Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Konkurs start!

10 views
Skip to first unread message

Szymon 'Zbooy' Madej

unread,
Mar 23, 2005, 4:34:58 AM3/23/05
to
Witam,

ze sporym opóźnieniem, ale jednak... KONKURS!
Tym razem jest... łatwy. :-)

Jeśli się nie pomyliłem w rachunkach, do zdobycia jest łącznie 65
punktów - szczegóły przy poszczególnych pytaniach. Odpowiedzi proszę
przysyłać na mojego maila, skrzynkę zamykam w środę 30 marca o 17:00.
W razie równej liczby punktów decyduje kolejność zgłoszeń. Sporne
przypadki rozpatruję generalnie wedle własnego widzimisię ;-)

Powodzenia,
zbooy


(1) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:

Doszliśmy do wąskiej, czarnej, wijącej się drożyny. Na jej środku
wyraźnie odciśnięte były w mokrej ziemi ślady roweru.
- Hurra! - krzyknąłem. - Mamy go!
Ale H. potrząsnął przecząco głową. Z jego twarzy wyczytać można było
raczej zakłopotanie i oczekiwanie, niż radość.
- Rower na pewno, ale nie ten rower - powiedział. Znam 42 różne
rodzaje odcisków pozostawionych przez opony. Te, jak widzisz, to
"Dunlopy" o poprzecznych prążkach. Jedna z nich posiada na zewnętrznej
stronie płaszcza łatkę. Heidegger miał natomiast opony "Palmera",
zostawiające ślad o długich pręgach. Nauczyciel matematyki, Mr.
Aveling, jest tego zupełnie pewien. Dlatego nie może to być ślad
Heideggera.


(2) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie, kim jest
P.:

W którąś niedzielę postanowiłem wykorzystać łatwy dzień zdjęciowy i
wyspać się do późna w moim pokoju nad pubem. Obudziło mnie głośne
pukanie do drzwi. Pojawił się w nich jeden z asystentów i oznajmił, że
pan P. wzywa mnie natychmiast na plan. Ubrałem się szybko, wsiadłem na
rower i na łeb na szyję popędziłem w stronę zamku. W mojej głowie
kłębiły się czarne myśli. Wypadek? Atak serca? Awaria kamery? Widok
ekipy stojącej spokojnie na trawniku pod zamkiem, gdzie toczyła się
akcja, nieco mnie uspokoił. Jej członkowie powitali mnie okrzykiem:
"Cześć, szefie!" i rozstąpili się, pozwalając mi dotrzeć do miejsca, w
którym stał P. Zdałem sobie sprawę, że szykuje jakiś podstęp, ale nie
wiedziałem, co zamierza zrobić. "Podobno mnie wzywałeś, Roman? Czy
wszystko jest okay? - spytałem, siląc się na obojętny ton.


(3) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:

Na wieży strażackiej w Chełmie
Stał strażak w błyszczącym hełmie.
Zobaczył w dole cyklistę,
Bo powietrze było czyste.
Rzecze tedy, patrząc z wieży:
"A cóż to za mucha bieży?
Najwyżej centymetr mierzy,
I nie cały, lecz połowę..."
A cyklista zadarł głowę
I sam do siebie powiada:
"Ależ to widok nie lada,
Gdy na wieży mucha siada
I tam strażaka udaje!
Też mi dopiero zwyczaje!"
Każdy więc myślał o sobie
Jako o dużej osobie
I choć to złudzenie kruche,
Drugiego uważał za muchę.


(4) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:

W końcu stracił cierpliwość i wdał się w bójkę z rowerem. Ten zaś, ku
memu zadowoleniu, nie dawał za wygraną, tak więc pomiędzy nim a
Ebbsonem rozgorzała dość wyrównana walka. Raz rower leżał na ścieżce,
a na nim leżał Ebbson, za chwilę było odwrotnie - Ebbson leżał na
ścieżce, a rower na nim. Gdy Ebbson się podniósł i cały czerwony na
twarzy trzymał rower pomiędzy kolanami, jego radość zwykle nie trwała
długo - szybkim, niespodziewanym ruchem rower wyrywał mu się z rąk i
podskoczywszy do góry dziobał Ebbsona w głowę kierownicą.
Była już za kwadrans pierwsza, gdy Ebbson, brudny, rozczochrany,
podrapany i pokaleczony zawołał:
- No, nareszcie! - po czym wstał i otarł pot z czoła. Rower również
wyglądał jakby miał dosyć tego wszystkiego, trudno bowiem powiedzieć,
który z nich więcej ucierpiał. Zaprowadziłem Ebbsona do kuchni, gdzie
umył się przynajmniej na tyle, na ile to było możliwe bez sody i
odpowiednich środków i poszedł do domu.


(5) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:

A Francin skoczył nagle do mnie, przegiął mnie przez kolano, podniósł
mi spódnicę i zaczął mnie smagać po tyłku, a ja zdrętwiałam na myśl,
czy aby włożyłam czystą bieliznę i czy się umyłam, i czy jestem
dostatecznie odsłonięta. Francin smagał mnie wężykiem, cykliści z
zadowoleniem kiwali głowami, a trzy członkinie towarzystwa miłośników
miasta patrzyły na mnie, jakby zamówiły sobie satysfakcję.
W końcu Francin postawił mnie na ziemi, opuściłam spódnicę, Francin
był piękny, nozdrza mu drżały zupełnie tak samo, jak wówczas, kiedy
poskromił spłoszone konie.
- Tak, moja panno - powiedział - zaczniemy nowe życie!
I schylił się, i podniósł pióro ze stalówką numer trzy z ziemi, po
czym przykręcił wężyk do pompki, a pompkę wcisnął w klipsy umocowane
na ramie mojego roweru.
Wzięłam tę pompkę i pokazując ją cyklistom powiedziałam:
- Tę oto pompkę kupiłam w firmie Runkas przy ulicy Bolesławskiej.


(6) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:

W trzy dni później wybuchła straszliwa awantura. Blady jak ściana
Whymper pedałował co sił, a kiedy znalazł się na podwórzu, cisnął
rower na ziemię i pobiegł jak strzała prosto do domu. Po chwili z
apartamentów N. dobiegł zdławiony ryk wściekłości. Wiadomość o tym, co
się stało, obiegła folwark w mgnieniu oka. Banknoty były fałszywe!
Frederick otrzymał drewno za darmo!


(7) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:

Kiedy indziej znów przed południem wjechał na czyjąś parcelę, wpadł do
rozkopanego rowu, bo właściciele domków letniskowych przeciągali
właśnie kabel elektryczny, wywinął koziołka i zaczął ryczeć:
- Kto wam pozwolił rozkopać drogę? No, to was będzie drogo kosztowało!
Rozkopać drogę publiczną? Macie na to pozwolenie? Jestem dróżnikiem!
I jechał tak Józiek bez świateł, i tak jak ja rozkoszował się naturą,
nie kręcił nawet pedałami, tak go księżyc z tyłu popychał, a zresztą
do Nowych Łąk asfaltowa szosa wiedzie wciąż z górki: mało kto wie, że
na szosie wysokość wynosi sto osiemdziesiąt pięć metrów nad poziomem
morza, a tu, na Nowych Łąkach, tylko sto siedemdziesiąt siedem, a więc
spadek jest znaczny, te kerskie lasy leżą właściwie w takiej płytkiej
niecce, bo od Nowych Łąk asfaltowa aleja wspina się pod górę i na
szosie Gródeczek-Semice osiąga znów wysokość sto osiemdziesiąt pięć
metrów nad poziomem morza...


(8) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie W.:

Opary rozwiały się i widać było ogromny obszar dna morskiego.
- Dzień dobry! - odezwał się W., naciągając kapelusz głębiej na uszy.
Musimy iść dalej.
Mniej więcej w porze śniadania spotkali skrzata domowego jadącego na
rowerze. Wiózł swoje dziecko w worku na plecach, na bagażniku miał
walizkę, a przy kierownicy dyndało mnóstwo zawiniątek i paczuszek.
Był bardzo czerwony i popatrzył na nich nie witając się.


(9) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie K.:

Tata nie chciał mi kupić roweru. Mówił, że dzieci są bardzo
nieostrożne, że robią różne sztuki na rowerach, że je łamią, a same
rozbijają sobie nosy. Powiedziałem tacie, że ja byłbym ostrożny, a
potem płakałem i dąsałem się, a potem powiedziałem, że pójdę sobie z
domu, i w końcu tata powiedział, że będę miał rower, jeśli będę w
pierwszej dziesiątce z arytmetyki.
Dlatego byłem wczoraj taki zadowolony, wracając ze szkoły, bo byłem
dziesiąty z arytmetycznej klasówki. Kiedy powiedziałem o tym tacie,
wytrzeszczył oczy i powiedział: "Coś takiego, no coś takiego!", a mama
mnie pocałowała, powiedziała, że tata kupi mi zaraz piękny rower i że
to pięknie, że tak dobrze zrobiłem zadanie z arytmetyki. Trzeba
powiedzieć, że miałem szczęście: tylko jedenastu chłopców pisało
zadanie, bo inni mają grypę, a jedenasty to był K., który jest zawsze
ostatni, ale jemu wszystko jedno, bo i tak ma rower.


(10) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:

Zauważyłem jednak, że w refrenie "Meteoryty, meteoryty!" - paskudnie
fałszował. Powiedziałem mu to; obraził się i rzekł, iż to ja zawsze
fałszuję, nie on; rozmowa, dotąd prowadzona dość spokojnie, zamieniła
się w sprzeczkę, potem w gwałtowną kłótnię, aż tak mnie rozeźlił, że
kazałem mu się zabierać do diabła. Było to powiedziane w złości, wcale
nie myślałem tego, lecz bez jednego słowa wstał, poszedł na górę,
wyrychtował swój chronocykl, siadł nań jak na rower, coś tam poruszył
i w mgnieniu oka rozwiał się w mgłę, a właściwie w dymek jak z
papierosa. Po minucie i tego już nie było - został tylko stos
porozrzucanych na wszystkie strony książek.


