Rzeczywiscie ladnie wydane. I cena atrakcyjna. Wychodzi 7.50 za ksiazke.
No w zasadzie 10, bo ci cwaniacy Muszkieterow podzielili na dwa tomy
(myslalem ze to 'Muszkieterowie' i '20 lat pozniej' bedzie
Tylko nie jestem pewien, czy ci Muszkieterowie sa w tym samym
tlumaczeniu ktore czytalem cwierc wieku temu czy to cos nowego
(przelozyl Klemens Lukasiewicz).
No i czy mi sie wydaje, czy w tych Trzech Muszkieterach - na poczastku
lub na koncu nie bylo listu Dumasa, ktory pisze, ze wpadly mu w rece
stare pamietniki, i na podstawie nich napisal te powiesc???
A w ogole to nie podoba mi sie to poddawanie Milady ostracyzmowi...
:-(
Pozdrav
TA
> No i czy mi sie wydaje, czy w tych Trzech Muszkieterach - na poczastku
> lub na koncu nie bylo listu Dumasa, ktory pisze, ze wpadly mu w rece
> stare pamietniki, i na podstawie nich napisal te powiesc???
Był taki list. Mam wydanie hmmm... z okładką jak na tej aukcji:
http://www.allegro.pl/item366616807_dumas_a_trzej_muszkieterowie_lodz_.html
--
bans
EwaP HF FH
--
Ewa Pawelec, KSP IF UO
Power corrupts, but we all need electricity
A nazwisko tlumacza?
TA
> A nazwisko tlumacza?
Nie jestem w stanie teraz sprawdzić.
--
bans
Pozdrawiam,
Zenon Grodzki
> U mnie jest przedmowa. Wydanie VI Iskier z 1983 r. Tłumaczenie Joanny
> Guze z 1955 r.
> Jeden tom, ale zachowany jest podział na dwie części - w połowie
> książki zaczyna się część druga i numeracja rozdziałów startuje od początku.
A pismo kardynała jest zacytowane dwa razy jednobrzmiąco, czy w dwóch
wersjach różniących się m.in. datą?
A d'Artagnan zostaje przyjęty do muszkieterów raz czy dwa razy (na
końcu każdej części)?
8-)
MJ
> A d'Artagnan zostaje przyjęty do muszkieterów raz czy dwa razy (na
> końcu każdej części)?
W mojej książce tak :)
--
bans
A ten list nie byl moze w ksiazce "D'Artagnan", nieoficjalnej czesci przygod
muszkieterow, autorstwa niekoniecznie Dumasa?
Okladka taka:
http://www.allegro.pl/item364166529_aleksander_dumas_d_artagnan_.html
--
Pozdrawiam
Paulus
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
> A ten list nie byl moze w ksiazce "D'Artagnan", nieoficjalnej czesci przygod
> muszkieterow, autorstwa niekoniecznie Dumasa?
> Okladka taka:
> http://www.allegro.pl/item364166529_aleksander_dumas_d_artagnan_.html
Ja na pewno czytałem go w moich "Trzech muszkieterach", niestety, w tej
chwili nie mam książki pod ręką.
--
bans
> Paulus pisze:
Jest w "Trzech muszkieterach". U mnie nazywa się to "PRZEDMOWA gdzie
jest wyłożone, że bohaterowie historii, jaką będziemy mieli zaszczyt
czytelnikom opowiedzieć, mimo swych nazwisk kończących się na "os"
i "is", zgoła nie są postaciami mitologicznymi."
Zaczyna się zdaniem: "Przed rokiem niespełna, szukając w Bibliotece
Królewskiej materiałów do mej historii Ludwika XIV, natknąłem się
przypadkiem na >>Pamiętniki pana d'Artagnana<<..."
Pozdrawiam,
Zenon Grodzki
> A pismo kardynała jest zacytowane dwa razy jednobrzmiąco, czy w dwóch
> wersjach różniących się m.in. datą?
> A d'Artagnan zostaje przyjęty do muszkieterów raz czy dwa razy (na
> końcu każdej części)?
Książka jest z 1983 r. To były czasy zaciskania pasa, papier też
oszczędzali, więc obstawiałbym raczej w drugą stronę: z pisma
kardynała zacytowana połowa - co istotniejsze fragmenty, a d'Artagnan,
owszem, zostaje przyjęty do muszkieterów, ale tylko na okres
próbny. ;-)
Pozdrawiam,
Zenon Grodzki
[...]
> A w ogole to nie podoba mi sie to poddawanie Milady ostracyzmowi...
Opisane cechy Milady, takie jak:
- wykorzystywanie innych do własnych celów,
- niezdolność do empatii,
- niezdolność do odczuwania wstydu i winy,
- częste zmiany partnerów,
- brak umiejętności oczekiwania,
- niski próg agresji,
- skłonność do przestępstw pospolitych,
tworzą jej obraz jako osobowości dyssocjalnej, zwanej popularnie psychopatą,
a jak pisze znawca tego tematu, prof. Hare: psychopatii nie da się
skutecznie leczyć, więc jedyną metodą pozostaje społeczna izolacja, więc
ostracyzm jest jak najbardziej na miejscu.
MSPANC ;>
--
Pozdrawiam,
werther
now playing: Project Pitchfork - Timekiller (And One Remix)
> Opisane cechy Milady, takie jak:
> - wykorzystywanie innych do własnych celów,
> - niezdolność do empatii,
> - niezdolność do odczuwania wstydu i winy,
> - częste zmiany partnerów,
> - brak umiejętności oczekiwania,
> - niski próg agresji,
> - skłonność do przestępstw pospolitych,
To samo można napisać i o d'Artagnanie. Nie w cechach Milady rzecz, tylko w
mizoginizmie Dumasa.
--
Dobronata
> werther napisału:
>
> > Opisane cechy Milady, takie jak:
> > - wykorzystywanie innych do własnych celów,
>
> To samo można napisać i o d'Artagnanie. Nie w cechach Milady rzecz, tylko w
> mizoginizmie Dumasa.
>
Ależ nie, nawet ilościowo nie - tylko jedna zła kobieta na tyle dobrych,
natomiast mężczyzn podłych i skąpych zatrzęsienie. Na czele z prokuratorem i
kardynałem.
Służąca Milady jaka przecież była wdzięczna i miła, a Konstancja, a biedna,
nieszczęśliwa, dobra królowa?
Pozdrawiam
Czajka
>>> Opisane cechy Milady, takie jak:
>>> - wykorzystywanie innych do własnych celów,
>>
>> To samo można napisać i o d'Artagnanie. Nie w cechach Milady rzecz, tylko w
>> mizoginizmie Dumasa.
>>
> Ależ nie, nawet ilościowo nie - tylko jedna zła kobieta na tyle
> dobrych, natomiast mężczyzn podłych i skąpych zatrzęsienie. Na czele z
> prokuratorem i kardynałem.
Kardynał nie jest ani podły, ani skapy. Jest myślącym mężem stanu i jedną
z niewielu sensownych postaci w tej książce.
> Służąca Milady jaka przecież była wdzięczna i miła,
...durna i puszczalska.
> a Konstancja,
durna jak but i puszczalska.
> a biedna, nieszczęśliwa, dobra królowa?
też puszczalska. I chyba jednak też durna.
--
AJK
> Kardynał nie jest ani podły, ani skapy. Jest myślącym mężem stanu i jedną
> z niewielu sensownych postaci w tej książce.
Właśnie chciałem to napisać :) Doznałem szoku, kiedy otwarły mi się oczy
i kiedy bedgaj Richelieu, jakiego pamiętałem z dzieciństwa okazał się
wcale nie aż taki czarnym charakterem. Strzelę banałem, ale to zresztą
ciekawe zjawisko: dzieciom pokazuje się wyraźną granicę - ten jest zły,
a ten dobry. A potem okazuje się, że ten zły nie jest taki zły, a
właściwie to jest całkiem dobry... I na odwrót ;)
Kojarzycie innych takich bohaterów? "Winnetou"? Facet robi wsyztsko,
żeby uziemić swoją rasę wysługuje się białym ;) "Pan Samochodzik"?
Drętwy komuch i ormowiec (pan Samoględzik ;)
--
bans
> Kojarzycie innych takich bohaterów? "Winnetou"? Facet robi wsyztsko,
> żeby uziemić swoją rasę wysługuje się białym ;) "Pan Samochodzik"?
> Drętwy komuch i ormowiec (pan Samoględzik ;)
NTG, ale 'Wilk i zając' ;)
I nie wywołuj znowu flejma o PS...
--
Nieustannie pozdrawiam
Leszek Maszczyk
leszek.maszczyk (at) gmail com
> NTG, ale 'Wilk i zając' ;)
Masz rację, o jak mnie wkurzają te burakiem natarte policzki zająca! ;)
> I nie wywołuj znowu flejma o PS...
E, tam tyle razy próbowałem i akurat mi się to nie udaje ;)
Zresztą, co to za flejm, w którym wszyscy mają to samo zdanie? ;)
--
bans
>
> Kardynał nie jest ani podły, ani skapy. Jest myślącym mężem stanu i jedną
> z niewielu sensownych postaci w tej książce.
Ok, nie zwracałam na niego uwagi, ale to wiesz zgodnie z Dumasem, czy
skądinąd?
>
>
> > Służąca Milady jaka przecież była wdzięczna i miła,
>
> ....durna i puszczalska.
>
> > a Konstancja,
>
> durna jak but i puszczalska.
Ciekawe co Ty byś zrobił, gdybyś był kobietą i stanął oko w oko z
d'Artagnanem. Niestety, niektórzy mówią na to cholera, niektórzy głupota,
niektórzy jeszcze inaczej.
U Dumasa mężczyzn też to nie omija, żeby wspomnieć chociażby, jak on się
nazywał, tego biednego angielskiego strażnika na F.
> nazywał, tego biednego angielskiego strażnika na F.
Fulton?
--
bans
>> nazywał, tego biednego angielskiego strażnika na F.
>
> Fulton?
Fenton.
>
> Kardynał nie jest ani podły, ani skapy. Jest myślącym mężem stanu i
> jedną z niewielu sensownych postaci w tej książce.
Ale gwardię miał wredną i podstępną. I do tego głupią, jak nie
przymierzając esesmani w polskich filmach ;)
>
>
>> Służąca Milady jaka przecież była wdzięczna i miła,
>
> ...durna i puszczalska.
To zalezy od preferencji seksualnych.
>
>> a Konstancja,
>
> durna jak but i puszczalska.
A tej nigdy nie lubiłem, faktycznie. Może być.
>
>> a biedna, nieszczęśliwa, dobra królowa?
>
> też puszczalska. I chyba jednak też durna.
Socjalista! ;)
--
woy
(pisz do mnie tu: http://tinyurl.com/6mym8 )
"Czajka nie kogut, ale podrażniona jeszcze gorsza jest."
>>> a Konstancja,
>>
>> durna jak but i puszczalska.
>
> A tej nigdy nie lubiłem, faktycznie. Może być.
Nie lubiłeś Racheli Welch??? Zboczeniec.
pzdr
TRad
Batiuszka Stalin, że walnę z grubej rury :)
Od czasu, gdy przeczytałem, że sobie biust podklejała przezroczystą
taśmą na czas jazdy konnej.
> Batiuszka Stalin, że walnę z grubej rury :)
Aj, powiem szczerze, że nie przypominam sobie, żeby go w mojej młodości
(podstawówka od 1983 roku) specjalnie na piedestał stawiano. Ot,
wspominało się, że był taki i tyle ;)
--
bans
> Nie lubiłeś Racheli Welch??? Zboczeniec.
A od kiedy my tu o filmie gadamy? :P
--
bans
Tym niemniej hagiograficznej literatury o nim dostatek. Niektóra nawet
niezłej jakości :)
>>>>> a Konstancja,
>>>>
>>>> durna jak but i puszczalska.
>>>
>>> A tej nigdy nie lubiłem, faktycznie. Może być.
>>
>> Nie lubiłeś Racheli Welch??? Zboczeniec.
>
> Od czasu, gdy przeczytałem, że sobie biust podklejała przezroczystą
> taśmą na czas jazdy konnej.
A co, miała pozwolić, żeby jej dynamicznie dyndał w górę, w dół, na boki
i w cudzy nos? Bardzo rozsądne podejście, dbałość o detale (detale...
ech, bogowie moi...) i dyplom za przestrzeganie zasad BHP.
--
AJK (każda sobie radzi jak może, bo nie każda ma swojego Howarda Hughesa)
>> Kardynał nie jest ani podły, ani skapy. Jest myślącym mężem stanu i jedną
>> z niewielu sensownych postaci w tej książce.
>
> Ok, nie zwracałam na niego uwagi, ale to wiesz zgodnie z Dumasem, czy
> skądinąd?
Skądinąd także, ale tu pisałem o postaciach w _książce_. Albo Dumas
kardynała lubił, albo postać obroniła się przed autorem.
>>> Służąca Milady jaka przecież była wdzięczna i miła,
>>
>> ....durna i puszczalska.
>>
>>> a Konstancja,
>>
>> durna jak but i puszczalska.
>
> Ciekawe co Ty byś zrobił, gdybyś był kobietą i stanął oko w oko z
> d'Artagnanem.
Popatrzyłbym, zachichotałbym drwiąco, pogłaskał D'Artagnana po policzku i
powiedziałbym: "Dziecko... najpierw się umyj, potem naucz czytać, a wtedy
ewentualnie pogadamy. I nos sobie wytrzyj, bo ci gil zwisa".
A potem napisałbym kogoś w rodzaju wicehrabiego de Malkovicha.
Gdybym, oczywiście, był kobietą.
> Niestety, niektórzy mówią na to cholera, niektórzy głupota,
> niektórzy jeszcze inaczej.
Mhmmm... złaszcza inaczej ;-)
> U Dumasa mężczyzn też to nie omija, żeby wspomnieć chociażby,
> jak on się nazywał, tego biednego angielskiego strażnika na F.
Mister F. był wyposzczonym purytaninem, który w życiu nie widział...
tego... Nie widział. Poza tym Milady była kobietą z klasą, intelektem,
doświadczeniem, znajomościami i pieniędzmi. A D'Artagnan był zakurzonym
prowincjuszem (geograficznie i intelektualnie) z mięśniem, gilem i trójką
podobnych jemu "efebów". No, dobra - Aramis był czysty, a Atos
inteligentny.
A najważniejsze: jeśli mnie pamięć nie myli, nieominięcie Fentona nie
zaowocowało natychmiastowym bzykankiem. Gość był idealistą i sama
świadomość mu wystarczyła. Porównywanie z nim służącej Milady
(zwłaszcza), Konstancji (zwłaszcza double - jako mężatki) i królowej
(zwłaszcza triple - jako mężatki na etacie jako królowej) jest z deczka
nie w komilfie.
--
AJK
Ale mi ideał zleciał z piedestału. Co z tego, że zgodnie z przepisami
BHP.
> Od czasu, gdy przeczytałem, że sobie biust podklejała przezroczystą
> taśmą na czas jazdy konnej.
Żeby koń ją słyszał? ;)
--
bans
Znaczy ideałowi ma dyndać? Woyu, czy ja już wspominałem, że jesteś
zboczeńcem?
pzdr
TRad
>>>>>>> a Konstancja,
>>>>>>
>>>>>> durna jak but i puszczalska.
>>>>>
>>>>> A tej nigdy nie lubiłem, faktycznie. Może być.
>>>>
>>>> Nie lubiłeś Racheli Welch??? Zboczeniec.
>>>
>>> Od czasu, gdy przeczytałem, że sobie biust podklejała przezroczystą
>>> taśmą na czas jazdy konnej.
>>
>> A co, miała pozwolić, żeby jej dynamicznie dyndał w górę, w dół, na
>> boki i w cudzy nos? Bardzo rozsądne podejście, dbałość o detale
>> (detale... ech, bogowie moi...) i dyplom za przestrzeganie zasad BHP.
>
> Ale mi ideał zleciał z piedestału. Co z tego, że zgodnie z przepisami
> BHP.
Gdyby nie przestrzegała - dziś biust zlatywałby nie tylko z piedestału
ale przede wszystkim z niej samej.
