza do Gmachu. Jednakże w związku z tym, że w
konkursie było kilka pytań śmiesznie łatwych, zrezygnowałem. Dlatego w
"odpadniętym" miejscu znalazł się W. Miller (1 trafienie) i jego "Kantyczka
dla Leibowitza" (2).
> 4. Autor, tytuł - po 1p.
> Minęły lata i z okaleczonego tułowia stopochoda zaczęły wyłazić wiechcie.
"Oczywiście J. Irving".
Spodziewałem się, że to pytanie zada nieco bobu, ale nie sądziłem, że aż
tyle. A tymczasem jest to odpadnięty wyżej U. Eco, "Drugie zapiski na
pudełku od zapałek". Tylko jeden połowicznie trafny strzał (w autora).
> 5. Autor, tytuł - po 1p. [---] - słowo wycięte, żeby nie udzielać
> odpowiedzi w pytaniu.
> Rozległa kotlina przed nimi osnuta już była wieczornym oparem, z którego,
> niczym z morza, sterczały jak okiem sięgnąć tysięczne kurhany i omszałe
> monolity.
9 słusznych stwierdzeń, że to A. Sapkowski. 6, że wykreskowano wiedźmina. 4,
że to "Chrzest ognia".
> 6. Autor, tytuł - po 1p. Część imion skrócona, z wiadomych powodów.
> Więc natychmiast uklękły obie z Sieciechówną i poczęły mówić wieczny
> odpoczynek dźwięcznymi jak dzwonki głosami.
"Zgadłem już w tym miejscu :)"
Podobnie zgadło 11 osób. H. Sienkiewicz, "Krzyżacy". Banalne.
> 7. Autor i tytuł - po 1p. Tłumaczenie moje.
> W środku nareszcie jest ciemno, więc łatwiej wczuć się w nastrój. Trumna
> na samym przedzie, nieco nad podłogą, ale nie mogę się domyśleć, na czym
> ona tam stoi.
"odnosze wrażenie czytania ;)"
"Nie mam pojęcia co to jest. Ale taka denerwująca narracja, wszystko w
czasie teraźniejszym... To mógł napisać mój zdecydowanie nieulubiony
pisarz"
Starałem się jakoś ten denerwujący styl, lekko na bakier z gramatyką, oddać
- nie wiem, czy aż tak zafałszowałem w tłumaczeniu, czy też książka mało
znana; jest to N. Hornby i jego "Wierność w stereo" (którą czytałem tylko
jako "High fidelity", więc nie wiedziałem, na czym mam się wzorować). Zero
punktów.
> 8. Autor - 1p. Wiersz nie ma tytułu, za podanie pierwszego wersu dodatkowy
> punkt, więc łącznie 2p do wzięcia.
> Jak ciemno, mroźno jest przy Twoim grobie
> Już dla nas domy jak groby stawiają
"w poezję to mogę tylko strzelać. Strzelam w Baczyńskiego"
Biedny Baczyński, zastrzelony za nie swoje strofy. A niezawinioną śmierć
przywiódł na niego E. Bryll i jego "My mali ludzie cośmy do ostatka..." -
dwie poprawne odpowiedzi.
> 9. Autor, tytuł - po 1p.
> Następca znowu ocknął się.
Banał po raz drugi, sądząc po liczbie poprawnych odpowiedzi. A. Głowacki
alias B. Prus, "Faraon". 11 trafień.
> 10. Autor, tytuł - po 1p.
> Błogosławiony grób cichy, co chowa
> Umarłych prochy, iż wiatr ich nie miota.
"Norwid? Stawiam na to, że w zestawie będzie Słowacki, Norwid i Mickiewicz."
W zestawie nie ma Norwida i Słowackiego, a Mickiewicz skubany polazł do
innego pytania. Tu trzeba się zadowolić M. Konopnicką, bo to ona popełniła
powyższy wiersz. Oraz kilka podobnych. I zatytułowała całość: "Z teki
Artura Grottgera: Wojna". 3 celne wskazania autorki, 2 utworu.
