ps. A moze przestan im dawac pokarm przez 2 tyg. to bede ci sie lepic do
szyby gdy tylko podejdzisz do akwa?
Ostatnio dlugo nei karmilem ryb bo mi sie pokarm skonczyl i tak sie wlasnei
zachowywaly. Swoja droga pokarmu dalej nie mam , ale dostaja mojego kotleta
mielonego z obiadu i kasze ;) hehhee >ciekawe czy smakuje kuchnia mojej mamy
Użytkownik "krecik" <kr...@poczta.neostrada.pl> napisał w wiadomości
news:bq8qis$58s$1...@atlantis.news.tpi.pl...
Wlasnie, w samopoczuciu jak slusznei zauwazyles...
> (...) A moze przestan im dawac pokarm przez 2 tyg. to bede ci sie lepic do
> szyby gdy tylko podejdzisz do akwa?
> Ostatnio dlugo nei karmilem ryb bo mi sie pokarm skonczyl i tak sie
wlasnei
> zachowywaly.
...czy sadzisz ze ich sampopczucie sie poprawilo o 2 tygodniach glodowki?
Proponuje byc przeprowadzil taki ekspryment na sobie: nie jedz 2 tygodonie,
a potem zapytamy czy masz lepsze samopoczucie ;>
> Swoja droga pokarmu dalej nie mam , ale dostaja mojego kotleta
> mielonego z obiadu i kasze ;) hehhee ciekawe czy smakuje kuchnia mojej
mamy
Czy im smakuje? I to takze mozesz sprawdzic na sobie po 2 tygodniach
glodowki, gdy juz bedziesz mial "lepsze" samopoczucie. Stawiam na to, ze
zjadlbys wowczas nawet konserwe dla psa.
--
pozdrawiam Krzysztof M. Kazmierczak / redKK
www.Malawi.PL znowu n o w e artykuly, zdjecia, tapety, KLUB, CZAT...
polska KSIAZKA O ZDROWIU RYB: http://sklep.2-k.pl szybko, dobre ceny
Po 2 tygodniach głodówki zjadłby wszystko, co nadaje się do strawienia.
pozdrawiam
Adam
Pewnie wcześniej zaczął by żuć pasek od spodni albo buty.
Niestety to następny obóz koncentracyjny dla ryb pod nadzorem Jakuba.
Hej,
Oto kilka najczęstrzych przyczyn z którymi sam się spotkałem.
Nie wiem które z nich odnoszą się do twojego akwarium, musisz sam sobie
dopasować:
- złe warunki biologiczne (temp, parametry wody, itd.), złe karmienie - ogólnie
to co wpływa na złe samopoczucie ryb
- za krótkie oświetlanie
- za mocne oświetlanie i/lub zbyt jasne podłoże (częto płoszy to pysiaki)
- za mała obsada akwarium
- zbyt dużo grot/kamieni itp. (wazne jest zachowanie pewnego kompromisu - grot
tyle aby część ryb miała się gdzie schować ale nie tyle że poza grotami w tym
akwarium niewiele jest! - to jest częsta przyczyna). Przydaja się mocne rośliny
(wbrew opini wielu malawistów).
- lub po prostu tylko płochliwe gatunki (uzupełnij obsadę o inne)
pozdro
Cozin
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
zrób małe przemeblowanie - możliwe że masz zbyt dużo kryjówek
--
kochany rekinek- J.Krzysztof Chiliński mjkch_no_spam@nie_chce_spamu_pnet.pl
Milanówek ,a obok stolica Państwa Urzędników
serwis muszlowcowy : http://www.muszlowce.prv.pl/
< Jeśli gniewasz się na mnie to czas abyś wyłączył swój komputer>
do niedawna moje pyszczaki tez byly bardzo plochliwe.
wurzucilem troche kamieni i zaczalem karmic je rzadziej.
dostosowalem sie do rady pani Marzenny Kielan :)
najpierw karmilem raz dziennie wsypujac pokarm (o tej samej porze) i odrazu
odchodzac od akwa.
po tygodniu-dwoch ryby juz sie troche osmielily, moglem zostawac przy
zbiorniku a one podplywaly po pokarm.
teraz podplywaja jak sie tylko podejdzie do akwarium - i to mi sie podoba :)
> - za mała obsada akwarium
> - zbyt dużo grot/kamieni itp. (wazne jest zachowanie pewnego kompromisu -
grot
> tyle aby część ryb miała się gdzie schować ale nie tyle że poza grotami w
tym
> akwarium niewiele jest! - to jest częsta przyczyna).
Z tymi dwoma nie całkiem się zgadzam. W obu moich zbiornikach jest dużo
grot, dużo kamieni, choć i sporo miejsca przed nimi, gdzie ryby mogą
popływać. Wiem także, że jeśli pyszczaki zostaną spłoszone, to schowają się
choćby i w przysłowiową mysią dziurę i trzeba byłoby wyrzucić nawet ostatni
kamień, aby ryby nie stanęły za nim. Zauważyłam natomiast, że pyszczaki mogą
stać się płochliwe na skutek wyuczonej reakcji, uwarunkowania. Wystarczy aby
raz czy dwa pojawiło się coś, co je przestraszy, żeby negatywna reakcja
została utrwalona. Takim bodźcem wywołującym nagły przestrach może być
cokolwiek: gwałtownie wchodzący do pokoju człowiek ubrany w ciemne ubranie,
uderzenie pokrywy akwarium, zgaszone raptownie oświetlenie. Reakcja ryb jest
szczególnie gwałtowna wtedy, gdy spłoszy się jedna z ryb dominujących w
zbiorniku. Jej paniczna ucieczka powoduje, że pozostałe ryby reagują
podobnie i równie gwałtownie umykają w bezpieczne miejsce. A ponieważ jak
wiadomo powszechnie najłatwiej jest uwarunkować zwierzę "przez żołądek", to
i w takiej sytuacji najprostsze i najbardziej skuteczne okazuje się często
zastosowanie odpowiednich trików pokarmowych ;)
Zanim jednak zacznie się teorie behawiorystów przeistaczać w praktykę,
faktycznie warto jest sprawdzić najpierw parametry chemiczne wody. Zdarza
się bowiem, że pyszczaki stają się płochliwe pod wpływem dużej zawartości w
wodzie związków azotu i wtedy żadne sztuczki z użyciem smakołyków nie są ani
potrzebne, ani pożądane. Płochliwość to także często pierwszy objaw bloat,
także i na to trzeba więc zwrócić uwagę.
Pozdrawiam
Marzenna Kielan
www.cichlidpress.pl
Back to Nature - Przewodnik po swiecie pielegnic z Malawi
Nareszcie w języku polskim!
> dostosowalem sie do rady pani Marzenny Kielan :)
> teraz podplywaja jak sie tylko podejdzie do akwarium - i to mi sie podoba
:)
Ja też tak lubię, a najbardziej podoba mi się kiedy jedzą z ręki - bardzo
łatwo je tego nauczyć. Cieszę się, że mogłam pomóc :)
no i widzisz : z tego wniosek : im rzadziej karmisz i im więcej kamieni
tym ryby są śmielsze ;-))))) ( to mi przypomina coś takiego - mucha po
urwaniu szóstej nogi traci słuch ) - jeszcze krok i oduczą sie jeśc,ale za
to będą przychodziły na wołanie
albo karm je z wędkarskiej procy - po cholerę podchodzić i odbiegać od
akwarium ?
a może po prostu sa bardzo głodne ?
ja obserwowałem malawi często karmione (2-3 razy dziennie) z małą ilością
kryjówek - owszem ryby były płochliwe,ale przecież to jest ich naturalne
zachowanie . Ale wystarczy usiąśc spokojnie i po paru minutach rybcie
pływają normalnie .
> dostosowalem sie do rady pani Marzenny Kielan :)
> najpierw karmilem raz dziennie wsypujac pokarm (o tej samej porze) i
odrazu
> odchodzac od akwa.
> po tygodniu-dwoch ryby juz sie troche osmielily, moglem zostawac
przy
> zbiorniku a one podplywaly po pokarm.
> teraz podplywaja jak sie tylko podejdzie do akwarium - i to mi sie
podoba :)
Glodne biedaki sa, to podplywaja. Syndrom obozu pracy przymusowej.
Karmienie pyszczakow, generalnie ryb slodkowodnych, pomijajac pewne
wyjatki (zdeklarowanych drapieznikow) jest gleboko niefizjologiczne i
jak dla mnie jest niczym wiecej niz dreczeniem zwierzat ku wlasnej
wygodzie. Zawsze mozna dolepic tu jakas ideologie, "czlowiek" potrafi
;->.
Co nalezy uczynic, na co zwrocic uwage, napisali juz wczesniej
koledzy, nie bede sie powtarzal.
Pozdrawiam StS.
--
Stanisław Sitek
s...@inca.pl
s...@4me.pl ; s...@malawi.pl
http://www.sts.4me.pl/index.htm
Pozdrawiam
Don Pablo
ROTFL!
Jesteś mi winny klawiaturę - oplułam ją kawą po przeczytaniu Twojej
odpowiedzi ;)
Jackie
******************************
Malawi Mafia
Pawłow nauczył psy ślinienia się na widok asystentów, a kolega nauczył rybki
podpływania na widok osoby zbliżającej się do akwarium.