Kto jednak mógł przewidzieć, że niektórzy żyją nieświadomi sztuczek,
silikonów, dublerek itd., a kto wie - może nawet o makijażu nie mają
pojęcia? ;-)
--
AJK
>>>>>>>> a Konstancja,
>>>>>>>
>>>>>>> durna jak but i puszczalska.
>>>>>>
>>>>>> A tej nigdy nie lubiłem, faktycznie. Może być.
>>>>>
>>>>> Nie lubiłeś Racheli Welch??? Zboczeniec.
>>>>
>>>> Od czasu, gdy przeczytałem, że sobie biust podklejała przezroczystą
>>>> taśmą na czas jazdy konnej.
>>>
>>> A co, miała pozwolić, żeby jej dynamicznie dyndał w górę, w dół, na
>>> boki i w cudzy nos? Bardzo rozsądne podejście, dbałość o detale
>>> (detale... ech, bogowie moi...) i dyplom za przestrzeganie zasad BHP.
>>
>> Ale mi ideał zleciał z piedestału. Co z tego, że zgodnie z przepisami
>> BHP.
>
> Znaczy ideałowi ma dyndać? Woyu, czy ja już wspominałem, że jesteś
> zboczeńcem?
Hm, może Woyowi chodziło o to, że bez podklejania by dyndał? A wyglądał na
niepodtrzymywany i zdecydowanie niedyndający.
Pozdrawiam
TK
> 28-05-2008 o godz. 13:23 Czajka napisała:
>
> >> Kardynał nie jest ani podły, ani skapy. Jest myślącym mężem stanu i jedną
> >> z niewielu sensownych postaci w tej książce.
> >
> > Ok, nie zwracałam na niego uwagi, ale to wiesz zgodnie z Dumasem, czy
> > skądinąd?
>
> Skądinąd także, ale tu pisałem o postaciach w _książce_. Albo Dumas
> kardynała lubił, albo postać obroniła się przed autorem.
Ja też mówię o postaciach w książce, tylko z lektury mam niezbyt pochlebny i
moralny obraz kardynała, który dla osiągnięcia swoich celów (może to była
racja stanu zresztą) wysługiwał się takimi kreaturami jak Milady.
> >
> > Ciekawe co Ty byś zrobił, gdybyś był kobietą i stanął oko w oko z
> > d'Artagnanem.
>
> Popatrzyłbym, zachichotałbym drwiąco, pogłaskał D'Artagnana po policzku i
> powiedziałbym: "Dziecko... najpierw się umyj, potem naucz czytać, a wtedy
> ewentualnie pogadamy. I nos sobie wytrzyj, bo ci gil zwisa".
> A potem napisałbym kogoś w rodzaju wicehrabiego de Malkovicha.
> Gdybym, oczywiście, był kobietą.
I tu od razu widać, że nigdy nie byłeś. Ja nie wiem co bym zrobiła, ale na
sudiach wybrałam lektorat z francuskiego tylko po to, żeby się dowiedzieć jak
się czyta jego nazwisko. Byłam więc pełna poświęceń.
Był męski, po prostu. I honorowy, porywczy, poza tym był pewnie... no, w
każdym razie, kobiety go najwyraźniej lubiły.
>
> > U Dumasa mężczyzn też to nie omija, żeby wspomnieć chociażby,
> > jak on się nazywał, tego biednego angielskiego strażnika na F.
>
> Mister F. był wyposzczonym purytaninem, który w życiu nie widział...
> tego... Nie widział.
Był bardzo oddany księciu.
> Poza tym Milady była kobietą z klasą, intelektem,
> doświadczeniem, znajomościami i pieniędzmi.
Żartujesz? Po prostu była kobietą, która wiedziała jak uwieść mężczyznę.
Przecież nie grała ani pieniędzmi, ani znajomościami. Nie odmawiam jej
inteligencji, ani doświadczenia (ale moim zdaniem sa kobiety, które mają TO
we krwi), ale to co się zadziało z Feltonem, to było czyste uwodzenie.
> A D'Artagnan był zakurzonym
> prowincjuszem (geograficznie i intelektualnie)
jakoś nieźle sobie radził w Paryżu.
> z mięśniem, gilem
gila nie miał.
> No, dobra - Aramis był czysty
w jakim sensie? Beznadziejny kobieciarz.
> a Atos inteligentny.
alkoholik. Co prawda szlachetny.
> A najważniejsze: jeśli mnie pamięć nie myli, nieominięcie Fentona nie
> zaowocowało natychmiastowym bzykankiem. Gość był idealistą i sama
> świadomość mu wystarczyła.
A ja myślę, że to był dowód inteligencji Milady. ;)
Poza tym warunków nie było.
> Porównywanie z nim służącej Milady
> (zwłaszcza), Konstancji (zwłaszcza double - jako mężatki) i królowej
> (zwłaszcza triple - jako mężatki na etacie jako królowej) jest z deczka
> nie w komilfie.
Wszyscy byli otumanioni miłością, o to mi chodziło.
To jest w ogóle ciekawe, teraz sobie pomyślałam, jak Dumas postrzegał miłość -
wszyscy strasznie poszkodowani, a najbardziej chyba Atos.
> Porównywanie z nim służącej Milady
> (zwłaszcza), Konstancji (zwłaszcza double - jako mężatki) (...) jest z
> deczka nie w komilfie.
>
Taki mąż usprawiedliwiłby ją w każdym sądzie, nawet tym Najwyższym. A Felton
zdradził swoje przekonania i księcia. Fuj wewnętrzne po prostu.
>>>>>>>>> a Konstancja,
>>>>>>>>
>>>>>>>> durna jak but i puszczalska.
>>>>>>>
>>>>>>> A tej nigdy nie lubiłem, faktycznie. Może być.
>>>>>>
>>>>>> Nie lubiłeś Racheli Welch??? Zboczeniec.
>>>>>
>>>>> Od czasu, gdy przeczytałem, że sobie biust podklejała przezroczystą
>>>>> taśmą na czas jazdy konnej.
>>>>
>>>> A co, miała pozwolić, żeby jej dynamicznie dyndał w górę, w dół, na
>>>> boki i w cudzy nos? Bardzo rozsądne podejście, dbałość o detale
>>>> (detale... ech, bogowie moi...) i dyplom za przestrzeganie zasad
>>>> BHP.
>>>
>>> Ale mi ideał zleciał z piedestału. Co z tego, że zgodnie z przepisami
>>> BHP.
>>
>> Znaczy ideałowi ma dyndać? Woyu, czy ja już wspominałem, że jesteś
>> zboczeńcem?
>
> Hm, może Woyowi chodziło o to, że bez podklejania by dyndał? A wyglądał
> na niepodtrzymywany i zdecydowanie niedyndający.
"Na czas jazdy konnej" - przypominam
Nie ma siły ani możliwości fizycznych, żeby biust w czasie jazdy konnej
nie falował, nie dyndał, nie skakał, nie hasał itd. Tym bardziej - im
bardziej.
Szef kuchni nie odpowiada za niedoświadczone złudzenia dyszących
młodzieńców :-)
Zresztą w przypadku Racquel Welch taśma klejąca pełniła rolę atłasowej
poduszki, bezpiecznego sejfu, szesnastu uzbrojonych ochroniarzy i swego
rodzaju "papa immobile". Dzieła sztuki trza chronić i już.
--
AJK
>> Porównywanie z nim służącej Milady (zwłaszcza), Konstancji (zwłaszcza
>> double - jako mężatki) (...) jest z deczka nie w komilfie.
>>
> Taki mąż usprawiedliwiłby ją w każdym sądzie, nawet tym Najwyższym.
O, święta naiwności... :-)
> A Felton zdradził swoje przekonania i księcia. Fuj wewnętrzne po prostu.
Zaraz, to już go nie bronisz, że z miłości? Pogubić się można...
Zakochany Felton zdradzający księcia - źle. D'Artagnan, który ukrywa
przed swym królem (któremu dodatkowo przysięgał jako muszkieter), że
miłościwa małżonka przyprawia jego królewskiej mości królewskie rogi z
wrogiem - dobrze. Miłość - dobrze, ale ciurlanie każdej kiecki w okolicy
- jeszcze lepiej...
I zrozum tu... zaraz-moment, przecież nie będę szowinistą!.. zrozum tu
miłośniczki niedomytych gaskońskich młokosów :-)
--
AJK
>>>> Kardynał nie jest ani podły, ani skapy. Jest myślącym mężem stanu i
>>>> jedną z niewielu sensownych postaci w tej książce.
>>> Ok, nie zwracałam na niego uwagi, ale to wiesz zgodnie z Dumasem, czy
>>> skądinąd?
>> Skądinąd także, ale tu pisałem o postaciach w _książce_. Albo Dumas
>> kardynała lubił, albo postać obroniła się przed autorem.
> Ja też mówię o postaciach w książce, tylko z lektury mam niezbyt
> pochlebny i moralny obraz kardynała, który dla osiągnięcia swoich
> celów (może to była racja stanu zresztą) wysługiwał się takimi
> kreaturami jak Milady.
Jak się jest czternastoletnią harcerka ze stokrotkami we włosach to sobie
można pozwolić na ideały. A jak się rządzi państwem, to trzeba być
skutecznym.
- Bardzo słusznie - westchnął Vetinari - Gdybyż ktoś jeszcze wytłumaczył
to Vimesowi... Bardzo mu nie do twarzy w podkolanówkach i stokrotkach.
>>> Ciekawe co Ty byś zrobił, gdybyś był kobietą i stanął oko w oko z
>>> d'Artagnanem.
>> Popatrzyłbym, zachichotałbym drwiąco, pogłaskał D'Artagnana po
>> policzku i powiedziałbym: "Dziecko... najpierw się umyj, potem naucz
>> czytać, a wtedy ewentualnie pogadamy. I nos sobie wytrzyj, bo ci gil
>> zwisa".
>> A potem napisałbym kogoś w rodzaju wicehrabiego de Malkovicha.
>> Gdybym, oczywiście, był kobietą.
> I tu od razu widać, że nigdy nie byłeś.
E tam...
Jestem kobietą honoris causa! :-)
> Ja nie wiem co bym zrobiła, ale na sudiach wybrałam lektorat z
> francuskiego tylko po to, żeby się dowiedzieć jak się czyta jego
> nazwisko. Byłam więc pełna poświęceń.
I braku rozsądku. Informacja o wymowie nazwiska D'Artagnana jest do
uzyskania w - góra - 10 minut i bez konieczności zdawania egzaminów.
Cieszmy się, że nie czytałaś wtedy "Kolosa" (tam też jest bohater do
zakochania), bo na cholerę komu norweski :-)
> Był męski, po prostu.
PfffffkhkhkhkhihihihihahAHAHAHA...
Męski.
Jasne.
Męski to był Borch Trzy Kawki albo Sean Connery, a D'Artagnan miał brudne
ciuchy, wystające kości policzkowe, nadmiernie rozwinięte szczęki, wielki
kinol i niecałe 18 lat. Takie cosik między młodym Ludwikiem Benoit a
Ronem Perlmanem.
To już Dariusz Szpakowski byłby bardziej męski.
> I honorowy, porywczy, poza tym był pewnie... no, w
> każdym razie, kobiety go najwyraźniej lubiły.
Świadczy to równie o D'Artagnanie, jak o owych kobietach, których
instynkty macierzyńskie mogły znaleźć ujście, gdy dochodziło do - jak to
uroczo nazwałaś - "porywczości" D'Artagnana :-)
>>> U Dumasa mężczyzn też to nie omija, żeby wspomnieć chociażby,
>>> jak on się nazywał, tego biednego angielskiego strażnika na F.
>> Mister F. był wyposzczonym purytaninem, który w życiu nie widział...
>> tego... Nie widział.
> Był bardzo oddany księciu.
Pomijając niesportowość powyższej sugestii - kobiecej nie widział.
Chociaż... czy on czasem nie był żonaty?
No, ale pewnie też z purytanką, więc się nie liczy, bo nie widział tym
bardziej.
>> Poza tym Milady była kobietą z klasą, intelektem,
>> doświadczeniem, znajomościami i pieniędzmi.
>
> Żartujesz? Po prostu była kobietą, która wiedziała jak uwieść
> mężczyznę. Przecież nie grała ani pieniędzmi, ani znajomościami. Nie
> odmawiam jej inteligencji, ani doświadczenia (ale moim zdaniem sa
> kobiety, które mają TO we krwi), ale to co się zadziało z Feltonem, to
> było czyste uwodzenie.
Na Feltona wystarczyło uwodzenie, a na innych - uwodzenie wsparte
argumentami/walorami. Które Milady miała. W przeciwieństwie do
D'Artagnana.
>> A D'Artagnan był zakurzonym
>> prowincjuszem (geograficznie i intelektualnie)
> jakoś nieźle sobie radził w Paryżu.
Mhmmm, bzykając żonę własnego gospodarza i robiąc karierę w dużej mierze
dzięki temu. Pogratulować. Coś a'la Joe Buck, tylko D'Artagnan miał
więcej szczęścia do kobiet.
>> z mięśniem, gilem
> gila nie miał.
I codziennie brał prysznic, jadał homary szczypcami i nie bzykał
wszystkiego, co się rusza.
Wiara kobiet w miłości z lat dziecinnych zaiste wielką jest :-)
>> No, dobra - Aramis był czysty
>
> w jakim sensie? Beznadziejny kobieciarz.
W sensie - mył się. W przeciwieństwie.
Co zaś do beznadziejności - zależy od punktu. Skuteczny był :-)
>> a Atos inteligentny.
> alkoholik. Co prawda szlachetny.
Obrona D'Artagnana przez opluskwianie jego przyjaciół? Nie dość, że fi
donc, to jeszcze samobójcze - jeśli D'Artagnan na tle wypadał fatalnie,
to zdeprecjonowanie tła pogrąży go całkiem :-)
>> A najważniejsze: jeśli mnie pamięć nie myli, nieominięcie Fentona nie
>> zaowocowało natychmiastowym bzykankiem. Gość był idealistą i sama
>> świadomość mu wystarczyła.
> A ja myślę, że to był dowód inteligencji Milady. ;)
> Poza tym warunków nie było.
Były, były... Zresztą, jeśli wierzyć przekazom historycznym, nie takie
numery i nie w takich warunkach kobiety i mężczyźni potrafili wyczyniać
:-)
>> Porównywanie z nim służącej Milady (zwłaszcza), Konstancji (zwłaszcza
>> double - jako mężatki) i królowej (zwłaszcza triple - jako mężatki na
>> etacie jako królowej) jest z deczka nie w komilfie.
>
> Wszyscy byli otumanioni miłością, o to mi chodziło.
Miłością? Miłość w "Trzech muszkieterach" wystąpiła tylko raz i dotyczyła
związku Atosa z Milady. Reszta to były hormony, uwodzenie i bzykawka przy
każdej nadarzającej się okazji. czasem nawet bez uwodzenia - łyp i
bezpośredni hyc (patrz - D'Artagnan i pokojówka Milady). O mężach nie
wspomnę, bo oni tu akurat tylko na współczucie zasługują.
--
AJK
> Jak się jest czternastoletnią harcerka ze stokrotkami we włosach to sobie
> można pozwolić na ideały. A jak się rządzi państwem, to trzeba być
> skutecznym.
> - Bardzo słusznie - westchnął Vetinari - Gdybyż ktoś jeszcze wytłumaczył
> to Vimesowi... Bardzo mu nie do twarzy w podkolanówkach i stokrotkach.
No i bardzo dobrze i dlatego nie znoszę polityki i nie cierpię polityków.
>
>
> E tam...
> Jestem kobietą honoris causa! :-)
Z jakogoś mało kobiecego uniwerku. ;)
>
> I braku rozsądku. Informacja o wymowie nazwiska D'Artagnana jest do
> uzyskania w - góra - 10 minut i bez konieczności zdawania egzaminów.
Z przykrością muszę stwierdzić, że w czasach mojej młodości nie było
Internetu i wszyscy dokoła mówili po rosyjsku. :)
> Cieszmy się, że nie czytałaś wtedy "Kolosa" (tam też jest bohater do
> zakochania), bo na cholerę komu norweski :-)
Ja się również cieszę, że nie czytałam Muminków. :)
> > Był męski, po prostu.
>
> PfffffkhkhkhkhihihihihahAHAHAHA...
> Męski.
> Jasne.