(11) 2 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:

Od znajomego złodziejaszka z Wójtówki kupiłem za czterdzieści złotych
rower, zwykłego starego "koguta". Do bagażnika przymocowałem solidny
pakunek z ciuchami i postanowiłem pojechać z tym na wieś, do matki.
Dwieście kilometrów z bagażem to nie byle co, ale jak ja tę trasę
przerobiłem w obie strony nogami, to co to dla roweru? Jeden dzień - i
jestem w Lublinie, następny dzień - na miejscu. Do podroży
skombinowałem jakiś roboczy kombinezon - że to niby kurz, szkoda
ubrania itd. - a w przeddzień wyjazdu kupiłem kilogram zabitej krowy,
żeby zrobić sobie śniadanie i zabrać coś na drogę.


(12) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:

Przejechałem dłonią po czole. Byłem zdumiony spokojnym tonem Anny.
Chciałem nawet coś powiedzieć i wiedziałem co, ale nie było jak. Kawa
w pewnym stopniu przywróciła mi głos.
- No dobrze, ale skoro mu się nie podobali, to dlaczego ich po prostu
nie starł gumką? Dlaczego ich nie wykończył za pomocą zwykłej gumki do
atramentu? O mój Boże, sam już nie wiem, co mówię. Dlaczego, do jasnej
cholery, kazałaś psu, żeby mnie szpiegował?
Wydźwignąłem się z fotela i nie patrząc na nią przeszedłem do okna.
Mała dziewczynka w żółtej pelerynie przejechała ulicą na
rozklekotanym, odrapanym rowerze. Ciekawe, kim ta była - może
kanarkiem? A może gaźnikiem samochodowym? Czy też dla odmiany zwykłym
dzieckiem?


(13) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 za rozszyfrowanie T.:

T. kleiły się oczy i nie miał siły bronić się przed czarami. Wiedział,
że celem ich było nadszarpnięcie jego odporności, lecz nie mógł przed
nimi uciec. Był za słaby, zbyt zmęczony, za bardzo chory.
Ciąg dalszy odbywał się teraz na podwórzu. Jeden z sąsiadów jeździł na
rowerze ubrany w granatowy roboczy kombinezon. Zakreślał koła i
ósemki. Za każdym razem, gdy przejeżdżał pod oknem T., posyłał mu
szeroki uśmiech i mrugał porozumiewawczo. Do siodełka przywiązany był
sznur, ciągnący woskowy manekin przedstawiający kobietę. Był to taki
sam manekin, jakich używa się do prezentowania sukni na wystawach
sklepowych. Manekin podskakiwał na nierównościach terenu, ramiona
poruszały się, co sprawiało wrażenie, że kukła żyje. Wosk szybko się
jednak kruszył i wleczony po ziemi manekin bardzo się niszczył.
Kobieta znikała, jakby ją zżerał jakiś kwas. Gdy za rowerem pozostały
już tylko obie nogi, sąsiad skłonił się ironicznie T. i zniknął.


(14) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:

Stephen zbudził się około pół do szóstej rano. Wydawało się, że śpi
ciężkim, pozbawionym marzeń snem, ledwie się jednak ocknął, koszmar
ogarnął go na nowo. Posranowił zmusić się do konstruktywnego myślenia,
przeszłość zdecydowanie zostawić za sobą i zastanowić się nad
przyszłością. Umył się, ogolił i ubrał pomrukując chwilami "Harvey
Metcalfe". Zrezygnował ze śniadania. Popedałował na stację na
wysłużonym rowerze, który był jego ulubionym środkiem lokomocji w tym
mieście zapchanym olbrzymimi ciężarówkami i o zawiłym systemie ruchu
jednokierunkowego. Przypiął swojego kulawego Rosynanta łańcuchem do
ogrodzenia. Stało tam w rzędach tyle rowerów, ile przed innymi
dworcami kolejowymi samochodów.
Złapał pociąg odchodzący o ósmej siedemnaście, wielce ulubiony przez
dojeżdżających codziennie do Londynu. Wszyscy jedzący śniadanie
zdawali się dobrymi znajomymi i Stephen czuł się jak nieproszony gość
na przyjęciu urządzonym przez nieznajomego gospodarza.


(15) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:

Teraz jest już wiadomo, że Pan Waruna wrócił do Niebiańskiego Grodu po
bitwie pod Khaipur. W tym samym czasie hierarchia niebieska zaczęła
się rozpadać. Panów Karmy zastąpili Strażnicy Karmy, a ich funkcje
zostały oddzielone od godności kapłańskiej i urzędów świątynnych.
Ponownie wynaleziono rowery. Wzniesiono siedem kaplic buddyjskich.
Pałac Pana Nirriti przebudowano na galerię, w jednym skrzydle u
rządzono Pawilon Karny. Święto w Alundil święcono jak zwykle co roku,
a o tancerzach powiadano, że nie mają sobie równych. Gaj drzew o
purpurowych liściach i błękitnej korze rósł na dawnym miejscu,
odwiedzany przez licznych pielgrzymów. Kubera oraz Ratri pozostali w
Khaipur. Tak odjechał z Olveggą na ognistym rydwanie, nikt zaś nie
wiedział, dokąd się udali. W Niebie rządy sprawował Wisznu.
Ci. którzy modlili się do siedmiu Riszi, dziękowali za rowery i za
awatarę Buddy, którego zwali Majtreja, czyli Pan Światła. Prosili, by
rozszerzył królestwo jasności, albo by się raczej od tego powstrzymał.


(16) poniekąd przewrotne :-) 2 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:

Mieszkańcy Crossmaheart śmiali się ze wszystkich - zdrowych i chorych.
W Crossmaheart nadal istniał Zakład dla Kalek. W tym mieście nie było
ludzi specjalnej troski. Nie było psychicznie czy fizycznie
upośledzonych. Byli psychole i kalecy. Nie było tam niepełnych rodzin
- zamiast tego byli bękarci i gówniarze Mieszkali tam kretyni z
urodzenia i tacy, którzy dostawali świra przez kontakt z bronią,
walcząc w imieniu tej czy innej frakcji militarnej. Widziano
paralityków narodzonych z kalectwem i tych, co sami sprowadzili na
siebie ułomność- bandytów postrzelonych przez kogoś, bandytów, którzy
sami się postrzelili, zamachowców z oderwanymi podczas wybuchu rękami,
złodziei z przestrzelonymi przez terrorystów kolanami, bo stanowili
zagrożenie dla społeczeństwa. Można było ich spotkać kiedy skakali po
ulicy, obnosząc swe kalectwo z dumą niczym medal za odwagę.


--
Szymon "Zbooy" Madej
webm...@rmf.fm

Tomasz Brzeziński

unread,
Mar 23, 2005, 4:40:58 AM3/23/05
to
Użytkownik "Szymon 'Zbooy' Madej" <s.m...@rmf.fm> napisał w wiadomości
news:tkc041d6janivou5o...@4ax.com...

> Witam,
>
> ze sporym opóźnieniem, ale jednak... KONKURS!

Ja tylko szybko zauważę, że FUT nieustawiony, więc pilnujcie, gdzie
wysyłacie!

Sigurd

BasiaBjk

unread,
Mar 23, 2005, 4:51:49 AM3/23/05
to
Użytkownik Szymon 'Zbooy' Madej napisał:

> ze sporym opóźnieniem, ale jednak... KONKURS!
> Tym razem jest... łatwy. :-)

Zabrakło "Serc na rowerach" Lipskiej :(
--
pa, Basia

A.L.

unread,
Mar 23, 2005, 4:53:32 AM3/23/05
to
Szymon 'Zbooy' Madej napisał(a):

> Witam,
>
> ze sporym opóźnieniem, ale jednak... KONKURS!
> Tym razem jest... łatwy. :-)

Piękny konkurs... Wyczekany... Ale tym razem nie wezmę udziału, dziękuję
bardzo ;).
--
Ania, nieoczytana, a szkoda...

Szymon 'Zbooy' Madej

unread,
Mar 23, 2005, 5:09:36 AM3/23/05
to
Gdy zegar i kalendarz wskazywały Wed, 23 Mar 2005 10:40:58 +0100,
Tomasz Brzeziński napisał (a może napisała?) tak oto:

Rzeczywiście, nie pomyślałem o fucie - przepraszam :-(

zbooy

piotr

unread,
Mar 23, 2005, 7:50:00 AM3/23/05
to
> Jeśli się nie pomyliłem w rachunkach, do zdobycia jest łącznie 65
> punktów - szczegóły przy poszczególnych pytaniach. Odpowiedzi proszę
> przysyłać na mojego maila, skrzynkę zamykam w środę 30 marca o 17:00.
> W razie równej liczby punktów decyduje kolejność zgłoszeń. Sporne
> przypadki rozpatruję generalnie wedle własnego widzimisię ;-)


Jak widzisz Szymonie Twoj "konkurs" spotkal sie z calkowitym nie przyjeciem
ze strony grupowiczow. W zwiazku z tym czy jest sens rozbienia tego typu
rzeczy, mim zdaniem nie ma. A Ty zapewne znajdziesz odpowiedz w postach.

pozdrawiam Cie


Grzegorz Bednarczyk

unread,
Mar 23, 2005, 8:02:59 AM3/23/05
to
Dnia Wed, 23 Mar 2005 13:50:00 +0100, piotr napisał(a):

> Jak widzisz Szymonie Twoj "konkurs" spotkal sie z calkowitym nie przyjeciem
> ze strony grupowiczow. W zwiazku z tym czy jest sens rozbienia tego typu
> rzeczy, mim zdaniem nie ma. A Ty zapewne znajdziesz odpowiedz w postach.

