Ale się rozpisałem ;) Powiedzcie mi, skąd tacy wazeliniarze, podpierdalacze i
dupowłazy się biorą? Pracowałem już w kilku firmach i w każdej znalazł się ktoś,
kto jako sposób na zrobienie "kariery", wygryzienie kogoś, zdobycie zaufania u
przełożonych, stosował podobne świńskie praktyki. I dlaczego prezesi firm dają
się wkręcać w takie intrygi. Mi się po prostu rzygać chce, jak sobie teraz o NIM
pomyślę.
M
> Ale się rozpisałem ;) Powiedzcie mi, skąd tacy wazeliniarze,
> podpierdalacze i dupowłazy się biorą?
Trudno powiedzieć skąd się biorą, ale na pewno trzeba ich wypalać gorącym
żelazem nie patrząc na maniery. Zauważ, że w każdej pracy (i nie tylko w
pracy) trzeba sobie najpierw takiego gnoja wyhodować przymykając oczy na to i
tamto. Teraz Ty już nie masz prawa głosu, on z poczuciem wielkiego sukcesu
namierza następną ofiarę a reszta się przygląda.
e.
Przepraszam, jesli kogoś uraziło to, ze się tak rozpisuję. Powiedzcie mi, jak na
przyszłość unikać takich sytuacji. Jedno wiem - robi się smród, trza spierdalać.
Sam wchodzić komuś w tyłek nie potrafię.
Ja tylko po cichu liczę na to, że beze mnie sobie w projekcie nie poradzą. Tylko
ja prowadziłem analizę wymagań z klientem - niby jakaś była spisana, ale spisana
była przez poprzedników, którzy, jak pisałem, projekt zjebali, na kolanie, i w
międzyczasie duuuużo szczegółów trzeba było ustalać. Niby zrobiłem zakres
wymagań do ostatniego modułu, który został do zrobienia, ale wiem, że kilka
innych jest skopanych, o czym mówiłem głośno, obrywając po głowie za
"konfliktowość".
Powiedcie mi, czy to jest typowa cecha wazeliniarzy, że uciekają w każdy możliwy
sposób od merytorycznej dyskusji?
kazdy medal ma dwie strony ...
wyluzuj, to nie pierwszy i nie ostatni raz jak spotkasz dzięciola na
zawodowej drodze
pamietaj tez że masz teraz mocno subiektywne podejscie do sprawy wiec sie
nie nakręcaj
tylko to przeanalizuj i znajdz inna prace ? albo idz do prezesa i przedstaw
swoja wersje tak dla wlasnego spokoju.
Sam jestem szefem i uwierz mi, ze nie jestem w stanie obiektywnie ocenic
kazdego osobiscie ale wlasnie przez pryzmat
opinii kierownika/szefa projektu etc wiec moze ty swoja sprawe wyjasnisz
pozdrawiam
Tomasz Pawłowski
M
To znaczy ze miales duzo szczescia. Firme ten koles po malutku porzewroci.
Nie pierwszy to przypadek. Zbieg dwoch elementow niekompetenty prezes plus
kierownik karierowicz.
jeżeli już nie pracujesz, to umów się kiedyś prywatnie do prezesa i mu
powiedz. Firma będzie w kłopocie, może lepiej żeby o tym ta konkretna
osoba wiedziała z góry.
B.
"Marcin" <news_...@poczta.onet.pl> wrote in message
news:fuitl9$rhp$1...@news.onet.pl...
> Problem w tym, ze prezes okazał się strasznie podatny na to, że ktoś
> go chwali, co ON perfidnie wykorzystuje
http://en.wikipedia.org/wiki/Peter_principle
B.
M
> Powiedzcie mi, skąd tacy wazeliniarze, podpierdalacze i dupowłazy się
> biorą?
A co za różnica?
Pierwszy raz widzisz człekokształtne gówno?
Czy to ważne, kto je wy...ał?
Wdepnąłeś i się dziwisz - a to prawie norma.
Ciężko znaleźć człowieka szukając wśród ludzi.
> Pracowałem już w kilku firmach i w każdej znalazł się
> ktoś, kto jako sposób na zrobienie "kariery", wygryzienie kogoś,
> zdobycie zaufania u przełożonych, stosował podobne świńskie praktyki.
Coż w tym dziwnego?
W szambie grzebiesz to i gówno znajdujesz.
A szambo wszędzie...
> I dlaczego prezesi firm dają się wkręcać w takie intrygi.
A dlaczego trepy tolerują falę, klawisze grypserę?
> Mi się po
> prostu rzygać chce, jak sobie teraz o NIM pomyślę.
Jaki wniosek po torsjach?