> Męski to był Borch Trzy Kawki albo Sean Connery, a D'Artagnan miał brudne
> ciuchy, wystające kości policzkowe, nadmiernie rozwinięte szczęki, wielki
> kinol i niecałe 18 lat. Takie cosik między młodym Ludwikiem Benoit a
> Ronem Perlmanem.
O brudnych ciuchach nic nie wiesz, natomiast w czym kości policzkowe i
szczęki przeszkadzają męskości, to nie wiem. Miał niecałe 18 lat i w niecałe
18 minut pozwał trzech czołowych muszkieterów Francji i prawie z nimi wygrał.
> To już Dariusz Szpakowski byłby bardziej męski.
Akurat Szpakowski ma bardzo regularną buzię. Męskości kobiety nie mierzą
rysami, nie myl tego z oceną kobiecości przez mężczyzn, którym wystarczy
tylko informacja czy biust jest na taśmę, czy nie. :P
>
>
> > I honorowy, porywczy, poza tym był pewnie... no, w
> > każdym razie, kobiety go najwyraźniej lubiły.
>
> Świadczy to równie o D'Artagnanie, jak o owych kobietach, których
> instynkty macierzyńskie mogły znaleźć ujście, gdy dochodziło do - jak to
> uroczo nazwałaś - "porywczości" D'Artagnana :-)
Niestety, w takich sytuacjach wychodzą różne atawizmy, weź pod uwagę, że
działał na różne typy kobiet, nawet na tę bardzo inteligentną i doświadczoną
Milady. Nie jestem do końca przekonana, czy on zaspakajał ich uczucia
macierzyńskie. :)
>
> Pomijając niesportowość powyższej sugestii - kobiecej nie widział.
> Chociaż... czy on czasem nie był żonaty?
> No, ale pewnie też z purytanką, więc się nie liczy, bo nie widział tym
> bardziej.
Na pewno nie był. Zresztą i tak był bez szans. :)
>
>
> >> A D'Artagnan był zakurzonym
> >> prowincjuszem (geograficznie i intelektualnie)
> > jakoś nieźle sobie radził w Paryżu.
>
> Mhmmm, bzykając żonę własnego gospodarza i robiąc karierę w dużej mierze
> dzięki temu. Pogratulować. Coś a'la Joe Buck, tylko D'Artagnan miał
> więcej szczęścia do kobiet.
O ile pamiętam, to w Konstancji był prawdziwie zakochany, a jej mąż nie
przyczynił się do rozwoju jego kariery, wręcz przeciwnie, przecież go
zadenuncjował.
Cała scena u pana de Treville jest PRZED uwodzeniem Konstancji. A do
muszkieterów awansował ani nie dzięki Konstancji, ani Milady, ani Kasi, tylko
dzięki swojej waleczności i zasługom wojennym.
Jakoś on jeden dostał się do Anglii, podczas gdy Twoi faworyci albo modlili
się nad księgami, albo leżeli nieprzytomni w karczmie. :)
>
> >> z mięśniem, gilem
> > gila nie miał.
>
> I codziennie brał prysznic, jadał homary szczypcami i nie bzykał
> wszystkiego, co się rusza.
> Wiara kobiet w miłości z lat dziecinnych zaiste wielką jest :-)
Nikt wtedy nie mył się codziennie, nie wiem czy słyszałeś, że król Ludwik
(zapomniałam który) miał tak popsute zęby, że honor jadania obok niego
kolacji był udręką. Takie czasy.
A gile najwyżej mógł mieć u nosa Aramis, bo nie dość, że nosił cudze
chusteczki do nosa, to jeszcze je gubił. :)
>
>
> >> No, dobra - Aramis był czysty
> >
> > w jakim sensie? Beznadziejny kobieciarz.
>
> W sensie - mył się. W przeciwieństwie.
> Co zaś do beznadziejności - zależy od punktu. Skuteczny był :-)
Tak, ale w jakich sferach? Wydelikaconych romantycznych arystokratek o
umyslowości pensjonarek w podkolanówkach. :)
>
>
> >> a Atos inteligentny.
> > alkoholik. Co prawda szlachetny.
>
> Obrona D'Artagnana przez opluskwianie jego przyjaciół? Nie dość, że fi
> donc, to jeszcze samobójcze - jeśli D'Artagnan na tle wypadał fatalnie,
> to zdeprecjonowanie tła pogrąży go całkiem :-)
Dlaczego fatalnie? Był skuteczny, trzeźwy, energiczny, inteligenty i
waleczny. Jedyny rozsądny facet z tej czwórki. I to Ty chciałeś go pogrążyć
wynosząc jego przyjaciół, niestety, każdy z nich był z grzeszkiem. :)
>
>
> Miłością? Miłość w "Trzech muszkieterach" wystąpiła tylko raz i dotyczyła
> związku Atosa z Milady.
To nie była miłośc, tylko otumanienie. Miłość jeżeli już, to tylko dArtagnana
do Konstancji albo odwrotnie.
> Reszta to były hormony, uwodzenie i bzykawka przy
> każdej nadarzającej się okazji. czasem nawet bez uwodzenia - łyp i
> bezpośredni hyc (patrz - D'Artagnan i pokojówka Milady).
czyli tak jak mówiłam, zaraza. :))
> 28-05-2008 o godz. 16:23 Czajka napisała:
[----]
>> Ja też mówię o postaciach w książce, tylko z lektury mam niezbyt
>> pochlebny i moralny obraz kardynała, który dla osiągnięcia swoich
>> celów (może to była racja stanu zresztą) wysługiwał się takimi
>> kreaturami jak Milady.
>
> Jak się jest czternastoletnią harcerka ze stokrotkami we włosach to sobie
> można pozwolić na ideały. A jak się rządzi państwem, to trzeba być
> skutecznym.
> - Bardzo słusznie - westchnął Vetinari - Gdybyż ktoś jeszcze wytłumaczył
> to Vimesowi... Bardzo mu nie do twarzy w podkolanówkach i stokrotkach.
Śliczny cytat. Ja z racji nieczytywania Pratchetta chciałem co innego
przyturlać:
http://www.gintrowski.art.pl/gintrowski/106,teksty,machiavelli.html
--
Szymon Sokół (SS316-RIPE) -- Network Manager B
Computer Center, AGH - University of Science and Technology, Cracow, Poland O
http://home.agh.edu.pl/szymon/ PGP key id: RSA: 0x2ABE016B, DSS: 0xF9289982 F
Free speech includes the right not to listen, if not interested -- Heinlein H
> 28-05-2008 o godz. 16:34 Czajka napisała:
>
> > Taki mąż usprawiedliwiłby ją w każdym sądzie, nawet tym Najwyższym.
>
> O, święta naiwności... :-)
Nie załamuj mnie. ;)
>
>
> > A Felton zdradził swoje przekonania i księcia. Fuj wewnętrzne po prostu.
>
> Zaraz, to już go nie bronisz, że z miłości?
Nigdy go nie broniłam. Podałam go jako przykład otumanionego. I twierdzę, że
jego otumanienie jest bardziej naganne niż Kasi. Czyli, że jest bardziej
durny i puszczalski w tym gronie.
> Pogubić się można...
> Zakochany Felton zdradzający księcia - źle. D'Artagnan, który ukrywa
> przed swym królem (któremu dodatkowo przysięgał jako muszkieter), że
> miłościwa małżonka przyprawia jego królewskiej mości królewskie rogi z
> wrogiem - dobrze.
A co ma muszkieter do ujawniania rogów? Czy nie uważasz, że król był znacznie
szczęśliwszy nie wiedząc o tej drobnej nielojalności małżonki, mógł się wtedy
bardziej skupić na sprawach państwowych i w ten prosty sposób d'Artagnan
przyczyniał się do spokoju i rozkwitu Francji.
> Miłość - dobrze, ale ciurlanie każdej kiecki w okolicy
> - jeszcze lepiej...
Jesteś niesprawiedliwy, raz ciurlał z dobroci, raz z racji stanu (nie, z
namiętności w zasadzie), a raz z zauroczenia. :)
> I zrozum tu... zaraz-moment, przecież nie będę szowinistą!.. zrozum tu
> miłośniczki niedomytych gaskońskich młokosów :-)
O niedomyciu Dumas nie wspomina!!
> AJK <to-co-w-...@post.pl> napisał(a):
>
>>
>>
>> E tam...
>> Jestem kobietą honoris causa! :-)
>
> Z jakogoś mało kobiecego uniwerku. ;)
Bo AJK jest znaną feministką honoris causa.
>
>> Cieszmy się, że nie czytałaś wtedy "Kolosa" (tam też jest bohater do
>> zakochania), bo na cholerę komu norweski :-)
>
> Ja się również cieszę, że nie czytałam Muminków. :)
Byś się zakochała w Tacie Muminka?
>
>> To już Dariusz Szpakowski byłby bardziej męski.
>
> Akurat Szpakowski ma bardzo regularną buzię.
O, to to. Buzię.
> Męskości kobiety nie
> mierzą rysami, nie myl tego z oceną kobiecości przez mężczyzn, którym
> wystarczy tylko informacja czy biust jest na taśmę, czy nie. :P
Jakby nie patrzeć, bez taśmy jednak lepszy.
>>
>> Świadczy to równie o D'Artagnanie, jak o owych kobietach, których
>> instynkty macierzyńskie mogły znaleźć ujście, gdy dochodziło do -
>> jak to uroczo nazwałaś - "porywczości" D'Artagnana :-)
>
> Niestety, w takich sytuacjach wychodzą różne atawizmy, weź pod uwagę,
> że działał na różne typy kobiet, nawet na tę bardzo inteligentną i
> doświadczoną Milady. Nie jestem do końca przekonana, czy on
> zaspakajał ich uczucia macierzyńskie. :)
E, no... z uczuciami święta racja. Coś żeście się, AJK-u, zagalopowali z
tym podłożem macierzyńskim :)
>
>>
>> Miłością? Miłość w "Trzech muszkieterach" wystąpiła tylko raz i
>> dotyczyła związku Atosa z Milady.
>
> To nie była miłośc, tylko otumanienie. Miłość jeżeli już, to tylko
> dArtagnana do Konstancji albo odwrotnie.
Mnie się zawsze zdawało, że właśnie d'Artagnan był w stosunku do
Konstancji otumaniony - wyposzczony nastolatek z głuchej prowincji w
zetknięciu z pierwszą prawdziwą kobietą. Typowe :)
> 28-05-2008 o godz. 15:51 Tomasz Konatkowski napisał:
>
>>>>>>>>>> a Konstancja,
>>>>>>>>>
>>>>>>>>> durna jak but i puszczalska.
>>>>>>>>
>>>>>>>> A tej nigdy nie lubiłem, faktycznie. Może być.
>>>>>>>
>>>>>>> Nie lubiłeś Racheli Welch??? Zboczeniec.
>>>>>>
>>>>>> Od czasu, gdy przeczytałem, że sobie biust podklejała
>>>>>> przezroczystą taśmą na czas jazdy konnej.
>>>>>
>>>>> A co, miała pozwolić, żeby jej dynamicznie dyndał w górę, w dół,
>>>>> na boki i w cudzy nos? Bardzo rozsądne podejście, dbałość o detale
>>>>> (detale... ech, bogowie moi...) i dyplom za przestrzeganie zasad
>>>>> BHP.
>>>>
>>>> Ale mi ideał zleciał z piedestału. Co z tego, że zgodnie z
>>>> przepisami BHP.
>>>
>>> Znaczy ideałowi ma dyndać? Woyu, czy ja już wspominałem, że jesteś
>>> zboczeńcem?
>>
>> Hm, może Woyowi chodziło o to, że bez podklejania by dyndał? A
>> wyglądał na niepodtrzymywany i zdecydowanie niedyndający.
>
> "Na czas jazdy konnej" - przypominam
> Nie ma siły ani możliwości fizycznych, żeby biust w czasie jazdy
> konnej nie falował, nie dyndał, nie skakał, nie hasał itd. Tym
> bardziej - im bardziej.
No ba. Na swoje usprawiedliwienie mam, że młody wtedy byłem. Za to
przynajmniej miałem już wtedy fizyczne podstawy, by czuć się
rozczarowany, podczas gdy niektórzy z tu obecnych przedmiotowe
urządzenie uważali wówczas za bardziej wypasiony model smoczka ;)
> Zresztą w przypadku Racquel Welch taśma klejąca pełniła rolę atłasowej
> poduszki, bezpiecznego sejfu, szesnastu uzbrojonych ochroniarzy i
> swego rodzaju "papa immobile". Dzieła sztuki trza chronić i już.
Co prawda, to prawda :)
> Choć kaszka zimna i pielucha mokra, to nasza pociecha, Czajka , tak
> słodko gaworzy:
> >
> >> Cieszmy się, że nie czytałaś wtedy "Kolosa" (tam też jest bohater do
> >> zakochania), bo na cholerę komu norweski :-)
> >
> > Ja się również cieszę, że nie czytałam Muminków. :)
>
> Byś się zakochała w Tacie Muminka?
W nim na pewno nie. Prędzej w samym Muminku, był dzielny i czuły, w
przeciwieństwie do Tatusia egoisty. Gdyby Muminki miały psychologa, to
Mamusia na pewno musiałaby skorzystać.
> >
> > Miłość jeżeli już, to tylko
> > dArtagnana do Konstancji albo odwrotnie.
>
> Mnie się zawsze zdawało, że właśnie d'Artagnan był w stosunku do
> Konstancji otumaniony - wyposzczony nastolatek z głuchej prowincji w
> zetknięciu z pierwszą prawdziwą kobietą. Typowe :)
W pierwszym momencie, nie watpię, mógł być otumaniony, zwłaszcza że
oryginalna książkowa nie miała niczego podklejonego. Ale, zauważ, że on był
jej prawie wierny przez całą książkę, to musiała być miłość. Nawet go mgły
angielskie nie ostudziły w zapałach i pędził ją ratować do klasztoru. :)
"Prawie wierny" - to jest śliczne! Kupuję i zamierzam używać do
pocieszania ewentualnych wypłakujących mi się zdradzanych ;)
A miłość to musiała być, bo romans prawie historyczny bez miłości
to jak kryminał bez zbrodni.
--
Krycha&Co(ty) Wiem niewiele, lecz powiem, co wiem,
http://krycha.kofeina.net choć nie będzie to pewnie myśl złota:
Najpiękniejszą muzyką przed snem
jest mruczenie szczęśliwego kota. (F.Klimek)
Małżonek: Co robisz?
Ja: A, czytam dyskusję faceta z babą, czy D'Artagnan był męski czy
nie.
M: Ech, mieszkanie mamy kupować, miałaś czegoś szukać, czas leci,
sprawdź jeszcze......
Ja: Kiedy to ciekawsze...
Składam serdeczne podziękowania grupowiczom, że w tym
upierdliwym-acz-pewnie-za-10-lat-pięknym-we-wspomnieniach okresie
wczesnego "becoming mum" dostarczają skutecznego oderwania od
rzeczywistości :]
pzdr,
Shilo
Chyba jednak lubił a czarny charakter wyszedł mu bo ktoś nim musiał być.
Ciekawe jest porównanie stosunku do Richelieu z Muszkieterów i z 20 lat
później, w tej drugiej pozycji apoteoza kardynała, zwłaszcza w
porównaniu z Mazarinim, idzie na całego z ust praktycznie wszystkich
postaci.
Grzesiek
>> I braku rozsądku. Informacja o wymowie nazwiska D'Artagnana jest do
>> uzyskania w - góra - 10 minut i bez konieczności zdawania egzaminów.
>
> Z przykrością muszę stwierdzić, że w czasach mojej młodości nie było
> Internetu i wszyscy dokoła mówili po rosyjsku. :)
A w TV leciał serial w którym muszkieterowie para-para-paradowali?
No, to wiele wyjaśnia :-)
>> Cieszmy się, że nie czytałaś wtedy "Kolosa" (tam też jest bohater do
>> zakochania), bo na cholerę komu norweski :-)
>
> Ja się również cieszę, że nie czytałam Muminków. :)
Bo tam się pewnie nie ciurlali cudzołożnie na co drugiej stronie, a
główni bohaterowie byli umyci? No pewnie, co to w ogóle za literatura dla
mięczaków? ;-)
>>> Był męski, po prostu.
