Ponieważ mój aparat cyfrowy został zalany przez morską falę,
uległem internetowej reklamie i sugestii mojego kolegi z Uniwersytetu
Warszawskiego (będzie to potem grało rolę), który miał
nienajgorsze z firmą doświadczenia, i oddałem pod koniec września
aparat do sewisu Foto-tronik. Koszty naprawy względnie sprawnie
oceniono na coś kolo 250 zł i zapadła głucha cisza. Próby
uzyskania jakiejkolwiek informacji skończyły sie po ok. 4 tygodniach
e-mailem od firmy, informującym, że uszkodzona jest dodatkowo migawka
i koszty naprawy będą (znacząco) większe, oraz domagającym się
wyrażenia zgody na te dodatkowe koszty. Wyraziłem zgodę, dając
jednocześnie wyraz niezadowoleniu z braku kontaktu, dostępu do
informacji i ze sposobu traktowania klienta. Naiwny - nie
wiedziałem, ze najgorsze dopiero przede mną.
Po kolejnych 4 tygodniach i kolejnych nieudanych próbach uzyskania
jakiejkolwiek informacji, dostałem wreszcie wezwanie do odbioru
aparatu. W punkcie Foto-tronik oddano mi bez słowa aparat
nienaprawiony, choć fakt - za nienaprawienie nie pobrano ode mnie
opłaty. Cały przebieg sprawy napawał mnie niesmakiem, któremu
dałem wyraz w liście do Foto-tronika, skarżąc się, że nic
niezrobienie (jak się później okazało - chyba się tu jednak
myliłem) zajęło 2 miesiące, i że nikt z firmy nie raczył
udzielić żadnych wyjaśnień w tej sprawie, nie mówiąc już o
przeprosinach. Napisałem też, że uważam taki sposób traktowania
klienta za naganny i nie omieszkam podzielić się swoimi
spostrzeżeniami na forum internetowym.
Szczerze mówiąc, miałem nadzieję, że całe postępowanie serwisu
było sprawką jakiegoś, niezbyt sprawnego w kontaktach z klientami
pracownika, i że firma Foto-tronik wykorzysta to jako okazję do
wyjaśnień, przeprosin za mitręgę itp. Sprawę uznałbym wtedy za
zakończoną.
O jakże się myliłem! Odpisał mi anonimowo osobnik podający sie za
kierownika Foto-tronik, który w ogóle nie odniósł się do moich
zażaleń, natomiast, w sprawie koncepcji podzielenia się moim
doświadczeniem, poradził mi się dobrze zastanowić, gdyż przekaże
sprawę swoim prawnikom. Następnie, w dalszej korespondencji,
ogólnie poddał w wątpliwość moją sprawność intelektualną,
oskarżył o stosowanie ,,szantarzu - poprzez pisanie smutnych
wywodów o jakości usług serwisu" (ortografia i stylistyka
oryginalna) i zaproponował abym, jednocześnie, swoje rady zachował
dla siebie i opublikował je w prasie w dziale ,,śmiechu warte".
Ostatecznie zaś (gdy dostał kopię mojego e-maila do owego kolegi z
Uniwersytetu, z informacją, że jego pozytywna opinia o serwisie się
nie potwierdziła) pan Anonimowy Kierownik (tak się podpisał!)
wysłał dziesiątki e-maili na adresy Uniwesytetu Warszawskiego
informujące, że jest ,,wstrząśnięty" moim zachowaniem i że
zajmuję się ,,zaczepianiem serwisu aparatów fotograficznych".
Tego żaden kabareciarz by nie wymyślił! Pomijając całą tę
nieuświadomioną komiczność poczynań - do końca anonimowego -
Pana Kierownika, rujnującego PR swojej firmy, jest to jednak, niczym
nieusprawiedliwione, rozpowszechnianie tekstów, które mogły być
odebrane przez adresatów jako zawierające negatywne opinie na mój
temat i poddające w watpliwość moje działania i uczciwość. Za
zupełnie kuriozalne i niemające precedensu w cywilizowanym świecie
należy uznać postępowanie firm, które w podobny sposób
,,dyscyplinują" niezadowolonych klientów. Można to uznać za
działania obliczone na poniżenie w oczach opinii publicznej i
ograniczenie wiarygodności osób, które miały nieszczęście być
klientem takiej firmy i wyrazić swoją, negatywną o niej opinię. W
przypadku obrony własnego imienia, firmy takie wykazują na ogół
zupełnie inną wrażliwość.
