> Znaczy się, zawwsze słyszałem, że po
> górahc chodzić należy tylko w odpowiednich butach, najlepiej
> wysokich. Powiedzcie mi, czy te sandały to muszą jakieś spełniać
> jakieś szczególne wymagania, jakieś wyścigowe muszą być czy jak...
Muszą dobrze trzymać nogę i nie obcierać... wtedy masz buta idealnego :).
--
Dominik 'Szem...' Mirowski
e-mail adress NA
> Witam!
> W niedawnym jednym wątku na temat butów, pisało sporo osób w jakich
> wędruje sandałach. Głupio się pewnie przyznawać do czegoś takiego, ale
> trochę mnie to zdzwiło. Znaczy się, zawwsze słyszałem, że po górahc
> chodzić należy tylko w odpowiednich butach, najlepiej wysokich. Powiedzcie
Osobiscie uzywam sandalow tylko jako butow zmiennych - np. w schronisku. I
nie sadze, aby ktos traktowal sandaly jako jedyne buty, ktore ma na
wedrowce. Mozna pewnie w nich wedrowac, ale tylko na okreslonych odcinkach
szlakow (niezbyt stromych, niezbyt blotnistych, raczej nie skalistych) i
przy dobrej pogodzie bedzie to wygodne.
--
Jacek G.
Witaj!
Ja kiedyś byłam bardzo sceptycznie (żeby nie powiedzie, że negatywnie)
nastawiona do sandałów w górach. Uważałam, że tylko sztywne buty obejmujące
kostkę. Teraz jednak wydaje mi się, że na łatwiejszym szlaku np. dolinkowym,
gdzie nie idzie się ani ostro pod górę, ani teren nie jest w miarę wygodny a
noga nie jest narażona na skręcenie czy podwichnięcie - spokojnie mozna
sandalow uzywac. Jest to wygodniejsze dla stopy, ktora ma zapewniony dostep
powietrza co nawet w najlepiej oddychajacym obuwiu jest jednak utrudnione.
Oczywiscie sandaly tak jak wspomnial Tomek powinny byc dobrej jakosci i na
podeszwie w miare stabilnej, zapewniajacej komfort na mokrym podlozu.
Wazne, zeby czuc sie w nich pewnie. Dlatego uwazam, ze w dolinkach tak, wyzej
niekoniecznie (ja wole jednak porzadne buty obejmujace kostke, czuje sie w nich
bezpiecznie). Uwazam tez, ze na gorskie wycieczki nie nalezy sandalow zakladac
dzieciakom, tu jestem zdecydowanie za butem obejmujacym kostke.
Anka
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Po pierwsze to muszą być bardzo solidne, bo inaczej natychmiast je
zniszczysz (zwłaszcza schodząc) najczęściej dzieje się to poprzez wyrwanie
pasków z podeszwy.
Drugim warunkiem koniecznym jest nieobcieranie.
Ja jakiś czas temu nabyłem sandały Lizard Hike (chyba najprostszy model) i
są świetne - paski są wtopione w solidną podeszwę (nie piankę), i ponoć
trzyma je tam zatopiona płytka poliuretanowa (coś takiego jak laminat na
prawo jazdy tylko grubsze - więc nie do rozdarcia), w dodatku od spodu
podeszwa ma przyklejoną warstwę z vibramu. Od góry za to jest jakaś skórka
zamszowa - dobry komfort i trzymanie -pod warunkiem, że nie przejdziesz
przez kałużę, mokre są śliskie. Zdarzyło mi też się kilka razy wchodzić w
nich do jeziora i potem suszyć je na słońcu i jakoś żyją (teraz będzie 3
sezon - w lecie chodzone co dzień po mieście).
Miałem je ze sobą w Tatrach. Doją radę tak długo jak nie ma opsypujących się
kamieni, które natychmiast zmasakrowałyby gołe stopy. Do chodzenia po lesie
i stabilnych duzych kieniach w sam raz (zwłaszcza pod górę).
Pozdrawiam,
Krzysiek
> Teraz jednak wydaje mi się, że na łatwiejszym szlaku np. dolinkowym,
> gdzie nie idzie się ani ostro pod górę, ani teren nie jest w miarę wygodny a
> noga nie jest narażona na skręcenie czy podwichnięcie - spokojnie mozna
> sandalow uzywac.
Kiedyś spotkałem delikwenta, który szedł sobie do schroniska pod Rysmi na
boso i to z dużym plecakiem :)
--
Pozdrawiam
loki_p(at)o2.pl
gg 4594567
> Osobiscie uzywam sandalow tylko jako butow zmiennych - np. w schronisku. I
> nie sadze, aby ktos traktowal sandaly jako jedyne buty, ktore ma na
> wedrowce.
Ja uważam podobnie.
Sam używam sandałów kupionych na miejskim bazarze zrobionych z pianki
podobnej to tej z jakiej robi się klapki. Są bardzo lekki i zakładam je
tylko w czasie postojów/biwaków.
Tomasz Sojka wrote:
> Dnia 6/9/2004 1:57 AM, Użytkownik lechu napisał:
>> Powiedzcie mi, czy te
>> sandały to
>> muszą jakieś spełniać jakieś szczególne wymagania, jakieś wyścigowe muszą
>> być czy jak... Oczywiście mam na myśli normalne chodzenie w sensie
>> szlaki i
>> te sprawy,
> Warunek konieczny to solidna konstrukcja i jak najlepsze trzymanie
> stopy. Jako bonus można potraktować np. podeszwę z Vibramu (na pewno
> Asolo i chyba inne niektóre też).
