Zastanawiam się pod wpływem innego wątku, ile prawdy jest w tych worach po 40
kg noszonych przez dzielnych turystów prze tydzień abo i dwa.
Mi się zdarzyłó kilka razy ważyć swój niemały plecak i waga oscylowała pomiędzy
9 a 12 kg, a podczas wyprawy w Pireneje, z żarciem na tydzień 17.
Ważyliście kiedyś napakowane plecaki?
Jestem ciekaw, ba jak na mój gust 40 kg to spora przesada, chyba że ma się same
puszki (circa 80 sztuk dużych puszek), płyny (80 piw w puszce) albo szpej (80
dużych heksów).
pozdro,
Art.
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Waga mojego plecaka; podczas wyprawy dluzszej niz 7 dni; dochodzi do 18kg.
Jest to waga, ktora czuje sie na plecach, mimo tego iz slabeuszem nie
jestem, a regulacja jest ok.
Noszenie plecaka powyzej 20kg jest pewnie udreka.. no chyba ze jestes w
wojsku i major tak kazal..
Pozdrawiam,
Marcin
> Czołgiem!
Tankiem!
>
> ile prawdy jest w tych worach po 40
Jaki prowdy?
swinty prowdy, tyz prody, cy g... prowdy?
> Mi się zdarzyłó kilka razy ważyć swój niemały plecak
Mi się nie zdarzyło, ale powiem tak:
Radek, waga do 17 kg plus nosidełko f-my na A. nazywało się to Neste,
plus termos z kawą i jakieś duperelki, które żona skrzętnie upychała w
kieszeni nosidełka. Będzie ze dwajścia kilo?
Albo inaczej:
Trzydzieści butelek piwa Okocim (przedwojennych, niepasterytowanego) w
plecaku z aluminiowym stelażem firmy Polsport, plus wełniany sweter,
buty himalaje ze świeżo podklejoną podeszwą (miałem ich nie używać przez
24 h) i jakieś duperelki. Zaniosłem przez Zawrat do Pięciustawów, Kiedy
mi zdjęli plecak z grzbietu przybyło mi na wzroście z pięć centymetrów.
> Jestem ciekaw, ba jak na mój gust 40 kg to spora przesada,
Uważam, że trochę dźwigałem ale raczej tak w okolicach 30 kg max. Ale to
niech szpece mi wyszacują ciężar. Natomiast co do możliwości, to
osobiście mogę dużo. Odpowiednio zmotywowany zaniósłbym Cię Art. z
Kuźnic do Murowańca. Ino czy to o to lotto?
--
pozdrawiam
any
Znam osobiście jedną osobę, która twierdzi, że z takim
chodziła i jedną z opowiadań. Ja bym złożył się pod takim
ciężarem.
> Mi się zdarzyłó kilka razy ważyć swój niemały plecak i waga oscylowała pomiędzy
> 9 a 12 kg, a podczas wyprawy w Pireneje, z żarciem na tydzień 17.
Nie nosisz aparatu, lornetki i namiotu?
> Ważyliście kiedyś napakowane plecaki?
Zawsze, pod warunkiem, że mam wagę.
> Jestem ciekaw, ba jak na mój gust 40 kg to spora przesada, chyba że ma się same
> puszki (circa 80 sztuk dużych puszek), płyny (80 piw w puszce) albo szpej (80
> dużych heksów).
Da się. Można zapakować się w 25 kg bez ekstrawagancji
(samymi przydatnymi rzeczami), a pozostałe 15 dołożyć
jako zapasy.
--
Michał Wasiak
Witam
Wakacje w tym roku spedziłem w Norwegii (trzy tygodnie), zwiedzilem
poludniową część. Z racji ze leciałem samolotem, bylem obarczony pewnymi
restrykcjami, moj bagaz nie mogł ważyc więcej jak 27 kg. W plecaku mialem
wszystko (namiot, spiwor, mata, ciuchy, jedzenie itp.) Powiem szczerze ze
27 kg na plecach to dość znaczny i odczuwalny ciężar jak dla mnie, ale
stopniowo człowiek sie przyzwyczaja. Po tyg nie było juz tak źle ;)
pozdrawiam
misiek
Pozdrawiam
Krzysztof
pozdr.
Michał Siwicki
nie, po prostu jedzenia ubywało ;)
Swoją drogą rok temu jadąc w BIeszczady zważyłem plecak - wyszło 11kg i
to był chyba mój rekord. Kumplowi wyszło 19kg mimo że to ja miałem
namiot. Nieumiejętność selekcji tego co sie przydać może od tego z czego
raczej pożytku nie bedzie z męstwem i odwagą chyba wiele wspólnego nie
ma, podciągnąłbym to ewentualnie pod jakiś rodzaj samoumartwiania,
zresztą co ja tam moge wiedzieć? ;P
Takie moje 0,02PLN
ps. Art. jedziemy teraz w weekend? Odezwij sie plz
pozdro
--
"Bzyczące bzykanie dochodzące z wierzchołka drzewa nie oznacza wcale,
że skapnie ci się trochę miodu."
.....................
> Albo inaczej:
> Trzydzieści butelek piwa Okocim (przedwojennych, niepasterytowanego) w
> plecaku z aluminiowym stelażem firmy Polsport, plus wełniany sweter,
> buty himalaje ze świeżo podklejoną podeszwą (miałem ich nie używać przez
> 24 h) i jakieś duperelki. Zaniosłem przez Zawrat do Pięciustawów, Kiedy
> mi zdjęli plecak z grzbietu przybyło mi na wzroście z pięć centymetrów.
Hm, musiałem niedopracować sztuke pakowania - IMHO do takiego wchodzi
25+2(kieszenie boczne) sztuk układanego w "mituś" "Zagłoby" 500cl,
pasteryzowanego, przeterminowanego, zdobytego w nagrodę za surowce
wtórne (szkło) w latach "wojny" w budce na ulicy Słowiańskiej (Wrocek,
żeby nie było NTG - jest tam góra Wzgórze Partyzantów, a także ulica
Witkiewicza) i zataszczonego na własnym grzbiecie na plac tow. Engelsa
(http://tinyurl.com/9xevg tudziez akademik "Jaskinia" - żeby nie było
NTG), i przeszmuglowany (w górach tez kwitnie szmugiel - żeby nie było
NTG) do pokoju nr 23 (w którym się sypiało na karimacie - żeby nie było
NTG). Wzmiankowany napój powodował objawy zblizone do choroby
wysokościowej. (żeby nie było)
>> Jestem ciekaw, ba jak na mój gust 40 kg to spora przesada,
> Uważam, że trochę dźwigałem ale raczej tak w okolicach 30 kg max. Ale to
> niech szpece mi wyszacują ciężar. Natomiast co do możliwości, to
> osobiście mogę dużo. Odpowiednio zmotywowany zaniósłbym Cię Art. z
> Kuźnic do Murowańca. Ino czy to o to lotto?
To nie jest wyczyn - po drodze można niesionego "przypadkiem" kilka razy
upuścić (na przykład przy schodzeniu z Suchej Przełęczy) i podjąć z
powrotem pod progiem schroniska, przez co deklarowana życzliwość wydaje
się być watpliwa wobec rzeczywistego wysiłku. Droga odwrotna
świadczyłaby o autentycznym poświęceniu.
--
rAzor
> Znam osobiście jedną osobę, która twierdzi, że z takim
> chodziła i jedną z opowiadań. Ja bym złożył się pod takim
> ciężarem.
Nie wiem czy bym się złożył, ale jeśli to nie żarcie w metalowych, pancernych
puchach - to ja nie wiem czego można do p[lecaka napakowac żeby wyszło 40 kg.
> > Mi się zdarzyłó kilka razy ważyć swój niemały plecak i waga oscylowała
pomiędzy
> > 9 a 12 kg, a podczas wyprawy w Pireneje, z żarciem na tydzień 17.
>
> Nie nosisz aparatu, lornetki i namiotu?
Namiot miau kumpel, ja miałem ekwiwalentny (circa) wagowo sprzęt foto (canon
E50 plus filtry plus 20 filmów).
Lornetki nie potrzebuję, w moim wieku zmiany starcze powoduję dalekowzroczność,
choć gazetę czytam jeszcze trzymając ją w palcach u rąk a nie u stóp...
> Da się. Można zapakować się w 25 kg bez ekstrawagancji
> (samymi przydatnymi rzeczami),
Poproszę o listę - serio, serio.
> a pozostałe 15 dołożyć jako zapasy.
Znaczy co, kosmetyki i suszarka jakiejś dziuni na którą się ma ochotę?
> Mi się nie zdarzyło, ale powiem tak:
> Radek, waga do 17 kg plus nosidełko f-my na A. nazywało się to Neste,
> plus termos z kawą i jakieś duperelki, które żona skrzętnie upychała w
> kieszeni nosidełka. Będzie ze dwajścia kilo?
No to tyle rozumiem.
> Albo inaczej:
> Trzydzieści butelek piwa Okocim (przedwojennych, niepasterytowanego) w
> plecaku z aluminiowym stelażem firmy Polsport, plus wełniany sweter,
> buty himalaje ze świeżo podklejoną podeszwą (miałem ich nie używać przez
> 24 h) i jakieś duperelki. Zaniosłem przez Zawrat do Pięciustawów, Kiedy
> mi zdjęli plecak z grzbietu przybyło mi na wzroście z pięć centymetrów.
No tak, ale ja chciałbym uciąć dalsze dywagacje tego typu.
Pytanie nie było "ile najwięcej mieliście w plecaku" bo mi sie pewnie i z raz
czy dwa 30 kg zdarzyło przy transporcie żarełka do bazy, ale "z jakiej wagi
plecakiem pomykaliście po górach".
> > Jestem ciekaw, ba jak na mój gust 40 kg to spora przesada,
>
> Uważam, że trochę dźwigałem ale raczej tak w okolicach 30 kg max. Ale to
> niech szpece mi wyszacują ciężar. Natomiast co do możliwości, to
> osobiście mogę dużo. Odpowiednio zmotywowany zaniósłbym Cię Art. z
> Kuźnic do Murowańca. Ino czy to o to lotto?
Chyba nie.
Ekonomiczniej by było wnieść mój ekwiwalent w puszkach (circa 75 litrów piwa) i
zaszyć się gdzieś w kosówce na 3 dni.
> Nieumiejętność selekcji tego co sie przydać może od tego z czego
> raczej pożytku nie bedzie z męstwem i odwagą chyba wiele wspólnego nie
> ma, podciągnąłbym to ewentualnie pod jakiś rodzaj samoumartwiania,
Dokładnie!
Po wielu wyjazdach nauczyłem się pakować siebie i syna lat 13 w dwa plecaki -
mój circa 65 l i jego szturmowy 25l.
