Okładka książki i wszystkie dostępne dotąd informacje reklamują dzieło
Dahlquista rekordowymi zaliczkami od wydawców z wielu krajów (od
amerykańskiego wydawcy otrzymał 2 miliony dolarów zaliczki!) oraz
faktem, że prawa do ekranizacji książki wykupił sam Johnny Depp.
Jeżeli to nie brzmi dla Was wystarczająco przekonująco, na pewno
przekona Was sama lektura Szklanych ksiąg porywaczy snów!
Książka podzielona jest na 10 rozdziałów, z których każdy stanowi
oddzielną część. Przez pierwsze trzy z nich zapoznajemy się z losami
poszczególnych bohaterów - w rozdziale pierwszym z panną Celeste
Temple, w drugim z płatnym mordercą zwanym Kardynałem Chang, w trzecim
zaś z podstarzałym lekarzem, opiekunem rozpieszczonego księcia,
doktorem Abelardem Svensonem. Wkrótce ich ścieżki życiowe zbiegają się
ze sobą i przez kolejne rozdziały, połączeni wspólną sprawą,
przechodzą już razem.
Rzecz rozgrywa się w XIX-wiecznej, wiktoriańskiej Anglii (jedna z
moich ulubionych literackich scenerii!), w momencie gdy młoda
dziedziczka niewielkiej fortuny (i tak wystarczająco bogata, by dać
sobie w życiu radę) otrzymuje liścik, w którym narzeczony, Roger
Bascombe, zrywa zaręczyny. Jak łatwo sobie wyobrazić, panna Temple
jest niewiarygodnie zbulwersowana - nie tyle nawet samym faktem
zerwania, co jego ordynarną formą - tym bardziej, że nie otrzymała
żadnego wyjaśnienia zaskakującej decyzji. Urażona duma i pobudzona
ciekawość nakazują jej rozwiązać zagadkę. Śledząc Rogera wsiada za nim
do pociągu. Tam jednak nie zastaje nikogo, pociąg zdawałoby się jest
pusty, przemierza więc kolejne przedziały, aż w końcu trafia na ludzi
- dziwacznych, wystrojonych jak na bal, a wszyscy bez wyjątku mają na
twarzach maski. Mężczyźni w szampańskich nastrojach zachowują się
wesoło i rubasznie, kobiety zaś pomimo pozornej elegancji, nie
sprawiają najlepszego wrażenia. Atmosfera wydaje się być, hmm..
rozwiązła. Panna Temple pozostaje w ukryciu, lecz droga ucieczki nie
istnieje - pociąg nie zatrzymuje się na żadnej stacji prócz końcowej.
A tam nie pozostaje Celeste już nic innego jak wbić się w tłum udający
się do tajemniczej posesji i wziąć udział w dziwacznej, przerażającej
imprezie, nie tracąc jednocześnie z oczu Rogera. Pewne sprawy jednak
wymkną się jej spod kontroli...
Postać panny Temple jest o tyle ciekawa, że jest to panienka
wychuchana i wydmuchana, której niczego w życiu nie brakowało, i która
o trudach ludzkiej egzystencji wie doprawdy niewiele. Tymczasem
rzucona zostaje w wir niebezpiecznej przygody, gdzie nie wyręczy jej
służąca, gdzie będzie musiała wykazać się niejednokrotnie dużą odwagą
i podejmować niełatwe decyzje. Interesujące, że odkryje w sobie
poniekąd duszę przywódcy, a dyrygowanie mężczyznami, którzy dołączą do
jej kompanii będzie jej przychodziło o wiele łatwiej, aniżeli
podporządkowywanie się komukolwiek.
Pozostali z trójki głównych bohaterów są postaciami równie barwnymi.
