podczas ubiegłotygodniowej wędrówki po Paśmie Radziejowej natknęliśmy się (wraz
z Wosią i Sławkiem Szyszło) na umieszczoną na drzewie, przy niebieskim szlaku
Rytro -> Prehyba, tabliczkę informującą o miejscu tragicznej śmierci w lipcu
(sierpniu?) 1990 r. 29-letniej przewodniczki wraz z dzieckiem. Tabliczkę
umieścił mąż z drugim dzieckiem.
Przystanęliśmy tam na chwilę w zadumie...... [']
Jeśli ktoś wie coś więcej, to chciałbym się dowiedzieć więcej nt. okoliczności
tej tragedii (oczywiście, jeśli nie jest dla kogoś zbyt bolesny temat). Pytam
bez podtekstów.
W googlach i archiwum precla nic nie znalazłem.
--
pozdrav.
Beneq
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
AFAIK na bodajże polanie Wdżary Niżne/Wyżne (nie pamietam), przy skałkach,
zostali rażeni piorunem.
Znam nazwisko męża, powiem tak - jest aktywnym uczestnikiem Forum TOPR ale
chyba bym nie odważył się go zapytać...
pzdr.
Tomek D
--
Mój adres: http://cerbermail.com/?z2zDEcPbJl
GG 1538661 http://tdygala.republika.pl
>Użytkownik "Beneq" <beneqW...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
>news:5bdd.00000a...@newsgate.onet.pl...
>> podczas ubiegłotygodniowej wędrówki po Paśmie Radziejowej natknęliśmy się
>> na umieszczoną na drzewie, przy niebieskim szlaku
>> Rytro -> Prehyba, tabliczkę informującą o miejscu tragicznej śmierci w lipcu
>> (sierpniu?) 1990 r. 29-letniej przewodniczki wraz z dzieckiem. Tabliczkę
>> umieścił mąż z drugim dzieckiem.
>>
>> Jeśli ktoś wie coś więcej, to chciałbym się dowiedzieć więcej nt. okoliczności
>> tej tragedii
>
>AFAIK na bodajże polanie Wdżary Niżne/Wyżne (nie pamietam), przy skałkach,
>zostali rażeni piorunem.
>Znam nazwisko męża, powiem tak - jest aktywnym uczestnikiem Forum TOPR ale
>chyba bym nie odważył się go zapytać...
U Mościckiego - akurat miałem w plecaku - stoi napisane: "Za Polaną
Wdżary Wyżne (Nadzwory) przy szlaku tabliczka na miejscu, gdzie piorun
zabił Iwonę Kamińską - przewodniczkę beskidzką z Krakowa i jej
2,5-letniego syna."
pochylając głowę,
zbooy
--
Szymon 'Zbooy' Madej -- ysmadej[małpka]cyf-kr.edu.pl
OZSR => http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/
Szersze spojrzenie => http://www.cyfronet.krakow.pl/rowery/panoramy/
Stara Górska Biblioteczka => http://pepperoni.fm.pl/zbooy/gory/biblio/
> podczas ubiegłotygodniowej wędrówki po Paśmie Radziejowej natknęliśmy się
(wraz
> z Wosią i Sławkiem Szyszło) na umieszczoną na drzewie, przy niebieskim
szlaku
> Rytro -> Prehyba, tabliczkę informującą o miejscu tragicznej śmierci w
lipcu
> (sierpniu?) 1990 r. 29-letniej przewodniczki wraz z dzieckiem. Tabliczkę
> umieścił mąż z drugim dzieckiem.
>
> Przystanęliśmy tam na chwilę w zadumie...... [']
>
> Jeśli ktoś wie coś więcej, to chciałbym się dowiedzieć więcej nt.
okoliczności
> tej tragedii (oczywiście, jeśli nie jest dla kogoś zbyt bolesny temat).
Pytam
> bez podtekstów.
Podobna tabliczka (w kamieniu bodajże) jak dobrze pamiętam jest na górze
Hali Pisanej czy pod nią idąc w kierunku Rytra (kilkanaście m od góry). Jest
tam faktycznie napisane że kobieta z dzieckiem (?) została porażona
piorunem. Więcej szczegółów nie pamiętam choć byłem tam 3 msc temu. Jak będe
za kilka dni na Łabowskiej to postaram się tam podejść.
--
Pozdrawiam
Szymon
---------------------------------------------------------------
Bacówka na Krawcowym Wierchu http://krawcow.pttk.pl
Schronisko na Hali Łabowskiej http://halalabowska.pttk.pl
Schronisko na Przełęczy Przegibek http://przegibek.pttk.pl
Katalog Stron Turystycznych http://katalog.pttk.pl
GG: 2461026
---------------------------------------------------------------
Iwona pochodzila z mojego kola (SKPG Kraków), byla blachowana w 1981 roku,
miala II. klase, a zginęła 16 VIII 1990.