--
Jotte
Może i ja jestem konfliktową osobą - bo cholerykiem jestem - ale powiedzcie, czy
na moim miejscu nie wkur*** byście się w następującej sytuacji:
Zebrało się troszkę rzeczy, które wymagało ustalenia szczegółów z klientem, i
które ciężko było uzgodnić telefonicznie. Więc klient, z innego miasta,
postanowił, że przyjedzie na jeden dzień. Architekt zrobił listę rzeczy, które
chciałby na spotkaniu omówić. Dał mi ją, bym wpisał swoje propozycje.
Przejrzałem tą listę i oprócz dopisania swoich tematów, zaznaczenia tych, które
są najpilniejsze, pozaznaczałem też te, które już dawno z klientem telefonicznie
uzgodniłem i których nie ma sensu drążyć na spotkaniu. Zaczynamy spotkanie,
architekt bierze listę i ... jedzie z tematami po kolei, biorąc też te
wykreślone przeze mnie! No myślałem, że mnie zaraz coś trafi. Nie wiem, co czuł
klient, ale we mnie się gotowało, jak można tak pokazywać swoje nieprzygotowanie
i to, że się nie wie, co w projekcie się dzieje! Gdy architekt skończył,
próbowałem "przemycić" swoje tematy, moim zdaniem najpilniejsze, na co
usłyszałem od NIEGO "to omówimy na końcu spotkania". Doszliśmy do końca
spotkania, architekt jeszce raz podsumował swoje tematy, łącznie z tymi, które
niepotrzebnie roztrząsał. O moich nawet nie wspomniał.
W międzyczasie ON i architekt musieli gdzieś wyjść, i zostawili mnie i juniora,
byśmy zrobili prezentację pewnego modułu. Moduł ten został zrobiony wg koncepcji
mojej, uzupełnionej i przyklepanej przez architekta - innymi słowy, dostałem od
niego zielone śiwatło, by tak a tak go zrobić. No więc pokazuję klientowi moduł,
a klient wielkie oczy - że tego się tak nie robi, co za herezje powymyślaliśmy i
wogóle. No więc zacząłem omawiać klientowi, na czym nasze rozwiązanie polegało,
będąc święcie przekonanym, że to klient nie do końca je rozumie. Niestety -
okazało się, że projekt, jaki zatwierdzil architekt, nie był przez niego w ogóle
konsultowany z klientem! Rzecz jasna próbowałem przedyskutować tą sytuację z
NIM - rzecz jasna bez żadnych rezultatów ... Zresztą nie była to pierwsza
sytuacja, gdy po zrobieniu czegoś tak, jak wymyślił czy przekazał mi to
architekt, okazywało się to nie tym, co klient chciał. Oczywiście poprawianie
spadało na moją głowę ...
pozdrawiam
SlawcioD
Za bardzo się angażujesz:) Trzeba było robić _tylko_ to co wymagają,
olewać klienta i jego problemy (to działka ambitnego kierownika),
wychodzić po 8 godzinach, inkasować kasę i pieprzyć debili:)
IMHO masz pewne cechy przywodcze, nie lubisz byc szeregowym
pracownikiem, angazujesz sie. Powinienes aplikowac na stanowisko
zwiazane z zarzadzaniem projektem, a nie jego realizacja sensu stricte.
Inna opcja to zalozenie swojej firmy. W kazdym innym przypadku zawsze
trafisz na kogos nad soba, kto bedzie decydowal jak masz rzeczy robic,
ktore Twoim zdaniem powinny wygladac zupelnie inaczej, a to z kolei
bedzie powodowac konflikty.
--
pozdr. Sławomir Kawała
JID: slwkk [at] alternatywa [dot] net
GSM: (0)601-398-348
No to daj juz sobie spokoj z nakrecaniem bo dojedziesz do zawału i tyle
bedziesz mial z tego pozytku
Luuuz i do przodu z innym towarzystwem
pozdrawiam
Tomasz Pawłowski
Nie wiem tylko czy w takim przypadku nei wpakowałby się w jeszcze większe
kłopoty. Przecież w okresie pracy całość jego dokonań należała do firmy w
której pracował i żeby przejąć ten projekt musiałby go pisać od nowa.
Pytanie czy jest to opłacalne??
Jeśli klient by się zgodził na napisanie od zera wszystkiego to pewnie
byłoby to dobre wyjście a i znając ceny i koszty mógłby w prosty sposób
przebic oferte dawnego pracodawcy.
Poza tym taka uwaga z mojej strony - rzeczywiście w każdej większej firmie
znajdują się wazeliniarze i podpierdalacze i często to właśnie oni lądują na
wysokich stanowiskach. Wydaje mi się, że w dużej mierze bierze się to z
kompleksów osób zarządazjących, które szukają zawsze kogoś kto będzie od
nich gorszy, żeby w przyszłości czuć się bezpiecznie.