Eee, marudzita. Odpowiedzi znam w porywach do trzech, ale za to jaki mi te
trzy pytania dały powód do uśmiechu, o! :)
--
Grzegorz Bednarczyk
http://jazon.hist.uj.edu.pl/~gb/

Monika Wandzel

unread,
Mar 23, 2005, 8:07:24 AM3/23/05
to

> Jak widzisz Szymonie Twoj "konkurs" spotkal sie z calkowitym nie przyjeciem

>> ze strony grupowiczow. W zwiazku z tym czy jest sens rozbienia tego typu
>> rzeczy, mim zdaniem nie ma. A Ty zapewne znajdziesz odpowiedz w postach.
>
>Eee, marudzita. Odpowiedzi znam w porywach do trzech, ale za to jaki mi te
>trzy pytania dały powód do uśmiechu, o! :)

=========
zgadzam sie - mnie sie konkurs wyjatkowo latwy wydal. Hmmm - moze same
pudla??? Nie znam oczywiscie wszystkich odpowiedzi, ale co do duzej ilosci
bylam pewna, niektore sobie postrzelalam, raz poznalam autora - ale nie mam
pojecia , c0 to za powiesc - pewnie nawet nie czytalam. ale styl
charakterystyczny.

mw
--
============= P o l N E W S ==============
archiwum i przeszukiwanie newsów
http://www.polnews.pl

Jan Rudziński

unread,
Mar 23, 2005, 8:02:43 AM3/23/05
to
Cześć wszystkim

Dnia 2005-03-23 13:41, Użytkownik Bazyl napisał:

>
> Łatwy, cholera, łatwy! A pudziesz! :)
> ps. Dla jednego punktu nie będę raczej startował, boć i on niepewny :D

To ja wystartuję w takim razie - z 5 punktów znajdę! W tym kilka za
książkę, któej nie czytałem...

--
Pozdrowienia
Janek http://www.astercity.net/~janekr
Niech mnie diabli porwą!
Niech diabli porwą? To się da zrobić...

Bazyl

unread,
Mar 23, 2005, 7:41:52 AM3/23/05
to
W artykule news:tkc041d6janivou5o...@4ax.com,
molik książkowy Szymon 'Zbooy' Madej napisał(a):

> Witam,
>
> ze sporym opóźnieniem, ale jednak... KONKURS!
> Tym razem jest... łatwy. :-)

Łatwy, cholera, łatwy! A pudziesz! :)


ps. Dla jednego punktu nie będę raczej startował, boć i on niepewny :D

--
pozdrawiam
Bazyl [ baz...@go2.pl ]
FAQ prk: http://www.prk.w.pl/faq

A.L.

unread,
Mar 23, 2005, 8:15:05 AM3/23/05
to
piotr napisał(a):

>
> Jak widzisz Szymonie Twoj "konkurs" spotkal sie z calkowitym nie przyjeciem
> ze strony grupowiczow.

Skąd ten wniosek?

> W zwiazku z tym czy jest sens rozbienia tego typu
> rzeczy, mim zdaniem nie ma.

Moim zdaniem jest.

> A Ty zapewne znajdziesz odpowiedz w postach.

Powiedziałabym raczej, że znajdzie _odpowiedzi_ w postach... Ale to
normalne w przypadku konkursów.
--
Ania

Grzegorz Bednarczyk

unread,
Mar 23, 2005, 8:30:17 AM3/23/05
to
Dnia Wed, 23 Mar 2005 14:07:24 +0100, Monika Wandzel napisał(a):

>> Jak widzisz Szymonie Twoj "konkurs" spotkal sie z calkowitym nie przyjeciem
>
>>> ze strony grupowiczow. W zwiazku z tym czy jest sens rozbienia tego typu
>>> rzeczy, mim zdaniem nie ma. A Ty zapewne znajdziesz odpowiedz w postach.
>>
>>Eee, marudzita. Odpowiedzi znam w porywach do trzech, ale za to jaki mi te
>>trzy pytania dały powód do uśmiechu, o! :)
> =========
> zgadzam sie - mnie sie konkurs wyjatkowo latwy wydal. Hmmm - moze same
> pudla??? Nie znam oczywiscie wszystkich odpowiedzi, ale co do duzej ilosci
> bylam pewna, niektore sobie postrzelalam, raz poznalam autora - ale nie mam
> pojecia , c0 to za powiesc - pewnie nawet nie czytalam. ale styl
> charakterystyczny.

No, Moniko, zgadzać się możemy w kwestii konkursowego entuzjazmu, ale za
łatwy to ja go nie uznam :) No, chyba, że biorąc syffowe pojęcie "łatwości"
pod uwagę :))
Pozdrowienia

woy

unread,
Mar 23, 2005, 9:59:18 AM3/23/05
to
Choć kaszka zimna i pielucha mokra, to nasza pociecha, piotr, tak słodko
gaworzy:

>
> Jak widzisz Szymonie Twoj "konkurs" spotkal sie z calkowitym nie
> przyjeciem ze strony grupowiczow.

Wziuuut! Uwaga na nisko latające kwantyfikatory.

--
woy
(pisz do mnie tu: http://tinyurl.com/6mym8 )
"Ja jestem za miłością, dopóki nie przytrafia się ona, kiedy w
telewizji są kreskówki." (Anita, lat 6)

Szymon 'Zbooy' Madej

unread,
Mar 23, 2005, 10:02:22 AM3/23/05
to
Gdy zegar i kalendarz wskazywały Wed, 23 Mar 2005 14:07:24 +0100,
Monika Wandzel napisał (a może napisała?) tak oto:

>zgadzam sie - mnie sie konkurs wyjatkowo latwy wydal. Hmmm - moze same
>pudla???

Jeszcze nie podsumowałem, ale całkiem sporo trafiłaś w dziesiątkę,
nawet strzelając na oślep :-)

BTW, jak na razie najtrudniejsze wydaje się pytanie 13. Same pudła, a
fragment zdaje się dość charakterystyczny.

zbooy

--
Szymon 'Zbooy' Madej -- ysmadej[małpka]cyf-kr.edu.pl
OZSR => http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/
Szersze spojrzenie => http://pepperoni.fm.pl/zbooy/panoramy/
Stara Górska Biblioteczka => http://pepperoni.fm.pl/zbooy/gory/biblio/

Monika Wandzel

unread,
Mar 23, 2005, 10:33:02 AM3/23/05
to

>>zgadzam sie - mnie sie konkurs wyjatkowo latwy wydal. Hmmm - moze same
>>pudla???
>
>Jeszcze nie podsumowałem, ale całkiem sporo trafiłaś w dziesiątkę,
>nawet strzelając na oślep :-)
:)))
jestem dumna i blada:)
ale takich stralow na oslep to duzo nie bylo - albo wiedzialam, albo nie
mialam pojecia.


>
>BTW, jak na razie najtrudniejsze wydaje się pytanie 13. Same pudła, a
>fragment zdaje się dość charakterystyczny.
>
>zbooy

===========
????? MNie sie ta 13 co najwyzej z Panem Norrelem i Strangem kojaryz - ale
tam nikt na rowerze nie jezdzil:)

Monika

woy

unread,
Mar 23, 2005, 12:47:22 PM3/23/05
to
Choć kaszka zimna i pielucha mokra, to nasza pociecha, Szymon 'Zbooy'
Madej, tak słodko gaworzy:

>
> Rzeczywiście, nie pomyślałem o fucie - przepraszam :-(
>

Wysyłasz potwierdzenia, czy trzeba żyć w niepewności? (Doszło?)

Michal Jankowski

unread,
Mar 23, 2005, 4:52:54 PM3/23/05
to
Bardzo fajny konkurs, juz przed swietami nie dam rady, ale po swietach
oczekuj mojej odpowiedzi...

MJ

Grzegorz Bednarczyk

unread,
Mar 24, 2005, 2:15:34 AM3/24/05
to
Dnia Wed, 23 Mar 2005 16:33:02 +0100, Monika Wandzel napisał(a):

> ????? MNie sie ta 13 co najwyzej ...

Hmm, a może obetniemy komuś język? ;)
Pozdrowienia

Monika Wandzel

unread,
Mar 24, 2005, 3:40:59 AM3/24/05
to
>Dnia Wed, 23 Mar 2005 16:33:02 +0100, Monika Wandzel napisał(a):
>
>> ????? MNie sie ta 13 co najwyzej ...
>
>Hmm, a może obetniemy komuś język? ;)
>Pozdrowienia
>========
negatywnie tez nie mozna??? Przeciez wszyscy i tak juz wiedza, ze Muminki...

woy

unread,
Mar 24, 2005, 3:54:18 AM3/24/05
to
Choć kaszka zimna i pielucha mokra, to nasza pociecha, Monika Wandzel,
tak słodko gaworzy:

> negatywnie tez nie mozna??? Przeciez wszyscy i tak juz wiedza, ze
> Muminki...
>

Dla ścisłości, to Sigurd tak twierdzi, ale on wszędzie widzi Muminki.

Artur 'aR2r' Perfecki

unread,
Mar 25, 2005, 9:36:36 AM3/25/05
to
Dnia Wed, 23 Mar 2005 10:34:58 +0100, Szymon 'Zbooy' Madej napisał(a):

> (11) 2 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:

Fgnavfłnj Temrfvhx "Obfb, nyr j bfgebtnpu"

Zgadłem? :)

--
Pozdrawiam! ___ ___
ar...@mod-works.com ___ _/ _ \|_ |____
JID:perf...@chrome.pl / _ `/ , _/ __// __/
GG# 1076537 \_,_/_/|_/____/_/

Tomasz Brzezinski

unread,
Mar 30, 2005, 8:32:36 AM3/30/05
to

Uzytkownik "Michal Jankowski" <mic...@fuw.edu.pl> napisal w wiadomosci
news:2nk6np6...@ccfs1.fuw.edu.pl...
> A bo ja wczoraj wyslalem odpowiedzi i nie wiem, czy doszly?
> Hop, hop!
>
> MJ
> PS. A moze u notariusza zlozyc? 8-)

Kurierem (rowerowym oczywiscie) wyslac ;-)

Sigurd

Michal Jankowski

unread,
Mar 30, 2005, 8:35:43 AM3/30/05
to Szymon 'Zbooy' Madej

Szymon 'Zbooy' Madej

unread,
Mar 30, 2005, 9:11:46 AM3/30/05
to
Hurtem potwierdzam otrzymanie odpowiedzi konkursowych od następujących
osób:

Grzegorz Bednarczyk
woy
Tomasz Konatkowski
Yola
Szymon Sokół
Sigurd
Marcin Fastyn
Anita Korzeniowska
Michał Jankowski
foxfire
Jan Rudziński
Monika Wandzel

Jeśli kogoś brakuje, proszę o rewysyłkę.