Kuba ma rzeczy przydatne od strzała i lekkie - kurtki, batoniki, kanapki,
reszta dyga łojciec czyli ja.
W moim plecaku mieszczą się dwa psiwory, nasze ciuchy, przybory do mycia, dwie
czołówki, mapy, żarło na tydzień, zapasowe buty etc..
Jak nocujemy w terenie - namiot przytraczam sobie pod plecakiem a obaj z młodym
mamy na górze przyczepione karimaty.
I to wszystko.
Mówiąc szczerze - nie przypominam sobie żebym kiedyś realnie poczuł wagę mego
plecaka albo się nią komuś wychwalał...
> ps. Art. jedziemy teraz w weekend? Odezwij sie plz
Upssss.
Czy ja przespałem coś poza epoką lodowcową?!? :O
pozdro,
Otzi
No to to rozumiem, ale to raczej wyjątkowa ekstrema i nie zdarza się zbyt
często, szczególnie w XXI wieku.
pozdro,
Art.
Ja tam nawet nie zaglądam i już nie patrzę co on pakuje bo mi się słabo robi.
Ale fakt ja mam wszystko w plecaku, nic na zewnątrz i łacznie z namiotem maks 18
kg a zazwyczaj nie przekraczam 13. A moj przyjaciel, plecak wypchany, namiot
podpięty, kutka podpieta, karimata podpięta. Więc co on tam wkłada sam nie wiem.
W plecaku wszytko poupuchane bez planu, słodyczy minimum czekolada plus ze trzy
wafelki (koniecznie Danuski) na dzień to obowiązkowo, bez słodyczy nie wytrzyma
:) i tony ciuchów i sprzętu, toporek 600gram, imbryczek z dzióbkiem (zawsze) z
400, kilka zup w woreczkach po poł kilo każda, aparat foto, mała lornetka, ba
wygrzebałem kiedyś nawet gumowce :) itd itd. No i dodatkowo wałówa, plus dużo
procentów bo góry wysokie, osady nisko a oni tam schodzić zbyt szybko nie
zamierzali. W każdym razie każdy targał 2 chlebki plus 4 litry :)
Cóż dotąd jeździł samochodem lub żeglował więc nie jest minimalistą, ale jak
kilka razy grzbiet go poboli to się nauczy. Ukraińska edukacja już go nauczyła,
ostatnio bagaż miał skromniejszy tak z 10 kg mniej leciutko.
Grzechotnik
> Zastanawiam się pod wpływem innego wątku, ile prawdy jest w tych worach po
40
> kg noszonych przez dzielnych turystów prze tydzień abo i dwa.
>
> Mi się zdarzyłó kilka razy ważyć swój niemały plecak i waga oscylowała
pomiędzy
> 9 a 12 kg, a podczas wyprawy w Pireneje, z żarciem na tydzień 17.
>
> Ważyliście kiedyś napakowane plecaki?
Owszem, mi kiedyś na lotnisku zważyli i ważył równe 40 kg.
Było to na wyjeździe w Alpy w roku 1985, kiedy to wieźliśmy ze sobą
dosłownie wszystko do żarcia, na miesiąc, bo na tenże miesiąc mieliśmy po
130 $.
Do tego szpej - lina raki, czekan itd.
Z takim plecakiem nie dało się chodzić, po prostu wgniatał w ziemię.
Z trudem doczołgałam się do "bazy" około 4 km po płaskim.
Innym razem przed 9-dniową "wyprawą" w Czarnohorę, kiedy na Ukrainie jeszcze
nie można było nic kupić i nawet chleb wieźliśmy ze sobą miałam plecak
ważący około 23 kg. Chodzenie z nim pod górę to była mordęga, zwłaszcza na
początku, ale potem był coraz lżejszy.
Teraz już "nie to zdrowie" i w tym roku na dwa tygodnie miałam plecak ważący
około 17-18 kg.
Jeszcze 2 puszki przywiozłam do Polski, bo z powodu deszczu skróciliśmy
pobyt w górach.
Inna sprawa że zmieniły się materiały z których robi się ciuchy.
No i jeszcze - niestety mam tendencję do zabierania zbyt dużej ilości
ciuchów.
Pozdrowienia.
Basia
Zdarzalo sie. Czasami dochodzil do 25 kg.
Raz nioslem przez dwie godziny plecak 40kg (zarcie dla grupy na x dni) -
pozniej przez dwa dni mnie plecy bolaly.
Choc tak pod 30 to zdarzalo sie nosic (20kg zwyklego plecaka + liny +
skorupy + szpej + raki + inne zelastwo), a nawet zjechac z takowym na
nartach z Kasprowego :-)
Bartek
Do dzis zaluje ze nie zwazylem plecaka. Ale na pewno bylo to dla mnie za
duzo i wyjazd wspominam bardzo zle pod tym wzgledem. Zreszta mialem takie
buty wtedy kupione dwa tygodnie wczesniej ze sportowego marketu z jakims
madi-texem, to po obozie podeszwy w nich po prostu pekly pod pietami.
Wyraznie wiaze ten fakt z ciezkim plecakiem, bo kolezanka - nieco wieksza
ode mnie - buty takie nosila przez rok bylo wzglednie OK.
--
Kapsel
kapsel(malpka)op.pl
Miedzy 15, a 20kg zaleznie od zaawansowania wyjazdu. Liczac ekwipunek
fotograficzny (tj. manualna lustrzanke ok 0,5kg plus 2 dodatkowe
obiektywy). W wersji ciezszej jakis kawalek namiotu (nie zdarzalo mi
sie samemu nosic calego).
Czasami dochodzily do tego jakies zakupy - z reguly bralem niemalo, bo
mialem miejsce. Max co mi sie zdarzylo to jakies 35kg. Przeszedlem z
tym jakies 5km - mialem wyraznie dosc. Na szczescie wiekszosc
'nadmiaru' to byla woda mineralna i chleb (wyjatkowo zdezorganizowana
grupa).
--
pzdr.
MiW
> No to tyle rozumiem.
Dodam, żem w tym roku z radością pozbył się nosidełka :-)
>
> Pytanie nie było "ile najwięcej mieliście w plecaku" bo mi sie pewnie i z raz
Jasne rozumiem. Zmierzam do tego, że w porywach serca, a zwłaszcza na
wiosnę, człek jest zdolny wytargać te 40 kg do góry, ale na długi
dystans to raczej nieciekawie się robi...
> Ekonomiczniej by było wnieść mój ekwiwalent w puszkach (circa 75 litrów piwa) i
> zaszyć się gdzieś w kosówce na 3 dni.
Na trzy dni nie dałoby rady. Pamiętając, że piwo daje szwung
motywowałbym się solidnine ekwiwalentem po drodze. I mam obawy czy w
takim przypadku dałbym rade dotrzeć do górnej granicy lasu...
--
pozdrawiam
any
Czerwiec tego roku Łopienka - rozbicie bazy
Ten sam plecak wypakowany cegłami szamotowymi po komin.
Jakieś 70 kilo (określiłem doświadczalnie podnosząc najpierw plecak a
potem kolegę, który był niewiele cięższy). Taskaliśmy to we dwóch na
drągu jak pierwotni ludzie nosili zdobycz z lasu :)
Pozdrtawiam
Lech
--
http://www.akt.waw.pl - Akademicki Klub Turystyczny SGGW
www.lech.rybienik.vel.pl - Moja strona domowa
>> Ważyliście kiedyś napakowane plecaki?
>
> Zawsze, pod warunkiem, że mam wagę.
^^^^^
To już wiadomo dlaczego im plecaki tyle ważą. Dobra waga musi swoje
ważyć.
--
Uzdrawiam
Paweł Suwiński
"470tką turystycznie HOWTO" (Mazury/Wisła) - dołącz do nas!
http://www.dracono.webpark.pl/470tka_turystycznie.html
> > Ekonomiczniej by było wnieść mój ekwiwalent w puszkach (circa 75 litrów
piwa) i
> > zaszyć się gdzieś w kosówce na 3 dni.
>
> Na trzy dni nie dałoby rady. Pamiętając, że piwo daje szwung
> motywowałbym się solidnine ekwiwalentem po drodze. I mam obawy czy w
> takim przypadku dałbym rade dotrzeć do górnej granicy lasu...
To chyba lepiej byłoby dogadać się z parkowymi, żeby nam znieśli ze 4 kosówki w
pobliże wejścia do parku.
Ze dwa świstaki na zagrychę też byłyby nie do pogardzenia, szczególnie jakby
jedna kosówka była uschnieta i nadawała sie do rozpalenia ogniska.
Około 30kg 'marszowo' - tak - Ukraina, obozy (z zapasami),
ale najczęściej - w lepszych minionych latach - pakowałem w "Skagena"
około 20kg, czasem z lekkim hakiem ( no bo i po co się ograniczać,
kiej 95 litrów i odrobinka - wówczas - kondycji ;-)
a do 40 to pewnie dobijałem sporadycznie tylko w sytuacjach typu:
żarcie dla obozu ze sklepu do obozu,
plecak uczestnika/czki pod klapę swego, gdy takowy/a osłabł/a/kontuzjowany/a
(wzglednie oną samą - więcej niż 40, tak AFAIR z naście kg więcej,
ale to w dół i już bez własnego plecaka ;-),
czy plecaków 4 lub więcej ( ale już bez swojego, co wyżej został )
gdy się fragment obozu irytująco grzebał na podejściu,
no i - dobytek ze słoikową spiżarnią i biblioteczką - ale tylko do autokaru
na prowadzone zagraniczne.
Teraz ograniczam garba do ok. 15, a i tak razem więcej ważymy niż drzewiej ;-)
Serdeczności,
Kuba
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
.. no i pewnie jeszcze - daawno - początek przejścia przewodnickiego:
Komańcza - Kamień - Bukowica - Polany Surowiczne z normalnym(+) dobytkiem,
jakimiś pewnie zapasami prowiantu i dodatkowo całym bodaj 6 czy 7kg namiotem
(potem z subklokatorem podzieliłem) w butkach raz pierwszy włożonych
i po nocce całej w pociągu...
schodząc do Darowa chłeptałem wodę z koleiny gliniastej drogi ;-) faajnie było
Zimą na narty i trzeba wziąć więcej sprzetu biwakowego i
same narty ważą. Jakie są niemetalowe puszki?
>> > Mi się zdarzyłó kilka razy ważyć swój niemały plecak i waga oscylowała
> pomiędzy
>> > 9 a 12 kg, a podczas wyprawy w Pireneje, z żarciem na tydzień 17.
>>
>> Nie nosisz aparatu, lornetki i namiotu?
>
> Namiot miau kumpel, ja miałem ekwiwalentny (circa) wagowo sprzęt foto (canon
> E50 plus filtry plus 20 filmów).