>>
>> PfffffkhkhkhkhihihihihahAHAHAHA...
>> Męski.
>> Jasne.
>> Męski to był Borch Trzy Kawki albo Sean Connery, a D'Artagnan miał brudne
>> ciuchy, wystające kości policzkowe, nadmiernie rozwinięte szczęki, wielki
>> kinol i niecałe 18 lat. Takie cosik między młodym Ludwikiem Benoit a
>> Ronem Perlmanem.
>
> O brudnych ciuchach nic nie wiesz, natomiast w czym kości policzkowe i
> szczęki przeszkadzają męskości, to nie wiem. Miał niecałe 18 lat i w
> niecałe 18 minut pozwał trzech czołowych muszkieterów Francji i prawie
> z nimi wygrał.
Zupełnie, kurna, jak Mnietek Pimpuś. Tylko przyszedł na dzielnicę, to
zaczął skakać do największych kiziorów, gazrurką im machał przed nosem,
"Fikasz? Fikasz?" popiskiwał i przed panienkami szpanował. No to się go
wzięło elegancko za winkiel, ale miał szczęście, eklerek, że mu tylko
kichawę rozkwasili, bo mentownia przyjechała i trzeba było wiać, bo
Staszek na warunkowym. A Mnietek chodził potem po dzielnicy i opowiadał,
że "prawie z nimi" wygrał. No, taki był dartanian, że żałość brała i
tylko dziewczęta nieletnie z pobliskiej szkoły kupowały mu czasem
pryncepolo na pocieszenie, że niby mu wierzą...
>> To już Dariusz Szpakowski byłby bardziej męski.
>
> Akurat Szpakowski ma bardzo regularną buzię. Męskości kobiety nie
> mierzą rysami, nie myl tego z oceną kobiecości przez mężczyzn, którym
> wystarczy tylko informacja czy biust jest na taśmę, czy nie. :P
No, właśnie widziałem czym mierzą: był inteligentny, bo dał radę aż
trzeem kobietom, w tym jednej meżatce, był piękny, bo dotarł do Anglii,
był szlachetny, bo się nie mył i był honorowy, bo ja miałam wtedy 15 lat.
Normalnie, kurczę, Ketling :-)
>>>> A D'Artagnan był zakurzonym
>>>> prowincjuszem (geograficznie i intelektualnie)
>>> jakoś nieźle sobie radził w Paryżu.
>>
>> Mhmmm, bzykając żonę własnego gospodarza i robiąc karierę w dużej mierze
>> dzięki temu. Pogratulować. Coś a'la Joe Buck, tylko D'Artagnan miał
>> więcej szczęścia do kobiet.
>
> O ile pamiętam, to w Konstancji był prawdziwie zakochany, a jej mąż nie
> przyczynił się do rozwoju jego kariery, wręcz przeciwnie, przecież go
> zadenuncjował.
Chodziło o to, że karierę na dworze zrobił przez łóżko (eufemistycznie
mówiąc) Konstancji, bez której wysokie sfery oglądałby, gdyby mu ktoś
podstawił drabinę, a Rochefort jak go zrobił w klipę smętną na początku
książki, tak by go robił dalej.
> Cała scena u pana de Treville jest PRZED uwodzeniem Konstancji. A do
> muszkieterów awansował ani nie dzięki Konstancji, ani Milady, ani
> Kasi, tylko dzięki swojej waleczności i zasługom wojennym.
Oraz na takich drobiazgach jak znajomość tatusia z panem de Tecośtam,
protekcja i opieka trzech zabijaków, wyzyskiwanie ludu pracującego płci
męskiej i żeńskiej, itd. O kumaniu się z wrogiem itd., nie wspomnę, bo to
wstyd.
Z awansu za zasługi wojenne śmiać się nie będę - odeślę do książki :-)
> Jakoś on jeden dostał się do Anglii, podczas gdy Twoi faworyci albo
> modlili się nad księgami, albo leżeli nieprzytomni w karczmie. :)
Bo się dekował za ich plecami, a wychylał dopiero wtedy, gdy niczym
plutonowy Jeleń bili przeważnie wroga. Na którego pastwę ich porzucał, by
ratować dobre imię puszczalskiej królowej i bratać się z wrogiem. Gieroj.
>>>> z mięśniem, gilem
>>> gila nie miał.
>> I codziennie brał prysznic, jadał homary szczypcami i nie bzykał
>> wszystkiego, co się rusza.
>> Wiara kobiet w miłości z lat dziecinnych zaiste wielką jest :-)
> Nikt wtedy nie mył się codziennie, nie wiem czy słyszałeś, że król Ludwik
> (zapomniałam który) miał tak popsute zęby, że honor jadania obok niego
> kolacji był udręką. Takie czasy.
No właśnie... I dezodoro jeszcze wtedy nie znali. A D'Artagnan ciągle w
biegu, w siodle, w boju i w innych takich... Podobno właśnie po
przeczytaniu "Trzech muszkieterów" Terry Pratchett wymyślił postać
Paskudnego Starego Rona :-)
> A gile najwyżej mógł mieć u nosa Aramis, bo nie dość, że nosił cudze
> chusteczki do nosa, to jeszcze je gubił. :)
Przynajmniej wiedział, do czego służy chustka do nosa. D'Artagnanowi
trzeba było takowe usuwać z zasięgu ręki, bo je sobie wpychał za kołnierz
przy wieczerzach i było jak z Kwiczołem na uczcie u hrabiego Uszatka :-)
>>>> No, dobra - Aramis był czysty
>>>
>>> w jakim sensie? Beznadziejny kobieciarz.
>>
>> W sensie - mył się. W przeciwieństwie.
>> Co zaś do beznadziejności - zależy od punktu. Skuteczny był :-)
>
> Tak, ale w jakich sferach? Wydelikaconych romantycznych arystokratek o
> umyslowości pensjonarek w podkolanówkach. :)
Typu markiza de Merteuil, prawda?
No tak, przecież Konstancja, królowa i służka Milady to zupełnie inny typ
- władcze dominy w skórzanych gorsetach, galopujące na mastalerzu i
okładające szpicrutami wszyskich von Chlipenów tego świata. A w
antraktach pałaszujące kiełbasę wiejską chrzęszczącymi gryzami.
>>>> a Atos inteligentny.
>>> alkoholik. Co prawda szlachetny.
>>
>> Obrona D'Artagnana przez opluskwianie jego przyjaciół? Nie dość, że fi
>> donc, to jeszcze samobójcze - jeśli D'Artagnan na tle wypadał
>> fatalnie, to zdeprecjonowanie tła pogrąży go całkiem :-)
>
> Dlaczego fatalnie? Był skuteczny, trzeźwy, energiczny, inteligenty i
> waleczny. Jedyny rozsądny facet z tej czwórki.
Atos? No pewnie! W przeciwieństwie do D'Artagnana.
>> Miłością? Miłość w "Trzech muszkieterach" wystąpiła tylko raz i
>> dotyczyła związku Atosa z Milady.
>
> To nie była miłośc, tylko otumanienie. Miłość jeżeli już, to tylko
> dArtagnana do Konstancji albo odwrotnie.
Kiedy po raz ostatni czytałaś "Trzech muszkieterów" i dlaczego było to
tak dawno? :-)
>> Reszta to były hormony, uwodzenie i bzykawka przy
>> każdej nadarzającej się okazji. czasem nawet bez uwodzenia - łyp i
>> bezpośredni hyc (patrz - D'Artagnan i pokojówka Milady).
>
> czyli tak jak mówiłam, zaraza. :))
Na szczęście wynaleźli penicylinę ;-)
--
AJK
>>> Taki mąż usprawiedliwiłby ją w każdym sądzie, nawet tym Najwyższym.
>>
>> O, święta naiwności... :-)
>
> Nie załamuj mnie. ;)
Sama se tego chłopa wzięła i tu żadne usprawiedliwienia w grę nie wchodzą
- jedynie podszyte chucią wymówki.
Poza tym... zamieniła siekierkę na kijek i młota na kmiota :-)
>>> A Felton zdradził swoje przekonania i księcia. Fuj wewnętrzne po prostu.
>>
>> Zaraz, to już go nie bronisz, że z miłości?
>
> Nigdy go nie broniłam. Podałam go jako przykład otumanionego. I
> twierdzę, że jego otumanienie jest bardziej naganne niż Kasi. Czyli,
> że jest bardziej durny i puszczalski w tym gronie.
Łehehehehe - że tak dystyngowanie skwituję tego sofistycznego wygibasa
:-)
>> Pogubić się można...
>> Zakochany Felton zdradzający księcia - źle. D'Artagnan, który ukrywa
>> przed swym królem (któremu dodatkowo przysięgał jako muszkieter), że
>> miłościwa małżonka przyprawia jego królewskiej mości królewskie rogi
>> z wrogiem - dobrze.
>
> A co ma muszkieter do ujawniania rogów? Czy nie uważasz, że król był
> znacznie szczęśliwszy nie wiedząc o tej drobnej nielojalności
> małżonki, mógł się wtedy bardziej skupić na sprawach państwowych i w
> ten prosty sposób d'Artagnan przyczyniał się do spokoju i rozkwitu
> Francji.
Muszkieter do ujawniania królewskich rogów ma obowiązek :-) Jako poddany,
jako Francuz, jako muszkieter, jako mężczyzna. Zresztą, niechby nawet nie
ujawniał - ale przynajmniej powinien zdradzieckiego dżemojada przerobić
na durszlak, a puszczalską królową pouczyć słowem grubem i na kopach
odstawić do pałacu, żeby nie szargała majestatu po trotuarach. A on
tymczasem z wrogiem się skumał i usługi mu świadczył. Zdrajca po
trzykroć, tfu! Taki pułkownik Redl tylko hetero. E tam, pułkownik...
kapral Redl zaledwie.
>> Miłość - dobrze, ale ciurlanie każdej kiecki w okolicy
>> - jeszcze lepiej...
> Jesteś niesprawiedliwy, raz ciurlał z dobroci, raz z racji stanu (nie, z
> namiętności w zasadzie), a raz z zauroczenia. :)
Ale jednak ciurlał, nie?
Nie kląskał o działach Wergiliusza i ich wpływie na Kasjusza Dio, ani nie
doradzal w kwestii zupy szczawiowej?
No.
>> I zrozum tu... zaraz-moment, przecież nie będę szowinistą!.. zrozum tu
>> miłośniczki niedomytych gaskońskich młokosów :-)
> O niedomyciu Dumas nie wspomina!!
A o myciu - na co drugiej stronie zapewne?
Natomiast o pojedynkach, chlaniu podłego wina i jeździe konnej - Dumas
wspomina, i owszem. Prowincjusz + pojedynek + jazda konna + jabcok -
mycie =... no, w każdym razie nie "efekt Axe" [1]
--
AJK ([1] przynajmniej mam taką nadzieję...)
>>> Świadczy to równie o D'Artagnanie, jak o owych kobietach, których
>>> instynkty macierzyńskie mogły znaleźć ujście, gdy dochodziło do -
>>> jak to uroczo nazwałaś - "porywczości" D'Artagnana :-)
>>
>> Niestety, w takich sytuacjach wychodzą różne atawizmy, weź pod uwagę,
>> że działał na różne typy kobiet, nawet na tę bardzo inteligentną i
>> doświadczoną Milady. Nie jestem do końca przekonana, czy on
>> zaspakajał ich uczucia macierzyńskie. :)
>
> E, no... z uczuciami święta racja. Coś żeście się, AJK-u, zagalopowali z
> tym podłożem macierzyńskim :)
Rany, czy zawsze trzeba dosłownie?
No dobra...
TEATRZYK ZIELONY MUSZKIETER
przedstawia
sztukę z życia i z alkowy
"Co nagle, to ojejku...
czyli
rzecz o rozmaitych uczuciach wzajemnie się niewykluczających"
Didaskalia: komnata, łoże, w łożu dziewczę hoże i D'Artagnan-niebożę, co
mu się wydaje, że może. Ubrań nie stwierdzono.
Scena I
D'ARTAGNAN
Och...
KOBIETA
Och...
D'ARTAGNAN
/jest "porywczy"/
KOBIETA
Hmmm...
D'ARTAGNAN
Przepraszam, nie wiem jak to się stało, że ja...
STRAŻNIK Z RIEDBRUNE
Młode to... płoche...
D'ARTAGNAN
Przepraszam, nie wiem, co powiedzieć...
KOBIETA
Oj, nie przejmuj się, głuptasie, zdarza się.
No, jużjużjuż, nie płakusiamy, jesteśmy dzielni i chwilkę
sobie odpoczniemy, utulimy chłopczyka...
/przygarnia go do piersi, dając upust uczuciom macierzyńskim,
w oczekiwaniu na danie upustu innym uczuciom/
KURTYNA
/zostaje użyta do usunięcia śladów "porywczości" D'Artagnana/
Capsici? :-)
--
AJK
> AJK pisze:
>
> > Kardynał nie jest ani podły, ani skapy. Jest myślącym mężem stanu i jedną
> > z niewielu sensownych postaci w tej książce.
>
> Właśnie chciałem to napisać :) Doznałem szoku, kiedy otwarły mi się oczy
> i kiedy bedgaj Richelieu, jakiego pamiętałem z dzieciństwa okazał się
> wcale nie aż taki czarnym charakterem. Strzelę banałem, ale to zresztą
> ciekawe zjawisko: dzieciom pokazuje się wyraźną granicę - ten jest zły,
> a ten dobry. A potem okazuje się, że ten zły nie jest taki zły, a
> właściwie to jest całkiem dobry... I na odwrót ;)
Och, juz pod koniec Muszkieterow, i pozniej w 'Dwadziescia lat pozniej'
o Richelieu nie mowi sie zle.
>
> Kojarzycie innych takich bohaterów? "Winnetou"? Facet robi wsyztsko,
> żeby uziemić swoją rasę wysługuje się białym ;) "Pan Samochodzik"?
> Drętwy komuch i ormowiec (pan Samoględzik ;)
E, on byl pewnie TW i UBekiem.
Ale sie nie przyznawal. OK. Raz mu sie wymsklo.
A wracajac do Milady to ona wlasnie w Samochodziku jednym wystepuje.
Razem z Winnetou zreszta...
TA
>>> zaspakajał ich uczucia macierzyńskie. :)
>>
>> E, no... z uczuciami święta racja. Coś żeście się, AJK-u, zagalopowali z
>> tym podłożem macierzyńskim :)
>
> Rany, czy zawsze trzeba dosłownie?
> No dobra...
[...]
> Capsici? :-)
To jest albo D'Artagnan grany przez boskiego Leonardo, albo przez
Orlinosa - wannabe (ta porywczość!) - D'Artagnan. W książce chyba aż
taki nie był. :) Ogólnie zgoda, bo i książkowy był dzieciakowaty.
--
pozdrawiam
diuka
Serialu za bardzo nie pamietam... Poza tym, ze mi sie podobal. Bardziej,
niz te obydwa filmy z M. Yorkiem.
Podobnie - puszczany w tamtych czasach serial - ekranizacja Sherlocka
Holmesa dorownywal IMHO temu z Jeremy Brettem.
Ale to offtopic i NTG.
TA
A wie ktos moze jak ten Richelieu odbierany jest we Francji?
No bo oni znaja go chyba nie tylko Dumasa?
TA
> 28-05-2008 o godz. 18:13 Czajka napisała:
>
> A w TV leciał serial w którym muszkieterowie para-para-paradowali?
> No, to wiele wyjaśnia :-)
To na szczęście mnie ominęło, więc nie wyciągaj pochopnych wniosków. :)
>
>
> > Ja się również cieszę, że nie czytałam Muminków. :)
>
> Bo tam się pewnie nie ciurlali cudzołożnie na co drugiej stronie, a
> główni bohaterowie byli umyci? No pewnie, co to w ogóle za literatura dla
> mięczaków? ;-)
To w ogóle jest literatura dla dorosłych. Poza tym cudzołożność jest kwestią
uwmowy społecznej, akurat w czasach d'Artagnana ciurlanie poza łóżkiem było
normą, zwłaszcza królewską (bo że król miał koleżanki za każdą ścianą
sypialni, to jakoś Ci nie przeszkadza?), więc nie zwalaj całej winy na
szlachetnego Gaskończyka.