> 11. Autor, tytuł - po 1p. Tłumaczenie moje.
> Spojrzawszy, zobaczyłem łysego staruszka, kuśtykającego przez cmentarz w
> moją stronę z wielkim, drżącym i dzwoniącym przy każdym kroku, pękiem
> kluczy w ręku.
"Nie wiem, ale bardzo mi się podoba. Ja to chcę przeczytyć, może być w
tym tłumaczeniu."
Nie będę wyważał otwartych drzwi i tłumaczył całości, bo istnieje już o
wiele ładniejsze tłumaczenie. Polski tytuł to "Trzech panów w łódce nie
licząc psa", J. Jerome. A dwóch uczestników rozpoznało nawet w moim
przekładzie.
> 12. Autor, tytuł - po 1p.
> Przypadli do niej synowie powstrzymując, ale ich odtrąciła z lekka;
Banałów ciąg dalszy. J. Kraszewski, "Stara Baśń". 9 trafień autora i tytułu.
> 13. Autor, tytuł - po 1p.
> - Możemy wykonać bardzo ładne marmurowe licowanie - zaproponował, nie
> podnosząc głowy. - Może akurat wystarczy nam materiału w kamieniołomach. O
> królu ciał niebieskich - dodał pospiesznie.
"To musi być Pratchett."
Musi. T. Pratchett, "Piramidy". 8 trafień autora i 6 tytułu.
> 14. Autor, tytuł opowiadania, tytuł zbioru - po 1p., łącznie 3p.
> Tłumaczenie moje.
> Margarito Duarte nie zaszedł dalej, niż do podstawówki
Mimo tego, że tłumaczenie moje i z błędami (dziękuję za poprawki i uwagi),
sporo poprawnych odpowiedzi - być może mamy do czynienia z autorem tak
dobrym, że po prostu nic mu nie zaszkodzi :) G. Marquez, "Święta" ze zbioru
"Dwanaście opowiadań tułaczych". Trafienia: 7/2/2
> 15. Autor, tytuł - po 1p.
> Item, me ciało grzeszne zdaię
> Ziemi, wielmożney rodzicielce;
"To powinien być banał, ale..."
No właśnie. Spodziewałem się powodzi poprawnych odpowiedzi i wymówek, że za
łatwo, ale tylko 5 trafień w autora i 4 w tytuł.
> 16. Autor, tytuł - po 1p.
> Dzwony wciąż biły i ponura pieśń huczała coraz jękliwiej, smętarz już był
> niedaleko, wyrastał ze zbóż kępami drzew, krzyżów i mogił, a zdawał się
> otwierać, kieby ten straszny, nigdy nie zapełniony dół, w któren z wolna a
> nie- powstrzymanie spływa cały świat, że już niejednemu się widziało, jako
> w tym zadeszczonym powietrzu i ze stron wszystkich biją dzwony, jarzą się
> światła, czernieją rozwiane chorągwie i płyną śpiewania, że z każdej
> chałupy wynoszą trumny, że wszystkimi drogami ciągną żałobne pochody, a
> każden człowiek płacze kogoś, zawodzi, a tak szlocha, jaże wszystkie niebo
> i ziemia wzbiera żałosnym jękiem i spływa szmerem nieustannych, gorzkich
> jak piołun łez...
Jedno zdanie i już pół stroniczki - to może być tylko W. Reymont i "Chłopi".
Ale o dziwo tylko 7 poprawnych odpowiedzi, sądziłem, że będzie po 2p dla
każdego.
> 17. Autor, tytuł - po 1p. Imię bohatera skrócone.
> Wszystko ma swoje przyczyny - lokomotywa, wjeżdżając teraz w głęboki jar,
> rozpędzała się znacznie, szybko przemykała pod łukiem kamiennego mostu i
> już zgrzytała, hamując u skraju cmentarza, na którym teraz siedzieliśmy,
> wymyślając to wszystko.