To jednak nie koniec historii. Dzięki listom na uniwersytet, dostałem
wyrazy poparcia i adresy różnych grup dyskusyjnych, gdzie problemy z
Foto-tronikiem pojawiają się od czasu do czasu. Oddałem też aparat
do naprawy w Innym Serwisie, informując oczywiście, że był juz w
rękach Foto-tronika. Opinni pracownika Innego Serwisu o Foto-troniku
nie mogę, ze względów cenzuralnych, zacytować. Ale może to tylko
niesprawiedliwa opinia konkurencji. Z innego Serwisu dostałem też
informację, że do naprawy jest migawka, ale że jej uszkodzenie nie
mogło w żaden sposób być spowodowane zalaniem. Dodałem sobie 2 do
2 i wyciągnałem graniczący z pewnością wniosek, co się naprawdę
stało podczas naprawy w Foto-troniku. Nigdy więcej.
> O jakże się myliłem! Odpisał mi anonimowo osobnik podający sie za
> kierownika Foto-tronik, który w ogóle nie odniósł się do moich
Wypadałoby abyś sam się podpisał pod takim listem. Bo w tej chwili nie
jesteś bardziej wiarygodny od powyższego kierownika.
--
Borys Pogoreło
borys(#)leszno,edu,pl
Jeszcze go pozwa i co?;]
--
pozdrawiam
Piotr "Archie" Połoczański
Freelance Photojournalist - Designer
www.photolife.pl www.redwedding.pl
> > Wypadałoby abyś sam się podpisał pod takim listem. Bo w tej chwili nie
> > jesteś bardziej wiarygodny od powyższego kierownika.
> Jeszcze go pozwa i co?;]
W oparciu o opisane przejścia jakby chcieli go pozwać,
to wszystkie dane już przecież mają...
pozdrawiam
Wiki [HQ mode]
--
Wiktor 'Wiki' Matlakiewicz //^\\___ And when I vest my flashing sword
8o ^ / And my hand takes hold in judgement
wiki.smutek.pl Żywiec ][=m I will take vengeance upon mine enemies
(|) 6o4.44o964 \/_|_\___ And I will repay those who hase me
> Pragnę więc przedstawić moje perypetie z serwisem Foto-tronik sp. j.
Niestety - są w Polsce firmy, które tak działają i tylko dzieląc się
przeżyciami, można ustrzec kolejnych naiwnych.
--
Gwenved
Ale płynie z tej opowieści także inny wniosek: nowego sprzętu
fotograficznego nie naprawisz nigdzie poza serwisem autoryzowanym. Bo po
pierwsze trzeba mieć narzędzie (np oprogramowane diagnostyczne) a po
drugie części na zamiane, bo tak dziś wygląda naprawa. Jak się kiedyś we
FEDzie urwał bolec od naciągu migawki to dobry zegarmistrz to mógł
naprawić. Dziś takiego sprzętu nie ma nawet jak lutować.
--
Filip.
Tak? Jakie dane? Skad wiadomo w ogole kto to pisal?
Jak chcesz niezbice udowodnic, ze OP i ten co mial problemy
z fototronikiem to jedna i ta sama osoba? Internet nie jest
wprawdzie anonimowowy, ale do dowodu na ktorym moze bazowac
sad to jeszcze bardzo daleka droga.
m|tfardy
> > W oparciu o opisane przejścia jakby chcieli go pozwać,
> > to wszystkie dane już przecież mają...
> Tak? Jakie dane? Skad wiadomo w ogole kto to pisal?
> Jak chcesz niezbice udowodnic, ze OP i ten co mial problemy
> z fototronikiem to jedna i ta sama osoba?
_Ja_ chcę ? :o)
> Internet nie jest
> wprawdzie anonimowowy, ale do dowodu na ktorym moze bazowac
> sad to jeszcze bardzo daleka droga.
Do takiego 'dowodu' jeszcze trochę drogi zostało,
ale do skojarzenia faktów kogo pozwać - wystarczyłoby.
> m|tfardy
A i tam nie zawsze ;-)
zwyczajem w grupach dyskusyjnych jest poslugiwanie sie pseudonimem,
ktory automatycznie znaczy wiadomosc przy logowaniu.
To nie jest sytuacja porownywalna z prywatnym, zwlaszcza oficjalnym
listem do konkretnej osoby.
Pozdrawiam,
D. Quijote
Borys Pogoreło napisał(a):
> Wypadałoby abyś sam się podpisał pod takim listem. Bo w tej chwili nie
>jesteś bardziej wiarygodny od powyższego kierownika.