> >
> > O brudnych ciuchach nic nie wiesz, natomiast w czym kości policzkowe i
> > szczęki przeszkadzają męskości, to nie wiem. Miał niecałe 18 lat i w
> > niecałe 18 minut pozwał trzech czołowych muszkieterów Francji i prawie
> > z nimi wygrał.
>
> Zupełnie, kurna, jak Mnietek Pimpuś. Tylko przyszedł na dzielnicę, to
> zaczął skakać do największych kiziorów, gazrurką im machał przed nosem,
> "Fikasz? Fikasz?" popiskiwał i przed panienkami szpanował. No to się go
> wzięło elegancko za winkiel, ale miał szczęście, eklerek, że mu tylko
> kichawę rozkwasili, bo mentownia przyjechała i trzeba było wiać, bo
> Staszek na warunkowym. A Mnietek chodził potem po dzielnicy i opowiadał,
> że "prawie z nimi" wygrał. No, taki był dartanian, że żałość brała i
> tylko dziewczęta nieletnie z pobliskiej szkoły kupowały mu czasem
> pryncepolo na pocieszenie, że niby mu wierzą...
A Ty kiedy czytałeś Trzech muszkieterów? Też za czasów paradujemsia? To nie
pamiętasz, jak ich próbował przepraszać i załagodzić sprawę? No, ale jeden
miał na sumieniu ranę z nielegalnego pojedynku, drugi usiłował ukryć
cudzołożenie chusteczką, a trzeci ściemnianie pasem.
Niekomu się nie chwalił, tylko poszedł normalnie do baru do piwo i nawet nie
wpadł w nałóg.
>
>
> No, właśnie widziałem czym mierzą: był inteligentny, bo dał radę aż
> trzeem kobietom, w tym jednej meżatce, był piękny, bo dotarł do Anglii,
> był szlachetny, bo się nie mył i był honorowy, bo ja miałam wtedy 15 lat.
> Normalnie, kurczę, Ketling :-)
Zazdrość przez Ciebie normalnie przemawia i za mało kobiecości w honoris
causie. :P
Tak, tak, a hrabia de Wardes sam się przebił szpadą. Natomiast d'Artagnan
jako dziecko oddaje się rozmyślaniom o losi, który popycha ludzi do zabijania.
I masz coś do Ketlinga może? :)
>
>
> > O ile pamiętam, to w Konstancji był prawdziwie zakochany, a jej mąż nie
> > przyczynił się do rozwoju jego kariery, wręcz przeciwnie, przecież go
> > zadenuncjował.
>
> Chodziło o to, że karierę na dworze zrobił przez łóżko (eufemistycznie
> mówiąc) Konstancji, bez której wysokie sfery oglądałby, gdyby mu ktoś
> podstawił drabinę, a Rochefort jak go zrobił w klipę smętną na początku
> książki, tak by go robił dalej.
Przepraszam bardzo, króla oglądał nie przez łóżko, tylko przez pojedynek,
Rochefort go zrobił chwilowo, bo d'Artagnan przyjechał do zepsutego Paryża z
wiarą w ludzkość i w głowie mu się nie mieściła taka niecność. Robił go
zresztą w klipę do czasu.
>
>
> > Cała scena u pana de Treville jest PRZED uwodzeniem Konstancji. A do
> > muszkieterów awansował ani nie dzięki Konstancji, ani Milady, ani
> > Kasi, tylko dzięki swojej waleczności i zasługom wojennym.
>
> Oraz na takich drobiazgach jak znajomość tatusia z panem de Tecośtam,
> protekcja i opieka trzech zabijaków, wyzyskiwanie ludu pracującego płci
> męskiej i żeńskiej, itd. O kumaniu się z wrogiem itd., nie wspomnę, bo to
> wstyd.
> Z awansu za zasługi wojenne śmiać się nie będę - odeślę do książki :-)
No i co z tego, ze z listem? List był po to, żeby tylko mógł wejść. cała
rozmowa i jego kariera zależała już od niego. I nie mów o kumaniu z
wrogiem, "Tak, milordzie, w nadziei, że wkrótce zostaniemy wrogami."
To nawet Kloss z Brunerem kumał się bardziej.
A zasługi wojenne - nawet śniadanie jadł pod obstrzałem.
>
>
> > Jakoś on jeden dostał się do Anglii, podczas gdy Twoi faworyci albo
> > modlili się nad księgami, albo leżeli nieprzytomni w karczmie. :)
>
> Bo się dekował za ich plecami, a wychylał dopiero wtedy, gdy niczym
> plutonowy Jeleń bili przeważnie wroga. Na którego pastwę ich porzucał, by
> ratować dobre imię puszczalskiej królowej i bratać się z wrogiem. Gieroj.
Ja rozumiem, że d'Artagnan może Cię nie pociągać, każdy ma swoje typy, ale,
proszę, nie przeinaczaj faktów.
Po pierwsze jechali w czwórkę nie po to, żeby sobie w brydża pograć
wieczorami, ale po to, żeby w razie czego, którykolwiek dojechał.
No i okazało się, ze tylko on jeden wykazał się rozsądkiem i zimną krwią.
Cała reszta dała się sprowokować i wpakować w zasadzkę.
A jak na koniec d'Artagnan nie miał już wyjścia, to przynajmniej zakłuł
pieknego hrabiego, a nie leżał pod beczką wina w piwnicy.
O brataniu z wrogiem wcześniej pisałam. Jak było ważne dobre imię królowej
też. Zresztą nie musiałby, gdyby nie ten Twój idealny kardynał nie podpuścił
króla w swoich własnych ohydnych celach.
>
>
> No właśnie... I dezodoro jeszcze wtedy nie znali. A D'Artagnan ciągle w
> biegu, w siodle, w boju i w innych takich... Podobno właśnie po
> przeczytaniu "Trzech muszkieterów" Terry Pratchett wymyślił postać
> Paskudnego Starego Rona :-)
Za wyobraźnię Terrego ja nie odpowiadam. W każdym razie, taka była norma i
nie możesz go oceniać według dzisiejszych standardów łazienki z prysznicem w
każdym domu, nawet pod strzechą.
Zresztą, wiesz, Sobieski jak wracał, to Marysieńce myć się nie kazał, może
więc nie doceniamy po prostu naturalnych zapachów oddając się odurzeniom
chemicznych dezodorantów. :P
>
>
> > A gile najwyżej mógł mieć u nosa Aramis, bo nie dość, że nosił cudze
> > chusteczki do nosa, to jeszcze je gubił. :)
>
> Przynajmniej wiedział, do czego służy chustka do nosa.
Tak, do wzdychania cudzołożnego. :)
> D'Artagnanowi
> trzeba było takowe usuwać z zasięgu ręki, bo je sobie wpychał za kołnierz
> przy wieczerzach i było jak z Kwiczołem na uczcie u hrabiego Uszatka :-)
Może napisz swoją wersję Obleśnego Rona nad Sekwaną, bo to jest jawna
konfabulacja. :)
>
>
> >>>> No, dobra - Aramis był czysty
> >>>
> >>> w jakim sensie? Beznadziejny kobieciarz.
> >>
> >> W sensie - mył się. W przeciwieństwie.
> >> Co zaś do beznadziejności - zależy od punktu. Skuteczny był :-)
> >
> > Tak, ale w jakich sferach? Wydelikaconych romantycznych arystokratek o
> > umyslowości pensjonarek w podkolanówkach. :)
>
> Typu markiza de Merteuil, prawda?
> No tak, przecież Konstancja, królowa i służka Milady to zupełnie inny typ
> - władcze dominy w skórzanych gorsetach, galopujące na mastalerzu i
> okładające szpicrutami wszyskich von Chlipenów tego świata. A w
> antraktach pałaszujące kiełbasę wiejską chrzęszczącymi gryzami.
Ale to piekne:
" zaznaczmy jednak, że w tej chwili owładnęły d'Artagnana uczucia bardziej
szlachetne i bezinteresowne. Kramarz powiedział, że jest bogaty; młodzieniec
mógł się domyślić, że przy głupocie pana Bonacieux żona miała klucz od kasy.
Ale to wszystko nie wpłynęło ani trochę na uczucia, które wywołał w nim widok
pani Bonacieux, a wyrachowanie nie odgrywało *niemal* roli w początkach tej
miłości. Powiadamy: niemal, ponieważ świadomość, że mloda, wdzięczna, piękna
i *bystra* kobieta jest zarazem bogata, nie szkodzi uczuciu; przeciwnie,
umacnia je."
Nie rób więc z nich takich prymitywów.
>
>
> >
> > Dlaczego fatalnie? Był skuteczny, trzeźwy, energiczny, inteligenty i
> > waleczny. Jedyny rozsądny facet z tej czwórki.
>
> Atos? No pewnie! W przeciwieństwie do D'Artagnana.
Atos rzadko kiedy był trzeźwy. W ogóle, powiem Ci szczerze, że możesz się
cieszyć, że nie musiałeś wybierać męża, albo partnera, bo źle byś wylądował z
takimi kategoriami oceny.
Jeżeli już jesteśmy przy Atosie, czegokolwiek by nie porównać wypada na
korzyść charakteru d'Artagnana. Chociażby spotkanie z Milady. Zauważ, jak
szybko doszedł do siebie d'Artagnan w obliczu faktów i od razu znalazł się
właściwie w sytuacji ze szpadą w ręką, podczas gdy Atos takiej kobiecie
pozwolił sobie złamać życie i przez następne dwadzieścia lat topił smutki w
kieliszku, aż wreszcie z płaczem obciął jej głowę przy użyciu zawodowca (to
nie był ostracyzm, swoją drogą).
Gdzie tu się przejawia jego dziecinność, to ja nie wiem.
>
>
>
> Kiedy po raz ostatni czytałaś "Trzech muszkieterów" i dlaczego było to
> tak dawno? :-)
No własnie chciałam o to samo Ciebie zapytać. :)
>
>
> >> Reszta to były hormony, uwodzenie i bzykawka przy
> >> każdej nadarzającej się okazji. czasem nawet bez uwodzenia - łyp i
> >> bezpośredni hyc (patrz - D'Artagnan i pokojówka Milady).
> >
> > czyli tak jak mówiłam, zaraza. :))
>
> Na szczęście wynaleźli penicylinę ;-)
Nie działa. :)
>
> To jest albo D'Artagnan grany przez boskiego Leonardo, albo przez
> Orlinosa - wannabe (ta porywczość!) - D'Artagnan. W książce chyba aż
> taki nie był. :) Ogólnie zgoda, bo i książkowy był dzieciakowaty.
Ale w czym konkretnie przejawiała się ta dzieciakowatość, bo jakoś nie
zauważyłam? :)
> 28-05-2008 o godz. 18:23 Czajka napisał:
>
>
> Sama se tego chłopa wzięła i tu żadne usprawiedliwienia w grę nie wchodzą
> - jedynie podszyte chucią wymówki.
> Poza tym... zamieniła siekierkę na kijek i młota na kmiota :-)
Nie bez przyczyny żenią się ludzie młodzi, kiedy jeszcze mają mało rozsądku.
Zresztą, skąd wiesz, dlaczego za niego wyszła, może ją zmuszono?
A tak poważnie, to nie jestem pewna, czy d'Artagnan w największym zbliżeniu
nie ściskał jej tylko za rękę? Nie mogę znaleźć dowodów, wydaje mi się, że
nieszczęśni, nie zdążyli nacieszyć się dosłownie swoją miłością.
> > Nigdy go nie broniłam. Podałam go jako przykład otumanionego. I
> > twierdzę, że jego otumanienie jest bardziej naganne niż Kasi. Czyli,
> > że jest bardziej durny i puszczalski w tym gronie.
>
> Łehehehehe - że tak dystyngowanie skwituję tego sofistycznego wygibasa
> :-)
Oczywiście, że tak, a Ty się krzywiłeś na wrzucanie faceta do jednego worka z
kobietami. :P
> Muszkieter do ujawniania królewskich rogów ma obowiązek :-)
Głupi musiałby być. :)
> Jako poddany,
> jako Francuz, jako muszkieter, jako mężczyzna. Zresztą, niechby nawet nie
> ujawniał - ale przynajmniej powinien zdradzieckiego dżemojada przerobić
> na durszlak,
No i potem przerobił, w odpowiednim momencie. :)
> a puszczalską królową pouczyć słowem grubem i na kopach
> odstawić do pałacu, żeby nie szargała majestatu po trotuarach.
"Król w najmniejszej mierze nie silił się na uprzejmość. [cham jeden] (...)
Nieszczęsna królowa, której nieustannie grożono rozwodem, wygnaniem, a nawet
sądem, zbladła pod warstwą różu(...)"
W takich warunkach każdy by się pocieszał w czułych objęciach Jerzego.
(i Dumasowi się zarzuca mizoginzm, omatko, już go lubię)
> Ale jednak ciurlał, nie?
No właśnie z Konstancją nie jestem pewna.
> > O niedomyciu Dumas nie wspomina!!
>
> A o myciu - na co drugiej stronie zapewne?
> Natomiast o pojedynkach, chlaniu podłego wina i jeździe konnej - Dumas
> wspomina, i owszem. Prowincjusz + pojedynek + jazda konna + jabcok -
> mycie =... no, w każdym razie nie "efekt Axe" [1]
Ale to Ty używasz jako argumentu tego, czego w książce dosłownie nie ma,
tylko w Twoim domyśle. Ja staram się, jako typowa kobieta, pozostawać jednak
przy konkretach. :)
We Francji podłe wino - no, teraz to bluźnisz.
Prowincjusz, a jaki dzielny, jaki szermierz, jaki stosunek do matki, jaka
pogarda dla rzeczy przyziemnych, żeby wjechać na takim koniu, na jakim on
wjechał do Paryża, mój Boże, ile to trzeba było mieć szlachetności i odwagi.
Ech.
> Rzeczywiscie ladnie wydane. I cena atrakcyjna. Wychodzi 7.50 za ksiazke.
> No w zasadzie 10, bo ci cwaniacy Muszkieterow podzielili na dwa tomy
> (myslalem ze to 'Muszkieterowie' i '20 lat pozniej' bedzie
> Tylko nie jestem pewien, czy ci Muszkieterowie sa w tym samym
> tlumaczeniu ktore czytalem cwierc wieku temu czy to cos nowego
> (przelozyl Klemens Lukasiewicz).
>
> No i czy mi sie wydaje, czy w tych Trzech Muszkieterach - na poczastku
> lub na koncu nie bylo listu Dumasa, ktory pisze, ze wpadly mu w rece
> stare pamietniki, i na podstawie nich napisal te powiesc???
W moim wydaniu (Świat książki, 2000) jest list a tłumaczyła Joanna Guze.
>
> A w ogole to nie podoba mi sie to poddawanie Milady ostracyzmowi...
> :-(
Miała sąd, miała zawodowego kata i to zła kobieta była. Zamordowała chyba z
pięć osób.
> bans pisze 28-05-2008 13:28:
>
> >> nazywał, tego biednego angielskiego strażnika na F.
> >
> > Fulton?
>
> Fenton.
Czyli Felton krakowskim targiem. :)
>> To jest albo D'Artagnan grany przez boskiego Leonardo, albo przez
>> Orlinosa - wannabe (ta porywczość!) - D'Artagnan. W książce chyba aż
>> taki nie był. :) Ogólnie zgoda, bo i książkowy był dzieciakowaty.
>
> Ale w czym konkretnie przejawiała się ta dzieciakowatość, bo jakoś nie
> zauważyłam? :)
A chłopiec to nie jest taki prawie wierny, prawie wygrywający, prawie
mężczyzna? ;) Młody jeszcze i pstro ma w głowie, ot co.
--
pozdrawiam
diuka
> A wracajac do Milady to ona wlasnie w Samochodziku jednym wystepuje.
> Razem z Winnetou zreszta...
Brrr, w jednym z IMHO najgorszych :/
--
bans
> Am Thu, 29 May 2008 03:06:07 +0000 (UTC) schrieb Czajka:
>
> >> To jest albo D'Artagnan grany przez boskiego Leonardo, albo przez
> >> Orlinosa - wannabe (ta porywczość!) - D'Artagnan. W książce chyba aż
> >> taki nie był. :) Ogólnie zgoda, bo i książkowy był dzieciakowaty.
