> > Choć to może niezbyt popularna opinia, osobiście uważam, że na zwałki nie
> > ma obecnie nic lepszego od czeskiego Berta.
> Żeleznego też brałem pod uwagę, ale w Polsce nikt ich chyba nie sprzedaje.
> Eskimo też się chyba ślizga.
Eskimo ślizga się bardziej niż chopper i mniej niż Bert :) Jak bardzo się
chce, to można chyba Berta w Polsce nabyć. Zdaje się, że kiedyś
sprowadzenie oferowali chłopaki z Makanu, sam dla siebie sprowadzałem z
pomocą Retendo. Kilka lat jednak minęło, nie wiem zupełnie jak to jest
obecnie.
Tylko zależy ile kajakarz waży i jaki jest duży. :-D
Radek
Co fakt, to fakt. Ale skoro kolega takie łódki wymienił, uznałem że w
Berta też powinien się wkomponować.
Wszystko się zgadza tylko że ja w Bercie musiał bym pływać z prostymi
nogami. Że już nie wspomnę że moje stopy się nie mieszczą w dziób (rozmiar
46-47 czyli 30cm)
moim zdaniem przy Twojej wadze - zdecydowanie Diablo (ewentualnie
Salto)
Cerro będzie Ci ciężko przytopić (w razie potrzeby);
ja mam ponad 100kg i pływam między innymi Cerro - pchacz wody straszny
- ale na zwałkach sobie radzi dobrze - czy to na wodzie spokojnej czy
też na bardzo szybkiej
pozd. - Kowal
Ps (prywata) mam do zbycia: Kendo i Salto :)
Cerro jest wydaje mi się dość wysoki co utrudnia przeciskanie się pod
przeszkodą. Ciężko też zatopić dziób lub rufę.
Na Diablo za krótko pływałem, tylko parę kółek po rzece ale cały czas
miałem wrażenie, że jestem do niego za ciężki (100 kg).
Radek
Ale chyba nie można przyjąć, by Bert był absolutnym spadkobiercą
wszystkich talentów
starego Diablo.
Dzisiaj nastawiam się raczej na nowe Diablo, ale też nie wykluczam Berta.
Lettmana
odrzuciłem (nasłuchałem się strasznych rzeczy o polietylenie).
Przy okazji dziękuję wszystkim, którzy podzielili się ze mną swoją wiedzą,
liczę nadal
będą się dzielić.
A czym się rożni jeden od drugiego? Swojego pierwszego berta kupiłem w
wersji profes, z regulowanym podnóżkiem, ale nie jestem z niego do końca
zadowolony. Najgorsza jest tu gąbkowata wkładka między nogami, na której
ustrojstwo owo jest mocowane. Myślę, że wynalazek zwany zębami rekina
sprawdza się na zwałkach dużo, dużo lepiej. Daje przede wszystkim
komfortową możliwość rozprostowania zesztywniałych kończyn. Mój drugi bert
to była zatem tańsza wersja school (bez podnóżka), do której dokupiłem
sobie klasyczne zęby rekina. I jest to moim skromnym zdaniem połączenie
optymalne.
technologie się zmieniają firmy dążą do ulepszeń ( ale też i
oszczędności-można porównać PE na nowym Diablo a na starszym - na starszym
modelu polietylen "pancerny"
ciekawe czy opinia o Lettmannie wyszła od człowieka który go używał czy
tylko od kogoś kto taką opinie usłyszał
z kajakiem jest tak że na początku uważasz aby go nie porysować ,
czyścisz, myjesz, wreszcie dochodzisz do wniosku że kajak służy do
pływania i doskonalenia swoich umiejętności a nie do tego aby ładnie
wyglądać -:)
ja mogę tylko potwierdzić wytrzymałośc Lettmanna (może trafiły nam się
jakieś orginały-:)
>
> technologie się zmieniają firmy dążą do ulepszeń ( ale też i
> oszczędności-można porównać PE na nowym Diablo a na starszym - na starszym
> modelu polietylen "pancerny"
> ciekawe czy opinia o Lettmannie wyszła od człowieka który go używał czy
> tylko od kogoś kto taką opinie usłyszał
> z kajakiem jest tak że na początku uważasz aby go nie porysować ,
> czyścisz, myjesz, wreszcie dochodzisz do wniosku że kajak służy do
> pływania i doskonalenia swoich umiejętności a nie do tego aby ładnie
> wyglądać -:)
> ja mogę tylko potwierdzić wytrzymałośc Lettmanna (może trafiły nam się
> jakieś orginały-:)
>
>
Nie wiem czy pierwsza z opinii poparta była doświadczeniem własnym czy też
bazowała
na informacjach zasłyszanych, natomiast drugi rozmówca twierdził, że
miał/ma 3
Lettmanny i wszystkie pękły. Z wypowiedzi wynikało raczej, że nie był to
sprzęt
kupowany rok temu, a 5-10 lat wstecz. Możliwe, że Lettmann kiedyś miał
słabszy
polietylen, że dzisiejszy nie odbiega jakościowo od innych producentów,
ale krytyczne
wypowiedzi trochę mnie zniechęcają. Nie mam wielkiej skali porównawczej,
ale w
Perceptionach bardziej podobał mi się i PE i wykończenia. Np Traveller
materiałem
przypominał mi trochę meble ogrodowe, choć Rapid już nie wydawał mi się
taki śliski i
sztywny.
Swoją drogą Rapid (czy Moskito) ma bardzo przyjemny kształt, wydaje się,
że w sam raz
pod krzyżówkę zwałki i nizinnego pływania, ale mam obawy.
