Dzisiaj świętego jest Walentego
Słońce już stoi na niebie;
Ja drżącą ręką w twoje okienko
Stukam i czekam na ciebie.
Wdział prędko szatki i drzwi do chatki
Rozwarł przed swą jedyną
Dziewczyna słodka weszła do środka,
Ale nie wyszła już dziewczyną.
Jezu mój Chryste, wstyd to zaiste,
Co począć w takiej niedoli?
Mężczyzna młody narobi szkody,
Gdy mu się tylko pozwoli.
"Zanim mnie miałeś, ślub obiecałeś"
Płacze dziewczyna zbolała
"Chociaż cię lubię, lecz nie poślubię,
Boś o swój wianek nie dbała"
Odpowiedzi na grupę, kto pierwszy ;-)
Sigurd
> Ponieważ znowu zostałem zirytowany obrzydliwie cukierkowo-plastikową
> atmosferą powszechnej miłości,
ja również :-(
> mikrokonkurs aktualny: z czego to jest?
> "Chociaż cię lubię, lecz nie poślubię,
> Boś o swój wianek nie dbała"
Mam pytanie względem ostatnich dwóch wersów, trochę OT. Czytałem w jakimś
opracowaniu dotyczącym włoskiego renesansu (baardzo dawno temu, na tyle
dawno, że już nie jestem pewien, czy sam sobie tego nie narysowałem), że w
pewnych włoskich miastach - republikach (głównie północne Włochy) istniała
pewien zwyczaj. Polegał on na tym, że po uroczystości zaślubin, podczas
consumatum, jeśli mąż znalazł swą żonę virgo intacta, mógł ją odesłać do
rodziców i unieważnić związek. Było to uzasadnione tym, że jeśli żaden
kawaler wcześniej nie "zerwał wianka" dziewczynie, oznaczało to, że jest ona
najprawdopodobniej nic nie warta (sic!).
Czy ktoś z was słyszał/czytał o takich zwyczajach, panujących we włoskich
repuiblikach w okresie renesansu? Jeśli tak to proszę o przypomnienie
tytułu/autora/wydawcy.
Z góry wdzięczny Arek
> Mam pytanie względem ostatnich dwóch wersów, trochę OT. Czytałem w jakimś
> opracowaniu dotyczącym włoskiego renesansu (baardzo dawno temu, na tyle
> dawno, że już nie jestem pewien, czy sam sobie tego nie narysowałem), że w
> pewnych włoskich miastach - republikach (głównie północne Włochy) istniała
> pewien zwyczaj. Polegał on na tym, że po uroczystości zaślubin, podczas
> consumatum, jeśli mąż znalazł swą żonę virgo intacta, mógł ją odesłać do
> rodziców i unieważnić związek. Było to uzasadnione tym, że jeśli żaden
> kawaler wcześniej nie "zerwał wianka" dziewczynie, oznaczało to, że jest
ona
> najprawdopodobniej nic nie warta (sic!).
Zaciekawiło mnie, więc zasięgnąłem informacji u siostry-historyczki. No i
może po prostu zacytuję:
"To bardzo dokładnie przypomina historię o Słowianach, zapisaną przez
Ibrahima ibn Jakuba. Natomiast dla północnych Włoch w czasach renesansu
(ergo - katolicyzm) - IMO highly unlikely. Moim zdaniem bzdura na resorach.
Zwłaszcza że to są czasy, kiedy bardzo mocno wśród arystokracji rozjeżdżają
się lata małżonków. Wzorzec małżeństwa patrycjuszy coraz bardziej zbliża się
do 12 lat (panna) + 40 lat (pan) - to oczywiście dla pierwszego małżeństwa,
wdowy zupełnie inaczej. Zaczyna się to mniej więcej po epidemii czarnej
śmierci i ma określone konsekwencje demograficzne (zmniejszona dzietność, bo
nie pokrywają się okresy płodności).
Ale IMO to jest z Ibrahima ibn Jakuba, ktoś źle usłyszał i przeniósł na
katolickei Włochy (niechże pomyśli o znaczeniu religii i dziewictwa w tamtej
kulturze...)"