Wystarczającym podpisem na grupach jest adres e-mail.
--
Pozdrowienia
Andrzej Popowski
Podzielam krytyke kolegi. Ja mialem podobnie tylko ze z fleszem Metz
Miesiac czekalem na ekpertyze co ie stalo i ile bedzie kosztowac naprawa.
Wreszcie po kolejnych odwiedzinach kiedy zagrozilem ze jezeli do nastepnego
dnia nie bedzie tej ekspertyzy zabeiram fleasz i nara.
Ku mojemu zdziweniu odpowiedz z usterka i wycena nadeszla po 6h co mnie
bardzo zdziwilo ze skoro przez 1m nie mogi ustalic o co biega zrobili to w
pare godzin.
Naprawe wycenili na 400pln!
oczywiscie zrezygnowalem
dzieki forum dostalem namiary na pana Golebiewskiego, ktory jak przeczytal
historie horoby metz'a napisana przez serwisanta FOTOTRONIK powiedzial mi ze
jest to lekarski belkot i wykonel te czynnosci serwisoe flesz i tak by nie
dzialal.
Pan Krzysztof w cigu 4h zrobil mi dwa flesze Metz'a za polowę ceny
Fototronika
>> Wypadałoby abyś sam się podpisał pod takim listem. Bo w tej chwili nie
>>jesteś bardziej wiarygodny od powyższego kierownika.
>
> Wystarczającym podpisem na grupach jest adres e-mail.
Może przy wymianie zdań na temat obiektywów, ale nie w takim przypadku.
Konto na onecie założone w 10 minut też uważasz za taki oficjalny podpis?
Nie wnikam czy ta historia jest prawdziwa czy nie, ale w takim przypadku
wypadałoby mieć trochę odwagi cywilnej, a nie ukrywać się tchórzliwie pod
pseudonimem.
--
Borys Pogoreło
borys(#)leszno,edu,pl
> Szanowny Panie,
>
> zwyczajem w grupach dyskusyjnych jest poslugiwanie sie pseudonimem,
Ja tak z boku, wKwestiiFormalnej:
- zwyczajem na grupach jest forma "Ty", nawet jeśli są tacy co się nie
umieją z owym faktem pogodzić, sugeruję że jeśli "Pan" miał na
celu pewną sugestię co do gustów to bronię Borysa
- statystykę pseudonimów można wyciągnąć sobie przejrzawszy posty,
zwyczaj jest, przymusu nie ma :)
- cytaty od dołu do góry czyta się fatalnie. To też zwyczaj, nawet
sformalizowany co nieco (netykietą, IMO niesłusznie myloną z FAQ)
> To nie jest sytuacja porownywalna z prywatnym, zwlaszcza oficjalnym
> listem do konkretnej osoby.
Ale też wytykanie konkretnych zarzutów nie jest porównywalne z typową
dyskusją o tym czy konwerter z aparatu X pasuje do obiektywu aparatu Y.
Żeby jasność była: nie czepiam się Twojego posta. Usiłuję przytłumić
przekonanie, że oponenci nic a nic nie mają racji.
> Pozdrawiam,
Wzajemnie :)
> Borys Pogoreło napisał(a):
>>
>> Wypadałoby abyś sam się podpisał pod takim listem.
[...]
- Gotfryd
>> Wystarczającym podpisem na grupach jest adres e-mail.
>
> Może przy wymianie zdań na temat obiektywów, ale nie w takim przypadku.
>Konto na onecie założone w 10 minut też uważasz za taki oficjalny podpis?
Tak, bo z właścicielem konta można się skomunikować. A przymiotnik
"oficjalny" w tym kontekscie nic nie znaczy.
> Nie wnikam czy ta historia jest prawdziwa czy nie, ale w takim przypadku
>wypadałoby mieć trochę odwagi cywilnej, a nie ukrywać się tchórzliwie pod
>pseudonimem.
Rzeczywiście można to tak oceniać. Ale nie wynika to z faktu, czy się
podpisał "Jan Grabowski" czy "quijote", tylko z tego, że jest w
usnecie nieznany.
--
Pozdrowienia
Andrzej Popowski
Jestem zmuszony jako prezes Foto-tronik'a odpowiedzieć na ten
kłamliwy post.
Z początku myślałem, że to atak konkurencji, ale po wnikliwej
analizie stwierdziłem, że mam tu do czynienia z brakiem wiedzy i
problemami wewnętrznymi przedmówcy.