A zima warto pomyslec o sandalach model zimowy, czyli takie, ktore
maja futerko pod paskami :-)
Pozdrawiam
Wojtek
Pancur pewnie... Ja takiego gościa widziałem na jakimś zlocie na
Mazurach:) Jakie miał skorupy na piętach. Chyba całe życie na boso
przechodził.
--
Majkel
Joe Kane, autor świetnej książki "Z murtem Amazonki" opisującej pierwszy
spływ kajakowy od źródeł do ujścia tej rzeki(bohaterem tego przedsięwzięcia
był Piotr Chmieliński) wspomina jak w drodze do źródeł ,podczas wędrówki
przez perówiańskie andy spotkał indianina, który nie dość że boso to jeszcze
rozcięcie na pięcie miał zeszyte grubym czerwonym sznurowadłem.Indianie
andyjscy najczęściej używają sandałów zrobionych ze starych opon
samochodowych. Ponoć nieżle trzymają:)
Pozdrawiam Sztormik
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
>... czy te sandały to muszą jakieś spełniać jakieś szczególne wymagania...
Message-ID: <nl4lmus60ouu7kls6...@4ax.com>
pozdrawiam
makar
--
makaraj Mowa jest srebrem
na Robota złotem
gazeta
pl http://www.akglodz.org/
>A zima warto pomyslec o sandalach model zimowy, czyli takie, ktore
>maja futerko pod paskami :-)
No i nie zapomnieć o impregnacji bo zamokną i stracą własności
oddychające.
pozdrawiam
makar
--
makaraj NO FEAR? - kNOw FEAR!
na
gazeta
pl http://www.akglodz.org/
Aaaaa... sandałki... powiedziałem- no cóż, musiałem coś założyć, bo
jak chodziłem boso, to patrzyli na mnie, jak na idiotę...
Szkoda, że nie zrobiłem zdjęcia miny strażnika :P
A tak przy okazji - szedłem boso w deszczu z Vychylovki do Bacówki na
Rycerzowej i bardzo mi to odpowiadało :-)
Czarek
--
e-mail: 4...@BEzZ.TEG0.gmx.ch / http://strony.aster.pl/4x5
Dystrybucja :
Mistrzowie Polskiego Pejzażu - almanach fotograficzny
Książka o fotografowaniu - Andrzej Mroczek. Już jest nowe wydanie! Cena 51 zł
Nie tylko oni :)
http://www.hollowtop.com/sandals.htm
Pozdrawiam
Maciek Rasiej
>
> Wazne, zeby czuc sie w nich pewnie. Dlatego uwazam, ze w dolinkach tak, wyzej
> niekoniecznie (ja wole jednak porzadne buty obejmujace kostke, czuje sie w nich
> bezpiecznie). Uwazam tez, ze na gorskie wycieczki nie nalezy sandalow zakladac
> dzieciakom, tu jestem zdecydowanie za butem obejmujacym kostke.
A czemu nie dzieciom? Jak ja sam popylam w sandałkach (dolinka czy też różne vciekawe
płaskie góry w Sudetach) to moje dziecko ma się męczyć w swoich Aku??? Ja idę pod
obciążeniem, on na lekko...
Pzdrw.
Robert Bryl
--
Archiwum grupy: http://niusy.onet.pl/pl.rec.gory
> Indianie
> andyjscy najczęściej używają sandałów zrobionych ze starych opon
> samochodowych.
W takichże butach Vietcong popędził US Army (teren mocno górzysty jest, coby nie było, że
OT). Nie pomnę w jakich butach chadzało tam US Army.
> W takichże butach Vietcong popędził US Army (teren mocno górzysty jest,
coby ni
> e było, że
> OT). Nie pomnę w jakich butach chadzało tam US Army.
A to ciekawe z tymi sandałami kontra US Army. O ile pomnę irakijczycy też
preferują obuwie typu sandał?
Wiele szlakow (np. w Sudetach) przypomina normalne sciezki lub biegnie
drogami polnymi i jesli nie sa rozmokle nic moim zdaniem nie stoi na
przeszkodze by chodzic po nich w sandalach czy innym "niegorskim" obuwiu.
Pozdrawiam
--
Lukasz Madeksza
> Głupio się pewnie przyznawać do czegoś takiego, ale trochę mnie
> to zdzwiło.
dlaczego? pewnie nie czytałeś dysputy w jakich butach w góry?
> Znaczy się, zawwsze słyszałem, że po górahc chodzić należy tylko
> w odpowiednich butach,
jasne, że w odpowiednich - ale - to miara baadzo subiektywna
> a nie wspinaczkę w Himalajach,
dlaczego nie? jeśli komuś odpowiadają? (jak pisze WW i Makar :-))
stopa oddycha, można poczłapać po strumyczku, jednak należy
traktować nie jako but właściwy, a dla relaksu na dojścia,
odpoczynek w łatwym terenie (nawet najmocniejszy sandał nie
wytrzyma tego co but)
--
Rychu nyrewes<ciach>wp.pl
GG 5126701
Trzeba też pamiętać, żeby sandały były wysokie za kostkę i za szybko
nie przemakały na deszczu.
pozdrawiam
Jakub
--
"We're just toys in the hands of Xom"
www.xenocide.w.pl - SF roguelike in development
www.graveyard.uni.cc - visit Roguelike Graveyard
www.alamak0ta.republika.pl - my other projects
> Andrzej J. Makarczuk wrote:
> > No i nie zapomnieć o impregnacji bo zamokną i stracą własności
> > oddychające.