Trochę dziwnie mi się w nim siedziało, jest bardzo niski, więc nogi
musiały być
prawie płasko (tzn udo-kolano-podudzie-pięta prawie w płaszczyźnie
poziomej), ale
rozumiem, że inni użytkują i im to nie przeszkadza.
Oj, to lepiej się czymś takim przepłyń przed zakupem.
Ja bym za długo nie wytrzymał z zupełnie prostymi nogami.
Co innego godzina zabawy, ale jak planujesz całodzienną walkę na
zwałkach to może być to kłopot.
Radek
Pos�uchaj Radka bo dobrze gada!
Pozycja w kajaku (na zwa�kach od 3-6 godzin p�yni�cia) to podstawa. Je�li
b�dzie ci nie wygodnie to nie nie b�dziesz mia� przyjemno�ci z p�ywania.
> Posłuchaj Radka bo dobrze gada!
> Pozycja w kajaku (na zwałkach od 3-6 godzin płynięcia) to podstawa. Jeśli
> będzie ci nie wygodnie to nie nie będziesz miał przyjemności z pływania.
I póki co to tylko gadanie mi zostało... We wrześniu zerwałem więzadło,
siedzę teraz ze śrubkami w kolanie i rurkami wystającymi z nogi.
Ależ Wam zazdroszczę tej Pierdziawki...
Radek
Przy twoich rozmiarach rownierz polecam Diablo.
Pierwsze juz legendarne Diablo ze wzgledu na "okragle dno" czasem ucieka z
nurtu rzeki nie jest to uciazliwe ale sie zdarza to jedyna wada jaka
znalazem pozatym kajka jest super moze juz nie najleprzy do serfowania czy
w gory ale dalej super na zwalki. Plywalem na Diablo drugim i juz tego nie
bylo ale troche trudniej pokonuje sie niektore przeszkody jak wyzsze
zwalone drzewa dalej kajka supe wydaje mi sie ze jats troszeczke szybszy
od jedynki. Psiadam Salto (2001) troszeczke za krutkie na zwalki ale dalej
super kajak do plywania na kazdej wodzie super sie serfuje na morzu
(jerzeli chodzi tej kalasy kajaki). Teraz kupuje najnowsze diablo z
przeznaczeniem do tzymania na mazurach na tamtejsze rzeki (rowniez zwalki
np. przelom Lyny) i jezioram mam nadzieje ze bedzie rownie szybkie jak
moje salto to wzupelnosci wystarcza.
Morze zostane skrytykowany za te slowa ale nie bral bym pod uwage Berta
(lapiej kup pierwsze diablo dalej sa do kupienia a niektore w przyzwoitym
stanie). Dla mie Bert to tania kopia legendy i tak samo sie zachowuje na
wodzie plywalem nim kilka razy i w porownaniu do pierwszego diablo jest
duzo gorszy (mam na mysli zachowanie kajaka w nurcie rzeki i przy
przeszkodach - kajak potrafi uciekac z nurtu zwlaszcza jak rzeka skrece,
przy przeszkodach znowu jest niby ok a jednak czegos brakuje w porownaniu
do Diablo jakby przeba bylo wiecej pracowac na pokonanie przeszkody).
Pragne podkreslic ze to moje przywatne zdanie odnosnie Berta nie mialem na
mysli nikogo obrazic poprostu uwazem ze pierwsze Diablo jest duzo leprze.
Moze moje zdanie wynika z faktu ze wiecej plywalem na kajakach Eskimo.
> Pierwsze juz legendarne Diablo moze juz nie najleprzy do serfowania czy
> w gory ale dalej super na zwalki.
Stare diablo jest podobno zwałkowym absolutem, ale dostępne obecnie
głównie w muzeum, więc nie ma o czym gadać.
> Dla mie Bert to tania kopia legendy
Wcale nie taka tania, eskimo można nabyć obecnie za dużo mniejszą kasę...
> kajak potrafi uciekac z nurtu zwlaszcza jak rzeka skrece,
Rozmawiamy o zwałkach, a nie o rzekach górskich, zatem uciekanie z nurtu
(co być może występuje, choć nie pamiętam) nie jest aż tak bardzo
kłopotliwe (przynajmniej dla mnie). Dużo bardziej odczuwam ten problem w
przypadku eskimo speedo.
> przy przeszkodach znowu jest niby ok a jednak czegos brakuje w porownaniu
> do Diablo jakby przeba bylo wiecej pracowac na pokonanie przeszkody).
To już subiektywne i mało konkretne argumenty "niby-jakby", raczej
niedyskutowalne.
Nowe diablo, choć nie pływałem, na zwałkach nie ma moim skromnym zdaniem
startu do Berta - nie ten kształt i tyle. Wystarczy spojrzeć i od razu ma
człowiek perspektywę tej - wspomnianej przez ciebie - ciężkiej harówy na
drzewku.
> Pragne podkreslic ze to moje przywatne zdanie odnosnie Berta nie mialem na
> mysli nikogo obrazic poprostu uwazem ze pierwsze Diablo jest duzo leprze.
Nie obrażam się, luzik :) A nawet jestem gotów zgodzić się z Tobą, że
pierwsze Diablo jest o niebo lepsze niż Bert. Niestety, kolejne modele
mogą za Bertem rzutkę wozić.