> Lornetki nie potrzebuję, w moim wieku zmiany starcze powoduję dalekowzroczność,
> choć gazetę czytam jeszcze trzymając ją w palcach u rąk a nie u stóp...
A jakie żarcie?
>> Da się. Można zapakować się w 25 kg bez ekstrawagancji
>> (samymi przydatnymi rzeczami),
>
> Poproszę o listę - serio, serio.
Lista będzie dotyczyć plecaka na łażenie plażami, bo mam
świeże dane, dotyczące tego (niektóre ciężary są
oszacowane tylko):
plecak -- 3kg
aparat + 2 obiektywy + statyw + telekonwerter -- 2,5 kg
namiot -- 3,5 kg
spiwór -- 1,3 kg
jedzenie + gaz -- 2,5 kg
woda -- 1,5 kg
apteczka, kosmetyczka, klapki, ubranie minimalne, spodnie
dresowe do spania, kurtka z polarem, długie spodnie, koszula,
latarka, nóż, kubek, łyżka, widelec, mapy, telefon, okulary z
pudełkiem, pieniądze, karimata, ręcznik mały, ręcznik do
położenia się na plaży, poduszka. Może coś przeoczyłem.
Ważyło około 21 kg. Nie było tego dużo na objętość, bo
mieściło się luźno w plecaku wszystko, łącznie z namiotem.
Nieprzydatne były długie spodnie, ale mimo że zawsze to
wiem, to często z rozpędu je biorę.
Można dołożyć kolejny obiektyw, lornetkę, coś na
górę do spania, menażkę, zapasowe baterie, ładowarkę do
komóry i na pewno uda się coś jeszcze wymyślić.
>> a pozostałe 15 dołożyć jako zapasy.
>
> Znaczy co, kosmetyki i suszarka jakiejś dziuni na którą się ma ochotę?
Zapasy jedzenia i paliwa. Mam raczej na myśli trasy, na
których nie ma kontaktu, w który można by suszarkę
wetknąć.
--
Michał Wasiak
> Czołgiem!
>
> Zastanawiam się pod wpływem innego wątku, ile prawdy jest w tych worach po
> 40 kg noszonych przez dzielnych turystów prze tydzień abo i dwa.
We wczesnych latach 80-tych na 6-tyg wyjazd do Grecji większość uczestników
- facetów miała wory po 35-40 kg, dziewczyny po ok. 30 kg. Ale nie był to
wyjazd typowo górski i na początku niektórzy te plecaki wozili na takich
małych 2-kółkowych wózeczkach przypietych do plecaka. W miarę ubywania
żarcia było już lepiej. A zawartością było głównie żarcie, bo to inne czasy
były i na te 6 tyg musiało starczyć 120 $ w kieszeni.
Na wyjazdy wędrowne typu góry Rumunii, Bułgarii czy Ukrainy waga plecaka na
początku wynosiła zwykle 25 - 30 kg. Najgorszy był zwykle pierwszy dzień.
Myślę, że często jest tak, że plecak rośnie wraz z nabywaniem doświadczenia
- człowiekowi zdarzają się różne przygody, przed którymi chce się
zabezpieczyć zabierając różnego rodzaju sprzęty. Potem zaś przychodzi etap
optymalizowania, wykluczania pewnych rzeczy zbędnych w danych warunkach,
zaopatrywania się w sprzęt nowocześniejszy, lżejszy i dochodzi się do
jakiegoś złotego środka.
--
Jacek G.
>> Da się. Można zapakować się w 25 kg bez ekstrawagancji
>> (samymi przydatnymi rzeczami),
>
> Poproszę o listę - serio, serio.
Kurcze, nie wiem, skąd te kilogramy bierzecie. Nie dał bym sobie
założyć na plecy plecaka ważącego nawet 25kg. Kondycja, nie kondycja,
jednak "ciężki plecak zabija radość życia" i tyle :).
Przykładowo moja lista wg. której się pakuję jest tutaj:
http://www.dracono.webpark.pl/pakowanie.html
Jest to uniwersalna lista obejmująca m.in. żagle, kanu i góry. W
zależności od wyprawy robię stosowne cięcia. Przy górach cięcia są
największe.
Na treking pakuje się w plecak Alp. Woodpecker 65l (i tak za duży),
bez bocznych kieszonek i wychodzi tego około 10kg. Jednak nie chodzę z
namiotem i nie mam specjalistycznego sprzętu fotograficznego lub
alpinistycznego (poza jedną liną 20m).
Nie robię też przelotów dłuższych niż 3 dniowe bez cywilizacji. Więc
jedzenia zabieram na max 3dni. Oczywiście żadnych metalowych puszek,
butelek, słoików itp. Woda tylko na jeden dzień (około 1-1.5l) z
zamiarem zaopatrywania się w górskich strumieniach.
Do tej pory nocowałem zazwyczaj w schroniskach albo na kwaterach.
Namiot ze względu na ciężar od razu skreśliłem. Chociaż specjalnie na
ewentualną okazję kupiłem sobie FN Speedo (1.8kg). Jednak zamiast tego
zaczynam myśleć o spaniu pod chmurką, ewentualnie w worku biwakowym,
lub w przygodnie spotkanych wiatach, kolebach, paśnikach itp.
Tutaj jest fajna stronka, która zainspirowała mnie do minimalizmu:
http://www.chem.univ.gda.pl/~tomek/wynalazki.htm
Aczkolwiek jestem świadomy tego, że wyprawa w bardziej niebezpieczne
rejony, wyżej, zimowa itp. z pewnością wymagałaby cięższego plecaka.
> > Nie wiem czy bym się złożył, ale jeśli to nie żarcie w metalowych,
pancernych
> > puchach - to ja nie wiem czego można do p[lecaka napakowac żeby wyszło 40
kg.
>
> Zimą na narty i trzeba wziąć więcej sprzetu biwakowego i
> same narty ważą.
No tak, ale nie chodzisz z nimi non stop przypiętymi, a nawet rzekłbym że wręcz
przeciwpołoznie - to one ułatwiają Ci sie przemieszczanie z dużym worem.
> Jakie są niemetalowe puszki?
Są.
Teraz miemlonkę i pasztet można zanabyć w cienkich pojemniczkach z
metalizowanego plastiku a moze jest to gomułkowska cinka blacha?
Generalnie - takie opakowanie jest duuużo lżejsze niż zawartośc.
> > Lornetki nie potrzebuję, w moim wieku zmiany starcze powoduję
dalekowzroczność,
> > choć gazetę czytam jeszcze trzymając ją w palcach u rąk a nie u stóp...
>
> A jakie żarcie?
Lekkie, mój drogi, lekkie. :)
Wyszło nam po 3 kg na tydzień na osobę.
> > Poproszę o listę - serio, serio.
>
> Lista będzie dotyczyć plecaka na łażenie plażami,
He, he a ja pytałem o góry a nie po płaskim :)
Jeśli nie widzisz różnicy - po co przepłacać.
> bo mam
> świeże dane, dotyczące tego (niektóre ciężary są
> oszacowane tylko):
zaraz, zaraz - moje pytanie dotyczyło ZWAŻONYCH a nie oszacowanych plecaków :)
> plecak -- 3kg
> aparat + 2 obiektywy + statyw + telekonwerter -- 2,5 kg
> namiot -- 3,5 kg
> spiwór -- 1,3 kg
> jedzenie + gaz -- 2,5 kg
> woda -- 1,5 kg
> apteczka, kosmetyczka, klapki, ubranie minimalne, spodnie
> dresowe do spania, kurtka z polarem, długie spodnie, koszula,
> latarka, nóż, kubek, łyżka, widelec, mapy, telefon, okulary z
> pudełkiem, pieniądze, karimata, ręcznik mały, ręcznik do
> położenia się na plaży, poduszka. Może coś przeoczyłem.
Olaboga, z tej listy połowę nie noszę.
> Ważyło około 21 kg.
Ważyłeś?
> Nie było tego dużo na objętość, bo
> mieściło się luźno w plecaku wszystko, łącznie z namiotem.
Zastanawiam się czy do mego plecaka weszłoby 42 puszki piwa - ekwiwalent 21
kg...
> Nieprzydatne były długie spodnie, ale mimo że zawsze to
> wiem, to często z rozpędu je biorę.
Heh, przydać to się może wszystko - nawet nożyk do tapet jak się lasce zatnie
zapięcie w biusthalterze...
> Można dołożyć kolejny obiektyw, lornetkę, coś na
> górę do spania, menażkę, zapasowe baterie, ładowarkę do
> komóry i na pewno uda się coś jeszcze wymyślić.
I parę kamyków z Jeleniej Góry, pan wiem kto po nich stąpał...
> > Znaczy co, kosmetyki i suszarka jakiejś dziuni na którą się ma ochotę?
>
> Zapasy jedzenia i paliwa. Mam raczej na myśli trasy, na
> których nie ma kontaktu, w który można by suszarkę
> wetknąć.
Jak ty mało jeszce wiesz o kobietach i wtykaniu...
pozdro,
Art.
> jakimiś pewnie zapasami prowiantu i dodatkowo całym bodaj 6 czy 7kg namiotem
> (potem z subklokatorem podzieliłem) w butkach raz pierwszy włożonych
Takie to strasznie piją...
> i po nocce całej w pociągu...
Wypadło po 0.75 na twarz?
> schodząc do Darowa chłeptałem wodę z koleiny gliniastej drogi ;-) faajnie było
Dobrze że Cię jaki rogacz nie przydybał, one nie lubieją jak ktoś im ryja
(pardonsik) moczy w ich wodopoju. Wtedy by już nie było faajnie ;)
Ja niestety takiej wyprawy nie robiłem, ale właśnie na
mocnych podejściach narty trzeba zdjąć i nieść na
plecach.
>> Jakie są niemetalowe puszki?
>
> Są.
> Teraz miemlonkę i pasztet można zanabyć w cienkich pojemniczkach z
> metalizowanego plastiku a moze jest to gomułkowska cinka blacha?
> Generalnie - takie opakowanie jest duuużo lżejsze niż zawartośc.
Pasztety oczywiście znam, ale mielonki nie widziałem. Z
pasztetu obiadu nie zrobię.
>> > Lornetki nie potrzebuję, w moim wieku zmiany starcze powoduję
> dalekowzroczność,
>> > choć gazetę czytam jeszcze trzymając ją w palcach u rąk a nie u stóp...
>>
>> A jakie żarcie?
>
> Lekkie, mój drogi, lekkie. :)
> Wyszło nam po 3 kg na tydzień na osobę.
To nie tak niezauważalnie.
>> > Poproszę o listę - serio, serio.
>>
>> Lista będzie dotyczyć plecaka na łażenie plażami,
>
> He, he a ja pytałem o góry a nie po płaskim :)
> Jeśli nie widzisz różnicy - po co przepłacać.
W góry bym nie wziął paru rzeczy, a wziął też inne.