Poza tym jeśli ktoś jest tak łasy na wazelinę jak twój prezes to się ciesz,
że własnie odchodzisz bo taka firma przyszłości nie ma. Jeśłi nie potrafi
zauważyć prawdziwych problemów to jest jego problem ale i jego pieniądze.
Daj znać jak znajdziesz się w nowej pracy lub otworzysz swą własną
działaność albo wykombinujesz coś innego.
PioPio
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Nie wiem jak jest w tym przypadku ale poważni klienci kupuja wyłączne
prawa autorskie do programu _na zamówienie_ a nie tylko prawo do
użytkowania (licencje). Jeśli tak to z kontynuacją projektu na swoim nie
byłoby problemu.
W każdej firmie jest dzięcioł.Pracowałam w dwóch wielkich korporacjach
i doskonale znam historię o której piszesz bo mam z tym do czynienia
na codzień.Teraz pracuję w trzeciej korporacji i jest taki właśnie
dzięcioł.
Tylko ja mam inną strategię postępowania, może dlatego że nie jestem
cholerykiem tylko melancholikiem.
Obserwuję bacznie postępowanie dzięcioła i widzę kompletną
niekompetencję.Nie walczę z dzięciołem, komplementuję, chwalę i dużo
rozmawiam z uśmiechem na twarzy i przemawia przeze mnie radość
życiowa, zapał i potencjał.
Wewnątrz mam kompletnie inne zdanie.Dzięcioł potrzebuje często mojej
pomocy bo wiedza jego jest mierna.Mówię tyle ile uważam za
bezpieczne.Dzięcioł ma duże chody u prezesa i dyrektora a ja wiem, że
nie dam rady tego zmienić żadnymi skargami, rozmowami itp
Inni pracownicy mają również złe zdanie o dzięciole i rozmawiamy o
tym między sobą.Ten co mówi o tym otwarcie i porusza sprawę wyżej -
wylatuje i ma jeszcze zakaz przebyania na terytorium firmy i ochrona
go nie wpuszcza.
Ja robię swoje, dobrze zarabiam, może czasami dzięcioł trochę zawali
mój plan miesięczny ale zagryzam wargi i uśmiecham się do dzięcioła.
Wszyscy wierzą , że dzięcioł kiedyś wyleci ale ja raczej się nie
łudzę.
Pomyśl, pójdziesz gdzie indziej i będziesz miał to samo, myślę że
trzeba nauczyć się z tym żyć.Bo kto taką walkę
wygrał ?
Ale zdajesz sobie sprawe z roznicy miedzy praca prezesa i "robiacza
projektow"?
> Problem w tym, ze prezes okazał się strasznie podatny na to, że ktoś go
> chwali, co ON perfidnie wykorzystuje
To jest jeden z obszarow niekompetencji prezesa - prawdopodobnie nie jedyny.
Piszesz, że wiesz lepiej jak powinien postępować nie tylko Twój
kierownik ale także prezes firmy. Napisałeś, że jeden kierownik "nie
szanował ludzi i nie potrafił nimi zarządzać", drugi był "wazeliniarzem
i podpierdalaczem", a prezesi firm "dają się wkręcać w intrygi".
Skoro byłeś jedynym pracownikiem, który wie jak zastąpić prezesa,
kierownika, architekta i kolegę programistę to masz sukces murowany.
Otwórz działalność konkurencyjną i jeżeli jest tak jak piszesz to z
rynku ich zmieciesz w 2 lata.
Życzę Ci jednak, żebyś jak najszybciej miał innych pracowników "pod
sobą" i zobaczył jak to wygląda od drugiej strony.
Odpowiadając na Twoje pytanie - skąd się tacy ludzie biorą - biorą się
dokładnie z takich ludzi jak Ty.
Jak już zostaniesz kierownikiem i Twój podwładny X podzieli się z Tobą
dobrym pomysłem, pójdziesz do swojego szefa (lub klienta) i powiesz, że
X miał świetny pomysł. X nie będzie wiedział jak przebiegała rozmowa,
więc powie Y, że na pewno ukradłeś mu pomysł, Y powie Z, że kradniesz
ludziom pomysły, a Z powie nowemu pracownikowi, że wbijasz ludziom nóż w
plecy na dzień dobry.
Pamiętaj też, że kiedyś też możesz zwolnić dezorganizującego Ci pracę
pracownika. Przyjdzie on wtedy do Ciebie i powie, że "zachowujesz się
niepoważnie". Może nawet obsmaruje Cię potem gdzieś w internecie (albo
będzie na odchodne robił Ci koło d. z kolegami z pracy).
Jeżeli już teraz wiesz lepiej od wszystkich jak prowadzić firmę,
zarządzać ludźmi, kontaktować się z klientem itp. itd. to po tym jak
zostaniesz szefem, nic tego nie zmieni, a każdemu kto będzie Ci dawał
jakieś uwagi powiesz, że "jest konfliktowy i kłótliwy".