>
> Trzeba też pamiętać, żeby sandały były wysokie za kostkę
Teva wyprodukowała swego czasu taki model, właśnie pod kątem trekkingu. Nawet miałem toto
w ręku. Niestety, było piekielnie drogie...
dziab
> W niedawnym jednym wątku na temat butów, pisało sporo osób w jakich wędruje
> sandałach. Głupio się pewnie przyznawać do czegoś takiego, ale trochę mnie
> to zdzwiło. Znaczy się, zawwsze słyszałem, że po górahc chodzić należy tylko
> w odpowiednich butach, najlepiej wysokich.
Ja w sandalach nie chodze, ale bardzo czesto chodze w krotkich butach,
ktore z pewnoscia same nie spadaja, i nie slizgaja sie tez za bardzo,
ale na pewno kostki nie trzymaja.
Dluzsze buty zakladam tylko ze wzgledu na temperature/wode/snieg itp.
--
Krzysztof Halasa, B*FH
(...)na łatwiejszym szlaku np. dolinkowym,
> gdzie (...) teren nie jest w miarę wygodny a
> noga nie jest narażona na skręcenie czy podwichnięcie - spokojnie mozna
> sandalow uzywac
jak definiuje się teren, który "nie jest w miarę wygodny" a nie naraża na
uraz stawu?;
zapewniam, że poznańscy ortopedzi nie będą kolejny raz ratować zabiegowo od
zachowawczej "opieki" zapewnionej przez rodzimą warszawkę;
> Oczywiscie sandaly (...) powinny byc dobrej jakosci i na
> podeszwie w miare stabilnej, zapewniajacej komfort na mokrym podlozu.
najlepiej jak te cudowne "używane" buty;
(...)na gorskie wycieczki nie nalezy sandalow zakladac
> dzieciakom, tu jestem zdecydowanie za butem obejmujacym kostke.
jaka jest diametralna różnica pomiędzy stawem skokowym w korelacji do
wieku?;
czy mozna prosić o piśmiennictwo?;
> Anka
am
i wężykiem, wężykiem............
(nawet najmocniejszy sandał nie
> wytrzyma tego co but)
sandał to i może wytrzyma;
ale czy staw skokowy?;
zdrówko;
am
> W niedawnym jednym wątku na temat butów, pisało sporo osób w jakich wędruje
> sandałach. Głupio się pewnie przyznawać do czegoś takiego, ale trochę mnie
> to zdzwiło. Znaczy się, zawwsze słyszałem, że po górahc chodzić należy tylko
> w odpowiednich butach, najlepiej wysokich. Powiedzcie mi, czy te sandały to
> muszą jakieś spełniać jakieś szczególne wymagania, jakieś wyścigowe muszą
> być czy jak...
Sandały są niezastapione, zawsze mam je w plecaku i w łatwiejszym
terenie, czy schodząc z gór, przebieram, q uciesze stopy, zmęczonej
wielogodzinnym uwięzieniem w Scarpie. Jak zobaczycie w najbliższy
weekend w Tatrach kogoś z buciorami przytroczonymi do boków plecaka i w
sandałkach na nogach, to będę ja.
Sandały są trekkingowe, a nie klapki na szpilkach ;)
--
pa, Basia pakując sie ;)
Pozdrawiam serdecznie
Lech Rybienik
>
> sandał to i może wytrzyma;
> ale czy staw skokowy?;
w piłkę kopią w butach poniżej kostki;
a mnie udało się kiedyś wykręć dość boleśnie
kostkę łażąc w plastikowych skorupach;
pzdr
g. (4x gipsik na staw skokowy w obu nóżkach)
Witam,
...w łatwiejszym terenie... Otóż mam kolegów chodzacych w sandałach w terenie,
który dla bardzo wielu byłby wcale nie łatwy. Chodzi chyba o to, że w sandałach
(trekingowych) powino sie chodzić tylko w takim terenie który subiektywnie, z
doświadczenia, odbierany jest jako łatwy, wówczas minimalizuje się ewentualne
niebezpieczeństwo urazu wielce nieprzyjemnego - idzie się wówczas pewnie. A w
Himalajach, przywołując jeden z poprzednich postów, tragarze w klapkach
(japonkach) z ogromnymi obciążeniami pomykają w niekiedy zadziwiajaco
nieprzyjemnych miejscach. Ale jaką oni mają technikę i precyzję stawiania
stóp!!!! Widać z tego, że i moi koledzy półzawodowo chodzący po górach nie są
szaleńcami - ryzykantami i prawie każdy, z "normalnych" uzytkowników sandałków
może sobie znaleźć poziom bezpiecznego w nich sie poruszania i w wielu
miejscach nie musi rezygnowac z niewątpliwego komfortu sandałów. Ja w sandałach
chodzić lubię, choć np. Zawrat od Gąsienicowej (oczywiście pełnym latem) to
byłoby chyba na granicy sensowności - i to tylko w wejściu. Zejśc już bym się
bał, bo w zejściu jakoś (indywidualne wrażenie) sandałki są mniej pewne.