>> bo mam
>> świeże dane, dotyczące tego (niektóre ciężary są
>> oszacowane tylko):
>
> zaraz, zaraz - moje pytanie dotyczyło ZWAŻONYCH a nie oszacowanych plecaków :)
Plecak cały był zważony, niektóre składniki są szacowane.
Na przkład zestaw aparatowy.
>> plecak -- 3kg
>> aparat + 2 obiektywy + statyw + telekonwerter -- 2,5 kg
>> namiot -- 3,5 kg
>> spiwór -- 1,3 kg
>> jedzenie + gaz -- 2,5 kg
>> woda -- 1,5 kg
>> apteczka, kosmetyczka, klapki, ubranie minimalne, spodnie
>> dresowe do spania, kurtka z polarem, długie spodnie, koszula,
>> latarka, nóż, kubek, łyżka, widelec, mapy, telefon, okulary z
>> pudełkiem, pieniądze, karimata, ręcznik mały, ręcznik do
>> położenia się na plaży, poduszka. Może coś przeoczyłem.
Zapomniałem dopisać termometr.
> Olaboga, z tej listy połowę nie noszę.
A czego? W góry nie wziałbym sandałów, ale miałbym duże
buty. Namiotu też bym nie miał, i to jest największa
różnica. Zrezygnowałbym też z dużego ręcznika i pewnie ze
statywu. Wyszłoby ponad 4 kg lżej.
>> Ważyło około 21 kg.
>
> Ważyłeś?
Ważyłem.
>> Nie było tego dużo na objętość, bo
>> mieściło się luźno w plecaku wszystko, łącznie z namiotem.
>
> Zastanawiam się czy do mego plecaka weszłoby 42 puszki piwa - ekwiwalent 21
> kg...
>
>> Nieprzydatne były długie spodnie, ale mimo że zawsze to
>> wiem, to często z rozpędu je biorę.
>
> Heh, przydać to się może wszystko - nawet nożyk do tapet jak się lasce zatnie
> zapięcie w biusthalterze...
>
>> Można dołożyć kolejny obiektyw, lornetkę, coś na
>> górę do spania, menażkę, zapasowe baterie, ładowarkę do
>> komóry i na pewno uda się coś jeszcze wymyślić.
>
> I parę kamyków z Jeleniej Góry, pan wiem kto po nich stąpał...
Lornetka i menażka są niezaprzeczalnie potrzebne.
>> > Znaczy co, kosmetyki i suszarka jakiejś dziuni na którą się ma ochotę?
>>
>> Zapasy jedzenia i paliwa. Mam raczej na myśli trasy, na
>> których nie ma kontaktu, w który można by suszarkę
>> wetknąć.
>
> Jak ty mało jeszce wiesz o kobietach i wtykaniu...
Pisałem coś o kobietach? :)
--
Michał Wasiak
Po biodra w śniegu? Trzeba iść w nartach, a jak jest zbyt stromo pod
górę, to na te narty dać foki. Też ważą...
- Stefan
--
Stefan Sokolowski, IPI PAN Gdansk
http://www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
Nie miałem na myśli skiturów, tylko zwykłe biegówki. Nie
wyobrażam sobie stromego podejścia z pleakiem i
biegówkami na nogach. Poza tym nie zawsze na dole jest
śnieg.
--
Michał Wasiak
> a jak jest zbyt stromo pod
> górę, to na te narty dać foki.
Ja się tam nie znam,
ale chyba jednak nie zawsze to wystarcza
http://tinyurl.com/dsj9y
zasadniczo tak, jednak na tego typu imprezach rekreacyjnych prohibicja jest
> Dobrze że Cię jaki rogacz nie przydybał, one nie lubieją jak ktoś im ryja
> (pardonsik) moczy w ich wodopoju.
ot dowód, że prawdziwnego mięszczyznę poznać nie po tym, jak zaczyna,
ale jak kończy - oto wpierw 'rogacz', czyli nic oryginalnego,
ale potem: 'moczyć ryja w czyimś wodopoju' - toż to niemal poezyja!
dalece przewyższająca różne tam 'przyprawianie rogów' etc.
(choć też i to ostatnie jak na Twój kozus byłoby jakieś takie nie takie )
W górach i z worem na biegówkach? Ciekawy pomysł...
> Ja się tam nie znam, ale chyba jednak nie zawsze to wystarcza
> http://tinyurl.com/dsj9y
Pewnie, że nie zawsze. Np. na trasy wspinaczkowe trzeba mieć szpej a
nie narty.
Twój gościu na zdjęciu ma oprócz nart jeszcze czekan i raki, ale za to
plecak ma taki, że zmieści mu się chusteczka do nosa. To przecież nie
jest plecak biwakowy z żarciem na 2 tygodnie.
Długie trasy wędrowne zawsze tak planowałem, żeby nie musieć oprócz
namiotu i nart zabierać czekana i raków. W Polsce byłyby one
przydatne tylko w Tatrach (gdzie i tak nie można biwakować), w
Słowacji też tylko w Tatrach (Niskie Tatry przeszedłem na nartach ze
trzy razy bez czekana i raków), w Rumunii i w Ukrainie też tylko w
wyjątkowych miejscach.
Ale trzeba mieć foki, bo inaczej człowiek lezie jak chomik wewnątrz
obracającego się koła.
Ciekawy, bardzo mnie inspiruje. Może też odważę się
spróbować. Ale bez namiotu oczywiście.
--
Michał Wasiak
> Myślę, że często jest tak, że plecak rośnie wraz z nabywaniem
doświadczenia
> - człowiekowi zdarzają się różne przygody, przed którymi chce się
> zabezpieczyć zabierając różnego rodzaju sprzęty. Potem zaś
przychodzi etap
> optymalizowania, wykluczania pewnych rzeczy zbędnych w danych
warunkach,
> zaopatrywania się w sprzęt nowocześniejszy, lżejszy i dochodzi się
do
> jakiegoś złotego środka.
Chyba trafiłeś w sedno.
Miałem kiedyś taki worek + obie ręce zajęte nadwyżkami (narty i buty
zajazdowe), że musiałem się wrócić do domu żeby z czegoś zrezygnować
bo mnie chciał zamordować na kilometrowym dojściu do dworca.
Jechałem wtedy na jakiś obóz kursowy i jak ja bym miał nie mieć
wszystkich "przydasi" ?! ;)
Wracając mogłem spokojnie zostawić w zasięgu wzroku ale bezpańsko w/w
worek na ławce na peronie w Krakowie Płaszowie. Pamiętam jaki się z
tego wywiązał z kolega dialog: -Pieszy, bo ci plecak wezmą! - To idź i
weź jak chcesz. (poszedł i nie wziął ) - Co ty do ławki go
przymocowałeś? ;)
Wszystkie packlisty biorą w łeb, bo każdy wyjazd inny, inna obsada
itd. Ale mój dobry znajomy wiecznie zdegustowany moim zawsze 20 - 23
kg plecakiem zdradził mi Metodę Ostatecznej Eliminacji. (Uwaga : nie
dotyczy wyjazdów solo z namiotem)
Robisz tak:
- trzeba mieć kanapę lub łóżko i podłogę - to z reguły się ma
- na kanapę połóż wszystko co byś chciał zabrać
-zapakuj do wora
-zważ
- jeżeli mniejszy/równy 12 kg - koniec
-jeżeli większy od 12 kg wysyp zawartość na kanapę
- wszystkie rzeczy, które nie są na dany wyjazd niezbędnie potrzebne
zestaw na podłogę
-powtórz numer z ważeniem
-powtarzaj powyższe czynności aż uzyskasz 12kg, to jedyna akceptowalna
waga
- może się zdarzyć,że już po pierwszej selekcji uzyskasz wagę niższą
od 12 kg - wtedy możesz pozwolić sobie na dobranie z podłogi jakiś
pierdół, a to coś do zaszpanowania, a to cos kompletnie niepotrzebnego
... ;)
I tak mi się nie udało, ale doszedłem już do 16kg (cztery osoby,
cztery dni, bez zakupów po drodze)
Poza tym warto mieć w domu wagę kuchenną (chociażby do świadomego
napełniania kartuszy) i zważyć sobie niektóre elementy stałego
wyposażenia, zawsze zabieranego na wyjazdy. Nie uwierzycie ile
potrafią niektóre całkiem niepozorne rzeczy ważyć i często mogą być
zamieniane przez rzeczy lżejsze, np. kubki, menażki. Nie musi byc
wszystko tytanowe ale pogłówkować warto, zawsze sie potem flaszka
wiecej zmieści (oczywiscie nie w szkle!!)
Drugie poza tym: posiadanie samochodu zabija cechę oszczędnego i
logicznego pakowania prawie bezpowrotnie.
pozdrawiam
Pieszy
Michał Wasiak:
> Ciekawy, bardzo mnie inspiruje. Może też odważę się spróbować. Ale
> bez namiotu oczywiście.
Namiot to namiot, ale miej ze sobą buty, w których mógłbyś wrócić do
domu, jak już wyrwiesz podeszwę z bucika biegówkowego. Ja miałem,
kiedy mi się to przytrafiło... Widzisz, kiedyś też podlegałem
niebezpiecznym inspiracjom.
Biorę zwykłe buty nawet, kiedy biegam w zasięgu komunikacji
miejskiej.
--
Michał Wasiak
> Pasztety oczywiście znam, ale mielonki nie widziałem.
Też som, w takich samych opakowkach.
> Z pasztetu obiadu nie zrobię.
Czemu? :)
Dwie paczki ryżu, gulaszowa knora, duży pasztet i żarcie dla dwóch luda jest!!!
W Pireneje z kumplem zabraliśmy tylko suche rzeczy, dlatego były takie lekkie.
A po dodaniu wody i spęcznieniu - mozna się było tym najeśc.
To nieprawda że na śniadanie i kolacje trzeba jeść pieczywo - to tylko
drobnomieszczńskie przyzwyczajenia.
> >> A jakie żarcie?
> >
> > Lekkie, mój drogi, lekkie. :)
> > Wyszło nam po 3 kg na tydzień na osobę.
>
> To nie tak niezauważalnie.
No nie, ale jak to się ma do plecaka 30-40 kg? :)
> > He, he a ja pytałem o góry a nie po płaskim :)
> > Jeśli nie widzisz różnicy - po co przepłacać.
>
> W góry bym nie wziął paru rzeczy, a wziął też inne.
Olaboga, czy Ty masz na drugie Syzyf? ;)
> > I parę kamyków z Jeleniej Góry, pan wiem kto po nich stąpał...
>
> Lornetka i menażka są niezaprzeczalnie potrzebne.
To ja nie wiem jak mi wychodzi 12 kg z menażką...
> >> > Znaczy co, kosmetyki i suszarka jakiejś dziuni na którą się ma ochotę?