Warunkowanie nie jest niczym nadzywczajnym.
pozdrawiam
Adam
Jackie
******************************
Malawi Mafia
Zawsze przeczytaj choc raz co napisales zanim wyslesz :-)). Samo
karmienie w zasadzie jest fizjologiczne ;-) (pomijajac pewne
szczegolne przypadki ), chodzilo o karmienie raz dziennie ;-).
> Pawłow nauczył psy ślinienia się na widok asystentów, a kolega
nauczył rybki
> podpływania na widok osoby zbliżającej się do akwarium.
> Warunkowanie nie jest niczym nadzywczajnym.
Pewnie ze nie jest :-). Jednak w tym przypadku zachodzi koniecznosc
zaspokojenia potrzeby pierwszego rzedu, tego nie trzeba warunkowac.
Mozna miec pajacyki pociagane za sznurki, mozna tez, cichutko siedzac
w kaciku, podgladac nature. By spelnic to ostatnie trzeba miec o
rzeczy odrobine pojecia, choc zawsze znajda sie osoby wyznajace zasade
"moj cyrk, moje malpy".
Coś w tym jest... a więc chyba powinięneś wypuścić swoje rybki do okolicznego
stawu i nie katować ich już więcej w swoim akwarium.Wtedy będziesz mógł
cichutko siedzieć w kąciku i bezbolesnie podglądać naturę (bo przecież masz już
o tym pojęcie, w przeciwieństwie do wszystkich wokoło).
> Coś w tym jest... a więc chyba powinięneś wypuścić swoje rybki do
okolicznego
> stawu i nie katować ich już więcej w swoim akwarium.
Tak chyba nie do konca rozumiesz o co chodzi ?;-). To nie jest problem
na tej grupie.Masz wolna wole ;-), robisz tak jak uwazasz za stosowne,
przeczytalem Twoj wczesniejszy post. Generalnie "to maslo maslane"
:-) ale z widokami na przyszlosc ;-).
Pozdrawiam ;-) StS.
ostatnio rozmawiałem na ten temat z Andrzejem :
trochę sie smiałem z tego,że u niektórych akwarystów podobno ryby to
przerośnięte mutanty (albo co gorsze jakies nieznane gatunki ) . ;-)))))
Andrzej mi na to - ja karmie ile wlezie ,bo jesli widze że ryba
przyrasta,chce sie rozmnażać i nie jest tłusta to wszystko ok . Jak ktoś mi
mówi ,że ryba jest przerośnięta ,zatuczona to odpowiadam : "taak ? jesli
jest możliwe podtuczyć rybę dorastającą wg. teoretyków do 8 cm , a u mnie ma
11 albo 14 centymetrów ,to proszę bardzo kupię Ci świnię i podtucz ją do 5
metrów długości . Co innego prawidłowe karmienie ,a co innego tucz - wtedy
ryba zmienia proporcje, jest wyraźnie obtłuszczona ,przestaje sie rozmnażać
".
No ale Andrzej to tylko " praktykant" - to znaczy ma praktykę.
> No ale Andrzej to tylko " praktykant" - to znaczy ma praktykę.
Masz na myśli Andrzeja R.? Faktycznie, Andrzej ma ogromne doświadczenie i
potrafi z niego zrobić użytek; chodzi mi o to, że obserwuje swoje ryby nie
opierając się na ustalonych już schematach. Bardzo to u niego lubię.
Wracając jednak do tematu: Nieustannie powracamy w bardzo niesmacznej
atmosferze do takich dyskusji a ja nie bardzo wiem, o co właściwie się
"kłócimy". O to, że ludzie mają różne doświadczenia? Andrzej ma takie
zdanie, a parę innych osób, z równie ogromnym doświadczeniem ma inne i co w
tym złego? Gdybym miała podzielić tych, których znam, na takich, którzy
karmią ryby raz dziennie i takich, którzy robią to dwa czy trzy razy
dziennie, to pewnie straciłabym wielu sympatycznych znajomych. Sama także,
czy tego chcę czy nie, muszę wybrać jeden ze sposobów. Taka decyzja mnie nie
ominie ;) Już Sartre powtarzał, że nawet jak nie podejmujemy decyzji to
podejmujemy decyzję, czyli, że za wszystko jesteśmy odpowiedzialni: i za to
co zrobimy, i za to czego nie zrobimy.
Moje wnioski są następujące:
1. Pyszczaki są wiecznie "głodne". To ogromne łakomczuchy i jak już nabiorą
zaufania do swojego opiekuna będą podpływały za każdym razem, gdy wejdziesz
do pokoju. Każdy, kto ma te ryby u siebie choćby kilka miesięcy doskonale o
tym wie.
2. Pyszczaki, które czują się bezpiecznie nie są płochliwe. Pływają pomiędzy
moimi rękoma wtedy, gdy zmianiam wodę i wtedy, gdy wkładam palce z płatkami
do akwarium. Można nauczyć jeść je z ręki. Powiedzmy, że jeśli można mówić o
inteligencji u ryb, to są z pewnością inteligentne.
Jeśli pyszczaki są płochliwe, to albo coś jest nie tak z parametrami wody,
albo są chore, albo właśnie wyćwiczyły sobie taką reakcję ucieczki, bo coś
kiedyś ją spowodowało dwa, czy trzy razy pod rząd. Sama tego doświadczyłam.
Nie zmieniłam w wystroju swojego akwarium zupełni nic, a jednak uporałam się
z tym problemem dość szybko tak, jak to opisałam: warunkując ryby.
3. Raz uwarunkowane, czy też może po prostu ośmielone ryby można karmić tyle
razy dziennie, ile dusza zapragnie: raz dziennie, dwa razy dziennie, trzy -
zgodnie z własnymi przekonaniani, praktyką i wiedzą. Nigdzie nie napisałam,
że trzeba je karmić do końca ich życia raz dziennie.
Ja karmię raz dziennie, jeśli są to płatki. Granulatu nie używam w ogóle.
Kiedy karmię rozmrożonym oczlikiem, lasonogami, artemią, dafnią czy
wodzieniem, to wtedy z reguły robię to dwa razy dziennie.
Pozdrawiam
Marzenna Kielan
www.cichlidpress.pl
Back to Nature - Przewodnik po swiecie pielegnic z Malawi
Teraz także w języku polskim!
ja powiem więcej - wogóle go lubię ;-) , a rzadko lubie jakiegoś akwarystę
> Wracając jednak do tematu: Nieustannie powracamy w bardzo niesmacznej
> atmosferze do takich dyskusji a ja nie bardzo wiem, o co właściwie się
> "kłócimy". O to, że ludzie mają różne doświadczenia? Andrzej ma takie
> zdanie, a parę innych osób, z równie ogromnym doświadczeniem ma inne i co
> w tym złego?
Ależ nic w tym złego ,chodzi o powstawanie stereotypów,mitów itd .
A może np.(to hipoteza) karmienie ryb raz dziennie jest dobre - ale może
jest to karmienie na granicy głodu (tak jak to opisują akwaryści morscy w
swoich zbiornikach rafowych - dlatego uważam też ,że morszczyzna do morza
;-)))) ,cóż z tego że ryby "podrastają" (specjalnie ten wyraz) i są ok .
Może właśnie powinny rosąć ,przyrastać w odpowiednim tempie ?
Może sposób karmienia zależy od tego czym karmimy - sztuczne pasze (płatki
itp) nie są naturalnym pokarmem,zalegają w układzie pokarmowym więc
zalecanie jednorazowego karmienia ma jakiś sens .(ale ryby dalej sa głodne)
Gdybym miała podzielić tych, których znam, na takich, którzy
> karmią ryby raz dziennie i takich, którzy robią to dwa czy trzy razy
> dziennie, to pewnie straciłabym wielu sympatycznych znajomych.
Ee. I tak już straciłaś .To nie jest to kryterium raczej.
Ja dzielę akwarystów na trofciarzy , malawistów ( tu oni się sami dzielą
doskonale - choć nie jest to pączkowanie ) i resztę
no dobrze : powaznie to na akwarystów i akwarystki .
Sama także,
> czy tego chcę czy nie, muszę wybrać jeden ze sposobów. Taka decyzja mnie
> nie ominie ;) Już Sartre powtarzał, że nawet jak nie podejmujemy decyzji
> to podejmujemy decyzję, czyli, że za wszystko jesteśmy odpowiedzialni: i
> za to co zrobimy, i za to czego nie zrobimy.
Owszem,owszem.Ale zawsze masz tę mozliwośc że w niedzielę sie wyspowiadasz .
>
> Moje wnioski są następujące:
wnioski jakie są każdy mógł przeczytać - ale czemu 2 ,a nie 3 razy dziennie
(oto jest pytanie ) ,czemu płatki są ok ,a granulat nie ;
Nie bardzo trafiłeś tutaj ;) Ale mniejsza z tym.