Różnica między wami była taka, że on był kierownikiem, a Ty nie, więc to
Ty musiałeś odejść.
PS Nie miałem zamiaru Cię w żaden sposób atakować. Powyższe może być
prawdziwym spojrzeniem od tej drugiej strony, a może nie. Nie mówię, że
wiem jak było. Mówię tylko, że czasem te same rzeczy widziane z
perspektywy kierownika i pracownika wyglądają zupełnie inaczej. A
jeszcze inaczej wyglądają sprawy z perspektywy ja-inni.
Pozdrawiam,
Wojciech Malinowski
Hehe...
>Obserwuję bacznie postępowanie dzięcioła i widzę kompletną
> niekompetencję.Nie walczę z dzięciołem, komplementuję, chwalę i dużo
> rozmawiam z uśmiechem na twarzy i przemawia przeze mnie radość
> życiowa, zapał i potencjał.
No widzisz. Choleryk tak nie potrafi :(
> Wewnątrz mam kompletnie inne zdanie.Dzięcioł potrzebuje często mojej
> pomocy bo wiedza jego jest mierna.
Jakbym widział mojego kierownika. Tylko on zrobił coś jeszcze. Znalazł w firmie
osobę, która siedzi tam latami, ale jest kompetentna. I przykleił się do niej, i
prawdopodobnie wypromował jako "kierownik zajebistego architekta"
> Mówię tyle ile uważam za bezpieczne.
No wiedzisz, a ja mam taki zwyczaj, że jak coś mnie boli, to mówię o tym wprost.
Ale mówię to tej osobie, u której mi się coś niepodoba, a nie wszystkim na około
z prezesem na czele.
> Dzięcioł ma duże chody u prezesa i dyrektora a ja wiem, że
> nie dam rady tego zmienić żadnymi skargami, rozmowami itp
Tia. "Mój" dzięcioł tak się ustawił, że prezes był nawet gotów wydzielić jego
team jako osobny dział w firmie, z osobnym budżetem. Tylko ostatnio
podsłuchałem, jak szef przyszedl do pokoju, w którym siedziałem ja i ON, i
powiedział, że firma jest generalnie na sporym plusie, a team dzięcioła ciągnie
doły. Po czym poklepał dzięcioła po ramieniu.
> Inni pracownicy mają również złe zdanie o dzięciole i rozmawiamy o
> tym między sobą.
O tym, że ON jest dzięciołem dowiedziałem się neistety dopiero po rozstaniu z
firmą. Od kolegi, z którym też nieraz miałem spory, i to gorsze niż z tym
dzięciołem. Ale oczywiście wyjaśniliśmy je między sobą.
> Ten co mówi o tym otwarcie i porusza sprawę wyżej -
> wylatuje i ma jeszcze zakaz przebyania na terytorium firmy i ochrona
> go nie wpuszcza.
No tak, nei ma to jak nadepnąć na odcisk
> Pomyśl, pójdziesz gdzie indziej i będziesz miał to samo, myślę że
> trzeba nauczyć się z tym żyć.
Tylko jak?
Bo kto taką walkę wygrał ?
> Poczekajmy jeszcze z 2 tygodnie. Do końca miesiąca projekt musi być ponoć
> skończony. Chyba, ze prezes da swojemu pupilkowi jeszcze miesiąc.
piszesz nie na temat a na koncu sie z tego wycofujesz zaznaczajac ze co
zlego to nie ty ,atakujesz a na koniec stwierdzasz ze nie miales takiego
zamiaru. Kazdy wie jaka jest sytuacja na rynku. Chodzi o ludzi
niekompetentnych ktorzy żerują na drugich a sami piastuja wyzsze stanowiska.
Tak naprawde to oni dezorganizuja prace.
tomasz
> Skoro byłeś jedynym pracownikiem, który wie jak zastąpić prezesa, kierownika,
> architekta i kolegę programistę to masz sukces murowany. Otwórz działalność
> konkurencyjną i jeżeli jest tak jak piszesz to z rynku ich zmieciesz w 2 lata.
[ciach]
Po pierwsze, jak napisałem, do prezesa mam tylko uraz taki, że rozważając
decyzję o moim odejściu spojrzał jedynie na opinię o mnie wystawioną przez jedną
osobę. Co do "kierownika, który nei szanował ludzi i pomiatał nimi", jak już
napisałem, mam do niego szacunek. Szacunek za to, że potrafił przyjąć do siebie
krytyczne uwagi, co wcale nie jest łatwe.
Piszesz o założeniu konkurencyjnej działalności. W mojej branży raczej nie ma
miejsc dla kilkuosobowych firm. A kierowanie dużym zespołem to nie jest bułka z
masłem. Czy bym sobie w tej chwili poradził jako prezes firmy IT - wątpię.