> >
> > Ale w czym konkretnie przejawiała się ta dzieciakowatość, bo jakoś nie
> > zauważyłam? :)
>
> A chłopiec to nie jest taki prawie wierny, prawie wygrywający, prawie
> mężczyzna? ;)
Diuko, ale wiesz o tym, że teraz mówisz o 95% całej populacji męskiej od
niemowlęctwa do późnej starości? :)
> Młody jeszcze i pstro ma w głowie, ot co.
No właśnie nie ma pstro. Rozwija się, uczy, dojrzewa, zauważa podłość tego
świata, nie ma dowodów (u Dumasa) na jego pstro w głowie. Jest lojalny,
współczujący i odważny (przypomnij sobie scenę u kardynała, jak dzielnie tam
stał w obliczu śmierci).
> D'ARTAGNAN
> /jest "porywczy"/
Hum, hum, hum.
--
bans
>> Natomiast o pojedynkach, chlaniu podłego wina i jeździe konnej -
>> Dumas wspomina, i owszem. Prowincjusz + pojedynek + jazda konna +
>> jabcok - mycie =... no, w każdym razie nie "efekt Axe" [1]
>
>
> We Francji podłe wino - no, teraz to bluźnisz.
Tu się wetnę na chwilę, starając się nie zakłócać zbytnio tego
pasjonującego pojedynku (tylko się nie spoćcie! Dziś co prawda Axe w
kazdym domu, ale zawsze :) ) A co do wina w tamtych czasach, to ono wg
dzisiejszych kryteriów wszystkie było podłe, nawet we Francji. A już to,
które piło żołdactwo zawodowe... Dzisiejszy dworcowy koneser jaboli
chyba by się otrzepał z obrzydzeniem :)
Nawiasem mówiąc, żeby pozostać przy anatomii, a wrócić do meritum,
Konstancję zepsuł (fizycznie) w moich oczach sam Dumas. Bo jak ją opisał
jako wdzięczną, ładną i zgrabną, tylko o "nieco" zbyt dużych dłoniach i
stopach, to mi się zwizualizowała jako coś w rodzaju samicy Smeagola i
tak już zostało. Podświadomośc to wredne urządzenie :)
> Natomiast o pojedynkach, chlaniu podłego wina i jeździe konnej - Dumas
> wspomina, i owszem. Prowincjusz + pojedynek + jazda konna + jabcok -
> mycie =... no, w każdym razie nie "efekt Axe" [1]
Ty muszę zaoponować - o sikaniu i defekacji tez nic Dumas nie pisze, a
zatem zgodnie z twoimi wywodami bohaterowie "Trzech muszkieterów" chodzą
z wybałuszonymi od zaciskania zwieraczy oczami i nogami ułożonymi w
literę X ;)
--
bans
>> A chłopiec to nie jest taki prawie wierny, prawie wygrywający, prawie
>> mężczyzna? ;)
>
> Diuko, ale wiesz o tym, że teraz mówisz o 95% całej populacji męskiej od
> niemowlęctwa do późnej starości? :)
Jeśli od niemowlęctwa, to rzekłabym nawet, że o 100%. :) Sęk w tym, iż
niektórzy z dziecięctwa wyrastają. A niektórzy nie -- i nic w tym
złego, jeśli są z tym szczęśliwi.
>> Młody jeszcze i pstro ma w głowie, ot co.
>
> No właśnie nie ma pstro. Rozwija się, uczy, dojrzewa,
To nie jest dojrzały?
> zauważa podłość tego
> świata, nie ma dowodów (u Dumasa) na jego pstro w głowie. Jest lojalny,
> współczujący i odważny (przypomnij sobie scenę u kardynała, jak dzielnie tam
> stał w obliczu śmierci).
O właśnie, dokładnie! Ten jego idealizm, naiwność i niezrozumienie
świata. W dzisiejszych czasach to by był młody, dynamiczny, po awansie
społecznym (we własnym mniemaniu). Czytałby Logo, słuchał "Best Smooth
Jazz Ever vol. 7", a kobietom mówił, że nikt go nie rozumie i nie ma z
kim porozmawiać - bo po tym wszystkie omdlewają z zachwytu, przejęte
współczuciem i macierzyńską troską - gwarantowanie wszystkie! :)
--
pozdrawiam
diuka
Zgodnie z _moimi_ wywodami?
--
AJK (dziwiąc się)
> Am Thu, 29 May 2008 06:38:29 +0000 (UTC) schrieb Czajka:
>
> >> A chłopiec to nie jest taki prawie wierny, prawie wygrywający, prawie
> >> mężczyzna? ;)
> >
> > Diuko, ale wiesz o tym, że teraz mówisz o 95% całej populacji męskiej od
> > niemowlęctwa do późnej starości? :)
>
> Jeśli od niemowlęctwa, to rzekłabym nawet, że o 100%. :) Sęk w tym, iż
> niektórzy z dziecięctwa wyrastają.
Właśnie moim skromnym zdaniem, 95% pozostaje na poziomie prawie dorosłym.
> A niektórzy nie -- i nic w tym
> złego, jeśli są z tym szczęśliwi.
Powiedz to ich żonom. ;)
>
> >> Młody jeszcze i pstro ma w głowie, ot co.
> >
> > No właśnie nie ma pstro. Rozwija się, uczy, dojrzewa,
>
> To nie jest dojrzały?
Och, w pewnych aspektach nie jest, nikt nie jest dojrzały od początku.
Przyjeżdża do Paryża w dużej mierze ukształtowany, z moralnym podłożem, ale
wiele rzeczy jest dla niego nowych - dwór, miłość. Pytanie teraz jak sobie z
tym poradzi i radzi sobie świetnie.
Jak facet, nie jak dziecko.
>
> > zauważa podłość tego
> > świata, nie ma dowodów (u Dumasa) na jego pstro w głowie. Jest lojalny,
> > współczujący i odważny (przypomnij sobie scenę u kardynała, jak dzielnie
tam
> > stał w obliczu śmierci).
>
> O właśnie, dokładnie! Ten jego idealizm, naiwność
Niektórzy to określają jako zasady. :)
> i niezrozumienie świata.
D'Artagnan wykazuje filozoficzne niezrozumienie świata. Lepsze według mnie
niż zarozumiałe przekonanie, że się wie wszystko. :)
>
> Nawiasem mówiąc, żeby pozostać przy anatomii, a wrócić do meritum,
> Konstancję zepsuł (fizycznie) w moich oczach sam Dumas. Bo jak ją opisał
> jako wdzięczną, ładną i zgrabną, tylko o "nieco" zbyt dużych dłoniach i
> stopach, to mi się zwizualizowała jako coś w rodzaju samicy Smeagola i
> tak już zostało. Podświadomośc to wredne urządzenie :)
I nawet te jej słodkie "białe pończoszki" Cię nie skusiły? :)
>
> Tu się wetnę na chwilę, starając się nie zakłócać zbytnio tego
> pasjonującego pojedynku (tylko się nie spoćcie! Dziś co prawda Axe w
> kazdym domu, ale zawsze :) ) A co do wina w tamtych czasach, to ono wg
> dzisiejszych kryteriów wszystkie było podłe, nawet we Francji. A już to,
> które piło żołdactwo zawodowe... Dzisiejszy dworcowy koneser jaboli
> chyba by się otrzepał z obrzydzeniem :)
No tak, ale, Woy, nie możemy właśnie oceniać tamtego wina dzisiejszymi
kryteriami. Widać nie było takie najgorsze, skoro z takim zapamietaniem
produkują go do dziś nawet nie we Francji niektórzy. :)
W ogóle wino jest dobre. Zwłaszcza dużo. :))
> Zgodnie z _moimi_ wywodami?
Piszesz, że d'Artagnan jest "niedomytym gaskońskim młokosem", bo Dumas
nie wspomina o tym, żeby się mył.
A zatem - analogicznie - ma też permanentne zatwardzenie i pełny
pęcherz, bo Dumas nie pisze też nic o jego wydalaniu ;)
--
bans
>> A niektórzy nie -- i nic w tym
>> złego, jeśli są z tym szczęśliwi.
>
> Powiedz to ich żonom. ;)
Nie rozumiem, ich żony nie są tym uszczęśliwione?
Nie twierdziłam przecież, że 'wieczni chłopcy' nie znajdują
zadowolonych amatorek. :>
>>>> Młody jeszcze i pstro ma w głowie, ot co.
>>>
>>> No właśnie nie ma pstro. Rozwija się, uczy, dojrzewa,
>>
>> To nie jest dojrzały?
>
> Och, w pewnych aspektach nie jest, nikt nie jest dojrzały od początku.
> Przyjeżdża do Paryża w dużej mierze ukształtowany, z moralnym podłożem, ale
Ukształtowany jak młody chłopiec i z takimż podłożem moralnym. Pełen
romantycznych wyobrażeń, zupełnie nieprzystających do rzeczywistości i
z głową w chmurkach.
> wiele rzeczy jest dla niego nowych - dwór, miłość. Pytanie teraz jak sobie z
> tym poradzi i radzi sobie świetnie.
> Jak facet, nie jak dziecko.
Jak młody chłopiec, nie jak dorosły facet.
>>> zauważa podłość tego
>>> świata, nie ma dowodów (u Dumasa) na jego pstro w głowie. Jest lojalny,
>>> współczujący i odważny (przypomnij sobie scenę u kardynała, jak dzielnie
> tam
>>> stał w obliczu śmierci).
>>
>> O właśnie, dokładnie! Ten jego idealizm, naiwność
>
> Niektórzy to określają jako zasady. :)
Dorośli mają zasady. D'Artagnan jest zwyczajnie naiwny i jeśli ma, to
ideały. To nie to samo.
>> i niezrozumienie świata.
>
> D'Artagnan wykazuje filozoficzne niezrozumienie świata. Lepsze według mnie
> niż zarozumiałe przekonanie, że się wie wszystko. :)
Oczywiście. Zarozumiałe przekonanie, że się wie wszystko i wszystkiemu
podoła -- a takową pewność siebie i brawurę przejawiał pewien młody
czwarty muszkieter -- to właśnie objaw niedojrzałości. Moim skromnym
zdaniem. :)
Już nie zapytam o 'filozoficzne niezrozumienie świata', bo popracować
muszę. To raz, a dwa do pięt AJKowi nie dorastam. :)
--
pozdrawiam
diuka
Nie dość, że jednym z najgorszych, co tym, który - niestety -
zapoczątkował równanie w dół. Potem już Pan Samochodzik się nie podniósł,
no, może troszkę, przy okazji "Złotej rękawicy".
> Nie dość, że jednym z najgorszych, co tym, który - niestety -
> zapoczątkował równanie w dół. Potem już Pan Samochodzik się nie podniósł,
> no, może troszkę, przy okazji "Złotej rękawicy".
Masz rację. Dziwne to o tyle, że poprzedni tom "Tajemnica tajemnic" był
doskonały, a wydany zaledwie rok wcześniej.
--
bans
> Am Thu, 29 May 2008 08:13:47 +0000 (UTC) schrieb Czajka:
>
> >> A niektórzy nie -- i nic w tym
> >> złego, jeśli są z tym szczęśliwi.
> >
> > Powiedz to ich żonom. ;)
>
> Nie rozumiem, ich żony nie są tym uszczęśliwione?
Na dłuższą metę może zmęczyć. :)
>
> Ukształtowany jak młody chłopiec i z takimż podłożem moralnym. Pełen
> romantycznych wyobrażeń, zupełnie nieprzystających do rzeczywistości i
> z głową w chmurkach.
Tak, jeżeli kardynał jest człowiekiem przystosowanym do rzeczywistości,
obdarty z romantycznych wyobrażeń, to ja jednak pozostaję przy swoim typie.
Natomiast d'Artagnan jako idealista z głową w chmurach dziwnie dzielnie sobie
poczyna przez całą książkę. I mimo wszystko w rzeczywistości się odnajduje.
> >
> > D'Artagnan wykazuje filozoficzne niezrozumienie świata. Lepsze według
mnie
> > niż zarozumiałe przekonanie, że się wie wszystko. :)
>
> Oczywiście. Zarozumiałe przekonanie, że się wie wszystko i wszystkiemu
> podoła -- a takową pewność siebie i brawurę przejawiał pewien młody
> czwarty muszkieter -- to właśnie objaw niedojrzałości. Moim skromnym
> zdaniem. :)
Przekonanie, że się wszystkiemu podoła, to jeszcze coś innego, to jest cecha
młodości. I w sytuacji, kiedy się faktycznie podołać zdoła, nie jest objawem
niedojrzałości.
> W ogóle wino jest dobre. Zwłaszcza dużo. :))
Nie każde, moja droga, nie każde. Moja mama pracowala kiedyś w winiarni,
to wiem :)
Hmmm... Przyjeżdżasz z prowincji, chcesz się dostać do muszkieterów,
więc co robisz? Proste: wyzywasz pierwszych trzech z brzegu na pojedynek.
pzdr
TRad
>> Och, w pewnych aspektach nie jest, nikt nie jest dojrzały od początku.
>> Przyjeżdża do Paryża w dużej mierze ukształtowany, z moralnym podłożem, ale
>
> Ukształtowany jak młody chłopiec i z takimż podłożem moralnym. Pełen
> romantycznych wyobrażeń, zupełnie nieprzystających do rzeczywistości i
> z głową w chmurkach.
Te krytyki które tu czytam mocno się ze sobą zderzają: to w końcu młody
romantyk i idealista, czy brudny zabijaka z koneksjami ciurlający co
popadnie?
GS
--
Grzegorz Staniak <gstaniak _at_ wp [dot] pl>
>> We Francji podłe wino - no, teraz to bluźnisz.
>
> Tu się wetnę na chwilę, starając się nie zakłócać zbytnio tego
> pasjonującego pojedynku (tylko się nie spoćcie! Dziś co prawda Axe w
> kazdym domu, ale zawsze :) ) A co do wina w tamtych czasach, to ono wg
> dzisiejszych kryteriów wszystkie było podłe, nawet we Francji. A już to,
> które piło żołdactwo zawodowe... Dzisiejszy dworcowy koneser jaboli
> chyba by się otrzepał z obrzydzeniem :)
Stąd stara francuska tradycja deski serów do wina - ser skutecznie zagłusza
smak wina (im ostrzejszy, tym lepiej).
Wiesz, jakby ona była ideałem piękności, to nie byłaby praczką, tylko
... hmmmm... nooo, spełniałaby inną, niezwykle odpowiedzialną funkcję w
XVI-wiecznej Francji.
pzdr
TRad
>> Ukształtowany jak młody chłopiec i z takimż podłożem moralnym. Pełen
>> romantycznych wyobrażeń, zupełnie nieprzystających do rzeczywistości i
>> z głową w chmurkach.
>
> Te krytyki które tu czytam mocno się ze sobą zderzają:
Być może nie zwróciłeś uwagi, czy czytasz akurat post AJKa, czy mój --
co ogromnie mi pochlebia, dziękuję, choć sądzę, że to jednak Twemu
roztargnieniu, a nie podobieństwu pisaniny zawdzięczam. :>
> to w końcu młody
> romantyk i idealista, czy brudny zabijaka z koneksjami ciurlający co
> popadnie?
Tak szczerze mówiąc, to jedno nie wyklucza zupełnie drugiego.
--
pozdrawiam
diuka
No, bez jaj... Argument "bo o tym Dumas nie pisze" to nie mój argument,
tylko Czajki ("O niedomyciu Dumas nie wspomina!"), ja po prostu reaguję,
podsuwając i inne sprawy, o których nie pisze, co niczego nie zmienia.
Wyciągam logiczne wnioski z a) opisów epoki, b) opisu D'Artagnana, c)
charakteru i częstotliwości jego zajęć, d) itd.