Serrrdecznie pozdrawiam, z pracy, zamiast z gór
Mikołaj
mój adres na stronie: www.ibles.waw.pl
masz na myśli wątek "A wy w jakich butach wedrujecie po górach?"? czytałem.
no i wtedy powstawać zaczęły w mojej głowie wątpliwości, znaczy
zorientowałem się, ze nic o tym nie wiedziałem. i dlatego się na grupie
spytałem.
wszystkim za odpowiedzi bardzo dziękuję
pozdrawiam
lechu
> masz na myśli wątek "A wy w jakich butach wedrujecie po górach?"?
czytałem.
nie, to nie ten - nie chce mi się googlać, to było w zeszłym roku
(chyba, albo wcześniej) dysputa odnośnie obuwia ciężkiego zimowego
(latem), adidasów, sandałków, gumowców (czy kaloszy jak kto woli),
dawania przykładu młodzieży itp. chodziło w szczególności o Tatry.
>masz na myśli wątek "A wy w jakich butach wedrujecie po górach?"? czytałem.
>no i wtedy powstawać zaczęły w mojej głowie wątpliwości, znaczy
>zorientowałem się, ze nic o tym nie wiedziałem. i dlatego się na grupie
>spytałem.
Sandały są fajne o ile:
- nie ma stromego zejścia
- teren nie jest kamienisty (kamyczki wpadające pod stopę są bardzo upierdliwe)
- nie musisz chodzić po głazach
- nie jest ślisko.
Zwykle zakładam sandały w schronisku lub na odcinki "szosowe", tudzież podczas
powrotu do domu - trzeba nogom dać odpocząć.
--
Sławomir Szyszło mailto:slas...@poczta.onet.pl
Nadprzewodnik sudecki klasy 10kV
FAQ pl.rec.gory http://www.faq.e-gory.pl/
Witam, w zeszłym roku przeszedłem w sandałach szlak z Komańczy do Cisnej - tam
się skończyło, bo zaczęło lać i wyściólka skórzana zrobiła się tak śliska, ze
nie mogłem zrobić kroku bez ślizgania się (i lało przez następne 2 dni) - model
sandałów to Lizard Plus (podobne do Super Hike), ale nastepne jakie będę kupował
- to na pewno z serii "hydro" np. Hydra IV - szybciej schną - zwłaszcza
przydatne przy przekraczaniu strumieni.
Co do butów US Army w Wietnamie - to był to model specjalnie do dżungli tzw.
jungle boots, but ze skóry, cholewka z zielonego nylonu, na dole 2 duże otworki
wentylacyjno - drenażowe - początkowo z podeszwą Vibram, potem Panama -
samoczyszczącą - ja takich używam na błoto - rewelacja.
Pozdrowienia Wiktor
Czesc
Odchodząc już od sprawy wyściółki... Poszczególnie modele Lizarda mają kilka
odmian podeszwy (choc w obydwu przypadkach vibram): jedne z tendencją na
góry i teren, inne przewidziane raczej na wodę.
Myśle, że podeszwa sandałków do sportów wodnych, może sie w terenie dość
szybko zetrzeć, a wtedy niedługo sie nimi nacieszysz (kiedys pisał o tym
jeden koleś http://makeashorterlink.com/?E20234A88 )
--
Pozdrawiam
Marcin Szymczak
dziober(at)wp(kropka)pl
#GG 5455346 .Wroclaw
Lizard robi pewnw modele z inna wyściółką - gumową do sportów "mokrych" ale
podeszwę mają taka samą (np. model Creek) inne mają podeszwę "żeglarską" np.
Sail i ta rzeczywiscie moze się szybciej zużyć - jest bardziej przyczepna, przez
co bardziej miękka, ale są modele np. wspomniana Hydra IV, które mają nowy wzór
podeszwy, ale wytrzymałość moim zdaniem taką samą (a moze i wiekszą, bo ta
drobniuka podeszwa ściera się momentalnie - po roku mam łyse pod piętami i pod
palcami) sandały są produkowane przeciez nie tylko dla kajakaży ale również do
kanioningu - a tam po skałkach się tez biega. Po prosty nie należy używać w
górach tej jasnej podeszwy kauczukowej.
(model Hydra IV ciemny vibram i gumowa wyściółka, Gea IV ciemny vibram i
skórzana wyściółka, Hydra IV marine vibram jasny i gumowa wyściółka - a
producent sam nawet podaje obrazkami do caego dany but się nadaje)
aha, to poszukam
Byłam wczoraj na "Góralskim Graniu" na Krawculi (pozdrawiam Jackuna i
Szymona :-) ), koleżance niestety ukradziono w schronisku buty turystyczne
(na szczę¶cie stare i zużyte, zastanawiam się po co komu takie). No i
kolezanka wracała po tym zimnym deszczu i błocie w sandałach.
Nawet nie było najgorzej z trzymaniem się drogi, tylko zimno jej było.
Pozdrowienia.
Basia
> koleżance niestety ukradziono w schronisku buty turystyczne
> (na szczęście stare i zużyte, zastanawiam się po co komu takie).
Niedawno na pytanie "jakie buty?" ktoś komuś
odpowiedział celnie: "rozchodzone".
I już są efekty.
> Nawet nie było najgorzej z trzymaniem się drogi, tylko zimno jej było.
Łączne zachodzenie zarysowanych przesłanek sugeruje wysoką zawartość
krwi w alkoholu.
Serdeczności
Kuba
> > koleżance niestety ukradziono w schronisku buty turystyczne
> > (na szczęście stare i zużyte, zastanawiam się po co komu takie).
>
> Niedawno na pytanie "jakie buty?" ktoś komuś
> odpowiedział celnie: "rozchodzone".
> I już są efekty.