[']
pozdr,
--
Pawel Brzozowski - Brzoza
------------------------------------------------
portal e-gory.pl - najwyzszy poziom górski
http://www.e-gory.pl , por...@e-gory.pl
tlen: e-gory
> AFAIK na bodajże polanie Wdżary Niżne/Wyżne (nie pamietam), przy skałkach,
> zostali rażeni piorunem.
Tak, trochę ponad pol. Wdżary Wyżne - w lesie na grzbiecie niedaleko podejścia
przed skałami (IIRC - Wietrzne Dziury).
> Znam nazwisko męża, powiem tak - jest aktywnym uczestnikiem Forum TOPR ale
> chyba bym nie odważył się go zapytać...
Nie pytaj.....
Dzięki.
Rok wczesniej spotkalam ja kilkakrotnie na trasie razem z dzieckiem... Sama
mialam wtedy 3 latka, wiec zapamietalam tlyko obraz Starych Wierchow i pania
z wielkim plecakiem, z przyczepionym do niego nocnikiem i z malym
dzieckiem... Kilka lat pozniej tata napotkal ta sama tabliczke...
> (sierpniu?) 1990 r. 29-letniej przewodniczki wraz z dzieckiem.
> Tabliczkę umieścił mąż z drugim dzieckiem.
>
> Przystanęliśmy tam na chwilę w zadumie...... [']
>
> Jeśli ktoś wie coś więcej, to chciałbym się dowiedzieć więcej nt.
> okoliczności tej tragedii (oczywiście, jeśli nie jest dla kogoś zbyt
> bolesny temat). Pytam bez podtekstów.
Burza morze być niebezpieczna zarówno w górach, jak i na nizinie. Ale
skoro tu o górach, to znam podobny tragiczny przypadek śmierci naszego
kolegi Waldka Balcerowicza z Oddziału PTTK w Wągrowcu - krajoznawcy i
instruktora ZHP, który zginął od pioruna w Bieszczadach w drodze z
Halicza na Krzemień. Tabliczki pamiątkowej w miejscu tej tragedii nie
umieszczono. W sieci znalazłem jedynie lakoniczną wzmiankę o Waldku i o
tym tragicznym wydarzeniu:
"Idea otwarcia w Wągrowcu muzeum zrodziła się w okresie międzywojennym
wśród członków Akademickiego Koła Pałuczan. Dopiero jednak po wojnie,
dzięki zabiegom członków Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Pałuckiej,
przyobleka się w realne kształty. Miejscowi regionaliści z początkiem
lat siedemdziesiątych rozpoczęli też gromadzenie eksponatów związanych z
dziejami i kulturą regionu. Muzeum otwarto 1 października 1987 roku.
Jego szefem został Waldemar Balcerowicz, harcerz, zapalony turysta i
nauczyciel Liceum Ogólnokształcącego w Wągrowcu. Człowiek powszechnie
lubiany i cieszący się szacunkiem.
Pierwsze muzealne wystawy były przygotowywane przez pracowników Muzeum
Okręgowego w Pile. Eksponaty również pochodziły z Piły. Wągrowieckie
muzeum szybko jednak dorobiło się własnych zbiorów. Tego momentu,
niestety, nie doczekał Waldemar Balcerowicz, który zginął w górach,
śmiertelnie raniony piorunem. Nowym szefem muzeum została Zofia Zawol."
żródło: http://www.gp.pl/prasa/gp/dokpub/00-06-05/pila/088.html
--
Pozdrawiam
Lech
rugala (ma) wp pl
http://kspoz.prv.pl - strona Klubu Sudeckiego z Poznania
Pozdrowienia Krzysiek Bienkowski
----------------------
"Musimy wracać szlakiem tak jak przyszliśmy, a wiec mamy do pokonania
Pośredni i Skrajny Granat. Musimy zdążyć zanim burza zwali się na nas. Kiedy
puszczamy się biegiem zauważam, że ostre krawędzie skał zaczynają świecić
delikatną różową i seledynową poświatą. Im wyżej wbiegamy na Pośredni Granat
tym świecenie wyraźniejsze a czasami widać kilkucentymetrowe ogniki
wypływające z wierzchołków skał. Widzę je pierwszy raz w życiu i żałuję, że
nie mogę się nimi pozachwycać tylko wiać.
- Są już ognie świętego Elma! - krzyczę do Forsayta - Szybciej!
Biegniemy do utraty tchu. Burza ogarnia nas na zejściu z Pośredniego. Piorun
wali w jego wierzchołek, ogniki gasną a my siadamy na tyłkach ogłuszeni
gromem.
- W porządku? - Pyta Forsayt.
- Tak! Zabierajmy się stąd.
Wbiegamy na Skrajny Granat. Czy zdołamy z niego zejść? Zaczyna się ulewa i
robi się widno od błyskawic. Nie to, żeby oświetlały nam drogę co jakiś
czas. Wyładowania zachodzą w chmurach i to one świecą. Gdy błyskawica jest
bardzo blisko to tracimy na chwilę wzrok. Padamy mimowolnie na ziemię. Nic
na to nie można poradzić choć wiem, że jeśli już błysnęło to jest za późno
na chowanie głowy w piasek. Huk grzmotów jest przepotężny. Nie słyszę ich a
raczej odczuwam w całym ciele. Pomiędzy grzmotami narastają stopniowo
ogniki. Przeskakują ze skał na mój czekan i z powrotem. Zaczynamy już
schodzić w dół. Forsayt idący przede mną ma nad głową jasną aureolę. Czy za
chwilę będziemy już w niebie?