Funkcje fizjologiczne, o których piszesz są dla mnie oczywistością i
jeśli o nich nie pisałem to tylko dlatego, żeby Czajce nie psuć afektu do
jurnego Gaskończyka - mógłby ów afekt nie wytrzymać konfrontacji z
opryskiwaniem przez chwiejącego się D'Artagnana paryskich murków czy
przydrożnego kwiecia (zwłaszcza z siodła, bo przecież czas i gwardziści
kardynała gonią) albo wypinaniem się przezeń w krzaczkach (dobrze, jeśli
krzaczki akurat były) na wiatr, deszcz i końskie muchy :-)
--
AJK
> opryskiwaniem przez chwiejącego się D'Artagnana paryskich murków czy
> przydrożnego kwiecia (zwłaszcza z siodła, bo przecież czas i gwardziści
> kardynała gonią) albo wypinaniem się przezeń w krzaczkach (dobrze, jeśli
> krzaczki akurat były) na wiatr, deszcz i końskie muchy :-)
To najlepszy wątek, jaki czytałem od lat :)))
--
bans
>> Tu się wetnę na chwilę, starając się nie zakłócać zbytnio tego
>> pasjonującego pojedynku (tylko się nie spoćcie! Dziś co prawda Axe w
>> kazdym domu, ale zawsze :) ) A co do wina w tamtych czasach, to ono
>> wg dzisiejszych kryteriów wszystkie było podłe, nawet we Francji. A
>> już to, które piło żołdactwo zawodowe... Dzisiejszy dworcowy koneser
>> jaboli chyba by się otrzepał z obrzydzeniem :)
>
> No tak, ale, Woy, nie możemy właśnie oceniać tamtego wina dzisiejszymi
> kryteriami. Widać nie było takie najgorsze, skoro z takim
> zapamietaniem produkują go do dziś nawet nie we Francji niektórzy. :)
Najbardziej urocza apoteoza "Zemsty sołtysa" z jaką się spotkałem. Myślę,
że producenci denaturatu też kupiliby ten schemat :-)
--
AJK
>> Sama se tego chłopa wzięła i tu żadne usprawiedliwienia w grę nie wchodzą
>> - jedynie podszyte chucią wymówki.
>> Poza tym... zamieniła siekierkę na kijek i młota na kmiota :-)
>
> Nie bez przyczyny żenią się ludzie młodzi, kiedy jeszcze mają mało
> rozsądku.
> Zresztą, skąd wiesz, dlaczego za niego wyszła, może ją zmuszono?
> A tak poważnie, to nie jestem pewna, czy d'Artagnan w największym
> zbliżeniu nie ściskał jej tylko za rękę? Nie mogę znaleźć dowodów,
> wydaje mi się, że nieszczęśni, nie zdążyli nacieszyć się dosłownie
> swoją miłością.
Aha! A dzieci przynosi bocian i zostawia je w kapuście, politycy pracują
noce i dnie dla dobra ojczyzny i jej obywateli, a do mleka nie sika
sąsiad przy pomocy jamnika tylko krasnoludki :-)
A kiedy w noc pełni spojrzymy na księżyc, zobaczymy tam pana
Twardowskiego... który bije się po udach, rechocząc: "Za rękę!
Wciórności, za rękę ją trzymał! I śpiewał balladę o zimorodku, co wpadł
do wychodku. A potem poszli na spacer bulwarami i wyjadali sobie z
dzióbków watę cukrową" :-)
>>> Nigdy go nie broniłam. Podałam go jako przykład otumanionego. I
>>> twierdzę, że jego otumanienie jest bardziej naganne niż Kasi. Czyli,
>>> że jest bardziej durny i puszczalski w tym gronie.
>>
>> Łehehehehe - że tak dystyngowanie skwituję tego sofistycznego wygibasa
>>: -)
> Oczywiście, że tak, a Ty się krzywiłeś na wrzucanie faceta do jednego
> worka z kobietami. :P
Widzisz, gdybyś do argumentu "Oczywiście, że tak", dodała trzepotnięcie
rzesami i tupnięcie nżzką - to może bym się i podddał. Ale na dogmatyczne
sofizmaty złapać się nie dam ;-)
>> Muszkieter do ujawniania królewskich rogów ma obowiązek :-)
>
> Głupi musiałby być. :)
Wierność, lojalność, obowiązek, solidarność... jak widać, nie tylko w
Gaskonii te pojęcia z deczka się zdewacośtam.
>> Jako poddany, jako Francuz, jako muszkieter, jako mężczyzna. Zresztą,
>> niechby nawet nie ujawniał - ale przynajmniej powinien zdradzieckiego
>> dżemojada przerobić na durszlak,
>
> No i potem przerobił, w odpowiednim momencie. :)
Dziurkował bzykającego księciunia? Coś mi umkło czyżby?
>> a puszczalską królową pouczyć słowem grubem i na kopach
>> odstawić do pałacu, żeby nie szargała majestatu po trotuarach.
>
> "Król w najmniejszej mierze nie silił się na uprzejmość. [cham jeden]
> (...) Nieszczęsna królowa, której nieustannie grożono rozwodem,
> wygnaniem, a nawet sądem, zbladła pod warstwą różu(...)"
> W takich warunkach każdy by się pocieszał w czułych objęciach Jerzego.
...który miał minus 8 i warstwy różu, ze stukotem spadające na podłogę,
wcale mu nie przeszkadzały. Tym badziej, że stukotu nie słyszał, bo i
przygłuchawy był ciutkę.
W takich warunkach albo się bierze ten rozwód i tryumfalnie pokazuje
"takiego" albo się godzi na wyjazd do mamusi. Ale jeśli człowiek godzi na
warunki (mniejsza czy z ciagot masochistycznych czy ze względu na
korzyści materialne), to się siedzi na czterech literach i się zachowuje,
a nie szafuje owymi literami przed wrogiem.
Rany, czego to kobiety nie wymyślą, żeby uracjonalnić swoje
zach(u)ciewajki...
> We Francji podłe wino - no, teraz to bluźnisz.
Jak się miało tyle, ile mieli muszkieterowie na co dzień, to się piło
"Chat-eau" - patrz, co u nas wojsko pije. "Spazm wójtowej" i inne trunki
z cyckami na etykietach.
> Prowincjusz, a jaki dzielny,
bo się nie mył aż do samego Londynu...
> jaki szermierz,
i bądż tu mądry, o którą szermierkę chodzi... :-)
> jaki stosunek do matki,
- Dzień dobry, mam na imię Edyp...
- Cześć, Eeeeedyyyyp!
- ...i chciałem wam opowiedzieć swoją historię.
A kasta na to:
- Yo!
> jaka pogarda dla rzeczy przyziemnych,
Zwłaszcza do cudzych pierścionków i sakiewek, nie?
> żeby wjechać na takim koniu, na jakim on wjechał do Paryża, mój Boże
> ile to trzeba było mieć szlachetności i odwagi.
I ten Edek taki bezkompromisowy, tak rąbię swoją prostą prawdę prosto z
prostego mostu i jakaż to głębia - aż do samego dna! :-)
Żeby na takim koniu wjechać do Paryża trzeba było nie mieć zdrowego
rozsądku, poczucia smaku, estetyki i oczywiście kasy na lepszego. Bieda,
rzecz jasna, nie hańbi, ale zachowywanie się jak rumuński akordeonista w
tramwaju jest, moim zdaniem, niegodne szlachcica.
--
AJK
Czyli rozwijamy antyrecenzje rozpoczęte w innym wątku. Bohaterowie literaccy
są niesympatyczni i głupawi, a na dodatek wtedy, kiedy akurat nikt o nich
nie czyta, robią kupę.
Pozdrawiam
TK
>> A w TV leciał serial w którym muszkieterowie para-para-paradowali?
>> No, to wiele wyjaśnia :-)
>
> To na szczęście mnie ominęło, więc nie wyciągaj pochopnych wniosków. :)
NAWET tego serialu nie oglądałaś? ;-)
>>> Ja się również cieszę, że nie czytałam Muminków. :)
>>
>> Bo tam się pewnie nie ciurlali cudzołożnie na co drugiej stronie, a
>> główni bohaterowie byli umyci? No pewnie, co to w ogóle za literatura
>> dla mięczaków? ;-)
>
> To w ogóle jest literatura dla dorosłych. Poza tym cudzołożność jest
> kwestią uwmowy społecznej, akurat w czasach d'Artagnana ciurlanie poza
> łóżkiem było normą, zwłaszcza królewską (bo że król miał koleżanki za
> każdą ścianą sypialni, to jakoś Ci nie przeszkadza?), więc nie zwalaj
> całej winy na szlachetnego Gaskończyka.
Nie rozmawiamy o królu, tylko o - szlachetnym podobno, dojrzałym cudownym
i ciumkciumkciumk - prowincjuszu. Który to szlachetny prowincjusz bzyka
wszystko, co nosi kieckę. I tak się jakoś dziwnie składna, że co bzyknie
- to mu to jakieś korzyści przynosi. Innym już niekoniecznie, ale kto by
się przejmował jakimiś babami - bzykaj, rzucaj, bzykaj, rzucaj, a
nieszczęsna wykorzystana służąca niech kończy na ulicy, bo nie dość, że z
małym nieślubnym prowincjuszkiem, to jeszcze jej pracodawczynię
zlinczowalim z ziąbalami.
>>> O brudnych ciuchach nic nie wiesz, natomiast w czym kości policzkowe i
>>> szczęki przeszkadzają męskości, to nie wiem. Miał niecałe 18 lat i w
>>> niecałe 18 minut pozwał trzech czołowych muszkieterów Francji i prawie
>>> z nimi wygrał.
>>
>> Zupełnie, kurna, jak Mnietek Pimpuś. Tylko przyszedł na dzielnicę, to
>> zaczął skakać do największych kiziorów, gazrurką im machał przed
>> nosem, "Fikasz? Fikasz?" popiskiwał i przed panienkami szpanował. No
>> to się go wzięło elegancko za winkiel, ale miał szczęście, eklerek,
>> że mu tylko kichawę rozkwasili, bo mentownia przyjechała i trzeba
>> było wiać, bo Staszek na warunkowym. A Mnietek chodził potem po
>> dzielnicy i opowiadał, że "prawie z nimi" wygrał. No, taki był
>> dartanian, że żałość brała i tylko dziewczęta nieletnie z pobliskiej
>> szkoły kupowały mu czasem pryncepolo na pocieszenie, że niby mu
>> wierzą...
>
> A Ty kiedy czytałeś Trzech muszkieterów? Też za czasów paradujemsia? To
> nie pamiętasz, jak ich próbował przepraszać i załagodzić sprawę?
Bał się po prostu, że mu wklepią :-)
> No, ale jeden miał na sumieniu ranę z nielegalnego pojedynku, drugi
> usiłował ukryć cudzołożenie chusteczką, a trzeci ściemnianie pasem.
> Niekomu się nie chwalił, tylko poszedł normalnie do baru do piwo i
> nawet nie wpadł w nałóg.
Nie wpadł... Tak se to tłumacz :-)
>> No, właśnie widziałem czym mierzą: był inteligentny, bo dał radę aż
>> trzeem kobietom, w tym jednej meżatce, był piękny, bo dotarł do
>> Anglii, był szlachetny, bo się nie mył i był honorowy, bo ja miałam
>> wtedy 15 lat. Normalnie, kurczę, Ketling :-)
>
> Zazdrość przez Ciebie normalnie przemawia i za mało kobiecości w
> honoris causie. :P
Zazdrość? Do Anglii dotarłem szybciej niż on, o urodzie, inteligencji
mówić nie będę, bom skromny, tylko napomknę, że gdyby D'Artagnan stanął
przy mnie, to by go ludzie brali za słoik korniszonów, radę mężatkom daję
(zawsze tę samą: "Bądź wierna mężowi i nie patrz tak na mnie, bo będziesz
miała z tą wiernością trudności" :-)).. co tam jeszcze zostało? Aha,
mycie się. No tak, tu rzeczywiście jestem gorszy od D'Artagnana bo ja się
często myję, a nawet - brutalnie jędrusikując - często kapię.
> Tak, tak, a hrabia de Wardes sam się przebił szpadą.
No, oczywiście, że tak. Pamietaj, iż Dumas twierdzi, że książka powstała
na podstawie pamiętników D'Artagnana. W których - jak to gaskończyk -
naplótł i nareklamował (w jego przeświadczeniu) się straszliwie. Poza
tym, de Wardes był metroseksualnym fircykiem, który karierę robił nie w
wojsku, a... przy pomocy nieco innej szpady :-) Kiedy więc zobaczył, jak
D'Artagnan szarżuje na niego z wybałuszonymi oczami, powiewając troczkami
od kalesonów, śmiech go zebrał i aby nie upaść - oparł się na szpadzie.
Tu wyszedł brak doświadczenia, bo szpadę trzymał za odwrotny koniec, a
rękojeść wparł w ziemię i nieszczęście gotowe.
To była pierwsza rana. Bo przypominam, że pan de Wardes został ranny 4
razy. A to znaczy, że "szlachetny i honorowy" D'Artagnan - ot,
niepięknie, brateńku - szlachtował rannego.
> Natomiast d'Artagnan jako dziecko oddaje się rozmyślaniom
> o losi, który popycha ludzi do zabijania.
Bez przesady... D'Artagnan myślący o tak poważnych sprawach szybko by się
przegrzał i przepalił (postać Detrytusa też podobno wzorowana była...) .
Co innego dyma... przepraszam... dumanie o dymaniu.
> I masz coś do Ketlinga może? :)
Poza tym, że to rozmemłana mientkość z amputowanym poczuciem lojalności i
skłonnościami piromańskimi? Nic.
>>> O ile pamiętam, to w Konstancji był prawdziwie zakochany, a jej mąż
>>> nie przyczynił się do rozwoju jego kariery, wręcz przeciwnie,
>>> przecież go zadenuncjował.
>>
>> Chodziło o to, że karierę na dworze zrobił przez łóżko (eufemistycznie
>> mówiąc) Konstancji, bez której wysokie sfery oglądałby, gdyby mu ktoś
>> podstawił drabinę, a Rochefort jak go zrobił w klipę smętną na
>> początku książki, tak by go robił dalej.
>
> Przepraszam bardzo, króla oglądał nie przez łóżko, tylko przez
> pojedynek, Rochefort go zrobił chwilowo, bo d'Artagnan przyjechał do
> zepsutego Paryża z wiarą w ludzkość i w głowie mu się nie mieściła
> taka niecność. Robił go zresztą w klipę do czasu.
Pewnie, że do czasu, bo potem D'Artagnan, czując że jest za cienki w
uszach, łasił się do Rocheforta, łasił, aż się własił w jego łaski. Mimo
że powinien - choćby za krzwdy uczynione przez tegoż Konstancji -
przerobić go na frytki. Taka to i honorowość naszego
cro-magnogaskończyka...
Co zaś się tyczy tego, co się D'Artagnanowi w głowie nie mieściło...
Łagodnie mówiąc - nie mieściła mu się tam zdecydowana wiekszość spraw
tego świata, zwłaszcza tych, wykraczających poza chlanie, ciurlanie i
najebkę zbrojną, konną lub pieszą. No, zgódźmy się - Kartezjusz to on nie
był :-)
>>> Cała scena u pana de Treville jest PRZED uwodzeniem Konstancji. A do
>>> muszkieterów awansował ani nie dzięki Konstancji, ani Milady, ani
>>> Kasi, tylko dzięki swojej waleczności i zasługom wojennym.
>>
>> Oraz na takich drobiazgach jak znajomość tatusia z panem de Tecośtam,
>> protekcja i opieka trzech zabijaków, wyzyskiwanie ludu pracującego
>> płci męskiej i żeńskiej, itd. O kumaniu się z wrogiem itd., nie
>> wspomnę, bo to wstyd.
>> Z awansu za zasługi wojenne śmiać się nie będę - odeślę do książki :-)
>
> No i co z tego, ze z listem? List był po to, żeby tylko mógł wejść.
> cała rozmowa i jego kariera zależała już od niego. I nie mów o kumaniu
> z wrogiem, "Tak, milordzie, w nadziei, że wkrótce zostaniemy wrogami."
> To nawet Kloss z Brunerem kumał się bardziej.
Kloss Brunnerowi dał po mordzie, a D'Artagnan dżemojadowi, bzykającemu
żonę jego króla i pozostającemu w stosunku dyplomatycznie oraz religijnie
wrogim, świadczył usługi i się przylizywał. Niektórzy kronikarze
angielscy wspominają nawet, że po przybyciu do Anglii kawaler D'Artagnan
twierdził, iż królowa zgubiła caly komplet spinek, ale przecież w Paryżu
oddał ile oddał, więc to na pewno kalumnie, a długi spłacił Święty
Mikołaj.