> wnioski jakie są każdy mógł przeczytać - ale czemu 2 ,a nie 3 razy
dziennie
> (oto jest pytanie ) ,czemu płatki są ok ,a granulat nie ;
Proszę bardzo:
1. Granulat nie, ponieważ widzę z jaką łatwością pyszczaki napychają sobie
nim cały pysk. Zanim zaczną cokolwiek gryźć starają się wyłapać wszystko, co
wpada do akwarium. Efekt jest taki, że ryby pobierają pokarmu dwa razy
więcej niż wtedy, gdy zjadłyby płatki. Pokarm w płatkach już jest
wysokokaloryczny - to wystarczy. Granulat to IMHO nie jest najlepsze
rozwiązanie dla pyszczaków. Stosuję natomiast granulaty w innych akwariach.
2. Jeśli nie karmię płatkami tylko rozmrożonymi "robakami", to dwa razy
dziennie ponieważ uznaję taką częstotliwość karmienia za wystarczającą
obserwując kondycję ryb. Nie jestem w stanie podchodzić do akwarium co dwie
godziny podając dwie łyżeczki od herbaty oczlika a uważam, że ryby w
środowisku naturalnym nie zdobywają w ciągu dnia więcej pokarmu niż ja
podaję im dwa razy dziennie.
hehe , tzw. humanizm oświecony ?
to jeszcze gorzej , bo samemu trzeba się z sobą zmagać ,a to nie jest
obiektywne
>
> > wnioski jakie są każdy mógł przeczytać - ale czemu 2 ,a nie 3 razy
> dziennie
> > (oto jest pytanie ) ,czemu płatki są ok ,a granulat nie ;
>
> Proszę bardzo:
>
> 1. Granulat nie, ponieważ widzę z jaką łatwością pyszczaki napychają sobie
> nim cały pysk. Zanim zaczną cokolwiek gryźć starają się wyłapać wszystko,
> co wpada do akwarium. Efekt jest taki, że ryby pobierają pokarmu dwa razy
> więcej niż wtedy, gdy zjadłyby płatki. Pokarm w płatkach już jest
> wysokokaloryczny - to wystarczy. Granulat to IMHO nie jest najlepsze
> rozwiązanie dla pyszczaków. Stosuję natomiast granulaty w innych
> akwariach.
jeśli chodzi o te pokarmy to z tego co tu opisujecie myślę że można Wasze
rybki okreslic "syndromem amerykańskim" - ( córka właśnie wróciła ) - otóż
tamtejsze jedzenie ma taką dziwną właściwość ,że wszyscy jedzą dużo i ciągle
są głodni więc znowu jedzą - po ulicach chodzą monstra
w akwariach ustawiasz się więc w roli Boga (no dobra nie chciałem - niech
będzie prezydent ) który głodnym rybom podaje paszę ,ale za chwilę jak znowu
są głodne mówi :nie na dziś koniec
lata taki pyszczak po akwarium ,od jednej avenue do innej street ,szuka
,złości się , traci energię i nie może biedaczek utyć z tego powodu ( całe
szczęście - bo bylby jak ci biedni przechodnie jak monstrum )
>
> 2. Jeśli nie karmię płatkami tylko rozmrożonymi "robakami", to dwa razy
> dziennie ponieważ uznaję taką częstotliwość karmienia za wystarczającą
> obserwując kondycję ryb. Nie jestem w stanie podchodzić do akwarium co
> dwie godziny podając dwie łyżeczki od herbaty oczlika a uważam, że ryby w
> środowisku naturalnym nie zdobywają w ciągu dnia więcej pokarmu niż ja
> podaję im dwa razy dziennie.
aaa. "nie jestem w stanie " - ja też ,ale nie dorabiam do tego ideologii ,
jak jestem w stanie to karmię czesciej
co do ilości - ryba taka jak piszesz żeruje prawie cały dzień (nie mówię tu
o typowym drapiezcy żywiącym się np.rybami ) , więc nie wiadomo (no my nie
wiemy ,naukowcy to dawno zbadali) ile pokarmu pobiera w ciągu dnia - nie
wiem więc na jakiej podstawie uważasz że to wystarczy ,takie sobie
widzimisie,czy też jakieś dane ,ale to by było chyba zbyt skomplikowane bo
trzeba by było ważyć pokarm ,przeliczać i porównywać
No dobra wnioski końcowe ;-)) :
1.pyszczaków nie powinno się hodować w akwariach - nie ma dobrego dla nich
sztucznego pokarmu ,który by zastępował pokarm jaki przez cały dzień
pobieraja w Jeziorze Malawi
2.trzeba rozwiązać oba serwisy malawijskie
3.ogłosić krucjatę pod hasłami "pyszczaki do MAlawi "
4.wolno hodować tylko ryby planktono i mięsożerne , dopuszczamy tu na prośbę
Andrzeja paletki - jak dodamy im trochę spiruliny do diety
5.każdy kto miał Malawi powinien dla dobra akwarystyki hodować muszlowce w
tym właśnie zbiorniku
Bodziec w postaci jedzenia warunkuje się z bodźcem występującym wcześniej,
czyli pojawieniem się człowieka przy szybie lub ręki w wodzie. A to jest
chyba warunkowanie klasyczne, jeśli się nie mylę.
>Mozna miec pajacyki pociagane za sznurki, mozna tez, cichutko siedzac
>w kaciku, podgladac nature. By spelnic to ostatnie trzeba miec o
>rzeczy odrobine pojecia, choc zawsze znajda sie osoby wyznajace zasade
>"moj cyrk, moje malpy".
Myślę, że są to dwie różne sprawy.
Jedna to po prostu potrzeba dokładnego obejrzenia ryb, czy są zdrowe, czy
wszystkie są itp.
Druga, to potrzeba podglądania zachowania rybek i podziwiania ich
"inteligencji".
pozdrawiam
Adam
Stasiu .Ale wiesz takie rzadkie karmienie w jednym jest bezpieczniejsze :
przy częstym karmieniu zachodzi potrzeba usówania produktów materii w dość
intensywny sposób,wiąże się to z częstą podmianą wody . Jednorazowe
karmienie nie wymaga już tak częstej ingerencji i wysiłku.
Ale pomijając sprawy akwarysty - ryby przy częstym karmieniu i małej
dbałości także będą w kiepskich warunkach , związki azotowe i cała reszta ,
potem osłabienie ,infekcje .......
Aha - chyba że wezmę dosłownie Twoje powyższe słowa : to wniosek jest
jeden - akwarystyka jest mało humanitarna ,nie tylko słodkowodna ,niedawno
dyskutowaliście o głodzeniu akwariów rafowych
> Stasiu .Ale wiesz takie rzadkie karmienie w jednym jest
bezpieczniejsze :
> przy częstym karmieniu zachodzi potrzeba usówania produktów materii
w dość
> intensywny sposób,wiąże się to z częstą podmianą wody .
Niekoniecznie, czeste karmienie nie oznacza przeciez obfitego
karmienia ;-). Dawke dobowa (okreslajac ja na podstawie nabytej
wiedzy, doswiadczenia, obserwacji ryb itd) dzielimy zwyczajnie na
kilka mniejszych. Wiekszosc ryb, a juz na pewno roslinozercy, zeruje
prawie w sposob ciagly, trawienie zas jest wspomagane przez flore
komensaliczna (jej stan, ilosciowy i "jakosciowy" jest nie do
przecenienia w kontekscie utrzymania zwierzat w dobrym zdrowiu).
Oczywiscie negatywy nie ujawnia sie natychmiast, mozna zyc (jakis
czas, nawet dlugi) "o chlebie i wodzie" serwowanym chocby raz
dziennie, co jednak z jakoscia takiego zycia.. . Recz jasna jest wielu
wygodnych akwarystow zazarcie broniacych tezy o slusznosci
jednokrotnego (w ciagu dnia) zywienia. Pewnie, to latwiejsze ;-) a i
ryby szybciej podplyna do szyby ;->. Znajda sie i tacy ktorzy z tych
wypowiedzi skompiluja jakis zgrabny artykulik do lokalnej gazetki ;-),
czytajacy zwykle nie maja duzej wiedzy o biologii i fizjologii
zwierzat ktorymi sie opiekuja, nikt sie wiec nie obruszy ;->. Ci
ktorzy maja, zwykle, po jakims czasie, omijaja gazetki z daleka ;-)).
Btw, nie wiem czy wiesz Krzysiu, ze 30 % ludzi jest uczulonych na
ochotke ;-), cos podobnego ma miejsce w przypadku wodzienia. Wlasnie
ogladalem obrazki ;-)) w pewnej ksiazce, przy okazji wpadl mi ten
tekst w oko ;-). Dziwic sie tu potem, ze ryby sa karmione raz dziennie
(albo i co drugi dzien, roslinozerne jak najbardziej ;-)), to z kolei
z "gazetki"). Miales racje w ktoryms z watkow, hodowcy hoduja ;-),
pisza teoretycy ;-).
>Jednorazowe
> karmienie nie wymaga już tak częstej ingerencji i wysiłku.
To fakt ;-))).
Aby Ci zrobić na złość będę hodował pyszczaki. I wszystkim to gorąco polecam.
pozdrawiam
Too Old już Ci nie odpisze. Zmarł na zawał po przeczytaniu że robisz mu na
złość ;)
Jackie
******************************
Malawi Mafia
>Pewnie, to latwiejsze ;-) a i
> ryby szybciej podplyna do szyby ;->. Znajda sie i tacy ktorzy z tych
> wypowiedzi skompiluja jakis zgrabny artykulik do lokalnej gazetki ;-),
> czytajacy zwykle nie maja duzej wiedzy o biologii i fizjologii
> zwierzat ktorymi sie opiekuja, nikt sie wiec nie obruszy ;->. Ci
> ktorzy maja, zwykle, po jakims czasie, omijaja gazetki z daleka ;-)).