1. aparat był zalany słoną wodą - sprzęt po zalaniu słoną wodą
jest na ogół praktycznie nienaprawialny (w innych serwisach) -
podejmujemy się takich napraw, gdyż posiadamy - jako autoryzowany
serwis CANON'a oraz ściśle współpracujący z firmą OLYMPUS -
dostęp do części zamiennych, oraz posiadamy wykształconych
elektroników z wieloletnim doświadczeniem w tej branży.
2. sprzęt po wstępnym demontażu i wycenie po dość długim
oczekiwaniu na zgodę klienta był "reanimowany" przez jednego z
naszych najlepszych techników - naprawa była czasochłonna i
pracochłonna - elektronikę praktycznie udało się uratować -
niestety po uruchomieniu w. w. okazało się, że obiektyw odmawia
posłuszeństwa (migawka po styczności ze słoną wodą zasoliła się
- lamelki zablokowały, smar w mechanizmie stracił swoje
właściwości). Naprawa obiektywu to praktycznie nowe zlecenie -
technik zamiast spędzić z początku zaplanowany czas na naprawę
musiałby spędzić drugie tyle.
3. został wykonany drugi kosztorys obejmujący także tą usterkę -
klient znów wyraził zgodę - technik przystąpił do naprawy -
niestety jak w życiu - złośliwość rzeczy martwych - migawka nie
chciała dać się zreanimować, w międzyczasie okazało się, że na
elektronice dalej postępuje korozja - pomimo poniesienia przez serwis
ogromnych strat (czas najlepszego technika) zapadła decyzja o zwrocie
sprzętu bez ponoszenia kosztów przez klienta (wymiana elektroniki i
obiektywu po prostu przewyższała wartość sprzętu).
4. po odbiorze aparatu klient przysłał do naszej firmy e-mail, w
którym zażądał "autoryzacji" swoich słów (oczywiście stek bzdur
jak to go próbowaliśmy oszukać). Autoryzacja to wyrażenie aprobaty
i pełna zgoda na publikację tekstu. Oczywiście otrzymał odpowiedź
negatywną. W odpowiedzi zaczął przedstawiać się jako Profesor
Uniwersytetu, stwierdził, że wysyłając poprzedni e-mail (przyp.
żądanie autoryzacji) z myślą o tym, że go przeprosimy, a tak to on
nas "obsmaruje" na internecie. Oczywiście jego e-mail spotkał się z
naszym oburzeniem i dezaprobatą. Byliśmy do tego stopnia
zbulwersowani, że wysłaliśmy kopie jego wiadomości do
przedstawicieli Uniwersytetu aby mogli zobaczyć jak "bawi" się osoba
z ich grona (szczerze mówiąc po prostu nie mogliśmy uwierzyć, że
to jest Profesor - takie zachowanie jest raczej na poziomie szkoły
podstawowej - a i tam bywają kulturalniejsze i bardziej taktowne
osoby).
5. widać nasz e-mail poskutkował - otrzymaliśmy pismo polecone od
"pokrzywdzonego" z żądaniem od firmy przeprosin dla niego i całego
grona pedagogicznego Uniwersytetu oraz straszenie sądem. A teraz
otrzymaliśmy informację o tej dyskusji od jednego z naszych
zadowolonych klientów...
Mam nadzieję, że Państwo wyciągniecie odpowiednie wnioski po
przeczytaniu tego sprostowania. Jednocześnie oświadczam, iż na
wszystkie zamieszczone w moim sprostowaniu fakty posiadam (w
przeciwieństwie do przedmówcy), dowody (dla zainteresowanych
zapraszam na priv. - prześlę korespondencję)
Pozdrawiam
Michał Zawadzki
Szkoda, że nie z konta pre...@foto-tronik.pl albo innego, należnego
tejże funkcji ;-)
(..)
> 2. sprzęt po wstępnym demontażu i wycenie po dość długim
> oczekiwaniu na zgodę klienta był "reanimowany" przez jednego z
> naszych najlepszych techników - naprawa była czasochłonna i
> pracochłonna - elektronikę praktycznie udało się uratować -
(..)
> niestety jak w życiu - złośliwość rzeczy martwych - migawka nie
> chciała dać się zreanimować, w międzyczasie okazało się, że na
> elektronice dalej postępuje korozja
Wybacz, ale jak ten najlepszy technik to naprawił, że dalej postępowała
korozja? Nie naprawił.
(..)
