1. Co to jest "akwen objęty systemem zabezpieczenia ratowniczego"?
2. "Poza systemem zabezpieczenia ratowniczego mogą uprawiać żeglugę
wyłącznie jednostki niezatapialne i muszą być wyposażone oprócz środka
ratowniczego (kapok), dodatkowo w pławkę dymną koloru pomarańczowego oraz
gwizdek."
a) niezatapialne, czyli np. kajak dmuchany? Dobrze to rozumiem?
b) pławka dymna koloru pomarańczowego - widzę, że jest dość droga, ponad
100zł i dodatkowo jest to urządzenie pirotechniczne. Troszkę bałbym się
używać czegoś takiego na kajaku dmuchanym. Pytanie: czy ktokolwiek
przejmuje się używaniem tych pławek na kajakach? Nie wydaje mi się, aby
używano tego uprawiając windsurfing...?
Generalnie to chyba nikt nie przejmuje się tym niezbędnym wyposażeniem
jednostek pływających. Na plaży można wypożyczyć kajaki, pontony z
silnikiem i skutery. Ale najwidoczniej nikogo nie interesuje wyposażanie
ich w takie urządzenia jak pławki czy gwizdki. Częściowo to rozumiem - i
tak mało kto tym pływa. Nad morzem nie tylko kajakowałem, ale i chodziłem
i nawet plażowałem i niestety muszę stwierdzić, że chyba mało kto
wypożycza kajaki. Tam gdzie byłem, była możliwość popływania na
sit-on-top'ach, ale pływały one dość rzadko.
Jeśli chodzi o mnie samego, to miałem dość ambitne plany. Chciałem zrobić
dwie 8-10 kilometrowe wycieczki przy brzegu oraz jedną wycieczkę na
odległość 2 mil morskich od brzegu, bo tyle wolno legalnie płynąć, a na
dalszą odległość i tak by mi się nie chciało płynąć.
Planów niestety nie zrealizowałem wcale. Okazało się, że mój kajak -
Sevylor Tahiti kompletnie nie nadaje się do pływania po morzu. Nad morzem
wieje. Pewnie dla wielu osób prawda ta jest oczywista. Jak się okazało,
mój kajak jest bardzo wrażliwy na znoszenie przez fale i wiatr. W jeden
dzień ledwo udało mi się odpłynąć pół kilometra od brzegu. Powrót nie był
już tak męczący - znosiło mnie na brzeg.
Innego dnia zrobiłem sobie spływ Piaśnicą. A od ujścia Piaśnicy musiałem
zrobić kilometr morzem. Wiosłowałem chyba z godzinę czasu, bo wiał
przeciwny wiatr. Wiało tak, że wyraźnie czułem jak łopaty wioseł działają
jak żagle. Ledwo po tym jak wylądowałem na plaży, wiatr zmienił kierunek,
bo szła burza.
Dla mnie wniosek z tego jest taki, że na morze to raczej tylko kajaki
morskie. W szczególności do turystyki morskiej. Dmuchańce nie nadają się
kompletnie. Nie chciałbym jednak nikogo zniechęcać do morskiego
kajakowania. Mimo, że fale nie były duże - miały w porywach 40cm, to
jednak dużą przyjemność sprawia kołysanie się na nich. Polecam, to jednak
kompletnie inne doświadczenie niż falowanie rzek na przeszkodach.
Posiadam dmuchawca Sanny (Gumotex). Jak byś miał kiedyś jeszcze ochotę
przetestować jak dmuchawce sprawują się na morzu a zaakceptowałbyś
towarzystwo osoby w "sile wieku" czyli moje, to chętnie bym spróbował.
Pozdrawiam Tadek
> >
> > Ja bawie sie ,,Safari,, Gumotexu na morzu,glównie surfując,wbrew obiegowym
> opiniom o dmuchancach sprawuje sie dobrze,funkcja miecza ułatwia pływanie po
> otwartych akwenach,tj trzymania kierunku,jednak na typowe
> ,,dalekomorskie,,plywanie dmuchancem nie polecam,ale do przybrzeznego,jak i
> zabawy na falach,,Safari,, moze byc:)
> >
Czyżby bohater słynnego filmu z ACpiorunDC w tle i martwą mewą? Ten filmik
zawsze poprawia mi humor.
Zaakceptowałbym towarzystwo osoby w sile wieku, niestety, wróciłem już z
nad morza. Ale życzę Ci powodzenia w pływaniu po morzu. Na początek
proponuję "takie plażowe" pływanie - kilkaset metrów w te i we wte.
Zorientujesz się na ile Ci odpowiada pływanie po morzu kajakiem dmuchanym.
Później ewentualnie zrobisz dłuższe pływanie.
