Wszystko zaczęło się w latach 80., kiedy Ridgway i jego
współpracownicy z ośrodka położonego w Zatoce San Diego zaczęli zwracać
uwagę na nietypowe dźwięki, powtarzające się w pobliżu zbiornika dla
delfinów i białuch. "Brzmiało to tak, jak gdyby w oddali rozmawiali
ludzie, stojący jednak zbyt daleko, by można ich było zrozumieć" -
wspominają.
Jakiś czas później dziwne dźwięki ponownie przykuły uwagę badaczy,
którzy ustalili, że za hałasy odpowiada przede wszystkim jedna z
białuch. Było to wtedy, gdy ze zbiornika ze zwierzętami wynurzył się
nagle jeden z nurków, pytając kolegów: "Kto mnie wołał? Kto chciał,
żebym wyszedł?". Świadkowie tej sceny doszli do wniosku, że głos -
kilkakrotnie powtarzany - musiał pochodzić od jednego z mieszkańców
zbiornika, białuchy o imieniu Noc. Z ludźmi z ośrodka Noc miał styczność
od około siedmiu lat. Zdarzało mu się słyszeć rozmowy ludzi z brzegu,
ale też bywał świadkiem podwodnej komunikacji nurków.
Już wcześniej do naukowców docierały przypadkowe doniesienia nt. waleni
wydających odgłosy przypominające wypowiedź człowieka. Ridgway chciał
mieć na to dowód, dlatego systematycznie nagrywał odgłosy Noca, a potem
nagrania analizował, porównując m.in. amplitudę rytmu dźwięków. Odgłos
Noca i człowieka miały ze sobą sporo wspólnego - stwierdził. Zarazem
zdarzało się, że białucha wydobywała z siebie odgłosy zupełnie
niepodobne do typowych dźwięków białuch. "Mowę" Noca od zwykłego
gaworzenia jego kuzynów różniła np. częstotliwość dźwięków. Były one
jednocześnie wydawane o kilka oktaw niżej, niż zwykle u waleni.
http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,392530,walen-moze-mowic-po-ludzku.html