>
Śmiej się, śmiej. Kolezance tak wesoło nie było, chciaz humor jej się
poprawił jak jej luby obiecał jej od razu nowe buty.
Zresztą nota bene troche dziwnej "publiczności" sie zeszło na "Góralskie
Granie" - komuś zginął ze schroniska plecak pozostawiony niebacznie na
półpiętrze, zginęły również męskie buty pozostawione w przedsionku tam gdzie
sie zawsze buty zostawia..
A wieczorem część "publicznosci" delikatnie mówiąc zalana , wszczynała bójki
i puszczała pawie przed schroniskiem.
W nocy tez podobno jakaś banda idiotów wytłukła szybę w jednym z pokoi.
Drobna uwaga do Szymona i innych organizatorów - może na przyszłość
zorganizowac jakąs straż porządkową. Przy kilkusetosobowej imprezie, gdy
dostępny jest alkohol przydałaby się taka formacja, aby uspokoić i ułożyć do
snu tych niewyżytych.
Ale tak ogólnie to jak na razie pisalam same niemiłe rzeczy a impreza była
super !!!
W sobotę dotarłam na Krawculę około 19.30, na s rodkowa część występu
"drewutni" potem grał zespól "Selesz". Potem, czyli ok.
22.30 mialo byc ognisko, ale zaczelo lac. W nocy do okolo 24.30 siedzieliśmy
jeszcze w jadalni schroniska i z grupą 6-8
osób spiewalismy sobie piosenki wolnej Grupy Bukowina i podobne.Spalismy w
pokoju piecioosobowym w 10 osób + pies. Ja z tym psem na podlodze ;-) ale
pies był bardzo grzeczny.
W niedzielę deszcz padal tylko z rana, a potem od okolo 15, w międzyczasie
bylo znosnie.
Odbyly sie wszystkie zaplanowane wystepy.
Rano od okolo 8.30-10.00, póki padalo Selesz dawal koncert w jadalni
schroniska.
Okolo 10.30 byla msza, sporo osób bralo udzial. Potem okolo 11 wystepowal
bardzo krótko Broda (akurat poszlam po sniadanie i nie zdążylam na występ).
Potem krótko czteroosobowy zespól z Zywca, a potem godzinne wystepy daly
kolejno "Drewutnia" potem "Selesz" i na koncu zespól Romana Kumlyka z
Huculszczyzny. Ten ostatni to wprost rewelacja. Wystepowali do okolo 15.30.
Na wystepach bylo chyba jeszcze z 200 osób, tym razem zainteresowane
wystepami.
Zabawa byla swietna, z 30, lub wiecej osób tanczylo na tym blocie. Potem
huculskie tańce poprowadzil sam p. Kumlyk.
Kto nie był - nie żałuje.
Ogólnie oceniam duuzo fajniej wystepu w niedziele niz w sobote, chyba poszlo
juz spac, lub poszlo sobie to cale talalajstwo.
> Nawet nie było najgorzej z trzymaniem się drogi, tylko zimno jej było.
>
> Łączne zachodzenie zarysowanych przesłanek sugeruje wysoką zawartość
> krwi w alkoholu.
>
Koleżanka była trzeźwa jak mrówka, bo to ona potem prowadziła samochód.
Pozdrowienia.
Basia
Korekta - miało być "kto nie był - niech żałuje".
Pozdrowienia.
Basia
Basiu! czyś gdzie emotikon widziała?
Zali nie wiesz, że zawsze w takich sytuacjach
jak internetowa grupa dyskusyjna
wypowiadam się trupio wręcz poważnie?
> Kolezance tak wesoło nie było, chciaz humor jej się
> poprawił jak jej luby obiecał jej od razu nowe buty.
Niech mu nie wierzy.
Ci mięczyźni to óni tacy som: wszystko obiecują na poczontku,
a potem jak kończą? - z systemu nicejskiego nici.
Brzydale.
> Zresztą nota bene troche dziwnej "publiczności" sie zeszło na "Góralskie
> Granie" - komuś zginął
> A wieczorem część "publicznosci" delikatnie mówiąc zalana , wszczynała bójki
A to już wiem którzy to, też ich znam - mówi się o nich: społeczeństwo.
> i puszczała pawie przed schroniskiem.
Wieczorem? to chuligani!
przecież taki paw jak wrzaśnie, no to całe schronisko obudzi.
> Drobna uwaga do Szymona i innych organizatorów - może na przyszłość
> zorganizowac jakąs straż porządkową. Przy kilkusetosobowej imprezie, gdy
> dostępny jest alkohol przydałaby się taka formacja, aby uspokoić i ułożyć do
> snu tych niewyżytych.
Już próbowano i to z niezłymi efektami.
Nazywała się harnicy albo smolarze.
> na s rodkowa część występu
> "drewutni"
to raczej nie masz czego żałować
> potem grał zespól "Selesz".
słyszałem coś o szeleszczeniu - to może jakiś ich kawałek?
> pokoju piecioosobowym w 10 osób + pies. Ja z tym psem na podlodze ;-) ale
> pies był bardzo grzeczny.
znaczy - dżentelmen?
> i na koncu zespól Romana Kumlyka z
> Huculszczyzny. Ten ostatni to wprost rewelacja.
ściągnęli go jakoś dekadę nazad
do Polski "Mikołaje", od tamtej pory bywał częstym gościem
na "Mikołajakch Folkowych", w Jaworniku itd.
> Koleżanka była trzeźwa jak mrówka, bo to ona potem prowadziła samochód.
i jak taka mała mrówka poradziła sobie z kierownicą?!