> >>
> >> Zapasy jedzenia i paliwa. Mam raczej na myśli trasy, na
> >> których nie ma kontaktu, w który można by suszarkę
> >> wetknąć.
> >
> > Jak ty mało jeszce wiesz o kobietach i wtykaniu...
>
> Pisałem coś o kobietach? :)
No nie, aż się boję ile ważyłby Twój plecak jakbyś chciał zaszpanować
dżentelmeńswem jakiejś dziuni...
Popatrzę.
>> Z pasztetu obiadu nie zrobię.
>
> Czemu? :)
> Dwie paczki ryżu, gulaszowa knora, duży pasztet i żarcie dla dwóch luda jest!!!
Ja robię trochę inaczej. Zamiast zupy sos, zamiast
pasztetu jakieś puchy z mięsem. Tak ze 200 g na głowę.
> W Pireneje z kumplem zabraliśmy tylko suche rzeczy, dlatego były takie lekkie.
> A po dodaniu wody i spęcznieniu - mozna się było tym najeśc.
Nie próbowałem takich wynalazków.
> To nieprawda że na śniadanie i kolacje trzeba jeść pieczywo - to tylko
> drobnomieszczńskie przyzwyczajenia.
Na kolację jem na ogół właśnie paszę treściwą.
>> >> A jakie żarcie?
>> >
>> > Lekkie, mój drogi, lekkie. :)
>> > Wyszło nam po 3 kg na tydzień na osobę.
>>
>> To nie tak niezauważalnie.
>
> No nie, ale jak to się ma do plecaka 30-40 kg? :)
Wystarczy spakować się tak na miesiąc.
>> > He, he a ja pytałem o góry a nie po płaskim :)
>> > Jeśli nie widzisz różnicy - po co przepłacać.
>>
>> W góry bym nie wziął paru rzeczy, a wziął też inne.
>
> Olaboga, czy Ty masz na drugie Syzyf? ;)
Jakbyś przeczytał całą moją wypowiedź, to byś zauwazył,
że w góry wychodzi tak 4 kg mniej :)
>> > I parę kamyków z Jeleniej Góry, pan wiem kto po nich stąpał...
>>
>> Lornetka i menażka są niezaprzeczalnie potrzebne.
>
> To ja nie wiem jak mi wychodzi 12 kg z menażką...
Nie myjesz się i chodzisz cały czas w jednym ubraniu? :)
>> >> > Znaczy co, kosmetyki i suszarka jakiejś dziuni na którą się ma ochotę?
>> >>
>> >> Zapasy jedzenia i paliwa. Mam raczej na myśli trasy, na
>> >> których nie ma kontaktu, w który można by suszarkę
>> >> wetknąć.
>> >
>> > Jak ty mało jeszce wiesz o kobietach i wtykaniu...
>>
>> Pisałem coś o kobietach? :)
>
> No nie, aż się boję ile ważyłby Twój plecak jakbyś chciał zaszpanować
> dżentelmeńswem jakiejś dziuni...
Dobrze że nie znam żadnej Jadwigi.
A tak poważnie, to nie mam skłonności do noszenia czyichś
rzeczy na plecakowych wyprawach (o ile wszyscy są zdrowi itp.).
Na tym polega turystyka, że bierze się odpowiedzialność za to,
co się wzięło ze sobą. Oczywiście wspólny bagaż trzeba
rozdzielać nierówno, ale prywatne rzeczy każdy powinien
nosić sam.
--
Michał Wasiak
> Ważyliście kiedyś napakowane plecaki?
zwykle chodze z plecakiem o masie ok. 14 kg (+ 6 kg sprzet foto).
na okres wiosna-lato-jesien przedstawia sie to nastepujaco:
1) plecak - 2,9 kg
2) namiot - 1,3 kg
3) mata samopompujaca sie + spiwor - 2,6 kg
4) ubrania - 2,0 kg (+/- 0,3):
- skorupa gore xcr
- skorupa windstopper (sama membrana, nie ocieplany)
- spodnie windstopper
- kamizelka polarowa 200
- bielizna poliestrowa
- 2 czapki
- rekawiczki
- klapki
5) jedzenie - 2,5 kg (na 7 dni)
6) sprzet do gotowania - 0,4 kg (kuchenka, paliwo, kubek tytanowy)
7) sprzet foto - 6,0 kg :-) (body, 3 obiektywy, statyw, drobny osprzet)
8) dlugi noz (na kuguary) - 0,5 kg
9) spray na niedzwiedzie (wielkosci malej gasnicy) - 0,4 kg
10) sprzet do filtrowania wody - 0,1 kg
11) apteczka + czolowka - 0,1 kg
12) kosmetyczka - 0,1 kg
13) woda - 0,6 kg
14) nawigacja - 0,1 kg (mapa + altimetr/kompas)
suma [1]-[14] = 19.6 kg (z dokladnoscia do masy ubran)
uwazam, ze jest to plecak dosc lekki, ale uwzgledniajac sposob mego
'mykania' po gorach (50-60 km dziennie) jest to max powyzej ktorego nie
bylbym w stanie czerpac odpowiedniej dawki funu z gor, a skupialbym sie
glownie na tym aby pot nie zalewal mi okularow.
> ile prawdy jest w tych worach po 40
> kg noszonych przez dzielnych turystów prze tydzień abo i dwa.
zdarzylo mi sie isc przez 2 dni z obciazeniem 45-47 kg. mialem dwa
plecaki (80 L na plecach i 40 L z przodu). ale przeszedlem w ciagu tych
dwoch dni tylko 40 km i mialem kijki trekingowe. masa obciazenia per se
nie byla glownym problemem. podstawowy bol to wrzynanie sie pasow
ramiennych (czterech) w barki (dwa :-)) i zaburzanie krazanie w rekach.
nie wyobrazam sobie, abym z calym tym stuffem mial isc przez tydzien
lub dwa.
> Jestem ciekaw, ba jak na mój gust 40 kg to spora przesada, chyba że ma się
nie nalezy zapominac o tym, ze jestesmy pokoleniem mieczakow ;-). 1-2
pokolenia temu kolesie robili _regularnie_ takie rzeczy, ktore teraz
zaliczane sa do _ekstremow_. osobiscie nie widzialem ani nie slyszalem,
aby ktos regularnie targal 40-kg wor po gorach, ale _wierze_ ze nasi
ojcowie i dziadkowie to wlasnie robili i chyba nie mieli wielkiego
wyboru (gdy sie uwzgledni ziemniaki, puszki, weki jako jedzenie i
welne, skore, gume jako skladniki sprzetu biwakowego i ubran).
drabol
>>A jakie żarcie?
>
>
> Lekkie, mój drogi, lekkie. :)
> Wyszło nam po 3 kg na tydzień na osobę.
A moglbys podac jadlospis?
Mam na swoje wedrowki skomponowany jadlospis
dostarczajacy rowno 3000 kcal dziennie, ale
nie udalo mi sie zejsc ponizej 0.5 kg jedzenia
dziennie.
Bardzo jestem ciekaw co jedliscie?
Pozdrawiam
Wojtek
(...)
> Ważyliście kiedyś napakowane plecaki?
> Jestem ciekaw, ba jak na mój gust 40 kg to spora przesada, chyba że ma się same
> puszki (circa 80 sztuk dużych puszek), płyny (80 piw w puszce) albo szpej (80
> dużych heksów).
Tak, _zawsze_ przed wyjazdem ważę plecak (tzn. włażę na wagę z i bez
plecaka i mam dokładny pomiar). Staram się, aby plecak zapakowany w
100%, tzn. z prowiantem i wszystkim co będę nosił przez najbliższe
tygodnie na garbie, nie ważył więcej niż 16-17 kg. Do 18-20 kg jeszcze
można wytrzymać, ale pokonywanie dłuższych szlaków z takim cieżarem
staje się mniej komfortowe, nie mówiąc o niewygodzie podczas zdejmowania
i zakładania plecaka. Piszę oczywiście o wyprawie na min. 2 tygodnie, bo
na krótsze wypady bagaż jest oczywiście lżejszy.
Z własnego doświadczenia wiem, że przy 'odchudzaniu' plecaka pomaga:
- bielizna termoaktywna (bo lżejsza od bawełnianej i szybciej schnie,
więc można zabrać mniej kompletów);
- przyjrzenie się zawartości kosmetyczki (po co brać 0,5l butlę
szamponu, skoro połowa tego spokojnie wystarczy?, po co brać piankę do
golenia, jeżeli można się ogolić' na mydło'?);
- kupowanie konserw w opakowaniach plastikowych zamiast metalowych;
- dobry polar, ktory jest lżejszy np. od ciężkiego, wełnianego swetra;
- spodnie z odpinanymi nogawkami: zamiast tragania 2 par portek mam 2 w
1;
- jak mi się jeszcze coś przypomni to dopiszę.
--
Pozdrawiam
PWZ
Zdaje się, że niektórzy ucinają rączkę od szczoteczki do zębów, bo po co
taka długa :-D
--
pozdrawiam
Waldek Brygier
www.naszesudety.pl - Prawie wszystko o Sudetach. Zapraszam!
mój e-mail: kliknij na http://cerbermail.com/?qVvHiHNwHr - GG 415880
> > Lekkie, mój drogi, lekkie. :)
> > Wyszło nam po 3 kg na tydzień na osobę.
>
> A moglbys podac jadlospis?
Waojtku, czy to jakiś żart? :)
> Mam na swoje wedrowki skomponowany jadlospis
> dostarczajacy rowno 3000 kcal dziennie, ale
> nie udalo mi sie zejsc ponizej 0.5 kg jedzenia
> dziennie.
Myśmy ani nie komponowali, ani nie liczyli kalorii.
Chodziło o to żeby było lekkie i żeby nie chodzić głodnym, kwestie smaku i
konzystencji były w tym przypadku drugoplanowe.
> Bardzo jestem ciekaw co jedliscie?
Musli, kuskus, ryż, kaszę itp. ugotowane z kostką rosołową i jakąś zupką ew.
sosem z torebki.
Do tego była czekolada, która zresztą poszła najszybciej.
I tyle.
Po kilku dniach przekonaliśmy sie, że warto kupić gdzieś w wioskach dosłownie
kawałek kiełbasy, albo miękkiej i napapryczonej albo suchej i twardej jak but
Chaplina. Taki kawałek pokrojony w kostkę wydatnie poprawiał smak
zupy/brei/uatever.
To pokarmową ascezę nadrabialiśmy gdy schodziliśmy na dół, tam pod sklepem
potrafiliśmy sobie zrobić kanapki z miejscowego pieczywa z miejscowym pasztetem.
Czy na naszej diecie przezylibyśmy komfortowo tydzień bez
uzupełniania/kupowania jakiegokolwiek żarcia?