> Btw, nie wiem czy wiesz Krzysiu, ze 30 % ludzi jest uczulonych na
> ochotke ;-), cos podobnego ma miejsce w przypadku wodzienia. Wlasnie
> ogladalem obrazki ;-)) w pewnej ksiazce, przy okazji wpadl mi ten
> tekst w oko ;-). Dziwic sie tu potem, ze ryby sa karmione raz dziennie
> (albo i co drugi dzien, roslinozerne jak najbardziej ;-)), to z kolei
> z "gazetki"). Miales racje w ktoryms z watkow, hodowcy hoduja ;-),
> pisza teoretycy ;-).
Wiesz, jak tak czytam, to co piszesz to zastanawiam się do jakiej grupy Ty
zaliczasz sam siebie. Kim jesteś StS i co daje Ci taką żarliwą gotowość do
wyśmiewania wiedzy i doświadczenia innych? Masz za sobą doświadczene dłuższe
niż ta osoba, o "książeczce" której wspominasz? Śmiem wątpić. Jak to jest,
że po TYLU latach uprawiania akwarystyki, co przecież daje Ci przewagę nad
takimi niedoukami jak ja i co podkreślasz na każdym kroku, nadal nie
zauważyłeś, że wiele jest wiele "za" i "przeciw" każdego sposobu karmienia,
każdego sposobu tłumienia agresji, każdego sposobu doboru ryb, i wreszcie
akwarystki jako takiej. Dokonałeś pewnego wyboru, karmisz ryby inaczej niż
ja i jesteś jak ten muzułmanin - wydaje Ci się, że "Twoja religia" jest
jedyna i prawdziwa. Żadnych wątpliwości. Jad i złośliwość wyzierający z
każdego fragmentu wiadomości. Atakujesz mnie, czy sposób karmienia? Mnie czy
sposób radzenia sobie z płochliwością? Mnie czy "gazetkę"? Wprowadzasz do
dyskusji swoje uprzedzenia, swoje prywatne animozje. Wydaje Ci się, że jak
owiniesz je tymi uśmieszkami to stracą one charakter uwag prywatnych? Dla
kogo piszesz takie zdania? Dla siebie? Po to żeby mnie coś udowodnić? Zdobyć
kilka chwil popularności?
Czasem uda Ci się wyartykułować jakąś istotną uwagę, ale z reguły ginie ona
w zalewie zdań takich, jak powyższe. Dla takiego tumana jak ja, nie jesteś
niestety partnerem do dyskusji. Muszę sobie szukać partnerów mniej
zaawansowanych intelektualnie. Szkoda mi czasu na spalanie się w takich
bezsensownych pojedynkach o złote kalesony. EOT.
Życzę sukcesów w uprawianiu akwarystyki morskiej. To jedyny temat, który
poznaję poprzez Twoje posty z przyjemnością.
Marzenna Kielan
Klasyczne, ze wzmocnieniem pozytywnym. Pawłow powiązał bodziec bezwarunkowy
(światło i dźwięk), z bodźcem warunkowym (pokarm). Ja zastosowałam bodziec
bezwarunkowy (pojawienie się osoby karmiącej) z warunkowym (pokarm). Wyszło
w sposób szkolny wręcz, czyli przykładowo ;) Ten sam sposób warunkowania
stosuje się powszechnie choćby w układaniu psów czy koni - żadna nowość,
dobrze jest znać takie zależności.
Pozdrawiam
Marzenna Kielan
www.cichlidpress.pl
Back to Nature - Przewodnik po swiecie pielegnic z Malawi
Nareszcie w języku polskim!
> Masz za sobą doświadczene dłuższe
> niż ta osoba, o "książeczce" której wspominasz?
Akurat ta ksiazke z czystym sumieniem kazdemu polece. Jest dobra (w
przeciwienstwie do pierwszej pozycji tego samego wydawcy). Tytulu nie
wymieniam by nie zostac posadzony o reklame (choc w tym przypadku
takie posadzenie byloby baaardzo smieszne :-D ).
Do reszty sie nie odniose, szkoda czasu (to syzyfowa praca ;-) ) i
nerwow, wszystko juz bylo ;-). Niech wiec bedzie EOT ;-).
> w akwariach ustawiasz się więc w roli Boga (no dobra nie chciałem - niech
> będzie prezydent ) który głodnym rybom podaje paszę ,ale za chwilę jak
znowu
> są głodne mówi :nie na dziś koniec
Nigdy co prawda nie patrzyłam na to w ten sposób, ale coś w tym jest. Tak, w
roli osoby, która stara się nadzorować pewne procesy. To sztuczne środowisko
i nie ma takiej szansy, żeby działało niczym naturalne. Dlatego muszę sama
wymieniać wodę, sama decydować o sposobie aranżacji i sama karmić. U Ciebie
jest inaczej?
> wiem więc na jakiej podstawie uważasz że to wystarczy ,takie sobie
> widzimisie,czy też jakieś dane ,ale to by było chyba zbyt skomplikowane bo
> trzeba by było ważyć pokarm ,przeliczać i porównywać
Na podstawie ich wyglądu i samopoczucia. Ryby nie są wychudzone, można to
zobaczyć na zdjęciach na malawi.org.pl oraz akwafoto, chętnie i dość często
podchodzą do tarła. Gdyby były głodzone to prawdopodobnie nie miałabym ich
potomstwa. Są też pięknie wybarwione i odporne. Od co najmniej 3 lat nie
miałam żadnych kłopotów zdrowotnych wśród tych ryb: ospy, pleśniawki,
infekcji bakteryjnych, wirusowych, bloat itp. (pomijając konieczność
odrobaczenia). A jakie ty kryteria stosujesz? Po czym poznajesz, że ilość i
częstotliwość podawanego przez Ciebie pokarmu są ok?
> No dobra wnioski końcowe ;-)) :
Interesujące ;) Przeczytałam z uwagą.
Pozdrawiam
Marzenna Kielan
www.cichlidpress.pl
Back to Nature - Przewodnik po swiecie pielegnic z Malawi
Nareszcie w języku polskim!
A może po prostu je przekarmiasz ?
Pozdr.
Piotr Borawski
Jakieś szczegóły ?
Pozdrawiam
Piotr Borawski
nie bardzo rozumiem : to ja jestm uczulony na ochotke czy na wodzienia ?
--
kochany rekinek- J.Krzysztof Chiliński mjkch_no_spam@nie_chce_spamu_pnet.pl
Milanówek ,a obok stolica Państwa Urzędników
serwis muszlowcowy : http://www.muszlowce.prv.pl/
< Jeśli gniewasz się na mnie to czas abyś wyłączył swój komputer>
Chodzi Ci o tę nowość ???
Jest dobra ?
PS.tak zdenerwowałeś Koleżankę ,że zapomniała sygnaturki .
> PS.tak zdenerwowałeś Koleżankę ,że zapomniała sygnaturki .
;-))).Zauwazylem.
Tak chodzi mi o te nowosc, jest ok, osoby zainteresowane nie pozaluja
zakupu.
> karmić. U Ciebie jest inaczej?
ja nie jestem ich bogiem ,a może jestem ?
Ale czy w takim razie Bóg może mieć wyrzuty sumienia i wątpliwości w
stosunku do swoich "podopiecznych" ?
>
> > wiem więc na jakiej podstawie uważasz że to wystarczy ,takie sobie
> > widzimisie,czy też jakieś dane ,ale to by było chyba zbyt skomplikowane
> > bo trzeba by było ważyć pokarm ,przeliczać i porównywać
odporne. Od co
> najmniej 3 lat nie miałam żadnych kłopotów zdrowotnych wśród tych ryb:
> ospy, pleśniawki, infekcji bakteryjnych, wirusowych, bloat itp. (pomijając
> konieczność odrobaczenia).
comasz na myśli ???
A jakie ty kryteria stosujesz? Po czym
> poznajesz, że ilość i częstotliwość podawanego przez Ciebie pokarmu są ok?
właśnie cały czas myślę ,że zbyt kiepsko je karmię ,nie jestem z siebie
zadowolony
Wiesz pisałem pracę magisterską o podchowie wylęgu .Jej tematem był podchów
wylęgu amura białęgo (ryby typowo roslinożernej w dorosłym stadium ) w
warunkach kontrolowanych przy różnej karmie . Dawki dzienne pokarmu
podzielone były na 4 racje w ciągu doby .
Jeśli pozwolisz to zacytuję tu kilka liczb :
1.przeżywalność wylęgu u ryb żywionych zooplanktonem była rzędu 60 % i
zmniejszała się w miarę zmniejszania udziału zooplanktonu w dawce pokarmowej
na rzecz pasz zastepczych do nawet 4 % w jednym wariancie .