Ewa Pocierznicka

unread,
Mar 30, 2005, 12:15:24 PM3/30/05
to
W nadesłanym nam cyrografie z dnia 2005-03-30 16:11, Szymon 'Zbooy'
Madej napisał własną krwią co następuje:


> Jeśli kogoś brakuje, proszę o rewysyłkę.

Mnie brakuje. Trzeci raz będę wysyłać, zaraza...


--
Wiedźma 'Ortofaszystka' www.mohawk.friko.pl www.tfurczosc.friko.pl
gg 4083447 "...nawet najnormalniejszy człowiek zaledwie wisi
na śliskim sznurze normalności. Obwody normalności wbudowano w ludzkie
zwierzę wyjątkowo niedbale." Stephen King

Szymon 'Zbooy' Madej

unread,
Mar 31, 2005, 8:37:21 AM3/31/05
to
Witam,

ufff, właśnie skończyłem liczenie punktów i rozesłałem maile do
wszystkich uczestników - sprawdźcie proszę me rachunki i ewentualnie
reklamujcie. Na razie podaję prawidłowe odpowiedzi.

>Jeśli się nie pomyliłem w rachunkach, do zdobycia jest łącznie 65
>punktów

Tym razem też mi tyle wyszło. Nikt nie zdobył kompletu, choć wiele nie
brakło.


>(1) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>Doszliśmy do wąskiej, czarnej, wijącej się drożyny. Na jej środku
>wyraźnie odciśnięte były w mokrej ziemi ślady roweru.
>- Hurra! - krzyknąłem. - Mamy go!
>Ale H. potrząsnął przecząco głową. Z jego twarzy wyczytać można było
>raczej zakłopotanie i oczekiwanie, niż radość.
>- Rower na pewno, ale nie ten rower - powiedział. Znam 42 różne
>rodzaje odcisków pozostawionych przez opony. Te, jak widzisz, to
>"Dunlopy" o poprzecznych prążkach. Jedna z nich posiada na zewnętrznej
>stronie płaszcza łatkę. Heidegger miał natomiast opony "Palmera",
>zostawiające ślad o długich pręgach. Nauczyciel matematyki, Mr.
>Aveling, jest tego zupełnie pewien. Dlatego nie może to być ślad
>Heideggera.

Autora łatwo można było wydedukować - to oczywiście Arthur Conan
Doyle. Za rozszyfrowanie H. nie było punktów, bo <<mówisz "Conan
Doyle", myślisz "Holmes">> :-)

>Conan Doyle, coś z zaginionym księciem było

Prawie :-)

Z tytułem było trochę gorzej, ale i tak nieźle. W oryginale "The
Adventure of the Priory School", po naszemu "Zniknięcie młodego
lorda". Do przeczytania na
http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/holmes1.html i
http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/holmes1a.html


>(2) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie, kim jest
>P.:
>
>W którąś niedzielę postanowiłem wykorzystać łatwy dzień zdjęciowy i
>wyspać się do późna w moim pokoju nad pubem. Obudziło mnie głośne
>pukanie do drzwi. Pojawił się w nich jeden z asystentów i oznajmił, że
>pan P. wzywa mnie natychmiast na plan. Ubrałem się szybko, wsiadłem na
>rower i na łeb na szyję popędziłem w stronę zamku. W mojej głowie
>kłębiły się czarne myśli. Wypadek? Atak serca? Awaria kamery? Widok
>ekipy stojącej spokojnie na trawniku pod zamkiem, gdzie toczyła się
>akcja, nieco mnie uspokoił. Jej członkowie powitali mnie okrzykiem:
>"Cześć, szefie!" i rozstąpili się, pozwalając mi dotrzeć do miejsca, w
>którym stał P. Zdałem sobie sprawę, że szykuje jakiś podstęp, ale nie
>wiedziałem, co zamierza zrobić. "Podobno mnie wzywałeś, Roman? Czy
>wszystko jest okay? - spytałem, siląc się na obojętny ton.

Specjalnie Romana zostawiłem i większość ochoczo skorzystała z
podpowiedzi. Gene Gutowski "Od Holocaustu do Hollywood", w jednej z
głównych ról Roman Polański
.
BTW, przeczytałem ostatnio tę książkę - dobrze się zaczyna, ale po
wojnie jakoś się ślizga, aż grzęźnie :-(


>(3) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:
>
>Na wieży strażackiej w Chełmie
>Stał strażak w błyszczącym hełmie.
>Zobaczył w dole cyklistę,
>Bo powietrze było czyste.
>Rzecze tedy, patrząc z wieży:
>"A cóż to za mucha bieży?
>Najwyżej centymetr mierzy,
>I nie cały, lecz połowę..."
>A cyklista zadarł głowę
>I sam do siebie powiada:
>"Ależ to widok nie lada,
>Gdy na wieży mucha siada
>I tam strażaka udaje!
>Też mi dopiero zwyczaje!"
>Każdy więc myślał o sobie
>Jako o dużej osobie
>I choć to złudzenie kruche,
>Drugiego uważał za muchę.

>Z wierszy o strażakach to pamiętam "Pali się!" Brzechwy.
>Ale to nie to.
>Kto to mógł napisać?
>Strzelam! K. I. Gałczyński.

No, niestety :-(

>Jak się czyta Juniorowi wierszyki, to się wie.

Otóż to. Jan Brzechwa: Strażak i cyklista.


>(4) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:
>
>W końcu stracił cierpliwość i wdał się w bójkę z rowerem. Ten zaś, ku
>memu zadowoleniu, nie dawał za wygraną, tak więc pomiędzy nim a
>Ebbsonem rozgorzała dość wyrównana walka. Raz rower leżał na ścieżce,
>a na nim leżał Ebbson, za chwilę było odwrotnie - Ebbson leżał na
>ścieżce, a rower na nim. Gdy Ebbson się podniósł i cały czerwony na
>twarzy trzymał rower pomiędzy kolanami, jego radość zwykle nie trwała
>długo - szybkim, niespodziewanym ruchem rower wyrywał mu się z rąk i
>podskoczywszy do góry dziobał Ebbsona w głowę kierownicą.
>Była już za kwadrans pierwsza, gdy Ebbson, brudny, rozczochrany,
>podrapany i pokaleczony zawołał:
>- No, nareszcie! - po czym wstał i otarł pot z czoła. Rower również
>wyglądał jakby miał dosyć tego wszystkiego, trudno bowiem powiedzieć,
>który z nich więcej ucierpiał. Zaprowadziłem Ebbsona do kuchni, gdzie
>umył się przynajmniej na tyle, na ile to było możliwe bez sody i
>odpowiednich środków i poszedł do domu.

Tu albo ktoś wiedział, albo nie - albo 5, albo 0 punktów, i prawie
żadnych strzałów. O, przepraszam, jeden:

>Hmmm. Bójka z rowerem - jak u Borisa Viana. Ale nazwisko angielskie, choć
>Vian przecież też pisał jako Vernon Sullivan... Chyba nie Vian jednak.
>Strzelam trochę: Flann O'Brien, "Trzeci policjant". Czytałem już dość dawno
>temu, ale jakoś mi pasuje.

http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/jerome.html
Fragment książki Jerome'a K. Jerome'a (1859-1927) "Trzej panowie na
rowerach" (tłum. Jolanta Plakwicz, wyd. Cieślak i Szwajcer, 1991). W
oryginale ukazało się to w roku 1900 jako Three Men on the Bummel
(http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/3men.html). [...] Aha, a chcecie
wiedzieć, od czego skrótem jest K.? Od... Klapki; tak w każdym razie
stoi w Encyclopaedia Britannica.


>(5) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>A Francin skoczył nagle do mnie, przegiął mnie przez kolano, podniósł
>mi spódnicę i zaczął mnie smagać po tyłku, a ja zdrętwiałam na myśl,
>czy aby włożyłam czystą bieliznę i czy się umyłam, i czy jestem
>dostatecznie odsłonięta. Francin smagał mnie wężykiem, cykliści z
>zadowoleniem kiwali głowami, a trzy członkinie towarzystwa miłośników
>miasta patrzyły na mnie, jakby zamówiły sobie satysfakcję.
>W końcu Francin postawił mnie na ziemi, opuściłam spódnicę, Francin
>był piękny, nozdrza mu drżały zupełnie tak samo, jak wówczas, kiedy
>poskromił spłoszone konie.
>- Tak, moja panno - powiedział - zaczniemy nowe życie!
>I schylił się, i podniósł pióro ze stalówką numer trzy z ziemi, po
>czym przykręcił wężyk do pompki, a pompkę wcisnął w klipsy umocowane
>na ramie mojego roweru.
>Wzięłam tę pompkę i pokazując ją cyklistom powiedziałam:
>- Tę oto pompkę kupiłam w firmie Runkas przy ulicy Bolesławskiej.

"Postrzyżyny" Hrabala, oczywiście, i scena końcowa niemal. Łaaaatwe
:-)


>(6) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>W trzy dni później wybuchła straszliwa awantura. Blady jak ściana
>Whymper pedałował co sił, a kiedy znalazł się na podwórzu, cisnął
>rower na ziemię i pobiegł jak strzała prosto do domu. Po chwili z
>apartamentów N. dobiegł zdławiony ryk wściekłości. Wiadomość o tym, co
>się stało, obiegła folwark w mgnieniu oka. Banknoty były fałszywe!
>Frederick otrzymał drewno za darmo!

Nie chciałem rozwijać N. do Napoleona, bo w połączeniu z występującym
w tekście folwarkiem zagadka zdała mi się zbyt oczywista, Myliłem się.
Mniej niż połowa rozszyfrowała, że to "Folwark zwierzęcy" George'a
Orwella.