Pozdrowionka
więc coś o polietylenie.
eskimo zmieniło polietylen , stosują teraz mocniejszy -sieciowany- więc
stosują go niej- niby ma wytrzymywać tyle samo kajak za to jest lżejszy.
stare diablo- jeśli idzie o kształt dna to nowy cerro jest przerobiony z
diablo starego z tym że podnieśli je trochę by nie siedzieć z prostymi
nogami, dno cerro ma taki sam profil jak stre diablo, 305 długości, nowe
diablo ma 280 długości.
ja pływam na kendo, jest super.
co do berta, owszem replika, ale bez oparcia, i ma chyba wyżej za plecami
stad problem z położeniem sie pod drzewem.
polecam wsiąść przepłynąć się i zdecydować, jak masz problem mam kilka
eskimo wpadnij popływasz 2-3 godziny w każdym po kolei, zdecydujesz.
nie kupuj kajaka w którym nie pływałeś.
pozdr.
Widziałem "moc" tego polietylenu w akcji. Posiadacz kajaka nie zdążył się
nim dobrze nacieszyć, a już na pierwszym lepszym konarze zaliczył
kształtny "kraterek" w skorupie. Wcześniej pływał bertem i katował go tak,
że aż wióry szły i nigdy nic takiego się nie przytrafiło
> stare diablo- jeśli idzie o kształt dna to nowy cerro jest przerobiony z
> diablo starego z tym że podnieśli je trochę by nie siedzieć z prostymi
> nogami, dno cerro ma taki sam profil jak stre diablo, 305 długości, nowe
> diablo ma 280 długości.
Być może, ale na pewno dziób nie jest tak idealnie zadarty, jak w starym
modelu, a właśnie to jest - zdaje się - to COŚ
> ja pływam na kendo, jest super.
Kendo czy tam salto (nie pamiętam który większy) faktycznie chodzi mi
obecnie po głowie...
> co do berta, owszem replika, ale bez oparcia, i ma chyba wyżej za plecami
> stad problem z położeniem sie pod drzewem.
Nie zanotowałem takiego problemu, w bercie kładę się do tyłu na pełnym
luzie, a nie jestem, zaręczam, człowiekiem gumą. Dodając do tego fakt, że
tył berta daje się znakomicie podtopić, przechodzenie pod drzewami jest w
nim bajecznie proste. Aż sam czasem się dziwię w jak mały prześwit daje
radę się wpasować moje wcale niemałe ciało :) Problem o którym wspomniałeś
odczuwam natomiast boleśnie w chopperze (gdyby nie ten jeden poważny
minus, chopper wygrałby w moim osobistym zwałkowym rankingu z bertem, bo
pływa się nim świetnie i jest zaje...cie wygodny)
nie chodzi mi o reklamę lecz mam nieco inne podejście, będąc na targach w
norymerdze widziałem dość duży skok w kajakach w przód, więcej nowych
firm, na rynku za rok dwa pojawią się nowe modele kajaków górskich czy
zwałkowych.
żelezny już wypuścił chyba 3-4 nowe modele. inne firmy jak big-dog
wypuścił kolejne.
eskimo zaprzestało produkcji kajaków,
w przyszłym roku pewnie i ja wypuszczę kajak na zwałki- dziś technologia
się zmieniła i eskimo i prijon albo zjadą z ceny lub zaprzestaną produkcji.
w ostatnich latach -tu masz rację, - w porównaniu ze starymi modelami
wspomniane firmy zjechały na jakości, ale tylko dlatego że muszą
konkurować z nowymi firmami.
idzie era technologii rotomouldingu- przynajmniej w kajakach, a kierunek
to jak w technologi komputerów telefonii komórkowej jest taki, kajak na
3-5 lat i nowy.
kup kajak dziś a zobaczysz że za4 lata zmienisz swój kajak na nowy inny
nowszy model.
moja sugestia, kup kajak na 4-5 lat-po prostu, tańszy, może używany.
dziś kupisz kajak za 3 tysiące, a za rok np- wypuszczę serie starego
diablo za kwotę 1500 zł.
kajaki dwójki do wypożyczalni- dziś kupisz za 1500 zł polietylen, a nie
jak kiedyś 3000 zł.
szkoda kasy- moje zdanie.
tyle ci chciałem podpowiedzieć.
pozdr.
przemass
Nie mowie ze jest je latwo znalesc ale uwazam ze warto poszukac. Wiem ze
sa jeszcze w sprzedarzy czasem sie twafiaja na ebay nawet jezeli jest w
europie kajak mozen kupic za okolo 500 PLN a za kuriera zaplacisz kolejne
500 wiem ze to razem nie tanio ale napewno warto
> > Dla mie Bert to tania kopia legendy
>
> Wcale nie taka tania, eskimo można nabyć obecnie za dużo mniejszą kasę...
>
Piszac tania niemialem namysli ceny tylko jakosc i ksztalt Diablo ma dno
wyplaszczone a bed okragle (utrudnia to manewrowanie) sa tez inne ruznice
(nie chce dalej kontynuowac tego watku bo zeby byc dokladniejszym musial
bym posadac Berta i porownac.
> > kajak potrafi uciekac z nurtu zwlaszcza jak rzeka skrece,
>
> Rozmawiamy o zwałkach, a nie o rzekach górskich, zatem uciekanie z nurtu
> (co być może występuje, choć nie pamiętam) nie jest aż tak bardzo
> kłopotliwe (przynajmniej dla mnie). Dużo bardziej odczuwam ten problem w
> przypadku eskimo speedo.
Dosyc dawno plywalem Bertem ale uciekanie z nurtu bylo odczuwalne w
poruwnaniu do Diablo nie mowie ze obrace przy tym o 180 stopni ale sie
zdarza.
>
> > przy przeszkodach znowu jest niby ok a jednak czegos brakuje w porownaniu
> > do Diablo jakby przeba bylo wiecej pracowac na pokonanie przeszkody).
>
> To już subiektywne i mało konkretne argumenty "niby-jakby", raczej
> niedyskutowalne.