Ja na pewno, kolega młodszy ode mnie o 8 lat i trochę wyższy momentami narzekał
na brak... słodyczy :)
>> Bardzo jestem ciekaw co jedliscie?
>
> Musli, kuskus, ryż, kaszę itp. ugotowane z kostką rosołową i jakąś zupką ew.
> sosem z torebki.
> Do tego była czekolada, która zresztą poszła najszybciej.
> I tyle.
Nie wiem jak można przeżyć bez mięsa. Nie pociągnąłbym na
takiej diecie dłużej niż dwa dni.
--
Michał Wasiak
Najlpesza weryfikacja to wazenie na lotnisku:) W tym roku wybieralismy sie na
2 tygodnie wloczegi po Turcji. Plecaki wydawaly sie nam bardzo ciezkie, ale
wszyscy zmiescili sie w normie do 20 kg. Konkretnie nasze plecaki wazyly od 17
do 19 kg. W tym zarcie na okolo polowe pobytu.
Oprocz tego kazdy mial jako bagaz podreczny mniejsza torbe, ze sprzetem foto
lub kamera, plus podreczne zarcie\picie, polar etc, buty trekkingowe na sobie,
namiot osobno. W sumie wiec nieco ponad 20 kg na osobe (dorosle chlopy).
pozdrowka
Tomek
> Czy na naszej diecie przezylibyśmy komfortowo tydzień bez
> uzupełniania/kupowania jakiegokolwiek żarcia?
> Ja na pewno, kolega młodszy ode mnie o 8 lat i trochę wyższy momentami
narzekał
> na brak... słodyczy :)
>
W tym roku planowałam wyjazd ponad dwutygodniowy, z czego w samych górach
bez schodzenia w dół i bez możliwości zakupu czegokolwiek najpierw 3 pełne
dni, potem 5 pełnych dni (wyszło inaczej z powodu fatalnej pogody).
Niestety na Ukrainie ciężko jest kupić dobre konserwy mięsne i żywność typu
"kaszki", które bardzo lubimy, więc te rzeczy musieliśmy nosić ze sobą od
samego początku.
Poza tym mamy 3-osobowy dość ciężki namiot (waży około 4,5 kg już ma 8 lat i
się zaczyna drzeć, planujemy zakup zdecydowanie lżejszego).
No w sumie wypadło tak ze mieliśmy na 3 osoby 12 puszek mięsnych, 3 puszki
małe (pasztety i ryby), 8 kaszek mleczno-ryżowych, 1 paczkę makaronu, 1
kus-kus, 1 ryż, ze 4 sosy w proszki, kilka zup, 10 czekolad, kilka "słodkich
chwilek", 1/2 kg cukru, kilka kaw "3 w 1" i tak dalej. W sumie całe jedzenie
ważyło gdzieś tak z 12 kg i to było do podziału na 3 osoby z czego jedna
(13-latek) nosiła zdecydowanie mniej. Czyli wyszło tak po 5 kg żarcia na
mnie i na Michała (który dodatkowo sam nosił cały namiot i swój sprzęt foto,
za to swoich ciuchów miał tylko ze 3 kg) i 2 kg na Macka.
W sumie było tego jedzenia o około 3 kg za dużo, ale to częściowo z powodu
skrócenia trasy.
Jedzenie mieliśmy cały czas bardzo urozmaicone i smaczne.
Pozdrowienia.
Basia
> > Musli, kuskus, ryż, kaszę itp. ugotowane z kostką rosołową i jakąś zupką
ew.
> > sosem z torebki.
> > Do tego była czekolada, która zresztą poszła najszybciej.
> > I tyle.
>
> Nie wiem jak można przeżyć bez mięsa. Nie pociągnąłbym na
> takiej diecie dłużej niż dwa dni.
Mówisz to na podstawie jakichś przesłanek/doświadczeń czy tylko wewnętrznego
przekonania?
IMNHO istotne są dwie sprawy:
- uczucie głodu, które ustępuje po wypełnieniu żołądka i jednoczesnym wzroście
poziomu cukru (i inszych duperszwanców) we krwi
- bilans kaloryczny, z tym że ten może być przy takim dwutygodniowym wysiłku
lekko ujemny, chyba że się jest strasznym chudzielcem
Żaden z powyższych warunków IMNHO nie wymaga jedzenia mięsa, które nie jest
wcale głównym nośnikiem kalorii - za to odpowiadają głównie cukry i tłuszcze.
Chude mięso ma na przykład mniej kalorii niż muesli, które to bije na głowę
nawet mielonkę!!!
http://kalorie.net/modules.php?name=Kalorietab
pzdro,
Art.
Własnego doświadczenia.
> IMNHO istotne są dwie sprawy:
> - uczucie głodu, które ustępuje po wypełnieniu żołądka i jednoczesnym wzroście
> poziomu cukru (i inszych duperszwanców) we krwi
> - bilans kaloryczny, z tym że ten może być przy takim dwutygodniowym wysiłku
> lekko ujemny, chyba że się jest strasznym chudzielcem
To IYNHO wystaczy pić glukozę i wypełniać wodą żołądek. A
chyba widzisz, że to nie całkiemtak działa.
> Żaden z powyższych warunków IMNHO nie wymaga jedzenia mięsa, które nie jest
> wcale głównym nośnikiem kalorii - za to odpowiadają głównie cukry i tłuszcze.
> Chude mięso ma na przykład mniej kalorii niż muesli, które to bije na głowę
> nawet mielonkę!!!
To jedz samą czekoladę. Ja nie jestem w stanie. Kalorie
to nie wszystko. Człowiek (mój egzeplarz) musi jeść też
białko, żeby być w stanie podjąć jakiś wysiłek.
--
Michał Wasiak
Skoro ja już ciągnę ponad 30 lat, to Ty jedną 2-tygodniową wędrówkę
pociągnąłbyś bez problemu. Sprawdzone na zaciekłych mięsojadach.
Lepsze od wszelakiego mięsa są suche kostki sojowe, bo mają o wiele
większe wartości odżywcze i znacznie niższą wagę.
Ale jakie niesmaczne za to...
:-)
taaak.. zalet mnóstwo i jedna drobna wada... tego wiecej jak jeden raz nie
da sie jesc.. brrr...
pzdr
golek
Waldek Brygier:
> Ale jakie niesmaczne za to...
Paweł Goleman:
> taaak.. zalet mnóstwo i jedna drobna wada... tego wiecej jak jeden
> raz nie da sie jesc.. brrr...
No to zwątpiłem w Was, Panowie. Nie znacie żadnych sposobów
przeżycia, jeśli dysponujecie pożywieniem dobrym i praktycznym a tylko
niezbyt smacznym?
To, co Wam się w soi nie podoba, łatwo można z niej wywabić.
Wystarczy dosypać trochę granulwoanego czosnku. Staje się wtedy
prawie bez smaku (nie tracąc wartości), natomiast łatwo chłonie smaki
z otoczenia. Dorzucenie kostki bulionu grzybowego cakowicie zmienia
jej smak.
To jest wyjście pospieszne, dla takich lamerów jak ja. Jestem pewien,
że Wy, koneserzy o wyrafinowanym guście, znajdziecie rozwiązanie o
wiele przewyższające ten prymityw.
Hm...
Na przykład... udko kurczaka?
;-)
Pamietam jak czytałam o ludziach którzy robili głowną gra Tatr (chyba) bez
schodzenia w dół. Przy pakowaniu i ważeniu cyt:" zaczeło dochodzić do
absurdu - zastanawialiśmy się , czy brać żyletkę czy nie";-).
--
To na razie!
Aśka
> >> Ciekawy, bardzo mnie inspiruje. Może też odważę się spróbować. Ale
> >> bez namiotu oczywiście.
> > Namiot to namiot, ale miej ze sobą buty, w których mógłbyś wrócić do
> > domu, jak już wyrwiesz podeszwę z bucika biegówkowego. Ja miałem,
> > kiedy mi się to przytrafiło... Widzisz, kiedyś też podlegałem
> > niebezpiecznym inspiracjom.
> Biorę zwykłe buty nawet, kiedy biegam w zasięgu komunikacji
> miejskiej.
Kilkunastokilogramowy worek skutecznie uprzykrza łażenie na śladówkach w
butach BC, a co dopiero na biegówkach. Jeśli nie złamiesz narty, nie
wyrwiesz wiązania, albo nie rozbijesz buta, to zniszczysz sobie kolana.
Podejścia bez fok (któż stosuje foki do śladówek) od pewnego nachylenia
staja się niemożliwe, jakiekolwiek zjazdy (no, może poza otwartymi połogimi
terenami) nie wchodza w grę. Śladówki - tylko na lekko, a i tak w bardziej
pofałdowanym terenie (nie daj Boże lesistym jeszcze) nie są optymalne.
Pzdr,
Konik
> Zdaje się, że niektórzy ucinają rączkę od szczoteczki do zębów, bo po co
> taka długa :-D
Ale raczej nie ze względu na cięcia masy, a wymiarów;-) Jednak nawet w
najczerwieńszych czasach ograniczonego dobrobytu można było nabyć
szczoteczki składane rodzimej produkcji.
Pzdr,
Konik
w razie czego dysponuje pewnymi zapasami własnymi hehehe...
ja wogole jestem dziwny gdzyz od 10 lat nie jadam zadnych glai, sosow,
makaronow, kasz...
jakos udaje sie przezyc..
pzdr
golek
ps. psuc czonek soją.. uuu.... :-)))
Waldek Brygier:
> Na przykład... udko kurczaka?
Nazywasz swoją towrzyszkę wypraw kurczaczkiem? Nawet ładnie i jestem
pewien, że jej udko dosmaczy Ci każdą soję. Tylko nie wgryzaj się
zbyt głęboko, bo będzie krzyczeć nie bacząc na to, że jesteście w
parku narodowym
Czyście inżynierze jusz zapomnieli jak Art. wygląda?
W jego przypadku te 3 kg to i tak rozpusta była ;-)
--
pozdrawiam
any
> absurdu - zastanawialiśmy się , czy brać żyletkę czy nie";-).
>
Faktycznie absurd, po co im żyletka na grani?
--
pozdrawiam
any
1500 tic-taców??
> 1500 tic-taców??
A ile waży jeden Tic-Tac?
--
pozdrawiam
any
No, to lata 60-te około były... Pewnie ogolić sie chcieli? :-). ZCP to chyba
nie wzięłi tej żyletki i straszyli po zejściu zarośniętymi mordkami.
A pochodzi to z "Tatrzańskich kosynierów" Korsaka. Cytat z pamięci;-)
--
--------------------------------------------------------
To na razie!
Aśka
A po co mięso, ja tam za nim nie przepadam i nawet jak go dwa tygodnie nie mam
jest ok. Ale moja dziewczyna to tak jak Ty. Po trzech nocach bez mięcha chyba
bym schował wszystkie ostre narzędzia :)))
Grzechotnik
Chyba kompletnie nie rozumiem, o czym Ty mówisz?
