Parka molinezji kupiona w październiku w supermakecie...
Wiele miesięcy wszystko jest ok, rybki ładnie jedzą,
samczyk goni samiczkę, wiecie jak jest... Samiczka
okresowo grubnie i chudnie - młode są zjadane niestety.
W grudniu dodaję do akwarium roślinkę pływającą
o nazwie salvinia i to właściwie jedyna metoda
przywleczenia czegoś do akwarium bo nie karmię
żywym pokarmem i nie dodawałem nic nowego poza nią.
Od paru tygodni, może od końca lutego zauważyłem, że
role się odwróciły i zamiast samczyk samiczkę, samiczka
przegania samczyka od jedzenia. Widziałem że zaczał
chudnąć, pomyślałem że to tylko odstraszanie go od
żarełka a nie jest chory bo ładnie jadł jak miał okazję...
Włożyłem do akwarium przegrodę która utrudniała
rybom gonienie się - niestety niewiele to pomogło,
samczyk już mniej przeganiany przez samicę dalej chudł.
2-dni temu zauważyłem że już przestał jeść i miał
nastroszone łusku na wychudzonym ciele a wczoraj
go znalazłem nieżywego, skubanego przez krewetki
i ślimaki.
Mam teraz pytania - co to mogło być? Czy to możliwe
że ryba mogła mieć jakąś chorobę już w supermarkecie
która miała tak długi okres inkubacji i nie zaraziła samicy?
Czy to możliwe że mogłem coś przynieść w grudniu
z rośliną i zachorował samiec a samica nie? Co jeszcze?
Reszta zwierząt w akwarium, trzy krewetki i samica
molinezji nie mają żadnych objawów chorobowych, jakby
nic nigdy się nie stało. Ktoś zasugeruje co jest grane?
P.
dopiero po potwierdzeniu że to wiciowce, można podać levamisol, ale
wcześniej warto sprawdzić pod mikroskopem czy zdychają po podaniu dawki.
niestety zdarza się że są lekooporne i wtedy zostaje jeden sposób ...
.... leczenie formaliną. po prostu jest tu wybór, ryby albo robale.
można też przeczekać aż nieodporne osobniki padną, i pasożyt sam
zaniknie. ryzykiem jest postać utajona, niektóre ryby (np. skalary) mogą
być nosicielami.
znik.
pozwolę sobie zauważyć niekonsekwencję: wiciowce a nicienie to różne
pasożyty (i podaje się różne leki).
Akurat w przypadku moich ramirezek to był prawdopodobnie heksamit
(dziurawica). Podobno szeroko dostępne w Polsce są ramirezy genetycznie
podatne na tę chorobę. Inne gatunki w tym samym baniaku nie miały tego
problemu, a ramirezki jak pisałem padły wszystkie w ciągu 4 miesięcy.
Wiciowce leczy się metronidazolem (np. Aquasan-S Zooleka). Metronidazol
doradzili mi też w sklepie, jak zgłosiłem, że "ich" ramirezki chorują.
Podali też swoim pozostałym, co pewno spowodowało ich chwilowe
zaleczenie i odsunięcie w czasie nieuchronnej śmierci. Ciekawe czy
któraś z tego miotu żyje nadal u jakiegoś nabywcy...
Co do nicieni. Odchody badam od czasu do czasu, kiedyś u skalara
znalazłem Capillarie (nicień) i podałem (w całym baniaku, dwukrotnie w
odstępie tygodnia) Capitox-S (Zoolek). Od tego czasu nie zauważyłem
więcej nicieni, ale nie łudzę się, że je wytępiłem - nie robiłem żadnego
restartu i dezynfekcji, więc zapewne jaja są w podłożu i kiedyś trzeba
będzie powtórzyć kurację.
Interesujące, że ryby od czasu do czasu miewają długie, ciągnące się
odchody, częściowo przezroczyste. Typowe zwłaszcza u dużych zbrojników
(Pterygoplichthys), znacznie rzadziej u skalarów. Badania mikroskopowe
nie wykazują obecności pasożytów, więc może to jakaś niestrawność. Ryby
denne jedzą wszystko, nie podaję im osobnego dania wprost do pyska, więc
niekoniecznie jest to dieta właściwa dla danego gatunku. Możliwe, że
przeoczyłem coś w badaniu - kupę o długości półtora metra i średnicy 3mm
trudno dokładnie zbadać w powiększeniu x300 ;). Jednak małe zbrojniki
(Ancistrus) nie mają takich "podejrzanych" odchodów. Zatem, może to
jednak kwestia diety.
> wcześniej warto sprawdzić pod mikroskopem czy zdychają po podaniu dawki.
> niestety zdarza się że są lekooporne i wtedy zostaje jeden sposób ...
> .... leczenie formaliną. po prostu jest tu wybór, ryby albo robale.
Można próbować różne leki... a sterylności nigdy nie zapewnisz, nie
istnieje sterylne akwarium (i nie powinno istnieć).
> można też przeczekać aż nieodporne osobniki padną, i pasożyt sam
> zaniknie. ryzykiem jest postać utajona, niektóre ryby (np. skalary) mogą
> być nosicielami.
No to właśnie tak postąpiłem ;) Zresztą w naturze selekcja jest jeszcze
większa. Jak będziemy na siłę wszystko leczyć, to skończy się
podłączaniem ryb pod kroplówki i respiratory ;) Nie dajmy się zwariować.
Byle nie przegiąć, wiadomo że chore trzeba odławiać i od czasu do czasu
warto wytłuc pasożyty w baniaku. Przede wszystkim trzymać ryby w
odpowiedniej wodzie i odpowiednio karmić, wspomagając naturalną odporność.
Koty i psy też się okresowo odrobacza, ale nie trzyma w inkubatorze.
pozdrawiam
Piotr