( że o pedałach nie wspomnnę, bo to delikatny temat )
Serdeczności,
Kuba
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
>
> > na s rodkowa część występu
> > "drewutni"
>
> to raczej nie masz czego żałować
Dlaczego ?
>
> > potem grał zespól "Selesz".
>
> słyszałem coś o szeleszczeniu - to może jakiś ich kawałek?
>
Np tutaj (ale krótkie):
http://krawcow.pttk.pl/selesz.php
Ogólnie repertuar i nawet sposób wykonania mają nieco podobny do
"Mikołajów", mozę trochę mniej "ortodoksyjny" a bardziej rozrywkowy. Grali
też kawałki ze "Skrzypka na dachu" i kawałki Bregowicza, co raczej nie
zalicza się do ludowej muzyki Karpat.
Niemniej grali fajnie, z dużym temperamentem, a publicznosć fajnie się
bawiła.
> > i na koncu zespól Romana Kumlyka z
> > Huculszczyzny. Ten ostatni to wprost rewelacja.
>
> ściągnęli go jakoś dekadę nazad
> do Polski "Mikołaje", od tamtej pory bywał częstym gościem
> na "Mikołajakch Folkowych", w Jaworniku itd.
>
Jesli jeszcze będzie kiedyś występował gdzies niezbyt daleko, bardzo chętnie
pojadę posluchać. Godzina występu - to było stanowczo za mało. Zespół (i
spora częśc publiczności) pozostawała tam do dziś, Szymon tez, jak wróci -
to pewnie zda relację. Ale ja przypuszczam, że najlepsza zabawa to była
wczoraj wieczorem. Niestety ja musialam wracać.
Pozdrowienia.
Basia
Sympatyczni, ale IMHO mocno odtwórczo i nie mocno biegle odgrywają
piosenki ogólnie dostępne w śpiewnikach.
( chyba, ze od roku coś się radykalnie zmieniło )
> Ogólnie repertuar i nawet sposób wykonania mają nieco podobny do
> "Mikołajów", mozę trochę mniej "ortodoksyjny" a bardziej rozrywkowy. Grali
> też kawałki ze "Skrzypka na dachu" i kawałki Bregowicza, co raczej nie
> zalicza się do ludowej muzyki Karpat.
> Niemniej grali fajnie, z dużym temperamentem, a publicznosć fajnie się
> bawiła.
Mikołaje - poza karpatoruskimi - grywali już podlaskie, lubelskie,
macedońskie, słowackie... często w nader swobodnej interpretacji
i z egzotycznym instrumentarium, a poszczególni członkowie angażowali się
i w inne kapele m.in. zespół klezmerski, tudzież grupy teatralne itd. itp.
> Jesli jeszcze będzie kiedyś występował gdzies niezbyt daleko, bardzo chętnie
> pojadę posluchać
a to zajrzyj może czasem na:
http://www.mikolaje.lublin.pl:1080/mikolaje/glowna.html
Serdecznosci,
>
> Sympatyczni, ale IMHO mocno odtwórczo i nie mocno biegle odgrywają
> piosenki ogólnie dostępne w śpiewnikach.
> ( chyba, ze od roku coś się radykalnie zmieniło )
>
Ja ich lubię.
A zresztą - zupełnie inaczej słucha się muzyki pod gołym niebem, na hali,
nawet kiedy deszcz pada, niż siedząc w klubie.
Zupełnie inaczej (wg mnie - zdecydowanie gorzej) brzmi tez muzyka z kasety,
lub płyty.
To spotkanie na Krawculi jest takie fajne również przez to otoczenie.
> Mikołaje - poza karpatoruskimi - grywali już podlaskie, lubelskie,
> macedońskie, słowackie... często w nader swobodnej interpretacji
> i z egzotycznym instrumentarium, a poszczególni członkowie angażowali się
> i w inne kapele m.in. zespół klezmerski, tudzież grupy teatralne itd. itp.
Członkowie zsepolu "Selesz" to bardzo młodzi ludzie i zresztą chyba nie
studenci a wywodzą sie jak przeczytałam z naszego (tj. mojego) terenu
uprawnień z Radziechowów (Radziechów ???). Widac że muzykowanie sprawia im
autentyczną radość, podoba mi się to :-)
> a to zajrzyj może czasem na:
> http://www.mikolaje.lublin.pl:1080/mikolaje/glowna.html
>
Zaglądam.
Pozdrowienia.
Basia
>Członkowie zsepolu "Selesz" to bardzo młodzi ludzie i zresztą chyba nie
>studenci a wywodzą sie jak przeczytałam z naszego (tj. mojego) terenu
>uprawnień z Radziechowów (Radziechów ???).
Radziechowych, AFAIK. :-)
zbooy
> Zresztą nota bene troche dziwnej "publiczności" sie zeszło na "Góralskie
> Granie" - komuś zginął ze schroniska plecak pozostawiony niebacznie na
> półpiętrze, zginęły również męskie buty pozostawione w przedsionku tam
gdzie
> sie zawsze buty zostawia.
Alkohol i związane z tymże "wyluzowanie" robi niestety swoje :(.
> A wieczorem część "publicznosci" delikatnie mówiąc zalana , wszczynała
bójki
> i puszczała pawie przed schroniskiem.
> W nocy tez podobno jakaś banda idiotów wytłukła szybę w jednym z pokoi.