>
> Mam nadzieję, że Państwo wyciągniecie odpowiednie wnioski po
> przeczytaniu tego sprostowania. Jednocześnie oświadczam, iż na
> wszystkie zamieszczone w moim sprostowaniu fakty posiadam (w
> przeciwieństwie do przedmówcy), dowody (dla zainteresowanych
> zapraszam na priv. - prześlę korespondencję)
>
No to ja poproszę na priv tę korespondencję, jestem ciekaw :)
> Szkoda, że nie z konta pre...@foto-tronik.pl albo innego, należnego
> tejże funkcji ;-)
konto prezes@foto-tronik po prostu nie istnieje...
> Wybacz, ale jak ten najlepszy technik to naprawił, że dalej postępowała
> korozja? Nie naprawił.
Naprawił - działała - aparat włączał się i realizował funkcjie
- ale nie mogliśmy udzielić gwarancji a to dyskwalifikuje taką
naprawę.
> No to ja poproszę na priv tę korespondencję, jestem ciekaw :)
korespondencja przesłana.
Pozdrawiam
Michał Zawadzki
> Byliśmy do tego stopnia
> zbulwersowani, że wysłaliśmy kopie jego wiadomości do
> przedstawicieli Uniwersytetu aby mogli zobaczyć jak "bawi" się osoba
> z ich grona
To juz jest wyjatkowo zalosne, w tym wypadku zachowaliscie sie Panstwo
jak dwunastolatek, a nie jak ludzie powazni i powazna firma. I Pan to
jeszcze pisze i sie tym chwali - przeciez to jest porazajace, sami
sobie Panstwo robicie antyreklame, niezaleznie od tego, kto w tym
sporze ma racje.
> (szczerze mówiąc po prostu nie mogliśmy uwierzyć, że
> to jest Profesor - takie zachowanie jest raczej na poziomie szkoły
> podstawowej - a i tam bywają kulturalniejsze i bardziej taktowne
> osoby).
Ja tez nie moge uwierzyc, ze to pisze rzeczywiscie prezes firmy, takie
zachowanie jak opisane w akapicie wyzej jest na podobnym poziomie jak
Panstwa klienta.
Wiesz co? zaraz sie zrzygam obficie... Wiedzialem, ze jak tylko znajdzie sie
na grupie
ktokolwiek "oficjalny" to bedzie zzarty z butami przez grono "madrzejszych"
Najlepiej teraz faceta na pal, spalic i w tym czasie bolesnie przesluchac.
Powiedz mi w takim razie geniuszu jak firma ma sie obronic przed
czlowiekiem grozacym, ze obsmaruje owa firme na necie?!
[zalozmy teoretycznie, nie porownujac z tym przypadkiem]
Drogi quijote - wez kase, idz do sklepu i kup nowy aparat.
Panie Prezesie z Foto-Tronik - niechaj Pan sie nie zadaje z grupa bo jak
widac zostal Pan
z gory winnym uznany.
A mi glupio, ze taka ciemnota i brak obiektywizmu udzielila sie w tym watku.
[ciach]
> Byliśmy do tego stopnia
> zbulwersowani, że wysłaliśmy kopie jego wiadomości do
> przedstawicieli Uniwersytetu aby mogli zobaczyć jak "bawi" się osoba
> z ich grona
To juz jest wyjatkowo zalosne, w tym wypadku zachowaliscie sie Panstwo
jak dwunastolatek, a nie jak ludzie powazni i powazna firma. I Pan to
jeszcze pisze i sie tym chwali - przeciez to jest porazajace, sami
sobie Panstwo robicie antyreklame, niezaleznie od tego, kto w tym
sporze ma racje.
[ciach]
Pobódka!
Dzień dobry!
Czasy gdy ktoś sugerował, że jest kimś ważnym
(profesorem/sekretarzem/milicjantem) i oczekiwał specjalnego traktowania
minęły i oby nie wróciły.
Jak widzę palanta, który oczekuje specjalnej obsługi bo one jest "kimś" to
mam ochotę dać mu w mordę.
Tak więc IMO choć serwis nie zachował się bardzo elegancko, to jednak
adekwatnie do zachowania klienta.
Pozdrawiam
Winetoo
Dzięki.
Przeczytałem, wyrobioną na podstawie tego opinię o serwisie foto-tronik
zachowam dla siebie, chyba, że ktoś wyraźnie zechce ją przeczytać.
> Witam
>
> Jestem zmuszony jako prezes Foto-tronik'a odpo...
[ciach]
Twoja odpowiedź wygląda bardzo sensownie i o ile jest zgodna z rzeczywistością
to raczej nie popełniliście błędu w sztuce, a nawet IMO zrobiliście wszystko,
co w Waszej mocy by w pełni usatysfakcjonować klienta i to za własne pieniądze.