Oto pytanie, które okazało się gwoździem do trumny dla wszystkich, potęgując
moje wielkie niczym cmentarz powązkowski zdziwienie. Oraz zamęt grubymi
nićmi... ups, nie ta grupa, nie ten autor, nie ten cykl ;)
W każdym razie moje zdziwienie było i jest wielkie, gdyż nikt mi nie
powiedział, że autorem powyższego jest P. Huelle, a maszynistą pociągu-widma
nie kto inny, jak Dawid Weiser, czyli tytułowy "Weiser Dawidek". Bez
punktów.
> 18. Autor, tytuł - po 1p.
> Polko, i ja dni skończę w samotnej żałobie;
> Tu niech mi garstkę ziemi dłoń przyjazna rzuci.
"Że sonet to widać po układzie rymów, a jak sonet to krymski"
Jasne. Konkretniej "Grób Potockiej". A. Mickiewicz, oczywiście. Autor razy
7, tytuł raz 1 (+ kilka słusznych uwag, że to "Sonety krymskie", liczyłem
po 0.5p)
> 19. Autor, tytuł - po 1p. Imiona skrócone. Krótki fragment, żeby nie było
> za łatwo. Tłumaczenie moje.
> Wtem rozległy się krzyki.
Festiwal "Banały 2006" trwa. Zakrzyczano mnie, i słusznie, że wstyd i że za
łatwo. Odpowiedż rotuję, pamiętając niedawny flame o spoilerach.
W. Ebjyvat, "Uneel Cbggre v xfvnmr cbyxejv" Autorstwo poprawnie odgadło 10
osób, 8 łącznie z tytułem.
> 20. Autor, tytuł - po 1p. Tłumaczenie moje.
> Na rozkaz Morgotha orkowie wielkim nakładem pracy zebrali ciała wszystkich
> poległych w bitwie razem ze wszystkimi zbrojami i bronią i złożyli razem
> na stertę w środku Anfauglith, tworząc widoczny z daleka pagórek.
Oczywiście J. Tolkien (komplet 12 trafień), tego chyba nawet moje
tłumaczenie nie ukryło; sądzę, że nawet, gdybym chciał być wredny i
przywalić Łozińskim, to wynik nie uległby zmianie. Natomiast wbrew
występującej wśród uczestników opinii nie jest to książka z niedobrym
wytwórcą biżuterii unisex w tytule, a "Silmarillion" (8 trafień).
To tyle; indywidualne wyniki, jakom rzekł, od jutra, a klasyfikacja po
przyjęciu łapó... tfu, negocjacjach.
Pozdrawiam, jkb
--
"Naturalnie mógłby Koslowski przejść po powierzchni wody nie tonąc. Ale
uważa on to, w przeciwieństwie do pewnego innego człowieka, za wybitnie
dziecinne, aby moczyć sobie nogi, chcąc udowodnić to prawie niegodne
wspomnienia uzdolnienie." (M. Augustin)
> Oczywiście można było, lecz tajemnicę odpowiedzi zabrałby ze sobą do grobu.
W przypadku moich ewentualnych odpowiedzi byłoby to zdecydowanie mniej
kompromitujące. :-)
Z najszerszymi wyrazami
To może jednak byś zapodał właściwą odpowiedź na pytanie nr 15, bo zaiste
trudne to było wielce: brzmi jak staropolszczyzna, ale nijak sobie sobie z
pierwszej klasy liceum przypomnieć niczego podobnego nie mogę...
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Mi wygląda na Testament Villona. Został tak przełożony z tymi ey i innymi
koszmarkami.
--
-Yola-
LOTD: www.zax.pl/~yola
No żesz cholera jasna, a wiedziałam, że to czytałam, i to nie tak dawno,
rok temu! I nawet skojarzyłam, że to angielska literatura, ale tylko "Saga
rodu Forsythe'ów" przyszła mi do głowy, a ona nie jest pisana w pierwszej
osobie. Wszystkie inne nietrafione sobie daruję, ale tych "Trzech panów" -
nigdy!
> Mi wygląda na Testament Villona.
Et tu, Brute? "Mnie".
