Fabularne problemy Nowej Trylogii

4 views
Skip to first unread message

Smok Eustachy

unread,
Mar 16, 2017, 5:07:53 PM3/16/17
to
Nie ukrywam, że podstawowym powodem powstania moich wywodów jest
wzrastająca irytacja opiniami na temat różnych tam takich pozycji
książkowych z gatunku fantasy. Że intrygi fajne i ciekawa fabuła. "Gra o
tron" - no weźcie. U nas mamy Pana Lodowego Ogrodu Grzędowicza i jeszcze
Mordimera Madderdina Piekary. Jeszcze większą irytacją budzą peany ku
czci niesławnej pamięci Zemsty Sithów. A ostatni Łotr 1 ze stajni
Disneja to swoiste kuriozum. Weźcie.

Wracając do Dumasa (gimby nie znajo) omówionego np. tutaj
(http://blog-n-roll.pl/pl/kardynał) wypada zauważyć, że geniusz jego
spowodował, iż czytelnik łyka te jego wygibasy jak pelikan rybę. Nie
jest łatwo stworzyć tak skomplikowane relacje między bohaterami.
Pierwsza Trylogia (czyli druga) rządzi się jednak odmiennymi prawami:

I


Nowa Nadzieja i dwie dalsze części zaliczamy do baśni, z wszelakimi
przypadłościami: czarno-biały świat, dobro zwycięża, kto jest dobry to
jest dobry, kto jest zły to jest zły, kto jest dobry to jest dobry.
Nieokreślone miejsce i czas, mędrzec, niepisane normy moralne, istoty
fantastyczne itp. Coś jak Władca Pierścieni. Przyjęta konwencja powoduje
jednak określone konsekwencje fabularne: nie ma mowy o jakichkolwiek
stosunkach z tym złym, czy tam układach. Nie ma mowy o paktowaniu z
Sauronem, bo i tak nie dotrzyma. O jakiś kontaktach. Możesz albo walczyć
i wygrać, albo zginąć. Zasadniczo lubimy takie historie, szczególnie
jeśli wnoszą nową jakość. Rewolucyjne efekty specjalne, nowatorscy
rycerze itp. Bardzo często ten zły nie pojawia się prawie wcale. Coś jak
Sauron, czy Imperator Palpatine (zwany dalej Palpusiem). Najpierw mamy
do czynienia z różnymi ich siepaczami, oni sami pojawiają się dopiero
przy końcu, aby umożliwić swoją klęskę. Tacy są uprzejmi.

Nie może być jednak takiej sytuacji, że muszkieterowie chlastają się z
gwardzistami, trup pada aby król miał czym się chwalić przed kardynałem
przy szachach. Nawet w Ogniem i Mieczem (gimby nie znajo) czołowa bestia
Chmielnicki ma słabość do Skrzetuskiego i idzie mu na rękę w wielu sprawach.

II

Mroczne Widmo i nieszczęsne kontynuacje jego to podjęcie próby odejścia
od konwencji baśni i zastąpienia jej jakimś thrillerem czy tam czymś. Co
to miało kurna być? Sam początek Mrocznego Widma jeszcze się jakoś
trzyma: przybywa dwóch rycerzy jedi, kreatury z owej Federacji Handlowej
się ich boją, nawet wejść i pogadać. Pomijam już wszystkie idiotyzmy, o
których nawija mr Plinkett: że w sumie nie wiedzieli, kto przyjechał
(zwykle ambasadorów się zapowiada), opierali się na wrażeniach robota.
Że mogli przytrzymać gaz w pomieszczeniu przez parę godzin itp. Dalej:
Darth Maul ze swoją mordą a nawet Jar Jar. Postać pokroju Jar Jara ma
sens, jeśli mimo wszystko jej nieszczęsne gafy w rozrachunku wychodzą na
plus. Nawet tego nie przypilnowali i złamali jego linię fabularną każąc
mu wystąpić o nadzwyczajne uprawnienia dla Palpatine, czyli Darth
Sidiousa. O masz.

Motyw dwustronnej intrygi nie jest taki zły. W "Narzeczonym ksieżniczki"

image

(http://www.filmweb.pl/film/Narzeczona+dla+ksi%C4%99cia-1987-8025)
głowny czarny charakter książę Humperdinck aranżuje porwanie i
zabójstwo własnej narzeczonej, aby zrzucić winę na wrogi Gildor i
wszcząć z nim wojnę. Ale to jest jednorazowa akcja a tutaj dwulicowe
działania Palpatine ciagną się przez całę trzy filmy. Nudne to jest raz
a dwa:

Republika i jedi nie wiedzą z kim walczą stąd nie ma żadnych
interakcji między nimi a owym sithem.
My nie wiemy, czemu różne sługusy Palpatine są jego sługusami i co
z tego mają?
Sługusy te (ów Grievous, separatyści, Federacja Handlowa) też nie
wiedzą, komu służą i nie zdają sobie sprawy, że menda, która nimi rządzi
to Palpatine.