Tylko czy tak wyglądała rzeczywistość?
>
> Mam nadzieję, że Państwo wyciągniecie odpowiednie wnioski po
> przeczytaniu tego sprostowania. Jednocześnie oświadczam, iż na
> wszystkie zamieszczone w moim sprostowaniu fakty posiadam (w
> przeciwieństwie do przedmówcy), dowody (dla zainteresowanych
> zapraszam na priv. - prześlę korespondencję)
>
Poproszę o przesłanie.
Pozdrawiam,
Tomasz
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Nie wiem, czy nie problem, ja nie mam problemow z czytaniem :)
Pan Prezes raczył nazwać mój post kłamliwym, nie wskazał jednak, w
którym miejscu mijam się z prawdą. Wolał zająć się moimi
"problemami wewnętrznymi".
Wyjaśniam więc, bo część dyskutantów pisuje chyba nie na temat:
1. W liście do Foto-tronik nie poruszłem kwestii technicznych, na
których się nie znam. Tym bardziej nie było tam żadnych słów o
tym, jakoby Foto-tronik próbował mnie oszukać. Większość
odpowiedzi Pana Prezesa jest w związku z tym nie na temat.
Odnosiłem się wyłacznie do stylu postępowania z klientem. Gdyby Pan
Prezes, tak jak to zrobił na tym forum, skłonny był udzielić wtedy
tego typu wyjaśnień, jeśli chodzi o naprawę, nie byłoby w ogóle
sprawy. Jednak zamiast "autoryzacji", czyli odniesienia się do skargi
na sposób potraktowania (mnie, a nie aparatu!), zacząłem spotykać
się z rosnącą agresją. Ślady jej można znależć rownież w
liście Pana Prezesa.
2. Nie przedstawiałem się jako "Profesor", a tym bardziej nie
domagałem się żadnych specjalnych praw. Po prostu, kolejny list
wysyłałem z pracy i przy podpisie znalazł sie tytuł. Ten straszny
błąd popchnął firmę do wysyłania pism do "grona pedagogicznego"
Uniwersytetu Warszawskiego, zajmując niepotrzebnie uwagę zupelnie
przypadkowych osób jej problemami z klientem. A może to był jednak
donos?
3. Część uczestników tej dyskusji pisze, ze Prezes zachował się w
tej sytuacji "jeszcze gorzej".
A w którym momencie ja się zachowałem źle? Domagając się
cywilizowanego traktowania klienta, czy domagając się przeprosin dla
"grona pedagogicznego"? Więcej grzechów nie pamietam. Jeszcze raz
podkreslam, że nie zglaszałem żadnych zastrzeżeń do (nie)wykonania
naprawy, a tylko do niemożnosci otrzymania na jej temat informacji i
całego stylu, jaki firma prezentuje, i którego mogliście
posmakować.
Janusz Grabowski
Itłozedżołk ;-) Nieważne :)
Opinia moja jest taka: w życiu tam aparatu do naprawy nie oddam. Nie ze
względu na jakość serwisu (bo tej nie znam poza opisami obu stron tego i
innych przypadków), ale ze względu na, ładnie mówiąc, jakość komunikacji
i profesjonalizm w podejściu do klienta.
Ale jakos musialem sie do niego odniesc. :-P
> Opinia moja jest taka: w życiu tam aparatu do naprawy nie oddam. Nie ze
> względu na jakość serwisu (bo tej nie znam poza opisami obu stron tego i
> innych przypadków), ale ze względu na, ładnie mówiąc, jakość komunikacji
> i profesjonalizm w podejściu do klienta.
Taka i moja byla opinia od razu po przeczytaniu postu prezesa tej firmy
w tym watku.
[ciach]
> 3. Część uczestników tej dyskusji pisze, ze Prezes zachował się w
> tej sytuacji "jeszcze gorzej".
> A w którym momencie ja się zachowałem źle?
[ciach]
Popełniłeś dwa błędy:
1. Użyłeś firmowego konta do załatwienia prywatnej sprawy.
2. Przesłałeś im kopie swojego listu do kolegi.
Może nie specjalnie, ale w ten sposób nijako powołujesz się na swoją pozycję
i mogło to być odebrane jako "ja wam narobię smrodu bo jestem kimś".
A tak szczerze to wolisz dostać odpowiedź w stylu: "Przepraszamy za kłopot i
dziękujemy za wszelkie uwagi pod adresem naszego serwisu, obiesujemy
przyjźeć się sprawie i dołożyć wszelkich starań, zby taka sytuacja nie miała
miejsca w przyszłości." ?