--
Syff-code: C w s+ L+ M++ G++ c@ p! W+ k n++ g+ S
> Yola wrote:
>
>> Mi wygląda na Testament Villona.
>
> Et tu, Brute? "Mnie".
Ci?
--
-Yola-
LOTD: www.tamara.art.pl
Nieee chyba Yola ma racje i to jednak Testament.
--
Loki
A TIGER, IN AFRICA?!
Ah, well, it- it has. probably escaped from a zoo.
>
>> 13. Autor, tytuł - po 1p.
>
> T. Pratchett, "Piramidy". 8 trafień autora i 6 tytułu.
I co? Czy moja teoria o czytaniu pod kołdrą przez niektórych okazała się
prawdziwa? ;-)
>
>
>> 14. Autor, tytuł opowiadania, tytuł zbioru - po 1p., łącznie 3p.
> G. Marquez,
> "Święta" ze zbioru "Dwanaście opowiadań tułaczych". Trafienia: 7/2/2
A tu ciekawie wyszło. Bo ja wiedzialem, że "Święta", ale nie pamiętałem
tytułu zbioru (zresztą całego zbioru nie czytałem, tylko to opowiadanie
gdzieś kiedyś). Czyżby ktoś zgadł zbiorek, a nie znał tytułu
opowiadania?
>
>> 19. Autor, tytuł - po 1p.
> W. Ebjyvat, "Uneel Cbggre v xfvnmr cbyxejv" Autorstwo poprawnie
> odgadło 10 osób, 8 łącznie z tytułem.
No tak. To jestem usprawiedliwiony, tak daleko w czytaniu tego nie
zdołałem dobrnąć.
--
woy
(pisz do mnie tu: http://tinyurl.com/6mym8 )
"...same smutne kobyły mi chodzą po głowie..."
>>> Mi wygląda na Testament Villona.
>> Et tu, Brute? "Mnie".
>
> Nieee chyba Yola ma racje i to jednak Testament.
Yola zrozumiała, o co mi chodziło, za to Ty chyba nie bardzo.
> No żesz cholera jasna, a wiedziałam, że to czytałam, i to nie tak dawno,
> rok temu! I nawet skojarzyłam, że to angielska literatura, ale tylko "Saga
> rodu Forsythe'ów" przyszła mi do głowy, a ona nie jest pisana w pierwszej
> osobie. Wszystkie inne nietrafione sobie daruję, ale tych "Trzech panów" -
> nigdy!
Tak, ja podobnie. Ale za to wiedziałem, jak się nazywa autor "Kantyczki dla
Leibovitza"!
> Yola zrozumiała, o co mi chodziło, za to Ty chyba nie bardzo.
Sprawdź czy coś Cię z tyłu nie gryzie ;-)
--
-Yola-
LOTD: www.tamara.art.pl
> Choć kaszka zimna i pielucha mokra, to nasza pociecha, Jacek K.
> Błaszkowski, tak słodko gaworzy:
>
>>
>>> 13. Autor, tytuł - po 1p.
>>
>> T. Pratchett, "Piramidy". 8 trafień autora i 6 tytułu.
>
> I co? Czy moja teoria o czytaniu pod kołdrą przez niektórych okazała się
> prawdziwa? ;-)
Tej kołdry nie jestem w stanie potwierdzić; Murzyn zainstalowany w miseczce
z ryżem nie dostrzegł.
>>> 14. Autor, tytuł opowiadania, tytuł zbioru - po 1p., łącznie 3p.
>
>> G. Marquez,
>> "Święta" ze zbioru "Dwanaście opowiadań tułaczych". Trafienia: 7/2/2
>
> A tu ciekawie wyszło. Bo ja wiedzialem, że "Święta", ale nie pamiętałem
> tytułu zbioru (zresztą całego zbioru nie czytałem, tylko to opowiadanie
> gdzieś kiedyś). Czyżby ktoś zgadł zbiorek, a nie znał tytułu
> opowiadania?
"Dokładnie tak", że przypomnę Eco i "Zapiski..." :)
Ups, przepraszam. Oczywiście jest to F. Villon i "Wielki Testament".