Kardynał Chang, postać znana w pewnych kręgach, głównie tych, które
chcą mieć czyste ręce w rozwiązaniu brudnych spraw, ma życie niełatwe
- pozostaje zawsze w cieniu, przemyka ciemnymi uliczkami, obserwuje
przyszłe ofiary i zadaje śmiertelne ciosy, by następnie odebrać
zapłatę za wykonane zadanie. I tak przez większą część życia. Jest to
człowiek doświadczony, błyskotliwy, znający ludzkie charaktery i
zachowania. Z jednej strony intryguje on pannę Temple, z drugiej
wzbudza w niej uzasadniony lęk - jest to postać śmiertelnie
niebezpieczna i szybka jak zwierzę.
Trzeci z bohaterów to wiecznie poszukujący "swojego księcia" doktor
Svenson. Opiekuje się on rozwydrzonym, zepsutym następcą tronu,
którego bardziej niż do władzy ciągnie do płci przeciwnej. Głównym
zadaniem doktora jest więc wyciąganie chłopaka z tarapatów. I tym
razem książę znika, prawdopodobnie jednak porwany, a wszelkie poszlaki
prowadzą do tajemniczego zgromadzenia - do tych samych ludzi, z
którymi związany jest eks-narzeczony panny Temple.
Wspólnym mianownikiem i najbardziej tajemniczym ze wszystkich tropów
jest szkło - szkło niezwykłe, gdyż przez jego odłamki dojrzeć można
najgłębsze sekrety ludzkiego umysłu: wspomnienia. Rzecz o tyle
zaskakująca, co wyjątkowo intymna - jak byście się czuli ujrzawszy w
szkiełku niedwuznaczną scenę z udziałem swojego eks i innej kobiety -
scenę odczuwaną i widzianą oczami tejże właśnie pani lub jej kochanka?
Patrzymy w szkiełko i widzimy, i czujemy dokładnie to, co osoba, do
której wspomnienia te należą. Towarzyszy temu nie tylko ciekawość, ale
i zaskakujące podniecenie, czyniące całą tę sytuację niezręczną i
perwersyjną. Wszystko więc wskazuje na to, że nasi bohaterowie mają do
czynienia z kimś, kto postanowił wykorzystać podstawowe instynkty
człowieka, pozbawiając go przy tym własnej woli, czyniąc go poddanym.
Szklane księgi porywaczy snów łączą w sobie mieszankę alchemii i
seksu, to dzieło niepozbawione wielu śmiałych scen erotycznych,
porywające i świetnie napisane. To Literatura przez duże L (ach, jak
ja to lubię mówić!). Dla miłośników intryg, zagadek, barwnych,
dziwacznych postaci (w tej kwestii prawdziwy freak-show), wartkiej
akcji i z dodatkiem "tego czegoś" - czegoś zupełnie nowego, pomysłu z
pogranicza fantastyki, gotyckiego horroru i nieoczywistego romansu w
naprawdę pięknym wydaniu.
Autorka: Anna "hannah" Borawska
http://www.valkiria.net/index.php?type=review&area=1&p=articles&id=14793
> 780 stron książki może się wydać czytelnikowi nie lada wyzwaniem
E tam.
[...]
--
Michał Gancarski
Sieeeaaaaaaaaaaa!
Właśnie skończyłem czytać. O ile początek obiecujący, środek
porywający to zakończenie tak jakby na siłę napisane, a poza tym od
połowy książki zacząłem się zastanawiać czemu oni głównych bohaterów
jeszcze po prostu nie zabili. Takie moje drobne krytyczne uwagi, co
nie zmienia faktu, że przyjemnie sie czytało.
Zastanawiam się tylko jak oni chcą ten film nakręcić, bowiem
fabuła jest tak zagmatwana i obszerna, że jeśli powstanie jeden film
to będzie on bardzo okrojony, a jeśli więcej to może być problem z
własnie pogmatwaną fabułą. No i na dodatek duża część tej książki to
detektywistyczna robota, która w książce opiera się na rozważaniach, a
nie dialogach. W filmie widz, mógłby tego nie zrozumieć. Chyba, że
zrobią to tak jak w ostatnim Sherlocku Holmsie.