Czy to coś zmienia? Czy wtedy przy następnej usterce dałbyś im aparat do
naprawy?
Pozdrawiam
Winetoo
> >
> Poproszę o przesłanie.
Coś zaczynam jednak wątpić w firmę Fototronik i jej prezesa.
Moja prośba wisi od południa, a maila nie widać.
> 2. Nie przedstawiałem się jako "Profesor", a tym bardziej nie
> domagałem się żadnych specjalnych praw. Po prostu, kolejny list
> wysyłałem z pracy i przy podpisie znalazł sie tytuł. Ten straszny
> błąd popchnął firmę do wysyłania pism do "grona pedagogicznego"
> Uniwersytetu Warszawskiego, zajmując niepotrzebnie uwagę zupelnie
> przypadkowych osób jej problemami z klientem.
hmmm... W bazie "ludzi nauki" nie ma zadnego Janusza Grabowskiego, ktory
jest profesorem i to na Uniwersytecie Warszawskim. jest jeden psor, ale
w PANie.
--
pozdrawiam _ _
_ __ __ _ _| |_| |_ [wro] [MuShellka]
| ' ` / _` |_ _| _ \ Cieniarka Sport Exage
|_|_|_|\__,_| |_| |___/ blaszczy(at)uni(dot)wroc(dot)pl
http://matb.cyklista.pl
Obawiam sie, ze Pan rowniez powinien wyciagnac wnioski ... internet
zmienil sytuacje firm swiadczacych uslugi i ich klientow - teraz milion
zadowolonych klientow nie ma znaczenia wobec kilku wkurzonych, ktorzy dadza
na forum upust swojej irytacji ... nawet jezeli napisze Pan kolejnych 100
sprostowan, kazdy kolejny kandydat na klienta szukajacy googlem informacji
nt. serwisow juz sie do Pana nie zwroci - zgodnie ze starym dowcipem, ze nie
wiadomo czy Kowalski ukradl portfel czy tez ukradziono go Kowalskiemu, wiadomo
jednak, ze Kowalski bral udzial w kradziezy ... wiadomo, ze cos nie jest
wporzadku ...
Profesjonalizm _zawsze_ polegal miedzy innymi na tym, zeby nie pozostawiac
wkurzonego klienta samemu sobie (wiadomo, wszyscy jestesmy ludzmi i wszyscy
popelniamy bledy) ... roznica jest taka, ze _teraz_ rzeczony z latwoscia
moze narobic Panu bigosu ... a wniosek jest taki, ze brak negatywnych opinii
o firmie jest swiadectwem rzeczywistego ISO9000 - uslugi sa _zawsze_ swiadczone
na przynajmniej takim poziomie, ze _zaden_ klient nie czuje sie oszukany, zignorowany,
wystawiony do wiatru, itd, itp ... co nastepnym daje poczucie pewnosci, ze firma
przynajmniej nie "spieprzy" zlecenia ...
Z wlasnego doswiadczenia ... zarowno klienta jak i wykonawcy* ... wiem, ze to
nie musi wiele kosztowac - czasem wystarczy zwykle "bardzo przepraszam", jakis
drobny gest, chocby zainteresowanie problemem, zeby klient poczul sie dobrze
obsluzony, chocbysmy nawet nie zrealizowali zlecenia ... czego Panu, sobie
i innym zycze ...
*) Profesjonalnie nie mam _nic_ wspolnego z rynkiem fotograficznym, wiec te
uwagi nie sa "dzielem konkurencji" :)
> Pozdrawiam
>
> Michał Zawadzki
>
--
Pozdrowienia ... Slon
http://www.mimuw.edu.pl/dokumenty/stopnie.html , a tam gdzieś w dole :
Janusz Grabowski
Afiliacja: Uniwersytet Warszawski
Data nadania: 06.04.2001 r.
Jest. Trzeba tylko dobrze szukać :-)
http://bazy.opi.org.pl/raporty/opisy/osoby/23000/o23906.htm
Zgadza się poza drobnymi szczegółami.
M.
quijote napisał(a):
Jednak zamiast "autoryzacji", czyli odniesienia się do skargi...
nie - autoryzacja to wyrażenie aprobaty/zgody (tu z tekstem)
> 2. Nie przedstawiałem się jako "Profesor",
Kłamstwo w żywe oczy - cytuję koniec jednego z e-maili: "Dziekuje za
zachete. Ten sie smieje...
prof. dr hab. Janusz Grabowski
Polska Akademia Nauk"
Ciekawe.. w końcu jest Pan prof. dr. hab. czy nie? nie może się coś
Pan zdecydować...