>(7) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>Kiedy indziej znów przed południem wjechał na czyjąś parcelę, wpadł do
>rozkopanego rowu, bo właściciele domków letniskowych przeciągali
>właśnie kabel elektryczny, wywinął koziołka i zaczął ryczeć:
>- Kto wam pozwolił rozkopać drogę? No, to was będzie drogo kosztowało!
>Rozkopać drogę publiczną? Macie na to pozwolenie? Jestem dróżnikiem!
>I jechał tak Józiek bez świateł, i tak jak ja rozkoszował się naturą,
>nie kręcił nawet pedałami, tak go księżyc z tyłu popychał, a zresztą
>do Nowych Łąk asfaltowa szosa wiedzie wciąż z górki: mało kto wie, że
>na szosie wysokość wynosi sto osiemdziesiąt pięć metrów nad poziomem
>morza, a tu, na Nowych Łąkach, tylko sto siedemdziesiąt siedem, a więc
>spadek jest znaczny, te kerskie lasy leżą właściwie w takiej płytkiej
>niecce, bo od Nowych Łąk asfaltowa aleja wspina się pod górę i na
>szosie Gródeczek-Semice osiąga znów wysokość sto osiemdziesiąt pięć
>metrów nad poziomem morza...

Kerskie lasy? A któż to mógł o nich pisać?

>Znowu Bohumil Hrabal.

No, ba :-)

>Ale co?
>Może "Taka piękna żałoba"? Nie jestem pewien...
>Nie, zaraz, to pod Kerskiem. Więc coś raczej późniejszego. Stawiam na
>"Święto przebiśniegu". Oczywiście nie pamiętam, z którego opowiadania.

Niezłe kombinowanie :-)

>Bez świateł i przy księżycu, zatem "Noc księżycowa".

Jasne! Całość do przeczytania na
http://www.cyf-kr.edu.pl/rowery/hrabal2f.html


>(8) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie W.:
>
>Opary rozwiały się i widać było ogromny obszar dna morskiego.
>- Dzień dobry! - odezwał się W., naciągając kapelusz głębiej na uszy.
>Musimy iść dalej.
>Mniej więcej w porze śniadania spotkali skrzata domowego jadącego na
>rowerze. Wiózł swoje dziecko w worku na plecach, na bagażniku miał
>walizkę, a przy kierownicy dyndało mnóstwo zawiniątek i paczuszek.
>Był bardzo czerwony i popatrzył na nich nie witając się.

- Hej! - zawołał Muminek. - Nie poznajesz mnie? Co to takiego? Czy się
przeprowadzasz?
Skrzat zeskoczył z roweru i prędko powiedział:
- Wszyscy uciekają z doliny. Nie myślisz chyba, że będziemy siedzieć i
czekać na kometę?!
- A kto powiedział, że kometa uderzy akurat w Dolinę Muminków? -
spytał Migotek.
- Piżmowiec - odparł skrzat.
- No, a Tatuś i Mama? - pytał dalej Muminek. - Oni na pewno zostali i
czekają na mnie!
- Tak, tak, tak - rzucił niecierpliwie skrzat. - Siedzą na werandzie.
Ale to nie ma nic wspólnego ze mną. Zresztą i tak nie zdążysz tam
dojść...
Co powiedziawszy, odjechał na swoim rowerze, z włosem zjeżonym ze
strachu.
- I jeszcze wiezie walizkę! - powiedział Włóczykij. - I tobołki, i
paczki! W taki upał! Chodźcie, idziemy [...]

Tym razem nie było problemu z Muminkami, może tylko z pisownią
nazwiska autorki:

>Janssen
>Tove Jasson
>Tove Janson

Tove Jansson to jedyna słuszna wersja :-)

>"Kometen kommen", to jest, proszę państwa, "Kometa nad Doliną Muminków".

Właśnie.


>(9) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 pkt za rozszyfrowanie K.:
>
>Tata nie chciał mi kupić roweru. Mówił, że dzieci są bardzo
>nieostrożne, że robią różne sztuki na rowerach, że je łamią, a same
>rozbijają sobie nosy. Powiedziałem tacie, że ja byłbym ostrożny, a
>potem płakałem i dąsałem się, a potem powiedziałem, że pójdę sobie z
>domu, i w końcu tata powiedział, że będę miał rower, jeśli będę w
>pierwszej dziesiątce z arytmetyki.
>Dlatego byłem wczoraj taki zadowolony, wracając ze szkoły, bo byłem
>dziesiąty z arytmetycznej klasówki. Kiedy powiedziałem o tym tacie,
>wytrzeszczył oczy i powiedział: "Coś takiego, no coś takiego!", a mama
>mnie pocałowała, powiedziała, że tata kupi mi zaraz piękny rower i że
>to pięknie, że tak dobrze zrobiłem zadanie z arytmetyki. Trzeba
>powiedzieć, że miałem szczęście: tylko jedenastu chłopców pisało
>zadanie, bo inni mają grypę, a jedenasty to był K., który jest zawsze
>ostatni, ale jemu wszystko jedno, bo i tak ma rower.

K. to Kleofas, narrator to Mikołajek, autorzy to Sempe i Goscinny
(zwłaszcza ten drugi), a tytuł to sam "Mikołajek", bez rekreacji czy
innych chłopaków :-) Raczej łatwe.


>(10) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>Zauważyłem jednak, że w refrenie "Meteoryty, meteoryty!" - paskudnie
>fałszował. Powiedziałem mu to; obraził się i rzekł, iż to ja zawsze
>fałszuję, nie on; rozmowa, dotąd prowadzona dość spokojnie, zamieniła
>się w sprzeczkę, potem w gwałtowną kłótnię, aż tak mnie rozeźlił, że
>kazałem mu się zabierać do diabła. Było to powiedziane w złości, wcale
>nie myślałem tego, lecz bez jednego słowa wstał, poszedł na górę,
>wyrychtował swój chronocykl, siadł nań jak na rower, coś tam poruszył
>i w mgnieniu oka rozwiał się w mgłę, a właściwie w dymek jak z
>papierosa. Po minucie i tego już nie było - został tylko stos
>porozrzucanych na wszystkie strony książek.

Bodaj najlepiej rozwiązane pytanie.

>Tytułu nie kojarzę, ale to coś ze Stanisława Lema.

Punkcik zaliczony!

>Strzał na ślepo po piosence "Meteoryty, meteoryty", że Stanisław Lem. I
>jeszcze bardziej na ślepo, że "Dzienniki gwiazdowe".

Ech, po co Ci wzrok? :-)

>(10) Stanisław Lem "Dzienniki gwiazdowe" (tom 1)

Nieźle!

>Stanisław Lem, "Dzienniki gwiazdowe" (ale która podróż, nie pomnę - w każdym
>razie to ta, w której Tichy kierował TEOHIPHIP-em)

Lepiej!

>Stanisław Lem "Dzienniki gwiazdowe" (Podróż dwudziesta).

Najlepiej!


>(11) 2 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:
>
>Od znajomego złodziejaszka z Wójtówki kupiłem za czterdzieści złotych
>rower, zwykłego starego "koguta". Do bagażnika przymocowałem solidny
>pakunek z ciuchami i postanowiłem pojechać z tym na wieś, do matki.
>Dwieście kilometrów z bagażem to nie byle co, ale jak ja tę trasę
>przerobiłem w obie strony nogami, to co to dla roweru? Jeden dzień - i
>jestem w Lublinie, następny dzień - na miejscu. Do podroży
>skombinowałem jakiś roboczy kombinezon - że to niby kurz, szkoda
>ubrania itd. - a w przeddzień wyjazdu kupiłem kilogram zabitej krowy,
>żeby zrobić sobie śniadanie i zabrać coś na drogę.

...Tak zakończyła się moja pechowa podróż, w której opisie nie ma nic
zmyślonego. Tego samego jeszcze dnia rower swój najnormalniej w
świecie wyrzuciłem na śmietnik. Tytoń odprzedałem kolegom bez zarobku.
A spirytus? Spirytusu żal mi było sprzedawać, bo z powodu koloru i
smaku musiałbym oddać go taniej niż spirytus czysty, który znów po
sprzedaniu swojego musiałbym kupować w celach "leczniczych".

Stanisław Grzesiuk: "Boso, ale w ostrogach".


>(12) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>Przejechałem dłonią po czole. Byłem zdumiony spokojnym tonem Anny.
>Chciałem nawet coś powiedzieć i wiedziałem co, ale nie było jak. Kawa
>w pewnym stopniu przywróciła mi głos.
>- No dobrze, ale skoro mu się nie podobali, to dlaczego ich po prostu
>nie starł gumką? Dlaczego ich nie wykończył za pomocą zwykłej gumki do
>atramentu? O mój Boże, sam już nie wiem, co mówię. Dlaczego, do jasnej
>cholery, kazałaś psu, żeby mnie szpiegował?
>Wydźwignąłem się z fotela i nie patrząc na nią przeszedłem do okna.
>Mała dziewczynka w żółtej pelerynie przejechała ulicą na
>rozklekotanym, odrapanym rowerze. Ciekawe, kim ta była - może
>kanarkiem? A może gaźnikiem samochodowym? Czy też dla odmiany zwykłym
>dzieckiem?

Truuuudne. A książka w Polsce popularna...

>To mnie zamęczy. Na śmierć. Proszę o uznanie mojego zgłoszenia za zamknięte
>i informację co to do cholery ciężkiej jest, bo do wyników nie zasnę.

Przeżyłaś? :-)

>Oj, to czytałem na pewno.

Pewnie tak.

>Pewnie mi się źle zdaje, ale to brzmi trochę jak "Kraina Chichów" J.
>Carrolla.

Dobrze się zdaje!


>(13) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora, 1 za rozszyfrowanie T.:
>
>T. kleiły się oczy i nie miał siły bronić się przed czarami. Wiedział,
>że celem ich było nadszarpnięcie jego odporności, lecz nie mógł przed
>nimi uciec. Był za słaby, zbyt zmęczony, za bardzo chory.
>Ciąg dalszy odbywał się teraz na podwórzu. Jeden z sąsiadów jeździł na
>rowerze ubrany w granatowy roboczy kombinezon. Zakreślał koła i
>ósemki. Za każdym razem, gdy przejeżdżał pod oknem T., posyłał mu
>szeroki uśmiech i mrugał porozumiewawczo. Do siodełka przywiązany był
>sznur, ciągnący woskowy manekin przedstawiający kobietę. Był to taki
>sam manekin, jakich używa się do prezentowania sukni na wystawach
>sklepowych. Manekin podskakiwał na nierównościach terenu, ramiona
>poruszały się, co sprawiało wrażenie, że kukła żyje. Wosk szybko się
>jednak kruszył i wleczony po ziemi manekin bardzo się niszczył.
>Kobieta znikała, jakby ją zżerał jakiś kwas. Gdy za rowerem pozostały
>już tylko obie nogi, sąsiad skłonił się ironicznie T. i zniknął.