Czuję lekkie klepniecie w kark i czekana przeskakuje ku ziemi piękna
złotoniebieska iskra. W tym samym momencie piorun wali w szczyt Skrajnego a
my padamy na ziemię kuląc się odruchowo. Kiedy odzyskuję wzrok i słuch,
widzę Forsayta, który siedzi oszołomiony i rozgląda się nieprzytomnym
wzrokiem.
- Jesteś cały? - krzyczę.
- Chyba tak.
- To biegnij dalej! Drugi raz się nie uda.
Zsuwamy się stromą ścieżką po mokrych, śliskich skałach gnani strachem.
Osiągamy żleb z wielkim jęzorem śniegu. Nie zatrzymując się zaczynam
zjeżdżać na tyłku mając nadzieję, że uda mi się wyhamować przed uskokiem
kryjacym sie w ciemnosciach. Forsayt waha się chwilę ale rusza za mną. Widzę
już koniec śniegu, hamuję i schodzę na bok z drogi zjazdu towarzysza.
Zjeżdżając moim śladem Forssayt osiąga znacznie większą prędkość i
rozpaczliwie hamuje. Pęd wyrywa mu czekan z ręki. Na szczęście udaję mu się
obrócić na brzuch i zatrzymać się tuż przed kilkumetrowym uskokiem.
Dzięki temu zjazdowi, w zasadzie już wymknęliśmy się z paszczy potwora. Nad
nami kłębią się czarne chmury wciąż rozbłyskujące i huczące złowrogo. Ale
dopiero na Czarnym Stawem zatrzymujemy się na chwilę. Ulewa słabnie i burza
oddala się na wschód. Dopiero teraz uświadamiamy sobie jej potęgę. Mieliśmy
dużo szczęścia. Mokre z wierzchu ale nie przemoknięte kurtki i spodnie
stanowiły dobry przewodnik elektryczności i odprowadzały ładunki do Ziemi."
--------------------
Ciekawe jest zjawisko samego wyładowania. Mówi się potocznie, że to piorun
uderza w Ziemię. W rzeczywistości najpierw ku ziemi spływa kilka małych
wyładowań zwanych "liderami" a dopiero potem następuje główne wyładowanie od
Ziemi ku chmurze drogą najsilniejszego lidera.
Niezle! Kawal fajnego tekstu :)
Burza zawsze mnie fascynowala. Bardzo rzadko ktos ma okazje doswiadczyc
tego czego doswiadczyliscie i... przezyc.
Kiedys uderzylo w drzewo w odleglosci okolo 50m odemnie. Huk byl
niesamowity,
ziemia sie trzesla, powietrze drgalo, krzaki swiecily... a to nie bylo w
gorach!
Wyobrazam sobie co musialo sie wtedy dziac na tych granatach.
Piotr Czernik
Odemnie tez kiedys duplo... na szczycie Stołowa w smreka jakies 30 metrow
obok !!! Jasny ognisty blask i niesamowity huk... achhh ciary mne
przechodza...
Zdravim
Jacko
Dodam tylko ze znalem ja, i byla to jedna z sympatyczniejszych osob
znanych mi w gorach i nie tylko...
Pozdrawiam Tomek
Dwa latka temu szedłem z paroma znajomymi na Czerwone z Małej Łąki. Rano
(wcześnie) parę razy zagrzmiało, ale były to daleko i później parę godzin
ciszy. Na Przeł. Kondrackiej mieliśmy mały rest. Razem z nami było ok. 25
osób. Właśnie wstawaliśmy. Nagle jak walnęło (takiego grzmotu jeszcze nie
słyszałem) i ... wszyscy, którzy stali, w
najwyższym punkcie ciała poczuli "coś". Ja akurat w ręce, bo pokazywałem
właśnie na Kopę. Niektórym też stanęły nagle włosy. I potem chwila
refleksji - mieliśmy niezle szczęście - wyładowanie było na tyle blisko, że
je czuliśmy, a na tyle daleko ..., że nikomu się nic nie stało :)
Potem tylko szybka decyzja - spadamy stąd ... No i szybciutki powrót w
narastającym deszczyku.
Później miło powspominać, ale chyba powtarzać nie chcę ;)
Norbert
>Na Przeł. Kondrackiej mieliśmy mały rest.
Mały rest nie jest zły. Potem lepiej się proceduje.
--
uzdrawiam
Grzesiek
adres: Grzegor...@ifj.edu.pl
"Myślę, że małżeństwo homoseksualne jest czymś,
co powinno odbywać się między mężczyzną i kobietą"
Arnold Schwarzenegger