Gazeta Wyborcza opublikowała wywiad Wojciechem Kurtyką:
wyborcza.pl/magazyn/7,124059,27010183,wojciech-kurtyka-polski-himalaizm-ma-na-koncie-igrzyska.html
Jak ktoś ma prenumeratę i pół godziny, to nie pożałuje.
Na zachętę cytat:
"Jurek [Kukuczka] dołączał do wypraw po odwaleniu przez resztę wspinaczy
całej trudnej roboty, gdy każda z tych gór, po tygodniach mozolnych prac
wysokościowych, wyposażona była w liny poręczowe i obozy. Jurek wkraczał na
gotowy park linowy. Te wejścia były zaprzeczeniem idei wspinania i
sportowego fair play. Dla przykładu – na Dhaulagiri dotarł ponad 25 dni po
założeniu bazy, gdy góra była wyposażona w liny i obozy do wysokości 6800
m. Uniknął blisko miesięcznej wspólnej harówy. Na Czo Oju dołączył trzy dni
przed końcem wyprawy, gdy góra była już zamieniona w komfortową „Orlą Perć”
z trzema kilometrami lin poręczowych, Jurek wpiął małpę w ten park i
pociągnął do szczytu. Na Kanczendzondze włączył się do akcji około trzech
tygodni po założeniu bazy, gdy mocny zespół kolegów wyposażył już górę w
1400 m lin poręczowych i założył depozyty obozowe do wysokości około 7200
m.
Historie tych wejść wymuszają pytanie: czego Kukuczka właściwie dokonał?
Przecież te wejścia były wzorcem klientowskiego udziału w wyprawie
komercyjnej, w dodatku bez opłaty, bo w PRL-u wszyscy byliśmy przyjaciółmi
i Jurek miał za darmo. Był chyba najtwardszym gościem w całym himalaizmie,
tyle że te wejścia były aktami heroizmu w robotach wysokościowych."
--
uzdrawiam
Grzesiek
adres: grzegorz.tracz[NA]
ifj.edu.pl
"Dzięki Radiu Maryja wiadomo, jak wiele pieniędzy potrzeba do życia w
ubóstwie."
autor nieznany
http://grzegorz-tracz.ucoz.pl/