No i tu jestem bardzo dumny z pytania, bo fragment naprawdę uroczy ;-)

>13 gdzieś widziałam. Chyba. Ale nie wiem. I nie brzęczy tak
>nachalnie jak 12.

:-)

>Strzał w autora: Stephen King

Jedyny strzał, reszta uczestników poddała się bez walki :-)

Opowieść zaczyna się tak:

"Trelkovsky'emu groziła eksmisja, gdy jego przyjaciel Simon powiedział
mu o wolnym mieszkaniu na ulicy Pirenejów. Poszedł tam. Ponura
dozorczyni nie chciała pokazać lokalu, lecz tysiącfrankowy banknot
sprawił, że zmieniła zdanie.
- Proszę za mną - rzekła szorstko i nieprzychylnie.
Trelkovsky był młodym człowiekiem w wieku około trzydziestu lat,
uczciwym, grzecznym, który nade wszystko nie znosił kłopotów. Zarabiał
skromnie, dlatego też utrata mieszkania była dla niego katastrofą,
pensja nie pozwalała mu bowiem na wystawne życie w hotelu. Miał jednak
na książeczce trochę oszczędności i liczył, że będzie mógł zapłacić
odstępne, jeśli nie okaże się ono zbyt wygórowane..."

Czy Trelkovsky coś pomógł? A film widzieliście, znanego nam już z
pytania 2. Romana P.? Topor, proszę państwa, Roland Topor: Chimeryczny
lokator (Le locataire chimerique).


>(14) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>
>Stephen zbudził się około pół do szóstej rano. Wydawało się, że śpi
>ciężkim, pozbawionym marzeń snem, ledwie się jednak ocknął, koszmar
>ogarnął go na nowo. Posranowił zmusić się do konstruktywnego myślenia,
>przeszłość zdecydowanie zostawić za sobą i zastanowić się nad
>przyszłością. Umył się, ogolił i ubrał pomrukując chwilami "Harvey
>Metcalfe". Zrezygnował ze śniadania. Popedałował na stację na
>wysłużonym rowerze, który był jego ulubionym środkiem lokomocji w tym
>mieście zapchanym olbrzymimi ciężarówkami i o zawiłym systemie ruchu
>jednokierunkowego. Przypiął swojego kulawego Rosynanta łańcuchem do
>ogrodzenia. Stało tam w rzędach tyle rowerów, ile przed innymi
>dworcami kolejowymi samochodów.
>Złapał pociąg odchodzący o ósmej siedemnaście, wielce ulubiony przez
>dojeżdżających codziennie do Londynu. Wszyscy jedzący śniadanie
>zdawali się dobrymi znajomymi i Stephen czuł się jak nieproszony gość
>na przyjęciu urządzonym przez nieznajomego gospodarza.

Ciężko było, Harvey Metcalfe ledwo pomógł.

>Jeffrey Archer, "Co do grosza" (chyba - mam niejasne wrażenie, że Metcalfe
>pojawił się jeszcze w czymś innym...)

Trafione, a innej książki nie kojarzę.


>(15) 3 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:
>
>Teraz jest już wiadomo, że Pan Waruna wrócił do Niebiańskiego Grodu po
>bitwie pod Khaipur. W tym samym czasie hierarchia niebieska zaczęła
>się rozpadać. Panów Karmy zastąpili Strażnicy Karmy, a ich funkcje
>zostały oddzielone od godności kapłańskiej i urzędów świątynnych.
>Ponownie wynaleziono rowery. Wzniesiono siedem kaplic buddyjskich.
>Pałac Pana Nirriti przebudowano na galerię, w jednym skrzydle u
>rządzono Pawilon Karny. Święto w Alundil święcono jak zwykle co roku,
>a o tancerzach powiadano, że nie mają sobie równych. Gaj drzew o
>purpurowych liściach i błękitnej korze rósł na dawnym miejscu,
>odwiedzany przez licznych pielgrzymów. Kubera oraz Ratri pozostali w
>Khaipur. Tak odjechał z Olveggą na ognistym rydwanie, nikt zaś nie
>wiedział, dokąd się udali. W Niebie rządy sprawował Wisznu.
>Ci. którzy modlili się do siedmiu Riszi, dziękowali za rowery i za
>awatarę Buddy, którego zwali Majtreja, czyli Pan Światła. Prosili, by
>rozszerzył królestwo jasności, albo by się raczej od tego powstrzymał.

Jeno trzy trafienia.

>Najzabawniejsze było to indyjskie. Jakby nie te rowery, to bym autentycznie jakąś Ramajanę
>obstawiał.

:-)

>Roger Zelazny, "Pan Światła" (a raczej to, co tłumok zrobił z tej
>książki...)

Chylę czoła.


>(16) poniekąd przewrotne :-) 2 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:
>
>Mieszkańcy Crossmaheart śmiali się ze wszystkich - zdrowych i chorych.
>W Crossmaheart nadal istniał Zakład dla Kalek. W tym mieście nie było
>ludzi specjalnej troski. Nie było psychicznie czy fizycznie
>upośledzonych. Byli psychole i kalecy. Nie było tam niepełnych rodzin
>- zamiast tego byli bękarci i gówniarze Mieszkali tam kretyni z
>urodzenia i tacy, którzy dostawali świra przez kontakt z bronią,
>walcząc w imieniu tej czy innej frakcji militarnej. Widziano
>paralityków narodzonych z kalectwem i tych, co sami sprowadzili na
>siebie ułomność- bandytów postrzelonych przez kogoś, bandytów, którzy
>sami się postrzelili, zamachowców z oderwanymi podczas wybuchu rękami,
>złodziei z przestrzelonymi przez terrorystów kolanami, bo stanowili
>zagrożenie dla społeczeństwa. Można było ich spotkać kiedy skakali po
>ulicy, obnosząc swe kalectwo z dumą niczym medal za odwagę.

Na koniec znów ciężko...

>Poniekąd, a nawet zupełnie wredne. Ale nazwa miasteczka charakterystyczna, a
>miałam to ostatnio w ręce. Pomyślałam, że skoro nie ma roweru we fragmencie,
>to będzie w tytule. Drogą tej dedukcji: "Rower przemocy" C. Bateman.

Podoba mi się Twój tok rozumowania. Tym bardziej, że prowadzi do
poprawnego rozwiązania :-)


Wielkie UFFFF, kończenie konkursu jest dużo bardziej pracochłonne niż
jego wymyślanie. Dziękuję wszystkim grupowiczom za cierpliwość -
wybaczcie, ja nietutejszy :-)

Zaraz, zaraz, czy ja o czymś nie zapomniałem. A, no tak, klasyfikacja!
Może poczekam do jutra, żeby była pora na reklamacje, a na razie
zdradzę tylko, że na szczycie znów mamy remis?

Yola

unread,
Mar 31, 2005, 8:52:00 AM3/31/05
to
In news:odqn41pjengvushru...@4ax.com,
our lives have been enlightened by Szymon 'Zbooy' Madej's words:

>> W trzy dni później wybuchła straszliwa awantura. Blady jak ściana
>> Whymper

> Nie chciałem rozwijać N. do Napoleona,

Chrzanić Napoleona. Whymper wystarczył :-))

> Ech, po co Ci wzrok? :-)

No, słaby mam, i owszem.

>> To mnie zamęczy. Na śmierć. Proszę o uznanie mojego zgłoszenia za
>> zamknięte
>> i informację co to do cholery ciężkiej jest, bo do wyników nie zasnę.
>
> Przeżyłaś? :-)

Przeżyłam, ale cóż to za życie (było).
Teraz mam lepszy problem: skąd ja to, na miły Bóg, znam? Bo Krainy Chichów
jako żywo nie czytałam.

A w ogóle to ech.
pozdr.
-Yola-

--
www.zax.pl/~yola/

Tomasz Konatkowski

unread,
Mar 31, 2005, 9:04:52 AM3/31/05
to
Szymon 'Zbooy' Madej <s.m...@rmf.fm> napisał:

> ufff, właśnie skończyłem liczenie punktów i rozesłałem maile do
> wszystkich uczestników - sprawdźcie proszę me rachunki i ewentualnie
> reklamujcie. Na razie podaję prawidłowe odpowiedzi.

A niech Cię!

> >(16) poniekąd przewrotne :-) 2 pkt za tytuł, 2 pkt za autora:

> (...)


> >to będzie w tytule. Drogą tej dedukcji: "Rower przemocy" C. Bateman.
>

No i kolejna książka od Zyska do koszyka.

> Wielkie UFFFF, kończenie konkursu jest dużo bardziej pracochłonne niż
> jego wymyślanie. Dziękuję wszystkim grupowiczom za cierpliwość -
> wybaczcie, ja nietutejszy :-)

Ale konkurs jakże udany. Gratulacje.

Pozdrawiam
TK

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/

Monika Wandzel

unread,
Mar 31, 2005, 9:00:32 AM3/31/05
to


>>(12) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>>
>>Przejechałem dłonią po czole. Byłem zdumiony spokojnym tonem Anny.
>>Chciałem nawet coś powiedzieć i wiedziałem co, ale nie było jak. Kawa
>>w pewnym stopniu przywróciła mi głos.
>>- No dobrze, ale skoro mu się nie podobali, to dlaczego ich po prostu
>>nie starł gumką? Dlaczego ich nie wykończył za pomocą zwykłej gumki do
>>atramentu? O mój Boże, sam już nie wiem, co mówię. Dlaczego, do jasnej
>>cholery, kazałaś psu, żeby mnie szpiegował?
>>Wydźwignąłem się z fotela i nie patrząc na nią przeszedłem do okna.
>>Mała dziewczynka w żółtej pelerynie przejechała ulicą na
>>rozklekotanym, odrapanym rowerze. Ciekawe, kim ta była - może
>>kanarkiem? A może gaźnikiem samochodowym? Czy też dla odmiany zwykłym
>>dzieckiem?
>
>Truuuudne. A książka w Polsce popularna...
>

>>Pewnie mi się źle zdaje, ale to brzmi trochę jak "Kraina Chichów" J.
>>Carrolla.
==========
czytalam. wiec wstyd. ale - ale to bylo straszne. caly Carroll jest straszny.