>
Juz tlumacze poniewaz wiem ile sily (lub predkosci) potrzebuje zeby
naplynac na drzewo lub inna przeszkode w Diablo a w Bercie trzeba bylo
troche wiecej sily lub szybkosci (pisze troche bo nie mierzylem dokladnie
ile).
> Nowe diablo, choć nie pływałem, na zwałkach nie ma moim skromnym zdaniem
> startu do Berta - nie ten kształt i tyle. Wystarczy spojrzeć i od razu ma
> człowiek perspektywę tej - wspomnianej przez ciebie - ciężkiej harówy na
> drzewku.
>
Ok Skoro tak uwazasz:
"Wystarczy spojrzeć i od razu ma człowiek perspektywę tej - wspomnianej
przez ciebie - ciężkiej harówy na drzewku."
Pozwole sie z toba nie zgodzic. Spojrz na wda kajkai z profilu Diablo II i
Salto 2001 ktory jest szybszy? Dla mnie z wyglady Diablo II popierwsz
ejest dluzsze dziub spokojniej sie unosi do gory itp. Ale blad kajaki maja
porownywalna predkosc, jezeli jest jakas ruznica to minimalna. Tak samo
moze byc z nowym Diablo plaskie lekko krawedziowane dno dziub
wystarczajaco wysoki na zwalki kajak moze byc duzo szybszy niz myslisz
napewno zwrotniejszy od Berta (bazyje tylko na ruznicy w dnie plaskie dno
zawsze bedzie bardzej zwrotne niz okragle). Tak jak pisalem kupuje troche
w ciemno bo nim nie plywalem jak mi sie nie spodoba to kupie Pierwsze
Diablo.
> > Pragne podkreslic ze to moje przywatne zdanie odnosnie Berta nie mialem na
> > mysli nikogo obrazic poprostu uwazem ze pierwsze Diablo jest duzo leprze.
>
> Nie obrażam się, luzik :) A nawet jestem gotów zgodzić się z Tobą, że
> pierwsze Diablo jest o niebo lepsze niż Bert. Niestety, kolejne modele
> mogą za Bertem rzutkę wozić.
>
> Pozdrowionka
>
ps. pisales cos o Speedo mam pytanie slyszalem ze dno potrafi sie falowac
czy zauwazyles cos takiego?
Pozdro
> ps. pisales cos o Speedo mam pytanie slyszalem ze dno potrafi sie falowac
> czy zauwazyles cos takiego?
Zgadza się, mam ten "problem". W cudzysłowie, bo przy moich skromnych
umiejętnościach technicznych, trybie pływania (tylko zwałki) i braku
porównania z "nipofalowanym" modelem nie jestem w stanie w żaden sposób
określić, na ile ten niuans zaburza właściwości kajaka.
> Piszac tania niemialem namysli ceny tylko jakosc
Co do całości poruszonego zagadnienia, możemy sobie dyskutować do bólu i
jeden drugiego nie przekona, bo liczą się indywidualne preferencje. Co do
powyższego stwierdzenia muszę jednak stanowczo zaprotestować. Jakość
produktów eskimo i zeleznego jest - wg moich skromnych doświadczeń -
nieporównywalna. Na korzyść zeleznego, choć to może trochę obrazoburcze.
Mój osobisty bert w ciągu 4 sezonów (od wiosny do wiosny) pływania po
najostrzejszych możliwych zwałkach dorobił się jedynie kilku głębszych
rysek w dnie, żadnych zniekształceń skorupy, wklęśnięć, pęknięć. Nowe
modele eskimo tymczasem (nabyte w ciągu ostatniego roku - dwóch) to:
pofalowane dno, kratery i inne wklęśnięcia w skorupie nie wspominając o
takim niuansie jak beznadziejne naklejki, które odłażą po pierwszym
posmakowaniu wody. Wg moich kryteriów, to właśnie jest taniocha i
badziewie. Ja już przestałem się dziwić, że eskimo można kupić w Polsce za
tak niewielkie pieniądze. Chcesz wydać mało - polecam. Chcesz kupić dobry
kajak - odradzam.
Żeby być całkowicie uczciwym, muszę dodać, że dwóch kumpli pływa cerro i
bardzo sobie chwalą ten kajak. W przypadku diablo i speedo znam natomiast
kilka mało pochlebnych opinii (w tym moja własna)
Aco ty Adach się taki cięty zrobiłeś na to Eskimo. Nic ci w nich chyba nie
pękło? Rysy przecież robią się na każdym polietylenie i Bert nie jest tu
wyjątkiem. Moim zdaniem polietylen Bertoski jest bardziej miękki więc
podatniejszy na rysy.
Jednak w Eskimakach zdarza się że dno robi się lekko wklęsłe. Nie jest to
jednak wina materiału tylko kształtu dna. W eskimo jest wypukłe a w Bercie
płaskie. Wot i cała tajemnica. Natomiast przy pływaniu zwałek to nie
przeszkadza.
Do Jagmina.
Najpierw popływaj Bertem i Eskimo. Jeśli twoje nogi wytrzymają 5-6godzin
w pozycji wyprostowanej to zdecydowanie bierz Berta jesli nie to polecam
Eskimo. Jakie Eskimo? To zależy od twoich gabarytów. Eskimo popływasz u
Przemasa - zresztą cię już zapraszał. Ma chyba wszystkie modele. Na Berta
umów się z Luksferem.
Oczywiście można niekiedy gdzieś wyrwać stare Diablo lub Cerro ale
najczęsciej są one już nieźle zryte a i cena nie zachęcado kupna. Ostatnio
stare Cerro było do kupienia za 1500 zł. Biorąc pod uwagę że jest to
prawie to samo co Bert to za te same pieniądze masz nowego Bercika.