> A zasługi wojenne - nawet śniadanie jadł pod obstrzałem.
A to ci Dżyngis-Chan... Zrobił to, co robił każdy żołnierz w historii
wojen! Cóż za kura!... Kuraż! Tak, kuraż. To właśnie chciałem powiedzieć.
Kuraż. Zjadł śniadanie. Łał. A może nawet strzelił na wojnie? Jooooooo...
Patton, prawdziwy Patton.
>>> Jakoś on jeden dostał się do Anglii, podczas gdy Twoi faworyci albo
>>> modlili się nad księgami, albo leżeli nieprzytomni w karczmie. :)
>>
>> Bo się dekował za ich plecami, a wychylał dopiero wtedy, gdy niczym
>> plutonowy Jeleń bili przeważnie wroga. Na którego pastwę ich
>> porzucał, by ratować dobre imię puszczalskiej królowej i bratać się z
>> wrogiem. Gieroj.
>
> Ja rozumiem, że d'Artagnan może Cię nie pociągać, każdy ma swoje typy,
> ale, proszę, nie przeinaczaj faktów.
> Po pierwsze jechali w czwórkę nie po to, żeby sobie w brydża pograć
> wieczorami, ale po to, żeby w razie czego, którykolwiek dojechał.
> No i okazało się, ze tylko on jeden wykazał się rozsądkiem i zimną
> krwią. Cała reszta dała się sprowokować i wpakować w zasadzkę.
Cała reszta chroniła tego gaskońskiego cioła, bo wiedziała, że bez nich
mógłby dojechać do Hiszpanii i zginąć z ręki Pogromcy Wiatraków albo
wpaść do rzeki i pojechać z nurtem po dnie. Prowadzili za rączkę, usuwali
niebezpieczeństwa, odnosili za niego rany, ponosili koszty, a
D'Artagnan... jak to D'Artagnan - azymut na Tower i tępo bez skrętów,
przez murki, rowy itd. Byle na wprost. Zero refleksji.
Je-chać-je-chać-je-chać-je-chać. Taka drezyna, tylko w kapeluszu z
piórkami. A oni zostali samotni na pastwę kardynalskich siepaczy i ran
broczących krwią serdeczną...
> O brataniu z wrogiem wcześniej pisałam. Jak było ważne dobre imię
> królowej też. Zresztą nie musiałby, gdyby nie ten Twój idealny
> kardynał nie podpuścił króla w swoich własnych ohydnych celach.
Tak jest! Wstrętny kardynał podpuścił króla, żeby Buckingham bzyknął mu
żonę. Cóż za ohyda moralna kardynała! I jeszcze stał na łożem królowej,
mówił: "Książę! Tak się świeci" i przy pomocy kamertonu wyznaczał równy
rytm obrony dobrego imienia, które to dobre imię wymagało, co prawda,
niezdradzania małżonka, a jeśli - to raczej dyskretnie i na litość
Muminka - nie z wrogiem, ale co tam... Fstrentny kardynał!
>> No właśnie... I dezodoro jeszcze wtedy nie znali. A D'Artagnan ciągle
>> w biegu, w siodle, w boju i w innych takich... Podobno właśnie po
>> przeczytaniu "Trzech muszkieterów" Terry Pratchett wymyślił postać
>> Paskudnego Starego Rona :-)
> Za wyobraźnię Terrego ja nie odpowiadam. W każdym razie, taka była
> norma i nie możesz go oceniać według dzisiejszych standardów łazienki
> z prysznicem w każdym domu, nawet pod strzechą.
Hehe, miękniesz? :-)
Ależ mogę, mogę... Za czasów wiedźmina też pryszniców nie było, ale sobie
chłop przynajmniej balią radził. Zresztą, nawet gdyby oceniać go wg.
ówczesnych standardów - przy tym trybie życia i nawykach, D'Artagnan
musiał strącać bielinki-kapustniki w locie, a sformułowanie "jego sława
wyprzedzała go" niekoniecznie trzeba brać tak dosłownie :-)
> Zresztą, wiesz, Sobieski jak wracał, to Marysieńce myć się nie kazał,
> może więc nie doceniamy po prostu naturalnych zapachów oddając się
> odurzeniom chemicznych dezodorantów. :P
Może nie doceniamy. Ja wolę nie sprawdzać, ale gdybyś była gotowa bronić
tej tezy organolpetycznie, to myślę, że przejazd autobusem MPK w
godzinach szczytu powinien ją choć trochę zweryfikować. Powiedzmy 139,
około 16.00. Ja poczekam na pętli :-)
Ewentualnie - skoro już przy muszkieterach jesteśmy - jakiś trening
rugbystów Juvenii...
Halo! Heeeej! Czemu uciekaaaaasz?!!
>>> A gile najwyżej mógł mieć u nosa Aramis, bo nie dość, że nosił cudze
>>> chusteczki do nosa, to jeszcze je gubił. :)
>>
>> Przynajmniej wiedział, do czego służy chustka do nosa.
>
> Tak, do wzdychania cudzołożnego. :)
W charakterze grupowej pomocy powiem Ci, że przydaje się także do
ocierania łez, czoła i tęsknego powiewania na dworcach. Nie szkodzi - nie
ma za co :-)
>> D'Artagnanowi trzeba było takowe usuwać z zasięgu ręki, bo je sobie
>> wpychał za kołnierz przy wieczerzach i było jak z Kwiczołem na
>> uczcie u hrabiego Uszatka :-)
> Może napisz swoją wersję Obleśnego Rona nad Sekwaną, bo to jest jawna
> konfabulacja. :)
No przecież! D'Artagnan na wieczerzy? Konfabulacja.
Kto by go zaprosił? :-)
>>>>>> No, dobra - Aramis był czysty
>>>>>
>>>>> w jakim sensie? Beznadziejny kobieciarz.
>>>>
>>>> W sensie - mył się. W przeciwieństwie.
>>>> Co zaś do beznadziejności - zależy od punktu. Skuteczny był :-)
>>>
>>> Tak, ale w jakich sferach? Wydelikaconych romantycznych arystokratek o
>>> umyslowości pensjonarek w podkolanówkach. :)
>>
>> Typu markiza de Merteuil, prawda?
>> No tak, przecież Konstancja, królowa i służka Milady to zupełnie inny
>> typ - władcze dominy w skórzanych gorsetach, galopujące na mastalerzu
>> i okładające szpicrutami wszyskich von Chlipenów tego świata. A w
>> antraktach pałaszujące kiełbasę wiejską chrzęszczącymi gryzami.
>
> Ale to piekne:
> " zaznaczmy jednak, że w tej chwili owładnęły d'Artagnana uczucia
> bardziej szlachetne i bezinteresowne. Kramarz powiedział, że jest
> bogaty; młodzieniec mógł się domyślić, że przy głupocie pana Bonacieux
> żona miała klucz od kasy. Ale to wszystko nie wpłynęło ani trochę na
> uczucia, które wywołał w nim widok pani Bonacieux, a wyrachowanie nie
> odgrywało *niemal* roli w początkach tej miłości. Powiadamy: niemal,
> ponieważ świadomość, że mloda, wdzięczna, piękna i *bystra* kobieta
> jest zarazem bogata, nie szkodzi uczuciu; przeciwnie, umacnia je."
>
> Nie rób więc z nich takich prymitywów.
Z których "nich", bo się pogubiłem? Bo o umysłowości pensjonarek to nie
ja pisałem, przypomnę :-)
>>> Dlaczego fatalnie? Był skuteczny, trzeźwy, energiczny, inteligenty i
>>> waleczny. Jedyny rozsądny facet z tej czwórki.
>>
>> Atos? No pewnie! W przeciwieństwie do D'Artagnana.
>
> Atos rzadko kiedy był trzeźwy. W ogóle, powiem Ci szczerze, że możesz
> się cieszyć, że nie musiałeś wybierać męża, albo partnera, bo źle byś
> wylądował z takimi kategoriami oceny.
Wybrałbym czystego, inteligentnego konesera win i z kasą. Fatalny wybór,
nie? Lepszy osiłek, woniejący koniem na kilometr i bzykający każdą
kieckę w okolicy, z intelektem w pochwie szpady... SZPADY! powtarzam.
> Jeżeli już jesteśmy przy Atosie, czegokolwiek by nie porównać wypada na
> korzyść charakteru d'Artagnana. Chociażby spotkanie z Milady. Zauważ,
> jak szybko doszedł do siebie d'Artagnan w obliczu faktów i od razu
> znalazł się właściwie w sytuacji ze szpadą w ręką, podczas gdy Atos
> takiej kobiecie pozwolił sobie złamać życie i przez następne
> dwadzieścia lat topił smutki w kieliszku, aż wreszcie z płaczem obciął
> jej głowę przy użyciu zawodowca (to nie był ostracyzm, swoją drogą).
Nie, to był lincz. W którym D'Artagnan uczestniczył bez zmrużenia powiek.
Co zaś do znajdowania się... Gaskończyk bzyknął, potem się rozczarował,
że nie jest ani pierwszy, ani jedyny i ubodło to go tak bardzo, że
zachował się jak się zachował, a poza tym inne baby by mu suszyły głowę,
że niby na zebraniu ciągle i cos trzeba było zrobiź. Więc jak zwykle - to
kobieta winna, a on se idzie. A zakochany Atos cierpiał. Długo, mocno i
samotnie. Kata wynajął, żeby pomścić krzywdy D'Artagnana (nawet tu musiał
tę ciapę wyręczać).
Cholera, ten D'Artagnan to miał talent - co kobietę przeleciał, to ona
źle kończyła, a on na tym korzystał...
>>>> Reszta to były hormony, uwodzenie i bzykawka przy każdej
>>>> nadarzającej się okazji. czasem nawet bez uwodzenia - łyp i
>>>> bezpośredni hyc (patrz - D'Artagnan i pokojówka Milady).
>>>
>>> czyli tak jak mówiłam, zaraza. :))
>>
>> Na szczęście wynaleźli penicylinę ;-)
>
> Nie działa. :)
Nie, to rtęć nie działa. Penicylina - i owszem :-)
--
AJK
>>> opryskiwaniem przez chwiejącego się D'Artagnana paryskich murków czy
>>> przydrożnego kwiecia (zwłaszcza z siodła, bo przecież czas i
>>> gwardziści kardynała gonią) albo wypinaniem się przezeń w krzaczkach
>>> (dobrze, jeśli krzaczki akurat były) na wiatr, deszcz i końskie
>>> muchy :-)
>>
>> To najlepszy wątek, jaki czytałem od lat :)))
>
> Czyli rozwijamy antyrecenzje rozpoczęte w innym wątku. Bohaterowie
> literaccy są niesympatyczni i głupawi, a na dodatek wtedy, kiedy
> akurat nikt o nich nie czyta, robią kupę.
I całe nasze szczęście, że akurat wtedy :-)
--
AJK
> Dnia Thu, 29 May 2008 08:34:08 +0200, bans napisał(a):
> >> Razem z Winnetou zreszta...
> >
> > Brrr, w jednym z IMHO najgorszych :/
Fakt. Bylem jakos zniesmaczony podczas pierwszego czytania. No ale byl
jeszcze 'Czlowiek z UFO' na sam koniec. :-(
>
> Nie dość, że jednym z najgorszych, co tym, który - niestety -
> zapoczątkował równanie w dół. Potem już Pan Samochodzik się nie podniósł,
> no, może troszkę, przy okazji "Złotej rękawicy".
E, to juz przeciez koncowka byla. No i 'Niewidzialni' byli fajni IMHO...
TA
> a na dodatek wtedy, kiedy akurat nikt o nich
> nie czyta, robią kupę.
Ojciec Portnoya się wyłamuje. Ale on właściwie nic innego nie robi.
--
bans
Metronomu. Przy pomocy metronomu. Przy pomocy kamertonu to mógł określać
poziom czystości wydawanych tu i ówdzie dźwięków. :)
>> Zazdrość przez Ciebie normalnie przemawia i za mało kobiecości w
>> honoris causie. :P
>
> Zazdrość? Do Anglii dotarłem szybciej niż on, o urodzie, inteligencji
> mówić nie będę, bom skromny, tylko napomknę, że gdyby D'Artagnan
> stanął przy mnie, to by go ludzie brali za słoik korniszonów, radę
> mężatkom daję (zawsze tę samą: "Bądź wierna mężowi i nie patrz tak na
> mnie, bo będziesz miała z tą wiernością trudności" :-)).. co tam
> jeszcze zostało? Aha, mycie się. No tak, tu rzeczywiście jestem gorszy
> od D'Artagnana bo ja się często myję, a nawet - brutalnie jędrusikując
> - często kapię.
kĄpię. Się. kĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄAAApię.
Gupie przyliterkowe ogonki, wyyy! Zaraz was nauczę pływać i będziecie
tononć jak piniondze!
kĄĄĄĄpię.
--
AJK
> kĄpię. Się. kĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄAAApię.
A co się robi, jak się skończy kąpać? Kapie się!
--
bans
> >
> > A w ogole to nie podoba mi sie to poddawanie Milady ostracyzmowi...
> > :-(
>
> Miała sąd,
Raczej lawe przysieglych, na dodatek powiazanych z pokrzywdzonymi.
>miała zawodowego kata i to zła kobieta była. Zamordowała chyba z
> pięć osób.
E, tam. W zasadzie tylko otrucie Kontastancji bylo jakies niepotrzebne i
okrutne.
Zreszta tam sie wszyscy mordowali.
No wiec, nie podobalo mi sie to osadzenie Milady juz od samego poczatku.
Fakt, ona sie potem jakos rozbrykala i zaczela wykazywac jakies
psychopatyczne cechy osobowosci...
Ale... nie rozumiem szlachetnego Atosa, ktory powiesil zone tylko
dlatego tylko, ze zauwazyl jakas lelyje na jej ramieniu (ze tez
wczesniej nago jej nie widzial?).
No i za co te lilie dostala? Zreszta jak sie w finale okazuje - to byl
prywatny akt zemsty tego kata z Lille.
TA
> Ale... nie rozumiem szlachetnego Atosa, ktory powiesil zone tylko
> dlatego tylko, ze zauwazyl jakas lelyje na jej ramieniu (ze tez
> wczesniej nago jej nie widzial?).
Bo "ciało puszczone raz, puszcza się cały czas" ;)
> No i za co te lilie dostala? Zreszta jak sie w finale okazuje - to byl
> prywatny akt zemsty tego kata z Lille.
A w ogóle ten Dumas to jakiś marny, akurat "Hrabiego Monte Christo"
sobie odświeżam - o matko, toż tam przypadkowe spotkania bohaterów
istotnie wpływające na fabułę zdarzają się częściej niż spotkania
Niemców na prerii u Karola Maya ;)
--
bans
> Titus_A...@somewhere.in.the.world napisał(a):
>
> > Rzeczywiscie ladnie wydane. I cena atrakcyjna. Wychodzi 7.50 za ksiazke.
> > No w zasadzie 10, bo ci cwaniacy Muszkieterow podzielili na dwa tomy
> > (myslalem ze to 'Muszkieterowie' i '20 lat pozniej' bedzie
> > Tylko nie jestem pewien, czy ci Muszkieterowie sa w tym samym
> > tlumaczeniu ktore czytalem cwierc wieku temu czy to cos nowego
> > (przelozyl Klemens Lukasiewicz).
No i po lekturze.
Jakos kiepsko sie czytalo. :-(Albo ja sie zmienilem, albo to kwestia
tego tlumaczenia. Jak sprawdzilem - to samo (Lukasiewicza) tlumaczenie
bylo w wydaniu Zielonej Sowy...
Po co w ogole te nowe tlumaczenia (zalilem sie w tej sprawie przy okazji
'W 80 dni dookola swiata' tegoz wydawnictwa)?
No i literowki. W zasadzie trzy:
tom 2 str 42 - 'Ci ktorzy staraja sie o tanie zakupy powinni innym
pozwolic szukac _chojnieszych_ przyjaciol.'
str 97 'Anglikow oblegajacych warownie sw _Macina_'
str 129 'nie zwazajac na dzialania _nierzyjaciela_'
OK, ale jak to jest, ze kiedys wydawano znacznie grubsze ksiazki,
komputerow nie bylo, a bledy w ogole sie nie zdarzaly?
TA