>
>>(14) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>>
>>Stephen zbudził się około pół do szóstej rano. Wydawało się, że śpi
>>ciężkim, pozbawionym marzeń snem, ledwie się jednak ocknął, koszmar
>>ogarnął go na nowo. Posranowił zmusić się do konstruktywnego myślenia,
>>przeszłość zdecydowanie zostawić za sobą i zastanowić się nad
>>przyszłością. Umył się, ogolił i ubrał pomrukując chwilami "Harvey
>>Metcalfe". Zrezygnował ze śniadania. Popedałował na stację na
>>wysłużonym rowerze, który był jego ulubionym środkiem lokomocji w tym
>>mieście zapchanym olbrzymimi ciężarówkami i o zawiłym systemie ruchu
>>jednokierunkowego. Przypiął swojego kulawego Rosynanta łańcuchem do
>>ogrodzenia. Stało tam w rzędach tyle rowerów, ile przed innymi
>>dworcami kolejowymi samochodów.
>>Złapał pociąg odchodzący o ósmej siedemnaście, wielce ulubiony przez
>>dojeżdżających codziennie do Londynu. Wszyscy jedzący śniadanie
>>zdawali się dobrymi znajomymi i Stephen czuł się jak nieproszony gość
>>na przyjęciu urządzonym przez nieznajomego gospodarza.
>
>Ciężko było, Harvey Metcalfe ledwo pomógł.
>
>>Jeffrey Archer, "Co do grosza" (chyba - mam niejasne wrażenie, że Metcalfe
>>pojawił się jeszcze w czymś innym...)

============
a tu wielki wstyd - bo czytalam. i co wiecej - bardzo, bardzo mi sie
podobalo. chyba pora odswiezyc.

Jan Rudziński

unread,
Mar 31, 2005, 9:35:36 AM3/31/05
to
Cześć wszystkim

Dnia 2005-03-31 15:37, Użytkownik Szymon 'Zbooy' Madej napisał:

>[...]


>>
>>W którąś niedzielę postanowiłem wykorzystać łatwy dzień zdjęciowy i
>>wyspać się do późna w moim pokoju nad pubem. Obudziło mnie głośne
>>pukanie do drzwi. Pojawił się w nich jeden z asystentów i oznajmił, że
>>pan P. wzywa mnie natychmiast na plan. Ubrałem się szybko, wsiadłem na
>>rower i na łeb na szyję popędziłem w stronę zamku. W mojej głowie
>>kłębiły się czarne myśli. Wypadek? Atak serca? Awaria kamery? Widok
>>ekipy stojącej spokojnie na trawniku pod zamkiem, gdzie toczyła się
>>akcja, nieco mnie uspokoił. Jej członkowie powitali mnie okrzykiem:
>>"Cześć, szefie!" i rozstąpili się, pozwalając mi dotrzeć do miejsca, w
>>którym stał P. Zdałem sobie sprawę, że szykuje jakiś podstęp, ale nie
>>wiedziałem, co zamierza zrobić. "Podobno mnie wzywałeś, Roman? Czy
>>wszystko jest okay? - spytałem, siląc się na obojętny ton.
>
> Specjalnie Romana zostawiłem i większość ochoczo skorzystała z
> podpowiedzi. Gene Gutowski "Od Holocaustu do Hollywood", w jednej z
> głównych ról Roman Polański

Czytałem nie tak dawno, a tej sceny sobie nie przypominam. Zresztą
oszukaństwo - to nie książka, to pamiętnik.

[...]


>>
>>W trzy dni później wybuchła straszliwa awantura. Blady jak ściana
>>Whymper pedałował co sił, a kiedy znalazł się na podwórzu, cisnął
>>rower na ziemię i pobiegł jak strzała prosto do domu. Po chwili z
>>apartamentów N. dobiegł zdławiony ryk wściekłości. Wiadomość o tym, co
>>się stało, obiegła folwark w mgnieniu oka. Banknoty były fałszywe!
>>Frederick otrzymał drewno za darmo!
>
> Nie chciałem rozwijać N. do Napoleona, bo w połączeniu z występującym
> w tekście folwarkiem zagadka zdała mi się zbyt oczywista, Myliłem się.
> Mniej niż połowa rozszyfrowała, że to "Folwark zwierzęcy" George'a
> Orwella.


Aaaaa.... czytałem dawno temu w podziemnym wydaniu, w którym wszystkie
imiona świń były przełożone na polski.


[...]


>>
>>Przejechałem dłonią po czole. Byłem zdumiony spokojnym tonem Anny.
>>Chciałem nawet coś powiedzieć i wiedziałem co, ale nie było jak. Kawa
>>w pewnym stopniu przywróciła mi głos.
>>- No dobrze, ale skoro mu się nie podobali, to dlaczego ich po prostu
>>nie starł gumką? Dlaczego ich nie wykończył za pomocą zwykłej gumki do
>>atramentu? O mój Boże, sam już nie wiem, co mówię. Dlaczego, do jasnej
>>cholery, kazałaś psu, żeby mnie szpiegował?
>>Wydźwignąłem się z fotela i nie patrząc na nią przeszedłem do okna.
>>Mała dziewczynka w żółtej pelerynie przejechała ulicą na
>>rozklekotanym, odrapanym rowerze. Ciekawe, kim ta była - może
>>kanarkiem? A może gaźnikiem samochodowym? Czy też dla odmiany zwykłym
>>dzieckiem?
>

>[...]


>
>>Pewnie mi się źle zdaje, ale to brzmi trochę jak "Kraina Chichów" J.
>>Carrolla.


Czytałem, pamiętałem książkę, ale autor i tytuł... czarna dziura.

woy

unread,
Mar 31, 2005, 9:48:43 AM3/31/05
to
Choć kaszka zimna i pielucha mokra, to nasza pociecha, Szymon 'Zbooy'
Madej, tak słodko gaworzy:

>


> ufff, właśnie skończyłem liczenie punktów i rozesłałem maile do
> wszystkich uczestników - sprawdźcie proszę me rachunki i ewentualnie
> reklamujcie. Na razie podaję prawidłowe odpowiedzi.

Właściwie, uczciwie mówiąc, to mi tylko tej "Krainy Chichów" żal, bo
czytałem ze cztery razy. Reszty z tego, czego nie wiedziałem, chyba nie
czytałem. No, wyjąwszy Lema, ale nie potrafiłem jakoś ulokować tego
chronocykla w konkretnym tytule. Ale ja ostatniego Lema czytałem z
siedem-osiem lat temu, i nie były to "Dzienniki gwiazdowe"...

>
> Zaraz, zaraz, czy ja o czymś nie zapomniałem. A, no tak, klasyfikacja!

Ja wiem, że honorowo jest grać dla czystej satysfakcji z uczestnictwa,
ale tu się moje niskie pobudki ujawniają w całej krasie. No, jestem
ciekaw, na ile wystarczy te moje ... punktów ;)


--
woy
(pisz do mnie tu: http://tinyurl.com/6mym8 )

"Wiesz, jestem w tym wieku, że jak mówią o mnie, że jestem dobry w
łóżku, to znaczy, że nie ściągam całej kołdry na siebie" (c) by Synek

Szymon Sokół

unread,
Mar 31, 2005, 10:49:33 AM3/31/05
to
On Thu, 31 Mar 2005 15:37:21 +0200, Szymon 'Zbooy' Madej wrote:

> Fragment książki Jerome'a K. Jerome'a (1859-1927) "Trzej panowie na
> rowerach" (tłum. Jolanta Plakwicz, wyd. Cieślak i Szwajcer, 1991). W
> oryginale ukazało się to w roku 1900 jako Three Men on the Bummel

Grrr. A mam, jak najbardziej...

> Mniej niż połowa rozszyfrowała, że to "Folwark zwierzęcy" George'a
> Orwella.

No, wstydzę się.

>>Jeffrey Archer, "Co do grosza" (chyba - mam niejasne wrażenie, że Metcalfe
>>pojawił się jeszcze w czymś innym...)
>
> Trafione, a innej książki nie kojarzę.

Był chyba jakiś ciąg dalszy "Co do grosza". Ale go nie czytałem, więc tylko
mi się mętnie coś majaczy, że z tymi samymi bohaterami...



>>Roger Zelazny, "Pan Światła" (a raczej to, co tłumok zrobił z tej
>>książki...)
>
> Chylę czoła.

E, to akurat łatwe było, bo temat "Pana Światła" i jak strasznie ten
przekład jest spieprzony powraca na sf-f jak bumerang.

--
Szymon Sokół (SS316-RIPE) -- Network Manager B
Computer Center, AGH - University of Science and Technology, Cracow, Poland O
http://home.agh.edu.pl/szymon/ PGP key id: RSA: 0x2ABE016B, DSS: 0xF9289982 F
Free speech includes the right not to listen, if not interested -- Heinlein H

Anita Korzeniowska

unread,
Apr 1, 2005, 3:36:52 AM4/1/05
to
Szymon 'Zbooy' Madej napisał(a):

>>(5) 2 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>>
>>A Francin skoczył nagle do mnie, przegiął mnie przez kolano, podniósł
>>mi spódnicę i zaczął mnie smagać po tyłku, a ja zdrętwiałam na myśl,
>>czy aby włożyłam czystą bieliznę i czy się umyłam, i czy jestem
>>dostatecznie odsłonięta. Francin smagał mnie wężykiem, cykliści z
>>zadowoleniem kiwali głowami, a trzy członkinie towarzystwa miłośników
>>miasta patrzyły na mnie, jakby zamówiły sobie satysfakcję.
>>W końcu Francin postawił mnie na ziemi, opuściłam spódnicę, Francin
>>był piękny, nozdrza mu drżały zupełnie tak samo, jak wówczas, kiedy
>>poskromił spłoszone konie.
>>- Tak, moja panno - powiedział - zaczniemy nowe życie!
>>I schylił się, i podniósł pióro ze stalówką numer trzy z ziemi, po
>>czym przykręcił wężyk do pompki, a pompkę wcisnął w klipsy umocowane
>>na ramie mojego roweru.
>>Wzięłam tę pompkę i pokazując ją cyklistom powiedziałam:
>>- Tę oto pompkę kupiłam w firmie Runkas przy ulicy Bolesławskiej.
>
>
> "Postrzyżyny" Hrabala, oczywiście, i scena końcowa niemal. Łaaaatwe
> :-)

Tak mi się wydawało, że to Hrabal, ale stchórzyłam... Uznałam, że
wystarczy już tych strzałów.... Zwłaszcza ten żeński narrator mnie
troszkę zmylił....