Niestety tymi walczącymi okazali się okolicznie górale-miejscowi, którzy
potraktowali Wierchowe Granie jako jeden ze swych festynów, na których
dzieje się spooooro. Smutne to ale prawdziwe.
> Drobna uwaga do Szymona i innych organizatorów - może na przyszłość
> zorganizowac jakąs straż porządkową. Przy kilkusetosobowej imprezie, gdy
> dostępny jest alkohol przydałaby się taka formacja, aby uspokoić i ułożyć
do
> snu tych niewyżytych.
Basiu (i potencjalni przyszli uczestnicy), już zostały poczynione
przygotowania do III Wierchowego Grania i NA PEWNO będą na Hali Krawcula w
tym czasie służby porządkowe (policja i/lub SG). Więc wtedy już wszelkie złe
zalążki powinny się szybko usuwać :-)
> Ale tak ogólnie to jak na razie pisalam same niemiłe rzeczy a impreza była
> super !!!
100% racja!!!
> Ogólnie oceniam duuzo fajniej wystepu w niedziele niz w sobote, chyba
poszlo
> juz spac, lub poszlo sobie to cale talalajstwo.
Sobota jednak była ciekawsza (wg opini uczestników obu dni), ale niestety
przyćmiona nieco pijaństwem:(.
Niedziela faktycznie była spokojniesza, bo pozbawiona "wyluzowanych", a
przed sceną stawili się tylko sympatycy folkloru Karpat.
Popołudnie na Krawcowym, po zakończeniu oficjalnym imprezy, w jadalni to już
popisy kilku muzyków z "Młodego Juhasa", którzy niemal ścigali się między
sobą o grę, a potem
dołączył do nich Roman Kumłyk z kapelą i... się zaczęło!!! Przez 3 h dali
takiego czadu, że wprost niemożliwe! Gdy "Młodzi Juhasi" poszli już na dół,
p. Kumłyk już z pełną kapelą (bęben, cymbały, akordeon i oczywiście skrzypce
(R. Kumłyk)) zaczęli "bawić" się muzyką. Ponownie wprawiali w zachwyt tych,
którzy pozotali do poniedziałku (których tak określił mój kolega: studenci i
bezrobotni. W sumie sporo prawdy, ale i nauczyciele się znaleźli i innych
profesji też było troszkę. Jednak byli to nasi już przyjaciele i znajomi -
ot taki iście kameralny wieczór). Grania, śpiewania i opowieści nie było
końca, a ok. 23 dołączył do nich Piotr Chyła-Goniewicz (akordeon) z Kapeli
Drewutnia. Wtedy to już aż niewypadało iść spać. Całość zakończyła się przed
1. w nocy.
Pełna relacja z całej imprezy wraz ze zdjęciami powinna ukazać się na
stronie Krawcowego Wierchu za kilka dni (czekam na zdjęcia i relacje z
piątku/soboty, bo niestety też przyjechałem dopiero w sobote o 20.30 z
powodu egz. na studiach).
I już na zakończenie.
Naprawdę watrto było przybyć w ten weeknd na Krawców Wierch. I ani pogoda,
ani ludzie nie przeszkadzają tym którzy przybyli tam by słuchać i podziwiać
artystów, a ja i wielu innych do nich się z pewnością zaliczam. Do
zobaczenia w przyszłym roku Drodzy i Drogie Precle!
Pozdrawiam
Szymon
---------------------------------------------------------------
Bacówka na Krawcowym Wierchu http://krawcow.pttk.pl
Schronisko na Hali Łabowskiej http://halalabowska.pttk.pl
Schronisko na Przełęczy Przegibek http://przegibek.pttk.pl
Katalog Stron Turystycznych http://katalog.pttk.pl
GG: 2461026
---------------------------------------------------------------
> Popołudnie na Krawcowym, po zakończeniu oficjalnym imprezy, w jadalni to
już
> popisy kilku muzyków z "Młodego Juhasa", którzy niemal ścigali się między
> sobą o grę, a potem
> dołączył do nich Roman Kumłyk z kapelą i... się zaczęło!!! Przez 3 h dali
> takiego czadu, że wprost niemożliwe! Gdy "Młodzi Juhasi" poszli już na
dół,
> p. Kumłyk już z pełną kapelą (bęben, cymbały, akordeon i oczywiście
skrzypce
> (R. Kumłyk)) zaczęli "bawić" się muzyką. Ponownie wprawiali w zachwyt
tych,
> którzy pozotali do poniedziałku (których tak określił mój kolega: studenci
i
> bezrobotni. W sumie sporo prawdy, ale i nauczyciele się znaleźli i innych
> profesji też było troszkę. Jednak byli to nasi już przyjaciele i znajomi -
> ot taki iście kameralny wieczór). Grania, śpiewania i opowieści nie było
> końca, a ok. 23 dołączył do nich Piotr Chyła-Goniewicz (akordeon) z Kapeli
> Drewutnia. Wtedy to już aż niewypadało iść spać. Całość zakończyła się
przed
> 1. w nocy.
Domyślałam sie ze najfajniejsza to będzie ta nieoficjalna część. Eeech.
Na przyszły rok to już sobie chyba wezmę urlop na poniedziałek.
Pozdrowienia.
Basia
> Ja ich lubię.
> A zresztą - zupełnie inaczej słucha się muzyki pod gołym niebem, na hali,
> nawet kiedy deszcz pada, niż siedząc w klubie.
> Zupełnie inaczej (wg mnie - zdecydowanie gorzej) brzmi tez muzyka z
kasety,
> lub płyty.