2.Wzrost ryb - najlepszymi przyrostami charakteryzowały się ryby karmione
zooplanktonem .Średnia masa analogicznie była 50 mg i 6 mg .
wnioski były jednoznaczne ,choć przeciwne do założonych. Promotor sugerował
abym opracował dawki pasz sztucznych w celu podchowania ryb,ale praca
udowodniła że te nie mogą zastąpic naturalnego pokarmu. Zadowalające efekty
osiągnąłem tylko zmniejszając ilość zooplanktonu równocześnie podając paszę
sztuczną - taka mieszanka.
Okazało się ,że częste karmienie pokarmem
naturalnym,żywym było bezkonkurencyjne.
Nie spodobało się to promotorowi - ale to jego zmartwienie ;-)))
>
> > No dobra wnioski końcowe ;-)) :
>
> Interesujące ;) Przeczytałam z uwagą.
wniosek końcowy : jeśli już mówimy,że poważnie podchodzimy do hodowli ryb to
róbmy to , bierzmy pod uwagę ich fizjologię i potrzeby . Bezpieczniej jest w
takim razie nie mówić tak ,aby nie można się było z tego w przyszłości
wycofać .
to wszysko było o częstotliwości karmienia - gdyby się ktoś pogubił w moich
wywodach ;-))))))
oczywiście możesz powiedzieć ,że to nie na temat ,ale myslę że w jakimś
stopniu jest na temat .Dodatkowo jako ciekawostkę podam,że w wariantach
"głodowych" zaobserwowałem ryby nienaturalnie duże ,ponadprzeciętne -
kanibale ,które wyspecjalizowały się w zjadaniu braciszków .
? Skad kolega tak absurdalne przypuszczenie wysnuwa?
--
pozdrawiam
Krzysztof M. Kazmierczak / redKK www.Malawi.PL
www.galeria.malawi.pl K O N K U R S Akwarium Miesiaca
polska KSIAZKA O ZDROWIU RYB: http://sklep.2-k.pl szybko, dobre ceny
ROTFL! Toold, o malo sie nie zakrztusilem :)))) Tak szargac swietosci
jedynie slusznych porad :))))
> a może po prostu sa bardzo głodne ?
>
> ja obserwowałem malawi często karmione (2-3 razy dziennie) z małą ilością
> kryjówek - owszem ryby były płochliwe,ale przecież to jest ich naturalne
> zachowanie . Ale wystarczy usiąśc spokojnie i po paru minutach rybcie
> pływają normalnie .
Jest i tak jak piszesz. Zwykle jednak pielegnice z Malawi w akwariach nie sa
plochliwe mimo iz nie odrabia sie na nich lekcji z odruchow Pawlowa :)
Wiekszosc hodowcow ktorych znam nie glodzi ryb, by zmusic je do warowania
przy szybie, a jednak plywaja one blisko niej i nie wygladaja na przerazone
gdy do akwa zblizy sie czlowiek, nawet o takim niesympatycznymn wygladzie
jak ja :)))
A mój yellowek podrywa - przy wszystkich - panienki , a on i one jeszcze
tacy młodzi. Świntuch jeden.
Ach, ta dzisiejsza młodzież.
pozdrawiam
Adam
w tym rzecz,że nie uważam niczego za jedynie słuszne - w postach Marzenny
dopatruję się dlaczego tak twierdzi , szukam jakiegoś uzasadnienia i sposobu
myślenia ,a że
lubię się pośmiać.....
> Wiekszosc hodowcow ktorych znam nie glodzi ryb, by zmusic je do warowania
> przy szybie, a jednak plywaja one blisko niej i nie wygladaja na
> przerazone gdy do akwa zblizy sie czlowiek, nawet o takim niesympatycznymn
> wygladzie jak ja :)))
wiesz ,za dobrych czasów pewien mój znajomy miał dwa akwaria na przeciwko
siebie : malawi i trofcie . MAlawi było jednak wyraźnie bardziej płochliwe.
OK, jeśli faktycznie szukasz odpowiedzi (szanowny K.K. na pewno jej nie
szuka i przybył tu jedynie wtrącić swoje dwa grosze nie na temat), to
chętnię wyjaśnię. Tylko bardzo proszę, jeśli mamy dalej potem dyskutować, to
bez złośliwości - starzeje się i wolę spędzać czas wolny od pracy bardziej
pogodnie, zwłaszcza, że jest głęboka jesień, co też nie pozostaje bez wpływu
na samopoczucie.
Otóż karmię swoje ryby oszczędnie, ale to nie znaczy, że je głodzę. Po
pierwsze w moich akwariach rozwinęły się bardzo interesujące glony. W tym
wyższym (stoją na stelażu) mam taką ciekawą powłokę z glonami i osadem,
która chętnie skubana jest przez wszystkie ryby. Widzę czasem po całym dniu,
że ryby mają łagodnie zaokrąglone brzuchy nawet wówczas, gdy nic im jeszcze
konkretnego nie nasypię. Najbardziej dziwi mnie to, że Copadichromis
trewavasae, czyli planktonożerna grupa Utaka, chętnie skubią ten
"peryfiton?". Doszłyśmy z Aśką do wniosku, że zabierze trochę tych glonów
wraz z tym, co w nich jest na uniwersytet, żeby sprawdzić co tam się kryje.
W tym drugim, ustawionym niżej zbiorniku, mam natomiast krasnorosty. Też są
chętnie podskubywane przez pyszczaki, ale widzę wyraźnie, że nie dostarczają
rybom takiej ilości pokarmu, jak ten dywanik na górze. Także i te ryby nie
są jednak głodne, bo często dostają oczlika. Jeśli jest oczlik to podawany
dwa razy dziennie. Nie rozpuszczam wtedy w akwarium jednej kostki, tylko
kilka. Wyłączam filtr wewnętrzny i przez godzinę ryby pływają sobie w tej
chmurze wyłapując wszytko, co się da. Uważam, że dzięki takiej formie
karmienia szanse mają wszystkie ryby - nawet świeżo wypuszczony narybek,
który chowa się gdzieś po kątach. Płatki podaję naprawdę raz dziennie i to
faktycznie wystarcza. Ryby nie mają zapadniętych brzuchów a jak wyglądają
można spawdzić na AkwaFoto. Nie bez dumy stwierdzę, że wyglądają ładnie.
Nawet StS kiedyś napisał kiedyś, że wyglądają bardzo dobrze. Nie lubi mnie,
więc nie napisałby czegoś takiego, gdyby było inaczej.
No dobrze, ale dlaczego karmię oszczędnie i dlaczego to propaguję? Ponieważ
ryby nie są ssakami. Nie mają określonej ściśle granicy, do której
dorastają. Zaprogramowany przez naturę ssak, np. ja, osiąga 160 cm wzrostu i
koniec. O ile warunki w czasie rozwoju takiego stwora były optymalne, to po
prostu osiągnie swoją "górną granicę" i tyle. U ryb tak nie ma. Nie ma
żadnej górnej granicy. Jeśli będą żyły długo i będą miały pokarmu pod
dostatkiem, to po prostu będą rosły. Właściwie do końca swoich dni.
Oczywiście, nie będzie to już bardzo gwałtowny przyrost, ale jednak.
Widziałam A. calico, która na granulacie dla pstrągów wyrosła niczym nieduży
karp. Ja nie mam stawu i nie zamierzam go zakładać. Nie będę w stanie
trzymać u siebie 30 cm ryb, bo mam akwaria o długości 160 cm. Chciałabym,
żeby ryby czuły się w nich swobodnie, żeby te zbiorniki choć w minimalnym
stopniu przypominały fragment środowiska naturalnego, żeby to nie była
klatka jaką Wietnamczycy budowali dla swoich amerykańskich więźniów. Uważam,
że znacznie ważniejsze niż pełny ciągle brzuch jest poczucie swobody i
wigor. Nieco głodni ludzie żyją dłużej, są sprawniejsi i rzadziej chorują.
Pierwsza i podstawowa zasada dla osób takich jak ja brzmi: "Chcesz być
zdrowy? Zaczniej wcześniej wstawać. Od stołu.". Patrząc na zwierzęta
dochodzę do wniosku, że wszędzie wygląda to podobnie - lekko głodny, znaczy
także energiczny, zdrowszy, lżejszy, ładniejszy. Objedzony znaczy ci ciężki,
nieruchliwy, niechętny do czegokolwiek. Nawet szczupły człowiek przejedzony
czuje sie źle. Nawet w miarę normalnie zbudowana ryba, niezbyt tłusta a po
prostu objedzona, musi czuć się tak samo.
I Ty i StS piszecie, że trzeba karmić często a mało. To jest oczywiście
rozwiąznie idealne i jako takie nierealne do zrealizowania. Jeśli wrzucisz
bardzo mało pokarmu do akwarium z p_y_s_z_c_z_a_k_a_m_i, to pokam zostanie
zjedzony przez ryby największe, najsilniejsze, najbardziej dynamiczne i
dominujące. Te mniejsze, samice, młode, podporządkowane dostaną jedynie
resztki, albo i to nie. Jeśli natomiast wsypiesz tyle pokarmu, że rozpłynie
się po całym zbiorniku, to znaczy, że podałeś go dużo i że właściwie
zabezpieczył on zapotrzebowanie energetyczne ryb na cały dzień. Jak to więc
rozwiązać? Łatwo jest gadać i pisać o rozwiązaniach idealnych, to zawsze tak
ładnie brzmi. A co z praktycznym wprowadzaniem tych ideałów w stan
realizacji?