Wyższa inteligencja?
> Zastanawiam się pod wpływem innego wątku, ile prawdy jest w tych worach po 40
> kg noszonych przez dzielnych turystów prze tydzień abo i dwa.
Różnie może być.
Mój życiowy rekord plecaka pewnie padł jak nosiłem z wyrobków na bazę na Lubaniu
piasek potrzebny do podmurowania wiaty. Nie było jednak wagi.
Rekord zatwierdzony padł w roku 1996, gdy wraz z 5-cio kilowym namiotem
posiadałem w plecaku lub przytroczone na zewnątrz - 2 gary, 2 sieiery i gitarę.
W sumie 43 kilo. Jednak uspokajam - doszedłem z tym tylko na dworzec, potem do
busa w Zagórzu, a potem z busa na camping w Ustrzykach. Tam rozdałem część
dobytku reszcie grupy. :-)
Natomiast nawet na normalnych wyjazdach mój plecak dochodzi nieraz do 30 kg.
Czemu? Bo nikt w tym wątku nie wymienił bardzo ważnej, acz ciężkiej sztuki
bagażu: gitary. Gitara, pokrowiec, zapasowe struny, kapodaster, kamerton i
siatka śpiewników. Musi swoje ważyć.
Mimo to raczej unikam chodzenia po górach bez tego obciążenia. ;-)
31 kilo bez gitary udało mi się osiągnąć tylko raz - w roku 2003 jechaliśmy na
Ukrainę z żarciem na dwa tygodnie. Gitarę nieśliśmy tylko jedną i padło na
jedyną dziewczynę w grupie. W zamian nie tachała żarcia (oficjalnie było
powiedziane na odwrót: w zamian za nietachanie żarcia niesie gitarę). ;-)
Jednak noszenie dużej ilości żarcia nieco mniej boli - z każdym dniem plecak
jest lżejszy. Czasami aż za szybko... ;-)))
Pozdrawiam,
Łukasz
yum-yumy?
;-)
wychodzi że 0,33 grama.
Niewykluczone w zasadzie, trzebaby znaleźć jakieś w miare
dobre zastepstwo mięsa. No i na ciepło i tłusto :)
> Lepsze od wszelakiego mięsa są suche kostki sojowe, bo mają o wiele
> większe wartości odżywcze i znacznie niższą wagę.
Eeeee...
--
Michał Wasiak
W terenach podmiejskich mam w plecaku buty, picie,
jakieś jedzenie i ubrania. Po 20 km to się czuje, ale nie
tak, żeby bardzo utrudniało.
> wyrwiesz wiązania, albo nie rozbijesz buta, to zniszczysz sobie kolana.
> Podejścia bez fok (któż stosuje foki do śladówek) od pewnego nachylenia
> staja się niemożliwe, jakiekolwiek zjazdy (no, może poza otwartymi połogimi
> terenami) nie wchodza w grę. Śladówki - tylko na lekko, a i tak w bardziej
> pofałdowanym terenie (nie daj Boże lesistym jeszcze) nie są optymalne.
No cóż, trzeba by dobrać odpowidnią trasę. Znane mi
skrawki Beskidu Niskiego (okolice Tylicza) wyglądały
zachęcająco. Ale szanse na realizację na razie są
niewielkie. Prędzej wezmę narty stacjonarnie.
--
Michał Wasiak
Jak wędrujesz z plecakiem na biegówkach, to problemem jest:
(1) ciężar plecaka,
(2) stromizna,
(3) ilość śniegu.
Jeśli masz biegówki na nogach, to każda z tych rzeczy potrafi
skutecznie Cię zatrzymać.
Za pomocą właściwego wyboru trasy możesz trochę ograniczyć problem
(2). Żeby dać sobie radę z (3), musisz pomanipulować czasem a nie
przestrzenią (najlepiej wybierz się na wędrówkę latem). Na (1) nie
masz rady. Te problemy są znacznie mniej dręczące na skiturach.
A dla równowagi zwracam uwagę, że ludzie wędrują nie tylko na
skiturach, jeszcze na telemarkach. One są węższe i lżejsze od
skiturów, więc wydawałoby się, że zdecydowanie lepsze. Jednak
przechodzi moje pojęcie (samokrytycznie przyznaję się do niewiedzy),
jak w głębokim śniegu zrobić skręt w przyklęku na jedną nogę z
dwudziestokilowym plecakiem na grzbiecie. W ogóle jak przyklęknąć z
czymś takim? A bez przyklęku nie ma telemarkowania.
polecam kupno gitary 3/4. No i wywalenie kapodastra, nie mówiąc o kamertonie ;-)
> Mimo to raczej unikam chodzenia po górach bez tego obciążenia.
a szkoda, bo czasem miło jest porozmawiać :-))
Gucio
amatorzy...
a uwzglednili w tych swoich 'zastanawianiach sie' mase wyrosnietych
wlosow na brodzie przemnozona przez wspolczynnik wzglednej roznicy
obciazen miedzy masa przytroczona (zyletna) a masa immanentna
(owlosienie)?
drabol
No nie próbowałem wędrówki na nartach latem :)
> masz rady. Te problemy są znacznie mniej dręczące na skiturach.
Na (1) jest rada. Można poruszać sie z bazy, bez
ciężkiego plecaka.
> A dla równowagi zwracam uwagę, że ludzie wędrują nie tylko na
> skiturach, jeszcze na telemarkach. One są węższe i lżejsze od
> skiturów, więc wydawałoby się, że zdecydowanie lepsze. Jednak
> przechodzi moje pojęcie (samokrytycznie przyznaję się do niewiedzy),
> jak w głębokim śniegu zrobić skręt w przyklęku na jedną nogę z
> dwudziestokilowym plecakiem na grzbiecie. W ogóle jak przyklęknąć z
> czymś takim? A bez przyklęku nie ma telemarkowania.
Ja raczej traktuję w tym przypadku góry jako teren ośnieżony,
a nie źródło karkołonych zjazdów. Jest sporo takich
miejsc.
--
Michał Wasiak
> polecam kupno gitary 3/4. No i wywalenie kapodastra, nie mówiąc o kamertonie ;-)
Nie sądzę, aby to bardzo pomogło - w porównaniu z wagą samej gitary. :-)
> a szkoda, bo czasem miło jest porozmawiać :-))
Nie narzucam sobie jednak obowiązku grania przez każdą wolną od marszu chwilę.
Chociaż na jednym z rajdów (trochę OT bo w okolicach Kazimierza Dolnego - choć
były jary) graliśmy i śpiewaliśmy nawet idąc. :-)
Pozdrawiam,
Łukasz
Ja juz mam swoje zdanie: w Tatrach i innych górach typu alpejskiego - narty
alpejskie w wersji turowej. Beskidy i podobne: lekkie telemarki. Właśnie
przybyły moje upragnione Garmonty Excursion (najlżejsze plastikowe
tele-butki G.). Do tego będą Rottefelle Chili i na razie stare turowe Elany.
Sprzet do tele może być lekki (na granicy BC i Tele), jak i ciężki
frirajdowy. Pomiędzy tym cała reszta.
Co do techniki, to znawcy mówią, że i bez garba trzeba mieć buły w nogach.
Poza tym, nawet dobrzy telemarkerzy ratuja się czasem technikami alpejskimi.
Pożyjemy, zobaczymy.
Pzdr,
Konik
PS: na grupie jest przynajmniej dwóch tele-panów;-))). Będę trzeci...
Goluś, nie przesadzaj... na Islandii miałem zarówno ścierwo [w plastiku, nie w
metalu], jak i kostki sojowe. I chociaż nie przepadam za tymi ostatnimi, to pod
koniec bardziej dosyć mialem tych konserw mięsnych. Następnym razem wezmę
kabanosy, przynajmniej w tamtą strefę klimatyczną. A na powaznie, te kostki [jak
większość wyrobów z soi] miały jedną acz poważną wadę, konieczność długiego
gotowania, czy raczej rozgotowywania, by były jadalne. Ale to może ten typ tylko
tak ma, może ktoś zna bardziej 'instantowe'? Notabene, to mięcho woże tylko do
gara, praktycznie nigdy nie jedam konserw na kanapkach. Na krótkie wyjazdy biorę
wedline paczkowaną, potem jakies kiełbasy ktoś zawsze ma w ekipie. Mam tak od
nastu lat, tzn. od wyjazdu w Czarnohorę na kilka tygodni przed upadkiem Sojuza w
'91-ym, wiec już kawał czasu. Wtedy na dwa tygodnie brało się na grzbiet całe
żarcie i wór miał, a jakże, 30kg, głownie przez ścierwo w żelazie. Pod koniec
wyjazdu prawie rzygałem mielonką z kanapek, poprzysiagłem sobie nigdy więcej...
Przy okazji w trakcie owego wyjazdu dokonałem mrożącego krew itp. odkrycia
-jedna z puszek, która miała iść do kotła miała za sobą bogatą przeszłość -6
[sześć!] lat kolejnych wyjazdów i przestojów w lodówce pomiędzy nimi, sądząc z
daty produkcji ;-)) Konsylium zdecydowało w końcu,że zaryzykujemy... Nikt się
nie pochorował, ale wilkiem patrzyli jakoś tak na mnie...
Pozdrawiam
-Jarek
To nie Ty to odkryleś, ino konsylium właśnie
- Ty sam z premedytacją ową puchę w kocioł chyłkiem przemycić chciałeś!
(bodaj drugi raz zresztą - wcześniej przy jakiejś innej okazji - bezskutecznie).
> Nikt się
> nie pochorował,
Bo brzuchy po rybkach, napitokach i ognistych czanachach zaimpregnowane już były
A prawdziwki pamiętasz?
> ale wilkiem patrzyli jakoś tak na mnie...
A to już wcześniej - jakeś feretrony w ilciańskiej cerkwi przewrócił...
Serdeczności,
Kuba
To ja w ogóle nie czaję, jaki typ masz na myśli. Na naszym rynku
można dostać:
-- suchy granulat sojowy -- w gorącej wodzie mięknie w czasie
niedostrzegalnym,
-- suche kostki sojowe -- jeśli wrzucisz do wody razem z ryżem, to
zmiękną szybkciej niż ryż,
-- różne suche kotlety sojowe, albo sznycle sojowe (są różne nazwy)
-- zalane wrzątkiem stają się miękkie po kilku minutach, nawet
niegotowane.
Z punktu widzenia oszczędności paliwa najbardziej praktyczny jest więc
granulat. Ja zwykle biorę kostki, bo milej się je zjada. Taki
niewielki kompromis na rzecz sybarytyzmu.