> To spotkanie na Krawculi jest takie fajne również przez to otoczenie.
:-)
> Członkowie zsepolu "Selesz" to bardzo młodzi ludzie i zresztą chyba nie
> studenci
A czy bycie studentem przeszkadza w grze? No chyba że chodzi o wiek.
Szkoda że w drugim dniu nie założyli swoich regionalnych ciuszków, ale
"trochę" im zamokły w nocy od deszczu.
Poza tym uważam, że jeśli chodzi żywiołowość i przekaz, to byli jednymi z
najlepszych artystów WIerchowego Grania. Spore wrażenie też zrobił "Młody
Juhas", lecz mi dane było jedynie słuchać opowiadań z ich koncertu.
>a wywodzą sie jak przeczytałam z naszego (tj. mojego) terenu
> uprawnień z Radziechowów (Radziechów ???).
Radziechów.
> Widac że muzykowanie sprawia im
> autentyczną radość,
Ba! I to jaką!!!
--
--
Pozdr.
Pawel Bunarowski
A ja spotkałam jedną z precelków w schronisku na Krupowej w niedziele po Bozym
Ciele. Pozdrawiam przy okazji :-)
dziab
> A ja spotkałam jedną z precelków w schronisku na Krupowej w niedziele po
Bozym
> Ciele. Pozdrawiam przy okazji :-)
Jeśli już mowa o spotkaniach, to z wielkim zdziwieniem (i zarazem smutkiem)
przyznaje, że w czasie długiego weekendu czerwcowego w bezpośrednich
okolicach nie przewinął się żaden precel/-ka :(.
Czyżby warunki były niekorzystne?
> Jeśli już mowa o spotkaniach, to z wielkim zdziwieniem (i zarazem smutkiem)
> przyznaje, że w czasie długiego weekendu czerwcowego w bezpośrednich
> okolicach nie przewinął się żaden precel/-ka :(.
> Czyżby warunki były niekorzystne?
Hmm - warunki były raczej zacne. Łaziłam z grupą w tych okolicach cztery dni i
było całkiem, całkiem. Trochę mgliście i deszczowo okresami, ale Babią udało
się znienacka załoić przy pięknej pogodzie. Być może precle i precelki
postanowli nie dublować weekendów i wybrać się tydzień później na Krawców -
niektórzy tak zeznawali prywatnie. Ale, reasumując - ludzi w górach w ten
weekend nie było dużo - głównie wycieczki szkolne.
Pozdrawy
W sumie racja, ale o dziwo było sporo rowerzystów (na których widok aż serce
gnało by dosiąść swego rumaka ;-), ale na szczęście w poniedziałek zrobiła
się świetna pogoda i wycieczka była taka że hej!
(http://krawcow.pttk.pl/galeria/06-2004.html) ).
Z tego co wiem to w Żywieckim był większy ruch (co nie wiem czy mnie cieszy,
bo bardziej lubie te góry i wolał bym w nich więcej spokoju). Zarówno na
Krawcowym jak i na Rycerzowej przewinęło się więcej turystów niż w latach
ubiegłych w analogicznym okresie (koledzy w bacówkach siedzą :-) ).
pozdrawiam ponownie:-)
> Jeśli już mowa o spotkaniach, to z wielkim zdziwieniem (i zarazem
smutkiem)
> przyznaje, że w czasie długiego weekendu czerwcowego w bezpośrednich
> okolicach nie przewinął się żaden precel/-ka :(.
> Czyżby warunki były niekorzystne?
a może precle były, ale w ukryciu?;-)
ja oprócz Magdy, której wcześniej nie znałam, więc nie wiedziałam jak
wygląda (tu wychodzi pożytek z posiadania koszulki preclowej;-)), spotkałam
na Hali Krupowej Kubę Bogusza ale wieczorem miałam wątpliwości czy on to
on...;-) Pewność zyskałam dopiero, gdy zareagował na logo precla w
niedzielę.
pozdrawiam
Iwona
> ja oprócz Magdy, której wcześniej nie znałam, więc nie wiedziałam jak
> wygląda (tu wychodzi pożytek z posiadania koszulki preclowej;-)), spotkałam
> na Hali Krupowej Kubę Bogusza ale wieczorem miałam wątpliwości czy on to
> on...;-) Pewność zyskałam dopiero, gdy zareagował na logo precla w
> niedzielę.
No, w takich sytuacjach, chyba powinno sie miec wytatuowane
logo precla.
W sytuacjach 'in flagranti' koszulka moze nie byc
wystarczajacym elementem identyfikujacym.
Pozdrawiam
Wojtek
PS. Logo Frakcji Wschod nosze z duma!
Niestety motocrossowcy też byli (szaleli w okolicach Rysianki
w czwartek i Krupowej w niedzielę), słychać ich było chyba z kilometr :/
Za to na szlakach w większej odległości od schronisk był spokój, można
było spotkać pojedyncze osoby (z wyjątkiem Babiej od Brony do szczytu,
gdzie było parę wycieczek).
--
Jakub Bogusz | http://cyber.cs.net.pl/~qboosh/gory/
----------------------------------------------------------------
> myslisz ze niedzwiedzie czytaja ta grupe???
No. Jak nie wierzysz, to napisz na priva: ma...@michau.moko.pl (Jendrek)
Wieczorem się nie przyglądałem, któż to nam towarzyszył przy ognisku,
więc dopiero rano Twój wygląd wydał mi się znajomy, a po zobaczeniu loga
uznałem, że nie bez powodu :)