Takie postawienie sprawy powoduje, że aby sithowie wygrali jedi muszą
wyjść na głupków. I już na początku Ataku Klonów widz zadaje sobie
pytanie, czy ta cała Republika z owym senatem jest w ogóle do czegoś
potrzebna i może niech ją lepiej trafi szlag, bo jest krańcowo
niewydolna. Coś jak Guj z Timmermansem. Ale ja nie o tym:

III

Sithów jest dwóch, z czego znaczenie ma jeden, nasz ulubiony przyszły
imperator Palpatine, który zmienia sobie tych drugich jak rękawiczki.
Najpierw jest Darth Maul, który ginie przecięty na pół. W książkach
potem zmienili, że niby przeżył. Ale nie podają, czy dwie połowy czy
może tylko jedna. Jak Maul mógł przeżyć przecięcie na pół to wszystko
jest możliwe. Np. posklejanie Gwiazdy Śmierci ze szczątków po wybuchu i
wyklepanie. Ale to taka dygresja. Drugim był Saruman, występujący tu
jako hrabia Dooku. Nieoczytane są te sithy bo jakby poczytały se Władcę
Pierścieni to by wiedziały, że Saruman nie da rady. Trzeci to w końcu
Anakin Skywalker, niepokalanie poczęty (?!?). Nie mając wątku na intrygi
zaczęli bowiem tam wrzucać najgorsze matryce z poradnika serialowego
szczenarzysty. Podróży w czasie nie było a tak poza tym wszystko chyba
co najgorsze w scenariuszach. Mamy przepowiednię, która się ma tyczyć
Anakina, ale nie wiadomo, czy się wypełniła. Przez 6 części się nie
wyjaśniło. Mamy jego matkę, która nie zostaje wykupiona z niewoli nie
wiadomo dlaczego. Jedi są oprawcami, odrywającymi od rodzin bobaski i
szkolącymi je. To może niech lepiej już zdechną. Są oni też zakonem z
celibatem. Nie wiadomo, czy ich porachunki z sithami to prywata, czy
może mieści się w porządku prawnym owej republiki? I w zasadzie czy sith
podpada pod paragraf czy może niepotrzebnie się ukrywa, bo zupełnie
legalnie może być tym sithem?

Owszem, upadek Republiki Rzymskiej może stanowić inspiracje fabularną,
ale tam bili się na prawdę a nie na niby i realne konflikty były. Jakiś
Antoniusz, Pompejusz, Krassus, Lepudus, Cyceron, Agryppa. Że o Cezarze i
Oktawianie Auguście nie wspomnę (gimby nie znajo). A tu co? Mamy lewe
porwanie Palpatine'a przez generała Grievousa, który nie ma pojęcia o
dwoistej roli kanclerza. Stąd może puknąć go niechcący, może oberwać w
czasie walki itp. Pojmany siedzi w wysuniętej wieży
obserwacyjno-widokowej, która łatwo może zostać zniszczoną przez
przypadkowy ostrzał. Potem jest ta ryzykowna misja ratownicza, jest to
kuriozum, nie da się oglądać tego bez bólu.

Ponieważ Palpatine jest sam, to w każdej części musi z niczego
wyczarowywać sobie nowych podwładnych, jeszcze silniejszych niż
poprzedni. Jest to irytujący sposób prowadzenie akcji: jedni wygrywają,
ale tamci wygrywają jeszcze bardziej wiec ci co wygrywają przegrywają.
Słabe to jest i nie da się oglądać na trzeźwo.

IV


Wątek miłosny też jest poniżej krytyki. Pierwsza Trylogia została tu
rozsadzona przez osobowość Hana Solo, czyli Harrisona Forda, który
skręcił romansem w swoją stronę. Jakby miał być romans Luka z Leją to za
ciekawie by nie było. A ci najpierw w bazie, potem przy okazji ucieczki
przed imperialnymi w pasie asteroidów, itp. Dobrze się to oglądało. A tu
mamy jakieś smęcenia. Tragedia.Gdzie tu mamy jakąś subtelność? Jakąś
finezję? Jakąś intrygę?

Na koniec daję link do Plinketta, który może być tu cennym uzupełnieniem:

http://www.cda.pl/Gu-la-sz/folder/2485197
Reply all
Reply to author
Forward
0 new messages