Może Ty używałeś soję z puszek? A może jakieś dziwne przetwory
sojowe, o jakich ja nigdy nie słyszałem? To, co masz kupić, jest
całkiem suche, zapakowane w torebkę foliową (lub celofanową, a nie w
puszkę czy słoik) i w sklepie powinno leżeć albo blisko suchych
produktów (ryżu, mąki itp.) albo blisko t.zw. zdrowej żywności.
- Stefan
P.S. W jakiejkolwiek postaci jest ta sucha soja, będzie w garnku
wsysała wodę, puchła i rosła. To trzeba przewidzieć licząc wielkość
garnka.
> P.S. W jakiejkolwiek postaci jest ta sucha soja, będzie w garnku
> wsysała wodę, puchła i rosła.
BTW, przypomniała mi się historia jak to Sztyrlitz karmił ukradkiem niemieckie
dzieci.
Od ukradka dzieci puchły i umierały.
pozdro,
Art.
> Jednak noszenie dużej ilości żarcia nieco mniej boli - z każdym dniem plecak
> jest lżejszy. Czasami aż za szybko... ;-)))
Ciekawe czyj najszybciej ;P
pozdro,
Art.
>To jedz samą czekoladę. Ja nie jestem w stanie. Kalorie
>to nie wszystko. Człowiek (mój egzeplarz) musi jeść też
>białko, żeby być w stanie podjąć jakiś wysiłek.
Żadna jednostronna dieta nie jest dobra. Tak więc nie można jeść samej czekolady
albo samego mięsa. Białko nie jest najistotniejsze z punktu widzenia
dostarczania składników energetycznych, najważniejsze są węglowodany. Ale nie
cukier, tylko różnego rodzaju przetwory i produkty zbożowe (pieczywo, płatki
kukurydziane, kukurydza, ryż, kasza, fasola itp.) i również owoce (szczególnie
banany - dobre na początek wyjazdu, bo potem się zepsują :>).
W sporcie przyjmuje się zapotrzebowanie na białko w ilości 1,4-1,9g/kg masy
ciała, jednakże dotyczy to raczej osób uprawiających regularne treningi. Przy
chodzeniu po górach wysiłek nie jest tak intensywny, za to rozłożony w czasie.
Zwykle taki wyjazd trwa kilka-kilkanaście dni i nawet nieco zaniżona podaż
białka nie powinna powodować negatywnych efektów. Da się to nadrobić po
powrocie. :)
W sportach wytrzymałościowych (a za taki możemy uznać wędrowanie po górach)
proporcje poszczególnych składników powinny wyglądać następująco:
białko : tłuszcze : węglowodany
1,0 : 0,8-0,9 : 5
Stąd więc widać, że wcale nie trzeba zabierać kilogramów kiełbas i konserw
(które przy okazji zawierają sporo niezdrowego tłuszczu zwierzęcego), a można
się skupić na lżejszych produktach "zbożopodobnych".
P.S.
Być może twoje przekonanie wynika z wpajanych w dzieciństwie zasad "jedz mięso,
bo nie urośniesz" ;) - ale tu chodziło o budulcową rolę białka, a nie
energetyczną.
--
Sławomir Szyszło mailto:slas...@poczta.onet.pl
Nadprzewodnik sudecki klasy 15 kV
FAQ pl.rec.gory http://www.faq.e-gory.pl/
>Inna sprawa że zmieniły się materiały z których robi się ciuchy.
>No i jeszcze - niestety mam tendencję do zabierania zbyt dużej ilości
>ciuchów.
Otototo, mam to samo i zawsze mój plecak - czy średni czy duży - zawsze waży 14
kg. Chyba muszę kupić jakieś koszulki niebawełniane, bo te jednak swoje ważą, a
ja nie lubię chodzić w tych samych ciuchach 3 dzień z rzędu. ;)
To oczywiste.
> albo samego mięsa. Białko nie jest najistotniejsze z punktu widzenia
> dostarczania składników energetycznych, najważniejsze są węglowodany. Ale nie
> cukier, tylko różnego rodzaju przetwory i produkty zbożowe (pieczywo, płatki
> kukurydziane, kukurydza, ryż, kasza, fasola itp.) i również owoce (szczególnie
> banany - dobre na początek wyjazdu, bo potem się zepsują :>).
Właśnie czegoś tu nie wiem. Bo teoretycznie można by jeść
chleb z czymś i wszystko co trzeba by było. Ale ja na
samych kanapkach długo nie pociągnę, choć znam takich,
którzy mogą.
[...]
> Stąd więc widać, że wcale nie trzeba zabierać kilogramów kiełbas i konserw
> (które przy okazji zawierają sporo niezdrowego tłuszczu zwierzęcego), a można
> się skupić na lżejszych produktach "zbożopodobnych".
Ciekawe czemu niby tłuszcz zwierzęcy ma być niezdrowy.
Bardziej niż inny rodzaj jedzenia.
> P.S.
> Być może twoje przekonanie wynika z wpajanych w dzieciństwie zasad "jedz mięso,
> bo nie urośniesz" ;) - ale tu chodziło o budulcową rolę białka, a nie
> energetyczną.
Nie mam przekonania, tylko obserwacje na temat mojego
organizmu. Ale mogą one faktycznie wynikać z tego, czym
mnie pasiono w dzieciństwie.
--
Michał Wasiak
>Właśnie czegoś tu nie wiem. Bo teoretycznie można by jeść
>chleb z czymś i wszystko co trzeba by było. Ale ja na
>samych kanapkach długo nie pociągnę, choć znam takich,
>którzy mogą.
Przecież przed chwilą pisałem o jednostronnej diecie. :)
Nie same kanapki!
>Ciekawe czemu niby tłuszcz zwierzęcy ma być niezdrowy.
>Bardziej niż inny rodzaj jedzenia.
Nasycone kwasy tłuszczowe.
Na kanapki można kłaść przeróżne rzeczy. Wcale nie muszą
być jednostronne. Raczej chodzi mi o konieczność jedzenia
czegoś ciepłego lub bardziej mokrego niż kanapki.
>>Ciekawe czemu niby tłuszcz zwierzęcy ma być niezdrowy.
>>Bardziej niż inny rodzaj jedzenia.
>
> Nasycone kwasy tłuszczowe.
No i co? Jakoś nie przypuszczam, żeby coś, co ludzie
jedli od zawsze, było niezdrowe. Oczywiście nie mam na
myśli sytuacji, gdy ktoś je ich przesadne ilości, ale
wtedy cokolwiek by to było, byłoby niezdrowe.
--
Michał Wasiak
Ale jak kanapka jest dwustronna, to paćka rękę masłem, albo innym
tłuszcoem nasyconym.
Michał Wasiak:
> Jakoś nie przypuszczam, żeby coś, co ludzie jedli od zawsze, było
> niezdrowe.
Ludzie żyją teraz o wiele dlużej, niż żyli od zawsze. Nie są
biologicznie przystosowani do tak długiego życia. Tak długie życie
jest nienaturalne. Ale żyją. Czy chcesz sobie skracać życie za
zgodność z dawną tradycją?
- Stefan
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
No nie zawsze aluminium. Mój pierwszy namiot to była chinka alias chińska
dwójka. Tylko mało kto pamięta, że pierwsze egzemplarze, jakie sie pojawiły w
sklepach [to było za schyłkowej komuny, gdzie na wyroby wszelakie polowało się,
a nie kupowało po prostu] były w wersji pancernej, tzn. miały stalowe rury i
ważyły prawie 4kg. zamiast 2-2.5kg, jak pozniejsze serie. A w tym gówienku
zmieścić 2 duże ludziki z plecakami to była sztuka. Koledzy, którzy kupowali
rok-dwa później, mieli już chinki aluminiowe...
> No nie zawsze aluminium. Mój pierwszy namiot to była chinka alias chińska
> dwójka. Tylko mało kto pamięta, że pierwsze egzemplarze, jakie sie
pojawiły w
> sklepach [to było za schyłkowej komuny, gdzie na wyroby wszelakie polowało
się,
> a nie kupowało po prostu] były w wersji pancernej, tzn. miały stalowe rury
i
> ważyły prawie 4kg. zamiast 2-2.5kg, jak pozniejsze serie. A w tym gówienku
> zmieścić 2 duże ludziki z plecakami to była sztuka. Koledzy, którzy
kupowali
> rok-dwa później, mieli już chinki aluminiowe...
A czemu kupowaliście takie g... ?
Ja miałam w tym samym czasie na prawdę świetny namiot "Halicz" szyty przez
firmę "Żagiel" z Gdyni.
Wszyscy znajomi mieli takie i jakoś nie pamiętam "zdobywania" tych namiotów,
chociaż plecaki w tym samym czasie szyliśmy sami.
W "Haliczu" mieściły się spokojnie 2 osoby a w porywach 3 osoby z dużymi
plecakami a ważył nieco ponad 4 kg.
Lepsze przełożenie wielkość/waga niż niektóre dzisiejsze namioty.
Może Jacek G. akurat pamięta jak je kupowaliśmy, bo miał taki sam.
W roku 1990 w Czarnohorze nasza ekipa z SKPG licząca o ile pamiętam 16 osób
rozbijała 5 lub 6 takich samych namiotów.
W każdym razie ja spałam przez cały czas tego wyjazdu we trójkę w takim
namiocie i dało się wytrzymać.
Pozdrowienia.
Basia
>> Żadna jednostronna dieta nie jest dobra. Tak więc nie można jeść samej czekolady
W tym roku na Słowacji spotkałam faceta z dorosłymi
dzieciami... Rzecz jasna z pięknego miasta Radomia...
Byli niesamowici- na śniadanie jedli jajka na miękko,
gotowane na starego typu sprzęcie(facet dźwigał 1,5 l
benzyny... dla takich przyjemności). Generalnie jedli tak
jak w domu...
(Plecaki mieli duże i ciężkie - nie przymierzałam...
Przyznali się, że większość to żarcie i ciuchy...)
Jak żyję, nie spotkałam takich sybarytów...
>> Białko nie jest najistotniejsze z punktu widzenia
>> dostarczania składników energetycznych, najważniejsze są węglowodany. Ale nie
>> cukier, tylko różnego rodzaju przetwory i produkty zbożowe i również owoce
Jeśli ktoś bardzo lubi, to nie ma potrzeby odwodzić od
zabrania ze sobą mięsnych spraw...
Moja mama po powrocie z gór zawsze patrzy z niechęcią na ser
wędzony i musli. Powiem więcej ona tylko w górach to jada.
I tęskni za tłuszczami nasyconymi (w postaci na ten przykład
krwawego befsztyku) i za każdym razem zarzeka się, że przy
okazji kolejnego wypadu zabierze dla siebie choć kiełbasę
suszoną...
I co zrobić kobiecie?
Jak dźwiga... to ja nie protestuję...
Pozdrawiam
Eliza