Lepiej czuję się na stanowisku specjalisty, ewentualnie teamleadera - kogoś, kto
zajmuje się częścią merytoryczną projektu, a nie rozliczaniem budżetu i
harmonogramów. Do tego pewnie też dojdę, ale jeszcze nie teraz :)
Zdradź jaka to branża ?
informatyka ?
handel ?
--
Tomasz Renik - nr 5231666765
> Taką
> famę rozsiał o mnie po firmie, że uwierzyl w to i prezes, i
> kieriownicy pozostałych działów. No ale wracając do początku.
Zastanow sie troszke, fame wokol siebie robimy sami, kontaktujac sie z
innymi w firmie, poza nia. Byc moze zdarzaly sie takie sytuacje, ze do
kieronika trafialy opinie o Tobie od innych osob (nawet podczas calkiem
nieformalnych sytuacji). Niemozliwe? Tak to czesto wyglada, a osoba
oceniana uwaza sie za idealna.
> Pracowałem w pewnym dziale, którego kierownikiem był ON. W pewnym
> momencie dostalismy niewdzięczną robotę, a mianowicie poprawić i
> wdrożyć projekt, który ktoś przed nami zjebał. ON poustawiał zadania i
> role osób w projekcie tak, że tak naprawdę do końca nie wiedziałem,
> czym mam się zajmować, za co odpowiadam, i co do mnie należy - no ale
> to szczegóły.
Jesli nie wiedziales jaka jest Twoja rola, trzeba bylo sie o nia dopytac.
Jesli dalej nie wiedziales, trzeba bylo uzyskac informacje na pismie.
Jakos nie chce mi sie wierzyc, ze w projekcie nie miales spersonalizowanej
odpowiedzialnosci.
> Generalnie cały zgrzyt zaczął się w momencie, gdy w
> kilku kwestiach nie mogliśmy się dogadać. Próbowałem ustalić pewne
> rzeczy, wyjaśnić, jaka jest moja rola w projekcie na co słyszałem
> tylko, że jestem strasznie konfliktowy i kłótliwy. Jakakolwiek próba
> merytorycznej rozmowy z NIM kończyyła sie tym, że słyszałem tylko
> ogólniki na temat mojej osobowości i tego typu.
Cos jest na rzeczy, ze niektorych lubimy, a innych nie. Czy Ty lubisz
wszystkich dookola, z ktorymi wspolpracujesz? Zadaj sobie rowniez pytanie,
dlaczego nie lubisz tych "nielubianych". Odpowiadajac na powyzsze pytanie
spojrz takze krytycznie na siebie.
> W zespole mieliśmy takiego kolegę, który już kilka lat pracował w
> firmie, miał łeb nieziemski, ale był skromny i nie wychylał sie.
Czyli nie nadawal sie na kierownika. Chcialbys miec takiego kierownika,
ktory nie potrafi sie wychylic i zaprezentowac swoje racje?
> Za to
> ON jak tylko usłyszał od niego jakiś pomysł, zaraz leciał z nim do
> prezesa i przedstawiał jako swój.
Skad wiesz jak przedstawial te pomysly? Firmowal je swoim nazwiskiem, a
moze mowil wprost, kto jest autorem. Moze nagradzal pomyslodawcow?
> [...] Kiedyś strasznie mnie
> wkurzył tym, że dezorganizuje mi pracę.
Zwroc uwage co piszesz, wydaje mi sie, ze cos jest na rzeczy z Twoja
konfliktowoscia.
> Już chciałem iść z tym do
> prezesa ale sobie myślę, że poważni faceci tak problemów nie
> rozwiązują. Umówiłem się z nim na rozmowę. Przedstawiłem mu, co mi się
> nie podoba, on przedstawił swoje racje, znaleźliśmy wyjście z sytuacji
> i od tamtej pory był spokój, a prezes nie musiał nic o tym sporze
> wiedzieć. X kilka miesięcy później odszedł z firmy. Dziś przyszedłem
> do firmy pożegnać się z kilkoma dobrymi kumplami, z którymi pracowałem
> ładnych kilka lat, i pozabierać swoje rzeczy. Przy okazji postanowiłem
> zamienić kilka słów z NIM.
<ironia> Czyli zrobiles robote za prezesa. Powiedziales kierownikowi, ze
sie nie nadaje ... i odszedl. </ironia>
> Powiedziałem mu, że zachował się
> niepoważnie, że sposobem na rozwiązywanie konfliktów nie jest
> pozbywanie się osób, z którymi się nie zgadzamy - tym bardziej, że ani
> razu nie udało mi się porozmawiać z NIM konkretnie o przyczynach
> spięć.
Kolejny raz pojawia sie stwiedzenie, ze wystepowaly miedzy Wami spiecia.