Jak to zaprzestało?
> dziś technologia
> się zmieniła i eskimo i prijon albo zjadą z ceny lub zaprzestaną produkcji.
Co to znaczy? Chodzi o to, że mają być mniej trwałe?
Radek
Nie zrobiłem się cięty, tylko poczułem się dotknięty :) Że pływam (czasem)
tanią (cytuję: "pod względem jakości a nie ceny") kopią eskimo. No to
napisałem szczerze, co myślę o jakości wypasionych (rzekomo) produktów
legendarnej (rzekomo) firmy eskimo. Nic mi nie pękło, fakt, ale wgniotło
się, pofalowało, wklęsło i obdarło. A może z 10 razy kajak był na wodzie.
Co to za różnica, Giz, czy to kwestia polietylenu, czy konstrukcji. Jeden
pies. Tak czy siak, nie świadczy to najlepiej o jakości łódki, chyba się
zgodzisz? W miękkim bercie jakoś nic takiego mi się nie przytrafiło, a
pływam nim od dawna.
Drugi raz?!
Z tego co słyszałem to padło parę lat temu i przejął ich Rikutec.
Radek
W moim Cerro nic się nie dzieje oprócz coraz większej ilości rys. Nie
szanuję kajaka, lekki też nie jestem.
Ale widziałem Diablo z dnem co najmniej nieciekawym, faktycznie były
jakieś wyraźne wklęśnięcia.
A naklejki faktycznie denne.
Radek
Czyli kopnąłem leżącego? Ups...
pozdr
>> Drugi raz?!
>> Z tego co słyszałem to padło parę lat temu i przejął ich Rikutec.
>>
>> Radek
>>
>>
> Owszem, ale teraz padło na dobre.
Szkoda.
Radek
Przez przypadek przegladalem ostatio angielskiego ebay. i bylo do kupienia
w Cuntebury Pierwsze diablo poszlo ponizej 100 funtow tak jak pisalem
uwazem ze to moze byc dla ciebie najlepsza droga zwlaszcza ze sezon
zaczyna sie na wiosne (Ja plywam caly rok i zima mi niestraszna puki niema
zaduzo ludujest super). Jak Poszukasz to so kurierzy ktorzy za 100 funtow
przywiza ci kajak.
Pozdro
Pozdro Tygrys
Moskito dłuższe (3,20 )od Rapida (3,0 )w związku z czym wyporniejsze (
przydaje sie przy skakaniu progów) z kolei Rapid troszke zwrotniejszy i
łatwiej go "przytopić" pod niska przeszkodą -:)ogólnie Lettmanny są dość
"ciasne" ale dzieki temu dobrze sie 'czuje " kajak (nie wylecisz z niego
przy eskimosce-:))pływam( najczęsciej) Rapidem mimo że mam 178 cm i ważę
95 kg (ostatnio prawie 7 godzin na wodzie ) i tragedi nie ma -:) na torze
w Drzewicy pływałem Eskimo Diablo( nowe) i nie czułem sie komfortowo o
wiele lepiej pływało mi sie Eskimo Kendo (mimo że raczej jestem za ciężki
do takiego kajaczka) jest tak jak pisza koledzy musisz potestować różne
jednostki ( teraz raczej nie ma z tym problemu) i wtedy sobie dobierzesz
kajaczek -:) ( bardzo dobrze pływało mi sie Diablo 2 )
Ja mały nie jestem, a pływałem dość długo RPMem i wcale się nie męczyłem.
Wręcz przeciwnie.
--
I co? Jak on na zwałkach sobie radzi?
Ja jestem normalny ;-)
Staram się pływać wzdłuż rzek, a nie w poprzek.
RPMa używałem do tego, do czego go zaprojektowano:
pływałem nim w górach, praktycznie wszystko.
--
Ale tu bylo pytanie o zwalki a nie gory.
Czy plywales zwalki w RPM?
Weź Chłopie nie zawracaj głowy, tylko czytaj ze
zrozumieniem. Było stwierdzenie, że RPM jest wygodny dla
osób niedużych i w odpowiedzi na to pytanie odpisałem,
że mały nie jestem, a w RPMie było mi bardzo wygodnie.
W kajaku jest wygodnie niezależnie od tego, czy on
płynie po rzece nizinnej, czy górskiej. Ja nie pływam
"zwałek", bo czegoś takiego nie ma. Tzw. "zwałki" to są
"rzeki nizinne".
--
Nie mecze tylko sie dopytuje. Mam RPM-a z calym szcunkiem kajak jest
swietny na gory. Nie uzywam go jednak wiec sie zastanawiam na ile dobry
bedzie na "rzeki nizinne" ze zwalonymi drzewami lub innymi przeszkodami.
Jak sobie radzi na przeszkodach? Jezeli dobrze to go przywioze jak nie to
sie zastanowie co z nim zrobic.
Czy mozesz mi pomuc czy nie sprawdzales RPM-a na "rzekach nizinnych".
A kto wprowadził, przepraszam, oficjalny podział wszystkich rzek na
górskie i nizinne? I kto powiedział, że to jedynie słuszny podział? I co z
rzekami, które płyną przez pogórza, wysoczyzny, wyżyny, też nazywasz je
nizinnymi? Co z rzekami, które wykazują "górski charakter" tylko w swojej
części? Co z Wisłą, która łączy góry z morzem? :P Ewolucja języka polega
między innymi na tym, że powstają pojęcia opisujące / precyzujące inne
pojęcia. Tak, rzeki zwałkowe to częstokroć rzeki nizinne (choć nie
zawsze), ale samo pojęcie "rzeka zwałkowa", opisujące konkretny rodzaj
cieku, zostało całkiem dobrze zdefiniowane, wsparte szeregiem artykułów w
prasie i internecie, materiałów zdjęciowych, wieloma przedsięwzięciami, a
nawet częściowo "skatalogowanym" opisem technik zwałkowych. Istnieje co
najmniej kilka serwisów internetowych poświęconych kajakarstwu zwałkowemu.