Pozdrawiam, jkb
> Ups, przepraszam. Oczywiście jest to F. Villon i "Wielki Testament".
Taaa, no to wiedziałam to i Pratchetta.Więc co się miałam wygłupiać? ;-)
Swoją drogą, żebyż tak ktoś kiedyś normalnie (i kompletniej!) tego biednego
Villona przetłumaczył :-(( To nie, wszyscy mają gaciówę, bo Boy Wielkim
Autorytetem Jest. Cholera :-(
--
-Yola-
LOTD: www.ewawnukowa.pl
> Choć kaszka zimna i pielucha mokra, to nasza pociecha, Jacek K.
> Błaszkowski, tak słodko gaworzy:
>
> >
> >> 13. Autor, tytuł - po 1p.
> >
> > T. Pratchett, "Piramidy". 8 trafień autora i 6 tytułu.
>
> I co? Czy moja teoria o czytaniu pod kołdrą przez niektórych okazała się
> prawdziwa? ;-)
Niekoniecznie. Ja to zgadłem, a nie czytałem. Pratchetty czytałem trzy i
raczej sobie resztę podaruję (przynajmniej na razie). Ale styl jest
charakterystyczny. A piramidy same wychodzą.
> >> 14. Autor, tytuł opowiadania, tytuł zbioru - po 1p., łącznie 3p.
>
> > G. Marquez,
> > "Święta" ze zbioru "Dwanaście opowiadań tułaczych". Trafienia: 7/2/2
>
> A tu ciekawie wyszło. Bo ja wiedzialem, że "Święta", ale nie pamiętałem
> tytułu zbioru (zresztą całego zbioru nie czytałem, tylko to opowiadanie
> gdzieś kiedyś). Czyżby ktoś zgadł zbiorek, a nie znał tytułu
> opowiadania?
To ja. :)
Marquez mi się skojarzył. I jakoś bez czytania mi się kiedyś zapamiętało, że
jakieś opowiadania to pisał właśnie w takim zbiorze.
Za to wyjątkowe szczęście miałem z Panami w łódce. Właśnie to czytam i do
odpowiedniego fragmentu doszedłem przedwczoraj o 22. :)
Paweł
> Za to wyjątkowe szczęście miałem z Panami w łódce. Właśnie to czytam i do
> odpowiedniego fragmentu doszedłem przedwczoraj o 22. :)
Ach, więc to Ty jesteś tą drugą osobą :-)
> poniżej odpowiedzi. Dzisiejsze popołudnie spędzę w rozjazdach, więc
> prawdopodobnie każdemu uczestnikowi wyślę indywidualną punktację jutro
> (środa). Po załatwieniu ewentualnych reklamacji opublikuję klasyfikację.
Witam ponownie,
Punkty zostały rzucone. Jeśli się gdzieś omsknąłem, proszę krzyczeć. Brak
krzyków do jutra włącznie poskutkuje upublicznieniem klasyfikacji.
Pozdrawiam, jkb
--
"Jedno z jego małżeństw rozpadło się w szczególnie tragiczny sposób.
Zawsze w chwilach największego, miłosnego uniesienia zostawiał Koslowski
swoją żonę samotną w łóżku i szedł do kuchni, by godzinami układać
erotyki. Zresztą wcale nie takie złe." (M. Augustin)
Widzisz Loki, znowu zaśmiecasz grupę tym swoim niezrozumiałym angielskim
poczuciem humoru :D
PS. A tu z krzaka joke na Spike'a ;)
--
Pozdrawiam
Bazyl [ bazyl3...@go2.pl ]
http://prk.artserwis.pl/przeczytane/Grupowicze/Bazyl.html
http://tinyurl.com/pfbmx
> pisana w pierwszej osobie. Wszystkie inne nietrafione sobie daruję,
> ale tych "Trzech panów" - nigdy!
Haniu możesz się przesunąć w kącie? :D
kończę konkurs cmentarny króciutko, bo jestem w trakcie przeprowadzki i
piszę raczej z doskoku.