> > Ja bawie sie ,,Safari,, Gumotexu na morzu,glównie surfując,wbrew obiegowym
> opiniom o dmuchancach sprawuje sie dobrze,funkcja miecza ułatwia pływanie po
> otwartych akwenach,tj trzymania kierunku,jednak na typowe
> ,,dalekomorskie,,plywanie dmuchancem nie polecam,ale do przybrzeznego,jak i
> zabawy na falach,,Safari,, moze byc:)
Kwestia oceny co do dmuchańców. Do zabawy na falach i pływania "plażowego"
są w sam raz. Dłuższe pływanie to kwestia dyskusyjna.
Ja sam myślałem o tym, aby popłynąć parę kilometrów wzdłuż brzegu do
następnej miejscowości, będąc "niesionym" przez wiatr i fale. Jednak
zrezygnowałem z tego pomysłu, bo gdyby w połowie drogi okazało się, że
wiatr lub fale zmieniły kierunek to po przybiciu do brzegu nie miałbym jak
wrócić z powrotem. A na piechotę po prostu nie chciało mi się wracać z
kajakiem na plecach.
> Czesi(Gumotex) produkuja tez pelnomorskie (Seaker)
No tak. Mają warunki to nie ma się co dziwić, że lubią popływać po morzu ;)
Pozdrawiam
Maciek
> Mieszkam daleko od morza, myślałem tylko o pojedynczym wypadzie aby
> zobaczyć jak to jest na większej fali.
Dla mnie przyjemność jest niesamowita. Poza tym jest to proste
orgranizacyjnie bo do morza mam kilkanaście minut jazdy. Stawiam
samochód w jednym miejscu i do niego wracam - odpada konieczność
angażowania innych osób czy dwóch samochodów jak bywa na rzekach.
Radek
PS. Nie chcę się mądrzyć ale uważajcie z tymi dmuchańcami jak nie macie
doświadczenia na morzu. Weźcie na wszelki wypadek chociaż jakieś
kompasy, wodę, komórki, itp. Naprawdę łatwo tam o babola, szczególnie
przy wietrze.
A ja się trochę pomądrzę.
Pneumatyk, poza nielicznymi modelami, to zdecydowanie plażowa zabawka,
i to na przyzwoite warunki.
I wiatr od morza.
Ze względu na swą konstrukcję jest bardzo mało zanurzony, za to zwykle
ma wysokie burty mocno wystawione na wiatr.
Niewiele trzeba, by go zaczęło mocno znosić.
Pomysł wypłynięcia 2 mile od brzegu (prawie 4 km!) jest kompletnie
szalony.
Przy braku wiatru, przeciętny kajakarz na normalnym morskim kajaku
robi to w 40 minut.
Jakby zaczęło wiać od lądu - obstawiam, że nie jesteś w stanie do
niego dopłynąć.
Wtedy tylko 112 lub sporo prowiantu (do Szwecji na lewo)
Piotr
No nie wiem. Jak płynąłem to wyraźnie czułem jak wiosła działają jak żagle
- wyraźnie czułem niewielką siłę na rękach, bo wiało dość mocno. Mimo to
jednak byłem w stanie płynąć przeciw wiatrowi. Fakt, że powoli i było to
męczące, ale dało się.
Przypuszczam, że większym problemem w przypadku wiatru na morzu byłoby
raczej uszkodzenie wiosła. Bo wiosłując jak kanadyjkarze faktycznie byłoby
ciężko. Tak więc nad morze brać tylko solidne wiosła :)
Morze wymaga pewnej odpowiedzialności, czyli np. weryfikacji swoich planów
i ich dostosowywania do danych warunków i swoich możliwości. Ale nawet
pływając na dmuchańcach blisko plaży warto z morzem się zapoznać.
> Pomysł wypłynięcia 2 mile od brzegu (prawie 4 km!) jest kompletnie
> szalony.
Po krótkim plażowym pływaniu zorientowałem się, że samo dopłynięcie na te
4km byłoby męczące, a co dopiero powrót. Dlatego, w końcu tego pomysłu nie
zrealizowałem.
Pomysł, jak pomysł - nie jest szalony. Szalone byłoby gdybym jednak
popłynął na te 4km, dopływając tam w 5 godzin :)
tp:
> Mieszkam daleko od morza, myślałem tylko o pojedynczym wypadzie aby
> zobaczyć jak to jest na większej fali.
Ja mieszkam 600km od morza i nie tyle przeraża mnie ta odległość, co ta
głupawa droga nr 1...
Ale można by kiedyś pomyśleć o wspólnym pływaniu. Ale trzeba by załatwić
kajaki morskie. Dla 2-3 dni na morzu na kajakach morskich chętnie troszkę
się pomorduję w aucie. :)
Uwierz Piotrowi.
Radek
Wiatr od ladu ma tendencje wzmagania sie wraz z oddalaniem sie od
brzegu. Przy plazy lekko, 500-1000 metrow dalej silny wiatr. Po prostu
ma sie gdzie rozpedzic.
Dlatego pewnych rzeczy nie robi sie przy takim wietrze - np.
kitesurfingu. Windsurfing z glowa, zeby moc wrocic.
pozdr
Piotr