>>(10) 3 pkt za tytuł, 1 pkt za autora:
>>
>>Zauważyłem jednak, że w refrenie "Meteoryty, meteoryty!" - paskudnie
>>fałszował. Powiedziałem mu to; obraził się i rzekł, iż to ja zawsze
>>fałszuję, nie on; rozmowa, dotąd prowadzona dość spokojnie, zamieniła
>>się w sprzeczkę, potem w gwałtowną kłótnię, aż tak mnie rozeźlił, że
>>kazałem mu się zabierać do diabła. Było to powiedziane w złości, wcale
>>nie myślałem tego, lecz bez jednego słowa wstał, poszedł na górę,
>>wyrychtował swój chronocykl, siadł nań jak na rower, coś tam poruszył
>>i w mgnieniu oka rozwiał się w mgłę, a właściwie w dymek jak z
>>papierosa. Po minucie i tego już nie było - został tylko stos
>>porozrzucanych na wszystkie strony książek.
>
>
> Bodaj najlepiej rozwiązane pytanie.
>
>
>>Tytułu nie kojarzę, ale to coś ze Stanisława Lema.
>
>
> Punkcik zaliczony!

Wiedziałam, wiedziałam podskórnie, że to Lem, ale znowu wrodzona
skromność i brak wiary we własne siły nie pozwolił mi strzelać. Ech, na
przyszłość będę odważniejsza...

Pozdrawiam,
--
Anita Korzeniowska

http://foto.bzyk.com
http://www.biblioNETka.pl

Szymon 'Zbooy' Madej

unread,
Apr 1, 2005, 4:50:37 AM4/1/05
to
Nikt nie protestował, rachunków nie poprawiał, więc śmiało ogłaszam
wyniki konkursu rowerowo-literackiego:

1. woy 51
2. Michał Jankowski 51
3. Monika Wandzel 42
4. Szymon Sokół 42
5. Marcin Fastyn 42
6. ISIA 30
7. Yola 25
8. Sigurd 25
9. Tomasz Konatkowski 22
10. Ewa Pocierznicka 18
11. Anita Korzeniowska 17
12. Jan Rudziński 12
13. Grzegorz Bednarczyk 11
14. foxfire 4

Sami widzicie, jak zażartą była walka o podium. Zgodnie z regulaminem
zadecydował czas przysłania odpowiedzi.

Gratulacje dla zwycięzców, gloria victis, podziękowania dla
uczestników... a pałeczka idzie w godne ręce woya.

woy

unread,
Apr 1, 2005, 4:55:12 AM4/1/05
to
Choć kaszka zimna i pielucha mokra, to nasza pociecha, Szymon 'Zbooy'
Madej, tak słodko gaworzy:

> Nikt nie protestował, rachunków nie poprawiał, więc śmiało ogłaszam


> wyniki konkursu rowerowo-literackiego:
>
> 1. woy 51

łał... 8-O

Tomasz Brzeziński

unread,
Apr 1, 2005, 5:35:19 AM4/1/05
to
Użytkownik "Szymon 'Zbooy' Madej" <s.m...@rmf.fm> napisał w wiadomości
news:0a3q41tvv56begr4r...@4ax.com...

> Nikt nie protestował, rachunków nie poprawiał, więc śmiało ogłaszam
> wyniki konkursu rowerowo-literackiego:
>
> 8. Sigurd 25

E-e?
W wysłanych do mnie było 42.

Sigurd

Szymon 'Zbooy' Madej

unread,
Apr 1, 2005, 5:50:41 AM4/1/05
to
Gdy zegar i kalendarz wskazywały Fri, 1 Apr 2005 12:35:19 +0200,
Tomasz Brzeziński napisał (a może napisała?) tak oto:

>Użytkownik "Szymon 'Zbooy' Madej" <s.m...@rmf.fm> napisał w wiadomości
>news:0a3q41tvv56begr4r...@4ax.com...
>>

>> 8. Sigurd 25
>
>E-e?
>W wysłanych do mnie było 42.

Uuups, zamieniłem Cię punktami z Szymonem Sokołem, przepraszam.
Do podium brakło Ci i tak niespełna 9 godzin :-)

Oto prawdziwsze wyniki:

1. woy 51
2. Michał Jankowski 51
3. Monika Wandzel 42

4. Sigurd 42


5. Marcin Fastyn 42
6. ISIA 30
7. Yola 25

8. Szymon Sokół 25


9. Tomasz Konatkowski 22
10. Ewa Pocierznicka 18
11. Anita Korzeniowska 17
12. Jan Rudziński 12
13. Grzegorz Bednarczyk 11
14. foxfire 4

zbooy

--
Szymon "Zbooy" Madej
webm...@rmf.fm

Yola

unread,
Apr 1, 2005, 6:29:27 AM4/1/05
to
In news:5b9q415km2o7bi6ep...@4ax.com,

our lives have been enlightened by Szymon 'Zbooy' Madej's words:

> Uuups, zamieniłem Cię punktami z Szymonem Sokołem, przepraszam.


> Do podium brakło Ci i tak niespełna 9 godzin :-)
>
> Oto prawdziwsze wyniki:
>
> 1. woy 51
> 2. Michał Jankowski 51
> 3. Monika Wandzel 42
> 4. Sigurd 42
> 5. Marcin Fastyn 42
> 6. ISIA 30
> 7. Yola 25

A mnie z kim? Też w wysłanych było 42.

pozdr.
-Yola-

--
www.zax.pl/~yola/

Szymon 'Zbooy' Madej

unread,
Apr 1, 2005, 7:04:50 AM4/1/05
to
Gdy zegar i kalendarz wskazywały Fri, 1 Apr 2005 13:29:27 +0200, Yola

napisał (a może napisała?) tak oto:

>In news:5b9q415km2o7bi6ep...@4ax.com,


> our lives have been enlightened by Szymon 'Zbooy' Madej's words:
>
>> Uuups, zamieniłem Cię punktami z Szymonem Sokołem, przepraszam.
>> Do podium brakło Ci i tak niespełna 9 godzin :-)
>>
>> Oto prawdziwsze wyniki:
>>

>> 7. Yola 25
>
>A mnie z kim? Też w wysłanych było 42.

Cie choroba, tom się zamotał; dobrze, że choć skład podium się nie
zmienia, i że mogę się wytłumaczyć prima aprilisem ;-).
Jeszcze prawdziwsze wyniki:

1. woy 51
2. Michał Jankowski 51
3. Monika Wandzel 42

4. Yola 42
5. Sigurd 42
6. ISIA 30
7. Szymon Sokół 25
8. Tomasz Konatkowski 22
9. Ewa Pocierznicka 18
10. Anita Korzeniowska 17
11. Jan Rudziński 12
12. Grzegorz Bednarczyk 11
13. Marcin Fastyn 7
14. foxfire 4

Sorry,
zbooy

--

Tomasz Radko

unread,
Apr 1, 2005, 7:10:53 AM4/1/05
to
Użytkownik Szymon 'Zbooy' Madej napisał:

> Gdy zegar i kalendarz wskazywały Fri, 1 Apr 2005 13:29:27 +0200, Yola

Słuchaj, a nie znajdziesz gdzieś jakiegoś mojego maila z wynikiem, powiedzmy,
52? Co prawda odpowiedzi nie wysyłałem, ale tak dobrze Ci to modyfikowanie
wyników idzie...

pzdr

TRad

woy

unread,
Apr 1, 2005, 12:19:43 PM4/1/05
to
Choć kaszka zimna i pielucha mokra, to nasza pociecha, Szymon 'Zbooy'
Madej, tak słodko gaworzy:

> Jeszcze prawdziwsze wyniki:


>
> 1. woy 51
> 2. Michał Jankowski 51
> 3. Monika Wandzel 42
> 4. Yola 42
> 5. Sigurd 42
> 6. ISIA 30
> 7. Szymon Sokół 25
> 8. Tomasz Konatkowski 22
> 9. Ewa Pocierznicka 18
> 10. Anita Korzeniowska 17
> 11. Jan Rudziński 12
> 12. Grzegorz Bednarczyk 11
> 13. Marcin Fastyn 7
> 14. foxfire 4
>

I co, już? Koniec reklamacji? Mogę zaczynać myśleć, co Wam tu wymodzić?
Ja was załatwię... ;)

Monika Wandzel

unread,
Apr 1, 2005, 1:59:26 PM4/1/05
to

>>> 8. Sigurd 25
>>
>>E-e?
>>W wysłanych do mnie było 42.
>
>Uuups, zamieniłem Cię punktami z Szymonem Sokołem, przepraszam.
>Do podium brakło Ci i tak niespełna 9 godzin :-)
>
>Oto prawdziwsze wyniki:
>
>1. woy 51
>2. Michał Jankowski 51
>3. Monika Wandzel 42
>4. Sigurd 42
===========
he, he, he..
Bo tym razem zaraz po ukazaniu sie konkursu wyslalam odpowiedzi. I prosze -
mam zaszczytny braz...
:))
a wydawalo mi sie, ze tak dobrze, jak tym razem, to jeszcze nigdy nie
odpawiadalam.
0 new messages