Otrzymałem 12 odpowiedzi. Rozesłałem indywidualne punktacje i nie otrzymałem
zażaleń, dlatego też ogłaszam, co następuje.
Zaczynamy od dzielnej ariergardy:
12. emkawu 04/10/06 08:59 - 11p.
Następnie, zaledwie o pół gwoździa do trumny szybciej:
11. Hanna Burdon 02/10/06 20:30 - 11p.
Na Cmentarzu Pierwszej Dziesiątki spoczęli:
10. Marcin Fastyn 02/10/06 20:22 - 11.5p.
9. Ewa 'Srebrna' Marczyńska-Goldstein 09/10/06 06:45 - 14p.
8. Mr. Z 04/10/06 17:34 - 16.5p.
7. Paweł Wolniewicz 16/10/06 22:41 - 17p.
6. bazyl3 03/10/06 08:08 - 18p.
Ponownie z przewagą jedynie żwawszego grabarza:
5. Szymon Sokół 02/10/06 20:18 - 18p.
Tu zaczynają się groby głębsze od średniej (18.08p):
4. Gosia Wolniewicz 03/10/06 11:46 - 19p.
W Alei Podiumowej pogrzebani zostali:
3. Michał Jankowski 16/10/06 22:48 - 21p.
2. woy 10/10/06 12:55 - 28.5p
Zaś na zaszczytnym miejscu pod krzyżem, pozostanie wiecznie w naszej
pamięci:
1. Marcin J. Skwark 09/10/06 10:16 - 31p.
To tyle, mam nadzieję, że mimo pośpiechu nikogo nie skrzywdziłem. Składam
najszczersze kondolencje zwycięzcy i dziękuję wszystkim za udział w tej
smutnej ceremonii.
Z wyrazami współczucia,
jkb
--
"'Niemiecki żołnierz', powiedział ktoś kiedyś w pewnej gospodzie, 'niemiecki
żołnierz wykazywał się zawsze wielkim człowieczeństwem'. - 'To prawda',
pomyślał Koslowski, ale gdy za miarę chłopa weźmie się circa metr
trzydzieści sześć'." (M. Augustin)
Ech, cieszę się, a jakże... lecz konkurs będzie dopiero za dwa tygodnie,
albowiem za godzinę wylatuję i przez najbliższe 10 dni będę w
rozjazdach... Ale obiecuję wrócić i przeprowadzić konkurs - nawet już
mam zarys tematu!
> To tyle, mam nadzieję, że mimo pośpiechu nikogo nie skrzywdziłem. Składam
> najszczersze kondolencje zwycięzcy i dziękuję wszystkim za udział w tej
> smutnej ceremonii.
No cóż ... ludzka rzecz... :-)
--
Marcin J. Skwark -- email: firs...@lastname.pl
> 6. bazyl3 03/10/06 08:08 - 18p.
Bazyl, po prostu Bazyl :D
--
Pozdrawiam
Bazyl [ bazyl3[CIACHO]@go2.pl ]
Mój dorobek grupowy:
http://prk.artserwis.pl/przeczytane/Grupowicze/Bazyl.html
> 2. woy 10/10/06 12:55 - 28.5p
O, woy znowu zdołał zająć swoje ulubione miejsce ;-)
Gratuluję.
Zwycięzcy też.
--
-Yola-
LOTD: www.ewawnukowa.pl
>
>> 2. woy 10/10/06 12:55 - 28.5p
>
> O, woy znowu zdołał zająć swoje ulubione miejsce ;-)
Zdaje się, opanowałem System ;)
> Zaczynamy od dzielnej ariergardy:
> 12. emkawu 04/10/06 08:59 - 11p.
Zacięta walka o ostatnie miejsce między emkawu i Hanną trwa!
:-))) Ale ja tym razem zostałam sklasyfikowana jako przedostatnia, czyli
mnie się poprawia, a tobie pogarsza! :-)))
Solennie obiecuję wziąć udział w kolejnym konkursie! ;-)