Z drugiej jednak strony, jesli nigdy nie bylo miedzy Wami konstruktywnej
rozmowy, majacej na celu rozwiazanie konfliktu i podania sobie reki, to
bardzo fatalnie swiadczy to o Kierowniku. Choc mogly byc rozmowy, a Ty
swoim nastawieniem, pewnych rzeczy nie chciales przyjac do wiadomosci.
> Ale się rozpisałem ;) Powiedzcie mi, skąd tacy wazeliniarze,
> podpierdalacze i dupowłazy się biorą? Pracowałem już w kilku firmach i
> w każdej znalazł się ktoś, kto jako sposób na zrobienie "kariery",
> wygryzienie kogoś, zdobycie zaufania u przełożonych, stosował podobne
> świńskie praktyki. I dlaczego prezesi firm dają się wkręcać w takie
> intrygi. Mi się po prostu rzygać chce, jak sobie teraz o NIM pomyślę.
Na koniec dodam, ze zwolnienie pracownika nigdy nie jest komfortowa
sytuacja, ani dla zwalnianego, ani dla zwalniajacego.
Niech cala sytuacja, choc nieprzyjemna, bedzie dla Ciebie nauka, postaraj
sie wyciagnac z niej wnioski. Moze czasem krytycznie spojrz na swoje
postepowanie.
Z drugiej strony miedzy kierownikami, a przelozonymi zawsze beda
wystepowaly zlozone relacje, ktore nie zawsze wszystkim beda odpowiadac.
Wazne rowniez to, aby kierownicy sluchali i przede wszyskim slyszeli to co
sie do nich mowi.
Zycze rowniez Tobie, abys znalazl sie po drugiej stronie, choc na chwilke,
aby moc sie przekonac jak to jest zarzadzac innymi.
--
pozdr. VanVonVen
> (...)Pracowałam w dwóch wielkich korporacjach
(...)
> Tylko ja mam inną strategię postępowania, może dlatego że nie jestem
> cholerykiem tylko melancholikiem.
A może dlatego, że w wielkiej korporacji niewiele da się zrobić po prostu,
choćby ze względu na minimalną siłę przebicia. Kolega jednak pisze o firmie
kilkunastoosobowej, potem 50-cio osobowej, polskiej. Taka firma to zazwyczaj
ręcznie (i nieudolnie) sterowany pierdolnik, gdzie są duże możliwości
działania - spokojnie można pójść do prezesa a nawet zainicjować zebranie
zainteresowanych stron i wszystko dokładnie wyjaśnić. Oczywiście to może się
nie udać (bo np. prezes tego nie chce), ale wtedy pracownik ma pełną jasność,
nie musi czekać jakiejś katastrofy jak zbawienia, może podjąć wyzwanie,
zwolnić się, ochłonąć, ograniczyć gorliwość itp.
e.
> zaprasza mnie do pokoju szefa. Okazało się, że czeka już na mnie
> wypowiedzenie.
w jakim trybie ?
jaka podstawa prawna kodeksu pracy ? (o ile na umowe o prace pracowałeś)...
--
Zalaczam pozdrowienia i zyczenia powodzenia
Krzysztof 'kw1618' Warszawa - Ursynow
rozkoduj mój @ na tiny.pl: http://tiny.pl/p7bb
http://grupy.3mam.net
> Taka firma to zazwyczaj
> ręcznie (i nieudolnie) sterowany pierdolnik,
A jak inaczej sterować, jak nie ręcznie?
> gdzie są duże możliwości
> działania - spokojnie można pójść do prezesa a nawet zainicjować zebranie
> zainteresowanych stron i wszystko dokładnie wyjaśnić.
Po pierwsze nie lubię chodzić z problemami na samą górę. Jak już pisałem, wg
mnie dorośli ludzie problemy rozwiązują między sobą. Dlatego łudziłem się, ze
jak spór wyniknąl między mną a kierownikiem, to tak samo uda się go zarzegnać. O
naiwności ...
> Ostatecznie dogadalismy się, że podpisujemy rozwiązanie za porozumieniem stron,
> do końca maja wykorzystuję należny urlop za ten rok i zaległy za poprzedni, a za
> czerwiec firma mi zapłaci bez konieczności świadczenia pracy.
O! a jakbyś się na to nie zgodził ?
--
Jackare
Trzeciego wyścia nie ma, chyba że drzwiami.
Pozdrawiam
Michał ( trochę na etacie - sprawa ZUS i resztę własna działalność)
> > Taka firma to zazwyczaj
> > ręcznie (i nieudolnie) sterowany pierdolnik,
> A jak inaczej sterować, jak nie ręcznie?
chodziło mi o sytuację, gdy szef zajmuje się pierdołami i próbuje kontrolować
sprawy o których wydaje mu się, że ma pojęcie
> Po pierwsze nie lubię chodzić z problemami na samą górę. Jak już pisałem,
> wg mnie dorośli ludzie problemy rozwiązują między sobą.