Uf, napisałam dużo, chyba dużo za dużo, ale proszę bardzo, jestem otwarta na
dyskusję. Rzeczową, excuse le mot - bez pierdół: umówmy się, że nie mamy w
domu prawdziwych fragmentów biotopu tylko sztuczne zbiorniki. Wszyscy więc
sprawujemy funkcję "Boga" i wszyscy mierzeni jesteśmy jednakową miarką.
Każdy z nas świadomie stara się stworzyć naszym rybom jak najlepsze warunki,
każdy z nas pojmuje ten obowiazek nieco inaczej - to nie jest powód do kpin
i złośliwości i proszę, nie udawaj, że Twoje posty skierowane do mnie były
do tej pory tych złośliwości pozbawione.
Pozdrawiam
Marzenna Kielan
Jeśli nie wpisuję tu sygnaturki to robię to celowo, nie przez zapomnienie
czy dzięki temu, że ktoś mnie wyprowadził z równowagi.
polecam solarium ,bardzo poważna porada !!!!
>
> Otóż karmię swoje ryby oszczędnie, ale to nie znaczy, że je głodzę. Po
> pierwsze w moich akwariach rozwinęły się bardzo interesujące glony. W tym
> wyższym (stoją na stelażu) mam taką ciekawą powłokę z glonami i osadem,
> która chętnie skubana jest przez wszystkie ryby. Widzę czasem po całym
> dniu, że ryby mają łagodnie zaokrąglone brzuchy nawet wówczas, gdy nic im
> jeszcze konkretnego nie nasypię. Najbardziej dziwi mnie to, że
> Copadichromis trewavasae, czyli planktonożerna grupa Utaka, chętnie skubią
> ten "peryfiton?". Doszłyśmy z Aśką do wniosku, że zabierze trochę tych
> glonów wraz z tym, co w nich jest na uniwersytet, żeby sprawdzić co tam
> się kryje. W tym drugim, ustawionym niżej zbiorniku, mam natomiast
> krasnorosty. Też są chętnie podskubywane przez pyszczaki, ale widzę
> wyraźnie, że nie dostarczają rybom takiej ilości pokarmu, jak ten dywanik
> na górze. Także i te ryby nie są jednak głodne, bo często dostają oczlika.
> Jeśli jest oczlik to podawany dwa razy dziennie. Nie rozpuszczam wtedy w
> akwarium jednej kostki, tylko kilka. Wyłączam filtr wewnętrzny i przez
> godzinę ryby pływają sobie w tej chmurze wyłapując wszytko, co się da.
> Uważam, że dzięki takiej formie karmienia szanse mają wszystkie ryby -
> nawet świeżo wypuszczony narybek, który chowa się gdzieś po kątach. Płatki
> podaję naprawdę raz dziennie i to faktycznie wystarcza. Ryby nie mają
> zapadniętych brzuchów a jak wyglądają można spawdzić na AkwaFoto. Nie bez
> dumy stwierdzę, że wyglądają ładnie. Nawet StS kiedyś napisał kiedyś, że
> wyglądają bardzo dobrze. Nie lubi mnie, więc nie napisałby czegoś takiego,
> gdyby było inaczej.
nie wiedziałem co mam wyciąc więc zostawiłem wszystko ...
odnośnie karmienia - powoli wyjaśnia się sytuacja : masz glony ,karmisz
oczlikiem którego starcza dwa razy dziennie az na godzinę ,czyli faktycznie
nie głodzisz ryb ,w dodatku te płatki
można więc założyć ,że Twoje ryby skubią w ciągu dnia glony , w międzyczasie
dostają sporą dawkę albo oczlika (2 razy dziennie - po godzinie ) ,albo
płatków (raz dziennie ) - to jednak troszkę co innego niż to co pojawiło się
na początku tej dyskusji : " jedna dawka płatków dziennie i to wystarczy "
>
> No dobrze, ale dlaczego karmię oszczędnie i dlaczego to propaguję?
> Ponieważ ryby nie są ssakami. Nie mają określonej ściśle granicy, do
> której dorastają. Zaprogramowany przez naturę ssak, np. ja, osiąga 160 cm
> wzrostu i koniec. O ile warunki w czasie rozwoju takiego stwora były
> optymalne, to po prostu osiągnie swoją "górną granicę" i tyle. U ryb tak
> nie ma. Nie ma żadnej górnej granicy.
Ciekaw jestem skąd masz takie informacje. Poważnie . Nie spotkałem sie z
twierdzeniem,że ryby nie mają "górnej granicy" . Wydaje mi się,że kaze
stworzenie na ziemi ma zakodowane w genach możliwości ,czyżby ssaki były
uprzywilejowane ?? a może wręcz odwrotnie : upośledzone???
Choć przyznaję - jest tu element do zastanowienia.Spotyka się przecież
bardzo duze egzemplarze ryb z jakiegoś gatunku (myśle konkretnie o rekinach
bo są one bardzo obrazowe) ,może jest więc racja w tym co piszesz ?? Ale
chyba jakaś górna granica istnieje .
> więźniów. Uważam, że znacznie ważniejsze niż pełny ciągle brzuch jest
> poczucie swobody i wigor. Nieco głodni ludzie żyją dłużej, są sprawniejsi
> i rzadziej chorują. Pierwsza i podstawowa zasada dla osób takich jak ja
> brzmi: "Chcesz być zdrowy? Zaczniej wcześniej wstawać. Od stołu.". Patrząc
> na zwierzęta dochodzę do wniosku, że wszędzie wygląda to podobnie - lekko
> głodny, znaczy także energiczny, zdrowszy, lżejszy, ładniejszy. Objedzony
> znaczy ci ciężki, nieruchliwy, niechętny do czegokolwiek. Nawet szczupły
> człowiek przejedzony czuje sie źle. Nawet w miarę normalnie zbudowana
> ryba, niezbyt tłusta a po prostu objedzona, musi czuć się tak samo.
to porównanie wydaje mi sie całkiem nietrafione .I w dodatku musze sie
powstrzymywać od złośliwości !!!!! Porównujesz siebie z ryba wtedy gdy jest
Ci wygodniej,a w innym przypadku piszesz ryby to nie ssaki . Albo ,albo
.KAżde zwierzę ma swój rytm odżywiania i odpoczynku,zdobywania pokarmu.KAżdy
gatunek ma ten rytm inny.Owszem istnieją jakieś schematy ,ale to Twoje
porównanie nie jest trafne .Imho.Np. ssaki roślinożerne jedzą cały czas
prawie, ssaki mięsożerne jedzą bardzo obficie od czasu do czasu .To samo z
tego co juz pisali Koledzy wystepuje u ryb - niektóre cały dzień się uwijają
w poszukiwaniu pokarmu,inne tylko od czasu do czasu .
>
> I Ty i StS piszecie, że trzeba karmić często a mało. To jest oczywiście
> rozwiąznie idealne i jako takie nierealne do zrealizowania. Jeśli wrzucisz
> bardzo mało pokarmu do akwarium z p_y_s_z_c_z_a_k_a_m_i, to pokam
> zostanie zjedzony przez ryby największe, najsilniejsze, najbardziej
> dynamiczne i dominujące. Te mniejsze, samice, młode, podporządkowane
> dostaną jedynie resztki, albo i to nie. Jeśli natomiast wsypiesz tyle
> pokarmu, że rozpłynie się po całym zbiorniku, to znaczy, że podałeś go
> dużo i że właściwie zabezpieczył on zapotrzebowanie energetyczne ryb na
> cały dzień. Jak to więc rozwiązać? Łatwo jest gadać i pisać o
> rozwiązaniach idealnych, to zawsze tak ładnie brzmi. A co z praktycznym
> wprowadzaniem tych ideałów w stan realizacji?
dobrze więc,duzo to znaczy ile ??? jak długo w takim razie ryby pływają w
płatkach ?
> jednakową miarką. Każdy z nas świadomie stara się stworzyć naszym rybom
> jak najlepsze warunki, każdy z nas pojmuje ten obowiazek nieco inaczej -
> to nie jest powód do kpin i złośliwości i proszę, nie udawaj, że Twoje
> posty skierowane do mnie były do tej pory tych złośliwości pozbawione.
ja nie udaję :nie bardzo Cię lubię i cenię ( bo jestem subiektywny ) ,
natomiast Twoje wypowiedzi owszem doceniam .
ps.to tak jak z Bleherem - może być wspaniałym znawcą ryb i paletek ale jak
powiedział coś paskudnego o swoich Kolegach to po prostu wyszedłem z sali -
imho akurat w tym przypadku niewiele straciłem
> Ciekaw jestem skąd masz takie informacje. Poważnie . Nie spotkałem sie z
> twierdzeniem,że ryby nie mają "górnej granicy" .
Przeczytałam. Jak znajdę to podam źródło. Z tego co było tam napisane
wynikało, że zwykle podaje się przecietną wielkość ryb, w jakiej występują w
naturze. Ale większość z tych ryb może osiągać znacznie większe rozmiary
jeśli dostarczy się im odpowiedniej ilości pokarmu i że wynika to właśnie z
tej cechy, że ryby właściwie rosną do końca swojego życia. Owszem, nie jest
to już gwałtowne rośnięcie, jak to ma miejsce w okresie do uzyskania
dojrzałości płciowej, ale że rosną. Dlatego ta Aulonocara wielkości małego
karpia podziałała na mnie studząco.