Myślę, że wyczerpująco ;-)
Sigurd
Jasne że wyczerpująco i logicznie, ale i też nie tak do końca - weźmy
"Dekameron" Boccaccia na ten przykład - historie opowiadane przez 7 pań i 3
młodzieńców (już sam fakt, że młodzi ludzie odmiennych płci przebywają razem
bez nadzoru!) często afirmują miłość swobodną i nieskrępowaną. Historie
pisane były bodajże w XIV wieku (nie jestem pewien, piszę z pamięci), a
wydane długo po śmierci autora, chyba w XV wieku, czyli w okresie kiedy
religia i życie teoretycznie były nierozdzielne. Reasumując - znaczenie
religii i dziewictwa swoją drogą, a życie jednak swoją. :-D
Co zresztą nie dziwi - bez względu na kulturę, religię i miejsce
zamieszkania ludzie kochają się i zdradzają się, młodzi schodzą się
ukradkiem itd itp. Temat na odrębną dyskusję, raczej nie na tej grupie....
Ale oddać trzeba siostrze - historyczce sprawiedliwość - raczej w warunkach
włoskich faktycznie nie było możliwe wytworzenie zwyczaju, o jakim pisałem
wcześniej. Coś mi się musiało pokręcić.
Dzięki, Arek
> Jasne że wyczerpująco i logicznie, ale i też nie tak do końca - weźmy
> "Dekameron" Boccaccia na ten przykład - historie opowiadane przez 7 pań i
3
> młodzieńców (już sam fakt, że młodzi ludzie odmiennych płci przebywają
razem
> bez nadzoru!) często afirmują miłość swobodną i nieskrępowaną. Historie
Ale, wiesz, czym innym jest sztuka, która oczywiście w renesansie przeżywała
silne rozluźnienie obyczajowe, jeśli porównamy ze średniowieczem, a czym
innym powszechny zwyczaj, Jasne, że literatura "swawolna" mogła się cieszyć
niezłym powodzeniem, ale przełożenie tego na wręcz zachęcanie do
rozwiązłości naprawdę nie pasuje do silnie katolickich Włoch.
> religia i życie teoretycznie były nierozdzielne. Reasumując - znaczenie
> religii i dziewictwa swoją drogą, a życie jednak swoją. :-D
> Co zresztą nie dziwi - bez względu na kulturę, religię i miejsce
> zamieszkania ludzie kochają się i zdradzają się, młodzi schodzą się
> ukradkiem itd itp.
Toteż nikt nie twierdzi, że zdrady i miłostki nie istniały w renesansowych
Włoszech. Na pewno jednak były przez normy kulturowe traktowane mocno
negatywnie...
Sigurd
> Toteż nikt nie twierdzi, że zdrady i miłostki nie istniały w renesansowych
> Włoszech. Na pewno jednak były przez normy kulturowe traktowane mocno
> negatywnie...
>
> Sigurd
Się_trudno_nie_zgodzić. Zresztą z czasem nie było wiele lepiej -
przypomniała mi się sceny z Ojca Chrzestnego, gdy młody Michael Corleone
zaleca się do młodej dziewczyny, Apolonii. Rzecz ma miejsce na Sycylii, więc
gdy wychodzą na spacer, chodzi za nimi stadko przyzwoitek, a podczas
niedzielnych obiadów siedzą po przeciwnych końcach stołu, by broń Boże nie
dotykali się np. stopami itd. :-D
Arek
Jeszcze wyrazistszym przykładem może być "Roman de la Rose" Jana de
Meung, czy poezja langwedockich trubadurów. Tak swoją drogą, to
przytoczony fragment jest w zasadzie archetypem kulturowym, więc
ciężko będzie dojść do źródła.
Pozdrawiam
--
We are Usenet. Resistance is futile.
You will be mocked and ridiculed
No i nikt nie zgadł...
Hamlet, proszę państwa, Hamlet.
Przekład Barańczaka, featuring Ofelia.
Sigurd
On Sun, 15 Feb 2004, Tomasz Brzeziński wrote:
> > Dzisiaj świętego jest Walentego
> > Słońce już stoi na niebie;
>
> No i nikt nie zgadł...
>
> Hamlet, proszę państwa, Hamlet.
> Przekład Barańczaka, featuring Ofelia.
Hmmm... obchodzili Walentynki w epoce elzbietanskeij???:-)
Panterka
--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.rec.ksiazki
To rzuca nowe światło na "amerykańskość" tego święta, prawda? ;-)
Sigurd
Monika
--
============= P o l N E W S ==============
archiwum i przeszukiwanie newsów
http://www.polnews.pl