Bardzo dobrze napisałeś. Dorośli ludzie, czyli dorosły człowiek z dorosłym
człowiekiem. Jeśli z jednej strony jest gnojek (który cały czas uderza wyżej,
choć nie musi), to nie działa. Jeśli dorośli z jakichś powodów się nienawidzą,
to też nie działa. Pójście na samą górę czasem jest konieczne, szczególnie, że
nie jest to aż tak wysoko, jak uważasz.
e.
> Dzięki, zaraz MU to wyślę :)
A możesz nam powiedzieć, po co ?
e.
no wiesz, klient sobie pójdzie albo co gorsze będzie chciał się
procesować ... chociaż sądząc po tym co napisałeś później (wyciąłem), to
może byłoby lepsze.
> i co ja niby miałbym
> miec z tego, że komukolwiek otworzę oczy?
niewiele, tyle co nic. Skoro Twoje nazwisko pojawiło się w projekcie i
znane jest klientowi, to chyba zależy Ci na kontekście? Bardziej
liczyłem na to że zrobisz tak przez zwykłą przyzwoitość. Firmie nie
jesteś nic winien, ale dobre kontakty (z firmą - czyli prezesem, a nie
kierowniczkiem) mogą się przydać na przyszłość.
B.
> Rozwiązanie z winy pracownika, miesiąc wypowiedzenia w trakcie którego mam
> wykorzystać zaległy urlop
a jaką winę by ci szef przypisał ?
Ja tez sie do pytania dolaczam. W jakims tam stopniu rozumiem, bo sama
zareagowalam podobnie przy swoim pierwszym doswiadczeniu tego typu -
pierwsza praca po studiach, okres probny, moja reakcja na lamanie prawa
pracy i inne nieprawidlowosci, szybki wypad (nawet w CV tego miesiaca nie
umieszczam); mialam wtedy straszna potrzebe pogadac. Wyslalam maila do
jedynego znanego mi czlowieka z centrali, trenera, ktory prowadzil z nami
wstepne szkolenie, probujac wyjasnic nie tylko nieetycznosc, ale i
nieekonomicznosc tych zachowan, ktore zaobserwowalam (raczej z boku, mi sie
nie zdazylo porzadnie oberwac) - "ludzie, co wy robicie!?". Zastanawialam
sie (powaznie!) nad wyslaniem maila do zagranicznej centrali firmy-matki.
Ech, mloda bylam i rozgoraczkowana i troche dojrzalam od tamtego czasu.
jaQbek: Proby porozmawiania, wyjasniania, udowadniania, wzbudzenia poczucia
winy w takiej sytuacji sa niedojrzale i osmieszajace tak jak nieumiejetnosc
przyjecia do wiadomosci dostania kosza. Albo sa podstawy do wziecia sprawy
do sądu i wtedy idziesz, jesli Ci sie chce, albo nie ma, bo umowa byla np.
na czas okreslony, i wtedy po prostu... odchodzisz. Próby pogadania,
wysylanie Dilbertów itd. po pierwsze wygladaja tak, jakbys nie mogl przezyc
tego, ze odszedles, nie mogl sie z tym pogodzic, blagal ich w zakamuflowany
sposob, zeby Cie wzieli z powrotem, po drugie samo okazywanie mocnych uczuc
to w dzisiejszych obyczajach biznesowych nieprofesjonalizm; profesjonalista
jest uprzejmy albo milczy, Tobie puszczaja nerwy i moze rzeczywiscie cos w
tej "konfliktowosci" jest, bo probujesz sie klocic w sytuacji, w ktorej nie
nalezy.
Machnij na nich reka i zainteresuj sie czym innym.
I.
--
http://nz.pasnik.pl
http://blog.pasnik.pl
> że nei widzi mnie w swojej firmie na jakimkolwiek kierowniczym
> stanowisku, a do tego nieuchronnie musiała by dążyć moja dalsza kariera w tej
> firmie, gdybym miał zostać.
Bardzo ciekawe.
Ewidentny przykład na to, ze byłeś tam za dobry. Jeszcze zapytam, jaka
struktura kapitałowa firmy ?
100% własności szefa ? Kapitał zakłdowy 50.000 zł ? czy w przedziale do
200.000 zł czy coś koło 1.000.000 ?
Kapitał zakłdowy 50.000 zł ?
Dokładnie. O czymś to świadczy?
> Tobie puszczaja nerwy i moze rzeczywiscie cos w tej "konfliktowosci" jest, bo
> probujesz sie klocic w sytuacji, w ktorej nie nalezy.