> to porównanie wydaje mi sie całkiem nietrafione .I w dodatku musze sie
> powstrzymywać od złośliwości !!!!! Porównujesz siebie z ryba wtedy gdy
jest
> Ci wygodniej,a w innym przypadku piszesz ryby to nie ssaki .
Może to porównanie nie jest jednak takie nietrafne jak Ci się wydaje. Grube
ryby nie mają "ochoty na seks". Podobnie jak Amerykanie, o których pisałeś,
rozglądają się jedynie za tym, co by tu przekąsić. Dochodzi u nich do
otłuszczenia narządów rozrodczych, degeneracji wątroby i dysfunkcji nerek.
To przynajmniej potwierdzają badania. Chore ryby, czy też ryby z
dysfunkcjami różnych organów nie mogą się czuć świetnie - n'est pas?
> dobrze więc,duzo to znaczy ile ??? jak długo w takim razie ryby pływają w
> płatkach ?
Widzisz z pyszczakami jest o tyle trudno, że porcja, którą "normalne" ryby,
powiedzmy Pterophyllum altum, musiałyby jeść przez 2 dni, u pyszczaków ginie
w ciągu 2 minut. Ja podaję tyle, że jest zjadane w ciągu 30 s - 1 minuty. Po
takiej porcji ryby wyglądają jak po kilku kostkach oczlika. Ojej, mogę
zważyć jak chcesz - mam wagę elektroniczną więc może to uchwyci (albo i nie,
bo to jednak stosunkowo mało jest).
> ja nie udaję :nie bardzo Cię lubię i cenię ( bo jestem subiektywny ) ,
> natomiast Twoje wypowiedzi owszem doceniam .
W moim przypadku jest znacznie gorzej ponieważ niewielu jest ludzi, których
tak naprawdę nie lubię. Zawsze jest coś, co zmusza mnie do zobaczenia w
ludziach każdego oblicza ich człowieczeństwa i przeanalizowania tego, co
powoduje taką a nie inną ich reakcję. Pisałam pracę magisterską na ten temat
i od tej pory jestem obciążona. Ale wiedza, która pozwala mi odkryć czy też
podejrzewać skąd pewne zachowania się biorą wcale nie pomaga mi w życiu.
Zrozumieć zbrodnię wcale nie znaczy wybaczyć zbrodnię. Ale bardzo się
staram, i ostatnio proces znielubienia Cię mocno posunął się u mnie do
przodu. Czasem jednak lubię z Tobą podyskutować i wkurza mnie to, że
wtrącasz wtedy właśnie te swoje animozje prywatne. Idiotyczne zachowanie.
Sorry, ale tak uważam i myślę, że mógłbyś się trochę postarać.
Pozdrawiam,
Marzenna
;)
> Podobnie jak Amerykanie, o których pisałeś,
> rozglądają się jedynie za tym, co by tu przekąsić. Dochodzi u nich do
> otłuszczenia narządów rozrodczych, degeneracji wątroby i dysfunkcji nerek.
> To przynajmniej potwierdzają badania.
;)))))))))))
pozdrawiam
romjasz13
Znaczy się chodziło mi o ryby a nie o Amerykanów ;) Chociaż u ludzi zdaje
się też nie wygląda to różowo ;)
Pozdrawiam
Marzenna
ale,ale : najpierw mówimy że ryba rośnie całe życie ,a potem że jak są za
duże to są otłuszczone - to nie jest jednoznaczne .Albo rosną całe życie i
można je karmić (odpowiednią dietą ) ,albo w jakimś momencie jest to już
tuczenie i wtedy rzeczywiście mamy do czynienia z otłuszczeniem organizmu .
Może te karmy które sie stosuje dla pyszczaków powodują otłuszczenie ,nie
wiem ,ale myslę że jesli się trzymać Twoich słów i ryba będzie rosła i rosła
to odpowiednio karmiona nie będzie otłuszczona i będzie w związku z tym
miała seksapil .
>
> > dobrze więc,duzo to znaczy ile ??? jak długo w takim razie ryby pływają
> > w płatkach ?
>
> Widzisz z pyszczakami jest o tyle trudno, że porcja, którą "normalne"
> ryby, powiedzmy Pterophyllum altum, musiałyby jeść przez 2 dni, u
> pyszczaków ginie w ciągu 2 minut. Ja podaję tyle, że jest zjadane w ciągu
> 30 s - 1 minuty. Po takiej porcji ryby wyglądają jak po kilku kostkach
> oczlika. Ojej, mogę zważyć jak chcesz - mam wagę elektroniczną więc może
> to uchwyci (albo i nie, bo to jednak stosunkowo mało jest).
ryby ktore porównujesz różnią się bardzo temperamentem i energią zużywana w
trakcie pływania - imho . Można więc założyć ,że pyszczaki powinny dostać
tak jak piszesz więcej tej energii w pokarmie .Ale czy raz dziennie to dalej
jest dla mnie zagadką . To ,że są wypchane też nie wiem czy jest dobre .Ale
mamy oboje ryby i akwaria stosunkowo krótko - jeszcze wile sie może zmienić
w naszych obserwacjach . Nie waż - chodziło mi o to co właśnie napisałaś.
> prywatne. Idiotyczne zachowanie. Sorry, ale tak uważam i myślę, że mógłbyś
> się trochę postarać.
staram się, nawet nie masz pojęcia jak się staram ;-)))))
> ale,ale : najpierw mówimy że ryba rośnie całe życie ,a potem że jak są za
> duże to są otłuszczone - to nie jest jednoznaczne .Albo rosną całe życie i
> można je karmić (odpowiednią dietą ) ,albo w jakimś momencie jest to już
> tuczenie i wtedy rzeczywiście mamy do czynienia z otłuszczeniem organizmu
.
Krzychu, daj spokój. Jakoś wierzyć mi się nie chce, żebyś ominął sprawę tak
oczywistą: Nawet jeśli rosnącemu organizmowi dostarczasz pokarmu zbyt dużo,
to poza tym, że rośnie to jeszcze i tyje. Napisałam przecież, co
przeczytałam: "nie jest to już takie gwałtowne rośnięcie". Czyli po
pierwszym okresie bardzo szybkiego rozwoju, ryby rosną dalej, ale dzieje się
to wolno. Granica w której zaczyna się tuczenie u każdego stworzenia na tej
planecie jest bardzo bliska granicy normy podawanego pokarmu - łatwo tę
normę przekroczyć ;) Pisałeś wczoraj o rekinach, a ja pomyślałam sobie, że
przykładów jest więcej: np. sumokształtne. W ilu filmach, czy książkach
występuję taki bohater: niezłowiony od lat, ogromny sum zamieszkujący dno
jeziora czy rzeki. A spójrzmy na to jeszcze inaczej; jeśli w literaturze
napisane jest, że jakiś gatunek pyszczaka osiaga max. 10 cm a w akwarium
potrafi urosnąć do 15 cm to przecież osiąga 150% swojej maksymalnej długości
(!). Wyobrażasz sobie coś takiego u ssaka? Pewnie, że są osobniki, które
znajdują się powyżej i poniżej wytyczonej granicy (myślę o ssakach w tej
chwili), ale zakładając, że napisalibyśmy iż człowiek maks. osiąga 190 cm
wzrostu, to aby dotrzeć do 150% tej możliwości musiałby mieć 285 cm wzrostu!
Oczywiście możesz napisać mi, że w warunkach naturalnych ryby nie mają
zapewnionego pod dostatkiem pokarmu i dlatego nie osiągają max. rozmiarów.
Ale rodzi się wówczas problem pod tytułem: W naturze wszystkie ryby nie
dojadają. I jeśli tak jest, jeśli faktycznie w_s_z_y_s_t_k_i_e nie
dojadają, to można podejrzewać, że zapewniając im podobną sytuację w
akwarium nie robimy im krzywdy.
.Ale
> mamy oboje ryby i akwaria stosunkowo krótko - jeszcze wile sie może
zmienić
> w naszych obserwacjach . Nie waż - chodziło mi o to co właśnie napisałaś.
Pewnie, że może się zmienić. Wszystko się zmienia i być może kiedyś któreś z
nas powie: a ten Too Old (Marzenna) to jednak chyba miał wiecej racji niż
ja, bliżej był prawdy.
> > prywatne. Idiotyczne zachowanie. Sorry, ale tak uważam i myślę, że
mógłbyś
> > się trochę postarać.
>
> staram się, nawet nie masz pojęcia jak się staram ;-)))))
Hm... skoro tak, to może jednak powinniśmy sobie dać spokój z tymi
dyskusjami i po prostu się omijać.