Twierdzenie, że nie istnieje coś takiego jak "rzeka zwałkowa" jest w tym
momencie nie tylko butne i ograniczone, ale w ustach kajakarza równie
niezrozumiałe, co twierdzenie, że kajak to po prostu kajak, a coś takiego
jak np. kajak morski nie istnieje.
Oczywiście. Można na nowo wymyślać wiele rzeczy. Na przykład "odkryć"
pływanie na kanadyjce i nazwać to "kanuizm". Ale nie zmienia to faktu,
że to, co jest nazywane "pływaniem zwałkowym" istniało w polskim
kajakarstwie od zawsze. Rzeki zwałkowe nazywały się "uciążliwe" (i dalej
można tak na nie mówić). Ja mam takie wrażenie, że termin "zwałka" został
wprowadzony celem autopromocji i podbudowania swojego ego ;-)
Zawsze można uważać się za kogoś wyjątkowego, kto nie pływa "zwykłych"
rzek, tylko "zwałki".
--
> Jak sobie radzi na przeszkodach? Jezeli dobrze to go przywioze jak nie to
> sie zastanowie co z nim zrobic.
Z przeszkodami radzi sobie kajakarz, nie kajak.
> ... czy nie sprawdzales RPM-a na "rzekach nizinnych"...
Przecież sam to dobrze wiesz, skoro masz RPMa i nim pływasz.
Jakoś nie wierzę, że pływając po górach spływasz tylko "momenty"
a obnosisz odcinki spokojniejsze. A rzeka nizinna to przecież
to samo, co spokojniejsze odcinki rzeki górskiej.
--
Od zawsze, to znaczy od kiedy? Od Mieszka, od Jana Pawła II? Rzeki
zwałkowe istniały od zawsze, choć - fakt - tak się jeszcze nie nazywały :)
Kajakarstwo zwałkowe to wynik natomiast zmieniającego się świata, pojawiło
się wraz z nowym rodzajem sprzętu, większą jego dostępnością i dla mnie
jest dziś odrębną odmianą kajakarstwa. O nieostrym przebiegu granic,
oczywiście, jak wszystko. Tymniejmniej różniącą się zdecydowanie od
pokonywania zawalonej drzewami rzeki składakiem, brodząc w wodzie i
przeciągając kajak między drzewami (choć ten rodzaj kajakarstwa też
kocham).
Tak samo jak istnieje dla mnie pojęcie "kajakarstwa szuwarowego" (które w
moim osobistym kodzie oznacza coś konkretnego, coś co rozumiem i co sam z
chęcią uskuteczniam), tak samo istnieje dla mnie pojęcie "kajakarstwa
zwałkowego". Ten otwarty kod nie służy mi do podbudowywania ego, tylko
porozumienia z osobami, które tym samym pojęciem się posługują. I mogą
wskazać mi np. fajną rzekę zwałkową na swoim terenie, a ja będę mniej
więcej spodziewać się co to za rzeka. Skoro ja, i całkiem spora grupa
ludzi w Polsce posługuje się tym określeniem, jak chcesz nam wmówić, że
ono nie istnieje?
Samo pomianą kajakarstwa
> Rzeki zwałkowe nazywały się "uciążliwe" (i dalej
Zgadza się, skala uciążliwości rzeki jest cały czas bardzo przydatna i
często wykorzystywany w kajakarstwie zwałkowym. Stopień uciążliwości
pozwala często odróżnić nizinną rzekę zwałkową od nizinnej rzeki
niezwałkowej.
To zdanie prosz� uwa�a�, nomen omen, za nieistniej�ce :) Nie wiem sk�d si�
wzi�o i co oznacza. Kto� musia� mi je dopisa�...
Myślę, że naszej toruńskiej ekipce, głównie Gizbernowi i Kiełpie wraz z
moją skromną osobą, udało się spłynąć kilkoma rzeczkami, którymi żaden
kajakarz dotychczas nie płynął. Proszę często o kontakt osoby, które
kolejnym nieznanym ciekiem spłynęły przed nami, jak dotąd nikt się nie
zgłosił. Myślę, że wielu kolegów zwałkowców ma podobne doświadczenia. Nie
jest to oczywiście odkrycie nowej rzeki, ale - być może - odkrycie dla
owej rzeczki (służącej niekiedy za śmietnik głównie) nowego
"zastosowania". Jak dla mnie, jest to jakiś rodzaj odkrycia (i wymyślenia
czegoś nowego), ale Tobie pozostawiam oczywiście pełną swobodę poglądów w
tej kwestii.
Skoro nikt ich nie spływał to jesteśmy odkrywcami faktu że mozna je
spłynąć.
Myślę, że wielu kolegów zwałkowców ma podobne doświadczenia. Nie
> jest to oczywiście odkrycie nowej rzeki, ale - być może - odkrycie dla
> owej rzeczki (służącej niekiedy za śmietnik głównie) nowego
> "zastosowania". Jak dla mnie, jest to jakiś rodzaj odkrycia (i wymyślenia
> czegoś nowego), ale Tobie pozostawiam oczywiście pełną swobodę poglądów w
> tej kwestii.
Tak naprawdę odkrywamy w ten sposób nasze małe ojczyzny, o kórych
zapomniał naród a są często bardzo urokliwe i co najważniejsze znajdują
się "w koło komina" tzn. do 20 km od miejsca zamieszkania.