Jedno, z czym nie mogę się pogodzić to to, że zostałem ot tak wyrzucony po 3
latach pracy dla firmy, dla której moim zdaniem zrobiłem sporo. I nie chciałbym,
by przez jednege człowieka mój dorobek poszedł na marne. Więc chyba zrobię tak,
jak mi sugerowano w innym wątku - poprosić prezesa o rozmowę na neutrlanym
gruncie i wyjasnić, że nie życzę sobie, by opinia o mnie, jaką wyrobił sobie na
podstawie informacji od mojego kierownika wyszła poza firmę, a tym bardziej do
innych firm, które zapewne w procesie rekrutacji będą pytac o mnie
50.000 PLN to minimalny kapitał spółki z ograniczoną odpowiedzialnością.
Powiększać go poza szczególnymi przypadkami nie ma sensu, bo nie ma z
tego żadnych korzyści, a można ten kapitał w razie czego umoczyć.
--
Zobacz, jak się pracuje w Google:
http://pracownik.blogspot.com
>Jedno, z czym nie mogę się pogodzić to to, że zostałem ot tak wyrzucony po 3
>latach pracy dla firmy, dla której moim zdaniem zrobiłem sporo. I nie chciałbym,
>by przez jednege człowieka mój dorobek poszedł na marne. Więc chyba zrobię tak,
>jak mi sugerowano w innym wątku - poprosić prezesa o rozmowę na neutrlanym
>gruncie i wyjasnić, że nie życzę sobie, by opinia o mnie, jaką wyrobił sobie na
>podstawie informacji od mojego kierownika wyszła poza firmę, a tym bardziej do
>innych firm, które zapewne w procesie rekrutacji będą pytac o mnie
Szczerze mówiąc - to radze Ci przywyknąć. Na przyszłość - właczyć
moduły:
1. Wczesnego ostrzegania o podpierdalaczach
2. Chwalenia się z osiągnięć przed prezesem.
--
___________ (R)
/_ _______ Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122688
___/ /_ ___ ul. Na Szaniec 23/70, 31-560 Kraków, (012) 3783198
_______/ /_ http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/
___________/ GG: 3524356
>> 100% własności szefa ?
> Wcześniej były 2 osoby, w tym jedna praktycznie wirtualnie.
Wirtualność drugiego wspólnika jest ułatwieniem przy podejmowaniu
niektórych uchwał.
Nie trzeba angażować notariusza.
> Kapitał zakłdowy 50.000 zł ?
> Dokładnie. O czymś to świadczy?
minimalny kapitał, o niczym to nie świadczy...
chciałem napisać dokładnie to co AnyUser
Tak jak zbieram to całe info do kupy, to ta firma jak zresztą większość
firm na świecie, wygląda mi na wyzysk w białych rękawiczkach.
>> 2. Chwalenia się z osiągnięć przed prezesem.
>Jak niby miałoby to wyglądać?
>"Szefie, szef zobaczy, jaki supwer kawałek kodu wyklepałem. Szef zobaczy, klient
>żadnych uwag do tego nie zgłasza". Tak? Moim zdaniem to zadaniem kierownika
>projektu jest kontrolowanie takich rzeczy i pilnowanie, czy to co powstaje, jest
>zgodne z wizją większej całości czy nie.
O, mniej więcej. Jak widze, już czaisz. Do tego narzekanie na
upierdliwego kierownika, który wszystkie Twoje zasługi przypisuje
sobie.
>podwyżkę rzędu 30%, choć nei ukrywam, że chciałem więcej. No ale sam fakt -
>zostałem pozytywnie oceniony. W trakcie rozmowy po wręczenmiu mi wypowiedzenia
>usłyszałem, że "już od początku były z panem problemy" Nawiązałem do tamtej
>sytuacji, do tego, ze pół roku temu opinia na mój temat była zgoła inna. NIe
>usłyszałem żadnego konkretnego wytłumaczenia ...
No i? JUz wiesz, że pracodawca ma Cię w d...? Przyzwyczaj się.
--
___________ (R)
/_ _______ Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
___/ /_ ___ ul. Na Szaniec 23/70 31-560 Kraków (012 378 31 98)
_______/ /_ http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/foto.html
___________/ mail: _5...@irc.pl GG: 3524356
Skoro nie ma korzyści to po co go powiększać? Jakie to są te "szczególne
przypadki", przez które trzeba powiększać, a pomimo tego nie ma z tego
żadnych korzyści?
Farmazony pleciesz straszliwe, nie pierwszy raz zresztą, w różnych
tematach. A najwięcej w takich, o których nie masz bladego pojęcia.
Załóż spółkę z kapitałem 50.000 zł i zamów towar w fabryce (albo
gdziekolwiek indziej) na 100.000 zł i poproś o termin płatności. Dzięki
temu dowiesz się jakie są korzyści z podwyższania kapitału, choć zawsze
istnieje szansa na to, że trafisz na frajera, który da się zrobić w
konia jak pracownicy, którymi (jak twierdzisz) zarządzasz.
Piotr