Pozdrawiam
Marzenna Kielan
Ryby owszem rosna cale zycie, jednak po okresie intensywnego rozwoju,
tempo tego wzrostu jest niewielke i wystepuja tu dodatkowo znaczne
roznice gatunkowe (tabele rocznych przyrostow poszczegolnych gatunkow
w standardowych warunkach sa latwo dostepne). Wystepuja pewne roznice
w zaleznosci od akwenu (glownie chodzi tu o zasoby pokarmowe, czesto
krancowo odmienne), nie sa jednak duze. Oznacza to, ze niezaleznie od
obfitosci pokarmu konkretny gatunek ryb osiagnie przyrodzone sobie
rozmiary (limitem jest tutaj sredni czas zycia dla tego gatunku) przy
odchyleniach rzedu zaledwie kilku procent.
Jest to wiedza na poziomie podstaw ichtiologii ale gdyby ktos sie
troche postaral to mozna by z tego stworzyc przelomowy artykul na
jakies zacne lamy ;-)))).
> Jest to wiedza na poziomie podstaw ichtiologii ale gdyby ktos sie
> troche postaral to mozna by z tego stworzyc przelomowy artykul na
> jakies zacne lamy ;-)))).
No widzisz, to przynajmniej o tyle mi przyjemnie, że tym razem to ja tę
podstawową wiedzę posiadłam i nie okazałam się takim skończonym tumanem. A
co do artykułu, to masz rację, postaraj się StS, chętnie popatrzę jak Ci
idzie ;) Zarzuć też fałszywą skromność i przestań nazywać się "ktosiem".
Pozdrawiam,
Marzenna Kielan
Dawniej to w podstawówce uczyli o tym, że ryby rosną całe życie. Nie
pamiętam, czy w 6, czy w 7 klasie.
Teraz pewno uczą w gimnazjum. Może pora wrócić do "podstaw". ;)
pozdrawiam
Adam
> No widzisz, to przynajmniej o tyle mi przyjemnie, że tym razem to ja
tę
> podstawową wiedzę posiadłam
Wiedza swoja droga, wnioski z niej plynace to juz inna para kaloszy
;-).
> co do artykułu, to masz rację, postaraj się StS,
Nie zajmuje sie pisaniem artykulow, gdziez bym smial, mam inne hobby
;-)))).
Tak tylko podpowiedzialem temat.... ;-)
Być może uczyli. Trudno mi to stwierdzić, podstawówkę skończyłam niemal 30
lat temu. Pamięć mam niezłą, ale mimo wszystko nie taką jak słoń ;) Tak a
propos, to w podstawówce uczyli także rozbioru gramatycznego i logicznego,
różnicy pomiędzy imiesłowem przymiotnikowym biernym a imiesłowem
przymiotnikowym czynnym, a w ogólniaku uczyli badania przebiegu funkcji i
rachunku prawdopodobnieństwa. Pamiętasz to wszystko? Jeśli tak, to szczerze
gratuluję, bo ja pamiętam tylko część, a dokładnie te zagadnienia, którymi
zajmuję się cały czas.
Pozdrawiam
Marzenna Kielan
widzisz ale imho jest tak - dajesz jakąś racje pokarmu w celu przyrostu ryby
i dobrze . Potem ryba rośnie i też dobrze . TA sama dawka dla większej ryby
może już być niewystarczająca (większy organizm,więcej energii itp ) ,a
nawet głodowa - więc nie jest jednoznaczne ,że w pewnym momencie to już
łatwo ją utuczyć.
> się to wolno. Granica w której zaczyna się tuczenie u każdego stworzenia
> na tej planecie jest bardzo bliska granicy normy podawanego pokarmu -
> łatwo tę normę przekroczyć ;)
znowu jak Ci pasuje to uogólniasz,a jak nie to piszesz ,że ryba to nie ssak
;-)))
Pisałeś wczoraj o rekinach, a ja pomyślałam
> sobie, że przykładów jest więcej: np. sumokształtne. W ilu filmach, czy
> książkach występuję taki bohater: niezłowiony od lat, ogromny sum
> zamieszkujący dno jeziora czy rzeki. A spójrzmy na to jeszcze inaczej;
> jeśli w literaturze napisane jest, że jakiś gatunek pyszczaka osiaga max.
> 10 cm a w akwarium potrafi urosnąć do 15 cm to przecież osiąga 150% swojej
> maksymalnej długości (!).
widzisz problem jest chyba całkiem gdzie indziej - nasze dane z literatury
są niepełne i niezgodne z naturą. Pisząc o długościach ryb ciągle uśredniamy
,zapominając że rekordowe okazy są rzadkie ale jednak są i wcale nie dowodzą
gigantyzmu - po prostu w naturze jest wiele czynników ograniczających . A
sumy i rekiny - to dobry przykład - powyżej jakiejś krytycznej wielkości nic
im już nie zagraża i dlatego są one spotykane .
> możliwości musiałby mieć 285 cm wzrostu! Oczywiście możesz napisać mi, że
> w warunkach naturalnych ryby nie mają zapewnionego pod dostatkiem pokarmu
> i dlatego nie osiągają max. rozmiarów. Ale rodzi się wówczas problem pod
> tytułem: W naturze wszystkie ryby nie dojadają. I jeśli tak jest, jeśli
> faktycznie w_s_z_y_s_t_k_i_e nie dojadają, to można podejrzewać, że
> zapewniając im podobną sytuację w akwarium nie robimy im krzywdy.
nie jest to dobra teza - moja jest lepsza ;-)))
A brzmi jak powyżej : "w naturze ryby osiagają max. rozmiary ale jednostkowo
, cała populacja osiąga niższy, średni rozmiar i spowodowane jest to
warunkami środowiska - nie tylko ilość pokarmu ,ale i drapieżnictwo ,
choroby , zagęszczenie ryb ......"
albo druga : "ryby tak maja ustanowiony cykl życiowy aby sie rozmnażały w okreslonym przedziale wieku : nie moga byc za mlode ale tez i nie za stare ,wobec czego ryby stare nie produkuja komorek rozrodczych i wrecz konieczne i pozadane jest aby nabieraly ciala (tluszczu ) "
>
> Pewnie, że może się zmienić. Wszystko się zmienia i być może kiedyś któreś
> z nas powie: a ten Too Old (Marzenna) to jednak chyba miał wiecej racji
> niż ja, bliżej był prawdy.
taaak : tylko o czym My dyskutujemy ? ;-)))
>
> > > prywatne. Idiotyczne zachowanie. Sorry, ale tak uważam i myślę, że
> mógłbyś
> > > się trochę postarać.
> >
> > staram się, nawet nie masz pojęcia jak się staram ;-)))))
>
> Hm... skoro tak, to może jednak powinniśmy sobie dać spokój z tymi
> dyskusjami i po prostu się omijać.
no jak to - przecież pisze ,że sie staram - poważnie .
kurde czemu mnie prosiłaś abym nie był złośliwy - a tak piekne zdanie mi sie
nasówa na temat słowa " omijać" ;-))
goosfraba Stasiu ;-))))
Sorry Too Old, ale przeczytałam sobie raz jeszcze temat tego postu,
przeczytałam sobie wszystkie posty i........ odpadam. Nie obraziłam się,
nie. Tylko dalece odbiegliśmy od tematu głównego, w którym chłopak chciał
jedynie dowiedzieć się jak poradzić sobie z płochliwością ryb. Każdy z
biorących w tej dyskusji udział udzielił mu rady zgodnej z własnymi
obserwacjami i wiedzą. Ja także. Nie jestem tu ani lepsza, ani gorsza od
innych. Na ile moja skromna wiedza i niewielkie umiejętności obserwacji mi
na to pozwalają, wyciągam wnioski i staram się uczyć. To tyle.
Pozostała część dyskusji przestaje mi się podobać bo coraz mniej dotyczy
spraw merytorycznych. Dochodzenie do tego kto i co pamięta ze szkoły
podstawowej, oraz "wzbogacanie" jej uwagami niektórych dyskutantów sprawia,
że trudno skupić się na meritum; nie wiadomo czy trzeba się bronić, czy
ignorować, czy też coś wrednego palnąć. Po takich dyskusjach zostaje zawsze
niesmak i traci się szacunek dla siebie samego.
Pozdrawiam
Marzenna Kielan
Akurat te zagadnienia pamiętam.
Natomiast generalnie historię i geografię wysłałem do lasu.
pozdrawiam
Adam
ale ja uważam,że pomimo tego było dość ciekawie ;-)
mamy demokrację - jak sobie życzysz .
> Pozostała część dyskusji przestaje mi się podobać bo coraz mniej dotyczy
> spraw merytorycznych. Dochodzenie do tego kto i co pamięta ze szkoły
> podstawowej, oraz "wzbogacanie" jej uwagami niektórych dyskutantów
> sprawia, że trudno skupić się na meritum; nie wiadomo czy trzeba się
> bronić, czy ignorować, czy też coś wrednego palnąć. Po takich dyskusjach
> zostaje zawsze niesmak i traci się szacunek dla siebie samego.
GOOSFRABA
> goosfraba Stasiu ;-))))
Ok, goosfraba ;-))). Zabawilismy sie troche i wystarczy ;-).
Standardowa, tradycyjna porcja inwektyw odebrana ;-), darmowy portret
psychologiczny uzyskany ;-), wskazowki na przyszlosc rowniez ;-)).
Czas na terapie ;-))). Do nastepnego razu, o ile mnie kiedys znowu
diabel podkusi, by niesmialo wystekac jakas uwage przy okazji
kolejnych swiatlych porad ;-).
Pozdrawiam :-D StS.