Co do ego to zawsze myślałem że trzeba jechać w góry żeby je podbudować.
Bo na zwałkach to niby czym? Włażeniem kajakiem na drzewa? Ja by najmniej
nie widzę w tym nic ekstremalnego. No można by chyba jedynie
zwałkoholizmem zaimponować psychiatrze :)
Chociaż niektórzy faktycznie nazywają swoje grupy jako ekstremalne i to w
języku angielskim.
Co dokreślenia "zwałki" to przecież kiedyś to określenie istniało. Jak
rzeka była zawalona drzewami to kajakarze mówili że jest dużo zwałek.
Łatwiej chyba nazwać wyjazd na taką rzekę wyjazdem na zwałki niż wyjazdem
na rzekę nizinną z dużą ilością drewna, drzew i krzaków oraz starch
lodówek, opon i innych śmieci.
Z tego co pamiętam kajakarze górscy nazywają czasami rzeki górskie
kanałami mimo że nimi nie są. Wszyscy zainteresowani i tak wiedzą o co
chodzi.
> Jakoś nie wierzę, że pływając po górach spływasz tylko "momenty"
> a obnosisz odcinki spokojniejsze. A rzeka nizinna to przecież
> to samo, co spokojniejsze odcinki rzeki górskiej.
Ha! A odcinki rzeki nizinnej z "momentami" to to samo, co jaka rzeka?
Górska. W Skandynawii na przykład pełno takich.
--
> Od zawsze, to znaczy od kiedy? Od Mieszka, od Jana Pawła II?
Od przed-wojny, kiedy zaczęto uprawiać w Polsce kajakarstwo.
> ...Kajakarstwo zwałkowe to wynik natomiast zmieniającego się świata, pojawiło
> się wraz z nowym rodzajem sprzętu, większą jego dostępnością
I tu jesteś w "mylnym błędzie", bo ja na przykład kajakarstwa nizinnego
nauczyłem się w roku 1985 na kursie. Nie była to zresztą jakaś ogromna
"nowość", bo wcześniej pływając sam-sobie też pewne techniki pokonywania
drzew "wymyśliłem". Piszę "wymyśliłem", bo większość tych technik to nie
są żadne "techniki" tylko zwykła zachowanie siedzącego w kajaku człowieka,
który napotyka na swojej drodze przeszkodę.
--
Ty nie, ale zapewniam Cię, że cała masa ludzi widzi.
Nawet kaski zakładają ;-)
--
Nikt Wam tego nie odmawia. Tylko, �e to nie jest �aden "nowy rodzaj
kajakarstwa".
Od pocz�tku turystyki kajakowej ludzie to w�a�nie robi�.
--
Na wiele rzeczek, którymi pływamy od jesieni do wiosny, bez odpowiedniego
sprzętu, czyli jeszcze kilka, kilkanaście lat temu nie byłoby żadnego
sensu się zapuszczać, zatem mamy do czynienia z czymś nowym (stosunkowo),
to miałem na myśli. Łatwiejszy dostęp do odpowiedniego sprzętu sprawił, że
rozwinęła się dziedzina, pod którą podwaliny może kładłeś już w 85, a może
ktoś kładł i 50 lat wcześniej (każda dziedzina aktywności ma gdzieś swoje
korzenie).
Kajakarstwo zwałkowe jest określeniem bardziej szczegółowym niż
kajakarstwo nizinne, ma swoje (luźne) założenia, swoje rzeki, swój sprzęt
(zaadaptowany częściowo z kajakarstwa górskiego), a co najważniejsze -
coraz większe grono entuzjastów, często rekrutujących się spośród
kajakarzy szuwarowców, którzy po latach pływania rzekami nizinnymi chcą
nagle posmakować czegoś INNEGO (podkreślam), a na góry czują się może za
ciency...
> Nie była to zresztą jakaś ogromna
> "nowość", bo wcześniej pływając sam-sobie też pewne techniki pokonywania
> drzew "wymyśliłem". Piszę "wymyśliłem", bo większość tych technik to nie
> są żadne "techniki" tylko zwykła zachowanie siedzącego w kajaku człowieka,
> który napotyka na swojej drodze przeszkodę.
No nie, to samo ktoś mógłby powiedzieć o kajakarstwie górskim, że tu nie
ma żadnej techniki, tylko zwykłe zachowanie osoby wsadzonej do plastikowej
skorupy i puszczonej w dół rwącej rzeki (ja tego nie twierdzę, żeby była
jasność). Kajakarstwo zawałkowe ma swoje techniki, a że większość z nich
jest intuicyjna... cóż - w kajakarstwie górskim jest inaczej? Istnieje
wiele sposobów pokonywania zwalonych drzew, jak zapoznasz się z
podstawami, zastosujesz do rad bardziej doświadczonych kolegów, poćwiczysz
trochę, robisz to szybciej i składniej. Po prostu nabierasz pewnych
umiejętności, szlifujesz technikę, czyż nie?
Ja się tego uczyłem, nie kładłem podwaliny. I sprzęt był już wtedy.
Był zawsze.
> No nie, to samo ktoś mógłby powiedzieć o kajakarstwie górskim, że tu nie
> ma żadnej techniki, tylko zwykłe zachowanie osoby wsadzonej do plastikowej
> skorupy i puszczonej w dół rwącej rzeki (ja tego nie twierdzę, żeby była
> jasność).