> A w którym momencie ja się zachowałem źle?
hm... "czytać do oporu..."
Domagając się
> cywilizowanego traktowania klienta, czy domagając się przeprosin dla
> "grona pedagogicznego"?
Właściwie jeśli quijote nie jest prof. to raczej on powinien
przeprosić grono pedagogiczne za podszywanie się...
Więcej grzechów nie pamietam. Jeszcze raz
> podkreslam, że nie zglaszałem żadnych zastrzeżeń do (nie)wykonania
> naprawy, a tylko do niemożnosci otrzymania na jej temat informacji i
> całego stylu, jaki firma prezentuje, i którego mogliście
> posmakować.
btw - cały przebieg naprawy monitowała żona Pana Grabowskiego -
tylko z nią mieliśmy kontakt - Pan Grabowski odezwał się dopiero po
odebraniu sprzętu...
Nasza firma - serwis nie zajmuje się stylizacją - my naprawiamy
aparaty - jesteśmy prostymi ludźmi od lutownic i śrubokrętów -
naprawiliśmy do dnia dzisiejszego dziesiątki tysięcy aparatów
fotograficznych.
Statystycznie klientów niezadowolonych na 1000 napraw przypada 3 ...
Pozdrawiam
Michał Zawadzki
> Coś zaczynam jednak wątpić w firmę Fototronik i jej prezesa.
> Moja prośba wisi od południa, a maila nie widać.
Niech żywi nie tracą nadziei - korespondencja przesłana.
Pozdrawiam
Michał Zawadzki
> prof. dr hab. Janusz Grabowski
> Polska Akademia Nauk"
Czym innym jest przedstawienie sie w mailu, a czym innym podpis. Jest
to normalne w podpisie i nie widze tu nic dziwnego. Mysle, ze chyba
jakies ukryte kompleksy tutaj wychodza z Panskiej strony...
Widzac sposob w jaki zalatwia te sprawe prezes tej firmy, niezaleznie
od statystyki, wspolczuje klientom z niestandardowymi problemami...
Jaki prezes taka firma...
To jest problem, który zdaje sie być poza zasięgiem percepcji Pana
Prezesa.
Wie moze rzeczywiscie lepiej kupic nowy aparat a FT omijać szerokim
łukiem.
Pozdrawiam,
Janusz Grabowski
Ale pan prezes pewnie tego nie wie, patrzac na jakosc swiadczonych
uslug i jakosc kontaktu z klientami, podejrzewam, ze o czyms tak
skomplikowanym tam nie slyszano jeszcze. :-D
> Na ubogim rynku serwisów foto w naszym kraju, gdzie ...
Właśnie zapoznałem się z przesłaną przez Foto-tronik korespondencją.
Nie czuję się na siłach dochodzić prawdy kto i w czym zawinił. Nie czuję też w
tym kierunku nawet namiastki powołania ;>
Jednak jestem mocno zdegustowany, rzekłbym nawet zszokowany poziomem
prezentowanym przez prezesa firmy w korespondencji z klientem. IMO to
scenariusz dla tragikomedii lub farsy pt. "Mechaniorzy IV RP atakują". Gdybym
jeszcze był świadom, że opisywane tam dialogi i zachowania pochodzą z Kargulów
i Pawlaków lub Janka Kobuszewskiego w roli kabaretowego hydraulika to może bym
się uśmiechnął. Niestety zdając sobie sprawę z faktu, że to życie nakreśliło
ten scenariusz pozostaje tylko zapłakać. O zgrozo dzieje się to w czasach,
kiedy dostaje codziennie kila(naście) e-maili o szkoleniach dla kadry
menedżerskiej i pracowników pionu obsługi klienta, które ponoć potrafią z
największego prostaka zrobić człowieka umiejącego się choćby odezwać. Czy
naprawdę nie stać współczesnych firm na zatrudnienie odpowiedniej osoby do
kontaktów z klientami? Osoby, która polizała temat negocjacji, potrafi
nawiązać kulturalny dialog na przyzwoitym poziomie i nie stwarza zagrożenia
dla interesów pracodawcy. A może to część kadry managerskiej, ta granatem
oderwana od ręcznych narzędzi służących do uprawy roli ma opory przed
wprowadzaniem standardowych w cywilizowanym świecie procedur?