Użytkownik "Krzysztof Halasa" <
k...@pm.waw.pl> napisał w wiadomości
news:m3d2847...@intrepid.localdomain...
> No ale ludzie chodzą także bez liny, wtedy rozkład jest jeszcze bardziej
> "niekorzystny". Kwestia terenu i zagrożeń - zupełnie inaczej jest przy
> zagrożeniu upadkiem "w dół", a zupełnie inaczej przy możliwym poślizgu
> i zjeździe w śliskim i stromym, ale jednak nie pionowym terenie.
Właśnie mi o takim, stromszym terenie chodziło. Chodzi o teren który
można ABSOLUTNIE przejść bez uzycia liny (jakaś grzęda, trawers) a lina to
jak spadochron. Z resztą latałem nie raz na dwusterach mając przypięty
spadochron (przepisy) a nikt mnie praktycznie nie uczył, jak z tego
spadochronu skorzystać. Wydaje mi się, że nie straciłbym zimnej krwi i
umiał go obsłużyć, gdyby padł od instruktora rozkaz "skaczemy!". Ale to
tylko wydaje mi się, na żadnym szkoleniu nie byłem, a skakać nie musiałem.
A czasami są sytuacje, gdy pilot doświadczalny jest świadomy zagrozenia
podczas testów, pogoda dobra i nie daje rady się uratować, jak znajomy
pilot Jacek Marszałek na Dedalu KB, który rozpadł się w czasie lotu.
Ja nie mam zamiaru ryzykować, potrafię się wycofać czasem tuż przed celem-
gdy sprawy nie wyglądają tak, jakbym tego chciał.
Z tego wątku- ktoś napisał, aby po poślizgu i upadku- na brzuch i stopy do
góry. W 2009 roku była od Piątki do dol. Roztoki wyślizgana rynna w śniegu.
Postanowiłem zjechać. Nikt mnie nie uczył, wolno czy nie nie wolno. Z
początku ostrożnie, jechałem na tyłku z przekrętem tułowie i hamowałem od
razu. Po zatrzymaniu spróbowałem się trochę rozpędzić, jak w lunaparku. I
miałem strach w oczach, fizyka się kłania i za duża energia do wytracenia.
Nauczka jak w lotnictwie- nie szarżuj i nie dopuszczaj do sytuacji
nieprzewidywalnej. Ale na brzuch nie przyszło mi do głowy się przekręcić.
Teraz już bym spróbował. Właśnie o takie rady praktyczne mi chodziło. To
nie zdobywanie zimowych przejść. To turystyka zimą i trochę zabezpieczenia.
Tomek.