Jest zasadnicza różnica pomiędzy technikami manewrowania kajakiem,
a "technikami" przepychania się przez drzewa. Twoja sprawność na drzewie
zależy głównie nie od umiejętności technicznych, tylko od ogólnej
sprawności
fizycznej. Dla mnie sztuką jest pływanie tego, co nazywasz zwałkami w taki
sposób, żeby jak najwięcej pływać, a jak najmniej czołgać się po drzewach
i błocie - to drugie znacznie efektywniej robi się bez kajaka.
Ale jak popatrzysz na "techniki zwałkowe" chłodnym okiem, to okazuje
się, że na każdą z nich średnio inteligentny człowiek wpadnie po 2
minutach.
I nie musi się niczego uczyć, żeby je wykonać. Pływania "zwałkowego"
nauczyłem się na jednym, dwudniowym spływie, żeby sensownie manewrować
kajakiem potrzebowałem ponad roku intensywnego pływania w Drzewicy.
Tyle.
--
Nie, aby jednak porządnie pływać zwałkowo potrzebowałeś ponad rok
intensywnej nauki i jeszcze dwa dni. :)
--
spp
Otóż to, suma doświadczeń ;)
Jacku!
Po pierwsze jak kogoś nie znasz to się nie wypowiadaj na jego temat. Bo to
tylko źle świadczy o tobie.
Po drugie jak juz pisałem RPMa nie używam, choć uważam go świetny kajak to
nie dla mnie, bo mam leprze w góry a RPM nie gwarantuje dobrej zabawy nie
jest dobry do serfowania wodospady tez nie najlepiej i tak dalej można
wymieniać!
Po trzecie, JAKO DOSWIADCZONY KAJAKAZ o ile wogóle nim jesteś powinieneś
wiedzieć ze rzeki nizinne so tez o rożnym stopniu trudności. Bo są rzeki
bez przeszkód i z przeszkodami np. zwalonymi drzewami (ponieważ nie wiesz,
ale sie wypowiadasz to pozwól ze cie uświadomię) te drugie w Polsce
potocznie nazywamy zwałkami. A z pracy na uczelni powinieneś wiedzieć ze
niektóre wyrazy z czasem nabierają nowego znaczenia, STAD POJECIE RZEKI
ZWALKOWE możesz go nie używać jak go nie lubisz to trudno, ale to juz sie
stało i raczej mało, kto będzie mówił "rzeka nizina ze "zwalonymi"
drzewami". Pisze zwalonymi w cudzysłowie, bo to właśnie od tego wyrazu
pochodzi nazwa rzeki zwałkowej!
Po czwarte, jako człowiek rzekomo myślący powinieneś wiedzieć, ze w
jednych modelach kajaków łatwiej kajakarz pokona przeszkodę na rzece a w
innym trudniej. Dlatego pytałem sie o RPMa a moje pytanie dla ludzi mniej
lub niemyślących brzmiało: Czy model kajaka RPM jest kajakiem, w którym
łatwo sie pokonuje sie zwalone drzewa na rzece czy krztałt kajaka nie
pomaga?!
Po piąte rzeki spokojniejsze górskie to nie to samo, co rzeka nizina, ale
nie będę ci tego tłumaczył, bo jesteś za mało rozgarnięty żeby to
zrozumieć i szkoda mi czasu na to. Po za tym doświadczony kajakarz
"górski”, za jakiego sie podajesz musi znać te rużnice!
Po szóste NAUCZ SIĘ CZYTAĆ!!! Temat tej rozmowy nazywa się: ” Coś na
zwałki na początek.” Skoro nie wiesz co to są zwałki zanim wypowiesz
się na forum, żeby się nie ośmieszyć dowiedz się co to są zwałki!
Po siódme teraz naprawdę martwię się już nie tylko o szkolenie w polskim
kajakarstwie ale w ogóle o szkolenie w Polsce. Jeżeli ty pracujesz na
uczelni i to ze studentami a nie umiesz odpowiedzieć na proste pytanie to
co się dzieje jak jakiś student ma poważniejsze pytanie. Aż strach
pomyśleć. Przecież studenci dla ciebie to tak jak koty w armii tylko do
gnojenia!
Po ósme nie odpowiadaj, potraktuj moją wypowiedź tak samo jak pytania
retoryczne. Żebyś wiedział co to są pytania retoryczne podaję definicję z
wikipedii:
Pytanie retoryczne - figura stylistyczna i retoryczna; pytanie zadane nie
dla uzyskania odpowiedzi, lecz w celu skłonienia odbiorcy do przemyśleń na
określony temat, podkreślenia wagi problemu; ewentualnie pytanie, na które
odpowiedź jest oczywista.
Na koniec że by poprawić humor podzielę się z Tobą takim dowcipem
)):
-Co łączy elektryka uczelnianego i rzekę górską?
-PRĄD!
Pozdrawiam TYGRYS
> Jacku!
> (...)
Obawiam się, że już niedługo przeczytasz, że na niczym się nie znasz i
nie powinieneś się odzywać. Ale nie przejmuj się, nie jesteś jedyny. :-D
Radek
Ja tak. Tylko że zakładam kask po to żeby uniknąć wżerów na glacy. Chociaż
na Pierdziawce jak przywaliłem tricepsem w drzewo to miałam pięknego
siniaka. Gdyby to była głowa to może nie był bym w stanie napisać tych
kilku słów.
Próbowałem różnych czapek, czepków itp ale wszystko zostawało w gałęziach
a ja z gołą czachą płynąłem dalej zbierając kolejne blizny.
Niekiedy na "rzekach nizinnych" ;) można sobie z czegoś skoczyć a na dole
mogą czekać niespodzianki np ostre pale. Tu kask może się przydać.
To prawda najprawdziwsza. Choć na "ostre pale" najlepsza byłaby zbroja.
A kask może się przydać wszędzie.
--